środa, 21 sierpnia 2019

Kolory zbrodni. Czerwień - Małgorzata Oliwia Sobczak



Sopotem w latach 90. wstrząsnęła wieść o brutalnym mordzie popełnionym na córce znanej i szanowanej sędzi. Sprawa, mimo rozgłosu medialnego, bardzo szybko została zawieszona, a wstrząśnięta matka nie ubiegała się w żaden szczególny sposób o jej dalsze prowadzenie. Była otępiała i kompletnie zagubiona.

Jej życie miało być odtąd znaczone rutyną. Wszystko zmieniło się, gdy siedemnaście lat później Trójmiasto obiegła wieść o bliźniaczym morderstwie. Ofiara o bardzo zbliżonym typie urody do zabitej przed laty Moniki, została okaleczona w dokładnie ten sam sposób: ktoś wyciął jej czerwień wargową. To szczególne okrucieństwo i przekaz sugerowały powiązania z mafią, a obecni śledczy dziwili się, jak wiele kwestii przed laty zostało pominiętych... Wszystko wskazywało na to, że ktoś celowo wyciszył sprawę. Czy tym razem policji uda się wpaść na właściwy trop i poprzez powiązania z przeszłością rozwiązać sprawę? Czy morderca Moniki i Martyny to ta sama osoba? Gdy akcja nabiera tempa, pojawia się coraz więcej pytań pozostających bez odpowiedzi. I choć czytelnik w pewnym momencie bardzo łatwo może zorientować się, kto zabija, powolne dochodzenie do momentu rozwiązania jest dla niego niezwykle satysfakcjonujące.

Powieść Małgorzaty Oliwii Sobczak to bardzo dobrze skrojony i rozpisany kryminał, w którym zagadnienia z przeszłości i teraźniejszości zostały splecione z niezwykłą starannością. Autorka nie odkrywa zbyt wiele naraz, po to, by czytelnik mógł swobodnie dokonywać własnych obserwacji i wyciągać wnioski dotyczące toczącej się na jego oczach sprawy. Pikanterii całości dodają wątki obyczajowe oraz pojawiające się romanse, mające ogromny wpływ na przebieg akcji. To one sprawiają, że ożywają demony przeszłości, mogące naświetlić współczesne zbrodnie i stojące za nimi mechanizmy. Bestialstwo bowiem, nie rodzi się w powieści tej z niczego, lecz jest wynikiem pielęgnowanej przez lata pasji - do okrucieństwa, ale też do kobiet. 

Postaci wykreowane przez Sobczak to pełnokrwiści bohaterowie - zarówno pierwszoplanowi, jak i ci stojący w tle, prezentują pełną gamę swych cech, pozwalając się czytelnikowi zaklasyfikować - mało kto jest tutaj czarny albo biały, więcej jest szarości. W każdym złym kryje się bowiem dobro, zaś w każdym dobrym czai się pierwiastek zła.

Kolory zbrodni. Czerwień to porażająca i szokująca historia ludzkich namiętności, mogących prowadzić do najgorszego - nawet bestialskich zbrodni. Czytelnik pochłonie ją duszkiem, a makabryczne wizje na długo zawładną jego wyobraźnią. Uwaga - to lektura tylko dla osób o mocnych nerwach. Jeśli macie zbyt rozbuchaną wyobraźnię, część scen może utkwić w Waszych głowach na stałe.

Polecam - czyta się wyśmienicie. Jeśli szukacie kryminału wartego uwagi, to coś dla Was.

czwartek, 15 sierpnia 2019

Saga rodziny Neshov - Raki pustelniki / Na pastwiska zielone / Zawsze jest przebaczenie



Saga rodziny Neshov obejmuje pięć tomów: Ziemię kłamstw, Raki pustelniki, Na pastwiska zielone, Przebaczenie na zawsze oraz Kochanków.

O pierwszej z nich opowiadałam już jakiś czas temu, dziś zaś nadszedł czas na krótkie omówienie trzech kolejnych.

Raki pustelniki dotyczą czasów kiedy to już po śmierci i pogrzebie Anny Neshov i ujawnieniu rodzinnych sekretów, trzej bracia i Torunn - córka najstarszego z nich, za wszelką cenę próbują wrócić do normalności. Zaprzątać zaczynają ich codzienne sprawy i obowiązki, jednak ta zwyczajność szybko okazuje się zwykłą ułudą.

Pozostały w domu Tor wciąż prowadzi rodzinne gospodarstwo, jednak boryka się nie tylko z coraz większymi trudnościami z jego zarządzaniem, ale również z kłopotami finansowymi oraz coraz dotkliwiej odczuwaną samotnością, która szybko prowadzi do roztargnienia, to zaś - do nieszczęścia. 

Usilnie namawia Torunn, by przejęła po nim dom i gospodarstwo, jednak plany wobec niego mają także pozostali bracia.

Erlend ze swym partnerem bardzo pragną dziecka, a ta chęć stworzenia rodziny wiąże się dla nich z niełatwymi decyzjami. Margido zaś, podejmuje próbę uporządkowania swojego życia osobistego. 




Tom trzeci, Na pastwiska zielone, obejmuje okres, podczas którego Torunn przy pomocy młodego zmiennika, Kaja Rogera, usiłuje utrzymać rodzinne gospodarstwo, którego depozytariuszką się stała po samobójczej śmierci ojca. Kobieta obwinia się za rodzinną tragedię i coraz bardziej podupada na zdrowiu psychicznym, nie otrzymując żadnego wsparcia od wujostwa, zajętego własnymi sprawami. W tym czasie bowiem Margido rozwija działalność swojego biura pogrzebowego i w głowie ma jedynie swój coraz lepiej prosperujący biznes, a Elrend i Krumme oczekują narodzin dzieci z Jytte i Lizzi oraz remontują gospodarcze silosy, mające im posłużyć za miejsce letniego wypoczynku. Ich myśli zaprząta jedynie przyszłe ojcostwo oraz pragnienie przemienia gospodarstwa w ośrodek o zupełnie innych niż dotąd cechach. 




 Czwarta zaś część, Zawsze jest przebaczenie, porywa nas w czasy trzy lata po opuszczeniu Neshov przez Torunn. Kobieta ma już czterdzieści lat i czuje, że jej przyszłość nie powinna wyglądać tak jak teraźniejszość. Dość ma już niewierności swego partnera, jednak nie jest pewna czy po ucieczce ma szansę liczyć na wyrozumiałość i przebaczenie rodziny.

W jej życiu bowiem wiele się zmieniło - Erlend i Krumme zostali ojcami, Margido nadal rozwija swój biznes, choć czeka go wiele przeobrażeń.


Trudno opisywać tę sagę bez popadania w banał. Doceniam jej surowość, powolny rozwój wydarzeń, większe skupienie na opisach, lecz - jak to w sagach - to właśnie przez nie znajdują się tu momenty przestojów, dłużyzn, podczas których czytanie wydaje się tak monotonne, że ma się ochotę lekturę porzucić. Nie robi się tego jednak, bo jest w nich jednocześnie pewna magnetyczna siła, coś, co sprawia, że właściwie wiele niedoskonałości puszczamy kątem oka, udając, że wcale ich nie ma. Dziwny i wciągający to cykl, niewolny od partii portretujących wszystko i wszystkich, bardzo emocjonalny, oddający duszny klimat małomiasteczkowy, w którym każdy ruch jest obserwowany i skrzętnie zapamiętywany i gdzie nie bardzo jest miejsce na inność oraz zmianę. 

To, co zainicjowane zostało domem pierwszym, który skądinąd bardzo mi się spodobał, powoli zmierza ku finałowi. Rodzinne supły rozplątują się, a tajemnice przestają stygmatyzować. Ciekawa jestem tomu wieńczącego, jednak już teraz mogę miłośnikom długich historii polecić ten cykl. Nie bez powodu został on obsypany tyloma nagrodami i uznany za arcydzieło literatury norweskiej. 


środa, 14 sierpnia 2019

Tetris. Ludzie i gry - Box Brown




Tetris. Czy jest wśród Was ktokolwiek, kto nigdy nie słyszał o tej grze albo w nią nie zagrał?
Śmiem wątpić. O ile jednak każdy wie o jej istnieniu, o tyle burzliwe losy jej powstawania i przekazywania do niej praw nie są już historią powszechnie znaną.

Dzięki powieści graficznej Tetris. Ludzie i gry każdy czytelnik ma szansę zapoznać się z procesem powstawania jednej z najpopularniejszych gier świata, jej ewolucją, korzeniami i szaleństwem zdobywania praw do jej dystrybucji.

Wszystko zaczęło się niewinnie, od potrzeby stworzenia czegoś wyjątkowego, czegoś, co pokazywałoby, że gry mają moc, że są po coś, że socjalizują, dostarczają rozrywki i rozwijają pewne obszary mózgu, która rozwinęła się w głowie Aleksieja Pażytnowa, programisty Akademii Nauk ZSRR.

Dalej było już czyste szaleństwo: noce spędzane na wygenerowaniu tego, co siedziało w głowie twórcy, najwyżej postawieni przedstawiciele państw zaangażowani w zdobywanie praw do Tetrisa, ogólnoświatowe wariactwo na punkcie - zdawać by się mogło - zwykłych klocków, które należy odpowiednio ułożyć. To one bowiem generowały niesamowite zyski, toteż nie dziwi, że każdy kto mógł, chciał mieć w nich swój udział. 

Jeśli jesteście ciekawi, jak wygląda prawdziwa historia tej klasyki gier, sięgnijcie koniecznie. Bądźcie jednak gotowi na to, że od natłoku nazwisk zakręci Wam się w głowie. Przyznaję szczerze, że ani nie jestem w stanie ich powtórzyć, ani tym bardziej zapamiętać, jednak gdyby kiedykolwiek ta wiedza miała mi się przydać, będę wiedziała, gdzie jej szukać.

Wyjątkowa kolorystyka i kreska zastosowane w komiksie, również przypominają świat znany z ekranów konsoli. Z całą pewnością jest to powieść graficzna, która przypadnie do gustu każdemu miłośnikowi gier i to nich w dużej mierze powinna być ona kierowana. 




Box Brown kapitalnie oddał wpływ gier na społeczeństwo, nie pomijając przy tym trudnej sytuacji politycznej tamtych czasów, walkę Wschodu z Zachodem o wpływy - jak się okazuje - nie tylko polityczne. Każda osoba zainteresowana popkulturą znajdzie tu sporą dawkę wiedzy, a przy tym rozrywki. Polecam Waszej uwadze, sama zaś pędzę... Tetris czeka:) 



wtorek, 13 sierpnia 2019

Farma - Joanne Ramos






Zapraszam do miejsca, w którym za pieniądze możesz kupić pełną kontrolę. Możesz też sprzedać siebie, nie mając świadomości jak bardzo jesteś lustrowany.⁣ ⁣Oto Farma, luksusowy ośrodek oferujący majętnym i wpływowym klientom usługi wyjątkowych surogatek.⁣ Kobiety mogą korzystać z codziennych masaży, treningów, porad lekarskich i specjalnie dla nich ułożonych diet. Na czas ciąży są jednak nie tylko całkowicie odcięte od świata, lecz także umieszczone pod stałą obserwacją. Cel jest jeden: wyprodukowanie idealnego dziecka, bez skaz i wad; stymulowanego od samego początku ciąży. Za to się płaci i tego się oczekuje.⁣

Joanne Ramos zabiera nas do bezwzględnego świata ubranego w piękny płaszcz luksusu i wyższego statusu społecznego. Złociste Dęby niewątpliwie są miejscem mającym moc zmieniania życia: zarówno przyszłych matek, które zapracowane, niemające czasu albo ochoty poświęcania swojej sylwetki, ze względów zdrowotnych lub z czystej wygody decydują się na zatrudnienie surogatek spełniających rygorystyczne wymogi i będących pod ciągłą kontrolą; jak i samych kobiet decydujących się na wsparcie owych zamożnych pań. Wynagrodzenie jest bowiem bardzo hojne, a premia za prawidłowo przeprowadzony poród może zapewnić byt na długie lata - tym bardziej, że na Farmę trafiają najczęściej młode kobiety, które nie posiadają zbyt wiele, próbujące zarobić sporą sumę pieniędzy.

Najczęściej nie zdają sobie one jednak sprawy z tego, że ostra selekcja, której poddawane są na samym początku, to jedynie wierzchołek góry lodowej i że jeśli ciąża nie będzie przebiegała pomyślnie, a życzeniem klienta będzie ją przerwać, stracą wszystko. Kobiety - mimo że pozornie zaopiekowane i przebywające w luksusowych warunkach - są tu traktowane bardzo przedmiotowo. Jak inkubatory, które trzeba możliwe jak najbardziej kontrolować - śledzić każdy ich ruch, nagrywać, a w razie potrzeby podsłuchiwać. Wszystko w imię większego dobra, jakim jest pomoc wpływowym osobom, które mogą zechcieć przedstawić się swojej surogatce, bądź też pozostać anonimowym. 

Przedziwny to świat ukierunkowany na zysk, pozornie dbający o swych pracowników, robiący wszystko, by publicznie zachować twarz, być przestrzenią dyskretną, a jednocześnie przedkładający dobro firmy nad dobro pracujących w niej kobiet - te mają jedynie być posłuszne, trzymać się planu dnia, spełniać oczekiwania klientów i rodzić im zdrowe dzieci.

Ramos stworzyła powieść prowokacyjną, będącą asumptem do dyskusji o świecie sfokusowanym na wygodzie (wygodnictwie), w którym liczy się jedynie pieniądz - to on rządzi światem i czyni nas jego niewolnikami, bez względu na to, czego oczekujemy i jak chcemy go spożytkować; o świecie ludzi idealnych, pięknych, wpływowych, gdzie nie ma miejsca na niedoskonałości ani czasu na oddanie się macierzyństwu - nawet jeśli ma się takie możliwości, bo ani wiek, ani stan zdrowia nie stoją na przeszkodzie.  W tej rzeczywistości nie możesz się buntować - każde wychylanie się przed szereg i nieprzestrzeganie listy zakazów i nakazów może skończyć się tragicznie: w najlepszym wypadku utratą pracy i marzeń o lepszej przyszłości. 

Tym, co mam do zarzucenia powieści jest dość sucha i beznamiętna narracja. Mimo dramatów, których doświadczały bohaterki, nie byłam w stanie wejść w ich skórę, a nad ich osobiste doświadczenia wychylały się mechanizmy rządzące przemysłem surogacyjnym. Powaga podejmowanych tematów wyparła emocjonalność, zaś nieco stereotypowe ukazanie różnych nacji (w tym Polek) nieco mierziło. Koniec końców nie była to tak emocjonalna historia, jak można by się spodziewać, jednak aktualna tematyka oraz inicjowanie refleksji stanowią jej niewątpliwy atut.

Z całą pewnością jest nietuzinkowa i oryginalna, a przy tym wszystkim bardzo na czasie.






Fale.- AJ Dungo

\

Dzięki Wydawnictwu Marginesy zaczęłam w końcu czytać komiksy – i to takie, które zostają w mojej głowie na długo i mają ogromny walor poznawczy.

Fale AJ  Dungo będą się we mnie kotłowały jeszcze jakiś czas, bo – choć lektury minęło już kilka dni – wciąż trudno ubrać mi w słowa to, co kryje się pod jedną z najpiękniejszych okładek tego roku. 

Ta powieść graficzna spaja ze sobą dwie historie – jedną narrację wyróżnioną na grafikach o ciepłej, piaszczystej tonacji, obrazującą przeszłość i opowieść o narodzinach surfingu oraz współczesną - relację życia autora, początek jego miłości i towarzyszenia ukochanej w chorobie. Ukochanej, która zaraziła go pasją do unoszenia się na falach.



Dungo spełnia się dziś zarówno jako surfer, jak i ilustrator, a obie te pasje złączone i zamknięte zostały w wyjątkowej książce, będącej swoistym peanem na cześć miłości i hołdem złożonym wszystkim prekursorom surfingu, jaki dziś możemy uprawiać.

Część książki obejmująca historię powstania i ewolucji tego sportu prezentuje Polinezyjczyków, którzy pierwotnie unosili się na wielkich deskach, a dla których dryfowanie na falach było doświadczeniem duchowym, zakłóconym przez pojawienie się na wyspie ludzi Zachodu, za wszelką cenę chcących uprzemysłowić nowe tereny. Autor prezentuje proces unowocześniania desek, opowiada o najważniejszych postaciach związanych z surfingiem, pozwalając czytelnikowi zapoznać się z tym, o czym rzadko się słyszy. 


Druga część, przeplatana z pierwszą, ma charakter zdecydowanie bardziej emocjonalny, jest bowiem historią wielkiej miłości Dungo do dziewczyny, która zaszczepiła w nim pasję do surfingu, jednak sama bardzo szybko musiała mierzyć się z czymś o wiele niebezpieczniejszym niż fale oceanu - ze śmiertelną chorobą, która niczym owe bałwany morskie niosła ze sobą chwile lepszego i znacznie gorszego samopoczucia. 

Nie jestem miłośniczką surfowania ani jakichkolwiek innych sportów wodnych, jednak tę powieść graficzną przeczytałam z ogromną przyjemnością. Choć generuje ona smutek i żal za tym, co mogło jeszcze się wydarzyć, gdyby nie choroba, to chyba właśnie to jest jej mocą – katartyczny i terapeutyczny charakter sportu został tu nakreślony bardzo wyraźnie, pozostawiając czytelnika nie tyle z rozpaczą, ile z nadzieją.


Piękna opowieść o miłoście i stracie będącej początkiem nowego. 





poniedziałek, 12 sierpnia 2019

Śpiący giganci - Sylvain Neuvel



Sylvain Neuvel, kanadyjski twórca, zabiera nas w podróż do świata, o którym trudno będzie Wam zapomnieć. 

Gdy pewnego dnia, jadąca rowerem dziewczynka, Rose Franklin, pod którą zapadła się ziemia, odkryła metalową, gigantyczną dłoń, nie spodziewała się jeszcze, jak doniosłe będzie to wydarzenie.

Mierząca niemalże siedem metrów, zdobiona pobłyskującymi na turkusowo światłami, o palcach długości przeciętnego samochodu osobowego i - co najważniejsze - będąca częścią całego ciała, wykonanego z nieznanego stopu metalu. Dzięki przypadkowemu odkryciu nastolatki, ludzkość dowiaduje się, że pod ziemią znajdują się giganci. Ona zaś, wiedziona rozbudzoną tego dnia ciekawością, po latach będzie mogła chwalić się już serią zdobytych tytułów naukowych i staniem na czele projektu badawczego, którego celem będzie odkrycie właściwości objawionego przed laty znaleziska oraz - być może - odkrycie jemu podobnych. Oczywiście początkowo ośrodek badań nad obiektem znajduje się w Stanach Zjednoczonych, jednak prędko - jak wiemy z własnych doświadczeń - niemalże cały świat zgłasza zainteresowanie tematem. Tym bardziej, że analizy ukazały obecność kabiny dla pilotów we wnętrzu korpusu. Czy znajdujący się pod ziemią gigantyczny model człowieka to jakaś tajna broń, nowa technologia a może środek transportu istot pozaziemskich? Pytań pozostaje bez liku, jednak wątpliwości nie ulega jedno - na wszelki wypadek, każdy chciałby go mieć - tak politycy, jak wojskowi, zaś badaniami kieruje anonimowy człowieka, z daleka analizujący wyniki ekspertyz badaczy reprezentujących wiele różnych dziedzin.

Największym wyróżnikiem Śpiących gigantów jest nie tematyka - skądinąd szalenie intrygująca - lecz forma zapisuj przyjęta przez autora. Poza prologiem nie ma tu bowiem klasycznej narracji, są za to dokumenty - dzienniki osobiste, wywiady, transkrypty połączeń głosowych, transkrypty obserwacji satelitarnych i inne. To właśnie na ich podstawie czytelnik odtwarza sobie wszelkie wydarzenia, relacje świadków, uczestników badań, osób zaangażowanych w projekt, a dzięki nagromadzeniu  przeprowadzonych rozmów ma szansę poznać perspektywę różnych postaci.  Szalenie ciekawy koncept, doskonale oddający klimat powieści i jej sedno. Nietuzinkowa realizacja, która na długo zostanie w pamięci, jako świeża i zmyślnie obchodząca zużyty - wydawałoby się - temat.