czwartek, 15 lutego 2018

Wszystkie przygody Żabka i Ropucha - Arnold Lobel


Oto na pewnej łące, w niewielkim od siebie oddaleniu mieszkają dwaj przyjaciele – tytułowi Żabek i Ropuch. Jeden nieco bystrzejszy od drugiego, za to obaj o złotych sercach zawsze gotowych spieszyć z pomocą. To przyjaciele na dobre i na złe. Uwielbiają spędzać razem czas, opowiadać sobie bajki, dbają o siebie w chorobie, motywują się i pomagają sobie w codziennych czynnościach (także porządkowych). Ich przygody były dotąd wydawane w pojedynczych zbiorach, teraz zaś macie możliwość mieć wszystko zebrane w jednym kolekcjonerskim tomie zatytułowanym Wszystkie przygody Żabka i Ropucha. Gromadzi on w sobie: Żabek i Ropuch. Przyjaźń, Żabek i Ropuch. Razem, Żabek i Ropuch. Przez cały rok, Żabek i Ropuch. Dzień po dniu.

Jeśli nie kojarzycie jeszcze tej przeuroczej pary przyjaciół – musicie to koniecznie zmienić. Nie znam żadnego czytelnika, u którego bohaterowie Ci nie wzbudziliby sympatii. Opowiadania są krótkie, pisane wielką czcionką (idealną do samodzielnej lektury dla początkującego książkożercy), a przy tym szalenie zabawne i ujmujące. Wszystkie stanowią pean na cześć przyjaźni, doskonale ilustrując do jakich poświęceń jest ona zdolna, nawet w małym, żabim świecie. Niezwykle ciepły zbiór historii, których bohaterowie są życzliwi, kordialni i chwytający za serce (także ci drugoplanowi), a ich przygody rozbrajające.

Tom ten afirmuje cieszenie się drobiazgami, życie na łonie natury, wszystko to jednak – w towarzystwie wiernego przyjaciela, który nie opuści nas w żadnej sytuacji. Kapitalna książka dla dzieci, pokazująca co w życiu ma znaczenie, a czym nie należy się przejmować.

Polecam ogromnie, będziecie urzeczeni!



środa, 14 lutego 2018

Cisza - Małgorzata Wojcik, Rafał Żak



W dobie kakofonii, wszechobecnych powiadomień i piknięć na portalach społecznościowych, stałego podłączenia do sieci i prób zwrócenia na siebie uwagi przez wszystkie sklepy, firmy i koncerny, cisza jest czymś, co zdarza się rzadko.

Wielu ludzi boi się jej, bo skutkuje eksplozją myśli i refleksji, dudni w uszach, jest nienaturalna, niepokojąca, niespotykana.

Ten jednak, kto obcować z nią potrafi wie, jak wielka moc w  niej się kryje.

Z naukowego punktu widzenia postanowili się jej przyjrzeć Małgorzata Wojcik i Rafał Żak, zaznaczając przy tym, że ich książka przeznaczona jest do czytania w ciszy (sic!). Ich rozważania otwiera ujmująca mnie deklinacja tytułowego słowa. 

Autorzy spoglądają na zagadnienie z wielu różnych perspektyw – korzystają z definicji słownikowej, konfrontują ciszę z brakiem dźwięku, pokazują, że nie każdy jej typ jest pożądany, że nierzadko zwiastuje ona niebezpieczeństwo i jej sygnałem alarmowym, zapisują ją językiem Braille’a, językiem migowym, prezentują jej brzmienie (sic!) w wielu językach świata. Podejmują także wysiłek wyjaśnienia takich pojęć jak cisza radiowa, cisza wyborcza, cisza kosmosu, krzyk ciszy, znaczenie ciszy w  muzyce.

Wszystko to jest jedynie wyimkiem całości, w której autorzy dogłębnie badają to, czego coraz częściej poszukuje zagoniony człowiek i świat, nierzadko nie zdając sobie sprawy z wielości znaczeń i konotacji ciszy. To, co na pierwszy rzut oka wydaje się dobrem, nie zawsze i nie dla każdego nim jest.

Zapraszam w podróż tym niezwykłym szlakiem – bardzo przystępnie napisaną książką, językiem typowym dla tekstów popularnonaukowych, z krótkimi rozdziałami, spisem źródeł umożliwiających zgłębianie tych wątków, które wydały się czytelnikowi najbardziej interesujące i z obietnicą poznania ciszy w wielu jej aspektach i odmianach.


Frapująca i pouczająca lektura. 


wtorek, 13 lutego 2018

Prostota. Siła codziennych rytuałów - Brooke McAlary


Prostota. Siła codziennych rytuałów to pozycja wpisująca się w modny ostatnio nurt slow life. Mimo że zdajemy się mieć upodobanie w zagonionym życiu, coraz więcej z nas zwraca się w stronę uważności i wyskakuje z pędzącego pociągu współczesności. Wiedzą, że produktywność nie równa się życiu w ciągłym biegu. Zdają sobie sprawę, że czasem filiżanka kojącej herbaty w towarzystwie przyjaciół może zdziałać więcej niż kolejna nadgodzina zabijająca uciążliwy głos w głowie.

