Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo MUZA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo MUZA. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 26 lipca 2021

Dotyk - Ilona Gołębiewska

 



Dotyk to dwunasta już powieść w dorobku Ilony Gołębiewskiej, a ja wciąż mam w pamięci jej pisarski debiut. Czas pędzi, a księgarnie coraz ściślej wypełniają się jej literackimi dziećmi.

Tym razem Autorka podjęła się w swej książce opowieści o młodych ludziach prowadzących wspólnie swą działalność gospodarczą, zaś kiedyś wplątanych w bardzo nieczyste interesy.

Majka, Olga, Sebastian i Krystian trudnili się kiedyś wyłudzaniem pieniędzy od zamożnych i żonatych mężczyzn. Kobiety wabiły ich swoimi wdziękami, upijały, a następnie chłopacy robili im jednoznaczne zdjęcia, po czym po paru dniach szantażowali wyznaniem ich niechlubnych sekretów żonom. Wszystko szło jak z płatka, pieniądze wpływały na konto, jednak po mieście zaczęła krążyć fama o młodych ludziach polujących na bogatych mężczyzn szukających wrażeń, a bohaterowie zaczęli być niewygodni dla głowy kierującej biznesem. W końcu ktoś ich wydał, a sprawa trafiła do sądu. Tylko dzięki łaskawości sędzi i mętnym zeznaniom Krystiana (który sam uniknął wyroku) udało im się dostać wyroki w zawieszeniu.

Majka, Olga i Sebastian zerwali wszelkie kontakty z Krystianem i postanowili odtąd żyć uczciwie. Założyli firmę PodSZEWka, zajmującą się szyciem ubrań dla wymagających klientek, zdobywali najlepsze materiały i projektowali tylko bardzo przemyślane i limitowane kolekcje. Olga i Sebastian mieli się ku sobie, lecz nie potrafili tego sobie wyznać, zaś Majka trwała w związku z Błażejem - mężczyzną, który wyjechał do Norwegii za pracą, mającą zapewnić im fundusze na wspólną przyszłość. Wydawało się, że ich życie wkroczyło na właściwe tory i wszystko zaczyna się układać. 

Wtedy na drodze Majki stanął Michał - przystojny, opiekuńczy, a przy tym niezwykle zaradny mężczyzna. Prowadził on firmę budowlaną, która miała przeprowadzić remont w fundacji, w której kobieta pracowała w charakterze wolontariatu. Ich drogi przecięły się akurat wtedy, gdy związek Majki powoli się rozpadał, a do jej drzwi zapukała nieproszona przeszłość, zaś ona wpadła w coraz większe tarapaty finansowe, a chcąc się z nich wydobyć, podejmowała coraz głupsze decyzje...

Mimo rodzącego się między nimi uczucia, bohaterka nie była w stanie zwierzyć mu się z tego, co działo się w jej życiu i w jak wielkie kłopoty wpadła. Ten jednak, wiedziony impulsem i pragnieniem opieki, nie poddawał się i trwał przy niej na przekór wszystkim przeciwnościom. Tym bardziej, że sam miał bardzo tajemniczą przeszłość. Wiedział też, że nierzadko jeden wybór może doprowadzić do serii tragicznych skutków. Miał świadomość, jak cienka jest granica i jak bardzo trzeba uważać, by jej nie przekroczyć.

Czy Majce uda się wykaraskać z kłopotów, a przy tym nie stracić zaufania przyjaciół i Michała? Tego dowiecie się, dając się porwać tej wciągającej historii.

Bardzo polubiłam bohaterów, najbardziej Olgę i Sebastiana, choć było ich tu tak naprawdę niewiele. Majka nieco irytowała mnie swą łatwowiernością i skłonnością do ryzykownych zachowań, a jej klubowa brawura mocno działała mi na nerwy (choć rozumiem ich źródło w jej przeszłości i potrzebie pozbycia się złych emocji), podobnie jak postawa Michała, który rycersko przyglądał się jej wybrykom, zamiast spróbować odwieść ją od szalonych pomysłów. Znając wybuchowy charakter bohaterki, wiem jednak, jak mogłoby się to skończyć i zdaję sobie sprawę, że tylko tak można to było rozpisać.

Najbardziej drażnili mnie, rzecz jasna, Krystian i Błażej - typowi przedstawiciele gatunku "jestem miły, dopóki czegoś od ciebie chcę, później mogę cię wyzywać jak tylko mi się podoba". Takie osobowości znam z własnego życia i doskonale wiem, jak trudno się ich pozbyć, jak fantastycznie potrafią manipulować i wzbudzać poczucie winy, tak jak robili to z Majką. Autorce udało się niemalże perfekcyjnie oddać ten system zachowań oprawca-ofiara. 

Jako smaczek dla swoich fanów, pisarska pozostawiła w powieści nawiązania do poprzedniej książki - w tle pojawia się zespół Husaria i klub Granda znani ze Zmysłów, co zawsze stanowi miły easter egg i oczko puszczone w stronę czytelników.

Tym co mi się nie podoba, jest okładka - przyznaję, że gdybym to nią miała kierować się podczas zakupów, nie zdecydowałabym się na nią. Ba! Nawet dłużej nie zawiesiłabym na niej wzroku. Jest co prawda wakacyjna, letnia, ale mam też przy tym wrażenie, że jest szalenie pospolita i niewyróżniająca się. 

Poza tym - polecam! To lekka obyczajówka, w sam raz na wyjazd. Nie jest przy tym głupkowata, podejmuje trudne tematy, wplata wątek choroby, opuszczenia, związków na odległość, wolontariatu, zdrad, oszustw internetowych i wielu innych  - przyznacie, że to całkiem niezła obudowa do romansu będącego wątkiem głównym:)

Zachęcam - zarówno do lektury Dotyku, jak i pozostałych książek Gołębiewskiej. Jeśli szukacie odskoczni od codzienności, tu na pewno ją znajdziecie.

 ♡ ♡ ♡

Inne książki Ilony Gołębiewskiej na blogu:

Pragnienia / Powrót do starego domu


środa, 18 listopada 2020

Pierwsza osoba liczby pojedynczej - Haruki Murakami


Pierwsza osoba liczby pojedynczej Harukiego Murakamiego, to kolejny już w jego dorobku zbiór opowiadań, liczący niewiele ponad 200 stron i 8 bogatych w treści historii.

Autor Przygody z owcą porywa nas do świata, w którym motywem splatającym wszystkie krótkie formy, motywem, który raz pojawia się en passant, innym zaś razem stanowi oś narracyjną, jest muzyka.

