Pokazywanie postów oznaczonych etykietą współpraca z wydawnictwami. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą współpraca z wydawnictwami. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 19 grudnia 2017

Ada Bambini naukowczyni - Andrea Beaty, David Roberts


Ada Bambini naukowczyni to książka, która przypadnie do gustu każdemu ciekawemu świata dziecku – zwłaszcza temu, który upodobanie znajduje w dociekaniu każdej, nawet najmniejszej sprawy rządzącej światem.

Poznajcie Adę, dziewczynkę, która wcześniej zaczęła liczyć niż mówić, jednak gdy już w końcu zaczęła słownie wyrażać swoją ekspresję, nie mogła przestać. Ciekawiło ją dosłownie wszystko. Setki pytań zaczynających się od „dlaczego?”, „co?”, „jak?”, „kiedy?” każdego dnia przelatywały przez jej mieszkanie, nie dając rodzicom spokoju. Dziewczynka miała nieposkromiony pęd do wiedzy i to wcale nie z jednej dziedziny. Tak nauczyciele, jak rodzice mieli z nią nie lada kłopot. Dziewczynka postanowiła bowiem badać wszystko – prowadziła doświadczenia, które nierzadko się nie udawały, dzięki czemu bohaterka mogła uczyć się na własnych błędach. Ada niczemu nie dawała wiary, póki empiria nie przemówiła za teorią. Jej pragnienie poznawania świata było godne podziwu, choć dla rodziców także i męczące. 

Ada Bambini naukowczyni to hołd złożony dziecięcej ciekawości i komentarz dla rodziców: nie ograniczajcie chęci poznania Waszych dzieci; nie bójcie się efektów, nie trwóżcie przez porażkami, bałaganem, brudem czy zniszczeniem – to one pozwalają Waszemu dziecku twórczo przejść przez życie, pokazując mu, że wiedza to potęga, a jej zdobywanie – niezwykłe doświadczenie.



Polecam ogromnie – napisana wierszem, z zachowaniem rymowanej formy, okraszona urokliwymi ilustracjami opowieść, która mądrze i pomysłowo prezentuje świat dziecięcej ciekawości świata. Do przemyślenia jako prezent!

poniedziałek, 11 grudnia 2017

Święci pierwszego kontaktu - Szymon Hołownia



Święci pierwszego kontaktu to druga po Świętych codziennego użytku książka Szymona Hołowni, przybliżająca współczesnemu czytelnikowi sylwetki świętych znanych i mniej znanych, czczonych i zapomnianych.

Autor zdaje się przypominać, że niebo i jego mieszkańcy są znacznie bliżej niż nam się wydaje, gotowi w każdej chwili nieść pomoc, o ile – rzecz jasna – o tę poprosimy.

W sposób dla siebie typowy, językiem znanym już z innych publikacji – dalekim od skostniałego kaznodziejstwa – Hołownia porywa nas na niebiański szlak, gdzie spotkać możemy między innymi Feliksa z Sieradza OP, św. Kutberta, św. Serafina Wyryckiego, św. Kseni Petersburskiej, św. Pantelejmona, św Agatona Egipskiego oraz błogosławionego Odoryka z  Pordenone.

Przyznajcie się, ilu z wyżej wymienionych świętych znaliście wcześniej? Założę się, że niewielu, jeśli w ogóle któregokolwiek. Hołownia zatem za sprawą tej książki czyni podwójny dobry uczynek – po pierwsze odkurza wizerunki postaci niesłusznie zapomnianych, a po drugie otwiera przed czytelnikiem nowe możliwości kontaktu z Bogiem i wypraszania u niego łask.

Masz pusty portfel, kłopoty z miłością, boisz się śmierci, stresujesz się przed spowiedzią, a może wciąż nie potrafisz praktykować wdzięczności? Oto książka, dzięki której Twoje problemy mają szansę się skończyć. Wystarczy mocna wiara, skuteczna modlitwa, a w Twoim życiu zaczną dziać się cuda. Nie wierzysz? Spróbuj!

Polecam: wielce pomocna, a także pouczająca i poszerzająca horyzonty wiary pozycja.


środa, 29 listopada 2017

Rośliny nas ocalą - Miriam Borovich


Rośliny na ocalą Miriam Borovich to książka pozwalająca czytelnikowi na zadbanie o własne zdrowie w sposób możliwie jak najbardziej naturalny – mocą roślin dostępnych na wyciągnięcie ręki, których właściwości prozdrowotne są nie(d)ocenione. Autorka w części wprowadzającej dzieli się z czytelnikami swoją wiedzą na temat zawartych w konkretnych częściach roślin substancji czynnych, pomagających człowiekowi i dających mu możliwość samodzielnego leczenia bez wspierania koncernów farmaceutycznych bazujących na ludzkiej łatwowierności złączonej z troską o zdrowie. Ich nadrzędnym celem jest bowiem zarobek, nie zaś pomoc człowiekowi.

Osobistą apteczkę złożoną z naturalnych elementów każdy z nas z powodzeniem może stworzyć sam – jak tego dokonać i w jaki sposób mądrze z niej korzystać radzi nam Autorka, zachęcająca również do samodzielnej uprawy ziół, z których później będziemy mogli uczynić pożytek. W książce tej znajdzie czytelnik propozycje wykorzystania roślin o właściwościach leczniczych – tak w stosowaniu zewnętrznym jak i wewnętrznym. Autorka pisze o tym, jak przygotować napar, odwar, macerat, sok, nalewkę, syrop, proszek, płukankę, a także olejek eteryczny, zaznaczając przy tym, że efektywność działania rośliny zależy od tego, w jaki sposób przygotujemy ją do wykorzystania.

Główną część książki stanowi opis piętnastu roślin leczniczych – wskazanie ich właściwości, pochodzenia, zawartych w nich substancji czynnych, sposobów wykorzystania, metod uprawy domowej, a także przeciwskazań i interakcji w jakie dana roślina może wejść.
Wśród opisanych roślin znajdziemy między innymi miętę, dziurawiec, babkę płesznik, aloes, pokrzywę, kurkumę,  a także lawendę i miłorząb dwuklapowy. Wszystko napisane jest językiem przystępnym, zrozumiałym, w sposób niezwykle syntetyczny, ujmujący jedynie to, co najistotniejsze.

