piątek, 19 lipca 2019

Pakt z diabłem - Dick Lehr, Gerard O'Neill



Pakt z diabłem to prawdziwa opowieść o tym, jak FBI zostało skorumpowane przez bandytów. Początkowo nic nie zapowiadało tak dramatycznego finału historii. Oto dawni znajomi z dzieciństwa, razem wychowujący się na brutalnych bostońskich ulicach, spotykają się po kilkudziesięciu latach. John Connolly - istotna postać w bostońskim oddziale FBI - postanowił pójść na układ z Jamesem "Siwym" Bulgerem, dziecięcym kolegą, a obecnie jednym z najgorszych gangsterów w historii USA. Bandyta miał doprowadzić do ruiny włosko-amerykańskiej mafii,  sam będąc ojcem chrzestnym lokalnej irlandzko-amerykańskiej. Bulger miał pomagać policji, w zamian otrzymując ochronę. Sytuacja jednak nie potoczyła się tak, jak oczekiwałby tego Connelly. Zamiast wykluczenia mafii, doszło do serii brutalnych morderstw, a sam Bulger przejął kontrolę nad miejscowym handlem narkotykami. To jednak był dopiero początek największego skandalu wywiadowczego w historii FBI - życie napisało filmowy scenariusz. 

Autorzy książki zaś, to śledczy zajmujący się ową sprawą od samego jej zarania. Dzięki temu, ich relacja jest niezwykle rzetelna i ukazuje nie tylko serce samego spisku, ale także rysując portrety dwu przyjaciół wychowanych przez bostońskie ulice, ukształtowanych prze tamtejsze sieci kontaktów i zależności.

Pakt z diabłem przeleżał na mojej półce cztery lata, podczas których nie mogłam się przemóc, by sięgnąć po reporterską pracę śledczych - mimo że jednocześnie z kinowych ekranów wołał film w doborowej obsadzie. Choć początkowo wydawało mi się, że książka ta będzie dla mnie idealna, szybko okazało się, że ta historia oparta na faktach urozmaicona serią zdjęć wplecionych w relację, nie jest lekturą dla mnie. Cóż, zamiast emocjonować się naprawdę filmową historią, poczęłam nudzić się od nadmiaru faktów i dłużyzn. Z całą pewnością nie można odmówić publikacji tej rzetelności - autorzy nie pomijają właściwie niczego, doskonale wchodząc w gangsterski półświatek, jednak dla czytelnika ta drobiazgowość może dawać odwrotny skutek - zamiast wciągać, lektura zaczyna odpychać i wzmagać senność. Autorzy opisali za dużo, tekst zupełnie niepotrzebnie jest aż tak rozwlekły, a w konsekwencji szalenie męczący i mdły. Przegadanie nie zawsze przynosi pozytywne rezultaty i tutaj niestety otrzymujemy tego żywy dowód.

Dla profesjonalistów, śledczych może stanowić ona świetne źródło wiedzy i inspirującą opowieść, jednak przeciętnego odbiorcę żądnego pędzącej na łeb, na szyję opowieści o gangsterach niestety zmierzi po kilkudziesięciu stronach. Bądź co bądź, w publikacji tej zmieszczono dwadzieścia lat widzianych reporterskim okiem - jeśli czujecie, że tego właśnie oczekujecie, polecam. Jeśli nie - lepiej sobie odpuśćcie.

czwartek, 18 lipca 2019

Syrena i Pani Hancock - Imogen Hermes Gowar





Syrena i Pani Hancock to historia, w której nie spotkacie się z kolejną z baśniową reinterpretacją Małej Syrenki. To opowieść, w której syrena staje się zarówno bohaterem figuratywnym - wszak to od jej znalezienia rozpoczyna się narracja i wokół jej dalszego poszukiwania jest utkana, jak i niefiguratywnym - symbolem kurtyzany, która podobnie jak te mityczne stworzenia wabiła mężczyzn na zatracenie, femme fatale uwodząca wszystkich, z którymi relacja mogła wiązać się dla niej z jakąś korzyścią.

Rzecz dzieje się w XVIII-wiecznej Anglii. Oto w roku 1785 do kupca Jonaha Hacoocka z jednej z  przedłużających się morskich wypraw wraca jego najlepszy kapitan z niecodziennymi wieściami. Statek Hancocka został sprzedany, lecz w jego miejsce Jones przywiózł coś dalece cenniejszego - morskiego potwora, którego mieni syreną. Wynaturzony, martwy stwór ma przynieść mężczyźnie bogactwo, o jakim nie śmiał marzyć. I faktycznie, wraz z pojawieniem się wodnego monstrum, życie kapitana odmienia się, wskakując na zupełnie nowe tory.
Gdy bowiem plotka o jego zdobyczy obiega cały Londyn, wszyscy chcą ją zobaczyć, płacąc za tę możliwość. Jedną z klientek Hancocka staje się właścicielka najsławniejszego domu uciech w mieście, pragnąca za sprawą syreny zapewnić swym klientom prawdziwie niecodzienną przyjemność. Wynajmuje ją więc od kapitana, zapraszając go jednocześnie na jedno ze swoich przyjęć, na którym syrenim śpiewem wabić będzie go nie tylko jego morska zdobycz, ale najznamienitsze i najbardziej luksusowe kurtyzany. 

Po przybyciu na miejsce Hancock szybko orientuje się, że popełnił błąd, bowiem wszechobecna rozpusta, wyuzdanie, rozpasanie i bezwstydność, budziły w nim jedynie zażenowanie i oburzenie, a miał świadomość, że to co widzi, jest dopiero przygrywką. Uświadomił sobie, że świątynia seksu, w której się znalazł wcale nie jest odpowiednim miejscem dla jego biznesu i że nie takiej sławy dla siebie pragnął. Wtedy jednak, było już za późno - wpadł bowiem w sidła najsławniejszej metresy, otrzymującej przykaz zabawienia gościa. Była  nią Angelica Neal, kurtyzana doskonała w swym fachu, umiejąca uwodzić, jak żadna inna... Odkąd ją poznał. bohater postanowił przypodobać jej się na wszelkie sposoby, obiecując jej rzeczy niemożliwe i całkowicie zatracając się w swej fascynacji. Czy syreni śpiew, któremu się poddał, może go poprowadzić ku szczęśliwemu życiu, czy też jest jedynie drogą na zatracenie?

Syrena i Pani Hancock, to poza zajmującą opowieścią o kapitanie i kochanicy, świadectwo życia w tamtych czasach, o bogato zarysowanym tle społeczno-obyczajowym. Brytyjska pisarka zadbała o to, by oddać klimat epoki, co fantastycznie jej się udało. Decydując się na opowieść o domu rozpusty, nie popadła ani w banał, ani nie oddała się żadnym sztuczkom językowym. Opisy życia w przybytku rozkoszy i wszelkie odbywające się tam sceny są dosadne, realistyczne, często wręcz naturalistyczne - nie ma tu delikatności, lecz często brud, brutalność i dosadność. Przy tym wszystkim wplotła autorka w swoją narrację wątek abolicjonizmu i niewolnictwa - jest on ledwie zasygnalizowany, lecz istotnie wybrzmiewa. 




Powieść ta wabi niczym syreni śpiew i choć obezwładniający smutek wcale nie musi Wam towarzyszyć, jak miało to miejsce w przypadku bohaterów, to jednak pewnej duszności, niemożnośćci uwolnienia się od książki z całą pewnością nie unikniecie. Musicie mieć jednak świadomość, że jest to raczej książka do lektury niespiesznej, wymagająca skupienia i zaangażowania. Ci, którzy nastawiają się na baśniową opowiastkę, będą zawiedzeni. Ci jednak, którzy takich wyobrażeń nie mają, z całą pewnością zaangażują się w tę powieść i będą pod wrażeniem tego, jak została dopieszczona.

