czwartek, 23 maja 2019

Grand - Janusz Leon Wiśniewski




Czasy, gdy z wielką lubością sięgałam po książki Janusza Leona Wiśniewskiego, (chyba) bezpowrotnie minęły. Teraz, z rzadka zdarza mi się do nich zajrzeć, nie wiąże się to już jednak z większymi emocjami.

Na blogu mogliście dotąd poczytać o publikacjach Moje historie prawdziwe i Wszystkie moje kobiety. Przebudzenie. 

Dziś opowiem Wam (bardzo skrótowo) o tekście Grand, powieści, do której podeszłam najmniej emocjonalnie (i chyba najmniej chętnie) z wszystkich dotychczasowych.

Rzecz dzieje się w Sopocie, w tytułowym hotelu Grand, który to staje się niejako głównym bohaterem snutej narracji. To on odgrywa kluczową rolę, stając się spoiwem całości. Postaci, które się przez niego przewijają są niejako tłem, dodatkiem do osi powieściowej, wokół której zbudowana została historia. 

Książkę otwiera rozdział poświęcony samym dziejom budynku – jeśli nie jesteście nim żywo zainteresowani, może się okazać pełen dłużyzn i nudny – a jako że jest on pierwszy, odnoszę wrażenie, że ma moc skutecznego zniechęcania do dalszej lektury. Tym bardziej, że sam język powieści zdaje się dość toporny, co dziwi. W innych książkach Wiśniewski posługiwał się takim językiem, że przez kolejne rozdziały się płynęło, bez względu na zainteresowanie tematem. Tutaj zaś, nawet warstwa lingwistyczna zniechęca. Zarysowanie postaci również pozostawia wiele do życzenia, co naprawdę szokuje, bowiem dotąd autor uchodził za specjalistę od tworzenia portretów psychologicznych.

Być może moja ocena powieści wynika z samego nastawienia, z którym do niej podeszłam – nie ukrywam, że rzutował, on na moje zainteresowanie podczas lektury. Jeśli jednak chcecie poczytać Wiśniewskiego, polecam każdy inny jego tekst. Ten możecie sobie podarować.

Udawajmy, że w ogóle go nie było. 



wtorek, 21 maja 2019

Zły król - Holly Black


Zły król to kontynuacja Okrutnego księcia, jednej z najlepszych i najbardziej wciągających książek fantasty dla młodych dorosłych, jaką ostatnio czytałam.

Drugi tom, to ciąg dalszy o jakim marzył każdy czytelnik- naszpikowany akcją, jej wielokrotnymi zwrotami, niejednoznacznymi bohaterami, którzy są jednocześnie postaciami dynamicznymi, zmieniającymi się w czasie, dojrzewającymi, nabierającymi pazura oraz... przebiegłości. 

Żądza władzy dotykająca większość przewijających się przez powieść postaci manipuluje każdym - to ona, bardziej nawet niż rozum czy serce, kieruje decyzjami tych, którzy są odpowiedzialni za losy królestwa. Spisek goni spisek, zdrada depcze za zdradą, a knowaniom zdaje się nie być końca.

Jude rządzi Cardanem, jednak ten wcale nie jest tak poddany jej woli, jak mogłoby się wydawać, zaś wrogowie nie śpią. Dawne sojusze są już nieaktualne, a zawarcie nowych wymaga poświęceń.

Władca Królestwa Elfów na różne, coraz bardziej wymyśle sposoby próbuje ośmieszyć Jude i udowodnić jej swą potęgę, niszcząc tym samym jej autorytet, ona zaś na tyle przesiąknęła już światkiem pełnym intryg, że nie pozostaje mu dłużna, za jego plecami załatwiając wiele istotnych  dla państwa spraw.

Sytuacja robi się tym gorsza, że główni bohaterowie, ci, którzy tak serdecznie mieli się nienawidzić, zdają się przekuwać swe przepełnione gniewiem serca w... miłość. Nieświadomie, bez udziału ich woli, poddają się czemuś, czego nie chcą i co próbują zagłuszyć, raniąc się coraz dotkliwiej.

Jak zakończy się walka dwu światów? Kto wygra ten nierówny pojedynek i ile ofiar poświęci? Kto pozostaje przyjacielem, kto zaś wrogiem czekającym na potknięcie i dogodną okazję do ataku? 


Holly Black spisała się na medal, oferując czytelnikowi spragnionemu szalonej akcji to, czego ten najbardziej oczekuje. Nie ukrywam, że niewielu autorów potrafi mnie sprowokować do takich nerwów, jak Black pod koniec każdej z jej dotychczasowych książek. To mistrzyni cliffhangare'ów, autorka wiedząca jak rozjuszyć odbiorcę i sprowokować go, sprawiając, by ani na moment nie przestał myśleć o bohaterach i świecie, który tak nagle, zdecydowanie za szybko musiał opuścić. 

Nie wyobrażam sobie, ile nerwów stracę, wypatrując kolejnego tomu, wiem jednak jedno - oczekiwania mam ogromne i liczę, że Black po raz kolejny udowodni swój niesłychany talent w budowaniu napięcia. A jakiego oczekuję zakończenia? O tym cśśś :)


Nie bój się życia - Katarzyna Miller



Katarzyna Miller jest osobą, której zaufały miliony Polaków, szczególnie zaś Polek. Swymi radami od lat dzieli się z opinią publiczną, udowadniając, że relacje trzeba pielęgnować, a o kondycję psychiczną dbać.

Jednym z jej najlepiej sprzedających się książek jest Nie bój się życia, poradnik dla tych, którzy nie podejmują się wielu zadań z lęku przed niepowodzeniem. 

Przed Wami poszerzone i uzupełnione wydanie tegoż, po raz kolejny wyposażające nas w wiedzę i rady oparte na doświadczeniach pacjentów i przyjaciół autorki, pozwalające zmierzyć się z własnymi strachami i blokadami.

Autorka chce nam pokazać, jak czerpać z życia pełnymi garściami, jak nie dać się sparaliżować lękowi i przestać przejmować się opinią innych - prawda jest bowiem taka, że niewielu ludzi zwraca na nas uwagę, czemu zatem my tak bardzo ograniczamy się ze względu na wydumane obawy?

O ileż życie byłoby pełniejsze i piękniejsze, gdybyśmy się nie bali? My zaś lękamy się wszystkiego: choroby, śmierci, wyśmiania, samotności, porażki, utraty pieniędzy, starości  i tak dalej, i tym podobne. Ilu ludzi, tyle strachów. Miller pomoże Wam przekuć lęk w zachwyt i na nowo rozbudzić w sobie dziecko.

Książka podzielona została na rozdziały podejmujące tematykę różnych rodzajów lęków. To zaś sprawia, że nie trzeba jej czytać linearnie - możemy wybierać te rozdziały, które nas najbardziej interesują i dotyczą. Porusza ona kwestie lęków przed strachem, starzeniem się, szczęściem (sic!), złością, chorobą, popełnieniem błędu, śmiechem, tym co ludzie pomyślą, śmiercią, odpowiedzialnością, miłością, ojcostwem, wdzięcznością, egoizmem i wieloma innymi. 

Wszystko to ujęte zostało rzeczowo i prosto, a przy tym konstruktywnie. Autorka pisze tak, by czytelnik od raz wiedział, jak jej porady przenieść w życie - nie zastanawia się niepotrzebnie, jak teorię przekuć w praktykę, bo w tę wiedzę został wyposażony jednocześnie. To z kolei sprawia, że nie marnujemy energii na gdybanie, lecz instynktownie zmieniamy swoje życie - od razu, bez czekania na dogodny moment, w którym przetestujecie nowe teorie. 

Polecam - wraz z przypływem wiosny warto zadbać o swoją kondycję psychiczną i relacje. Zbliżające się wakacje mogą być doskonałym czasem do pokonywania swoich lęków w wielu dziedzinach - dajcie więc sobie szansę.

Odrzućcie lęk, cieszcie się życiem!




poniedziałek, 20 maja 2019

Historia filozofii po góralsku - Józef Tischner



Na pocątku wsędy byli górole, a dopiero potem porobiyli się Turcy i Zydzi. Górole byli tyz piyrsymi „filozofami”. „Filozof” to jest pedziane po grecku. Znacy telo co: „mędrol”. A to jest pedziane po grecku dlo niepoznaki. Niby, po co mo fto wiedzieć, jak było na pocątku? Ale Grecy to nie byli Grecy, ino górole, co udawali greka. Bo na pocątku nie było Greków, ino wsędy byli górole.[1]

Historia filozofii po góralsku jest już klasykiem. Klasykiem, o którym każdy słyszał, ale nie każdy jeszcze miał okazję czytać (ja). Nowe wydania spod szyldu Wydawnictwa Znak są zaś tak zachęcające graficznie, że nie sposób im się dłużej opierać.

Był Alfabet duszy i ciała, był Krótki przewodnik po życiu, jest i czas na Historię... . 

Wyżej wymienione teksty znacząco różnią się od tego, który chcę polecić Wam dziś. Tamte pisane były tonem poważnym, miejscami wręcz podniosłym, tutaj zaś na pierwszy plan wysuwa się humor. Nie dziwi więc, że właśnie ta książka stała się prawdziwym bestsellerem, inspiracją do tworzenia spektakli teatralnych (chociażby ten wystawiany w Teatrze Rozrywki) i ... myślenia. 

Nienaśladowczy, nowatorski sposób mówienia o tym, co w życiu ważne. Tischner filozofię ubrał w gawędy, a role znanych greckich myślicieli podjęli mieszkańcy Podhala, którzy gwarą zapoznają czytelnika nie tylko z historią filozofii i etapami jej kształtowania się oraz głównymi nurtami, ale też z językiem mieszkańców Tatr. Mimo że spisana wcale nie oficjalną polszczyzną, to jednak zrozumiała dla wszystkich książka, stała się świadectwem erudycji ks. Tischnera i jego zdolności do takiego władania słowem, by przyciągnąć uwagę czytelnika. Przyciągnąć i zatrzymać ją na dłużej, prowokując do myślenia, ale i uśmiechu. Bo któż nie zaśmieje się, gdy pozna prawdziwe dane osobowe Talesa z Miletu? Wszak ten myśliciel to nie kto inny, jak Stasek z Nędzy. A Arystoteles? Li przykrywka dla Tadka Pudzisza, podobnie jak Platon to ksywka Władka Trebuni-Tutka. Wiedzieliście o tym, że myśliciele greccy, to tak naprawdę filozofowie górscy? Ktoś ewidentnie się pomylił w przekazach :)

Polecam ogromnie - najpierw lekturę i namysł nad nią, później zaś spektakl. Wówczas Wasze zetknięcie się z tematem stanie się kompletne.


[1] Historia filozofii po góralsku, ks. Józef Tischner, Kraków 2018, s. 5.


niedziela, 19 maja 2019

Wypadek - Chris Pavone



Podczas wyboru lektury, zwracam uwagę na wiele czynników, choć nie ukrywam, że w momencie, gdy autor jest mi nieznany, decydującą rolę bardzo często odgrywa okładka, która - jeśli przyciągnie mój wzrok - kieruje mnie następnie do opisu. To on jest być albo nie być dla nowości.

Jeśli chodzi o Wypadek - nie znałam autora, okładka nie zrobiła na mnie żadnego wrażenia, a mimo to z jakiegoś powodu wzrok padł na blurb, który to zadecydował za mnie. Tym bowiem, czemu nie umiem się oprzeć za żadne skarby świata, jest autotematyzm. Książki o książkach nigdy mi się nie znudzą. Powieść Chrisa Pavone'a to zaś nic innego jak właśnie publikacja wpisująca się w ów nurt.


Główna bohaterka, agentka literacka Isabel Reed, kończy właśnie lekturę szokującego anonimowego manuskryptu zatytułowanego Wypadek. Już podczas lektury wie, że weszła w posiadanie tekstu, który może na powrót wynieść ją na szczyty sławy w kręgach wydawniczych, z których spadła na skutek osobistych zawirowań. 

Isabel chce dołożyć wszelkich starań, by anonimowa praca została wydana, a ludzie dowiedzieli się co nieco o życiu i działalności wpływowych osób. Jej pobudki są z gruntu uczciwe - czuje się w obowiązku szerzenia prawdy. Nie sposób nie domyślić się, że równie usilnie jak ona będzie chciała go wydać, tak ktoś będzie próbował ją powstrzymać. Były agent CIA, Hayden Gray, dowiaduje się, że manuskrypt trafił w niepowołane ręce i musi zrobić wszystko, by nie dopuścić do jego upublicznienia - inaczej sam znajdzie się w nieciekawym położeniu. W tym celu wraca do Nowego Jorku z Kopenhagi, gdzie czeka go niełatwe zadanie, bowiem nie jest jedyną zdeterminowaną osobą w tej walce o książkę.

Autor Wypadku zaszywa się zaś w Zurychu, mając się na baczności i robiąc wszystko, by nikt go nie odnalazł. Ujawnienie treści manuskryptu ma być dla niego bowiem formą zadośćuczynienia za dotychczasowe życie, pisane zdradami i kłamstwami, stanowi dla niego jednak spore zagrożenie. Dla niego i dla innych.

Decyzja o przekazaniu manuskryptu stanie się bowiem impulsem do gradobicia wydarzeń, z których nie wszyscy wyjdą obronną ręką. Wypadek to tykająca bomba, a każdy, kto jest z nim związany, musi zachować skrajną ostrożność, licząc się z możliwością utraty życia - bez względu na to, po której stronie barykady się znajduje. Prawda i kłamstwo zlewają się tu w jedno. 

Powieść ta rozpisana została w różnych lokacjach - przeskakujemy z miejsca na miejsce, z teraźniejszości ku przeszłości, co wymaga od odbiorcy nieustającej czujności. Chwila nieuwagi wystarczy, by pogubić się w korowodzie wydarzeń i postaci. Tym bardziej, że podczas lektury odnosi się wrażenie, że bohaterowie mają przewagę nad czytelnikiem - ci znają bowiem treść manuskryptu, odbiorcom zaś dawkowana jest ona małymi porcjami. Oni giną, a my zżymamy się, nie wiedząc tak naprawdę, dlaczego wydarzenia toczą się takim rytmem. To zaś sprawia, że niecierpliwy czytelnik, może podczas lektury stracić sporo nerwów zanim jego ciekawość zostanie zaspokojona.

Autor wiele zaryzykował, decydując się na taki zabieg, bowiem może on nieść ze sobą tyleż korzyści, ile strat.  I to jednak nie zawsze, bowiem część elementów jest niestety sztampowa i przewidywalna, a tego zwolennicy akcji nie lubią. 

Walorem powieści jest podnoszenie istotnych z perspektywy współczesnego człowieka kwestii - powieść ukazuje jaką rolę odgrywają dziś media, jak wielu ludzi walczy o sukces za wszelką cenę, nie bacząc na nikogo i na nic, ulegając demoralizacji i ślepej żądzy pieniądza; jak łatwo dajemy się zmanipulować i uwieść taniej, nierzadko tandetnej rozrywce, papce, współczesnej pulpie. 

Przy tym wszystkim ukazuje też, jak wielką moc ma słowo - i jak wiele można poświęcić, by nie dopuścić do jego wybrzmienia.

Ciekawa i wciągająca historia, choć niewolna od wpadek i sztampy.




sobota, 18 maja 2019

A Adi powiedział... - Magda Bloch


Czy jest lepszy czas niż rozkwitająca wiosna, by wybrać się na dwór z dość nietypowym zadaniem?:)
Dziś mam dla Was książkę, dzięki której poznacie podstawowe zasady bushcraftu, a więc eksplorowania okolicznych krzaków i terenów zielonych - rzecz idealna dla młodych mieszkańców miast, narzekających na niedobór rozrywek.

W Wasze ręce trafia przewodnik wypełniony wyzwaniami - mniej lub bardziej typowymi, mniej lub bardziej bezpiecznymi, każde za to szalenie wciągające w zabawę. To coś jak podchody, harcerskie biegi na orientację i dziecięca eksploracja w jednym. A Adi powiedział... ma być pretekstem do wyjścia z domu i przyczynkiem do (pod)miejskich wypraw. Nie potrzebujecie do nich specjalnego sprzętu, stroju czy pieniędzy. Wystarczy Wam czas, wyobraźnia i oczywiście ta książka (będąca jak sądzę jedynie początkiem większej przygody). 

Jakich zadań możecie się spodziewać? Nie chcąc zdradzać wszystkiego, wymienię tylko kilka: określanie kierunku, splatanie węzłów, gotowanie w nietypowych warunkach, wykonanie lampy oliwnej i wiele, wiele innych. Każdy rozdział określa zadanie do wykonania, miejsce, poziom trudności oraz elementy niezbędne do jego ukończenia.

Gotowi na podjęcie rękawicy? Jeśli tak, czekają Was dni pełne doskonałej rozrywki, przygód, a także czas poszerzania swej wiedzy ogólnej o świecie oraz zdolności radzenia sobie w różnych, często ekstremalnych sytuacjach.

Do dzieła!