Całość stanowi dość bogate źródło wiedzy i punkt wyjścia do domowego wykorzystania dobroczynnych substancji. Jeśli zatem Wasze zdrowie leży Wam na sercu, a niekoniecznie chcecie faszerować się aptecznymi specyfikami, warto po tę pozycję sięgnąć i zapoznać się z innymi możliwościami zapobiegania niektórym schorzeniom. Naturalnie i zdrowo. 


niedziela, 22 października 2017

W Jeżynowym Grodzie - Jill Barklem




W Jeżynowym Grodzie Jill Barklem, to książka dla dzieci będąca odpowiedzią na tęsknoty czytelniczego serca, dotyczące tekstów oraz ilustracji klasycznych.

Tak urokliwej, pełnej ciepła, subtelności i piękna publikacji dla najmłodszych nie miałam w ręku już dawno. Opowiadania skoncentrowane na Jeżynowym Grodzie zamieszkałym przez życzliwe, ciekawskie i serdeczne myszki, z miejsca wywołują szeroki uśmiech na twarzy, a obcowanie z doskonałymi ilustracjami jedynie w zachwycie tym utwierdza.  

Oto świat znajdujący się nisko przy ziemi, przestrzeń, na której rzadko się skupiamy, a która rozbrzmiewa tupotem małych łapek, piskami maleńkich myszek i niesie wszędzie wokół fluidy radości, rezolutności i sąsiedzkiej troskliwości. Na książkę składa się osiem opowiadań: Opowieść wiosenna, Opowieść letnia, Opowieść jesienna, Opowieść zimowa, Tajemnicze schody, Wysokie wzgórze, Morska opowieść oraz Dzidziusie Makóweczki. Każde z nich tak samo urokliwe i mądre. Urzekła mnie wzajemna troska jaką wykazują się bohaterowie, chwyciło za serce dbanie o każdego mieszkańca Grodu, życie we wspólnocie, bycie razem – to, czego dziś brakuje coraz bardziej i bardziej.

Język opowiadań jest niezwykły – przez każdą historię płynie się z prawdziwą przyjemnością, wiedząc, że nawet jeśli pojawią się sytuacje trudne, wszystko skończy się dobrze, bo sama przestrzeń lingwistyczna jest bezpieczna i oswojona. Nazwy potraw to zaś prawdziwa poezja! Uwierzycie, że kawy nie lubię, ale na hasło „kawa z żołędzi” moje receptory smakowe zaczynały wariować? Barklem czaruje słowem, stwarzając świat niebywale pozytywny, wiedziony szacunkiem do siebie nawzajem oraz do otaczającego świata.

Ach, jakże marzyłoby się o tym, by ową mysią życzliwość i spokojne życie pełne zachwytu nad codziennością i drobnostkami przenieść na świat ludzki! 

Mimo że swoje lata już mam, popołudnie spędzę z serialową Mysią Doliną oraz W jeżynowym Grodzie. Wam zaś polecam prędko kierować się do księgarni, gdzie czekają pełne wdzięku, sympatyczne myszki: lady i lord Drewienkowie, pani i pan Żabuchowie, pan Jabłuszko, pani Chrupiskórka, Fredzio, Makóweczka Bystrzycka, Dereń Mączniak, Bazyli, Kasztanek, Prymulka, Bazia, Oset, Koniczynka, Lilijka, Len, Skrzętka, Kamyczek, Muszelka, Portulaka, Krewetka, Różyczka, Jaskierek i Pestek.


Gwarantuję, że zarówno mali, jak i duzi, mogą się od nich wiele nauczyć.

Szczerze polecam!



Jeśli macie ochotę zajrzeć do środka, zapraszam na krótki filmik:



środa, 30 sierpnia 2017

Skaza - Cecelia Ahern



Choć Cecelia Ahern znana przede wszystkim z takich powieści jak PS Kocham Cię czy Love, Rosie, będących typowymi historiami obyczajowymi, w ręce czytelników oddała ona także pierwszą powieść z  gatunku young adult, dedykowaną przede wszystkim młodzieży.

Bohaterką Skazy jest Celestine – dziewczyna uznawana zarówno przez rodziców, jak i chłopaka oraz jego ojca i przyjaciela rodziny – sędziego Trybunału demaskującego wszelkie nieprawidłowości moralne toczące społeczeństwo za osobę idealną, wzór cnót. Gdy więc pewnego dnia, widząc jawną niesprawiedliwość w traktowaniu Naznaczonych, decyduję się ona pomóc starszemu, słaniającemu się mężczyźnie, na skutek czego ukarana zostaje ona przez Trybunał na pięć skaz, jej czarno-biały świat przestaje jawić się tak jak do tej pory. Zarówno siedemnastolatka, jak i coraz większe grono ludzi widzące w niej przywódczynię przyszłej rewolucji, zaczynają spostrzegać, że moralność głoszona przez Trybunał jest podwójna, a działalność tegoż coraz częściej skupia się nie na ochronie społeczeństwa, lecz na wymierzaniu zemsty w białych rękawiczkach.

Coraz więcej ludzi zauważa, że w świecie, w którym za każde, nawet najdrobniejsze przewinienie grozi surowa kara, nie da się żyć, nie zatracając człowieczeństwa.

Celestine mimowolnie staje się symbolem zmian, gromadząc wokół siebie tyleż zwolenników, co przeciwników. Jej życie, dotąd normalne i pożądane przez każdą nastolatkę, staje się wegetacją znaczoną rytmem zakazów i nakazów oraz ciągłymi kontrolami Demaskatorów.

Skaza to dystopijna opowieść wpisująca się w nurt popularnych narracji rzędu Igrzysk śmierci czy też Niezgodnej, w których jednostka buntuje się, stając się zarzewiem zmian i rewolucji w społeczeństwie mimowolnie poddawanym rządom terroru i zastraszania. Autorka przestrzega w niej przed nadmiernym perfekcjonizmem promowanym przez media oraz literaturę poradnikową, ale także zaświeca czerwoną lampkę tam, gdzie zaczyna się polityka – Ahern w sposób jawny i czytelny pokazuje, że tam gdzie jest władza, tam można przeforsować każdą teorię i prawo. Jako że prywatnie powiązana jest ona ze środowiskiem politycznym, dosyć łatwo o wniosek, że jej obserwacje mają źródło w rzeczywistości i są przestrogą zarówno dla tych, którzy władzę chcą pozyskać, jak i dla tych, którzy są jej poddani, a widzą jedynie to, co rządzący chcą pokazać.

