czwartek, 15 listopada 2018

Amelka Kieł i Bal Barbarzyńców - Laura Ellen Anderson


Listopad to czas zjaw, potworów, duchów, o których czyta się wówczas z o wiele większym zaciekawieniem i fascynacją. Mając w pamięci minione epoki wiemy, że za osoby "widzące więcej" uważano między innymi dzieci, o wiele bardziej wyczulone na doświadczenia świata duchowego. Mamy również świadomość, że dzieciaki lubią się bać, wiedząc, że w każdej chwili mogą książkę zamknąć i wrócić do swojego barwnego życia.

Czyż może być zatem coś odpowiedniejszego na ten czas niż książka dedykowana młodszym czytelnikom i podejmująca wątek wampiryczny?

Oto połączenie strachu i humoru, dziwów i wzruszeń, ludzkiej dobroci i nieludzkich wizerunków.

Amelka Kieł, to dorastająca dziewczynka, która najbardziej lubi spędzać czas ze swoimi przyjaciółmi: Dyńką, Florką i Kostkiem. Tym zaś, co stanowi dla niej największe męki jest udział w corocznym Balu Barbarzyńców organizowanym przez jej rodziców - Hrabinę Frywolitę i Hrabiego Draka. Jak można się domyślić, jest to impreza zamknięta i dedykowana jedynie dorosłym. W tym roku uroczystość ma być szczególna, bowiem pierwszy raz od wielu lat pojawić ma się na niej sam król Vladimir (niegdysiejszy przyjaciel pana domu) z synem Tadżinem.

Amelce przypisana zostaje rola towarzyszki królewskiego potomka, który okazuje się rozpuszczonym, niemiłym i złośliwym wampirem. Co gorsza, zawsze dostaje on to, czego chce. Ku nieszczęściu dziewczynki, królewicz zamarzył sobie o... Dyńce, która zostaje przez niego uprowadzona....

Bohaterka wraz z pozostałymi przyjaciółmi wyrusza jej na ratunek, zapuszczając się w niebezpieczne rejony posiadłości króla Vladimira... Jak skończy się ta strrrraszliwa historia?

Laura Ellen Anderson urzekła mnie wszystkim - jej książka jest tak dopracowana, że próżno szukać w niej wad. Postaci doskonale odwołują się do znanych nam z kultury istot, nazewnictwo ściśle współgra z klimatem opowieści (np. Nokturnia - królestwo mroku czy też Akademia Katakumb), a czarno-białe ilustracje potęgują wrażenie niesamowitości. Przy tym wszystkim autorka obłaskawia postaci wampirów, które  jawią się jako niegroźne, przyjazne stworzenia, mające takie same życie i problemy jak my, z tą różnicą, że oni rozwiązują je nocą. Tym samym zaś, oswaja ona dziecięce lęki, pokazując, że strach tak naprawdę ma źródło w głowie.

Zabawna, wzruszająca, promująca wartości takie jak przyjaźń, bezinteresowność i bycie dla innych.

Gorąco polecam!



czwartek, 8 listopada 2018

Szekspir bez cenzury - Jerzy Limon


William Szekspir, to postać, wokół której narosło wiele legend. Do końca nie wiadomo kim był i czy to na pewno on jest autorem tekstów, którymi dziś zachwyca się cały świat. Jedno jest pewne - rola jaką odegrał dla języka jest nieoceniona. Szacuje się, że słowniki zawdzięczają mu około 1700 słów, choć liczba ta stale się zmienia. Zdajecie sobie sprawę, że nawet Wy, wcale o tym nie wiedząc, mówicie językiem Szekspira?

