poniedziałek, 15 października 2018

Szkolnik superdziewczyny


Rok szkolny rozkręcił się już na dobre i pewnie część z Was zauważyła już, że organizacja nie należy do najłatwiejszych elementów codzienności. Zawsze na coś zabraknie czasu - a to na naukę, a to na zabawę, a to na spełnianie marzeń, a to na zwyczajnie nicnierobienie czy spokojne pogaduchy z koleżanką.

W tej sytuacji pomocny okazać może się planer, który pozwoli Wam zorganizować się na tyle, by w Waszym nastoletnim życiu nie zabrakło czasu na nic. Oto przed Wami Emi i  Tajny Klub Superdziewczyn. Szkolnik Superdziewczyny. 

Książka ta, to swoista hybryda pamiętnika i planera, dedykowana jedynie wyjątkowym dziewczynom - a więc Tobie.

Dzięki niej z powodzeniem zaplanujesz naukę, odpoczynek, odrabianie zadań domowych, a także organizację ważnych wydarzeń - urodzin, dziewczyńskich wieczorów i wszystkiego, co tylko przyjdzie Ci do głowy. Możesz zabrać go ze sobą wszędzie, by w każdej chwili móc coś dodać albo usunąć ze swojej listy rzeczy do zrobienia.

Poza typowym kalendarzem, znajdziesz tu sylwetki znanych Superdziewczyn (np. J.K. Rowling) oraz przepis na siedem kroków do superorganizacji. Będziesz mogła wpisać do niego najważniejsze informacje na swój temat, rozpisać swoje ulubione zajęcia i przedmioty, stworzyć listę najistotniejszych wydarzeń roku, wpisać plan lekcji, utworzyć spis wszystkich zadań domowych według kryterium ważności, wykreować listę prezentów świątecznych, planów sylwestrowych, noworocznych postanowień, planów wakacyjnych  i wiele, wiele innych.

Bardzo ważne jest również to, że całość jest wydana bardzo estetycznie i z pewnością Ci się spodoba - a to przecież istotne, prawda? 

Jeśli wciąż masz trudności z organizacją, koniecznie dołącz do Tajnego Klubu Superdziewczyn i wraz z Emi zaplanuj ten wyjątkowy rok. Będzie się działo! A Ty będziesz miała wszystko pod kontrolą i o niczym nie zapomnisz. 

niedziela, 14 października 2018

Mały atlas motyli Ewy i Pawła Pawlaków



Kojarzycie przepięknie wydany Mały atlas ptaków Ewy i Pawła Pawlaków? Dziś przedstawiam Wam nowość spod pióra tegoż duetu - Mały atlas motyli Ewy i Pawła Pawlaków.  

Pomysł na książkę jest świetny - oto para ilustratorów, postanawiając opowiedzieć o ponad dwudziestu gatunkach polskich motyli, które z łatwością spotkamy w każdym ogrodzie, stawia na zaprezentowanie ich w niezwykłej formie. Kolejne strony nie będą bowiem zwykłymi grafikami, lecz efektami wykorzystania różnych technik plastycznych. Podczas gdy z jednej spojrzy na nas motyl będący wynikiem kolażu bazującego na wielorakich tkaninach; w tym samym czasie z drugiej 'wyfrunie' kraśnik sześcioplamek narysowany dziecięcą ręką. 

W publikacji tej fotografie, akwarele, dziecięce rysunki, kolaże z tkanin przeplatają się z modelami stworzonymi z patyków i listków, ubogaconych materiałowymi elementami. Całość robi kapitalne wrażenie, przykuwając uwagę odbiorcy swoją nietuzinkowością.

Nie ma drugiej takiej książki, która dzięki wykorzystaniu tak wielu technik plastycznych zdołała stworzyć spójną, a co najważniejsze - przyciągającą czytelnika całość. Mimo że obraz jest tu warstwą dominującą, staje się on zachętą do poznawania kolejnych gatunków - nie tylko ich wyglądu, ale także specyficznych zachowań, upodobań, sposobów odżywiania.

Dzięki kartonowym stronom, książka idealnie będzie leżała w rękach maluszka, który nie zniszczy jej tak łatwo, nawet przy wielokrotnym kartkowaniu. Kartkować zaś będzie na pewno!

Ewie i Pawłowi Pawlakom po raz kolejny udało się stworzyć cudowną publikację, która zachwyci pewnie niejednego dorosłego. Sama jestem pod ogromnym wrażeniem wydania. Cudowna, nieszablonowa, a przy tym niezwykle pouczająca książka, którą polecam każdemu z Was - nieważne, ile macie lat.




sobota, 13 października 2018

Krótka historia sztuki - Susie Hodge



Historia sztuki to ocean niemalże bez zna. Co rusz, pojawiają się nowe dzieła, nad którym warto by się pochylić. Ich interpretacja jednak nie będzie możliwa, jeśli nie sięgniemy głębiej - do podstawowych kierunków, nurtów, dzieł, tematów, technik i ich przedstawicieli. 

Dzięki kieszonkowemu przewodnikowi o niezwykle wdzięcznej nazwie Krótka historia sztuki, mamy możliwość w sposób nad wyraz sprawny "przespacerować się" szlakiem sztuki, odkrywając jej różnorodność, piękno, a także wielorakość pełnionych przez nią funkcji. 

Celem ułatwienia odbiorcy poruszania się po książce, Susie Hodge podzieliła ją na cztery części. Pierwsza z nich obejmuje zagadnienia poświęcone kierunkom sztuki, druga skupia się na dziełach, trzecia koncentruje się wokół tematów, zaś czwarta opowiada o technikach. 

Główną oś stanowi część poświęcona dziełom sztuki - to ona jest najobfitsza i zawiera opis pięćdziesięciu najważniejszych prac znanych artystów.

Strony zaprojektowane są bardzo czytelnie - u góry każdej z nich odbiorca znajdzie kluczowe daty, pod nagłówkiem zaś spis najwybitniejszych artystów (lub dokładne informacje o prezentowanym dziele). Pod reprodukcjami dzieł sztuki wymienione zostały pozostałe dokonania twórcy, obok zdjęć zaś najważniejsze informacje o danym tekście kultury. 

Każda strona posiada odnośniki do kierunków, tematów i technik, dzięki czemu czytelnik z łatwością na bieżąco może uzupełniać wiedzę.

Całość została wydana bardzo estetycznie, jakość reprodukcji jest zadowalająca, zaś lekkość i poręczny format książki pozwoli na noszenie jej ze sobą wszędzie tam, gdzie będziemy odczuwali taką potrzebę, bez konieczności dźwigania ciężkiej książki, jak to często bywa przy publikacjach poświęconych tejże tematyce.

Polecam wszystkim, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę ze sztuką i poszukują kompendium, które w sposób zwięzły, acz przemyślany i solidnie wykonany prezentują najważniejsze i podstawowe fakty.

Krótka historia sztuk to doskonały materiał dla początkujących.




Nie możesz być na Śląskich Targach Książki? Kup tanio online.


Nie możesz być na Śląskich Targach Książki? Kup tanio online. 

Księgarnia Tania Książka po raz kolejny bombarduje publikacjami za 10, 15 i 20 złotych.

Jest w czym wybierać. Sama  wypatrzyłam tam Hobbita  w okazyjnej cenie (czy to możliwe, że ktoś go jeszcze nie ma?!) i parę tytułów, o których swego czasu pisałam na blogu, m.in. Dyskretne szaleństwo czy Żałując macierzyństwa.

Jest też Szczygielski, Mankell, Roth, Miłoszewski, Cussler, Feeney, dopatrzyłam się również klasyki, a więc wszystko w myśl zasady - dla każdego coś miłego. 

Promocja trwa do 16 października, zatem nie zastanawiajcie się długo, tylko zapewniajcie koszyczki lekturami na jesienne dni i wieczory;) 




Drzewa - Piotr Socha, Wojciech Grajkowski





Moi stali Czytelnicy dobrze już wiedzą, iż powiedzieć, że kocham publikacje Wydawnictwa Dwie Siostry, to nic nie powiedzieć. Zachwycam się właściwie każdą ich kolejną książką, a gdy widzę pracę, jakiej dokonał cały sztab ludzi, by prezentowały się one tak, jak się prezentują, ogarnia mnie przeogromny podziw. 

To jednak, co zrobił Piotr Socha, najpierw w Pszczołach, a teraz w kooperacji z Wojciechem Grajkowskim w Drzewach, przeszło moje najśmielsze oczekiwania. 

Publikacja, która w zamierzeniu ma przybliżać świat drzew najmłodszym odbiorcom, robi to bez względu na wiek tego, który książkę weźmie do ręki. Testowałam na pięciolatkach, jedenastolatkach, dwudziestoparolatkach i pięćdziesięciolatkach - wiek nie grał żadnej roli, efektem lektury zawsze były słowa zachwytu i uznania, wyrażone rzecz jasna adekwatnie do dojrzałości i zasobu słownictwa;). 

