wtorek, 16 lutego 2016

Leonie Swann – Krocząc w ciemności



Co za wyobraźnia! Leonie Swann nie ma sobie równych w tkaniu zwariowanych fabuł. 

Po owieczkach prowadzących dochodzenie w sprawie morderstwa, spodziewałam się już chyba wszystkiego, choć autorka znów udowodniła, że jej imaginacja sięga daleko poza moje fantazje.

Oto przed Wami szalona i niemalże surrealistyczna opowieść o przygodach tresera pcheł, dyrektora pchlego cyrku, złotnika i niespełnionego włamywacza w  jednym. Bohater pewnego dnia postanawia skoczyć z mostu i gdy przypadkowo udaje mu się to osiągnąć, uwikłany zostaje w zwariowaną historię. Życie ratuje mu istota żądająca od niego w zamian wyzwolenia rusałki spod – jak się okazuje – niewoli Fawkesa, cyrkowca prezentującego występy wszelkich kuriozów jakich moglibyście oczekiwać. Sprawa nie jest łatwa, toteż bohater angażuje w nią detektywa Greena, ten zaś wikła się w niejedną absurdalną historię. Losy postaci komplikują się niemożliwie, gdy Fawkes postanawia wykraść pchły, zdobyć smoka osiągnąć gros innych szalonych celów. Zatem mamy pchły, rusałki, smoki i wiele innych postaci wydobytych z klasyki fantasy oraz zwierząt, których byśmy się nie spodziewali, a które zostały spersonifikowane i traktowane są jako pełnoprawni bohaterowie.

Jeśli to co piszę, wydaje Wam się chaotyczne – to bardzo dobrze! Urok tej powieści tkwi w jej zwichrowanym bałaganie i (pozornym) szaleństwie. Bohaterowie wydają się postrzeleni i narwani, ich decyzje absurdalne, z kolei ich skutki stają się momentami tak groteskowe, że czytelnik łapie się za głowę i pęka ze śmiechu.  Swann wykreowała świat magnetyzujący i magiczny. Roi się w  nim od wartkiej akcji i dynamicznych postaci, na każdej kolejnej stronie grasuje skrajna nieprzewidywalność i przyjemność lektury. Autorka wierna była swoim filozoficznym dociekaniom, bowiem i tutaj zamieściła wstawki o sensie życia, choć nie jest ich już tak wiele jak w  Sprawiedliwości owiec. Krocząc w ciemności bardziej pochyla się w stronę powieści fantasy i baśni. Całość jednak osadzona jest na kanwie powieści kryminalnej, co tak doskonale pamiętamy z  poprzednich książek autorki.

Co jeszcze rzuca się w oczy w stosunku do poprzednich tekstów pisarki, to podobna kreacja relacji na linii zwierzęta-opiekun. Znów przedstawiciele fauny muszą stanąć w obronie człowieka i pomóc mu wykaraskać się z kłopotów. Nie ma tutaj już tylu urzekających postaci co w  Sprawiedliwości owiec (czy może być bowiem coś lepszego niż mówiące,  inteligentne owce?), a same pchły nie zostały wyposażone w sztafaż wyróżniających je cech, moją wielką sympatię zyskał Legulas.

Nieszablonowa, wariacka powieść, o której nigdy nie zapomnicie – takie właśnie jest najnowsze literackie dziecko Swann. Zatem do księgarni!

Ja umieram z ciekawości i z nadzieją na kolejną część!