środa, 28 marca 2018

Masło śpi - Tina Oziewicz


Tinę Oziewicz miałam już Wam okazję przedstawić podczas prezentacji książki Pamiątka z Paryża.  
Utrwaliła się ona w mojej pamięci jako autorka nietuzinkowa i taki też jej obraz maluje publikacja Masło śpi z kapitalnymi ilustracjami niezwykle przeze mnie lubianej Agaty Królak.

Masło  już zasnęło. Maselniczka przykrywa je spokojnie, umożliwiając nocny wypoczynek. Nie chce Ci się wierzyć? Otwórz okienko, a zobaczysz pochrapujące masełko i ziewających koło niego sól oraz nożyk. Kuchnia pozwoliła także na odpoczynek dżemom, leżącym na podłodze okruszkom, których wreszcie nikt nie ściera. Cały dom odpoczywa – drzwi, okna, stół i krzesła, kapcie, koszule, pranie, parasole – wszyscy ułożyli się do snu. Nieliczni wędrują jeszcze "siku". O tym wszystkim dowiadujemy się dzięki krótkim, rymowanym i podszytych humorem tekstom umieszczanym strona po stronie.

Wszyscy zasnęli. A Ty, drogi Czytelniku? Czy oczka Ci się już nie mrużą? Czy nie masz ochoty przykryć się kołderką, wtulić w ulubionego misia i pochrapywać podobnie, jak książki ustawione na Twoim regaliku?

Uwielbiam książeczki z okienkami, nie inaczej zatem jest w przypadku prezentowanej publikacji. Tutaj mój zachwyt jest tym większy, że sama urokliwość i niezwykłość tytułu zwróciła moją szczególną uwagę. A okienka? Jeśli boicie się, że zamiast wyciszać, będą one dziecko pobudzać - gwarantuję, że możecie przestać. Jest dokładnie na odwrót. Dziecko upewniając się, że faktycznie wspomniany bohater już śpi - samo się uspokaja.

Zasypianie to dla wielu dzieci problem, a dzięki tej publikacji mogą oni dostrzec, że śpią wszyscy – także i sprzęt domowy. Takie podejście do tematu pozwala się wyciszyć i zauważyć, że każdy potrzebuje odpoczynku. Od tej zaś refleksji do snu – droga niedaleka. 

Polecam! 


wtorek, 27 marca 2018

Pan Bałagan i Pan Bystrzak - Roger Hargreaves



Pan Bałagan i Pan Bystrzak to miniksiążeczki spod pióra Rogera Hargreavesa należące do serii wydawnictwa EGMONT ilustrującej różne zachowania i cechy ubrane w skórę urokliwych postaci.

Pan Bałagan o porządku nigdy nie słyszał - wszystko dlatego, że sam jego dotyk sprawiał, iż wokół zaczynał panować chaos. Brudne paluchy zostawiające plamy, dom przypominający ruderę - wszystko to stanowiło jego znaki rozpoznawcze. Pewnego dnia spotkał on na swej drodze dwu panów - Pana Czystego i Pana Schludnego. Zetknięcie się tych światów, całkowicie zmieniło życie skołtunionego różowego Pana.

Tymczasem Pan Bystrzak uchodził za najsprytniejszą osobę na świecie. Mieszał w Bystrzakowie, żyjąc w przeświadczeniu o swej wspaniałości - wszak jego kwiatki same wyprowadzały się na spacer, drzewo rodziło jednocześnie jabłka i gruszki. a pasta do zębów wyskakiwała wprost ze szczoteczki.
Pan Bystrzak myślał, że jest niesamowity. Do czasu, gdy jednego dnia na jego drodze nie stanęli Pan Radosny, Pan Łakomczuch, Pan Zapominalski, Pan Drobiażdżek, Pan Kichaczek i Pan Galareta, z których każdy po kolei go zawstydzał. Co zrobił Pan Bystrzak, gdy jego spryt został poddany w wątpliwość?

Ta nowa seria w bardzo przyjazny i humorystyczny sposób ośmiesza pewne ludzkie cechy, zwłaszcza te, które przylegają do człowieka niczym druga skóra. Autor pokazuje, że przesada we wszystkim może być zgubna, a robi to najczęściej poprzez zderzenie ze sobą dwu przeciwstawnych światów, z których każdy mógł się w drugim przejrzeć jak w zwierciadle. Pouczający cykl składający się z 47 publikacji. Poza dziś omówionymi znajdziecie w niej m.in.  takie tytuły jak: Pan Gaduła, Pan Gderek, Pan Hałasek, Pan Błędny, Pan Nikt, Pan Liczykrupa czy Pan Opaczny.

Polecam! Króciutkie, a jakże kształcące!

poniedziałek, 26 marca 2018

Bajki na leśnych ścieżkach - Sławomir Pejas




Pisane prostym językiem, wierszowane, rymowane, łatwo wpadające w ucho i przyjemne w odbiorze historyjki, które na pewno zaciekawią młodszych czytelników.

Książeczka liczy niespełna 50 stron, na których spisano kilka bajek za miejsce akcji przyjmujących las. Główne postaci to zamieszkujące go zwierzęta, w tym chora żabka niestrudzenie szukająca doktora, wiewióreczka opisująca jej historię, borsuk, zając, biedronki, jeże, niedźwiedź, sowa, lis, jeleń, dzięcioł i inni. Dzięki tej książeczce dziecko będzie mogło zapoznać się lub utrwalić nazwy przedstawicieli fauny zamieszkujących las. Ułatwi im to rymowana formuła bajek (nie zawsze niestety regularna, stąd miejscami zaburzony rytm, szczególnie słyszalny podczas głośnego odczytywania). 

Tym, co stanowi niewątpliwy walor publikacji są ilustracje Katarzyny Urbaniak - wyraziste, przejrzyste, wizualizujące wszelkie napotkane przez odbiorcę postaci. Sam tekst zaś jest tak rozmieszczony na kartce, że początkujący czytelnik nie będzie miał żadnych problemów z samodzielną lekturą - słów jest niewiele, odstępy są zachowane, a rysunki wcale nie rozpraszają uwagi, a wręcz przeciwnie - koncentrują  ją na opisywanych wydarzeniach i ułatwiają wyobrażenie sobie kolejnych scen. 

Bajki w większości zawierają puentę, co stanowi o dodatkowej wartości edukacyjnej publikacji.

Lekko, przyjemnie, choć bez większych rewelacji - książeczka jest ciekawa, poprawna, przyjemna dla oka i dla ucha, ale na pewno nie wybitna - takich zresztą planów wcale nie było. Jej funkcja jest przede wszystkim ludyczna, z dodatkiem edukacyjnym.


niedziela, 25 marca 2018

Krótki przewodnik po życiu - ks. Józef Tischner




Krótki przewodnik po życiu ks. Józefa Tischnera, choć objętościowo faktycznie nie jest spory, to jednak czytany musi być niespiesznie. Filozoficzne rozważania nad istotą życia, tego co ze sobą niesie, z czym nam się kojarzy, stanowią doskonały wstęp do medytacji. Ksiądz Jóżef Tischner z niezwykłą wprawą, ale i delikatnością stawia pytania tam, gdzie nie zawsze są wygodne, zmuszając nas do refleksji i szukania odpowiedzi na pytanie o to, kim tak naprawdę jest człowiek? Co to znaczy człowieka rozumieć? Co jest istotną rodziny? Czy nauczycieli powinniśmy traktować jak członków tejże?

Ksiądz Tischner zatrzymuje się i namyśla nad kwestią wychowania, prawdy, wolności, a więc tymi sprawami, nad którymi od pokoleń zastanawiają się wszyscy ludzie na różnych etapach życia. Czym jest prawda? Gdzie leży? Po co nam praca? Jaki jest sens choroby i kto może pomóc nam go odkryć? Stawiane przez filozofa pytania nie należą do łatwych, a już na pewno nie są komfortowe. By na nie odpowiedzieć, musimy nierzadko stanąć w prawdzie sami ze sobą, obdarci ze stereotypów, naleciałości, założonych masek, trudnych nie raz do zerwania – tak mocno zrośniętych z naszym prawdziwym obliczem.

