czwartek, 18 kwietnia 2019

Before. Chroń mnie przed tym, czego pragnę - Anna Todd



Odkąd świat obiegła wieść o planowanym pojawieniu się w kinach serii After, recenzje tych książek na moim blogu zaczęły ponownie cieszyć się popularnością,a ja postanowiłam po latach trzymania odłogiem wrócić do Before, części, na której skończyłam moją znajomość z autorką.

Cykl spisany przez Annę Todd jest bardzo specyficzny  książki są irytujące, zachowania bohaterów niezrozumiałe i doprowadzające do szału, a jednak jakimś sposobem nie da się oderwać od lektury. Kartki przewracają się niemalże same, pozostawiając czytelnika w coraz większym stanie osłupienia  a jak ocenić coś, co obiektywnie rzecz biorąc jest głupowate i szkodliwe (jeśli młodzi braliby przykład z bohaterów), jednak napisane tak, że przez całość się płynie? Ramotka o sile oddziaływania jaką rzadko się spotyka.

Before w zamyśle miało być uzupełnieniem serii. Autorka postawiła na zabieg, który prawie zawsze stanowi odcinanie kuponów – przedstawiła historię głównych bohaterów z perspektywy tego drugiego, rzecz jasna, Hadriana. I, niestety, nie zawiodła mnie – historia miałka, byle jaka, będąca właściwie powtórzeniem tego, co znamy z poprzednich tomów. Dodatkowych elementów jest tak niewiele, że idea tworzenia nowej książki specjalnie po to, by je wprowadzić, wydaje się kompletnie bezzasadna. 

Jeśli ktoś ją kupi, wyrzuci w błoto swoje pieniądze. Jeśli przeczyta – zmarnuje kilka cennych godzin życia. Czy warto? Oceńcie sami.

Dla przypomnienia pozostawiam Was z recenzjami poprzednich tomów:




środa, 17 kwietnia 2019

Mój brat papież - Georg Ratzinger



Przed Wami kolejna książka, która parę dobrych lat leżakowała na mojej półce. Wierząc, że każda publikacja ma swój czas, prezentuję Wam tekst Georga Ratzingera, poświęcony jego bratu, o znamiennym tytule Mój brat papież.

Kim był Benedykt XVI, zanim stał się następcą św. Piotra? Odpowiedzi na to pytanie próbuje udzielić jego młodszy brat.

Zagadnienie tym ciekawsze, że o ile o naszym rodaku wiemy naprawdę sporo, wydawcy co rusz wydają kolejne opracowania, mimo że wydawać by się mogło, że wszystko zostało już powiedziane, o tyle życiorys jego następcy wcale nie już tak dobrze naświetlony.

Mój brat papież mimo stosunkowo niewielkich gabarytów, śledzi losy nie tylko samego Ratzingera, ale również całej jego rodziny. Wydaje się, że w tak zwięzłej formie nie sposób zawrzeć wszystkiego, jednak odnoszę wrażenie, że książka pokazuje wystarczająco. 

Joseph Ratzinger wychowywał się w domu zwyczajnym, takim, jakich sporo było w tamtych czasach - niespecjalnie zamożnych, zmagających się z burzliwą historią, jednak bardzo pobożnych. Nie zmieniły tego ani kryzys gospodarczy, ani wybuch wojny, czas kompletnej degrengolady. Rodzina nie popierała dążeń Hitlera, daleka będąc od ideologii faszystowskiej.

Książka ta ma wymiar bardzo osobisty - niewolna jest od opisu czasów dzieciństwa, kiedy jeszcze nikt w rodzinie przyszłego papieża nie mógł przypuszczać, jak potoczą się jego losy. Co lubił jako maluch? W tym względzie niewiele różnił się innych dzieci - lubił pluszowe misie, kochał czytać, zaś rodzicom nie sprawiał kłopotu - od zawsze miał wpojone posłuszeństwo i głęboką religijność. 

Warunki w jakich wzrastał zaprocentowały w przyszłości - najpierw stał się pilnym uczniem, później studentem, następnie wybitnym teologiem i erudytą, po latach zaś następcą św. Piotra, reprezentując sobą najwyższe wartości.

Nie wiem, czy podzielacie moją opinię, ale ja bardzo lubię biografie - uwielbiam czytać o tym, jak wyglądało życie znanych i wpływowych ludzi, dociekam, co uczyniło ich takimi dorosłymi, jakimi się stali, co ich ukształtowało, co na nich wpłynęło, co ich hartowało. 