Książka ta poświęcona została w całości największym organizmom żyjącym na Ziemi. Snuje ona ich złożone historie, tradycje z nimi związane, opowiadając jednocześnie o ich niezwykłej mocy. Od tysięcy lat drzewa towarzyszą człowiekowi, dając mu schronienie, pożywienie i ciepło. Niewzruszenie stoją na straży świata, będąc niemymi świadkami wielu historycznych wydarzeń, co nierzadko wykorzystywane było między innymi na kartach literatury (które - nomen omen - również mamy właśnie dzięki nim). Dzięki Sosze mamy szansę na nowo odkryć ich złożony świat, przyjrzeć się ich bogactwu, rozmaitości i wielorakości; zachwycić się wyglądem korzeni, różnorodnością owoców, spojrzeć z "bliska" na endemity; poznać tych, którzy żywią się drzewami lub skrywają się w ich cieniu lub wnętrzu, nierzadko doskonale się kamuflując. Jeśli zaś wydaje Wam się, że Statua Wolności jest wysoka, to chyba nigdy nie słyszeliście o hyperionie.

Poza samą historią drzew, książka oferuje nam także przegląd budowli, instrumentów oraz wehikułów z drewna, wejrzenie w świat drwali i ich pracy, a także krótki pokaz drewnianych masek. Bardzo dużą rolę w publikacji tej odgrywa historia, szczególnie jedna z jej dziedzin - genealogia. Autor prowadzi również czytelnika szlakiem symboliki drzew - w religiach, legendach, literaturze (ukłony m.in. w stronę J.R.R. Tolkiena i jego entów). Wszystko to zrobione z przeogromną klasą i dbałością o najdrobniejsze szczegóły - tak merytorycznie, jak graficznie.
 
Jestem zachwycona, oszołomiona i całkowicie zaczarowana światem drzew, którego gościem choć na chwilę mogłam się stać, dzięki niewyobrażalnej pracy Autorów. Bardzo Wam dziękuję (i proszę o więcej, bo to jest po prostu doskonałe!). Mi-strzo-stwo! 




czwartek, 4 października 2018

Wszystko, czego pragnęliśmy - Emily Giffin




Emily Giffin większości kojarzyć się może z książkami dla kobiet i o kobietach - ich emocjach, przeżyciach, doświadczeniach, relacjach w jakie wchodzą.

Tym razem jednak autorka poszła o krok dalej. Bohaterki (i bohaterowie) powieści Wszystko, czego pragnęliśmy to postaci zmagające się z niezwykłe złożonym problemem.

Oto Nina prowadzi wygodne życie u boku bogatego męża, który już dawno przestał jej imponować swoją stanowczością i próbą załatwienia wszystkiego za pieniądze. Ich relacje są poprawne, kobiecie zaś odpowiada wystawne życie, coraz częściej jednak zaczyna dostrzegać jego mankamenty. 

Jej syn, Finch, chodzi do elitarnej szkoły (w której dominują dzieci bogatych rodziców, myślące, że są królami świata) i właśnie dostał się do Princeton, dając jednocześnie kolejny powód do rodzicielskich przechwałek w towarzystwie. Szczególnie Kirk, jego ojciec, ma upodobanie w przechwałkach.

Do tej samej szkoły uczęszcza Lyla - dziewczyna, która na miejsce w niej zasłużyła ciężką pracą, a nie znajomościami i majątkiem. Naukę może zacząć dzięki stypendium. Wychowywana jest ona przez ojca, który choć pracuje od rana do nocy, stara się zapewnić jej dobre wychowanie i odpowiednie warunki. Dziewczyna za wszelką cenę próbuje dopasować się do środowiska, które niełatwo akceptuje nowych. Szczególnie, że Lyla wyróżnia się latynoską urodą odziedziczoną po mamie.

Jej usilnie próby zdobycia akceptacji kończą się wraz ze skandalem obyczajowym, którego staje się bohaterką. Oto po jednej z imprez rozprzestrzenione zostaje jej zdjęcie w niedwuznacznej pozycji, okraszone rasistowskim komentarzem. Za jego autora uznany zostaje Finch.

W ten sposób dwa różne światy - świat Niny, w którym wszystko można załatwić za odpowiednią opłatą i świat Toma, w którym na wszystko trzeba sobie zapracować ciężką pracą - zderzają się, całkowicie zmieniając przyszłość ich dzieci.

Zaczyna się nierówna walka pełna kłamstw, fałszywych zagrywek, oszustw i prób udowodnienia sobie samemu, o co toczy się ten bój - o dobro dzieci, czy o zwycięstwo kosztem wszystkiego.


Giffin udało się nakreślić powieść szalenie aktualną. Temat nadużyć wobec kobiet wciąż jest na tapecie, zaś problematyka wychowania współczesnej młodzieży, coraz częściej przyzwyczajonej do tego, że wszystko jej się należy i jest pępkiem świata, a jej wybryki to tylko młodzieńcze szaleństwa - choćby były najbardziej okrutne - jest nie mniej ważna. Autorka prowokuje, zmusza do refleksji, a nawet opowiedzenia się po jednej ze stron - choć w pewnym momencie żadna z nich nie wydaje się już tak przejrzysta, jak miało to miejsce na początku. 

Co ciekawe, choć akcja osnuta została wokół zdjęcia, w którego powstanie zaangażowani byli Lyla i Finch, to nie oni są tutaj głosem wiodącym. Ich przeżycia zostały niejako zepchnięte na dalszy plan. Prawdziwa walka toczy się bowiem między rodzicami. I jest to walka bardzo często rozumiana metaforycznie. 

Ksiązki Giffin zazwyczaj kojarzone są z lekkimi obyczajówkami, tym razem jednak autorka stworzyła rodzaj powieści społecznej - omawia bowiem współczesne bolączki, skupiając się szczególnie na pozornej bezkarności twórców internetowych wykroczeń oraz możliwościach jakie dają odpowiednie zasoby pieniężne. Twórczyni zastanawia się, czy rolą rodzica jest stawać zawsze po stronie dziecka, czy też opowiedzieć się za sprawiedliwością, nawet gdyby miała ona zaszkodzić komuś nam bliskiemu. Dylematy moralne przed jakim stają bohaterowie są ogromne, ich ceną zaś jest więcej niż jedno życie. Rozpad może tu dosięgnąć relacji małżeńskich, rodzicielskich, ale także towarzyskich.

Bardzo dobrze napisana, bez cienia przegadania


Polecam.

poniedziałek, 1 października 2018

Powoli. Jak żyć we własnym rytmie - Brooke McAlary


Żyj powoli. Łatwo powiedzieć, trudniej wykonać.

Świat niczego nam nie ułatwia - zewsząd atakują nas reklamy rzeczy, które musimy mieć; miejsc, które musimy odwiedzić i aktywności, które powinniśmy wykonać, by być na czasie. Oczywiście, żeby było nas na to stać, musimy więcej i efektywniej pracować. Szybciej, więcej, jeszcze szybciej, jeszcze więcej. I tak w kółko. Aż do zadyszki. 

Niektórzy z tej niewoli efektywności, bycia wszędzie, gdzie warto być oraz posiadania wszystkiego, co wypada mieć próbują się uwolnić - z większym lub mniejszym skutkiem. Inni nawet nie zauważają, że zostali wciągnięci w pułapkę lub wypierają ten fakt, spychając go na margines świadomości. 

Plakaty przypominające, że musimy zwolnić; specjalny kalendarz, z którego wyrzucamy obowiązki, a w zamian znajdujemy czas dla siebie - możliwości zaplanowania życia tak, by było w nim miejsce na życie jest wiele. 

Brooke McAlary, w kolejnej po Prostocie. Sile codziennych rytuałów książce pokazuje nam i przypomina, jak cieszyć się życiem. Robi to po to, by świat przestała wypełniać masa zlanych w jedno sfrustrowanych, przepracowanych, zmęczonych osób, a w ich miejsce pojawiły się twarze uśmiechniętych, zrelaksowanych i spełnionych ludzi, którzy znaleźli równowagę w tych szalonych czasach. 

Autorka namawia nas do szczerości - ilu bowiem z nas tak naprawdę cieszy się życiem i tym, co ma?
Mamy dziś ten wielki przywilej i przekleństwo żyć w czasach wielu możliwości i dostępności niemalże wszystkiego. Masz pracę, rodzinę, zdrowie, dobrych ludzi wokół siebie, masz gdzie mieszkać, a mimo to zamiast się uśmiechać, czujesz, że dłużej nie wytrzymasz i że ze szczęściem Ci nie po drodze?

Źle sypiasz, czujesz się zestresowany, ale za to Twój kalendarz pęka w szwach, plany do zrealizowania się piętrzą, a Ty na kolejną propozycję skwapliwie potakująco kiwasz głową, zanim najpierw zastanowić się, czy podołasz i czy nie będziesz robił czegoś, kosztem samego siebie, swojego czasu i czasu dla swoich bliskich? Ta książka jest dla Ciebie. 

McAlary uczy nas jak ograniczyć aktywność w czasach, gdy wydaje się to kompletnie niemożliwe do zrealizowania. Jak się wyciszyć, zyskać chwile dla siebie i uwolnić się od nadmiaru (rzeczy, obowiązków, emocji, stresu, strachu, ...). 