Szalenie lubię zaczytywać się w Tischnerze – jego teksty, nieważne jak bardzo rozdrapujące pewne kwestie, zawsze mnie uspokajają, niejako wskazując, co naprawdę się liczy, gdzie jest sens.

Polecam Wam ogromnie tę publikację – jej wydanie prezentuje się wspaniale, podkreślając również mądrość ludzi gór, która cechowała autora. To lektura na wiele refleksyjnych wieczorów, wielce rozwijająca. Pełna mądrości, wrażliwości i spojrzenia, które widzi przede wszystkim człowieka. 


sobota, 24 marca 2018

(Nie) bój się Boga! - Danuta Piekarz




(Nie) bój się Boga! Co Biblia mówi o lęku? to zbiór rozważań na temat strachu, który wspominany jest na kartach Pisma Świętego wielokrotnie. Samo zawołanie Nie lękaj się pojawia się w nim aż 365 razy - niejako po jednym przypomnieniu na każdy dzień roku.

I takim memento ma być również ta krótka skądinąd publikacja, podejmująca się omówienia losów postaci biblijnych, które tak jak i my dręczone były doświadczeniami strachu, lęku czy smutku. Autorka śledząc ich ziemską wędrówkę, pokazuje jakie emocje towarzyszyć mogą człowiekowi w jego kontaktach z Bogiem i udowadniając, że nie zawsze są one dobre. 


Nawet jeśli Twoja relacja jest właściwa, nawet jeśli jesteś głosicielem Dobrej Nowiny - Twoje ziemskie życie nigdy nie będzie wolne od strachu. Najważniejsze jest, by zawsze zdawać sobie sprawę z Bożej obecności - i taka właśnie nauka płynie z tej książeczki.

Danuta Piekarz, biblistka oraz italianistka, próbuje wskazać czytelnikowi różnicę pomiędzy tym, co zwiemy strachem a bojaźnią Bożą, która ma nas do Stwórcy przybliżać, a nie - tak jak robi to lęk - od Niego oddalać. 


Jeśli dręczy Cię nieustająca obawa, a radość życia umyka przyćmiona przez niepewność - sięgnij po tę niepozorną książeczkę. Zapewni Ci ona lekturę wielu pouczających fragmentów, które z całą pewnością przybliżą Cię do Boga i pozwolą zrozumieć swoje emocje oraz (oby!) uwolnić się od nieuzasadnionego lęku oraz poradzić sobie ze strachem.  



piątek, 23 marca 2018

To nie jest kolejna książka do matmy - Anna Weltman






Matma wydaje Ci się trudna, nudna i bez wyrazu?

Koniecznie sięgnij po przekorną publikację o wdzięcznym tytule To nie jest kolejna książka do matmy.
Faktycznie, nie jest. Mimo to matematyki uczy, trenując ścisły umysł.

Pomysł na książkę oparty jest przede wszystkim na rysowaniu, a przecież ta czynność kojarzy nam się bardziej z plastyką i czymś przyjemnym, niż z trudną do opanowania matematyką. A jednak. Piękno matematyki tkwi w możliwościach jakie daje: wystarczy odrobina kreatywności i wyobraźni, a pozornie proste figury zamienić się mogą w niezwykłe konstrukcje.

Dzięki tej publikacji staniesz się mistrzem tworzenia mozaik, trójwymiarowych modeli, fraktali i innych małych dzieł matematycznych. Przerodzisz się w artystę! Wszystko, czego będzie Ci trzeba to ołówek, linijka, gumka, kredki lub flamastry, nożyczki, taśma, cyrkiel, kątomierz, papier (gładki i w kratkę) oraz kalka kreślarska.

Połącz linie, by uzyskać nowoczesny obraz; stwórz szachownicę, a później policz powstałe na niej prostokąty; zrób rysunek jak z kalejdoskopu; zapełnij stronę krzywą Hilberta; utkaj na papierze piękny deseń i wreszcie zrób własną kostkę Mengera. Jeśli dotąd nie widziałeś w matematyce nic pięknego, pora na zrewidowanie poglądów! Książka ta to gwarancja prawdziwej frajdy, nawet dla dorosłych.

Ja – mimo że nigdy wielkim umysłem matematycznym nie byłam, a wszystko, co umiałam, było po prostu dobrze wyuczone – znalazłam w  niej sporo radości i nieco przychylniejszym okiem patrzę teraz na wszystkie kąty, kardioidy i inne matematyczne cuda.

Polecam! Świetna zabawa, a przy tym nauka podana w  sposób niezwykle atrakcyjny. Zostawiam Was z małą próbką:



PS Prosto wycinać nadal nie potrafię - to wcale nie przychodzi z wiekiem i doświadczeniem;)

czwartek, 22 marca 2018

Ogarniacz. Opanuj swoją codzienność - Adrian Wawrzyczek


W dobie pośpiechu, chaosu, zamętu i natłoku obowiązków każde narzędzie służące opanowaniu naszej codzienności i skutecznemu zaplanowaniu pewnych rzeczy jest na wagę złota.

Plannerów i organizerów mam oraz przetestowałam już kilka. Dziś chciałabym Wam jednak zaprezentować coś nieco innego – Ogarniacz mający pomóc nie tylko zwolnić i znaleźć czas na spisanie pewnych rzeczy, ale przede wszystkim ułatwiający kontrolowanie swojej sfery duchowej – po to, by osiągnąć nie tylko szczęście teraźniejsze, ale nade wszystko – wieczne.

Metodą małych, ale jakże znaczących zmian zaprowadzanych w życiu, ma ona zrewolucjonizować naszą duchowość. Autor napisał tę książkę jako wotum dziękczynne za uzdrowienie go z depresji i w takim właśnie duchu – antydepresyjnym – jest ona pomyślana. Wyposaża ona czytelnika w narzędzia skutecznej walki z gorszymi dniami i złem. Mówi się, że człowiek planuje, Pan Bóg krzyżuje. Wiele w tym prawdy, jednak – zwłaszcza w dzisiejszych czasach – zaplanowanie pewnych rzeczy (przy jednoczesnej otwartości na zmiany) ułatwia życie i czyni je mniej stresującym.  Chodzi bowiem nie tylko o planowanie kariery, ale również czasu na modlitwę, medytację, odpoczynek i czas poświęcony budowaniu relacji z innymi. Dotyka sfery prywatnej, zawodowej, duchowej, psychicznej i fizycznej.

Książka zbudowana jest z 12 rozdziałów tematycznych – każdy z nich poświęcony jest najważniejszym – w  opinii autora – sposobom ogarniania rzeczywistości  i zakończony ćwiczeniami. Jest również Ogarniacz plannerem, który to poza układami miesięcznym oraz tygodniowymi zawiera tracker nawyków, mający umożliwić bieżącą kontrolę postępów we wprowadzaniu zmian.  Nie ma tutaj żadnych ograniczeń czasowych – jeśli zaczniesz w styczniu – super! Chcesz dołączyć w maju – proszę bardzo! Wolisz wystartować 17 dnia marca? Nic prostszego!

Widoki tygodniowe cechują się wydzielonymi w nich pięcioma blokami, do których należą:
·         Priorytety,
·         Wdzięczny za…
·         Miernik spożycia wody
·         Miernik samopoczucia
·         Tracker modlitwy

Nie brakuje również w  Ogarninaczu miejsca na notatki własne.

