poniedziałek, 24 lipca 2017

Czerwony Kapturek - Vojtěch Kubašta

Czerwony kapturek Vojtěcha Kubašty to kolejna odsłona kolekcji retro, której pierwsze wydania pamiętają dzisiejsi trzydziestolatkowie, a która przez lata zyskała rzesze fanów na całym świecie, pozwalając rodzicom na uatrakcyjnienie dzieciom ich książkowych zmagań.

Oparta na przestrzenności książka zachęca najmłodszych do wejścia w ciemny las w ślad za Czerwonym Kapturkiem zmierzającym do babci. Czyhający za drzwiami chatki wilk, później przebrany w babciną piżamę niemalże z publikacji wyskakuje, gwarantując dziecku podwójne wrażenia lekturowe. Mimo brutalności samej baśni, opowiedzianej skrótowo, książka pomija drastyczne sceny, skupiając się na tym co najistotniejsze – na szczęśliwym zakończeniu. I to do niego doprowadzić może dziecko, po drodze wysuwając poszczególne elementy, przeciągając, powiększając i przybliżając. Prostota i efektowność publikacji tkwi w możliwości interakcji na linii autor-czytelnik, czy raczej bohater-czytelnik oraz opowieść-czytelnik.

Zdecydowanie mniej tutaj niż w przypadku Jasia i Małgosi elementów ruchomych, które dziecko mogłoby dowolnie przesuwać, wciąż jednak pozostaje książka doskonałą formą zaznajamiania z klasyką baśni i oswajania najmłodszych ze słowem pisanym. Atrakcyjność wpisana w pop-upy jest niekwestionowana, a Kubašta już zawsze pozostanie ich mistrzem. Ilustracje w starym stylu wyróżniają się na dzisiejszym rynku literatury dla dzieci, czyniąc pozycję tę wartościową w dwójnasób – jako podwójny powrót do klasyki.


Dla najmłodszych będzie to okazja do eksplorowania świata czytanej baśni, dla dorosłych zaś podróż w czasie. 



niedziela, 23 lipca 2017

Plakaty - Wojciech Fangor


Dziś bez słów.
Dziś niech przemówi obraz.





Te i więcej plakatów do zakosztowania w książce Plakaty Wojciecha Fangora, wydanego przez oficynę BosZ, obok Tomaszewskiego i Wasilewskiego.



sobota, 22 lipca 2017

Pazur sprawiedliwości - Leonie Swann




Leonie Swann z każdą kolejną książką umacnia swoją pozycję na mojej liście ulubionych autorów.

Po przerwie w dochodzeniu sprawiedliwości przy pomocy przedstawicieli świata zwierząt, spowodowanej wędrówką na cyrkową arenę pcheł, pisarka powraca do (prawdopodobnie) swojego ulubionego tematu, który podkreśliła polska tłumaczka, rezygnując z tytułu oryginalnego (Gray), na rzecz o wiele bardziej wymownego i frapującego.

Oto w Cambridge, ostoi wiedzy, dochodzi do tragicznego w skutkach wypadku. Jeden z doktorantów, miłośnik wspinaczek, Elliot, ginie, spadając z wysokiej wieży. W ślad za nim podąża jedynie krzyk Morderca!. Wszystko wskazuje na to, że jego śmierć jest konsekwencją feralnego błędu. Jego uniwersytecki tutor, Augustus Huff, ma jednak wątpliwości co do przyczyny śmierci swojego podopiecznego, podkreślane przez należącą do zmarłego papugę żako, której staje się on tymczasowym opiekunem. Mające być elementem badań naukowych zwierzę, zdaje się jedynym świadkiem wydarzeń rozgrywających się na kościelnej wieży tuż przed feralnym upadkiem. Huff, korzystając z mocy zasłyszanych i wyuczonych przez Graya słów oraz zachowań, podąża śladem swojego studenta, próbując odtworzyć to, co wydaje się mu mocno podejrzane.

Nieprzeciętny duet detektywistyczny, w którym momentami to zwierzę zdaje się bardziej rozgarnięte od swojego opiekuna, trafia na szereg podejrzanych osób i śladów, które podczas nieudolnie prowadzonego przeszukania przeoczyła policja. Ich misja pełna będzie szalonych zwrotów akcji i humorystycznych oraz miejscami brutalnych scen, dzięki czemu czytelnik podczas lektury bawił się będzie przednio. Zapomnijcie o Poirocie i Hastingsie, puśćcie w niepamięć Sherlocka i Watsona – przez Wami Huff i Gray – niezwykły duet samozwańczych detektywów.

Niepowtarzalna i nie do porównania z niczym książka Swann, jest podkreśleniem jej klasy i talentu. Jeśli szukacie czegoś nietuzinkowego – w dziale kryminału niczego oryginalniejszego chyba nie znajdziecie.

O wtórności nie ma mowy, bylejakość nie ma prawa wstępu. Tutaj rządzi nieskrępowana wyobraźnia!


***


Poprzednie książki Autorki:

Sprawiedliwość owiec / Triumf Owiec / Krocząc w ciemności


piątek, 21 lipca 2017

Niespokojni zmarli - Simon Beckett



David Hunter powraca. I to w naprawdę dobrym stylu.

Piątek wieczór, a przed antropologiem i konsultantem policyjnym wizja weekendu spędzonego ze znajomymi zaburzona została właśnie nagłym wezwaniem. Oto na wybrzeżu znalezione zostały zwłoki, które (prawdopodobnie) na skutek długiego przebywania w wodzie, znajdować się będą w stanie głębokiego rozkładu. Miejscowa policja, mająca na głowie najbardziej wpływowego mężczyznę w mieście, którego to syna ciało prawdopodobnie właśnie odnaleziono, prosi o pomoc Huntera, by udowodnić, że zrobiła wszystko najlepiej, jak tylko mogła. Bogacz nie potrafi przyjąć do wiadomości informacji, że jego syn podejrzany o romans z mężatką, zamordował ją, po czym sam popełnił samobójstwo. Aż do tego piątkowego wieczoru bowiem, ciało ani jednego z nich, nie zostało odnalezione. Dla rodziny Villersów wszystko to staje się ogromnym skandalem, który – być może – maskować ma jeszcze gorsze grzeszki, i który chcą oni jak najszybciej wyciszyć.

Gdy do sprawy dołącza Hunter, wszystko się komplikuje. Na skutek feralnego splotu wydarzeń musi się on zatrzymać u rodziny zaginionej Emmy, o której zamordowanie podejrzany był Leo. Postój ów pozwoli mu się nie tylko przyjrzeć sytuacji z nowej perspektywy, ale także nawiązać wielce przydatną relację i… odnaleźć kolejne ciało. Śledztwo nabiera rozpędu, ale też przybiera obrót jakiego nikt nie podejrzewał i jakiego nikt by sobie nie życzył. Hunter jednak, wolny od miejscowych zależności, żądny jest tylko jednego – prawdy.

