piątek, 18 sierpnia 2017

Zdrowe lody. 75 łatwych przepisów - Christine Chitnis


W czasach, gdy coraz większą popularnością cieszą się lody rzemieślnicze, większości z  nas nawet przez myśl nie przejdzie, by podobny orzeźwiający deser stworzyć samodzielnie – kompozycje są wówczas nieograniczone, a czas poświęcony na jego przygotowanie zwróci się pod postacią feerii smaków i zadowolenia tych, z którymi podzielicie się swoim wyrobem.

Christine Chitnis w swojej książce Zdrowe lody dzieli się z czytelnikiem zestawem 75 receptur na domowej roboty lody. Przepisy uporządkowane są według następujących grup: lodu na patyku, śnieżne rożki, slushy i granity, aromatyzowany lód, mrożone jogurty i sorbety, lody beznabiałowe, lodowe kanapki, shaki, posypki, rożki i jeszcze więcej.

Część propozycji to przepisy skomponowane według reguł diety wegańskiej, stąd też książka znajdzie uznanie u każdego, kto po nią sięgnie. Od samego przewracania stron robi się chłodniej, nie sposób jednak uniknąć wówczas ślinki zbierającej się w ustach.

Lody z ogórka, melona i mięty; lody z jeżyn, kokosa i szałwii; mrożony „jogurt” z czeremchy i kawałków gorzkiej czekolady; krakersy grahamowe z lodami; shake z grillowanych brzoskwiń; migdałowe rożki – czy to nie brzmi apetycznie?

Kiedy zajadać się pysznymi, pełnowartościowymi lodami domowej roboty, jeśli nie teraz, podczas fali upałów? Zmrożony słodki deser to idealna propozycja na walkę z gorącem, a przy tym okazja do ostawienia produktów dostępnych w sklepie składających się prawie w całości z cukru w najgorszej jego postaci.

Zamiast kupować to, co nafaszerowane jest chemią, możecie samodzielnie stworzyć coś na ochłodę, co z pewnością smakować będzie Wam o wiele bardziej, a co przy okazji nie zrujnuje Waszego zdrowia, a wręcz przeciwnie – dostarczy organizmowi witamin.

Mniam!

Zachęcam w sierpniową podróż szlakiem zdrowych lodów.  Jest pysznie, zdrowo  i orzeźwiająco!








czwartek, 17 sierpnia 2017

Łapy do góry - Catharina Valckx



Łapy do góry Cathariny Valckx to propozycja dla tych z młodych czytelników, którzy zmagają się z wysokimi wymaganiami rodziców, co do których obawiają się, że nie zdołają ich zrealizować, przez wzgląd na zupełnie odmienne zainteresowania.

Z podobną sytuacją zmaga się Billy. Jego ojciec bardzo martwi się, że syn nie pójdzie w jego ślady i nie wyrośnie na prawdziwego gangstera. Jego obawy nie są bezpodstawne, bowiem Billy ma to do siebie, że jest niezwykle miły i ani w głowie mu napadanie na innych. Ojciec nie daje jednak za wygraną, wyposaża syna w odpowiedni strój, pistolet i z instrukcjami wysyła na trening. Zadaniem bohatera jest wołanie „Łapy do góry!” do każdego napotkanego zwierzęcia.

Jak to się zatem stało, że ze swojej wyprawy, na której pilnie stosował się on do ojcowskich rad, powrócił on z całą paczką nowych przyjaciół?

Książka pod płaszczykiem humoru i sympatycznej skądinąd opowieści, skrywa trudne zagadnienia rodzicielskich wymagań i pragnień dopasowania dziecka do z góry założonych wyobrażeń – że pójdzie w nasze ślady, będzie kontynuowało rodzinną tradycję, że zostanie lekarzem, prawnikiem, założy własną firmę i tak dalej, i tym podobne. Ile rodziców, tyle planów na życie dziecka. A co jeśli zupełnie nie wpisuje się ono w nasz starannie opracowany scenariusz? Czy mamy prawo żądać od dziecka realizowana naszej woli, czy też powinniśmy pozwolić mu na wolność wyboru?

Publikacja ta ma za zadanie już od najmłodszych lat wpajać dziecku, by podążało za swoimi pragnieniami, bowiem z dużym prawdopodobieństwem po czasie okaże się, że wbrew pozorom są one zbieżne z  tym, co wymarzyli sobie dla niego bliscy – wszak dla rodzica najważniejszy jest sukces pociechy, też zaś najłatwiej osiągnąć gdy żyje się pasją. Najważniejsze, aby być wiernym swoim przekonaniom, a wówczas wszystko ułoży się tak, jak powinno.


Jeśli już od najmłodszych lat chcecie wpajać dziecku, że jest kochane bezwarunkowo, dokładnie takim, jakim jest, bez względu na to czym będzie zajmowało w przyszłości, ta książeczka może Wam podobne rozmowy ułatwić. To mądra opowieść o przyjaźni, odwadze i miłości, która z pewnością Wam się spodoba.

Polecam.

środa, 16 sierpnia 2017

Robak Lolek - Anna Litwinek


Drodzy Państwo, dziś przed Wami wystąpi postać nietuzinkowa – Robak Lolek.

Do literackiego życia powołany on został przez Annę Litwinek. Na pewno ją kojarzycie – kilka lat temu nakładem Wydawnictwa Znak na rynku pojawiła się jej debiutancka powieść Czarownica, bardzo dobrze przyjęta przez czytelników.

Teraz, już jako mama trójki dzieci, mama – trzeba dodać – o wielkiej sile wyobraźni, założyła ona własne wydawnictwo – Marruda – po to, by na własnych warunkach, według własnego zamysłu wydawać książki dla najmłodszych, na które pomysłów jej nie brakuje. Wszak każdy wieczór, to nowa opowieść dla własnych pociech. W założeniu wydawnictwa i pracy twórczej niewątpliwie pomogło jej doświadczenie zdobyte podczas pisania i wydawania debiutanckiej powieści.  Nie wiem, jakie jest Wasze pierwsze skojarzenie z nazwą wydawnictwa, ale mnie – jak się okazuje, wcale nie bez powodu – kojarzy się ona z marudzącym dzieckiem, które uspokoić może ciekawa opowieść.

Autorka wspominając o źródle nazwy, powołuję się także na swoje rodzinne określenia „mała ruda” i odniesień do pierwszego nazwiska – Rudnicka. Udało się zatem Litwinek zebrać całe doświadczenie i stworzyć coś bardzo osobistego, a jednocześnie dedykowanego innym.

Opowiadam Wam o tym wszystkim, by zachęcić Was do zapoznania się z ofertą raczkującego wydawnictwa, które być może za kilka lat ma szansę stać się jednym z bardziej rozpoznawalnych. Póki co w jego ofercie znajduje się seria książeczek o wspomnianym już Robaku Lolku, kierowana do najmłodszych – dzieci w  wieku od 0 do 2 lat+. Ich pierwszą recenzentką była córka Autorki, która kierowała projektami mamy tak, by odpowiadały one tym, dla których miały być realizowane.



Pomysłem na serię jest takie jej tworzenie, by miała szansę dorastać wraz z dzieckiem – pierwsza z czterech jest książką kontrastową, pozbawioną tekstu, operującą obrazem i zachęcającą rodziców do snucia własnych opowieści inspirowanych tym, co zastane. Pomysłów może być gros ­­– tyle, ile rodziców i ile wyobrażeń oraz skojarzeń. Litwinek daje odbiorcy wolną rękę do tkania narracji, graficzne podpowiadając jedynie co nieco, by nie musiał zaczynać on od zera, szczególnie, że nie każdy przecież ma taki sam dar opowiadania.

Kolejne tomy są już książeczkami kolorowymi, wprowadzającymi dziecko w świat, w którym przyszło mu się narodzić.