Mój brat papież tej właśnie wiedzy, przefiltrowanej przez pryzmat braterskiej miłości, dostarcza bardzo dużo. Ciekawa to lektura, ukazująca papieża jako człowieka zwyczajnego, bliskiego, rodzinnego, wrażliwego na sztukę i literaturę. Wyjaśnienia historyczne uzupełnione zostały ręką Michaela Hesemmanna. Jeśli chcielibyście dowiedzieć się czegoś o emerytowanym już papieżu - zapraszam do lektury. Warto prześledzić losy tego człowieka.

wtorek, 16 kwietnia 2019

Ciotki - Anna Drzewiecka


Ciotki Anny Drzewieckiej na mej półce leżą od dawna. Nigdy jednak nie było mi po drodze z jej tematyką, formą - ciągle coś zmuszało mnie do odkładania jej na później. Nie wiem kiedy upłynęło parę lat, a książka wciąż nie doczekała się ode mnie ani słowa.

Tematem publikacji jest rodzinna historia Drzewieckiej. Autorka sięga aż do czasów życia swego prapradziadka, który wiele lat temu powziął decyzję o wybudowaniu domu dla przyszłych pokoleń. Usytuowany był on na pograniczu Polesia i Wołynia, w otoczeniu nieskazitelnej wręcz natury. Niestety, czasy wojny nie pozwoliły mężczyźnie na pozostanie w wymarzonym miejscu. Jak wielu, zmuszony został do podróży w okolicy Chełma. Miasto okupowane było przez Niemców, zewsząd słyszało się o panującym terrorze, o publicznych egzekucjach, aresztowaniach, braku podstawowych środków do życia, a także funkcjonującym tu getcie, z którego Żydzi wywożeni byli do obozu zagłady w Sobiborze.  

Także i tu rodzina nie zagrzała długo miejsca. Życie pokierowało ich do Warszawy. 

Autorka sporo miejsca poświęca opisowi swej babci - Tekli. Kobieta miała w zwyczaju opowiadać wnuczce historie zakorzenione w ludowości - snuła opowieści o rusałkach, pokazując dziewczynie barwny świat fantazji.  Jej dziadek zaś, Jan, był specjalistą od majsterkowania i nalewek. 

Skąd zatem tytuł? Ciotki, o których mowa to Zofia, Wanda, Kazia, Marianna, Janeczka, Teresa, Róża i najmłodsza Lilka.  Każda z nich inna, z inną historią, doświadczeniami, rysem charakterologicznym, wszystkie jednak znacząco wpływające na losy rodziny. Ich obecność w życiu autorki nie pozostawała bez znaczenia. 

Mimo że na kartach książki pojawia się tak wiele postaci, nie jest ona wielkich gabarytów. Wręcz przeciwnie - to cieniutka publikacja, zawierająca sporo treści. 

Jeśli ciekawią Was losy rodziny, która przetrwała wiele historycznych i społecznych zawieruch - zapraszam Was do lektury. Na jedno popołudnie.

poniedziałek, 15 kwietnia 2019

Myśl jak oszust - Maria Konnikova



Myśl jak oszust to druga po Myśl jak Sherlock Holmes książka Marii Konnikovej kusząca swym tytułem wszystkich tych, którym nie obce jest życie w najstarszą grę świata, jaką jest oszustwo.

Nie ukrywajmy - każdy z nas prędzej czy później, częściej lub rzadziej oszukuje. Przywdziewa maski, gra, udaje coś, czego nie ma, kreśli swe życie w intensywniejszych barwach niż ma to miejsce w rzeczywistości.

Ubarwiamy, kłamiemy, oszukujemy. W różnych celach i z różną intensywnością. Nie ulega jednak wątpliwości, że każdy z nas zetknął się zarówno z małymi kłamstewkami, jak i z wielkimi intrygami, manipulacjami czy przekrętami. Wielu symulowało choroby, byle nie pójść do pracy, niektórzy kombinują przy wystawianiu faktur, wymyślamy różne historie, gdy chcemy się wykręcić z wypełnienia jakiegoś obowiązku. Znacie to? Jeśli tak, to książka jest dla Was.