Fantastyczne jest to, że efekty widać niemalże od razu. Na początku  poczujesz się nieswojo, jednak szybko przekonasz się, jak wiele korzyści przynosi nowy sposób życia. Skoncentrowany na Tobie, nie na Twoich obowiązkach. Choć nie będzie to droga łatwa i o upadek na niej nie będzie trudno, warto na nią wejść i już dziś cieszyć się odzyskanym życiem.

Bo Ty jesteś jeden. Twoje obowiązki zawsze będzie mógł przejąć ktoś inny, jednak nikt nie zastąpi Cię u boku Twoich bliskich. Gdy Ciebie zabraknie świat się nie zawali, ale świat Twoich bliskich rozpadnie się w drobny mak, Ty zaś już niczego nie będziesz mógł cofnąć.

Zastanów się, czy gdyby został Ci ostatni dzień życia, chciałbyś go poświęcić na wywiązywanie się z kolejnych obowiązków, czy raczej chciałbyś zrobić coś dla siebie?
  
Odpowiedz sobie i żyj według swojej odpowiedzi.



sobota, 1 września 2018

Mój mąż i ja - Ingrid Seward



To, co serial The Crown zrobił dla monarchii angielskiej, jest niezmierzone. Kapitalna realizacja sprawiła, że Elżbieta II po raz kolejny stanęła w centrum uwielbienia tłumu i stała się obiektem jego niepojętego zainteresowania.

Świetnie wykorzystali tę okazję wydawcy, oferując czytelnikom i fanom serialu dodatkowe uzupełnienie tego, co pokazano na szklanym ekranie. Książka Mój mąż i ja,  pełni dziś rolę dopełnienia historii najdłużej wspólnie żyjącej pary monarszej, której od lat przyglądają się ludzie na całym świecie. 

Ingrid  Seward od lat zajmuje się prowadzeniem pisma "Majesty" poświęconego przede wszystkim rodzinie Windsorów, zna wielu jego członków osobiście, jest zatem doskonałym źródłem wiedzy o tymże. Prowadzi ona czytelnika szlakiem rodzącego się związku "Elżuni" i Filipa, kieruje naszą uwagę na ich pierwsze wspólne lata, dni szczęśliwe, dni trudne, momenty kryzysów, w obliczu których stawała monarchia i wielu innych etapów ich małżeńskiego stażu. 

Książka ta, pomimo że zapowiada skupienie się na związku Elżbiety II i Filipa, wiele mówi także o samych rządach sprawowanych przez królową nad Wielką Brytanią od ponad 60 lat. 
Wspomina związki dzieci królewskiej pary, przypomina w obliczu jakiego kryzysu stanęła monarchia po śmierci Diany, a wszystko to teraz, gdy oczy całego świata skupione są wokół dwu książęcych par: Kate i Williama oraz Megan i Harry'ego. Stabilność małżeństwa Elżbiety II i Filipa winna być im przykładem, a my mamy możliwość zajrzeć za kulisy życia tej pary i dowiedzieć się, w czym tkwi ich sekret.


Biografie zawsze cieszą się ogromną popularnością, te jednak, które dotyczą losów rodzin królewskich, zainteresowanie budzą jeszcze większe - każdy ma bowiem nadzieję, że doczyta w nich coś, o czym w tabloidach nie może być mowy, o informacjach dotąd strzeżonych, nieujawnianych, a teraz wreszcie przekazywanych światu. Elżbietę II cechuje wielka powściągliwość w okazywaniu emocji, do czego była przygotowywana od najmłodszych lat, opowieść zatem o życiu jej i jej męża, stanowi ciekawe wejrzenie do świata jej uczuć i wieloletniego pożycia.  Jest przy tym napisana ze swadą: tak, że czyta się ją z wielkim zainteresowaniem i zachłannością.

Polecam, szczególnie fanom  serialu, dla których książka ta okaże się ciekawym dopełnieniem całości i naświetleniem pewnych wątków z innych perspektyw, niż te ujęte w serialu. Gwarantowany bestseller w kręgu zainteresowanych monarchią brytyjską.

sobota, 25 sierpnia 2018

Ku Klux Klan. Tu mieszka miłość - Katarzyna Surmiak-Domańska




Przedstawiam Wam dziś książkę, będącą jedną z moich większych wyrzutów sumienia. Choć tematyka interesowała mnie szalenie, reportaż musiał przeleżakować na regale długie miesiące, by w końcu znaleźć do mnie drogę. Ku Klux Klan. Tu mieszka miłość.

I dobrze się stało - każda książka ma swój czas, ta ma go teraz. Reportaże zaś, w znakomitej części przypadków, nie ulegają tak łatwemu przedawnieniu jak beletrystyka. Na szczęście.


Katarzyna Surmiak-Domańska porywa czytelnika do świata Ameryki, która w oczach wielu uchodzi za krainę szczęśliwości i spełnienia marzeń. I tak też chce być postrzegana - jako mocarstwo i potęga, siedlisko sukcesu. Amerykańskie filmy, amerykańska muzyka, amerykańscy uczeni, którzy dowiedli... - zdawać by się mogło, że o tym, co amerykańskie, wiemy już wszystko.


Mało kto łączy tę krainę mlekiem i miodem płynącą z niewolnictwem, przestępczością, ruchami rasistowskimi i dysproporcjami ekonomicznymi. Owszem, wiemy o nich, ale to jakby inna Ameryka, inny świat, odseparowany i odległy.

Reporterka zabiera nas w samo centrum jednego ze zjazdów Ku Klux Klanu, w którym miała okazję uczestniczyć, a który stał się okazją nie tylko do pozyskania ogromu informacji i przypomnienia historii tej rasistowskiej organizacji, ale także szansą na pokazanie jej dzisiejszego funkcjonowania. Bo choć wielu może się zdawać, że KKK to przeszłość, ruch co rusz się odradza i zrzesza licznych członków. 

Autorka prezentuje losy trzech Ku Klux Klanów - pierwszego, utworzonego po wojnie secesyjnej w miejscowości Pulaski w Stanach Zjednoczonych ruchu dążącego do utrzymania supremacji białych i ograniczenia wpływów innych grup - tak rasowych, jak etnicznych i wyznaniowych (szczególnie Afroamerykanów, Żydów i katolików), drugiego działającego w latach 1915-1944 i trzeciego, obejmującego swą działalnością lata powojenne (aż do dziś).

Źródło

Jej rozważania obejmują tzw. Pas Biblijny, a więc stany południowe, które nigdy nie pogodziły się z równouprawnieniem czarnych mieszkańców kraju, dla których typowe było rysowanie czarnych mułów o
znaczających Sundown Towns - miasta zachodzącego słońca, w które Afroamerykanie nie powinni się zapuszczać i zrzeszanie się w kręgu, w białych kapturach naciągniętych na twarz wokół płonącego krzyża.
Reporterka w sposób zwięzły, rzeczowy i szalenie wciągający prezentuje historię nie tylko samego KKK, ale także (a momentami miałam wrażenie, że przede wszystkim) rasizmu. Pokazuje jak dziś, niemalże w białych rękawiczkach, w sposób pozornie pokojowy, jego członkowie dbają o czystość rasy i jak bardzo odbiega on od sposobu "wymierzania sprawiedliwości" sprzed lat. Wszystko to opowiedziała Surmiak-Domańska, dbając o zarysowanie bogatego kontekstu kulturowego Stanów i szerokiego tła historycznego. Jej reportaż jest nie tylko świadectwem i relacją z funkcjonowania KKK, ale też świetnie napisaną opowieścią, ukazującą Stany z perspektywy historycznej i pokazującej rysy na nieskazitelnym obliczu tychże.


Ku Klux Klan. Tu mieszka miłość - owszem, mieszka. Pod warunkiem, że jesteś "czysty".

Bardzo dobra rzecz, nakreślona jak najlepsza powieść.




piątek, 24 sierpnia 2018

Ach, jak cudowna jest Panama! - Janosch



Miś i Tygrysek to przyjaciele zamieszkujący chatkę w dolince nad rzeczką. Wiodło im się dobrze - mieli własną łódkę, jeden gotował, drugi łowił ryby. Najważniejsze było to, że mieli siebie. Wydawało się, że niczego im nie brakuje. Do czasu, gdy na ich drodze stanęło Marzenie, objawiające się pod postacią znalezionej przez Misia skrzynki po banach z Panamy.
Przyjaciele wyobrazili sobie, jak cudowne musi to być miejsce i postanowi wyruszyć w podróż w poszukiwaniu kraju ich marzeń.

I o tym właśnie jest ta historia - to dedykowana dzieciom (o)powieść-droga, pokazująca, że wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej, a dom jest tam, gdzie są nasi bliscy. Z nimi bowiem niczego nie musimy się bać.

Ukazuje ona także, że warto wychylić nos poza swój płotek, po to, by zawrzeć nowe przyjaźnie, zobaczyć nieco świata i uświadomić sobie, jak wielkim darem jest mieć dokąd i do kogo wracać.

