niedziela, 15 lipca 2018

Teatr z Lassem i Mają - Martin Widmark


Biuro detektywistyczne Lassego i Mai to seria znana już chyba wszystkim dzieciakom, ciesząca się tak ogromną popularnością, że doczekała się również uzupełnień: książeczek aktywizujących, z którymi najmłodsi mogli spędzać popołudnia, rozwijając swoją kreatywność.

Niemalże każdy młody czytelnik marzył jednak o czymś więcej - chciał wejść do świata głównych bohaterów nie tylko podczas lektury - pragnął się nimi stać.

Martin Widmark w odpowiedzi na życzenie wielu, wyszedł naprzeciw oczekiwaniom, tworząc książkę Teatr z Lassem i Mają zawierającą cztery scenariusze spektakli oparte na opowiadaniach Tajemnica diamentów, Tajemnica miłości, Tajemnica orkiestry Tajemnica pociągu. 
Sztuki nadają się zarówno do domowych wystawień, jak i do pokazania ich szerszemu gronu odbiorców, na przykład w szkole, gdzie na pewno nie brakuje fanów serii. (...)

Role pomyślane zostały w sposób ułatwiający ich przyswajanie: dialogi są krótkie, zdania proste i nieskomplikowane. Największą trudność sprawić może opanowanie szwedzkich nazwisk, na szczęście jednak nie jest ich aż tak dużo, by dziecko nie zdołało przez sztukę przebrnąć.

Książka, poza samymi scenariuszami, zawiera także podstawowe informacje o teatrze, przyczyniając się tym samym do szerzenia wiedzy. (...)

Polecam tę zabawę w teatr - zabawa zapowiada się przednia!



Całość recenzji na:


sobota, 14 lipca 2018

Sen Alicji, czyli jak działa mózg - Jerzy Vetulani, Maria Mazurek, Marcin Wierzchowski


O tym jak działa mózg, w jaki sposób funkcjonują każde jego pojedyncze komórki powstało już wiele publikacji. Ta jednak, którą mam okazję dziś Wam zaprezentować jest ze wszech miar wyjątkowa.

Po pierwsze - wśród autorów Jerzy Vetulani, człowiek, którego chyba nikomu nie trzeba przedstawiać, a który o mózgu ma do powiedzenia naprawdę sporo.

Po drugie - formuła dedykowana dzieciom, która niejako wymusza mówienie proste o tym, co najłatwiejsze do zrozumienia nie jest.

Po trzecie - warstwa graficzna, która nie pozostawi nikogo obojętnym (sprawdzone doświadczalnie: pierwszą osobą, która po prostu w książkę wsiąknęła, a przecież do ich widoku jest przyzwyczajona, była moja mama).

Już pierwsze strony wołają o uwagę, przykuwając spojrzenia trojakim wizerunkiem człowieka: z lewej strony patrzy na nas kościotrup, w środku przedziwny mięśniak, zaś po lewej same połączenia nerwowe - już każda oddzielna forma robi one wrażenie, a człowiek jest przecież 3 in 1.

Ale, ale! O co w ogóle w tej książce chodzi? Poznajcie Alicję - dziewczynkę, która po pracowitym dniu zapada w sen. Ona - tak. Jej narządy - nie. Fabryka zwana ludzkim organizmem dalej działa - niektóre jej elementy w trybie nocnym, żaden jednak nie zamyka zakładu na noc. I tu właśnie zaczyna się historia: każda kolejna strona będzie poznaniem ludzkich narządów: jelit, serca, płuc,  wątroby, nerek i innych, z których każdy przedstawi się czytelnikowi sam, opowiadając o pełnionych przez siebie w organizmie funkcjach. Gdy każdy już wykorzysta swoje pięć minut, do głosu dojdzie ON, dyrektor - Mózg. Jego opowieść stanowić będzie sedno tej publikacji, a rozpocznie się od przemowy przyrównującej go do dworu królewskiego i innych szumnie brzmiących organizacji. 

Vetulani, oddając głos mózgowi, zrelacjonuje wszystko: jak powstają sny, co to sen paradoksalny, skąd się biorą odruchy, jak udaje się nam utrzymać równowagę, jak jest zbudowany i który element za co odpowiada.

Kapitalne wydanie, w sposób intrygujący i zajmujący snujące opowieść o naszym najważniejszym narządzie. Jeśli uświadomicie sobie za jak wiele elementów on odpowiada, już nigdy nie powiecie, że człowiek na stołku dyrektorskim ma dużo roboty - mózg przebija wszystkich!

Polecam! Nikt tak jak Vetulani nie wprowadzi Waszych dzieci w fascynujący świat neuronów. 
To książka dla bardzo szerokiego grona odbiorców - każdy kto ma mózg, powinien znaleźć w niej upodobanie.

To jak, są tu tacy?



piątek, 13 lipca 2018

Być w ciąży i (nie) zwariować - Jordan Reid, Erin Williams



Jesteś w ciąży i próbujesz zrobić wszystko, by nie sfiksować od porad, dolegliwości, wątpliwości, nerwów i pytań? Specjalnie dla Ciebie para specjalistek (Jordan Reid i Erin Williams) stworzyła antyporadnik o wdzięcznym tytule Być w ciąży i (nie) zwariować.

Na pierwszy rzut oka jest to kompilacja wszelkich możliwych książek antystresowych - znajdziesz tu labirynty, kolorowanki, zakreślanki, wykreślanki i całą gamę innych propozycji. Coś w stylu Zniszcz ten dziennik, tyle, że dla przyszłych mam.

To wszystko? Otóż nie. Gdy już od pierwszego rzutu okiem przejdziesz do wgłębiania się w treść, która niewątpliwie gdzieś pod stosem zadań do wykonania się znajduje, odkryjesz, że masz przed sobą książkową kumpelkę, która pozwoli przebrnąć Ci przez niełatwy okres ciąży. 

Podzielona została ona na trymestry, co ma ułatwić korzystanie z niej zgodnie z potrzebami. Autorki zachęcają jednak do wyrobienia własnej formuły zaglądania do książki, jako że może to być ostatnia luzacka rzecz, jaką zrobisz przez najbliższe 18 lat (tak, dopiero wtedy Twoje dziecko osiągnie pełnoletniość, a Ty będziesz mogła choć trochę wyluzować...).

Nie trudno spostrzec, że książka napisana jest z jajem. Humoru w niej nie brakuje - już od pierwszych stron znajdziesz cudowną rozpiskę tego, co możesz bezkarnie robić w czasie ciąży (jak np.dłuższe spanie "ze względu na dziecko" ) albo miejsce, które zmieniło Twoje życie na zawsze (czyli toaleta w wersji "połącz kropki"). Jeśli to nie poprawi Ci nastroju - może być ciężko.

Polecam wszystkim tym Paniom, które bez nadmiernej egzaltacji podchodzą do swojego obecnego stanu i które chętnie zajmą się czymś innym niż tylko szykowaniem wyprawki.


Seria "Laboratorium w szufladzie" (anatomia człowieka, zoologia).



Laboratorium w szufladzie to cykl książek, które osobom żywo zainteresowanym tym "jak do na tym świecie działa" pozwala na eksplorację i badanie wszystkiego, czego dusza zapragnie.  Dzięki tym publikacjom odbiorca ma okazję znaleźć morze inspiracji do doświadczeń i eksperymentów przeprowadzonych samodzielnie lub ze znajomymi. A czy znacie lepszy czas na eksperymentowanie niż wakacje? Chyba tylko długie, zimowe wieczory. 

Wielką pomocą dla adeptów doświadczeń będą specjalne oznakowania kolorystyczne, oznaczające trudność - i tak, zielony będzie najłatwiejszy, żółty średni, zaś czerwony najbardziej zaawansowany. 

Zoologia Marty Alicji Trzeciak zachęca do działania niesłychanie. Jestem typem człowieka, który lubi pytać, szczególnie jeśli rzecz dotyczy świata przyrody. Uczę się zaś przez doświadczenie, zatem możliwość samodzielnego znalezienia odpowiedzi na wiele palących kwestii, którą to oferuje autorka, była dla mnie bardzo nęcąca. Dzięki tej publikacji mogłam dowiedzieć się między innymi co tak naprawdę jedzą muszki owocówki; czy wszystkie owady lubią te same kolory, a jeśli tak, to który jest ich ulubionym; co tak naprawdę sprawia frajdę kotu i czy dżdżownica zwraca uwagę na rodzaj gleby, w której przebywa.