Beckett za sprawą Niespokojnych zmarłych potwierdza, że nie wyszedł z pisarskiej wprawy i wciąż jest specjalistą od tworzenia zmyślnych kryminałów, zmuszających czytelnika do intensywnej pracy szarymi komórkami.

Umiejętnie dozuje on napięcie, zaciera ślady, wprowadza nowe wątki, komplikuje relacje, bawi się makabrycznymi opisami i wykorzystuje wiedzę, którą czytelnik zdobył podczas lektury poprzednich tomów.

Językowo i fabularnie wspina się chyba na wierzchołek swoich możliwości – całość jest bardzo przemyślana, każdy szczegół pasuje do poprzedniego, nie ma momentów postoju, powieść wolna jest od dłużyzn i niepotrzebnie wprowadzonych elementów rozpraszających czytelniczą uwagę. Widać, że Niespokojni zmarli to tekst dojrzały i przemyślany, w którym upodobanie znajdzie każdy wierny czytelnik powieści kryminalnych – intryga jest zbudowana na poziomie, o jakim wielu pisarzy marzy i w niczym nie rozczarowuje.

U Becketta czytanie o zbrodniach staje się perwersyjnie przyjemne. Czyż to nie najwyższy komplement dla gatunku?

***

Poprzednie książki autora:

Chemia śmierci / Szepty zmarłych/ Zapisane w kościach  / Wołanie grobu / Rany kamieni / Zimne ognie

czwartek, 20 lipca 2017

Melodia zapomnianych miłości - Dorota Gąsiorowska


Malowniczy Kazimierz Dolny, urokliwe uliczki, piękny rynek, miasto kipiące gwarem i rozmowami artystycznej bohemy składającej się na jego klimat. Wśród tych pięknych widoków kryje się dom, który każdy stara się omijać szerokim łukiem – siedziba miejscowej „wiedźmy” spowitej w czerń – zdaje się, że przywdziała nią także serce. Jej rodzinę przed laty spotkało wiele tragedii, a w konsekwencji jednej z nich Samuel, jeden z synów Klary i utalentowany muzyk, utracił wzrok, a wraz z nim całą radość życia.

Kobieta, z sama sobie tylko znanych pobudek, pozornie dla dobra syna, na czas wakacji zatrudnia Blankę, młodą, uśmiechniętą nauczycielkę gry na skrzypcach, która za niepoprawnie wysoką sumę ma w jej synku na powrót rozniecić pasję do muzyki. Nikt nie wierzy jednak w dobre intencje kobiety, a sama Blanka odkrywa w Kazimierzu znacznie więcej tajemnic splatających się z historią jej rodziny, niż mogłaby się spodziewać. Dziwnej pracy podjęła się jedynie dla dobra swojego i ojca – po śmierci matki zostali oni bowiem niemalże bez grosza przy duży, a płaca za wakacyjną misję pomogłaby im się odbić od dna.

W Kazimierzu poznaje jednak Blanka wielu życzliwych jej ludzi – poza cyniczną i podłą Klarą i jej wiernym lokajem Vincentem, spotyka właściwie same serdeczne osoby – Ryśka i jego babkę Serafinę, Martę i jej córkę Gosię, Olafa – brata Samuela i wreszcie Sama – mężczyznę, dla którego tu przyjechała, i z którym zaczyna ją łączyć wyraźna nić porozumienia, wykraczająca dużo dalej niż dźwięki ich ukochanej muzyki. Gdy bohater wsłuchuje się w melodię niesioną przez skrzypce, które Blanka odziedziczyła po babci Walentynie, skrywane przez nich obu tajemnice zaczynają się dopominać się o ujawnienie…

Dorocie Gąsiorowskiej po raz kolejny udało się utkać niezwykle ciepłą opowieść, w której choć mnoży się od niełatwych decyzji, bolesnej przeszłości i trudnych emocji, wszystko zmierza ku dobremu. Nakreśleni przez nią bohaterowie nie są czarni albo biali – każdy mieni się feerią barw, ukształtowany bowiem został przez życie pełne niespodzianek. Czytelnik od samego początku gorąco kibicuje nie tylko głównej bohaterce, ale także postaciom, które stają na jej drodze – podskórnie czujemy bowiem, że wszyscy zasługują tutaj na szczęśliwy finał. Język powieści jest bardzo plastyczny – jako że miałam okazję być w Kazimierzu, podwójną przyjemność sprawiało mi wędrowanie wraz z bohaterami po jego pięknych zaułkach, a opisy autorki jedynie tę wędrówkę ułatwiały, odświeżały pamięć i czyniły podróż przyjemniejszą. Wydaje się, że na ulokowanie akcji Melodii zapomnianych miłości nie mogła ona wybrać lepszego niż Kazimierz Dolny miejsca – mało jest w Polsce tak malowniczych i urzekających miast, czekających na ujawnienie swoich sekretów, podobnie jak miało to miejsce w przypadku niemalże każdego z bohaterów od lat skrywających wiele tajemnic. W lokalnych legendach tkwi sporo prawdy – lata temu wrzuciłam monetę do studni znajdującej się na rynku, a dziś dzięki Gąsiorowskiej, miałam szansę do tego miasta artystów powrócić.

Choć brzmi to banalnie, książka ta jest idealna na letni czas, kiedy to wędrujemy po świecie, odwiedzamy tysiące tlących się tajemnicami punktów, odpoczywamy, mamy więcej czasu na niespieszną rozmowę, ładujemy się pozytywną energią, dzielimy dobrocią i sercem. Choć na zewnątrz jest ciepło, ona dodatkowo rozgrzewa serce, otula pozytywną aurą i poprawia samopoczucie lepiej niż kaloryczna czekolada. To uskrzydlająca lektura na letnie dni, którą szczerze i gorąco polecam.


***
Książka jeszcze dziś do wygrania będzie na Instagramie i na Facebooku.

Przypominam także, że po wpisaniu w koszyczku na stronie ww.znak.com.pl hasła "MELODIA", najnowszą książkę Gąsiorowskiej możecie złapać za cenę o 30% niższą niż ta sugerowana.


środa, 19 lipca 2017

Historia Mademoiselle Oiseau - Andrea de la Barre de Nanteuil, Lovisa Burfitt



Historia Mademoiselle Oiseau to opowieść, w której splatają się losy dwu mieszkanek Paryża – dojrzałej tytułowe bohaterki, której życie mieni się feerią barw oraz mieszkającej piętro niżej dziewczynki, której codzienność znaczona jest szarością i nijakością. Gdy pewnego dnia przez zamyślenie, przypadkowo puka do jej drzwi – wszystko się zmienia, a jej nudne dotąd życie nabiera rozpędu i sensu. Mademoiselle Oiseau wygląda na młodą, zadbaną kobietę, lecz jej wspomnienia każą przypuszczać, że ma o wiele więcej lat niż sugeruje jej aparycja. Uwielbia się stroić, a jej ubiór i wystrój mieszkania uzależniony jest od humoru. Za towarzyszy ma kolorowe ptaki i koty, które w niezliczonej ilości zamieszkują wraz z nią kamienicę sprawiającą wrażenie niemającej końca. 

