wtorek, 12 grudnia 2017

Co robi język za zębami? Agata Hącia





Co robi język za zębami? to kapitalna książka, nie tylko dla tych, którzy językiem polskim są żywo zainteresowani, ale także dla każdego troszczącego się o piękno mowy ojczystej oraz otwartego na wiedzę podaną niezwykle smacznie.

Agata Hącia stworzyła publikację o poprawnej polszczyźnie dla najmłodszych, ale swoim nauczycielskim nosem czuję, że skorzystają z niej także dorośli – i to bardzo mocno!

Księga to wcale niemała, jej gabaryty zapowiadają całe mnóstwo fascynujących informacji. I tak – młody adept językoznawstwa dowie się z niej jak oddychać, by swobodnie mówić i śpiewać; wykona niezbędne ćwiczenia rozluźniające i oddechowe właśnie, jak również te, które mają rozgrzać buzię i znajdujące się w niej narządy odpowiedzialne za mowę, służące wywołaniu konkretnych głosek – i gwarantuję, że nie będzie to wysiłek nudny, lecz poprawiający humor i niezwykle energiczny.

Książka stanowi także niesamowitą przestrzeń badawczą dla ciekawskich – podpowiada nietypowe słowa, ujmuje je w różnych językach (z zaznaczeniem odpowiedniego akcentowania), w  tym greckim, angielskim, niemieckim czy francuskim; wyjaśnia nieznane, podaje etymologię.

Publikacja zawiera treści dla młodszych i dla tych „już całkiem dorosłych” wyróżnione odpowiednimi nagłówkami.  Wyjaśnia pewne utarte powiedzenia, rozwija słownictwo bierne i czynne, wyposaża czytelnika w ogromną walizę językoznawczej wiedzy, którą ten będzie mógł zabłysnąć w towarzystwie, korzystając ze wszystkich niuansów swojego języka i nie ograniczając swoich opisów do oklepanego „fajnie”. Zawiera ona zagadki, rozwija wyobraźnię, sugeruje co robić, by grzecznie zachować się w różnych kłopotliwych sytuacjach językowych i towarzyskich.

Obiecuję Wam, że jeśli Wasza pociecha zasmakuje w tej książce i będzie z niej regularnie korzystać, język polski nie będzie miał przed nią żadnych tajemnic i pozwoli jej wypowiadać się grzecznie i elegancko, a nade wszystko - poprawnie. Kapitalna propozycja dla najmłodszych, z której ochoczo będę czerpać inspirację, „pożyczać” ćwiczenia, i którą na pewno w najbliższej przyszłości komuś sprezentuję.

 Pozycja obowiązkowa!


poniedziałek, 11 grudnia 2017

Święci pierwszego kontaktu - Szymon Hołownia



Święci pierwszego kontaktu to druga po Świętych codziennego użytku książka Szymona Hołowni, przybliżająca współczesnemu czytelnikowi sylwetki świętych znanych i mniej znanych, czczonych i zapomnianych.

Autor zdaje się przypominać, że niebo i jego mieszkańcy są znacznie bliżej niż nam się wydaje, gotowi w każdej chwili nieść pomoc, o ile – rzecz jasna – o tę poprosimy.

W sposób dla siebie typowy, językiem znanym już z innych publikacji – dalekim od skostniałego kaznodziejstwa – Hołownia porywa nas na niebiański szlak, gdzie spotkać możemy między innymi Feliksa z Sieradza OP, św. Kutberta, św. Serafina Wyryckiego, św. Kseni Petersburskiej, św. Pantelejmona, św Agatona Egipskiego oraz błogosławionego Odoryka z  Pordenone.

Przyznajcie się, ilu z wyżej wymienionych świętych znaliście wcześniej? Założę się, że niewielu, jeśli w ogóle któregokolwiek. Hołownia zatem za sprawą tej książki czyni podwójny dobry uczynek – po pierwsze odkurza wizerunki postaci niesłusznie zapomnianych, a po drugie otwiera przed czytelnikiem nowe możliwości kontaktu z Bogiem i wypraszania u niego łask.

Masz pusty portfel, kłopoty z miłością, boisz się śmierci, stresujesz się przed spowiedzią, a może wciąż nie potrafisz praktykować wdzięczności? Oto książka, dzięki której Twoje problemy mają szansę się skończyć. Wystarczy mocna wiara, skuteczna modlitwa, a w Twoim życiu zaczną dziać się cuda. Nie wierzysz? Spróbuj!

Polecam: wielce pomocna, a także pouczająca i poszerzająca horyzonty wiary pozycja.


niedziela, 10 grudnia 2017

Dlaczego fascynuje nas wojna? - Miesięcznik Znak (11) 2017


Listopadowy numer "Znaku" stoi pod znakiem wojny i fascynacji nią. Wiodący temat numeru zdaje  się niewygodny, bowiem nie ma na myśli jedynie wojny minionej, tej, od której dzieli nas już niemalże wiek, lecz tej, która czai się tuż za rogiem, jest stale obecna, lecz rozproszona po całym świecie, podchodowa, nieoficjalna. To, co przeraża, zdaje się także nas emocjonować. Film, książki, nawet teatr - każde z mediów wojnę wciąż uznają za temat atrakcyjny - zarówno tę z początków XX wieku, jak i tę osadzoną w odległej przyszłości, rządzącą się innymi prawami, lecz wciąż skoncentrowaną na przemocy i próbach objęcia dominacji jednych nad drugimi.

Widok strzelby, zmasakrowanego ciała czy nawet morderstwa dokonywanego "na żywo" nikogo dziś właściwie nie wzrusza, granice wrażliwości zostały drastycznie przesunięte, a co za tym idzie, samo słowo wojna, nie ma dziś takiego wydźwięku, jak jeszcze parę(naście) lat temu. 

Nastroje ksenofobiczne, kryzys instytucji międzynarodowych, rodzące się napięcia - to wszystko sprawia, że widmo ogólnoświatowej wojny staje się coraz bardziej nieuchronne. 

W listopadowym numerze miesięcznika "Znak" kwestie te zostały podniesione i należycie omówione, a we wrażliwym czytelniku wciąż budzić mogą emocje inne niż fascynacja i chore pragnienie przeżycia konfliktu zbrojnego na własnej skórze. Choć tematowi miesiąca zostały poświęcone jedynie trzy artykuły z niezwykle bogatego numeru, dały mi one do myślenia tak bardzo, że nie chciałbym dzielić się już z Wami innymi wrażeniami, żywiąc nadzieję, że dotkną one i Waszej wrażliwości, nakłaniając do refleksji i krytycznego spojrzenia wewnątrz własnych przekonań, nierzadko wynikających z przekazów podprogowych, nieświadomego kształtowania naszego myślenia o wojnie i jej skutkach. 

Polecam rzecz jasna także teksty Wojciecha Bonowicza, Wita Szostaka i ostatnio moje "drugie ulubione" Marcina Wilka, jednak nie chciałabym, żeby przyćmiły Wam one to, co w moim odczuciu  tym razem najistotniejsze.

Jak zawsze, zachęcam do lektury.

Te oraz inne numery miesięcznika kupisz na:



sobota, 9 grudnia 2017

Wykłady Profesora Niczego - Mieciu Mietczyński


Czy o epokach literackich można opowiadać ciekawie?

Ależ oczywiście! Mieciu Mietczyński, znany w sieci jako Profesor Niczego, specjalista od tworzenia streszczeń lektur z przymrużeniem oka, zabiera nas szlakiem barwnych epok literackich, które opowiedziane przez niego w Wykładach Profesora Niczego nabiorą barw i zaczną jawić się jako arcyciekawe.