Autorka na niespełna czterystu stronach analizuje psychologiczne podstawy każdego szwindlu, próbując wyposażyć czytelnika w wiedzę, która była by mu pomocna w wychwytywaniu oszustw, których ofiarą może się potencjalnie stać. Jednocześnie wychodzi Konnikova z założenia, że hochsztapler to najstarszy zawód świata. 

Mówiąc szczerze, książkę tę czyta się bardzo, bardzo długo. Mimo szalenie ciekawego tematu jest  ona przegadana, nużąca, pełna dłużyzn. W mojej opinii wystarczyłoby ją skondensować do kilku ostatnich rozdziałów, które zawierają clue całości, a to byłoby aż nadto - sedno w skróconej, ale za to wypełnionej jakością wersji. 

Czy warto? Wszystko zależy od tego, czego poszukujecie. Pozostawiam to Waszej ocenie - ja przez lwią część książki zwyczajnie się nudziłam.



niedziela, 14 kwietnia 2019

Stary Testament w malarstwie - Bożena Fabiani



Bożena Fabiani, to autorka znana z takich publikacji jak Gawędy o sztuce, Biblia w obrazach czy Antyk w malarstwie. Dziś w ręku mam Stary Testament w malarstwie, książkę rozbudzającą ciekawość i podejmującą wątek tradycji starotestamentowej w sztuce sakralnej.

Autorka, jako specjalistka, w swej publikacji prześledziła ciągłość wątków od pokoleń przejawiających się w szeroko pojętej sztuce: tak malarstwie, jak grafice i rzeźbie. Malarstwo sakralne niemalże od zawsze budziło zainteresowanie, a same sceny biblijne były bardzo nośne i chętnie wykorzystywane jako kontekst, ale też jako główny temat dzieła sztuki.  Fabiani z wielką uważnością przygląda się temu, jak przez lata twórcy radzili sobie nie tylko z przedstawianiem samych wydarzeń znanych ze Starego Testamentu, ale też z ich ładunkiem emocjonalnym - szczególnie z uczuciami bliskimi nienawiści, frustracji, mściwości i zawiści. 


Fabiani bardzo sprawnie analizuje nie tylko sam przekaz i treść obrazu w kontekście epoki w jakiej powstał, ale bada także jego powiązanie z indywidualnymi cechami artysty, jego sposobem tworzenia i podejściem do tematu, co stanowi wielką wartość. Każdy rozdział składa się z dwu części: streszczenia tekstu, który malarz miał zilustrować i z zestawu obrazów wraz z ich interpretacją, nierzadko wraz z ciekawostkami dotyczącymi życia artysty.


Zamawiając tę książkę, spodziewałam się albumowego wydania w formacie a4, kredowego papieru i kolorowych reprodukcji. Otrzymałam tymczasem wersję niemalże kieszonkową, podręczną, co bardzo szybko doceniłam. Dzięki takiemu wydaniu po książkę sięga się o wiele chętniej, wydaje się przystępniejsza, a fakt wykorzystania reprodukcji czarno-białych (z wyjątkiem tych zamieszczonych z tyłu książki) wcale nie ograbia ich z jakości.

Całość uporządkowana została chronologicznie - autorka rozpoczyna od malarstwa inspirowanego Księgą Rodzaju (stworzenie świata, stworzenie Adama i Ewy, grzech pierworodny, Noe, dzieje patriarchów izraelskich itd.), przechodzi przez Księgę Wyjścia (dzieje Mojżesza), Księgę Sędziów (historia Samsona) i Księgę Rut, Pierwszą i Drugą Księgę Samuela (historia Dawida i Goliata), Pierwszą Księgę Królewską (Salomon) aż do bohaterów biblijnych czasu niewoli babilońskiej (tu m.in. Jonasz, Judyta, Tobiasz) i Księgi Hioba.

Stary Testament w malarstwie to przejrzyste połączenie słowa z obrazem, z którego zadowolony będzie każdy laik. Poręczne wydanie, dobra jakość reprodukcji, spójne i zwięzłe informacje. 
Polecam serdecznie każdej osobie zainteresowanej tematem - nie pożałujecie, a wręcz przeciwnie - nabierzecie ochoty na więcej.

sobota, 13 kwietnia 2019

Odkryj swoją planetę i stwórz kosmiczną animację - Robert Trojanowski


Chcesz wzbudzić w swoim dziecku zainteresowanie kosmosem, ale nie do końca wiesz, jak to zrobić? Z pomocą spieszy najnowsza publikacja Wydawnictwa Znak Emotikon - Odkryj swoją planetę i stwórz kosmiczną animację. Autor, Robert Trojanowski, którego mieliście już okazję poznać przy książce Zrób sobie komiks, wraca po to, by za sprawą samodzielnie stworzonych animacji, zachęcić młodego czytelnika do eksplorowania przestrzeni kosmicznej.