Całość prezentuje się bardzo dobrze, a metod korzystania jest wiele. Ja wybrałam tę, którą stosuję prawie zawsze – najpierw przeczytałam całość, wszystkie bloki tematyczne, a dopiero później rozpoczęłam pracę nad właściwym ogarnianiem swojej rzeczywistości w oparciu o wszelkie wskazówki i rady. Te zaś dotyczą różnych sfer. Rozpoczyna się od kwestii niezwykle dziś ważkiej – uwięzienia w świecie nowych mediów, uzależnienia od nich i od stałego bycia online. Autor zachęca do zwolnienia, przytacza statystyki i problemy ewokowane przez życie z nosem w smartfonie. Prowadzi nas szlakiem minowym pokus czyhających na każdego z nas,  zachęca do praktyki uważności, regularnej modlitwy, medytacji oraz wdzięczności, której każdy powinien się nauczyć, a która może ocalić ci życie. Autor wskazuje na wartość minimalizmu, samoakceptacji i stanięcia w prawdzie, a także radzi, jak uniknąć pułapek myślowych, które odzierają nas z motywacji i zapału. Sugeruje, jak zamienić złe nawyki na dobre i przypomina o konieczności życia w przyjaźni z własnym ciałem. Niezwykle ciekawe są zaprezentowane w Ogarniaczu ignacjańskie zasady dobrego działania oraz proponowana przez autora lista wartościowych lektur.


Książka Wawrzyczka to ogrom wartościowej treści i solidna dawka motywacji. Pomaga z chaosu wyprowadzić porządek, a z bałaganu myśli uporządkowaną listę tego, co naistotniejsze. Polecam! Dla mnie to rozwiązanie na ten moment idealne i wielce pomocne. Krok po kroku prowadzi mnie do życia bardziej świadomego i uporządkowanego – ciągle do tego zmierzam, niestety równie często upadam, poddając się pędowi i chaosowi. Liczę, że Ogarniacz pozwoli mi się ogarnąć na stałe. I Wam życzę tego samego!


środa, 21 marca 2018

Mallko i Tata - Gusti



Z dziećmi dzieje się czasem podobnie jak z rysunkami: nie wychodzą tak, jak sobie wyobrażałeś. [1]

Każdy rodzic pragnie mieć zdrowe, piękne, mądre dziecko. Szczególnie to pierwsze.
A co jeśli zamiast okazu zdrowia, świat ujrzy bezbronne maleństwo z zespołem Downa - miłości potrzebujące podwójnie, bo jeden z rodziców nie od razu jest w stanie go zaakceptować?

Taka historia stała się udziałem pewnego ojca, który pamiętnik swojej drogi do ojcostwa pogodzonego z niepełnosprawnością dziecka postanowił pokazać światu - po to głównie, by uczyć wrażliwości.

Gdy Mallko przyszedł na świat, czujność wzbudziły zarówno jego skośne oczka jak i wiotkie ciało. Mama - mimo wszelkich podejrzeń - dziecko pokochała od razu. Tata miał większy problem z akceptacją. Oczekiwał wszak dziecka normalnego. Czym jednak owa normalność jest? 

Życie z chłopcem z zespołem Downa to istne szaleństwo - i to wcale nie przez mnogość lekarzy, których trzeba odwiedzić. Szaleństwo szczególne - napełniające życie ogromną radością (okupioną rzecz jasna wysiłkiem). Mallko nauczył swego taty kreatywności, otwartości na zmiany, cierpliwości, zabawy i dziecięcej pogody ducha niemijającej wraz z wiekiem. Przewrotnie to nie ojciec uczył syna, lecz syn uczył ojca zachwytu nad światem, uważnego po nim stąpania, cieszenia się każdą chwilą. 

Jeśli w książce tej będziecie szukać odpowiedzi na to, jak żyć dzieckiem z trisomią, dowiecie się przede wszystkim jednego - należy bardzo mocno kochać. Autor w graficznym ujęciu stworzył piękne świadectwo życia wywróconego do góry nogami, a jednak przepełnionego wdzięcznością nie do wyrażenia.

Wyjątkowa to opowieść, bardzo prosto, acz wnikliwie obrazująca życie rodziny, której jednej z członków ma zespół Downa.

Dziś polecam ją szczególnie - wszak na całym świecie obchodzony jest Międzynarodowy Dzień Zespołu Downa. I w takim własnie dniu, po takie właśnie książki sięgać warto nade wszystko.


[1] Gusti, Mallko i tata, Warszawa 2018, s.7.



wtorek, 20 marca 2018

God food - Malka Kafka




Były już fast food i slow food - czas na God food - kuchnię z boskim pierwiastkiem.

Malka Kafka utkała niezwykle barwną opowieść kulinarną, splecioną na styku wielobarwnych kultur - kolorystyka ta zaś nie jest jedynie metaforą, ale także namacalnym elementem potraw, mających swoje źródła w kolebce najpotężniejszych religii. 

Znajdziecie tu wszystko: niesamowite mieszanki przypraw,  topiony cheddar, tofetę, harissę, szermulę, chałkę, kawior żydowski, onigirazu, szakszukę, czulent, burgery buraczano-jaglane, multigrain, budyń z figami w karmelu czy kawę po arabsku.

Przyznajcie - większość nazw brzmi egzotycznie, prawda? I o to chodzi!

Autorka wychodzi z założenia, że potrawy, w których przygotowanie wkładamy serce, mają w sobie ślad działania bogów - żadnych konkretnych, bo w osobowego boga autorka nie wierzy. Jednak to, co czuje smakując pewnych specjałów, jest dla niej znakiem wszechobecnej miłości. I to się czuje - zawarte w książce przepisy emanują jakąś dobrą energią. Samo zaś wydanie książki to czyta poezja - poczynając od absolutnie niesamowitej okładki, przywołującą w mojej głowie skojarzenia z greckimi ucztami, aż po kapitalne fotografie znajdujące się wewnątrz, mieniące się barwami, które choć przytłumione, atakują z każdej strony. Mimo że to książka o jedzeniu, mogłabym ją przeglądać godzinami, jak najlepszy album. Wartość jej zatem, jest podwójna.

Co zaś tyczy się samych potraw - nie jest to mój typ. Znalazłam w niej co nieco przepisów, które mogłabym wykorzystać w swojej kuchni, część jednak jest dla mnie zupełnie nieosiągalna. Nie zmienia to jednak faktu, że publikację tę uwielbiam wertować, napawając się pięknem jej wydania.

God food Malki Kafki to książka, która wygląda bosko i takież treści również prezentuje.

Polecam wytrawnym smakoszom, oni bowiem znajdą w niej największe upodobanie. Jeśli szukasz czegoś szybkiego, niewysublimowanego, prostego - raczej tego tutaj nie znajdziesz. 

Przed zakupem polecam ją przejrzeć - sami zdecydujecie, czy nadaje się ona do waszej kuchennej biblioteczki i czy spełni wasze oczekiwania.



poniedziałek, 19 marca 2018

Jano i Wito w trawie - Wiola Wołoszyn, Przemek Liput



Jano i Wito w trawie Wioli Wołoszyn i Przemka Liputa to niezwykle urokliwa opowieść dwojgu chłopcach – młodszym i starszym. Pewnego dnia znajdują oni tajemniczy kamień i wiedzeni ciekawością postanawiają go dotknąć.

Skutki ich decyzji przekraczają ich najśmielsze oczekiwania. Oto cały świat nabrał monstrualnych rozmiarów! Pszczoła – dotąd maleńka – jawi się jako wielkie stworzenie latające i bzzzyczące. Mała myszka jest kilkakrotnie większa od dzieci, podobnie jak i ptak. Chłopcy przemierzają okolicę w poszukiwaniu kamienia, by odwrócić magiczne dotknięcie. To, co znajdują po drodze, pozwala im dokładniej poznać otaczający ich świat, bowiem to co dotąd było małe, nabrało wreszcie takiej wielkości, by można było dojrzeć wszelkie szczegóły – przyjrzeć się ptasim piórkom, dojrzeć meszek na pszczelich odnóżach, poczuć łaskotanie mysiego wąsika czy pokicać na puszystym zajączku.

