poniedziałek, 10 czerwca 2019

Pieszo i beztrosko. O sztuce spacerowania - Bonnie Smith Whitehouse



Wydawać by się mogło, że spacerowanie to czynność tak naturalna, że tworzenie książki jej poświęconej jest zbyteczne. Jak się jednak okazuje, we współczesnym świecie miejsca na spacer i kontakt z naturą jest coraz mniej. Korzystamy z samochodów i komunikacji miejskiej, nawet najkrótsze trasy przemierzając, jadąc. Nie ma w nas naturalnej potrzeby pieszego wędrowania, bowiem jak wszystko - tak podróż - chcemy odbyć jak najszybciej się da.

Czy gdyby teraz ktokolwiek zapytał Was ile drzew mijacie po drodze do pracy albo jakiego koloru kwiaty rosną przy osiedlowym sklepie, to umielibyście odpowiedzieć? Pędzimy tak bardzo, że nie zauważamy rzeczy mijanych co dnia. Nie przyglądamy się, nie zachwycamy, nie dajemy sobie czasu na chwilę oddechu i namysłu. Czy tak właśnie chcemy żyć?

Bonnie Smith Whitehouse widząc w jakim kierunku zmierzamy, postanowiła stworzyć wyjątkową książkę - ni to przewodnik, ni pamiętnik spacerów, pomagających nie tylko zachwycić się światem, ale przede wszystkim zatrzymać, pomedytować i odnaleźć wewnętrzny spokój. Bez ropraszaczy, bez telefonów, za to w wygodnych butach i z ołówkiem lub długopisem w ręku, którymi wykonywać będziemy kolejne zadania. 

Autorka zachęca do podjęcia wyzwania, które ma nas zrelaksować, dodać energii, wyciszyć i wyzwolić naszą kreatywność. Treść książki ujęta została w sześciu rozdziałach, uporządkowanych tematycznie. Są wśród nich: świadomość miejsca, dobre samopoczucie, uwaga, poznawanie świata, zaangażowanie, transcendencja. Przeplatane są one inspirującymi słowami słynnych filozofów, pisarzy i in. Ich myśli mają zachęcać do działania i przypominać o tym, co naprawdę się liczy, zaś wykonywanie kolejnych zadań ma nas przybliżyć do samych siebie, zapewniając sporą dozę autorefleksji.  Poręczny format umożliwia zabranie dziennika w dowolne miejsce, by w ciszy i na łonie natury móc oddawać się zbawiennemu wpływowi spacerowania.

Choć początkowo miałam mieszane uczucia i po pierwszych kilku stronach wydawało mi się, że największą zaletą książki jest jej obłędnie piękne wydanie, to bardzo szybko przekonałam się, że nie mam racji. Realizacja kolejnych wyzwań pokazuje, jak bardzo jako ludzie jesteśmy pogubieni i zdominowani przez nieistotne przekazy, jak wiele czasu marnujemy na "superważne" sprawy, niemające tak naprawdę żadnego sensu. Ta książka pozwala dostrzec fałsz i obłudę świata skontrastowane z prawdą płynącą z natury.

Pozornie proste zadania i wielość miejsc na własne notatki sprawiają, że czytelnik z łatwością odda się rozważaniom. Jest jednak pewna pułapka - książkę koniecznie musicie czytać z dala od urządzeń cyfrowych, bo inaczej wszystko na nic. Wystarczy jedno rozproszenie, jedno zerknięcie w ekran telefonu i już nie docenicie prostoty i mądrości płynącej z tej publikacji.

Moi Państwo, pora na detoks i zadbanie o siebie. Ołówki w dłoń i do dzieła - idźcie na spacer. Pieszo i beztrosko - zobaczycie, jakie to piękne i potrzebne. 


