niedziela, 19 maja 2019

Wypadek - Chris Pavone



Podczas wyboru lektury, zwracam uwagę na wiele czynników, choć nie ukrywam, że w momencie, gdy autor jest mi nieznany, decydującą rolę bardzo często odgrywa okładka, która - jeśli przyciągnie mój wzrok - kieruje mnie następnie do opisu. To on jest być albo nie być dla nowości.

Jeśli chodzi o Wypadek - nie znałam autora, okładka nie zrobiła na mnie żadnego wrażenia, a mimo to z jakiegoś powodu wzrok padł na blurb, który to zadecydował za mnie. Tym bowiem, czemu nie umiem się oprzeć za żadne skarby świata, jest autotematyzm. Książki o książkach nigdy mi się nie znudzą. Powieść Chrisa Pavone'a to zaś nic innego jak właśnie publikacja wpisująca się w ów nurt.


Główna bohaterka, agentka literacka Isabel Reed, kończy właśnie lekturę szokującego anonimowego manuskryptu zatytułowanego Wypadek. Już podczas lektury wie, że weszła w posiadanie tekstu, który może na powrót wynieść ją na szczyty sławy w kręgach wydawniczych, z których spadła na skutek osobistych zawirowań. 

Isabel chce dołożyć wszelkich starań, by anonimowa praca została wydana, a ludzie dowiedzieli się co nieco o życiu i działalności wpływowych osób. Jej pobudki są z gruntu uczciwe - czuje się w obowiązku szerzenia prawdy. Nie sposób nie domyślić się, że równie usilnie jak ona będzie chciała go wydać, tak ktoś będzie próbował ją powstrzymać. Były agent CIA, Hayden Gray, dowiaduje się, że manuskrypt trafił w niepowołane ręce i musi zrobić wszystko, by nie dopuścić do jego upublicznienia - inaczej sam znajdzie się w nieciekawym położeniu. W tym celu wraca do Nowego Jorku z Kopenhagi, gdzie czeka go niełatwe zadanie, bowiem nie jest jedyną zdeterminowaną osobą w tej walce o książkę.

Autor Wypadku zaszywa się zaś w Zurychu, mając się na baczności i robiąc wszystko, by nikt go nie odnalazł. Ujawnienie treści manuskryptu ma być dla niego bowiem formą zadośćuczynienia za dotychczasowe życie, pisane zdradami i kłamstwami, stanowi dla niego jednak spore zagrożenie. Dla niego i dla innych.

Decyzja o przekazaniu manuskryptu stanie się bowiem impulsem do gradobicia wydarzeń, z których nie wszyscy wyjdą obronną ręką. Wypadek to tykająca bomba, a każdy, kto jest z nim związany, musi zachować skrajną ostrożność, licząc się z możliwością utraty życia - bez względu na to, po której stronie barykady się znajduje. Prawda i kłamstwo zlewają się tu w jedno. 

Powieść ta rozpisana została w różnych lokacjach - przeskakujemy z miejsca na miejsce, z teraźniejszości ku przeszłości, co wymaga od odbiorcy nieustającej czujności. Chwila nieuwagi wystarczy, by pogubić się w korowodzie wydarzeń i postaci. Tym bardziej, że podczas lektury odnosi się wrażenie, że bohaterowie mają przewagę nad czytelnikiem - ci znają bowiem treść manuskryptu, odbiorcom zaś dawkowana jest ona małymi porcjami. Oni giną, a my zżymamy się, nie wiedząc tak naprawdę, dlaczego wydarzenia toczą się takim rytmem. To zaś sprawia, że niecierpliwy czytelnik, może podczas lektury stracić sporo nerwów zanim jego ciekawość zostanie zaspokojona.

Autor wiele zaryzykował, decydując się na taki zabieg, bowiem może on nieść ze sobą tyleż korzyści, ile strat.  I to jednak nie zawsze, bowiem część elementów jest niestety sztampowa i przewidywalna, a tego zwolennicy akcji nie lubią. 

Walorem powieści jest podnoszenie istotnych z perspektywy współczesnego człowieka kwestii - powieść ukazuje jaką rolę odgrywają dziś media, jak wielu ludzi walczy o sukces za wszelką cenę, nie bacząc na nikogo i na nic, ulegając demoralizacji i ślepej żądzy pieniądza; jak łatwo dajemy się zmanipulować i uwieść taniej, nierzadko tandetnej rozrywce, papce, współczesnej pulpie. 

Przy tym wszystkim ukazuje też, jak wielką moc ma słowo - i jak wiele można poświęcić, by nie dopuścić do jego wybrzmienia.

Ciekawa i wciągająca historia, choć niewolna od wpadek i sztampy.




sobota, 18 maja 2019

A Adi powiedział... - Magda Bloch


Czy jest lepszy czas niż rozkwitająca wiosna, by wybrać się na dwór z dość nietypowym zadaniem?:)
Dziś mam dla Was książkę, dzięki której poznacie podstawowe zasady bushcraftu, a więc eksplorowania okolicznych krzaków i terenów zielonych - rzecz idealna dla młodych mieszkańców miast, narzekających na niedobór rozrywek.

W Wasze ręce trafia przewodnik wypełniony wyzwaniami - mniej lub bardziej typowymi, mniej lub bardziej bezpiecznymi, każde za to szalenie wciągające w zabawę. To coś jak podchody, harcerskie biegi na orientację i dziecięca eksploracja w jednym. A Adi powiedział... ma być pretekstem do wyjścia z domu i przyczynkiem do (pod)miejskich wypraw. Nie potrzebujecie do nich specjalnego sprzętu, stroju czy pieniędzy. Wystarczy Wam czas, wyobraźnia i oczywiście ta książka (będąca jak sądzę jedynie początkiem większej przygody). 

Jakich zadań możecie się spodziewać? Nie chcąc zdradzać wszystkiego, wymienię tylko kilka: określanie kierunku, splatanie węzłów, gotowanie w nietypowych warunkach, wykonanie lampy oliwnej i wiele, wiele innych. Każdy rozdział określa zadanie do wykonania, miejsce, poziom trudności oraz elementy niezbędne do jego ukończenia.

Gotowi na podjęcie rękawicy? Jeśli tak, czekają Was dni pełne doskonałej rozrywki, przygód, a także czas poszerzania swej wiedzy ogólnej o świecie oraz zdolności radzenia sobie w różnych, często ekstremalnych sytuacjach.

Do dzieła!

piątek, 17 maja 2019

Dekalog szczęścia - w rozmowach z Beatą Pawłowicz



Szczęście jest tym, czego każdy współczesny człowiek poszukuje. Coraz rzadziej spotkać można osoby zawsze uśmiechnięte, zadowolone, spełnione. Niemalże ze wszystkich stron osaczają nas smutek, zgorzknienie, frustracja - a te niestety bardzo często przelewane są na innych.

Jaki zatem jest dekalog szczęścia? Co robić, by osiągnąć te ulotne poczucie przepełniającej nas radości? Jak nie wpaść w rozpacz? Jak odetchnąć pełną piersią i szczerze odczuć pełnię zadowolenia, a nie tylko udawać, bo tak wypada? Jak odnaleźć radość w trudnym czasie choroby? Co zrobić, by rodzicielstwo napełniało nas szczęściem? I wreszcie - chyba jedna z najtrudniejszych dziś zagwozdek - jak odnaleźć radość w wolnym czasie?

Odpowiedzi na te pytania w rozmowach z Jagną Ambroziak, Miłoszem Brzezińskim, Wojciechem Eichelbergerem, Krzysztofem Koroną, Konradem Majem, Katarzyną Miller, Marią Rotkiel, Katarzyną Wasilewską, Ireneuszem Sielskim i Tomaszem Srebnickim szuka Beata Pawłowicz. 

Jej rozmówcy są nie tylko specjalistami w swych dziedzinach, ale również ludźmi z różnymi życiowymi doświadczeniami, które z wielu perspektyw pozwalają im spojrzeć na zagadnienie szczęścia. Odbiorca - bez względu na wiek i etap na jakim właśnie się znajduje - odnajdzie w książce tej szereg istotnych treści lub też myśli, które kiedyś mu towarzyszyły, a które zostały gdzieś po drodze zagubione. Istotą publikacji jest jej różnorodność - nie ma jednego docelowego czytelnika, nie ma odbiorcy idealnego. Są za to ludzie - o różnym spojrzeniu na życie, odmiennych światopoglądach, złączonych za to umiejętnością odnajdywania szczęścia tam, gdzie na pozór wcale go nie ma.

Inspirująca, skłaniająca do autorefleksji, wypełniona po brzegi bogactwem życiowych doświadczeń. Jeśli zatem potrzebujecie tchnienia radości do Waszego życia - zacznijcie od teorii. Wiosna to idealny czas, by wprowadzić ją w czyn. 



czwartek, 16 maja 2019

Byłaś serca biciem - Zbigniew Książek



Zbigniew Książek, to postać, którą prawdopodobnie wszyscy znamy, nawet nie do końca to sobie uświadamiając. Jest on autorem tekstów do muzyki Michała Bajora, Piotra Rubika, Zbigniewa Wodeckiego czy Ryszarda Rynkowskiego. 

Czym zaś jest (o)powieść Byłaś serca biciem? Książką dostarczającą tyleż radości, ile ma stron. Autor jawi się w niej jako gawędziarz, postać obdarzona niezwykłym darem snucia narracji - jego historii słucha się z prawdziwą przyjemnością. Autor tka w niej relację ze swojego życia - tak naprawdę główną osią narracyjną jest wylot autora do Stanów Zjednoczonych celem odebrania nagrody, zaś ilość dygresji wprowadzanych w międzyczasie pozwala wejrzeć w jego losy zdecydowanie wnikliwiej. Za sprawą swoich wtrąceń tekściarz opowiada niemalże całe swoje dotychczasowe życie. 

Odnosiłam wrażenie, że to taki zbiór anegdotek, historyjek i gawęd, mających dostarczyć czytelnikowi przede wszystkim rozrywki i uśmiechu.

I tak też jest - jako że autor z nieprawdopodobną łatwością wpada w tarapaty, jego tekst czyta się nad wyraz lekko, bowiem te jego kłopoty nadają całości smaczku i kolorytu.

Jeśli szukacie czegoś lekkiego, autentycznego i naprawdę zgrabnie napisanego - polecam. 


środa, 15 maja 2019

Bóg pośród ruin - Kate Atkinson





Kate Atkinson pojawiła się już na blogu przy okazji książki Kiedy nadejdą dobre wieści. Po czasie wracam do Was z tekstem dotyczącym Boga pośród ruin, kontynuacji powieści Jej wszystkie życia. Za utwór ten pisarka nagrodzona została  Costa Book Award. 


Autorka zabiera nas w podróż niezwykłą, bo rozgrywającą się na przestrzeni niemalże stu lat - stu lat, ukazujących jaki wpływ na psychikę żołnierzy mają działania wojenne. Oto Atkinson z wielką dokładnością oddaje przebieg konfliktu zbrojnego i wiążące się z nim konsekwencje. Przy tym wszystkim, en passant stawia odwieczne pytania unde malum? 

Zapytanie to przewija się przez całą książkę - po co istnieją wojny? Czy mają one jakikolwiek sens? Czy w gestii człowieka leży decydowanie o życiu i śmierci drugiej osoby, tylko dlatego, że stoi po przeciwnej stronie barykady? To tylko wierzchołek góry lodowej wątpliwości rodzących się podczas wojen - wątpliwości, które człowiek spycha na kraniec świadomości, by nie oszaleć.

Jej bohater, Teddy, to pilot bombowca RAF-u, mierzący się z demonami doświadczeń wojennych. To one zajmują jego myśli, raz po raz przypominając mu o tym, co przeżył, świadkami jakich scen był i do czego go zmuszano. Mężczyzna nie potrafi otrząsnąć się z koszmaru wojny, a życie zrzuca na niego kolejne doświadczenia, którym musi stawić czoła. 

Napisana z rozmachem, zajmująco, przekonująco i z troską o autentyzm. Bohaterowie zarysowani zostali z wielką dbałością, a sama fabuła utkana z należytym szacunkiem do podejmowanego tematu. Nie brakuje jej wiarygodności, co potęgowane jest przez wyraziste i plastyczne opisy. 

Polecam. Nie będzie lekko, ale z całą pewnością emocjonalnie. 

wtorek, 14 maja 2019

Królestwo popiołów cz. I i cz. II - Sarah J. Maas


Królestwo popiołów to długo wyczekiwany finał serii Szklany tron, niecierpliwie wypatrywany przez fanów tejże. Rozpisane na dwa tomy zwieńczenie cyklu w bardzo dobrym tłumaczeniu Marcina Mortki, to prawdopodobnie wydarzenie roku dla miłośników twórczości Sary J. Maas. Łącznie sporo ponad 1000 stron czytelniczej przyjemności. 

