środa, 25 listopada 2020

Małe sekrety - Jennifer Hillier

 

Co to była za książka!

Gdy sięgnęłam po Małe sekrety nie miałam wielkich oczekiwań - thriller zapowiadał się dobrze, ale po lekturze tak wielu książek z tego gatunku mało co może mnie jeszcze naprawdę zaskoczyć. Tymczasem sięgnęłam po książkę, przeczytałam kilka stron i... ze wzburzeniem rzuciłam ją w kąt. Wcale nie dlatego, że była tak zła - dlatego, że wydarzenie, które ją rozpoczyna - porwanie dziecka - tak mną wstrząsnęło, że nie byłam w stanie czytać dalej. To nie pierwsza taka sytuacja, o której czytałam, tutaj jednak została zarysowana tak niepokojąco i obrazowo, że cała niesprawiedliwość tego wydarzenia i emocje rodziców przelały się na mnie. Tak silnie, że musiałam od lektury odpocząć.

Gdy do niej wróciłam, okazało się, że to nie sprawa porwania będzie motywem przewodnim, lecz... zdrada.

Marin to kobieta sukcesu - jest właścicielką sieci doskonale prosperujących salonów fryzjerskich, a jej klientkami są znane osoby, budujące jej renomę. Żyje w szczęśliwym związku z mężem, z którym posiada synka Sebastiana, o którego długo się starali. 

Jej życie lega w gruzach, gdy na parę dni przed świętami jej czteroletni synek zostaje porwany na targu przez osobę przebraną za świętego Mikołaja i słuch po nim ginie. Nikt nic nie wie, nikt go nie widział, kamery nie rejestrują dokąd się oddalili. Życie zatrzymuje się, a śledztwo prowadzone przez FBI prowadzi donikąd. Mimo wielkiego nagłośnienia sprawy w mediach, nikt nie jest w stanie wskazać miejscu pobytu chłopca.

Marin postanawia wynająć prywatną detektyw, która mimo upływu czasu nie rezygnuje z poszukiwań. Mija szesnaście miesięcy, a po chłopcu wciąż nie ma śladu. Kobieta staje się cieniem dawnej siebie, kilkakrotnie podejmuje próbę samobójczą, jej małżeństwo zaczyna się rozpadać, zaś ona regularnie korzysta z konsultacji terapeuty. Czy może być gorzej? Może. 

Gdy pewnego dnia kontaktuje się z nią wynajęta detektyw, okazuje się, że trafiła ona na pewien ślad. Nie jest to jednak trop prowadzący do Sebastiana, lecz do Dereka, męża bohaterki. Okazuje się, że od sześciu miesięcy uwikłany jest on w romans z młodziutką, różowowłosą artystką. 

Niespodziewanie bohaterka po wielu miesiącach zaczyna czuć, że żyje, a całą swą nienawiść i frustrację przelewa na kochankę - McKenzie. 

Jej wściekłość prowadzi ją do decyzji dalekich od jej wizji moralności, decyzji, których nigdy by się po sobie nie spodziewała. Te zaś niepokojąco kierują ją do wydarzeń sprzed lat. Etyczne rozterki, przed którymi staje Marin, są konsekwencją działań mających na celu odzyskanie męża, jedynej cząstki rodziny, która jej pozostała. Niespodziewanie prowadzą ją one do miejsc i osób rzucających światło na sprawę zaginięcia małego Sebastiana, która znów staje w centrum wydarzeń. 

Książka Jennifer Hillier jest dość nierówna - po szalenie emocjonującym otwarciu napięcie bardzo spada w kolejnych rozdziałach, akcja zwalnia, mimo że - paradoksalnie - wiele się dzieje. Czytelnik ma czas na oddech, na poukładanie sobie wydarzeń w głowie, na połączenie wątków, dostrzeżenie niepokojących powiązań, by wreszcie pod koniec książki znów trafić w samo centrum splecionych wątków. I choć zdrowy rozsądek nakazuje iść spać, autorka tak porywa czytelnika, że nie w głowie mu odpoczynek. Za wszelką cenę trzeba bowiem lekturę dokończyć. Po przewróceniu ostatniej zaś kartki spać nie sposób, bowiem kotłujące się w głowie emocje nie odpuszczają.

Moja rada? Nie czytajcie w łóżku, bo nie pośpicie:)

Ale czytajcie, czytajcie, czytajcie - jeśli tylko szukacie mocnych wrażeń, tu na pewno je znajdziecie.