Znacie to uczucie paniki, gdy nie znacie lokalizacji swojego telefonu? Jest Wam bliski niepokój, gdy nie macie możliwości TERAZ, NATYCHMIAST sprawdzić Instagram / Facebook / Snapchat? Zycie bez wi-fi jest dla Was niezwykle trudnym doświadczeniem?

Brooke McAlary stawia na trzy słowa: oddychaj, smakuj, żyj. To w nich kryje się klucz do życia wypełnionego spokojem, z czasem na odpoczynek, regenerację, pasję i przyjaciół. To one kryją w sobie rezygnację z telefonu, z kompulsywnego sprawdzania terminarza i postępów prac, to one obiecują zwolnienie z poczucia winy, że z  czymś się nie zdążyło, czegoś nie zrobiło na 100%, nie sprawdziło, nie dotknęło, nie obejrzało, nie przeczytało wszystkiego, co istnieje. Zdrowy rozsądek podpowiada nam, że to niewykonalne, jednak pogoń za uznaniem spycha ten głos na boczny tor.

Autorka zachęca przede wszystkim do spokojnego zastanowienia się nad celowością owego biegu. Zmusza do skupienia się na wykonywanej właśnie czynności, bez ciągłego sięgania po telefon, sprawdzania skrzynki, scrollowania Facebooka czy Instagrama. Zachęca do bycia tutaj.

Jeśli piszesz – pisz, a nie przeskakuj z okienka do okienka. Jeśli jesz – celebruj tę chwilę, smakuj potrawę, a nie kątem oka zerkaj w laptopa, by nic Ci nie umknęło. Jeśli jesteś z przyjaciółmi – naprawdę bądź.

Liczy się jednozadaniowość; powolne odłączanie się od wszystkiego, co nakazuje być nieustannie online; oczyszczanie umysłu z  nadmiaru spraw; tylko trzy ważne rzeczy do zrobienia na dzień i wdzięczność.

Poza warstwą merytoryczną, która jest mi bardzo bliska; poza treścią, którą staram się wprowadzić w życie (choć tu ciągle zaliczam wpadki i upadki) szalenie podoba mi się okładka książki – już ona sama uspokaja, wycisza, przykuwa uwagę i każe się nad sobą zatrzymać.

Prostota to jedna z wielu możliwości zatrzymania się i wytyczenia drogi do wewnętrznej równowagi. Do dostrzeżenia tego, co wokół nas – każdego drobiazgu i szczegółu, na którym będziemy mogli się skupić bez rozdrażnienia i wewnętrznego niepokoju. Myślę, że warto dać sobie szansę.

Być może nie jest już ona dziś odkrywcza, wszak podobnych publikacji mamy na pęczki, sądzę jednak, że nie zaszkodzi dać jej szansy i po raz kolejny przypomnieć sobie kim jesteśmy, na czym nam zależy i co tak naprawdę jest naszym celem.

 Ku refleksji.

poniedziałek, 12 lutego 2018

Cudowna podróż - Selma Lagerlöf


Cudowna podróż, klasyka literatury dziecięcej, która wraca do kanonu lektur, to opowieść spod pióra Selmy Lagerlöf, wybitnej szwedzkiej pisarki, od zawsze afirmującej życie i wiarę w drugiego człowieka.

Nie inny wydźwięk ma jej najpopularniejsza książka. Oto Nils, chłopiec, którego ulubionym zajęciem było spanie, jedzenie i psoty, a najmniej interesowała go nauka, zostaje za karę przemieniony w  małego człowieczka. Jako że uwielbiał on dokuczać zwierzętom, a gdy spotkał krasnoludka także nie obszedł się z nim najlepiej, ten postanowił nadać mu taką postać, która uświadomiłaby mu perspektywę tych, których zawsze lubił dręczyć.

Gdy zatem Nils zostaje pomniejszony, jego jedynym towarzyszem staje się gęsior marzący o podróży z dzikimi gęśmi, które co roku obserwuje. Tym razem faktycznie wraz z nimi odlatuje do Laponii, próbując udowodnić sobie i innym, że gęsi domowe w niczym nie ustępują tym wolno żyjącym.
 (...)

Jej plastyczny język i hołdowanie najważniejszym wartościom, takim jak przyjaźń, wsparcie, oddanie, wzajemna pomoc i życzliwość, czynią z niej opowieść uniwersalną i ponadczasową. 

(...)

Mądra, pouczająca historia, w której zakocha się niejedno dziecko i wiele następnych pokoleń. Jeśli jeszcze jej nie znacie – zachęcam do lektury.


Czytaj całość:



niedziela, 11 lutego 2018

Komisarz Gordon. Pierwsza sprawa - Ulf Nilsson


Komisarz Gordon. Pierwsza sprawa to książka, którą spisał Ulf Nilsson otwierająca tę szwedzką serię publikacji, w których ropuszy szef policji walczy z przestępczością swojego leśnego regionu.

Oto sprawa niemała: wiewiórka Waleria została okradziona! Jej zimowe zapasy – dokładnie 204 orzechy – znajdujące się w jednej z dziupli bezpowrotnie zniknęły. Ze względu na prószący śnieg wszelkie ślady zostały w większości zatarte, a sprawca nieujęty. Kradzież ta otwarła całą serię podobnych incydentów mających miejsce w lesie.