Pisarz przenosi nas do swoich lat studenckich, lat młodzieńczych, prowadzi za rękę podczas prezentacji dawnych dziewczyn i miłości, ale przede wszystkim daje wyraz swojej fantazji, kierując swe rozważania na nieco oniryczne i fantazyjne tory - bohaterem mojego ulubionego opowiadania jest małpa mówiąca ludzkim głosem (żeby tylko! Małpa pijąca piwo i posiadająca pewne nadludzkie zdolności, znana czytelnikom z opowiadania Małpa z Shinagawy), zaś w innym miejscu zmarły muzyk jazzowy, który raz pojawia się osobiście, by rozmówić się z autorem i zachwycić jego pomysłem na rozwój twórczej kariery Birda, raz zaś jest li bohaterem wyobrażeń narratora. Jakby tego było mało, autor w swym krótkim zbiorze opowiadań mieści jeszcze poezję - tak w poważnym, jak żartobliwym tonie, jedne utkane na wzór tanki, inne puszczone samopas, bez rymów, bez trzymania się ścisłych reguł. I taka jest cała ta książka - humor miesza się w niej z powagą, oniryzm z rzeczywistością, a z każdej strony płynie muzyka.

Co w opowieściach Murakamiego jest prawdą, a co wyobrażeniem? Co jawą, a co snem? Czy dziewczyna o brzydkiej twarzy istniała naprawdę? Kim jest tajemnicza kobieta z płytą The Beatles i czy Małpa faktycznie robiła autorowi masaż? To czytelnik musi ocenić, co jest tutaj rzeczywistością, a co zmyśleniem lub metaforą. Czy ma to jednak jakiekolwiek znaczenie? Jak pisze twórca

 Nie do wiary, prawda?

Ale lepiej uwierz, Czytelniku, bo naprawdę tak było.


I ja mu wierzę. 

Pozostawiam Was z dźwiękami muzyki, która zbiorowi opowiadań patronuje i szczerze zachęcam do lektury. Sama się zachwyciłam i na pewno wrócę do innych książek japońskiego pisarza. 






sobota, 2 maja 2020

Jak nie spieprzyć życia swojemu dziecku - Mikołaj Marcela



Przedziwne i niespodziewane czasy nastały dla polskiej edukacji. Tym lepszy to moment, by sięgnąć po książkę Mikołaja Marceli, który niezwykle celnie diagnozuje szkolnictwo i proponuje zmiany, które warto wprowadzić, by edukacja miała sens, a nie była jedynie sztuką dla sztuki.

Jako nauczyciel (co prawda młody i niedoświadczony, ale jednak) przyglądam się omawianym zagadnieniom od środka, nie jako rodzic, lecz jako część systemu.
Odkąd zaczęłam pracę, najważniejsze było dla mnie dobro uczniów, które często przedkładałam nad własne wygody, rezygnując z czasu dla siebie po to tylko, by uatrakcyjnić lekcje i zrobić coś dobrego dla młodych ludzi, którzy z różnymi historiami trafiają w mury szkoły.

Na swojej drodze spotkałam wielu zapaleńców, którzy podobnie spalają się w swojej pracy i robią wszystko, by - jak chce tego Marcela - edukacja miała sens. Z tego powodu w kilku miejscach książki nie spodobało mi się generalizowanie (np. nikogo nie obchodzi, czy dzieci rozumieją to, czego się uczą - nieprawda! Mnie obchodzi), które parę rozdziałów później zostaje niejako przekreślone poprzez przytaczanie przykładów nauczycieli zaangażowanych. Uważam, że choć intencje były słuszne, jest ono krzywdzące i deprymujące dla tych, którzy właśnie poza schemat wychodzą.  Marcela pyta w pewnym momencie ile razy ktoś w szkole lub na studiach zapytał nas jak się czujemy albo jak się mamy. OK, nie pamiętam, żeby mnie ktoś o coś pytał, ale czasy były inne, a pewne rzeczy można zweryfikować bez pytania.
Ja zaś nie wyobrażam sobie dnia w szkole, by uczniów o ich samopoczucie nie zapytać i na tej podstawie nie budować lekcji. Ale wcale nie musiałabym pytać, bo na twarzach młodych ludzi naprawdę niemalże wszystko jest wymalowane. Dlaczego więc to robię? By dać im poczucie, że mi na nich zależy. Wiem, że o to właśnie Marceli chodzi, ale mówienie, że nikt nigdy tego nie robi, jest naprawdę krzywdzące, bo sama znam mnóstwo osób (a w Internecie znajdziecie ich jeszcze więcej), która na tym buduje relację z uczniami. 

Rzecz jasna, nie jest moją intencją wybielanie rzeczywistości, bo nauczyciel też człowiek i jak wszędzie - spotkamy różne temperamenty, osobowości i wizje nauczania. Lepsze i gorsze.  Najczęściej zależy to od perspektywy oceniającego. I co tu dużo kryć - wielu rzeczy po prostu nie da się przeskoczyć, bo nad człowiekiem są jeszcze zasady, które można nagiąć tylko do pewnego momentu.  Sama spotkałam na swej drodze wiele osób, które ewidentnie nie miały serca do nauczania, ale wierzę, że ze wszystkiego można wyciągnąć dobro i takie spotkania teś były mi potrzebne. 


Nie myślcie, że ta książka mi się nie podoba - szalenie mi się podoba, bo pokazuje dokładnie to, w co sama wierzę. Że edukacja jest łatwiejsza, gdy wejdzie się w relację, że wyniki egzaminów nie świadczą o wartości człowieka, że oceny to tylko wypadkowa wiedzy, kondycji i nierzadko szczęścia, że współczesny nauczyciel musi dostosować się do współczesnego ucznia. 
Zarówno rodzice, jak i nauczyciele znajdą tu wiele cennych porad i wskazówek, które są naprawdę wielkim prezentem autora dla czytelników. Przyczepiłam się do kilu zdań, bo mam inne obserwacje, ale nie oznacza to, że neguję wartość całej publikacji, bo ta jest ogromna!

Jeśli edukacja Waszego dziecka leży Wam na sercu, sięgnijcie po tę książkę. Nie pożałujecie, a na pewno spojrzycie na swoje dziecko inaczej, dając mu należyte wsparcie i zrozumienie.


niedziela, 19 maja 2019

Wypadek - Chris Pavone



Podczas wyboru lektury, zwracam uwagę na wiele czynników, choć nie ukrywam, że w momencie, gdy autor jest mi nieznany, decydującą rolę bardzo często odgrywa okładka, która - jeśli przyciągnie mój wzrok - kieruje mnie następnie do opisu. To on jest być albo nie być dla nowości.

Jeśli chodzi o Wypadek - nie znałam autora, okładka nie zrobiła na mnie żadnego wrażenia, a mimo to z jakiegoś powodu wzrok padł na blurb, który to zadecydował za mnie. Tym bowiem, czemu nie umiem się oprzeć za żadne skarby świata, jest autotematyzm. Książki o książkach nigdy mi się nie znudzą. Powieść Chrisa Pavone'a to zaś nic innego jak właśnie publikacja wpisująca się w ów nurt.


Główna bohaterka, agentka literacka Isabel Reed, kończy właśnie lekturę szokującego anonimowego manuskryptu zatytułowanego Wypadek. Już podczas lektury wie, że weszła w posiadanie tekstu, który może na powrót wynieść ją na szczyty sławy w kręgach wydawniczych, z których spadła na skutek osobistych zawirowań. 

Isabel chce dołożyć wszelkich starań, by anonimowa praca została wydana, a ludzie dowiedzieli się co nieco o życiu i działalności wpływowych osób. Jej pobudki są z gruntu uczciwe - czuje się w obowiązku szerzenia prawdy. Nie sposób nie domyślić się, że równie usilnie jak ona będzie chciała go wydać, tak ktoś będzie próbował ją powstrzymać. Były agent CIA, Hayden Gray, dowiaduje się, że manuskrypt trafił w niepowołane ręce i musi zrobić wszystko, by nie dopuścić do jego upublicznienia - inaczej sam znajdzie się w nieciekawym położeniu. W tym celu wraca do Nowego Jorku z Kopenhagi, gdzie czeka go niełatwe zadanie, bowiem nie jest jedyną zdeterminowaną osobą w tej walce o książkę.

Autor Wypadku zaszywa się zaś w Zurychu, mając się na baczności i robiąc wszystko, by nikt go nie odnalazł. Ujawnienie treści manuskryptu ma być dla niego bowiem formą zadośćuczynienia za dotychczasowe życie, pisane zdradami i kłamstwami, stanowi dla niego jednak spore zagrożenie. Dla niego i dla innych.

Decyzja o przekazaniu manuskryptu stanie się bowiem impulsem do gradobicia wydarzeń, z których nie wszyscy wyjdą obronną ręką. Wypadek to tykająca bomba, a każdy, kto jest z nim związany, musi zachować skrajną ostrożność, licząc się z możliwością utraty życia - bez względu na to, po której stronie barykady się znajduje. Prawda i kłamstwo zlewają się tu w jedno. 

Powieść ta rozpisana została w różnych lokacjach - przeskakujemy z miejsca na miejsce, z teraźniejszości ku przeszłości, co wymaga od odbiorcy nieustającej czujności. Chwila nieuwagi wystarczy, by pogubić się w korowodzie wydarzeń i postaci. Tym bardziej, że podczas lektury odnosi się wrażenie, że bohaterowie mają przewagę nad czytelnikiem - ci znają bowiem treść manuskryptu, odbiorcom zaś dawkowana jest ona małymi porcjami. Oni giną, a my zżymamy się, nie wiedząc tak naprawdę, dlaczego wydarzenia toczą się takim rytmem. To zaś sprawia, że niecierpliwy czytelnik, może podczas lektury stracić sporo nerwów zanim jego ciekawość zostanie zaspokojona.

Autor wiele zaryzykował, decydując się na taki zabieg, bowiem może on nieść ze sobą tyleż korzyści, ile strat.  I to jednak nie zawsze, bowiem część elementów jest niestety sztampowa i przewidywalna, a tego zwolennicy akcji nie lubią. 

Walorem powieści jest podnoszenie istotnych z perspektywy współczesnego człowieka kwestii - powieść ukazuje jaką rolę odgrywają dziś media, jak wielu ludzi walczy o sukces za wszelką cenę, nie bacząc na nikogo i na nic, ulegając demoralizacji i ślepej żądzy pieniądza; jak łatwo dajemy się zmanipulować i uwieść taniej, nierzadko tandetnej rozrywce, papce, współczesnej pulpie. 

Przy tym wszystkim ukazuje też, jak wielką moc ma słowo - i jak wiele można poświęcić, by nie dopuścić do jego wybrzmienia.

Ciekawa i wciągająca historia, choć niewolna od wpadek i sztampy.




środa, 11 lipca 2018

Po prostu lagom - Goran Everdahl



Było hygge, ikigai, czas na lagom. 


Moda na słowa trwa w najlepsze, każdy kraj chce mieć swoje słowo, któremu poświęcona zostanie seria książek, a które odda istotę danej narodowości.

Dla Szwedów słowem określającym ich styl życia jest lagom, czyli w wolnym tłumaczeniu w sam raz.  

Goran Everdahl postanawia się mu przyjrzeć i przybliżyć czytelnikowi jego sedno, sięgając do historii, mających przyjść z wyjaśnieniem. Jak to się stało, że Szwedzi tak bardzo cenią sobie życie z umiarem? Autor ukazuje to, biorąc pod uwagę różne aspekty życia. W każdym z nich dla porównania prezentuje także, czym dla Szwedów jest "za dużo" i "za mało".  Jego rozważania wzmocnione są ilustracjami, dzięki którym przez książkę się właściwie płynie. Dzięki książce dowiecie się, jak podróżować lagom, jak ubierać się lagom, jak dbać o środowisko lagom, jaki design jest lagom  i inne.

Bardzo ładnie wydana, utrzymana w duchu publikacji podejmujących podobną tematykę, dzięki czemu łatwo może zostać zidentyfikowana przez potencjalnego czytelnika. Jest przejrzysta, czytelna, dominuje w niej obraz, co sprawia, że przykuwa uwagę. Istotna jest także jej poręczność - jest lagom do torebki:)

Jeśli interesuje Was ta tematyka - sięgnijcie. Nie oczekujcie jednak, że dowiecie się czegoś dotąd nieujawnionego.


środa, 30 sierpnia 2017

Skaza - Cecelia Ahern



Choć Cecelia Ahern znana przede wszystkim z takich powieści jak PS Kocham Cię czy Love, Rosie, będących typowymi historiami obyczajowymi, w ręce czytelników oddała ona także pierwszą powieść z  gatunku young adult, dedykowaną przede wszystkim młodzieży.

Bohaterką Skazy jest Celestine – dziewczyna uznawana zarówno przez rodziców, jak i chłopaka oraz jego ojca i przyjaciela rodziny – sędziego Trybunału demaskującego wszelkie nieprawidłowości moralne toczące społeczeństwo za osobę idealną, wzór cnót. Gdy więc pewnego dnia, widząc jawną niesprawiedliwość w traktowaniu Naznaczonych, decyduję się ona pomóc starszemu, słaniającemu się mężczyźnie, na skutek czego ukarana zostaje ona przez Trybunał na pięć skaz, jej czarno-biały świat przestaje jawić się tak jak do tej pory. Zarówno siedemnastolatka, jak i coraz większe grono ludzi widzące w niej przywódczynię przyszłej rewolucji, zaczynają spostrzegać, że moralność głoszona przez Trybunał jest podwójna, a działalność tegoż coraz częściej skupia się nie na ochronie społeczeństwa, lecz na wymierzaniu zemsty w białych rękawiczkach.

Coraz więcej ludzi zauważa, że w świecie, w którym za każde, nawet najdrobniejsze przewinienie grozi surowa kara, nie da się żyć, nie zatracając człowieczeństwa.

Celestine mimowolnie staje się symbolem zmian, gromadząc wokół siebie tyleż zwolenników, co przeciwników. Jej życie, dotąd normalne i pożądane przez każdą nastolatkę, staje się wegetacją znaczoną rytmem zakazów i nakazów oraz ciągłymi kontrolami Demaskatorów.

Skaza to dystopijna opowieść wpisująca się w nurt popularnych narracji rzędu Igrzysk śmierci czy też Niezgodnej, w których jednostka buntuje się, stając się zarzewiem zmian i rewolucji w społeczeństwie mimowolnie poddawanym rządom terroru i zastraszania. Autorka przestrzega w niej przed nadmiernym perfekcjonizmem promowanym przez media oraz literaturę poradnikową, ale także zaświeca czerwoną lampkę tam, gdzie zaczyna się polityka – Ahern w sposób jawny i czytelny pokazuje, że tam gdzie jest władza, tam można przeforsować każdą teorię i prawo. Jako że prywatnie powiązana jest ona ze środowiskiem politycznym, dosyć łatwo o wniosek, że jej obserwacje mają źródło w rzeczywistości i są przestrogą zarówno dla tych, którzy władzę chcą pozyskać, jak i dla tych, którzy są jej poddani, a widzą jedynie to, co rządzący chcą pokazać.

Mimo że Ahern do tej pory specjalizowała się w powieściach słodko-gorzkich, opartych na wątkach miłosnych, a jej powieści z reguły były promienne i zarażały optymizmem, z mrocznym klimatem Skazy poradziła sobie wcale nie gorzej, udowadniając, że ma jeszcze sporo do zaproponowania czytelnikom i nie pozwalając tym samym zaszufladkować się jedynie jako autorki romansów i powieści kobiecych.

Choć powieść ta ma pewne niedoskonałości (kilka przestojów w akcji, powolna przemiana bohaterki) tłumaczę je sobie tym, że jest ona jedynie przygrywką do uniwersum, które w kolejnych tomach zostanie należycie rozbudowane i naszpikowane większą brutalnością oraz nieprzewidywalnością, nie zaś delikatnością, za którą wciąż – chcąc, nie chcąc – nieco chroni się autorka.

Liczę, że kolejne części będą napisane z jeszcze większym przytupem i cechować je będzie jeszcze większa moc narracyjna. Już teraz nie mogę się doczekać adaptacji filmowej, o którą książka aż się prosi, a której realizacji podjęła się wytwórnia Warner Bros.

Tymczasem polecam lekturę.

Inne książki Ahern na blogu:





piątek, 28 lipca 2017

Powrót do starego domu - Ilona Gołębiewska


Alicja ma 37 lat, prawie byłego męża, wewnętrzną pustkę i poczucie zmarnowanego życia, opartego na sprzeniewierzaniu się marzeniom. Z wykształcenia jest architektem krajobrazu, jednak na skutek mężowskich manipulacji całą pracę zawodową wiązać może jedynie z bankowością. Nie ma dzieci i mieć ich nie będzie, co jest konsekwencją jej dwu poronień.

Odkąd zmarli jej dziadkowie, życie zdaje się jej w ogóle nie rozpieszczać, a serce tęsknie wyrywa się do Pniewa i starego domu, pamiętającego jej szczęśliwe i błogie dzieciństwo.

Nie zastanawiając się długo, po pierwszej, niezwykle trudnej rozprawie rozwodowej, decyduje się ona na wyjazd do rodzinnej miejscowości, by tam szukać ukojenia dla zranionej duszy.

Na miejscu spotka wiele życzliwych jej osób, pamiętających ją i całą jej rodzinę sprzed lat. Dzięki wsparciu miejscowych, Alicja podejmie się renowacji starego domu, któremu nikt nie dawał już szans. Kobieta instynktownie czuć będzie, że wraz z odnowieniem tegoż, uda jej się także tchnąć nowe życie w swoje zdruzgotane i poranione serce. Od pierwszego dnia bowiem, w Pniewie udaje jej się powoli odbudowywać utracony dawno temu spokój, a także nawiązać przyjaźnie dające ogrom radości. Na jej drodze staje dwu przystojnych mężczyzn, różniących się jak ogień i woda, którzy próbować będą zdobyć jej serce. To jednak nie koniec zmian w życiu kobiety – podczas przeszukiwania strychu znajdzie ona tajemniczy pakunek, skrywający tajemnicę przeszłości; wcześniej pozna Dziada – potępionego przez miejską społeczność przyjaciela jej ukochanego dziadka, który jako jedyny może podzielić się z nią ich wspólną przyszłością, a także… dziecko, które poruszy jej serce i udowodni, że w życiu najważniejsza jest miłość.

Książka Ilony Gołębiewskiej, to opowieść niosąca nadzieję i niezwykle pozytywny przekaz – pokazująca, że na spełnianie marzeń nigdy nie jest za późno, że nie warto chować urazy i że otwartość na drugiego człowieka to szansa na szczęśliwe i spełnione życie, spędzane w towarzystwie bliskich przyjaciół, znaczone prawdziwą radością. Choć pamiętnikiem nie jest, przypomina go formą – każdy rozdział rozpoczyna się zapowiedzią tego, o czym w nim przeczytamy, a każdy kolejny podrozdział jest niejako kolejną kartką z diariusza – czasem bez powiązania z poprzednimi zdaniami, tak jakby pisaną z perspektywy czasu, co uzasadniałoby przypuszczenia o próbie osiągnięcia przez autorkę formy memuarowej, podkreślanej emocjonalnymi zwrotami, zawołaniami – niejako pisany „na gorąco”, wciąż pod silnym wpływem wydarzeń. Mimo że miejscami powieść ta (szczególnie w  dialogach) jawi się jako nieco naiwna wizja świata – takich właśnie nam dziś trzeba, takie są najdoskonalsze na letni czas, kiedy otwarci jesteśmy na zmiany, otoczenie wydaje nam się przyjazne, my sami zaś zrelaksowani i gotowi do nawiązywania nowych znajomości i pogoni za marzeniami – Powrót do starego domu może być dla nas inspiracją do wprowadzania w  swoje życie zmian. Autorka pisze językiem prostym, przejrzystym, przyjemnym w odbiorze, a jej bohaterowie zdają się w większości niezwykle ciepłymi ludźmi, takimi, jakich każdy z nas chciałby spotkać na swojej drodze, i z którymi z radością będzie wędrował wytyczonym szlakiem.

Dobra wiadomość – to pierwsza część trylogii, czeka nas znacznie więcej radości z lektury.


Jeśli szukacie czegoś lekkiego – polecam na wakacje. Będziecie zadowoleni, a przy okazji zobaczycie, jakie efekty może dać spełnione autorskie marzenie, jakim było dla Gołębiewskiej napisanie tej powieści;)  Trzymam kciuki za dalszą twórczość!



piątek, 14 lipca 2017

Sztuka bycia i obycia - Maciej A.Brzozowski




Sztuka bycia i obycia Macieja A. Brzozowskiego to savoire-vivre w pigułce, nawet dla opornych.
Napisane skrótowo, przejrzyście, bez przegadania – tak, aby każdy mógł wydobyć najistotniejsze dla siebie informacje.

Dowiemy się z niej między innymi, jak używać chustki do nosa, jak całować się podczas przywitania, kto powinien płacić rachunki, czy wypada, czy nie wypada mówić „na zdrowie” oraz „smacznego”, jak napełniać kieliszki i wiele, wiele innych.

Nawet jeśli wydaje Wam się, że zasady dobrego zachowania macie opanowane do perfekcji – przekonacie się, że są jeszcze miejsca nieodgadnione, co do których byliście przekonani, że robicie dobrze, a rzecz ma się tak naprawdę zgoła inaczej. Brzozowski udowadnia, że uczyć trzeba się całe życie.

Wielkim plusem publikacji jest alfabetyczne uporządkowanie haseł – ułatwia to poruszanie się po książce i sprawne odnajdywanie tego, co w danym momencie jest przez nas poszukiwane.


Poza częścią główną książki, składającą się ze szczegółowych zapisów zachowań pożądanych w różnych sytuacjach, na końcu znajduje się również Bon ton w pigułce, a w nim podpowiedzi dotyczące słów zakazanych, najszybszych metod wyjścia na prostaka oraz przeciwnie – osobę, robiącą zawsze dobre wrażenie. Autor nie pozostawia nas jednak z samą teorią – ostatnią częścią książki jest test wiedzy – zanim wyjdziecie do ludzi, macie szansę sprawdzić swoje kompetencje z zakresu savoir-vivre, by uniknąć niepotrzebnych wpadek i krytycznych spojrzeń. Pytań okrągła setka, nie jest bowiem test wyrywkowy, lecz konkretny, niepozostawiający miejsca na uniknięcie kłopotliwych miejsc. 

Polecam - kultura wszak zawsze jest w modzie.

środa, 5 lipca 2017

Czarny manuskrypt - Krzysztof Bochus



Marienburg, Marienwader (dzisiejsze Malbork i Kwidzyn) lata trzydzieste.

Okolicą wstrząsają brutalne zbrodnie dokonane na księżach stacjonujących w jednej z parafii. Podczas śledztwa na jaw wychodzą niechciane tajemnice, głęboko skrywane grzeszki i relacje, które miały nigdy nie ujrzeć światła dziennego. Homoerotyzm, nocne schadzki z paniami do towarzystwa, skandaliczne romanse. To, co początkowo wydaje się oczyszczeniem parafii z księżowskiej grzeszności, szybko okazuje się jedynie przykrywką dla sprawy znacznie wyższej rangą. Oto na niemieckim Pomorzu stacjonuje bractwo, pragnące odbudować wielką Rzeszę i dokładające wszelkich starań, by ich działania pozostawały w ukryciu. Malbork ma znów być potęgą, siedzibą nacjonalistów, fanatyków i wszystkich tych, którzy zdolni będą poświęcić własne życie, by ocalić jego chwałę.

Krzysztof Bochus przenosząc nas w mroczne czasy i osnute mgłą historii krzyżackie zamki, tworzy kryminał noir, który czyta się niezwykle sprawnie. Wykreowany przez niego radca kryminalny Christian Abell, jako że nie jest postacią krystaliczną, dodaje lektury smaczku. Jego pościg za wyrachowanym mordercą i niechęć do przyjmowania wygodnych, acz niekoniecznie zgodnych z prawdą teorii swoich przełożonych sprawia, że stanie się on persona non grata, kolejną potencjalną ofiarą, która zbyt intensywnie wtyka nos w nie swoje sprawy i znajduje się zbyt blisko odkrycia najgłębszej tajemnicy miasta i jego mieszkańców.

Językowo powieści nie można niczego zarzucić. Autorowi udało się zarysować świat mroczny, mglisty, spowity aurą tajemnicy, zza mgieł wyrzucający kolejne teorie, spiski, ofiary. Wyobraźcie sobie stary krzyżacki zamek w ciemną listopadową noc. Takie skojarzenia rodzą się podczas lektury i taki nastrój towarzyszy prowadzonemu śledztwu. Jest ślisko, niebezpiecznie, mrocznie, a historia ściga teraźniejszość niestrudzenie, nie pozwalając o sobie zapomnieć.

Jeżeli chcecie przeczytać dobry kryminał, a przy tym odpocząć od skwaru i skryć się w murach wiekowego zamku, rozwiązując niełatwą zagadkę – Czarny manuskrypt czeka.



poniedziałek, 22 maja 2017

Cisza - Erling Kagge




Cisza.

Coraz trudniej sobie z nią poradzić i coraz ciężej jest się w niej odnaleźć. Człowiek XXI wieku uzależniony jest od wszelkiego rodzaju impulsów i doznań – bez nawykowego sięgania po telefon, słuchania muzyki, wertowania Facebooka, oglądania telewizji (chociażby w tle), zdaje się nie istnieć. Cały czas muszą docierać do niego jakieś bodźce, a gdy te zostaną całkowicie odcięte, gubi się.

Straciliśmy umiejętność bycia w ciszy, cieszenia się nią i – co najgorsze – radzenia sobie z nią. Nie umiemy pozwolić sobie chociażby na chwilę pełni spokoju bez kakofonii dźwięków. Od razu stajemy się nerwowi, a sytuacja jawi nam się jako mocno niewygodna. Erling Kagge w książce Cisza próbuje odpowiedzieć na pytanie o to, gdzie owa zdolność do cieszenia się dźwiękami natury i spokojem zaniknęła. Jak to się stało, że z tak wielkim trudem i poczuciem dyskomfortu przychodzi nam dziś odcięcie się od wszelkich rozpraszaczy, docieka gdzie znalazło się nasza pierwotna tęsknota za wyciszeniem i płynącą z niego regeneracją.

Podkreśla przy tym przekorne dążenie człowieka do szukania ciszy w mieście i wśród zgiełku, wskazując na aktywności przez niego podejmowane, by jej doświadczyć, wśród których wymienia między innymi modne ostatnio książki o DIY czy też układaniu porąbanego drewna. Autor propaguje ideę szukania ciszy wszędzie wokół siebie, zachęca do wygospodarowania czasu na trening wyłączania się z pędzącego miejskiego życia. Uznaje je bowiem za odzwierciedlenie głębokiej ludzkiej potrzeby.

Pora zatem odłożyć telefon, schować słuchawki i wsłuchać się w samego siebie – dopiero to pomoże nam odnaleźć ciszę i cieszyć się nią bez względu na okoliczności.

Mimo że książka wydana jest arcypięknie i zapowiada głęboką treść podpartą bogactwem przemyśleń, okazała się ona dla mnie rozczarowująca. O ile początek ujęty bardzo zgrabnie, zachęcał do dalszej lektury i prowokował do refleksji, ciąg dalszy rozmył się, utracił moc wpływania na czytelnika i rozkochiwania go w ciszy. I nie jest to bynajmniej efekt krótkiej zdolności koncentracji, lecz raczej pewnego autorskiego niedopracowania.

Niesprawiedliwie byłoby jednak odmówienie książce wszelkiej wartości, polecam zatem pierwszą połowę publikacji i dłuższe nad nią zastanowienie, do drugiej części zaś tak żarliwie już nie zachęcam. Być może moje rozczarowanie jest konsekwencją zbyt wygórowanych wymagań, miałam jednak wielkie pragnienie pogłębionej refleksji nad istotą ciszy we współczesnym świecie, otrzymałam zaś nieco naskórkowe, osobiste refleksje, nie zawsze tak samo frapujące i prowokujące do rozważań. Być może Wy odnajdziecie znaczenie więcej.



czwartek, 4 maja 2017

Rzecz o ptakach - Noah Strycker





Dlaczego czytasz tę książkę? Mógłbyś powiedzieć: „Żeby się dowiedzieć czegoś o ptakach”, albo „dla rozrywki”, ale prawdopodobnie to nie jedyne powody. Czytanie zdaje się zaspokajać powszechne ludzkie pragnienie [1].

Publikacje poświęcone naturze święcą triumfy. Póki co – całkowicie zasłużenie. Inspirowanie człowieka XXI wieku – człowieka zagonionego, wpatrzonego w migoczące ekrany smartfonów, telewizorów, tabletów i laptopów – do poznawania i przyglądania się temu co nas otacza, jest misją chwalebną.

Oderwanie go na moment od pędu współczesności i zwrócenie jego wzroku ku zwierzętom i roślinom stanowi nie lada wyzwanie, mogące znacząco wpłynąć na stosunek współczesnych do otaczającego ich świata fauny i flory.

Rzecz o ptakach wpisuje się w serię publikacji mających przybliżyć człowiekowi świat zwierząt i wskazać, jak wiele cech wspólnych posiada on z tymi, których rzadko widzi, a którzy przemierzają setki, a nieraz tysiące kilometrów szlakiem powietrznym.

Albatrosy, gołębie, sowy śnieżne, pingwiny, szpaki, papugi a nawet kury posiadają szereg specyficznych zachowań, wyróżniających ich na tle pozostałych gatunków oraz przybliżających do człowieka (jak na przykład fastfoodowa kultura czy też sposób łączenia się w pary, a także hierarchiczność oraz zamiłowanie do muzyki). Czytanie o nich, jest doświadczeniem niezwykłym, bowiem nienawykli do pogłębiania wiedzy o tych ptakach, których widzimy na co dzień, mamy w końcu szansę zobaczyć je z zupełnie nowej perspektywy – jako żyjące zasadami, uporządkowane istoty o ściśle określonym życiowym celu.

Jedne gatunki, o których wiedzą miałam w głowie uporządkowaną już wcześniej są gołębie (ze względu na rodzinną tradycję praktykowania lotów sportowych) oraz kury i papugi, z którymi styczność mam w najbliższym otoczeniu. Cała reszta była dla mnie nowością i wielką inspiracją do dalszego zgłębiania tematu.

Książka ta jest połączeniem ornitologicznych odkryć i fachowej wiedzy z przejrzystym, przykuwającym uwagę językiem skrzącym się od anegdotek i odniesień do filmików na YouTube czy literatury popularnej (m.in. Harry Potter, Władca Pierścieni). Posiłkując się metaforyką opisywanego świata, można powiedzieć, że Strycker doskonale zarzuca wędkę i łowi czytelnika – a ten raz złapany, nie będzie nawet myślał o tym, by się wydostać, zanim nie doczyta do końca.

Jedynym mankamentem, który wypunktowałam już podczas wstępnego wertowana książki, jest brak fotografii. Mimo że każdy rozdział otwierają świetne grafiki prezentujące opisywany gatunek, całość aż prosi się o dopełnienie, które (sic!) odnajdujemy w smartfonach, na których to co rusz wyświetlamy sobie kolejne ptaki w pełnej krasie.

Sięganie po telefon może rozpraszać i utrudniać lekturę, jednak Strycker pisze na tyle zajmująco, że będą to jedynie chwile utraty pełnej uwagi.

Polecam serdecznie – szczególnie tym, którzy pałają niechęcią do gołębi. Może dzięki tej pozycji spojrzycie na nie życzliwiej?:)


Zerknijcie na zjawiskowe "murmuration":



[1] Rzecz o ptakach, Noah Strycker, Warszawa 2017, s. 14.

wtorek, 14 marca 2017

Magia olewania - Sarah Knight



Magia olewania spod pióra Sary Knight, to książka będąca swoistą odpowiedzią na Magię sprzątania Marie Kondo. Tam, gdzie kończy się sprzątanie przestrzeni wokół siebie, tam rozpoczyna się porządkowanie swojego wnętrza, relacji i zobowiązań. I o tym właśnie traktuje Magia olewania realizująca zasadę Zero Żalu.

Oto Knigth proponuje czytelnikowi rozwiązania, mające pozwolić mu na odcięcie się od szkodliwych relacji lub na uwolnienie się od spędzania czasu na aktywnościach, które nie dają żadnej radości, lecz realizowane są ze względu na poczucie obowiązku wobec bliskich. Autorka każe przeciwstawiać się temu, co nie daje nam spełnienia, lecz powoduje frustrację lub jawi nam się jako marnotrawienie czasu, energii lub / i pieniędzy.

Autorka dąży do tego, by zapewnić swojemu czytelnikowi wolność. Proponuje mu sporządzenie list rzeczy do olania i zachęca do natychmiastowej realizacji planów. Miejsca newralgiczne, potrzebujące oczyszczenia, dzieli według następujących kategorii: rzeczy, praca, przyjaciele / znajomi / obcy oraz rodzina.

Zajęcie się każdą z  powyższych sfer w odpowiedniej kolejności, pozwolić ma na odetchnięcie pełną piersią i pozyskanie mnóstwa czasu i energii na realizację istotnych dla nas zadań.

Wszystko to w swej formie przypomina książkę Kondo – taka sama lista zadań do wykonania, podział na strefy, powolna realizacja zadań i finalnie – wyzwalające poczucie życia w prawdzie i uporządkowania przestrzeni wokół siebie. Teraz nie będą Was już rozpraszać ani porzucone skarpetki, ani lista aktywności, na które nie macie ochoty. Misja ukończona.

Mnie Knight niestety nie udało się przekonać – owszem, sama idea bardzo słuszna, jak najbardziej godna poparcia, jednak książka – nie do końca spełnia swoją rolę w realiach polskich. Najwięcej korzyści wynieść z niej mogą osoby pracujące w korporacjach, uwikłane w trudne relacje zawodowe. Mnie jednak połowa podjętych kwestii nie dotyczyła, co sprawiło, że w ostatecznym rozrachunku całość jawi się jako nieszczególnie pożyteczna. Wyjątkiem będzie sytuacja, gdy potraktujemy ją jako zaszczepienie idei, a filozofię Zero Żalu wprowadzimy na własnych zasadach do swojej sytuacji życiowej.



Premiera 15 marca.

środa, 22 lutego 2017

Najdłuższa noc - Marek Bukowski, Maciej Dancewicz



Najdłuższa noc ma szansę stać się wielkim bestsellerem – i wcale nie ze względu na zaskakującą treść, wszak retro kryminały mają się u nas bardzo dobrze, lecz za sprawą niebywałej promocji produkcji kryminalno-kostiumowej stacji TVN, jaką jest serial Belle epoque. To bowiem, co głośne w telewizji, w mgnieniu oka staje się wydawniczym hitem. Szczególnie, że w przypadku książki Marcina Bukowskiego i Macieja Dancewicza, to serial był inspiracją do napisania książki, nie zaś odwrotnie. Serial, dla którego, rzecz jasna, panowie są współautorami scenariusza.

Mamy zatem Kraków początku XX wieku. Mamy gotowe wyobrażenie głównych bohaterów (w ich rolach między innymi Paweł Małaszyński, Magdalena Cielecka, Weronika Rosati oraz Olaf Lubaszenko). Mamy namiętne uczucie i mamy wstrząsającą serię zbrodni dokonywanych na kobietach. Czego chcieć więcej od historii, która ukazywać ma mroczne oblicze jednego z najpiękniejszych polskich miast?

Oto Anno Domini 1904  Jan Edigey-Korycki po latach morskiej tułaczki wraca w rodzinne strony, które opuścił po tragicznej w skutkach historii miłosnej. Jego powrót powodowany jest wiadomością o śmierci ukochanej matki. Na miejscu bohater dowiaduje się, że została ona zamordowana, a zabójcy jak dotąd nie uchwycono. Matka jego nie była jedyną ofiarą sprawcy. Dotąd zginęło kilka kobiet, uśmierconych niezwykle drastycznie – jednej wyłupiono oczy, inne związano i wrzucono do wapna gaszonego. To tylko wierzchołek góry lodowej – pomysłowość zbrodniarza zdaje się nie mieć końca.

Jan, przyjmując za punkt honoru rozwiązanie sprawy śmierci matki, podąża tropem zabójcy, chcąc jak najszybciej wyzwolić Kraków z rąk seryjnego mordercy, działającego według religijnej symboliki, prowadzącej to na żydowski Kazimierz, to zaś w kręgi rzymskokatolickie…

Tym, co rzuca się w oczy od samego początku, jest serialowa dbałość o dokładność opisów. W wielu znanych powieściach moment sekcji czy wstępnych oględzin ofiary, ograniczony zostaje do niezbędnego minimum. Tutaj zaś, podobnie jak u klasyków takich jak Agatha Christie, gdzie każdy drobiazg miał niebywale znaczenie dla treści  (w Najdłuższej nocy raczej jest to wynik autorskiego przyzwyczajenia w  sposobie tworzenia scenariuszy filmowych niż pisarskie wirtuozerii), opisy zajmują wiele miejsca, a każdy, nawet najmniejszy detal zostaje czytelnikowi przedstawiony. Jeśli ktoś zatem ma bujną wyobraźnię i małą tolerancję na drastyczne sceny – będzie musiał po tekście momentami skakać, by oszczędzić sobie niepotrzebnego stresu. Dla tych jednak, co takich problemów nie mają, będzie to zdecydowana wartość.

Książka napisana jest sprawnie, idealnie nadaje się na jedno – szczególnie deszczowe i ponure – popołudnie. Okładka oddaje klimat powieści bardzo dosadnie – marna pogoda, mroczne zaułki, ciemne typki, niezbadane miejsca. To takim szlakiem prowadzić będą czytelnika autorzy ku rozwiązaniu sprawy.

Jeśli ciekawi was serial, warto poświęcić dzień na lekturę inspirowanej nim powieści – naświetli wam ona dokładnie tło wydarzeń i w nieco innej formie opowie to, co zobaczycie później na ekranie. 

wtorek, 14 lutego 2017

Rozpraw się ze swoją wewnętrzną jędzą - Amy Ahlers, Christine Arylo


Jędza tkwi w każdej z nas. Co gorsza, znaczna część kobiet posiada więcej niż jedną sabotażystkę towarzyszącą im każdego dnia, o każdej porze, przy okazji każdej z  form aktywności.

XXI wiek sprzyja „karmieniu” zołz. Coraz większa liczba zadań do wykonania, coraz silniejsza chęć sprzedawania się ludziom jako osoby zaradne, obrotne, spełnione, pracujące, odnoszące sukcesy i znajdujące czas na własne przyjemności – wszystko to sprawia, że każdy z trzynastu typów zołz wymienionych w książce Amy Ahlers i Christine Arylo ma szansę wzrastać w zdrowiu i przy całkowitej akceptacji swojej żywicielki. Pochłaniaczka osiągnięć, Królowa porównań, Zajęcioholiczka, Królowa dramatu, Dobra dziewczynka czy Zamartwicielka to tylko kilka typów naszych wewnętrznych jędz. Jędz, należy dodać, którym z łatwością przychodzi ewolucja i mieszanie międzygatunkowe.

Celem książki Rozpraw się ze swoją wewnętrzną jędzą jest odkrycie typu zołzy tkwiącej w nas samych (a wyniki testu mogą was zaskoczyć!) i… pokochanie jej (ich). Autorki przekonują, że tylko w ten sposób pokonamy te, które wciąż zabiegają o naszą uwagę, manifestując swoją obecność w sposób prowadzący nas do emocjonalnego wypalenia.

Moja własna diagnoza nie była łatwa. Okazało się, że wyhodowałam całe plemię jędz, z których każda kolejna głośniej krzyczała o moją atencję. Dzięki tej książce nie tylko miałam szansę je poznać, ale też małymi kroczkami próbować pokonać. Niekwestionowanymi królowymi okazały się  Zajęcioholiczka i Zamartwicielka – liderki wiodące mnie ku kresowi wytrzymałości, sprawiające, że od bardzo, bardzo dawna nie zrobiłam niczego dla siebie i z niczego nie czerpałam przyjemności. Wszystko było dla kogoś – kolejne zlecenia, obietnice spełnienia próśb, a także pomocy przy pisaniu przeróżnych tekstów, bo przecież „dla mnie pisanie to pestka”. Czasu dla siebie samej już niestety nie zostawąło. Teraz, gdy wiem, jak realnie autokrytykę i autodestrukcję zamienić w miłość do samej siebie, zdecydowanie łatwiej jest mi jędze ujarzmić – choć piwo, którego naważyłam sobie do tej pory, wypić już niestety muszę.

Drogie Panie, dziś, przy okazji walentynek, okażcie sobie trochę uczucia i zaplanujcie jutrzejszy zakup. Premiera książki nieprzypadkowo przypada dzień po światowym świętowaniu miłości. To dla Was wielka szansa na wyzwolenie się spod jarzma tego, co Was dręczy. Autodestrukcyjne nawyki zostaną zmienione w przyzwyczajenia pozytywne, a Wy wreszcie pokochacie same siebie – przecież macie w sobie tak wiele miłości! Wygracie nierówną walkę z własnymi myślami i staniecie się jeszcze silniejsze. A co najważniejsze – przejmiecie stery nad własnym życiem. Wreszcie będziecie wolne.

Polecam.



niedziela, 15 stycznia 2017

Wydawnictwo MUZA gra z WOŚP


 

Wydawnictwo Muza gra z WOŚP!

Nowa powieść Zafóna do przeczytania przed polską premierą, imię i nazwisko w książce Katarzyny Bondy, spacer po Warszawie z Grzegorzem Kalinowskim i rysunki starego Szczecina autorstwa Leszka Hermana – takie literackie aukcje przygotowało wydawnictwo Muza na 25. finał WOŚP. Muza gra z Orkiestrą!

Przeczytaj nową powieść Carlosa Ruiza Zafóna przed premierą

Autor bestsellerowego „Cienia wiatru” powraca. Już tej jesieni do rąk czytelników trafi „Labirynt duchów”.  Właśnie teraz wspierając WOŚP, można zapewnić sobie lekturę tej książki jeszcze przed oficjalną premierą. Saga o Cmentarzu Zapomnianych Książek na stałe zapisała się w kanonie światowej literatury, a nowa powieść autora przynosi jej wielki finał. W „Labiryncie duchów” czytelnicy odnajdą rozwiązanie kilku tajemnic z poprzednich tomów. Nowa powieść autora to hołd złożony sztuce opowiadania, który na długo pozostanie w pamięci.


Jeden z bohaterów nowej powieści Katarzyny Bondy może mieć Twoje imię i nazwisko


„Czerwony pająk” to wielki finał przygód Saszy Załuskiej, nowa zagadka kryminalna i rozwiązanie wszystkich tajemnic z poprzednich części serii. To właśnie Twoje imię i nazwisko może pojawić się w czwartym tomie serii, któremu patronuje żywioł wody. Jesteś fanem Katarzyny Bondy? Kochasz kryminały? Dołącz do licytacji i wejdź w świat Saszy Załuskiej.



Zwiedź Warszawę z Grzegorzem Kalinowskim, autorem cyklu „Śmierć frajerom”

„Kalinowski to mistrz warszawskich opowieści” pisze o autorze cyklu „Śmieć frajerom” Sylwia Chutnik. Fani łotrzykowskich powieści mają okazję wybrać się na wyjątkowy spacer z Grzegorzem Kalinowski. W programie gwarantowane zwiedzanie najciemniejszych zaułków Warszawy, degustacja pyz przy Brzeskiej i rozmowa warszawską gwarą.



Stary Szczecin na autorskim rysunku Leszka Hermana

Miłośnicy Pomorza z pewnością zwrócą uwagę na unikatowe rynki starego Szczecina autorstwa Leszka Hermana. Autor bestsellerowych powieści„Sedinum” i „Latarni umarłych” na co dzień jest architektem. Swój talent i miłość do miasta przenosi na papier, zarówno w postaci książek, jak i niezwykłych rysunków. Właśnie teraz dwie ilustracje mogą się znaleźć w Twoim domu.


Wszystkie aukcje Muzy dla WOŚP: http://aukcje.wosp.org.pl/listing?sellerId=29241995

Kontakt dla mediów:
Anna Małysiak