sobota, 1 września 2018

Mój mąż i ja - Ingrid Seward



To, co serial The Crown zrobił dla monarchii angielskiej, jest niezmierzone. Kapitalna realizacja sprawiła, że Elżbieta II po raz kolejny stanęła w centrum uwielbienia tłumu i stała się obiektem jego niepojętego zainteresowania.

Świetnie wykorzystali tę okazję wydawcy, oferując czytelnikom i fanom serialu dodatkowe uzupełnienie tego, co pokazano na szklanym ekranie. Książka Mój mąż i ja,  pełni dziś rolę dopełnienia historii najdłużej wspólnie żyjącej pary monarszej, której od lat przyglądają się ludzie na całym świecie. 

Ingrid  Seward od lat zajmuje się prowadzeniem pisma "Majesty" poświęconego przede wszystkim rodzinie Windsorów, zna wielu jego członków osobiście, jest zatem doskonałym źródłem wiedzy o tymże. Prowadzi ona czytelnika szlakiem rodzącego się związku "Elżuni" i Filipa, kieruje naszą uwagę na ich pierwsze wspólne lata, dni szczęśliwe, dni trudne, momenty kryzysów, w obliczu których stawała monarchia i wielu innych etapów ich małżeńskiego stażu. 

Książka ta, pomimo że zapowiada skupienie się na związku Elżbiety II i Filipa, wiele mówi także o samych rządach sprawowanych przez królową nad Wielką Brytanią od ponad 60 lat. 
Wspomina związki dzieci królewskiej pary, przypomina w obliczu jakiego kryzysu stanęła monarchia po śmierci Diany, a wszystko to teraz, gdy oczy całego świata skupione są wokół dwu książęcych par: Kate i Williama oraz Megan i Harry'ego. Stabilność małżeństwa Elżbiety II i Filipa winna być im przykładem, a my mamy możliwość zajrzeć za kulisy życia tej pary i dowiedzieć się, w czym tkwi ich sekret.


Biografie zawsze cieszą się ogromną popularnością, te jednak, które dotyczą losów rodzin królewskich, zainteresowanie budzą jeszcze większe - każdy ma bowiem nadzieję, że doczyta w nich coś, o czym w tabloidach nie może być mowy, o informacjach dotąd strzeżonych, nieujawnianych, a teraz wreszcie przekazywanych światu. Elżbietę II cechuje wielka powściągliwość w okazywaniu emocji, do czego była przygotowywana od najmłodszych lat, opowieść zatem o życiu jej i jej męża, stanowi ciekawe wejrzenie do świata jej uczuć i wieloletniego pożycia.  Jest przy tym napisana ze swadą: tak, że czyta się ją z wielkim zainteresowaniem i zachłannością.

Polecam, szczególnie fanom  serialu, dla których książka ta okaże się ciekawym dopełnieniem całości i naświetleniem pewnych wątków z innych perspektyw, niż te ujęte w serialu. Gwarantowany bestseller w kręgu zainteresowanych monarchią brytyjską.

sobota, 25 sierpnia 2018

Ku Klux Klan. Tu mieszka miłość - Katarzyna Surmiak-Domańska




Przedstawiam Wam dziś książkę, będącą jedną z moich większych wyrzutów sumienia. Choć tematyka interesowała mnie szalenie, reportaż musiał przeleżakować na regale długie miesiące, by w końcu znaleźć do mnie drogę. Ku Klux Klan. Tu mieszka miłość.

I dobrze się stało - każda książka ma swój czas, ta ma go teraz. Reportaże zaś, w znakomitej części przypadków, nie ulegają tak łatwemu przedawnieniu jak beletrystyka. Na szczęście.


Katarzyna Surmiak-Domańska porywa czytelnika do świata Ameryki, która w oczach wielu uchodzi za krainę szczęśliwości i spełnienia marzeń. I tak też chce być postrzegana - jako mocarstwo i potęga, siedlisko sukcesu. Amerykańskie filmy, amerykańska muzyka, amerykańscy uczeni, którzy dowiedli... - zdawać by się mogło, że o tym, co amerykańskie, wiemy już wszystko.


Mało kto łączy tę krainę mlekiem i miodem płynącą z niewolnictwem, przestępczością, ruchami rasistowskimi i dysproporcjami ekonomicznymi. Owszem, wiemy o nich, ale to jakby inna Ameryka, inny świat, odseparowany i odległy.