Jerzy Limon, profesor Uniwersytetu Gdańskiego i dyrektor Gdańskiego Teatru Szekspirowskiego, podjął się zebrania, usystematyzowania i niejako "przełożenia" z języka Szekspira na nasz, wielu słownych żartów i kalamburów znajdujących się w jego utworach, zwłaszcza tych frywolnych, których w szkołach w ów sposób nie odczytujemy, jednak w domowych pieleszach, możemy to zrobić z nieskrywaną przyjemnością, odkrywając dramatopisarza na nowo. Jego lingwistyczna śmiałość i otwartość nie jest wulgarna ani prostacka, stanowi raczej świadectwo fenomenalnej sprawności operowania grą słowną, humoru i puszczania oczka do czytelnika wszędzie tam, gdzie tylko pozwala na to kontekst i językowe zawiłości.

Limon, w porządku alfabetycznym ujął słownictwo, które może być u Szekspira rozumiane wielorako i poddał je gruntownej analizie, przytaczając wszelkie możliwe tłumaczenia i konteksty, co stanowi niezwykle interesującą lekturę i zupełnie nowe odczytanie wielu fragmentów (a czasem i całości!).


Szekspir bez cenzury to szalenie frapujące ujęcie, pokazujące autora po raz kolejny jako twórcę wybitnego, bawiącego się słowem i świetnie się przy tym bawiącego. Jako filolog, ale też jako miłośnik twórczości tegoż, jestem wyczulona na językowe smaczki, których tutaj nie brakuje. Reżyserem, który mógłby tę wiedzę wykorzystać nie jestem, ale jako nauczyciel pewne ciekawostki mogę starszym uczniom zaserwować, pokazując, że ten Szekspir wcale nie jest tak nudny, jak i się wydaje.

Świetne, choć wymagające, wydanie, które docenią zarówno miłośnicy Szekspira, jak i specjaliści zajmujący się jego epoką. Wiele przyjemności z lektury znajdą tutaj także reżyserzy, aktorzy, tłumacze, a sądzę, że i gros innych czytelników, którzy po nią sięgną. Jeśli interesują Was kultura i sztuka, szczególnie zaś teatr - zachęcam do czytania. 

Szczerze polecam.

wtorek, 6 listopada 2018

Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek - Mary Ann Shaffer, Annie Barrows

 

O książce Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek , będącej swego czasu niezwykle popularną, zrobiło się głośno po raz kolejny, a wszystko to za sprawą serialu, który niedawno wyprodukowany został przez Netflix.

Oto Mary Ann Shaffer oraz Annie Barrows i ich epistolarna opowieść znów trafiają pod strzechy, wprawiając w zachwyt kolejnych czytelników - także tych, którzy najpierw zakosztowali w produkcji filmowej, a dopiero później sięgnęli po pierwowzór.

Autorki zdają się stawiać jedno pytanie - Czy literatura ma moc ocalającą? 



Uwielbiam odwiedzać księgarnie i rozmawiać z księgarzami; to jest zupełnie inna, specyficzna rasa ludzi. Nikt przy zdrowych zmysłach nie pracowałby za tak niską pensję, jaką mają ci sprzedawcy, ani żaden rozsądny kupiec nie podjąłby się handlu takim towarem - zysk jest wprost śmieszny. A zatem musi powodować nimi miłość do czytelników i czytania oraz to, że pierwsi mają dostęp do książkowych nowości [1].

Ileż prawdy zawiera ów cytat! Z perspektywy byłego księgarza mogę potwierdzić i uśmiechnąć się do własnych wspomnień, które przywołała lektura tejże powieści.

Rok 1946. Młoda pisarka - Juliet - wyrusza w trasę promującą swą książkę, szukając jednocześnie inspiracji do napisania kolejnej. Zniszczona wojną Anglia potrzebuje śmiechu i optymizmu - tego brakuje jej najbardziej. Autorka przypadkowo dowiaduje się o istnieniu wyspy Guersney - miejsca niezwykłego, bo w swej wojennej historii mającej zapisane powstanie pewnego niezwykłego klubu o równie nietuzinkowej nazwie - Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek. Zafrapowana genezą grupy, Juliet postanawia skontaktować się z jej obecnymi członkami, by opowiedzieli jej oni historię grupy. Po czasie pisarka wyrusza na wyspę, by na miejscu zebrać niezbędne materiały, ale też spotkać osoby, które dotąd znała jedynie z wymienianej korespondencji. Nie wie jeszcze wówczas, że poza doskonałym materiałem na swoją nową książkę, znajdzie tu o wiele więcej.

Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek to tak naprawdę hołd dla literatury posiadającej moc ocalającą - to dzięki niej bohaterowie przetrwali mroczne czasy wojny - choć początkowo ich motywacja była czysto pragmatyczna, ostatecznie słowo pisane uratowało niejedną duszę członków klubu. To zaś jest nie do przecenienia. Jest zatem książka ta próbą odpowiedzi na pytanie, które w dyskursie powraca od lat i powracać będzie jeszcze długo - tak pod wpływem przemian politycznych, historycznych, gospodarczych jak i społecznych. Próbą - co trzeba dodać - dość udaną i nastawioną na czytelnika masowego - dzięki czemu do refleksji skłonić będzie mogła wielu. Jako powieść autotematyczna również sprawdza się stosunkowo dobrze.

To pozycja, która może być śmiało polecana zarówno każdemu miłośnikowi literatury jako tematu powieści, jak i amatorom beletryzowanych książek wojennych - każdy z nich znajdzie w niej coś dla siebie, szczególnie panie, gdyż jest ona sklasyfikowana jako książka dla kobiet - i faktycznie, wiele jej cech, każe ją tak przyporządkować.   

Ja sama zaś nieco się rozczarowałam, a to prawdopodobnie za sprawą ogromnych oczekiwań, jakie żywiłam wobec Stowarzyszenia... Muszę przyznać, że mimo stosunkowo niewielkiej ilości stron, często dotykało mnie subiektywne uczucie znużenia, którego nie mogłam przezwyciężyć. Tym bardziej, że w książkach autotematycznych zaczytuję się pasjami i mogłabym przytoczyć co najmniej kilka tytułów znacznie lepiej realizujących ów wątek (jak chociażby kapitalny Eugenides i jego Intryga małżeńska), nawet jeśli niekoniecznie odwołujących się do II wojny światowej (choć i takich nie brakuje, patrz: Złodziejka książek). 

Nie mogę jednak niczego zarzucić warstwie językowej, która jest bardzo poprawna, jak i samemu pomysłowi na książkę - ten podoba mi się bardzo. Daleka jestem od odradzania Wam tego tytułu - wręcz przeciwnie, bardzo go polecam - jestem przekonana, że jeżeli nie postawicie poprzeczki tak wysoko jak ja, czeka Was jedynie miłe rozczarowanie - znajdziecie w niej bowiem wiele ciepła, uroku i prostego optymizmu oraz wiary w ludzi - tak niezbędnych w dzisiejszych czasach, coraz bardziej zdehumanizowanych.

Zakosztujcie w sile płynącej z literatury - a może podczas czytania przegryzać będziecie właśnie placek z kartoflanych obierek?:)



[1] Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek, Mary Ann Shaffer, Annie Barrows, Warszawa 2018, s. 21.

środa, 31 października 2018

Lunchbox na każdy dzień - Malwina Bareła


Coraz popularniejsza staje się ostatnio moda na bento. Czym jest owo tajemniczo brzmiące słowo?

Bento to nic innego, jak wywodzący się z tradycji japońskiej posiłek serwowany w pudełku. Zwyczajowo składa się on z porcji ryżu / makaronu, mięsa / ryby oraz warzyw i owoców. Całość ma stanowić pełnowartościowy posiłek. 

Do tej pory bento najczęściej kojarzyłam z daniami przygotowanymi dla dzieci przez ich mamy, by zachęcić je do jedzenia tego co zdrowe - warzywa, owoce i porcje ryżu fantazyjnie poukładane są wówczas na talerzu w taki sposób, by przypominać jakieś zwierzątko, zabawkę, znaną postać czy roślinę. Wszystko po to, aby zdrowe jedzenie zyskało w oczach dziecka na atrakcyjności.  

