poniedziałek, 21 stycznia 2019

Miś zwany Paddington - Michael Bond



Miś Paddington to jeden z najbardziej rozpoznawalnych, obok Kubusia Puchatka, niedźwiadków świata, który niedawno obchodził swoje 60 urodziny. Tę wyjątkową okazję postanowiło uczcić Wydawnictwo Znak, wypuszczając na rynek edycję specjalną przygód miśka w czerwonej czapeczce, pochodzącego - jak sam wspomina - z dalekich ostępów Peru.

Imię swe zawdzięcza bohater stacji kolejowej, na której został znaleziony przez państwa Brown, który z miejsca postanowili uczynić go członkiem swej rodziny. Niezwykle grzeczny i dobrze wychowany miś prędko zyskuje sympatię wszystkich domowników, stając się ich niekwestionowanym ulubieńcem. Mimo że bardzo często wpada on w tarapaty (nie zna bowiem prawideł życia w cywilizacji), wszystkie wpadki uchodzą mu płazem. 

Uwierzycie, że do tej pory Paddingtona znałam jedynie ze "słyszenia"? Wiedziałam o jego istnieniu, ba! miałam nawet minimaskotkę zakupioną w byłej krakowskiej księgarni Znaku, za to nigdy nie czytałam jego przygód. Na szczęście to się zmieniło, a ja mogę powiedzieć, że Miś rozkochał w sobie kolejnego czytelnika.

Urok osobisty i niezdarność Paddingtona rozczulały mnie z każdym kolejnym rozdziałem - od jego przygody w wannie, przez wizytę w teatrze, aż do nadmorskich historii. Dziecięca naiwność i prostolinijność misia zachwyciły mnie, a piękne ilustracje Peggy Fortnum dopełniły dzieła. 

Od dziś stacja Paddington nie będzie mi się kojarzyła jedynie z morderstwem z książki Agathy Christie - Bond oswoił dla mnie tę przestrzeń i uniewinnił. 

Jeśli zaś Wasze dzieci mają ochotę poczytać o losach misia równie sympatycznego i podobnie niezdarnego, co Puchatek - koniecznie podsuńcie im tę piękną, odświeżoną edycję. Będą zachwycone!

niedziela, 20 stycznia 2019

Polskie piękno. Sto lat mody i stylu - Karolina Żebrowska



Świętowanie stulecia niepodległej Polski można przeżywać wielorako - biorąc udział w marszach, upamiętniając wszelkie działania zmierzające ku odzyskaniu niepodległości oraz jej utrzymaniu, zaczytywaniu się w literaturze narodowościowej. A gdyby tak przyjrzeć się temu, co przez miniony wiek stało się z polską modą? Jak się zmieniała wraz ze zmianą świadomości Polaków?

Taką propozycję ma dla Was Karolina Żebrowska - autorka książki Polskie piękno. Sto lat mody i stylu, będącej swoistym rozszerzeniem filmiku, który w bardzo szybkim tempie rozprzestrzenił się za pośrednictwem kanału autorki na YouTube.

Autorka to miłośniczka stylu vintage, a przy tym bardzo utalentowana (choć domorosła) kostiumolożka, autorka blogu Domowa Kostiumologia. 

Jej książka to modowy przewodnik po minionym wieku, zawierający nie tylko fotografie upamiętniające to, co kiedyś się nosiło, ale też dokładnie omawiający konkretne dziesięciolecia i wiodące wówczas trendy.

Wraz z Żebrowską prześledzicie zatem czasy, w których rządziły chanelki, hipiski, kowbojki, teksasy, turbany i wiele, wiele innych. Zobaczycie jak zmieniała się moda i jak wiele minionych trendów wybrzmiewa dziś, dostając niejako drugie życie - nie zawsze w całości, często jednak konkretne elementy wracają jako fragmenty współczesnych stylizacji. Autorka prezentuje sylwetki ikon stylu i szalenie ciekawie opowiada, łącząc słowo z obrazem. 

Książka wydana jest fenomenalnie - twarda oprawa, duży format, błyszczące kartki dobrej jakości - publikacja aż prosi się o to, by ją komuś podarować, sama prezentując się niezwykle stylowo.

Ogromna dawka wiedzy, ale też szalenie przyjemna podróż przez minione stulecie, z której wrócicie bogatsi o wiele inspiracji. Nie jest to książka wyłącznie dla fanów mody - każda osoba zafascynowana historią i zmieniającą się kulturą znajdzie w niej odpowiedź na wiele pytań.