Przyznaję, nie zdecydowałam się na przeprowadzanie doświadczeń wymagających gmerania w czyjejś wątrobie etc. Nie osiągnęłam jeszcze takiego stopnia zainteresowania, ale może wśród Was jest jakiś zapaleniec?




Doświadczenia z Anatomii człowieka przygotował dla czytelnika Zasław Adamaszek. Tu również nie brakuje ciekawostek! Ileż tajemnic bowiem kryje ludzkie ciało, ile cudów można się dowiedzieć o sobie samym, jeśli tylko ktoś na odpowiednio pokieruje. 

Prawda jest bowiem boleśnie okrutna: nie znamy siebie samych. Nie wiemy prawie nic o tym, jak funkcjonuje nasze ciało, co na szczęście z łatwością można zmienić. Dzięki tej książce będziesz mógł m.in. samodzielnie zbudować model szkieletu, kręgosłupa czy model kinematyczny ręki, a wszystko to przy użyciu materiałów, które z całą pewnością masz w swoim domu, albo których zdobycie nie sprawi ci żadnego kłopotu. Za cenę czasu i sporej dozy cierpliwości, przekujesz teorię w praktykę, bogacąc swoją wiedzę i zdobywając szalenie cenne doświadczenie. Empiria pozwoli Ci zapamiętać i docenić złożoność Twojego organizmu oraz sposób jego funkcjonowania. Jeśli zaś do wspólnej pracy zaprosisz bliskich, zacieśnienie więzi gwarantowane!



Mój wieloryb -Benji Davies



Mój wieloryb to kolejna książka dla dzieci, której autorem jest Benji Davies, a która w przystępny dla najmłodszych sposób opowiada o materii niełatwej: samotności i pożegnaniom.

Oto mały Noi co dnia patrzy, jak jego tata wypływa łodzią rybacką na długi połów, zostawiając go samego.

Gdy pewnego razu wybiera się na spacer brzegiem morza, spostrzega małego wieloryba, wyrzuconego przez fale. Postanawia go uratować,a  wiedząc, że zwierzę to potrzebuje do życia wody, transportuje go do wanny, gdzie w ukryciu przed tatą, stara się go chować tak długo, jak to możliwe.

Jak skończy się historia uratowanego wieloryba i małego Noi? Czy pożegnania zawsze są konieczne i czy można na siłę zmusić kogoś (nawet mając na uwadze jego dobro) do życia w warunkach dla niego nieodpowiednich?

Po lekturze drugiej książki Daviesa muszę przyznać, że jestem nimi urzeczona. Zarówno formą przekazu, sposobem ubierania w proste słowa i formy spraw trudnych, jak i warstwą graficzną. Nie przypominam sobie, bym czytała książki, które w tak przemyślany sposób zgłębiają temat pożegnań i tak mądrze potrafią ukazać go dzieciom. Jestem naprawdę pod dużym wrażeniem. 

Chyba zyskałam nowego ulubionego twórcę dla dzieci....:)

Cudowna wyspa dziadka - Benji Davies



Gdy pewnego dnia Syd postanawia odwiedzić dziadka, nie może go nigdzie znaleźć. Okazuje się, że ten chowa się na strychu. On, a wraz z nim pewne tajemnicze drzwi, których otwarcie grozi wejściem w świat niezwykłej przygody. Oto za ich progiem znajduje się... pokład wysokiego statku, sterowanego przez dziadka właśnie. 

Gdzie dotrą nasi podróżnicy? Jakie przygody czekają na nich na tej otwartej morskiej przestrzeni?

Benji Davies stworzył opowieść będącą eksploracją cudownych światów i zachwytu nad nimi, niewolną jednak od motywu przemijania. Davies w tej słodko-gorzkiej opowieści zdaje się mówić, że nawet najlepsza zabawa kiedyś się kończy, że nikt i nic nie jest nam dane na zawsze i pewnego dnia przyjdzie moment, by powiedzieć "do widzenia". Nie bez żalu, choć z pamięcią o tym, co piękne. 

Cała opowieść - męska podróż w nieznane nikomu innego rejony zakończona pożegnaniem, to nic innego jak metafora odchodzenia i próba oswojenia śmierci najbliższych, pokazania jej, jako kolejnego, niemożliwego do przeskoczenia etapu. 


Książka jest niezwykle ciepła - z całą pewności zachwyci nie tylko niejednego malucha, ale także rodziców gotowych czytać o podobnych relacjach i wartościach po wielokroć. Pozostawia w sercu czytelnika ukłucie smutku, ale także iskierkę nadziei. Odnoszę wrażenie, że doskonale sprawdziłaby się ona jako książka terapeutyczna.

Tekstu jest w publikacji tej stosunkowo niewiele, czcionka jest spora, a całość została zdominowana przez barwne ilustracje, zatem dziecko spokojnie będzie mogło przeglądać i zaczytywać ją samo, mając również czas na swoją własną refleksję nad niełatwym tematem, który podejmuje. 


Momo nie lubi podróży - Beata Sadowska


Podczas gdy sezon wakacyjny w pełni i większość rodzin w euforii pakuje się na zasłużony urlop, jest ktoś, to tych wojaży nie lubi. Pies Momo ma upodobanie w wielu rzeczach - jest miłośnikiem kiełbasek, nie ma nic przeciwko popołudniowym drzemkom, jednak te atrakcje nie są wystarczające dla spragnionych wrażeń domowników.

Oni chcą podróżować przez duże "P". I tak oto psiak zwlec musi się z wygodnego posłania, ruszyć w nieznane i poznawać zupełnie nowe światy. A to jak się okaże, wcale nie jest takie złe. Ba! Odkrywanie nowych miejsc i zwyczajów może sprawiać prawdziwą frajdę i może nawet... przyćmić codzienne drzemki?

Wyjazd na narty, poznawanie zakopiańskiej specyfiki; po to, by za chwilę znaleźć się w gorrącej Grecji i zgłębiać tajniki igrzysk olimpijskich. Momo nie próżnuje: pływa łódką, wspina się na wysokie szczyty, a wszystko to w imię poznawania innych kultur i obyczajów. Znacie drugiego takiego psa-podróżnika? Ja nie, ale z całą pewnością mogę powiedzieć, że widząc, jak psi kanapowiec przełamał swoje opory przed wyjazdami, sama mam ochotę zwiedzić co nieco.

Myślę, że z Waszymi dzieciakami - szczególnie tymi niechętnie zapatrującymi się wspólne podróże - będzie podobnie. Dzięki przyjaznej formie, sympatycznemu bohaterowi oraz całej masie barwnych ilustracji i ciekawostek, książka ta ma szansę stać się Waszym wakacyjnym hitem. 



Zaniemówienie - Justyna Wydra






Justyna Wydra, autorka znana już polskiemu czytelnikowi z takiej książki jak Esesman i Żydówka powraca, by porwać kolejnych odbiorów do zarysowanego przez siebie świata. 

Tematem jej najnowszej powieści są losy Ślązaków. Oto mieszkańcy Tych, dotknięci realiami międzywojnia, zmuszeni zostali do podejmowania wielu tragicznych decyzji. Po przeprowadzeniu plebiscytu w roku 1921 czterech na pięciu mieszkańców zagłosowało za przyłączeniem Tychów do Polski, zaś dwadzieścia lat później prawie wszyscy tyszanie zostali wciągnięci na volkslistę. Kim zatem tak naprawdę są? Polakami, Niemcami? Gdzie przynależą i skąd pochodzą? Jak w obliczu tak wielu zmian określić swoją tożsamość, budować jakąkolwiek przynależność? Czy ryzykować życie, by iść za głosem serca? Takie pytania zadawało sobie wielu ludzi, jednak najmocniej dotykały one ludzi młodych, którzy wciąż próbowali się określić. 

Hilda Widera ma 21 lat. Podobnie jak wiele osób w jej wieku nie rozumie tego, co się wokół niej dzieje. Wie jednak, że każda podjęta decyzja niesie ze sobą konsekwencje, że w czasach, w których przyszło jej żyć, odpowiedzialność ponosi się nie tylko za siebie, ale też za innych, nierzadko ryzykując życiem. 