Książeczka oparta jest na onomatopei – co rusz zza kolejnego krzaczka wyskakuje jakieś zwierzątko wydające specyficzne dla niego dźwięki, które to dziecko może (i z lubością to robi!) naśladować.

Bohaterowie, a wraz z  nimi czytelnik, poznają świat przyrody od podszewki, dowiadując się jednocześnie, że jest on nie tylko szalenie barwny i różnorodny, ale także niezwykle przyjazny. Towarzystwo natury wyzwalać może w człowieku pozytywne emocje i niwelować strach (nawet w tak przedziwnych okolicznościach), jednak… nie ma jak wtulić się na powrót w ramiona mamy.

Czy chłopcom się to uda? Czy już na zawsze zostaną maleńcy i skazani na życie w trawie?
Zapraszam w tę niezwykłą podróż – poznajcie dźwięki, kryjące się w murawie.




niedziela, 18 marca 2018

Rozmowy przy stole - Katarzyna Lengren, Jacek Wasilewski, Jerzy Bralczyk



Rozmowy przy stole Katarzyny Lengren, Jacka Wasilewskiego i Jerzego Bralczyka to prawdziwa uczta – językowa i kulturowa.

Pełna smaczków, ciekawostek, dobroci i badania lingwistycznego zaplecza kulinarnego języka polskiego oraz zwyczajów panujących w kuchni i przy stole. Mniam!

Oto autorzy, analizując bogatą tradycję polskiego biesiadowania, pokazują co mówi ona na temat naszej kultury, społeczeństwa oraz tradycji. Scenografka, publicystka i pisarka; językoznawca, specjalista w zakresie języka mediów, polityki i reklamy oraz pisarz, medioznawca i dziennikarz – w obliczu obecności tak znamienitych osobistości, trudno spodziewać się po książce tej czegoś innego, niż fantastycznej lektury.
   
Co robimy zaraz po przebudzeniu? Jakim posiłkiem wchodzimy w naszpikowany obowiązkami dzień? Czy jemy w samotności, w towarzystwie, niespiesznie czy w biegu? Jakie rytuały towarzyszą spożywaniu posiłków? Co pewne gesty znaczą dziś, a co oznaczały w przeszłości? Jakim językiem posługiwano się przy stole? Jakie obowiązywało nazewnictwo? Dlaczego przygotowywanie jedzenia nie może być obrzydliwe?

Odpowiedzi na te pytania szukać będziemy w dialogu autorów, którzy, posiłkując się (sic!) własną wiedzą i doświadczeniem, a także okraszając całość sowitą dawką humoru, pokazują nam to, co dla Polaków niezwykle ważne – kulturę biesiadowania, wspólnego stołowania się, traktowanego wcale nie jako czas posilenia się, lecz przede wszystkim jako moment spotkania, rozmowy i wymiany myśli. Mowa będzie zatem nie tylko o tradycyjnym już powoli majówkowym grillu (nawiązującym całkiem chyba nieświadomie do szlacheckiego spożywania pieczonego mięsa), ale i o przeróżnych innych zachowaniach Polaków, towarzyszącym jego celebracji spożywania posiłków.

Szalenie interesująca i smaczna to podróż. Choć rozmowy prowadzone podczas jedzenia ponoć zdrowe nie są, te są wyborne, a negatywnych konsekwencji zdrowotnych jeszcze nie zaobserwowałam.

Zatem: bon appétit! Polecam i zachęcam, życząc smacznej lektury!


sobota, 17 marca 2018

Listy w butelce - Anna Czerwińska-Rydel



Siostra Jolanta, Klara Dąbrowska, a tak naprawdę Irena Sendlerowa - trzy wojenne tożsamości kobiety, która postawiła na szali życie własne i wielu innych osób, po to, by ratować żydowskie dzieci, znikąd niemające pomocy. 

Ta bohaterka wojenna, niezwykle skromna osoba, która nie lubi siebie oceniać w tych kategoriach, ocaliła tysiące istnień. Zaczynała od przemycania na teren getta ubrań, jedzenia, szczepionek i wszelkich środków pierwszej potrzeby. Widząc jednak, że to co robi, to za mało na zastane czasy, dołączyła do Żegoty, wraz z którą utkała misterny plan, mający na celu nieść ocalenie żydowskim dzieciom. 

Kobieta zgromadziła wokół siebie zaufanych ludzi, którzy pomagali jej wyprowadzać najmłodszych z getta i umieszczać ich najpierw w miejscu, w którym zadbać miano o ich zdrowie i naukę podstawowych modlitw (po to, aby nie odkryto ich prawdziwej tożsamości), a następnie umieszczać u chętnych do pomocy rodzin lub w zakładzie u sióstr zakonnych.

Bohaterka nie chciała, by dzieci pozostały anonimowe, dlatego skrupulatnie prowadziła listę wszystkich ocalonych, obejmującą ich prawdziwe imiona i nazwiska, nowe tożsamości oraz miejsca,  w których zostali umieszczeni. W momencie gdy kobieta zakopywała butelkę ze spisem pod jabłonką, liczył on niemal dwa i pół tysiąca dzieci....

Mimo że historię Sendlerowej znam doskonale, opowieść ta poruszyła mnie ogromnie i jestem przekonana, że na dzieciach zrobi ona równie wielkie wrażenie. Pisana żywo, z pasją, obejmująca najistotniejsze fakty, tłumacząca historię II wojny i związaną z nią terminologię, a przy tym skupiająca się przede wszystkim na głównej postaci i jej heroizmie. Jestem zachwycona. 

Książka dołącza do mojej klasowej biblioteczki, a ja żywię szczerą nadzieję, że będzie jedną z najczęściej wypożyczanych pozycji. Jeśli bowiem tekst literacki, oprócz tego, że wyrabia nawyk czytania, zapoznaje z niezwykle ważką historią, a przy tym ma moc poruszania najdelikatniejszych strun w duszy człowieka i uwrażliwiania na innych, szczególnie tych potrzebujących i bezbronnych - staję za nim całą sobą, agitując na rzecz zapoznania się z nim wszystkich wokół siebie.

Bardzo dobry tekst, wydany w Roku Ireny Sendlerowej. 

piątek, 16 marca 2018

Kroniki Jaaru. Czarny amulet - Adam Faber




Kroniki Jaaru. Czarny amulet, to druga część cyklu stworzonego przez Adama Fabera, przenosząca nas do uniwersum wiedźm i ferów.

Kontynuacja losów Kate, młodej adeptki magii, która właśnie przekonała się, że jest czarownicą i że od niej zależą losy wielu istot, jest nieco lepsza od swojej poprzedniczki. Autor wprowadził do powieści znacznie więcej wątków dynamizujących akcję, pojawiające się zaś postaci, również ubarwiają całość.

Oto Kate, po otrzymaniu od swojej nauczycielki amuletu będącego bliźniaczym dla jej własnego, dzięki działaniom ciotki udaje się na niechciane wakacje, podczas których poznać ma inne młode wiedźmy i w ich towarzystwie oswoić się ze swoimi umiejętnościami. Wyjazd ten jednak okaże się dla niej nie tylko radosnym spotkaniem, ale także źródłem kłopotów, bowiem zbiegnie się w czasie z pojawieniem się w jej życiu pewnego prześladowcy, za kanał komunikacyjny wybierającego sny. 

Oniryczność jest tutaj zresztą niezwykle istotna – senne rojenia stanowią bowiem odpowiedź na wiele pytań.

Gdyby jednak tego było mało, życie Kate skomplikuje jeszcze jedno – podczas wakacji jej losy znów skrzyżują się z losami Jonathana – szkolnej miłości bohaterki. Chłopak poszukiwać będzie odpowiedzi na wątpliwości dotyczące jego wczesnego dzieciństwa, szczególnie zaś dnia, w którym jego ojciec zginął w wypadku samochodowym.

