wtorek, 14 sierpnia 2018

Będzie bolało - Adam Kay



Po ogromnej fali popularności książki Mali bogowie moda na teksty lekarzy / pacjentów / dziennikarzy podejmujących temat pobytów w szpitalu nie maleje. Czytelnicy, a co za tym idzie - pacjenci - są głodni wiedzy na temat tego, jak wygląda prawdziwe życie lekarza, co dzieje się za drzwiami, do których nie mamy dostępu, co tak naprawdę myślą lekarze, kiedy każą nam siedzieć długie godziny na izbie przyjęć.

Oto naga prawda, podana jednak zupełnie inaczej niż u Pawła Reszki. Będzie bolało to podszyte sporą dawką humoru i ciętej ironii zapiski byłego lekarza, który piął się latami po ścieżce lekarskiej kaiery, aż wreszcie dotarł do punktu, w którym powiedział "stop".

Gdybym nie przeczytała ostatniego rozdziału, mogłabym powiedzieć, że książka bawi do łez i powoduje skurcze brzucha wywołane eksplozją śmiechu. Epilog jednak - odmiennie niż całość, utrzymany jest w zupełnie innym tonie, co sprawia, że dramat Kaya wybrzmiewa niesamowicie,a całość pozostaje w naszej głowie na dłużej, niż pozostała by zabawna opowieść o ginekologicznych anegdotkach.

Zanim jednak dotrzecie do tego rozdzierająco smutnego momentu, czeka Was lektura ukazująca życie lekarzy w Wielkiej Brytanii, którzy już w wieku 14 lat muszą zadecydować o ścieżce swojej kariery. Rzuceni najpierw w wir trudnych studiów, a później na głębokie wody stażu i rezydentury, mogliby z łatwością zwariować z przemęczenia, odpowiedzialności spoczywającej na ich barkach i braku zrozumienia nawet wśród bliskich. Ludzie, którzy spędzają kilkadziesiąt godzin na nogach, operując non stop i decydując, który nagły przypadek jest ważniejszy od drugiego; osoby, które nie potrafią wziąć wolnego dnia na własny ślub; których związki rozpadają się, bo nie mają szans trwać. Kay o swoim lekarskim życiu, o ginekologicznych przypadkach z jakimi przyszło mu się mierzyć, o porodach, które nie zawsze przebiegały tak, jakby chciał, o pacjentach, których zachowanie często przyprawiało o dreszcze opowiada z taką swadą i humorem, że czyta się go z nieskrywaną przyjemnością, zastanawiając się nierzadko, co ludzie mają w głowach dokonując pewnych "zabiegów" na własnym ciele. 

Bawiłam się przednio, uśmiałam się szalenie, powtykałam do książki dziesiątki karteczek indeksujących, by co ciekawsze fragmenty podsuwać gościom. I w takim tonie mogłabym lekturę zakończyć, bardzo szybko o niej zapominając. To jednak, co serwuje autor na koniec, co stanowi gwóźdź do trumny jego decyzji o odejściu z zawodu, do tej pory we mnie rezonuje, dyskwalifikując jednocześnie książkę jako literaturę faktu o charakterze humorystycznym. 

To lektura, która jednocześnie bawi, wzrusza, przeraża i zasmuca. 

Bardzo dobra. Polecam! Na pewno nie jest odcinaniem kuponów od popularności książek w tej tematyce.



Zbliża się początek roku szkolnego? Nie panikuj!



Zbliża się początek roku szkolnego? Nie panikuj!

Łatwo się mówi, prawda? Te wakacje były (są!) moim pierwszym pełnoprawnym urlopem nauczycielskim. Mam jednak to do siebie, że zamiast całkowicie odciąć się od pracy, ciągle kombinuję "co by tu od września....". Wyprawkę na nowy rok szkolny zaczęłam kompletować jeszcze zanim zabił ostatni dzwonek poprzedniego, bo zawsze wiem jaki to wydatek na raz. Wszystkie pomoce naukowe, długopisy, piórniki, organizery, materiały dydaktyczne - mój portfel co roku płacze. Na szczęście, coraz częściej można natknąć się na promocje, które choć trochę odciążą nasz domowy budżet. Chociażby ta od Taniej Książki ( https://www.taniaksiazka.pl/podreczniki-c-313.html?Theme=#artykuly-szkolne ).
Na stronie można znaleźć zarówno podręczniki, lektury, repetytoria w atrakcyjnych cenach, jak i całą gamę artykułów szkolnych od ołówków poczynając, na tornistrach kończąc. Oczywiście podoba mi się jakieś 10 piórników, więc wybrać jeden wcale nie będzie łatwo, za to ceny rekompensują ewentualne trudności decyzyjne:) Podział na kategorie bardzo ułatwia poruszanie się po stronie jedynie w tym obszarze, który nas interesuje, a to pozwala oszczędzać nie tylko czas, ale i pieniądze. Jeśli macie wątpliwości, które podręczniki są refundowane, a które nie - u dołu strony znajdziecie podpowiedź.



A Wy? Kompletujecie już wyprawkę czy zostawiacie to na ostatni moment, by móc cieszyć się wakacjami jak najdłużej? Kupujecie z głową czy jak w amoku?:) Dajecie się uwieść feerii barw i wzorów czy stawiacie na klasykę?








niedziela, 12 sierpnia 2018

Żywego ducha - Jerzy Pilch


Żywego ducha Pilcha to - chciałoby się powiedzieć - wariacja na temat apokalipsy i czasów postapokaliptycznych.

Oto on, dziewięćdziesięcioletni mężczyzna, zostaje na świecie sam. Budzi się na całkowitym pustkowiu, wokół niego żywego ducha, kotów przejmujących władzę nad światem nawet nie uświadczysz. W takiej sytuacji nie sposób uciec od refleksji i pytań bombardujących głowę, poczynając od oczywistych: "Gdzie się wszyscy podziali?" poprzez "Dlaczego tylko ja przeżyłem?", a na "Cóż może robić ostatni człowiek na świecie i właściwie po co ma to czynić?".
Pilch wkłada w głowę swojego bohatera (w wielu aspektach wykazującego czytelny rys autobiograficzny) szereg zagwozdek egzystencjalnych. O sens istnienia w ogóle, o sens istnienia w pojedynkę, o to jak przebiegała zagłada, czemu jej uniknął i dlaczego nawet jej nie zauważył; dlaczego nie pozostawiła ona żadnych śladów? Bohater musi wreszcie pogodzić się z  tym, że został na ziemi całkiem sam - jak sobie z tym poradzi? Czy owa samotność stanie się wyzwoleniem czy brzemieniem, radością czy udręką?

Wyobraźcie sobie świat, w którym każdą rzecz możecie robić bezkarnie, a do Waszej wyłącznej dyspozycji pozostaje wszystko - najdroższe hotele, najlepsze restauracje, produkty z wyższej półki, markowe ubrania, wszystkie dostępne książki, przekąski - wszystko. Czy życie ma jeszcze sens, gdy na wyciągnięcie ręki jest dosłownie każda zachcianka, a radością z jej posiadania nie można dzielić się z innymi, bo innych najzwyczajniej nie ma? Czy człowiek istnieje bez drugiego człowieka?

Wyjątkowo wiele pytań rodzi ta pozornie błaha i pozornie sztampowa historia. Pozornie, bo w sztampie nie byłoby miejsca na nawiązania do Boscha i wielu innych artystów, których możecie na stronicach tej książki rozpoznać, a na których dzieła po jej lekturze spojrzycie zupełnie inaczej.

Pilch w zupełnie nowym wydaniu, jakoby odczuwający już przemijający czas, borykający się z dojmującą samotnością, ba! osamotnieniem nawet i te doświadczenia filtrujący przez swoją artystyczną wrażliwość i przelewający na papier w formie, która nas - stałych czytelników tegoż - zaskakuje. Językowo niepodrabialny, wyróżniający się i do rozpoznania zawsze - mylący może być jedynie temat. Wyjątkowo refleksyjny i inspirujący do przemyśleń nad ludzką kondycją.


Polecam gorąco. 



Inne książki Pilcha na blogu:


sobota, 11 sierpnia 2018

Pani Fletcher - Tom Perrotta



Eve Fletcher przekroczyła już magiczny próg czterdziestki i jak każda amerykańska kobieta na pewnym etapie swojego życia, zawozi właśnie ukochanego syna na studia. Jako że jakiś czas temu rozstała się ze swoim mężem, wyfrunięcie Brandona z rodzinnego gniazda, będzie dla niej nie lada sprawdzianem - zostanie bowiem całkiem sama, za jedyne towarzystwo mając swoich podwładnych, z którymi - jak dotąd - nie chciała się spoufalać. 

W samotności i z nudów ludzie robią różne rzeczy. Eve zaś znajduje się w epicentrum obu tych stanów. Na dodatek, po przypadkowym podsłuchaniu swojego syna odbywającego stosunek i używającego takiego języka, jakiego kobieta nigdy nie chciałaby słyszeć, bohaterka nie może pogodzić się ani z tym, że jej syn nie jest już małym chłopcem, ani z tym, w którą stronę zmierzają jego relacje, o których rozwój na pewno zadba w akademiku. Wychowany na pornografii Brandon daleki jest od czułości i wylewności w stosunku do kobiet. Z tego też powodu niezbyt dobrze idzie mu adaptacja w środowisku studenckim. Życie, którego pragnął, wygląda zgoła inaczej niż w jego wyobrażeniach ukształtowanych na podstawie amerykańskich filmów, pokazujących uniwersytet jako stolicę seksu bez zobowiązań, alkoholu i świetnej zabawy. 

Sama Eve zaś, po otrzymaniu sprośnego SMS-a z niewiadomego źródła, odkrywa pornograficzną stronę mamuśkodajnia.com. Ta odsłoni przed nią zupełnie nowe światy, o których istnieniu nie miała pojęcia, a które powoli ją uzależnią, czyniąc z niej zupełnie nową osobę - otwartą na nowe doznania, nieskrępowaną, wolną od pruderii kobietę na wskroś wyzwoloną, zdolną do kontaktów seksualnych w kolegami własnego syna. Czy jednak życie zdominowane przez uzależnienie od pornografii można uznać za godne pochwały? Jak każdy nałóg, także i ten niepostrzeżenie zabrał całą jej uwagę, zawładnął całym jej życiem, zniekształcił jej sposób postrzegania rzeczywistości i kazał szukać podtekstów tam, gdzie zupełnie ich nie było, skazując jej zdrowe - jak dotąd - relacje na zniszczenie. 