Wydra pisze zajmująco - jej opowieść niewolna jest od emocji trudnych, od pytań, które jątrzą się niczym niezagojona rana. Stawia ona czytelnika w bardzo niewygodnej pozycji i tak każe mu dotrwać do końca. Ten zaś, śledząc losy bohaterów, doceni to życie, które ma.

Zaniemówienie to powieść, która zapisze się w Waszej pamięci bolesną raną. Oto losy śląskich rodzin, które uwikłane w niełatwą historię tego regionu musiały zmierzyć się z konsekwencjami swych decyzji i codzienną walką o tożsamość. Kim są Ślązacy? Dokąd należą? Skąd pochodzą? Pytania, które wybrzmiewają także i dziś, będą odbijać się w Waszych uszach dudniącym echem. To właśnie jest Śląsk i jego historia - codzienna i bliska aż do granic zaniemówienia.



Odetchnij od miasta. 62 wyjątkowe domy gościnne w Polsce - Aleksandra Bogusławska



Któż z nas nie marzy czasem, by odetchnąć od miasta, odciąć się i zaszyć gdzieś w głuszy, gdzie nie docierają tłumy, nie ma zasięgu i nikt nie będzie zaburzał naszego powoli odzyskiwanego spokoju? Myślę, że nie ma takiej osoby.

Problem jest jeden - coraz trudniej znaleźć jest miejsca, które oferowałyby podobne warunki. Wszystko staje się komercyjne, tłumne, głośne, niczym nieróżniące się od miasta. Z pomocą przychodzi nam Aleksandra Bogusławska, "detektyw" poszukujący w całej Polsce wyjątkowych domów gościnnych oferujących warunki, jakich nam trzeba. Specjalnie dla Was, w swojej książce Odetchnij od miasta, dzieli się 62 miejscówkami, które warto odwiedzić - które zachwycają klimatem, zachęcają do slow life i gwarantują święty spokój, z dala od skomercjalizowanych ośrodków. 

Jako że każdy z nas szuka czegoś innego, autorka podzieliła publikację na kilka podrozdziałów: świetna kuchnia, dla dzieciaków, święty spokój, inspiracja oraz wiejskie życie. 

Otrzymujemy zaproszenie do takich miejsc jak Polna Zdrój, Maciejewka, Villa Greta, Siedlisko Sobibór, Zdrowisko, Siedlisko Leluja, Kozia farma, Sioło Budy i wiele, wiele innych fantastycznych lokalizacji, które aż się proszą o wizytę.

Poza opisem konkretnych lokalizacji udokumentowanym fotografiami, Bogusławska podaje nam adresy i telefony, pod którymi możemy się skontaktować z właścicielami, wymienia atrakcje turystyczne, na które możemy liczyć w okolicy i wspaniale podkreśla walory danych lokalizacji. 

Nikogo z moich bliskich nie zdziwił pierwszy cel mojej podróży, Gościniec Bocianowo:


A Wy? Które miejsce wybierzecie na swoją wakacyjną oazę?

Zrób ten zielnik - Łukasz Skop


Dawno temu, bo początkiem marca trafiła do mnie książka, z którą spędziłam całą wiosnę i spędzę jeszcze długi czas - Zrób ten zielnik.

Jak łatwo spostrzec po tematyce książek pojawiających się ostatnio na blogu, tkwię w literaturze dziecięcej i publikacjach poświęconych naturze. Nie sposób zatem było uniknąć nieuniknionego, a więc przenoszenia zdobytej wiedzy na umiejętności praktyczne i swoisty przyrodniczy pamiętnik (bo tak właśnie traktuję pozycję, którą mam w ręku).

Łukasz Skop wydał książkę, będącą spełnieniem marzeń każdego miłośnika przyrody - opracował zielnik, który nie zionie nudą, nie dobija starą formułą, lecz ożywczą nowością.

Każda strona obfituje w gros informacji dotyczących kolejnych roślin. Posiada także specjalnie wyznaczone miejsce do wklejenia niezbędnego elementu. Nie będzie to, tak jak miało to często miejsce w szkolnych zielnikach, jedynie przestrzeń do wklejenia liści, ale także kory, trójwymiarowego kwiatu stworzonego z papieru,  mniszka lekarskiego specjalnie uformowanego w słoneczko i wiele, wiele innych.

Autor bardzo precyzyjnie informuje czytelnika, a jednocześnie współtwórcę jego książki (jaki stajemy się, czynnie angażując się w realizację zadań zaproponowanych na kolejnych stronicach) gdzie i kiedy może znaleźć konkretne rośliny, jak ma się z nimi obchodzić i do czego może je wykorzystać.

Kapitalna forma wiosenno-letniej aktywizacji. Nie wyobrażam sobie wyjazdu na wakacje bez tej książki - będę poszukiwać, penetrować, badać, uzupełniać. Wam polecam to samo;)

Znowu pragnę ciemnej miłości... - wybór: Joanna Lech


Wiersze poświęcone miłości są chyba tymi najchętniej pisanymi i najchętniej czytanymi. Każdy z nas ma autorów, do których chętnie wraca, których z lubością podczytuje i których niejednokrotnie cytuje.

Podobnego wyboru dokonała Joanna Olech, oddając  w ręce czytelników tom Znowu pragnę ciemnej miłości..., dla którego tytuł został zaczerpnięty z jednego z wierszy Haliny Poświatowskiej.

Książka, którą mam w ręku, zbiera w sobie najważniejsze dla autorki utwory Justyny Bargielskiej, Miłosza Biedrzyckiego, Julii Fiedorczuk, Romana Honeta, Genowefy Jakubowskiej-Fijałkowskiej, Joanny Lech, Jakobe Mansztajna, Joanny Oparek, Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, Marty Podgórnik, Jacka Podsiadło, Haliny Poświatowskiej, Tadeusza Różewicza, Tomasza Różyckiego, Marcina Świetlickiego, Anny Świrszczyńskiej,  Rafała Wojaczka oraz Agnieszki Wolny-Hamkało.

Każdy głos brzmi z innej strony, cechuje się odmienną narracją i spojrzeniem na miłość, razem zaś dają jej mozaikowy obraz, hybrydowy i rozmaity, utkany z różnych doświadczeń, zranień, radości, tęsknot. Miłość wyłaniająca się z publikacji jest jednocześnie piękna i okrutna, dająca szczęście i zrzucająca w otchłań cierpienia. 

Lech udało się dokonać takiego wyboru, w którym odpowiedź na pytanie o to, czym jest miłość, wcale nie jest jednoznaczna, lecz rozbrzmiewa wielogłosem nie do pogodzenia. Jedna odpowiedź wyklucza drugą, razem zaś dają pełny obraz tego, o czym niezmiennie marzy każdy człowiek.

Ta lektura to cudowna podróż szlakiem najbardziej pożądanego uczucia świata - kipiąca od emocji, doznań i blizn.

Polecam - nie tylko miłośnikom poezji, ale także jej czytelnikom okazjonalnym.




Instrukcja obsługi lasu - Peter Wohlleben




Peter Wohllben zasłynął na polskim rynku czytelniczym jako autor bestsellerowego Sekretnego życia drzew. Każda kolejna jego książka (Duchowe życie zwierząt, Nieznane więzi natury) z miejsca zyskiwały sobie rzesze czytelników.


Nie inaczej jest z wydaną niedawno Instrukcją obsługi lasu. Choć publikacja ta wciąż wierna jest tematom związanym z przyrodą, przybiera nieco inną formę - brak w niej typowych dla poprzednich wydań (w wersji ilustrowanej) fotografii, ich miejsce zajmują zaś ciekawe grafiki - niekoniecznie wizualizujące przedstawicieli natury. I to wydanie szalenie mi się podoba!

Jeśli chodzi zaś o warstwę merytoryczną, również nie mam się do czego przyczepić. Autor jest znanym i zapalonym leśnikiem, a jego pasja widoczna jest na każdym kroku - opowiada żywo,  budząc zaciekawienie i niejednokrotnie wprawiając w zdumienie. Co niektóre nagłówki z całą pewnością rzucą się Wam w oczy już podczas samego wertowania książki (Brzoza - zdzira z pejczem). Istotne jest to, że kolejne rozdziały można tak naprawdę czytać w dowolnej kolejności - jeśli zatem zaintrygował Cię tytuł Gdy leśnik staje się przedsiębiorcą pogrzebowym - śmiało! Wolisz poczytać o Kleszczowym ataku? Droga wolna! A może zaciekawiły Cię Pozdrowienia od Czerwonego Kapturka? Nic nie stoi na przeszkodzie, byś zaczął właśnie od tego rozdziału.

