poniedziałek, 24 lipca 2017

Czerwony Kapturek - Vojtěch Kubašta

Czerwony kapturek Vojtěcha Kubašty to kolejna odsłona kolekcji retro, której pierwsze wydania pamiętają dzisiejsi trzydziestolatkowie, a która przez lata zyskała rzesze fanów na całym świecie, pozwalając rodzicom na uatrakcyjnienie dzieciom ich książkowych zmagań.

Oparta na przestrzenności książka zachęca najmłodszych do wejścia w ciemny las w ślad za Czerwonym Kapturkiem zmierzającym do babci. Czyhający za drzwiami chatki wilk, później przebrany w babciną piżamę niemalże z publikacji wyskakuje, gwarantując dziecku podwójne wrażenia lekturowe. Mimo brutalności samej baśni, opowiedzianej skrótowo, książka pomija drastyczne sceny, skupiając się na tym co najistotniejsze – na szczęśliwym zakończeniu. I to do niego doprowadzić może dziecko, po drodze wysuwając poszczególne elementy, przeciągając, powiększając i przybliżając. Prostota i efektowność publikacji tkwi w możliwości interakcji na linii autor-czytelnik, czy raczej bohater-czytelnik oraz opowieść-czytelnik.

Zdecydowanie mniej tutaj niż w przypadku Jasia i Małgosi elementów ruchomych, które dziecko mogłoby dowolnie przesuwać, wciąż jednak pozostaje książka doskonałą formą zaznajamiania z klasyką baśni i oswajania najmłodszych ze słowem pisanym. Atrakcyjność wpisana w pop-upy jest niekwestionowana, a Kubašta już zawsze pozostanie ich mistrzem. Ilustracje w starym stylu wyróżniają się na dzisiejszym rynku literatury dla dzieci, czyniąc pozycję tę wartościową w dwójnasób – jako podwójny powrót do klasyki.


Dla najmłodszych będzie to okazja do eksplorowania świata czytanej baśni, dla dorosłych zaś podróż w czasie. 



niedziela, 23 lipca 2017

Plakaty - Wojciech Fangor


Dziś bez słów.
Dziś niech przemówi obraz.





Te i więcej plakatów do zakosztowania w książce Plakaty Wojciecha Fangora, wydanego przez oficynę BosZ, obok Tomaszewskiego i Wasilewskiego.



sobota, 22 lipca 2017

Pazur sprawiedliwości - Leonie Swann




Leonie Swann z każdą kolejną książką umacnia swoją pozycję na mojej liście ulubionych autorów.

Po przerwie w dochodzeniu sprawiedliwości przy pomocy przedstawicieli świata zwierząt, spowodowanej wędrówką na cyrkową arenę pcheł, pisarka powraca do (prawdopodobnie) swojego ulubionego tematu, który podkreśliła polska tłumaczka, rezygnując z tytułu oryginalnego (Gray), na rzecz o wiele bardziej wymownego i frapującego.

Oto w Cambridge, ostoi wiedzy, dochodzi do tragicznego w skutkach wypadku. Jeden z doktorantów, miłośnik wspinaczek, Elliot, ginie, spadając z wysokiej wieży. W ślad za nim podąża jedynie krzyk Morderca!. Wszystko wskazuje na to, że jego śmierć jest konsekwencją feralnego błędu. Jego uniwersytecki tutor, Augustus Huff, ma jednak wątpliwości co do przyczyny śmierci swojego podopiecznego, podkreślane przez należącą do zmarłego papugę żako, której staje się on tymczasowym opiekunem. Mające być elementem badań naukowych zwierzę, zdaje się jedynym świadkiem wydarzeń rozgrywających się na kościelnej wieży tuż przed feralnym upadkiem. Huff, korzystając z mocy zasłyszanych i wyuczonych przez Graya słów oraz zachowań, podąża śladem swojego studenta, próbując odtworzyć to, co wydaje się mu mocno podejrzane.