_____________

Jeśli macie ochotę, książkę kupicie teraz w promocyjnej cenie 19 zł - klik. 

niedziela, 9 czerwca 2019

Do końca świata - Tomasz Maruszewski


Oto Jerzy, dojrzały mężczyzna znajduje się na skraju depresji. Od tygodni nie wychodzi z łóżka, co martwi jego syna, Jana, Niespodziewanie, niejako z dnia na dzień, bohater wstaje i zaczyna żyć. Wydawałoby się, że normalnie, jednak prędko okazuje się, że rozmawia on z żoną. Żoną, która odeszła od niego do jego przyjaciela, a którą on w myślach uśmiercił, by lepiej poradzić sobie z własnymi emocjami. Dialogi prowadzone z projekcją nieobecnej postaci, a także gesty wykonywane w jej kierunku publicznie, zaczęły budzić powszechne zainteresowanie, zaś jego syna (podpuszczanego przez rzeczonego przyjaciela i jego potomka) coraz częściej poczynają trapić myśli o konieczności ubezwłasnowolnienia ojca, by ten nie zaprzepaścił całego dorobku firmy. To bowiem praca nad pewnym ściśle tajnym projektem sprawiła, że Jerzy całkowicie zatracił się w obowiązkach, zaniedbując spragnioną bliskości żonę. Gdyby teraz utracił to, dla czego poświęcił swą rodzinę, nie pozostałoby mu nic. Mimo propozycji Tadeusza (rzeczonego przyjaciela) nie chce on wejść z nim współkę, nie zważając na sensowność jego argumentacji i dobro firmy.  Niechęć ta poniesie za sobą wielkie konsekwencje.

Tak pokrótce można by streścić fabułę, którą czytelnik poznaje stopniowo, początkowo jedynie domyślając się, co przydarzyło się w życiu głównych bohaterów oraz jak skomplikowane i napięte są ich relacje.


Mimo niewielkich gabarytów książka niesie ze sobą spory ładunek emocjonalny. Zachowania bohaterów są zaś tak niejednoznaczne i trudne do osądzenia, że po odłożeniu książki czytelnik sam do końca nie wie, co o nich, jak i o całej powieści sądzić. Niby rozumie pewne mechanizmy (albo chociaż się stara), a jednak do samego końca pozostawiają one wrażenie, że coś tu jest nie tak, że wykreowane postaci są jakby nierzeczywiste, że to się przecież nie mogło wydarzyć (choć doskonale zdajemy sobie sprawę, że mogło). Wyczuwam tu pewną hiperbolizację, wyjaskrawienie nie tyle pewnych cech, ile zachowań, niejako rozpaczliwych, dramatycznych, widowiskowych wręcz, zbierających publiczność. Gdzieś w tyle głowy rodzi się zaś pytanie czy to autentyczność, czy też może doskonale rozegrany fałsz.

Tak powieść, jak bohaterowie są dla mnie niejednoznaczni w ocenie. Zakończyłam lekturę z ambiwalentnymi uczuciami - wiele ustępów skłoniło mnie bowiem do namysłu - nad istotą miłości, człowieczeństwa, relacji, jednak nie do końca jestem pewna czy polubiłam bohaterów ani nawet czy książka ostatecznie mi się podobała, czy nie. Zdecydowanie tym, co wpływa na taki osąd jest jej refleksyjność - to wnioski płynące z lektury, towarzyszące nam myśli i to jak zostały one sprawnie pobudzone stanowi o wartości tej historii. Odnoszę wrażenie, że fabuła jest jedynie pretekstem do zadumy o charakterze ponadczasowym i uniwersalnym. Ważną rolę odgrywa tu również język, bowiem w wielu miejscach to właśnie na nim skupiamy uwagę. Bohaterami niefiguratywnymi są zaś bez wątpienia miłość oraz strata, odczytywane na wielu poziomach.

Autor stawia pytania o to, czy człowiek jest w stanie pogodzić się z utratą kogoś bliskiego, czy można kochać dwie osoby jednocześnie, czy wówczas jest w ogóle możliwe szczęście? I wreszcie - czy można jednocześnie być i nie być (z kimś). Wiele z tych pytań zadanych jest en passant, między wierszami. 

Nie jest to tytuł dla każdego. Początkowe rozdziały nie pozwalają się w powieści zatracić, całość dość długo się rozwija, pozostawia wiele niepewności, co czytelnikowi niecierpliwemu na pewno nie pomoże, a wręcz może go zniechęcić. Polecam zatem tym, którzy lubią czytelnicze wyzwania, cenią ciekawe debiuty i gotowi są na opowieść refleksyjną, ale też niełatwą. Te właśnie cechy posiada bowiem Do końca świata Tomasza Maruszewskiego.




czwartek, 23 maja 2019

Grand - Janusz Leon Wiśniewski




Czasy, gdy z wielką lubością sięgałam po książki Janusza Leona Wiśniewskiego, (chyba) bezpowrotnie minęły. Teraz, z rzadka zdarza mi się do nich zajrzeć, nie wiąże się to już jednak z większymi emocjami.

Na blogu mogliście dotąd poczytać o publikacjach Moje historie prawdziwe i Wszystkie moje kobiety. Przebudzenie. 

Dziś opowiem Wam (bardzo skrótowo) o tekście Grand, powieści, do której podeszłam najmniej emocjonalnie (i chyba najmniej chętnie) z wszystkich dotychczasowych.

Rzecz dzieje się w Sopocie, w tytułowym hotelu Grand, który to staje się niejako głównym bohaterem snutej narracji. To on odgrywa kluczową rolę, stając się spoiwem całości. Postaci, które się przez niego przewijają są niejako tłem, dodatkiem do osi powieściowej, wokół której zbudowana została historia. 

Książkę otwiera rozdział poświęcony samym dziejom budynku – jeśli nie jesteście nim żywo zainteresowani, może się okazać pełen dłużyzn i nudny – a jako że jest on pierwszy, odnoszę wrażenie, że ma moc skutecznego zniechęcania do dalszej lektury. Tym bardziej, że sam język powieści zdaje się dość toporny, co dziwi. W innych książkach Wiśniewski posługiwał się takim językiem, że przez kolejne rozdziały się płynęło, bez względu na zainteresowanie tematem. Tutaj zaś, nawet warstwa lingwistyczna zniechęca. Zarysowanie postaci również pozostawia wiele do życzenia, co naprawdę szokuje, bowiem dotąd autor uchodził za specjalistę od tworzenia portretów psychologicznych.

Być może moja ocena powieści wynika z samego nastawienia, z którym do niej podeszłam – nie ukrywam, że rzutował, on na moje zainteresowanie podczas lektury. Jeśli jednak chcecie poczytać Wiśniewskiego, polecam każdy inny jego tekst. Ten możecie sobie podarować.

Udawajmy, że w ogóle go nie było. 



wtorek, 21 maja 2019

Zły król - Holly Black


Zły król to kontynuacja Okrutnego księcia, jednej z najlepszych i najbardziej wciągających książek fantasty dla młodych dorosłych, jaką ostatnio czytałam.

Drugi tom, to ciąg dalszy o jakim marzył każdy czytelnik- naszpikowany akcją, jej wielokrotnymi zwrotami, niejednoznacznymi bohaterami, którzy są jednocześnie postaciami dynamicznymi, zmieniającymi się w czasie, dojrzewającymi, nabierającymi pazura oraz... przebiegłości. 

Żądza władzy dotykająca większość przewijających się przez powieść postaci manipuluje każdym - to ona, bardziej nawet niż rozum czy serce, kieruje decyzjami tych, którzy są odpowiedzialni za losy królestwa. Spisek goni spisek, zdrada depcze za zdradą, a knowaniom zdaje się nie być końca.

Jude rządzi Cardanem, jednak ten wcale nie jest tak poddany jej woli, jak mogłoby się wydawać, zaś wrogowie nie śpią. Dawne sojusze są już nieaktualne, a zawarcie nowych wymaga poświęceń.