Arcyciekawa lektura i morze ciekawostek, z którym warto zapoznać się przed wakacyjnymi wędrówkami. Dzięki niej bowiem, gdy wczasowy szlak zaprowadzi Cię do lasu, będziesz wiedział jak obserwować zwierzęta, by ich nie spłoszyć; co zrobić, by nie prowokować kleszcza do wgryzienia się w Twoją apetyczną skórę; co można robić w lesie w zależności od pór roku, ale chyba przede wszystkim, jak się w nim zachować, by nie denerwować jego mieszkańców. 

Polecam!




czwartek, 12 lipca 2018

Ja, Jonasz i cała reszta - Anti Saar


Książka Ja, Jonasz i cała reszta Antiego Saara to pierwsza część serii Bliskie dalekie sąsiedztwo za cel przyjmującej sobie przybliżanie polskiemu czytelnikowi autorów książek dla dzieci pochodzących z innych krajów, a także - za sprawą umieszczanych na okładkach kodów QR - samych krajów. Prezentowana dziś książka to publikacja nagrodzona estońskim tytułem Rodzynek Roku 2013 (wyróżnienie dla najlepszych książek dla dzieci). 

Opowiada ona o pewnej estońskiej rodzinie i panujących w niej zwyczajach, a wszystko to głosem przedszkolaka, Tobiasza, który - jak to dziecko - mówi dużo (nie zawsze na temat) i z wielkim przejęciem, które prędko udzielić się może czytelnikowi. Wyobraźcie sobie rozemocjonowanego kilkulatka, który próbuje streścić Wam jakieś niezwykle istotne wydarzenie - taki właśnie typ gorączkowej narracji (której wyrazem graficznym jest intensywna okładka) czeka Was u Saara. 

Pod pierzynką tego rozentuzjazmowania kryją się codzienne perypetie estońskiej rodziny, której życie i zwyczaje próbuje nam przybliżyć autor, a to opisując wspólne posiłki, a to gawędząc o krasnoludkach, a to znów prezentując typową kłótnię widzianą oczami kilkulatka czy też grę w piłkę.


Dzięki tej publikacji nie tylko przybliżycie sobie życie przeciętnej estońskiej rodziny, ale też będziecie mogli je porównać z polskimi realiami. Oprócz niewątpliwych walorów poznawczych, istotną cechą książki jest promowanie przez nią wartości prorodzinnych - autor pokazuje rodzinne wsparcie, miłość i zaufanie wyrażane co rusz.

Wyjątkowa i wartościowa to historia, której warto podarować niejedno wspólne popołudnie. Co bowiem zacieśnia więzi lepiej niż wspólna lektura i poznawanie innych kultur?


Góry i ich zwykli-niezwykli mieszkańcy - Justyna Styszyńska




Serię niewielkich formatowo książek, w które wpisuje się publikacja Góry i ich zwykli-niezwykli mieszkańcy cenię i podziwiam za kapitalną wręcz i nietuzinkową, wyróżniającą się na tle innych propozycji dla dzieci szatą graficzną. Cudowne wprost ilustracje robią silne wrażenie i zachęcają do penetrowania i podglądania świata gór.

Całość nie jest ani szyta, ani klejona - pomysłem na serię jest złączenie kolejnych kartek spiralą, która sprawdza się dość dobrze, jednak nie powinna zbyt prędko trafić w małe rączki, które z łatwością będą mogły poszczególne strony wyrwać.

Przewracając kartki, czytelnik zapoznany zostaje z barwnym i bogatym światem górskiej fauny i flory - podziwiać może zwierzęta mieszkające w niższych partiach gór, jak i w wysokich. Zobaczy kozicę, rysia, niedźwiedzia, świstaka. Mało tego, że zobaczy - przeczyta (bądź wysłucha) najważniejsze informacje na jej temat, a dzięki dołączonym do książeczki naklejkom będzie mógł także ją sobie wykleić.

Zapozna się także ze słownictwem typowym dla tego regionu - dowie się, czym jest przełęcz, co nazywamy szczytem i cóż to takiego dolina. 

Od kilku lat pozostaję pod wielkim wrażeniem cyklu i moich odczuć wcale nie zmienia (a wręcz potęguje je) kolejna część. Jeśli jeszcze go nie znacie, gorąco zachęcam do nadrobienia braków. Mało jest tak wyjątkowych pod względem graficznym wydań. Jeśli dodacie do tego cenną wartość merytoryczną, sami się przekonacie, że macie w ofercie książkę kapitalną i znaczącą.

Publikacja powstała we współpracy z Tatrzańskim Parkiem Narodowym.


Wszystko jest w Twojej głowie - Suzanne O'Sullivan



Organizm ludzki jest fascynujący. O tym, jak łatwo coś sobie wmówić, jak proste jest wywołanie objawów chorobowych - poprzez siłę sugestii, stresy i inne - wiem, jak nikt.

Hipochondria, cyberchondria  - każda z nich nabiera coraz większego rozpędu,a objawów chorobowych, których źródła można szukać tak naprawdę tylko w psychice, przybywa.

Suzanne O'Sullivan, neurolożka pracująca w Narodowym Szpitalu Neurologicznym i Neurochirurgicznym oraz w Towarzystwie Epileptologii  wzięła pod lupę owo zagadnienie, kreśląc lekturę fascynującą, choć niełatwą do bezbolesnego i bezobjawowego przebrnięcia przez osoby podatne na siłę sugestii. 

Bohaterami są jej pacjenci, a raczej ich dolegliwości. Na pewno z doświadczenia własnego albo z doświadczenia Waszych bliskich znacie historie o fizycznych dolegliwościach, których przyczyny lekarze nie byli w stanie dociec. Dużo łatwiej wykryć chorobę, której źródło tkwi w nieprawidłowej pracy jakiegoś narządu, w infekcji, wirusie, a o wiele trudniej wyjaśnić jakim sposobem psychika sprawia, że "chory" przychodzi do lekarza z objawami, których jedynym źródłem może być psychika. Boli tak samo, jednak wyleczyć jest znacznie trudniej. Pacjenci często zmagają się z poczuciem, że są traktowani jako oszuści i symulanci próbujący wymusić zwolnienie lekarskie - kto bowiem uwierzy, że nasze dolegliwości nie są efektem realnej choroby? Nawet bliscy często mogą takie osoby nazywać hipochondrykami.

Nagłe paraliże, drgawki padaczkowe, ślepota, utrata pamięci - to jedynie początek długiej listy objawów, których przyczyn nie zawsze należy szukać w organizmie, lecz w psychice chorego. I nie, tacy ludzie to nie wariaci. To osoby, które są obarczone tak wielkim stresem, że ich podświadomość reaguje objawami chorobowymi niemożliwymi do zdiagnozowania, jeśli na pacjenta nie spojrzy się jak na całość - wraz z jego historią - a nie tylko jak na chorą nerkę, nos z nieżytem czy też bolący brzuch. 

Autorka pochyla się nad siedmioma przypadkami, z którymi miała do czynienia w swojej pracy - zarysowuje sylwetki pacjentów, prezentuje ich objawy, a także wdrożony sposób leczenia.  Mam wrażenie, że w dzisiejszym świecie - świecie ogromnego stresu i gonitwy destrukcyjnie wpływających na organizm - ta książka to wydanie niezwykle cenne,  którym wielu z nas, jeśli nie każdy, powinno się zapoznać.

Szalenie interesująca, a także pouczająca.



Geniusz ptaków - Jennifer Ackerman


Miłością do świata przyrody zaraził mnie i przekazał mi ją tata, ale ptaki jakoś nigdy nie znajdowały szczególnego miejsca w kręgu moich zainteresowań. Sprawa zmieniła się, gdy zaczęłam pracę w księgarni i poznałam osobę, która na ich punkcie miała niezłego fioła (pozdrawiam Asiu!). Od tamtego momentu i ptaki (poza sowami, które liczone były w innych kategoriach) znalazły swoje miejsce w moim życiu, a książki im poświęcone zaczynają coraz piękniej ubogacać moją biblioteczkę.