Komisarz Gordon postanawia podjąć się sprawy zagrażającej mieszkańcom jego rewiru. Podejrzani są wszyscy. Albo nikt. Szef policji stawia na tradycyjne metody detektywistyczne – obserwację i prowokację. Ta druga zasugerowana została mu przez nową wspólniczkę – policyjną asystentkę Paddy, myszkę, która uratowała mu życie, wydostając go spod śniegu, który pokrył go podczas wstępnego rozeznawania miejsca zbrodni.

Niecodzienna i niepozorna para wyrusza śladem przestępcy, by ukrócić jego działalność. Czy im się uda? Kto stoi za zuchwałą kradzieżą i czym był powodowany?

Zanim bohaterowie rozwiążą sprawę, czekać  ich będzie seria nie lada niespodzianek oraz cała masa pysznych ciasteczek przygotowanych specjalnie na różne pory dnia, wyznaczające dobowy rytm. Książka jest niepozbawiona humoru – tak postaciowego, jak sytuacyjnego. Komisarz Gordon, mimo że wyposażony w sprzęt policyjny z  prawdziwego zdarzenia – pałkę oraz kajdanki – nie lubi uciekać się do ostateczności. Jego celem i misją jest (ach, jakie to szwedzkie!) pokojowe rozwiązywanie wszelkich sporów i sprawiedliwe karanie sprawców. Być może dlatego cela w jego areszcie wciąż jest wolna i mogła zostać zaanektowana dla Paddy? Czy i tym razem uda mu się sfinalizować śledztwo nie uciekając się do siły?

Dochodzenie prowadzone klasycznymi metodami ujmuje, a bohaterowie wspaniale sprawdzają się w osadzonych rolach. Budzą oni ogromną sympatię i z miejsca zachęcają do dalszej lektury. Opowieść ta może nie tylko sprawić dzieciakom frajdę, ale też nauczyć ich dedukcji, logicznego myślenia i eliminowania niepasujących do całości elementów, po to, by ułożyć niełatwą układankę prawdy. Wszystko to zaś okraszone sporą dawką humoru. Idealne oswajania z  gatunkiem!

Serdecznie polecam!


sobota, 10 lutego 2018

Kindness Boomerang - Orly Wahba



Kindness Boomerang, to nic innego jak książkowy bumerang dobra i serdeczności.

Autorka, Orly Wahba, napisała ją jako przypomnienie dla samej siebie i innych, aby szerzyć życzliwość wokół nas – nie tylko słowem, ale przede wszystkim czynem – zarażając innych tym, co najlepsze. Twórczyni pragnie udowodnić, że życzliwość jest tym, co może nas utrzymać na powierzchni wzburzonego morza życia, tym, co sprawia, że żyje się łatwiej, że czuje się wsparcie drugiego i ma świadomość tego, że zawsze ma na kogo liczyć. Kindness boomerang ma sprowokować efekt domina – jeden gest życzliwości wywoływać ma kolejny i tak w  kółko – aż dobro rozszerzy się na cały świat i wejdzie nam w nawyk.

Zdecydowanie łatwiej rozbujać domino zła – a ono przewraca się i rozprzestrzenia jeszcze szybciej, dlatego też naszym zadaniem jest jak najczęstsze przewracanie kosteczki życzliwości.

W publikacji tej zawarte zostało 365 propozycji na każdy dzień roku. Każda strona opatrzona jest datą, konkretnym zadaniem do zrealizowania, cytatem podkreślającym jego słuszność oraz odautorską refleksją. Jedne czynności są łatwiejsze (jak powiedzenie „dzień dobry” swoim współpracownikom), inne trudniejsze do realizacji (powiedzenie komplementu obcej osobie), wszystkie jednak mają ten sam cel – uczenie otwartości na drugiego i pokazywanie sobie i innym, że ludzie wokół są dobrzy i warto się do nich uśmiechać, nie zaś odwracać głowę i burczeć.

Wszystkie nasze uczynki prędzej czy później do nas wracają. Zastanów się – wolisz, by wróciło dobro czy zło?

Na świecie panują różne mody – postarajmy się, by zapanowała moda na dobro i życzliwość. Razem zmieniajmy świat na lepszy.

Szalenie podoba mi się idea tej publikacji i zebranie w jednym miejscu tylu pomysłów na szerzenie dobra. Gdy już wejdzie nam ono w nawyk, będziemy działać instynktownie, a nowe idee będą same się mnożyć.


Polecam ogromnie! Ta książka to inwestycja w siebie i piękniejszy świat.  

piątek, 9 lutego 2018

Ostatni list od kochanka - Jojo Moyes



Ellie to młoda dziennikarka, która podczas swojej pracy natrafia na ślad romansu sprzed lat – znajduje korespondencję, która porusza ją do głębi. Oto dwoje młodych ludzi – nieszczęśliwa mężatka Jennifer, żyjąca u boku bogatego męża i Anthony – reporter często wyjeżdżający do ogarniętej wojną Afryki spotykają się i jak rażeni piorunem zaczynają pałać do siebie ogromnym uczuciem. Lata 60’ nie były czasami rozwodów, a każde odejście i romans kobiety traktowane były niezwykle krytycznie.