Janosch stworzył bohaterów niezwykle prostolinijnych, czerpiących radość z codzienności, doceniających swoją obecność i bliskość. Rozumieją się, troszczą się o siebie - ot, najlepsi przyjaciele, którzy choć różni - uzupełniają się wzajemnie. 

Niezwykle ciepła, pozytywna historia, która od pokoleń gromadzi nowych czytelników w wygodnych fotelach.

Czas, by porwała i Was.


czwartek, 23 sierpnia 2018

Cisza i spokój - Natalia Sosin-Krosnowska



Pewnie każdy z nas, mieszczuchów, na pewnym etapie życia zamarzył o życiu w głuszy, w towarzystwie szemrzącego strumyka, beczących owiec i  ćwierkających ptaków. Tam, gdzie powietrze nie jest skażone spalinami, a ciszy nie przecina hałas dochodzący z dróg szybkiego ruchu.

Harmonia i spokój. Wolność od zgiełku.

Czy jednak życie na wsi, to tak naprawdę realizacja tego sielankowego obrazka, którego namiastkę otrzymujemy, korzystając z dobrodziejstw agroturystyki?

Natalia Sosin-Krosnowska przeprowadziła niemalże setkę rozmów z osobami, które z różnych powodów, na różnych etapach życia przeniosły się z gwarnego miasta na wieś. Wykupiły stare, często podupadłe domy wymagające generalnego remontu lub postawiły nowe od podstaw. Za różną cenę - zrezygnowały z dobrze prosperujących firm, dochodowej pracy, szybkiego życia i uczestnictwa w kulturze, po to, by kosztem nieraz ogromnych nakładów finansowych oraz ciężkiej pracy stać się mieszkańcami wsi, gdzie choć pracy nie brakuje od świtu do zmierzchu - energii jakby więcej.

Autorka pokazuje blaski i cienie takich wyprowadzek i zaczynania od nowa. Jej rozmówcy decydowali się na różne formy życia na wsi - jedni stawiali na agroturystykę, inni hodowlę zwierząt i produkcję żywności, jeszcze inni zajęli się uprawą roślin i permakulturą, zaś pozostali postawili na rzemiosło. Decydując się na przeprowadzkę i zmianę życia, byli bombardowani dobrymi radami, które - jak tylko przejrzycie kilka relacji - nieraz diametralnie się od siebie różnią.

Łączy je jedno - świadectwo tego, że życie na wsi to nie sielankowe popijanie herbatki na tarasie i wieczny odpoczynek w towarzystwie śpiewających ptaków.
To ciężka, fizyczna praca, walka z żywiołami, niedogodnościami, nierzadko samotnością, której efektem końcowym jest najczęściej... szczęście. Bohaterowie tej książki pokazują jak puste życie korpopracowników przemienili w obfitość doświadczeń i bliskości - z naturą, z drugim człowiekiem, z Bogiem, z sobą samym. Prezentują plusy i minusy życia na wsi, udowadniając, że cisza jest czymś rzadko spotykanym - na wsi praca wre od samego rana. 

Jeśli gdzieś na dnie Twego serca tli się marzenie o przeprowadzce na wieś, koniecznie przeczytaj. To opowieści o ludziach, którym się udało, bądź nie; którzy zaryzykowali, by spełnić swe pragnienia; a także zbiór porad niezwykle cennych dla kogoś, kto na serio myśli om przenosinach. 

Polecam. 

wtorek, 21 sierpnia 2018

Żyj wabi-sabi - Julie Pointer Adams


Od rana w moim domu unoszą się zapachy wyrastającego ciasta do pizzy, tarty z malinami, świeżo zaparzonej herbaty i bukietu zerwanego na działce. Dlaczego? Bo jestem pod ogromnym wręcz wpływem i wrażeniem mojej ostatniej lektury, książki Żyj wabi-sabi. Nie jestem wielką zwolenniczką poradników, czytałam o hygge, lagom, ikigai i choć elementy każdego z tych stylów życia znajdują odbicie w moim, to właśnie wabi-sabi zdaje się tym, co przekonuje mnie póki co najbardziej. 

Może dlatego, że podobnie jak autorka jestem zwolenniczką drzwi otwartych na oścież dla gości spodziewanych i niespodziewanych? Może dlatego, że lata temu odkryłam ogromną radość płynącą z gościnności, z bycia razem, pieczenia i gotowania dla odwiedzających mnie różnych przysmaków? Może dlatego, że kolory ziemi, morza, natury wpływają na mnie kojąco? Może dlatego, że uwielbiam otaczać się wytworami rąk ludzkich, przedmiotami, które coś mówią o mnie, moich pasjach i życiowych doświadczeniach?  Może dlatego, że uwielbiam wprost przebywać i jeść na świeżym powietrzu? Nie wiem, który z tych punktów jest tu odpowiedzią, zapewne każdy po trochu, pewne natomiast jest, że japońska sztuka odnajdywania piękna w niedoskonałości jest mi bliska.

Japończycy zachwycają się tym, co ulotne, co nosi znamiona użytkowania, ma historię i ślady życia z człowiekiem i towarzyszenia mu.

Autorka, Julie Pointer Adams, w książce Żyj wabi-sabi prezentuje podobny sposób cieszenia się z niedoskonałości i odnajdywania w nim piękna w różnych zakątkach świata. Porywa nas do Japonii, w której wszystko ma swoje źródło, do Danii, której hygge w wielu miejscach jest zbliżone do wabi-sabi, do Włoch, Francji i słonecznej Kalifornii.

Mój egzemplarz roi się od karteczek indeksujących - w pamięci chcę zachować nie tylko proste przepisy, ale również samą ideę gościnności, sposoby na bycie razem i uważność w różnych krajach, chcę zapamiętać kolory i faktury, które oddają filozofię wabi-sabi, w dużej mierze polegającej właśnie na zdolności koncentrowania uwagi, co przecież przychodzi nam coraz trudniej. 

Książka ta po raz kolejny przypomina, że w świecie zgiełku i przepychu szalenie istotna jest prostota, zwolnienie, wygospodarowanie czasu na to, co liczy się najbardziej, a tym samym rezygnacja z tego, co nie ma większego znaczenia dla budowania naszego szczęścia. Jakże często musimy sobie o tym przypominać! Sama łapię się na tym, że zamiast przeżywać, dokumentuję. Zamiast chłonąć zapachy i barwy tu i teraz, szukam dobrych ujęć, odbić rzeczywistości na przyszłość. To oczywiście nie jest złe, jest przecież pasją, jednak życie nie może się do tego ograniczyć, bo wówczas przeżywanie zredukujemy do minimum. 

I o tym właściwie jest ta książka. O intensywnym przeżywaniu życia wraz z innymi, o otwartym sercu, gościnności i uważności i sposobach, by każdy gość czuł się u nas jak u siebie - przytulnie, bezpiecznie, wiedząc, że może zostawić u nas swój sekret i swój ciężki dzień. 

Obserwuj otaczający Cię świat, zachwyć się nim, nie bój się dotyku i bądź serdeczny - tak niewiele wystarczy, by życie stało się piękniejsze.


Szczerze i gorąco polecam. 
 



poniedziałek, 20 sierpnia 2018

Uczciwa oszustka - Tove Jansson





Uczciwa oszustka Tove Jansson nie stanowi nowości, jest jednak kolejnym pięknym wznowieniem znanego już tekstu.

Autorka znana przede wszystkim z cyklu Muminki, to pisarka, której twórczość - bez względu na to czy dedykowana jest dzieciom, czy dorosłym - cechuje pewna niespieszność wyrażana na różne sposoby, odczytywana zarówno na poziomie języka, sposobu prowadzenia narracji, usposobienia postaci, jak i włączeniu przyrody w poczet bohaterów.

Nie inaczej jest w przypadku tejże pozycji. 

Przenosimy się do małej miejscowości znajdującej się nad skutą lodem zatoką, Västerby. Zima nie odpuszcza, śnieg sypie od miesięcy, a surowy klimat daje się we znaki mieszkańcom.

Miasteczko zamieszkuje pewna zamożna ilustratorka książek dla dzieci, specjalizująca się w rysowaniu królików. Stąd też jej willa nazywana jest przez sąsiadów Króliczym Domem. 

Chrapkę na niego ma Katri - była pracownica sklepiku, która mieszka wraz z bratem i owczarkiem niemieckim, do którego tylko ona może się zbliżać. Bohaterka uknuła cały misterny plan, którego celem jest zdobycie zaufania Anny, zamieszkania wraz z nią, a z czasem także zdobycie potrzebnych środków na spełnienie marzenia Matsa, jakim jest posiadanie własnej łodzi. Dotąd bowiem jej brat zajmował się jedynie ich budowaniem, pracując w szkutni braci Liljebergów. 

Samotna kobieta śpiąca na pieniądzach wydaje się łatwym celem. Katri zrobi wszystko, by w jej oczach stać się osobą godną zaufania.