Potrafi być subtelna, filozoficzna, ale gdy trzeba kłóci się i klnie siarczyście, co dalekie jest od jej wizerunku delikatnej damy. Mademoiselle stanowi prawdziwy wulkan energii, będąc dla Isabelli odskocznią od smutnych myśli. Gdy ofiarowuje dziewczynce pewien bardzo specjalny guziczek, zmienia jej życie diametralnie, wydobywając z niej cechy dotąd głęboko skrywane i tłumione. Pod jej skrzydłami Isabelle rozkwita, widząc, że życie składa się z momentów, chwil znaczonych ziemskimi uciechami, które trzeba magazynować.



To książka, która każdej szarej myszce pokaże, jak wielka drzemie w niej siła i moc – wystarczy odrobina wiary i świat nabierze zupełnie nowych barw, wypełniając dotychczasową pustkę głębią kolorów i doznań, chociażby tych mających swoje źródło w niczym nieskrępowanej wyobraźni, na której scenie wszystko jest możliwe. Wystarczy przenieść fikcję w świat rzeczywisty, a odwrócić można będzie wszystko, nawet brak wiary w siebie. Przy tym wszystkim jest książka ta hołdem dla życia wypełnionego drobnymi przyjemnościami – ciastem, niespiesznym wyglądaniem przez okno, filiżanką gorącej czekolady wypitą w dobrym towarzystwie.

Pięknie, subtelnie i szykownie ilustrowana, wydana dużym formacie (tak by pomieścić jak najwięcej fantazji) książka, dodająca pewności siebie i podnosząca na duchu. Nie można się od niej oderwać, bowiem autorki czarują słowem i obrazem, ofiarując czytelnikowi ogromną przyjemność lektury. Historia mademoiselle Oiseau to triumf wyobraźni. Gorąco polecam.


wtorek, 18 lipca 2017

We wspólnym rytmie - Jojo Moyes


Jojo Moyes powraca z powieścią, w której ludzkie losy splatają się w sposób godny zawadiackiego humoru lubującego się w dramaturgii życia.

Natasha rok temu rozstała się z mężem. Niedługo czeka ich oficjalna sprawa rozwodowa oraz podział majątku, w tym domu, w którym obecnie mieszka kobieta. Po odejściu Maca, bohaterka niemalże  z  biegu i bez czasu na ochłonięcie, weszła w związek z Conorem i całkowicie skupiła się na karierze. Jej życie zogniskowane było właściwie wokół pracy polegającej na prawniczej pomocy dzieciom i usiłowaniu bycia profesjonalistką.

Gdy pewnego dnia na jej drodze staje  nastoletnia Sarah, kobieta odruchowo postanawia jej pomóc w kłopotliwej sytuacji, nie wiedząc jeszcze, że to spotkanie będzie dla niej prawdziwym chichotem losu. Na skutek feralnego zbiegu okoliczności, dziewczyna pozostanie bez opieki, gdy jej dziadek trafi w ciężkim stanie do szpitala, a do mieszkania Natashy na jakiś czas wprowadzi się jej prawie były mąż. Wiedzeni instynktem bohaterowie, ryzykując swoje nowe związki oraz życie zawodowe, postanawiają stać się dla Sary tymczasową rodziną zastępczą, odgrywając przed światem nieznajomych idealne małżeństwo.

Postawieni w bardzo niekomfortowej sytuacji Natasha i Mac muszą nie tylko zająć się buńczuczną nastolatką, jak również uporać się po raz kolejny z własną traumą wywołaną niemożnością posiadania dzieci, ale także nauczyć się – chociaż na chwilę – na powrót żyć obok siebie bez skakania sobie do gardeł. Sprawy wcale nie ułatwiają notoryczne ucieczki Sary ze szkoły, pretensje nowego partnera bohaterki oraz bardzo ważna i duża sprawa, nad którą obecnie pracuje ona w kancelarii. Życie nic jednak nie robi sobie z jej planów o wielkiej karierze, lecz za sprawą zbuntowanej nastolatki, postanawia pokazać jej co naprawdę się liczy i gdzie znajduje się jej miejsce.

Kolejna powieść Moyes to prawdziwy wyciskacz łez, pokazujący, że życie to tak naprawdę suma naszych wyborów, które – w zależności od punktu widzenia – mogą mieć zupełnie inne konsekwencje niż moglibyśmy przypuszczać. Narracja prowadzona jest dwutorowo – oczami Natashy i oczami Sary – dwu kobiet, które dzieli przepaść wieku i doświadczeń, ale które łączy jedno – ogromna siła i pasja.

We wspólnym rytmie to nic innego, jak opowieść o miłości – damko-męskiej, rodzicielskiej, dziecięcej, opiekuńczej, a także o towarzyszących jej marzeniach. Książka ukazuje wieloaspektowość tego uczucia. Moyes wzrusza i porusza, pokazując, że nic w  życiu nie jest do końca stracone i zawsze warto dać drugiemu człowiekowi drugą szansę, bez względu na to, jak złe wrażenie na nas wywarł. Autorka zdaje się podkreślać, że złe zachowanie i atakowanie drugiego człowieka oraz agresja, niejednokrotnie są wynikiem zranień, którymi doświadczył nas los. I bez znaczenia pozostaje tutaj wiek – młodszy, wcale nie oznacza, że mniej poraniony. Bohaterowie Moyes to postaci, z którymi bardzo łatwo można się zidentyfikować: zbuntowana i sfokusowana na spełnieniu obietnicy Sara; pozornie zimna i niepotrafiąca nawiązać relacji Natasha; wiecznie flirtujący Mac; wymagający dziadek – każdy z nas znajdzie w którymś z  bohaterów odbicie cząstki siebie, dzięki czemu zrozumienie ich motywacji przyjdzie nam z łatwością.


Bardzo dobra, pełna mądrości powieść o sile miłości, marzeń i pasji, zdolnych pokonać każdą przeszkodę. Polecam ją Waszej uwadze. Moyes udowadnia, że tytuł ulubienicy polskich czytelniczek, który sobie zaskarbiła, nie jest wcale przypadkiem. 

Premiera 2 sierpnia.

***

Inne książki Jojo Moyes:

Zanim się pojawiłeś / Kiedy odszedłeś / Ostatni list od kochanka / Razem będzie lepiej / Dziewczyna, którą kochałeś 

poniedziałek, 17 lipca 2017

Czyj to szkielet? Henri Cap, Raphael Martin, Renaud Vigourt

Czyj to szkielet? to kolejna perełka wydawnictwa Mamania, która ma szansę zasilić biblioteczkę każdego młodego czytelnika, żądnego odkryć i doświadczeń wizualnych.

Książka formatu a4 zachęca do eksplorowania jej wnętrza, czyniąc z czytelników młodych badaczy, zdolnych poznać różnice w budowie szkieletów różnych stworzeń, które zaistniały na drodze ewolucji  - od ryb aż do człowieka. Czemu by jednak nie zbadać hipopotama?



Rozpoznanie usprawniają quasi-okienka, pod którymi kryją się istoty, których szkielety możemy obserwować. Jest zatem cechą tej książki pewne odwrócenie tego, co znane – najpierw widzimy szkielet, a dopiero później żywą istotę, nie zaś jak to bywa w większości książek tego typu – najpierw istotę, pod nią zaś skryty jej układ kostny.

Nie jest to także książka statyczna – kościec ukazany został zarówno w momencie postoju, jak i podczas ruchu, unaoczniając zmiany zachodzące w ułożeniu tegoż. Układy kostne podobnych zwierząt zostały zestawione, prezentując nawet najdrobniejsze różnice. 

Publikacja skrzy się nadto od ciekawostek, ukrytych informacji i smaczków, o których nie miałam pojęcia. Niby dla dzieci – a jednak dorosły może zaczerpnąć z niej więcej, niż skłonny byłby przyznać.



Jestem pod wrażeniem formy i warstwy graficznej – książka ta nie potrzebuje żadnych słów, sama dla siebie będąc rekomendacją. Wystarczy spojrzeć, a uaktywniająca się w was właśnie dusza badacza, zmusi Was do sięgnięcia po książkę i kostnego rekonesansu. Zabawa będzie przednia, obiecuję!


niedziela, 16 lipca 2017

Paryż - znam to miasto - Judith Drews



Wspaniała Judith Drews, autorka znakomitej książki Sztokholm – znam tomiasto, powraca z kolejnym tomem serii. Tym razem pod lupę (dosłownie!) bierze ona stolicę Francji – Paryż, by w nim, wraz z młodym odbiorcą szukać wskazanych elementów i snuć fantastyczne opowieści.

Kartonowa książka formatu a4, podobnie jak jej poprzedniczka, przystosowana jest do wielokrotnego wertowania w poszukiwaniu zaginionych postaci i szlakiem bogatego w  detale miasta, stanowiącego doskonałą przestrzeń do dziecięcej eksploracji. Operacje wykonywane przy tej książce streszczają się w dwu słowach – znajdź i wskaż. Oczywiście odnalezienie tego, co poszukiwane, jest dopiero początkiem zabawy. Po pracy poszukiwawczej, następuje bowiem praca wyobraźni – dziecko może wymyślać swoje własne historie dotyczące odnalezionych miejsc, postaci czy rzeczy. Publikacja ta jest zatem nie tylko wielką szkołą spostrzegawczości, ale też polem do popisu dla rozbuchanej dziecięcej fantazji.

Podobnie jak w przypadku Sztokholmu… także i tutaj autorka zadbała, by brak słów nie sprawił, że całość jawiła się będzie jako nudna publikacja oparta wyłącznie na kartkowaniu. Młody odbiorca będzie musiał wytężyć swój wzrok, by odnaleźć całe spektrum postaci: zarówno tych będących odbiciem postaci historycznych (Coco Chanel, Edith Piaf, Pablo Picasso, Maria Skłodowska-Curie, Yves Saint Laurent), jak i tych fikcyjnych (Czerwony Kapturek, magik George i in.). Wyszczególnione zostały one na początku książki, wraz z dodanymi do każdej postaci pytaniami, na które docelowo powinno odpowiedzieć dziecko, i które są pewną podpowiedzią do zabawy i zachętą do ćwiczenia zmysłu orientacji (np. Jak Golbert złamał sobie rękę? Co robi rodzina Parkerów podczas zwiedzania Paryża?).


Czytaj dalej:






sobota, 15 lipca 2017

Damy ze skazą - Kamil Janicki

Damy ze skazą. Kobiety, które dały Polsce koronę Kamila Janickiego to kolejna część serii Prawdziwe historie, kontynuacja Żelaznych dam, w których autor podejmował się opowiedzenia losów żon pierwszych spośród Piastów – Dobrawy, Ody, Emnildy – dziś coraz częściej wspominanych i docenianych.  Książka, która mam przed sobą idzie dalej przetartym szlakiem, prowadząc czytelnika ku małżonkom kolejnych władców średniowiecza – w większości takich, o których słyszał jedynie pilny student historii. Wśród wspominanych kobiet znajdują się: Rycheza, Przedsława oraz Maria Dobroniega.

Ich losy zakreślone zostały na tle historycznym, które autor skwapliwie stara się odmalować, zarysowując losy wczesnośredniowiecznej Polski, o których niewiele wiemy, bo też niewiele zapisów  i studiów z badanych czasów zostało zachowanych i wydanych. Jego praca jest zatem pracą trudną, w dużej mierze mrówczą i żmudną, bo każdy skrawek życiorysu kobiet, którym głos pragnie on oddać, wyrywany jest niemalże z biogramów ich mężów, w których to wzmianki często były dość lakoniczne. Konsekwencją tego są wielokrotnie pojawiające się w książce odautorskie domysły, które poparte urywkami historii, dają prawdopodobny (tylko lub aż) obraz wczesnośredniowiecznej historii Polski oraz jej kobiet. Niestety, w dużej mierze oparty na nadinterpretacjach, co niczego nie uczy ani nie potwierdza, a jedynie rozbudzać może ciekawość.


(...)



Czytaj dalej:

piątek, 14 lipca 2017

Sztuka bycia i obycia - Maciej A.Brzozowski




Sztuka bycia i obycia Macieja A. Brzozowskiego to savoire-vivre w pigułce, nawet dla opornych.
Napisane skrótowo, przejrzyście, bez przegadania – tak, aby każdy mógł wydobyć najistotniejsze dla siebie informacje.

Dowiemy się z niej między innymi, jak używać chustki do nosa, jak całować się podczas przywitania, kto powinien płacić rachunki, czy wypada, czy nie wypada mówić „na zdrowie” oraz „smacznego”, jak napełniać kieliszki i wiele, wiele innych.

Nawet jeśli wydaje Wam się, że zasady dobrego zachowania macie opanowane do perfekcji – przekonacie się, że są jeszcze miejsca nieodgadnione, co do których byliście przekonani, że robicie dobrze, a rzecz ma się tak naprawdę zgoła inaczej. Brzozowski udowadnia, że uczyć trzeba się całe życie.

Wielkim plusem publikacji jest alfabetyczne uporządkowanie haseł – ułatwia to poruszanie się po książce i sprawne odnajdywanie tego, co w danym momencie jest przez nas poszukiwane.


Poza częścią główną książki, składającą się ze szczegółowych zapisów zachowań pożądanych w różnych sytuacjach, na końcu znajduje się również Bon ton w pigułce, a w nim podpowiedzi dotyczące słów zakazanych, najszybszych metod wyjścia na prostaka oraz przeciwnie – osobę, robiącą zawsze dobre wrażenie. Autor nie pozostawia nas jednak z samą teorią – ostatnią częścią książki jest test wiedzy – zanim wyjdziecie do ludzi, macie szansę sprawdzić swoje kompetencje z zakresu savoir-vivre, by uniknąć niepotrzebnych wpadek i krytycznych spojrzeń. Pytań okrągła setka, nie jest bowiem test wyrywkowy, lecz konkretny, niepozostawiający miejsca na uniknięcie kłopotliwych miejsc. 

Polecam - kultura wszak zawsze jest w modzie.

czwartek, 13 lipca 2017

RUSZA NOWE CENTRUM LITERACKIE – BIG BOOK CAFE




RUSZA NOWE CENTRUM LITERACKIE – BIG BOOK CAFE
NA OTWARCIE STAND-UP KRZYSZTOFA VARGI I PABLOPAVO


W piątek, 14 lipca startują Big Book Cafe i pierwsza realizowana tam seria wydarzeń - Literacki Stand-up. Rusza nowe miejsce na książkowej mapie Warszawy oraz oryginalny cykl występów na żywo, podczas których autorzy próbują sił w roli performerów i wygłaszają komentarze do rzeczywistości. Jako pierwsi na scenę literacką wyjdą Krzysztof Varga i Pablopavo, autorzy tekstowo-muzycznego stand-up’u zatytułowanego Moja śmierć cywilna i inne melodie. Kolejne stand-upy, każdy w wykonaniu innych twórców, będą odbywały się co miesiąc.

Big Book Cafe – światowy i dzielnicowy pępek literatury.
Na warszawskim Mokotowie rusza centrum literatury, jakiego w Polsce nie było. Big Book Cafe będzie miejscem okołoksiążkowych innowacji, eksperymentów i zaskakujących wydarzeń. Nowatorskie idee realizowane dotąd podczas międzynarodowego Big Book Festival tu będą rozwijane na co dzień.
- Teraz, w wyczekiwanym przez naszą czytelniczą publiczność Big Book Cafe, festiwal literacki będzie trwał przez okrągły rok. To miejsce i jego program naszym kolejnym słowem w rozmowie o odważnym kształtowaniu kultury czytania – mówi Anna Król z Fundacji „Kultura nie boli”, pomysłodawczyni przedsięwzięcia.
Big Book Cafe będzie otwarte przez siedem dni w tygodniu. Na co dzień stanie się miejscem okołoliterackich rozmów przy kawie, spotkań z pisarzami, przestrzenią zapewniającą spokojne czytanie książki w otwartej czytelni, a także księgarnią.
Cechą wyróżniającą centrum jest jednak pierwszy w Polsce program nowatorskich zdarzeń, które pozwalają na świeże i rezonujące społecznie przeżywanie literatury. Big Book Cafe będzie realizować różnorodne prezentacje, nietypowe adaptacje, czytania czy zaskakujące formuły rozmów. Fundacja „Kultura nie boli” od pięciu lat zajmująca się edukacją literacką, w oryginalny sposób ożywia dyskusję o sensowności czytania, wywołuje do odpowiedzi najważniejszych twórców literackiego wszechświata, łączy pisarstwo z pulsem codzienności.

Pisarski eksperyment z publicznością
- Świat literatury bywa areną walki – o czytelników, o miejsce na półce, o pieniądze. Najrzadziej walczy się na niej o sens czytania i sprawę najbardziej ulotną – sens tworzenia literatury przez jej autorów – tłumaczy Anna Król, pomysłodawczyni Literackiego Stand-up’u, pierwszej, trzyletniej serii wydarzeń w Big Book Cafe. Scena ta jest tworzona z myślą o pisarzach i innych artystach „pracujących w literach”. Daje twórcom możliwość wykrzyczenia swoich argumentów, podzielania się prywatnymi fascynacjami i oczyszczenia ze złości, a także zmierzenia się z własną twórczością na oczach czytelników. Żeby to uczynić, autorzy podejmą wyzwanie – wyjdą zza biurek, wcielą się w role performerów i staną przed publicznością. - To nieuprawiany u nas sposób literackiej konfrontacji, a jednocześnie eksperyment. Mówi się, że nie ma w Polsce miejsca na prawdziwą rozmowę o książkach. Chcemy sprawdzić, czy aby na pewno – dodaje Anna Król.

Pierwszymi bohaterami  Literackiego Stand-up’u, który od lipca regularnie będzie odbywała się w Big Book Cafe, jest duet twórczych wagabundów. Tworzą go Krzysztof Varga - pisarz, który z precyzją chirurga tnie na kawałki świat bohaterów literackich szukając w nim sensu i spełnienia, oraz Pablopavo – pierwszy poeta wśród muzyków, który lubi wypatrywać szczęścia „gdzieś indziej”. Ich stand-up stanie się rozmową o zmierzchu świata literatury. Artyści zapowiadają tekstowo-muzyczny freestyle - świat ukazany oczami literata i literat widziany przez muzyka.

Pierwszy wieczór z Literackim Stand-up’em, a tym samym otwarcie Big Book Cafe odbędzie się w piątek, 14 lipca, o godz. 20.00. Wstęp jest wolny.

Big Book Cafe - nowe centrum literackie mieści się przy ul. J. Dąbrowskiego 81.

Jest osadzone na warszawskim Mokotowie, powstało dzięki porozumieniu Fundacji „Kultura nie boli” z władzami dzielnicy i przy ich wsparciu. Literacki Stand-up jest współfinansowany przez Miasto Stołeczne Warszawa.


Więcej o miejscu:


Ciao! Ahoj! Hello! - Paweł Pawlak / Tajemnicze miasto - Rita Kaczmarska




Ciao! Ahoj! Hello! Pawła Pawlaka to książka-nieksiążka wpisująca się w serię wydawnictwa Dwie Siostry, za nic mająca tradycyjne wyobrażenia na temat tego, czym książka jest. Oto otrzymujecie Państwo pudełko formatu nieco większego niż kartka z zeszytu, w nim zaś znajdziecie duże puzzle, po których złożeniu zyskacie fascynujący przewodnik wiodący lingwistycznym szlakiem przez różne kraje. Pierwsza strona puzzla to ilustracja dziecka pochodzącego z danego państwa i witającego się z Wami grzecznie w swoim języku – Ahoj! Sveiki! Rimaykullayki!

Na odwrocie każdej części układanki znajdziecie zaś imię dziecka oraz informację o tym, w jakim języku do Was mówi i jak należy poprawnie owo przywitanie wymówić. Wiadomości te wzbogacone są kolejną ilustracją – dwu wyciągniętych dłoni – Waszą, polską, zawsze pustą; oraz dłonią dziecka przekazującą Wam typowy dla swojego miejsca zamieszkania atrybut – listek oliwny, śnieżkę, piłkę i in. Wyciągnięte dłonie znajdują się zawsze na odpowiednim tle, będącym odzwierciedleniem zwyczajów lub też charakterystycznej zabudowy czy też cech środowiska naturalnego kraju, który właśnie wraz z dzieckiem poznajecie – pojawią się typowe chińskie wieże, wiatraki, kolumny, lampiony i inne.





Wszystko to służyć ma pełnemu, a przekazanemu w bardzo prostej, przystępnej i ciekawej formie poznaniu miejsca odległego tak kilometrami, jak zwyczajami i kulturowymi uwarunkowaniami.


Choć początkowo do formy nie byłam przekonana, podczas użytkowania zdanie zmieniłam – przemawia do mnie zarówno forma puzzli, które po złączeniu dają obraz całego świata, tworzącego jedność, pasującego do siebie mimo różnic, jak i ich wielkość – na podłodze z łatwością możecie stworzyć językowy obraz całego świata, który pozwoli Waszemu dziecku nie tylko nauczyć się nowych słówek, ale także uzmysłowić sobie jak wielką różnorodnością cechuje się świat. Publikacja ta uczyć będzie otwartości na inne kultury, oswajać z „innością” wyrażoną językiem, kolorem skóry czy zainteresowaniami, a także rozbudzać będzie ciekawość ukierunkowaną na poznawanie odległych miejsc. 




Zdecydowanie mniej przekonuje mnie forma układanki w  Tajemniczym mieście Rity Kaczmarskiej – to nie jest już dla mnie książka w żadnym punkcie, lecz jedynie puzzle umożliwiające snucie opowieści na temat tego, co złożone, a co narzucone jedyną poprawną formą widoczną na załączonej do opakowania ilustracji nie jest. W zdominowanym przez cienie mieście, dziecko może dowolnie (choć do końca wcale tak nie jest – wiele rzeczy do siebie nie pasuje) zbudować jego podwaliny i ogólny zarys – ograniczać go będzie jedynie wyobraźnia i dostępne miejsce. Dziać będzie się wiele, a głębie zdarzeń jednocześnie zakrywać i wydobywać mają cienie. Zobaczymy gonitwę kotów, spadającego mężczyznę, koncert muzyków, żyrafy czające się w mroku, supermena czuwającego nad bezpieczeństwem i wiele innych. Choć detal, który bardzo cenię, wiedzie tutaj prym, ciężko do miasta mi się przekonać. Wierzę jednak, że dzieciaki zafascynowane tym, co niejasne i niepewne, odnajdą w tym wydaniu wiele radości.



Powyższe dwa tytuły to jedynie ułomek cyklu, w który wpisuje się jeszcze między innymi doskonałe Bardzo proste abecadło.

środa, 12 lipca 2017

Całe życie - Robert Seethaler


Całe życie to książka, której dałam się uwieść dzięki delikatnie unoszącej się nad nią aurą zachwytów, mieniącą ją to arcydziełem, to wyciszającym cudem na literackiej scenie ostatnich lat, to kwintesencją pisarskiego minimalizmu. Łasa jestem na podobne obrazowanie, zaczarować mnie łatwo, omamić można w parę chwil i już czuję, że od nowości wydawniczej uciec nie będę mogła.

Tak było w przypadku literackiej próby Roberta Seethalera, której nie uratowały w moich oczach ani peany Karpowicza, ani Chutnik, tak zmyślnie wkomponowane w okładkę.

Bohaterem Całego życia jest Andreas Egger – mężczyzna wiodący proste życie w małej, alpejskiej wiosce, gdzie każdego dnia oddaje się pracy fizycznej, po której odpoczywa na łonie natury, chłonąc jej piękno i obcując z nią, bogacąc swe wnętrze. Towarzyszą mu ludzie przepływający przez jego życie – najczęściej turyści, ale także ukochana Marie, którą tu poznaje, i którą tu traci w wyniku tragedii – lawiny, będącej punktem zwrotnym w  jego życiu. Autor snując opowieść o życiu Eggera, donikąd się nie spieszy, pokazując jego blaski, cienie, wzloty i upadki – całe spektrum wydarzeń tworzących sieć jego egzystencji zogniskowanej wokół wioski, z której wyrasta, i do której wraca.


Książką nie jestem ani poruszona, ani zachwycona, na pewno zaś nie mam zamiaru szarżować słowem „arcydzieło” w odniesieniu do tytułu, który mam przed sobą.

Faktycznie, z trudną do osiągnięcia dokładnością i oszczędnością w słowa opisał autor życie głównego bohatera i chwała mu za to, znamion ponadczasowości i wielkości jednak w publikacji tej nie widzę. Jest bardzo dobrym przykładem literatury minimalistycznej, streszczającej bogactwo ludzkiego żywota na niespełna dwustu stronach, jednak – w mojej opinii – niczym nadto. Może wyciszać, może pokazywać inne życie niż to, do którego w większości jesteśmy przyzwyczajeni – bez pośpiechu, bez gonitwy, w ciągłym stresie i z dala od natury, nie sprawia to jednak, że tekst zyskuje znamiona dzieła – do tego potrzeba znacznie więcej.

Zachwycać się owszem, można. Jednak nie tyle nad treścią i formą, ile nad okładką. Ta faktycznie – jest piękna. Reszta jest po prostu sprawna – może się podobać, jednak próżno czekać podczas lektury na olśnienia. Tych bowiem raczej nie będzie. Czyta się przyjemnie, szybko, można przy niej odpocząć, można się delektować, można zadawać pytania o to, czy sami potrafilibyśmy streścić swoje życie na tak niewielu stronach, i które wydarzenia, my, żądni doznać, uznalibyśmy za warte zapisania. I te refleksje towarzyszące lekturze są faktycznie bardzo cenne, bardziej jednak są  one wynikiem naszej czytelniczej dojrzałości, niżeli odautorskiego talentu do stawiania czy prowokowania ważkich pytań.

Lektury ani nie polecam, ani nie odradzam. Pozostawiam decyzję wam.




wtorek, 11 lipca 2017

Opowieść podręcznej - Margaret Atwood


Wszystko, poza skrzydłami przy twarzy, jest czerwone – kolor krwi, po którym się nas poznaje. Spódnice do kostek, pełne, marszczone, u góry prosty stanik zakrywający piersi, długie rękawy. No i białe przepisowe skrzydła: zasłaniają nam widok, ale  nas zasłaniają przed wzrokiem innych. Nigdy nie było mi dobrze w czerwonym, to nie mój kolor. [1] 

Opowieść podręcznej stanowi zapis wspomnień tytułowej kobiety, której przyszło żyć w czasach, będących piekłem dla niej i wielu innych. Freda pełni funkcję podręcznej w Republice Gileadu. Ma rodzić dzieci Komendantowi, który na skutek niepłodności swojej żony, na wzór starotestamentalnych zapisów, ma ją zapładniać na jej łonie, po to, by mieć wrażenie, że dziecko poczęte zostało z tą, która tej możności została pozbawiona. Malejący przyrost naturalny dziesiątkuje Republikę i choć Podręczne traktowane są jak niewolnice bez żadnej wartości – tak naprawdę tylko one są w stanie ją uratować. Muszą jedynie modlić się o prędkie zapłodnienie i pokornie służyć swemu Komendantowi, nie wychylając się i nie przeciwstawiając.

Podręczne wyjść mogą raz dziennie – na targ, gdzie uzupełnić mają zapasy żywności. Tam jednak również spotkają je poniżenia i ograbianie z wartości. Gdyby chciały pozbawić się życia, również byłoby to działanie na granicy niemożliwego – władze zadbały o to, by przedmioty umożliwiające podobną formę buntu zostały z  ich otoczenia usunięte.

Aby przetrwać, Freda kurczowo trzyma się wspomnień o swojej córce i mężu, o minionym życiu w czasach, gdy kobiety traktowane były podmiotowo, nie zaś tak jak obecnie.

Świat zarysowany przez Margaret Atwood to wizja przyszłości (teraźniejszości?), która wcale nie jest tak nierzeczywista, jak mogłoby się wydawać. Kasty istniejące w Republice Gileadu wydają się niezwykle aktualne, choć skryte pod płaszczem obrazowania metaforycznego.

Z przedmiotowym traktowaniem kobiet spotykamy się w wielu miejscach na świecie, pozbawianie praw jest wszechobecne, a wiele prób buntu pacyfikowanych.  Brak samodzielności, działania ukierunkowane na efekt, ciche ograniczanie wolności – z tym stykamy się na co dzień. Przejawem buntu w powieści, a zarazem swoistym memento świadczącym o możliwościach człowieka jest przewijające się hasło  Nolite te bastardes carborundorum – nie dajcie się pognębić sukinsynom. Ono właśnie ma podręczne krzepić, podnosić na duchu i przypominać, że to w nich tkwi siła stawiania oporu – chociażby psychicznego. A póki ten będzie stawiany, póty będą istnieć.

Atwood Opowieścią podręcznej zyskała sobie sławę na całym świecie, która dziś, za sprawą serialu, po raz kolejny wybrzmiewa, oddając hołd nie tylko jej znakomitemu pisarstwu, ale przede wszystkim czujnemu obserwowaniu rzeczywistości i reagowaniu na zastane wydarzenia. Jej literacka droga, to misja wskazywania człowiekowi bolączek świata i tragicznych w skutkach konsekwencji jego wyborów.

Wciąż możemy zawrócić z obranej ścieżki, wciąż mamy możliwość wyboru. Atwood zdaje się krzyczeć do naszych sumień.

Co z  tym zawołaniem zrobimy?

Końca świata nie będzie, czeka nas koniec człowieka [2]

________________________

[1] Opowieść podręcznej, Margaret Atwood, Warszawa 2017, s. 16.
[2] Końca świata nie będzie, czeka nas koniec człowieka, Margaret Atwood, [online:] http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/7,127763,21846737,margaret-atwood-konca-swiata-nie-bedzie-czeka-nas-koniec.html?disableRedirects=true, z dnia 03.07.17 r.

poniedziałek, 10 lipca 2017

Wielki marynarz - Catherine Poulain




(...) –  Pewnie też dlatego, że chciałam walczyć o coś potężnego i pięknego –  ciągnę, śledząc lot ptaka.  Zaryzykować, że stracę życie, ale najpierw je znaleźć... Poza tym marzyłam o tym, żeby dotrzeć na koniec świata, znaleźć granicę, gdzie wszytko się kończy.

Wielki marynarz reklamowany jest jako męska książka dla kobiet.

Męska, bo o sprawach mężczyzn rozprawiająca (połowy ryb, krabów, walka o przeżycie na statku rybackim, zwulgaryzowany świat, pełen przemocy i braku litości); kobieca, bo jedną z bohaterek wrzuconych w sam środek świata rządzonego testosteronem czyniąca Lili.

Życie autorki, Catherine Poulain, tak jak jej dłonie, znaczone jest bruzdami i śladami ciężkiej, fizycznej pracy. Zarabiała ona nie tylko w wytwórni konserw rybnych czy przy zbiorze i produkcji syropu klonowego, ale także przez 10 lat (zanim zainteresował się nią urząd imigracyjny) stacjonowała na kutrach rybackich.

Doświadczenia tamtych lat stały się dla niej nieocenionym źródłem inspiracji oraz wiedzy niezbędnej do napisania Wielkiego marynarza, quasi-autobiograficznej historii kobiety, która zamiast domowych pieleszy wybrała życie na otwartym morzu, walkę o każdy kolejny dzień, o szacunek, i hart ducha, zdobywany między okrzykami i docinkami samotnych i szorstkich mężczyzn a zimnem przeszywającym do szpiku kości oraz bólem kolejnych ran będących wynikiem ciężkiej pracy. Jej marzeniem jest dotarcie do Point Barrow, odpoczynek na klifie stanowiącym koniec świata, opuszczenie nóg nad tą granicą wyobraźni i odetchnięcie pełną piersią w miejscu, do którego nikt nie chciał jej dopuścić.

Na drodze do spełnienia jej marzeń staje jednak ktoś niespodziewany, mężczyzna, wielki marynarz, szlak za którym wiedzie nie do Point Barrow, lecz na Hawaje.

Odnoszę wrażenie, że książka ta jest mocno podzielona – przez pierwszą część brnie się z mozołem, ślamazarnie, niespiesznie, ma się wrażenie, że powieść zmierza donikąd, trudno wyczuć ostateczny zamysł autorski. Za połową jednak dochodzi do przełomu, całość nabiera delikatnego rozpędu, dojrzewa, tak jak bohaterka, wszelkie refleksje towarzyszące wcześniejszej lekturze znajdują punkt odniesienia, nabierają mocy i ostatecznie zostawiają czytelnika z wrażeniami dobrej lektury, choć nie tak porywającej, jak sugerowałby opis.

Dostajemy opowieść o kobiecej sile, zawziętości, determinacji, odwadze i niestrudzonej walce. Zostajemy wpuszczeni w świat dyskryminacji płciowej (objawiającej się tak w zachowaniu, jak w stawkach za podjętą pracę), gdzie charakterna i zadziorna kobieta potrafi się odnaleźć, jeśli tylko odnajdzie w sobie niezłomność, którą wciąż trzeba trenować i poddawać próbom.

Książka aż prosi się o to, by czytać ją nad morzem, by zabrać ją na urlop i tam przy szumie morza i unoszącym się w powietrzu zapachu świeżo złowionych ryb oddawać się lekturze. Wówczas z całą pewnością doznania lekturowe będą zwielokrotnione, a sama historia zapamiętana na dłużej, dzięki synestezyjnym doznaniom.



sobota, 8 lipca 2017

Masa o życiu świadka koronnego - Jarosław Sokołowski, Artur Górski


Masa o życiu świadka koronnego kolejna książka byłego pruszkowskiego gangstera, dotąd opowiadającego o bossach, kilerach, kobietach, pieniądzach, porachunkach i żołnierzach polskiej mafii.

Tym razem dowiemy się więcej o jego życiu codziennym: na walizkach, z ciągłą wizją przeprowadzek, braku stałego miejsca pobytu, ochroną zapewnianą przez ZOŚKę. Masa opisuje jak wyglądają kontakty z nim, tym samym ujawniając jak wyglądało pierwsze spotkanie z Arturem Górskim, odsłania mechanizmy działania środowisk przestępczych w Polsce, werbowania nowych członków, zdobywania zleceń, opływania w dostatki i prędkim przyzwyczajaniu się do życia w luksusie, ale też z nożem na gardle – swoim oraz swoich bliskich.

Jest to książka, nad której językiem pochylać się nie warto, bo też niczego wysokiego spodziewać się po takim wywiadzie nie można, a i zaskoczeń w tej kwestii brakuje. Jest prosto (by nie rzec – prostacko), grubiańsko i miejscami wulgarnie, a niektóre kwestie powtarzane są po wielokroć, jak gdyby zarówno autor, jak i redaktor zagubili się w gąszczu wydawanych o Masie książek i zapomnieli czy rzecz poruszana była w tej, czy też w którejś z  poprzednich publikacji i przestali już zwracać uwagę na notoryczne zapętlanie się w identycznych wypowiedziach i wątkach.

To pierwsza (i ostania) część cyklu, po którą sięgnęłam wiedziona czystą ciekawością, ale na całość rzuca ona dość jednoznaczne światło, sugerując jak wyglądać może (i zapewne jak wygląda) reszta.
Kilka ciekawych wątków, nowych dla mnie (a biorąc pod uwagę częstotliwość powtórzeń, nie wiem jak dla wiernych czytelników serii) wiadomości rzecz jasna się pojawia, ale jest to tak niskie i nijakie, że lektura nie sprawia absolutnie żadnej przyjemności.

Ewidentnie rzuca się w oczy gorączkowa próba odcinania kuponów od gasnącej już popularności Masy i usilna chęć wydania jak największej, choć niegrzeszącej jakością liczby książek w serii. Dla kasy, rzecz jasna. Na czym, jak na czym, ale na tym autor zna się doskonale, nie kryjąc się z tym w żaden sposób.


Jeśli interesuje Was życie polskiego świadka koronnego – macie szansę je sobie przybliżyć i skonfrontować wyobrażenia z rzeczywistością. Nie liczcie jednak na literackie i językowe olśnienia.

piątek, 7 lipca 2017

Dobroć nieznajomych - Katrina Kittle





Dobroć nieznajomych Katriny Kittle, jako kolejna książka z cyklu Kobiety to czytają wzbudza wiele emocji i zmusza do refleksji, ewokując szereg pytań krążących wokół rodziny, relacji, sąsiedztwa, przemocy, przyjaźni, molestowania, niezawinionej winy i traumy.

Sarah Laden to młoda wdowa, samotnie wychowująca dorastających synów. Stratę ojca, a tym samym męskiego autorytetu każdy z nich przeżywa inaczej. Buntują się, zamykają w sobie, nie chcą rozmawiać z matką. Kobieta poza borykaniem się z własnym cierpieniem po utracie męża oraz próbą wsparcia swoich dzieci, musi jeszcze zarabiać na dom, co powoduje, że narastają w niej zmęczenie oraz frustracja. Wsparcie ma w swojej sąsiadce, a jednocześnie najlepszej przyjaciółce.

Gdy więc pewnego dnia, przypadkowo spotyka na ulicy Jordana Kendricka, syna tejże, który niemalże na jej oczach próbuje popełnić samobójstwo – nie ma wątpliwości. Zawozi go do szpitala, ratując mu życie i myśląc, że w ten sposób pomoże przyjaciółce, tak jak ona zawsze pomagała jej. Niestety, w szpitalu okazuje się, że Jordan był ofiarą molestowania seksualnego, a dowody znalezione w mieszkaniu chłopca, jednoznacznie wskazują na jego rodziców. Gdy mama chłopca trafia do szpitala, Sarah za namową swojego starszego syna postanawia zająć się Jordanem, tworząc dla niego tymczasową rodzinę zastępczą. Ta decyzja jest dopiero początkiem dramatu, z jakim będą musiały mierzyć się obie rodziny. Czy Sarah będzie w stanie zająć się jeszcze jednym dorastającym chłopcem? Jak ma pomóc mu poradzić sobie z traumą? Jak wpłynie to na jej rodzinę? Dlaczego nigdy nie zorientowała się jaki dramat rozgrywa się na jej oczach, niemalże ściana w ścianę? Czy jej przyjaciółka wykorzystywała także inne dzieci, może jej własne?

Setki pytań kotłujących się w głowie bohaterki towarzyszyć będzie także i nam podczas lektury. Kittle stworzyła buzującą od trudnych emocji książkę, w której splecione ze sobą kazirodztwo i pedofilia przygniatają swoim ciężarem. Okrucieństwo, które wyziera z  tej książki, a które nie jest opisane wprost, które tak naprawdę rozgrywa się w naszej wyobraźni na podstawie zasygnalizowanych opisów, jest ogromne. Raz po raz każe ono zastanawiać się nad tym komu ufamy, jak mało wiemy, jak wiele nam umyka przez nasze zapracowanie, cierpienie, frustrację. Czy wiesz co dzieje się tuż po Twoim nosem? Czy nie przyzwalasz cicho na jakąś tragedię?

Jordan był przez swoich rówieśników traktowany jak odludek i dziwoląg – był małomówny, nigdy się nie bronił, w oczach nauczycieli uchodził za nieśmiałego. Nikomu nawet przez myśl nie przeszło, że jest molestowany przez na pozór idealnych, serdecznych rodziców, od których jest uzależniony.

Książka ta przemawia do wyobraźni tym bardziej, że spisana została z  kilku różnych punktów widzenia – samego Jordana, synów głównej bohaterki oraz jej samej. Każdy z nich przeżywa wstrząsającą sytuację na swój sposób, dla nikogo nie jest ona łatwa, ale też każdy ma do siebie pretensje z zupełnie innych powodów. Nikt nie czuje się niewinny.

Bardzo mocny, druzgocący, uwrażliwiający tekst, z którym warto się zaznajomić, i który sprawi, że zaczniemy się baczniej przyglądać naszemu otoczeniu.



Inne książki z serii Kobiety to czytają na blogu: