Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Znak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Znak. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 20 maja 2019

Historia filozofii po góralsku - Józef Tischner



Na pocątku wsędy byli górole, a dopiero potem porobiyli się Turcy i Zydzi. Górole byli tyz piyrsymi „filozofami”. „Filozof” to jest pedziane po grecku. Znacy telo co: „mędrol”. A to jest pedziane po grecku dlo niepoznaki. Niby, po co mo fto wiedzieć, jak było na pocątku? Ale Grecy to nie byli Grecy, ino górole, co udawali greka. Bo na pocątku nie było Greków, ino wsędy byli górole.[1]

Historia filozofii po góralsku jest już klasykiem. Klasykiem, o którym każdy słyszał, ale nie każdy jeszcze miał okazję czytać (ja). Nowe wydania spod szyldu Wydawnictwa Znak są zaś tak zachęcające graficznie, że nie sposób im się dłużej opierać.

Był Alfabet duszy i ciała, był Krótki przewodnik po życiu, jest i czas na Historię... . 

Wyżej wymienione teksty znacząco różnią się od tego, który chcę polecić Wam dziś. Tamte pisane były tonem poważnym, miejscami wręcz podniosłym, tutaj zaś na pierwszy plan wysuwa się humor. Nie dziwi więc, że właśnie ta książka stała się prawdziwym bestsellerem, inspiracją do tworzenia spektakli teatralnych (chociażby ten wystawiany w Teatrze Rozrywki) i ... myślenia. 

Nienaśladowczy, nowatorski sposób mówienia o tym, co w życiu ważne. Tischner filozofię ubrał w gawędy, a role znanych greckich myślicieli podjęli mieszkańcy Podhala, którzy gwarą zapoznają czytelnika nie tylko z historią filozofii i etapami jej kształtowania się oraz głównymi nurtami, ale też z językiem mieszkańców Tatr. Mimo że spisana wcale nie oficjalną polszczyzną, to jednak zrozumiała dla wszystkich książka, stała się świadectwem erudycji ks. Tischnera i jego zdolności do takiego władania słowem, by przyciągnąć uwagę czytelnika. Przyciągnąć i zatrzymać ją na dłużej, prowokując do myślenia, ale i uśmiechu. Bo któż nie zaśmieje się, gdy pozna prawdziwe dane osobowe Talesa z Miletu? Wszak ten myśliciel to nie kto inny, jak Stasek z Nędzy. A Arystoteles? Li przykrywka dla Tadka Pudzisza, podobnie jak Platon to ksywka Władka Trebuni-Tutka. Wiedzieliście o tym, że myśliciele greccy, to tak naprawdę filozofowie górscy? Ktoś ewidentnie się pomylił w przekazach :)

Polecam ogromnie - najpierw lekturę i namysł nad nią, później zaś spektakl. Wówczas Wasze zetknięcie się z tematem stanie się kompletne.


[1] Historia filozofii po góralsku, ks. Józef Tischner, Kraków 2018, s. 5.


środa, 17 kwietnia 2019

Mój brat papież - Georg Ratzinger



Przed Wami kolejna książka, która parę dobrych lat leżakowała na mojej półce. Wierząc, że każda publikacja ma swój czas, prezentuję Wam tekst Georga Ratzingera, poświęcony jego bratu, o znamiennym tytule Mój brat papież.

Kim był Benedykt XVI, zanim stał się następcą św. Piotra? Odpowiedzi na to pytanie próbuje udzielić jego młodszy brat.

Zagadnienie tym ciekawsze, że o ile o naszym rodaku wiemy naprawdę sporo, wydawcy co rusz wydają kolejne opracowania, mimo że wydawać by się mogło, że wszystko zostało już powiedziane, o tyle życiorys jego następcy wcale nie już tak dobrze naświetlony.

Mój brat papież mimo stosunkowo niewielkich gabarytów, śledzi losy nie tylko samego Ratzingera, ale również całej jego rodziny. Wydaje się, że w tak zwięzłej formie nie sposób zawrzeć wszystkiego, jednak odnoszę wrażenie, że książka pokazuje wystarczająco. 

Joseph Ratzinger wychowywał się w domu zwyczajnym, takim, jakich sporo było w tamtych czasach - niespecjalnie zamożnych, zmagających się z burzliwą historią, jednak bardzo pobożnych. Nie zmieniły tego ani kryzys gospodarczy, ani wybuch wojny, czas kompletnej degrengolady. Rodzina nie popierała dążeń Hitlera, daleka będąc od ideologii faszystowskiej.

Książka ta ma wymiar bardzo osobisty - niewolna jest od opisu czasów dzieciństwa, kiedy jeszcze nikt w rodzinie przyszłego papieża nie mógł przypuszczać, jak potoczą się jego losy. Co lubił jako maluch? W tym względzie niewiele różnił się innych dzieci - lubił pluszowe misie, kochał czytać, zaś rodzicom nie sprawiał kłopotu - od zawsze miał wpojone posłuszeństwo i głęboką religijność. 

Warunki w jakich wzrastał zaprocentowały w przyszłości - najpierw stał się pilnym uczniem, później studentem, następnie wybitnym teologiem i erudytą, po latach zaś następcą św. Piotra, reprezentując sobą najwyższe wartości.

Nie wiem, czy podzielacie moją opinię, ale ja bardzo lubię biografie - uwielbiam czytać o tym, jak wyglądało życie znanych i wpływowych ludzi, dociekam, co uczyniło ich takimi dorosłymi, jakimi się stali, co ich ukształtowało, co na nich wpłynęło, co ich hartowało. 

Mój brat papież tej właśnie wiedzy, przefiltrowanej przez pryzmat braterskiej miłości, dostarcza bardzo dużo. Ciekawa to lektura, ukazująca papieża jako człowieka zwyczajnego, bliskiego, rodzinnego, wrażliwego na sztukę i literaturę. Wyjaśnienia historyczne uzupełnione zostały ręką Michaela Hesemmanna. Jeśli chcielibyście dowiedzieć się czegoś o emerytowanym już papieżu - zapraszam do lektury. Warto prześledzić losy tego człowieka.

wtorek, 9 kwietnia 2019

Tokyo Lifestyle Book - Aleksandra Janiec


Jeśli interesuje Was kultura Wschodu, szczególnie zaś Japonia, będąca ośrodkiem zainteresowania wielu, mam dla Was szczególną propozycję.

Aleksandra Janiec, młoda podróżniczka, badaczka trendów i pasjonatka kultury współczesnej, pracująca w Tokio i tam nabierająca doświadczenia, zabiera Was szlakiem tego tętniącego życiem i niezwykle barwnego miasta. Tokyo lifestyle book  to książka będąca jednocześnie przewodnikiem, jak i opowieścią o przestrzeni skrzącej się kolorami i różnorodnością.

Całość uporządkowana została według kryterium dzielnicowego - w książce znajdziecie rozdziały poświęcone miejscom takim jak Shinjuku, Daikanyama & Nakameguro, Harajuku, omtesando, Roppongi, Ginza, Ueno & Yanaka, Shibuya i Asakusa.

W obrębie każdego rozdziału znajdziecie graficzną  mapkę, wykaz najważniejszych miejsc w kategoriach wielu kategoriach, m.in. kultura i sztuka, kulinaria, architektura, sklepy bary i zakupy. Następnie autorka opowiada o swoich doświadczeniach dzielnicy, snuje narrację o tym, co dla danej przestrzeni specyficzne, na co należy się nastawić, z czym można się w danym miejscu spotkać. Po najdłuższej części opisowej, czytelnik zostanie także obdarowany przydatnymi informacjami na temat danej dzielnicy, które mogłyby mieć dla niego znaczenie, gdyby zdecydował się wybrać w dane miejsce. Każdy rozdział kończy niezbędnik, wyjaśniający wiele japońskich pojęć i umożliwiający zrozumienie tej kultury i zorientowanie się w niej, zaś po nim następują miniwywiady z przedstawicielami tokijskiego środowiska. To wszystko zaś okraszone jest kapitalnymi fotografiami oddającymi klimat miasta, ukazującymi jego barwność i heterogeniczność. 

W książce tej odnajdziecie informacje między innymi o królującym także i w Europie kawaii, wprowadzeni zostaniecie w tajniki parzenia różnego rodzaju herbaty, prześledzicie królestwa mody, tajniki pielęgnacji skóry, zakosztujecie w wielu przepisach, przypomnicie sobie zasady japońskiego porządkowania, a także zajrzycie praktycznie do każdej dziedziny życia Tokijczyków. 

Polecam tę publikację każdej osobie żywo zainteresowanej kulturą Wschodu - bardziej jednak tym, których wiedza na jej temat nie jest szczególnie rozległa. Ze względu na oczywiste ograniczenia nie jest to publikacja drobiazgowa - stanowi raczej zarys najważniejszych zagadnień i stanowić może preludium do dalszego zapoznawania się z poruszaną tematyką.

Piękne wydanie i mnogość fotografii zachęca do jej eksplorowania, jeśli zatem będzie mieć okazję - zajrzyjcie jej pod okładkę i poznajcie świat Tokio widziany oczami Polki. Ja jestem bardzo zadowolona z tej książkowej podróży.

niedziela, 20 stycznia 2019

Polskie piękno. Sto lat mody i stylu - Karolina Żebrowska



Świętowanie stulecia niepodległej Polski można przeżywać wielorako - biorąc udział w marszach, upamiętniając wszelkie działania zmierzające ku odzyskaniu niepodległości oraz jej utrzymaniu, zaczytywaniu się w literaturze narodowościowej. A gdyby tak przyjrzeć się temu, co przez miniony wiek stało się z polską modą? Jak się zmieniała wraz ze zmianą świadomości Polaków?

Taką propozycję ma dla Was Karolina Żebrowska - autorka książki Polskie piękno. Sto lat mody i stylu, będącej swoistym rozszerzeniem filmiku, który w bardzo szybkim tempie rozprzestrzenił się za pośrednictwem kanału autorki na YouTube.

Autorka to miłośniczka stylu vintage, a przy tym bardzo utalentowana (choć domorosła) kostiumolożka, autorka blogu Domowa Kostiumologia. 

Jej książka to modowy przewodnik po minionym wieku, zawierający nie tylko fotografie upamiętniające to, co kiedyś się nosiło, ale też dokładnie omawiający konkretne dziesięciolecia i wiodące wówczas trendy.

Wraz z Żebrowską prześledzicie zatem czasy, w których rządziły chanelki, hipiski, kowbojki, teksasy, turbany i wiele, wiele innych. Zobaczycie jak zmieniała się moda i jak wiele minionych trendów wybrzmiewa dziś, dostając niejako drugie życie - nie zawsze w całości, często jednak konkretne elementy wracają jako fragmenty współczesnych stylizacji. Autorka prezentuje sylwetki ikon stylu i szalenie ciekawie opowiada, łącząc słowo z obrazem. 

Książka wydana jest fenomenalnie - twarda oprawa, duży format, błyszczące kartki dobrej jakości - publikacja aż prosi się o to, by ją komuś podarować, sama prezentując się niezwykle stylowo.

Ogromna dawka wiedzy, ale też szalenie przyjemna podróż przez minione stulecie, z której wrócicie bogatsi o wiele inspiracji. Nie jest to książka wyłącznie dla fanów mody - każda osoba zafascynowana historią i zmieniającą się kulturą znajdzie w niej odpowiedź na wiele pytań.

Serdecznie polecam.




sobota, 17 listopada 2018

Poczet królowych polskich - Anna Kaszuba-Dębska



Poczet królowych polskich to jedna z wersji herstory przeznaczona dla młodych czytelników. Jest ona odpowiedzią na Poczet królów polskich Matejki, napisaną i rozrysowaną w nowoczesnym stylu, nie zaś formą stylizacji. 

Ta niezwykła podróż w przeszłość, w którą porywa czytelnika Anna Kaszuba-Dębska, otwiera szereg drzwi, które dotąd były zamknięte. Umówmy się bowiem - nie każdy jest tak zakochany w historii, by wiedzę podręcznikową rozbudowywać o inne dostępne źródła. Tym bardziej, że dla większości uczniów od wieków (sic!) jest to przedmiot nużący, choćby nie wiem jak nauczyciel stawał na głowie. Dzięki autorce jednak, wiedza historyczna może być uzupełniona o to, co w podręcznikach się nie zmieściło, a co może okazać się prawdziwie interesujące i niewymagające nużących poszukiwań - szczególnie dla dziewczyn, które w historii pragną widzieć silne kobiece postaci, dzięki którym nasz kraj wygląda dziś tak, jak wygląda. Kobiety dumne, śmiało dążące do celu, zdeterminowane i pewne siebie, nie zaś eteryczne księżniczki: Rzepicha, Rycheza Lotaryńska, Kinga Apardówna, Elżbieta Bośniaczka i wiele, wiele innych.

Poznacie oblicza 25 polskich władczyń - mniej lub bardziej znanych - i to dosłownie, bowiem obraz łączy się tu ze słowem.


Pomysł na książkę nie jest żadnym novum, znamy wszak opracowania chociażby Bożeny Czwojdrak czy Marka Urbańskiego, jednak poczet królowych w wersji przystępniejszej dla młodszego czytelnika, to świeża odsłona. Ciekawym zabiegiem jest także oddanie głosu samym władczyniom - to one bowiem opowiadają same o sobie, nie ma tu żadnego wszechwiedzącego narratora, co z pewnością pozwoli czytelni(cz)kom wejść w skórę wypowiadających się postaci.

Jedynym mankamentem (choć może być on również czytany jako niewątpliwa zaleta) jest fakt, że notki biograficzne są stosunkowo krótkie, a ich jedyna funkcja to tak naprawdę rozbudzenie w czytelniku ciekawości postacią i zachęcenie go do dalszych poszukiwań źródłowych, by ją zaspokoić. Same opisy zawarte w książce są bardzo ogólnikowe, nierzadko oparte wyłącznie na legendach, przekazują tylko garść najważniejszych informacji, nad słowem dominuje zaś obraz. Sądzę jednak, że tak właśnie miało być - po to, by młodego odbiorcy nie zanudzić, lecz rozmiłować w historii i zachęcić do dalszych badań.

Polecam - warto tę pozycję mieć, wertować, posyłać dalej. 

środa, 31 października 2018

Lunchbox na każdy dzień - Malwina Bareła


Coraz popularniejsza staje się ostatnio moda na bento. Czym jest owo tajemniczo brzmiące słowo?

Bento to nic innego, jak wywodzący się z tradycji japońskiej posiłek serwowany w pudełku. Zwyczajowo składa się on z porcji ryżu / makaronu, mięsa / ryby oraz warzyw i owoców. Całość ma stanowić pełnowartościowy posiłek. 

Do tej pory bento najczęściej kojarzyłam z daniami przygotowanymi dla dzieci przez ich mamy, by zachęcić je do jedzenia tego co zdrowe - warzywa, owoce i porcje ryżu fantazyjnie poukładane są wówczas na talerzu w taki sposób, by przypominać jakieś zwierzątko, zabawkę, znaną postać czy roślinę. Wszystko po to, aby zdrowe jedzenie zyskało w oczach dziecka na atrakcyjności.  

 Jak się jednak okazuje, takie bento to kyaraben i nawiązuje ono do kultury popularnej. Nie każde zaś "pudełkowe jedzenie" musi być od razu świnką ulepioną z ryżu, zawsze jednak podane jest estetycznie - by karmić nie tylko ciało, ale także nasycić wzrok. Rodzajów bento jest wiele, a różnice między nimi dotyczyć mogą wszystkiego - opakowania, okoliczności ich spożywania albo produktów jakie są wykorzystywane do jego stworzenia. Idea jest ta sama - w pudełku należy zawrzeć zbilansowany posiłek, który będziemy w stanie przygotować bez wielkiego nakładu czasu i który będzie się pięknie prezentować wizualnie.

Istotne jest bowiem także to, by zacząć jedzenie od sycenia oczu - odpowiedni dobór kolorów, przemyślane ułożenie - to wszystko może sprawić, że chętniej sięgniemy po to, co zdrowe.

Nie wiem jak na Was, ale na mnie to działa - sama z siebie po seler nie sięgnę, ale gdybym znalazła go starannie ułożony w pudełku obok innych dobroci - zjadłabym go z ochotą, bo już sam widok estetycznie podanego posiłku zachęca mnie do jego spożycia. 

Malwina Bareła, autorka blogu Filozofia smaku, w swojej książce Lunchbox na każdy dzień nie tylko przybliża samą ideę bento, ale również przedstawia korzyści z niej płynące, rodzaje pojemników niezbędnych do rozpoczęcia takiego sposobu odżywiania się, jak i - co stanowi serce tej książki - dzieli się swoimi pomysłami na lunch zamknięty w pudełku.

Centralna część publikacji (a więc przepisy) usystematyzowana jest według pór roku, którym odpowiadają kolejne posiłki.

I tak wiosna zachwyci Was makaronem z truskawkami i serem; lato nasyci miniserniczkami z jagodami (mniam!!), jesień oczaruje plackami z dyni, a zima rozgrzeje pieczoną owsianką piernikową. Już same nazwy brzmią pysznie, a jeśli dodacie do tego odpowiednie walory wizualne i smakowe, to Wasz posiłek zamieni się w prawdziwą ucztę.

Kto by pomyślał, że ambrozję można zamknąć w pudełku :)

Polecam gorąco! Na każdą porę roku, z okazji i bez niej. Zacznij zabawę w 'bentowanie' już dziś;) 

Uwaga! To zaraża - szczególnie w pracy;)

piątek, 26 października 2018

Cuda za rogiem - Keigo Higashino



Oto przed Wami powieść magiczna.

Yuji Namija, przez wiele lat prowadzący sklep wielobranżowy, na skutek splotu wydarzeń stał się nie tylko sklepikarzem, ale przede wszystkim - osobą, która dla wszystkich miała dobrą radę.

Jego miejsce pracy ewoluowało w swoisty kącik porad, do którego przez otwór w rolecie można było wrzucić list przedstawiający dręczący nas problem, a na drugi dzień przed otwarciem odebrać odpowiedź ze skrzynki na mleko. W celu zachowania anonimowości, epistoły podpisywane były pseudonimami, które nie pozwalały na identyfikację autorów. Dla właściciela jednak tożsamość piszącego nie miała znaczenia - wszystkich traktował jednakowo, nie zapominając o odpowiedzi nawet na pozornie błahe wiadomości. 

Ten nietypowy sposób pomagania innym zyskał sobie ogromny rozgłos. Młodzi, starsi, ludzie z problemami wielkiej wagi i ci z drobnymi wątpliwościami - każdy mógł zasięgnąć rady u właściciela, który pochylał się nad każdą kwestią i odpowiadał najrozważniej, jak tylko mógł, niosąc pocieszenie, rozwiewając wątpliwości czy zwracając uwagę na niedostatki pomysłów nadawcy.

Po jego śmierci budynek opustoszał, a o samym właścicielu powoli zapominano. Wszystko miało zmienić się w dniu, kiedy po kilkudziesięciu latach od śmierci pana Namiyi, jego dawny sklep stał się kryjówką dla trzech złodziei. Ich przybycie otworzyło wrota, dzięki którym teraźniejszość połączyła się z przeszłością, a kącik porad znów miał ożyć... 

Keigho Higashino stworzył książkę, która zyskiwała na wartości dzięki niespiesznej lekturze. To ona bowiem pozwalała się pochylić nad każdym kolejnym problemem i zastanowić się, co my zrobilibyśmy na miejscu tak autora listu, jak Namiyi. Powieść ta ma w sobie magię, którą trudno ubrać w słowa - kryje się ona między kolejnymi poradami, czai w zachowaniu bohaterów, zmieniających się niemalże na naszych oczach. Osoby, które wybrały nieciekawą ścieżkę życiową, pod wpływem rad udzielanych innym, sami dostrzegają szpetotę swoich wyborów i kierują się w stronę dobra. Książka Higashino niesie jasny przekaz - każdy ma szansę na zmianę, bez względu na to, jak mocno pobłądził.

Na uwagę zasługuje także kapitalna okładka, autorką której jest Nikola Hahn, a która - nie ukrywam - stała się dla mnie pierwszym wabikiem. To ona zwróciła moją uwagę i to w dużej mierze dzięki niej, miałam szansę poznać tę cudowną powieść. 

W chwili, gdy mimo ogromnej niechęci do tegoż, znalazłam się w tak fatalnym momencie dorosłego życia, że nie mam czasu ani dla siebie, ani dla innych, [co napawa mnie tak złością, jak smutkiem] a moimi niemalże jedynymi towarzyszami dnia stają się szkolne dzieci [które uwielbiam, ale które nie zastąpią mi rodziny i przyjaciół], całym światem zaś praca pochłaniająca 99% mojej energii, książki takie jak Cuda za rogiem stają się dla mnie szczególnie ważne. 

Ta zaś jest szczególna. Ciepła, z pozytywnym przekazem, inspirująca do czynienia dobra i bycia z innymi i dla innych, nawet za cenę rezygnacji z siebie. Ukazana została w niej przewrotność losu, która dosięgnąć może każdego z nas, przewartościowując nasze życia. Miałam wrażenie, że czytając ją, spotykam się z kimś bliskim.

Polecam - idealna do czytania pod kocem i z ciepłą herbatą na podorędziu.



wtorek, 7 sierpnia 2018

Ostre przedmioty - Gillian Flynn



Ostre przedmioty Gillian Flynn od lat cieszą się ogromną poczytnością wśród czytelników. Dzięki serialowi wypuszczonemu przez stację HBO, książka po raz kolejny doczekała się wznowienia, a wraz z nim - nowych czytelników.

Sama dość długo wzbraniałam się przed lekturą, uciekając od szumu wokół niej wytworzonego, teraz jednak, chcąc obejrzeć serial, gotowa byłam zmierzyć się z wydawniczym hitem.

Oto Camille Preaker, dziennikarka śledcza, wysłana zostaje przez swojego szefa do rodzinnego miasteczka, z którego przed laty - nie bez powodu - wyjechała. W nim to bowiem dochodzi do dwu bestialskich zbrodni popełnionych na małych dziewczynkach, którym pośmiertnie wyrwano zęby. Podejrzenia padają na kogoś przyjezdnego, bowiem nikt nie chce wierzyć, ze w mieście kryć może się tak okrutny morderca. Camille ma opisać toczące się śledztwo, zdobywając jak najwięcej informacji od ludzi, których już nigdy więcej nie chciała oglądać. 

Wind Gap jest bowiem mieściną niewielką, plotkarską, duszną od wzajemnych oskarżeń i fałszywej sąsiedzkiej dobroci. Bohaterka nienawidzi jej z całego serca, przede wszystkim ze względu na skomplikowane relacje z matką, których nie ułatwia śmierć jej małej, chorowitej siostry mająca miejsce przed laty. 

Gdy wraca do miasta swoich koszmarów, musi zmierzyć się nie tylko z matką, ojczymem i  z drugą, nastoletnią siostrą, ale także z niechęcią miejscowych, przełamywaną właśnie jedynie informacją o tym, kto jest jej matką. Kobieta bowiem niejako trzęsie całym miasteczkiem, gdyż to jej rodzina przed laty dała zatrudnienie większości mieszkańców. Dziś, wiedzeni fałszywą i przebrzmiałą wdzięcznością, otwierają się - mniej lub bardziej - przed Camille, dostarczając jej materiału u do artykułu.

Flynn udało się stworzyć opowieść duszną od małomiasteczkowych skomplikowanych relacji, snuta przez nią historia budzi niepokój, a każda kolejna relacja i wydarzenie są niczym puzzle, które powoli wskakują na właściwe miejsce układanki, dając czytelnikowi szansę na stworzenie własnej teorii dotyczącej morderstw. Wszystko to splecione jest z bieżącymi wydarzeniami, z trudnościami napotykanymi przez Camille niemalże na każdym kroku - z matczyną obsesją, z siostrzanym niezdrowym pragnieniem bycia w centrum zainteresowania i z jej okrucieństwem, które już dawno wyszło poza ramy tego, co dozwolone. Bohaterka mierząc się ze swoimi demonami, mozolnie buduje obraz wydarzeń minionych, odtwarza to, co zostało wyparte i odtwarza mozaikę ludzkich relacji i pragnień zanurzoną w odurzającej atmosferze Wild Gap. Czy ktoś jeszcze musi zginąć, by morderca został ujawniony? Co nim kieruje? Jakie ma motywy? W jaki sposób dobiera ofiary? Choć Camille nie jest detektywem, odpowiedzi, które uzyska, zjeżą jej włosy.

Flynn poza dobrze utkaną powieścią kryminalną, udało się świetnie odtworzyć obraz małomiasteczkowej społeczności, stanowiący bardzo mocną oś książki. Jeśli potrzebujecie oddechu od upałów i chcecie, by choć na chwilę coś zmroziło Wam krew w żyłach, po to, by za chwilę znów ją rozpalić - sięgajcie. Autorka bardzo sprawie gra na czytelniczych emocjach - wrażeń Wam nie zabraknie. 



poniedziałek, 30 lipca 2018

W cieniu magnolii - Anna Płowiec


Alicja zamieszkuje pełną uroku krakowską kamienicę przy Grodzkiej. Tam, w cieniu magnolii, jej serce szybciej zabiło dla pewnego mężczyzny, z którym los rozdzielił ją na długie lata.

Oto bohaterka, wówczas jeszcze studentka, spotykała się z Leszkiem - imprezowiczem i łasym na pieniądze mężczyzną, przed którym ostrzegała ją przyjaciółka. Niestety, Alicja nie umiała odmawiać, a on jej się oświadczył, od tamtej pory uznając ją za swoją własność. Wtedy właśnie kobieta poznała Janka - wrażliwego, spokojnego - całkowite przeciwieństwo jej narzeczonego. I wtedy też oddała mu swoje serce, nie potrafiąc jednocześnie zrezygnować z zaborczego i agresywnego Leszka.

Wybór jakiego dokonała, odcisnął piętno na całym jej życiu, odzywając się nawet po wielu latach, kiedy to wydawało się, że bohaterka to, co najlepsze, ma już za sobą. 

Wtedy właśnie do jej drzwi zapuka przeszłość, a ona otwierając jej, ożywi to, co dotąd było uśpione.

Czy prawdziwa miłość ma szansę przetrwać wiele lat i odrodzić się na nowo?
Czy Alicja w końcu zawalczy o uczucie i zdobędzie upragnione szczęście?

Tego wszystkiego dowiecie się, czytając tę romantyczną opowieść, z którą spędzicie prawdziwie wzruszające popołudnie. Jeśli szukacie lekkiej, ciepłej opowieści na urlop - W cieniu magnolii sprawdzi się doskonale. Idealna historia wakacyjna, którą utkała Anna Płowiec, to debiut, z którym warto zapoznać się tego lata. Choć okładka nie każdego może zachęcić do lektury, gwarantuję, że wnętrze rekompensuje ewentualne niedostatki. Historia miłości, pożądania, przyjaźni trwającej lata i wiecznego poszukiwania szczęścia w ramionach ukochanej osoby, pełna niepotrzebnych - jak to w życiu - komplikacji, pozwalających w pełni docenić to, co mamy.

Polecam.

wtorek, 10 lipca 2018

Ojcze, przebaczam Ci - Daniel Pittet




Ojcze, przebaczam Ci. Głos ofiar w dyskusji o pedofilii w Kościele to książka budząca we mnie ambiwalentne uczucia. Wszystko to (niestety) za sprawą dość niestarannej redakcji albo przedziwnego sposobu pisania autora, którego słowa postanowiono zachować w niezmienionej (poza tłumaczeniem) wersji.

Początki są bowiem trudne. Oto niezwykle ważki i jeszcze delikatniejszy (coraz rzadziej, choć wciąż chętnie tabuizowany) temat podjęty zostaje przez ofiarę zakonnika Joëla Allaza. Gdy bowiem Daniel miał 8 lat, stał się ofiarą zakonnika, który od dłuższego czasu wybierał sobie chłopców przed okresem dojrzewania, pochodzących z rodzin mających różne trudności (szczególnie finansowe). 

Gwałcony przez lata - milczał, bał się bowiem, że nikt mu nie uwierzy. Gdy jego koszmar skończył się, rozpoczęła się osiemnastoletnia terapia. Teraz o swojej tragedii i traumie mówi głośno. Jego historia jest przestrogą dla wielu i ważnym głosem w dyskusji. Pittet bowiem nie oskarża nikogo, poza swoim gwałcicielem, któremu wybaczył. Nie obwinia Kościoła - próbuje za to żyć dalej i świadectwem tego życia dzieli się w formie książki uznawanej za rodzaj poradnika 

Publikacja ta jest zapisem jego historii - od momentu poznania Allaza aż po dzisiejsze, dorosłe życie.
Brnąć przez nią było jednak dość mozolnie - szczególnie przez pierwsze rozdziały, których język pozostawia wiele do życzenia. Niemalże każdy rozdział napisany został w innym czasie - przyszły miesza się z teraźniejszym, by za chwilę ustąpić miejsca przeszłemu, a wszystko to w sposób zupełnie nieuzasadniony, bowiem autor pisał o tym, co miało już miejsce. Całość sprawia wrażenie pisanej naprędce, na gorąco, niczym pamiętnik, podczas pisania którego nie ma się czasu na sprawdzanie form gramatycznych jakie się przyjęło wcześniej. Niestety, język przyćmiewa nieco całą historię i nie pozwala jej wybrzmieć z należytą donośnością. A szkoda, bowiem jest to świadectwo tragedii, której nie można przemilczeć, ale też świadectwo wybaczenia, którego nie można zbyć.

Mimo zatem widocznych mankamentów książki, nie mam zamiaru jej deprecjonować. Być może dla kogoś stanie się ona bowiem lekturą niezwykle ważką, istotną i cenną, a sam głos Pittera nowym spojrzeniem na kwestię pedofilii (nie tylko w Kościele) i jej ofiary.

czwartek, 28 czerwca 2018

Mieszkaj pięknie - Jagoda Kutkowska


Mieszkaj pięknie Jagody Kutkowskiej, to książka, która pojawiła się na rynku wydawniczym w idealnym dla mnie momencie.

Podczas gdy remontowałam swoje pierwsze mieszkanie, szukałam dodatków i inspiracji, sięgnęłam po tę publikację, obiecującą obcowanie z pięknem. Tak też się stało – wiele z elementów, które znalazłam w tej książce znalazły odbicie w moim domu – część jeszcze przed lekturą, co utwierdziło mnie w przekonaniu, że moje poczucie estetyki współbrzmi z tym, co proponuje autorka.

Jestem domatorką. Zawsze nią byłam i chyba już zawsze pozostanę. Niechętnie wychodzę, za to z przyjemnością goszczę u siebie znajomych i przyjaciół. Uwielbiam jasne tonacje, skandynawski styl, mnogość koców, pledów i poduszek, cenię piękne dodatki, pachnące świece i estetyczne, jasne wnętrza, w których można nabrać sił do stawiania czoła codziennym wyzwaniom. Jako że większość czasu spędzam w domu, zależy mi na tym, by był on przytulny i oswojony.

Kutkowska stara się udowodnić, że do stworzenia pięknego wnętrza wcale nie są potrzebne duże nakłady pieniędzy, lecz dobry plan i ustalenie, jaki właściwie mamy styl. W tym również może nam pomóc, a to za sprawą krótkiego testu zawartego w książce. Skandynawski, boho, prowansalski, glamour, a może industrialny? Ustalenie tego, to już polowa sukcesu. Pozostaje stworzenie tablicy inspiracji  (moodboard). Ich źródeł podaje Kutkowska całe mnóstwo, można się w nich zatopić na długie godziny.

Autorka dzieli się z czytelnikami bardzo praktycznymi pomysłami – podrzuca pomocne aplikacje przy tworzeniu wizualizacji, podpowiada, które sklepy z produktami handmade warto odwiedzić , sugeruje, gdzie można znaleźć niedrogie dodatki, kto najlepiej zna się na wyposażeniu łazienki i in. W  publikacji tej znajdziecie też porady dotyczące optycznego powiększania przestrzeni, łączenia kolorów i wzorów, a także całe mnóstwo innych wskazówek szalenie przydatnych przy każdym, nawet niewielkim remoncie czy metamorfozie mieszkania.

Książka wydana jest z wielką dbałością o estetykę – jasna i minimalistyczna niczym przestrzenie, które promuje. Polecam ją wszystkim tym, którzy planują coś zmienić w swoich czterech kątach i potrzebują przewodnika na tej nie zawsze łatwej drodze – Kutkowska będzie Wam pomocą, a jej książka ogromną inspiracją. Przetestowałam na własnym mieszkaniu!:)


wtorek, 20 marca 2018

God food - Malka Kafka




Były już fast food i slow food - czas na God food - kuchnię z boskim pierwiastkiem.

Malka Kafka utkała niezwykle barwną opowieść kulinarną, splecioną na styku wielobarwnych kultur - kolorystyka ta zaś nie jest jedynie metaforą, ale także namacalnym elementem potraw, mających swoje źródła w kolebce najpotężniejszych religii. 

Znajdziecie tu wszystko: niesamowite mieszanki przypraw,  topiony cheddar, tofetę, harissę, szermulę, chałkę, kawior żydowski, onigirazu, szakszukę, czulent, burgery buraczano-jaglane, multigrain, budyń z figami w karmelu czy kawę po arabsku.

Przyznajcie - większość nazw brzmi egzotycznie, prawda? I o to chodzi!

Autorka wychodzi z założenia, że potrawy, w których przygotowanie wkładamy serce, mają w sobie ślad działania bogów - żadnych konkretnych, bo w osobowego boga autorka nie wierzy. Jednak to, co czuje smakując pewnych specjałów, jest dla niej znakiem wszechobecnej miłości. I to się czuje - zawarte w książce przepisy emanują jakąś dobrą energią. Samo zaś wydanie książki to czyta poezja - poczynając od absolutnie niesamowitej okładki, przywołującą w mojej głowie skojarzenia z greckimi ucztami, aż po kapitalne fotografie znajdujące się wewnątrz, mieniące się barwami, które choć przytłumione, atakują z każdej strony. Mimo że to książka o jedzeniu, mogłabym ją przeglądać godzinami, jak najlepszy album. Wartość jej zatem, jest podwójna.

Co zaś tyczy się samych potraw - nie jest to mój typ. Znalazłam w niej co nieco przepisów, które mogłabym wykorzystać w swojej kuchni, część jednak jest dla mnie zupełnie nieosiągalna. Nie zmienia to jednak faktu, że publikację tę uwielbiam wertować, napawając się pięknem jej wydania.

God food Malki Kafki to książka, która wygląda bosko i takież treści również prezentuje.

Polecam wytrawnym smakoszom, oni bowiem znajdą w niej największe upodobanie. Jeśli szukasz czegoś szybkiego, niewysublimowanego, prostego - raczej tego tutaj nie znajdziesz. 

Przed zakupem polecam ją przejrzeć - sami zdecydujecie, czy nadaje się ona do waszej kuchennej biblioteczki i czy spełni wasze oczekiwania.



sobota, 30 grudnia 2017

Wszystkie moje kobiety. Przebudzenie - Janusz Leon Wiśniewski



Wszystkie moje kobiety to w dużej mierze retrospektywna podróż śladem związków i quasi-związków głównego bohatera, budowanych przede wszystkim na jego egotycznym pragnieniu bycia pożądanym i docenianym przez płeć przeciwną – bez względu na konsekwencje, szczególnie te wiążące się ze sferą uczuciową.

Oto mężczyzna na skutek wylewu krwi do mózgu przez sześć miesięcy pozostawał w śpiączce pod opieką najlepszych holenderskich specjalistów. Podczas jego pobytu w szpitalu odwiedzało go sześć pań: Milena – femme fatale, Daria – jego studentka ,Ukrainka Ludmiła, Natalia, z  którą godzinami mógł toczyć filozoficzne dysputy, Justyna – „lekarstwo” na czas po rozstaniu z żoną oraz Ewa – nauczycielka, z którą obecnie związany jest bohater. Poza nimi opiekę nad ojcem sprawowała Cecylia, z drugiego końca świata koordynująca przebieg leczenia i wybudzania ojca. 

Wspomnienia mężczyzny sięgają jednak dużo dalej niż do czasów spędzonych z  wymienionymi kobietami – w początkowej fazie opowieści najczęściej powtarzającym się imieniem jest „Patrycja”. To ona, pierwsza żona bohatera, częściowo pokryła koszty związane z jego obecną sytuacją.

Wylew, a w jego następstwie także i afazja, to ogromna tragedia dla każdego człowieka, szczególnie zaś tego, którego praca opierała się właśnie na procesach myślowych. Poza dramatem jednak, jest to również ogromna szansa na zatrzymanie się, zrewidowanie własnego życia i odpowiedzenie sobie na pytanie: dlaczego te kobiety, które tak mocno skrzywdziłem, są przy mnie, gdy dzieje mi się źle?
Podobne kwestie roztrząsa bohater, zastanawiając się, jak wiele bólu zadał innym, jak wiele cierpienia zgotował tym, które wcale niczemu nie zawiniły, stając się jedynie ofiarami jego narcystycznego zapatrzenia w siebie. Podejmuje on próbę przyjrzenia się mężczyźnie, do którego po latach dociera poczucie winy, dotąd nie potrafiące znaleźć do niego drogi.

Motyw budzenia się ze śpiączki zdaje się tutaj podwójny – w warstwie naskórkowej dotyczy faktycznej sytuacji zdrowotnej, w której znalazła się postać, zaś w głębszych rejestrach staje się metaforą powtórnego przebudzenia do życia głównego bohatera – odzyskania zagubionych emocji, doznań i człowieczeństwa. To swoisty rachunek sumienia, memento i confiteor w jednym.

Choć spisana ręką mężczyzny, to bardzo kobieca powieść – bazująca na uczuciach, jednak miejscami bardzo przegadana i rozwlekła. Do książek Wiśniewskiego trzeba podchodzić w odpowiedniej kondycji psychofizycznej, inaczej lektura zakończyć może się fiaskiem – łatwo bowiem może irytować i drażnić, a to za sprawą zastosowania tych samych praktyk, które wciągają i poruszają.

Polecam zatem ja wówczas, gdy jesteście zrelaksowani. Nastroju rozdrażnienia niestety ona nie uleczy.


środa, 26 lipca 2017

Tetsuya Honda - Przeczucie [recenzja przedpremierowa]


Przeczucie otwiera cykl książek autorstwa cesarza japońskiego kryminału jakim jest Tetsuya Honda, którego bohaterką jest młodziutka komisarz Reiko Himekawa.

Kobieta przed laty doznała traumy na skutek napadu i dziś – chcąc iść w ślady policjantki, która jej wówczas pomogła – śmiało pokonuje kolejne stopnie zawodowej kariery.  Jej droga nie jest usłana różami – jako kobieta musi się liczyć z seksistowskimi uwagami kolegów, uważających ją za policjanta gorszej kategorii, patrzących na nią z pobłażaniem przesłuchiwanych, którzy tak długo, jak nie przedstawi się swoim stopniem – mają ją za nic. Kobieta w tokijskiej policji traktowana jest przez niektórych bez należnego jej szacunku, a jej droga dochodzenia do kolejnych awansów jest dłuższa i znacznie bardziej wyboista niż w przypadku mężczyzn.

Prym w chamskim traktowaniu kobiet wiedzie Katsumata – policjant, zwany Kozłem, któremu przychodzi pracować z Reiko nad nową sprawą. Ani jedno, ani drugie nie jest zadowolone z takiego obrotu spraw.

Tokijska policja odnajduje zwłoki podrzucone pod żywopłotem. Poza śmiertelną raną przecinającą tchawicę, ciało ofiary znaczą dziwne i głębokie cięcia – jak to na brzuchu. Ich sens odkrywa Reiko, wprowadzając dochodzenie na zupełnie nowe tory. Ofiar przybywa, a ślad zdaje się prowadzić w niechciane rewiry Internetu – na stronę Strawberry Night – grupy, która spotyka się, by na żywo oglądać makabryczne morderstwa dokonywane na poszczególnych jej członkach.

Przeczucie to powieść, która poza oczywistym (i trzeba dodać – bardzo dobrym!) wątkiem kryminalnym, pochyla się nad traktowaniem kobiet w tokijskiej policji (myślę jednak, że spokojnie możemy granice rozszerzyć nie tylko o państwa, ale także wykonywany zawód), a także nad ich walką z tymże. Honda zarysował niezwykle silną postać kobiecą, która cały czas nad sobą pracuje – nie tylko nad swoją pozycją zawodową, ale też kobiecością, respektem, charakterem, jak również sposobem myślenia o tym, co się jej przytrafiło. Jest postacią dynamiczną, wiedzioną podczas śledztwa kobiecą intuicją, instynktem czy właśnie tytułowym przeczuciem. Jest bohaterką niezwykle młodą, piękną i utalentowaną, co budzić może niezadowolenie kolegów po fachu. Świat policji jest bowiem silnie zmaskulinizowany, a pozycja kobiety-szefa zdaje się znacząco (czy aby na pewno?) odbiegać od tego, co znamy z kultury europejskiej.

Lektura kryminału japońskiego, to przyjemność podwójna – poza świetnie zarysowanym wątkiem sensacyjnym, mamy tutaj bowiem okazję przyjrzeć się pracy policji na tle bardzo konserwatywnej kultury, gdzie jakiekolwiek wychodzenie przed szereg jest niemile widziane, gdzie praca zespołowa ma ogromne znaczenie, a hierarcha stanowi wartość nadrzędną.

Doskonała lektura, do przeczytania na jednym wdechu – tak przez wzgląd na spójny i świetnie prowadzony wątek kryminalny, jak przez szansę obserwowania silnej kobiety w świecie zdominowanym przez mężczyzn, tak odległym kulturowo i mentalnie od nas. Zapowiada się kapitalna seria.

Gorąco polecam i niecierpliwie czekam na kolejne tomy.



Premiera 16 sierpnia.

piątek, 5 maja 2017

Wakacje nad Adriatykiem - Zofia Posmysz



Wakacje nad Adriatykiem to poruszające świadectwo walki o kogoś bliskiego toczonej w czasach II wojny światowej, będące zbeletryzowaną formą powieści biograficznej.

Emocje potęguje przeplatanie historii czasami współczesnymi – oto bohaterka odbywa tytułowe wakacje nad Adriatykiem, wygrzewa się z mężem na (prawdopodobnie) chorwackiej plaży i en passant wspomina czasy okupacji – ciężkie, ponure, bolesne, tak bardzo nieprzystające do krystalicznie czystej adriatyckiej wody, głębi kolorów, gorącej kamienistej plaży oraz towarzystwa roześmianych urlopowiczów. Retrospekcje wywołane zostają przez zasłyszenie znanego języka i tembru głosu, nierozerwalnie kojarzącego się z piekłem Auschwitz.

Oto dwie kobiety przeżywające obozowe piekło, reprezentujące dwie różne postawy, spotykają się i stają się dla siebie oparciem. Jedna uparcie wierzy, że przetrwa, druga już dawno skazała się na śmierć, nie dając sobie żadnej nadziei. Silniejsza postanawia walczyć o słabszą, mimo że nie czas ku temu i nie miejsce.

Wraz z bohaterkami przemierzać będziemy ulice Auschwitz, zaglądać do Kolonii, przeżywać wszelkie choroby, boleści i tragedie życia obozowego, będziemy obserwować próby odarcia więźniarek z resztek człowieczeństwa i zastanawiać się, jak silny może być człowiek,

Pozycja ta wymaga od czytelnika całkowitego skupienia uwagi – język nie jest przejrzysty, nie jest łatwy, a nawet najmniejsze rozproszenie może wyrwać nas z lekturowego transu, w który winniśmy się wprowadzić, by w pełni zasmakować goryczy opisywanej historii inspirowanej życiem Zofii Posmysz.

Okładka jest doskonałą symboliczną zapowiedzią tego, czego możemy się spodziewać – pozorna idylliczność zestawiona jest na niej z obozowym piekłem – ptak symbolizujący jedną z bohaterek (w  zależności od interpretacji może to być zarówno Ptaszka – co wydaje się oczywiste – lub narratorka) wydaje się przesiadywać na gałęzi wiosennego, rozkwitającego drzewa. Ta sielskość zostaje jednak przekreślona, gdy podejdziemy bliżej – wówczas to, co braliśmy za gałązkę okaże się drutem kolczastym, w który ptak się zaplątał, i który go zniewala, a płatki znajdujące się w tle już dawno spadły z drzew i uschły. Podobne walki formy i kontrasty zdarzają się w książce co rusz – delikatność splata się w niej z okrucieństwem, nie dając chwili wytchnienia.

Wakacje nad Adriatykiem są wymagającą nowością wydawniczą, zmuszającą do czytania jej w odpowiednim czasie i dobrej kondycji psychicznej – inaczej mogłaby nas złamać.

Polecam. Niech pamięć pozostanie wciąż żywa.  







sobota, 18 marca 2017

Potęga kiedy. Żyj w zgodzie ze swoim naturalnym rytmem - Michael Breus

Potęga kiedy. Żyj w zgodzie ze swoim naturalnym rytmem Michaela Breusa to książka chronobiologa i psychologa klinicznego, mająca na celu poprawić jakość życia poprzez synchronizację rytmu naszej pracy z wewnętrznym zegarem biologicznym.

(...)

Breus dotyka właściwie każdej sfery życia. Pokazuje, jak wielka siłą jest tytułowe „kiedy”, proponując różne pory wykonywania zadań dla każdego z chronotypów. I tak odpowiada na pytania między innymi o to, kiedy najlepiej jeść, kiedy dzwonić z ofertami, kiedy uprawiać seks, kiedy zapamiętywać, kiedy opowiadać żarty, kiedy pisać maile, kiedy dojeżdżać do pracy, kiedy czytać dla przyjemności i wiele, wiele innych.

Istotne podczas lektury tejże publikacji jest to, że wcale nie trzeba czytać jej całościowo. Tak naprawdę możemy sięgać po nią wedle potrzeb, „skakać” po kolejnych stronach, doczytując jedynie te fragmenty, które odpowiadają naszemu chronotypowi (...).


Jeśli zatem jesteście w stanie wprowadzić w swoje życie drobne zmiany w rytmie dobowym, po to, by osiągnąć rewelacyjne efekty i uczynić swoje życie szczęśliwszym – ta książka będzie dla Was więcej niż satysfakcjonująca.




Tekst w całości dostępny na:


poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Rachunek - Jonas Karlsson


Jak sądzisz, ile warte jest Twoje szczęście i życie?

Czy kiedykolwiek zastanawiałeś się, jak wysoki przyszłoby Ci zapłacić rachunek, gdyby ktokolwiek zdecydował się podsumować pasmo Twoich życiowych sukcesów i porażek?

Ponad pięć i pół miliona koron. Na tyle wyceniono życie bohatera szwedzkiego hitu wydawniczego, Rachunku. Everymana, któremu wydawało się, że swoją przeciętnością aż bije innych po oczach. Nie ma on bowiem ani żadnych specjalnych ambicji, ani planów, ani marzeń, ani osiągnięć. Wiedzie dość nudne życie, mieszka w wynajmowanym mieszkaniu, pracuje w wypożyczalni wideo, co z pewnością nie jest szczytem marzeń, szczególnie, że to jedynie pół etatu. Nie ma także partnerki, gdyż jego związek właśnie się rozpadł. Duszą towarzystwa nie był nigdy, toteż jego życie wolne jest od różnego rodzaju rozrywek, mogących znacząco wpływać na jego wartość.

Rachunek, który otrzymuje pewnego dnia od tajemniczego ministerstwa jest dla niego szokiem tym większym, że każdy z jego znajomych – tych wiodących atrakcyjne, pełne wygód życie – ujrzał kwotę zdecydowanie niższą. Wydaje się, że doszło do fatalnej pomyłki, której padł ofiarą.

Bohater za wszelką cenę próbuje dowieść, że jego życie nie jest warte tyle, na ile zostało wycenione. Jego działania okupione są wielkim wysiłkiem przebrnięcia przez urzędowy język, biurokrację i kolejne szczeble ministerialnych tajników.

Czytelnik towarzyszący głównej postaci, raz za razem zastanawia się czym tak naprawdę jest owo ulotne szczęście, tak często definiowane, a tak rzadko precyzyjnie określane. Lektura niewolna jest od gorzkiej refleksji nad sobą i szerzej – nad ludzką kondycją. Jonas Karlsson dość przekornie i przewrotnie zarysowuje kwestie, zdawałoby się, oczywiste, które po przyjrzeniu się im, jawią się jako niepewne.

Koncept książki jest kapitalny, jednak samo zakończenie – rozczarowujące i potraktowane mocno po macoszemu. Podczas lektury wydawało mi się, że autor nie potrafi przeskoczyć poprzeczki, którą sam sobie postawił i zupełnie nie ma pomysłu na to, jak sfinalizować zakończyć całość, będącą owocem znakomitej idei. Odnoszę wrażenie, że wystarczyło powieść nieco rozciągnąć i dopracować, a mielibyśmy do czynienia z  prawdziwym hitem.

Wciąż jednak uważam, że warto dać książce szansę i poświęcić jej parę chwil, właśnie ze względu na ów fabularny zamysł, który choć nie do końca sprawnie zrealizowany – budzi zainteresowanie i fascynację, a co najważniejsze – zmusza do refleksji nad sobą samym, co podczas lektury niezwykle cenne. 

wtorek, 16 sierpnia 2016

Objawienie polskiej wydawniczej sceny kryminalnej (Idealna - Magda Stachula)



Anita obsesyjnie marzy o dziecku. Odkąd zaczęli z mężem starać się o potomka, ich szczęśliwe niegdyś małżeństwo, całkowicie się zmieniło. Ona popadła w depresję i zaczęła podglądać obcych sobie ludzi przez internetowe kamery, on zaś, dał się uwieść Marcie – pociągającej kobiecie, która za nic nie chciała zdradzić żadnych informacji o sobie. Gdy ona próbowała poradzić sobie z kolejną informacją o nieudanej próbie zajścia w ciążę, Adam szukał zapomnienia w ramionach innej. Oboje nie wiedzieli nic tym, czym zajmuje się to drugie. Gdy pewnego dnia bohaterka znajduje w  swojej szafie sukienkę, której nigdy nie kupiła, a w kosmetyczce nieswoją szminkę – oskarża męża, że ten próbuje zrobić z niej wariatkę, podrzucając jej przedmioty, które do niej nie należą. Prawda okazuje się jednak o wiele bardziej przerażająca…

(...)

Nakreśleni przez Magdę Stachulę bohaterowie, których oczami kolejno obserwujemy wydarzenia, to postaci dynamiczne – zmieniają się w czasie akcji.

(...)


Powieść Stachuli jest nie tyle niemożebnie wciągająca, ile kapitalna! Faktycznie, to objawienie na polskim rynku wydawniczym, doskonale rokujące na przyszłość. Droga Autorko – pisz więcej! Polski domestic noir ma od teraz rewelacyjną reprezentację!  



Całość na:


wtorek, 3 maja 2016

Miejsce dla dwojga – Richard Paul Evans



Miejsce dla dwojga to już czwarta część Dzienników pisanych w drodze. Poprzednie, Dotknąć nieba, Na rozstaju dróg i Kręte ścieżki opisywały powolną drogę Alana do odnalezienia samego siebie po dotkliwej stracie. Mężczyzna w nagły i tragiczny sposób został pozbawiony najbliższych, które to wydarzenie sprawiło, że utracił on chęć do życia. Za wszelką cenę próbował zapomnieć o swoich doświadczeniach, jednak ich ciężar był tak wielki, że nie skutkowała żadna metoda. Uzdrowienie miała mu przynieść piesza wędrówka wzdłuż całej Ameryki, poczynając od Seattle.

Oczywiście bohater nie miał żadnego planu na tę podróż – wziął jedynie mały plecak i na przekór głosowi rozsądku oraz gorącym prośbom ojca o zaniechanie wyjścia, wszedł na szlak, dążąc do oczyszczenia umysłu.

Nie do końca zdawał sobie wówczas sprawę, że idąc samotnie, skazuje się na nieustanne rozmowy z sobą samym. Autorefleksom wydaje się nie być końca, bolesne wspomnienia bombardują bohatera otoczonego ze wszystkich stron ciszą co rusz. Poza trudnościami psychicznymi, towarzyszą mu także te fizyczne oraz techniczne – wówczas może jednak liczyć na pomoc incydentalnie spotkanych ludzi.

Miejsce dla dwojga rozpoczyna i kończy się wieściami tragicznymi. Oto bohater niemalże przypadkowo dowiaduje się, że ma nowotwór mózgu – oponiaka – i musi zawiesić swoją wędrówkę. Trafia do szpitala, gdzie czeka go poważna operacja, a następnie wraca do domu ojca, by poddać się rekonwalescencji. Dla jego taty sytuacja wydaje się jasna – syn nareszcie zaprzestanie wędrówki, która od początku wydawała mu się fatalnym pomysłem.
Alan jednak ma zupełnie inne plany…


Richard Paul Evans w swoim cyklu drogi po raz kolejny zwraca uwagę na istotne elementy przeżywania ziemskiej wędrówki. Zdaje się krzyczeć o tym, jak ważna i oczyszczająca jest autorefleksja, jak konieczne są chwile samotności i wyciszenia, podczas których możemy medytować i rozważać swoją rzeczywistość, wsłuchiwać się w siebie i uporządkować swoje wnętrze. Lektura jego książki może przynieść nie tylko oczekiwaną rozrywkę, ale także sprowokować do zastanowienia się nad sobą - jakże dziś koniecznym.

Czyta się jak zawsze lekko, płynnie i – mimo wyjątkowego ciężaru doświadczeń bohatera – lekturę kończy się z nadzieją patrząc w przyszłość.

***

Poprzednie tomy Dzienników pisanych w drodze

 Dotknąć nieba / Na rozstaju dróg / Kręte ścieżki 

Pozostałe książki Evansa na blogu:


niedziela, 1 maja 2016

Najszczęśliwsza dziewczyna na świecie - Jessica Knoll



Rzecz dotyczy TifAni FaNelli, kobiety, która w wieku czternastu lat doświadczyła traumatycznych wydarzeń, będących konsekwencją nastoletniej hulanki i brawury. Bohaterka za wszelką cenę stara się zmazać piętno młodzieńczych win, rzucając się w świat sukcesu i blichtru. O jej dobre imię ma po latach zawalczyć poświęcony jej film dokumentalny, w którym zarówno ona, jak i ci, którzy przetrwali, opowiadają o tym, czego doświadczyli.

Z  produkcji niezadowolony jest narzeczony Ani, Luke, mający być jej przepustką do bezpiecznego i znaczonego pieniądzem świata. Oprócz niego na jej pewność siebie mają pracować rozmiar XS (wciąż za duży, przecież w jej świecie noszenie takiego świadczy niemal o otyłości!) i praca w kobiecym magazynie, w którym słowa penis i wzwód stanowią podstawę niemalże każdego artykułu.

Najszczęśliwsza dziewczyna na świecie to książka-chaos. Pierwsze kilkanaście, ba! kilkadziesiąt stron (będąc uczciwą, ponad połowa publikacji) stanowi dla czytelnika walkę o ogarnięcie tego, co autorka próbuje przekazać. Narracja staje się w pewnym momencie bełkotem, gadaniną bez ładu i składu, w której bałagan potęgowany jest przez prowadzenie narracji dwutorowej – tej osadzonej w  teraźniejszości i tej retrospektywnej, bez jakiegokolwiek zaznaczenia z jakimi czasami mamy właśnie do czynienia. Samodzielne zorientowanie się w umiejscowieniu czasowym nieco trwa, bowiem bohaterowie są dokładnie Ci sami, historie nakładają się na siebie i próbują wzajemnie oświetlać, choć tak naprawdę jedynie wprowadzają dodatkowy nieporządek.

Przyjmując, że książka ma około 450 stron, ponad 300 z nich nieźle mnie umęczyło. Gorączkowo zastanawiałam się dlaczego została ona uznana za fenomen, co stanowi o jej wartości i z jakiego powodu towarzyszą jej zachwyty. Nie dziwi jedynie chęć ekranizacji – to, co nie udało się w książce, można bowiem doskonale wykorzystać w filmie, portretując postać TifAni z wyraźnym zaznaczeniem tego, który fragment opowieści dotyczy jakiego etapu jej życia – nie jest to trudne. Wystarczą inni aktorzy i voilà!

Mimo że ostatnie strony książkę ratują, bo wiele (w końcu!) wyjaśniają, a narracja staje się uporządkowana, to wrażenie jakie pozostawiła we mnie lektura pozostaje niezmienne: straciłam cenny tydzień na próbę przebrnięcia przez tekst, podczas którego mogłam przeczytać inne pozycje. Mam wrażenie, że gdybym czytała tę powieść na wstecznym, miałaby ona o wiele większą moc rażenia i nie opierała się jedynie na próbach dociekania tego CO tak właściwie się stało, CO tak mocno zmieniło bohaterkę i CZEMU nikt tego wreszcie nie wytłumaczy i DOKĄD to wszystko właściwie zmierza.

Sporą część książki stanowi zapis myśli głównej bohaterki – jej rozważań na temat małżeństwa, którego wcale nie chce, a które jednak ma ugruntować jej status społeczny, o stosunku do swojego nauczyciela angielskiego, o wspomnieniach wyniesionych ze szkoły – wszystkie te myśli plączą się i zagęszczają, nie mając ze sobą jakiegokolwiek związku.

Tym co się autorce udało, to zarysowanie wyrazistych postaci: jakkolwiek byśmy bowiem TifAni nie lubili, nie da się ukryć, że nakreślona została wzorowo, podobnie zresztą jak pozostali, mniej istotni dla całości.

Wydaje się, że Knoll napisała książkę, która w domyśle miała przestrzegać nastolatki (kobiety?) przed pogonią za światem, który ma im dać spełnienie za wszelką cenę, o próbach zdobycia awansu społecznego i zatarcia niechlubnej przeszłości (także tej związanej z pochodzeniem). Zdaje się, że autorka próbuje powiedzieć, by tej wartości szukać w sobie samym, a nie w zasobności portfela swojego czy otaczających nas ludzi. Być może krzyczy także o pustce świata pozornego sukcesu, pokazuje w  jak trudnych sytuacjach stawiani są (na własne życzenie) młodzi ludzie i do jakich tragedii może to doprowadzić; ukazuje niedojrzałość relacji, trudność w ich nawiązywaniu, pokazuje z jaką łatwością żart może obrócić się w tragedię i jak słaba jest ludzka psychika, co rusz atakowana.

Być może. Forma jednak całkowicie zdominowała ten przekaz, czyniąc z książki kolejną jałową opowieść, uchodzącą za bestseller. Towarzyszący lekturze chaos jeszcze długo pozostanie w  mojej pamięci.