Parze zostało zatem jedynie pisanie listów i przekazywanie ich za pomocą pocztowej skrytki. Z czasem jednak przestało im to wystarczać – gdy jednak Jennifer postanowiła odejść od męża, uległa tragicznemu wypadkowi samochodowemu, na skutek którego utraciła pamięć. W czasie rekonwalescencji, gdy natrafiła na ślad listów, mąż wmówił jej, że jej kochanek zginął tego samego dnia. Kobieta nie ma powodów, by mu nie wierzyć. Do czasu, gdy po czterech latach niespodziewanie spotyka Anthony’ego…

Historia tej dwójki, to opowieść o ciągłym mijaniu i spóźnianiu się o sekundy. Ta jednak ma swoje odbicie także w życiu Elle, która sama uwikłana jest w romans z żonatym mężczyzną i odbiera odkrytą przez siebie opowieść bardzo osobiście.

Jojo Moyes ze znaną sobie wprawą tak żongluje narracją, że czytelnikiem zaczynają targać emocje tak ogromne, iż nie sposób ich opisać. Książkę wertowałam niecierpliwie, w  myślach żądając, by wszystko zakończyło się tak, jak sobie wymarzyłam. Niestety, autorka co rusz doprowadzała mnie do czytelniczego szału, komplikując życie bohaterów tak bardzo, że miałam ochotę lekturą rzucać.

Jak często zdarza Wam się podczas czytania krzyczeć, głośno komentować, przerywać lekturę, by się uspokoić, zrobić parę wdechów i na nowo wracać do przerwanego miejsca? Ostatni list od kochanka zapewnił mi takich momentów mnóstwo i – choć może zabrzmi to dziwnie – to jest największą miarą wartości tej książki. Buzujące emocje, nieprawdopodobne oddziaływanie na czytelnika i niewyobrażalna zdolność autorki do takiego pisania, by w czytelniku dokonać swoistego katharsis.

Jestem zachwycona – opowieść ta całkowicie mnie wyżęła – pochłonęła, rozbiła na drobniusieńkie kawałeczki, a później poskładała z powrotem. Cu-do-wna! Poruszająca, ewokująca nieprawdopodobne emocje, powodująca takiego książkowego kaca i tak niesamowite wrażenia po lekturze, że nie sposób czytać po niej cokolwiek innego. Z jednej strony żałuję, że przeczytałam ją dopiero teraz, z drugiej zaś wierzę, że każda książka ma swój czas i ten był dla niej idealny.


Gorąco polecam! Opisy nie kłamią – to jedna z najpiękniejszych powieści Moyes.



Recenzje innych książek Moyes na blogu:


Monumentalne. Cuda i rekordy architektury - Sarah Tavernier


Monumentalne. Cuda i rekordy architektury Sary Tavernier to publikacja nietuzinkowa. Format a3 pozwala na zawarcie na jej stronicach 1001 informacji, mimo że całość posiada jedynie 43 strony. Atlas, który warto mieć na półce.

Rozwiązanie graficzne szalenie mi się podoba – zamiast suchego tekstu obok grafik umieszczone zostały najistotniejsze fakty dotyczące tytułowych cudów i rekordów architektury. Już sam spis treści zachęca do lektury – nie jest on uformowany w listę, lecz stworzony na bazie mapy świata, na którą naniesiono lokalizację konkretnych punktów, a obok nich podano numery stron, na których odnajdziemy interesujący nas region.

Te z kolei opisywane są równie frapująco. Dział otwiera mapa konkretnego kontynentu z naniesionymi na siebie nazwami i miniaturami niezwykłych budowli, które w dalszej części będą szczegółowo opisane. Ogólne informacje dotyczą ilości państwa znajdujących się na danym kontynencie, lokalizacji regiony na globusie, różnicach w czasie na różnych jego punktach. Strona wprowadzająca w dany ląd wyposażona jest również w krótką notkę informacyjną na temat danej części świata oraz statystki – liczbę mieszkańców, procent ludności świata jaki ona stanowi, graficzna wizualizację tegoż, powierzchnię, gęstość zaludnienia, oraz średnią temperaturę.

Gdy już przebrniemy przez stronę wprowadzającą, przeniesiemy się w konkretną część danego kontynentu, by tu z bliska przyjrzeć się spektakularnym budowlom. W  Europie Północnej będzie to m.in. zamek Neuschwanstein, Atomium, Titanic Belfast  czy Big Ben, zaś w  Afryce Północno-Wschodniej Al.-Chazna, Capital Gate, most w  Al-Firdan czy Burdż Halifa. Przekrój jest ogromny, o wielu cudach architetury nawet dorosły czytelnik usłyszy po raz pierwszy, co podwaja atrakcyjność i pragmatyczność tejże publikacji.

Jak wygląda sam opis każdej z budowli? Obok grafiki przedstawiającej konkretną konstrukcję znajdują się numerki ułatwiające zlokalizowanie miejsca na mapie danej części świata, krótki opis zawierający najistotniejsze informacje o czasie powstania, przeznaczeni, historii, a tam gdzie to możliwe zapisane zostały ciekawostki ujęte w liczby – wysokość, czas budowy, porównanie do innych obiektów, umożliwiające wyobrażenie sobie monumentalności, kraj wraz z jego flagą i wiele, wiele innych – w  zależności od obiektu i jego specyfiki.