Hillier udało się świetnie zbudować napięcie - zaczęła od bomby, później rzucała tylko małe granaty, by na końcu dokonać prawdziwej eskalacji. Szalenie emocjonująca lektura! Musicie być jednak przygotowani na to, że jej esencję stanowi początek i finał.


środa, 18 listopada 2020

Pierwsza osoba liczby pojedynczej - Haruki Murakami


Pierwsza osoba liczby pojedynczej Harukiego Murakamiego, to kolejny już w jego dorobku zbiór opowiadań, liczący niewiele ponad 200 stron i 8 bogatych w treści historii.

Autor Przygody z owcą porywa nas do świata, w którym motywem splatającym wszystkie krótkie formy, motywem, który raz pojawia się en passant, innym zaś razem stanowi oś narracyjną, jest muzyka.

Pisarz przenosi nas do swoich lat studenckich, lat młodzieńczych, prowadzi za rękę podczas prezentacji dawnych dziewczyn i miłości, ale przede wszystkim daje wyraz swojej fantazji, kierując swe rozważania na nieco oniryczne i fantazyjne tory - bohaterem mojego ulubionego opowiadania jest małpa mówiąca ludzkim głosem (żeby tylko! Małpa pijąca piwo i posiadająca pewne nadludzkie zdolności, znana czytelnikom z opowiadania Małpa z Shinagawy), zaś w innym miejscu zmarły muzyk jazzowy, który raz pojawia się osobiście, by rozmówić się z autorem i zachwycić jego pomysłem na rozwój twórczej kariery Birda, raz zaś jest li bohaterem wyobrażeń narratora. Jakby tego było mało, autor w swym krótkim zbiorze opowiadań mieści jeszcze poezję - tak w poważnym, jak żartobliwym tonie, jedne utkane na wzór tanki, inne puszczone samopas, bez rymów, bez trzymania się ścisłych reguł. I taka jest cała ta książka - humor miesza się w niej z powagą, oniryzm z rzeczywistością, a z każdej strony płynie muzyka.

Co w opowieściach Murakamiego jest prawdą, a co wyobrażeniem? Co jawą, a co snem? Czy dziewczyna o brzydkiej twarzy istniała naprawdę? Kim jest tajemnicza kobieta z płytą The Beatles i czy Małpa faktycznie robiła autorowi masaż? To czytelnik musi ocenić, co jest tutaj rzeczywistością, a co zmyśleniem lub metaforą. Czy ma to jednak jakiekolwiek znaczenie? Jak pisze twórca

 Nie do wiary, prawda?

Ale lepiej uwierz, Czytelniku, bo naprawdę tak było.


I ja mu wierzę. 

Pozostawiam Was z dźwiękami muzyki, która zbiorowi opowiadań patronuje i szczerze zachęcam do lektury. Sama się zachwyciłam i na pewno wrócę do innych książek japońskiego pisarza. 






Małe sekrety - Jennifer Hillier / ZAPOWIEDŹ

 


Porywa, wprawia w osłupienie i pozbawia tchu! Intrygująca fabuła, stopniowo narastające napięcie, szokujące odkrycia oraz bohaterowie skrywający brudne sekrety. Jennifer Hillier, wschodząca gwiazda thrillera w duchu domestic noir, stworzyła powieść, która zaskakuje, wstrząsa i wciąga bez reszty. „Małe sekrety” to jeden z najlepszych psychologicznych suspensów, jakie będziemy mieli okazję przeczytać w tym roku. Premiera książki już 12 listopada.


240 sekund. Tyle wystarczyło, by idealne życie rodziny Machado przemieniło się w koszmar. Marin ma wszystko, o czym marzy kobieta w jej wieku. Szczęśliwe małżeństwo, sieć świetnie prosperujących salonów fryzjerskich obsługujących celebrytki znane z pierwszych stron gazet oraz ukochanego synka, o którego długo się z mężem starali. Nic więc dziwnego, że gdy pewnego dnia czteroletni Sebastian zostaje uprowadzony z centrum handlowego, świat Marin i Dereka momentalnie się rozpada. 


Półtora roku później FBI z powodu braku postępów w śledztwie zamyka dochodzenie. Pogrążona w rozpaczy matka, wierząc, że jej synek nadal żyje, robi wszystko, by odzyskać dziecko. W tym celu wynajmuje prywatną detektyw, która odkrywa szokujące fakty. Marin będzie musiała stawić czoło przerażającej prawdzie o swoim mężu. Rodzina jest dla niej najważniejsza, więc za wszelką cenę musi ją chronić. Aby to zrobić, nie cofnie się przed niczym. Choćby miała zabić. 


„Małe sekrety” to wciągający thriller psychologiczny, którego fabuła tylko pozornie osnuta jest wokół dramatu matki porwanego dziecka. Wraz z rozwojem akcji do głosu zaczynają dochodzić małżeńskie kłamstwa, tajemnice oraz intrygi, a powieść Jennifer Hillier staje się pełnoprawnym przedstawicielem nurtu domestic noir, który w ostatnich latach zyskuje coraz większą popularność. Hillier stroni od przemocy i rozlewu krwi, koncentrując się na wnikliwym ukazaniu psychiki bohaterów dotkniętych tragedią. Zbierająca rewelacyjne recenzje książka kanadyjskiej pisarki prowokuje do postawienia sobie pytania, jak daleko może się posunąć zdradzona kobieta i zrozpaczona matka, której odebrano dziecko. „Małe sekrety” zachwycą fanów thrillerów psychologicznych w stylu powieści B.A. Paris, Clare Mackintosh, Ruth Ware czy Kathryn Croft. 



Rekomendacje zagranicznych autorów i mediów

„Małe sekrety dosłownie nokautują czytelnika. Tę książkę nie tylko się czyta, nią się oddycha” – Mary Kubica, autorka „Kobiety znikąd”

„Szokująca, pokręcona, genialna. Idealna powieść dla fanów thrillerów Shari Lapeny, Liz Nugent i Gillian Flynn. Doskonała” – Will Dean, autor „Martwej ciszy”

„Jedna z najlepszych książek, jakie kiedykolwiek czytałam!” – Liv Constantine, autorka „Zostać panią Parrish”

„Małe sekrety to powieść, która ma wszystko, czego potrzebuje dobry thriller: złożone postaci, pulsujące napięcie i oszałamiające zakończenie. Jennifer Hillier jest jedną z moich ulubionych pisarek, a to jak dotychczas jej najlepsza książka” – Riley Sager, autor powieści „Ocalałe”

„Mocny, zniewalający thriller” – Alafair Burke, pisarka kryminałów, autorka książki „Dziewczyna, która zniknęła”

„Mroczna i olśniewająca. Gratka dla fanów kryminałów” – Mark Edwards, autor thrillera „The Retreat”

„Znakomity... po prostu fantastyczny thriller” – Alex Lake, autor powieści „After Anna”

„Jennifer Hillier to wschodząca gwiazda światowego thrillera” – Laura Lippman, autorka „Coraz głębiej”

„Wspaniała powieść – szalenie niepokojąca i emocjonująca jak diabli” – Jo Spain, autorka thriller psychologicznego „Wyznanie”

„Powieści inspirowane Zaginioną dziewczyną skupiają się zwykle na sztuce narracyjnej. Małe sekrety wyróżniają się na ich tle mistrzowsko skonstruowaną intrygą fabularną, którą wzbogaca rozwinięta warstwa emocjonalna. Ekranizacja jest tylko kwestią czasu” – The Sunday Times

„Zachwycająco pokręcony thriller dla fanów Zaginionej dziewczyny oraz powieści Ty” – Kirkus Reviews

„Ta książka powinna się znaleźć na szczycie waszej listy must-read” – Suspense Magazine

„Psychologiczne napięcie na najwyższym poziomie oraz wnikliwy portret pogrążonej w rozpaczy, zdesperowanej kobiety” – Providence Journal


„Piekielnie dobrze skonstruowany thriller psychologiczny poruszający problem pożądania, obsesji, chciwości i zdrady. Hillier jest pisarką, której twórczość trzeba uważnie śledzić” – Publishers Weekly


Jennifer Hillier – urodziła się i dorastała w Kanadzie, ale przez osiem lat mieszkała w Stanach Zjednoczonych, w Seattle. To właśnie tam rozgrywa się akcja jej książek. Obecnie z mężem i synem mieszka w okolicach Toronto. Jej ulubionym pisarzem jest Stephen King. Hillier jest członkinią organizacji zrzeszających autorów kryminałów: Mystery Writers of America, International Thriller Writers oraz Crime Writers of Canada.


Tytuł: „Małe sekrety”

Autorka: Jennifer Hillier

Premiera: 12.11.2020

Tłumacz: Katarzyna Bieńkowska

Cena: 44,90 zł

Liczba stron: 448

Wydawnictwo MUZA SA





czwartek, 12 listopada 2020

Nas dwoje - Holly Miller

 

Dawno nie płakałam na książce. I choć niemalże od początku wiadomo było, jak ta historia się zakończy (to właśnie było jej sedno) to i tak rozbiła mnie na milion kawałków. Historia niesamowitej miłości, niesamowitej relacji. Mimo tragedii głównych bohaterów człowiek czyta i życzy sobie, by mieć poczucie, że jego też ktoś tak kocha, jak Joel kochał Callie, a Callie Joego. ⁣

Joel to mężczyzna, który przysiągł sobie, że nigdy się nie zakocha. Nie z przekory, lecz z powodu swojej nietypowej przypadłości - bohater odkąd pamięta, ma prorocze sny o bliskich sobie osobach. Czasem dobre, częściej złe - tak, jak w przypadku mamy, której śmierć na raka przewidział na długo przed tym, zanim diagnozę postawili lekarze. Mężczyzna boi się, że jego miłość może zesłać na kogoś nieszczęście. Jak jednak chronić się przed uczuciem, gdy na drodze staje Callie - dziewczyna, przy której serce zaczyna mu bić szybciej, i która zdaje się przymykać oko na jego dziwactwa, a nawet upatrywać w nich jego wyjątkowości. Choć bohaterka nie wie, z czym mierzy się Joel, akceptuje go w pełni.

Ich spotkania w kawiarni, w której pracuje dziewczyna, stają się coraz częstsze, a gdy okazuje się, że los styka ich w jeszcze jednym miejscu, są już niemalże pewni, że przeznaczenie pcha ich sobie w ramiona. Callie jest gotowa na to uczucie, Joel zasłania się złożoną sobie obietnicą.

Nie potrafi jednak oprzeć się rodzącej się miłości. 

Miłości, która jednak przynosi to, czego oczekiwał - sen zwiastujący finał ich historii. Finał, który przysłania mu wszystko inne....

Nas dwoje to historia łamiąca serce. Bohaterowie zarysowani zostali tak realistycznie, że z łatwością wchodzimy w ich skórę, intensywniej przeżywając zarówno to co dobre, jak i to co złe. Wyjątkowości lekturze dodaje fakt, że znamy finał, odkąd tylko bohater zobaczył go w snach. I czekamy na niego - z  szybko bijącym sercem i coraz większym strachem. 

Jeśli zdecydujesz się na lekturę, podczas finału miej przy sobie chusteczki i kogoś bliskiego - po otarciu łez koniecznie będziesz chciał(a) się do kogoś przytulić.⁣
Poruszająca, rozgrywająca, jednocześnie piękna i przeraźliwie smutna. Jestem porażona.⁣ Miller udało się stworzyć prawdziwy wyciskacz łez, po lekturze którego człowiek czuje jednocześnie ogromną pustkę i smutek, jak i wdzięczność.

Zazdroszczę każdemu, kto lekturę ma jeszcze przed sobą. 



sobota, 31 października 2020

Morderców tropimy w czwartki - Richard Osman

 


Czworo seniorów, Joyce, Ron, Elizabeth i Ibrahim, w ramach rozrywki co czwartek spotka się, by główkować nad nierozwiązanymi sprawami kryminalnymi z przeszłości. Ich przenikliwość i dociekliwość, pozwalają im na wyjaśnianie tajemnic, których wcześniej nikt nie potrafił rozwikłać. Ich spotkania wchodzą jednak na wyższy poziom, gdy tuż pod ich nosem dokonana zostaje zbrodnia. Pensjonariusze Coopers Chase, luksusowego ośrodka dla seniorów, postanawiają rozwiązać sprawę na własną rękę, a dzięki swej detektywistycznej żyłce, pomóc ująć mordercę. Prawdziwa zbrodnia i prawdziwe poszukiwania ekscytują ich i pobudzają do śledczej pracy. 

Morderców tropimy w czwartki przypomina nieco przygody Jane Marple na większą skalę i z większym sztafażem humoru. Mimo jednak, że zwana komedią kryminalną, mnie śmiechu dostarczyła znacznie mniej niż mogłabym się spodziewać. Więcej było (u)śmiechu i zadumy. Odnoszę wrażenie, że autor zdecydowanie bardziej skupił się na budowaniu kryminalnej intrygi, gdzieniegdzie wplatając komizm inicjowany przede wszystkim przez seniorów, niż na tworzeniu pełnoprawnej komedii. Nie jest to jednak zarzut, bowiem podczas lektury bawiłam się świetnie. Postaci domorosłych detektywów szalenie mi się podobały, budziły bowiem ogromną sympatię, a ich zagrywki godne były niejednego wytrawnego śledczego, choć – tak sądzę – nie uszłyby na sucho nikomu poza sympatycznymi seniorami właśnie, którzy wiele swych na wpół legalnych zagrywek mogą tłumaczyć starczą demencją. Mamy zatem nieudolnych policjantów i niezwykle rozgarniętych staruszków, którzy prowadzą organy ścigania na właściwy trop, nieoficjalnie wymieniając się informacjami, wcześniej zdobyte z sobie tylko znanych źródeł. Przy tym wszystkim Richard Osman oferuje nam sporo okazji do refleksji nad starością, co pozostaje dodatkowym atutem książki. 

Poza seniorami mamy tutaj wątek Polaka, podejrzanego (nie)księdza, bogatych deweloperów, dawnych przyjaciół trudniących się niezbyt legalnymi interesami i wiele innych.

Podoba mi się zarówno zamysł, jak i realizacja. Książka bawi, inspiruje do główkowania i daje masę rozrywki. Wszystko to zaś wcale nie w asyście mroku i tajemniczości, lecz swojskości, rzekłabym, że nawet ciepła. Na jesienne wieczory – idealna. Polecam serdecznie. 





czwartek, 3 września 2020

Komar. Najokrutniejszy zabójca na świecie - Timothy C. Winegard

 



Po kilku ostatnich lekturach mogę śmiało powiedzieć, że Wydawnictwo Mova jest moim osobistym odkryciem. Kto z Was jeszcze go nie zna, koniecznie musi nadrobić. Szczególnie polecam pozycje z zakresu literatury faktu - świetne!

Tymczasem...  bzzzz! bzzzz! bzzzzz! Czy komuś z Was udało się przeżyć wakacje bez jednego ukąszenia komara? Ręka do góry jeśli ktoś zna patent na ucieczkę przed tymi krwiożerczymi bestiami :)

Mówią, że wrogów należy poznać, stąd polecam Wam gorąco publikację Komar. Najokrutniejszy zabójca na świecie. Ten niepozorny owad doczekał się niemalże sześciuset stronicowego opracowania, którego podjął się Timothy C. Winegard. W nim też autor analizuje "karierę" tego, który potrafił zadecydować o przebiegu bitew, a nawet wojen; tego, który niesie śmierć, za sprawą chorób jakie szerzy; tego, który choć mały - odcisnął ogromne piętno na historii. 

Twórca śledzi losy świata w cieniu komarów - od Aten, poprzez imperium rzymskie, Amerykę, aż po czasy II wojny światowej i dziś dzień. Nawet nie podejrzewacie, jak kolosalny wpływ na świat, jaki znamy, miał ten niewielki, lecz uciążliwy owad. Czy ktokolwiek z Was, widząc komarzycę łapczywie spijającą Waszą krew, zastanawiał się bowiem, ile osób pozbawił życia ten, którego ukąszenie u Was powoduje "tylko" uporczywy świąd? Uwierzycie, jeśli powiem, że to około 52 miliardy?! Sama nie dowierzam. 

A to tylko jedna ciekawostka spośród setek zamieszczonych w tej książce. Odtąd inaczej spoglądam na każdego komara, który niestrudzenie bzyczy mi nad głową, który nie poddaje się tak łatwo i który zdaje się wrogiem nieśmiertelnym. Publikację tę czyta się zachłannie, tak jak nienasycenie komar spija krew. Niesamowite jest poznawanie historii od takiej strony - do głowy nie przyszłoby mi dotąd, jak ogromny wpływ może mieć owad na losy świata. Jeśli wydaje Wam się, że 560 stron poświęconych takiemu tematowi to lekka przesada - proponuję przeczytać jeden rozdział. Już wówczas przekonacie się, jak rozwijająca jest to lektura, jak poszerza horyzonty i jak porządkuje "gdzieś tam, kiedyś tam" zasłyszaną wiedzę. Czekam na odsłony poświęcone innym owadom - nie ukrywam, że lektura ta może być treningiem pokory.

Fascynująca, wciągająca, zaskakująca. Do zaczytania.