Po raz kolejny losy Jaaru i świata ludzi splotą się, nie pozostawiając niczego takim, jakim było zastane.

Faber sprawnie operuje piórem, a dzięki tej wprawności część ta podobała mi się znacznie bardziej niż pierwszy tom cyklu, mający – co oczywiste – wszelkie znamiona wprowadzenia do głównej historii. Tutaj zaś akcja wskakuje na wysokie obroty niemalże od samego początku, z każdym rozdziałem coraz mocniej oddziałując na wyobraźnię i rozbudzając ciekawość. Aż strach myśleć, co będzie dalej...:)

Polecam – dajcie się wciągnąć w ten fascynujący, magiczny świat.


czwartek, 15 marca 2018

Beren i Lúthien - J.R.R. Tolkien




Wydanie Beren i Lúthien jako samodzielnej książki, nie zaś opowieści włączonej w kolejne edycje Silmarillionu było tym, na co czekałam od dawna. Pośmiertna publikacja jest bardzo dokładna i starannie odtworzona z wielu różnych dostępnych tekstów, dzięki czemu moje oczekiwanie zostało sowicie nagrodzone.

Miłosna historia Berena i Lúthien uchodzi za najpiękniejszą w Śródziemiu, z którą to tezą trudno się nie zgodzić. Bazuje ona jednak na dość prostym, znanym i oswojonym schemacie. Oto człowiek, syn Baraihira, mężczyzna odważny, za którego głowę Morgoth wyznaczył wysoką cenę, ucieka z Dorthonionu, w ślad za nim zaś podąża armia, na której czele staje Sauron. W Ukrytym Królestwie, nieskalanym dotąd stopą śmiertelnika, spotyka on elfkę – oczywiście tę najpiękniejszą. 
Widząc jak śpiewa i tańczy, zakochuje się w niej i wiedziony romantyczną zuchwałością decyduje się na wizytę u jej ojca i poproszenie o rękę jego córki. Miłość to, zdawałoby się, niemożliwa. Thingol bowiem stawia przed nim pewien warunek: Beren, chcąc dowieść szczerości swego uczucia, musi zdobyć najbardziej strzeżony Silmaril, ten z korony Morgohta, jego potężnego i bezlitosnego wroga. 
Bohater przyjmuje wyzwanie i wyrusza w podróż pełną niebezpieczeństw. 

Wydanie baśni Beren i Lúthien opatrzone jest solidną przedmową, wzbogacone o tekst poświęcony Dawnym Dniom, który to ma stać się kontekstem dla całości, a także dodatkiem wspominającym zmiany jakie zaszły w Balladzie o Leithian. Ponadto edycja opatrzona jest spisem imion, nazw własnych oraz geograficznych pojawiających się w tekście, jak i słowniczkiem co trudniejszych wyrazów angielskich. Sama zaś legenda zapisana została w dwu językach: polskim oraz angielskim i przedstawiona w kilku wersjach i wielowątkowo – chronologiczne ułożenie kolejnych nieznanych dotąd szerzej epizodów, daje czytelnikowi możliwość obcowania z niezwykle frapującą całością obejmującą tak fragmenty pisane prozą, jak i ustępy wierszowane.

O ważności postaci kochanków dla Tolkiena świadczy  wyrycie ich imion na nagrobku pisarza i jego żony pod ich własnymi. Fakt ten otwiera wiele możliwości interpretacyjnych połączonych z biografią samego autora, a dla miłośników twórczości tegoż stanowi dodatkową ciekawostkę i smaczek.

Książka zaś, jest nie tylko oddaną w ręce czytelnika wersją najsłynniejszej miłosnej historii Śródziemia, ale też świadectwem jej ewolucji. Czytelnik może śledzić proces jej powstawania, zmiany do niej wprowadzane i ostateczny efekt, który dla samego Tolkiena nigdy nie był zadowalający, stąd za jego życia opowieść ta nie została wydana jako samodzielny tekst.

Polecam ogromnie, nie tylko fanom Tolkiena czy amatorom fantasy, ale również każdemu odbiorcy wrażliwemu na piękne historie opowiedziane równie atrakcyjnym językiem.


wtorek, 13 marca 2018

Pasieka dredziarza - Ewa i Paweł Piątek



Pasieka dredziarza, to nic innego, jak świadectwo niesamowitej pasji i życia pod prąd. Nie jest to ani typowy poradnik pszczelarza, ani pamiętnik tegoż, ani też leksykon pojęć związanych z pszczelarstwem. Jest to za to hybryda wspomnianych form, napisana przystępnie, szalenie interesująco i z niezwykłą pasją. Podzielona jest ona na dwa głosy - jej i jego. Pana Pszczół i Pani Domu, którzy razem prowadzą pszczeli biznes miodem płynący. 

Z miasta przenieśli się na wieś, by tu wieść życie wolniejsze, spokojniejsze i oparte na rytmie natury. Paweł Piątek to pszczelarz, który dzieli się z czytelnikiem swoim dniem - zmieniającym się wraz z następującymi po sobie porami roku. Jego relacja pełna jest widocznej fascynacji wykonywaną pracą. Wspomina zarówno o pozytywnych elementach życia pszczelarza, jak i tych chwilach, które mogą zmrozić krew w żyłach. Uwielbiam czytać i słuchać ludzi, którzy o swej pasji mówią tak, jakby nic poza nią nie istniało. I tak gawędzi Piątek - z wyczuwalnym zachwytem, błyskiem w oku, którego nie widać, ale którego istnienia ma się pewność.  

Ewa Piątek z kolei jest tym elementem, który domowy ul Piątków spaja w całość - gaworzy o ich życiu rodzinnym, początkach biznesu o prowadzonej strony, wpływu pszczół na ich życie, sposób odżywiania się i funkcjonowania. Kobiecym okiem przygląda się ich relacjom sąsiedzkim, a także macierzyństwie, które - z czego doskonale zdaje sobie sprawę - zupełnie inaczej wyglądałoby w mieście. 

Mimo że początkowy zamysł na książkę był zupełnie inny, powstała opowieść, od której trudno się oderwać. Lekturze musi towarzyszyć podjadanie ulubionego miodu, wystawianie twarzy do słońca i zachwyt nad budzącą się do życia przyrodą. Pasieka pszczelarza urzeka i poprawia nastrój, wycisza i zachęca do obserwowania pszczelego życia wokół nas i wspierania tych pożytecznych owadów.

Dla mnie, osoby żywo zainteresowanej tematem, książka stanowiła kapitalny wgląd w codzienność pszczelarza i związane z nią poświęcenia. Myślę jednak, że także ci, którzy dotąd nie pałali miłością do pszczół, dzięki tej pozycji znacząco zmienią nastawienie.

Polecam!


Zapraszam także na stronę https://pasiekadredziarza.wordpress.com/, na której autorzy dzielą się nie tylko pasją pszczelarską,  ale ostatnio także i emocjami związanymi z premierą książki.
Na zachętę zostawiam Was także z jednym odcinkiem, który warto obejrzeć:)



niedziela, 11 marca 2018

Ćwiczenia z uważności - Miesięcznik Znak - luty (02) 2018.



Lutowy „Miesięcznik Znak” kapitalnie zgrał się w czasie z tematyką istotną dla mnie podczas Wielkiego Postu

Myślą wiodącą jest „uważność”, a zatem to, czego coraz bardziej nam brakuje, a do czego coraz chętniej i częściej zdajemy się dążyć. 

W artykułach będących odpowiedzią na pytanie miesiąca o to Jak zyskać uważność? wypowiadają się między innymi Janina Ochojska, ks. Grzegorz Strzelczyk oraz Michał Jędrzejek. Oni to nie tylko definiują pojęcie, ale też wskazują na to, w jaki sposób wyciszyć nasz nieustająco rozgadany i rozedrgany umysł. Psychoterapeuta Paweł Holas wskazuje na źródło poczucia bycia nieszczęśliwym u wielu z nas, a także uczula, by w uważności nie widzieć magicznego leku na wszystko, a jedynie jeden z kluczy pomagających znaleźć wiele dobrego, ale nie zawsze i nie każdemu. 