Serdecznie polecam.




sobota, 19 stycznia 2019

Marzycielki - Jessie Burton



Marzycielki to najnowsza książka Jessie Burton, autorki, która urzekła mnie fenomenalnymi Miniaturzystką Muzą. Tym razem jednak publikacja dedykowana jest także młodszym czytelnikom - odczytywana może być bowiem na wielu poziomach - jako baśń dla młodszych i dla dorosłych, którzy wciąż mają w sobie dziecko. 

Pisarka przenosi nas do królestwa Kalii, gdzie poznajemy dwanaście wyjątkowych księżniczek, z których każda posiada ukryte talenty, nieprzystające dziewczynom, a skwapliwie pielęgnowane przez ich mamę - królową Laurelię - miłośniczkę szybkiej jazdy kabrioletem.

Król Alberto i jego małżonka, mimo licznego potomstwa, nie doczekali się syna. Sytuacja ta zaczęła mieć ogromne znaczenie po tragicznej śmierci Laurelii w wyniku wypadku samochodowego. Władca nie mógł się pogodzić ze swoją stratą i wierząc, że spowodowana była ona nieodpowiednimi zainteresowaniami żony, zadecydował o odcięciu swych córek od ich dotychczasowych zajęć i objął całkowitą ochroną, zabierając im tym samym wolność. 

Zamknął je w pokoju bez okien, a za jedyną rozrywkę dziewczęta miały odtąd godzinny spacer pod czujnym okiem straży. 

Gdy już powoli traciły nadzieję i rozum, stało się coś nieoczekiwanego - za obrazem matki wiszącym w głównej części pokoju, księżniczki odnalazły tajemnicze drzwi, za którymi kryły się długie schody. 

Gdy dziewczęta postanowiły sprawdzić, co znajduje się dalej, dokonały niesamowitego odkrycia - siła ich wyobraźni powiodła ich do baśniowej krainy, w której były wyczekiwanymi gośćmi. Zamiast zakazów ojca przywitał ich suto zastawiony stół, wspaniały parkiet zapraszający do tańca i mówiące zwierzęta, które okazały im więcej serca i zrozumienia niż cały dwór przez minione lata. 

Burton po raz kolejny oddała głos imaginacji, sprawiając, że w zarysowany przez nią świat prawdziwie się wsiąka, zapominając przez moment o troskach codzienności. Co ważne, nie jest to baśń, jakie znamy - mimo że księżniczek oczekujących ratunku jest aż dwanaście, nie pojawia się żaden przystojny książę na białym rumaku, który godzien byłby ożenku. Księżniczki radzą sobie same, udowadniając, jak wiele siły drzemie w płci pięknej, nawet jeśli wydawać mogło by się inaczej. Bohaterki Burton są zaradne, waleczne, sprytne, a przy tym wszystkim niezwykle odważne i...zbuntowane.

Spodoba się zarówno każdej dorastającej dziewczynie, jak i tej dojrzałej, która za sprawą tej magicznej opowieści przypomni sobie swoje czasy buntu i ... uśmiechnie się do własnych wybryków.

Polecam! Jeśli jeszcze nie znacie autorki - zakochacie się, jeśli zaś czytaliście już jej książki - ugruntujecie swój zachwyt. 


środa, 9 stycznia 2019

Pszczelarz z Sindżaru - Dunya Mikhail



Dunya Mikhail, irakijska poetka i reporterka, podjęła się zrelacjonowania wydarzeń, które od 2014 roku mają miejsce w pustynnym regionie Sindżar w Iraku. Od kilku lat terroryzowany jest on przez ISIS. Daesz porywa kobiety, by następnie je gwałcić i sprzedawać, zabija mężczyzn, którzy nie chcą stać się muzułmanami i robi pranie mózgu dzieciom, czyniąc z nich wojowników Państwa Islamskiego.

Książka pomyślana została jako swoisty zbiór wywiadów przeprowadzonych telefonicznie z Abdullahem, pszczelarzem, który porzucił swoje dotychczasowe zajęcie, by pomagać w ucieczce zniewolonym kobietom. Stworzył on całą siatkę pomocników, którzy wszelkimi metodami próbowali wyzwolić branki spod jarzma ISIS. Jego telefon dzwoni niemalże bez przerwy, a każda kolejna historia, której staje się współuczestnikiem wydaje się straszniejsza od poprzedniej.