Mimo że Ahern do tej pory specjalizowała się w powieściach słodko-gorzkich, opartych na wątkach miłosnych, a jej powieści z reguły były promienne i zarażały optymizmem, z mrocznym klimatem Skazy poradziła sobie wcale nie gorzej, udowadniając, że ma jeszcze sporo do zaproponowania czytelnikom i nie pozwalając tym samym zaszufladkować się jedynie jako autorki romansów i powieści kobiecych.

Choć powieść ta ma pewne niedoskonałości (kilka przestojów w akcji, powolna przemiana bohaterki) tłumaczę je sobie tym, że jest ona jedynie przygrywką do uniwersum, które w kolejnych tomach zostanie należycie rozbudowane i naszpikowane większą brutalnością oraz nieprzewidywalnością, nie zaś delikatnością, za którą wciąż – chcąc, nie chcąc – nieco chroni się autorka.

Liczę, że kolejne części będą napisane z jeszcze większym przytupem i cechować je będzie jeszcze większa moc narracyjna. Już teraz nie mogę się doczekać adaptacji filmowej, o którą książka aż się prosi, a której realizacji podjęła się wytwórnia Warner Bros.

Tymczasem polecam lekturę.

Inne książki Ahern na blogu:





poniedziałek, 31 lipca 2017

Miesięcznik „Znak" - nr 745, czerwiec (06) 2017


Czerwcowy „Znak” czytam z  „lekkim” poślizgiem, na szczęście ma on to do siebie, że prędko się nie zdezaktualizuje, a i kupić można go jeszcze sporo czasu po premierze.

Numer szalenie ciekawy, ale też niełatwy w lekturze – szczególnie dla tych, których wrażliwość na kwestie żydowskie jest ogromna, i którym wciąż trudno pogodzić się z przeżyciami tych, o których dziś wiemy z opowieści ostatnich świadków i uczestników wydarzeń. Tematem wiodącym czerwca jest bowiem doświadczenie Auschwitz-Birkenau.


Na numer składają się wywiady, eseje, świadectwa, felietony, debata, fragmenty prozy i poezji zogniskowane wokół głównego tematu i jemu w mniejszym lub większym stopniu podporządkowane. Autorzy poszczególnych artykułów pochylają się nad kwestią przywracania godności cmentarzom, próbują odtworzyć biografie rzeczy, poświęcają sporo miejsca pracy pamięci. Jeden z tekstów – bardzo ciekawy – poświęcony jest dzisiejszej wiedzy na temat Auschwitz oraz pracom konserwatorskim wykonywanym na terenie byłego obozu – niezbędnym, jednak trudnym.

Zastanowił mnie fragment poświęcony przetrwaniu Auschwitz w pamięci zbiorowej – czy faktycznie za jakiś czas nikt nie będzie już pamiętać, a miejsce muzeum zostanie zastąpione przez coś innego, coś co zawłaszczy dzisiejsze tereny przestrzeni symbolicznej i ograniczonej? Czy coraz trudniej nam „pamiętać” o doświadczeniach wojennych, bo są jedynie opowieściami, tak jak wojny sprzed 500 lat? Czy identyfikacja z ofiarami jest dziś możliwa jedynie poprzez pokazanie konkretnych przedmiotów codziennego użytku, przypominających te, które sami posiadamy?

Niezwykle ciekawy był dla mnie również wywiad z Moniką Sznajderman poświęcony jej rodzinie, dociekaniu jej historii, wyobrażeniom, próbom odtworzenia tego, co minione, a także zawarte w innym artykule rozważania na temat ratującego-krzywdziciela – tak częstej postaci czasów wojny.

Poza tematem wiodącym, w numerze poruszone zostały kwestie przyszłości religii, krótkie zapytania na temat narodowców i ich funkcjonowania w Kościele, a także problematyka naukowa – szalenie interesująca holografia oraz kwestie poświęcone sztuce, a konkretniej miejscu kobiet w zmaskulinizowanym świecie komiksu, które to – ku uciesze twórczyń i czytelników – powoli się zmienia.

Jeśli będziecie mieli okazję nabyć – ogromnie polecam. Wielce ciekawy numer – szczególnie temat wiodący i rozważania na temat religii. Właściwie nie ma w nim artykułu, którego nie przeczytałabym z zainteresowaniem.


Do nabycia jest już także nowy numer – klik.

czwartek, 27 lipca 2017

Lato - Karl Ove Knausgård


Lato Karla Ovego Knausgårda zamyka cykl Cztery pory roku poświęcony córce, której autor opowiada  świat, i której pozostawia swoiste memento, sumę doświadczeń i przemyśleń – tak ojcowskich, pisarskich, jak i po prostu – ludzkich.

Książka domyka całość, jest kropką w wyjątkowej serii opowieści pochylających się nad codziennością, prozaicznymi czynnościami; będących namysłem nad tym, co na co dzień wydaje nam się oczywiste i niewarte zastanowienia. Fragmenty rozmyślań przeplatane są dziennikiem – niemym i wiernym świadkiem przemiany autora i jego otoczenia. Oto dziecko, które, zdawałoby się, dopiero przyszło na świat, wymaga już znacznie więcej aktywnej uwagi – próbuje swoich pierwszych słów, żądne jest zabawy, wspólnej lektury, absorbuje wiele czasu, szuka swojego miejsca w rodzinie.