Rozważania, które Holas otwiera, zostają rozszerzone o inne spojrzenia poetki, księdza, coacha, doktoranta, kompozytora, a także polskiej działaczki humanitarnej. Każda ze wspomnianych osób do uważności podchodzi inaczej, widzi ją gdzie indziej, wszędzie jednak przewija się wątek płynącego z niej dobra – w wielu różnych wymiarach.

Temat miesiąca wydaje mi się szalenie ciekawy i adekwatny do czasu. Będąc ciągle w biegu, z rzadka mamy okazję zrobić coś z pełną świadomością i skupieniem, bez setek galopujących myśli mówiących nam, co jeszcze zostało do zrobienia, ile czasu zostało, co nad nami wisi i jak niewiele możemy zrobić, by wyrwać się z tego szaleńczego biegu. Bycie tu i teraz, szczególnie w Wielkim Poście, to dla mnie wartość niezwykła, o której człowiekowi XXI wieku trzeba wciąż na nowo przypominać, bo zbyt łatwo daje się wciągnąć w machinę pośpiechu. Widzę to po sobie każdego dnia. Jakbym codziennie musiała być na nowo programowana, by przypomnieć sobie, co jest ważne i co sama sobie obiecałam.

Niezwykle ważny to dla mnie numer, tym ciekawszy, że wzbogacony o teksty Sylwii Chutnik oraz Ingi Iwasiów, których celne obserwacje rzeczywistości zawsze do mnie przemawiają, zmuszając do (auto)refleksji.

Polecam.


piątek, 9 marca 2018

UWAGA! Pogotowie Czytelnicze ogłasza KsiążkoTerapię!





Do Pogotowia Czytelniczego trafia pacjent w ciężkim stanie. To kablówkowiec, który żywił się wyłącznie telewizją i nie dostarczył swojemu organizmowi odpowiedniej dawki książek. Na szczęście z pomocą przybyło Pogotowie Czytelnicze!
30 000 książek tańszych nawet o 40%!

KsiążkoTerapia trwa od 9 do 13 marca 2018 roku


Doktor Szperakowski zalecił kurację szokową. 40 stopni gorączki chce zwalczyć gorączką cenową! Przepisał pacjentowi 30 000 książek tańszych nawet o 40% i nakazał przyjmowanie lekarstw do 13 marca. Czujesz, że łamie Cię w biblioteczce, a na myśl o braku książek robi Ci się gorąco? Skorzystaj z KsiążkoTerapii w Pogotowiu Czytelniczym!

Klikając w link skryty w obrazku, masz szansę wziąć udział w konkursie i wygrać wartościowe nagrody;)


piątek, 2 marca 2018

Nie czytasz książek? Lecz się!


Na widok pustej biblioteczki kłuje Cię w sercu? Po skończonej książce masz napady lęku? A może drgawki utrudniają Ci zaparzenie melisy na uspokojenie, kiedy nie masz nic nowego do przeczytania?

To oznaka, że cierpisz na niedobór książek! Na szczęście wiemy jak Cię wyleczyć! Już 9 marca Pogotowie Czytelnicze wkracza do akcji!


Ślubowaliśmy pomóc w potrzebie wszystkim Książkoholikom, którzy są spragnieni nowych tytułów i słowa dotrzymamy. Opracowaliśmy skuteczną metodą leczenia. Stosujemy inhalację z pary topniejących cen, okłady z gorących nowości oraz terapię szokową przy użyciu porażających promocji. Wszystkim osobom, które zamiast krwi mają tusz, umożliwiamy przyjmowanie książek dożylnie. Czopków nie stosujemy.

Chcesz dostarczyć swojemu organizmowi niezbędnych witamin i książkowych minerałów? Nie oszczędzaj na swoim czytelniczym zdrowiu i weź udział w naszej KsiążkoTerapii!

Kto: Pogotowie Czytelnicze na TaniaKsiazka.pl
Kiedy: Start już 9 marca 2018 roku


wtorek, 27 lutego 2018

Pszczoły - Joachim Petterson


Moda na pisanie o pszczołach jest tą moją ulubioną – cieszę się, że wzrasta nie tylko świadomość ludzi na temat istotności tych owadów, ale także ochota na dołączanie się do dbania o nie – tak przez sadzenie potrzebnych im roślin, wpieranie rodzimych pasiek czy też zakładanie własnych.

Pszczoły Joachima Pettersona zyskały opinię najlepszej szwedzkiej książki edukacyjnej wydanej w  roku 2016. Oto jej autor, dyrektor artystyczny prowadzący agencję reklamową w Sztokholmie, jest także wieloletnim pszczelarzem, który pasją tą zaraził się od wujka swojej mamy, na co jednak potrzebował sporo czasu. Pokazuje on, że aby zostać właścicielem pasieki, wystarczy zupełnie zwyczajny ogród, w którym postawimy ule, oczywiście uprzednio zawiadamiając o tym kogo trzeba. Jego pasja ocieka słodyczą – jest dla niego źródłem świeżego miodu – a dla pszczół oazą schronienia. Petterson krok po kroku pokazuje co zrobić, by nie tylko pomóc tym niesamowicie pożytecznym owadom (wystarczy zasadzić odpowiednie rośliny, zapewniające nektar i pyłek), ale także by założyć własną pasiekę, która to pasja nie jest wcale aż tak wymagająca i czasochłonna, jak mogłoby się na pozór wydawać.


Jego książka wprowadza czytelnika w przebogaty świat pszczół, który – niestety z winy człowieka – jest dla nich coraz mniej przyjazny.  Wydana jest cudownie, a jej wielkim plusem jest nie tylko szata graficzna, ale także przeznaczenie praktycznie dla każdego – tak dla czytelnika, który chciałby jedynie dowiedzieć się o pasji autora, o tym, w jaki sposób może sam zadbać o te owady, ale także pozyskać informacje na temat tego, jak wygląda życie w pszczelej rodzinie, kto jest kim, jak go rozpoznać (np. czym różni się pszczoła od osy) i czy należy się go bać, ale także dla tych z odbiorców, którzy marzą o własnej pasiece i chcieliby krok po kroku dowiedzieć się, jak ją założyć i z jakimi obowiązkami w ciągu całego roku będzie się to wiązać. Petterson nie lukruje (sic!) pracy pszczelarza, lecz pokazuje, z czym będzie on się musiał liczyć, nie wyłączając chorób, które mogą dosięgnąć jego „podopiecznych”. Napisana bardzo przystępnie, a przy tym z pasją, której słodki zapach czuje się z daleka, i która zaraża.

Miód, propolis, wosk – dzięki pszczołom na rynku dostępne są setki produktów, które wspomagają nasze zdrowie i urodę. Nie ma owadów, do których miałabym większą wdzięczność niż do niepozornych pszczół, stąd od kilku lat jestem ich wielką samozwańczą agitatorką.  


Zachęcam Was gorąco – tak do lektury, jak do czynnego wspierania pszczół – sadźcie odpowiednie rośliny, jeśli macie możliwość – róbcie dla nich balkonowe lub ogrodowe mieszkanka i SPA, adoptujcie je w akcji Greenpeace: sposobów na pomoc jest wiele. 



poniedziałek, 26 lutego 2018

Konkurs z książką “Strzały nad jeziorem” Marty Matyszczak już jutro!