Książki tej nie można uznać za klasyczny przewodnik po Kosmosie, jednak dzięki swej nietuzinkowej formie nie tylko pozwala on młodemu człowiekowi zapoznać się z teorią, ale także zmusza do zaangażowania, a tym samym - przeżycia i idącego za nim utrwalenia pamięciowego, a być może także - rozbudzenia zainteresowania na dłużej. 

Przygotuj się zatem, Drogi Czytelniku, bo za parę chwil wejdziesz na pokład swojej rakiety, z której badać będziesz przestrzeń kosmiczną. Do Ciebie należy wybór czy zrobisz to sam, czy skompletujesz całą załogę, z którą wyruszysz w nieznane. Bez względu na ostateczną decyzję, czeka Cię wybór najmodniejszego kombinezonu kosmicznego, intensywne ćwiczenia fizyczne przygotowujące Twe ciało do eskapady, zaprojektowanie znaku firmowego, dzięki któremu rozpoznać będzie mógł Cię cały świat, a także szereg eksperymentów i działań obrazujących, jak żyje się w kosmosie i na co trzeba uważać. Trojanowski zrobi z Tobą 103 kroki, które uczynią Cię prawdziwym kosmonautą. Kto wie, może uda Ci się dokonać jakiegoś ważkiego odkrycia?

Kapitalna, szalenie inspirująca i angażująca publikacja, dostarczająca rozrywki na długie godziny. Sama zdecydowałabym się na udział w wyprawie drużynowej - wiadomo, że wówczas i śmiechu, i wsparcia jest więcej, jednak także w pojedynkę można eksplorować świat. Książka ta to źródło ogromnej wiedzy, z której część nabywa się przez doświadczenie. Dziecko nie ma szans znudzić się podczas odkrywania kolejnych zadań do wykonania, bowiem gros z nich budzi ducha rywalizacji, kreatywności i samodzielności. Powiedzcie mi, które dziecko nie chciałoby podjąć wyzwania?:)

Rodzice - kupujcie! I ruszajcie na podbój Kosmosu ze swoimi dziećmi:)



Inna książka Trojanowskiego na blogu:
Zrób sobie komiks

piątek, 12 kwietnia 2019

Sztokholm. Miasto, które tętni ciszą - Katarzyna Tubylewicz




Sztokholm. Miasto, które tętni ciszą, to już kolejna książka Katarzyny Tubylewicz poświęcona Szwecji (patrz Moraliści; Szwecja czyta, Polska czyta).  Tym razem jednak autorka skupiła się na jednym mieście. Mieście, do którego każdy, kto raz je odwiedzi, zechce wracać. Wciąż i wciąż.

Bez względu na to czy już w Sztokholmie byliście, czy dopiero się wybieracie - ta książka będzie dla Was inspiracją, prowadzącą w miejsce nieoczywiste. Tubylewicz nie poprowadzi Was do Skansenu, Junibacken czy Vasa Museum. Pokieruje Was za to szlakiem Archipelagu. Millesgården, Vällingby, Djursholm czy Fotografiska. Miejsca te nie zajmują głównych stron w przewodnikach, stanowią jednak ogromną atrakcję dla wszystkich, którzy w ich strony zabłądzą. 

Mimo że w Sztokholmie byłam, od momentu opuszczenia go już wiedziałam, że muszę tam wrócić. Do tej pory trudno mi stwierdzić co takiego ma w sobie to miasto, że każdy przyjeżdżający tak dobrze się w nim czuje, wiem za to, że lokalizacji, w których warto się tam zgubić jest tak wiele, że podróż należy multiplikować. Nie znam ani jednej osoby, która miałaby inne odczucia - co zatem tak wyjątkowe ma w sobie to miejsce?

Tubylewicz nie tylko pozwala na sentymentalną podróż tym, którzy już zakosztowali w sztokholmskiej ciszy, ale także zachęca każdego, by odwiedził to niezwykłe miasto. Nie tylko prezentując własne doświadczenia, ale też oddając głos swojej rozmówczyni, prof. Ewie Teodorowicz-Hellman.