Nieprzeciętny duet detektywistyczny, w którym momentami to zwierzę zdaje się bardziej rozgarnięte od swojego opiekuna, trafia na szereg podejrzanych osób i śladów, które podczas nieudolnie prowadzonego przeszukania przeoczyła policja. Ich misja pełna będzie szalonych zwrotów akcji i humorystycznych oraz miejscami brutalnych scen, dzięki czemu czytelnik podczas lektury bawił się będzie przednio. Zapomnijcie o Poirocie i Hastingsie, puśćcie w niepamięć Sherlocka i Watsona – przez Wami Huff i Gray – niezwykły duet samozwańczych detektywów.

Niepowtarzalna i nie do porównania z niczym książka Swann, jest podkreśleniem jej klasy i talentu. Jeśli szukacie czegoś nietuzinkowego – w dziale kryminału niczego oryginalniejszego chyba nie znajdziecie.

O wtórności nie ma mowy, bylejakość nie ma prawa wstępu. Tutaj rządzi nieskrępowana wyobraźnia!


***


Poprzednie książki Autorki:

Sprawiedliwość owiec / Triumf Owiec / Krocząc w ciemności


piątek, 21 lipca 2017

Niespokojni zmarli - Simon Beckett



David Hunter powraca. I to w naprawdę dobrym stylu.

Piątek wieczór, a przed antropologiem i konsultantem policyjnym wizja weekendu spędzonego ze znajomymi zaburzona została właśnie nagłym wezwaniem. Oto na wybrzeżu znalezione zostały zwłoki, które (prawdopodobnie) na skutek długiego przebywania w wodzie, znajdować się będą w stanie głębokiego rozkładu. Miejscowa policja, mająca na głowie najbardziej wpływowego mężczyznę w mieście, którego to syna ciało prawdopodobnie właśnie odnaleziono, prosi o pomoc Huntera, by udowodnić, że zrobiła wszystko najlepiej, jak tylko mogła. Bogacz nie potrafi przyjąć do wiadomości informacji, że jego syn podejrzany o romans z mężatką, zamordował ją, po czym sam popełnił samobójstwo. Aż do tego piątkowego wieczoru bowiem, ciało ani jednego z nich, nie zostało odnalezione. Dla rodziny Villersów wszystko to staje się ogromnym skandalem, który – być może – maskować ma jeszcze gorsze grzeszki, i który chcą oni jak najszybciej wyciszyć.

Gdy do sprawy dołącza Hunter, wszystko się komplikuje. Na skutek feralnego splotu wydarzeń musi się on zatrzymać u rodziny zaginionej Emmy, o której zamordowanie podejrzany był Leo. Postój ów pozwoli mu się nie tylko przyjrzeć sytuacji z nowej perspektywy, ale także nawiązać wielce przydatną relację i… odnaleźć kolejne ciało. Śledztwo nabiera rozpędu, ale też przybiera obrót jakiego nikt nie podejrzewał i jakiego nikt by sobie nie życzył. Hunter jednak, wolny od miejscowych zależności, żądny jest tylko jednego – prawdy.

Beckett za sprawą Niespokojnych zmarłych potwierdza, że nie wyszedł z pisarskiej wprawy i wciąż jest specjalistą od tworzenia zmyślnych kryminałów, zmuszających czytelnika do intensywnej pracy szarymi komórkami.

Umiejętnie dozuje on napięcie, zaciera ślady, wprowadza nowe wątki, komplikuje relacje, bawi się makabrycznymi opisami i wykorzystuje wiedzę, którą czytelnik zdobył podczas lektury poprzednich tomów.

Językowo i fabularnie wspina się chyba na wierzchołek swoich możliwości – całość jest bardzo przemyślana, każdy szczegół pasuje do poprzedniego, nie ma momentów postoju, powieść wolna jest od dłużyzn i niepotrzebnie wprowadzonych elementów rozpraszających czytelniczą uwagę. Widać, że Niespokojni zmarli to tekst dojrzały i przemyślany, w którym upodobanie znajdzie każdy wierny czytelnik powieści kryminalnych – intryga jest zbudowana na poziomie, o jakim wielu pisarzy marzy i w niczym nie rozczarowuje.

U Becketta czytanie o zbrodniach staje się perwersyjnie przyjemne. Czyż to nie najwyższy komplement dla gatunku?

***

Poprzednie książki autora:

Chemia śmierci / Szepty zmarłych/ Zapisane w kościach  / Wołanie grobu / Rany kamieni / Zimne ognie

czwartek, 20 lipca 2017

Melodia zapomnianych miłości - Dorota Gąsiorowska


Malowniczy Kazimierz Dolny, urokliwe uliczki, piękny rynek, miasto kipiące gwarem i rozmowami artystycznej bohemy składającej się na jego klimat. Wśród tych pięknych widoków kryje się dom, który każdy stara się omijać szerokim łukiem – siedziba miejscowej „wiedźmy” spowitej w czerń – zdaje się, że przywdziała nią także serce. Jej rodzinę przed laty spotkało wiele tragedii, a w konsekwencji jednej z nich Samuel, jeden z synów Klary i utalentowany muzyk, utracił wzrok, a wraz z nim całą radość życia.

Kobieta, z sama sobie tylko znanych pobudek, pozornie dla dobra syna, na czas wakacji zatrudnia Blankę, młodą, uśmiechniętą nauczycielkę gry na skrzypcach, która za niepoprawnie wysoką sumę ma w jej synku na powrót rozniecić pasję do muzyki. Nikt nie wierzy jednak w dobre intencje kobiety, a sama Blanka odkrywa w Kazimierzu znacznie więcej tajemnic splatających się z historią jej rodziny, niż mogłaby się spodziewać. Dziwnej pracy podjęła się jedynie dla dobra swojego i ojca – po śmierci matki zostali oni bowiem niemalże bez grosza przy duży, a płaca za wakacyjną misję pomogłaby im się odbić od dna.

W Kazimierzu poznaje jednak Blanka wielu życzliwych jej ludzi – poza cyniczną i podłą Klarą i jej wiernym lokajem Vincentem, spotyka właściwie same serdeczne osoby – Ryśka i jego babkę Serafinę, Martę i jej córkę Gosię, Olafa – brata Samuela i wreszcie Sama – mężczyznę, dla którego tu przyjechała, i z którym zaczyna ją łączyć wyraźna nić porozumienia, wykraczająca dużo dalej niż dźwięki ich ukochanej muzyki. Gdy bohater wsłuchuje się w melodię niesioną przez skrzypce, które Blanka odziedziczyła po babci Walentynie, skrywane przez nich obu tajemnice zaczynają się dopominać się o ujawnienie…

Dorocie Gąsiorowskiej po raz kolejny udało się utkać niezwykle ciepłą opowieść, w której choć mnoży się od niełatwych decyzji, bolesnej przeszłości i trudnych emocji, wszystko zmierza ku dobremu. Nakreśleni przez nią bohaterowie nie są czarni albo biali – każdy mieni się feerią barw, ukształtowany bowiem został przez życie pełne niespodzianek. Czytelnik od samego początku gorąco kibicuje nie tylko głównej bohaterce, ale także postaciom, które stają na jej drodze – podskórnie czujemy bowiem, że wszyscy zasługują tutaj na szczęśliwy finał. Język powieści jest bardzo plastyczny – jako że miałam okazję być w Kazimierzu, podwójną przyjemność sprawiało mi wędrowanie wraz z bohaterami po jego pięknych zaułkach, a opisy autorki jedynie tę wędrówkę ułatwiały, odświeżały pamięć i czyniły podróż przyjemniejszą. Wydaje się, że na ulokowanie akcji Melodii zapomnianych miłości nie mogła ona wybrać lepszego niż Kazimierz Dolny miejsca – mało jest w Polsce tak malowniczych i urzekających miast, czekających na ujawnienie swoich sekretów, podobnie jak miało to miejsce w przypadku niemalże każdego z bohaterów od lat skrywających wiele tajemnic. W lokalnych legendach tkwi sporo prawdy – lata temu wrzuciłam monetę do studni znajdującej się na rynku, a dziś dzięki Gąsiorowskiej, miałam szansę do tego miasta artystów powrócić.

Choć brzmi to banalnie, książka ta jest idealna na letni czas, kiedy to wędrujemy po świecie, odwiedzamy tysiące tlących się tajemnicami punktów, odpoczywamy, mamy więcej czasu na niespieszną rozmowę, ładujemy się pozytywną energią, dzielimy dobrocią i sercem. Choć na zewnątrz jest ciepło, ona dodatkowo rozgrzewa serce, otula pozytywną aurą i poprawia samopoczucie lepiej niż kaloryczna czekolada. To uskrzydlająca lektura na letnie dni, którą szczerze i gorąco polecam.


***
Książka jeszcze dziś do wygrania będzie na Instagramie i na Facebooku.

Przypominam także, że po wpisaniu w koszyczku na stronie ww.znak.com.pl hasła "MELODIA", najnowszą książkę Gąsiorowskiej możecie złapać za cenę o 30% niższą niż ta sugerowana.


środa, 19 lipca 2017

Historia Mademoiselle Oiseau - Andrea de la Barre de Nanteuil, Lovisa Burfitt



Historia Mademoiselle Oiseau to opowieść, w której splatają się losy dwu mieszkanek Paryża – dojrzałej tytułowe bohaterki, której życie mieni się feerią barw oraz mieszkającej piętro niżej dziewczynki, której codzienność znaczona jest szarością i nijakością. Gdy pewnego dnia przez zamyślenie, przypadkowo puka do jej drzwi – wszystko się zmienia, a jej nudne dotąd życie nabiera rozpędu i sensu. Mademoiselle Oiseau wygląda na młodą, zadbaną kobietę, lecz jej wspomnienia każą przypuszczać, że ma o wiele więcej lat niż sugeruje jej aparycja. Uwielbia się stroić, a jej ubiór i wystrój mieszkania uzależniony jest od humoru. Za towarzyszy ma kolorowe ptaki i koty, które w niezliczonej ilości zamieszkują wraz z nią kamienicę sprawiającą wrażenie niemającej końca. 

Potrafi być subtelna, filozoficzna, ale gdy trzeba kłóci się i klnie siarczyście, co dalekie jest od jej wizerunku delikatnej damy. Mademoiselle stanowi prawdziwy wulkan energii, będąc dla Isabelli odskocznią od smutnych myśli. Gdy ofiarowuje dziewczynce pewien bardzo specjalny guziczek, zmienia jej życie diametralnie, wydobywając z niej cechy dotąd głęboko skrywane i tłumione. Pod jej skrzydłami Isabelle rozkwita, widząc, że życie składa się z momentów, chwil znaczonych ziemskimi uciechami, które trzeba magazynować.



To książka, która każdej szarej myszce pokaże, jak wielka drzemie w niej siła i moc – wystarczy odrobina wiary i świat nabierze zupełnie nowych barw, wypełniając dotychczasową pustkę głębią kolorów i doznań, chociażby tych mających swoje źródło w niczym nieskrępowanej wyobraźni, na której scenie wszystko jest możliwe. Wystarczy przenieść fikcję w świat rzeczywisty, a odwrócić można będzie wszystko, nawet brak wiary w siebie. Przy tym wszystkim jest książka ta hołdem dla życia wypełnionego drobnymi przyjemnościami – ciastem, niespiesznym wyglądaniem przez okno, filiżanką gorącej czekolady wypitą w dobrym towarzystwie.

Pięknie, subtelnie i szykownie ilustrowana, wydana dużym formacie (tak by pomieścić jak najwięcej fantazji) książka, dodająca pewności siebie i podnosząca na duchu. Nie można się od niej oderwać, bowiem autorki czarują słowem i obrazem, ofiarując czytelnikowi ogromną przyjemność lektury. Historia mademoiselle Oiseau to triumf wyobraźni. Gorąco polecam.