W obliczu ogromnej tragedii, która co dnia spotyka kolejne rzesze ludzi, poświęcenie życia Abdullaha jest tym bardziej godne podziwu. Nie móc być obojętnym na cierpienia niewinnych, postanowił ryzykować własnym bezpieczeństwem, byle tylko ocalić tylu, ilu się da. Choć relacjonowane przez niego historie są niezwykle przejmujące, samej książce brakuje jednak mocy. Miałam wrażenie, że jest ona sucha, obdarta z emocji, a to co czytam, to kolejne wyliczenia, które przyjmowałam rozumem, ale które nie trafiały do mojego serca prędzej, niż wzbogaciłam narrację własnymi wyobrażeniami i dopowiedzeniami. Słowo niestety nie ma tutaj mocy. Ma to jednak pewną niewątpliwą wartość -w obliczu tak wielkiej tragedii, czasem lepiej skupić się na faktach, niż na kaskadzie emocji oraz bólu, które im towarzyszą -  byłoby to bowiem nie do zniesienia. Udźwignięcie tak wielu dramatycznych i przejmująco smutnych historii wiąże się z ogromnym bagażem, który unieść mogliby nieliczni, a i ci nie bez konsekwencji dla swojego życia.

Postawa Abdullaha budzi ogromny podziw i pozwala widzieć nadzieję tam, gdzie zdaje się jej nie być. Patrząc w twarze ocalałych widzi się, jak wiele zła dzieje się na świecie i ma się nadzieję, że nigdy nie doświadczy się czegoś podobnego. 


Polecam lekturę - by zrozumieć, że działania Państwa Islamskiego nie ograniczają się do zamachów w krajach Europy, by docenić swoją sytuację życiową oraz by uczyć się wrażliwości i bezinteresowności. Tam gdzie jest choć odrobina dobra, mrok nigdy nie zwycięży.


piątek, 4 stycznia 2019

Niezwykłe przyjaźnie w świecie roślin i zwierząt - Emilia Dziubak




Niezwykłe przyjaźnie w świecie roślin i zwierząt zaintrygowało mnie z dwu powodów. Pierwszy z nich, to oczywiście tematyka. Moje żywe zainteresowanie światem fauny i flory oraz rządzącymi nią zależnościami nie przemija i nie potrafi zostać zaspokojone, gdy więc ujrzałam w zapowiedziach tę pozycję, nie mogłam w żaden sposób jej się oprzeć.

Gdyby jednak to nie wystarczyło, wystarczyłoby zerknąć, kto jest autorem, a wszelkie ewentualne wątpliwości co do powodów mojego sięgnięcia po tę pozycję zostałyby natychmiast rozwiane.


Emilia Dziubak, polska ilustratorka i autorka książek dla dzieci, której prace uwielbiam i po które sięgam w ciemno - bez względu na podejmowaną tematykę. Tutaj jednak, ku mojej ogromnej uciesze, spotkały się moje dwie miłości, oferując mi lekturę idealną.

Całość pomyślana została jako rozważania domowego kota - Homera - który sądząc, że ze względu na obecność licznych sąsiadów w jego domu brakuje już dla niego miejsca, zdenerwowany wyrusza w świat, by szukać w nim przyjaciela idealnego. Jego celem jest spotkanie kogoś, kto go doceni, będzie wielbić, a dodatkowo będzie się nim opiekować. Nie za dużo wymagań? Sprawdźmy!

Homer przemierzając świat, poznaje różne typy przyjaciół - od opiekunów (np. mrówek i mszy) przez tych na dobre i na złe (krowa i bakterie), nieświadomych (różanka i małż), idealnych (trzmiel i kwiat koniczyny), zakochanych (chociażby klacz i osioł), z sąsiedztwa (m.in. bocian i wróbel), aż do przyjaciół z pracy (wilk i kruk), fałszywych (żabnica i ryba) i od święta (jak hiena i lew). Przy tym wszystkim powoli uświadamia sobie, że trudno znaleźć mu kogoś lepszego, niż przyjaciel, który czeka na niego w domu.
Sama wędrówka kota jest jedynie pretekstem do prześledzenia relacji rządzących światem roślin i zwierząt - niektóre wydadzą Wam się oczywiste, inne Was zaskoczą. Wszystkie zostały przepięknie zilustrowane i bardzo skrótowo opisane, by rozbudzić ciekawość i ewentualnie zachęcić młodego czytelnik do sięgnięcia po inne książki podejmujące podobną tematykę. Dziubak prowadzi nas szlakiem przyrody i pozwala na eksplorację terenów, do których  na co dzień nie mamy dostępu i nad którymi nawet niekoniecznie się zastanawiamy.

Niewątpliwym plusem książki jest jej format - dzięki wielkości a4 dziecko ma możliwość dokładnego przyjrzenia się wszelkim szczegółom, zaś kartonowe kartki sprawiają, że robić może to po wielokroć - strony odporne są na łatwe zniszczenia, nie gniotą się i nie targają tak szybko, jak miało by to miejsce w innym przypadku.