Zobaczcie jak wygląda to w praktyce:


Kopalnia wiedzy o świecie podanej w niesamowicie intrygujący sposób – ja wertowałam publikację tę godzinami. Jestem zachwycona! Gwarantuję, że Wasze dzieci dzięki niej staną się depozytariuszami ogromu informacji, którymi będą mogły zabłysnąć i które pogłębią ich znajomość otaczającego ich świata – tego bliskiego i tego oddalonego o tysiące kilometrów.

Kapitalna książka! 


czwartek, 8 lutego 2018

Strzały nad jeziorem - Marta Matyszczak


Po Tajemniczej śmierci Marianny Biel i Zbrodni nad urwiskiem nadszedł czas na Strzały nad jeziorem. Po irlandzkich perypetiach wydawało się, że wszystko powoli się unormuje. Solański z Guciem nie muszą się już martwić o pieniądze, Róża została odnaleziona – życie wróciło na właściwe tory. Niestety, Kwiatkowska długo nie wytrzymała i w wielkiej tajemnicy znów wyjechała. Dokąd? Po co? Mimo że Solański głowił się nad tą kwestią nie raz, nic nie wywnioskował.

Sprawa wyjaśniła się sama, gdy bohater odebrał telefon od rzeczonej Róży. Kobieta dzwoniła prosto z więzienia, bowiem podczas pobytu na obozie odchudzającym znalazła zwłoki swojego trenera, w związku z czym została z miejsca oskarżona o morderstwo. Miejscowa policja nie miała wątpliwości, że to właśnie przyjezdna jest winna śmierci wybitnego archeologa podwodnego, tym bardziej, że w  dzień poprzedzający jego zgon dokonała z nim niezwykłego odkrycia na skalę światową.

Róża może zaufać jedynie Solańskiemu, który natychmiast udaje się nad Jezioro Barlineckie, by tam dowieść niewinności kobiety. Niestety, sprawa jest nad wyraz skomplikowana, bowiem dowodów nie ma żadnych. Czy Gucio i Szymon wspólnie podołają rozwiązaniu sprawy?

Strzały nad jeziorem to kolejny kryminał pod psem, który łączy w sobie sporą dawkę humoru i grozy, starannie wyważonych tak, by jedno nie przysłaniało drugiego. Napisany nad wyraz sprawnie (pisarka chyba coraz lepiej czuje się w swoim fachu i coraz śmielej eksperymentuje słowem), z ciekawym wątkiem, zmyślnie zawikłany, jednak pozwalający czytelnikowi na samodzielne główkowanie i (być może!) rozwiązanie sprawy. Grunt to szare komórki!

Nie sposób nie skomentować także okładki – dotąd starałam się, by nie przysłaniała mi ona treści i nie zaciemniała obiektywnego spojrzenia na warstwę merytoryczną, jednak seria ta ma tak urokliwą warstwę graficzną, że pozostaję pod jej nieustannym wrażeniem. Kapitalnie wyróżnia ona cykl na sklepowych półkach, a to już pierwszy klucz do sukcesu, który niewątpliwie stał się udziałem Matyszczak.

Autorka wciąż dochowuje wierności Królowej Kryminału, Agacie Christie, do której ochoczo nawiązuje – tak rozwiązaniami, jak wspomnianym en passant Poirotem, czym u mnie rzecz jasna plusuje. Właściwie nie ma tutaj niczego, do czego mogłabym się przeczepić, jak rzep psiego ogona (sic!). Widać, że pisarka ma sprawny warsztat i głowę pełną pomysłów. Oby tak dalej!

Bardzo sprawnie napisana i wciągająca opowieść kryminalna, którą serdecznie polecam. 




środa, 7 lutego 2018

Dachołazy - Katherine Rundell




Dachołazy to niezwykła opowieść o jeszcze bardziej niesamowitej dziewczynce. Oto Sophie, sierota, zostaje odnaleziona w futerale na wiolonczelę, który to pływa w kanale La Manche po katastrofie statku, w której brała ona udział. Opieki nad nią podejmuje się Charles, naukowiec o dość nietypowych metodach wychowawczych, szczególnie w opinii bardzo surowej pracownicy opieki społecznej, która to dokłada wszelkich starań, by mu ją odebrać. Uważa, że sierociniec będzie dla niej lepszym miejscem. Do tej pory dziewczynka nauczana była w domu – i to wcale nie dobrych manier.

Dziewczynka wciąż wierzy i czuje, że jej biologiczna mama żyje
. Próbuje doszukać się informacji o ocalałych z wraku osobach, jednak żadna wzmianka nie wspomina o kobiecie, która miałaby przeżyć. Wydaje się, że nikt jej nie wierzy.

Bohaterka wraz z Charlesem ucieka więc do Paryża tropem adresu pozostawionego na futerale wiolonczeli. Z dala od opieki społecznej chce udowodnić, że ma szansę wieść życie z rodziną, o której wie, że żyje.

W stolicy Francji nie zmienia ona swoich zwyczajów – by pomyśleć, wychodzi na dach. Tam zaś poznaje ona niezwykłe postaci, zwane dachołazami i ich niesamowity świat. Kim są? Czego chcą? Jak mogą pomóc jej w poszukiwaniu mamy?

Katherine Rundell stworzyła nieprzecięte uniwersum widziane z perspektywy dachu. Czy kiedykolwiek zwiedzaliście Paryż w ten sposób? Dzięki tej książce macie niepowtarzalną okazję, by wyruszyć szlakiem wiolonczelistki, kierując się słyszanym z daleka brzmieniem pewnej melodii. 

Autorka zarysowała świat, który łączy w sobie wszystko – przygodę, humor, trochę strachu, dorastania, poszukiwania, ucieczki – wszystkie te elementy są idealnie wyważone i zrównoważone, dzięki czemu czytelnik otrzymuje mieszankę wyśmienitą. 

Towarzyszenie Sophie w jej drodze do samopoznania jest niezwykłą przygodą, dowodzącą, że zawsze warto wierzyć głosowi serca. Język powieści jest przezroczysty, nie wysuwa się na pierwszy plan i nie zaburza odbioru, a przy tym wszystkim jest nad wyraz plastyczny – pozwala wyobrazić sobie każdą uliczkę, każdy ganek, każdego gołębia i każdy cień skradający się po paryskich dachach.

Wyłaniający się z kart książki Paryż zachwyca. Całość prezentuje się wyjątkowo – oddaje hołd najważniejszym wartościom, takim jak miłość, przyjaźń i przywiązanie, a przy tym wszystkim udowadnia, że przy wsparciu innych – wszystko jest możliwe. Piękna opowieść.


Polecam serdecznie. 

wtorek, 6 lutego 2018

Deadline. Zdążyć przed terminem - Tom DeMarco




Nie ukrywam, że z  książką Deadline. Zdążyć przed terminem Toma DeMarco miałam nie lada problem.

Czytałam ją bardzo długo, bo od lipca, gdyż mimo mojej otwartości i chęci do pogłębiania wiedzy oraz prostoty przekazu, poruszany przez nią temat nie był tym, co stanowiłoby centrum moich zainteresowań.

Oto autor od zaplecza pokazuje mechanizmy rządzące pracą zespołu zajmującego się tworzeniem oprogramowania.

Jeśli wydaje Wam się, że świat informatyków, to jedynie świat długowłosych, ulizanych nerdów usadowionych przed ekranami komputerów – koniecznie przeczytajcie. Jak wszędzie, także i w ich świecie królują nie tylko zasady mające związek z logiką, ale także – a może przede wszystkim – absurdy i gonitwa.

Choć nie jest to książka naukowa, lecz sfabularyzowana prezentacja procesu tworzenia sześciu programów komputerowych, napisana językiem prostym, czytelnym dla każdego, nawet niezwiązanego z tematem, dla laika wciąż stanowi wyzwanie – zainteresować było mnie trudno i właściwie dopiero za połową udało mi się w historię wsiąknąć. Później jednak było już z górki, a opowieść o tym, jak Webster Tompkins, manager całego projektu zarządza swoim zespołem programistów podzielonym na osiemnaście podzespołów, z których każdy chce być najlepszy i wygrać wyścig z czasem i terminem właściwie niemożliwym do zrealizowania, stała się intrygująca. Tym bardziej, że jego droga do tego stanowiska do standardowych nie należała, a sam projekt byl rodzajem eksperymentu…

 Deadline to termin, który jednych motywuje, innych dezorganizuje i paraliżuje. Sama książka zaś, szczególnie dzięki umieszczonym na końcu każdego z  rozdziałów fragmentom Dziennika pana Tompkinsa stanowi w  dużej mierze poradnik dla managerów projektów, prezentujący podstawowe reguły oryginalnego podejścia do zarządzania tymiż, ujętetego tutaj jako ciągłe =dostosowywanie się do zmian.

Niewątpliwym atutem opowieści jest jej autentyczność i wierne (na tyle, na ile autor chciał) oddanie rzeczywistości. DeMarco sam jest konsultantem, informatykiem i jednym z twórców inżynierii oprogramowania, a co za tym idzie, osobą kompetentną i doskonale znającą świat, który opisuje.  Tym bardziej, że w swojej branży jest on jednym z najbardziej wpływowych ekspertów.

Jeśli zatem interesuje Was rzeczywistość opisywana przez autora – sięgnijcie koniecznie. Zarządzacie grupą ludzi i nie zawsze wygląda to tak, jak byście chcieli? Deadline z całą pewnością będzie nietuzinkowym spojrzeniem na temat.



poniedziałek, 5 lutego 2018

Wszystkie przygody Amelii Bedelii - Peggy Parish


Pamiętacie uroczą pomoc domową Amelię Bedelię?

Teraz po raz pierwszy możecie mieć wszystkie jej przygody (poza najnowszą, bożonarodzeniową) w jednym tomie.

Na całość składają się pomniejsze zbiorki: Amelia Bedelia; Dziękujemy Ci, Amelio Bedelio!; Amelia Bedelia i przyjęcie niespodzianka oraz Wracaj, Amelio Bedelio!

Pierwszy z nich, Amelia Bedelia, pokrótce przedstawia nam główną bohaterkę, jej początki w posiadłości państwa Rogersów i pierwsze wpadki. Bohaterka zostaje bowiem rzucona na głęboką wodę – pani domu musiała wyjechać, zostawiając służącą z listą rzeczy do zrobienia. Oczywiście cechująca się wyjątkową precyzją i dokładnością w wykonywaniu i rozumieniu poleceń Amelia, opacznie interpretuje część zadań, przeprowadzając prawdziwą rewolucję wnętrzarską. Jak zakończy się jej pierwszy dzień w pracy?