Wychodząc od starożytności i kończąc na współczesności, Profesor Niczego ze swadą, humorem, nieraz zaczepnie, nierzadko rubasznie, czasem wulgarnie, przedstawi Ci najważniejsze elementy (postaci, teksty kultury, filozofie, twórców) dziesięciu epok w taki sposób, że już nigdy nie spojrzysz na nie tak samo, a już na pewno nigdy nie powiesz ani nie pomyślisz, że były one nudne, skłaniające do drzemki śródlekcyjnej i… zbędne na szkolnym szlaku programowym.

Mietczyński ma niewątpliwy dar gawędziarski, który wykorzystuje doskonale. Udowadnia on, że lekcje języka polskiego mają potencjał i mogą stanowić humorystyczną, a przy tym niezwykle kształcącą drogę.

(...)


Jestem przekonana, że książka ta ma spory potencjał możliwy do wykorzystania w szkolnictwie i powinna być polecana uczniom zmagającym się z trudnościami z nauką, jako świetna powtórka – chociażby przedmaturalna. Nauczyciele zaś również mogą z niej skorzystać, pokazując, jak z humorem opowiedzieć to, co na pozór wydaje się nudne.  Polecam. 

Czytaj całość:



piątek, 8 grudnia 2017

Sylaboratorium


Sylaboratorium to prawdziwa gratka dla tych z najmłodszych, którzy lubują się w poznawaniu nowych słów, ich znaczeń, a także którym frajdę sprawia błyszczenie przed dorosłymi znajomością tychże, a nierzadko także zawstydzanie starszego pokolenia większą wiedzą niż ich własna.

Książka ta, to swoiste laboratorium słów, przestrzeń zdominowana przez zabawę z wyrazami, sylabami i ich znaczeniami, a przy tym kapitalna propozycja dla młodego adepta językoznawstwa.
Każda strona to nowe słowo podzielone, rzecz jasna, na sylaby, krótko wyjaśnione – w  razie potrzeby wszystkimi znaczeniami występującymi w języku polskich, jak chociażby przy otwierającej książkę „apokalipsie”. Stronice wzbogacone są wyjątkowymi grafikami oraz twarzami osób, które wyjaśnienia się podjęły. 

Wśród współautorów tego kompendium dla młodego erudyty znajdują się Zuzanna Orlińska, Wojciech Widłak, Justyna Bednarek, Agnieszka Frączek, Emilia Kiereś, Marcin Wicha, Zofia Stanecka, Ewa Nowak, Roksana Jędrzejwska-Wróbel, a także Mikołaj Golachowski. Znane nazwiska, prawda?


Poza wyjaśnieniem znaczeń wyjątkowych słów (huncwot, degrengolada, żagiew, naftalina, imponderabilia, wiorsta, uroboros, ździebko, łapserdak…), które przypomni sobie lub pozna (sic!) także niejeden dorosły, publikacja wyposażona jest także w wolne miejsce dla nowego słowotwórcy, który dzięki naklejek w kształcie liter może zabawić się w prawdziwego kreatora znaczeń.

Kapitalna zabawa! Żałuję, że sama nie miałam takich możliwości jako dziecko, ale w końcu kto zabroni mi stwarzać słowa teraz?:)

Polecam!



czwartek, 7 grudnia 2017

Życie pszczół - Maurice Maeterlinck


Życie pszczół Maurice Maeterlincka to druga po Inteligencji kwiatów książka autora, która odkrywa przed czytelnikiem bogaty świat fauny i flory. Pszczoły, jako jedne z najbardziej dla mnie fascynujących przedstawicielek przyrody, to owady niezwykłe – ich mądrość i zachowania społeczne zgłębiane są od lat, zaś mnogość literatury (tak popularnej, jak naukowej) im poświęconej każe zastanowić się nad ich ogromnym znaczeniem dla ludzkości. Książka Maeterlincka łączy w sobie fachowość i prostotę – pisana przystępnym, choć nieco encyklopedycznym tonem opowieść o pszczelim gatunku to tak naprawdę traktat filozoficzny biorący pod lupę przestrzeń tajemniczą i – mam wrażenie – wciąż ostatecznie niezgłębioną. Autor śledzi rok z życia pszczół, skrupulatnie oddając wszystko to, co dzieje się w nim miesiąc po miesiącu.  

Należy nadmienić, że książka ta jest wynikiem obserwacji prowadzonych u początku XX wieku, kiedy to o dzisiejszych metodach podglądania pszczelego świata nikt nie słyszał ani nie myślał. Mimo że od tamtych czasów dzieli nas niesamowity postęp nauki, książka wcale się nie zdezaktualizowała.

(...)


Czytaj całość:








środa, 6 grudnia 2017

Mama Mu na wycieczce - Jujja Wieslander, Sven Nordqvist



Mama Mu na wycieczce to zbiór czterech komiksów dla dzieci, w skład którego (poza tytułowym) wchodzą: Sto szczeniaków, Mama Mu na jednej nodze oraz Czy jesteś moim przyjacielem?

Mama Mu na wycieczce to zapis dnia, w który nasza bohaterka wraz z Panem Wroną postanawia wybrać się wycieczkę połączoną z piknikiem. W jej wyobraźni całość malowała się wspaniale, niestety na drodze do spełnienia marzenia stanęła…. pogoda. Jej zmienność tego dnia była wręcz złośliwa – słońce na przemian z burzą, opady deszczu na przemian ze skwarem. W obliczu takich trudności nie sposób wyjść z domu bez obaw. Jak poradzi sobie Mama Mu?

(....)

Choć tom w ogólnej wymowie jest humorystyczny, nie brakuje w nim scen gorzkich, które jednak każdorazowo dążą do szczęśliwego finału. Spodoba się każdemu dziecku, szczególnie temu, które lubi czytać o zwierzętach i ich przygodach. Gwarantuję Wam przyjemny czas spędzony z lekturą, ubraną w nieco inną formę niż sztampowe opowiadanie.


Muuuusicie spróbować!


Czytaj całą recenzję:



wtorek, 5 grudnia 2017

Dlaczego ziewamy? Dorota Sumińska






Dorota Sumińska po raz kolejny podjęła się wyzwania odpowiedzenia na nurtujące i wnikliwe pytania najmłodszych. Podobnie jak poprzednio, m.in. w Dlaczego oczy kota świecą w nocy?  z naukową dokładnością i dziecięcą prostotą wyjaśnia sekrety świata ludzi. Jej odpowiedzi doczekały się zapytania o to czym jest błona płodowa, dlaczego mama się maluje, dlaczego małe dzieci chodzą na czworaka, dlaczego boją się ciemności, skąd się bierze czkawka, dlaczego trąbka w uchu nie trąbi, skąd dziecko bierze się w brzuchu mamy, co to jest zły dotyk, czym jest krew, a nawet – dlaczego dzieci zadają dużo pytań? (sic!)

Autorka niestrudzenie odpowiada na te raz poważne, innym razem humorystyczne lub niewygodne, ale każdorazowo niezwykle dociekliwe pytania tych, dla których poznawanie świata wciąż jest fascynującą przygodą, odkrywającą wciąż niezbadane rewiry.

Jeśli zatem Wasza pociecha znajduje się właśnie na etapie dopytywania o wszystko, jeśli ciekawostki o świecie są jej niezbędne do przetrwania, a Wam zaczyna brakować odpowiedzi lub zwyczajnie potrzebujecie profesjonalnego odciążenia – Sumińska rzeczowo i klarownie odpowie Waszym dzieciom na nurtujące ich kwestie, niczego nie pozostawiając bez odpowiedniego wyjaśnienia, dostosowanego do ich percepcji. 

Uwielbiam tę serię i zawsze w ciemno polecam ją rodzicom. Nie inaczej będzie tym razem – drodzy Państwo, prezent świąteczny jak się patrzy. Dzięki niemu w tę Wigilię nie tylko zaspokoją głód makowca, ale także dojmujący głód wiedzy. Fachowo i frapująco. Zachęcam do lektury!


poniedziałek, 4 grudnia 2017

Uczyć (się) z pasją - Pernille Ripp


Obyś cudze dzieci uczył.

Nauczanie to jedne z większych wyzwań dzisiejszych czasów.

Papierologia, która zdominowała wszystko inne oraz co rusz obśmiewany i wytykany system górują nad uczniem, co sprawia, że nauczyciele postawieni są między młotem a kowadłem – mogą nie wychylać się i płynąć z systemowym prądem albo postawić się, ryzykując utratę pracy, ale za to mając świadomość, że zrobiło się wszystko, co możliwe, by wspierać uczniów na ich edukacyjnej drodze.

Pernille Ripp postanowiła zaryzykować. W miejsce obowiązku postawiła pasję, w miejsce nudy – fascynującą podróż. Wszystko zaczęło się od postawienia sobie pytań o to, czy chciałaby być uczniem we własnej klasie oraz czy jej sposób przekazywania wiedzy jest wciągający, czy może nudny, sztampowy, usypiający i zniechęcający? Odpowiedzi wcale jej się nie spodobały.

Autorka spostrzegła, że narzucanie uczniom metod pracy hamuje ich rozwój oraz pozbawia ich kreatywności, a także zabija radość, która mogłaby – w odpowiednich warunkach – płynąć z nauki.
Postanowiła przywrócić wychowankom klasy, sprawić, by byli oni głównodowodzącymi w szkolnych ławkach, a także by mieli realny wpływ na to co i jak będą robić. 

(..)


Czytaj całość:



sobota, 2 grudnia 2017

Kaukasis. Kulinarna podróż po Gruzji - Olia Hercules


Kaukasis. Kulinarna podróż po Gruzji i innych krajach Kaukazu to propozycja dla wytrawnych smakoszy. Olia Hercules, autorka bestsellerowej Mamuszki zabiera nas niebywale apetycznym szlakiem, łączącym w sobie smaki wielu rejonów, które choć skonfliktowane politycznie, kulinarnie prezentują się wybornie.

Wiele połączeń nam, Polakom, choć coraz odważniejszym w kuchni, może wydawać się szalone. Czy bowiem na myśl o pożenieniu buraka i śliwki cieknie Ci ślinka, czy może wolałbyś zrezygnować z takiego eksperymentu? Autorka wychwala otwartość w kwestii nowych doświadczeń i gwarantuje prawdziwą eksplozję dobroci na naszych kubkach smakowych. 

Potrawy nie są sztampowe, na pewno o większości z nich nie słyszeliście albo nigdy ich nie próbowaliście, obiecuję jednak, że warto w nich zasmakować. Faszerowane bakłażany, matsoni z cukinią i czosnkiem (niech żyje prostota!), orzechowa sałatka z pomidora i ogórka, sałatka z pomidorów i malin, pierogi z serem i…botwiną, pigwa nadziewana jagnięciną, zupa estragonowa, kiszone zielone pomidory, mufiny z sosnowymi szyszkami, szerpet bazyliowy rodem z Azerbejdżanu i wiele innych smaków, o których Ci się nie śniło znajdziesz na kartach tej książki. Nie muszę dodawać, że wszystko okraszone jest niezwykle apetycznymi fotografiami, które pobudzą nawet najbardziej opornych do działania i eksperymentowania.



Jeśli zatem dość masz sztampowości i czujesz, że jesteś gotowy na nowe doznania kulinarne – koniecznie sięgnij po Kaukasis. Zaskoczysz bliskich, zaskoczysz sam siebie – dasz się uwieść bowiem prędzej, niż Ci się wydaje.  Obok kuchni krajów Kaukazu nie sposób przejść obojętnie. Ugotuj sobie zapiekany kalafior, podczytaj parę fragmentów Ali&Nino, a to miejsce styku wielu kultur wyda Ci się bliższe niż kiedykolwiek.


Gaamot!

piątek, 1 grudnia 2017

Lagom - Lola A. Åkerström


W Szwecji wszystko musi być w sam raz. Ani za dużo, ani za mało. Ani za często, ani za rzadko. Umiar jest tym, co dla Szwedów stanowi podstawę dobrego życia. Lagom, to dokładnie tyle ile trzeba. Wszystkiego: pożywienia, pracy, wolnego czasu, relacji międzyludzkich, szacunku okazywanego sobie, bliskim oraz naturze. Szwecja dąży to równowagi i tym dążeniem chce zarazić cały świat. Nie po to, by kogoś czegoś pozbawić, ale po to, by zapewnić mu pełniejsze i szczęśliwsze życie.

Ile bowiem razy nadmiar rzeczy wokół; zadań do wykonania; czasu wolnego; jedzenia; imprez spowodował u Was dyskomfort albo frustrację? Wszystko podawane w nadmiarze, szkodzi. Naszym zadaniem jest umiejętne i zrównoważone życie, mające w rezultacie czynić nas ludźmi spełnionymi.
Temu właśnie szwedzkiemu sekretowi dobrego życia poświęcona jest książka Lagom spod pióra Loli A. Åkerström. Całość skoncentrowana jest na kilku podstawowych dziedzinach, w których zachowanie umiaru wydaje się najbardziej znaczące. Są nimi: kultura i emocje; jedzenie i święta; zdrowie i dobre samopoczucie; moda i uroda; design i urządzanie wnętrz; życie towarzyskie i zabawa; praca i biznes; pieniądze i finanse oraz natura i stabilny rozwój.

Autorka jest zdania, że wprowadzenie lagom w życie może je skutecznie zmieniać na lepsze, sprawiając, że wreszcie przestaniem gonić za tym, by mieć więcej, więcej i więcej, koncentrując się na teraźniejszości i budowaniu silnych więzi, a także na środowisku, o które należy dbać, by nam samym żyło się lepiej, a nasze zdrowie było niczym niezmącone.

Bardzo ładna szata graficzna, a także cytaty, którymi przeplatane są wiadomości, pozwalają na cieszenie się książką tak ze względów wizualnych, jak i merytorycznych.


Ciekawe ujęcie, w sam raz na jedno popołudnie mijającego powoli roku – może stać się impulsem do przedefiniowania własnych wartości i zapisania wstępnych planów na nadchodzący czas – ku lepszemu życiu. 

czwartek, 30 listopada 2017

Wakacje w Waszyngtonie - Marcin Sendecki



Wakacje w Waszyngtonie to kolejna część z serii Czytam sobie, obierająca sobie za temat wiodący historię abolicjonizmu za czasów Abrahama Lincolna. Opowieść snuta jest z perspektywy siedmioletniego Bartka, mieszkającego razem z mamą, nauczycielką historii i języka angielskiego. Jego wakacje nie zapowiadały się ciekawie, dopóki rodzicielka nie oświadczyła mu, że wyjeżdżają na tydzień do Ameryki, gdzie zaprasza ich jej koleżanka. Waszyngton i jego historia czekała przed Bartkiem otworem. Na miejscu chłopiec (a wraz z nim czytelnik) wraz ze swoim rówieśnikiem (nazwanym na cześć byłego prezydenta, Lincolnem) odwiedził Biały Dom, przed którym poznał jego historię; Kapitol; pomnik Tadeusza Kościuszki; muzea; Mauzoleum Lincolna i inne ciekawe przestrzenie, które stały się dla niego szansą na poznanie interesującej historii Ameryki i toczących się w niej ruchów abolicjonistycznych. 

Marcin Sendecki zadbał o to, by opowieść była nie tylko kształcąca, ale także wciągająca, udowadniając, że uczyć można się także poprzez przyjemną lekturę. Polecam - szczególnie tym dzieciom, które trudno zainteresować historią, bowiem dzięki tej publikacji zobaczą, jak ciekawa to dziedzina i jak wiele można się dzięki niej dowiedzieć o świecie.


***

Czytam sobie to trzypoziomowy program wspierania nauki dla dzieci w wieku 5-7 lat. Prezentowana dziś książeczka przynależy do poziomu 3 - połykam strony. Na tekst składa się od 2500 do 2800  wyrazów, sformułowanych w dłuższe zdania (w tym złożone). Zawiera on dialogi, a całość zbudowana została z użyciem wszystkich głosek.

Patronat honorowy nad serią objęła Biblioteka Narodowa, a całość zgodna jest z zaleceniami metodyków. 

Zarówno papier, jak i odpowiednio dobrana czcionka wspierają proces czytania, zaś wybitni polscy autorzy oraz mistrzowie ilustracji każdorazowo dokładają wszelkich starań, by publikacja była nie tylko atrakcyjna pod względem treściowym, ale również graficznym.



środa, 29 listopada 2017

Rośliny nas ocalą - Miriam Borovich


Rośliny na ocalą Miriam Borovich to książka pozwalająca czytelnikowi na zadbanie o własne zdrowie w sposób możliwie jak najbardziej naturalny – mocą roślin dostępnych na wyciągnięcie ręki, których właściwości prozdrowotne są nie(d)ocenione. Autorka w części wprowadzającej dzieli się z czytelnikami swoją wiedzą na temat zawartych w konkretnych częściach roślin substancji czynnych, pomagających człowiekowi i dających mu możliwość samodzielnego leczenia bez wspierania koncernów farmaceutycznych bazujących na ludzkiej łatwowierności złączonej z troską o zdrowie. Ich nadrzędnym celem jest bowiem zarobek, nie zaś pomoc człowiekowi.

Osobistą apteczkę złożoną z naturalnych elementów każdy z nas z powodzeniem może stworzyć sam – jak tego dokonać i w jaki sposób mądrze z niej korzystać radzi nam Autorka, zachęcająca również do samodzielnej uprawy ziół, z których później będziemy mogli uczynić pożytek. W książce tej znajdzie czytelnik propozycje wykorzystania roślin o właściwościach leczniczych – tak w stosowaniu zewnętrznym jak i wewnętrznym. Autorka pisze o tym, jak przygotować napar, odwar, macerat, sok, nalewkę, syrop, proszek, płukankę, a także olejek eteryczny, zaznaczając przy tym, że efektywność działania rośliny zależy od tego, w jaki sposób przygotujemy ją do wykorzystania.

Główną część książki stanowi opis piętnastu roślin leczniczych – wskazanie ich właściwości, pochodzenia, zawartych w nich substancji czynnych, sposobów wykorzystania, metod uprawy domowej, a także przeciwskazań i interakcji w jakie dana roślina może wejść.
Wśród opisanych roślin znajdziemy między innymi miętę, dziurawiec, babkę płesznik, aloes, pokrzywę, kurkumę,  a także lawendę i miłorząb dwuklapowy. Wszystko napisane jest językiem przystępnym, zrozumiałym, w sposób niezwykle syntetyczny, ujmujący jedynie to, co najistotniejsze.

Całość stanowi dość bogate źródło wiedzy i punkt wyjścia do domowego wykorzystania dobroczynnych substancji. Jeśli zatem Wasze zdrowie leży Wam na sercu, a niekoniecznie chcecie faszerować się aptecznymi specyfikami, warto po tę pozycję sięgnąć i zapoznać się z innymi możliwościami zapobiegania niektórym schorzeniom. Naturalnie i zdrowo. 


wtorek, 28 listopada 2017

Oto jest Wenecja - M. Šašek


Oto jest Wenecja to kolejna w serii po Oto jest Paryż, Oto jest Londyn, Oto jest Rzym, Oto jest Nowy Jork i Oto jest Mediolan książka Miroslava Šaška, która prowadzi młodego czytelnika szlakiem europejskich miast.

Dzięki temu czeskiemu ilustratorowi i autorowi dziecko może odwiedzić nawet najodleglejszy zakątek świata i poznać jego historię wzbogaconą o fantastyczną szatę graficzną, odzwierciedlającą wszystko to, o czym opowiada pisarz.

Tym razem wybierzemy się do Wenecji, na wyspę kształtem przypominającą delfina, popłyniemy gondolą i przekonamy się czy plotki o kanalizacyjnym fetorze mają coś wspólnego z prawdą. Zapoznamy się z typową zabudową miasta, wejdziemy na plac Świętego Marka, przyglądniemy się koniom w słomkowych kapeluszach, policzymy wszystkie mosty i mijane wysepki. Wszystko to z wiatrem we włosach i typową muzyką w tle. Przekonamy się, dlaczego Piazza San Marco nigdy nie będzie wyglądać tak, jak parkingi przed hipermarketami, a także jak doręczane są tu listy. Historia i współczesność, charakterystyczne pamiątki, typowe ubrania, koronkowa konstrukcja pałaców – informacji do zdobycia jest tu co niemiara.


Na samą myśl o czekającej nas podróży, zaczynamy czuć ducha wakacji, prawda? Gwarantuję, że nie ma nic przyjemniejszego w listopadzie, niż podróż do kraju słońca, uśmiechu i głośnej zabawy, gdzie od wieków miasto pożenione jest z nieokiełznanym żywiołem. A jeśli to wszystko przekazywane jest przez Šaška, macie gwarancję nie tylko przyjemności podróżowania, ale także jakości.  Książki tego czeskiego autora są także wielką inspiracją do wakacyjnych (i nie tylko) wojaży. Możecie je traktować jako zbiór wiedzy o świecie, jako dziecięcy przewodnik oraz jako książkę historyczną - opcji jest wiele!



Polecam ogromnie. 



poniedziałek, 27 listopada 2017

Tajemnicza śmierć Marianny Biel - Marta Matyszczak



Tajemnicza śmierć Marianny Biel, to prozatorski debiut Marty Matyszczak, chorzowianki, znanej każdemu szanującemu się czytelnikowi kryminałów z prowadzonej przez siebie od lat Kawiarenki Kryminalnej. Oto osoba, która dotąd powieści kryminalne opiniowała, teraz, po solidnym procesie samokształcenia się i próbowania swych sił (ukończone dziennikarstwo; warsztaty literackie podczas Międzynarodowego Festiwalu Kryminału, laureatka konkursów na opowiadanie kryminalne, adeptka kursu scenopisarskiego i autorka scenariuszy oraz fars kryminalnych, uff!) oddaje się pod osąd innych recenzentów. Jednym z głównych (a na pewno głównym zwierzęcym) bohaterów powieści jest Gucio, pies, którego pierwowzorem stał się inny Gucio, przygarnięty przez Autorkę ze schroniska.

Książkowy psiak również został adoptowany. Pod swój dach przyjął go Szymon Solański, zwolniony z pracy policjant, próbujący swoich sił jako prywatny detektyw. Niegdyś na szczycie, teraz na ostatnim piętrze chorzowskiego familoka, wynajmuje on zapuszczoną kawalerkę w miejscu, które jakby go wezwało. Oto bowiem znalezione w nim zostają zwłoki Marianny Biel, kobiety niespecjalnie lubianej przez sąsiadów. Kiedyś, podobnie jak on, również sięgała gwiazd – była bowiem najjaśniejszym elementem na firmamencie Teatru Uciecha. Zdaniem policji całość była nieszczęśliwym wypadkiem – podczas ściągania przetworów z piwnicznej półki, jedna z nich nie wytrzymała i przygniotła nieszczęsną kobietę. Inną opinię ma Solański, szukając winnego nie tylko pośród podejrzanych sąsiadów, ale także dalej… Jeśli uda mu się udowodnić swoje racje, utrze nosa byłemu pracodawcy i udowodni, że wciąż warto go zatrudniać.

Psią pomocą służyć mu będzie Gucio, zawsze na miejscu i zawsze z odpowiednią podpowiedzią.
Matyszczak udało się stworzyć humorystyczny kryminał ulokowany w samym sercu Górnego Śląska, co dało mi przyjemność lektury podwójną. Jej bohaterowie są pełnokrwiści i nierzadko odrzucający (co w  świecie kryminału paradoksalnie jest komplementem). Językowo i merytorycznie niczego całości nie brakuje – jest niby krwawo, a jednak z dozą słodyczy, która nie pozwala czytelnikowi wpaść w odmęty smutku i żałości. To kryminał z serii lekkich, po które chętnie się sięga, jeśli z  lektury pragnie się mieć przyjemność.

Książkę wciągnęłam w jedno popołudnie, żałując, że okoliczności nie sprzyjały wcześniejszej lekturze. Drugi tom już czeka na mnie przy łóżku, zerkając kusząco w moją stronę za każdym razem, gdy buszuję po regałach. Czuję, że prędko dam się uwieść…:)



niedziela, 26 listopada 2017

Jezuicki przewodnik po prawie wszystkim; Jezus i Ty. Modlitwa w życiu codziennym - James Martin SJ




James Martin SJ w pierwszej kolejności zachwycił mnie jako autor książki Jezus, będącej biografią pisaną w sposób tak plastyczny i prosty, że człowiek czytał ją z wypiekami na twarzy.

Duchowość ignacjańska nie jest mi obca, jednak jej praktycznie zastosowanie w życiu nierzadko przychodziło mi z trudem – koncentracja na Bogu i jego dobru tam, gdzie spływa na Ciebie kaskada złych informacji, Twoim bliskim wali się świat, sam stajesz w obliczu ciężkiej choroby, nadwątlającej i tak kruche relacje rodzinne, wokół Ciebie świat wiruje od napędzających go dramatycznych wiadomości, które nie dotyczą kogoś obcego, lecz bliskich Ci ludzi – jak to zrobić? Jak medytować i znaleźć czas w  świecie przepełnionym zadaniami do wykonania, jak być uważnym, jak znaleźć Boga tam, gdzie zdaje się, że czeka On jedynie w cieniu, obserwując jak walczysz z  ciemnością lub się jej poddajesz?

Gdyby życie było łatwe, wprowadzanie pewnych zasad nie miałoby sensu. Próba charakteru tam, gdzie jest trudno, buduje człowieka i powoduje jego wzrost. Wprowadzenie duchowości ignacjańskiej do codzienności napędzanej strachem i wycieńczeniem – to wyzwanie. Wyzwanie, którego podjęłam się wraz z  Jamesem Martinem i jego Jezuickim przewodnikiem po prawie wszystkim oraz będącym dla niego swoistym dopełnieniem tekstem Jezus i ty. Modlitwa w życiu codziennym.
O tych dwu książkach pozwolę sobie opowiedzieć za jednym razem, są dla mnie bowiem uzupełnieniem i duetem, który warto mieć zawsze przy sobie.

Jezuicki przewodnik po prawie wszystkim to nic innego, jak książka traktująca o wierze, miłości i Bogu oraz odnajdywaniu go w każdej sferze swojego życia – w relacjach, pracy, hobby, obowiązkach, radościach, niepowodzeniach, ale i sukcesach. Język podobny jest innym książkom Martina – przejrzysty i prosty, a przy tym wyjaśniający sprawy głębokie na wielu poziomach. To język człowieka mądrego, który wie, jak to co trudne pokazać tak, by wydało się łatwym. Poradnik ten buduje, pomaga człowiekowi mierzyć się z nieraz trudnymi doświadczeniami dnia codziennego, być dobrym i szczęśliwym pomimo wszystko. Duchowość ignacjańska ma to do siebie, że nie stoi obok naszego życia, lecz wnika w nie bezpośrednio, wpływając na każdą jego część, gdzie nawet najdrobniejszy element zostaje poddany rewizji i należycie kształtowany, a Ty sam prowadzony do świętości z całymi Twoimi ograniczeniami i wątpliwościami.

Nie jest to książka do lektury pospiesznej, raczej podręcznik duchowej samoobrony, który warto mieć zawsze pod ręką, by w chwilach zwątpienia i trudności przypomnieć sobie pomocne ustępy. Fantastyczne jest to, że może ją czytać każdy, bez względu na przekonania religijne, bo najważniejszym jej przesłaniem jest to, by nieść dobro wszędzie tam, gdzie się znajdujemy, a to kwestia ponadwyznaniowa. Całość napisana jest ze swadą, nierzadko ciepłym humorem, delikatną uszczypliwością i niesamowitą prostotą, która pozwala zagłębić się w niej każdemu, nie tylko erudycie, ale także temu, kto obawia się, że całość będzie dla niego „za mądra”.


Uzupełnieniem (a raczej tym, co ja osobiście jako takie uznaję)  Jezuickiego przewodnika po prawie wszystkim jest Jezus i Ty. Modlitwa w życiu codziennym.

Książeczka ta jest krótka i skondensowana na Jezusie i jego obecności w Twoim życiu, którą możesz odkrywać dzięki tym „rekolekcjom”. Autor prezentuje w niej dwa sposoby kontemplacji: kontemplację ingnacjańską oraz lectio divina. Pokrótce opisuje on obie formy medytacji nad Pismem Świętym, pozwalając czytelnikowi wybrać, która z nich będzie dla niego na tym etapie życia właściwsza i bardziej przybliżająca ku Bogu. Ojciec Martin bierze odbiorcę za rękę podczas trzech modlitw, przez które go przeprowadza, obrazując praktyczne zastosowanie wybranych form refleksji nad Biblią. Załącza także proponowane pytania do wykorzystanych fragmentów Pisma Świętego, dzięki którym modlący się wyrobi w sobie pewien nawyk podnoszenia celnych kwestii, które pozwolą nam odnaleźć swoje życie w Biblii i rozważyć je mocą Słowa Bożego. 

Polecam – jeśli jeszcze nie mieliście okazji korzystać z tej formy modlitwy, warto spróbować. Wniesie ona Waszą relację z Bogiem na inny poziom, pozwalając odczytać własne życie w kontekście historii zbawienia. Bardzo wartościowa książka.



sobota, 25 listopada 2017

Kroniki Jaaru. Księga luster - Adam Faber



Kroniki Jaaru. Księga luster to z  gatunku fantasy książka, której bohaterka przyrównana jest do żeńskiej wersji Harry’ego Pottera.
Kate Hallander, w którą życie tchnął Adam Faber, to typowa nastolatka. Mieszka u swojej cioci w Londynie (znamy ten motyw, prawda?), gdzie wszystko wydaje się zwyczajne, dopóki nie trafia ona do pewnego tajemniczego i przyciągającego z magnetyczną mocą sklepu. Tam zaś odnajduje gros magicznych przedmiotów, które zaciekawiają ją dużo bardziej niż świat, który zostawiła za progiem. Kate otrzymuje od właścicielki Księgę luster, która ma wskazać jej dalszą drogę.

Jej pragnienia zogniskowane są wokół jednego – rzuca miłosny czas na Jonathana, na którego widok szybciej bije jej serce. Niestety, zaklęcie prowokuje serię wydarzeń, których nastolatka wcale nie oczekiwała i nie chciała. Jednym z nich jest trafienie przez nią od Jaaru – krainy zamieszkałej przez magiczne stworzenia, wiedźmy i ferów, którzy oczekują na pojawienie się swoich czarownic.

Wśród nich znajduje się Fion – baśniowa istota, która przeżywa problemy całkowicie zwyczajne – nie potrafi dogadać się z własnym ojcem, z którym łączą go coraz bardziej napięte relacje. Po jednej z kłótni, młody fer ucieka z domu, by na własną rękę odnaleźć przypisaną mu czarownicę i udowodnić, jak wiele jest wart. Niestety jego emocjonalną burzę wykorzystała nimfa Erato – nad wyraz niebezpieczna kusicielka, zdolna obiecać wiele, zaś zapewnić zyski jedynie sobie samej.

Jej pojawienie się w życiu Fiona spowoduje katastrofę międzyświatową – nikczemna Erato poluje powiem na pewien magiczny kamień o potężnej sile, który ni stąd, ni zowąd, po wielu latach znika z witryny londyńskiego sklepu, nie pozostawiając za sobą żadnych śladów…

Kto odpowiedzialny jest za jego zaginięcie? Czy uda się go odnaleźć? I jaki związek z  tym wszystkim ma nimfa i fer niemogący się porozumieć z ojcem? Czym jest tajemniczy Jaar i kim są jego mieszkańcy? A co najważniejsze – co wspólnego z tym wszystkim ma Kate?

Faber bardzo sprawnie rozpoczął pierwszą część serii, która niejako dopiero wprowadza czytelnika w magiczny świat, mający otworzyć się przed nim całkowicie w kolejnych częściach. Udało się mu stworzyć uniwersum, które nurtuje i przyciąga uwagę, choć – co muszę wyznać z żalem – nie od pierwszych stron. Początki były trudne, bowiem wiele wątków zaczerpniętych zostało z głębokiej studni motywów fantasy, które są czytelnikowi znane, i z którymi został już na tyle oswojony, że nie budzą głębokiej reakcji od razu. Trzeba czasu, by docenić odświeżenie pewnych formuł i stworzenie nowej przestrzeni na dość przepełnionym poletku gatunkowym. Językowo uczynione zostało to sprawnie, zaś niewątpliwą wartością naddaną całości są piękne ilustracje, które jako pierwsze – znacznie szybciej niż okładkowy opis – koncentrują uwagę odbiorcy. Ich tajemniczość idealnie współgra z światem przedstawionym Kronik Jaaru.

Przy książce bawiłam się dobrze, choć z całą mocą wciągnęła mnie dopiero pod koniec. Pewnością jest jednak, że lektura drugiego tomu będzie dla mnie jedynie kwestią czasu. Mam nadzieję, że Faber rozwinie w nim skrzydła. 



poniedziałek, 6 listopada 2017

Tajemnica mody - Martin Widmark




Seria Biuro detektywistyczne Lassego i Mai liczy już sobie dwadzieścia cztery części. Najnowsza z nich, Tajemnica mody, porywa młodego czytelnika w świat blichtru i światowej sławy. Oto do miasteczka Valleby przyjeżdża popularny kreator mody, mistrz w swojej profesji, który spośród mieszkańców ma wyłonić najlepiej ubrane osoby. Konkursowe szaleństwo ogarnia niemalże wszystkich – sklepy, komisariat, kawiarnia, a nawet świątynia są zamknięte – dorośli szyją nowoczesne kreacje, mające stać się ich przepustką do sławy oraz gwarantem nagrody głównej, jaką jest wyjazd do stolicy mody – Paryża. Zamieszanie panujące w Valleby zostaje jednak niecnie wykorzystane – w niewyjaśnionych okolicznościach gubi się ukochana kotka projektanta Jeana-Laurenta, a on sam otrzymuje list z żądaniem okupu.

(...)

Martin Widmark stworzył kolejną część cyklu, która wciąga tak samo jak poprzednie. Niczym nie ustępuje im ani w humorze, ani w przewrotności, ani tym bardziej w sposobie prowadzenia akcji, który zachęci niejedno dziecko do logicznego i analitycznego myślenia. Tajemnica mody to książka, która zaciekawi także niejednego dorosłego, dając mu asumpt do sięgnięcia po inne części.
(...)



Cały tekst:


Recenzja innego tomu serii na blogu:

Tajemnica więzienia

środa, 1 listopada 2017

Kominiarz / Piekarz - Dominika Czerniak-Chojnacka



Książka Piekarz / Kominiarz Dominiki Czerniak-Chojnackiej, to wydanie warte Waszej uwagi – stworzona została ona niejako z dwu historii – gdy skończymy jedną, obracamy książkę do góry nogami i już możemy poznać drugą. Zaczynamy, jak chcemy – albo od Piekarza albo od Kominiarza. Panowie są braćmi, nie powinni się obrazić na Wasz wybór.

Ich dni pracy wyglądają podobnie, choć tak naprawdę różnią się wszystkim – jeden ubiera się na czarno, drugi na biało; jeden wstaje w nocy, by ten drugi rano miał co jeść; drugi pracuje za dnia, by pierwszy nigdy nie miał zapchanych kominów. Ich prace są niezwykle ważne – jeden bez drugiego długo by nie popracował. 
Książka za sprawą rymowanych historii obrazujących plan dnia piekarza i kominiarza pokazuje, jak istotne jest wykonywanie różnych zawodów, z których jeden służy drugiemu. Autorka wskazuje na to, że w świecie każdy ma swoje miejsce, a każda praca jest potrzebna dla dobra innych.


Wszystko to na kontrastowych kartach, oszczędnie i z humorem oraz z onomatopeiczną zabawą słowem. Kreska jest prosta, wręcz dziecięca, imitująca maźnięcia kredą, a przy tym wszystkim precyzyjna. Historia oparta na kontraście nie tylko w formie, ale również w treści, dzięki czemu przekaz jest kompletny. Maluchy będą zachwycone, a rodzice zadowoleni – zabawne, rymowane treści dziecko z  łatwością może powtarzać, ćwicząc pierwsze słowa lub naśladując dźwięki. 

Przyjemne z pożytecznym!

wtorek, 31 października 2017

Geny. Projektowanie czy loteria? - Miesięcznik Znak, Październik (10) 2017


Najnowszy numer Miesięcznika „ZNAK” szalenie mnie zainteresował. Od jakiegoś czasu „siedzę” w genach, zatem  poświęcenie tematowi głównej części wydania było dla mnie prawdziwą gratką i inspiracją.

Już sam otwierający numer artykuł Dobroczynna prokreacja oraz znajdujący się zaraz za nim Transhumaniści kontra biokonserwatyści wystarczyłyby, by uczynić z niego jeden z ważniejszych dla mnie w ostatnich czasach. Poruszają one m.in. kwestię możliwości wyboru nie tylko płci dziecka, ale także selekcji zarodków pod względem ich predyspozycji zdrowotnych oraz intelektualnych. Autorzy zastanawiają się nad etycznością podobnych decyzji i próbują umieścić je w szerszym kontekście oraz przyrównać do innych podejmowanych wyborów. Rozważają sprawę terapii genetycznych, możliwych przy niektórych chorobach związanych z mutacjami. Kwestia „ulepszania człowieka” dla dobra społecznego czy też ingerencje genetyczne mogące pogłębić problem społecznych nierówności lub też jemu zapobiec, to jedynie wyimek tego, nad czym pochylają się autorzy piszący na łamach numeru. Poglądy są różne, wszystkie jednak rzeczowo uargumentowane.

Artykułu czyta się z ogromnym zainteresowaniem, bez względu na to, po czyjej stronie w debacie stoimy.

Szczerze mówiąc temat miesiąca przyćmił dla mnie wszystko inne, może za wyjątkiem nowego cyklu W  księgarni, znajdującego się na samym końcu numeru, za to rzucającego się w oczy. Praca w branży księgarskiej nie jest mi obca, w związku z czym zawsze chętnie czytam o doświadczeniach księgarzy, ich marzeniach, planach, spostrzeżeniach – i tym właśnie, jak zwiastuje pierwszy odcinek, ma ów cykl być – rozmowami z tymi, którzy współtworzą księgarnie warte odwiedzenia i dyskusji z tymi, których tam spotkamy – tak na kartach książek, jak między regałami czy za kasą.


Polecam. 

poniedziałek, 30 października 2017

Targi Książki w Krakowie 2017 - co poszło nie tak?





Będę trochę marudzić, ale... :)

Być może się starzeję, być może dziadzieję, a być może liczę na to, że standard będzie z roku na rok lepszy, a nie mniejszy...
Tymczasem.

Kilka lat temu, gdy targi odbywały się jeszcze w poprzedniej lokalizacji, zarzekałam się, że już nigdy więcej na nie nie pojadę. Bo za duszno, za tłoczno, za wąsko, za..., za..., za...



Wraz ze zmianą miejsca dałam im szansę jeszcze raz. Niestety poza faktycznym opanowaniem duchoty, która w nowym centrum nie doskwiera, różnice wcale odczuwalne nie są. Jeżdżę rokrocznie, jednak wydaje mi się, że coraz bardziej zbliża się ten moment, gdy powiem "dość". 

Szalenie cieszy mnie, że tak wielu ludzi wybiera się na Targi Książki i zdaję sobie sprawę, że organizatorzy nie są w stanie z roku na rok zapewniać większej hali, by zapewnić odwiedzającym komfort buszowania wśród książek, toteż pretensji do nich nie mam. Doskonale rozumiem ideę zapraszania popularnych autorów, bo to przecież oni w dużej mierze przyciągają ludzi - czym szerzej znana postać, tym lepiej. To co jednak z roku na rok denerwuje mnie coraz bardziej, to kolejki ludzi, którzy kompletnie blokują ruch i za nic mają sobie innych. Ludzi, którzy za wszelką cenę próbują się dostać do Autora, którego sobie upatrzyli, nierzadko nie licząc się z tym, że obok stoi małe dziecko, ciężarna kobieta lub starszy człowiek. Przepychają się barami, nie cofną na krok i kulturę chowają głęboko w kieszeni, mimo że przecież Targi Książki gromadzą - jak mi się dotąd wydawało - ludzi obytych i kulturalnych, wszak czytających. Nic bardziej mylnego, nie podczas tych kilku godzin walkę o miejsce. Oczywiście nie chcę generalizować, bo wśród "ludzi" faktycznie znaleźli się i ludzie uprzejmi, tych jednak zdominowały roboty nastawione na autograf i chwilę grzania się w blasku sławy autora. Nie chcę przez to powiedzieć, że każdy, kto stoi w kolejce jest zły - sama stałam wcale nierzadko! Chciałabym jedynie zwrócić uwagę na to, że coraz częściej, właściwie wszędzie i o każdej porze, coraz mniej liczymy się z drugim człowiekiem. I to mnie zasmuca. 

Targi tracą dla mnie urok, gdy nie jestem w stanie zatrzymać się przy żadnym stoisku na dłużej niż mgnienie oka, gdy nie mam możliwości zajrzenia do wystawionych kartonów, podziwiania przygotowanych stoisk i rozmowy z wystawcami lub autorami. Masa mnie przeraża i zabiera radość przebywania wśród ludzi kochających książki tak jak ja. 


W tym roku odwiedziłam Kraków tylko w niedzielę - z relacji wiem, że w porównaniu z poprzednimi dniami, były luzy i właściwie narzekać  nie powinnam. Dla mnie jednak, tylko pierwsza godzina była do przeżycia - wtedy ludzie jeszcze nie napierali ze wszystkich stron, człowiek miał szansę zastanowić się nad zakupem i nie martwić przy okazji czy zaraz nie dostanie z bara lub z torby wypełnionej zakupami. 



Cieszę się, że dwie z 4 godzin, które spędziłam na TK, spędziłam na stoisku Księgarni Tania Książka, gdzie byłam zaproszona jako gość i skąd mogłam obserwować rozwój wydarzeń. Swoje się naoglądałam:)



Tegoroczne targi były rekordowe: wstałam najwcześniej, dojechałam najwcześniej, byłam przemoczona najmocniej, na hali byłam najkrócej. I nie stanęłam w żadnej kolejce do autora. I wiecie co jest najśmieszniejsze? Nie kupiłam żadnej książki. Wróciłam za to z gadżetami. I z nich cieszę się najbardziej;)


A jak Wasze potargowe wrażenia? Byliście? Jak oceniacie? Co Wam się podobało, co doskwierało?
Ja czekam na Śląskie Targi Książki i bardzo jestem ciekawa, co tam zastanę... :)






Droga do Nobla - Ewa Nowak


Seria Czytam sobie stała się już dziś gwarantem dobrej propozycji dla tych dzieci, które stawiają pierwsze samodzielne kroki na drodze lektury. Z książeczki na książeczkę mam wrażenie, że klasa cyklu rośnie, pozwalając dzieciom nie tylko nauczyć się płynnie czytać, ale także przekazują im wiedzę w bardzo przystępny sposób.

Droga do nobla to jedna z lepszych, jeśli nie najlepsza pozycja w serii. W syntetycznej i niezwykle wciągającej formie opowiada o losach Marii Skłodowskiej-Curie uwrażliwiając młodego czytelnika na historię i przedstawione w niej fakty. Merytorycznie stoi na naprawdę wysokim poziomie, napisana jest zaś w taki sposób, że także dorosły znajdzie w niej upodobanie, zaspokajając ciekawość i doceniając ją może bardziej niż opasłe tomy biograficzne. 

Takie ujęcie tematu do wielka sztuka, która Ewie Nowak wyszła fenomenalnie. 


***

Czytam sobie to trzypoziomowy program wspierania nauki dla dzieci w wieku 5-7 lat. Prezentowana dziś książeczka przynależy do poziomu 3 - połykam strony. Na tekst składa się od 2500 do 2800  wyrazów, sformułowanych w dłuższe zdania (w tym złożone). Zawiera on dialogi, a całość zbudowana została z użyciem wszystkich głosek.

Patronat honorowy nad serią objęła Biblioteka Narodowa, a całość zgodna jest z zaleceniami metodyków. 


Zarówno papier, jak i odpowiednio dobrana czcionka wspierają proces czytania, zaś wybitni polscy autorzy oraz mistrzowie ilustracji każdorazowo dokładają wszelkich starań, by publikacja była nie tylko atrakcyjna pod względem treściowym, ale również graficznym.

W tym przypadku mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że wszystko to zostało zrealizowane perfekcyjnie. 

Polecam!

niedziela, 29 października 2017

Franciszek. Strachliwy Myszek - Odile Bailloeul, Claire Curt


Poznajcie jedną z najbardziej urokliwych serii dla najmłodszych ostatnich miesięcy w przekładzie Agaty Buzek, a wraz z nią Franciszka, strachliwego myszka. 

Nasz bohater sam siebie przedstawia jako najbardziej lękliwego ze swojego rodu, pozwalając się tym samym utożsamić ze sobą co mniej śmiałym dzieciom.

Boi się właściwie wszystkiego: mrówek, wiatru porywającego ubrania, samodzielnego przechodzenia przez drewniany mostek,  spania przy zgaszonym świetle, a już najbardziej tego, że mama kocha  jego młodsze rodzeństwo bardziej niż jego.

Są jednak takie chwile w życiu strachliwego myszka, w których nie waha się przed niczym i strach odpycha daleko. Jakie to sytuacje? Przekonajcie się sami, biorąc do ręki tę przecudną opowiastkę, w której niewątpliwie pierwsze skrzypce gra warstwa graficzna. 

Urzekające fotografie i chwytająca za serce opowiastka rozczuli niejednego dorosłego, zaś dziecko wprawi w zachwyt i (wielce prawdopodobne) wyzwoli w nim chęć posiadania Małych Myszek na własność. 

Rodzice, będziecie oczarowani.

W księgarniach można już znaleźć przygody Roksany, a niedługo dzieciaki będą mogły śledzić także losy Mańka oraz Agnieszki.

sobota, 28 października 2017

Kolory. Przeciwieństwa - Marianna Oklejak


Seria Wydawnictwa EGMONT, w którą wpisują się książeczki Kolory oraz Przeciwieństwa stanowi propozycję dla najmłodszych czytelników, którzy dopiero poznają świat. Publikacje mają ułatwić im odnalezienie się w otaczającym ich świecie, budować podstawowe pojęcia i z łatwością dostrzegać różnice między przedmiotami, a w późniejszym etapie nazywać to, co dostrzeżone. 

Nie do końca przekonuje mnie grafika (mimo że do Marianny Oklejak i jej twórczości pałam sympatią), z pewnością jednak książeczki dobrze oddają wybrane treści.

Kolory zbudowane są bardzo prosto - lewa strona zarezerwowana jest dla nazwy koloru podanej w kilku różnych językach (przy czym polski zajmuje centralną i dominującą część) zapisanej na kartce w odcieniach tegoż, druga zaś strona to przedmioty zachowane w odpowiedniej tonacji, dla kontrastu zaprezentowane na białym tle. 


Przeciwieństwa pomyślane zostały jako książeczka zbierająca obok siebie kontrastujące ze sobą słowa (również wraz z odpowiednikami w języku polskim, angielskim, niemieckim, hiszpańskim oraz francuskim) oraz stosowne ilustracje, zdecydowanie ciekawsze niż te pojawiające się w Kolorach. 


Książeczki te uczą zatem nie tylko rozróżniania kolorów oraz dobierania słów na zasadzie przeciwieństwa, ale także wzbogacają słownictwo, wprowadzając nazewnictwo obcojęzyczne. Całość inspirowana jest polskim folklorem (szczególnie Przeciwieństwa), czego wyrazem są tak pojawiające się kształty, jak intensywna kolorystyka. Dla większego bezpieczeństwa użytkowania strony są kartonowe, zaś ich brzegi delikatnie zaokrąglone.

Jeśli szukacie dla swojego maleństwa czegoś kolorowego i przykuwającego uwagę, nowa seria oficyny EGMONT powinna znaleźć się w kręgu Waszych zainteresowań.

piątek, 27 października 2017

Sztuka oddechu - Danny Penman



Sztuka oddechu. Sekret świadomego życia Danny’ego Penmana to wydana z niezwykłą dbałością publikacja dotykająca zapowiadanej przez tytuł kwestii oddychania.

Autor zwraca uwagę na to, że dziennie wykonujemy około 22 000 oddechów, z czego u większości ludzi żaden z momentów zaczerpnięcia powietrza nie jest świadomy, lecz automatyczny.

Trener uważności podkreśla, jak istotny w naszym życiu jest oddech – nierzadko odzwierciedla on nasze emocje, stany psychiczne, nastrój, pozwala się zrelaksować i odprężyć lub też dodatkowo nas zestresować.

Autor w swojej książce proponuje serię ćwiczeń uważnościowych, mających pomóc nam poprawić pracę umysłu, zredukować napięcia, zniwelować stresy, uwolnić kreatywność, a także osiągnąć równowagę pomiędzy ciałem a duchem, tak trudne do pozyskania w  dzisiejszym zagonionym świecie. Stara się on udowodnić, że odpowiednie nawyki mogą diametralnie wpłynąć na jakość naszego życia. Książka ta jest tak naprawdę zbiorem medytacji opartych na świadomym oddechu, mających wyzwolić w nas szczęście, ciekawość świata, pogodę ducha oraz wnikliwość. Celem uzupełnienia treści zawartych w książce warto odwiedzić stronę www.franticworld.com/breathing, gdzie znajdziecie medytacje do pobrania.

Swoje przemyślenia autor podpiera przykładami z życia swojego i  innych osób, które nierzadko ocalone zostały właśnie przez świadome zaczerpywanie powietrza.

Niewątpliwym walorem książki jest jej warstwa graficzna: biało-miętowe elementy doskonale wyciszają i kojarzą się ze spokojnym oddechem, Najważniejsze treści wyróżnione są większymi literami oraz kolorem.

Osoby, dla których mindfulness nie jest praktyką obcą, na pewno z łatwością wprowadzą w życie proponowane przez Pernmana ćwiczenia, od pozostałych wprowadzenie świadomego oddechu będzie wymagało znacznie więcej poświęcenia i samozaparcia, jak jednak obiecuje sam autor – zaangażowanie będzie wynagrodzone.

Jeśli zatem pragniecie się wyciszyć i odnaleźć sposkój, Sztuka oddechu może Was odpowiednio ukierunkować. 



czwartek, 26 października 2017

101 Dalmatyńczyków - Dodie Smith, Peter Bently, Steven Lenton



Historię 101 dalmatyńczyków zna chyba każdy. Teraz jednak, za sprawą fenomenalnego Stevena Lentona, zyskuje ona zupełnie nowe życie, zachwycając obłędnymi ilustracjami, dalekimi (i przez to tym bardziej robiącymi wrażenie) od Disneyowskiej wersji.


Pongo i Missis mieszkających z państwem Dearly spotkała wielka radość: oto będą mieli szczenięta. Po czasie okazało się jednak, że urodziło im się jednak nie jedno spodziewane maleństwo, a piętnaście urokliwych psiaków. 

Dalmatyńczyki Lentona są okrąglutkie, spoglądają na odbiorcę ujmującymi węgielkami - krótko mówiąc są to rozkoszne szczeniaki, dla których niejedno serce mogłoby szybciej zabić. I zabiło.


Niestety, osobą, która je sobie  upatrzyła jest okrutna Cruella, obrzydliwie bogata miłośniczka futer. Zaproponowała ona państwu Dearly, że odkupi od nich szczeniaki, jednak gdy ci się nie zgodzili, zaczęła knuć o wiele gorszy plan. Postanowiła, że zdobędzie je za wszelką cenę, nawet za cenę kradzieży. 

Państwo Dearly szybko zorientowali się w sytuacji i powiadomili policję, po czym wszelkimi sposobami próbowali odzyskać maleństwa. Niestety, ślad po nich zaginął... Zrozpaczeni psi rodzicie postanowili wziąć sprawy w swoje łapy. 

Kreska Lentona zasługuje na uznanie. Psiaki są rozczulające, a zarysowana w opozycji do nich Cruella nie straciła niczego na swojej demoniczności. Doskonale wpisuje się ona w konwencję, a jej straszna rezydencja perfekcyjnie oddaje podły charakter właścicielki. 

Jestem zachwycona barwami i postaciami, które odżyły, stając się bardziej swojskie i budząc większe współczucie po utracie przez nich ukochanych szczeniaków, niż nieco wyniośli i wysmukli państwo znani z animacji.
Polecam ogromnie, książka wydana jest kapitalnie, a duży format ułatwia jej przeglądanie i pozwala dostrzec więcej fascynujących detali. Oby więcej takich publikacji!