Władca Królestwa Elfów na różne, coraz bardziej wymyśle sposoby próbuje ośmieszyć Jude i udowodnić jej swą potęgę, niszcząc tym samym jej autorytet, ona zaś na tyle przesiąknęła już światkiem pełnym intryg, że nie pozostaje mu dłużna, za jego plecami załatwiając wiele istotnych  dla państwa spraw.

Sytuacja robi się tym gorsza, że główni bohaterowie, ci, którzy tak serdecznie mieli się nienawidzić, zdają się przekuwać swe przepełnione gniewiem serca w... miłość. Nieświadomie, bez udziału ich woli, poddają się czemuś, czego nie chcą i co próbują zagłuszyć, raniąc się coraz dotkliwiej.

Jak zakończy się walka dwu światów? Kto wygra ten nierówny pojedynek i ile ofiar poświęci? Kto pozostaje przyjacielem, kto zaś wrogiem czekającym na potknięcie i dogodną okazję do ataku? 


Holly Black spisała się na medal, oferując czytelnikowi spragnionemu szalonej akcji to, czego ten najbardziej oczekuje. Nie ukrywam, że niewielu autorów potrafi mnie sprowokować do takich nerwów, jak Black pod koniec każdej z jej dotychczasowych książek. To mistrzyni cliffhangare'ów, autorka wiedząca jak rozjuszyć odbiorcę i sprowokować go, sprawiając, by ani na moment nie przestał myśleć o bohaterach i świecie, który tak nagle, zdecydowanie za szybko musiał opuścić. 

Nie wyobrażam sobie, ile nerwów stracę, wypatrując kolejnego tomu, wiem jednak jedno - oczekiwania mam ogromne i liczę, że Black po raz kolejny udowodni swój niesłychany talent w budowaniu napięcia. A jakiego oczekuję zakończenia? O tym cśśś :)


Nie bój się życia - Katarzyna Miller



Katarzyna Miller jest osobą, której zaufały miliony Polaków, szczególnie zaś Polek. Swymi radami od lat dzieli się z opinią publiczną, udowadniając, że relacje trzeba pielęgnować, a o kondycję psychiczną dbać.

Jednym z jej najlepiej sprzedających się książek jest Nie bój się życia, poradnik dla tych, którzy nie podejmują się wielu zadań z lęku przed niepowodzeniem. 

Przed Wami poszerzone i uzupełnione wydanie tegoż, po raz kolejny wyposażające nas w wiedzę i rady oparte na doświadczeniach pacjentów i przyjaciół autorki, pozwalające zmierzyć się z własnymi strachami i blokadami.

Autorka chce nam pokazać, jak czerpać z życia pełnymi garściami, jak nie dać się sparaliżować lękowi i przestać przejmować się opinią innych - prawda jest bowiem taka, że niewielu ludzi zwraca na nas uwagę, czemu zatem my tak bardzo ograniczamy się ze względu na wydumane obawy?

O ileż życie byłoby pełniejsze i piękniejsze, gdybyśmy się nie bali? My zaś lękamy się wszystkiego: choroby, śmierci, wyśmiania, samotności, porażki, utraty pieniędzy, starości  i tak dalej, i tym podobne. Ilu ludzi, tyle strachów. Miller pomoże Wam przekuć lęk w zachwyt i na nowo rozbudzić w sobie dziecko.

Książka podzielona została na rozdziały podejmujące tematykę różnych rodzajów lęków. To zaś sprawia, że nie trzeba jej czytać linearnie - możemy wybierać te rozdziały, które nas najbardziej interesują i dotyczą. Porusza ona kwestie lęków przed strachem, starzeniem się, szczęściem (sic!), złością, chorobą, popełnieniem błędu, śmiechem, tym co ludzie pomyślą, śmiercią, odpowiedzialnością, miłością, ojcostwem, wdzięcznością, egoizmem i wieloma innymi. 

Wszystko to ujęte zostało rzeczowo i prosto, a przy tym konstruktywnie. Autorka pisze tak, by czytelnik od raz wiedział, jak jej porady przenieść w życie - nie zastanawia się niepotrzebnie, jak teorię przekuć w praktykę, bo w tę wiedzę został wyposażony jednocześnie. To z kolei sprawia, że nie marnujemy energii na gdybanie, lecz instynktownie zmieniamy swoje życie - od razu, bez czekania na dogodny moment, w którym przetestujecie nowe teorie. 

Polecam - wraz z przypływem wiosny warto zadbać o swoją kondycję psychiczną i relacje. Zbliżające się wakacje mogą być doskonałym czasem do pokonywania swoich lęków w wielu dziedzinach - dajcie więc sobie szansę.

Odrzućcie lęk, cieszcie się życiem!




poniedziałek, 20 maja 2019

Historia filozofii po góralsku - Józef Tischner



Na pocątku wsędy byli górole, a dopiero potem porobiyli się Turcy i Zydzi. Górole byli tyz piyrsymi „filozofami”. „Filozof” to jest pedziane po grecku. Znacy telo co: „mędrol”. A to jest pedziane po grecku dlo niepoznaki. Niby, po co mo fto wiedzieć, jak było na pocątku? Ale Grecy to nie byli Grecy, ino górole, co udawali greka. Bo na pocątku nie było Greków, ino wsędy byli górole.[1]

Historia filozofii po góralsku jest już klasykiem. Klasykiem, o którym każdy słyszał, ale nie każdy jeszcze miał okazję czytać (ja). Nowe wydania spod szyldu Wydawnictwa Znak są zaś tak zachęcające graficznie, że nie sposób im się dłużej opierać.

Był Alfabet duszy i ciała, był Krótki przewodnik po życiu, jest i czas na Historię... . 

Wyżej wymienione teksty znacząco różnią się od tego, który chcę polecić Wam dziś. Tamte pisane były tonem poważnym, miejscami wręcz podniosłym, tutaj zaś na pierwszy plan wysuwa się humor. Nie dziwi więc, że właśnie ta książka stała się prawdziwym bestsellerem, inspiracją do tworzenia spektakli teatralnych (chociażby ten wystawiany w Teatrze Rozrywki) i ... myślenia. 

Nienaśladowczy, nowatorski sposób mówienia o tym, co w życiu ważne. Tischner filozofię ubrał w gawędy, a role znanych greckich myślicieli podjęli mieszkańcy Podhala, którzy gwarą zapoznają czytelnika nie tylko z historią filozofii i etapami jej kształtowania się oraz głównymi nurtami, ale też z językiem mieszkańców Tatr. Mimo że spisana wcale nie oficjalną polszczyzną, to jednak zrozumiała dla wszystkich książka, stała się świadectwem erudycji ks. Tischnera i jego zdolności do takiego władania słowem, by przyciągnąć uwagę czytelnika. Przyciągnąć i zatrzymać ją na dłużej, prowokując do myślenia, ale i uśmiechu. Bo któż nie zaśmieje się, gdy pozna prawdziwe dane osobowe Talesa z Miletu? Wszak ten myśliciel to nie kto inny, jak Stasek z Nędzy. A Arystoteles? Li przykrywka dla Tadka Pudzisza, podobnie jak Platon to ksywka Władka Trebuni-Tutka. Wiedzieliście o tym, że myśliciele greccy, to tak naprawdę filozofowie górscy? Ktoś ewidentnie się pomylił w przekazach :)

Polecam ogromnie - najpierw lekturę i namysł nad nią, później zaś spektakl. Wówczas Wasze zetknięcie się z tematem stanie się kompletne.


[1] Historia filozofii po góralsku, ks. Józef Tischner, Kraków 2018, s. 5.