Jansson po raz kolejny utkała powieść do lektury niespiesznej, której bohaterowie tak bardzo odstają od tego, co znamy, że nie sposób określić ich inaczej jak tylko dziwakami, na co niewątpliwy wpływ ma wyobcowanie i osamotnienie wynikające z położenia ich miejscowości. Każdy stara się tutaj grać pod siebie, nie zdradzając jednocześnie zbyt wiele, sporo kwestii załatwiając półsłówkami, by czasem nie powiedzieć zbyt wiele. Bohaterowie są złożeni, ich motywacje - poza Katri - niejednoznaczne i niepewne. 

Nie zrezygnowała również autorka z typowego dla siebie stylu, rozpoznawalnego zawsze i wszędzie, pozbawionego ozdobników, przegadania i przepychu. Sukces Jansson tkwi w prostocie, w umiłowaniu minimalizmu - w formie i treści. 

Polecam tę opowieść o kobietach, z których jedna zbyt ufnie podeszła do drugiej, a druga z łatwością wkupiła się w jej łaski, przyjmując rolę uczciwej oszustki. 




Inne ksiażki Tove Jansson na blogu:

Może Ci się również spodobać:
Szwecja okiem Polki - Muminkowy raj

wtorek, 14 sierpnia 2018

Będzie bolało - Adam Kay



Po ogromnej fali popularności książki Mali bogowie moda na teksty lekarzy / pacjentów / dziennikarzy podejmujących temat pobytów w szpitalu nie maleje. Czytelnicy, a co za tym idzie - pacjenci - są głodni wiedzy na temat tego, jak wygląda prawdziwe życie lekarza, co dzieje się za drzwiami, do których nie mamy dostępu, co tak naprawdę myślą lekarze, kiedy każą nam siedzieć długie godziny na izbie przyjęć.

Oto naga prawda, podana jednak zupełnie inaczej niż u Pawła Reszki. Będzie bolało to podszyte sporą dawką humoru i ciętej ironii zapiski byłego lekarza, który piął się latami po ścieżce lekarskiej kaiery, aż wreszcie dotarł do punktu, w którym powiedział "stop".

Gdybym nie przeczytała ostatniego rozdziału, mogłabym powiedzieć, że książka bawi do łez i powoduje skurcze brzucha wywołane eksplozją śmiechu. Epilog jednak - odmiennie niż całość, utrzymany jest w zupełnie innym tonie, co sprawia, że dramat Kaya wybrzmiewa niesamowicie,a całość pozostaje w naszej głowie na dłużej, niż pozostała by zabawna opowieść o ginekologicznych anegdotkach.

Zanim jednak dotrzecie do tego rozdzierająco smutnego momentu, czeka Was lektura ukazująca życie lekarzy w Wielkiej Brytanii, którzy już w wieku 14 lat muszą zadecydować o ścieżce swojej kariery. Rzuceni najpierw w wir trudnych studiów, a później na głębokie wody stażu i rezydentury, mogliby z łatwością zwariować z przemęczenia, odpowiedzialności spoczywającej na ich barkach i braku zrozumienia nawet wśród bliskich. Ludzie, którzy spędzają kilkadziesiąt godzin na nogach, operując non stop i decydując, który nagły przypadek jest ważniejszy od drugiego; osoby, które nie potrafią wziąć wolnego dnia na własny ślub; których związki rozpadają się, bo nie mają szans trwać. Kay o swoim lekarskim życiu, o ginekologicznych przypadkach z jakimi przyszło mu się mierzyć, o porodach, które nie zawsze przebiegały tak, jakby chciał, o pacjentach, których zachowanie często przyprawiało o dreszcze opowiada z taką swadą i humorem, że czyta się go z nieskrywaną przyjemnością, zastanawiając się nierzadko, co ludzie mają w głowach dokonując pewnych "zabiegów" na własnym ciele. 

Bawiłam się przednio, uśmiałam się szalenie, powtykałam do książki dziesiątki karteczek indeksujących, by co ciekawsze fragmenty podsuwać gościom. I w takim tonie mogłabym lekturę zakończyć, bardzo szybko o niej zapominając. To jednak, co serwuje autor na koniec, co stanowi gwóźdź do trumny jego decyzji o odejściu z zawodu, do tej pory we mnie rezonuje, dyskwalifikując jednocześnie książkę jako literaturę faktu o charakterze humorystycznym. 

To lektura, która jednocześnie bawi, wzrusza, przeraża i zasmuca. 

Bardzo dobra. Polecam! Na pewno nie jest odcinaniem kuponów od popularności książek w tej tematyce, lecz kandydatką na kolejny bestseller.



Zbliża się początek roku szkolnego? Nie panikuj!



Zbliża się początek roku szkolnego? Nie panikuj!

Łatwo się mówi, prawda? Te wakacje były (są!) moim pierwszym pełnoprawnym urlopem nauczycielskim. Mam jednak to do siebie, że zamiast całkowicie odciąć się od pracy, ciągle kombinuję "co by tu od września....". Wyprawkę na nowy rok szkolny zaczęłam kompletować jeszcze zanim zabił ostatni dzwonek poprzedniego, bo zawsze wiem jaki to wydatek na raz. Wszystkie pomoce naukowe, długopisy, piórniki, organizery, materiały dydaktyczne - mój portfel co roku płacze. Na szczęście, coraz częściej można natknąć się na promocje, które choć trochę odciążą nasz domowy budżet. Chociażby ta od Taniej Książki ( https://www.taniaksiazka.pl/podreczniki-c-313.html?Theme=#artykuly-szkolne ).
Na stronie można znaleźć zarówno podręczniki, lektury, repetytoria w atrakcyjnych cenach, jak i całą gamę artykułów szkolnych od ołówków poczynając, na tornistrach kończąc. Oczywiście podoba mi się jakieś 10 piórników, więc wybrać jeden wcale nie będzie łatwo, za to ceny rekompensują ewentualne trudności decyzyjne:) Podział na kategorie bardzo ułatwia poruszanie się po stronie jedynie w tym obszarze, który nas interesuje, a to pozwala oszczędzać nie tylko czas, ale i pieniądze. Jeśli macie wątpliwości, które podręczniki są refundowane, a które nie - u dołu strony znajdziecie podpowiedź.



A Wy? Kompletujecie już wyprawkę czy zostawiacie to na ostatni moment, by móc cieszyć się wakacjami jak najdłużej? Kupujecie z głową czy jak w amoku?:) Dajecie się uwieść feerii barw i wzorów czy stawiacie na klasykę?








niedziela, 12 sierpnia 2018

Żywego ducha - Jerzy Pilch


Żywego ducha Pilcha to - chciałoby się powiedzieć - wariacja na temat apokalipsy i czasów postapokaliptycznych.

Oto on, dziewięćdziesięcioletni mężczyzna, zostaje na świecie sam. Budzi się na całkowitym pustkowiu, wokół niego żywego ducha, kotów przejmujących władzę nad światem nawet nie uświadczysz. W takiej sytuacji nie sposób uciec od refleksji i pytań bombardujących głowę, poczynając od oczywistych: "Gdzie się wszyscy podziali?" poprzez "Dlaczego tylko ja przeżyłem?", a na "Cóż może robić ostatni człowiek na świecie i właściwie po co ma to czynić?".
Pilch wkłada w głowę swojego bohatera (w wielu aspektach wykazującego czytelny rys autobiograficzny) szereg zagwozdek egzystencjalnych. O sens istnienia w ogóle, o sens istnienia w pojedynkę, o to jak przebiegała zagłada, czemu jej uniknął i dlaczego nawet jej nie zauważył; dlaczego nie pozostawiła ona żadnych śladów? Bohater musi wreszcie pogodzić się z  tym, że został na ziemi całkiem sam - jak sobie z tym poradzi? Czy owa samotność stanie się wyzwoleniem czy brzemieniem, radością czy udręką?

Wyobraźcie sobie świat, w którym każdą rzecz możecie robić bezkarnie, a do Waszej wyłącznej dyspozycji pozostaje wszystko - najdroższe hotele, najlepsze restauracje, produkty z wyższej półki, markowe ubrania, wszystkie dostępne książki, przekąski - wszystko. Czy życie ma jeszcze sens, gdy na wyciągnięcie ręki jest dosłownie każda zachcianka, a radością z jej posiadania nie można dzielić się z innymi, bo innych najzwyczajniej nie ma? Czy człowiek istnieje bez drugiego człowieka?

Wyjątkowo wiele pytań rodzi ta pozornie błaha i pozornie sztampowa historia. Pozornie, bo w sztampie nie byłoby miejsca na nawiązania do Boscha i wielu innych artystów, których możecie na stronicach tej książki rozpoznać, a na których dzieła po jej lekturze spojrzycie zupełnie inaczej.

Pilch w zupełnie nowym wydaniu, jakoby odczuwający już przemijający czas, borykający się z dojmującą samotnością, ba! osamotnieniem nawet i te doświadczenia filtrujący przez swoją artystyczną wrażliwość i przelewający na papier w formie, która nas - stałych czytelników tegoż - zaskakuje. Językowo niepodrabialny, wyróżniający się i do rozpoznania zawsze - mylący może być jedynie temat. Wyjątkowo refleksyjny i inspirujący do przemyśleń nad ludzką kondycją.


Polecam gorąco. 



Inne książki Pilcha na blogu:


sobota, 11 sierpnia 2018

Pani Fletcher - Tom Perrotta



Eve Fletcher przekroczyła już magiczny próg czterdziestki i jak każda amerykańska kobieta na pewnym etapie swojego życia, zawozi właśnie ukochanego syna na studia. Jako że jakiś czas temu rozstała się ze swoim mężem, wyfrunięcie Brandona z rodzinnego gniazda, będzie dla niej nie lada sprawdzianem - zostanie bowiem całkiem sama, za jedyne towarzystwo mając swoich podwładnych, z którymi - jak dotąd - nie chciała się spoufalać. 

W samotności i z nudów ludzie robią różne rzeczy. Eve zaś znajduje się w epicentrum obu tych stanów. Na dodatek, po przypadkowym podsłuchaniu swojego syna odbywającego stosunek i używającego takiego języka, jakiego kobieta nigdy nie chciałaby słyszeć, bohaterka nie może pogodzić się ani z tym, że jej syn nie jest już małym chłopcem, ani z tym, w którą stronę zmierzają jego relacje, o których rozwój na pewno zadba w akademiku. Wychowany na pornografii Brandon daleki jest od czułości i wylewności w stosunku do kobiet. Z tego też powodu niezbyt dobrze idzie mu adaptacja w środowisku studenckim. Życie, którego pragnął, wygląda zgoła inaczej niż w jego wyobrażeniach ukształtowanych na podstawie amerykańskich filmów, pokazujących uniwersytet jako stolicę seksu bez zobowiązań, alkoholu i świetnej zabawy. 

Sama Eve zaś, po otrzymaniu sprośnego SMS-a z niewiadomego źródła, odkrywa pornograficzną stronę mamuśkodajnia.com. Ta odsłoni przed nią zupełnie nowe światy, o których istnieniu nie miała pojęcia, a które powoli ją uzależnią, czyniąc z niej zupełnie nową osobę - otwartą na nowe doznania, nieskrępowaną, wolną od pruderii kobietę na wskroś wyzwoloną, zdolną do kontaktów seksualnych w kolegami własnego syna. Czy jednak życie zdominowane przez uzależnienie od pornografii można uznać za godne pochwały? Jak każdy nałóg, także i ten niepostrzeżenie zabrał całą jej uwagę, zawładnął całym jej życiem, zniekształcił jej sposób postrzegania rzeczywistości i kazał szukać podtekstów tam, gdzie zupełnie ich nie było, skazując jej zdrowe - jak dotąd - relacje na zniszczenie. 

Eve nie była już smutną, spragnioną czułości rozwódką, lecz kobietą, która zaspokojenia szukała w największym internetowym bagnie, które erotyką bombardują na zawołanie, wypaczając związki międzyludzkie, ograniczając je do chwilowej przyjemności. Wędrówką Eve przez mamuśkodajnię towarzyszą refleksje nad kondycją kobiet, które tam widuje - jak się tam znalazły, co sprawiło, że zdecydowały się na nagranie filmów, które kiedyś mogą zobaczyć jej dzieci / znajomi? Czy dziś nie ma już absolutnie żadnej prywatności? Niestety, refleksje refleksjami, zaś nałóg nałogiem. Mimo że początkowo sama uważała pewne sprawy za niemoralne, za deprawujące i godzące w godność człowieka, teraz akt seksualny traktuje wyłącznie jako rozrywkę - choć sama usprawiedliwia się ciekawością. Perrotta pod płaszczem tej na pozór banalnej historii, zdaje się snuć rozważania nad pornografią, wpływem tejże na ludzkie relacje, na obraz samego siebie, na sam mechanizm uzależniania się, szukając wreszcie klucza do jej sukcesu - co sprawia, że nasz voyeryzm osiąga takie szczyty, że chcemy oglądać zupełnie obcych ludzi w sytuacjach najbardziej intymnych?

Poza pornografią pochyla się autor nad gender studies, a także homoerotyzmem. Słowa takie jak ciseksualny, aseksualny etc. przewijają się tu co rusz, każąc zastanowić się nad seksualnością w każdym jej wymiarze. W wątpliwość zdaje się też autor poddawać sens istnienia długotrwałych związków i zabiegania  relacje, skoro ich namiastkę możemy otrzymać w Internecie, a ewentualne potrzeby seksualne załatwić za sprawą setek aplikacji pokroju Tindera oferujących spotkanie i jednorazowy seks z kimkolwiek nam się zamarzy - erotyczna wersja fast-foodów. Fast-sex. 

Zamawiasz, chwilkę czekasz na odbiór zamówienia, konsumujesz, pozbywasz się opakowania. Wartości żadnych, ale za to głód został na chwilę poskromiony, powodując jednocześnie wyrzut endorfin. Po co nam coś więcej? Po co się starać?


Pani Fletcher jako całość stanowi gorzki komentarz do naszych czasów, w których wszystko wydaje się na opak, nic nie jest pewne i każdy może wszystko, emocje spychając gdzieś na samo dno, niczym niepotrzebny balast. Dążenie do czułości, stałości, obecności drugiej osoby, na której można polegać, zdaje się przeżytkiem, reliktem przeszłości. Historia czterdziestoparolatki i jej syna jest jedynie świadectwem tego, jak dziś żyjemy, dokąd zmierzamy i do czego może nas to doprowadzić. 


Myślę, że w Ameryce, gdzie "mama Stfilera" jest już oczywistym elementem popkultury, a słowo MILF nikogo nie burzy i nie dziwi, książka ta czytana będzie inaczej - ot, jako inteligentna powiastka o tym, co znane i stojące niemalże na porządku dziennym, komentarz do rzeczywistości. U nas, wciąż nieco jednak - mimo wszystko - stabuizowanym kraju, książka ta może budzić reakcje skrajne - od oburzenia, poprzez radość z podejmowanego przez nią tematu. Co prawda kobiety oglądają Gotowe na wszystko i często identyfikują się z bohaterkami, czy naprawdę chcą jednak byś nazywane "gorącymi mamuśkami"? Czy naprawdę dążą do takiego zamerykanizowania, jakie prezentują te produkcje?

Wygląda na to, że książka przez swą pieprzność i bezpośredniość zrobi sporo szumu. Może wydać się tak samo niezwykle celną diagnozą współczesnych bolączek, jak obrazoburczą próbą promowania pornografii, homoerotyzmu, zmiany płci oraz przygodnego seksu. Wszystko zależy od punku widzenia oraz interpretacji. Dla mnie to gorzki obraz tego, co nieuchronnie zatacza coraz szersze kręgi - rezygnowania z prawdziwych relacji w imię ich płytkich i egoistycznych namiastek dostępnych online. 

Czytając Panią Fletcher możecie zostać na poziomie rozrywki, możecie zaś sięgnąć głębiej, zastanawiając się, dokąd jako społeczeństwo zmierzamy.





Przyjaciel z szafy - A.F.Harrold



Każdy z nas - mały czy duży - potrzebuje towarzystwa. W pewnym wieku jednak dzieci, szczególnie te, które nie mają rodzeństwa, znajdują sobie wyjątkowych przyjaciół, widocznych jedynie im - przyjaciół wymyślonych, z którymi spędzają długie dni, rozwijając swoją wyobraźnię i bawiąc się tak, jak nigdy nie mogłyby z rówieśnikami.

Rudger jest najlepszym przyjacielem dziesięcioletniej Amandy. Pewnego dnia pojawił się w jej szafie i od tamtej pory są oni nierozłączni. Dzięki jej nieposkromionej fantazji przeżywają  rozliczne przygody, których pozazdrościć mógłby im każdy równolatek dziewczynki. Ich przyjaźni zagrozić może jedno - oto po świecie krąży pewien mężczyzna w hawajskiej koszuli - Trznadel - mający zawsze przy sobie długowłosą, smutną dziewczynkę. Tej niestety, nie widzi nikt, poza dziećmi mającymi dar zobaczenia wymyślonych przyjaciół. Mężczyzna jest potworem - żywi się  wymyślonymi przyjaciółmi, o których dziecko powoli zaczyna zapominać, dzięki czemu sam pozostaje nieśmiertelny. Gdy udaje mu się wywęszyć Amandę i Rudgera, ich przyjaźń będzie musiała przejść ogromną próbę, a sam chłopiec dowie się o sobie i swojej misji więcej, niż kiedykolwiek mógłby przypuszczać.

Pełna grozy, ale też nadziei, niosąca niezwykle pozytywny przekaz historia, która wciągnie każde dziecko pragnące przeżyć niezwykłą przygodę. Pierwsze skrzypce gra tutaj wyobraźnia, co z pewnością niejeden młody czytelnik będzie mógł przełożyć na swoje życie, znajdując w lekturze tej ukojenie i zrozumienie dla swojej fantasmagorii, nie zawsze akceptowanej przez dorosłych, których imaginacja została już skażona. Nasycona napięciem i zwichrowanymi przygodami opowieść o bronieniu najświętszych wartości i bezinteresownej przyjaźni, zdolnej do największych poświęceń. Napisana została tak sprawnie, że każdy, nawet najbardziej marudny dorosły zostanie wciągnięty w wir wydarzeń i ani się spostrzeże, a już będzie z zaciśniętymi pięściami kibicował Amandzie i Rudgerowi, wściekając się jednocześnie na Trznadla oraz jego bladą towarzyszkę. 

Jeśli Wasze dzieci lubią się bać, a ich wyobraźnia jest nieskrępowana - podsuńcie im Przyjaciela z szafy. Będą zachwycone - tak tekstem, jak idealnie z nim współgrającymi i oddającymi aktualne emocje ilustracjami Emily Gravett.

Gorąco polecam!



piątek, 10 sierpnia 2018

Woda na sicie. Apokryf czarownicy - Anna Brzezińska


Woda na sicie Anny Brzezińskiej to lektura niepospolita. Wraz z autorką i jej bohater(k)ami przenosimy się do krainy mającej być odbiciem wczesnorenesansowej Italii, kiedy to ośrodkiem zainteresowania były wszystkie kobiety podejrzane o praktykowanie magii i życie podyktowane siłami nieczystymi, których stały się służebnicami.

La Vecchia jest jedną z nich. Tak przynajmniej sądzą przedstawiciele inkwizycji, którzy więżą ją, przesłuchują i poddają torturom, trwając w przekonaniu, że bękarcica odpowiedzialna jest między innymi za śmierć jednego z ich współbraci. I tak oto stajemy się współuczestnikami serii przesłuchań, z których dowiemy się o wiejskim pochodzeniu bohaterki, będącej córką miejscowej ladacznicy, kochanką pewnego ziemskiego dziedzica, siostrą dwu mężczyzn, których nie widziała od pamiętnej nocy, której streszczenie otwiera całą jej opowieść.

Oto jej matka została zamordowana i wybebeszona, ona sama zgwałcona przez zapijaczonych mężczyzn z zasłoniętymi twarzami, których rozpoznanie - nawet po latach - nie sprawiło jej żadnej trudności. Tej nocy stała się ona świadkiem zabicia smoka - potwora zbiegłego z cyrku, o którym po okolicznych wioskach krążyły niespotykane legendy - jedni dawali im wiarę, nieliczni uważali za podejrzane i wyssane z palca. Czy zabity faktycznie był mitycznym stworem? A może smok, którego widzieli był jedynie wytworem ich wyobraźni, projekcją tego, co wciąż im wmawiano?

La Vecchia, mimo że niepiśmienna, tak zmyślnie snuje swą opowieść, że nikt do końca nie wie - ani inkwizytorzy, ani sam czytelnik - kim tak naprawdę jest ta wyrzucona poza nawias społeczeństwa kobieta, która uchodzi za czarownicę. Jej zeznania są finezyjną próbą opowiedzenia wszystkiego w taki sposób, by nikt nie mógł jej niczego udowodnić. Bohaterka niezwykle kwieciście i szczegółowo tka narrację o tym, co ją spotkało, po to, by za chwilę równie zmyślnie temu zaprzeczyć, wyprowadzając przesłuchujących w pole i obnażając ich własną nieudolność. To oni - mimo że kształceni - jawią się przy niej jako nieporadni nowicjusze. Ona zaś - kobieta, bękarcica, ladacznica i być może czarownica - mami ich słowem i swą opowieścią, zadając kłam każdym oskarżeniom.

Brzezińskiej udało stworzyć się kapitalny zapis przesłuchań, który czyta się z niezwykłą wprost zachłannością - stanowi on bowiem nie tylko świadectwo osławionych praktyk inkwizycji, ale również studium osoby przesłuchiwanej, jej wyrazisty portret, którego nie sposób zniszczyć żadnemu z mężczyzn, będących tu jedynie tłem dla opowieści. Kobiecie gierki, słowna kokieteria, a wszystko to, by ocalić własne życie i wizerunek - i tak już przez wszystkich zdeptany i zszargany, to to, co za sprawą magii języka i nad podziw sprawnego władania piórem udało się osiągnąć autorce. 

Jest to jednocześnie świadectwo jej pisarskiej wprawy, jak i niezwykły prezent dla czytelnika znudzonego sztampowością i rozrywkową pulpą. 

Dobra rzecz, niemalże 400 stron nad wyraz 'smacznej' literatury, którą szczerze polecam. Literatura przez duże "L".

Premiera 5 września.  




wtorek, 7 sierpnia 2018

Królik Franek i problem krótkiego ogonka / Królik Franek i tajemnica dobrej zabawy - Maria Krzemińska

 

Seria o króliku Franku spod pióra Marii Krzemińskiej to niezwykle urokliwy cykl opowiastek, dzięki którym młody czytelnik znajdzie odpowiedzi na wiele dręczących go wątpliwości.

Część Królik Franek i tajemnica dobrej zabawy rozbudza tolerancję i uczy szacunku do innych bez względu na ich wygląd i różnice między nami. Gdy do grupy Franka dochodzi nowa koleżanka - kotka Pusia - nie spotyka się ona z akceptacją pozostałych. Wszystko przez wzgląd na jej krótki ogonek, którego właściwie nie widać. Czy powinno się oceniać innych tylko z uwagi na ich powierzchowność? Bohater bardzo szybko przekona się, na kogo tak naprawdę może w grupie swoich znajomych liczyć i co wspólnego ma z tym długość ogonka.

Część Królik Franek i tajemnica dobrej zabawy przenosi nas do świata dziecięcej rywalizacji. Bohater uwielbia grać w memo, bowiem zawsze wygrywa - nie ma zaś dla niego nic tak satysfakcjonującego i przyjemnego jak smak zwycięstwa. To niestety przechodzi mu koło nosa, gdy do zabawy zaprasza rodzinę - okazuje się bowiem, że w domu są lepsi gracze niż w przedszkolu, a Franek nie jest w stanie ich pokonać. Czy łatwo będzie mu pogodzić się z porażką? Czy zabawa jeszcze kiedykolwiek sprawi mu radość? Czego dowie się o sobie i swojej zdolności przegrywania?

Książeczki Marii Krzemińskiej maja charaktery dydaktyczny. Dzięki uczynieniu z głównego bohatera puszystego króliczka, mały czytelnik z większą przyjemnością odczytywać będzie płynące z książeczki nauki. Zwierzak budzi  zaufanie, a dzięki temu to, co mu się przydarza, dziecko z łatwością będzie mogło przenieść na własne doświadczenia. Mimo że szata graficzna nie jest szczególnie oryginalna, bohaterowie znajdą u Waszych pociech uznanie i z chęcią spędzą z nimi niejedno popołudnie, ucząc się, jak być wrażliwym na potrzeby innych, a także jak radzić sobie w codziennym życiu. Język jest dostosowany do małych dzieci - na całość składają się proste, krótkie zdania, książeczka nie jest przeładowana tekstem, dominują w niej ilustracje, a zaprezentowane sytuacje pisze samo życie - każde dziecko rozpozna w nich własne doświadczenia i z łatwością zidentyfikuje się z bohaterami, wynosząc z każdej lektury ważną dla siebie lekcję. Wszystko to zaś zmyślnie skryte pod peleryną króliczych przygód.

Polecam - bardzo przyjemna, zgrabnie stworzona seria. 


Ostre przedmioty - Gillian Flynn



Ostre przedmioty Gillian Flynn od lat cieszą się ogromną poczytnością wśród czytelników. Dzięki serialowi wypuszczonemu przez stację HBO, książka po raz kolejny doczekała się wznowienia, a wraz z nim - nowych czytelników.

Sama dość długo wzbraniałam się przed lekturą, uciekając od szumu wokół niej wytworzonego, teraz jednak, chcąc obejrzeć serial, gotowa byłam zmierzyć się z wydawniczym hitem.

Oto Camille Preaker, dziennikarka śledcza, wysłana zostaje przez swojego szefa do rodzinnego miasteczka, z którego przed laty - nie bez powodu - wyjechała. W nim to bowiem dochodzi do dwu bestialskich zbrodni popełnionych na małych dziewczynkach, którym pośmiertnie wyrwano zęby. Podejrzenia padają na kogoś przyjezdnego, bowiem nikt nie chce wierzyć, ze w mieście kryć może się tak okrutny morderca. Camille ma opisać toczące się śledztwo, zdobywając jak najwięcej informacji od ludzi, których już nigdy więcej nie chciała oglądać. 

Wind Gap jest bowiem mieściną niewielką, plotkarską, duszną od wzajemnych oskarżeń i fałszywej sąsiedzkiej dobroci. Bohaterka nienawidzi jej z całego serca, przede wszystkim ze względu na skomplikowane relacje z matką, których nie ułatwia śmierć jej małej, chorowitej siostry mająca miejsce przed laty. 

Gdy wraca do miasta swoich koszmarów, musi zmierzyć się nie tylko z matką, ojczymem i  z drugą, nastoletnią siostrą, ale także z niechęcią miejscowych, przełamywaną właśnie jedynie informacją o tym, kto jest jej matką. Kobieta bowiem niejako trzęsie całym miasteczkiem, gdyż to jej rodzina przed laty dała zatrudnienie większości mieszkańców. Dziś, wiedzeni fałszywą i przebrzmiałą wdzięcznością, otwierają się - mniej lub bardziej - przed Camille, dostarczając jej materiału u do artykułu.

Flynn udało się stworzyć opowieść duszną od małomiasteczkowych skomplikowanych relacji, snuta przez nią historia budzi niepokój, a każda kolejna relacja i wydarzenie są niczym puzzle, które powoli wskakują na właściwe miejsce układanki, dając czytelnikowi szansę na stworzenie własnej teorii dotyczącej morderstw. Wszystko to splecione jest z bieżącymi wydarzeniami, z trudnościami napotykanymi przez Camille niemalże na każdym kroku - z matczyną obsesją, z siostrzanym niezdrowym pragnieniem bycia w centrum zainteresowania i z jej okrucieństwem, które już dawno wyszło poza ramy tego, co dozwolone. Bohaterka mierząc się ze swoimi demonami, mozolnie buduje obraz wydarzeń minionych, odtwarza to, co zostało wyparte i odtwarza mozaikę ludzkich relacji i pragnień zanurzoną w odurzającej atmosferze Wild Gap. Czy ktoś jeszcze musi zginąć, by morderca został ujawniony? Co nim kieruje? Jakie ma motywy? W jaki sposób dobiera ofiary? Choć Camille nie jest detektywem, odpowiedzi, które uzyska, zjeżą jej włosy.

Flynn poza dobrze utkaną powieścią kryminalną, udało się świetnie odtworzyć obraz małomiasteczkowej społeczności, stanowiący bardzo mocną oś książki. Jeśli potrzebujecie oddechu od upałów i chcecie, by choć na chwilę coś zmroziło Wam krew w żyłach, po to, by za chwilę znów ją rozpalić - sięgajcie. Autorka bardzo sprawie gra na czytelniczych emocjach - wrażeń Wam nie zabraknie. 



poniedziałek, 6 sierpnia 2018

Kocham tylko tak - Kate Sterritt



Kocham tylko tak Kate Sterritt to typowa książka dla kobiet, z którą spędzić będziecie mogli przyjemne wakacyjne popołudnie - oddając się wzruszeniom, czytając o miłości i cierpiąc wraz z bohaterami, po to, by w końcu znaleźć ukojenie. 

Emerson Hart od najmłodszych lat spotykała się z Merekim - najpierw tworzyli parę zgranych przyjaciół, wraz z upływem czasu jednak ich dziecięca przyjaźń przerodziła się w młodzieńczą fascynację, a później miłość. Byli nierozerwalni. Planowali wspólną przyszłość, w której ona miała być wziętą malarką organizującą cieszące się powodzeniem wystawy, on zaś budowniczym wieżowców sięgających nieba. Realizacji ich planów zagroziło jedno spotkanie, po którym nic nie było już tak jak dawniej. 

Po latach, na drodze Emerson staje Josh - mężczyzna, który nie dość, że przypomina jej Merekiego, to jeszcze sprawia, że odżywają wszystkie jej młodzieńcze pragnienia, których nie zdołała spełnić. 
Kobieta jednak nie potrafi zaufać własnemu sercu i pozwolić odejść przeszłości, mimo że wszystko wokół zdaje się wołać, by poddała się temu, co nadeszło. Tym bardziej, że bohaterów łączy pewien niezwykły obraz pochodzący z czasów, gdy serce Emerson było jeszcze otwarte...

Nie jest to literatura wysokich lotów - ot, lekka powiastka na słoneczne dni, idealnie wpasowująca się letnie popołudnia na hamaku i wakacyjny odpoczynek. Niezobowiązująca, dostarczająca wzruszeń, a nawet zaskakująca swym finałem. Na urlop czy ogródek - jak znalazł. Znajdziecie w niej wszystko to, co oferować może literatura kobieca - uczucie, przeszłość naznaczoną cierpieniem i szansę na ponowne szczęście. Kocham tylko tak wybrzmiewa znanym rytmem, niby melodia, którą gdzieś już się zasłyszało i która przywodzi na myśl ciepłe wspomnienia. Z tego też powodu, mimo pewnej sztampowości, chce się ją czytać, chce się do niej wracać i wsłuchiwać w dobrze znany rytm, niczym w ulubioną piosenkę. 

Takich właśnie książek potrzeba na wakacyjny detoks od stresu i codziennego zabiegania - polecam zatem na sierpniowe dni. 


piątek, 3 sierpnia 2018

Życie mrówek - Maurice Maeterlinck



Życie mrówek to po Życiu pszczół kolejne wznowienie fascynującej opowieści o owadach spod pióra Maurice'a Maeterlincka. Mrówki, w powszechnej świadomości uchodzące za wzór pracowitości i niestrudzoności, dzięki autorowi zyskują kolejne przymioty, do których należą szlachetność, miłosierdzie, altruizm, oddanie i wspaniałomyślność.

Maeterlinck snuje swą historię, podpierając się opiniami znanych  i cenionych myrmekologów, od lat badających mrówki i wskazując na ich różnorodność oraz niemożność stworzenia jednej książki, która opisywałaby je wszystkie - tak bogaty jest ich świat. 

Autor opowiada z ogromną pasją, dzięki czemu czytelnik nie ma szansy znudzić się podczas lektury. Jego dociekliwość i ogrom pracy włożonej w stworzenie tej publikacji jest widoczny gołym okiem, zaś wartość poznawcza tejże niezmierzona. Książką wzbogacają ilustracje i ryciny, pozwalające na dokładne zbadanie świata tychże owadów. Ten, kogo fascynuje świat mrówek, doceni autorską dociekliwość w badaniu różnych ich gatunków i przybliżanie ich czytelnikowi.

Książka ta podzielona została na kilka rozdziałów, z których każdy poświęcony jest innemu zagadnieniu - wiadomościom ogólnym, tajemnicom mrowiska, zakładaniu gniazda, typom gniazd, wojnom prowadzonym przez mrówki, sposobom porozumiewania się i orinetowania w przestrzeni, a także kilku rodzajom tych owadów: pasterkom, grzybiarkom, rolniczkom, prządkom oraz mrówkom miododajnyjm. Nie zapomina autor także o pasożytach, poruszając tym samym najważniejsze kwestie.
Choć przez wzgląd na dobór tematyki wydawać by się mogło, że książka ta stanowi rodzaj podręcznika, jest to założenie mylne. Jest ona esejem - ni to przyrodniczym, ni to filozoficznym; w wielu miejscach porusza bowiem kwestie sensu życia, społeczeństwom i ich funkcjonowaniu, przenosząc relacje panujące w mrowisku na świat ludzi.

Niezwykle interesująca lektura, z której każdy miłośnik świata przyrody będzie zadowolony. Jako zaś że fascynacja mrówkami przeżywa swoiste odrodzenie, lektura ta powinna znaleźć spore grono odbiorców.



czwartek, 2 sierpnia 2018

Lato utkane z marzeń - Gabriela Gargaś


Michalina od lat prowadzi Różany Pensjonat, w którym przyjmuje letników spragnionych wyciszenia. Sama jednak jest wewnętrznie rozedrgana - jej dni wypełnia tęsknota za ukochanym, który bardzo oszczędnie dozuje jej swój czas, większość życia spędzając daleko. Jej życie odmieni pojawienie się Przemka - znajomego z dawnych lat, chłopaka, który za młodu nie szczędził jej złośliwości, a teraz próbuje złe wrażenie zatrzeć...

W Złotkowie pojawiają się także Amelia z córkami. Kobieta przed wieloma laty uciekła od swoich rodziców, pozostawiając ich niepocieszonych, teraz zaś szuka ukojenia i wybaczenia w ramionach mamy i w urokliwym bieszczadzkim miasteczku. Choć bohaterka nigdy nie miała szczęścia do mężczyzn, na jej drodze staje Marek - żyjący w separacji, otwarty i wrażliwy człowiek, przed którym Amelia z łatwością się otworzy.

Lato utkane z marzeń Gabrieli Gargaś to propozycja na spędzenie letniego popołudnia w towarzystwie kobiet znajdujących się na życiowych zakrętach. Pełna ciepła, choć z zakończeniem otwartym, gotowym na dopowiedzenia historia, przeniesie Wad do urokliwego, jeszcze nie stłamszonego przez rzesze turystów miasteczka, gdzie czas płynie wolniej i gdzie każdy może znaleźć wytchnienie od codziennego zgiełku i pośpiechu.

Język powieści jest przezroczysty, prosty - autorka nie wysuwa go na pierwszy plan, starając się, by nie przyćmił bohaterek i ich historii. Kobiety pojawiające się w powieści znajdują się na różnych etapach życiowych - dzielą je wiek i doświadczenia, zaś łączy chęć spełnienia i miłości. Ze względu na dużą różnorodność występujących w tekście postaci, każda czytelniczka (i czytelnik!) z łatwością znajdzie tę, z którą będzie mogła się utożsamić. Kibicować jednak - uwierzcie - będziecie wszystkim.

Polecam wszystkim spragnionym miłości, wzruszeń, ciepła i nadziei. 
Zapraszam, Złotkowo czeka.