 Jak się jednak okazuje, takie bento to kyaraben i nawiązuje ono do kultury popularnej. Nie każde zaś "pudełkowe jedzenie" musi być od razu świnką ulepioną z ryżu, zawsze jednak podane jest estetycznie - by karmić nie tylko ciało, ale także nasycić wzrok. Rodzajów bento jest wiele, a różnice między nimi dotyczyć mogą wszystkiego - opakowania, okoliczności ich spożywania albo produktów jakie są wykorzystywane do jego stworzenia. Idea jest ta sama - w pudełku należy zawrzeć zbilansowany posiłek, który będziemy w stanie przygotować bez wielkiego nakładu czasu i który będzie się pięknie prezentować wizualnie.

Istotne jest bowiem także to, by zacząć jedzenie od sycenia oczu - odpowiedni dobór kolorów, przemyślane ułożenie - to wszystko może sprawić, że chętniej sięgniemy po to, co zdrowe.

Nie wiem jak na Was, ale na mnie to działa - sama z siebie po seler nie sięgnę, ale gdybym znalazła go starannie ułożony w pudełku obok innych dobroci - zjadłabym go z ochotą, bo już sam widok estetycznie podanego posiłku zachęca mnie do jego spożycia. 

Malwina Bareła, autorka blogu Filozofia smaku, w swojej książce Lunchbox na każdy dzień nie tylko przybliża samą ideę bento, ale również przedstawia korzyści z niej płynące, rodzaje pojemników niezbędnych do rozpoczęcia takiego sposobu odżywiania się, jak i - co stanowi serce tej książki - dzieli się swoimi pomysłami na lunch zamknięty w pudełku.

Centralna część publikacji (a więc przepisy) usystematyzowana jest według pór roku, którym odpowiadają kolejne posiłki.

I tak wiosna zachwyci Was makaronem z truskawkami i serem; lato nasyci miniserniczkami z jagodami (mniam!!), jesień oczaruje plackami z dyni, a zima rozgrzeje pieczoną owsianką piernikową. Już same nazwy brzmią pysznie, a jeśli dodacie do tego odpowiednie walory wizualne i smakowe, to Wasz posiłek zamieni się w prawdziwą ucztę.

Kto by pomyślał, że ambrozję można zamknąć w pudełku :)

Polecam gorąco! Na każdą porę roku, z okazji i bez niej. Zacznij zabawę w 'bentowanie' już dziś;) 

Uwaga! To zaraża - szczególnie w pracy;)

Jaki znak Twój? Wierszyki na dalsze 100 lat niepodległości - Michał Rusinek



Obchody 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości zostały tak pomyślane, by nikomu - nawet tym najmłodszym - nie umknęła owa istotna data. 

Kapitalną robotę zrobili również  Joanna oraz Michał Rusinkowie pod sztandarem Wydawnictwa Znak Emotikon. Oto w ręce młodego czytelnika dzięki temu niezwykle utalentowanemu rodzeństwu trafia książka, będąca jednocześnie gotowym scenariuszem na akademię z okazji świętowania tego ważnego dla Polaków dnia.

W niej to autor; mając w pamięci Katechizm polskiego dziecka stworzony w 1900 roku, kiedy to Władysław Bełza zadał dzieciom dziesięć pytań, które później przez lata wraz z odpowiedziami przyswajało każde pokolenie; postanowił zaktualizować to, co uległo zmianie przez te ponad sto lat. 

Autor stawia te same pytania co niegdyś, jednak odpowiedzi zostały uaktualnione o to, co przez lata ewoluowało; przysposobione do współczesnego języka i dziecięcej percepcji. Pytania "kto Ty jesteś? jak znak Twój? gdzie Ty mieszkasz? W jakim kraju? Czym ta ziemia? Czym zdobyta? Czy ją kochasz? A w co wierzysz? Czym Ty dla niej?  Coś jej winien?" zostały znowelizowane i uwspółcześnione, odpowiedzi zaś dużo bardziej rozbudowane - tak, by zaspokoić ciekawość współczesnego małego Polaka. 

Jako zaś że rymy Rusinka łatwo wpadają w ucho i zapadają w pamięć, ich czytanie winno być obowiązkowe w nadchodzące dni - w szkołach, przedszkolach, domach, centrach kultury. Po to, by najmłodsi z pełną świadomością mogli uczestniczyć w tych ważnych wydarzeniach, ale też, by z dumą głosić mogli, że są Polakami.

Całkowicie nowe odczytanie, na miarę dzisiejszych czasów. Z kapitalnymi (jakżeby inaczej!) ilustracjami Joanny Rusinek. 

Obowiązkowa pozycja w każdej biblioteczce niepodległej Polski. 

poniedziałek, 29 października 2018

Bullet journal. Planuj życie kreatywnie


Swoje własne planery, szkicowniki, notatniki, pamiętniki i organizery tworzyłam od lat. Nigdy jednak nie zdarzyło mi się korzystać z profesjonalnego Bullet journal. Dałam szansę temu wydanemu przez Wydawnictwo Buchmann, bo wyjątkowo urzekł mnie tak swoją okładką, jak wnętrzem, bliskim mojemu poczuciu estetyki. 

Jestem osobą, która uwielbia wszystko notować i spisywać. Jestem również tym typem, który ma słabość do rzeczy ładnych. To drugie często mnie gubi, bo każdego roku mam kilka kalendarzy, kilka(naście) notatników i całą masę podobnych narzędzi do zapisywania. Jeśli macie podobny problem, myślę, że powinniście pomyśleć nad bujo, który powinien rozwiązać te kwestie. Jako że może on łączyć funkcjonalność tak planera, jak notatnika czy pamiętnika, zastąpi Wam dziesiątki notesików, które zagracały Waszą przestrzeń. 

Jego głównym celem jest pomoc w uporządkowaniu celów, priorytetów i planów, tak, by wystarczyło jeszcze miejsca na przyjemności. Regularne jego prowadzenie pozwala również kontrolować nawyki i mobilizować się do ich zmieniania na lepsze lub też wprowadzana postanowień dotyczących wszystkich sfer naszego życia - mając je wszystkie zanalizowane w jednym miejscu, łatwiej nam zarządzać samymi sobą. Wszystko to w formie przeróżnych list. Całość przeplatana jest inspirującymi myślami.

Fantastyczne jest to, że na stosunkowo niewielkiej powierzchni możemy notować niemalże wszystko, nie tworząc przy tym chaosu - listy książek / filmów / piosenek / stron internetowych, przepisy na ulubione potrawy, sprawy do załatwienia, ważne daty do zapamiętania, plan domowego budżetu, najbliższe wydatki. Przy tym wszystkim umożliwia on artystyczną ekspresję. Poza czernią i bielą, jedynym pojawiającym się w bujo kolorem jest przygaszony turkus - resztę swobodnie możemy zagospodarować sami - kolorując, mażąc, szkicując, malując, wykreślając, rysując. Dzięki temu, mimo że początkowo każdy Bullet journal wygląda identycznie, ostateczny kształt nadajemy mu sami, wyrażając tym samym własne wnętrze.

Jestem urzeczona i mam głębokie poczucie, że Wydawnictwo Buchmann rozpaliło moją nową pasję ;)

Jeśli tak jak ja lubicie mieć wszystko na papierze, koniecznie zapoznajcie się z ideą bujo i sięgnijcie na początek po taki gotowy wzór - doskonale przygotuje on Was do późniejszego samodzielnego tworzenia własnych magazynów kreatywności oraz informacji.

Polecam. A Was zostawiam z kilkoma przykładowymi stronami - zajrzyjcie do wnętrza.