Lecie Knausgård jest całkowicie szczery – pisząc o rzeczach trywialnych, zaskakuje sam siebie, obnaża wszelkie noszone dotąd maski, jawi się jako człowiek targany takimi samymi wątpliwościami jak każdy z nas – jako ojciec nie tylko martwi się o przyszłość swoich dzieci (tu: córki), ale także snuje marzenia na temat ich przyszłości, wyobraża sobie kim będą, gdzie poniesie ich los. Ojcostwo zmienia go, nie jest już tym depresyjnym mężczyzną znanym z Mojej walki, dzieci dodają mu skrzydeł, choć – co tu kryć – dostarczają także wielu zmartwień i trosk. Autor nie ma w zwyczaju pudrować swojego życia, lukru tutaj nie znajdziecie. Choć są zachwyty (który rodzic nie zachwyca się własnym dzieckiem?!), wszystkiemu przyświeca autentyczność. Knausgård nie jest rodzicem wolnym od błędów wychowawczych – zdarza mu się zrobić coś, czego prędko żałuje, jednak w żaden sposób nie próbuje się od tego wykpić – wręcz przeciwnie, przyznaje się do wszystkiego, malując świat rodzica właśnie takim, jakim jest – bez obróbki, z prawem do popełniania błędów. Rozważania ojca przeplatane z miniesejami na temat życia i jego elementów składowych, stanowią mieszankę doskonałą.

Autor tym razem pochyla się nad ślimakami, biedronkami, ale też nad własną tożsamością; tym, co go konstytuuje i czyni człowiekiem. Wiele w części tej przemyśleń egzystencjalnych, gros rozmyślań nad sobą samym i sensem istnienia w szerszej perspektywie. I te właśnie chwile namysłu, czynią część tę jedną z najlepszych, jeśli nie najdoskonalszą, oddającą istotę życia, podkreślającą jego kruchość i sens życia człowieka wiecznie poszukującego odpowiedzi i zadającego pytania.

Jest to przy tym wszystkim literatura wysokiej próby, w której zdania same układają się na języku. Czyta się bardzo smacznie (szczególnie rozdział o lodach – nie do przejścia bez odpowiedniej aprowizacji).

Polecam.


Czytaj także o poprzednich tomach:

poniedziałek, 24 lipca 2017

Czerwony Kapturek - Vojtěch Kubašta

Czerwony kapturek Vojtěcha Kubašty to kolejna odsłona kolekcji retro, której pierwsze wydania pamiętają dzisiejsi trzydziestolatkowie, a która przez lata zyskała rzesze fanów na całym świecie, pozwalając rodzicom na uatrakcyjnienie dzieciom ich książkowych zmagań.

Oparta na przestrzenności książka zachęca najmłodszych do wejścia w ciemny las w ślad za Czerwonym Kapturkiem zmierzającym do babci. Czyhający za drzwiami chatki wilk, później przebrany w babciną piżamę niemalże z publikacji wyskakuje, gwarantując dziecku podwójne wrażenia lekturowe. Mimo brutalności samej baśni, opowiedzianej skrótowo, książka pomija drastyczne sceny, skupiając się na tym co najistotniejsze – na szczęśliwym zakończeniu. I to do niego doprowadzić może dziecko, po drodze wysuwając poszczególne elementy, przeciągając, powiększając i przybliżając. Prostota i efektowność publikacji tkwi w możliwości interakcji na linii autor-czytelnik, czy raczej bohater-czytelnik oraz opowieść-czytelnik.

Zdecydowanie mniej tutaj niż w przypadku Jasia i Małgosi elementów ruchomych, które dziecko mogłoby dowolnie przesuwać, wciąż jednak pozostaje książka doskonałą formą zaznajamiania z klasyką baśni i oswajania najmłodszych ze słowem pisanym. Atrakcyjność wpisana w pop-upy jest niekwestionowana, a Kubašta już zawsze pozostanie ich mistrzem. Ilustracje w starym stylu wyróżniają się na dzisiejszym rynku literatury dla dzieci, czyniąc pozycję tę wartościową w dwójnasób – jako podwójny powrót do klasyki.


Dla najmłodszych będzie to okazja do eksplorowania świata czytanej baśni, dla dorosłych zaś podróż w czasie. 



wtorek, 11 lipca 2017

Opowieść podręcznej - Margaret Atwood


Wszystko, poza skrzydłami przy twarzy, jest czerwone – kolor krwi, po którym się nas poznaje. Spódnice do kostek, pełne, marszczone, u góry prosty stanik zakrywający piersi, długie rękawy. No i białe przepisowe skrzydła: zasłaniają nam widok, ale  nas zasłaniają przed wzrokiem innych. Nigdy nie było mi dobrze w czerwonym, to nie mój kolor. [1] 

Opowieść podręcznej stanowi zapis wspomnień tytułowej kobiety, której przyszło żyć w czasach, będących piekłem dla niej i wielu innych. Freda pełni funkcję podręcznej w Republice Gileadu. Ma rodzić dzieci Komendantowi, który na skutek niepłodności swojej żony, na wzór starotestamentalnych zapisów, ma ją zapładniać na jej łonie, po to, by mieć wrażenie, że dziecko poczęte zostało z tą, która tej możności została pozbawiona. Malejący przyrost naturalny dziesiątkuje Republikę i choć Podręczne traktowane są jak niewolnice bez żadnej wartości – tak naprawdę tylko one są w stanie ją uratować. Muszą jedynie modlić się o prędkie zapłodnienie i pokornie służyć swemu Komendantowi, nie wychylając się i nie przeciwstawiając.

Podręczne wyjść mogą raz dziennie – na targ, gdzie uzupełnić mają zapasy żywności. Tam jednak również spotkają je poniżenia i ograbianie z wartości. Gdyby chciały pozbawić się życia, również byłoby to działanie na granicy niemożliwego – władze zadbały o to, by przedmioty umożliwiające podobną formę buntu zostały z  ich otoczenia usunięte.

Aby przetrwać, Freda kurczowo trzyma się wspomnień o swojej córce i mężu, o minionym życiu w czasach, gdy kobiety traktowane były podmiotowo, nie zaś tak jak obecnie.

Świat zarysowany przez Margaret Atwood to wizja przyszłości (teraźniejszości?), która wcale nie jest tak nierzeczywista, jak mogłoby się wydawać. Kasty istniejące w Republice Gileadu wydają się niezwykle aktualne, choć skryte pod płaszczem obrazowania metaforycznego.