Konkurs z książką “Strzały nad jeziorem” Marty Matyszczak już jutro!
Dzisiaj na kilku blogach ŚBK ukaże się podobny post z zapowiedzią konkursu. Zapamiętajcie dobrze te blogi, bo to na tych stronach JUTRO musicie szukać wskazówek do odgadnięcia konkursowego hasła.
Ale po kolei: Konkurs Śląskich Blogerów Książkowych i Wydawnictwa Dolnośląskiego rozpocznie się 27.02.2018, ale dzisiaj zaprezentuję jego przebieg i zasady, na jakich będzie się opierał.
Konkurs z "Strzały nad jeziorem" będzie polegał na tym, aby odnaleźć w ZAMIESZCZONYCH JUTRO wpisach, na blogach ŚBK słowa - klucze, które ułożą się w hasło konkursowe. Hasło to trzeba będzie wysłać na adres mailowy ŚBK: silesiabook@onet.pl Nie powiem Wam, jakich słów trzeba szukać, nie martwcie się jednak, słowo - klucz będzie bardzo wyraźnie zaznaczone i łatwe do znalezienia. Idąc po śladach, klikając na odpowiednie słowa, będziecie przechodzić od bloga do bloga, aż w końcu traficie na fanpage Śląskich Blogerów Książkowych na FB. To będzie dla Was sygnał, że ułożyliście całe hasło. Następnym krokiem będzie wysłanie hasła na adres mailowy podany wyżej. Dla ułatwienia konkursu, proponuję zacząć poszukiwania na blogu “Dowolnik”. Potem powinno pójść Wam jak z płatka.
Regulamin: 1. Konkurs z "Strzały nad jeziorem" organizowany jest przez grupę ŚBK i Wydawnictwo Dolnośląskie. 2. Sponsorem nagrody jest Wydawnictwo Dolnośląskie. 3. Nagrodą w konkursie jest książka Marty Matyszczak "Strzały nad jeziorem" 4. Konkurs trwa od 27.02.2018 do 04.03.2018 godz. 23:59. 5. Wyniki zostaną ogłoszone 06.03.2018 na stronie ŚBK na Facebooku oraz na blogu Dowolnik. 6. Odpowiedzi na zadania konkursowe proszę wysyłać na adres: silesiabook@onet.pl 7. O wygranej w konkursie decyduje kolejność zgłoszeń. Wygrywa SIÓDMA od KOŃCA osoba. 8. Pod uwagę brane będą tylko prawidłowe odpowiedzi wysłane drogą mailową, sygnowane własnym imieniem i nazwiskiem 9. Nagroda zostanie przesłana na adres podany przez zwycięzcę. Zwycięzca ma 7 dni (od momentu ogłoszenia wyników) na podanie adresu do wysyłki. W przypadku nie podania adresu w tym terminie, a także nieodebrania nagrody organizatorzy konkursu mogą wyłonić innego zwycięzcę lub przeznaczyć nagrodę na inne cele. 10. Biorąc udział w konkursie, zgadzają się Państwo na przetwarzanie podanych przez siebie danych osobowych przez organizatora Grupę ŚBK oraz Wydawnictwo Dolnośląskie, zgodnie z Ustawą o ochronie danych osobowych z dnia 29 sierpnia 1997 r (Dz. U. nr 133 poz. 883) - które zostaną wykorzystane jednorazowo. 11. Wysyłka tylko na terenie Polski
Zadanie konkursowe: Ze słów - kluczy podanych na blogach ŚBK ułóż hasło konkursowe.

czwartek, 15 lutego 2018

Wszystkie przygody Żabka i Ropucha - Arnold Lobel


Oto na pewnej łące, w niewielkim od siebie oddaleniu mieszkają dwaj przyjaciele – tytułowi Żabek i Ropuch. Jeden nieco bystrzejszy od drugiego, za to obaj o złotych sercach zawsze gotowych spieszyć z pomocą. To przyjaciele na dobre i na złe. Uwielbiają spędzać razem czas, opowiadać sobie bajki, dbają o siebie w chorobie, motywują się i pomagają sobie w codziennych czynnościach (także porządkowych). Ich przygody były dotąd wydawane w pojedynczych zbiorach, teraz zaś macie możliwość mieć wszystko zebrane w jednym kolekcjonerskim tomie zatytułowanym Wszystkie przygody Żabka i Ropucha. Gromadzi on w sobie: Żabek i Ropuch. Przyjaźń, Żabek i Ropuch. Razem, Żabek i Ropuch. Przez cały rok, Żabek i Ropuch. Dzień po dniu.

Jeśli nie kojarzycie jeszcze tej przeuroczej pary przyjaciół – musicie to koniecznie zmienić. Nie znam żadnego czytelnika, u którego bohaterowie Ci nie wzbudziliby sympatii. Opowiadania są krótkie, pisane wielką czcionką (idealną do samodzielnej lektury dla początkującego książkożercy), a przy tym szalenie zabawne i ujmujące. Wszystkie stanowią pean na cześć przyjaźni, doskonale ilustrując do jakich poświęceń jest ona zdolna, nawet w małym, żabim świecie. Niezwykle ciepły zbiór historii, których bohaterowie są życzliwi, kordialni i chwytający za serce (także ci drugoplanowi), a ich przygody rozbrajające.

Tom ten afirmuje cieszenie się drobiazgami, życie na łonie natury, wszystko to jednak – w towarzystwie wiernego przyjaciela, który nie opuści nas w żadnej sytuacji. Kapitalna książka dla dzieci, pokazująca co w życiu ma znaczenie, a czym nie należy się przejmować.

Polecam ogromnie, będziecie urzeczeni!



środa, 14 lutego 2018

Cisza - Małgorzata Wojcik, Rafał Żak



W dobie kakofonii, wszechobecnych powiadomień i piknięć na portalach społecznościowych, stałego podłączenia do sieci i prób zwrócenia na siebie uwagi przez wszystkie sklepy, firmy i koncerny, cisza jest czymś, co zdarza się rzadko.

Wielu ludzi boi się jej, bo skutkuje eksplozją myśli i refleksji, dudni w uszach, jest nienaturalna, niepokojąca, niespotykana.

Ten jednak, kto obcować z nią potrafi wie, jak wielka moc w  niej się kryje.

Z naukowego punktu widzenia postanowili się jej przyjrzeć Małgorzata Wojcik i Rafał Żak, zaznaczając przy tym, że ich książka przeznaczona jest do czytania w ciszy (sic!). Ich rozważania otwiera ujmująca mnie deklinacja tytułowego słowa. 

Autorzy spoglądają na zagadnienie z wielu różnych perspektyw – korzystają z definicji słownikowej, konfrontują ciszę z brakiem dźwięku, pokazują, że nie każdy jej typ jest pożądany, że nierzadko zwiastuje ona niebezpieczeństwo i jej sygnałem alarmowym, zapisują ją językiem Braille’a, językiem migowym, prezentują jej brzmienie (sic!) w wielu językach świata. Podejmują także wysiłek wyjaśnienia takich pojęć jak cisza radiowa, cisza wyborcza, cisza kosmosu, krzyk ciszy, znaczenie ciszy w  muzyce.

Wszystko to jest jedynie wyimkiem całości, w której autorzy dogłębnie badają to, czego coraz częściej poszukuje zagoniony człowiek i świat, nierzadko nie zdając sobie sprawy z wielości znaczeń i konotacji ciszy. To, co na pierwszy rzut oka wydaje się dobrem, nie zawsze i nie dla każdego nim jest.

Zapraszam w podróż tym niezwykłym szlakiem – bardzo przystępnie napisaną książką, językiem typowym dla tekstów popularnonaukowych, z krótkimi rozdziałami, spisem źródeł umożliwiających zgłębianie tych wątków, które wydały się czytelnikowi najbardziej interesujące i z obietnicą poznania ciszy w wielu jej aspektach i odmianach.


Frapująca i pouczająca lektura. 


wtorek, 13 lutego 2018

Prostota. Siła codziennych rytuałów - Brooke McAlary


Prostota. Siła codziennych rytuałów to pozycja wpisująca się w modny ostatnio nurt slow life. Mimo że zdajemy się mieć upodobanie w zagonionym życiu, coraz więcej z nas zwraca się w stronę uważności i wyskakuje z pędzącego pociągu współczesności. Wiedzą, że produktywność nie równa się życiu w ciągłym biegu. Zdają sobie sprawę, że czasem filiżanka kojącej herbaty w towarzystwie przyjaciół może zdziałać więcej niż kolejna nadgodzina zabijająca uciążliwy głos w głowie.

Znacie to uczucie paniki, gdy nie znacie lokalizacji swojego telefonu? Jest Wam bliski niepokój, gdy nie macie możliwości TERAZ, NATYCHMIAST sprawdzić Instagram / Facebook / Snapchat? Zycie bez wi-fi jest dla Was niezwykle trudnym doświadczeniem?

Brooke McAlary stawia na trzy słowa: oddychaj, smakuj, żyj. To w nich kryje się klucz do życia wypełnionego spokojem, z czasem na odpoczynek, regenerację, pasję i przyjaciół. To one kryją w sobie rezygnację z telefonu, z kompulsywnego sprawdzania terminarza i postępów prac, to one obiecują zwolnienie z poczucia winy, że z  czymś się nie zdążyło, czegoś nie zrobiło na 100%, nie sprawdziło, nie dotknęło, nie obejrzało, nie przeczytało wszystkiego, co istnieje. Zdrowy rozsądek podpowiada nam, że to niewykonalne, jednak pogoń za uznaniem spycha ten głos na boczny tor.

Autorka zachęca przede wszystkim do spokojnego zastanowienia się nad celowością owego biegu. Zmusza do skupienia się na wykonywanej właśnie czynności, bez ciągłego sięgania po telefon, sprawdzania skrzynki, scrollowania Facebooka czy Instagrama. Zachęca do bycia tutaj.

Jeśli piszesz – pisz, a nie przeskakuj z okienka do okienka. Jeśli jesz – celebruj tę chwilę, smakuj potrawę, a nie kątem oka zerkaj w laptopa, by nic Ci nie umknęło. Jeśli jesteś z przyjaciółmi – naprawdę bądź.

Liczy się jednozadaniowość; powolne odłączanie się od wszystkiego, co nakazuje być nieustannie online; oczyszczanie umysłu z  nadmiaru spraw; tylko trzy ważne rzeczy do zrobienia na dzień i wdzięczność.

Poza warstwą merytoryczną, która jest mi bardzo bliska; poza treścią, którą staram się wprowadzić w życie (choć tu ciągle zaliczam wpadki i upadki) szalenie podoba mi się okładka książki – już ona sama uspokaja, wycisza, przykuwa uwagę i każe się nad sobą zatrzymać.

Prostota to jedna z wielu możliwości zatrzymania się i wytyczenia drogi do wewnętrznej równowagi. Do dostrzeżenia tego, co wokół nas – każdego drobiazgu i szczegółu, na którym będziemy mogli się skupić bez rozdrażnienia i wewnętrznego niepokoju. Myślę, że warto dać sobie szansę.

Być może nie jest już ona dziś odkrywcza, wszak podobnych publikacji mamy na pęczki, sądzę jednak, że nie zaszkodzi dać jej szansy i po raz kolejny przypomnieć sobie kim jesteśmy, na czym nam zależy i co tak naprawdę jest naszym celem.

 Ku refleksji.

poniedziałek, 12 lutego 2018

Cudowna podróż - Selma Lagerlöf


Cudowna podróż, klasyka literatury dziecięcej, która wraca do kanonu lektur, to opowieść spod pióra Selmy Lagerlöf, wybitnej szwedzkiej pisarki, od zawsze afirmującej życie i wiarę w drugiego człowieka.

Nie inny wydźwięk ma jej najpopularniejsza książka. Oto Nils, chłopiec, którego ulubionym zajęciem było spanie, jedzenie i psoty, a najmniej interesowała go nauka, zostaje za karę przemieniony w  małego człowieczka. Jako że uwielbiał on dokuczać zwierzętom, a gdy spotkał krasnoludka także nie obszedł się z nim najlepiej, ten postanowił nadać mu taką postać, która uświadomiłaby mu perspektywę tych, których zawsze lubił dręczyć.

Gdy zatem Nils zostaje pomniejszony, jego jedynym towarzyszem staje się gęsior marzący o podróży z dzikimi gęśmi, które co roku obserwuje. Tym razem faktycznie wraz z nimi odlatuje do Laponii, próbując udowodnić sobie i innym, że gęsi domowe w niczym nie ustępują tym wolno żyjącym.
 (...)

Jej plastyczny język i hołdowanie najważniejszym wartościom, takim jak przyjaźń, wsparcie, oddanie, wzajemna pomoc i życzliwość, czynią z niej opowieść uniwersalną i ponadczasową. 

(...)

Mądra, pouczająca historia, w której zakocha się niejedno dziecko i wiele następnych pokoleń. Jeśli jeszcze jej nie znacie – zachęcam do lektury.


Czytaj całość:



niedziela, 11 lutego 2018

Komisarz Gordon. Pierwsza sprawa - Ulf Nilsson


Komisarz Gordon. Pierwsza sprawa to książka, którą spisał Ulf Nilsson otwierająca tę szwedzką serię publikacji, w których ropuszy szef policji walczy z przestępczością swojego leśnego regionu.

Oto sprawa niemała: wiewiórka Waleria została okradziona! Jej zimowe zapasy – dokładnie 204 orzechy – znajdujące się w jednej z dziupli bezpowrotnie zniknęły. Ze względu na prószący śnieg wszelkie ślady zostały w większości zatarte, a sprawca nieujęty. Kradzież ta otwarła całą serię podobnych incydentów mających miejsce w lesie.

Komisarz Gordon postanawia podjąć się sprawy zagrażającej mieszkańcom jego rewiru. Podejrzani są wszyscy. Albo nikt. Szef policji stawia na tradycyjne metody detektywistyczne – obserwację i prowokację. Ta druga zasugerowana została mu przez nową wspólniczkę – policyjną asystentkę Paddy, myszkę, która uratowała mu życie, wydostając go spod śniegu, który pokrył go podczas wstępnego rozeznawania miejsca zbrodni.

Niecodzienna i niepozorna para wyrusza śladem przestępcy, by ukrócić jego działalność. Czy im się uda? Kto stoi za zuchwałą kradzieżą i czym był powodowany?

Zanim bohaterowie rozwiążą sprawę, czekać  ich będzie seria nie lada niespodzianek oraz cała masa pysznych ciasteczek przygotowanych specjalnie na różne pory dnia, wyznaczające dobowy rytm. Książka jest niepozbawiona humoru – tak postaciowego, jak sytuacyjnego. Komisarz Gordon, mimo że wyposażony w sprzęt policyjny z  prawdziwego zdarzenia – pałkę oraz kajdanki – nie lubi uciekać się do ostateczności. Jego celem i misją jest (ach, jakie to szwedzkie!) pokojowe rozwiązywanie wszelkich sporów i sprawiedliwe karanie sprawców. Być może dlatego cela w jego areszcie wciąż jest wolna i mogła zostać zaanektowana dla Paddy? Czy i tym razem uda mu się sfinalizować śledztwo nie uciekając się do siły?

Dochodzenie prowadzone klasycznymi metodami ujmuje, a bohaterowie wspaniale sprawdzają się w osadzonych rolach. Budzą oni ogromną sympatię i z miejsca zachęcają do dalszej lektury. Opowieść ta może nie tylko sprawić dzieciakom frajdę, ale też nauczyć ich dedukcji, logicznego myślenia i eliminowania niepasujących do całości elementów, po to, by ułożyć niełatwą układankę prawdy. Wszystko to zaś okraszone sporą dawką humoru. Idealne oswajania z  gatunkiem!

Serdecznie polecam!