Jako swoista niespodzianka (także dla mnie) na końcu publikacji znajduje się test, pozwalający czytelnikowi na określenie jakim sam jest typem przyjaciela. Ja jestem krewetką, a Wy?:) Sprawdźcie się koniecznie. 

Gdy będziecie zerkać na księgarniane półki z napisem nowości - nie przeoczcie tej książki. Nie bez powodu zostawiam Was z kilkoma ilustracjami - czyż one nie są po prostu piękne? Tam gdzie estetyka łączy się ze sporą dawką wiedzy o świecie, nie może być miejsca na nudę - publikacja ta jednocześnie zaspokoi ciekawość, jak i nacieszy oko. Czyż można chcieć więcej? Cudo!




czwartek, 3 stycznia 2019

Hotel Winterhouse - Ben Guterson Chloe Bristol



Hotel Winterhouse to powieść, która przyciągała mnie jak magnes. Odkąd tylko ujrzałam jej okładkę i przeczytałam opis, chodziłam jak zahipnotyzowana. Nawet podczas lektury innych tekstów, w głowach wciąż miałam ją - historię jedenastoletniej Elizabeth Jones, nastolatki, kochającej rozwiązywać łamigłówki i wielbicielki książek. Oto dziewczynka zostaje wysłana przez wujostwo do tajemniczego Hotelu Winterhouse. Nie wiadomo kto opłacił pobyt, ale mimo szczerej niechęci do opiekunów, spędzenie Gwiazdki poza domem nie napawa bohaterki optymizmem. Zwłaszcza, że już w drodze na miejsce spotkają ją dziwne rzeczy - ma wrażenie, że jest śledzona przez podejrzaną parę przyodzianą w czerń. Co gorsza, oni również zmierzają w to samo miejsce. Na szczęście sam hotel robi na dziewczynce piorunujące wrażenie, szybko też zaprzyjaźnia się ona z jego właścicielem, bibliotekarką oraz z Freddiem - jedyną osobą będącą mniej więcej w jej wieku i tak samo kochającą zagadki.

Przemierzając długie korytarze i zaglądając na kolejne piętra, bohaterowie będą próbowali zgłębić sekret skrywany w hotelowych murach - sekret, sięgający lata wstecz, związany z pewnym proroctwem i darem rodu Fallsów, o którym ci taktownie milczą. Sekret, którego istotą jest Książka.

Hotel Winterhouse to szalenie wciągająca, naszpikowana akcją i aż prosząca się o odkrywanie kolejnych zagadek powieść, która nie pozwala się nudzić podczas lektury. Co prawda rozwiązania byłam pewna już w połowie książki, nie jestem jednak jedenastolatką (a tyle lat ma przecież główna bohaterka i do takiego odbiorcy przeznaczona jest całość), więc miałam na względzie to, że zagadka musi być na miarę docelowego czytelnika i zupełnie mi to nie przeszkadzało - przeciwnie, z zaciekawieniem przyglądałam się temu jak rozwija się akcja i w którym kierunku zmierza.
                                            
Jeśli kochacie książki (a kochacie), jeśli lubicie zagadki (a na pewno lubicie), jeśli chcielibyście pobuszować po ogromnej bibliotece (a chcielibyście!), to nie potrafię Wam wskazać lepszej nowości. Nic to, że w zamyśle książka dedykowana jest dla młodszego czytelnika. Ja bawiłam się świetnie i Wy również będziecie. 

Bardzo dobra rzecz - gorąco polecam.


wtorek, 1 stycznia 2019

Felix, Net i Nika oraz Koniec Świata Jaki Znamy - Rafał Kosik


Felix, Net i Nika to jedna z najpopularniejszych serii dla młodzieży, która nie dość, że od lat zyskuje szerokie grono odbiorców, to jeszcze pod warstwą fabularną skrywa wiele wartościowych treści, zogniskowanych między innymi wokół konsekwencji postępu technologicznego i zagrożeń czyhających na współczesnego człowieka z niego wynikających.

Przed Wami najnowsza, piętnasta już część, Felix, Net i Nika oraz Koniec Świata Jaki Znamy. Oto tytułowi bohaterowie po przerwie wakacyjnej wracają nie do gimnazjum, lecz do pierwszej klasy  nowo utworzonego na mocy reformy edukacji liceum. Na zmianie nazwy szkoły jednak nie koniec - uczniów czeka cały szereg niespodzianek z nowym dyrektorem (mającym ambicję uczynienia z placówki oświatowej sprawnie działającej i przynoszącej sukcesy firmy) na czele.