Jest zatem publikacja Robak Lolek poznaje zwierzęta, która – choć barwna – wciąż pozostaje bez tekstu, w dalszym ciągu pozwalając rodzicowi na realizowanie się w roli kreatora wydarzeń sugerowanych przez ilustracje. Dzięki tej książeczce dziecko zobaczyć może sowę, sarenkę, wiewiórkę, niedźwiedzia, lisa, wilka, jeża, bociana, pszczoły, bobra, żabę, kaczki i wiele, wiele innych zwierząt w ich naturalnym środowisku.

Kolejną częścią jest Robak Lolek w podróży, odpowiadająca na naturalne zainteresowanie dziecka środkami lokomocji, jakimi przemierza świat i jakie obserwuje wokół siebie. Ta część zawiera już bardzo krótkie zdania, które można dowolnie rozbudowywać, obudowując własną historią. W książeczce tej dowiemy się gdzie mieszka Lolek i jakie pojazdy umożliwiają mu poruszanie się – niestety jako robaczek o specyficznej budowie, nie z każdym może sobie dać radę. Część ta, poza zapoznawaniem dziecka z pojazdami, intuicyjnie wskazuje na ich cechy charakterystyczne, na sposób w jaki są napędzane, ale także na warunki jakie musi spełnić ktoś, kto z nich korzysta. Lolek w wyobraźni próbuje swoich sił na rowerze, na wrotkach, na motocyklu, na sankach, w autobusie, w samochodzie, na kolejce górskiej, w pociągu, w łodzi (także podwodnej), w samolocie i w balonie.

Ostatni dotąd powstały tom to Robak Lolek i przyjaciele. W nim to autorka stara się zwrócić uwagę na relacje, które może nawiązywać jej bohater oraz czytelnik. Lolek mieszka w jednym pokoju wraz z Alą i Olkiem, rodzeństwem o bardzo różnych upodobaniach – tak kulinarnych, jak dotyczących zabawy. Każde z nich – dziewczynka, chłopiec i robak – lubi robić coś innego, podkreślając w ten sposób swoją indywidualność oraz obrazując wielość dostępnych możliwości w otaczającym nas świecie. Część ta inspirować może do wspólnego spędzania czasu, ale także do poszukiwania własnych zainteresowań i rozwijania ich.

Ilustracje towarzyszące każdej części, przypominają te kreślone ręką dziecka, dzięki czemu spodobać mogą mu się w dwójnasób. Litwinek za sprawą swoich publikacji trafić może do każdego dziecka, gwarantując mu oswajanie ze światem, z jego zagadkami, tajemnicami i rządzącymi nim prawami.

Mnie wędrówka szlakiem Robaka Lolka sprawiła dużą frajdę, choć dzieckiem jestem już nieco wyrośniętym. Obiecuję, że Wam i Waszym pociechom sprawi tyle samo radości.

A na dobry początek, na hasło ksiazkaprzyjacielem wpisane w koszyczku na stronie www.marruda.pl, otrzymacie 20% rabatu na całą serię. Kod ważny jest do 30.09.2017r.


Zachęcam do nawiązania znajomości z Lolkiem i odkrywanie oraz wspieranie nowego Wydawnictwa ;)

wtorek, 15 sierpnia 2017

Dan-sha-ri. Jak posprzątać, by oczyścić swoje serce i umysł - Hideko Yamashita


Dan-sha-ri. Jak posprzątać, by oczyścić swoje serce i umysł Hideko Yamashity, to książka, która – jeśli tylko będziemy korzystać z autorskich zaleceń sztuki porządkowania – umożliwi nam uporządkowanie przestrzeni wokół nas i w nas.

Autorka, odżegnując się od Marie Kondo i jej Magii sprzątania, pragnie zaprezentować metodę, będącą rodzajem medytacji w ruchu, polegającą nie tyle na porządkowaniu tego, co mamy ani na minimalizowaniu według restrykcyjnych zasad ilości posiadanych rzeczy, ile na wyrzucaniu, tego co zbędne, a co do tej pory zagracało naszą przestrzeń, ewokując wewnętrzny bałagan i prowadząc do rozedrganych myśli.

Danshari docelowo prowadzić ma do wyzwolenia się od przywiązania do rzeczy, zrozumienia i polubienia siebie, a także konsekwentnego zatrzymywania tylko rzeczy ulubionych, z których fatycznie korzystamy. Jej celem niekoniecznie jest zatem uporządkowanie przestrzeni, ile uporządkowanie własnych przywiązań, których naturalną konsekwencją będzie większy ład panujący wokół nas.

Yamashita nie chce nauczyć nas tworzyć równe stosiki i szukać miejsca rzeczom. Jej pragnieniem jest wskazanie nam naszych uzależnień od przedmiotów, od konsumpcjonizmu, do kompulsywnego otaczania się nowymi obiektami, wypełniającymi pustkę, którą nosimy w sobie samych. Jest Dan-sha-ri nie tylko poradnikiem sprzątania, ale także publikacją o charakterze psychologicznym, pozwalającą na wniknięcie w  głąb siebie i uporządkowanie panującego tam rozgardiaszu. Dan – to mówienie „nie” kolejnym przedmiotom, Sha – wyrzucanie tego, co zbędne, Ri – rezygnacja z przywiązania do rzeczy.

Razem są one drogą do uwolnienia i redukcji stresu wywołanego nadmiarem, z którego często nawet nie zdajemy sobie sprawy.

Tym co przekonuje mnie w tej metodzie, jest to, że nie narzuca ona ile rzeczy maksymalnie powinniśmy mieć, lecz pozwala samemu znaleźć odpowiedź na tę kwestię, która z  oczywistych względów dla każdego będzie inna. Przekonuje mnie także idea wyrzucania, zamiast kupowania kolejnych pudeł, by uporządkować to, co się wala wokół nas, po to tylko, być zyskać złudzenie porządku, ale nadal z pochowanych rzeczy nie korzystać, tworząc sztuczny i niepotrzebny nadmiar – w  tym jestem specjalistką. Przydasie ukrywają się po dziesiątkach kartonów w całym domu, zagracając przestrzeń i wywołując niepokój.

Dzięki Danshari udało mi się pozbyć kilku rzeczy, efekty możecie obserwować poniżej.


Nadal jednak droga do uwolnienia się od przywiązania do rzeczy jest w moim przypadku dalekaJ Zbyt daleko zabrnęłam w konsumpcjonizm, podsycany wyssaną z mlekiem matki tendencją do chomikowania. Warto jednak mieć przewodnika po świecie zdominowanym przez nadmiar, za którego dziś obrałam sobie właśnie Yamashitę.

Premiera książki 30 sierpnia.

poniedziałek, 14 sierpnia 2017

Jak przejąć kontrolę nad światem, nie wychodząc z domu - Dorota Masłowska


Jak przejąć kontrolę nad światem, nie wychodząc z domu Doroty Masłowskiej, to nic innego, jak jej komentarz do zastanej rzeczywistości, ujęty w felietony pisane i publikowane w  latach 2013-2016 w  magazynie dwutygodnik.com, a teraz zebrany w książkową całość.

Autorka z typowym dla siebie humorem i zaangażowaniem, analizuje polskie poletko kultury masowej – scenę demonizowanego disco-polo; rozpoznawalność osób znanych i jej wpływ na życie tychże; herod-babę Magdę Gessler; osławione paradokumenty, ze Słoikami na czele; fenomen zespołu Bajm; „zbezczeszczenie” celebrytów w Azji Express; popularność Big Brothera i szereg innych zjawisk, które dominują i rozprzestrzeniają się coraz szybciej i gęściej. To, co do niedawna było jedynie ciekawostką, dziś zawłaszcza kulturę całkowicie, nie pozostawiając właściwie miejsca na coś więcej. I jest to przestrzeń niezwykle istotna, bowiem tworzą ją nie tylko programy, ale także miliony śledzących je ludzi – nie wszyscy z takim nastawieniem i ukierunkowaniem jak autorka. Chociaż jak to z  tym jej nastawieniem jest, nie do końca wiadomo.

Masłowska – jak to zgrabnie ujmuje – poświęca się, by czytelnik nie musiał już oglądać owych ogłupiających programów, za to mógł zgłębić ich fenomen, dowiedzieć się, dokąd zmierzamy, co nas zachwyca, za co płacimy. Robi to z gracją, ośmieszając absurdy i wyłuskując z tego co głupie – to, co mądre. Analizuje rozrywkę dla mas pod wieloma kątami – antropologicznym, psychologicznym, socjologicznym… Nie ogranicza się do jednostronnego badania, lecz podgląda zjawiska pod lupą, skutecznie je sondując. Nie sposób ukryć jednak, że analizując to, czym – jak próbuje czytelnika przekonać – pogardza i z czego kpi, jednocześnie staje się tego częścią, pogłębia zainteresowanie tematem, zwiększa oglądalność, dokłada cegiełkę do kulturowego molochu tandety i żenady.

Jak to zatem z autorką jest i czy to poświęcenie może być wytłumaczeniem? W to wnikać nie sposób, pewnym jest, że czyta się książkę bardzo dobrze, bowiem dostarcza ona wiele intelektualnych wrażeń. Lubię język i formę, jakie Masłowska przyjmuje. Robi ona z czytelnikiem coś takiego, ze choćby czytał o głupotach, ma wrażenie, że oddaje się lekturze istotnej. I chyba tak to już z autorką jest. Z tego co nieistotne i pogardzane, robi ona sztukę.


Teksty Masłowskiej zawsze znajdują się u mnie w kategorii polecane – nie inaczej jest tym razem. Zachęcam do lektury, do ironicznej wiwisekcji i śmiałej wędrówki szlakiem polskiej mentalności i kultury. Masłowska będzie wyjątkową przewodniczką – nieco szaloną, ale za to niezapomnianą. 



niedziela, 13 sierpnia 2017

Reksio. Dobranocka wszech czasów - Maria Szarf


Reksio. Dobranocka wszech czasów, to książka, która największą radość sprawi chyba tym, którzy przygody tytułowego pieska pamiętają ze swoich dziecięcych lat. Choć w domyśle kierowana jest ona do dzieci, ze względów sentymentalnych równie dobrze sprawdzi się w roli lektury czytelnika dorosłego.

Książka ta została wydana z okazji 50 rocznicy urodzin kultowego bohatera, po to, by odświeżyć pamięć o nim i móc zachwycać i zachęcać do czytania kolejne pokolenia dzieci.

W skład publikacji wchodzi 10 opowiadań o przygodach Reksia i jego przyjaciół zamieszkujących wieś. Ich podwórko to prawdziwa kopalnia przygód! Gdzie się nie obrócić, coś się dzieje, ktoś wzywa i zaprasza do zabawy. Zwierzęta psocą do woli, ale wielokrotnie niosą one również pomoc słabszym.

Opowieści zawarte w tomie traktują o wspólnych podwórkowych zabawach, przyjaźniach zawartych w lesie, grze w chowanego i poszukiwaniach zagubionego gąsiątka, wyprawie w  góry, odwiedzinach w objazdowym wesołym miasteczku, wodnej przygodzie, wspólnym zbieraniu owoców z sadu, przyjaźni z ukrywającą się przed gospodarzem myszką, wychowywaniu kaczek oraz podwórkowych zawodach sportowych.

Reksio przez zabawę wychowuje i uczy prawidłowych postaw – bycia pomocnym, otwartym na drugiego, serdecznym, kulturalnym, skorym do współpracy, przyjaznym i z szacunkiem odnoszącym się do innych. Te mądre opowieści z całą pewnością sprawią radość niejednemu dziecku, a dzięki charakterystycznej kresce będą nie tylko zachęcać do lektury, ale także cieszyć oko.


Zachęcam do sięgania po przygody Reksia i zapoznawania z nim kolejnych pokoleń. Zaręczam (choć wiem, że nie muszę), że warto:)