poniedziałek, 6 listopada 2017

Tajemnica mody - Martin Widmark




Seria Biuro detektywistyczne Lassego i Mai liczy już sobie dwadzieścia cztery części. Najnowsza z nich, Tajemnica mody, porywa młodego czytelnika w świat blichtru i światowej sławy. Oto do miasteczka Valleby przyjeżdża popularny kreator mody, mistrz w swojej profesji, który spośród mieszkańców ma wyłonić najlepiej ubrane osoby. Konkursowe szaleństwo ogarnia niemalże wszystkich – sklepy, komisariat, kawiarnia, a nawet świątynia są zamknięte – dorośli szyją nowoczesne kreacje, mające stać się ich przepustką do sławy oraz gwarantem nagrody głównej, jaką jest wyjazd do stolicy mody – Paryża. Zamieszanie panujące w Valleby zostaje jednak niecnie wykorzystane – w niewyjaśnionych okolicznościach gubi się ukochana kotka projektanta Jeana-Laurenta, a on sam otrzymuje list z żądaniem okupu.

(...)

Martin Widmark stworzył kolejną część cyklu, która wciąga tak samo jak poprzednie. Niczym nie ustępuje im ani w humorze, ani w przewrotności, ani tym bardziej w sposobie prowadzenia akcji, który zachęci niejedno dziecko do logicznego i analitycznego myślenia. Tajemnica mody to książka, która zaciekawi także niejednego dorosłego, dając mu asumpt do sięgnięcia po inne części.
(...)



Cały tekst:


Recenzja innego tomu serii na blogu:

Tajemnica więzienia

środa, 1 listopada 2017

Kominiarz / Piekarz - Dominika Czerniak-Chojnacka



Książka Piekarz / Kominiarz Dominiki Czerniak-Chojnackiej, to wydanie warte Waszej uwagi – stworzona została ona niejako z dwu historii – gdy skończymy jedną, obracamy książkę do góry nogami i już możemy poznać drugą. Zaczynamy, jak chcemy – albo od Piekarza albo od Kominiarza. Panowie są braćmi, nie powinni się obrazić na Wasz wybór.

Ich dni pracy wyglądają podobnie, choć tak naprawdę różnią się wszystkim – jeden ubiera się na czarno, drugi na biało; jeden wstaje w nocy, by ten drugi rano miał co jeść; drugi pracuje za dnia, by pierwszy nigdy nie miał zapchanych kominów. Ich prace są niezwykle ważne – jeden bez drugiego długo by nie popracował. 
Książka za sprawą rymowanych historii obrazujących plan dnia piekarza i kominiarza pokazuje, jak istotne jest wykonywanie różnych zawodów, z których jeden służy drugiemu. Autorka wskazuje na to, że w świecie każdy ma swoje miejsce, a każda praca jest potrzebna dla dobra innych.


Wszystko to na kontrastowych kartach, oszczędnie i z humorem oraz z onomatopeiczną zabawą słowem. Kreska jest prosta, wręcz dziecięca, imitująca maźnięcia kredą, a przy tym wszystkim precyzyjna. Historia oparta na kontraście nie tylko w formie, ale również w treści, dzięki czemu przekaz jest kompletny. Maluchy będą zachwycone, a rodzice zadowoleni – zabawne, rymowane treści dziecko z  łatwością może powtarzać, ćwicząc pierwsze słowa lub naśladując dźwięki. 

Przyjemne z pożytecznym!

wtorek, 31 października 2017

Geny. Projektowanie czy loteria? - Miesięcznik Znak, Październik (10) 2017


Najnowszy numer Miesięcznika „ZNAK” szalenie mnie zainteresował. Od jakiegoś czasu „siedzę” w genach, zatem  poświęcenie tematowi głównej części wydania było dla mnie prawdziwą gratką i inspiracją.

Już sam otwierający numer artykuł Dobroczynna prokreacja oraz znajdujący się zaraz za nim Transhumaniści kontra biokonserwatyści wystarczyłyby, by uczynić z niego jeden z ważniejszych dla mnie w ostatnich czasach. Poruszają one m.in. kwestię możliwości wyboru nie tylko płci dziecka, ale także selekcji zarodków pod względem ich predyspozycji zdrowotnych oraz intelektualnych. Autorzy zastanawiają się nad etycznością podobnych decyzji i próbują umieścić je w szerszym kontekście oraz przyrównać do innych podejmowanych wyborów. Rozważają sprawę terapii genetycznych, możliwych przy niektórych chorobach związanych z mutacjami. Kwestia „ulepszania człowieka” dla dobra społecznego czy też ingerencje genetyczne mogące pogłębić problem społecznych nierówności lub też jemu zapobiec, to jedynie wyimek tego, nad czym pochylają się autorzy piszący na łamach numeru. Poglądy są różne, wszystkie jednak rzeczowo uargumentowane.

Artykułu czyta się z ogromnym zainteresowaniem, bez względu na to, po czyjej stronie w debacie stoimy.

Szczerze mówiąc temat miesiąca przyćmił dla mnie wszystko inne, może za wyjątkiem nowego cyklu W  księgarni, znajdującego się na samym końcu numeru, za to rzucającego się w oczy. Praca w branży księgarskiej nie jest mi obca, w związku z czym zawsze chętnie czytam o doświadczeniach księgarzy, ich marzeniach, planach, spostrzeżeniach – i tym właśnie, jak zwiastuje pierwszy odcinek, ma ów cykl być – rozmowami z tymi, którzy współtworzą księgarnie warte odwiedzenia i dyskusji z tymi, których tam spotkamy – tak na kartach książek, jak między regałami czy za kasą.


Polecam. 

poniedziałek, 30 października 2017

Targi Książki w Krakowie 2017 - co poszło nie tak?





Będę trochę marudzić, ale... :)

Być może się starzeję, być może dziadzieję, a być może liczę na to, że standard będzie z roku na rok lepszy, a nie mniejszy...
Tymczasem.

Kilka lat temu, gdy targi odbywały się jeszcze w poprzedniej lokalizacji, zarzekałam się, że już nigdy więcej na nie nie pojadę. Bo za duszno, za tłoczno, za wąsko, za..., za..., za...



Wraz ze zmianą miejsca dałam im szansę jeszcze raz. Niestety poza faktycznym opanowaniem duchoty, która w nowym centrum nie doskwiera, różnice wcale odczuwalne nie są. Jeżdżę rokrocznie, jednak wydaje mi się, że coraz bardziej zbliża się ten moment, gdy powiem "dość". 

Szalenie cieszy mnie, że tak wielu ludzi wybiera się na Targi Książki i zdaję sobie sprawę, że organizatorzy nie są w stanie z roku na rok zapewniać większej hali, by zapewnić odwiedzającym komfort buszowania wśród książek, toteż pretensji do nich nie mam. Doskonale rozumiem ideę zapraszania popularnych autorów, bo to przecież oni w dużej mierze przyciągają ludzi - czym szerzej znana postać, tym lepiej. To co jednak z roku na rok denerwuje mnie coraz bardziej, to kolejki ludzi, którzy kompletnie blokują ruch i za nic mają sobie innych. Ludzi, którzy za wszelką cenę próbują się dostać do Autora, którego sobie upatrzyli, nierzadko nie licząc się z tym, że obok stoi małe dziecko, ciężarna kobieta lub starszy człowiek. Przepychają się barami, nie cofną na krok i kulturę chowają głęboko w kieszeni, mimo że przecież Targi Książki gromadzą - jak mi się dotąd wydawało - ludzi obytych i kulturalnych, wszak czytających. Nic bardziej mylnego, nie podczas tych kilku godzin walkę o miejsce. Oczywiście nie chcę generalizować, bo wśród "ludzi" faktycznie znaleźli się i ludzie uprzejmi, tych jednak zdominowały roboty nastawione na autograf i chwilę grzania się w blasku sławy autora. Nie chcę przez to powiedzieć, że każdy, kto stoi w kolejce jest zły - sama stałam wcale nierzadko! Chciałabym jedynie zwrócić uwagę na to, że coraz częściej, właściwie wszędzie i o każdej porze, coraz mniej liczymy się z drugim człowiekiem. I to mnie zasmuca. 

Targi tracą dla mnie urok, gdy nie jestem w stanie zatrzymać się przy żadnym stoisku na dłużej niż mgnienie oka, gdy nie mam możliwości zajrzenia do wystawionych kartonów, podziwiania przygotowanych stoisk i rozmowy z wystawcami lub autorami. Masa mnie przeraża i zabiera radość przebywania wśród ludzi kochających książki tak jak ja. 


W tym roku odwiedziłam Kraków tylko w niedzielę - z relacji wiem, że w porównaniu z poprzednimi dniami, były luzy i właściwie narzekać  nie powinnam. Dla mnie jednak, tylko pierwsza godzina była do przeżycia - wtedy ludzie jeszcze nie napierali ze wszystkich stron, człowiek miał szansę zastanowić się nad zakupem i nie martwić przy okazji czy zaraz nie dostanie z bara lub z torby wypełnionej zakupami. 



Cieszę się, że dwie z 4 godzin, które spędziłam na TK, spędziłam na stoisku Księgarni Tania Książka, gdzie byłam zaproszona jako gość i skąd mogłam obserwować rozwój wydarzeń. Swoje się naoglądałam:)



Tegoroczne targi były rekordowe: wstałam najwcześniej, dojechałam najwcześniej, byłam przemoczona najmocniej, na hali byłam najkrócej. I nie stanęłam w żadnej kolejce do autora. I wiecie co jest najśmieszniejsze? Nie kupiłam żadnej książki. Wróciłam za to z gadżetami. I z nich cieszę się najbardziej;)


A jak Wasze potargowe wrażenia? Byliście? Jak oceniacie? Co Wam się podobało, co doskwierało?
Ja czekam na Śląskie Targi Książki i bardzo jestem ciekawa, co tam zastanę... :)






Droga do Nobla - Ewa Nowak


Seria Czytam sobie stała się już dziś gwarantem dobrej propozycji dla tych dzieci, które stawiają pierwsze samodzielne kroki na drodze lektury. Z książeczki na książeczkę mam wrażenie, że klasa cyklu rośnie, pozwalając dzieciom nie tylko nauczyć się płynnie czytać, ale także przekazują im wiedzę w bardzo przystępny sposób.

Droga do nobla to jedna z lepszych, jeśli nie najlepsza pozycja w serii. W syntetycznej i niezwykle wciągającej formie opowiada o losach Marii Skłodowskiej-Curie uwrażliwiając młodego czytelnika na historię i przedstawione w niej fakty. Merytorycznie stoi na naprawdę wysokim poziomie, napisana jest zaś w taki sposób, że także dorosły znajdzie w niej upodobanie, zaspokajając ciekawość i doceniając ją może bardziej niż opasłe tomy biograficzne. 

Takie ujęcie tematu do wielka sztuka, która Ewie Nowak wyszła fenomenalnie. 


***

Czytam sobie to trzypoziomowy program wspierania nauki dla dzieci w wieku 5-7 lat. Prezentowana dziś książeczka przynależy do poziomu 3 - połykam strony. Na tekst składa się od 2500 do 2800  wyrazów, sformułowanych w dłuższe zdania (w tym złożone). Zawiera on dialogi, a całość zbudowana została z użyciem wszystkich głosek.

Patronat honorowy nad serią objęła Biblioteka Narodowa, a całość zgodna jest z zaleceniami metodyków. 


Zarówno papier, jak i odpowiednio dobrana czcionka wspierają proces czytania, zaś wybitni polscy autorzy oraz mistrzowie ilustracji każdorazowo dokładają wszelkich starań, by publikacja była nie tylko atrakcyjna pod względem treściowym, ale również graficznym.

W tym przypadku mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że wszystko to zostało zrealizowane perfekcyjnie. 

Polecam!

niedziela, 29 października 2017

Franciszek. Strachliwy Myszek - Odile Bailloeul, Claire Curt


Poznajcie jedną z najbardziej urokliwych serii dla najmłodszych ostatnich miesięcy w przekładzie Agaty Buzek, a wraz z nią Franciszka, strachliwego myszka. 

Nasz bohater sam siebie przedstawia jako najbardziej lękliwego ze swojego rodu, pozwalając się tym samym utożsamić ze sobą co mniej śmiałym dzieciom.

Boi się właściwie wszystkiego: mrówek, wiatru porywającego ubrania, samodzielnego przechodzenia przez drewniany mostek,  spania przy zgaszonym świetle, a już najbardziej tego, że mama kocha  jego młodsze rodzeństwo bardziej niż jego.

Są jednak takie chwile w życiu strachliwego myszka, w których nie waha się przed niczym i strach odpycha daleko. Jakie to sytuacje? Przekonajcie się sami, biorąc do ręki tę przecudną opowiastkę, w której niewątpliwie pierwsze skrzypce gra warstwa graficzna. 

Urzekające fotografie i chwytająca za serce opowiastka rozczuli niejednego dorosłego, zaś dziecko wprawi w zachwyt i (wielce prawdopodobne) wyzwoli w nim chęć posiadania Małych Myszek na własność. 

Rodzice, będziecie oczarowani.

W księgarniach można już znaleźć przygody Roksany, a niedługo dzieciaki będą mogły śledzić także losy Mańka oraz Agnieszki.