Drugi tom, Dziękujemy Ci, Amelio Bedelio! to historia przyjazdu ciotki Myry, od bardzo dawna zapraszanej i długo niewidzianej. I tu po raz kolejny gospodyni dała wyraz swojej dosłowności, wykonując polecenia pracodawczyni nad wyraz skrupulatnie. Jak na nietypowe zachowanie służącej zareaguje ciotka? I jak to możliwe, że mimo tylu gaf i star, na które spisuje pracodawców pomoc domowa, ci wciąż decydują się z nią współpracować? Sekret tkwi w… cieście. Ale o tym cśśś.

Kolejne opowiadanie, Amelia Bedelia i przyjęcie niespodzianka, traktuje o planowanym wieczorze panieńskim jednej z koleżanek pani Rogers. W jego przygotowaniu tegoż pomóc miał bohaterce kuzyn Alcolu – podobnie jak ona dosłownie rozumiejący większość wyrażeń. I tak też wspólnie planują oni m.in. oblewanie przyszłej panny młodej, obsypanie jej prezentami, przybranie żywopłotu owocami pracy. Jak wypadnie ów nietypowy wieczór panieński? Wrażeń z pewnością nie zabraknie.

Czwarta, ostatnia opowieść to Wracaj, Amelio Bedelio!, w którym to pani Rogers nie wytrzymuje wybryków Amelii i wiedziona gniewem zwalnia ją. Ta zaś, z  miejsca szuka nowej pracy, próbując swoich sił m.in. w salonie fryzjerskim (katastrofa!), zakładzie krawieckim (spróbujcie to sobie wyobrazić!), a także w biurze. Niestety, jej umiejętności dalekie są od oczekiwań pracodawców. Gdy wreszcie jeden z nich nie wytrzymuje i każe jej wracać do domu, Amelia posłusznie wraca skąd przyszła. Co czeka ją na miejscu? Z  czym będzie musiała się zmierzyć?

Wszystkie przygody Amelii Bedelii to prawdziwa gratka dla miłośników klasycznej literatury dla dzieci, w doskonałym przekładzie Wojciecha Manna i z kapitalnymi ilustracjami, których autorami są Fritz Siebel oraz Wallace Tripp. Gra nieporozumień słownych, która od lat bawi czytelników do łez i gwarantuje nieschodzący z twarzy uśmiech nie zawiedzie także i Was. Ja, jako że uwielbiam bawić się słowem i jego znaczeniami, jestem ukontentowana podwójnie. Litery są duże, idealne do samodzielnej lektury dla początkującego czytelnika, a ilustracje barwne i przyciągające oko. Każde dziecko sięgające po tę pozycję będzie zadowolone z lektury i z uśmiechem będzie czekać na kolejne przygody wyjątkowej Amelii Bedelii. 


Polecam! Warto zrobić dla niej miejsce w swojej biblioteczce.

niedziela, 4 lutego 2018

Odłóż tę książkę i zrób coś dobrego - Błażej Strzelczyk i Piotr Żyłka, s. Małgorzata Chmielewska



Odłóż tę książkę i zrób coś dobrego Błażeja Strzelczyka i Piotra Żyłki, to wywiad z charyzmatyczną s. Małgorzatą Chmielewską, a także zbiór rozmyślań tejże nad kilkoma kwestiami: spotkaniem, pojednaniem, wspólnotą, chodzeniem pod prąd, nadziei i dobru.

One tez przyświecają wcześniej umieszczonej w książce rozmowie, która dobitnie pokazuje bolączki współczesnego człowieka i świata, a także proponuje sposoby na ich zaleczenie. S. Chmielewska wiele mówi o ubóstwie, o umiejętności poszczenia (i jego celowości), dzielenia się z innymi, ofiarności, poczuciu braku, próbach wypełniania wszechobecnej pustki, uzależnieniach od niepotrzebnych rzeczy, gadżetów, które nie dość, że prowokują grzechy, to jeszcze zawłaszczają naszą uwagę, którą moglibyśmy poświęcić drugiemu człowiekowi i jego problemom.

Szalenie interesujący był dla mnie wątek cywilizacji broniącej się przed jakimkolwiek wysiłkiem, wygodnie moszczącej się na kanapie głupot, szybkich (nieraz równie „mądrych”) newsów. Trudno jest samemu nie dostrzec u siebie podobnych ciągot, dlatego też lektura do przyjemnych nie musi należeć  –  z całą pewnością ma moc uświadamiania i otrząsania – a to jest nam potrzebne niezwykle często, bo jako ludzie mamy skłonność do szybkiego przyzwyczajania się do tego co łatwe, szybkie, wygodne i niewymagające myślenia.

Książka ta jest niezwykle kompatybilna z tytułem – mimo że nie ma dużej objętości, czyta się ją długo, bo co rusz odkładamy ją, by te małe dobro uczynić – zrezygnować z czegoś, pomóc komuś, przemyśleć parę kwestii i wdrożyć w życie nowe postępowanie.

Polecam Wam ją bardzo – pomaga poukładać sobie w głowie wiele spraw i na nowo podjąć wysiłek działania. Zatem, Czytelniku, najpierw sięgnij po tę książkę, a później odłóż ją – i zrób coś dobrego ;)

Niech dobro się szerzy!

sobota, 3 lutego 2018

Feralne urodziny ze Skarpetką - Benjamin Chaud



Bohater opowiastki Feralne urodziny ze Skarpetką to chłopiec, który uwielbia urodziny – tak swoje, jak cudze. Ogromną radością napełnia go zatem zaproszenie na przyjęcie Julii – dziewczynki, do której skrycie żywi gorące uczucie. Na imprezę postanawia zabrać Skarpetkę – swojego królika – a także upodobnić się do niego dzięki przebraniu. Wiele serca wkłada również w przygotowanie prezentu – pragnie, by Julia się w nim zakochała i dokłada wszelkich starań, by to osiągnąć.

Na miejscu czeka go jednak przykra niespodzianka – nie dość, że na przyjęcie zaproszeni zostali także inni goście, to jeszcze nikt poza nim się nie przebrał…. Chłopiec popełnia gafę za gafę, czując, że wypada przed ukochaną najgorzej, jak tylko może…

Jak zakończy się ta nieciekawie zapowiadająca się historia?
Finał może Was zaskoczyć.

Benjamin Chaud stworzył bohaterów, do których czytelnik (szczególnie ten młody) z miejsca poczuje ogromną sympatię. Książeczka wywołuje uśmiech na twarzy, przywołuje ciepłe myśli i rozpala ciekawość – nie sposób jej odłożyć, zanim nie pozna się zakończenia całej historii. Urokliwe ilustracje utrzymane w jasnych barwach i wykonane przez autora wspaniale łączą się z tekstem, tworząc niezwykle przyjemną dla oka (tak skupionego na obrazie, jak na tekście) całość.


Gorąco polecam! Ja jestem zauroczona i z całą pewnością szybko nadrobię poprzednią książeczkę, jaką jest Żegnaj, Skarpetko!  Gwarantuję, że tak dzieci, jak i rodzice będą zadowoleni. 

piątek, 2 lutego 2018

Kobieta w oknie - A.J. Finn


Kobieta w oknie zaczyna się obiecująco – oto Anna Fox, była psycholożka dziecięca, po tragicznym wypadku będącym udziałem jej rodziny, w którym straciła ona córeczkę i męża, cierpi na głęboką postać agorafobii. Nie wychodzi z domu, a jej jedyny kontakt z ludźmi to wizyty jej psychiatry, nauczyciela francuskiego, odwiedziny lokatora, a także rozmowy z osobami poznanymi na forach internetowych.

Kobieta przyjmuje ogromne porcje silnych leków, które mimo zaleceń lekarza zakrapia sporą ilością alkoholu. Niestety – nie zażywa ich regularnie. Często zdarza jej się zapomnieć o dawce lub też ją podwoić.

Jej jedyną rozrywką zdaje się podglądanie innych – dzięki dobremu aparatowi ma szansę zaglądać do mieszkań lokatorów sąsiadujących z nią. Wie o nich niemalże wszystko – kto ma kochanka, gdzie i kiedy wychodzi, o której wraca, co jada, jak spędza wolny czas. Szansą na powiew świeżości w jej życiu jest pojawienie się nowej rodziny. Voyeryzm, któremu się oddaje, to punkt dnia, z którego nie jest w  stanie zrezygnować, stanowi on niemalże uzależnienie.

Niestety, pewnego dnia Anna staje się świadkiem morderstwa dokonującego się na jej oczach. Powiadamia policję, jednak jej zeznania nie są spójne, a poziom alkoholu we krwi, przyjmowane silne leki oraz ogólna kondycja psychofizyczna bohaterki, a także obciążające ją zeznania nowych sąsiadów sprawiają, że staje się ona mało wiarygodnym świadkiem, a także – podejrzaną.
Kobieta nie chce dać za wygraną, próbując udowodnić, że wcale nie jest chorą wariatką, lecz osobą, która będzie w stanie udowodnić to, co widziała, a nie – jak sądzą detektywi i znajomi – to, co sobie wyobraziła.

A.J. Finn stworzył książkę, w której do końca nic nie jest jasne, w której sprawa komplikuje się z każdą kolejną przewracaną stroną, a czytelnik – nawet ten najbardziej obeznany w gatunku – ma trudność z rozwikłaniem zagadki. Autor zmyślnie odwraca uwagę odbiorcy i przenosi podejrzenia w zupełnie inne rewiry, sprawiając, że sam czytający odnosi wrażenie, że nie wie już co się stało i co „widział” – zupełnie jak główna bohaterka. Dokonuje zatem pisarz kapitalnego utożsamienia.

Stworzony przez niego thriller zgrabnie nawiązuje do klasycznego czarno-białego kina. Pochodzące z niego dialogi pozostają nie bez znaczenia dla całości, dodając książce smaczku i walorów płynących z owej intertekstualności. Nie sposób nie znaleźć nawiązań także do Okna na podwórze, który to film stanowił niewątpliwą inspirację.


Jeśli tak wygląda debiut, wróżę Finnowi wiele sukcesów. A Wam – polecam. Niewiele wpadek i niejasności, świetne działania odwracające uwagę czytelnika i wartka akcja (mimo akcji toczącej się niemalże przez całą książkę w jednym pokoju).