Jakżebym mogła w takim wypadku pominąć publikację o dumnie brzmiącym tytule Geniusz ptaków? Naturalną konsekwencją - zajrzałam.

O ile czytając Rzecz o ptakach, myślałam, że poznałam już tyle ciekawostek, że nie sposób będzie ich wszystkich zapamiętać, o tyle Geniusz... powinnam sobie odtwarzać co rusz, by przyswoić sobie na stałe choć odrobinkę.

Publikacja ta naszpikowana jest arcyciekawymi wiadomościami ze świata ptaków, które aż proszą się o odkrycie. Autorka, Jennifer Ackerman, przybliża czytelnikowi najnowsze odkrycia naukowe  (zoologów, geofizyków, neurobiologów, entomologów, przyrodników...) dotyczące ptasich zdolności, o które byście nawet nigdy nie podejrzewali naszych podniebnych przyjaciół. Nie prezentuje ich jednak w sposób suchy i czysto naukowy - jej opowieść skrzy się od anegdotek ubarwiających całość. 

Już od dawna wiem, że w wielu aspektach ptaki przewyższają ludzi - instynktem? mądrością? - jakkolwiek nazwać by to, w czym są lepsze, efekt będzie ten sam - żaden ludzki sprzęt nie nawiguje tak jak ptak. Mimo że mózgi mamy zdecydowanie większe, odnoszę wrażenie, że nie uruchamiamy wielu ich obszarów, tak jak robią to ptaki. 

Ten z Was, kto choć raz próbował przepędzić gołębia z balkonu, koniecznie powinien przeczytać tę  składającą się z ośmiu pasm tematycznych publikację i przyznać, że gołąb, to geniusz. Słowa autorki podparte są wypowiedziami fachowców - badawczy, którzy dzielą się wnioskami z przeprowadzanych przez siebie testów oraz obserwacji poszczególnych gatunków. 

Geniusz ptaków stanowi niezwykle zajmującą i pouczającą książkę, absorbującą uwagę w zupełnie niekontrolowany sposób. Napisana została z ogromną pasją, która niemalże zaraża poprzez kontakt z papierem, na którym została poświadczona. 

Po jej lekturze pozostaje mi zaopatrzyć się w lornetkę, uzbroić w cierpliwość, wyrobić nawyk wczesnego wstawiania i wyruszyć szlakiem ptasich treli. 

A Wy - do lektury! 


Inne ptasie publikacje na blogu:



Gdy pada deszcz. Wizyta goblinów - Zofia Stanecka



Gdy pada deszcz. Wizyta goblinów Zofii Staneckiej, to kolejna część serii Czytaj ze mną, dostosowana do poziomu dzieci podejmujących pierwsze próby samodzielnej lektury. Gatunkowo wpisuje się ona w fantasy, będąc jednocześnie dla dzieci formą oswojenia się z tym typem literatury.

Rzecz dzieje się na wrzosowisku Hampstead w Londynie. Oto ziemia - co zauważyły zarówno psy, jak i pracownicy budowy - zaczęła się dziwnie poruszać.
Mniej więcej w tym samym czasie goblin Korzonek pomieszkuje u pewnej ludzkiej rodziny. Razem dbają o dom, bawią się, wspólnie spędzają wolny czas.  Podczas pewnego spaceru spostrzegli, że na placu budowy dzieją się dziwne rzeczy - znad ziemi unosi się dziwna chmura, a wszystkie okoliczne psy zmierzają prosto na nią. Sytuacja zaogniła się, gdy zaczął padać deszcz... Co stało się dalej? Jak zakończyła się przygoda naszych bohaterów? Tego nie zdradzę, ale obiecuję, że sięgnąć warto, bo zarówno dzieci będą się świetnie bawić, jak i dorośli nie będą się nudzić.

Jak wszystkie teksty Staneckiej, jest to historia niezwykle ciepła, które to wrażenia potęgują urokliwe ilustracje Aleksandry Krzanowskiej.  Zachęca młodych czytelników do sięgania po książki, oswaja ze słowem czytanym i - co ważne - otwiera na świat literatury i pokazuje, jak wspaniałą przygodą może być czytanie.

Polecam! Dla mnie Stanecka=dobra lektura. 






Mitologia. Przygody słowiańskich bogów


Mitologia słowiańska przeżywa swoiste odrodzenie - to, co dotąd było mało rozpowszechnione, bo jakoś woleliśmy czytać o Zeusie oraz jego rzymskim odpowiedniku, powoli zaczyna docierać pod strzechy.

I w ten oto sposób mamy szansę poznać Peruna, Welesa, Bannika, Świętowita, Swaroga, Swarożyca, Chorsa czy Strzyboga. Już same nazwy brzmią obco, nie są oswojone (choć własne!), stąd bardzo ważne, by od najmłodszych lat zapoznawać czytelników z bogactwem słowiańskiej mitologii, z nazewnictwem i przygodami bogów, niegdyś zamieszkujących nasze ziemie.  

Wielką zaletą książki jest umieszczony na jej końcu słowniczek postaci, dzięki któremu czytelnik w każdej chwili może sprawdzić kim jest dana postać i ugruntować swoją wiedzę.

A co między początkiem a końcem? Fascynująca opowieść o tym, co działo się na świecie, gdy po ziemi biegali słowiańscy bogowie. A działo się sporo! Częstokroć losy bogów zazębiały się z życiem zwykłych śmiertelników, ich światy przenikały się, a konsekwencje były przeróżne. Nie chcąc nadto zdradzać sekretów słowiańskiej mitologii, powiem jedynie, że podobnie jak każda inna, opowiada ona o stworzeniu świata, tłumaczy zjawiska przyrody i odkrywa tajniki naszego świata, a wszystko to za sprawą wciąż mało znanych opowieści, które (gwarantuję!) zachwycą każdego - tak małego, jak dużego.

Niewątpliwym walorem jest przepiękne, kolorowe wydanie - ilustracje Ewy Poklewskiej-Koziełło zachwycają i stanowią doskonałe uzupełnienie całości - to właśnie szata graficzna stanowi o głównej wartości tej książki - gdyby nie ona, wiele osób wciąż nie chwyciłoby w dłoń mitologii słowiańskiej - któż bowiem miałby się nią interesować?

Tymczasem niesamowita przygoda czeka - zapraszam w nasze niezwykle barwne, słowiańskie progi. Gros tajemnic czeka na odkrycie. 


Innymi słowy - Yee-Lum Mak


Oto książka dla erudytów, którzy uwielbiają poszerzać zakres swojego słownictwa i błyszczeć w towarzystwie, gdy użyją słowo znane tylko przez nich - nierzadko dziwnie brzmiące, podejrzane, proszące się o wyjaśnienie.

Innymi słowy stanowi publikację zbierającą wiele zaskakujących, zachwycających, zadziwiających słów, których na pewno dotąd nie znaliście, pochodzących z różnych języków. Czy wiecie bowiem cóż to takiego hiraeth? A fuubutsishi? Paralian? 

Wiesz może jak nazywa się skakanie po kałużach albo jak za pomocą jednego wyrazu określić osobę bujającą w obłokach? A może ciekawi Cię jak zwie się posiłek spożywany przed świtem, po to, by móc usłyszeć pierwszy śpiew ptaków?

Fascynujące, ile możliwości dają różne języki - to, co w jednym jest definicją na kilka linijek, w innym wyrażone zostaje krótkim wyrazem. Nierzadko są to lingwistyczne osobliwości, zawsze jednak precyzyjne określenia tego, czego nazwać dotąd się nie dało.

Bardzo ciekawa jest również szata graficzna - ilustracje Kelsey Garrity-Riley robią wrażenie. Spodziewałam się  co prawda  wydania w większym formacie, stąd moje niemałe zdziwienie w momencie otwarcia przesyłki, jednak koniec końców całość prezentuje się świetnie i jest publikacją nie tylko do czytania ale także zachwycania się i.... uczenia. 

Kapitalna - polecam gorąco!


Zadziwiające życie - Misha Maynerick Blaise





Zadziwiające życie faktycznie zdumiewa. Książka ta jest próbą odpowiedzi na pytanie zawarte w podtytule: Dlaczego każdy z nas jest wszechświatem? Ma być przypomnieniem naszej zdumiewającej więzi ze światem, chwilą refleksji nad tym, jakie skomplikowane procesy zachodzą w naszym ciele, gdy wykonujemy najprostsze - zdawać by się mogło - czynności, często bez udziału naszej woli. 