Królestwo popiołów jest swoistym paradoksem - z jednej strony odbiorca, w ręce którego w końcu ono wpadło, ma ochotę rzucić wszystko i jak najprędzej je przeczytać, z drugiej zaś, towarzyszy mu nieustanne poczucie pewnego końca oraz idąca za nim niechęć do żegnania się z serią. Chce zatem czytać szybko i wolno jednocześnie.

Co z tego wynika? Maas pisze tak dobrze, że (nie)stety każdy ulega czarowi jej pióra i kończy lekturę niepostrzeżenie, mimo że gabaryty obu tomów są naprawdę spore. 

Oto Aelin spoczywa w trumnie, jako zakładnik Maeve. Jest zakuta w żelazo od stóp do głów, a jej torturom zdaje się nie być końca. Królowa Fae próbuje wymusić na niej hołd, który związałby je na zawsze, na co bohaterka za nic nie może przystać. Na ile jednak starczy jej sił? Czy męki, którym jest poddawana nie zaburzą ostatecznie jej percepcji, nie pozwalając odróżnić tego, co rzeczywiste, od tego co fantasmagoryczne? 

W tym samym czasie Rowan broniący królestwa, wyrusza wraz z grupą przyjaciół w poszukiwaniu żony. Czy uda mu się zdążyć na czas, czy też bohaterów czekać będzie tragedia i upadek?

Tym, w których sercach tli się jeszcze nadzieja na wolność, patronuje Terrasen, stawiający opór  hordom Morath. Aedion wraz z Lysandrą przywdziewającą skórę Aelin stają w pierwszym szeregu, by go bronić. Czy jednak starczy im sił, by pod nieobecność królowej się nie ugiąć? Czy napływająca pomoc zdąży na czas?

To jedynie kilka z wielu pytań rodzących się podczas lektury, a każde kolejne zdaje się rodzić coraz większe emocje. Maas nie oszczędza swoich czytelników, wciągając ich w wir nieprawdopodobnie dynamicznych wydarzeń i korowód barwnych postaci, zmieniających się jak w kalejdoskopie. Z każdym kolejnym rozdziałem następuje eskalacja mieszaniny uczuć - podekscytowania, strachu, zniecierpliwienia, radości, obaw. W pewnym momencie obciążenie emocjonalne staje się tak wielkie, że lekturę trzeba odłożyć na bok i zaczerpnąć świeżego (najlepiej zimnego) powietrza. 


Najprościej byłoby powiedzieć, że  książki zostały skrojone na miarę doskonałego finału. Życzę sobie i czytelnikom, by każda z ich ulubionych serii miała tak skonstruowane i dopieszczone zakończenie, jak Szklany tron. Jeśli jeszcze zatem nie znacie tego cyklu (to możliwe?!), to proponuję wybrać się do księgarni, wziąć miesiąc wolnego i... dać się porwać niezwykłej przygodzie. To bowiem jedna z tych narracji, które za sprawą magii słowa wciągają Was tak bardzo, że tracicie poczucie rzeczywistości. Nie jesteście tu i teraz. Jesteście TAM. I ani Wam się śni wracać. Coraz rzadziej spotyka się jeszcze takie serie - tak dobrze przemyślane i rozpisane światy, tak kapitalnie ukazaną walkę dobra ze złem, tak utkanych bohaterów, że czytelnik ma wrażenie, jakby znał ich od zawsze. Maas udało się to doskonale, a fakt, że tak dobrze rozpisała finał, jest dla mnie szalenie istotny - nierzadko bowiem łatwo jest pisarzowi dobrze zacząć. Sztuka polega zaś na tym, by utrzymać zainteresowanie czytelnika i nie zawieść go wtedy, gdy ten ma wobec autora ogromne oczekiwania. 


Szczerze polecam, szczególnie zaś wówczas, gdy cenicie doskonale skrojone sagi, dostarczające wielu (nierzadko skrajnych) emocji, gdy lubicie współodczuwać z bohaterami i utożsamiać się z nimi. To bowiem wyróżniki Szklanego tronu, a Królestwo popiołów jest jedynie wisienką na torcie, jednak jakże smakowitą:). 


Już jutro premiera drugiej części, a oba tomy możecie kupić tutaj