Z przedmiotowym traktowaniem kobiet spotykamy się w wielu miejscach na świecie, pozbawianie praw jest wszechobecne, a wiele prób buntu pacyfikowanych.  Brak samodzielności, działania ukierunkowane na efekt, ciche ograniczanie wolności – z tym stykamy się na co dzień. Przejawem buntu w powieści, a zarazem swoistym memento świadczącym o możliwościach człowieka jest przewijające się hasło  Nolite te bastardes carborundorum – nie dajcie się pognębić sukinsynom. Ono właśnie ma podręczne krzepić, podnosić na duchu i przypominać, że to w nich tkwi siła stawiania oporu – chociażby psychicznego. A póki ten będzie stawiany, póty będą istnieć.

Atwood Opowieścią podręcznej zyskała sobie sławę na całym świecie, która dziś, za sprawą serialu, po raz kolejny wybrzmiewa, oddając hołd nie tylko jej znakomitemu pisarstwu, ale przede wszystkim czujnemu obserwowaniu rzeczywistości i reagowaniu na zastane wydarzenia. Jej literacka droga, to misja wskazywania człowiekowi bolączek świata i tragicznych w skutkach konsekwencji jego wyborów.

Wciąż możemy zawrócić z obranej ścieżki, wciąż mamy możliwość wyboru. Atwood zdaje się krzyczeć do naszych sumień.

Co z  tym zawołaniem zrobimy?

Końca świata nie będzie, czeka nas koniec człowieka [2]

________________________

[1] Opowieść podręcznej, Margaret Atwood, Warszawa 2017, s. 16.
[2] Końca świata nie będzie, czeka nas koniec człowieka, Margaret Atwood, [online:] http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/7,127763,21846737,margaret-atwood-konca-swiata-nie-bedzie-czeka-nas-koniec.html?disableRedirects=true, z dnia 03.07.17 r.

poniedziałek, 10 lipca 2017

Wielki marynarz - Catherine Poulain




(...) –  Pewnie też dlatego, że chciałam walczyć o coś potężnego i pięknego –  ciągnę, śledząc lot ptaka.  Zaryzykować, że stracę życie, ale najpierw je znaleźć... Poza tym marzyłam o tym, żeby dotrzeć na koniec świata, znaleźć granicę, gdzie wszytko się kończy.

Wielki marynarz reklamowany jest jako męska książka dla kobiet.

Męska, bo o sprawach mężczyzn rozprawiająca (połowy ryb, krabów, walka o przeżycie na statku rybackim, zwulgaryzowany świat, pełen przemocy i braku litości); kobieca, bo jedną z bohaterek wrzuconych w sam środek świata rządzonego testosteronem czyniąca Lili.

Życie autorki, Catherine Poulain, tak jak jej dłonie, znaczone jest bruzdami i śladami ciężkiej, fizycznej pracy. Zarabiała ona nie tylko w wytwórni konserw rybnych czy przy zbiorze i produkcji syropu klonowego, ale także przez 10 lat (zanim zainteresował się nią urząd imigracyjny) stacjonowała na kutrach rybackich.

Doświadczenia tamtych lat stały się dla niej nieocenionym źródłem inspiracji oraz wiedzy niezbędnej do napisania Wielkiego marynarza, quasi-autobiograficznej historii kobiety, która zamiast domowych pieleszy wybrała życie na otwartym morzu, walkę o każdy kolejny dzień, o szacunek, i hart ducha, zdobywany między okrzykami i docinkami samotnych i szorstkich mężczyzn a zimnem przeszywającym do szpiku kości oraz bólem kolejnych ran będących wynikiem ciężkiej pracy. Jej marzeniem jest dotarcie do Point Barrow, odpoczynek na klifie stanowiącym koniec świata, opuszczenie nóg nad tą granicą wyobraźni i odetchnięcie pełną piersią w miejscu, do którego nikt nie chciał jej dopuścić.

Na drodze do spełnienia jej marzeń staje jednak ktoś niespodziewany, mężczyzna, wielki marynarz, szlak za którym wiedzie nie do Point Barrow, lecz na Hawaje.

Odnoszę wrażenie, że książka ta jest mocno podzielona – przez pierwszą część brnie się z mozołem, ślamazarnie, niespiesznie, ma się wrażenie, że powieść zmierza donikąd, trudno wyczuć ostateczny zamysł autorski. Za połową jednak dochodzi do przełomu, całość nabiera delikatnego rozpędu, dojrzewa, tak jak bohaterka, wszelkie refleksje towarzyszące wcześniejszej lekturze znajdują punkt odniesienia, nabierają mocy i ostatecznie zostawiają czytelnika z wrażeniami dobrej lektury, choć nie tak porywającej, jak sugerowałby opis.

Dostajemy opowieść o kobiecej sile, zawziętości, determinacji, odwadze i niestrudzonej walce. Zostajemy wpuszczeni w świat dyskryminacji płciowej (objawiającej się tak w zachowaniu, jak w stawkach za podjętą pracę), gdzie charakterna i zadziorna kobieta potrafi się odnaleźć, jeśli tylko odnajdzie w sobie niezłomność, którą wciąż trzeba trenować i poddawać próbom.

Książka aż prosi się o to, by czytać ją nad morzem, by zabrać ją na urlop i tam przy szumie morza i unoszącym się w powietrzu zapachu świeżo złowionych ryb oddawać się lekturze. Wówczas z całą pewnością doznania lekturowe będą zwielokrotnione, a sama historia zapamiętana na dłużej, dzięki synestezyjnym doznaniom.



środa, 5 lipca 2017

Czarny manuskrypt - Krzysztof Bochus



Marienburg, Marienwader (dzisiejsze Malbork i Kwidzyn) lata trzydzieste.

Okolicą wstrząsają brutalne zbrodnie dokonane na księżach stacjonujących w jednej z parafii. Podczas śledztwa na jaw wychodzą niechciane tajemnice, głęboko skrywane grzeszki i relacje, które miały nigdy nie ujrzeć światła dziennego. Homoerotyzm, nocne schadzki z paniami do towarzystwa, skandaliczne romanse. To, co początkowo wydaje się oczyszczeniem parafii z księżowskiej grzeszności, szybko okazuje się jedynie przykrywką dla sprawy znacznie wyższej rangą. Oto na niemieckim Pomorzu stacjonuje bractwo, pragnące odbudować wielką Rzeszę i dokładające wszelkich starań, by ich działania pozostawały w ukryciu. Malbork ma znów być potęgą, siedzibą nacjonalistów, fanatyków i wszystkich tych, którzy zdolni będą poświęcić własne życie, by ocalić jego chwałę.