Publikacja ta ma za zadanie przypomnieć nam także wszystkie te momenty, gdy doświadczyliśmy piękna podczas spotkania z przyrodą, chwile zachwytu,  jest próbą odnalezienia przyrody nawet w najbardziej zabetonowanym osiedlu.

Książka wspaniale prezentuje naszą łączność z przyrodą, genialnie ilustruje to, o czym nagminnie zapominamy - że niszcząc naturę, ściągamy zagładę na siebie samych. 

Kolejne piękne wydanie spod sztandaru ART EGMONT. Mądre, kształcące, przypominające zachwyty, rozkruszające zatwardziałe serce. 

Wydanie - mam wrażenie - bardziej dla dorosłych niż dla dzieci. Szczególnie dla tych dorosłych, których pochłonęła praca, którzy wiecznie nie-mają-czasu-bo-są-zarobieni-i-przeciążeni-obowiązkami - oto moment na refleksję i niemiły wyrzut sumienia. Przypomnij sobie, Drogi Czytelniku, kim jesteś i czym jesteś.






Muminek i Pieśń Oceanu Muminek i urodzinowy guzik - Tove Jansson

 



Na podstawie opowiadań Tove Jansson od lat powstaje szereg opowieści i wydań - sama poza oryginalną serią od najmłodszych lat miałam w domu wersje skrócone, dostosowane do mniejszego czytelnika. Z tej formy docierania do odbiorcy wydawcy nie rezygnują także i dziś. I słusznie.

Opracowania te bazują w dużej mierze na barwnych ilustracjach oraz formie zdecydowanie bardziej przyjaznej dla najmłodszych. O ile oryginalna wersja Muminków o kolorach innych niż czarny i biały nie słyszała (co jako dorosły szalenie doceniam!), o tyle wersja dla dzieci nie stroni od najróżniejszych odcieni mających przykuć uwagę i zachęcić do wejścia w świat trolli.  

Jako że zastosowana czcionka jest dość duża, a ilość tekstu stosunkowo niewielka, seria ta doskonale sprawdzi się jako pierwsze samodzielne lektury dla dzieci. Tym bardziej, że później można je będzie odświeżyć w wersji "dorosłej", a także uzupełnić wersją filmową. Najważniejsze, by zaszczepić w dziecku nawyk czytania oraz nauczyć go rozpoznawać postaci Muminków*.

Język całości jest bardzo uproszczony. Brak w nim wyszukanego słownictwa, zdania są stosunkowo krótkie, jednak niewolne od form imiesłowowych. 

Muminek i Pieśń Oceanu stanowi historię skoncentrowaną wokół tytułowej legendy. Tata Muminka na strychu posiada pewien niezwykły przedmiot - muszlę, w której słychać Pieśń Oceanu. Niestety, dźwięki dostępne są tylko temu, kto muszę odnalazł. Wiedzeni zatem chęcią przeżycia czegoś niezwykłego, Muminek wraz z przyjaciółmi wyruszają na wyprawę wprost na Samotną Wyspę. Niestety, ich plany krzyżuje zmiana pogody oraz zwiastujące ją pojawienie się Hatifnatów. Jak bohaterowie poradzą sobie z przeciwnościami? Czy uda im się znaleźć skarb?



Mniej emocji dostarcza Muminek i urodzinowy guzik. Oto Muminek w dniu swoich urodzin odkrywa, że jego przyjaciele zupełnie nie mają dla niego czasu. Tak bardzo pochłonęły ich własne sprawy, że zapomnieli o smutnym solenizancie. Oczywiście są to tylko pozory, bowiem mieszkańcy Doliny Muminków przygotowują dla przyjaciela wyjątkową urodzinową niespodziankę... 

Polecam Wam lekturę całej serii - świetnie przygotowuje ona do poznania tych wyjątkowych bohaterów.

*Uważam, że docieranie z Muminkami do ludzi musi zostać zakreślone na jeszcze większą skalę - gdy moim uczniom w 4 klasie pokazałam komiks Muminki, stwierdzili, że pierwszy raz widzą te dziwne stwory i że są one "niefajne". Uwierzycie?!






Pierwsze słowa. Pojazdy


Pierwsze słowa. Pojazdy to świetna propozycja dla każdego malucha uczącego się mówić i zainteresowanego wszelkiego rodzaju pojazdami. 

Każda strona to nie tylko ilustracje wybranych środków transportu (motor, rower, autobus i in.), ale także zaproszenie do interakcji.

Publikacja zbudowana jest na bardzo prostym koncepcie: lewa strona zarezerwowana jest każdorazowo dla trzech pojazdów wraz z ich nazwami, zaś prawa to miejsce specjalne: znajduje się na niej pojazd z wysuwanymi fragmentami, które dziecko może przesuwać paluszkiem, zgłębiając tym samym tajemnice prezentowanych elementów - poruszyć śmigłem helikoptera, podnieść ciężar z dźwigiem, wspiąć się po drabinie strażackiej czy wyjechać samochodem z garażu.

Dodatkowo przy ilustracji znajduje się podpis i pytanie dotyczące prezentowanego pojazdu oraz każdorazowo onomatopeja wyrażająca wydawane przez niego dźwięki. I tak - samochód robi brum i piip-piip!, wóz strażacki eee-ooo! eee-ooo! a pociąg ciuch-ciuch! 


Książka posiada grube, kartonowe kartki, więc nie grozi jej szybkie zniszczenie - można ją czytać wielokrotnie bez obaw o potarganie. A jako że jej forma jest wyjątkowo atrakcyjna - gwarantuję, że wertowana będzie bez przerwy.

Polecam.

W skład serii wchodzą jeszcze Pierwsze słowa. Kolory, Pierwsze słowa. Na wsi, Pierwsze słowa. W domu. 

Rok w ogrodzie, rok w lesie - Pzetra Bartikova, Aneta Zabkowa



Zapraszam Was dziś do świata przyrody widzianej przez pryzmat każdej z pór roku. Najpierw wejdziemy do ogrodu, w którym spędzimy pełny rok, później zaś udamy się do lasu, by kontynuować w nim naszą przygodę.

Każda odwrócona kartka to kolejny miesiąc rozłożony wygodnie i przedstawiający swą historię. Na stronach znajdziemy informacje o tym, co kwitnie o tej porze, co robią zwierzęta, kogo można spotkać wędrując po lesie / ogrodzie, 




Książki są wydane przepięknie - jestem nimi całkowicie urzeczona. Barwne strony, zwierzęta ukazane w ruchu, z często zabawnymi minami - to jest to, co przykuwa uwagę dziecka i zachęca do eksplorowania otaczającego go świata. Tym bardziej, że każda ze stron posiada jakieś okienko do zbadania, z którego wyskoczyć może tak naprawdę wszystko - ptak wysiadujący jaja, dżdżownica skryta głęboko pod ziemią, kret wygodnie umoszczony w swej norce i wiele, wiele innych.

Ponadto co jakiś czas do stron dołączone są miniksiążeczki, a w nich instrukcja pomagająca w prawidłowym zasadzeniu groszku, opowieść o etapach rozwoju żaby, typy zwierzęcych legowisk, ślady zwierząt etc.

Sama nie wiem, która część podoba mi się bardziej - obie są urzekające i zachwycą każde dziecko.


Mój jedyny (i niestety bardzo duży zarzut) to jawne czerpanie z ogromnej popularności innej książki o tym samym tytule, również opartej na schemacie roku spędzonego w ogrodzie/lesie. Mam wrażenie, że to próba podpięcia się pod jej sławę, skądinąd zupełnie niepotrzebna, bo wydanie, które mam w ręku broni się samo - jest po prostu cudne. 




środa, 11 lipca 2018

#arkusz poetycki - Billie Sparrow



#arkusz poetycki trafił do mnie znienacka. Nie spodziewałam się przesyłki, ale zaintrygowana  nietuzinkowym, estetycznym wydaniem, zajrzałam książce pod okładkę - planowo na chwilę,w rezultacie aż do ostatniej kropki. Nie było to trudne, bowiem wiele stron to wypełniacze - pozbawione tekstu, za to z ciekawą szatą graficzną, na których nie raz zawiesiłam oko. 

Tym niemniej, wiersze przykuły moją uwagę. Nawet gdybym nie doczytała (dość lakonicznej) notki biograficznej, z miejsca mogłabym powiedzieć, że są one literackim dzieckiem osoby młodej, zakorzenionej we współczesności, w świecie Facebooka i wszechobecnych lajków.

Tom podzielony został na kilka części: pokolenie, tożsamość, uniesienia, w(y)rażenia, marność.

W wielu miejscach jest krzykiem współczesnych o uwagę wyrażoną kliknięciami, powiadomieniami - szukaniem potwierdzenia własnej wartości w nicnieznaczących kciukach w górę, nierzadko dawanych od niechcenia, bez pomyślunki, z rozpędu podczas scrollowania. I te właśnie teksty przemówiły do mnie najbardziej, bo to one mogą być punktem wyjścia do dialogu z dzisiejszą młodzieżą, jeśli tylko uda się ją od owych lajków odciągnąć. 

Większość tekstów zawartych w tomie to wiersze białe, z niewielkimi wyjątkami. To chyba również znak czasów. 
niedobór czasu
nadmiar świata
do uratowania
diagnoza
rozległa zmartwienica
obumierają pani
ostatnie komórki
spokoju [1]

Cóż, kupuję Billie Sparrow i z zainteresowaniem będę śledzić dalszą drogę twórczą.


[1] #arkusz poetycki, Billie Sparrow, Wydawnictwo Znak, Kraków 2018, s. 23

Miesięcznik Znak nr 757 czerwiec (06) 2018




Czerwcowy "Miesięcznik Znak" to numer ka-pi-tal-ny! Poczynając od niezwykłej okładki, przez tytuł  nawiązujący do kampanii społecznej stworzonej przez osoby skupionej wokół portalu Święto Stworzenia, aż do artykułów, które czytałam z wypiekami. 

O tym, jak pogodzić postęp technologiczny z ochroną środowiska w świecie, gdzie według szacunkowych obliczeń, co 20 minut z powierzchni Ziemi znika jeden gatunek roślin lub zwierząt (i tu wywiad z Davem Goulsonem znanym z książek Łąka oraz Żądła rządzą, którego bardzo cenię, a który rozprawia o bioróżnorodności, o stronniczości w ocenianiu natury, o wycince lasów tropikalnych, o staniu człowieka w obliczu apogeum powiązanych ze sobą kryzysów środowiskowych i in.).

Szalenie ciekawy jest również artykuł O czym szumią łąki.  

Krótko mówiąc, temat miesiąca i dobór tekstów jest kapitalny i niezwykle na czasie - w momencie, gdy środowisko naturalne stoi w obliczu wielu trudności, warto czytać, warto drążyć, warto poznawać różne punkty widzenia, szczególnie tych osób, które na temacie się znają.

Ogromnie polecam! Numer ten warto mieć chociażby dla tych dwu artykułów. Ja jestem pod wrażeniem i czytam je oczywiście mając na podorędziu Łąkę i cały szereg publikacji dotyczących środowiska naturalnego.





Po prostu lagom - Goran Everdahl



Było hygge, ikigai, czas na lagom. 


Moda na słowa trwa w najlepsze, każdy kraj chce mieć swoje słowo, któremu poświęcona zostanie seria książek, a które odda istotę danej narodowości.

Dla Szwedów słowem określającym ich styl życia jest lagom, czyli w wolnym tłumaczeniu w sam raz.  

Goran Everdahl postanawia się mu przyjrzeć i przybliżyć czytelnikowi jego sedno, sięgając do historii, mających przyjść z wyjaśnieniem. Jak to się stało, że Szwedzi tak bardzo cenią sobie życie z umiarem? Autor ukazuje to, biorąc pod uwagę różne aspekty życia. W każdym z nich dla porównania prezentuje także, czym dla Szwedów jest "za dużo" i "za mało".  Jego rozważania wzmocnione są ilustracjami, dzięki którym przez książkę się właściwie płynie. Dzięki książce dowiecie się, jak podróżować lagom, jak ubierać się lagom, jak dbać o środowisko lagom, jaki design jest lagom  i inne.

Bardzo ładnie wydana, utrzymana w duchu publikacji podejmujących podobną tematykę, dzięki czemu łatwo może zostać zidentyfikowana przez potencjalnego czytelnika. Jest przejrzysta, czytelna, dominuje w niej obraz, co sprawia, że przykuwa uwagę. Istotna jest także jej poręczność - jest lagom do torebki:)

Jeśli interesuje Was ta tematyka - sięgnijcie. Nie oczekujcie jednak, że dowiecie się czegoś dotąd nieujawnionego.


Pora na kalafiora - Agata Dudek, Małgorzata Nowak


Jak wakacje, to pora na świeże warzywa, jak na warzywa, to na co? Pora na kalafiora!  - można by zakrzyknąć wraz z Agatą Dudek i Małgorzatą Nowak, jednocześnie zachęcając do zdrowego odżywiania się, jak i promując ich najnowszą książkę.

Oto przed Państwem publikacja z kartonowymi stronicami, której wnętrze jest apetyczne aż miło!

Pomysłem na książkę było zestawienie podobnych warzyw i wskazanie ich różnić oraz nazw - i tak oto obok szczypiorka znajdzie się por - na pierwszy rzut oka podobne, po bliższej znajomości okazuje się, że zupełnie inne; obok buraka ćwikłowego burak cukrowy - co za różnica co jest co, skoro każdy wie, że burak to burak? A pomidorki i pomidor? Ogórek i cukinia? (przyznajcie się, ile razy pomyliliście się podczas zakupów?)

Zanim wyślecie swoje pociechy do warzywniaka, od najmłodszych lat możecie zapoznawać je z bogactwem świata warzyw i wskazywać na subtelne różnice pomiędzy nimi. Za 10 lat dziecko już nie powie Wam, że nie wie, jak wygląd bób czy rzepa - z zamkniętymi oczami poda różnicę! A kiedy na ziemi wyląduje UFO, wcale nie stwierdzi, że to latający patison. 


To jak? Gotowi na tę warzywną przygodę? Ja jestem zachwycona!



Księga ryków - Soledad Bravi



Pamiętacie bestsellerową Księgę dźwięków, bez której nie wyobrażam już sobie polskiego domu, w którym pojawił się jakiś niemowlak? Oto przed Wami jej naturalna kontynuacja - Księga ryków.

Kolejna rzucająca się w oczy okładka o intensywnej barwie, przyciągająca uwagę każdego, kto tylko przekroczy próg księgarni i znajdzie się w dziale dziecięcym. Podobnie zresztą jak kolejne strony - kolory są w niej wyraziste.

Tym razem autorka skupiła się na konkretnych odgłosach, które dziecko może wokół siebie rozpoznać - na dźwiękach wydawanych przez zwierzęta. 

Różnic jest wiele - o ile w Księdze dźwięków na stronie pojawiał się jeden przedmiot i jeden konkretnie wydawany dźwięk, czasem ubrany w zdanie, zapisany wyraźną i dużą czcionką, o tyle tutaj każda kartonowa strona to kocioł - dużo więcej postaci, często nienaturalnie rozciągniętych, a wokół nich, w dymkach dźwięki, które wydają - podane w formie czasownika, nie zaś onomatopei, jak miało to miejsce w przypadku poprzedniej części. Sama czcionka zaś jest mniej czytelna - imituje pismo odręczne. Czcionką maszynową są jedynie zapisane rzeczowniki określające nazwy kolejnych zwierząt lub tworzące rodzinę wyrazów (na przykład: lis-lisiątko-lisica; byk-cielak-krowa). 

Ewidentnie jest to propozycja dla nieco starszych dzieci, jest bowiem o wiele mniej intuicyjna, mniej przyjazna w odbiorze, choć wciąż ciekawa i warta zakupu. Dobra jako kontynuacja, na pewno nie jako pierwszy zakup. Kartonowe strony i poręczny format zostały zachowane - starsze dziecko z łatwością chwyci książkę do rąk i albo z zaciekawieniem będzie ją przeglądać, albo ze smakiem podgryzać - jak to z książeczkami dla najmłodszych bywa ;)







Przed moim domem - Marianne Dubuc

   



Czy wiesz co znajduje się przed Twoim domem? Czy wiesz jak nazywa się każdy kolejny element, któremu przyglądasz się, gdy opuszczasz swoje cztery ściany? 
Czy wiesz, co kryje się pod łóżkiem i co wydaje te dziwne dźwięki? Czy zdajesz sobie sprawę co czai się w ciemności?

Oto przed Wami kolejna kapitalna książeczka Wydawnictwa Dwie Siostry kształcąca możliwości poznawcze dziecka. Mały, przyjazny format; duże, wyraźne ilustracje i krótkie podpisy zarysowane wyrazistą czcionką będą służyły Twojej pociesze przez lata (jeśli jej nie zagryzie;D). Najpierw, by łączyć nazwy z przedmiotami i powoli oswajać się z otaczającym światem, później zaś, by powolutku uczyć się samodzielnie czytać.


Idealna propozycja dla niemowlaka, który wodzi wzrokiem za ciekawymi i przyciągającymi uwagę ilustracjami. Każda strona to część zdania kontynuowana na kolejnej kartce, ilustrowana bardzo prosto - po dziecięcemu.

Chwyć, maleńki czytelniku - lub Ty, drogi rodzicu - książkę w dłoń i przewracaj kolejne kartonowe strony, poznając swoją okolicę. Prawda, że ciekawa?





Książki na wakacje - co wybrać i jak nie przepłacić?




Halo, halo! Wyjechaliście na wczasy,a na miejscu brak stoisk z tanią książką?
Nigdzie jeszcze nie wyjechaliście, ale już wolicie uzbroić się w dobrą i niedrogą lekturę?
Mam dla Was coś idealnego - Tania Książka dostępna online, od ręki, bez pośredników ;)

Wystarczy, że odwiedzicie tę stronę, a  Waszym oczom ukażą się przecenione bestsellery. Rabaty sięgają aż 80%.


Co dobrego znajdziecie w promocji?

A ja żem jej powiedziała... Kaśki Nosowskiej - pamiętacie jeszcze moją recenzję? Jeśli nie to klik. Kto po jej przeczytaniu jakimś szalonym zrządzeniem losu wciąż jej nie nabył, teraz ma szansę - i to za -40% ! Kupujta!


Mali bogowie - komu za ciepło i chce sobie zmrozić krew w żyłach? Nic prostszego! Dla przypomnienia moja opinia tutaj. A dla Was -33%. A co!


Opowieść podręcznej - Atwood za -40%? Nie ma nad czym się zastanawiać. Książka wbije Was w leżak, nikt Was już nie pozbawi miejsca na plaży, nie sposób będzie Was wydobyć!
Recenzja tu. 




Szperajcie, wybierajcie - jest na czym oko zawiesić!
Promocja trwa całe wakacje, ale ceny mogą ulegać zmianie;)



Dam Ci to wszystko- Dolores Redondo


Wiele osób słysząc nazwisko Dolores Redondo, słyszy - bestseller. Nie bez przyczyny - napisana przez nią seria Dolina Baztán zyskała sobie wielu sympatyków, którzy po każdą jej kolejną powieść sięgną bez zastanowienia.

I właśnie jest ku temu okazja, bowiem do księgarń trafiła książka Dam Ci to wszystko będąca odpowiedzią na tęskne westchnienia wiernych czytelników.

Przedmiotem opowiedzianej historii są losy poczytnego pisarza Manuela, który dowiaduje się, ze jego mąż Álvaro zginął w wypadku samochodowym. Na jaw wychodzi, że przebywał on w Galicji, nie zaś w Barcelonie, jak sugerował przed wyjazdem. Ta tragedia jest jednak dopiero początkiem nieszczęść spływających na mężczyznę. Okazuje się bowiem, że żył w kłamstwie. Gdy przybywa do Galicji, dowiaduje się, że śledztwo zostało zamknięte. Poznaje jednak rodzinę swojego męża, o której istnieniu nie miał pojęcia - jak się okazuje członków dostojnego rodu Muñiz de Dávila. Ostatnią rzeczą jaką można by o nich powiedzieć, to że przyjęli go serdecznie. Manuel nie baczy na to jednak zbytnio, zbyt wstrząśnięty tym, jak wiele tajemnic miał przed nim Álvaro i jak długo udało mu się prowadzić podwójne życie. Gdy postanawia opuścić Galicję, na jego drodze stają ludzie podejrzewający, że w sprawę wypadku zamieszani są członkowie znamienitego rodu, których sprawiedliwość się nie ima.  

Manuel postanawia wszcząć prywatne śledztwo wraz z emerytowanym policjantem oraz księdzem zaprzyjaźnionym z rodziną tragicznie zmarłego. 

Dam Ci to wszystko zdobyło prestiżową nagrodę Premio Planeta, co wielu potencjalnym czytelnikom wystarczyć może za zachętę - wyróżnienie świadczy bowiem o powrocie autorki w wielkim stylu. 

Jej powieść łączy w sobie elementy kilku gatunków - na plan pierwszy zdecydowanie wysuwa się kryminał, jednak doprawiony jest on solidną porcją obyczajówki, a także szczyptą powieści społecznej, opisującej galicyjskie tradycje. Początki są niespieszne - autorka skrupulatnie zarysowuje tło, krok za krokiem, rozdział za rozdziałem dodając istotne dla rozwoju akcji elementy, wcale nimi jednak nie bombardując. Wiele w książce tej opisów, także trzeba być przygotowanym nie tylko na śledztwo, które wraz z bohaterami będziemy rozwiązywać, ale również na malowniczo zarysowaną przestrzeń Galicji, którą podczas tej lektury bardzo dobrze poznamy.

Bóg nie jest automatem do kawy - Zbigniew Czendlik, Marketa Zahradnikova


Bóg  nie jest automatem do kawy  to jeden z lepszych wywiadów, jakie było mi dane ostatnio czytać.

Gdybym miała napisać, czego dotyczy, napisałabym, że to wywiad-rzeka o życiu. O życiu człowieka, który choć wzrastał w wierze od najmłodszych lat, to pokory wciąż musiał się uczyć. Oto Zbigniew Czendlik, ksiądz urodzony w Brennej, po latach seminarium wrzucony na głęboką wodę do wymagającej parafii w Chorzowie, gdzie musiał oddawać się kapłańskiej rutynie, a później... wrzucony na wodę jeszcze głębszą. Po trzech latach spędzonych u św. Floriana, z jedzeniem podawanym pod nos i kapłańskim all inclusive, został przez ówczesnego arcybiskupa skierowany do Czech - świata pozornie bliskiego, a w praktyce niesłychanie odległego. 

Podczas lektury ma się wrażenie, że Czendlik to taki "ksiądz z jajem", słucha się go magicznie, niczym najlepszego gawędziarza. A mówi przy tym o sprawach ważkich  - powołaniu, wierze, Bogu, Kościele, miłości. Wszystko to bez sztucznego nadęcia, pompatyczności i wywyższania się, lecz z wielkim i zdrowym dystansem. Być może w Polsce szybko zamknięto, by mu usta. W Czechach jest ożywczym magnesem przyciągającym do Chrystusa.

Kazanie, podobnie jak minispódniczka, powinno być krótkie i dopasowane [1].
Kojarzycie księdza, który do sesji zdjęciowej włożył czerwone szpilki, by w ten sposób promować równość kobiet i mężczyzn? To właśnie Czendlik, a zdjęcie to, jest kwintesencją tego, jak mówi i o czym mówi. Człowiek o niezwykłej otwartości, wyzbyty strachu przed trudnymi tematami, trafiający do miejsca, w którym ateistę spotkać nietrudno, a dotrzeć do niego z żywą wiarą - niełatwo. I na tym właśnie czeskim gruncie, znalazł Czendlik sposób na to, by swoim słowem i  życiem przyjść do każdego i otwierać go na dialogiczny Kościół. 

Źródło


Polecam - by w te wakacje nie zaniedbać duchowości i przypomnieć sobie, że dobro nie zna granic. Absolutny bestseller, do którego będę wracać, by przypomnieć sobie, że często to, co wydaje się banalne i przyziemne, może być i jest źródłem prawdziwego szczęścia. W świecie dążącym do wyjątkowości łatwo utracić do z oczu i prychnąć na to z pogardą. Zatem - ku refleksji.




[1] Bóg nie jest automatem do kawy, Markéta Zahradníková, Wydawnictwo Dowody na Istnienie, Warszawa 2018, s. 50.