Jeśli tytułowym postaciom wydawało się, że tragedią jest nowy podział klas albo zmiana systemu oceniania czy przyznawania stypendiów, byli w sporym błędzie. Oto bowiem ich świat, świat, do którego przyzwyczaił ich postęp technologiczny, zdaje się bezpowrotnie znikać. 

Na całej Ziemi nie ma prądu - nie brzmi tak źle, prawda? Przecież chwilowy detoks cyfrowy nikomu krzywdy zrobić nie może. Chwilowy tak, ale gdy po czasie uświadomicie sobie, że nie ma internetu, nie działają telefony, telewizja nie odbiera, nie jesteście w stanie z nikim się skontaktować w sposób, który dotąd był dla Was oczywisty, nie zrobicie sobie herbaty, nie upieczecie ciasta, nie włączycie światła, mało tego - lodówka przestaje pracować, Wasze zapasy jedzenia się psują, a do nowych nie ma dostępu, bo byliście tak przyzwyczajeni do życia bezgotówkowego, że nie macie w kieszeni ani złotówki, bankomaty zaś nie działają, a terminale z oczywistych względów nie funkcjonują - przestaje być wesoło. W taką rzeczywistość wrzuceni zostali Felix, Net i Nika, wiedzący, że w całą tę sprawę w jakich dziwny sposób zamieszani są ojcowie chłopaków, a wiąże się z ona z poważnym zagrożeniem terrorystycznym, który może przynieść nie tylko Koniec Świata Jaki Znamy, ale koniec świata w ogóle. 

Rafał Kosik wrócił z powieścią, która pokazuje jak niebezpieczne może być uzależnienie od technologii, szczególnie dla tych osób, które są nią przesiąknięte i nie mają nawet świadomości, jak silnie ona nimi kieruje. Przy tym wszystkim w powieści nie brakuje akcji - tak naprawdę to ona, przemieszania z humorem, napędzają całą historię. W powieści znalazło się sporo miejsca dla nauki, co jest nieodłącznym elementem serii. Podczas lektury odnosiłam wrażenie, że całość jest bardzo dorosła - bohaterowie, już uczniowie liceum, wydorośleli, a ich perypetie (szczególnie te osobiste) stały się poważniejsze. Zdaje się, że Kosik powoli wprowadza swoje postaci w życie starszych osób - szczególnie Nika zmagać się musi z problemami, które nie powinny jej dotyczyć w tak młodym wieku. Zawsze jednak liczyć może na wsparcie przyjaciół - to również pozostaje niezmienne. Autor hołduje wartościom takim jak bezinteresowność, wsparcie niesione drugiemu i przyjaźń. Jest zatem książka ta nie tylko kurierem rozrywki, ale także życiowym drogowskazem.

Dla mnie, jako nauczyciela, wartością naddaną powieści jest także przedstawienie skarykaturowanego obrazu reformy oświaty, jaka miała miejsce i która w szkole, do której uczęszczają bohaterowie przybrała nieoczekiwany (i niemożliwy w realnym świecie) oraz doskonale oddający absurdy całej tej sytuacji obrót. Humor (i śmiech przez łzy), który towarzyszy mi w pracy zawodowej, tutaj został świetnie zilustrowany poprzez pokazanie absurdów rządzących oświatą.

Jeśli dotąd nie mieliście okazji przeczytać całej serii, bądź też macie jakieś braki  w poszczególnych częściach - nie martwcie się. Najnowszą powieść Kosika można czytać bez znajomości poprzednich, co stanowi doskonały pretekst do kupienia jej wraz z początkiem roku i zachęcenia młodego czytelnika, by nadrobienie całego cyklu potraktował jako czytelnicze wyzwanie 2019. 

Polecam - wciąga, a przy tym wszystkim ma również walory edukacyjne, co szalenie cenię w książkach dla młodzieży. 

A jako wyzwanie - szczególnie dla tych, którzy sądzą, że uzależnienie od techniki ich nie dotyczy - spróbujcie spędzić jeden dzień całkowicie odcięci od technologii - bez telewizorów, radia, telefonów, kart kredytowych, przy świecach i jedzeniu przygotowanym na gazie lub ogniu;) Zobaczycie, jak bardzo jesteście wciągnięci przez technologię, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Udogodnienia rządzą naszym życiem;) Bawcie się dobrze i wyciągnijcie naukę z tej lekcji.

Dla niezdecydowanych pozostawiam zwiastun: