piątek, 13 października 2017

Labirynt duchów - Carlos Ruiz Zafón




Labirynt duchów, to najbardziej wyczekiwana przeze mnie książka roku. Ponowne wejście do świata zainaugurowanego przez Carlosa Ruiza Zafóna w fenomenalnym Cieniu wiatru, a rozwijanego później w Grze anioła i Więźniu nieba było czasem niezwykłym, a co najważniejsze – wyjaśniającym i naświetlającym to, co dotąd autor skrzętnie przed czytelnikiem ukrywał, lawirując wątkami jak wytrawny mistrz.

Wraz z bohaterami przenosimy się do Barcelony lat pięćdziesiątych ubiegłego stulecia, kiedy to Hiszpanię spowija reżim generała Franco, a władzę trzymają ci, którzy wiedzą wokół kogo i kiedy się zakręcić. W  tych okolicznościach poznajemy Alicję Gris, agentkę pozbawioną skrupułów, działającą inaczej niż policja, bowiem za nic sobie mającą większość z obowiązujących zasad. Jest piękna, inteligentna, nie boi się niczego, a co najważniejsze – jest skuteczna. Te cechy zostają zauważone, a kobiecie powierzona sprawa o najwyższym wymiarze poufności – ma zając się zaginięciem ministra kultury Mauricia Vallsa, niegdysiejszego dyrektora więzienia Montjuic.

Alicja dostaje do pomocy (a może raczej do przypilnowania jej, by łamanie zasad nie przerodziło się u niej w rytuał) kapitana policji, który to, podobnie jak większość mężczyzn, do współpracy z kobietą o takiej sławie nie był przekonany. Ich zadaniem jest odnalezienie ministra w jak najszybszym tempie. Poszukiwania zataczają szerokie kręgi i prowadzą w odległą przeszłość. Wszystko to za sprawą odnalezionego nie do końca uczciwie siódmego tomu niezwykle trudno dostępnej serii Labirynt duchów, która to książka prowadzi Alicję do popularnej niegdyś księgarni Sempere i Synowie, nas zaś w znane objęcia bohaterów znanych z poprzednich części – dorosłego już Daniela, od którego wszystko się zaczęło, jego żony Beatrice, synka Juliana i Firmina, który okaże się Jokerem całego cyklu.  

Odnaleziona przez bohaterkę książka stanie się początkiem jej drogi w przeszłość i poznania samej siebie. Okaże się bowiem, że jej losy nieodłącznie splecione są z księgarnią Sempere i Synowie oraz wszystkimi jej pracownikami. Sam zaś wolumin nieść będzie ze sobą ogromne niebezpieczeństwo wiodące ponownie na Cmentarz Zapomnianych Książek, gdzie wszystko się zaczęło i wszystko będzie mieć swój finał.

Zafón po latach milczenia i – może niesłusznie – oskarżania go (mea culpa) o odcinanie kuponów od popularności Cienia wiatru i tworzenie tekstów niedopowiedzianych, nieukończonych, przedziwnych, wraca, by udowodnić, że wszystko to, co brane było za spadek formy, było tak naprawdę przygotowaniem na Labirynt duchów i ostatecznie rozplątanie wielopiętrowej intrygi snutej od lat i umyślnie niefinalizowanej na kartach poprzednich tomów, po to, by całość mogła wybrzmieć jak najdonośniejszy i najpiękniejszy dzwon.

Od pierwszego momentu zetknięcia się z Labiryntem... aż do jego ostatniej stronicy odnosi się wrażenie, że ma się do czynienia z tekstem niezwykłym, obiecującym spotkanie z bohaterami, do których zdążyliśmy się przyzwyczaić i rozwiązania, których niecierpliwie oczekiwaliśmy, nawet nie zdając sobie z  tego sprawy. Zafón udowadnia, że włada piórem jak prawdziwy mistrz, a snucie intryg to jego chleb powszedni. Labirynt duchów tak lingwistycznie, jak merytorycznie spełnia oczekiwania czytelnika stęsknionego emocji towarzyszących przemierzaniu Cmentarza Zapomnianych Książek. Autor zaś składa za pomocą tej książki hołd literaturze w najdoskonalszej formie.

Ja, jako wierna fanka cyklu, jestem urzeczona, uwiedziona i ukontentowana takim sfinalizowaniem tego, co od kilku lat stanowiło moją największą literacką przygodę, okraszoną niejednym intensywnym wspomnieniem zapachu antykwarycznych zbiorów, księgarnianych półek i ciepła witającego mnie na progu księgarni Sempere i Synowie.


Polecam ogromnie. Jeśli nie znacie serii – Waszą powinnością jako miłośników literatury jest ją odkryć. 



Inne książki Autora na blogu:

poniedziałek, 25 września 2017

Doskonała - Cecelia Ahern



Doskonała Cecelii Ahern, to kontynuacja Skazy ­­­– pierwszej w dorobku autorki powieści young adult. Napisana z dużo większym rozmachem i doskonale wykorzystująca potencjał swojej poprzedniczki historia, którą wyróżnia skoncentrowanie się na przemianie głównej bohaterki – Celestine. Oto młoda dziewczyna, niegdyś potulna, wycofana i grzeczna, teraz staje się symbolem społecznych przemian i ruchu będącego formą buntu przeciwko władzy i nierówności. Dynamizm widoczny jest jednak nie tylko za sprawą głównej postaci, ale praktycznie na każdym poziomie powieści. Akcja pędzi, nie myśląc wcale o tym, by choć na chwilę pozwolić czytelnikowi na oddech. Tę prędkość czuje się nawet wtedy, gdy książkę czyta się urywkami, z dużymi przerwami – to zaś świadczy o wielkim talencie pisarki do podtrzymywania zainteresowania odbiorcy.
Dziewczyna potraktowana ze szczególnym okrucieństwem przez sędziego, ma w swoich rękach ogromny atut – jest w posiadaniu filmu, który nie dość, że obnaża przedstawiciela Trybunału jako fałszywego i sadystycznego, a ją samą jako ofiarę nieludzkich rozkazów, to jeszcze każe poddać w wątpliwość słuszność wszelkich osądów przezeń dokonanych.

Sędzia za wszelką cenę będzie chciał uciszyć bohaterkę, nie licząc się z nikim i z niczym – gra toczy się bowiem o władzę i honor. Ku jego nieszczęściu, dziewczyna ma u swego boku szereg ludzi widzących w niej nadzieję na wyjście spod reżimu, których wiara przemienia ją w prawdziwą przywódczynię – tym prędzej, że niesiona jest również mocą rodzącego się, ale jakże silnego, młodzieńczego uczucia.
Autorce udało się utkać kontynuację znacząco przewyższającą poziomem swoją poprzedniczkę – w pierwszym tomie bowiem wyczuwało się pewną pisarską nieśmiałość, delikatność podczas stawiania kroków w nowym gatunku, będącym dla Ahern niczym innym jak terra incognita.  Doskonała pozwoliła jej na rozwinięcie skrzydeł i wykazanie się nie tylko sprawnością pisarską, ale również umiejętnością wplatania w fabułę istotnych wątków społecznych o wymiarze ogólnoludzkim i uniwersalizującym. Autorka pozwala wybrzmieć poglądów bohaterów na temat świata zdominowanego przez reżim doskonałości, stającej się obsesją każdego z mieszkańców. Tak silną, że w jej imię godzili się na jawną niesprawiedliwość i bezlitosne traktowanie tych, którzy w sztywne ramy perfekcji zwyczajnie się nie mieścili, odstając mniej lub bardziej od tego, co władza nazwała idealnym i nieskażonym. Ahern ukazuje świat, w którym ludzie owładnięci szałem stali się wrogami sami dla siebie, ale i w którym wciąż tli się iskierka nadziei.
Doskonała niewątpliwie wywołuje wiele emocji i nie pozwala nudzić się podczas lektury. Ma ponadto wymiar nienachalnie dydaktyczny i refleksyjny – stanowi swoistą przestrogę przed tym, byśmy nigdy nie dopuścili do powstania świata zdominowanego przez obsesję doskonałości, którą tak usilnie promują media, chcące zarobić – nic więcej – na ludzkiej podatności na sugestie.

Polecam Waszej uwadze. 

Inne książki Ahern na blogu:



niedziela, 24 września 2017

Książki. Magazyn do czytania.



Ostatnio w moim życiu dzieje się tak wiele - zarówno dobrego, jak i niekoniecznie (dla zachowania balansu) - że na czytanie nie pozostaje mi zbyt wiele czasu. 
Mam nadzieję, że to przejściowe, jednak by Was nie okłamać - dopiero w tym tygodniu udało mi się dokończyć książkę, którą nadgryzłam w połowie sierpnia.


Sami widzicie, że moja dotychczasowa aktywność czytelnicza została zachwiana. Brakuje czasu, sił, nieraz także chęci i skupienia. W tych okolicznościach udało mi się jednak przeczytać coś, co można smakować z doskoku i co staje się inspiracją oraz motywacją do powrotu na właściwe tory.

Książki. Magazyn do czytania przyszedł mi z odsieczą i stał się namiastką czytelniczej ciągłości. 

Znalazłam w nim wiele ciekawych wieści i artykułów ze świata literatury, jednak moje Top 3 stanowią:

1) Przekłuwam nowojorską bańkę - wywiad z Nathanem Hillem, który skusił mnie do lektury czegoś, co chciałam ominąć szerokim łukiem, przestraszona ilością zachwytów. Niksy, nadchodzę. 
2) Wielka historia według matek królów (Polki grają o tron) - i temat frapujący, i przez Cherezińską ujęty - czy naprawdę miałam jakąś szansę, by się oprzeć? Walka była nierówna, a przeciwnik groźny;) 
3) Trzy tygodnie męki Toma Hanksa - nie miałam zamiaru czytać jego książki, ale zdanie zmieniłam. Za jakiś czas okaże się czy słusznie;)

I oczywiście Największa gęba Gombrowicza - Witold Gombrowicz jest u mnie zawsze chętnie "obczytywaną" postacią, a temat numeru zrobił swoje w kwestii przyciągania.
Nie ukrywam też, że czasopismo przyspieszy moją lekturę Celibatu, który póki co jedynie wdzięcznie pozował do zdjęć.

Warto spojrzeć też na recenzję Ludzi na drzewach Yanagihary. Oczywiście artykuł poświęcony Atlasowi lądów niebyłych także skutecznie wstrząsnął moim budżetem na najbliższy czas - polecam czytać z wielką ostrożnością.

A czy od czegoś mnie Książki odwiodły? Owszem. Straciłam apetyt na nową Zadie Smith.
Także nie jest tak, że wszystko jest gloryfikowane - zniechęcić też skutecznie można:)

Kto jeszcze nie przeczytał, nie ma, nie załapał się - czasopismo online możecie zakupić tutaj: http://wyborcza.pl/ksiazki/0,0.html#TRNavSST

Od jakiegoś czasu magazyn przyciągał coraz mniej, jednak ten numer okazał się wyjątkowo ciekawy, także z czystym sumieniem polecam. Tak naprawdę mogłabym zaproponować Wam lekturę całości, bez rozwodzenia się nad najlepszymi dla mnie treściami, bo faktycznie mało co tym razem pominęłam :)

wtorek, 5 września 2017

Czytaj z Blogerem! Odbierz kod i kupuj taniej!



Czy wiecie już, że w dniach 5-12 września 2017r. w ramach akcji Czytaj z blogerem, macie szansę na zrobienie zakupów w księgarni Tania Książka w bardzo atrakcyjnych cenach?

Przy składaniu zamówienia na stronie należy wpisać kod TKFBI63BE0D10D9, a jego wartość zmniejszy się o dodatkowe 7%! 

Kod nie łączy się z innymi kodami oraz nie obniża kosztów wysyłki.

Zachęcam do korzystania - klik;)
Czas uzupełnić zapasy na jesienne wieczory!



środa, 30 sierpnia 2017

Skaza - Cecelia Ahern



Choć Cecelia Ahern znana przede wszystkim z takich powieści jak PS Kocham Cię czy Love, Rosie, będących typowymi historiami obyczajowymi, w ręce czytelników oddała ona także pierwszą powieść z  gatunku young adult, dedykowaną przede wszystkim młodzieży.

Bohaterką Skazy jest Celestine – dziewczyna uznawana zarówno przez rodziców, jak i chłopaka oraz jego ojca i przyjaciela rodziny – sędziego Trybunału demaskującego wszelkie nieprawidłowości moralne toczące społeczeństwo za osobę idealną, wzór cnót. Gdy więc pewnego dnia, widząc jawną niesprawiedliwość w traktowaniu Naznaczonych, decyduję się ona pomóc starszemu, słaniającemu się mężczyźnie, na skutek czego ukarana zostaje ona przez Trybunał na pięć skaz, jej czarno-biały świat przestaje jawić się tak jak do tej pory. Zarówno siedemnastolatka, jak i coraz większe grono ludzi widzące w niej przywódczynię przyszłej rewolucji, zaczynają spostrzegać, że moralność głoszona przez Trybunał jest podwójna, a działalność tegoż coraz częściej skupia się nie na ochronie społeczeństwa, lecz na wymierzaniu zemsty w białych rękawiczkach.

Coraz więcej ludzi zauważa, że w świecie, w którym za każde, nawet najdrobniejsze przewinienie grozi surowa kara, nie da się żyć, nie zatracając człowieczeństwa.

Celestine mimowolnie staje się symbolem zmian, gromadząc wokół siebie tyleż zwolenników, co przeciwników. Jej życie, dotąd normalne i pożądane przez każdą nastolatkę, staje się wegetacją znaczoną rytmem zakazów i nakazów oraz ciągłymi kontrolami Demaskatorów.

Skaza to dystopijna opowieść wpisująca się w nurt popularnych narracji rzędu Igrzysk śmierci czy też Niezgodnej, w których jednostka buntuje się, stając się zarzewiem zmian i rewolucji w społeczeństwie mimowolnie poddawanym rządom terroru i zastraszania. Autorka przestrzega w niej przed nadmiernym perfekcjonizmem promowanym przez media oraz literaturę poradnikową, ale także zaświeca czerwoną lampkę tam, gdzie zaczyna się polityka – Ahern w sposób jawny i czytelny pokazuje, że tam gdzie jest władza, tam można przeforsować każdą teorię i prawo. Jako że prywatnie powiązana jest ona ze środowiskiem politycznym, dosyć łatwo o wniosek, że jej obserwacje mają źródło w rzeczywistości i są przestrogą zarówno dla tych, którzy władzę chcą pozyskać, jak i dla tych, którzy są jej poddani, a widzą jedynie to, co rządzący chcą pokazać.

Mimo że Ahern do tej pory specjalizowała się w powieściach słodko-gorzkich, opartych na wątkach miłosnych, a jej powieści z reguły były promienne i zarażały optymizmem, z mrocznym klimatem Skazy poradziła sobie wcale nie gorzej, udowadniając, że ma jeszcze sporo do zaproponowania czytelnikom i nie pozwalając tym samym zaszufladkować się jedynie jako autorki romansów i powieści kobiecych.

Choć powieść ta ma pewne niedoskonałości (kilka przestojów w akcji, powolna przemiana bohaterki) tłumaczę je sobie tym, że jest ona jedynie przygrywką do uniwersum, które w kolejnych tomach zostanie należycie rozbudowane i naszpikowane większą brutalnością oraz nieprzewidywalnością, nie zaś delikatnością, za którą wciąż – chcąc, nie chcąc – nieco chroni się autorka.

Liczę, że kolejne części będą napisane z jeszcze większym przytupem i cechować je będzie jeszcze większa moc narracyjna. Już teraz nie mogę się doczekać adaptacji filmowej, o którą książka aż się prosi, a której realizacji podjęła się wytwórnia Warner Bros.

Tymczasem polecam lekturę.

Inne książki Ahern na blogu:





wtorek, 29 sierpnia 2017

Piękne życie - Shauna Niequist





Miałam świadomość, że gubię gdzieś to, czego tak bardzo pragnę: więzi, sens, spokój. Coś jednak kazało mi przeć naprzód – system przekonań i odruchów, które wciąż mnie pchały i pchały, nawet wtedy, gdy marzyłam, by odpocząć. [1] 

Są takie nowości wydawnicze, od których próbuję się opędzić – bo za dużo, za szybko, bo przecież nie mogę przeczytać wszystkiego bez zaniedbania innych dziedzin życia. Książka Shauny Niequist chodziła za mną od dawna, ja jednak dzielnie starałam się oprzeć jej urokowi, podkreślanemu przez cudowną okładkę. Ona jednak za nic miała sobie moje próby rezygnacji z lektury, kusząc coraz intensywniej. W końcu uległam.

Jeśli miarą dobrej książki, jest ilość założonych w niej karteczek, to Piękne życie spełnia wszystkie kryteria publikacji doskonałej. Mój egzemplarz mieni się od różnobarwnych zakładek znaczących ważkie dla mnie fragmenty, cytaty, czasem całe rozdziały.


Wiem już, że książkowe przyciąganie, które poczułam w jej przypadku, nie było bezzasadne. Było koniecznością i szansą na otrząśnięcie się z marazmu (w tym lekturowego) w jaki wpadłam. Publikacja ta okazała się dla mnie kubłem zimnej wody, wylanym prosto na rozgrzaną do czerwoności od setek niepotrzebnych myśli głowę.

Choć docelowo nie jest to książka propagująca minimalizm, lepiej niż którakolwiek z poświęconych temuż zachęca do życia prostego i oddanego idei mniej znaczy więcej. Nie jest ani sztucznie moralizatorska, ani przegadana. Jest swoistym świadectwem życia osoby przytłoczonej przez nadmiar i w konsekwencji nie znajdującej już miejsca dla takiej wersji siebie, jaką chciałaby być, nie mającej szans na życie według marzeń, lecz jedynie według obowiązków i surowych list rzeczy do zrobienia, które wciąż się nawarstwiały, powodując frustrację i nerwowe wyżywanie się na bliskich (polegające nierzadko na zwyczajnym byciu daleko myślami).

Jeśli w Twoim słowniku dominuje „tak”, mówione wszystkim, dysponowanie zdolnościami i czasem tak, że brakuje Ci już chwil na oddech – ta książka jest dla Ciebie.

Jeśli widzisz ile masz zobowiązań i chce Ci się płakać, a mimo wszystko bierzesz na siebie kolejne – ta książka jest dla Ciebie.

Jeśli szukasz kogoś, kto powie Ci, że nie musisz być idealna, że nie musisz pracować ponad siły, że masz prawo do odpoczynku – ta książka jest dla Ciebie.

Jeśli pasja stała się dla Ciebie przykrym obowiązkiem i nie wiesz jak z tego wybrnąć – ta książka jest dla Ciebie.

Jeśli wreszcie nie potrafisz uwolnić się od presji – ta książka jest dla Ciebie.




Niequist pokazuje, że fakt, iż mamy możliwość zrobienia czegoś (dysponujesz talentem, zdolnością, jesteś miły i uczynny) wcale nie oznacza, że musisz to zrobić. Autorka dążenie do wydajności przyrównuje do wyniszczającego narkotyku, zastanawiając się naprawdę musimy zadowolić wszystkich, czy musimy angażować się w bylejakość, po to, by ktoś się na nas nie obraził, czy musimy przyjmować odpowiedzialność za porażki i niepowodzenia innych?

Piękne życie to katartyczna lektura, wypełniona gotowymi materiałami na sentencje, niosąca nadzieję i realne narzędzia do pracy z wyniszczającej presją. Trzeba jedynie uzbroić się w cierpliwość, bo wino, którego sobie nawarzyliśmy do tej pory, nie może zostać wypite naraz, bez negatywnych konsekwencji dla zdrowia (z których kac i zawroty głowy to pestka).  Dzięki przewodnictwu Niequist i jej świadectwu, możemy jednak tego dokonać, bez względu na to, jak bardzo uwikłaliśmy się w niepotrzebne zobowiązania. Autorce drastyczna zmiana życia niosąca pokój zajęła 3 lata. A Ty? Jesteś gotowy na taką przemianę i życie w pełni?


Nie chcę więcej. Tylko mniej. Mniej wszystkiego. Mniej stresu. Mniej płaczu. Mniej hałasu. Mniej telewizji. Mniej wina. Mniej zakupów online. Mniej „jeszcze to, jeszcze to, jeszcze to”, nieważne czy „to” dotyczy wycieczki, filmu, rejsu łódką czy imprezy dla dzieci. [2]




[1] Piękne życie, Shauna Niequist, Kraków 2017, s 16.
[2] Tamże, s. 30

poniedziałek, 28 sierpnia 2017

Rekin i baran - Marta i Adam Biernat



Rekin i baran to książka, którą smakowałam nad wyraz powoli. Mając za oknem słoneczne (mniej lub bardziej) polskie lato, czytałam o przeszywającym zimowym mrozie Islandii. Widząc połacie zieleni, w lekturze przemierzałam bezkresne, surowe i kamieniste przestrzenie. Obserwując stado owiec i baranów, czytałam o ich głowach spoczywających na talerzach Islandczyków, co – nie da się ukryć – powodowało pewien dyskomfort.

Książka Marty i Adama Biernatów stała się moją wakacyjną przygodą, wyjazdem-bez wyjazdu z  domu, próbą zmierzenia się z kulturą odmienną i niezmiernie fascynującą.

Oto para ludzi zakochanych w dalekiej Północy, zabrała mnie w czytelniczą podróż życia, pozwalając dotrzeć do miejsc, na których pewnie nigdy moja stopa nie postanie, umożliwiając obserwację fascynujących zwyczajów i poznawanie arcyciekawej historii i obyczajowości.  

Rekin i baran to kompletna książka dla wszystkich tych, którzy przeżywają swoją fascynację krajem, już w samej swej nazwie kryjącym obietnicę mroźnej (i nieraz mrożącej) przygody. Ulegały jej wielkie umysły, z  J.R.R. Tolkienem na czele, ulegnijcie i Wy. Obiecuję porywającą i zachwycającą lekturę, zaszczepiającą umiłowanie i szacunek do kraju, który wzięła sobie pod lupę.

Torfowe domy, prawo weta, wszędobylskie owce, superzdrowy i smaczny skyr, ryby pochodzące z krystalicznie czystej wody, regularne, prozdrowotne i napawające dumą spożywanie tranu, to jedynie wierzchołek góry uroków towarzyszących życiu na Islandii.  

Kapitalne, niebywale klimatyczne fotografie towarzyszące lekturze jedynie podkreślą nastrojowość miejsca, do którego porwie Was ta książka. Język zaś – co widać i co doceniam – rządzony jest miłością jego depozytariuszki i użytkowniczki do przestrzeni, które opisuje. Takie wydanie mogło wyjść spod pióra i aparatu jedynie tych, którzy kierowani byli pasją do Islandii i wszelkich elementów towarzyszących tejże. I to się czuje. Brawo, Marto i Adamie!

Ja jestem zachwycona i biorę pełną odpowiedzialność za stwierdzenie, że Wy również będziecie. Krajem, jego mieszkańcami, książką.


Zapalajcie świece, szykujcie ciepły pled, stawiajcie wodę na aromatyczną herbatę i zanurzcie się w tej pasjonującej lekturze. Ale uwaga! Nie denerwujcie elfów. Wszystko musicie najpierw z nimi przedyskutować. 

Polecam!


piątek, 25 sierpnia 2017

Rudowłosa - Orhan Pamuk


Sądzę, że nawet jeśli te dawne knigi idą w zapomnienie, zawarte w nich historie docierają do nas, opowiadane wciąż na nowo. [1]

Lata osiemdziesiąte XX wieku, mała miejscowość pod Stambułem. Oto Cem zaangażowany zostaje przez mistrza Mahmuta, studniarza, do pomocy przy poszukiwaniu wody na – jak się później okazuje – jałowej działce. Mężczyzna jest dla niego jak ojciec – chłopak szuka u niego akceptacji, dobrego słowa i szacunku. Podczas ciężkiej pracy opowiadają oni sobie wzajemnie historie – jedną z nich jest historia losów Edypa. Bohaterowie zbliżają się do siebie, tworząc dziwną relację, do złudzenia przypominającą tę ojcowsko-synowską. Rytm ich pracy zmienia się, gdy do miasta przybywa wędrowna trupa teatralna, a w niej pewna rudowłosa piękność, która całkowicie zawładnęła myślami Cema. Nastolatek szaleje z pożądania i platonicznego uczucia, które żywi do nieznajomej. W jego imię co wieczór wpatruje się w okna wynajmowanego przez nią mieszkania i podpatruje prace grupy aktorów. Pewnego dnia, na skutek jego rozproszenia i nieuwagi, podczas prac przy studni zdarza się tragiczny wypadek. Cem, wierząc, że zabił swojego mistrza i znikąd nie mogąc dostać pomocy, przerażony zbiega z miejsca zdarzenia, by przez lata ukrywać się, żyjąc w nieustannym strachu i niewiedzy na temat tego, co naprawdę wydarzyło się przy studni.

Po latach wróci on do wioski, dowiadując się wreszcie przed czym tak naprawdę uciekał i kim była rudowłosa piękność, której nigdy nie wyrzucił z głowy.

Przy tej tematyce łatwo popaść w banał i już na wstępie zniszczyć potencjalnie ważny pomysł, zamieniając go w festiwal pustych i przewidywalnych gestów. Pamuk stowarzysza się z gustami odbiorców, pisząc o miłości i namiętności, robi to jednak w taki sposób, że użytkując nośne, zaaprobowane poetyki, tworzy z nich literaturę wysokiej próby.

Tytuł pięknie ogrywa temat, sugerując to, co będzie najistotniejsze. Rudowłosa to ostatecznie współczesna wariacja na temat Króla Edypa wszczęta na skutek lektury tegoż przez głównych bohaterów, prowokujących swój los. Konfrontując antyczną tragedię z losami współczesnej Turcji, Pamuk rysuje obraz przestrzeni smaganej dramatami, miejsce styku Wschodu z Zachodem, portretuje rządzące nim zasady, opisuje obyczajowość i tradycje miejscowych, a także podejmuje temat winy i kary oraz przeznaczenia.

Romans jest jedynie pretekstem do opowiedzenia historii znacznie ważniejszej, osadzonej na pozornie błahej konstrukcji.

Polecam, czyta się bowiem Rudowłosą z nieskrywaną przyjemnością, a jej głębia może zostać opisana jedynie poprzez metaforę studni.

źródło

[1] Rudowłosa, Orhan Pamuk, Kraków 2018, s. 191.


czwartek, 24 sierpnia 2017

Dawka życia - Lizzie Enfield [Klub Kobiety To Czytają]




Dawka życia Lizzie Enfiled pochyla się nad głośnym od pewnego czasu tematem szczepień.
Główna bohaterka, Isobel, pod wpływem doniesień o możliwości wykształcenia się autyzmu u zaszczepionych dzieci, dobrowolnie rezygnuje z tej formy chronienia swoich pociech przed groźnymi chorobami.

Na skutek tej decyzji oraz szerzącej się w okolicy epidemii (Isobel nie jest jedyną matką, która przestraszona doniesieniami, odmawia szczepień), jej córka zaczyna chorować na odrę. Mimo że jej samej udaje się wyjść z wszystkiego cało, zaraża dziewięciomiesięczną córkę przyjaciół rodziny, która na skutek powikłań po bardzo gwałtownym przebiegu choroby, głuchnie obustronnie. Ojciec Iris, Ben, wiedziony żądzą zemsty za egoistyczne zachowanie Isobel, swojej dawnej kochanki, a także kierowany nagromadzonymi przez lata żalami, postanawia wejść z przyjaciółmi na ścieżkę prawnej egzekucji pieniędzy. Wie, że Isobel i Erica nie stać na wypłacenie żądanego przez nich odszkodowania, to jednak dodatkowo go nakręca. Chce on bowiem zmusić przyjaciół do wzięcia odpowiedzialności za sytuację jego córki, chce obarczyć ich poczuciem winy, którego – jak sądzi – w ogóle nie doświadczają. Pragnie odebrać ich idealnej rodzinie coś, co – jak zaślepiony zemstą uważa – oni ukradli jemu i jego najbliższym.

Choć całość fabuły zbudowana została na szkielecie tworzonym przez motyw szczepień i narosłych wokół nich kontrowersji, książka Enfield traktuje je wyłącznie jako punkt wyjścia i osnowę narracji, koncentrującej się głownie wokół tematu winy i odpowiedzialności.

Autorka stawia pytania o to czy decyzja o nieszczepieniu dzieci jest formą świadomego wyboru czy też konsekwencją społecznego zastraszania i mody, która może powodować nawrót ciężkich chorób, już dawno pokonanych; zastanawia się czy rodzice mają prawo nie szczepić swoich pociech, narażając tym samym inne dzieci na niebezpieczeństwo. Skupia się ona także na tym, kogo wówczas uznać za winnego – matkę starającą się chronić własne dziecko kosztem innych; czy też los, który nieopatrznie pozwolił na szerzenie się okrutnej choroby wybranej jako miejsce zło obok poszczepiennego autyzmu.

Enfield kreśli powieść oczami Isobel oraz oczami Bena, dzięki czemu czytelnik może wejść w skórę każdej ze stron sporu, poznając jej argumenty, sposób myślenia i motywacje. Historia ta brutalnie odsłania także rodzinne konflikty, które dotąd były zamiatane pod dywan, a które wybrzmiały jako skutek tragiczne sytuacji, w jakiej znaleźli się bohaterowie. Poza kwestiami winy, odpowiedzialności i zemsty, autorka porusza temat lojalności oraz zmusza czytelnika do opowiedzenia się po jednej ze stron i odpowiedzenia na pytanie – komu należy się większe współczucie? Czy warto poświęcać lata przyjaźni w imię prywatnej wendety?

Enfield utkała powieść wzbudzającą wiele emocji, szczególnie, że temat szczepień jest bardzo nośny i wciąż kontrowersyjny. Szkoda tylko, że mniej skupiono się na nim samym, więcej zaś na konsekwencjach wyboru bohaterki i związanym z nim praniem brudów z przeszłości.

Niemniej, sięgnąć warto, szczególnie, że możliwe jest etyczne oddziaływanie książki, zmuszające do zrewidowania poglądów pod wpływem lektury.

Inne książki w serii Kobiety To Czytają: 

środa, 23 sierpnia 2017

Ali & Nino - Kurban Said





Przed Wami opowieść o styku dwu kultur – europejskiej i azjatyckiej, które spotykają się w Baku i żadna nie chce zostać wyparta przez tę drugą, dzieląc mieszkańców na zwolenników dwu przeciwległych ‘obozów’ kulturowych. W tych okolicznościach azerski chan Ali zakochuje się w gruzińskiej księżniczce Nino, za nic mając dzielące ich różnice kulturowe, poglądowe oraz religijne. Uczucie zdaje się silniejsze niż obyczaje, jednak jego eksplozja nieszczęśliwie połączyła się z innym wybuchem, daleko na zachodzie – oto miłość rozkwita w cieniu I wojny światowej, która dramatycznie wpłynie także na losy lokalnych mieszkańców.

Niestety, książka, której bohaterowie stali się w Azerbejdżanie i Gruzji niemalże postaciami historycznymi, o których losach wie każdy, przyniosła mi małe rozczarowanie, bowiem – jak się zdaje – oczekiwania przerosły realizację. Być może moja fascynacja miejscem, w którym toczy się opowieść była zbyt mała, by zapewnić mi zachwyt nad tąż.  

Moje zainteresowanie lekturą było dość płytkie i niezobowiązujące, płynęłam przez nią, bowiem ciekawiły mnie przesądzone skądinąd losy głównej pary, bardziej jednak frapowały mnie kulturowe obwarowania. Ona – chrześcijanka, on – muzułmanin. Wydaje się, że jedynym miejscem, w którym będą oni mogli żyć, aby znajdować się w przestrzeni tak wielokulturowej, by zdolna była pomieścić ich oczekiwania i pragnienie spełnienia będzie Baku. To jednak, na skutek toczącej się wojny nie było już przestrzenią gwarantującą bezpieczeństwo.

Nie sposób ukryć, że Ali&Nino to faktycznie piękna opowieść miłosna, za nic mająca sobie przeciwności losu, pokazująca jednak jak silne jest poczucie obowiązku, honoru i czynienia tego, czego się od bohaterów oczekuje. Gdyby nie te cechy, które uderzały w Alim, losy tej kaukaskiej pary mogłyby potoczyć się zupełnie inaczej – kto jednak wie czy szczęśliwie.

Kurban Said w bardzo syntetycznym ujęciu prezentuje antagonistyczne poglądy na rolę kobiety w świecie, na rolę wojny, prawa, ale również – co szalenie istotne – zemsty i godności. Maluje on Zakaukazie jako przestrzeń niejednorodną, wymieszaną, po trosze europejską i po trosze azjatycką, zdolną jednak do porozumienia, wolną od nienawiści, lecz surowo przestrzegającą prawa i moralności wywiedzionej z kultury i religijności. Baku przestawione zostało jako kocioł naleciałości dwu dominujących kultur, które zmieszane tworzą jego prawdziwy orientalny, a jednocześnie niezwykle bliski obraz.  Miłość tytułowych bohaterów zdaje się jedynie sposobnością do opowiedzenia historii miejsca styku tego co znane, z  tym co obce i inne.

I dla niej samej warto powieść tę przeczytać, nie nastawiając się jednak zbytnio na potoczystą formę całości czy literackie uniesienia.

 Jest poprawnie, ale nie tak wciągająco, jak oczekiwałam.




wtorek, 22 sierpnia 2017

Ludzie na drzewach - Hanya Yanagihara [recenzja przedpremierowa]


Hanya Yanagihara zasłynęła dzięki kapitalnemu Małemu życiuktóre dla mnie okazało się książką totalną, sprawującą władzę nad myślami jeszcze na długo po lekturze.

Ludzie na drzewach to debiutancka powieść autorki, podejmująca zgoła inną tematykę, lecz wciąż przemycająca jeden wątek, który stanie się chyba dla niej stałym i znaczącym (choć raz mimochodem wyznaczającym całą oś narracyjną, innym razem będący jedynie tłem dla opowieści) – molestowanie seksualne. Pisarka podjęła się dość karkołomnej próby literackiej, z której wyszła jednak obronną ręką.

Zaczynamy od końca, zaburzając linearność – oto Norton Perina, wybitny naukowiec, zdobywca Nagrody Nobla, zostaje postawiony w stan oskarżenia za molestowanie seksualne swoich podopiecznych. Skargę składa jedno z jego adoptowanych dzieci – Victor, od samego początku sprawiający największe trudności wychowawcze.

Owo zaskarżenie i wyrok są jednak jedynie pretekstem do poznania historii życia Periny, rozpoczynającej się w murach uniwersytetu. Jako  niezwykle zdolny, choć egotyczny i przemierzający uczelnię własnym szlakiem student medycyny, mężczyzna oddelegowany zostaje do podróży na jedną z mikronezyjskich wysp z wybitnym antropologiem, Paulem Tallentem. Podróż ta jawi się jednocześnie jako kara i szansa. Na miejscu bowiem okazuje się, że niektórych tubylców, żyjących według zrytualizowanego rytmu,  cechuje niesłychana długość życia – potrafią oni przeżyć setki lat bez uszczerbku na zdrowiu fizycznym, zaś ze sporymi deficytami psychicznymi i społecznymi. Perina, próbując odkryć sekret nieśmiertelności, pozwala sobie na odwieczne niszczycielskie działanie w imię wyższych celów – skazuje nieskażoną dotąd wyspę na dewastację i europeizację zamieszkujących ją plemion, po to tylko, by ze swoich badań uczynić prawdziwie znaczące odkrycie. Yanagihara za sprawą historii Periny stawia pytania o to, jak daleko może posunąć się człowiek w imię nauki; czy dewastacja środowiska naturalnego i niszczenie plemiennych obyczajów jest zasadne; czy dla badań można poświęcać miejscowych: ich poglądy, tradycje, święte obrzędy? Czy ważniejsze nad dobro plemienia, jest dobro całej ludzkości? Jak daleko leży altruizm od egoizmu pod maską dobroczynności?

Wybitny naukowiec, którego losy poznajemy za sprawą snutej przez niego samego narracji (do ręki dostajemy bowiem swoiste wspomnienia tegoż), zmienia się na naszych oczach. Ten, którego początkowo uznajemy za odkrywcę działającego w imię wyższych celów, za mężczyznę o dobrym sercu, bowiem adoptującego dziesiątki plemiennych dzieci bez przyszłości; bohatera, któremu trzeba współczuć; powoli jawi się przed nami jako okrutnik i człowiek działający z perfidią i premedytacją. Wcześniejsze próby utożsamienia się z nim, tworzonych w umyśle mów obronnych, wewnętrznego buntu wywołanego jawną niesprawiedliwością, powoli tracą na znaczeniu i obracają się wniwecz. 

Oto bowiem ten, któremu dzięki sprawnej narracji Yanagihary można by współczuć, okazuje się postacią godną pogardy i zasłużonej kary. Zżymać można się jednak na jej dość delikatny wymiar, szczególnie w obliczu popełnionych zbrodni przeciwko moralności. Autorka zdecydowanym głosem pokazuje, że poza prawem nie może funkcjonować nikt – nawet ten, który zrobił wiele dla nauki, teoretycznie w imię wyższych wartości, które miałyby go usprawiedliwiać. Brakiem moralności przekreślił on bowiem swoje odkrycia, a jego wyniszczający wpływ na świat zdaje się niewart ofiary.

Ludzie na drzewach, to lektura tyleż fascynująca, ileż bulwersująca. Stawia szereg niewygodnych, choć aktualnych i uniwersalnych pytań, nakreślona została zaś bardzo sprawnie. Jest zapisem zmian środowiska pod wpływem cywilizacji oraz prób dopasowania się plemion do nowej rzeczywistości i konsekwencji tegoż. Mroczna, egzotyczna, tajemnicza i pasjonująca – taka właśnie jest debiutancka powieść Yanagihary.

Polecam!


Autorka w swoim projekcie literackim inspirowała się bulwersującymi losami noblisty Daniela Gajduska, tekst tworząc niemalże osiemnaście lat. 


Premiera książki 13 września.


Recenzja Małego życia: