wtorek, 21 września 2021

Toksyczna przyjaźń - Polly Phillips



Czytając Toksyczną przyjaźń byłam nieco skonfundowana. Wszystko to za sprawą opisu okładkowego, który nie dość, że nieco niedokładnie opisuje fabułę, to jeszcze zarysowuje jej przebieg do ponad połowy książki. Czy jednak dało się zrobić to inaczej? Chyba nie.

Mamy zatem opowieść o dwu nierozłącznych przyjaciółkach - Izzy i Bec - które jako dorosłe kobiety powoli przestały się dogadywać, a może raczej należałoby powiedzieć, że powoli zaczęły to sobie uświadamiać. 

Izzy ma wszystko. Bogatego męża (w którym także i Bec była zakochana), kochaną córeczkę Tilly (uwielbianą przez Rebeccę), nieskazitelną urodę i figurę, wspaniały dom i poważanie środowiska. Bec stoi niejako w jej cieniu - jest dziennikarką na początku swej zawodowej drogi, ma narzeczonego nie do końca zaangażowanego w sprawę ich rychłego ślubu, maleńkie mieszkanko i ciągłe poczucie bycia niewystarczającą.

Ich relacji nie ułatwia trudny charakter Izzy, na każdym kroku udowadniającej przyjaciółce, że to ona jest najważniejsza, psując jej niemalże każdą chwilę w życiu. Nieustanne złośliwości, prztyczki, zawoalowane poniżanie i wytykanie błędów, to tylko wierzchołek napięć narastających między kobietami.

Gdy Bec dostaje propozycję wywiadu ze znaną aktorką, czuje, że to jej szansa, by zatriumfować - zarówno w pracy (której notabene szefuje ojciec Izzy), jak i przede wszystkim w oczach przyjaciółki. Niestety, wiedziona chęcią udowodnienia swojej wartości, wyjawia jej sekret, którego nigdy nie powinna zdradzić, ten zaś w niejasny sposób zostaje opublikowany we wcześniej autoryzowanym wywiadzie Bec. Upokorzona kobieta czuje, że miarka się przebrała i zamierza wygarnąć przyjaciółce narastającą w niej od lat wściekłość i frustrację. Nie zdąży jednak tego zrobić, gdyż znajduje ją wykrwawiającą się u stóp schodów. To ewidentnie nie było potknięcie...

Czytając opis, który w tym miejscu właśnie się kończy, sądziłam, że książka będzie zapisem śledztwa przeciwko Bec, która w oczywisty sposób powinna stać się jedną z głównych podejrzanych w sprawie wypadku. Tak się jednak nie stało, bowiem śmierć Izzy to jedynie konsekwencja całej serii wydarzeń będących sednem opowieści. Jest swoistą kropką nad i. 

Nie sądźcie zatem, że Toksyczna przyjaźń opierać będzie się na przesłuchaniach i pracy dochodzeniowców. To książka będąca studium relacji dwu kobiet, ale także ich oraz ich partnerów. Autorka ukazuje jak przyjaciółki powoli stały się rywalkami, a wreszcie wrogami, mimo że wciąż funkcjonującymi pod publicznym płaszczem przyjaźni. Ciągłe spięcia, wyścig udowadniający wartość, napięcia w związkach (Rich od dziecka przyjaźni się z Bec, zaś narzeczony Rebecci - Ed - pracuje z Izzy), sprawiały, że każda rozmowa przyjaciółek podszyta była szyderstwem lub uszczypliwością. Małe złośliwości czytelne były tylko dla nich, czyniąc ich relację coraz bardziej nieznośną. 

Autorka tworzy bogate portrety psychologiczne postaci, ukazując jak gra i manipulacja wpływały na ich osąd i ocenę rzeczywistości, jak powoli sprawiały, że życie Bec stawało się jeszcze bardziej nieznośnym niż dotąd i wreszcie jak śmierć Izzy - pozornie będąca dla niej wybawieniem i okazją do prowadzenia życia, jakie od początku miała wieść - stała się jej kolejnym triumfem. 

Jeśli szukacie książki będącej swoistym studium psychologicznym, analizą przyjaźni opartej na kontrastach i konkurowaniu, Toksyczna przyjaźń będzie dla Was czymś idealnym. Jeśli zaś w miejsce powieści obyczajowej szukacie rasowego kryminału - tutaj go nie znajdziecie. Nie jest to bowiem historia o szukaniu mordercy (właściwie nikt go nie szuka...), lecz opowieść o trudnej więzi (a może raczej - układzie?), ewokującej gorycz, frustrację i załamanie.

Polecam. Czytało mi się ją bardzo dobrze, mimo że spodziewałam się czegoś nieco innego. Takie spojrzenie z boku na toksyczną relację pozwala odnieść ją do swojego życia, w którym również odszukać można podobne zależności. Jest zatem lektura także okazją do autorefleksji, zwłaszcza jeśli macie w swoim życiu tak destrukcyjne więzi, niekoniecznie na stopie przyjacielskiej.


piątek, 3 września 2021

Dziewczyna z wiatrem we włosach - Anna Szczęsna

 


Dziewczyna z wiatrem we włosach to drugi już tom serii Między stronami życia, spisanej przez Annę Szczęsny. Tym razem autorka skupiła się już nie tylko na perypetiach Justyny i Michała, ale także Marleny - agentki literackiej zmagającej się z trudnymi relacjami z rodzeństwem i widmem przyjęcia niechcianej, lecz sowicie opłacanej pracy.

Choć kobieta na co dzień zajmuje się wyciąganiem z twórczej niemocy zarówno Justyny, jak i Michała, kibicując im i napędzając ich do działania, podobnego wpływu nie ma niestety na rodzeństwo, co rusz wpadające w tarapaty finansowe i oczekujące pomocy siostry. To przez nich bohaterka sama zaczyna mieć problemy, a jedyną szansą na wyjście z opresji zdaje się przyjęcie zlecenia od Seweryna Mazura - młodego milionera pragnącego stworzyć swą autobiografię. Milionera wzbogaconego na branży, z którą kobieta nie miała dotąd do czynienia i nie bardzo chciałaby mieć...

Autorka po raz kolejny zawiesiła akcję w miejscu, które z niecierpliwością każe oczekiwać kolejnych części. Nigdy nie byłam fanką tego typu rozwiązań (zwłaszcza, gdy do wydania kolejnych tomów muszą upłynąć długie miesiące), tutaj jednak sprawdza się to dobrze - czytamy bowiem tak, jakbyśmy oglądali serial, czujemy tak, jakbyśmy znali bohaterów osobiście i właśnie zakończyli u nich odwiedziny, by przy okazji kolejnych dowiedzieć się, co u nich słychać. Kupuję to. 

Bohaterów polubiłam zaś na tyle, że z przyjemnością jeszcze o nich poczytam. Tę część czytało mi się zresztą dużo lepiej - i tu ukłon w stronę wydawnictwa, które zdecydowało się większą czcionkę - to zdecydowanie wiele ułatwiło.

Jeśli zatem szukacie czegoś lekkiego do poduszki, otulającego jak ciepły koc, sprawdzającego się w coraz chłodniejsze wieczory - polecam. Anna Szczęsna zabierze Was nie tylko do Torunia, ale także... na Lazurowe Wybrzeże. A kto by nie chciał choć przez chwilę skąpać się w słońcu? Przy tym wszystkim bohaterów naprawdę da się lubić (no, może poza Krzyśkiem...), widząc w nich postaci z takimi samymi problemami jak moje czy Twoje.


Do pierwszego tomu tędy:

Dziewczyna, która patrzyła w słońce


wtorek, 31 sierpnia 2021

Miłość na później - Mhairi McFarlane




Życie Laurie rozpada się na miliony kawałków, gdy po osiemnastu latach związku porzuca ją partner. Porzuca i niemal natychmiast obezwładnia wiadomością o tym, że spodziewa się dziecka z inną kobietą.

Zrozpaczona prawniczka czuje, że jej życie się skończyło, a całej historii dodatkowej goryczy dodaje fakt, że pracuje ona w tej samej firmie, co jej były już chłopak, Dan.

Wiedziona chęcią zemsty, bohaterka idzie na układ z Jamiem - mężczyzną przyprawiającym wszystkie kobiety o szybsze bicie serca, mającym jednak przypiętą łatkę casanovy. Decydują się udawać związek, co ma przynieść obu wymierne korzyści - ona wzbudzi zazdrość u byłego partnera, on zaś stanie się bardziej wiarygodnym kandydatem na partnera firmy dla szefostwa. Układ, zdawać by się mogło, idealny.

Gdy jednak naczelny flirciarz wchodzi w prawdziwą relację opartą na czymś innym niż seks, uświadamia sobie, że prawdziwa miłość to nie tylko mrzonki, lecz stan, którego naprawdę można doświadczyć. Laurie zaś również zaczyna się coraz bardziej angażować, za nic mając ostrzeżenia znajomych i współpracowników.

Mimo że od samego początku wiedziałam, w jakim kierunku potoczy się ta historia, mimo że bez pudła oceniłam każde z przyszłych wydarzeń, czytałam tę książkę z obłędną przyjemnością i wypiekami na twarzy, przy końcu przewracając już stronice jak szalona i skacząc po tekście, by jak najszybciej doczytać do końca.

I co czekało mnie przy finałowej scenie? Łzy wzruszenia. Ta autorka zawsze wywija moje wnętrze na lewą stronę, dociera do najwrażliwszych miejsc i sprawia, że czytając jej książki, płaczę. Choć zauważyłam pewną tendencję - początkowe rozdziały mogą się dłużyć, a akcja nabiera tempa gdzieś za połową. Podobnie rzecz miała się w przypadku innej książki tej autorki, co każe mi sądzić, że taki ma właśnie styl - powoli nakreśla całe tło, by później nagrodzić wytrwałych czytelników korowodem wydarzeń zmierzających ku finałowi na piątkę. A wszystko to w duchu chic-lit.

Najnowsza książka McFarlane to opowieść o nadziei, o nowych początkach, o grze pozorów i o tym, że często to na jakich się kreujemy ma źródło w głęboko skrywanej przeszłości lub minionych doświadczeniach życiowych. Nierzadko powłoka karierowicza, bawidamka czy osoby oschłej, to tylko maska, mająca ukryć poranione wnętrze i głęboko wrażliwą duszę. Maska, mająca uchronić przed kolejnym zranieniem.

Miłość na później jest rownież historią o kobiecie żyjącej w świecie mężczyzn - w świecie rządzonym zazdrością, popisywaniem się, szowinizmem, zazdrością, odrzuceniem  i niemożnością uwierzenia w to, że kobieta naprawdę może coś znaczyć. Że może być kimś więcej, niż tłem i motorem napędowym dla mężczyzny. 

Bardzo zżyłam się też z bohaterami. Najmocniej polubiłam... Jamiego. Autorka wspaniale nakreśliła jego drogę do maski, którą przybrał, ukazując jednocześnie jego życie rodzinne i prawdziwą twarz. Jego postać pokazuje, jak często oceniamy po pozorach, ale też jak łatwo jest grać w świecie opartym na kłamstwie i jak trudno pozbyć się łatek, które przykleiły się do nas za sprawą naszego zachowania, budując nam wątpliwą reputację.

Och, jakże ona mi się szalenie podobała! Czytajcie koniecznie!

Nie dajcie się zwieść okładce:)


Historia dla fanów Jojo Moyes czy Sary Jio - emocje i wzruszenia na podobnym poziomie:)


Nie mów nic, kocham Cię



poniedziałek, 30 sierpnia 2021

Dziewczyna, która patrzyła w słońce - Anna Szczęsna


Choć Anna Szczęsna ma już na swym koncie pokaźną liczbę książek (m.in. Sztukę dawania prezentów, Iskierkę nadziei czy Trzykrotkę), moje czytelnicze ścieżki przecięły się z autorką dopiero przy okazji cyklu Między stronami życia, w skład którego wchodzą obecnie Dziewczyna, która patrzyła w słońce Dziewczyna z wiatrem we włosach.

Tom pierwszy obejmuje opis perypetii Justyny Różyckiej i Michała Tarkowskiego - pisarzy, których zdaje się dzielić wszystko, połączy zaś wydawnictwo, agentka i... mieszkania. Ona jest autorką hitowych romansów, które nie schodzą z list bestsellerów. Jej książki emanują takim samym ciepłem jak ona sama i pewnie dlatego zbierają rzesze rozkochanych w jej twórczości czytelników. Choć kobieta ma za sobą bardzo trudną przeszłość, której wciąż nie potrafi przepracować, nie przeszkadza jej to w budowaniu życia pełnego sukcesów. On jest z kolei twórcą poczytnych horrorów, które wciąż jednak nie potrafią prześcignąć na sklepowych półkach romansów jego konkurentki. Jego usposobienie odpowiada gatunkowi literackiemu w jakim tworzy. Gdy przeprowadza się on do toruńskiej kamienicy i prosi o pomoc w urządzeniu nowego lokum kreatorki wnętrz, nie ma pojęcia, że naprzeciwko mieszka nie kto inny jak właśnie Justyna Różycka, a ich losy splotą się jeszcze niejeden raz...

Całość kończy się zawieszoną akcją, a ów cliffhinger sprawia, że po drugi tom chcemy sięgnąć natychmiast - warto zatem mieć go na podorędziu. Znacie tę sytuację doskonale z seriali - w momencie największego napięcia, gdy wreszcie ma się wyjaśnić, jak potoczą się losy naszych ulubionych bohaterów, pojawia się cudowny napis - ciąg dalszy nastąpi... Gdybym nie miała na półce drugiej części, chyba bym się wściekła :D

Zatem uprzedzam lojalnie - kupujcie od razu oba tomy, stanowią one bowiem naturalną całość i nie mogą bez siebie istnieć;)

Sam zaś tom pierwszy to opowieść udowadniająca, że zawsze jest czas i szansa na zmianę, a to co najpiękniejsze, przychodzi w życiu nieoczekiwanie - nieważne czy masz lat dwadzieścia, czy czterdzieści - nigdy nie wiesz, czy Twoja największa konkurencja nie okaże się Twoim przeznaczeniem. Jeśli zatem lubicie książki, w których bohaterowie mają szansę na przemianę, a ci z pozoru antypatyczni okazują się wcale nienajgorsi - to pozycja dla Was. Dodatkową przyjemnością jest śledzenie procesu twórczego obu autorów - te fragmenty od razu przypomniały mi książki Jak oni pracują? Anny Napiórskiej.

Szczęsna dała mi się poznać jako autorka, której warto dać szansę. Wykreowane przez nią postaci budzą sympatię, kibicujemy ich poczynaniom, mając głębokie przekonanie (graniczące z pewnością) o tym, jak potoczą się ich losy, co nie odbiera jednak przyjemności czytania. Zatopienie się w świecie autorów romansów i horrorów oraz ich agentki i przyjaciółki było dla mnie miłym akcentem w te dni, gdy sierpień bez ostrzeżenia postanowił stać się listopadem. Jest to bowiem lektura lekka, niezobowiązująca, napisana prosto, językowo przejrzysta, tak, by czytelnik mógł skupić się na samej akcji i oddać czystej rozrywce. Tej zaś dostarcza ona sporo.

Mam jeden zarzut do wydania - bardzo wąskie marginesy w połączeniu z małą czcionką, to niezbyt dobry wybór. Czyta się niezbyt wygodnie. Na szczęście przy okazji drugiego tomu ta niedogodność została usunięta :)


niedziela, 15 sierpnia 2021

Miłość na później - Mhairi McFarlane [zapowiedź]




Poruszająca, dowcipna i błyskotliwa komedia romantyczna. – „Woman & Home”

Ona ma złamane serce, a on nie wierzy w miłość. Wspólnie wpadają na pomysł, by udawać związek. Tyle że ten prosty plan szybko się komplikuje… Mhairi McFarlane, autorka bestsellerów „Sunday Timesa”, stworzyła pełną miłosnych przepychanek i dobrego humoru komedię romantyczną, która zachwyci fanki szczęśliwych zakończeń. „Miłość na później” to subtelna i podnosząca na duchu  opowieść o tym, że życie szykuje dla nas czasem bardzo zaskakujące scenariusze. Książka zdobyła wyróżnienie Amazona w kategorii „najlepszy romans 2020”! Premiera już 1 września.

Trzydziestosześcioletnia Laurie, odnosząca sukcesy prawniczka, od ponad osiemnastu lat jest w szczęśliwym związku z Danem, z którym wkrótce mają rozpocząć starania o dziecko. Gdy jej ukochany niespodziewanie z nią zrywa, Laurie jest zszokowana i załamana. Nie dość, że pracują w tej samej kancelarii, to jeszcze lotem błyskawicy w firmie rozchodzi się wieść o ciąży nowej partnerki jej byłego. Dla Laurie to cios poniżej pasa. I wtedy przypadkowe spotkanie w zepsutej windzie ze słynnym na całą kancelarię playboyem otwiera przed nią nowe możliwości. Zemsta będzie słodka...

Jamie Carter nie wierzy w miłość, ale potrzebuje dziewczyny, żeby zrobić wrażenie na szefostwie. Laurie z kolei pragnie, by współpracownicy znaleźli sobie nowy temat do plotek. Wspólnie wpadają na pomysł, który może rozwiązać ich problemy: przez kilka miesięcy będą udawać, że są parą. Dzięki temu Laurie odegra się na Danie i wzbudzi w nim zazdrość, Jamie zaś będzie miał szansę na awans, a może i udziały w firmie, przełożeni bowiem oczekują stabilizacji w jego życiu prywatnym. Koledzy z pracy angażują się w rozgrywany w mediach społecznościowych romans na niby, ze strategicznie zaplanowanymi zdjęciami i z góry ustaloną datą jego zakończenia. Prosty plan szybko zaczyna się jednak komplikować…

„Miłość na później” to urocza komedia romantyczna, która pod przykrywką lekkiej i niezobowiązującej historii niesie w sobie wartościowy przekaz. Mhairi McFarlane przekonuje w niej, że każdy koniec daje szansę na nowy początek i nawet tak bolesne doświadczenia jak zdrada czy rozstanie mogą przynieść nam coś dobrego. Książka zdobyła uznanie zagranicznych mediów i czytelniczek, które doceniły kreacje postaci, błyskotliwe dialogi, a także niekwestionowany talent autorki do ukazywania głębi psychologicznej bohaterów oraz skomplikowanych relacji między nimi. Brytyjska pisarka na przykładzie losów Laurie i Jamiego udowadnia, że w życiu, zwłaszcza miłosnym, nie warto kierować się uprzedzeniami, a na prawdziwe uczucia nigdy nie jest za późno. 

Powieść Mhairi McFarlane z pewnością przypadnie do gustu fankom romansów, w których pojawia się tak popularny ostatnio w literaturze obyczajowej motyw udawanego związku. Przejmująca i zabawna historia Laurie i Jamiego zachwyci przede wszystkim miłośniczki prozy Abby Jimenez, Beth O’Leary oraz Christiny Lauren.

Mhairi McFarlane – urodzona w Szkocji pisarka. Studiowała filologię angielską na Uniwersytecie w Manchesterze. Po ukończeniu studiów przeprowadziła się do Nottingham, gdzie pracowała jako dziennikarka. Obecnie skupia się na pisaniu komedii romantycznych, które cieszą się uznaniem mediów i czytelniczek. Jej debiutancka powieść „Nie mów nic, kocham cię” (oryg. „You Had Me At Hello”, 2012) wkrótce ma zostać zekranizowana. 

Premiera 01.09.2021r.





środa, 11 sierpnia 2021

Czas na nową miłość - Kinga Gąska



Czytając pierwszy tom serii Kingi Gąski - Miłość aż po rozwód - okrutnie zżymałam się na męskich bohaterów. Irytowały mnie wcale nie kobiety (jak podejrzewała w posłowiu autorka), które - fakt - łatwowierne, naiwne, ale jednak kierujące się spragnionym miłości, ciepła i akceptacji sercem, dumne i niezgadzające się na porażkę ani na osąd społeczeństwa, trwały w wyniszczających je związkach (przemocowych zarówno psychicznie, jak i fizycznie). Irytowali mnie faceci, bo to oni wykorzystując zranione serca kobiet, najpierw karmili je ciepłymi słówkami i swą opiekuńczością, a później zdzierali maski, ukazując swe prawdziwe oblicza - bajkopisarzy, bawidamków, alkoholików, uzależnionych od narkotyków, skłonnych do przemocy frustratów, wyżywających się na swoich żonach.

Ze swojego otoczenia znam podobne historie, daleka jestem od osądzania, ale zbyt wiele widziałam, by pewne zachowania mnie nie rozsierdzały. 

Z tym większą ulgą zakończyłam tom pierwszy - mając nadzieję, że te patologiczne męskie zachowania - mimo że na kartach literatury - zostawiłam już za sobą.

Sięgając po tom drugi - Czas na nową miłość - liczyłam na zmiany, na metamorfozy głównych bohaterek, które połączyła osoba Pawła - byłego męża jednej, syna drugiej i brata trzeciej. Czy moim wyobrażeniom stało się zadość?

Ewelina, Joanna i Jadwiga - trzy całkowicie różne postaci żeńskie, z innym bagażem doświadczeń, inną drogą życia, zdawałoby się - z różnych światów.

Ewelina trwając w separacji, postawiła na siebie. Rozwijała się jako fryzjerka, promowała salon na Instagramie, zdobywając coraz większe grono obserwatorów i wreszcie - samotnie wychowując córeczkę, kiepsko znoszącą rozłąkę z ojcem przebywającym za granicą. Korzystając z rad koleżanki, postanowiła zaszaleć na Tinderze, by nie spędzać każdego wieczoru w samotności.

Jadwiga, jej mama, zdecydowała nie spłacać już kredytów zaciągniętych przez syna, lecz zmusić go do wzięcia odpowiedzialności za własne czyny. Postanowiła w końcu wyswobodzić się z toksycznych relacji, w które wplątywała się co rusz - mąż alkoholik i syn bajkopisarz przysporzyli jej już dość zmartwień. Swą energię i czas ukierunkowała na opiekę nad wnuczką Zuzią oraz rozwijanie pasjonackiego profilu na Instagramie.

Joanna, trzecia z kobiet, to była żona Pawła, który okłamywał ją nieustannie, przebywając w swym świecie nieskrępowanej imaginacji. Konfabulował, tworząc zarówno iluzję własnego życia sprzed Joanny, jak i później rozpowiadając kłamstwa na jej temat, burząc jej wizerunek zaradnej bizneswoman. Kobieta próbowała wrócić do równowagi, podróżując i powoli rezygnując ze stuprocentowej kontroli nad biznesem, by pozwolić wykazać się swym pracownikom. 

Ich losy splatają, udowadniając, że kobieca solidarność istnieje i może przynieść wiele dobrego.

I owszem - otrzymałam swoje metamorfozy. Choć mężczyźni jeszcze niejedno namieszali w życiu bohaterek, stały się one silniejsze, pewniejsze siebie, zdecydowane i mniej pobłażliwe. Zaczęły liczyć na siebie i na siebie stawiać, wiedząc, że to ich szczęście jest najważniejsze. Przy tym wszystkim nie zapomniały o drugim, co jedynie utwierdza w przekonaniu, że człowiek, który sam ze sobą się pogodził i w swojej głowie zaprowadził porządek, ma większe zasoby, by nieść dobro dalej.

Czas na nową miłość to lekka obyczajówka, którą z powodzeniem możecie zabrać na letni wypoczynek. Co prawda trochę nerwów przy niej stracicie (jednak bez porównania z tomem pierwszym!), ale ostatecznie dostarczy Wam rozrywki na miarę wakacyjnych wojaży. Czyta się ją raz-dwa, a przecież to jeden z wyznaczników dobrej urlopowej lektury.

Bez fajerwerków, za to całkiem przyzwoicie - i jeśli tylko lubicie polskie obyczajówki, to będziecie zadowoleni.

A jeśli macie ochotę na lekturę - na Instagramie czeka na Was rozdanie z dwoma pakietami obu tomów do złapania.

O, tu.


poniedziałek, 26 lipca 2021

Dotyk - Ilona Gołębiewska

 



Dotyk to dwunasta już powieść w dorobku Ilony Gołębiewskiej, a ja wciąż mam w pamięci jej pisarski debiut. Czas pędzi, a księgarnie coraz ściślej wypełniają się jej literackimi dziećmi.

Tym razem Autorka podjęła się w swej książce opowieści o młodych ludziach prowadzących wspólnie swą działalność gospodarczą, zaś kiedyś wplątanych w bardzo nieczyste interesy.

Majka, Olga, Sebastian i Krystian trudnili się kiedyś wyłudzaniem pieniędzy od zamożnych i żonatych mężczyzn. Kobiety wabiły ich swoimi wdziękami, upijały, a następnie chłopacy robili im jednoznaczne zdjęcia, po czym po paru dniach szantażowali wyznaniem ich niechlubnych sekretów żonom. Wszystko szło jak z płatka, pieniądze wpływały na konto, jednak po mieście zaczęła krążyć fama o młodych ludziach polujących na bogatych mężczyzn szukających wrażeń, a bohaterowie zaczęli być niewygodni dla głowy kierującej biznesem. W końcu ktoś ich wydał, a sprawa trafiła do sądu. Tylko dzięki łaskawości sędzi i mętnym zeznaniom Krystiana (który sam uniknął wyroku) udało im się dostać wyroki w zawieszeniu.

Majka, Olga i Sebastian zerwali wszelkie kontakty z Krystianem i postanowili odtąd żyć uczciwie. Założyli firmę PodSZEWka, zajmującą się szyciem ubrań dla wymagających klientek, zdobywali najlepsze materiały i projektowali tylko bardzo przemyślane i limitowane kolekcje. Olga i Sebastian mieli się ku sobie, lecz nie potrafili tego sobie wyznać, zaś Majka trwała w związku z Błażejem - mężczyzną, który wyjechał do Norwegii za pracą, mającą zapewnić im fundusze na wspólną przyszłość. Wydawało się, że ich życie wkroczyło na właściwe tory i wszystko zaczyna się układać. 

Wtedy na drodze Majki stanął Michał - przystojny, opiekuńczy, a przy tym niezwykle zaradny mężczyzna. Prowadził on firmę budowlaną, która miała przeprowadzić remont w fundacji, w której kobieta pracowała w charakterze wolontariatu. Ich drogi przecięły się akurat wtedy, gdy związek Majki powoli się rozpadał, a do jej drzwi zapukała nieproszona przeszłość, zaś ona wpadła w coraz większe tarapaty finansowe, a chcąc się z nich wydobyć, podejmowała coraz głupsze decyzje...

Mimo rodzącego się między nimi uczucia, bohaterka nie była w stanie zwierzyć mu się z tego, co działo się w jej życiu i w jak wielkie kłopoty wpadła. Ten jednak, wiedziony impulsem i pragnieniem opieki, nie poddawał się i trwał przy niej na przekór wszystkim przeciwnościom. Tym bardziej, że sam miał bardzo tajemniczą przeszłość. Wiedział też, że nierzadko jeden wybór może doprowadzić do serii tragicznych skutków. Miał świadomość, jak cienka jest granica i jak bardzo trzeba uważać, by jej nie przekroczyć.

Czy Majce uda się wykaraskać z kłopotów, a przy tym nie stracić zaufania przyjaciół i Michała? Tego dowiecie się, dając się porwać tej wciągającej historii.

Bardzo polubiłam bohaterów, najbardziej Olgę i Sebastiana, choć było ich tu tak naprawdę niewiele. Majka nieco irytowała mnie swą łatwowiernością i skłonnością do ryzykownych zachowań, a jej klubowa brawura mocno działała mi na nerwy (choć rozumiem ich źródło w jej przeszłości i potrzebie pozbycia się złych emocji), podobnie jak postawa Michała, który rycersko przyglądał się jej wybrykom, zamiast spróbować odwieść ją od szalonych pomysłów. Znając wybuchowy charakter bohaterki, wiem jednak, jak mogłoby się to skończyć i zdaję sobie sprawę, że tylko tak można to było rozpisać.

Najbardziej drażnili mnie, rzecz jasna, Krystian i Błażej - typowi przedstawiciele gatunku "jestem miły, dopóki czegoś od ciebie chcę, później mogę cię wyzywać jak tylko mi się podoba". Takie osobowości znam z własnego życia i doskonale wiem, jak trudno się ich pozbyć, jak fantastycznie potrafią manipulować i wzbudzać poczucie winy, tak jak robili to z Majką. Autorce udało się niemalże perfekcyjnie oddać ten system zachowań oprawca-ofiara. 

Jako smaczek dla swoich fanów, pisarska pozostawiła w powieści nawiązania do poprzedniej książki - w tle pojawia się zespół Husaria i klub Granda znani ze Zmysłów, co zawsze stanowi miły easter egg i oczko puszczone w stronę czytelników.

Tym co mi się nie podoba, jest okładka - przyznaję, że gdybym to nią miała kierować się podczas zakupów, nie zdecydowałabym się na nią. Ba! Nawet dłużej nie zawiesiłabym na niej wzroku. Jest co prawda wakacyjna, letnia, ale mam też przy tym wrażenie, że jest szalenie pospolita i niewyróżniająca się. 

Poza tym - polecam! To lekka obyczajówka, w sam raz na wyjazd. Nie jest przy tym głupkowata, podejmuje trudne tematy, wplata wątek choroby, opuszczenia, związków na odległość, wolontariatu, zdrad, oszustw internetowych i wielu innych  - przyznacie, że to całkiem niezła obudowa do romansu będącego wątkiem głównym:)

Zachęcam - zarówno do lektury Dotyku, jak i pozostałych książek Gołębiewskiej. Jeśli szukacie odskoczni od codzienności, tu na pewno ją znajdziecie.

 ♡ ♡ ♡

Inne książki Ilony Gołębiewskiej na blogu:

Pragnienia / Powrót do starego domu


niedziela, 27 czerwca 2021

Gorące sekrety [zapowiedź]

 


JUŻ 30 CZERWCA....


Gorące lato, morze, góry, jeziora, wyprawy w nieznane i tajemnice. A w tym wszystkim seks i miłosne uniesienia. Tajemnice letnich romansów odkryją przed nami m.in. Magdalena Witkiewicz, Katarzyna Berenika Miszczuk, K.A. Figaro i 7 innych autorek, które już nieraz rozbudzały kobiecą wyobraźnię. Czy nadchodzące lato będzie słoneczne? Nie wiadomo. Wiemy, że na pewno będzie gorące!

SEKRET POŻĄDANIA
Gabriel jest właścicielem sekretnego elitarnego klubu, którego członkowie mogą spełniać najskrytsze fantazje seksualne. Pewnego dnia na drodze Gabriela zjawia się ognistowłosa Dagmara, dziennikarka o temperamencie równie gorącym co kolor jej włosów. Niestety, nie staje się kolejną zdobyczą Gabriela mimo jego starań. Czując pożądanie mężczyzny, stawia mu pewien warunek.

JESTEM KOBIETĄ
Joanna i Agnieszka mają wszystko – mężów, luksusowe domy i dobrze prosperujące interesy. Wiodą wygodne, choć nieco nudne życie. Ich mężowie bowiem zajmują się głównie pracą, nieco je zaniedbując, zwłaszcza w sypialni. Upalny bezruch przerywa młody przystojny ogrodnik, który niespodziewanie zastępuje ich starego pracownika.

TAJEMNICZA POKUSA
Dawid i Maciej lecą razem na wakacje na Kretę. Obaj chcą się zabawić i korzystać z licznych uroków pięknej wyspy. Na drodze Dawida staje jednak tajemnicza nieznajoma. Wydaje się bardzo bezpośrednia i otwarta na letnią przygodę. Bo przecież mężczyzna nie wierzy w miłość. Czy greckie noce odmienią życie Dawida i przyniosą mu coś więcej niż letni romans?

DZIEWCZYNA RATOWNIKA
Kirył śmiertelnie się nudzi na wieżyczce ratownika, pilnując kolejnych turnusów kolonistów spędzających wakacje nad jeziorem Bajkał. Może to lato nie będzie jednak tak do końca stracone i jak zwykle uda mu się poderwać jakąś dziewczynę. Zwłaszcza że plażą akurat przechadza się obłędna piękność.

ELIKSIR
Ewa zakłada pensjonat i jako księgowego zatrudnia tajemniczego Adama Iskrzyckiego. Im bardziej jednak próbuje go uwieść, tym bardziej jej się to nie udaje. Mężczyzna jest bowiem wyjątkowo skryty. I jako jedyny wydaje się odporny na jej urok. Taka zniewaga to dla Ewy wyzwanie. Podejmuje kolejną próbę.
Warzy eliksir miłosny.

KIM TY JESTEŚ?
Anette jest skromną, cichą, zwykłą dziewczyną. Pracuje w kwiaciarni i czeka na księcia na białym koniu, który zjawi się u niej w pracy, a ona zakocha się od pierwszego wejrzenia. A potem będą żyli długo i szczęśliwie. Pewnego dnia rzeczywiście w jej życiu pojawia się Ernest. Jest ideałem. Przystojny, szarmancki, uprzejmy, od razu wpada dziewczynie w oko.
Szybko proponuje wspólny wyjazd na wakacje.
Już po drodze okazuje się jednak, że chłopak nie do końca jest taki kryształowy.

JEDWAB HRABINY
Pochodząca z zacnego, lecz zubożałego szlacheckiego rodu młodziutka Cecylia dzięki małżeństwu ze starszym hrabią Osnowieckim zyskała bogactwo, prestiż i szczęście. Niestety, prysło ono wkrótce po ślubie, ponieważ mąż nagle zmarł. Cecylia próbuje zachować niezależność, jednak majątek męża i młoda wdówka są łakomym kąskiem dla bratanka hrabiego. Na horyzoncie pojawia się jednak młody kapitan Antoine. Cóż z tego, skoro Cecylii nie wolno nigdy więcej wyjść za mąż


piątek, 25 czerwca 2021

Oczy królowej - Oliver Clements



 

- Ale o tobie, John, zawsze myślę jak o swoich oczach, które wyraźnie widzą w ciemności, podczas gdy oczy innych potrafią ujrzeć wyłącznie ciemność. [1]


Rzecz dzieje się w wieku XVI, kiedy to na tronie zasiada Elżbieta I, a jej królestwo toczy brak pieniędzy i spiskujący wokół wrogowie. Królowa więzi Marię, królową Szkotów i tylko czeka, aż któryś z jej wysłanników zażąda jej głowy. W tych niełatwych czasach monarchini stara się otaczać zaufanymi ludźmi, z których najważniejszym zdaje się Francis Walsingham - niegdyś depozytariusz ważnych dokumentów, będących mapą do niesamowicie ważnej cieśniny Anian, mogącej odmienić losy królestwa.- jego wpływów i majętności - teraz zaś, na skutek ich utracenia, postać na cenzurowanym. Bohater, główny tajny szpieg, wysyła Johna Dee - astrologa i uczonego - by ten przechwycił dokumenty i sprowadził je przed oblicze królowej, której - trzeba dodać - jest on najwierniejszym sługą i oczami. W międzyczasie na dworze trwa cicha gra między Elżbietą a Marią, mogąca doprowadzić do zamachu. 

Nie jest to może Dan Brown ani Ken Follet, fanom twórczości których jest ona polecana (umówmy się - odstaje chociażby gabarytowo), stanowi jednak lekturę relaksową, urlopową wręcz - taką na działkę, na hamak, na plażę czy na ciepłe wieczory spędzone na balkonie (tę ostatnią opcję, ze względu na znaczącą rolę gwiazd w powieści, polecam najmocniej).


Jak na thriller historyczny za mało było tu dla mnie i sensacji, i historii - odnoszę wrażenie, że wiele wątków zostało potraktowanych po macoszemu, pominiętych lub ledwie liźniętych. Jeśli z tym autor nas zostawi - należy traktować to jako zdecydowaną wadę, jeśli jednak to zapowiedź kolejnych tomów - można tłumaczyć owo zasygnalizowanie wątków niedługim ich rozwinięciem w kolejnyc

h publikacjach. Szczerze mówiąc jednak, raczej nie ma ku temu przesłanek. 

Czy zatem lekturę odradzam? Absolutnie nie! Jeśli lubicie powieści, w których spiski, pościgi i intrygi w imię Jej Królewskiej Mości wiodą prym, a przy tym nie przepadacie za dziełami sążnistymi, w których roi się od postaci niemożliwych do zapamiętania, wątków niezliczonych i mnogich zwrotów akcji na co drugiej stronicy - polecam Wam ją serdecznie. Nie można jej bowiem w żaden sposób odmówić funkcji rozrywkowej - czyta się ją lekko, z zaciekawieniem, co rusz prychając (ach ta podstępna Maria!), wzdychając (ach ten przenikliwy Dee!) czy mamrocząc pod nosem (Walsingham!). Autor nie szczędzi nam także brutalnych opisów, miejscami wręcz skatologicznych - nurzanie się w odchodach, brodzenie w cuchnącej Tamizie (wiwat wiek XVI!) czy brodzenie w krwi rozprutych bohaterów, po to tylko, by przechwycić tajne wiadomości nie jest tu niczym szczególnym, ot - takie czasy, takie życie. Zalecam więc szczególną ostrożność podczas lektury tym, których żołądek jest bardzo delikatny. 

Polecam zatem - dajcie się wywieść w pole sir Walsinghamowi, szpiegowi, który nawet w najtrudniejszej sytuacji potrafi wymyślić plan B, a czasem i C; dajcie się skusić odkrywaniu tajnych szyfrów z Johnem Dee i wreszcie zostańcie świadkami męczeńskiej egzekucji - a wszystko to w imię Jej Królewskiej Mości.



Premiera książki już 29.06.2021.


[1] Oczy królowej, Oliver Clements, Poznań 2021, s. 117.  





niedziela, 20 czerwca 2021

Odnowa - Krzysztof Gawkowski

 


Bogna na dniach wyjechać ma do brata, by spędzić z nim część wakacji. Niestety jej beztroski czas urlopowy zaburzają dwie wiadomości - zaginięcie Karola i jego dziewczyny, a do tego zawał mamy. Dziewczyna z jednej strony chce przy niej zostać, by móc się nią opiekować, z drugiej zaś czuje, że musi wyjechać do Bydgoszczy, by tam na własną rękę szukać brata. Czuje, że jego zaginięcie nie jest przypadkowe. Bohaterka kontaktuje się z miejscowym dziennikarzem i razem rozpoczynają śledztwo, które prowadzi ich przez bezlitosny świat biznesu. Prezes firmy Pobeda Investments, której pracownikiem był Karol zachowuje się co najmniej dziwnie i szybko okazuje się, że za jego sposobem bycia kryje się coś więcej niż tylko biznesowa maska. Dziewczyna wraz z dziennikarzami trafia na trop planów dziwnej maszyny, kroczy śladami tajemniczej historii, której patronują Leonardo da Vinci i Nikola Tesla, a jej droga nie kończy się w Bydgoszczy, lecz prowadzi dalej, do Mediolanu. 

Bogna nie wie, że decydując się na poszukiwanie brata i angażując się w rozszyfrowanie enigmatycznych planów narazi się na ogromne niebezpieczeństwo. Jej śledztwo bowiem będzie bardzo niewygodne dla tych, którzy mają wielkie wpływy, a których cechuje bezwzględność i nieugiętość w dążeniu do celu. Tajemnicza historia sięgająca stowarzyszenia Vril nie zna kompromisów - tam gdzie w grę wchodzi wielka władza, żadne pieniądze i ofiary nie mają znaczenia.

Główna bohaterka jest nieustępliwa, zawzięta, ale też bardzo impulsywna w swych działaniach, co powoduje wiele komplikacji. Jest jednak postacią wyróżniającą się determinacją, postacią postawioną w bardzo trudnej życiowej sytuacji, zmuszoną naginać rzeczywistość, by nie narażać schorowanej mamy na dodatkowy stres. Czy w tych okolicznościach uda jej się przejrzeć i udaremnić plany wielkiej firmy, a przy tym odnaleźć brata i wyjść z tego cało? Pomagający jej dziennikarz szybko przejmuje rolę jej opiekuna, dbającego o to, by nie dała się ona wciągnąć w żadną niebezpieczną grę bez uprzedniego informowania go o swoich kolejnych ruchach. Autorowi udało się tak zarysować świat przedstawiony, że czytelnik z miejsca pała sympatią do bohaterów stojących po stronie prawa, a nieufność czy nawet niechęć czuje do ich antagonistów.

Krzysztof Gawkowski stworzył thriller, w którym widać jego sprawny warsztat.  To taki rodzimy, lżejszy, nie aż tak rozbudowany w spiski i teorie Dan Brown.  Skojarzenie to nasuwa się samo nie tylko za sprawą sięgania przez autora do tajemnic przeszłości i dawnych stowarzyszeń mających wpływ na teraźniejszość, ale także przez postać samego włoskiego mistrza. 

Czyta się tę powieść bardzo przyjemnie i lekko, cechy te zaś predestynują tę książkę do miana dobrej lektury na wakacje. I taka właśnie jest - bogata w zagadki, intrygi, wciągająca, a przy tym nieskomplikowana i przystępna. Idealna na urlop. 


poniedziałek, 14 czerwca 2021

Kątem oka - Adrianna Korcz


Kątem oka to publikacja, którą trudno przyporządkować mi do jednego gatunku - jest to bowiem szczególne połączenie literatury pięknej i książki psychologicznej; osobliwa droga myśli mająca momentami charakter pamiętnika, wypełniona retrospekcjami i odniesieniami do tego, co teraz. 

Język, którym posługują się bohaterowie nie jest transparentny, mnoży się w nim od pojęć naukowych, zatem podczas lektury nastawić trzeba się na wzmożony wysiłek intelektualny, który zaprocentuje lepszym poznaniem i zrozumieniem samego siebie, a zapewne także osób będących wokół nas.

Narrator jest czujnym obserwatorem rzeczywistości, uważnym rozmówcą, który bardzo drobiazgowo opisuje ludzkie zachowania, mimikę, ruchy twarzy, mikrogesty, mimowolne skurcze oddające emocje i towarzyszące kolejnym wypowiedziom. Obserwuje, jak kto siedział, jak spojrzał, jak drgnęła mu powieka. Obserwuje, bo wie, że każde z tych - często nieuświadomionych zachowań - oddaje prawdziwe myśli, tłumaczy reakcje. Jego rozmowy z kolejnymi postaciami przypominały mi spotkanie z psychoterapeutą - nierzadko osoba skrzywdzona sama musiała szukać odpowiedzi na własne pytania, a ich głośne zwerbalizowanie pomagało jej uświadomić sobie to, co od dawna wiedziała, pokazać jak wielką drogą jest autentyczne wybaczenie. 


Kątem oka to swoista droga myśli, strumień świadomości, refleksji, rozważań, prób odpowiedzenia na pytanie czym jest przebaczenie, jakie czynniki muszą zaistnieć, by mogło ono w pełni wybrzmieć, a wszystko to przefiltrowane przez relacje ludzi zranionych w bardzo różny sposób, trwających w wielorakich relacjach.

Autorka docieka tego, czym jest proces wybaczania, czy kierują nim jakieś zasady, jakie błędy można najczęściej popełnić, zaznajamia nas ze swoistą techniką wybaczania, przypomina o konieczności egzekwowania próśb o wybaczenie, złych skutkach kompromisów, a wszystko to en passant, wszak nie jest to poradnik, lecz unikatowa powieść.

Kątem oka to książka dla odbiorcy uważnego, gotowego na pogłębioną refleksję, na aktualizację poglądów, oswajanie się ze śmiercią, wejście w dialog z bohaterami. Sama co rusz łapałam się na tym, że odpowiadałam im w myślach, wchodziłam w dyskusję, miałam wręcz wrażenie, że każda kolejna rozmowa ożywa na moich oczach. To nie lektura na raz - to publikacja, którą co chwila się odkłada, by skonfrontować własne myśli z myślami bohaterów. Zranionej przyjaciółki, syna z przemocowej rodziny obarczonego traumą alkoholizmu, dziecka będącego świadkiem sceny, której widzieć nie powinno. 

Autorka pozwala poświęcić nam wiele czasu i myśli zagadnieniu, które zdaje się, traktujemy dziś bardzo instrumentalnie i po macoszemu, rzadko pogłębiając jego istotę, jedynie incydentalnie zastanawiając się, czy naprawdę wybaczyłem, czy o wybaczenie poprosiłem i czy nie poszedłem czasem na kompromis, który jedynie oddala od siebie bliskie osoby, zamiatając problem pod dywan, wciąż wibrując pod skórą jak jątrząca się rana spychana na granice świadomości.

To była dla mnie trudna, ale ważna lektura. Uświadamiająca jak mało we mnie przestrzeni na autentyczne wybaczenie, jak wiele kwestii jeszcze do przepracowania.

Momentami czułam się jak na kozetce, widząc swoje odbicie w postawach i doświadczeniach bohaterów. Mój egzemplarz ciężki jest od kolorowych karteczek znaczących istotne dla mnie fragmenty, zaś najważniejszym rozdziałem, z siedmiu naznaczonymi całą plejadą emocji, był ten ostatni - poświęcony unikalnym warsztatom gromadzącym ludzi z różnych środowisk, z różnymi doświadczeniami i różnymi osobowościami, złączonymi jednym - potrzebą prawdziwego wybaczenia.


Ogromnie polecam tę książkę Waszej uwadze. Jej lektura, a także pogłębiona nad nią refleksja, zdziałają w Waszym życiu dużo dobrego.


Jeśli nie jesteście pewni czy to książka dla Was - kliknijcie tutaj. Zostawiam odnośnik do paru jej fragmentów.



czwartek, 10 czerwca 2021

Zakazany owoc - Jojo Moyes

 



Jojo Moyes, której powieści uwielbiam, które stanowią dla mnie niesamowitą odskocznię od codzienności i gwarancję dobrze spędzonego czasu, moje pewne comfort reading books, porwała mnie tym razem do świata artystycznej bohemy, niezrozumienia dla odmienności, niechęci do tego co nowe i błędów przeszłości, które rezonują na kolejne pokolenia bohaterów.

Moyes prowadzi nas dwoma głównymi torami opowieści - początkowe rozdziały to wydarzenia sięgające przeszłości, stanowiące podstawę tego, o czym czytać będziemy później. Są to czasy młodości Lottie i Celii, czasy ich ogromnej przyjaźni i potajemnych wypadów do Arcadii - wyróżniającej się na tle innych budynków posiadłości w Merham, którą miejscowi nazywali siedliskiem zła, podczas gdy była ona li przestrzenią wolności. Zamieszkiwali ją Frances, Adeline i George - ludzie wyjątkowi, dalecy od konwenansowych zachowań czy wypowiedzi, za nic mający opinię mieszkańców i robiący to, co im w duszy gra. Choć gospodarze byli z nich nie najlepsi, w ich otoczeniu bohaterki czuły się tak swobodnie, jak nigdy wcześniej. Wraz z upływającym czasem Arkadia stała się świadkiem wielu miłości - szczególnie tych nieszczęśliwych i niespełnionych, a na skutek splotu wydarzeń weszła później w posiadanie Lottie.

O tym dowiadujemy się jednak znacznie później, w narracji współczesnej, której najważniejszą postacią jest Daisy -  świeżo upieczona i opuszczona przez ojca swojego dziecka mama, która podejmuje się urządzenia wnętrza Arkadii. Jej nowy szef, Jones, planuje otworzyć w tej niezwykłej willi miejsce spotkań i hotel dla ludzi miastowych, a jako że jest on właścicielem głośnego lokalu w Londynie, miejscowym staje się to bardzo nie w smak. Boją się oni, że Merham utraci swą sielskość i spokój, stając się w zamian siedliskiej rozpusty, tak jak - w ich opinii - miało to już miejsce przed laty. Robią zatem wszystko, by pokrzyżować plany Daisy i jej pracownikom. Tymczasem kobieta odkrywa sekrety miejsca, w którym przyszło jej przepracowywać ból złamanego i porzuconego serca, dowiadując się więcej o sobie i innych, niż mogłaby przypuszczać. Arcadia staje się dla niej czymś znacznie więcej niż obiektem do wyremontowania - staje się szkołą i... domem, a przy tym przestrzenią bezpieczeństwa. 

Tym co wyróżnią tę wielowątkową powieść, poza niezwykłą atmosferą miejsca akcji, jest przytłaczające poczucie smutku i niespełnienia. Desperacja, żal, tęsknota, a nawet rozpacz ciągną się za większością bohaterów, potęgując wrażenie nieszczęścia atakującego nas ze wszystkich stron. Bardziej niż miłość szczęśliwą, obserwujemy tę niemożliwą, rozgoryczoną, zaś sam tytułowy zakazany owoc również nierozerwalnie wiąże się z owym poczuciem braku spełnienia i może być zarówno metaforą samej Arcadii, jak i rodzących się pod jej dachem uczuć. Bohaterowie zarysowani przez Moyes wyróżniają się na tle dotychczasowych historii - eleganccy mieszkańcy Merham skonsrastowani zostali z barwnymi ptakami, jak lubię myśleć o lokatorach Arcadii, a mimo tej pozornej odległości ich życiowe wybory aż tak bardzo się od siebie nie różniły. Cechą dominującą tej powieści jest nostalgia i wiążąca się z nią pewna niespieszność narracji - nie znajdziecie tu szybkiej akcji czy wielu intryg, choć oczywiście i te się pojawiają. Mam wrażenie, że to bardziej powieść o emocjach i różnych odcieniach miłości, o wyborach i ich konsekwencjach.

Ponad 500 stron bardzo dobrej rozrywki, dającej możliwość spojrzenia na cudze życie z perspektywy minionych lat, szansę na dokonanie oceny i zrozumienie jak brzemienne w skutki może być rezygnowanie z marzeń i własnego szczęścia, by nie ranić innych. Zaczyna się dość leniwie, jednak obiecuje szeroki wachlarz emocji

Polecam serdecznie! Na Instagramie czekają na Was trzy egzemplarze do wzięcia:)




Inne książki Jojo Moyes na blogu:


Pop! - Mitch Johnson [patronat]

 





Cukier uzależnia - do tego nie trzeba nikogo przekonywać. 

Czy jednak wiecie, jak ogromny wpływ na życie milionów ludzi mogłoby mieć nagłe odcięcie jego źródeł? Czy wyobrażacie sobie świat bez Coca-Coli? Namiastkę tego niektórzy odczuwają po wprowadzeniu podatku cukrowego, który sprawił, że napój ów stał się rodzajem dobra luksusowego.

W podobnej rzeczywistości znaleźli się bohaterowie powieści Pop! Ich światem rządzili dwaj konkurencyjni producenci słodkich napojów - Mac-Tonic  i Delixir. Receptura pierwszego była tak pilnie strzeżona, że nikt nie znał jej w całości - dwaj depozytariusze formuły znali tylko po jej połowie - na wypadek, gdyby któremuś z nich przyszło do głowy wykorzystać cenne dane dla własnych korzyści.

Pewnego tragicznego dnia, obaj mężczyźni zginęli w wypadku samolotowym - dwie maszyny, z których każda wiozła jednego z nich - zderzyły się, a słuch po Lyle'u i Lewiem zaginął. Słuch, a wraz z nim tajemna receptura. 

Zapasy uzależniającego Mac-Tonica szybko się kończyły, a firma nie potrafiła odtworzyć cennej formuły. Ludzie wpadli w popłoch, najpierw nie dowierzając, później zaś wszczynając zamieszki, by zdobyć ostatnie butelki drogocennego napoju.

Jedną z uzależnionych od słodyczy Mac-Tonica była Quennie - dziewczyna zamieszkująca z mamą i bratem North Nitch - nikomu nieznaną część Kalifornii. Na plaży przed jej domem co dnia pojawiały się kolejne plastikowe opakowania i butelki. Pewnego dnia, dziewczyna postanowiła nieco je uprzątnąć, natrafiając na nietypowe znalezisko - butelkę z umieszczoną w środku kartką. Na niej zaś - jak okazało się po jakimś czasie - spisana została tajemna receptura - obecnie najbardziej pożądana rzecz w całym kraju, warta miliardów dolarów.

Zanim bohaterka zdążyła zastanowić się, co zrobić z tą wiedzą, pod jej domem już byli przedstawiciele firmy, posiadający podsłuchy w każdym budynku. Ich propozycja była hojna, jednak Quennie nie zdążyła podjąć decyzji, gdyż... została porwana. Ktoś, komu równie mocno zależało na tajnej formule, również odkrył kto wszedł w jej posiadanie.

Od tego wydarzenia rozpoczął się cały korowód nieprawdopodobnych wydarzeń, obnażający mechanizmy działania wielkich firm, nieliczących się z niczym i z nikim - poza pieniądzem. Dziewczyna doświadczyła rzeczy, których nigdy by się nie spodziewała, widziała coś, czego nigdy nie zapomni, ale przede wszystkim odbyła szaloną podróż inicjacyjną, podczas której przemieniła się w pewną siebie, zdolną do wielkiego ryzyka i poświęcenia nastolatkę. Do niedawna uzależnioną od Mac-Tonica, teraz zaś widzącą, jak wielkiej manipulacji została poddana.

Choć książka ta dedykowana jest młodzieży, doskonale będą się przy niej bawić także dorośli czytelnicy, bowiem zarówno przygoda, jak i wątki polityczno-ekonomiczne stanowią mocną oś całości.

Wielka Pacyficzna Plama Śmieci globalne ocieplenie martwe strefy.

To katastrofy, które dzieją się dziś - plastik zalewający nas ze wszystkich stron, wpływający na wymieranie gatunków, zaburzający równowagę biologiczną, epidemia otyłości czy chorób wywołanych nadmiarem cukru. Choć wszyscy mają tego świadomość, wielkie koncerny za nic mają sobie zmiany - wciąż najważniejsza pozostaje pogoń za zyskiem, bez patrzenia na dalekosiężne skutki dzisiejszej działalności. 


Bardzo polecam Waszej uwadze tę książkę - poza świetnym wątkiem przygodowym, jej wartością naddaną jest wymiar edukacyjny - zwracanie uwagi na problemy ochrony środowiska, pogoni za pieniądzem i mechanizmy rządzące wielkimi korporacjami. Za przykład pozostawiam Wam jedną z wypowiedzi bohaterów, którą - jak sądzę - z powodzeniem można by włożyć w usta niejednego prezesa tej czy tamtej firmy


Żadne działanie nie jest zbyt lekkomyślne i żaden projekt nie jest za ambitny dla wszechświata, nawet jeśli stara, dobra Matka Ziemia miałaby się ugotować przy tej okazji. 


Mam wielką przyjemność obejmować tę publikcję patronatem medialnym - jeśli  zatem macie ochotę na lekturę, zapraszam na Instagram gdzie do wygrania będą jeszcze pachnące egzemplarze:)


poniedziałek, 24 maja 2021

Zaplanuj sobie śmierć - Milena Wójtowicz

 

Komedia kryminalna to gatunek, który ma się w Polsce bardzo dobrze. Wychowani na Joannie Chmielewskiej, lubimy się śmiać nawet wtedy, gdy w tle trup.

Żywą tradycję tego gatunku kontynuuje Milena Wójtowicz, autorka książki Zaplanuj sobie śmierć. W swej powieści oddaje ona jednak hołd także jeszcze jednej polskiej świętości - robota musi być zrobiona, bez względu na okoliczności - w papierach musi się zgadzać, klienta stracić nie można, nieważne jakie mamy usprawiedliwienie, a już na pewno nie wówczas, gdy przyczyną opóźnień miałaby być taka błahostka jak zgon jednego z pracowników na terenie zakładu pracy. Nawet zgon podejrzany, zgon sugerujący morderstwo. No bo jak to brzmi? Przepraszamy, wysyłka będzie opóźniona, bo mieliśmy małe morderstwo.

Kiedy? W piątek trzynastego oczywiście.  Takie rzeczy tylko w Opolu.

Gdy w poniedziałek rano niczego nieświadomi pracownicy udają się na swoje stanowiska, na miejscu spotyka ich tłum ludzi i zakaz wstępu na teren zakładu, w którym, jak się okazuje, piątkowym popołudniem stracił życie główny planista. Produkcja stoi pod znakiem zapytania, współpracownicy rwą włosy z głów na myśl o wszystkich wynikających z przestoju komplikacjach, a na dodatek podejrzani zdają się... wszyscy. Nikt bowiem denata nie lubił, a niejeden publicznie życzył mu wszystkiego najgorszego. Gdy policja próbuje ustalić przebieg zdarzeń, natyka się na mur w postaci zarządu i pracowników, próbujących ochronić firmę przed pogrążeniem się w kompletnym chaosie. Jak się łatwo domyślić, twórcami tegoż byli oni sami.

Główną podejrzaną staje się Stella, bohaterka mająca największy zatarg ze zmarłym, wielokrotnie publicznie wypowiadająca słowa obecnie uznawane za obciążające. By ją ratować (i siebie, wszak terminy gonią, a plotki nie ustają), pracownicy postanawiają powadzić własne śledztwo, równoległe do pracy policji. Pikanterii dodaje fakt, że ich łącznikiem z zespołem dochodzeniowców ma być specjalnie do tego oddelegowany i ściągnięty z Wrocławia... (prawie były) mąż podejrzanej. Jak w takiej sytuacji podejrzewać kogokolwiek o jakąkolwiek obiektywność? Sami przyznacie, że to niezwykle trudne.

Zaplanuj sobie śmierć to książka, dzięki której poprawę humoru macie gwarantowaną. Bohaterowie miotają się między chęcią pomocy koleżance, własnego interesu a korowodem coraz dziwniejszych plotek i firmowych tajemnic. Śmierć Mirka Biernackiego staje się zaś pretekstem do odkrycia kart, które nigdy nie miały ujrzeć światła dziennego. 

Podczas lektury odnosi się wrażenie, że na wykryciu sprawcy niespecjalnie komukolwiek zależy, a śmierć bohatera jest wszystkim niemalże na rękę (pomijając kwestię opóźnień). Z całą pewnością nikt za nim nie zatęskni, toteż nikt specjalnie pomocny nie jest - policja nie ma łatwego zadania i szczerze mówiąc sama coraz częściej ogarniana jest... żądzą mordu - tak działa na nią przesłuchiwanie podejrzanych.

Jeśli szukacie lekkiej historii z trupem w tle - Zaplanuj sobie śmierć dostarczy Wam odpowiedniego rodzaju rozrywki.  Z jajem!

Polecam.


O miłości - ks. Piotr Pawlukiewicz


Ksiądz Piotr Pawlukiewicz to był Gość.

Wielki Głos Kościoła, duchowny, którego chciało się słuchać, gromadzący tłumy i porywający swymi kazaniami. 

Gdy mówił o Miłości, człowiek zatrzymywał się, pukał w głowę i zaglądał w głąb swego serca, widząc, jak wiele w nim niedoskonałości, jak bardzo się pogubił, a często i oddalił od siebie samego. 

Książka O miłości to zbiór jego rozważań, podejmujący zarówno tematykę zakochania, zauroczenia, jak i przechodzenia do fazy głębokiej miłości wyrażonej decyzją na całe życie. Przygląda się w nich narzeczeństwu, zagląda w małżeństwa, jakże często niedoskonałe, skupione nie na tym co trzeba, na granicy rozpadu, błądzące w meandrach zakochania i romansu, szukające ratunku z dala od Boga, który je przecież uświęcił.

I czyta się Pawlukiewicza tak, jakby się go słuchało. Jakby siedział obok, klepał po ramieniu lub też przyglądał się nam spod zmarszczonych brwi. Nie brakuje w jego rozmyślaniach typowego dla niego poczucia humoru, ale też dydaktyzmu - wcale nie z gatunku tych nachalnych, lecz takiego, który pozwala uzdrawiać relacje, walczyć o nie, budować na nowo, ale też wchodzić w nowe ze zdrowym podejściem, czystą głową i otwartym sercem. 

Miłość to słowo bardzo pojemne - nazywamy nią pierwsze zauroczenia, kojarzymy ze związkiem partnerskim, małżeńskim, ale także z relacją rodzic-dziecko, dziecko-rodzic. Często odnosimy ją do swych pasji czy upodobań. Nierzadko jednak zapominamy o tym, jak wiele pracy wymaga i - co oczywiste - że nie zawsze wiąże się z idealnymi dniami, bez trudności, zawirowań i wszystkiego tego, co niesie ze sobą życie. Autor zwraca uwagę na coraz częstsze dziś "pożeranie się" przez partnerów, na trwanie w związkach, w których nie ma miejsca na nic i nikogo innego, na zachłanność wynikającą z braku miłości, braku poczucia akceptacji gdzieś indziej i z próby nadrobienia tych deficytów.

Dlaczego dziś tak często młodzi ludzie, wchodząc w relacje, wręcz się wzajemnie pożerają? Bo nie mają innych relacji.  Nie mają relacji z Bogiem, nie mają relacji z matką, nie mają relacji z ojcem, nie mają relacji z rodzeństwem i nagle pojawia się on - blondyn, szczupły, a jak tańczy! I po prostu następuje wzajemne pożarcie się. Niestety, to zawsze się mści. [1]

Pawlukiewicz przypomina, że Miłość i Relacje to nieustająca praca, walka o rozwój, o szczęście drugiej osoby i szereg pytań, często bez odpowiedzi, stających przed nami każdego dnia.  Choć książka ta nie należy do najdłuższych, zaznaczyłam w niej szereg ważnych dla mnie myśli i spostrzeżeń. Często znanych, aczkolwiek teraz odświeżonych, rzuconych prosto w twarz, by ich czasem w codzienności nie zatracić.

Jeśli szukacie odpowiedzi na pytania o to, kim powinni być dla siebie małżonkowie, skąd wiedzieć, że się kocha, jak powinny wyglądać relacje przyjacielskie, narzeczeńskie, skąd mieć pewność, że nasz wybór drugiej osoby jest wyborem właściwym - ta książka jest dla Was.

Jeśli lubicie poczytać, co mają do powiedzenia mądrzy ludzie - ta książka jest dla Was.

Jeśli chcecie wzrastać, rozwijać się, przemieniać - ta książka jest dla Was.

Jeśli coś w tematyce miłości nie daje Wam spokoju - ta książka jest dla Was.

Jest dla Was. Jest dla każdego.

Na koniec zostawiam Wam parę myśli.


Nieraz marzenia o dobrobycie dają więcej radości niż sam dobrobyt.[2]

Pamiętajcie. Uczucie jako takie nie podlega ocenie moralnej. Ocenie moralnej podlega to, co my z tym uczuciem zrobimy. Nie ma noży dobrych i złych. To ludzie robią z niektórych noży narzędzia zbrodni, a z innych narzędzia do rzeźbienia. Nie ma uczuć dobrych i złych.  [3]

Dzisiaj ludzie tak tęsknią za rzeczami. Przemysł jest nieprawdopodobnie rozwinięty. Telewizory, komórki, komputery - to wszystko jest nam potrzebne, ale przez tę otaczającą nas elektronikę można ulec złudzeniu, że ten świat mi wystarczy. Świat stanowiska i kariery. Nie, tak nie jest. Człowieka zaspokoi osoba [4]

[1] O miłości, ks. Piotr Pawlukiewicz, Kraków, s. 184

[2]  Tamże, s. 181

[3] Tamże, s. 164

[4] Tamże, s. 20



środa, 12 maja 2021

Zmysły - Ilona Gołębiewska [ZAPOWIEDŹ]

 




Mocna, intrygująca, sensualna. "Zmysły" to pełna namiętności i zwrotów akcji opowieść o tym, że czasami w swoim życiu możemy spotkać kogoś, kto odmieni nas już na zawsze.

On ma za sobą złą przeszłość. Każdy dzień jest dla niego wyzwaniem. Nieustannie goni za utraconym przed laty szczęściem. Odskoczni szuka w zespole rockowym, szybkich motocyklach i ryzykownych decyzjach. Rządzą nim emocje. 


Ona buduje szczęście na pozorach. Jej życie przypomina złotą klatkę. Ma wszystko – wyjątkowego mężczyznę u boku, dobrą pracę, beztroską codzienność. Jednak czuje się zagubiona i nie potrafi walczyć o to, czego tak naprawdę pragnie.

Eliza i Natan są dowodem na to, że przeciwieństwa się przyciągają. Łączy ich jedynie muzyczna pasja – ona jest wokalistką w MovieBand, on gra w zespole rockowym Husaria. Poznają się w zaskakujący sposób. Z czasem zaczynają występować w warszawskim klubie Granda. Rodzi się pomiędzy nimi uczucie pełne emocji i namiętności. Wbrew rozsądkowi i wszelkim zasadom. Na drodze do ich szczęścia staną źli ludzie, misternie utkana intryga, rodzinny dramat i mroczne tajemnice z przeszłości.

Czy mimo wszystko będą potrafili zawalczyć o swoją tak wyczekiwaną miłość?

Dla kogoś wyjątkowego, kto daje nam nadzieję i doprowadza do utraty zmysłów, można zmienić całe swoje życie. Ale czy to wystarczy, żeby osiągnąć szczęście i naprawdę szczerze pokochać?



Już od 19 maja w księgarniach! :)


niedziela, 18 kwietnia 2021

Był sobie chłopiec - Anna Esavna



Choć książki Był sobie chłopiec próżno szukać na popularnych profilach instagramowych, blogi o niej milczą, a ja nawet w jednym miejscu nie natknęłam się na jej reklamę, ogromnie cieszę się, że miałam okazję wejść do jej świata, bo czułam się jakbym cofnęła się w czasie, znów była nastolatką i wróciła do lektur, które wówczas przyprawiały mnie o szybsze bicie serca.

Kiedyś zaczytywałam się w książkach, które lubię nazywać historiami. To takie opowieści, do jakich się tęskni, skrywające przygodę, intrygę, złożoność relacji, magię i... książki. Czytając tę, przypominałam sobie emocje towarzyszące lekturze Pana Samochodzika, Atramentowego serca czy Cienia wiatru. Był sobie chłopiec porusza te same struny, gra na podobnych emocjach. 

Oto Antoni Asan, niemagiczny chłopiec w magicznej rodzinie. Należy on do świata, w którym czarodziejska moc przekazywana jest tylko kobietom, zaś mężczyźni pełnią w nim pomniejsze role. Chłopiec, od urodzenia nazywany przez ojca "najważniejszym" czuje jednak, że ma do wykonania jakąś misję. 

Gdy jego tata odkrywa tajemniczą runę, której znaczenia nie potrafi dociec, bohater postanawia wraz z grupą przyjaciół zbadać jej proweniencję i dowiedzieć się, co skrywa ów tajemniczy znak. Jak się okazuje, jej pojawienie się nie jest przypadkowe i stanowić może wielkie niebezpieczeństwo dla całego świata czarownic. Dziesięciolatek, który dotąd żył niejako w cieniu czarnoksięskich kobiet, teraz znajduje się w centrum wydarzeń i to on ma zapobiec niebezpieczeństwu czającemu się na wszystkie rody, mające na dniach zjawić się na ważnej uroczystości, podczas której dojść może do najgorszego...

Był sobie chłopiec jest opowieścią serialową, która aż prosi się, by przenieść ją na ekran i spędzić z nią długie godziny, wędrując zamkowymi korytarzami, odkrywając tajemne przejścia. Moja wyobraźnia szalała, rozpisując w głowie scenografię czy układ sal. Spodoba się ona zarówno nastolatkom, jak i dorosłym, którzy tęsknią do opowieści w starym, dobrym stylu. Hołduje ona wartościom takim jak przyjaźń, lojalność, miłość, a walka dobra ze złem i walka o swoje przekonania, rozpisane są w niej z wielką pieczołowitością. 

A wiecie co jest najlepsze? To dopiero pierwszy tom! Nie mogę doczekać się tego, co będzie dalej. Moja czytelnicza dusza tęskni do takich opowieści. Podoba mi się w niej dosłownie wszystko i czułam, że tak będzie już od pierwszych chwil, gdy tylko zobaczyłam okładkę - moje serce aż się do niej rwało, zaczęło mocniej bić wiedzione przeczuciem, że oto jest historia, na jaką czekałam. To odświeżenie znanych i ogranych schematów fantasy, zrealizowane tak wdzięcznie, że jej lektura jest czystą przyjemnością. Nie znajdziecie tu może nowych motywów czy nieznanych dotąd wątków, jednak wcale nie musicie tego szukać. Nie chodzi o innowację. Chodzi o klasykę. 

Polecam Wam szalenie - póki co dostępny jest ebook, ale już niebawem będziecie mogli usłyszeć szelest jej kartek, przytulić okładkę i zatracić się w świecie pełnym magii. Książka zdobiona jest ilustracjami stworzonymi przez męża autorki, zaś dedykowana jej synkowi - całość jest absolutnie rodzinna, co stanowi jej dodatkowy atut.

Czytajcie!


wtorek, 13 kwietnia 2021

Mam tak samo jak Ty - Magdalena Ostrowska-Dołęgowska


Gdy widzisz człowieka, z dumą i szerokim uśmiechem prezentującego zdobyte medale, a w wywiadach opisującego swe niezwykłe dokonania i setki zadań, które potrafi ogarnąć, podczas gdy Ty siedzisz właśnie zatopiona w kanapie, w jednej ręce trzymająca tabliczkę czekolady, w drugiej nadgryziony wafelek, daleka od wizerunku ideału, ledwo ogarniająca co jutro na obiad - co myślisz? Ten to ma życie! Takiemu to łatwo! Też bym chciała być tak szczęśliwa i tak wyglądać! Ależ bym chciała tak ogarniać!

A zastanawiałaś się kiedyś, co kryje się pod tym uśmiechem? Ile wyrzeczeń, bólu, rezygnacji z samego siebie?

Magdalena Ostrowska-Dołęgowska to kobieta, na widok której powiedziałabyś "kobieta sukcesu". Była ultramaratonka, współautorka książki Szczęśliwi biegają ULTRA(z której notabene parę lat uśmiechała się do mnie w księgarni), zawodniczka rajdów przygodowych, dziennikarka, redaktorka, nauczycielka jogi, autorka bloga mojekoniki.pl i... miłośniczka psychologii. Uff! Pewnie za chwilę ten opis będzie nieaktualny, bo autorka rozwija się nieustannie.

Dlaczego przytaczam tę notkę? Ano dlatego, by uświadomić Wam, że nie zawsze ta fasada tytułów i określeń definiuje człowieka. Za tym wszystkim stać mogą demony, o których nawet byśmy nie pomyśleli.

Problemy zdrowotne, małżeńskie, zaburzenia odżywiania, kłopoty z równowagą psychiczną, problemy psychosomatyczne, trudne relacje na linii rodzic-dziecko, bolesne rany przeszłości, brak poczucia własnej wartości i wiary w swoje możliwości... Przykłady można mnożyć właściwie bez końca.

Mam tak samo jak Ty to opowieść o poszukiwaniu siebie, dojrzewaniu, o kobiecej drodze do odnalezienia własnej tożsamości, własnych (a nie narzuconych) pragnień, celów i dążeń. O tym, że każda z nas może być wolna, może czerpać z życia radość i może to robić łapczywie. Trzeba tylko pozwolić się sobie odnaleźć, wsłuchać się w siebie i stanąć w prawdzie i obserwując się z boku, utulić swoje wewnętrzne dziecko - to spragnione miłości, zagubione i pozostawione samemu sobie. Każda z nas je ma. 

Niezwykle inspirująca lektura, oczyszczająca. Dużo w niej wiedzy teoretycznej, akademickiej wręcz, aczkolwiek podanej w sposób niezwykle przystępny, a co dla mnie najważniejsze - uzupełnionej o historię życia, którą przeplatane są psychologiczne definicje. Autorka skupia się między innymi na temperamencie, osobowości, tożsamości, samoocenie oraz emocjach.

W większości książek podejmujących się nakreślenia najważniejszych pojęć z zakresu psychologii dominuje sucha teoria. Podana często bardzo przystępnie, aczkolwiek bez przykładów z życia. To tak jakby książkę kucharską pozbawić zdjęć prezentujących efekty - w takie przepisy się nie wierzy. Przykład, empiria to jest to, co sprawia, że możemy identyfikować się z autorem, przytaknąć mu i odnaleźć w jego doświadczeniach siebie. Może nie jesteś ultramaratonką, ale czy naprawdę nią nie jesteś? Może Twój maraton obejmuje po prostu inną trasę? 

Nie zliczę ile razy podczas lektury chciałam zawołać Mam tak samo jak Ty!

Tytuł doskonale oddaje warstwę merytoryczną, jest jej kwintesencją. Autorka udowadnia, że choć robimy w życiu totalnie różne rzeczy, tak naprawdę więcej nas łączy niż dzieli.


Bardzo pilnie staramy się odgrywać swoje role. Kreujemy to swoje ja, które pokazujemy innym, czasem z ogromnym trudem; tym większym, im bardziej ono nie przystaje do tego wewnętrznego. Wstydzimy się tego, co ukrywamy. Jesteśmy na siebie źli za to, że nie jesteśmy tacy, jakimi próbujemy się pokazywać. [1]

Wszystkie się poświęcamy, wszystkie z czegoś rezygnujemy, wszystkie po czasie odkrywamy, że zaciskamy pięści, barki, szczęki (niewłaściwe skreślić), żeby stłumić niewyrażone emocje.

Pora je uwolnić.

Czytałaś Czułą przewodniczkę? Koniecznie przeczytaj jako uzupełnienie książkę Ostrowskiej-Dołęgowskiej. W moim odczuciu jest znacznie lepsza, bo choć przekazuje wiedzę, którą być może gdzieś już nabyłaś - gruntuje ją, uaktualnia przykładami, czyni bardziej ludzką, nadaje jej twarz. 

Nie czytałaś? To nie czytaj, tylko od raz bierz do ręki książkę Mam tak samo jak Ty.

Jeśli czujesz, że Twoje problemy zaczynają Cię przerastać, że coś wewnątrz Ciebie próbuje się wydostać, szarpiąc się i coraz głośniej krzycząc, jeśli masz głębokie przekonanie, że nadszedł czas na zmianę, że masz dość zadowalania innych, masz dość życia z piętnem bolesnej przeszłości, a w miejsce tego chcesz w końcu ukochać siebie - sięgnij koniecznie!

Polecam ogromnie! Każdej kobiecie, bezwględnie. Ku refleksji, ku zmianie.

Ja znalazłam tu skryte na dwustu stronach swoją przeszłość, teraźniejszość i - mam nadzieję - przyszłość.

Nie musisz zwalać sobie na głowę miliona rzeczy, jeśli tego nie czujesz. Ucz się wartościować - czego chcesz naprawdę, a co tylko fajnie byłoby mieć na swoim koncie. Oceniaj realnie swój czas i możliwości. Możesz unikać ludzi, którzy wysysają z ciebie energię albo zwalają Ci na głowę rzeczy, których nie chcesz i nie lubisz. Nie trzeba się przyjaźnić ze wszystkimi, odpowiadać na wszystkie wiadomości; nawet kosztem tego, że ktoś Cię uzna za buca. Każdy jest trochę bucem. [2]


Więcej ​informacji na: https://mojekoniki.pl/ksiazka



[1] Mam tak samo jak Ty, Magdalena Ostrowska-Dołęgowska, s. 166. 

[2] Tamże, s. 247.


czwartek, 4 lutego 2021

W jednej chwili - Suzanne Redfearn

 



Czy wiesz, ile może zmienić się w jednej chwili?
Czy wiesz jak kruche są życie, nasze relacje, a nawet nasze zachowania?
Czy wiesz, jak wiele możesz stracić w ciągu ułamka sekundy, po decyzji podjętej mechanicznie, odruchowo?

Szesnastoletnia Finn wyrusza wraz z rodziną i przyjaciółką w krótką podróż. Po drodze zabierają jeszcze samotnie idącego chłopaka, któremu zepsuł się samochód - Kyle'a - i ruszają przed siebie. Nie wiedzą, że nie będzie im dane dotrzeć na miejsce. 

Gdy na drogę wskakuje im jeleń, kierujący pojazdem ojciec odruchowo odbija, by go nie potrącić. Samochód zatrzymuje się na barierkach, lecz nie wytrzymują one ciężaru i w jednej chwili pojazd spada z ośnieżonej drogi, staczając się po zboczu góry. Finn umiera na miejscu, zostaje jednak zawieszona między światami, by obserwować jak jej najbliżsi zaczynają walkę o przetrwanie - ranni (niektórzy bardzo ciężko), głodni, przemarznięci i świadomi, że nikt ich długo nie odnajdzie. Zbliżała się noc, zaczynała się śnieżyca, a zasięgu nie było. W tej sytuacji każdy z bohaterów poddany został najcięższej próbie w swoim życiu - próbie człowieczeństwa. 

Decyzje podejmowane pod wpływem emocji, zimna i strachu prześladować miały uczestników wypadku jeszcze bardzo długo. Niektóre z nich były heroiczne, inne podszyte ogromnym lękiem i rozpaczą. Każda osoba walczyć będzie z wyrzutami sumienia, które co rusz odtwarzać będą w ich głowach sceny z tych tragicznych dni.

Ojciec Finn będzie szukał zemsty, jego pozostała przy życiu, choć okaleczona, córka Chloe gromadzić zacznie tabletki, by w odpowiednim momencie je zażyć, Mo - przyjaciółka - jako jedyna dążyć będzie do poznania prawdy i poukładania elementów historii w całość, zaś matka - ta, która ich uratowała - zmagać się będzie z konsekwencjami swoich decyzji. Choć zdołała ich uratować, wiele też straciła. Sąsiedzi zaś - podejrzenia mało poszkodowani i przemarznięci - żyć będą z własną prawdą i świadomością, że pewnych rzeczy nie da się odwrócić, a relacji naprawić.


Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono. Ta myśl Wisławy Szymborskiej tłukła mi się po głowie podczas całej lektury. To, co wydawało się niewzruszone, przyjaźnie trwające latami, uczucia pielęgnowane od zawsze, siła charakteru - to wszystko poddane zostaje próbie w momencie wypadku. I - co nie dziwi - ci, którzy wydawali się silni, okazują się słabi, a ci krusi - zdolni do największych poświęceń.

Nikogo z uczestników wypadku nie chcę oceniać i temu przysłużyła się forma narracji - perspektywa nieżyjącej Finn pozwoliła inaczej spojrzeć na bohaterów dramatu i spróbować zrozumieć ich motywacje, a może raczej - instynkty. Bez tego wiem, bardzo dobrze wiem, kogo i jak bym zaszufladkowała, nie zadając sobie trudu zastanowienia się, dlaczego podjęto takie, a nie inne decyzje.

Poruszająca historia, tym bardziej, że inspirowana wydarzeniem z życia autorki, które właśnie takiego empatycznego spojrzenia kazało jej się nauczyć.

Pięknie oddane relacje, uczucia - nawet te najgłębsze, najbardziej skrywane, tłumione i nieokazywane - a także wspaniale nakreślone charaktery i portrety psychologiczne. 

Nie mogłam się oderwać od lektury, choć była ona dla mnie bolesna. Co rusz zastanawiałam się, czy sama umiałabym się wykazać  hartem ducha, czy może raczej byłabym tą, która za cenę życia innych, ratowałaby swoje. Nie wiem i nigdy nie chcę się przekonać.

Ogromnie polecam Wam lekturę. Zaparzcie sobie jednak herbatę, bo z kartek wręcz wylewa się przenikliwy mróz.