Krzysztof Bochus przenosząc nas w mroczne czasy i osnute mgłą historii krzyżackie zamki, tworzy kryminał noir, który czyta się niezwykle sprawnie. Wykreowany przez niego radca kryminalny Christian Abell, jako że nie jest postacią krystaliczną, dodaje lektury smaczku. Jego pościg za wyrachowanym mordercą i niechęć do przyjmowania wygodnych, acz niekoniecznie zgodnych z prawdą teorii swoich przełożonych sprawia, że stanie się on persona non grata, kolejną potencjalną ofiarą, która zbyt intensywnie wtyka nos w nie swoje sprawy i znajduje się zbyt blisko odkrycia najgłębszej tajemnicy miasta i jego mieszkańców.

Językowo powieści nie można niczego zarzucić. Autorowi udało się zarysować świat mroczny, mglisty, spowity aurą tajemnicy, zza mgieł wyrzucający kolejne teorie, spiski, ofiary. Wyobraźcie sobie stary krzyżacki zamek w ciemną listopadową noc. Takie skojarzenia rodzą się podczas lektury i taki nastrój towarzyszy prowadzonemu śledztwu. Jest ślisko, niebezpiecznie, mrocznie, a historia ściga teraźniejszość niestrudzenie, nie pozwalając o sobie zapomnieć.

Jeżeli chcecie przeczytać dobry kryminał, a przy tym odpocząć od skwaru i skryć się w murach wiekowego zamku, rozwiązując niełatwą zagadkę – Czarny manuskrypt czeka.



niedziela, 5 lutego 2017

Miasteczko Darkmord - Shane Hegarty


Miasteczko Darkmord to pierwszy tom nowej serii dedykowanej młodzieży, w której pierwsze skrzypce (obok ludzi) grają Legendy.

Czym (czy raczej kim) owe Legendy są? To potwory. Potwory, które od lat przez specjalne portale przedostają się do świata ludzi, by siać ferment i zniszczenie. Jednym z miejsc, które upodobały sobie one najbardziej jest właśnie tytułowe miasteczko Darkmord, od lat strzeżone przez rodzinę Łowców Legend.

Finn (jak wcześniej wszyscy mężczyźni jego rodu) ma niedługo stać się oficjalnym Łowcą. Niestety, zupełnie nie wychodzi mu polowanie na potwory. Chłopak nie ma takich zdolności jak jego okryty sławą ojciec. Nie ma nawet minimalnych umiejętności, czym przynosi tacie jedynie rozczarowanie. Wolałby wieść życie normalnego nastolatka, zamiast uganiać się po mieście za kolejnymi potworami napadającymi na wypełnione labiryntami miasto. Życie jednak pisze własne scenariusze i pewnego dnia, Finn staje się świadkiem czegoś, czego powstrzymanie może nie tylko uczynić go prawowitym Łowcą, ale przede wszystkim największym z bohaterów w historii Darkmord.  To jak sobie poradzi, zdecyduje o losach całego miasteczka.

Shane Hegarty stworzył świat pełen tajemnic, ciemnych zakamarków i niebezpieczeństwa czyhającego za rogiem, w którym bez problemu odnajdzie się każdy nastolatek – szczególnie zaś ten, który czuje, że na zrozumienie ze strony dorosłych nie ma co liczyć.

Opowieść jest wciągająca i pełna zwrotów akcji, bohater zaś przemienia się na naszych oczach z  nieco fajtłapowatego chłopca w młodego mężczyznę zdolnego poświęcić się w imię wyższych celów.

Intrygujący wstęp do serii, którą warto mieć na uwadze, szczególnie jeśli niestraszne Wam potwory, a strefa mroku zdaje się kusić.

Polecam.

wtorek, 10 stycznia 2017

Nihil novi [Szpieg - Paulo Coelho]




Powstanie książki Szpieg było dla mnie mocno zastanawiające – po co tworzyć coś, co nie jest ani stricte powieścią, ani biografią, ani omówieniem naukowym? Po co Coelho, który chcąc, nie chcąc, utrwalił się w świadomości czytelników jako autor bardzo schematyczny i typowy, odcina się od swojego literackiego wizerunku i tworzy coś, co nie będzie go w stanie ani odciąć od twórczej przeszłości, ani otworzyć drzwi do nowej przyszłości?

Wydaje mi się, że jedynym powodem może być zaciekawienie – zarówno to płynące z jego strony i ukierunkowane na Matę Hari, jak i to, które ma zostać wzbudzone u czytelników, którzy chcieliby dowiedzieć się czegoś o owej kobiecie, lecz nie mają ani ochoty, ani czasu na czytanie pełnych biografii czy omówień.

Książka ta bowiem jest zbeletryzowanym i skrótowym wejrzeniem w  bujne i barwne życie Margarethy Geertruidy Zelle, szerzej znanej jako Mata Hari, kobieta-szpieg.

Na książkę tę składa się fikcyjna korespondencja prowadzona przez skazaną kobietę i jej adwokata na krótko przed wyrokiem. To z niej dowiadujemy się prawdy widzianej oczami więźniarki i prawdy, którą poznał świat. 

Mata Hari, egzotyczna tancerka, która determinacją, flirtem i podstępem wdarła się na francuskie salony, gościła w łożach najbardziej wpływowych i bogatych mężczyzn, budząc tym samym zazdrość i podejrzenia wielu. Kobieta, która sprzeciwiała się zwyczajom skazującym przedstawicielki jej płci na bycie tłem, uwodziła, za nic miała sztywną i purytańską obyczajowość, niezależna, charakterna, żyjąca pełnią życia, odważna, bezczelna, a przez to wpływowa i wyróżniająca się z tłumu.

Mimo że od jej śmierci minął już niemalże wiek, je blask i legenda nie słabną. Tajemnica i niepewność, które osnuwają jej życiorys, nadają jej wizerunkowi pikanterii i budzą niesłabnące zainteresowanie.

Jeśli dobrze znacie jej losy, nowa książka Coelho niczego przed Wami nie odsłoni. Jeśli jednak nie wiecie niczego – możecie potraktować ją jako inspirację do dalszych poszukiwań.

Co istotne – nie jest to już Coelho z Alchemika. Pisarz odwrócił się chyba już na stałe od swoich aforystycznych ujęć rzeczywistości. Jeśli przed lekturą powstrzymuje Was właśnie pamięć o minionych tekstach, warto o nich zapomnieć. Jeśli jednak stary styl Coelho jest tym, czego szukacie i za czym tęsknicie – w  Szpiegu tego nie znajdziecie.


niedziela, 4 grudnia 2016

Herkules Poirot powraca! [Zamknięta trumna - Sophie Hannah]



Herkules Poirot powraca w  wielkim stylu!

(...)

Lady Athelinda Playford, to nieprzeciętna autorka kryminałów, która postanawia wydać przyjęcie w swojej rezydencji w Irlandii. Wśród zaproszonych gości, poza rodziną, znajdują się Herkules Poirot, inspektor Catchpool oraz prawnik zarządzający testamentem starszej pani. Kobieta postanawia nanieść znaczące zmiany w dokumencie i ogłosić je publicznie na uroczystym obiedzie. W wyniku wprowadzonych modyfikacji, jej dzieci pozostawione zostałyby po jej śmierci bez grosza, zaś cały majątek przejąłby Joseph Scotcher – śmiertelnie chory asystent bohaterki, któremu zostało ledwie kilka tygodni życia.
(...)

Hannah doskonale oddała klimat powieści, czytelnie nawiązując do sztandarowych tekstów Christie. Całość dzieje się w zamkniętej, odseparowanej przestrzeni, na miejscu znajduje się kilkunastu podejrzanych, każdy z równie dobrym motywem do popełnienia zbrodni. Jedyne, co może pomóc w uchwyceniu mordercy, to szare komórki niezrównanego Herkulesa Poirot, który zarysowany został z  wielką dbałością. Pisarka nie zapomniała nawet o typowym dla niego egocentryzmie i przekonaniu o wyprzedzającej go sławie, a także ciętym języku, podkreślając je dawką humorystycznych scen. Kreacja bohatera jest niemalże bliźniacza jak w oryginale.

(...)

Zamknięta trumna bowiem, z powodzeniem mogłaby być podpisana nazwiskiem samej Królowej Kryminału – tak blisko jej do pierwowzoru. Fani tejże powinni być lekturą więcej niż usatysfakcjonowani.



Całość recenzji na:


czwartek, 17 listopada 2016

Carnivia. Rozgrzeszenie - Jonathan Holt



Carnivia to jedna z najbardziej klimatycznych i fascynujących serii ostatnich czasów wpisujących się w thrillery. Doskonale zarysowany i pomyślany świat wirtualnej rzeczywistości skonfrontowany z prawdziwą Wenecją, pobudza wyobraźnię i zachęca do jego eksplorowania.

Trzecia część cyklu - Rozgrzeszenie - wprowadza nie lada zamieszanie. Oto Daniele Barbo, założyciel Carnivii, decyduje się na całkowite od niej odcięcie, co prowokuje hakerów do własnych działań. Te nie są jednak jedynie niewinną próbą przejęcia władzy, lecz zagrożeniem dla funkcjonowania całego państwa oraz groźbą wypłynięcia na światło dzienne tego, co na zawsze powinno zostać zakryte.

Wydarzenia te zbiegają się z  otwierającym powieść odnalezieniem zwłok na jednej z weneckich plaż – sposób ich okaleczenia jednoznacznie wskazuje na związek z masonerią. Kapitan Kat Tapo samodzielnie prowadzi śledztwo, które od samego początku zdaje się pułapką. Sprawę komplikuje tożsamość zamordowanego – był on bowiem współwłaścicielem katolickiego banku zaangażowanego w negocjacje z jednym z najbogatszych mieszkańców Włoch.

Wszystko wskazuje na to,  że obie sprawy mogą mieć związek, a Kat uwikłała się w niezwykle trudną sprawę, w  której pomocny może być jedynie mało skłonny do współpracy Daniele.

Jonathan Holt po raz kolejny wykreował rzeczywistość, w której chce się przebywać, i do której chce się wracać, mimo czającego się zewsząd niebezpieczeństwa. Spiski, układy, układziki, niezwykła sceneria dodająca kolorytu i kapitalnie poprowadzona narracja – wszystkie te elementy sprawiają, że nie miałam ochoty rozstawać się ze światem Carnivii. Bardzo dobrze pomyślana intryga, plastyczny język, gros interesujących postaci przewijających się przez książkę i wreszcie sam koncept wirtualnego świata, to elementy, które powieść (a właściwie całą serię) wyróżniają.


Polecam, zachęcam. Zasmakujcie w  Carnivii, a już nigdy nie będziecie chcieli jej opuszczać. Tam bowiem, możecie być kimkolwiek chcecie…

wtorek, 8 listopada 2016

Tokimeki. Magia sprzątania w praktyce - Marie Kondo


Podobno porządek panujący wokół nas jest przeniesieniem tego, co mamy w głowie. Innymi słowy, aby uporządkować swoje myśli, należy uporządkować swoje szafy.

Chyba każdy z nas doświadcza tego uczucia relaksowania, gdy właśnie skończył sprzątać, wszystko wokół lśni i pachnie czystością, a my możemy zasiąść w kanapie i odetchnąć pełną piersią, bo przestrzeń wokół nas została oczyszczona. Wspaniałe uczucie!

Choć żadnej konkretnej filozofii sprzątania nie uprawiam, lubię od czasu do czasu sięgnąć po publikacje, które mają mi ten proces oczyszczania ułatwić, i które utwierdzają mnie w przekonaniu, że pozbywanie się rzeczy, któremu ostatnio hołduję, jest dobre i korzystne nie tylko dla domu, ale przede wszystkim dla higieny psychicznej.

