sobota, 17 listopada 2018

Gdzie rosną pieniadze - Joanna Dymmel


Na pewno wielu z Was niejednokrotnie przez głowę przemykało pytanie: jak to zrobić, by bez wychodzenia z domu i większego wysiłku zarobić pieniądze?

Odpowiedź na to pytanie podaje Joanna Dymmel w swojej książce Gdzie rosną pieniądze?

Autorka stara się udowodnić, że pieniądze tak naprawdę znajdują się wszędzie wokół nas, wystarczy tylko się rozejrzeć i uaktywnić ich przypływ. 

Masz książki, do których nigdy nie wrócisz lub których nie zdążyłeś przeczytać, bo zmienił ci się gust (znacie to, prawda? Ja doskonale.) Przetrzymujesz ubrania z nadzieją, że "jeszcze kiedyś się w nie zmieścisz"? Upychasz po szafach nietrafione prezenty, podwójne sprzęty i zalegające przedmioty (nie)codziennego użytku? Twoje mieszkanie to przepełniona przestrzeń? Masz meble z poprzedniej epoki, które już Ci się nie podobają? 

Sprzedaj wszystko, czego nie potrzebujesz! Każda rzecz to pieniądz, a każda rzecz nieużywana, lecz zalegająca, to pieniądz zmarnowany. Być może wśród Twoich rzeczy znajdują się przedmioty, których potrzebuje ktoś inny, być może jesteś w posiadaniu antyku lub przedmiotu z limitowanej kolekcji, o które zabijają się kolekcjonerzy? Autorka pomoże ci je odkryć.

Dymmel na kartach tej stosunkowo krótkiej publikacji robi porządek nie tylko z naszym mieszkaniem, ale też z naszym myśleniem o pieniądzach. Coraz więcej osób decyduje się na wyprzedaże garażowe, coraz częściej korzystamy z możliwości sprzedaży przez Internet, jednak wciąż wielu z nas ma w domu przedmioty, których sprzedaż nawet nie przyszłaby im do głowy, a które są zamrożoną gotówką, tylko czekającą na jej uwolnienie. Autorka nie tylko uczy sztuki skutecznej sprzedaży, ale także wymian oraz odmieniania rzeczy na pozór już nieużytecznych. 

Dzięki tej książce przekonasz się, jak wiele pieniędzy masz poupychanych po szufladach, szafach, garażach, piwnicach i strychach. Pora odgruzować mieszkanie, a pozorne "śmieci" zamienić na pieniądze. Kiedy będzie na to lepsza pora niż szaleństwo przedświątcznych porządków, które już niedługo ogarną nasze mieszkania? Nie tylko oczyścisz przestrzeń, ale jeszcze odłożysz trochę grosza na prezenty.

Czy to nie brzmi obiecująco?:)



Ada, to wypada! - Sylwia Stano i Zofia Karaszewska


Ada, to wypada! to kolejna z wydawanych ostatnio książek dla dzieci i młodzieży, udowadniająca, że wizerunek kobiety i tego co jej wolno, a co nie wypada drastycznie się zmienia, dryfując powoli ku całkowitej wolności.

Bohaterkami książki Sylwii Stano i Zofii Karaszewskiej, autorek vloga Książniczki mają zdanie, są kobiety, na których drodze do spełnienia marzeń czy podążania za pasją stanęło wiele przeszkód. One zaś, mimo przeciwności, nie poddały się i śmiało kroczyły przez życie według własnego planu. Dziś znamy je z telewizji, czytujemy ich artykuły i po cichu podziwiamy. Książka ta ma być nie tylko ich formą zwierzenia, ale przede wszystkim inspiracją dla wszystkich tych, którzy usłyszeli "to nie wypada!" lub podobne zawołanie, gdy tylko zdecydowali podzielić się z kimś swoim pomysłem na życie.

Wśród bohaterek znajdują się między innymi Dorota Wellman, Ewa Błaszczyk, Katarzyna Miller, Marta Dymek, Katarzyna Bonda czy też Natalia Partyka. Autorki opowiadają o ich drogach (niełatwych) do spełnienia marzeń i życia według własnych wyobrażeń.

Fantastyczna w wydaniu tym jest jego forma - krótką historię każdej z bohaterek poprzedza swoisty wstęp, uzależniony od profesji jaką zajmuje się dana osoba. I tak - dla Meli Koteluk jest to piosenka, dla Magdaleny Fikus regulamin laboratorium (oraz życia), dla Ireny Eris krem na szczęście, a dla Agnieszki Holland tajny scenariusz dla reżyserki.

Każda z Pań przekazuje także radę na temat tego, co wypada, np. zadawać pytania, na które nie ma odpowiedzi; szukać swojego talentu; być twórczym urwisem; wykonywać "męski" zawód i wiele, wiele innych. Wszystko to podane jest w bardzo ciekawej formie, która skrzy się energetyzującymi kolorami, potęgującymi pragnienie działania. Myślę też, że taki właśnie był autorski zamysł - zachęcić do wstania z fotela, aktywności i podążania za własnymi marzeniami.

Polecam - niejedna osoba dzięki tym historiom i radom wyleczy się z kompleksów i uwierzy w siebie - nawet, gdyby nikt inny nie wierzył.



Roślinny lunchbox dla każdego - Eryk Wałkowicz


Eryk Wałkowicz, autor blogu erVegan.com, to miłośnik kuchni roślinnej, który od jakiegoś czasu rozkochuje ludzi w takiej kuchni. 

Jego stronę śledzę, odkąd w moje ręce trafiła jego książka Roślinny lunchbox dla każdego, jednak jako amator mięsa i osoba, która sceptycznie podchodzi do wszystkiego, co go nie ma [nic nie poradzę, jak nie zjem choćby kawałka, to się nie najem albo chwilę po posiłku robię się głodna - nawet jeśli spałaszuję rzeczy, które teoretycznie powinny mój głód zaspokoić - to chyba siedzi w głowie;)], na podzielenie się swoją opinią decyduję się dopiero teraz - po wypróbowaniu przepisów zawierających wszystko to, co lubię [wspominałam już, że nie smakuje mi większość warzyw wykorzystywana w przepisach na dania roślinne?:P].

Mimo że oglądając fotografie zawarte w książce miałam wrażenie, że zabawy i smaki z niej wyskakują i zaraz eksplodują mi na języku, to często po przeczytaniu składników, mój zapał opadał. Jako jednak, że Wałkowicz zaproponował lunchboxy, a ja potrzebowałam zdrowego i szybkiego w przygotowaniu posiłku do pracy (bo do tej pory ulegałam niezdrowej i nietaniej manii fastfoodowej), nie ustawałam w wysiłkach, by co nieco przygotować i sprawdzać swój poziom najedzenia (i zadowolenia kubków smakowych). 

Książka zbudowana jest bardzo przejrzyście i czytelnie. Otwiera ją wstęp informujący o tym, jak powinien wyglądać roślinny lunchbox, na co zwracać uwagę, by posiłek był dobrze skomponowany, jak przeliczać miary i wreszcie jak wybrać odpowiednie pudełko. No i co jeść, żeby się dobrze czuć.

Kolejne rozdziały, budujące główną część książki stanowiły przepisy na: śniadania, kanapki, przekąski, mały lunch, obiad, koktajle i napoje, słodkości (mój ulubiony dział!) oraz dodatki (dressingi, surówki, marynaty).

Z mojego punktu widzenia na szczególną uwagę zasługują przepisy na: jaglankę na słono z pomidorkami cherry i rukolą, kanapki z surową cukinią i cytrynowym majonezem, dyniowe placuszki, ziemniaki w jarmużowym pesto z prażonymi migdałami, kotlety marchewkowe, brownie z kubka, owsiane batoniki z bakaliami i orzechowe batoniki z czekoladą. Oczywiście te przepisy zaszczepiły we mnie ideę szukania na blogu autora kolejnych inspiracji, a tych tam nie brakuje. Mogę więc śmiało powiedzieć, że książka ta otworzyła mi drzwi do innego niż dotychczas komponowania posiłków.

To zaś co podoba mi się w samej idei lunchboxów, to możliwość korzystania z resztek - tak naprawdę nic się  nie marnuje, bo każdą nadwyżkę, można wykorzystać przy komponowaniu kolejnego pudełka. Jest smacznie, zdrowo, tanio i szybko - czy można chcieć więcej?*

Smacznego!


* tak, kotleta, ale - jak się nie ma co się lubi...:)

Poczet królowych polskich - Anna Kaszuba-Dębska



Poczet królowych polskich to jedna z wersji herstory przeznaczona dla młodych czytelników. Jest ona odpowiedzią na Poczet królów polskich Matejki, napisaną i rozrysowaną w nowoczesnym stylu, nie zaś formą stylizacji. 

Ta niezwykła podróż w przeszłość, w którą porywa czytelnika Anna Kaszuba-Dębska, otwiera szereg drzwi, które dotąd były zamknięte. Umówmy się bowiem - nie każdy jest tak zakochany w historii, by wiedzę podręcznikową rozbudowywać o inne dostępne źródła. Tym bardziej, że dla większości uczniów od wieków (sic!) jest to przedmiot nużący, choćby nie wiem jak nauczyciel stawał na głowie. Dzięki autorce jednak, wiedza historyczna może być uzupełniona o to, co w podręcznikach się nie zmieściło, a co może okazać się prawdziwie interesujące i niewymagające nużących poszukiwań - szczególnie dla dziewczyn, które w historii pragną widzieć silne kobiece postaci, dzięki którym nasz kraj wygląda dziś tak, jak wygląda. Kobiety dumne, śmiało dążące do celu, zdeterminowane i pewne siebie, nie zaś eteryczne księżniczki: Rzepicha, Rycheza Lotaryńska, Kinga Apardówna, Elżbieta Bośniaczka i wiele, wiele innych.

Poznacie oblicza 25 polskich władczyń - mniej lub bardziej znanych - i to dosłownie, bowiem obraz łączy się tu ze słowem.


Pomysł na książkę nie jest żadnym novum, znamy wszak opracowania chociażby Bożeny Czwojdrak czy Marka Urbańskiego, jednak poczet królowych w wersji przystępniejszej dla młodszego czytelnika, to świeża odsłona. Ciekawym zabiegiem jest także oddanie głosu samym władczyniom - to one bowiem opowiadają same o sobie, nie ma tu żadnego wszechwiedzącego narratora, co z pewnością pozwoli czytelni(cz)kom wejść w skórę wypowiadających się postaci.

Jedynym mankamentem (choć może być on również czytany jako niewątpliwa zaleta) jest fakt, że notki biograficzne są stosunkowo krótkie, a ich jedyna funkcja to tak naprawdę rozbudzenie w czytelniku ciekawości postacią i zachęcenie go do dalszych poszukiwań źródłowych, by ją zaspokoić. Same opisy zawarte w książce są bardzo ogólnikowe, nierzadko oparte wyłącznie na legendach, przekazują tylko garść najważniejszych informacji, nad słowem dominuje zaś obraz. Sądzę jednak, że tak właśnie miało być - po to, by młodego odbiorcy nie zanudzić, lecz rozmiłować w historii i zachęcić do dalszych badań.

Polecam - warto tę pozycję mieć, wertować, posyłać dalej. 

Nić Ariadny. Mity i labirynty - Jan Bajtlik



Nić Ariadny. Mity i labirynty to kapitalny sposób na oswojenie mitologii greckiej. Książka ta, czerpiąc z motywu labiryntu pojawiającego się między innymi w opowieści o Minotaurze,  staje się jedną wielką zagadką do rozwikłania, w której na końcu każdego etapu podróży, poznamy kolejne postaci wywodzące się z mitologii greckiej. 

Podobnie jak niegdyś starożytni tkali historie mające objaśnić im otaczający ich świat, tak dziś my, idąc po nitce (Ariadny) do kłębka, przemierzymy labirynty ich wierzeń, dowiadując się jak według nich doszło do powstania świata i skąd pochodzi człowiek i inne stworzenia, jacy bogowie odpowiedzialni byli za konkretne dziedziny życia i jak przebiegało ich życie, a także gdzie źródło mają konkretne zjawiska pogodowe. 

Kapitalna w wydaniu jest jego koherentność - poznając mitologię, jednocześnie liźniemy sztuki, poznamy typową zabudowę, grecką czcionkę, sposób ubierania się, typowe zajęcia, zapoznamy się ze zwyczajami, a wszystko to podczas zabawy za źródło mającej najbardziej znany motyw greckiej mitologii, jakim jest właśnie labirynt, tu będący jedynie pretekstem i zaproszeniem do zgłębiania wiedzy. Każda strona odsyła do objaśnień znajdujących się na końcu książki, gdzie czytelnik będzie mógł nie tylko prześledzić drzewo genealogiczne bogów i herosów, ale także poznać losy konkretnych postaci i dowiedzieć się, czym dokładnie były mitologiczne stworzenia wyzierające z publikacji, m.in. gryf, hippalektrion, chaarybda, cydra lenejska czy pegaz.

Jan Bajtlik wykonał kawał dobrej roboty, ukrywając na kolejnych stronach tak wiele szczegółów, że niejeden dorosły złapie się za głowę, orientując się, ilu rzeczy nie wiedział. Jestem oszołomiona tym wydaniem i już widzę jego zastosowanie nie tylko w prywatnym obiegu, ale także jako środek dydaktyczny w szkole - przy omawianiu mitologii, nic nie sprawdzi się lepiej niż prześledzenie labiryntu Minotaura empirycznie, a i pozostałe zagadnienia i zagadki aż proszą się o to, by wpleść je w tok lekcji - ja na języku polskim, ale jest to również kopalnia pomysłów dla historyków. Kto wie, może za jakiś czas na podstawie książki powstaną plansze edukacyjne?  :) Ja wykorzystam tę książkę już na dniach, ciekawa jestem reakcji dzieciaków;)

Gorąco polecam - mitologia została oswojona przez Bajtlika w boskiej (sic!) formie.



piątek, 16 listopada 2018

Nie odpuszczaj - Harlan Coben


Po (bardzo) długiej przerwie od czytania Harlana Cobena, przyszło mi się zmierzyć z jego najnowszym tekstem - Nie odpuszczaj. Czy było warto powrócić do autora, w którym się kiedyś zaczytywałam?

Przed piętnastu laty doszło do tragicznych wydarzeń, który nigdy nie zostały do końca wyjaśnione. Na torach zginęło dwoje młodych ludzi, a ich bliska znajoma tego samego dnia zaginęła. Od tamtej pory życie mieszkańców miasta uległo wielkiej zmianie - wielu dręczyło sumienie, inni robili wszystko, by sprawę rozwiązać, podczas gdy kolejni dokładali wszelkich starań, by zapomnieć.

Ofiarami byli brat bliźniak detektywa Napa Dumasa wraz ze swoją dziewczyną, Dianą, córką miejscowego funkcjonariusza policji. Wielu w tragicznym wypadku upatrywało samobójstwa, inni byli przekonani, że nastąpił on wskutek upojenia lub narkotykowego odurzenia młodych. Dumas nigdy nie dał wiary tym wyjaśnieniom, dążąc do odkrycia prawdy za wszelką cenę. Tym bardziej, że w dniu wypadku zaginęła jego wielka miłość - Maura. 

Lata jednak mijały, a na sprawę nie padało żadne nowe światło. Wszystko zmieniło się w dniu, gdy w miasteczku ginie jedna z osób zaangażowanych w pewne stowarzyszenie z przeszłości. Nap po raz kolejny podejmuje się samozwańczego śledztwa, które tym razem doprowadzić ma go do wstrząsających odkryć. 

Szybko okaże się, że w sprawę zamieszanych jest o wiele więcej osób, niż ktokolwiek byłby skłonny przypuszczać, a mieszkańcy miasta od lat żyją na fasadzie kłamstw, którą zdołali zbudować, mając nadzieję, że nigdy nie przyjdzie im wyznać prawdy.

Książkę tę czytałam z prawdziwą przyjemnością - dawno nie miałam okazji sięgnąć po thriller, który byłby jednocześnie spokojny i pełen napięcia, a takie właśnie jest Nie odpuszczaj. Czytając, miałam nieustanne wrażenie niezwykłej filmowości tej historii - przed oczami przeskakiwały mi gotowe kadry filmowe, które aż proszą się o przeniesienie ich na ekran. Jestem przekonana, że prędzej czy później (zwłaszcza, że Netflix podpisał już umowę z Cobenem) będziemy mogli przyglądać się adaptacji lub ekranizacji i porównywać ją z własnymi wyobrażeniami. 

Niezwykła plastyczność opisów, bogactwo szczegółów i oddziaływanie na wyobraźnię, to niewątpliwe zalety tejże powieści. Nie wspomnę już o zwrotach akcji, które - choć możliwe do przewidzenia przez wprawionych czytelników - są jednak zmyślnie zaplanowane i bardzo sprawnie rozpisane.

Serdecznie polecam - bardzo dobry thriller, który wciąga od pierwszej strony, oferując rozrywkę na poziomie.


czwartek, 15 listopada 2018

Amelka Kieł i Bal Barbarzyńców - Laura Ellen Anderson


Listopad to czas zjaw, potworów, duchów, o których czyta się wówczas z o wiele większym zaciekawieniem i fascynacją. Mając w pamięci minione epoki wiemy, że za osoby "widzące więcej" uważano między innymi dzieci, o wiele bardziej wyczulone na doświadczenia świata duchowego. Mamy również świadomość, że dzieciaki lubią się bać, wiedząc, że w każdej chwili mogą książkę zamknąć i wrócić do swojego barwnego życia.

Czyż może być zatem coś odpowiedniejszego na ten czas niż książka dedykowana młodszym czytelnikom i podejmująca wątek wampiryczny?

Oto połączenie strachu i humoru, dziwów i wzruszeń, ludzkiej dobroci i nieludzkich wizerunków.

Amelka Kieł, to dorastająca dziewczynka, która najbardziej lubi spędzać czas ze swoimi przyjaciółmi: Dyńką, Florką i Kostkiem. Tym zaś, co stanowi dla niej największe męki jest udział w corocznym Balu Barbarzyńców organizowanym przez jej rodziców - Hrabinę Frywolitę i Hrabiego Draka. Jak można się domyślić, jest to impreza zamknięta i dedykowana jedynie dorosłym. W tym roku uroczystość ma być szczególna, bowiem pierwszy raz od wielu lat pojawić ma się na niej sam król Vladimir (niegdysiejszy przyjaciel pana domu) z synem Tadżinem.

Amelce przypisana zostaje rola towarzyszki królewskiego potomka, który okazuje się rozpuszczonym, niemiłym i złośliwym wampirem. Co gorsza, zawsze dostaje on to, czego chce. Ku nieszczęściu dziewczynki, królewicz zamarzył sobie o... Dyńce, która zostaje przez niego uprowadzona....

Bohaterka wraz z pozostałymi przyjaciółmi wyrusza jej na ratunek, zapuszczając się w niebezpieczne rejony posiadłości króla Vladimira... Jak skończy się ta strrrraszliwa historia?

Laura Ellen Anderson urzekła mnie wszystkim - jej książka jest tak dopracowana, że próżno szukać w niej wad. Postaci doskonale odwołują się do znanych nam z kultury istot, nazewnictwo ściśle współgra z klimatem opowieści (np. Nokturnia - królestwo mroku czy też Akademia Katakumb), a czarno-białe ilustracje potęgują wrażenie niesamowitości. Przy tym wszystkim autorka obłaskawia postaci wampirów, które  jawią się jako niegroźne, przyjazne stworzenia, mające takie same życie i problemy jak my, z tą różnicą, że oni rozwiązują je nocą. Tym samym zaś, oswaja ona dziecięce lęki, pokazując, że strach tak naprawdę ma źródło w głowie.

Zabawna, wzruszająca, promująca wartości takie jak przyjaźń, bezinteresowność i bycie dla innych.

Gorąco polecam!



czwartek, 8 listopada 2018

Szekspir bez cenzury - Jerzy Limon


William Szekspir, to postać, wokół której narosło wiele legend. Do końca nie wiadomo kim był i czy to na pewno on jest autorem tekstów, którymi dziś zachwyca się cały świat. Jedno jest pewne - rola jaką odegrał dla języka jest nieoceniona. Szacuje się, że słowniki zawdzięczają mu około 1700 słów, choć liczba ta stale się zmienia. Zdajecie sobie sprawę, że nawet Wy, wcale o tym nie wiedząc, mówicie językiem Szekspira?

Jerzy Limon, profesor Uniwersytetu Gdańskiego i dyrektor Gdańskiego Teatru Szekspirowskiego, podjął się zebrania, usystematyzowania i niejako "przełożenia" z języka Szekspira na nasz, wielu słownych żartów i kalamburów znajdujących się w jego utworach, zwłaszcza tych frywolnych, których w szkołach w ów sposób nie odczytujemy, jednak w domowych pieleszach, możemy to zrobić z nieskrywaną przyjemnością, odkrywając dramatopisarza na nowo. Jego lingwistyczna śmiałość i otwartość nie jest wulgarna ani prostacka, stanowi raczej świadectwo fenomenalnej sprawności operowania grą słowną, humoru i puszczania oczka do czytelnika wszędzie tam, gdzie tylko pozwala na to kontekst i językowe zawiłości.

Limon, w porządku alfabetycznym ujął słownictwo, które może być u Szekspira rozumiane wielorako i poddał je gruntownej analizie, przytaczając wszelkie możliwe tłumaczenia i konteksty, co stanowi niezwykle interesującą lekturę i zupełnie nowe odczytanie wielu fragmentów (a czasem i całości!).


Szekspir bez cenzury to szalenie frapujące ujęcie, pokazujące autora po raz kolejny jako twórcę wybitnego, bawiącego się słowem i świetnie się przy tym bawiącego. Jako filolog, ale też jako miłośnik twórczości tegoż, jestem wyczulona na językowe smaczki, których tutaj nie brakuje. Reżyserem, który mógłby tę wiedzę wykorzystać nie jestem, ale jako nauczyciel pewne ciekawostki mogę starszym uczniom zaserwować, pokazując, że ten Szekspir wcale nie jest tak nudny, jak i się wydaje.

Świetne, choć wymagające, wydanie, które docenią zarówno miłośnicy Szekspira, jak i specjaliści zajmujący się jego epoką. Wiele przyjemności z lektury znajdą tutaj także reżyserzy, aktorzy, tłumacze, a sądzę, że i gros innych czytelników, którzy po nią sięgną. Jeśli interesują Was kultura i sztuka, szczególnie zaś teatr - zachęcam do czytania. 

Szczerze polecam.

wtorek, 6 listopada 2018

Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek - Mary Ann Shaffer, Annie Barrows

 

O książce Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek , będącej swego czasu niezwykle popularną, zrobiło się głośno po raz kolejny, a wszystko to za sprawą serialu, który niedawno wyprodukowany został przez Netflix.

Oto Mary Ann Shaffer oraz Annie Barrows i ich epistolarna opowieść znów trafiają pod strzechy, wprawiając w zachwyt kolejnych czytelników - także tych, którzy najpierw zakosztowali w produkcji filmowej, a dopiero później sięgnęli po pierwowzór.

Autorki zdają się stawiać jedno pytanie - Czy literatura ma moc ocalającą? 



Uwielbiam odwiedzać księgarnie i rozmawiać z księgarzami; to jest zupełnie inna, specyficzna rasa ludzi. Nikt przy zdrowych zmysłach nie pracowałby za tak niską pensję, jaką mają ci sprzedawcy, ani żaden rozsądny kupiec nie podjąłby się handlu takim towarem - zysk jest wprost śmieszny. A zatem musi powodować nimi miłość do czytelników i czytania oraz to, że pierwsi mają dostęp do książkowych nowości [1].

Ileż prawdy zawiera ów cytat! Z perspektywy byłego księgarza mogę potwierdzić i uśmiechnąć się do własnych wspomnień, które przywołała lektura tejże powieści.

Rok 1946. Młoda pisarka - Juliet - wyrusza w trasę promującą swą książkę, szukając jednocześnie inspiracji do napisania kolejnej. Zniszczona wojną Anglia potrzebuje śmiechu i optymizmu - tego brakuje jej najbardziej. Autorka przypadkowo dowiaduje się o istnieniu wyspy Guersney - miejsca niezwykłego, bo w swej wojennej historii mającej zapisane powstanie pewnego niezwykłego klubu o równie nietuzinkowej nazwie - Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek. Zafrapowana genezą grupy, Juliet postanawia skontaktować się z jej obecnymi członkami, by opowiedzieli jej oni historię grupy. Po czasie pisarka wyrusza na wyspę, by na miejscu zebrać niezbędne materiały, ale też spotkać osoby, które dotąd znała jedynie z wymienianej korespondencji. Nie wie jeszcze wówczas, że poza doskonałym materiałem na swoją nową książkę, znajdzie tu o wiele więcej.

Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek to tak naprawdę hołd dla literatury posiadającej moc ocalającą - to dzięki niej bohaterowie przetrwali mroczne czasy wojny - choć początkowo ich motywacja była czysto pragmatyczna, ostatecznie słowo pisane uratowało niejedną duszę członków klubu. To zaś jest nie do przecenienia. Jest zatem książka ta próbą odpowiedzi na pytanie, które w dyskursie powraca od lat i powracać będzie jeszcze długo - tak pod wpływem przemian politycznych, historycznych, gospodarczych jak i społecznych. Próbą - co trzeba dodać - dość udaną i nastawioną na czytelnika masowego - dzięki czemu do refleksji skłonić będzie mogła wielu. Jako powieść autotematyczna również sprawdza się stosunkowo dobrze.

To pozycja, która może być śmiało polecana zarówno każdemu miłośnikowi literatury jako tematu powieści, jak i amatorom beletryzowanych książek wojennych - każdy z nich znajdzie w niej coś dla siebie, szczególnie panie, gdyż jest ona sklasyfikowana jako książka dla kobiet - i faktycznie, wiele jej cech, każe ją tak przyporządkować.   

Ja sama zaś nieco się rozczarowałam, a to prawdopodobnie za sprawą ogromnych oczekiwań, jakie żywiłam wobec Stowarzyszenia... Muszę przyznać, że mimo stosunkowo niewielkiej ilości stron, często dotykało mnie subiektywne uczucie znużenia, którego nie mogłam przezwyciężyć. Tym bardziej, że w książkach autotematycznych zaczytuję się pasjami i mogłabym przytoczyć co najmniej kilka tytułów znacznie lepiej realizujących ów wątek (jak chociażby kapitalny Eugenides i jego Intryga małżeńska), nawet jeśli niekoniecznie odwołujących się do II wojny światowej (choć i takich nie brakuje, patrz: Złodziejka książek). 

Nie mogę jednak niczego zarzucić warstwie językowej, która jest bardzo poprawna, jak i samemu pomysłowi na książkę - ten podoba mi się bardzo. Daleka jestem od odradzania Wam tego tytułu - wręcz przeciwnie, bardzo go polecam - jestem przekonana, że jeżeli nie postawicie poprzeczki tak wysoko jak ja, czeka Was jedynie miłe rozczarowanie - znajdziecie w niej bowiem wiele ciepła, uroku i prostego optymizmu oraz wiary w ludzi - tak niezbędnych w dzisiejszych czasach, coraz bardziej zdehumanizowanych.

Zakosztujcie w sile płynącej z literatury - a może podczas czytania przegryzać będziecie właśnie placek z kartoflanych obierek?:)



[1] Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek, Mary Ann Shaffer, Annie Barrows, Warszawa 2018, s. 21.