Liczne muzea, nieprawdopodobnie piękna przyroda, architektura warta zatrzymania się, klimatyczne uliczki i wreszcie cisza, która mimo natłoku ludzi - urzeka. Sztokholm. Miasto, które tętni ciszą to podróż przez miasto nieoczywiste, pełne kontrastów, ale też pewnej segregacji na przekór oficjalnie głoszonym ideom o tolerancji i równości. Jeśli tylko uda Wam się zajrzeć do Sztokholmu, za Autorką zapraszam Was na przedmieścia - tam zakosztujecie miejskiej różnorodności i kontrastów, które w centrum aż tak bardzo w oczy się nie rzucają. 

Polecam Wam lekturę tej książki - książki, w której Sztokholm widziany jest oczami matki i syna, Polaków żyjących w nim i co dnia obserwujących tamtejszą mentalność. Całość upiększona jest klimatycznymi fotografiami, oddającymi piękno miasta i jego wielobarwność. 

Zanim wybierzecie się do stolicy Szwecji i swą podróż zaczniecie planować w oparciu o popularne przewodniki, zajrzyjcie do Tubylewicz - wszak najlepiej zwiedza się te miejsca, o których informatory milczą, a które mieszkańcy odkrywają. Tym bardziej, że Autorka jak mało kto zna się na tym, o czym pisze.

Do zaczytania!

A o moich wrażeniach z podróży do Sztokholmu przeczytacie tutaj:



czwartek, 11 kwietnia 2019

Dlaczego śpimy? dr Matthew Walker


W czasach, gdy zewsząd docierają do nas przekazy o tym, że sen jest dla słabych, a najlepszy jest ten, kto wykorzystuje dobę niemalże w stu procentach, książka Dlaczego śpimy? wydaje się trafiona w punkt.

Największą radością dla autora, jak sam wspomina we wstępie, będzie moment, w którym czytelnik zaśnie, wczytując się w jego publikację. Muszę powiedzieć, że dając zadość jego pragnieniom, kilka razy przysnęłam podczas lektury - prewencyjnie czytałam ją w łóżku. Jeśli tylko to miałoby być miarą jej jakości - bez zawahania polecałabym ją każdemu. Na szczęście jednak, zdolność skutecznego usypiania nie jest jej jedyną wartością.

To szalenie ciekawa, a przy tym inspirująca książka, mogąca realnie zmienić nasze życie - dzięki przypomnieniu sobie jak wartościowy jest sen i na jak wiele aspektów wpływa, zmuszeni będziemy zrewidować nasz tryb życia i zastanowić się, dokąd nas on prowadzi. 

Podczas lektury wielokrotnie łapałam się za głowę. Co prawda miałam świadomość tego, jak istotny jest sen (pamiętam zresztą siebie z czasów, gdy wysypiałam się bardzo dobrze, kładąc o 21, a budząc się o 7 - funkcjonowałam kompletnie inaczej, moja sylwetka również prezentowała się znacznie lepiej, nie mówiąc już o kondycji psychofizycznej), jednak wiele kwestii okazało się dla mnie nowością, nigdy nieuświadomioną. Mój egzemplarz przepełniają zakładki indeksujące, bowiem podczas lektury miałam wrażenie, że wszystko jest superistotne.

Ze względu na moją pracę zawodową, jednym z najciekawszych podejmowanych na kartach tej książki wątków był dla mnie ten związany ze zmianą godzin rozpoczęcia zajęć szkolnych, ze względu na inny cykl dobowy nastoletnich umysłów - szkoda tylko, że mam świadomość tego, iż w naszym kraju niemożliwością byłoby wprowadzenie tak drastycznych zmian.

Książka przedstawia naukowe fakty na temat naszych rytmów dobowych, faz snu, wpływu herbaty, kawy, alkoholu na sen, przedstawia zagrożenia płynące z rezygnacji z pełnych 8 godzin nocnego odpoczynku. Na szczęście, jak wskazuje autor, coraz więcej ludzi (w tym pracodawców) ma świadomość istotności snu dla prawidłowego funkcjonowania organizmu, a tym samym dla jego wydajności i odporności.

Dlaczego śpimy? to książka bezwzględnie dla każdego - uczniów, studentów, pracowników, pracodawców, grupy rządzącej. 

Chcesz prowadzić pełniejsze życie, lepiej się czuć, poprawić kondycję psychiczną, usprawnić metabolizm i wyregulować apetyt? Wyśpij się. Ale najpierw przeczytaj. Gorąco polecam.



środa, 10 kwietnia 2019

Mademoiselle Oiseau w Argentynii - Andrea de la Barre de Nanteuil, Lovisa Burfitt



Uwielbiam Mademoiselle Oiseau. Na kolejne książki opiewające jej historię czekam z utęsknieniem, wiedząc, że czeka mnie nie tylko uczta dla oka (wydania są po prostu wspaniałe), ale także fascynująca podróż literacka z postacią, która nie ma sobie równych. Choć już dwa poprzednie tomy wydawały się fenomenalne, to najnowszy jest w mojej opinii najlepszy - najbardziej dopieszczony, folgujący fantazji i prowadzący czytelnika w niepospolite światy.

Oto wraz z Mademoiselle Oiseau, ekscentryczną i nieprzewidywalną kobietą, oraz jej młodą przyjaciółką Isabellą uniesiemy się ponad dachami Paryża, by odkrywać tajemnice sięgające dalekiej przeszłości. Nad miastem znajduje się bowiem Argentynia - kraina, o której wie niewielu, mimo że znajduje się pod (a może raczej nad) nosem mieszkańców stolicy Francji. 

Jak trafić do Srebrnej Krainy? To wcale nietrudne. Jeśli zna się drogę, wystarczy wspiąć się na dach, spacerem kierować się w stronę parku Monceau, aż do kamienic w pobliżu Łuku Triumfalnego. To tu rozpościera się przestrzeń magiczna, w której obrębie spotkać można niepospolite postaci i zwiedzić niebywałe, choć znajome miejsca. Isabella szybko orientuje się, że choć pierwszy raz znalazła się w Argentynii, w jej umyśle pobudza ona niejasne wspomnienia. Przypomina sobie rzeczy, które ostatecznie mają ją doprowadzić do wyjaśnienia pewnej rodzinnej tajemnicy. 

Gdy Isabella po raz pierwszy przekroczyła próg mieszkania Mademoiselle Oiseau, na pewno nie spodziewała się dokąd zaprowadzi ją ta znajomość i jak wiele nieprzewidzianych wydarzeń stanie się jej udziałem.

Dotąd nieśmiała, skryta i zakompleksiona dziewczynka, z tomu na tom zmienia się na oczach czytelnika, pokazując, jak wielka siła drzemie w człowieku - wystarczy ją wydobyć i znaleźć w swym otoczeniu mentora, przewodnika, który wykrzesze z nas to, co dobre, ucząc jak nie pogubić w świecie drzemiącego w nas dziecka.


Nie znam drugiej książki, która miałaby taki klimat - otwierając ją, automatycznie przenosimy się w świat fantasmagoryczny, oniryczny, pełen niespodzianek i wrażeń, które pozostaną z nami na długo. Każdorazowe zetknięcie z Mademoiselle Oiseau staje się przyczyną do refleksji - ilekroć po nią sięgam, zastanawiam się, gdzie podziały się moje marzenia i ile zostało we mnie radości.  Andrea de la Barre de Nanteuil i Lovisa Burfitt rozbudzają w odbiorcach to, co dobre, zachęcając do zajrzenia w głąb siebie.


Ogromnie polecam - to nie jest opowieść kierowana tylko do najmłodszych. Odnoszę wrażenie, że to dorośli odnajdą w niej drugie dno, odczytają świadectwo własnego życia i zostaną zainspirowani do zmian.

Warto marzyć.


Recenzje poprzednich tomów:
Historia Mademoiselle Oiseau
Mademoiselle Oiseau i listy z przeszłości 

Świat obok świata - Liz Braswell



Świat obok świata to kolejna już odsłona serii Mroczna baśń, w skład której wchodzą powieści będące retellingami znanych czytelnikowi opowieści.

Po Dawno, dawno temu... we śnie, której bohaterką była Aurora, czas na ponowne opowiedzenie losów Ariel - syrenki, w znanej wersji wygrywającej starcie z morską wiedźmą, Urszulą.

U Liz Braswell losy tej postaci potoczyły się zgoła inaczej. Stracie z czarownicą zostało przegrane, król Tryton na zawsze przepadł, a Ariel, jako niema królowa, zasiadła na tronie Atlantyki. Królestwem księcia Eryka władać poczęła zaś morska wiedźma, uprzednio czarując go i jego poddanych tak, by zapomnieli o sposobach objęcia przez nią władzy.

Choć lata mijają, pewnego dnia Blagier - mewi przyjaciel syreny odkrywa, że Tryton żyje, lecz w zniekształconej formie więziony jest przez Urszulę. Ariel decyduje się na ryzykowny powrót do świata ludzi, by odkupić swoje winy i uratować ojca, który przepadł na skutek jej złych decyzji. 
Królowa będzie musiała nie tylko ocalić Trytona, ale też nie dopuścić do tego, by oba królestwa - morskie i lądowe - nie zostały zniszczone przez opętaną żądzą władzy i zaślepioną nienawiścią Urszulę. 

Świat obok świata to lektura dostarczająca niezwykłych emocji - czytelnik, który wychował się na produkcjach Disneya odnajdzie w nich swoje dzieciństwo, swoje tęsknoty, wyobrażenia i odwieczne pytania o to "co by było, gdyby?". 

Retelling historii Ariel podobał mi się dużo bardziej niż  Aurory, choć w wersji oryginalnej rzecz ma się zgoła odwrotnie. Uwiódł mnie zarówno sam pomysł, ukazanie zmian do jakich przez lata doszło w zachowaniu głównych bohaterów i ich postrzeganiu świata, przedstawienie ich dynami, procesu dojrzewania, ale też sam sposób prowadzenia narracji. Braswell posiada niezwykłą lekkość pióra, nad wyraz sprawnie operuje słowem, budzi zaciekawienie czytelnika i przykuwa jego uwagę, tworząc wizje, które mogłyby mieć miejsce, gdyby w baśniach nie wszyscy musieli żyć długo i szczęśliwe.

Dla osób, które doskonale znają historię Ariel (czy jest tu ktoś, kto jej nie zna?!) będzie to świetna lektura prezentująca alternatywną wizję, ale też okazja do powrotu do czasów dzieństwa - całkowicie zresztą uzasadnionego.

Bardzo, bardzo dobra lektura, a przy tym sentymentalna podróż.

Gorąco polecam, najlepiej w towarzystwie Studia Accantus.









wtorek, 9 kwietnia 2019

Tokyo Lifestyle Book - Aleksandra Janiec


Jeśli interesuje Was kultura Wschodu, szczególnie zaś Japonia, będąca ośrodkiem zainteresowania wielu, mam dla Was szczególną propozycję.

Aleksandra Janiec, młoda podróżniczka, badaczka trendów i pasjonatka kultury współczesnej, pracująca w Tokio i tam nabierająca doświadczenia, zabiera Was szlakiem tego tętniącego życiem i niezwykle barwnego miasta. Tokyo lifestyle book  to książka będąca jednocześnie przewodnikiem, jak i opowieścią o przestrzeni skrzącej się kolorami i różnorodnością.

Całość uporządkowana została według kryterium dzielnicowego - w książce znajdziecie rozdziały poświęcone miejscom takim jak Shinjuku, Daikanyama & Nakameguro, Harajuku, omtesando, Roppongi, Ginza, Ueno & Yanaka, Shibuya i Asakusa.

W obrębie każdego rozdziału znajdziecie graficzną  mapkę, wykaz najważniejszych miejsc w kategoriach wielu kategoriach, m.in. kultura i sztuka, kulinaria, architektura, sklepy bary i zakupy. Następnie autorka opowiada o swoich doświadczeniach dzielnicy, snuje narrację o tym, co dla danej przestrzeni specyficzne, na co należy się nastawić, z czym można się w danym miejscu spotkać. Po najdłuższej części opisowej, czytelnik zostanie także obdarowany przydatnymi informacjami na temat danej dzielnicy, które mogłyby mieć dla niego znaczenie, gdyby zdecydował się wybrać w dane miejsce. Każdy rozdział kończy niezbędnik, wyjaśniający wiele japońskich pojęć i umożliwiający zrozumienie tej kultury i zorientowanie się w niej, zaś po nim następują miniwywiady z przedstawicielami tokijskiego środowiska. To wszystko zaś okraszone jest kapitalnymi fotografiami oddającymi klimat miasta, ukazującymi jego barwność i heterogeniczność. 

W książce tej odnajdziecie informacje między innymi o królującym także i w Europie kawaii, wprowadzeni zostaniecie w tajniki parzenia różnego rodzaju herbaty, prześledzicie królestwa mody, tajniki pielęgnacji skóry, zakosztujecie w wielu przepisach, przypomnicie sobie zasady japońskiego porządkowania, a także zajrzycie praktycznie do każdej dziedziny życia Tokijczyków. 

Polecam tę publikację każdej osobie żywo zainteresowanej kulturą Wschodu - bardziej jednak tym, których wiedza na jej temat nie jest szczególnie rozległa. Ze względu na oczywiste ograniczenia nie jest to publikacja drobiazgowa - stanowi raczej zarys najważniejszych zagadnień i stanowić może preludium do dalszego zapoznawania się z poruszaną tematyką.

Piękne wydanie i mnogość fotografii zachęca do jej eksplorowania, jeśli zatem będzie mieć okazję - zajrzyjcie jej pod okładkę i poznajcie świat Tokio widziany oczami Polki. Ja jestem bardzo zadowolona z tej książkowej podróży.

sobota, 6 kwietnia 2019

"Lista Lucyfera" - Krzysztof Bochus



Twórczość Krzysztofa Bochusa miałam okazję poznać, czytając Czarny manuskrypt, a później kolejne tomy. Tym bardziej ucieszyła mnie wieść o tym, że autor wraca z zupełnie nową książką.

Lista Lucyfera przenosi czytelnika do Trójmiasta toczonego serią brutalnych zabójstw, wskazujących na obecność seryjnego mordercy. Teoria ta potwierdza się, gdy zabójca postanawia skontaktować się z dziennikarzem Adamem Bergiem, któremu przekazywać ma informacje o kolejnych popełnionych zbrodniach. Liczy na to, że pismak podzieli się swoją wiedzą z opinią publiczną, czyniąc go postacią niezwykle popularną, a przy tym wszystkim budzącą strach. 

Redaktor podejmuje rękawicę, decydując się jednocześnie na współpracę z miejscową policją. Od tej pory rozpoczyna się wyścig - żurnalista wraz z organami ścigania kontra oprawca zdolny do wszystkiego i pracujący według sobie tylko znanego klucza. Nie muszę chyba dodawać, że w tym wszystkim dziennikarz postanawia prowadzić własne śledztwo, ryzykując życie swoje i swoich bliskich. Tym bardziej, że ma do czynienia z przebiegłym wrogiem. 

Ślady pozostawiane na miejscu zbrodni i sposób okaleczania ofiar wiodą w ślad za obrazami Zdzisława Beksińskiego, tak silnie korespondującymi ze śmiercią (patrz: Blind). Czy faktycznie morderca inspiruje się tym twórcą, z jego obrazów tworząc  theatrum mortis? 

Gdy wydaje się, że jesteśmy już krok za zabójcą, intryga zagęszcza się, a rozwiązanie oddala. 

Lista Lucyfera wciąga od pierwszych stronic, nie tylko nie pozwalając książki odłożyć, ale też otwierając czytelnika na kulturę - zmusza wręcz do przypomnienia sobie dzieł Beksińskiego i odnajdywania w nich powiązań z mordercą. Świetnie poprowadzona narracja, od początku do końca trzymająca w napięciu, generująca wyskok adrenaliny i kapitalnie realizująca wszystkie założenia dobrego thrillera. Przy tym wszystkim została zmyślnie połączona z poprzednimi tekstami Bochusa - Abell znany z jego kryminałów retro, to dziadek Berga, którego poznajemy w Liście Lucyfera. 

Książka, którą mam w ręku to kryminał z najwyższej półki, na wskroś współczesny, będący swoistym studium ludzkich słabości i mroku, a przy tym wszystkim zręcznie i inteligentnie wprowadzający wątki historyczne - coś co niezwykle cenię w tym gatunku, bowiem nadaje książce poza walorami rozrywkowymi także te edukacyjne. Warstwa językowa również nie pozostawia niczego do zarzucenia, do tego zresztą autor zdążył nas już przyzwyczaić - znakomicie włada on słowem. 

Kolejna wielka praca Bochusa - polecam serdecznie! Nie sądzę, by ktokolwiek mógł się na tej powieści zawieść - tak naprawdę nie znajduję w niej niczego, do czego można by mieć jakieś uwagi.