Eve nie była już smutną, spragnioną czułości rozwódką, lecz kobietą, która zaspokojenia szukała w największym internetowym bagnie, które erotyką bombardują na zawołanie, wypaczając związki międzyludzkie, ograniczając je do chwilowej przyjemności. Wędrówką Eve przez mamuśkodajnię towarzyszą refleksje nad kondycją kobiet, które tam widuje - jak się tam znalazły, co sprawiło, że zdecydowały się na nagranie filmów, które kiedyś mogą zobaczyć jej dzieci / znajomi? Czy dziś nie ma już absolutnie żadnej prywatności? Niestety, refleksje refleksjami, zaś nałóg nałogiem. Mimo że początkowo sama uważała pewne sprawy za niemoralne, za deprawujące i godzące w godność człowieka, teraz akt seksualny traktuje wyłącznie jako rozrywkę - choć sama usprawiedliwia się ciekawością. Perrotta pod płaszczem tej na pozór banalnej historii, zdaje się snuć rozważania nad pornografią, wpływem tejże na ludzkie relacje, na obraz samego siebie, na sam mechanizm uzależniania się, szukając wreszcie klucza do jej sukcesu - co sprawia, że nasz voyeryzm osiąga takie szczyty, że chcemy oglądać zupełnie obcych ludzi w sytuacjach najbardziej intymnych?

Poza pornografią pochyla się autor nad gender studies, a także homoerotyzmem. Słowa takie jak ciseksualny, aseksualny etc. przewijają się tu co rusz, każąc zastanowić się nad seksualnością w każdym jej wymiarze. W wątpliwość zdaje się też autor poddawać sens istnienia długotrwałych związków i zabiegania  relacje, skoro ich namiastkę możemy otrzymać w Internecie, a ewentualne potrzeby seksualne załatwić za sprawą setek aplikacji pokroju Tindera oferujących spotkanie i jednorazowy seks z kimkolwiek nam się zamarzy - erotyczna wersja fast-foodów. Fast-sex. 

Zamawiasz, chwilkę czekasz na odbiór zamówienia, konsumujesz, pozbywasz się opakowania. Wartości żadnych, ale za to głód został na chwilę poskromiony, powodując jednocześnie wyrzut endorfin. Po co nam coś więcej? Po co się starać?


Pani Fletcher jako całość stanowi gorzki komentarz do naszych czasów, w których wszystko wydaje się na opak, nic nie jest pewne i każdy może wszystko, emocje spychając gdzieś na samo dno, niczym niepotrzebny balast. Dążenie do czułości, stałości, obecności drugiej osoby, na której można polegać, zdaje się przeżytkiem, reliktem przeszłości. Historia czterdziestoparolatki i jej syna jest jedynie świadectwem tego, jak dziś żyjemy, dokąd zmierzamy i do czego może nas to doprowadzić. 


Myślę, że w Ameryce, gdzie "mama Stfilera" jest już oczywistym elementem popkultury, a słowo MILF nikogo nie burzy i nie dziwi, książka ta czytana będzie inaczej - ot, jako inteligentna powiastka o tym, co znane i stojące niemalże na porządku dziennym, komentarz do rzeczywistości. U nas, wciąż nieco jednak - mimo wszystko - stabuizowanym kraju, książka ta może budzić reakcje skrajne - od oburzenia, poprzez radość z podejmowanego przez nią tematu. Co prawda kobiety oglądają Gotowe na wszystko i często identyfikują się z bohaterkami, czy naprawdę chcą jednak byś nazywane "gorącymi mamuśkami"? Czy naprawdę dążą do takiego zamerykanizowania, jakie prezentują te produkcje?

Wygląda na to, że książka przez swą pieprzność i bezpośredniość zrobi sporo szumu. Może wydać się tak samo niezwykle celną diagnozą współczesnych bolączek, jak obrazoburczą próbą promowania pornografii, homoerotyzmu, zmiany płci oraz przygodnego seksu. Wszystko zależy od punku widzenia oraz interpretacji. Dla mnie to gorzki obraz tego, co nieuchronnie zatacza coraz szersze kręgi - rezygnowania z prawdziwych relacji w imię ich płytkich i egoistycznych namiastek dostępnych online. 

Czytając Panią Fletcher możecie zostać na poziomie rozrywki, możecie zaś sięgnąć głębiej, zastanawiając się, dokąd jako społeczeństwo zmierzamy.





Przyjaciel z szafy - A.F.Harrold



Każdy z nas - mały czy duży - potrzebuje towarzystwa. W pewnym wieku jednak dzieci, szczególnie te, które nie mają rodzeństwa, znajdują sobie wyjątkowych przyjaciół, widocznych jedynie im - przyjaciół wymyślonych, z którymi spędzają długie dni, rozwijając swoją wyobraźnię i bawiąc się tak, jak nigdy nie mogłyby z rówieśnikami.

Rudger jest najlepszym przyjacielem dziesięcioletniej Amandy. Pewnego dnia pojawił się w jej szafie i od tamtej pory są oni nierozłączni. Dzięki jej nieposkromionej fantazji przeżywają  rozliczne przygody, których pozazdrościć mógłby im każdy równolatek dziewczynki. Ich przyjaźni zagrozić może jedno - oto po świecie krąży pewien mężczyzna w hawajskiej koszuli - Trznadel - mający zawsze przy sobie długowłosą, smutną dziewczynkę. Tej niestety, nie widzi nikt, poza dziećmi mającymi dar zobaczenia wymyślonych przyjaciół. Mężczyzna jest potworem - żywi się  wymyślonymi przyjaciółmi, o których dziecko powoli zaczyna zapominać, dzięki czemu sam pozostaje nieśmiertelny. Gdy udaje mu się wywęszyć Amandę i Rudgera, ich przyjaźń będzie musiała przejść ogromną próbę, a sam chłopiec dowie się o sobie i swojej misji więcej, niż kiedykolwiek mógłby przypuszczać.

Pełna grozy, ale też nadziei, niosąca niezwykle pozytywny przekaz historia, która wciągnie każde dziecko pragnące przeżyć niezwykłą przygodę. Pierwsze skrzypce gra tutaj wyobraźnia, co z pewnością niejeden młody czytelnik będzie mógł przełożyć na swoje życie, znajdując w lekturze tej ukojenie i zrozumienie dla swojej fantasmagorii, nie zawsze akceptowanej przez dorosłych, których imaginacja została już skażona. Nasycona napięciem i zwichrowanymi przygodami opowieść o bronieniu najświętszych wartości i bezinteresownej przyjaźni, zdolnej do największych poświęceń. Napisana została tak sprawnie, że każdy, nawet najbardziej marudny dorosły zostanie wciągnięty w wir wydarzeń i ani się spostrzeże, a już będzie z zaciśniętymi pięściami kibicował Amandzie i Rudgerowi, wściekając się jednocześnie na Trznadla oraz jego bladą towarzyszkę. 

Jeśli Wasze dzieci lubią się bać, a ich wyobraźnia jest nieskrępowana - podsuńcie im Przyjaciela z szafy. Będą zachwycone - tak tekstem, jak idealnie z nim współgrającymi i oddającymi aktualne emocje ilustracjami Emily Gravett.

Gorąco polecam!



piątek, 10 sierpnia 2018

Woda na sicie. Apokryf czarownicy - Anna Brzezińska


Woda na sicie Anny Brzezińskiej to lektura niepospolita. Wraz z autorką i jej bohater(k)ami przenosimy się do krainy mającej być odbiciem wczesnorenesansowej Italii, kiedy to ośrodkiem zainteresowania były wszystkie kobiety podejrzane o praktykowanie magii i życie podyktowane siłami nieczystymi, których stały się służebnicami.

La Vecchia jest jedną z nich. Tak przynajmniej sądzą przedstawiciele inkwizycji, którzy więżą ją, przesłuchują i poddają torturom, trwając w przekonaniu, że bękarcica odpowiedzialna jest między innymi za śmierć jednego z ich współbraci. I tak oto stajemy się współuczestnikami serii przesłuchań, z których dowiemy się o wiejskim pochodzeniu bohaterki, będącej córką miejscowej ladacznicy, kochanką pewnego ziemskiego dziedzica, siostrą dwu mężczyzn, których nie widziała od pamiętnej nocy, której streszczenie otwiera całą jej opowieść.

Oto jej matka została zamordowana i wybebeszona, ona sama zgwałcona przez zapijaczonych mężczyzn z zasłoniętymi twarzami, których rozpoznanie - nawet po latach - nie sprawiło jej żadnej trudności. Tej nocy stała się ona świadkiem zabicia smoka - potwora zbiegłego z cyrku, o którym po okolicznych wioskach krążyły niespotykane legendy - jedni dawali im wiarę, nieliczni uważali za podejrzane i wyssane z palca. Czy zabity faktycznie był mitycznym stworem? A może smok, którego widzieli był jedynie wytworem ich wyobraźni, projekcją tego, co wciąż im wmawiano?

La Vecchia, mimo że niepiśmienna, tak zmyślnie snuje swą opowieść, że nikt do końca nie wie - ani inkwizytorzy, ani sam czytelnik - kim tak naprawdę jest ta wyrzucona poza nawias społeczeństwa kobieta, która uchodzi za czarownicę. Jej zeznania są finezyjną próbą opowiedzenia wszystkiego w taki sposób, by nikt nie mógł jej niczego udowodnić. Bohaterka niezwykle kwieciście i szczegółowo tka narrację o tym, co ją spotkało, po to, by za chwilę równie zmyślnie temu zaprzeczyć, wyprowadzając przesłuchujących w pole i obnażając ich własną nieudolność. To oni - mimo że kształceni - jawią się przy niej jako nieporadni nowicjusze. Ona zaś - kobieta, bękarcica, ladacznica i być może czarownica - mami ich słowem i swą opowieścią, zadając kłam każdym oskarżeniom.

Brzezińskiej udało stworzyć się kapitalny zapis przesłuchań, który czyta się z niezwykłą wprost zachłannością - stanowi on bowiem nie tylko świadectwo osławionych praktyk inkwizycji, ale również studium osoby przesłuchiwanej, jej wyrazisty portret, którego nie sposób zniszczyć żadnemu z mężczyzn, będących tu jedynie tłem dla opowieści. Kobiecie gierki, słowna kokieteria, a wszystko to, by ocalić własne życie i wizerunek - i tak już przez wszystkich zdeptany i zszargany, to to, co za sprawą magii języka i nad podziw sprawnego władania piórem udało się osiągnąć autorce. 

Jest to jednocześnie świadectwo jej pisarskiej wprawy, jak i niezwykły prezent dla czytelnika znudzonego sztampowością i rozrywkową pulpą. 

Dobra rzecz, niemalże 400 stron nad wyraz 'smacznej' literatury, którą szczerze polecam. Literatura przez duże "L".

Premiera 5 września.  




wtorek, 7 sierpnia 2018

Królik Franek i problem krótkiego ogonka / Królik Franek i tajemnica dobrej zabawy - Maria Krzemińska

 

Seria o króliku Franku spod pióra Marii Krzemińskiej to niezwykle urokliwy cykl opowiastek, dzięki którym młody czytelnik znajdzie odpowiedzi na wiele dręczących go wątpliwości.

Część Królik Franek i tajemnica dobrej zabawy rozbudza tolerancję i uczy szacunku do innych bez względu na ich wygląd i różnice między nami. Gdy do grupy Franka dochodzi nowa koleżanka - kotka Pusia - nie spotyka się ona z akceptacją pozostałych. Wszystko przez wzgląd na jej krótki ogonek, którego właściwie nie widać. Czy powinno się oceniać innych tylko z uwagi na ich powierzchowność? Bohater bardzo szybko przekona się, na kogo tak naprawdę może w grupie swoich znajomych liczyć i co wspólnego ma z tym długość ogonka.

Część Królik Franek i tajemnica dobrej zabawy przenosi nas do świata dziecięcej rywalizacji. Bohater uwielbia grać w memo, bowiem zawsze wygrywa - nie ma zaś dla niego nic tak satysfakcjonującego i przyjemnego jak smak zwycięstwa. To niestety przechodzi mu koło nosa, gdy do zabawy zaprasza rodzinę - okazuje się bowiem, że w domu są lepsi gracze niż w przedszkolu, a Franek nie jest w stanie ich pokonać. Czy łatwo będzie mu pogodzić się z porażką? Czy zabawa jeszcze kiedykolwiek sprawi mu radość? Czego dowie się o sobie i swojej zdolności przegrywania?

Książeczki Marii Krzemińskiej maja charaktery dydaktyczny. Dzięki uczynieniu z głównego bohatera puszystego króliczka, mały czytelnik z większą przyjemnością odczytywać będzie płynące z książeczki nauki. Zwierzak budzi  zaufanie, a dzięki temu to, co mu się przydarza, dziecko z łatwością będzie mogło przenieść na własne doświadczenia. Mimo że szata graficzna nie jest szczególnie oryginalna, bohaterowie znajdą u Waszych pociech uznanie i z chęcią spędzą z nimi niejedno popołudnie, ucząc się, jak być wrażliwym na potrzeby innych, a także jak radzić sobie w codziennym życiu. Język jest dostosowany do małych dzieci - na całość składają się proste, krótkie zdania, książeczka nie jest przeładowana tekstem, dominują w niej ilustracje, a zaprezentowane sytuacje pisze samo życie - każde dziecko rozpozna w nich własne doświadczenia i z łatwością zidentyfikuje się z bohaterami, wynosząc z każdej lektury ważną dla siebie lekcję. Wszystko to zaś zmyślnie skryte pod peleryną króliczych przygód.

Polecam - bardzo przyjemna, zgrabnie stworzona seria. 


Ostre przedmioty - Gillian Flynn



Ostre przedmioty Gillian Flynn od lat cieszą się ogromną poczytnością wśród czytelników. Dzięki serialowi wypuszczonemu przez stację HBO, książka po raz kolejny doczekała się wznowienia, a wraz z nim - nowych czytelników.

Sama dość długo wzbraniałam się przed lekturą, uciekając od szumu wokół niej wytworzonego, teraz jednak, chcąc obejrzeć serial, gotowa byłam zmierzyć się z wydawniczym hitem.

Oto Camille Preaker, dziennikarka śledcza, wysłana zostaje przez swojego szefa do rodzinnego miasteczka, z którego przed laty - nie bez powodu - wyjechała. W nim to bowiem dochodzi do dwu bestialskich zbrodni popełnionych na małych dziewczynkach, którym pośmiertnie wyrwano zęby. Podejrzenia padają na kogoś przyjezdnego, bowiem nikt nie chce wierzyć, ze w mieście kryć może się tak okrutny morderca. Camille ma opisać toczące się śledztwo, zdobywając jak najwięcej informacji od ludzi, których już nigdy więcej nie chciała oglądać. 

Wind Gap jest bowiem mieściną niewielką, plotkarską, duszną od wzajemnych oskarżeń i fałszywej sąsiedzkiej dobroci. Bohaterka nienawidzi jej z całego serca, przede wszystkim ze względu na skomplikowane relacje z matką, których nie ułatwia śmierć jej małej, chorowitej siostry mająca miejsce przed laty. 

Gdy wraca do miasta swoich koszmarów, musi zmierzyć się nie tylko z matką, ojczymem i  z drugą, nastoletnią siostrą, ale także z niechęcią miejscowych, przełamywaną właśnie jedynie informacją o tym, kto jest jej matką. Kobieta bowiem niejako trzęsie całym miasteczkiem, gdyż to jej rodzina przed laty dała zatrudnienie większości mieszkańców. Dziś, wiedzeni fałszywą i przebrzmiałą wdzięcznością, otwierają się - mniej lub bardziej - przed Camille, dostarczając jej materiału u do artykułu.

Flynn udało się stworzyć opowieść duszną od małomiasteczkowych skomplikowanych relacji, snuta przez nią historia budzi niepokój, a każda kolejna relacja i wydarzenie są niczym puzzle, które powoli wskakują na właściwe miejsce układanki, dając czytelnikowi szansę na stworzenie własnej teorii dotyczącej morderstw. Wszystko to splecione jest z bieżącymi wydarzeniami, z trudnościami napotykanymi przez Camille niemalże na każdym kroku - z matczyną obsesją, z siostrzanym niezdrowym pragnieniem bycia w centrum zainteresowania i z jej okrucieństwem, które już dawno wyszło poza ramy tego, co dozwolone. Bohaterka mierząc się ze swoimi demonami, mozolnie buduje obraz wydarzeń minionych, odtwarza to, co zostało wyparte i odtwarza mozaikę ludzkich relacji i pragnień zanurzoną w odurzającej atmosferze Wild Gap. Czy ktoś jeszcze musi zginąć, by morderca został ujawniony? Co nim kieruje? Jakie ma motywy? W jaki sposób dobiera ofiary? Choć Camille nie jest detektywem, odpowiedzi, które uzyska, zjeżą jej włosy.

Flynn poza dobrze utkaną powieścią kryminalną, udało się świetnie odtworzyć obraz małomiasteczkowej społeczności, stanowiący bardzo mocną oś książki. Jeśli potrzebujecie oddechu od upałów i chcecie, by choć na chwilę coś zmroziło Wam krew w żyłach, po to, by za chwilę znów ją rozpalić - sięgajcie. Autorka bardzo sprawie gra na czytelniczych emocjach - wrażeń Wam nie zabraknie. 



poniedziałek, 6 sierpnia 2018

Kocham tylko tak - Kate Sterritt



Kocham tylko tak Kate Sterritt to typowy romans, z którym spędzić będziecie mogli przyjemne wakacyjne popołudnie - oddając się wzruszeniom, czytając o miłości i cierpiąc wraz z bohaterami, po to, by w końcu znaleźć ukojenie. 

Emerson Hart od najmłodszych lat spotykała się z Merekim - najpierw tworzyli parę zgranych przyjaciół, wraz z upływem czasu jednak ich dziecięca przyjaźń przerodziła się w młodzieńczą fascynację, a później miłość. Byli nierozerwalni. Planowali wspólną przyszłość, w której ona miała być wziętą malarką organizującą cieszące się powodzeniem wystawy, on zaś budowniczym wieżowców sięgających nieba. Realizacji ich planów zagroziło jedno spotkanie, po którym nic nie było już tak jak dawniej. 

Po latach, na drodze Emerson staje Josh - mężczyzna, który nie dość, że przypomina jej Merekiego, to jeszcze sprawia, że odżywają wszystkie jej młodzieńcze pragnienia, których nie zdołała spełnić. 
Kobieta jednak nie potrafi zaufać własnemu sercu i pozwolić odejść przeszłości, mimo że wszystko wokół zdaje się wołać, by poddała się temu, co nadeszło. Tym bardziej, że bohaterów łączy pewien niezwykły obraz pochodzący z czasów, gdy serce Emerson było jeszcze otwarte...

Nie jest to literatura wysokich lotów - ot, lekka powiastka na słoneczne dni, idealnie wpasowująca się letnie popołudnia na hamaku i wakacyjny odpoczynek. Niezobowiązująca, dostarczająca wzruszeń, a nawet zaskakująca swym finałem. Na urlop czy ogródek - jak znalazł. Znajdziecie w niej wszystko to, co oferować może literatura kobieca - uczucie, przeszłość naznaczoną cierpieniem i szansę na ponowne szczęście. Kocham tylko tak wybrzmiewa znanym rytmem, niby melodia, którą gdzieś już się zasłyszało i która przywodzi na myśl ciepłe wspomnienia. Z tego też powodu, mimo pewnej sztampowości, chce się ją czytać, chce się do niej wracać i wsłuchiwać w dobrze znany rytm, niczym w ulubioną piosenkę. 

Takich właśnie książek potrzeba na wakacyjny detoks od stresu i codziennego zabiegania - polecam zatem na sierpniowe dni. 


piątek, 3 sierpnia 2018

Życie mrówek - Maurice Maeterlinck



Życie mrówek to po Życiu pszczół kolejne wznowienie fascynującej opowieści o owadach spod pióra Maurice'a Maeterlincka. Mrówki, w powszechnej świadomości uchodzące za wzór pracowitości i niestrudzoności, dzięki autorowi zyskują kolejne przymioty, do których należą szlachetność, miłosierdzie, altruizm, oddanie i wspaniałomyślność.

Maeterlinck snuje swą historię, podpierając się opiniami znanych  i cenionych myrmekologów, od lat badających mrówki i wskazując na ich różnorodność oraz niemożność stworzenia jednej książki, która opisywałaby je wszystkie - tak bogaty jest ich świat. 

Autor opowiada z ogromną pasją, dzięki czemu czytelnik nie ma szansy znudzić się podczas lektury. Jego dociekliwość i ogrom pracy włożonej w stworzenie tej publikacji jest widoczny gołym okiem, zaś wartość poznawcza tejże niezmierzona. Książką wzbogacają ilustracje i ryciny, pozwalające na dokładne zbadanie świata tychże owadów. Ten, kogo fascynuje świat mrówek, doceni autorską dociekliwość w badaniu różnych ich gatunków i przybliżanie ich czytelnikowi.

Książka ta podzielona została na kilka rozdziałów, z których każdy poświęcony jest innemu zagadnieniu - wiadomościom ogólnym, tajemnicom mrowiska, zakładaniu gniazda, typom gniazd, wojnom prowadzonym przez mrówki, sposobom porozumiewania się i orinetowania w przestrzeni, a także kilku rodzajom tych owadów: pasterkom, grzybiarkom, rolniczkom, prządkom oraz mrówkom miododajnyjm. Nie zapomina autor także o pasożytach, poruszając tym samym najważniejsze kwestie.
Choć przez wzgląd na dobór tematyki wydawać by się mogło, że książka ta stanowi rodzaj podręcznika, jest to założenie mylne. Jest ona esejem - ni to przyrodniczym, ni to filozoficznym; w wielu miejscach porusza bowiem kwestie sensu życia, społeczeństwom i ich funkcjonowaniu, przenosząc relacje panujące w mrowisku na świat ludzi.

Niezwykle interesująca lektura, z której każdy miłośnik świata przyrody będzie zadowolony. Jako zaś że fascynacja mrówkami przeżywa swoiste odrodzenie, lektura ta powinna znaleźć spore grono odbiorców.



czwartek, 2 sierpnia 2018

Lato utkane z marzeń - Gabriela Gargaś


Michalina od lat prowadzi Różany Pensjonat, w którym przyjmuje letników spragnionych wyciszenia. Sama jednak jest wewnętrznie rozedrgana - jej dni wypełnia tęsknota za ukochanym, który bardzo oszczędnie dozuje jej swój czas, większość życia spędzając daleko. Jej życie odmieni pojawienie się Przemka - znajomego z dawnych lat, chłopaka, który za młodu nie szczędził jej złośliwości, a teraz próbuje złe wrażenie zatrzeć...

W Złotkowie pojawiają się także Amelia z córkami. Kobieta przed wieloma laty uciekła od swoich rodziców, pozostawiając ich niepocieszonych, teraz zaś szuka ukojenia i wybaczenia w ramionach mamy i w urokliwym bieszczadzkim miasteczku. Choć bohaterka nigdy nie miała szczęścia do mężczyzn, na jej drodze staje Marek - żyjący w separacji, otwarty i wrażliwy człowiek, przed którym Amelia z łatwością się otworzy.

Lato utkane z marzeń Gabrieli Gargaś to propozycja na spędzenie letniego popołudnia w towarzystwie kobiet znajdujących się na życiowych zakrętach. Pełna ciepła, choć z zakończeniem otwartym, gotowym na dopowiedzenia historia, przeniesie Wad do urokliwego, jeszcze nie stłamszonego przez rzesze turystów miasteczka, gdzie czas płynie wolniej i gdzie każdy może znaleźć wytchnienie od codziennego zgiełku i pośpiechu.

Język powieści jest przezroczysty, prosty - autorka nie wysuwa go na pierwszy plan, starając się, by nie przyćmił bohaterek i ich historii. Kobiety pojawiające się w powieści znajdują się na różnych etapach życiowych - dzielą je wiek i doświadczenia, zaś łączy chęć spełnienia i miłości. Ze względu na dużą różnorodność występujących w tekście postaci, każda czytelniczka (i czytelnik!) z łatwością znajdzie tę, z którą będzie mogła się utożsamić. Kibicować jednak - uwierzcie - będziecie wszystkim.

Polecam wszystkim spragnionym miłości, wzruszeń, ciepła i nadziei. 
Zapraszam, Złotkowo czeka. 

środa, 1 sierpnia 2018

Weź wyjdź! - Patryk Świątek



Wakacje to doskonały czas, by krzyknąć Weź wyjdź! i aby na to wezwanie odpowiedzieć.  Jeśli jednak jesteście nieco zagubieni, nie wiecie, gdzie mogłyby Was ponieść nogi, z pomocą przybywa Patryk Świątek, współautor blogu Paragon z podróży. On to poprowadzi Was krętymi polskimi drogami, by dotrzeć tam, gdzie niewielu się zapuszcza, by odkryć to, co nie każdy może odkryć sam i by wreszcie aktywnie spędzić czas - z dala od komórek.

Szlak wiedzie przez całą Polskę - poczynając od Wielkopolski, niosąc nas przez Kaszuby, Podkarpacie, Podlasie, Dolny Śląsk, wyspę Wolin, Warmię, Podhale, aż do Łodzi i... gdziekolwiek chcecie. 

Poręczny format i lekkość książki umożliwiają zabranie jej ze sobą, po to, by na miejscu wykonywać polecone przez autora aktywności - rysować, zdobywać stemple, przyklejać, słowem - tworząc swój pamiętnik podróży. 

A podróż to nie byle jaka, bowiem każdemu jej etapowi patronuje jakaś postać - Arkady Fiedler, Simona Kossak, Wiedźmin, Jan Dzierżoń, Ignacy Łukasiewicz i inni. Biorąc ją pod pachę w czasie wakacyjnych wojaży, uczynicie sobie wyjątkowy prezent - ma ona bowiem walory poznawcze, przekazuje ogrom ciekawostek dotyczących Polski i jej mieszkańców, pozwoli Wam na odkrycie sekretów Waszej okolicy lub też miejsc dotąd niepoznanych. Autor opowiada zajmująco, toteż nudzić się nie będziecie na pewno.

Zatem, drogi Czytelniku - weź wyjdź!



Na plaży Chesil - Ian McEwan


Na plaży Chesil to powieść dotykająca tematu, który dziś wydaje się czymś niepojętym.

Rok 1962. Czasy, w których Wielka Brytania wolna była już od pruderii wiktoriańskiej, wciąż jednak wiele osób było nią naznaczonych. Zawieszeni między czasem zakazów i fałszywej wstydliwości a rewolucją seksualną, która jeszcze nie nadeszła, młodzi małżonkowie docierają do hoteliku na południowym wybrzeżu Anglii, gdzie spędzić mają swą noc poślubną.

Wydawać by się mogło, że Florence - utalentowaną skrzypaczkę - oraz Edwarda - zdolnego absolwenta historii - czeka świetlana przyszłość, radość typowa dla młodych małżeństw.

Tymczasem ich myśli zaprząta jedynie niepokojąca myśl o konieczności skonsumowania związku. Ich obawy wynikają z różnych pobudek - on obawia się, że może nie sprostać zadaniu, ona zaś z coraz większym przerażeniem myśli o fizycznym zbliżeniu, które wydaje jej się czymś niestosownym, niepotrzebnym i niechcianym. Żadne z nich swych obaw nie wypowiada głośno, bariery narastają, a czytelnikowi pozostaje jedynie obserwacja tego, co jeszcze się nie zaczęło, a już wyraźnie zmierza ku tragedii... 

Kameralna opowieść, podczas czytania której czytelnik wciąż zastanawia się, jak to w ogóle mogło się wydarzyć? Jak doszło do tak brzemiennych w skutkach wydarzeń? Jak to się stało, że pod płaszczem tej prostej opowieści, kryje się tak głęboki opis ludzkich emocji? Od niedopowiedzeń, cichych żali aż do wybrzmiewającej pod koniec eksplozji uczuć - tylko McEwan potrafi sprawić, by to co niewypowiedziane odbiło się tak wielkim echem, niczym potężny dzwon. 

Bardzo jestem ciekawa, jak ów wstyd, lęk i dumą zostaną oddane w ekranizacji, którą od niedawna można oglądać w polskich kinach. 

Polecam - nastawcie się jednak na to, że najwięcej dzieje się tutaj tam, gdzie pada najmniej słów. 




Polecam również kapitalną Pokutę - klik.


Bałtyk. Historie zza parawanu - Aleksandra Arendt


Aleksandra Arendt i jej Bałtyk. Historie zza parawanu to doskonała lektura na wakacje i czas urlopowy. Na jej 250 stronach skryło się morze (sic!) nowinek z nadmorskiego świata, z których część mogliście już znać (jak np. historia ruin w Trzęsaczu), a część będzie całkowitą nowością. 

Tytuł nieco mnie zwiódł - stał on się dla mnie zapowiedzią anegdotek, opisu tego co kiedyś działo się na plażach - co mówiono, co jedzono, skąd wziął się "parawaning" etc. I owszem, pewne elementy zostały tutaj przedstawione, jednak nie przybrały one formy anegdotycznej. To jednak nie wszystko - znacznie więcej w książce tej historii.

Dowiecie się m.in. skąd tak naprawdę wziął się piasek; dlaczego woda morska jest słona, skoro wpadają do niej słodkie rzeki; czemu po plaży przechadzano się w piżamach; po co  wozy wjeżdżały do morze; jak kwitło wypożyczanie dzieci na plażę, a także jak funkcjonowały kiedyś latarnie morskie i gdzie stacjonowała skocznia narciarska (!!!). Wszystkie informacje przeplatane są cytatami, wtrąceniami, ogromem starych fotografii, co sprawia, że książkę czyta się ekspresowo, przyswajając jednocześnie sporą dawkę wiedzy. Publikację tę tak samo długo się czyta, jak ogląda.
Źródło


Fascynujące jest to, że nad niektórymi kwestiami dotąd zupełnie się nie zastanawiałam, biorąc je za coś oczywistego, tymczasem lektura tej książki uświadomiła mi (po raz kolejny), że pewników nie ma i wszystko warto drążyć. Nad morzem byłam wiele razy, słyszałam mnóstwo historii, odwiedziłam niezliczoną ilość miejsc, bowiem dla mnie odpoczynek na wybrzeżu, to nie tylko leżing, plażing, smażing - to poznawanie lokalnej tradycji, kultury, zabytków i przyrody. Mimo to, publikacja ta dostarczyła mi szeregu wiadomości, o których nie miałam pojęcia i pozwoliła na ponowne odkrycie znanych - jak by się mogło wydawać - miejsc.

Dzięki tej książce mój wakacyjny wyjazd stał się po stokroć atrakcyjniejszy - gdyby nie ona, nie spędziłabym jednego z popołudni na poszukiwaniu śladów po jastrzebiogórskiej windzie na plażę ani nie miałabym szansy na porównanie dzisiejszej mody plażowej z tą minioną. Wydanie zawiera gros informacji, z którymi warto się zapoznać, by poszerzyć horyzonty - by wyjść zza parawanu, przyjrzeć się wydmie; poświęcić opalanie w imię eksplorowania pobliskich terenów i poznawania ich fascynującej historii.

Kapitalna, wypełniona ciekawostkami po brzegi historia Bałtyku - odkrywa to, czego nie znajdziecie w żadnym przewodniku, pozwalając na nowo zachwycić się polskim morzem - nawet gdy wokół  Was tylko sinice ;)