Bardzo dobra proza, nęcąca okładką, wabiąca motywem syreny i niepozwalająca się od siebie oderwać. Czy to magia?  Tak, magia literatury. Polecam. 

środa, 17 lipca 2019

Great! Wielka Brytania dla dociekliwych - Tina Oziewicz




Panie i Panowie, Tina Oziewicz, o której pracach opowiadałam na blogu przy okazji książek Pamiątka z Paryża  czy Masło śpi, powraca.

Powraca z książką szalenie ciekawą, jaką jest Great! Wielka Brytania dla dociekliwych.

Był czas w życiu moim i mojego męża, gdy po obejrzeniu serialu Królowa, dzień nie mógł się rozpocząć bez odsłuchania hymnu Anglii. Po prostu nie mógł. Okazuje się jednak, że to nie jedyne elementy łączące nas z Wielką Brytanią. Dzięki publikacji Oziewicz, udało mi się zespolić większość moich największych zainteresowań (literackich), co sprawiło, że nareszcie widzę, że coś może je splatać.

Mowa o Williamie Szekspirze, a także dwu fantastycznych światach - uniwersum Władcy Pierścieni oraz Harry'ego Pottera. 

To jednak jedynie migawka z całej książki, podejmującej się opowiedzenia o tym, co dla Wielkiej Brytanii najważniejsze: poczynając od charakterystycznych budek telefonicznych, haseł, kraciastych kiltów, poprzez odkrycia, idee, wynalazki, sławnych Brytyjczyków, aż do ikonicznych miejsc wypełnionych zabytkami, które warto odwiedzić.

Publikacja ta, to Zjednoczone Królestwo Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej w pigułce. Możecie je zwiedzić bez obaw o deszcz czy nagłą zmianę pogody, mając pod ręką czarną herbatę z dużą ilością mleka i cukru. Nie wychodząc z domu, przyjrzycie się cudownej brytyjskiej naturze, podglądniecie maskonury, królewskie łabędzie i kruki zamieszkujące Tower. Odwiedzicie najlepsze uniwersytety, zjecie porządny posiłek składający się z fish&chips, by wreszcie poszukać w lesie Sherwood pozostałości po działaniach Robin Hooda. Na deser zajrzycie do teatru The Globe, a jeśli wciąż nie będziecie mieć dosyć, to może uda Wam się dostać na peron 9 i 3/4 :) Podobno niektórym udało się nawet spotkać Banksy'ego, a jeszcze inni poczuli ducha Tolkiena, gdy rozłożyli się pod czterema bukami będącymi inspiracją do stworzenia Entów. 

Wrażeń nie brakuje, a dzięki Oziewicz ma się ochotę odkryć te wszystkie cuda naprawdę, a nie tylko przewracając kolejne strony jej książki. Ma zatem ta publikacja zarówno wymiar poznawczy, jak i zachęcający do aktywności - nie sposób nie zachwycić się opowieścią autorki i nie nabrać ochoty na zabranie jej tam, gdzie powinna być czytana:) 

Jedno jest pewne - Wielka Brytania jest naprawdę great! :)

wtorek, 16 lipca 2019

One płoną jaśniej - Shobha Rao



One płoną jaśniej to obraz współczesnego feminizmu widziany nie oczami kobiet mieszkających na Zachodzie, lecz bohaterek z krwi i kości, które żyjąc w Indiach, muszą na co dzień mierzyć się z opresyjnym środowiskiem, skostniałymi prawami i zasadami, w których nad równością dominuje seksizm i mizoginia; prawo posiadania nad wolnością; a męskość jest jedyną poważaną dominantą.

W świecie tym przyszło żyć Purnimie i Sawicie - dziewczynom, których inicjację i drogę do wyzwolenia będziemy obserwować, a która znaczona będzie cierpieniem, okaleczeniami, poświęceniem i rozłąką.  Urodziły się w indyjskich wioskach, od poczęcia skazujących kobiety na znój i niewolnictwo. Mają one robić to, czego życzy sobie ojciec, a później posłusznie przejść w ręce męża, na którego usługach będą do końca swych dni: poniżane, rozliczane z męskich potomków, oceniane każdego dnia, wykorzystywane i oskarżane o każde zło przydarzające się rodzinie, a w razie potrzeby: okaleczane i wyrzucane. 

Purnima i Sawitha swą przyjaźń nawiązały przy krosnach i to utkane na nich sari kierowało ich pamięcią przez wszystkie lata po rozłące - symbolizowało ono złożone sobie niegdyś obietnice, nadzieję wolności i pieśń fletu. Dług po tym, gdy okrutny los je rozdzielił, za wszelką cenę próbowały znaleźć cenę ku odnalezieniu siebie nawzajem - za cenę służalczej pracy, poświęcenia, oddania, ale i uważnego życia - czegoś, czego po kobietach w ich okolicach się nie spodziewano.

Kobiety przedstawione w powieści cechuje niewypowiedziana odwaga, zdolność do poświęcenia, hart ducha, niezłomność, heroiczność, ofiarność i bezkompromisowość. 


Czy uda im się osiągnąć to, z czym ludzie Zachodu po prostu się rodzą?
Czy wolność i szczęście są im pisane?


Każdy moment w życiu kobiety jest interesem, w którym stawką jest jej ciało: najpierw jego rozkwit, potem jego więdnięcie, najpierw jej krwawienie, potem jej dziewictwo, potem jej ciąże (...), aż wreszcie jej wdowieństwo. [1]

One płoną jaśniej jest hipnotyzującą historią kobiet uwikłanych w opresyjne środowisko, która może być czytana zarówno jako powieść o konkretnych postaciach, jak również jako tekst uniwersalny, bowiem swe odbicie znajdą w niej kobiety z całego świata uwikłane w różne formy przemocy: domowej, środowiskowej, psychicznej, w miejscu pracy. To lektura pozostawiająca czytelnika z bolesną, jątrzącą się raną. Mocna i bezkompromisowa, od której nie sposób uciec myślami. Gdy tylko czytelnik uświadomi sobie, że tak naprawdę to nie jest fikcja, że tego typu historie rozgrywają się co rusz, że z miejsc, do których my chcemy podróżować, wielu chce uciekać - serce rozrywane jest na pół. 

Polecam. 




[1] One płoną jaśniej, Shobha Rao, Kraków 2019, s. 202.

poniedziałek, 15 lipca 2019

Jeremi Przybora małoletnim i stuletnim


Wiedzieliście, że Jeremi Przybora, mistrz słowa, podjął się opowiedzenia najpopularniejszych baśni świata? Nie? Nic straconego! Dzięki cudnej edycji Wydawnictwa EGMONT (i tytułowi wcale niezwiastującemu tego, co znajdziemy w środku) macie teraz możliwość przeczytać i odświeżyć sobie znane z dzieciństwa historie lub też sprezentować je jakiemuś dziecku i w ten sposób nieść je dalej w świat.

W środku znajdziecie siedemnaście baśni, m.in. wspaniałą Piękną i Bestię, cudowną Śpiącą Królewnę, wyśmienitego Dzwonnika z Notre Dame, koncertową Małą Syrenkę, wzruszającego Oliviera i Spółkę, pysznego Zakochanego Kundla, popisowego Aladyna i kapitalnego Herkulesa. To oczywiście nie wszystko, ale chcę Was zostawić z pewnym niedosytem i pozwolić na własne okdkrycia :)

Przybora tak sprawnie operuje językiem, że w jego wersji tych historii zakochają się zarówno dzieci, jak i dorośli. Ci drudzy większą uwagę zwrócą właśnie na stronę lingwistyczną niż fabułę, urzecze ich humor, piękno opisów i używanych przez Przyborę sformułowań, niesamowita dbałość o kunszt wypowiedzi. Jestem olśniona - zarówno jako fanka baśni, jak i miłośniczka piękna języka i - ostatnie, choć nie najmniej istotne - skryta fanka Przybory, który jest dla mnie ucieleśnieniem człowieka wrażliwego na słowo. Ilustracje utrzymane zostały w stylu Disneyowskim, co mnie oczywiście bardzo odpowiada. 


niedziela, 14 lipca 2019

Żyj i pozwól żyć - Hendrik Groen


Żyj i pozwól życia Hendrika Groena to kolejna wydana w Polsce powieść holenderskiego autora ukrywającego się pod pseudonimem.  Historia opowiedziana przez autora ma wszelkie znamiona tekstusarkastycznego. Zarówno zamysł fabularny, jak i zwieńczenie opowieści ociekają gorzką ironią.

Bohater opowieści to mężczyzna po pięćdziesiątce, który wiódł dotąd niezbyt szczęśliwe, ale za to przewidywalne życie. Nudna praca; żona, z którą dawno nic go już nie łączy; wzdychania do dawnej kochanki; golf z kolegami.

W zasadzie nic nie musiałoby się zmieniać, gdyby nie fakt, że z powodu restrukturyzacji szef postanowił go zwolnić. To wydarzenie przelało czarę i spowodowało, że Arthur postanowił... zaszaleć.

Wpadł na genialny pomysł sfingowania własnej śmierci i pogrzebu, po to, by zacząć nowe życie w malowniczej Italii, z dala od narzekającego teścia i zrzędzącej żony. Przygotowania - wcale niełatwe - ruszyły pełną parą, a zaangażowani zostali w nie najbliżsi przyjaciele bohatera. Pomogli mu zdobyć odpowiednią odprawę w pracy, założyć fałszywe konto, na które mógłby odkładać oszczędności, załatwić dom pogrzebowy, wszelkie sfingowane papiery, zaświadczenia i dokumenty niezbędne do zakończenia starego i rozpoczęcia nowego życia. Cały proceder ciągnął się miesiącami i zdawał się przygotowany perfekcyjnie. Wszyscy jednak zdawali sobie sprawę, że wystarczy jeden błąd, a cała sprawa rozpadnie się w drobny pył...

Narracja prowadzona jest dwutorowo - z jednej strony śledzimy relację Arthura z toczących się właśnie przygotowań i towarzyszących im emocji, z drugiej zaś wczytujemy się w pamiętniki jego podejrzliwej żony. Taki sposób prowadzenia powieści pozwala czytelnikowi zarówno wejrzeć wgłąb ich relacji, jak i przyjrzeć się wszelkim niedostatkom planu mężczyzny, wynikającym w dużej mierze z jego braku umiejętności kłamania, ale również z doskonałego odczytywania jego zachowań przez niegdyś ukochaną kobietę.

Groen zbudował historię utkaną z misternego kłamstwa, doprawioną sporą dawką humoru, ale też gorzkiego chichotu losu. Jego obserwacje są celne, zaś w ich następstwie czytelnik zastanowi się nad tym, do czego zdolni są ludzie, by osiągnąć szczęście - ilu wyrzeczeń i trudów są w stanie się podjąć, byle tylko uzyskać to nieuchwytne poczucie spełnienia. 

Zabawna, lekka, doprawiona szczyptą dziegciu. Polecam - ironia, dobry (często czarny) humor, a przy tym trafność odautorskich spostrzeżeń budują wartość tej historii.

Niby lekka, a jednak w jakimś stopniu pouczająca. Oswajająca śmierć i zmuszająca do refleksji o własnym odchodzeniu i zadania sobie pytania o to, kto nam towarzyszyłby w ostatniej drodze.


sobota, 13 lipca 2019

Indygo - Michał Jan Chmielewski



Kryminalna intryga z wątkiem paranormalnym w tle? Jeśli szukacie czegoś podobnego, Indygo spełni Wasze oczekiwania.

Baskin to miasteczko z niezbyt chlubną przeszłością. Odkąd tylko pamiętają jej mieszkańcy, bez śladu ginęły w niej dzieci. Żadna ze spraw nie została dotąd wyjaśniona - ciał nigdy nie odnaleziono, zatem nie można było wykluczyć ucieczek z domu, a brak jakichkolwiek poszlak sprawiał, że śledztwa bardzo szybko zamykano. Policja, media i sąsiedzi dość szybko zapominali. Dzieci pozostawały jedynie w pamięci zrozpaczonych rodziców, których ból nigdy nie został ukojony. 

Jedyną osobą, która wiedział, jaki los spotkał zaginionych, był Kusak - bezwzględny morderca zabijający dla czystej przyjemności. Ofiary śledził wyjątkowo długo, upewniając się, że nie będą miały one żadnych koligacji, mogących rzucić na niego choć cień podejrzeń. Udzielał się w grupach wsparcia poszukujących zaginionych i wychodził z takimi inicjatywami, że nikomu nawet przez myśl nie przeszłoby, że mógłby być zamieszany w tragiczne wydarzenia. Czytelnik niemalże do samego końca nie poznaje jego prawdziwej tożsamości, pozostając jedynie ze świadomością, że dzieci rozpoznają swego oprawcę. Sadystę, który ukazuje im się dopiero tygodniu przetrzymywania ich, po to tylko, by brutalnie ich okaleczyć i zabić, samemu czerpiąc z tego ogromną satysfakcję.

Morderca jest przy tym wszystkim bardzo pewny siebie - rozzuchwala go to, że nikt nie wpadł dotąd na jego powiązania z zaginięciami, mimo że był cały czas obok, na wyciągnięcie ręki. Jego bestialska gra ma jednak wkroczyć na zupełnie nowe tory. Kolejna z jego przyszłych ofiar, Ada, przyjaźni się bowiem z Emilem - chłopcem o nietypowych zdolnościach, które mogą całkowicie i zupełnie niespodziewane popsuć szyki Kusakowi. To ci nastolatkowie, złączeni brzemieniem podobnych tragedii i cierpienia, wpadają na trop mordercy. Czy uda im się wykorzystać pozyskaną wiedzę, zanim dla jednego z nich będzie za późno?

Indygo to emocjonująca podróż szlakiem bestialskiego mordercy, to także próba zajrzenia wgłąb jego umysłu, a jednocześnie opowieść o niezmierzonym cierpieniu - tak współczesnych, jak żyjących w czasach II wojny światowej w okolicy Baskina ludzi. Istoty tytułu nie mogę zdradzić, nie odkrywając zbyt wiele fabuły - pozostawiam to zadanie wnikliwym czytelnikom.

Powieść Chmielewskiego jest niebezpieczna - wciąga, momentami przeraża (zwłaszcza tam, gdzie pojawiają się nawiązania do historii), uwrażliwia na cierpienia setek niewinnych ludzi, a także odsłania mechanizmy rządzące umysłami morderców. Między wierszami zaś, stawia odwieczne pytanie, którego nie sposób tu uniknąć: unde malum? Co jest istotą zła? Gdzie leży jego źródło? Jak daleko jest w stanie posunąć się człowiek?

Polecam. Sięgając po tę książkę, nie spodziewałam się, że będę miała do czynienia z tak sprawnie rozpisanym thrillerem, zaś przeczytałam go jednym tchem. Z radością oczekiwać będę kolejnych tekstów Chmielewskiego, które - mam nadzieję - pojawią się już wkrótce.

piątek, 12 lipca 2019

Genialne dziewczyny - Vichi de Marchi i Roberta Fulci



Dziś chciałabym zaprezentować Wam książkę, po którą pewnie wcale bym nie sięgnęła, gdyby nie fakt, że w spisie treści dostrzegłam postać, która szalenie mnie interesuje - Jane Goodall, autorka tekstu Mądrość i cuda świata roślin.

Mowa oczywiście publikacji Genialne dziewczyny, wypuszczonej na rynek przez Wydawnictwo Kobiece.

Książka pomyślana została dokładnie tak samo, jak wiele innych wydań wpisujących się w trend opowiadania młodym ludziom o kobietach i mężczyznach, którzy dzięki swemu uporowi i sile swych marzeń osiągnęli ogromny sukces, a nierzadko także zmienili świat.

Na kartach tej książki znajdziecie opowieści kobiet, które mogły być Wam dotąd nieznane, które jednak stanowią niesamowity przykład. Wśród nich znalazły się: Walentina Tiereszkowa, Tu Youyou, Wangari Maathai, Rosalind Franklin, Vera Rubin, Katherine Johnson, Rita Levi Montalcini, Margaret Mead, Sophie Germain, Laura Conti, Maria Sibylla Merian, Katia Krafft, Marjam Mirzachani, Hedy Lemarr. Wiecie co je łączy poza płcią? Każda z nich przyczyniła się do rozwoju nauki - choć w bardzo różnych dziedzinach. Ich dokonania obiegły cały świat, a nazwiska powtarzane są z wielką estymą. 

To, że publikacja ta to bestseller, nikogo chyba nie dziwi. Warto bowiem mówić o sukcesach innych, gdyż to może stać się niesamowitą inspiracją, szczególnie dla tych osób, które napotykają na swej drodze przeszkody w postaci niezrozumienia dorosłych, braku pewności siebie i przebojowości, małej sieci kontaktów, braku pieniędzy i wielu innych czynników, mogących demotywować. Książki takie jak publikacja Vichi de Marchi i Roberty Fulci są niesłychanie ważne - idę o zakład, że niejedna osoba, która je czyta, postanawia zmienić coś w swoim życiu i wziąć przykład z tych, które również nie miały łatwo. 

Czytelnik ma szansę utożsamić się z przedstawionymi tu postaciami, dzięki zastosowaniu narracji pierwszoosobowej - historie kolejnych kobiet poznajemy z ust ich samych. Każda z nich tka własną opowieść, podkreślając tragające nią trudności, wątpliwości, ale też wyraziście akcentując radość z dokonań i nierzadko szalonych decyzji, podejmowanych pod wpływem chwili. 

Determinacja, upór, pogoń za pasją - przeczytajcie historie tych, które nie odpuściły nawet wtedy, gdy dały świat zdawał się być przeciwko nim.

Polecam.

czwartek, 11 lipca 2019

Jezus z Nazaretu. Od wjazdu do Jerozolimy do Zmartwychwstania - Benedykt XVI



Jezus z Nazaretu. Od wjazdu do Jerozolimy do Zmartwychwstania to jedna z części tryptyku Benedykta XVI poświęconego postaci Chrystusa i jego ziemskiemu życiu. Tom ów obejmuje ostatnie  osiem dni życia Jezusa na Ziemi, a więc okres między Niedzielą Palmową a Wielkanocą. 

Choć jest to publikacja dotykająca tak krótkiego okresu, myśli papieża zostały tu zebrane na trzystu stronach rzetelnej analizy gestów Mojżesza i wypowiadanych przez niego słów oraz przyjrzenie się tym, którzy nieustannie mu towarzyszyli. 

Benedykt XVI poza Jezusem koncentruje się także na apostołach, uczonych, ale również oprawcach Chrystusa, odnosząc jednocześnie swe rozważania do czasów współczesnych i na bieżąco zastanawiając się, co mogą one dać człowiekowi żyjącemu dziś. Z całą pewnością nie jest to lektura łatwa - w wielu miejscach sprawiać może ona trudności, a to przez wielką erudycję autora. Tak naprawdę to rozprawa naukowa, badająca stosunki między ówczesnymi a współczesnymi przepisami, obyczajami, kulturą i znaczeniami w oparciu o dostępne źródła. Już sam zapis bibliograficzny świadczy o tym, jak wiele pracy badawczej zostało włożone w przygotowanie tej publikacji. Papież bowiem swoje własne poglądy i spostrzeżenia zestawia z tym, co zostało dotąd powiedziane przez Ojców Kościoła, jak i biblistów czy badaczy, dając tym samym czytelnikowi możliwość wyrobienia sobie własnej opinii w oparciu o naukowe dociekania.

Z wielkim przekonaniem mogę powiedzieć, że nie jest to lektura dla każdego. Przez liczne odniesienia, teologiczne rozpoznania i gros specjalistycznego słownictwa, czytelnik bez odpowiedniego (chociażby pobieżnego) przygotowania może się w niej łatwo pogubić. Nie jest to lektura na jeden wieczór - to opracowanie służące namysłowi, refleksji i wymagające pełni koncentracji oraz oddania mu swoich myśli.

Polecam tę jakże ciekawą opowieść o ostatnich ziemskich dniach Chrystusa. 





środa, 10 lipca 2019

Mapy, których nie masz - Aleksandra i Daniel Mizielińscy




Pamiętacie absolutnie fenomenalne Mapy Aleksandry i Daniela Mizielińskich, publikację tak wspaniałą, że doczekała się wydań na całym świecie, rozsławiając naszych cudownych ilustratorów?

Niewiele po premierze wydana została ich edycja limitowana - pomarańczowa. Nie każdemu udało się wówczas na nią załapać. Wielka to była szkoda, bowiem wersja ta uzupełniona była dodatkowymi mapami, budziła więc pożądanie kolekcjonerów.

Dla tych jednak, którym nie udało się załapać, mam dobrą wiadomość! Oto Wydawnictwo Dwie Siostry  zdecydowało się na wydanie książki Mapy, których nie masz, a które stanowią zestaw 24 map uzupełniających wydanie podstawowe, niebieskie. 

Kapitalna wiadomość, prawda?

To książka na lata, idealny prezent dla dzieci z każdej okazji - na Komunię, na urodziny, imieniny, święta, a nawet bez specjalnych okoliczności. Cena nie jest wygórowana (44,90 zł), a jeśli macie wydanie podstawowe, to chyba nawet nie muszę Was przekonywać, że warto? 

Wydanie to zawiera między innymi mapy państw nam bardzo bliskich, takich jak Słowacja, Estonia, Łotwa, Litwa, Węgry, Ukraina, ale także nieco dalszych - Norwegii, Danii, a nawet Korei Południowej, Tajwanu, Iranu, Etiopii czy Indonezji. 

Spis treści klasycznie już został ujęty na mapie świata, na której kolorem zielonym oznaczono te kraje, które wcześniej przedstawiono w wydaniu podstawowym. Po raz kolejny jestem zachwycona i będę polecać ją absolutnie wszystkim - jest idealna do oglądania, poznawania znanych i nieznanych państw oraz ich cech charakterystycznych, kultury, potraw, strojów ludowych, ważnych miejsc, zabytków, postaci i wielu innych elementów, które każdorazowo zaprezentowane zostały na każdej z map.

Co zresztą dadzą moje opowieści, sami zobaczcie:


Źródło ilustracji

Źródło ilustracji

Chyba już rozumiecie, że warto wydać każde pieniądze?:)



Gliniany most - Markus Zusak



Grube książki to dla mnie zawsze obietnica wielkiej przygody. Tym większej, gdy autor powieści przez lata utrzymywał fanów w abstynencji czytelniczej od swych książek, a ni stąd, ni zowąd powraca, dzieląc się ze światem kolejnym tekstem.


Markus Zusak, za sprawą fenomenalnej Złodziejki książek zyskał czytelników na całym świecie. Nie jest on jednak autorem, który rokrocznie bombarduje odbiorców swoimi publikacjami - pisarz każe na siebie czekać, rozbudzając apetyt i niepohamowaną ciekawość, gdy tylko wieść o jego nowej książce obiegnie czytelniczy świat. 

Pojawienie się Glinianego mostu to święto dla fanów jego twórczości. Oto długo wyczekiwana opowieść dedykowana - co mogę stwierdzić już po lekturze - czytelnikowi wytrwałemu, cierpliwemu i gotowemu na chwile niekomfortowe, które należy przetrzymać, by dotrzeć do serca powieści. 

Pierwsze dwieście stron to bowiem wyboista droga znaczona irytacją, złością, chęcią rzucenia książką w kąt i zżymaniem się na autora. W Gliniany most bardzo trudno się wgryźć - autor zdecydował się na przeplatanie czasów obecnych z retrospekcjami, jednak w wielu miejscach zamiast  opowiadać chronologicznie, za nic miał linearność, powodując u czytelnika narastające rozdrażnienie, ewokowane przez mnogość wydarzeń i splatających się wątków. Tak naprawdę bowiem przez 1/3 książki odbiorca nie ma pojęcia dokąd ta opowieść tak naprawdę zmierza i czemu służy. Poznaje Claya i jego braci, krok za krokiem odsłaniane są ich rodzinne karty, jednak tym, co stanowi jedyną wiedzę, jest świadomość ważności mostu, który ma stanowić formę oczyszczenia, pracy żałoby i odkupienia. Zusak wcale nie ułatwia czytelnikowi lektury - język powieści jest bardzo specyficzny - w wielu miejscach myśli bohaterów zostają urwane, zawieszone, niedopowiedziane, to zaś w połączeniu z formą jaką przybrała opowieść, może wielu odbiorców zrazić i zmusić do porzucenia książki - nieważne, jak wielkim był dotąd miłośnikiem autora.

Warto jednak wytrzymać, bowiem po przekroczeniu 190 strony, wszystkie brakujące elementy zaczynają wskakiwać na właściwe miejsca, a powieść staje się zrozumiała i... wciągająca. Irytacja i wściekłość  bezpowrotnie mijają, a czytelnik może odtąd oddawać się lekturze wielowarstwowej, śledząc losy niezwykłej rodziny Dunbarów, w której miłość przeplata się ze złością, czułość z przemocą, a relacje między braćmi do końca pozostają zagadką. 

Polecam tę książkę czytelnikom wymagającym (od twórcy i od siebie samych), niestrudzonym, wrażliwym i spokojnym. Po niełatwym początku znajdziecie w niej wiele wzruszeń, a nade wszystko opowieść inicjacyjną o próbie uporządkowania chaosu powstałego po rozpadzie rodziny i konieczności szybkiego stania się mężczyzną. Warto, choć może to być jedna z najtrudniejszych do przebrnięcia i najbardziej angażujących lektur lata.




wtorek, 9 lipca 2019

Dzikie sekrety przyrody - Andy Seed

Widzieliście wyzwanie #lipiecnaturalnie na moim Instagramie? Jeśli jeszcze nie, to gorąco zachęcam Was, abyście dołączyli do zabawy czytelniczej, która przy okazji może zrobić coś dobrego dla środowiska.

Tymczasem mam dla Was jedną z propozycji do wykorzystania w tej zabawie (choć ze względu na datę premiery poniewczasie), a jest nią książka dedykowana młodszym czytelnikom - Dzikie sekrety przyrody, której autorem jest Andy Seed.

Publikacja wpisuje się w znaną już konwencję książek zbierających ciekawostki / anegdotki / odkrycia / fakty dotyczące świata roślin i zwierząt, z tym, że pomyślana została tak zgrabnie, że nawet osoba, która ma już podobnych wydań sporo (ja) z chęcią po nią sięgnie. 

Największym atutem Dzikich sekretów przyrody jest lekkość formy i humor z jakim prezentowane są kolejne informacje. Nie ma tu zadęcia, moralizatorstwa czy - o zgrozo! - naukowości. Autor w swej książce z sobie znaną swobodą odpowiada na dziesiątki pytań dotyczących otaczającego nas świata. Część informacji jest szalenie przydatna, gros ma zaś formę ciekawostki, którą można później zaszpanować przed znajomymi. Poza wiedzą, ta książka to zabawa - są w niej kwizy, łańcuszki, historyjki prowokujące wybuchy śmiechu i za nic niepróbujące ich łagodzić. 

W tabelach zostały w niej zebrane wyniki rekordzistów w przeróżnych kategoriach, w dymkach mity i fakty, zaś w specjalnie dedykowanych miejscach fakty dość wstydliwe - np. waga [nieraz (bardzo) ciężka]. Zestawiono także rodzaje poroża, menu niektórych zwierząt, wymowę ich nazw w różnych językach (wiedziałeś, że wilk po walijsku to blaidd?), a to wszystko w kilku głównych działach: Imponujące stworzenia, Dziwne i dziwniejsze, Miejsca z historią, Strzeż się!, Przyroda dookoła świata, Zwariowana natura, Tu i tam, Przedziwne rośliny, Dowcipy i zagadki Zadania do wykonania. 

Kolejność w jakiej będziecie się z nimi zapoznawać jest dowolna (choć kwizy polecam zostawić sobie na koniec) - tak naprawdę można ją czytać wyrywkowo, w odcinkach, na raty, w przypływie humoru - zupełnie nie wymaga ona od czytelnika ciągłości. 

Cudo! Sięgajcie, dowiadujcie się, poszerzajcie wiedzę i... bawcie! Świat wokół nas jest pełen tajemnic czekających na odkrycie :)


Premiera: 14 sierpnia 2019r.

poniedziałek, 8 lipca 2019

Śniadanka z czterech stron świata - Vanessa Lewis




Śniadanka z czterech stron świata  Vanessy Lewis to jedna z najbardziej urokliwych książek kucharskich jaką widziałam. Mały, poręczny format, a przy tym zamysł autorski, który w ogromnej prostocie zamyka wspaniałą ideę.

Oto książka zbierająca w sobie przepisy na śniadanka z całego świata. Kto zatem, jeśli nie dzieci, miałby je prezentować?

Każda kolejna strona, to poza recepturą na pyszny poranny posiłek, informacja o tym z jakiego miejsca na świecie on pochodzi oraz z fotografią dziecka reprezentującego dany region i zasiadającego do stołu w celu spożycia go.

Uwierzcie, choć przepisy są oczywiście wspaniałe, godne wypróbowania, to walor poznawczy oraz nieprawdopodobny urok i klimat fotografii są tym, co mnie w tej publikacji kupiło najbardziej.

Gdy trafiła ona w moje ręce, to zamiast skupić się na tym, co przygotować na śniadanie z tak cudownego zbioru z zachwytem przewracałam kolejne kartki, pokazując bliskim jak cudowne zdjęcia się na nich znajdują i niemalże piszcząc z ekscytacji.

Jeśli ktoś, podobnie jak ja, łasy jest na piękne obrazy i pomysłowość twórców, zakupi tę książkę, nawet jeśli nie w głowie mu przyrządzanie śniadania. I będzie (bardzo) zadowolony. Jeśli jednak szukacie inspiracji na poranne posiłki, to tutaj znajdziecie ich ogrom. Od szakszuki, przez tosty ze śledziami, parfait jogurtowe, falafele, ozoni z mochi, aż do arroz con leche czy gotowanego łupacza ze szpinakiem. Podane zostało to zaś tak apetycznie, że naprawdę grzechem byłoby nie spróbować.


Polecam ogromnie - to książka do schrupania!




niedziela, 7 lipca 2019

Ja, Zeus, i ekipa z Olimpu / Ja, Cezar, i ekipa z Kapitolu - Frank Schwieger




Książek poświęconych mitologii powstało już tak wiele, że trudno je wszystkie zliczyć, a jednak temat wciąż jest nośny - przez lata wydano morze publikacji, po które chętnie sięgają zarówno młodsi zainteresowani bogami i herosami, jak i starsi (ja), lubujący się w zagadnieniu. Dziś chciałam Wam przedstawić propozycję Wydawnictwa Papilon - Ja, Zeus, i ekip z Olimpu. Frank Schwieger wpadł na genialny w swej prostocie pomysł, by całkowicie oddać głos bogom. To oni najpierw pokrótce się prezentują, opisują swoje hobby, wygląd, ikoniczne przedstawienia, atrybuty, cechy charakteru, to oni informują z jakiej rodziny się wywodzą i kim są ich najbliżsi krewni, przypominają nam czy są śmiertelni, czy nieśmiertelni, informują o rzymskich odpowiednikach swych imion, prezentują swoją ojczyznę oraz swoje mocne i słabe strony. Po wstępnym przeglądzie najważniejszych informacji, każdy z bohaterów opowiada historię swojego życia, a więc najważniejsze mity skondensowane w jedną stosunkowo krótką wypowiedź.  Kogo znajdziecie w tej książce? Zapytajcie lepiej, kogo nie znajdziecie;) 

Jest Zeus, Apollo, Artemida, Atena, Prometeusz, Penelopa, Helena, Dionizos, Dedal, Dydona, Europa, Herakles, Medea, Nauzykaa, Perseusz, a także reszta boskiej i bohaterskiej ekipy. 
Naprawdę świetna to rzecz. Wsiąknęłam w nią na dobre, bowiem relacje postaci nie są suche, lecz pełne emocji (jako że została zachowana narracja pierwszoosobowa). Ci, którzy dotąd znani byli jedynie z opracowań, nareszcie nabierają krwi i kości - mimo że boscy, stają się bardziej ludzcy, bliżsi, targani podobnymi emocjami, wątpliwościami, jednakowo porywczy i rozżaleni, gdy coś nie wyjdzie. 

Świetna to propozycja zarówno dla tych mitologią zainteresowanych (naprawdę ich wciągnie!), jak i tych, którzy nie pałali do niej dotąd sympatią (złapią bakcyla!). Od września planuję wykorzystywać ją w szkole przy okazji lekcji poświęconych mitologii (zawsze tragam ze sobą tony publikacji, a to dlatego, że zainteresowanie malujące się na twarzach dzieci jest dla mnie bezcenne, zaś późniejsze pytania gdzie to można kupić? każdorazowo mnie uskrzydlają. Kocham szerzyć znajomość dobrych książek!)



W bliźniaczej formie wydawnictwo pokusiło się o publikację Ja, Cezar, i ekipa z Kapitolu. Ta książka ma z kolei wartość chyba jeszcze większą, bowiem odnoszę wrażenie, że tematyka Starożytnego Rzymu w wersji dla dzieci nie jest jeszcze tak wyeksploatowana jak mitologia. O ile większość osób kojarzy Romulusa, Kleopatrę i Cezara, o tyle takie postaci jak Licynia, Scewola, Talia, Sulpicja, Akryzjusz czy Hersilia mogą mu znane nie być. Przyznam, że sama dokonałam wielu odkryć dzięki tej książce, a jej lektura była dla mnie nie tylko ogromnie przyjemna i satysfakcjonująca, ale również kształcąca. Uwielbiam takie publikacje! Gdybym miała wybierać między wersją grecką a rzymską, skusiłabym się mimo wszystko na tę drugą, a to właśnie za sprawą nie tak wielkiej znajomości tematu. Oczywiście w prezentacji nie ma tu mowy o śmiertelności, są za to informacje o tym z czego postaci są dumne, co sprawia im przykrość, co jest ich ulubionym miejscem. Zamiast prezentacji atrybutów, wyglądu itd., między kolejnymi prezentowanymi bohaterami znajdziemy wstawki m.in. o zwierzętach Rzymian, rzymskich bogach, uroczystych posiłkach, starorzymskich zabawach, szkołach, wyścigach i innych ciekawych elementach życia.  Szalenie pouczająca książka, napisana tak zgrabnie, że prawdziwą przyjemnością jest po nią sięgać.

Kapitalna (sic!) propozycja!


sobota, 6 lipca 2019

Przygody węglem pisane - Patrycja Ryndak



Kochani, dziś chciałabym Wam zaprezentować lekturę szczególną. Jest ona dla mnie wyjątkowa z dwu powodów - po pierwsze jej autorką jest moja koleżanka z lat szkolnych, a po drugie jej akcja toczy się niemalże na moim podwórku - w mojej dzielnicy, na sąsiadującej z moim rodzinnym domem ulicy. Czy mogłam się jej oprzeć? Chyba sami rozumiecie, że nie:)

Opowiastka dedykowana jest dzieciom i ma niespełna sto stron, na których udało się Patrycji Ryndak w sposób nieprzegadany zmieścić historię śląskiego chłopca, który lubił wpadać w tarapaty. Gizda słowem.  

Przed Wami ośmioletni Mikołaj, dziecko, które wraz ze swoją rodziną mieszka w jednej ze śląskich kamienic na Górnym Śląsku - w tak zwanym familoku. Bohater jest rozgadany, roześmiany i jak większość jego rówieśników - szalenie ciekawy świata. Na jego osiedlu jest bardzo dużo możliwości zaspokajania jego wrodzonego zainteresowania. Dzieje się sporo - tak wśród rodziny, jak wśród sąsiadów i znajomych. Wszędobylski Mikołaj przy okazji swoich przygód pomoże Wam poznać śląską kulturę, kuchnię, tradycję, a nawet stereotypy oraz co nieco historii. Jego perypetie stanowią pretekst do snucia opowieści o Śląsku i panujących tu zwyczajach. Poza wartością rozrywkową ma zatem ta opowiastka również spore walory poznawcze. 

Cudownie czyta się książkę, w której pojawiają się znane mi miejsca - mój kościół, moje podwórko, moja szkoła - lektura nabiera wówczas tak wielkiej wartości, że nie sposób ocenić jej obiektywnie - serce wyrywa się, by widzieć ją jako swoisty pamiętnik, podróż sentymentalną, zapis miejsc i emocji, które towarzyszą mi każdego dnia,  a które dzięki lekturze mogły na nowo wybrzmieć.

Polecam tę lekturę Wam i Waszym pociechom - liźniecie trochę śląskiego (w przypisach wszystko jest zgrabnie przetłumaczone), przeniesiecie się na tutejsze typowe osiedle, prześledzicie miejsca, które naprawdę istnieją i chętnie Was ugoszczą jeśli tylko zdecydujecie się na podróż do Rudy Śląskiej.

Zapraszam Was do tego śląskiego mikroświata, do mojej Małej Ojczyzny.

A Tobie, Patrycjo, bardzo dziękuję za tę książkę. 

piątek, 5 lipca 2019

Ćwiczenia z tulenia na pierwsze 52 tygodnie z dzieckiem - Izabela Frankowska-Olech, Izabela Standera



Halo! Czy są tu jacyś przyszli rodzice albo znajomi przyszłych mamuś i tatusiów? Jeśli tak, mam dla Was nietuzinkowy pomysł na prezent. Swą niezwykłość zawdzięcza on formie w jakiej został pomyślany. Ćwiczenia z tulenia na pierwsze 52 tygodnie z dzieckiem to na pierwszy rzut oka kalendarz biurkowy. Stojący, na sprężynce, obejmujący wszystkie tygodnie roku. Tak naprawdę jednak to coś więcej, niż jedynie forma odliczania mijającego czasu. 

To podpowiedź i inspiracja do tego, jak należy bawić się z dzieckiem przez pierwszy rok jego życia, by zacieśnić z nim więź i lepiej go poznać, a także wspomóc jego rozwój ruchowy, a samemu poczuć czym jest rodzicielstwo bliskości.

Autorki mogą być Wam znane ze stron mamodlaciebie.pl czy maminiec.eu, są one również założycielkami takich miejsc w sieci jak mlekoteka.pl i myohana.pl. Na co dzień doradzają one rodzicom w gabinetach fizjoterapii, w domach oraz na warsztatach. Są one certyfikowanymi doulami, a swe najlepsze metody zebrały dla Was w formie tego niezwykłego poradnika, który tydzień po tygodniu poprowadzi Was przez świat Waszego rosnącego malucha.

Na 52 kartach znajdziecie wskazówki i wiele pomysłów do wykorzystania w byciu z dzieckiem - zabawy, ćwiczenia, a także wiele innych aktywności, wcale niewymagających specjalistycznego sprzętu, lecz opierających się na tym, co macie przy sobie - przede wszystkim ciele, ale także chustach, ręcznikach, poduszkach, prześcieradłach.

Autorki pokazują co, jak i kiedy należy do malucha mówić, jak go bujać, jak z nim ćwiczyć, jak robić mu tory przeszkód - większość zawartych tu porad jest znana wszystkim mamom od wieków, przekazywane są z pokolenia na pokolenie, część zaś instynktowie wykorzystywana jest przez mamy w zabawach ze swoim dzieckiem. Tutaj jednak są one uporządkowane, dostosowane do wieku dziecka i jego postrzegania świata, co jeszcze bardziej pozwoli zacieśnić więź z maluszkiem.

Myślę, że to bardzo ciekawa propozycja prezentu - nie zajmuje wiele miejsca, świetnie wkomponuje się w dziecięcy pokoik, a przy tym będzie stałą inspiracją dla rodziców. Polecam.


czwartek, 4 lipca 2019

Kolejna osoba, którą spotkamy w niebie - Mitch Albom




Przed Wami książka, która wciągnęła mnie tak, że o mały włos przegapiłabym swoją stację. Gdyby nie poszturchiwania przechodzących do wyjścia osób, siedziałabym w pociągu dalej, oddając się lekturze, która za nic nie chciała mnie wypuścić ze swojego świata. Całkowicie mną zawładnęła, co nie zdarza się wcale tak często i co jest niezwykle trudne do osiągnięcia w takie dni, gdy wiele myśli mnie rozprasza. Mitch Albom zrobił to po raz kolejny, udowadniając, że siła jego książek wcale nie tkwi w ich długości, lecz w jakimś trudnym do uchwycenia czarze narracji. Coś - nie do końca wiadomo co - każe nam czytać i całkowicie odrywa nas od rzeczywistości. Jakbyśmy znaleźli się w innym wymiarze, jakby pewne światy zaczęły się przenikać.

Jest to o tyle wymowne, że sama książka również opowiada o przenikaniu się dwu światów - ziemskiego i niebiańskiego. Pięć osób, które spotykamy w niebie autorstwa Alboma, książkę będącą inspiracją do napisania tej, czytałam kilkakrotnie, po raz pierwszy odkrywając ją w czasach gimnazjum. Szczerze mówiąc, sądziłam, że Kolejna osoba, którą spotkamy w niebie, będzie zwykłym odcinaniem kuponów od popularności, ale bardzo pozytywnie się rozczarowałam. 

Oto historia młodej kobiety, Annie, której jak dotąd los nie oszczędzał. We wczesnym dzieciństwie jej mama rozstała się z agresywnym tatą, za co dziewczynka przez lata obwiniała siebie, widząc przyczynę jego odejścia w swojej niesubordynacji. Niewiele później dziewczynka stała się uczestniczką wydarzenia, które na zawsze zmieniło nie tylko jej życie, ale także świat innych ludzi. Swoje kolejne urodziny spędzała ona z mamą i jej nowym partnerem w Rubylandzie. Dziewczynka dostała kupony do wykorzystania w parku rozrywki, a w pakiecie także pełną wolność - jej mama była bowiem zbyt zajęta mężczyzną, by martwić się o dziecko. W pewnym momencie, na skutek bardzo nieszczęśliwego zbiegu okoliczności, bohaterka znalazła się pod zapadającą się gondolą. Gdyby nie mężczyzna z obsługi, Eddie, który wypchnął ją spod spadającego metalu, dziewczynka zginęłaby na miejscu. Pracownik poświęcił dla niej swoje życie, jednak Annie na skutek wyparcia w ogóle tego nie pamiętała. Jedyne, co wiedziała, to fakt, że w wypadku niemalże straciła dłoń, która tylko dzięki przytomności obecnych tam ludzi mogła zostać jej przyszyta. To wydarzenie naznaczyło ją i jej rodzinę na zawsze. Historię Eddiego poznaliśmy w poprzedniej książce, teraz czas na opowieść dziewczynki, która zapoczątkowała jego podróż po niebie. 

Po latach, gdy Annie właśnie wychodziła za mąż, jej przeszłość odezwała się, a widmo unikniętej w dzieciństwie śmierci ponownie ją otoczyło. Wskutek nieszczęśliwego wypadku, w noc poślubną, Annie ginie i tym razem Eddie będzie jedną z pięciu istot, które spotka w niebie, i które nauczą ją, że w życiu nic nie dzieje się bez przyczyny, a każda spotkana w nim osoba i każda decyzja, może zupełnie odmienić nasze życie, kierując je na inne tory.


Piękna, wzruszająca opowieść, afirmująca życie i pozwalająca je docenić, a przy tym ukazująca, że każdy koniec jest początkiem, a wszystko co nas spotyka ma głęboki sens - nierzadko widoczny dopiero z dalekiej perspektywy. Niezwykle mądra, przejmująca historia młodej kobiety, od której nie sposób się oderwać. Prawie przeoczyłam stację, nie mogłam zasnąć, nim jej nie skończyłam, a po odłożeniu nie mogłam zasnąć, bo setki myśli zaprzątały mi głowę - co by było, gdybym kiedyś dokonała takiego wyboru, a nie innego? Co gdybym poszła w lewo, a nie w prawo? Co, gdybym wyszła z domu 10 minut później? To właśnie te pozornie błahe decyzje mogą całkowicie odmienić nasze życie.

Doceniajcie to, co macie - zdrowie, rodzinę, każdy dzień życia. Nie wiadomo kiedy niebo się o Was upomni.

Gorąco polecam Waszej lekturze i refleksji.




Inne książki Autora na blogu:


środa, 3 lipca 2019

Audubon. Na skrzydłach świata - Fabien Grolleau, Jeremie Royer



Odkąd Wydawnictwo Marginesy zaczęło wydawać komiksy, odnoszę wrażenie, że powoli, acz nieubłaganie staję ich coraz większą fanką. Czy to za sprawą doboru tematów, czy też wydań, które jak zawsze robią doskonałe wrażenie? Nie wiem. Widzę jednak, że mimo początkowej nieufności, coraz bardziej im ulegam. 

John James Audubon, a właściwie Jean-Jacques Audubon, urodził się na Haiti jako nieślubny syn kapitana statku morskiego i wychowywany był we Francji przez macochę. Na pewnym etapie swojego życia osiadł w Stanach Zjednoczonych, gdzie prowadził rodzinny interes. Sprawy zarobkowe nie szły mu jednak najlepiej, bowiem nad pracę związaną z firmą, Audubon cenił obserwacje ornitologiczne. Długie godziny poświęcał na obserwację, a następnie malowanie ptaków. Jego prace były pełne ekspresji, oddawały bowiem zachowanie ptaków w ich naturalnym środowisku, co znacząco odbiegało od cenionych wówczas prac innego badacza i ornitologa.


Audubon poświęcił swoje życie i rodzinę, by wraz z towarzyszem wyruszyć w dół rzeki Missisipi i w pełni oddać się studiowaniem ptactwa. Po wielu latach jego prace doceniono na starym kontynencie, a on sam po uzbieraniu odpowiedniej ilości funduszy wydał je w Londynie, zyskując w końcu posłuch i poparcie.

Komiks, który mam przed sobą, to zapis całego jego życia i historia ogromnej pasji, w imię której Audubon był w stanie poświęcić rozłąkę z rodziną i szacunek wspołpracowników, mających go za wariata. 

Wciągająca historia życia oraz świetna kreska sprawiły, że nie wiedząc kiedy, znalazłam się na ostatniej stronie tej opowieści, żałując, że nie snuje się ona dalej. Wspaniała.

Jest coś niesamowitego w komiksach biograficznych (oczywiście nieco podrasowanych fikcją i przefiltrowanych przez wyobraźnię autora), co sprawia, że opisywana osoba staje się nam wyjątkowo bliska. Jej wątpliwości, trudności, rozterki, ale także ogromna miłość do tego co robi wybrzmiewają wyjątkowo głośno, pozostawiając czytelnika ze swoistym niedosytem, który ten musi koniecznie czymś wypełnić. Nie zdziwi chyba nikogo, gdy po lekturze komiksu natychmiast przeczesałam Internet w poszukiwaniu informacji na temat Audubona, na przeglądaniu jego niezwykłej twórczości i pogłębianiu jego historii. Wielką moc ma książka, która prowadzi do takich działań. 

Polecam, nawet jeśli Audubona nie znacie (ja też nie znałam), nawet jeśli czujcie, że komiksy to chyba nie to (również tak czułam). Nie pożałujecie. Jego walory poznawcze i estetyczne są ogromne.


wtorek, 2 lipca 2019

Gdzie jest Elmer? Wyszukiwanka



Gdzie jest Elmer? Wyszukiwanka to kolejna już, ale jakże cudna książka z rodzaju znajdź i wskażObchodzący swe urodziny słoń, Elmer, skrył się między bogactwem elementów ulokowanych na kolejnych stronicach. Jednak nie tylko jego będziemy musieli odnaleźć! Wraz z nim pochowały się prezenty, szalik, jajka, śpiewające ptaki, żabki i inne. Publikacja jest tak naszpikowana szczegółami, że tylko najbystrzejsze oko będzie w stanie dostrzec wszystko. A ile przy tym będzie zabawy!

Poszukiwania mogą być przeprowadzane na czas, mogą stanowić element rywalizacji, a ta zaś uczyni książkę dodatkowo atrakcyjną. Pomysłów na jej zastosowanie jest wiele. Nie ulega wątpliwości jednak, że jej głównym celem jest kształcenie u dzieci koncentracji oraz spostrzegawczości. Odbiorca trenuje także liczenie odnalezionych detali, a taki matematyczny trening przy okazji świetnej zabawy będzie naprawdę bezbolesny. Czy na pewno tylko u dzieci? Próg dzieciństwa przekroczyłam już dawno, a w książkę wsiąknęłam jak rzadko. Z wiekiem wzrok już nie ten, refleks trochę słabszy i to Elmer właśnie wziął moje zasiedziałe komórki w obroty i tak mnie wytrenował, że nie uwierzycie.

Odnoszę wrażenie, że to kapitalny trening dla każdego, kto nie boi dać się złapać z książką dla dzieci w ręku;) Uwierzcie mi, że znalezienie niebieskiego ptaszka z niebieskim dziobem pośród dziesiątek innych niebieskich ptaszków wcale nie należy do najłatwiejszych, nie mówiąc już o wydobyciu z morza szczegółów maleńkich żabek czy gumowej kaczuszki.

Na szczęście skala trudności jest dość spora - w książce znajdziecie wyszukiwanki zarówno bardzo proste i oczywiste, rzekłabym - treningowe, na rozgrzewkę - jak i szalenie wymagające. 

To jak, kto ma odwagę stanąć do walki na spostrzegawczość ze swoim dzieckiem?:)


poniedziałek, 1 lipca 2019

Mysie bajeczki - Arnold Label



Jeśli jesteście na bieżąco z literaturą dziecięcą, Arnold Lobel powinien być Wam znany z serii o Żabku i Ropuchu - cyklu, który przyniósł mu ogromną popularność, a który od lat bawi i uczy kolejne pokolenia dzieci.

Tym razem autor głos oddaje myszkom - zwierzątkom, które jak każde małe dziecko, przed snem potrzebują lektury. Tata Mysz ma siedmioro dzieci i przed pójściem spać decyduje się na opowiedzenie jednej historii każdemu z nich - po kolei snuje narrację o studni życzeń, obłokach, Bardzo Wysokiej i Bardzo Niskiej Myszy, myszy i wietrze, wyprawie, Starym Panie Myszy i wreszcie o kąpieli. Według umowy, po opowiedzeniu wszystkich, dzieci mają już smacznie spać.

Ogromną zaletą bajek jest ich długość - są to króciutkie opowiastki, w sam raz do odczytania na chwilę przed snem, a na dodatek płynąca z nich nauka nie ma charakteru nachalnie moralizatorskiego. Wnioski są ukryte pod płaszczem lekkich, niezobowiązujących historyjek, co Lobel opanował chyba do perfekcji, wiedząc, że młodego czytelnika łatwo znudzić, ale też odstraszyć przesadnym wytyczaniem granic i prezentowaniem zasad. Lepiej i bezpieczniej jest opowiedzieć historię, która sama doprowadzi odbiorcę do wyciągnięcia odpowiednich wniosków niż podawania mu ich na tacy. 

Jest to książka, która sprawdzi się zarówno jako propozycja do wspólnej lektury z młodszym dzieckiem, jak i jako jedna z pierwszych historii przeznaczonym do samodzielnego czytania przez odbiorcę stawiającego pierwsze kroki w tej dziedzinie (ze względu na odpowiedniej wielkości czcionkę, odstępy między wersami oraz przejrzystość języka).  Spodoba się dzieciom w każdym wieku (już nie mówiąc o dorosłych), a to wszystko za sprawą ich lekkości, prostoty, swoistej beztroski płynącej z każdej strony, ale również dzięki ilustracjom oddającym styl całości. To zabawne, ciepłe historie, w których dziecko z łatwością się odnajdzie, i do których na pewno będzie chciało wracać jeszcze niejednokrotnie.

Serdecznie polecam.