Reporterka zabiera nas w samo centrum jednego ze zjazdów Ku Klux Klanu, w którym miała okazję uczestniczyć, a który stał się okazją nie tylko do pozyskania ogromu informacji i przypomnienia historii tej rasistowskiej organizacji, ale także szansą na pokazanie jej dzisiejszego funkcjonowania. Bo choć wielu może się zdawać, że KKK to przeszłość, ruch co rusz się odradza i zrzesza licznych członków. 

Autorka prezentuje losy trzech Ku Klux Klanów - pierwszego, utworzonego po wojnie secesyjnej w miejscowości Pulaski w Stanach Zjednoczonych ruchu dążącego do utrzymania supremacji białych i ograniczenia wpływów innych grup - tak rasowych, jak etnicznych i wyznaniowych (szczególnie Afroamerykanów, Żydów i katolików), drugiego działającego w latach 1915-1944 i trzeciego, obejmującego swą działalnością lata powojenne (aż do dziś).

Źródło

Jej rozważania obejmują tzw. Pas Biblijny, a więc stany południowe, które nigdy nie pogodziły się z równouprawnieniem czarnych mieszkańców kraju, dla których typowe było rysowanie czarnych mułów o
znaczających Sundown Towns - miasta zachodzącego słońca, w które Afroamerykanie nie powinni się zapuszczać i zrzeszanie się w kręgu, w białych kapturach naciągniętych na twarz wokół płonącego krzyża.
Reporterka w sposób zwięzły, rzeczowy i szalenie wciągający prezentuje historię nie tylko samego KKK, ale także (a momentami miałam wrażenie, że przede wszystkim) rasizmu. Pokazuje jak dziś, niemalże w białych rękawiczkach, w sposób pozornie pokojowy, jego członkowie dbają o czystość rasy i jak bardzo odbiega on od sposobu "wymierzania sprawiedliwości" sprzed lat. Wszystko to opowiedziała Surmiak-Domańska, dbając o zarysowanie bogatego kontekstu kulturowego Stanów i szerokiego tła historycznego. Jej reportaż jest nie tylko świadectwem i relacją z funkcjonowania KKK, ale też świetnie napisaną opowieścią, ukazującą Stany z perspektywy historycznej i pokazującej rysy na nieskazitelnym obliczu tychże.


Ku Klux Klan. Tu mieszka miłość - owszem, mieszka. Pod warunkiem, że jesteś "czysty".

Bardzo dobra rzecz, nakreślona jak najlepsza powieść.




piątek, 24 sierpnia 2018

Ach, jak cudowna jest Panama! - Janosch



Miś i Tygrysek to przyjaciele zamieszkujący chatkę w dolince nad rzeczką. Wiodło im się dobrze - mieli własną łódkę, jeden gotował, drugi łowił ryby. Najważniejsze było to, że mieli siebie. Wydawało się, że niczego im nie brakuje. Do czasu, gdy na ich drodze stanęło Marzenie, objawiające się pod postacią znalezionej przez Misia skrzynki po banach z Panamy.
Przyjaciele wyobrazili sobie, jak cudowne musi to być miejsce i postanowi wyruszyć w podróż w poszukiwaniu kraju ich marzeń.

I o tym właśnie jest ta historia - to dedykowana dzieciom (o)powieść-droga, pokazująca, że wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej, a dom jest tam, gdzie są nasi bliscy. Z nimi bowiem niczego nie musimy się bać.

Ukazuje ona także, że warto wychylić nos poza swój płotek, po to, by zawrzeć nowe przyjaźnie, zobaczyć nieco świata i uświadomić sobie, jak wielkim darem jest mieć dokąd i do kogo wracać.

Janosch stworzył bohaterów niezwykle prostolinijnych, czerpiących radość z codzienności, doceniających swoją obecność i bliskość. Rozumieją się, troszczą się o siebie - ot, najlepsi przyjaciele, którzy choć różni - uzupełniają się wzajemnie. 

Niezwykle ciepła, pozytywna historia, która od pokoleń gromadzi nowych czytelników w wygodnych fotelach.

Czas, by porwała i Was.


czwartek, 23 sierpnia 2018

Cisza i spokój - Natalia Sosin-Krosnowska



Pewnie każdy z nas, mieszczuchów, na pewnym etapie życia zamarzył o życiu w głuszy, w towarzystwie szemrzącego strumyka, beczących owiec i  ćwierkających ptaków. Tam, gdzie powietrze nie jest skażone spalinami, a ciszy nie przecina hałas dochodzący z dróg szybkiego ruchu.

Harmonia i spokój. Wolność od zgiełku.

Czy jednak życie na wsi, to tak naprawdę realizacja tego sielankowego obrazka, którego namiastkę otrzymujemy, korzystając z dobrodziejstw agroturystyki?

Natalia Sosin-Krosnowska przeprowadziła niemalże setkę rozmów z osobami, które z różnych powodów, na różnych etapach życia przeniosły się z gwarnego miasta na wieś. Wykupiły stare, często podupadłe domy wymagające generalnego remontu lub postawiły nowe od podstaw. Za różną cenę - zrezygnowały z dobrze prosperujących firm, dochodowej pracy, szybkiego życia i uczestnictwa w kulturze, po to, by kosztem nieraz ogromnych nakładów finansowych oraz ciężkiej pracy stać się mieszkańcami wsi, gdzie choć pracy nie brakuje od świtu do zmierzchu - energii jakby więcej.

Autorka pokazuje blaski i cienie takich wyprowadzek i zaczynania od nowa. Jej rozmówcy decydowali się na różne formy życia na wsi - jedni stawiali na agroturystykę, inni hodowlę zwierząt i produkcję żywności, jeszcze inni zajęli się uprawą roślin i permakulturą, zaś pozostali postawili na rzemiosło. Decydując się na przeprowadzkę i zmianę życia, byli bombardowani dobrymi radami, które - jak tylko przejrzycie kilka relacji - nieraz diametralnie się od siebie różnią.

Łączy je jedno - świadectwo tego, że życie na wsi to nie sielankowe popijanie herbatki na tarasie i wieczny odpoczynek w towarzystwie śpiewających ptaków.
To ciężka, fizyczna praca, walka z żywiołami, niedogodnościami, nierzadko samotnością, której efektem końcowym jest najczęściej... szczęście. Bohaterowie tej książki pokazują jak puste życie korpopracowników przemienili w obfitość doświadczeń i bliskości - z naturą, z drugim człowiekiem, z Bogiem, z sobą samym. Prezentują plusy i minusy życia na wsi, udowadniając, że cisza jest czymś rzadko spotykanym - na wsi praca wre od samego rana. 

Jeśli gdzieś na dnie Twego serca tli się marzenie o przeprowadzce na wieś, koniecznie przeczytaj. To opowieści o ludziach, którym się udało, bądź nie; którzy zaryzykowali, by spełnić swe pragnienia; a także zbiór porad niezwykle cennych dla kogoś, kto na serio myśli om przenosinach. 

Polecam. 

wtorek, 21 sierpnia 2018

Żyj wabi-sabi - Julie Pointer Adams


Od rana w moim domu unoszą się zapachy wyrastającego ciasta do pizzy, tarty z malinami, świeżo zaparzonej herbaty i bukietu zerwanego na działce. Dlaczego? Bo jestem pod ogromnym wręcz wpływem i wrażeniem mojej ostatniej lektury, książki Żyj wabi-sabi. Nie jestem wielką zwolenniczką poradników, czytałam o hygge, lagom, ikigai i choć elementy każdego z tych stylów życia znajdują odbicie w moim, to właśnie wabi-sabi zdaje się tym, co przekonuje mnie póki co najbardziej. 

Może dlatego, że podobnie jak autorka jestem zwolenniczką drzwi otwartych na oścież dla gości spodziewanych i niespodziewanych? Może dlatego, że lata temu odkryłam ogromną radość płynącą z gościnności, z bycia razem, pieczenia i gotowania dla odwiedzających mnie różnych przysmaków? Może dlatego, że kolory ziemi, morza, natury wpływają na mnie kojąco? Może dlatego, że uwielbiam otaczać się wytworami rąk ludzkich, przedmiotami, które coś mówią o mnie, moich pasjach i życiowych doświadczeniach?  Może dlatego, że uwielbiam wprost przebywać i jeść na świeżym powietrzu? Nie wiem, który z tych punktów jest tu odpowiedzią, zapewne każdy po trochu, pewne natomiast jest, że japońska sztuka odnajdywania piękna w niedoskonałości jest mi bliska.

Japończycy zachwycają się tym, co ulotne, co nosi znamiona użytkowania, ma historię i ślady życia z człowiekiem i towarzyszenia mu.

Autorka, Julie Pointer Adams, w książce Żyj wabi-sabi prezentuje podobny sposób cieszenia się z niedoskonałości i odnajdywania w nim piękna w różnych zakątkach świata. Porywa nas do Japonii, w której wszystko ma swoje źródło, do Danii, której hygge w wielu miejscach jest zbliżone do wabi-sabi, do Włoch, Francji i słonecznej Kalifornii.

Mój egzemplarz roi się od karteczek indeksujących - w pamięci chcę zachować nie tylko proste przepisy, ale również samą ideę gościnności, sposoby na bycie razem i uważność w różnych krajach, chcę zapamiętać kolory i faktury, które oddają filozofię wabi-sabi, w dużej mierze polegającej właśnie na zdolności koncentrowania uwagi, co przecież przychodzi nam coraz trudniej. 

Książka ta po raz kolejny przypomina, że w świecie zgiełku i przepychu szalenie istotna jest prostota, zwolnienie, wygospodarowanie czasu na to, co liczy się najbardziej, a tym samym rezygnacja z tego, co nie ma większego znaczenia dla budowania naszego szczęścia. Jakże często musimy sobie o tym przypominać! Sama łapię się na tym, że zamiast przeżywać, dokumentuję. Zamiast chłonąć zapachy i barwy tu i teraz, szukam dobrych ujęć, odbić rzeczywistości na przyszłość. To oczywiście nie jest złe, jest przecież pasją, jednak życie nie może się do tego ograniczyć, bo wówczas przeżywanie zredukujemy do minimum. 

I o tym właściwie jest ta książka. O intensywnym przeżywaniu życia wraz z innymi, o otwartym sercu, gościnności i uważności i sposobach, by każdy gość czuł się u nas jak u siebie - przytulnie, bezpiecznie, wiedząc, że może zostawić u nas swój sekret i swój ciężki dzień. 

Obserwuj otaczający Cię świat, zachwyć się nim, nie bój się dotyku i bądź serdeczny - tak niewiele wystarczy, by życie stało się piękniejsze.


Szczerze i gorąco polecam. 
 



poniedziałek, 20 sierpnia 2018

Uczciwa oszustka - Tove Jansson





Uczciwa oszustka Tove Jansson nie stanowi nowości, jest jednak kolejnym pięknym wznowieniem znanego już tekstu.

Autorka znana przede wszystkim z cyklu Muminki, to pisarka, której twórczość - bez względu na to czy dedykowana jest dzieciom, czy dorosłym - cechuje pewna niespieszność wyrażana na różne sposoby, odczytywana zarówno na poziomie języka, sposobu prowadzenia narracji, usposobienia postaci, jak i włączeniu przyrody w poczet bohaterów.

Nie inaczej jest w przypadku tejże pozycji. 

Przenosimy się do małej miejscowości znajdującej się nad skutą lodem zatoką, Västerby. Zima nie odpuszcza, śnieg sypie od miesięcy, a surowy klimat daje się we znaki mieszkańcom.

Miasteczko zamieszkuje pewna zamożna ilustratorka książek dla dzieci, specjalizująca się w rysowaniu królików. Stąd też jej willa nazywana jest przez sąsiadów Króliczym Domem. 

Chrapkę na niego ma Katri - była pracownica sklepiku, która mieszka wraz z bratem i owczarkiem niemieckim, do którego tylko ona może się zbliżać. Bohaterka uknuła cały misterny plan, którego celem jest zdobycie zaufania Anny, zamieszkania wraz z nią, a z czasem także zdobycie potrzebnych środków na spełnienie marzenia Matsa, jakim jest posiadanie własnej łodzi. Dotąd bowiem jej brat zajmował się jedynie ich budowaniem, pracując w szkutni braci Liljebergów. 

Samotna kobieta śpiąca na pieniądzach wydaje się łatwym celem. Katri zrobi wszystko, by w jej oczach stać się osobą godną zaufania.


Jansson po raz kolejny utkała powieść do lektury niespiesznej, której bohaterowie tak bardzo odstają od tego, co znamy, że nie sposób określić ich inaczej jak tylko dziwakami, na co niewątpliwy wpływ ma wyobcowanie i osamotnienie wynikające z położenia ich miejscowości. Każdy stara się tutaj grać pod siebie, nie zdradzając jednocześnie zbyt wiele, sporo kwestii załatwiając półsłówkami, by czasem nie powiedzieć zbyt wiele. Bohaterowie są złożeni, ich motywacje - poza Katri - niejednoznaczne i niepewne. 

Nie zrezygnowała również autorka z typowego dla siebie stylu, rozpoznawalnego zawsze i wszędzie, pozbawionego ozdobników, przegadania i przepychu. Sukces Jansson tkwi w prostocie, w umiłowaniu minimalizmu - w formie i treści. 

Polecam tę opowieść o kobietach, z których jedna zbyt ufnie podeszła do drugiej, a druga z łatwością wkupiła się w jej łaski, przyjmując rolę uczciwej oszustki. 




Inne ksiażki Tove Jansson na blogu:

Może Ci się również spodobać:
Szwecja okiem Polki - Muminkowy raj