Tokimeki Marie Kondo, miało mi pomóc nie tyle wiedzą teoretyczną, co praktyczną. I tak też się stało. Autorka Magii sprzątania w swojej najnowszej publikacji stawia na encyklopedyczne wręcz przedstawienie zasad rządzących sprzątaniem, sposobem porządkowania, składnia i układania rzeczy, ze szczególnym naciskiem na ubrania. Ten ilustrowany przewodnik nie tylko „powie” nam jak coś zrobić, ale dokładnie to zobrazuje, krok po kroku. Tak, jak uczymy się nowych przepisów, tak samo możemy nauczyć się składania ubrań. Kondo udziela wielu rad, mających pomóc czytelnikowi uporać się z jego bałaganiarstwem, tendencją do zagracania przestrzeni i otaczania się rzeczami, które odbierają radość. Autorka uważa wręcz, że odpowiednie zagospodarowanie przestrzeni może szczęście generować.

Jej metoda – KonMari – to znana i ceniona na całym świecie sztuka porządkowania otoczenia, połączona ze zmianą podejścia do życia, a w dalszym etapie także z (często radykalną) zmianą sposobu myślenia. Jej zastosowanie nie polega na jednokrotnym i szybkim odgruzowaniu przestrzeni przed pojawieniem się gości, lecz na wprowadzeniu nawyków, mających uczynić nasze życie prostszym i spokojniejszym.  Tym co istotne, w metodzie Kondo jest podejście – nie chodzi bowiem o to, co wyrzucić, lecz o to, co zostawić. Takie spojrzenie można z łatwością wypracować.

Tokimeki składa się z trzech zasadniczych części – pierwsza to opis całej metody KonMari, druga to encyklopedia sprzątania, w której głównymi poruszanymi zagadnieniami są: porządkowanie ubrań, książek [najtrudniejsze!], papierów, komono (rzeczy różnych), i przedmiotów o wartości sentymentalnej, trzecia zaś poświęcona jest magii sprzątania zmieniającej życie.

Czas wydania tej książki jest doskonały – jesienne porządki to coś, co może pomóc zwalczyć chandrę i odzyskać utraconą energię. Mnie pomaga. Publikacja wyposażyła mnie w cenną wiedzę i środki, dzięki którym sprzątanie stało się  jeszcze przyjemniejsze.



Zatem – do pracy!



wtorek, 11 października 2016

W cieniu - Diane Chamberlain


W  cieniu to kolejna powieść, w której Chamberlain, autorka m.in. Tajemnic Noelle, Zatoki o północy czy Daru morza, udowadnia jak uzdolnioną jest pisarką. Książka, którą mam w rękach, to – ośmielę się ocenić – jedna z najlepszych dotychczas wydanych w Polsce tekstów twórczyni.

Jako temat będący osią narracyjną, przyjmuje pisarka życie zogniskowane wokół bliskiej osoby dotkniętej nieodwracalną chorobą mózgu, która to paraliżuje go i zawłaszcza, nie dając nadziei na powrót do minionej kondycji.

Joelle przychodzi na świat w komunie, a jej poród jest niestety bardzo skomplikowany. Gdyby nie pomoc przypadkowo przebywającej na miejscu znachorki – Carolynn – nowo narodzona dziewczynka nie miałaby szans na przeżycie.

Po wielu latach, gdy bohaterka jest już dorosła, jej życiem nie przestają wstrząsać tragedie. Pracuje na oddziale położniczym jako pracownica socjalna i mimo niedawnego rozwodu oraz niemożności zajścia w ciążę, każdego dnia spotykać musi się z matkami, które nie zawsze potrafią zbliżyć się do swojego dziecka. Od jakiegoś czasu w ośrodku leczniczym przebywa jej najlepsza przyjaciółka, Mara. Kobieta trafiła tam zaraz po urodzeniu pierwszego synka, Sama. Poród był na tyle obciążający, że doszło do wylewu krwi do mózgu. Dając życie chłopcu, bohaterka poświęciła własne, bowiem mimo długiej rehabilitacji nic nie wskazywało na to, by jej stan miał się poprawić. Dawnej Mary już nie było, pozostał jedynie cień, osoba w wiecznej euforii, nad którą nieustannie czuwała jej matka, mąż oraz Joelle.

Stałe przebywanie kobiety przy Liamie i jego synku, sprawiło, że ich zażyłość wykroczyła poza ramy przyjaźni. Gdy pewnego dnia doszło między nimi do zbliżenia, żadne nie przeczuwało jak poważne będzie to miało konsekwencje.

Joelle zachodzi bowiem w ciążę, mimo że przez lata starań nie potrafiła tego osiągnąć. Świadectwo zdrady jest namacalne, a rosnący brzuch coraz trudniej ukryć, co może rodzić pytania pracowników szpitala, w  którym oboje pracują. Wytęskniona ciąża staje się dla Joelle brzemieniem – Liam dręczony wyrzutami sumienia i rosnącym przywiązaniem robi wszystko, by jej unikać, ona zaś szuka wszelkich sposobów, by wyleczyć Marę i na powrót uszczęśliwić ojca własnego dziecka.

Mimo że główny wątek powieści dotyczy czasów współczesnych, korzeniami sięga ona znacznie głębiej. Autorka po wielokroć wykorzystuje retrospekcje, by przenieść się do dzieciństwa znachorki Carolynn  i jej siostry bliźniaczki, Lisabeth. Okazuje się bowiem, że ich losy są o wiele bardziej splecione z życiem Joelle, niż można by przypuszczać.

W  cieniu to doskonale skrojona powieść, której lekturze towarzyszą ogromne emocje. Mimo iż wielokrotnie zżymałam się na zachowanie głównych bohaterów, ostatecznie ich trudna historia skłoniła mnie do wielu refleksji, które stają się niewątpliwą wartością naddaną książki. Zachowanie postaci można krytykować , to jednak zasadnicza cecha pisarstwa Chamberlain – nic nie jest jednoznacznie białe ani czarne, wszędzie pojawiają się odcienie szarości, wiele zachowań budzi kontrowersje i skłania do zadumy. To jest właśnie cenne – nieważne jak bardzo (nie) pochwalamy zachowania bohaterów, najistotniejsze, byśmy dojrzeli jak nieprzewidywalne i trudne jest życie.


Polecam.

Inne książki z serii Kobiety to czytają na blogu: