Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muzyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muzyka. Pokaż wszystkie posty

sobota, 31 października 2015

Serce polskiego folkloru (Cuda wianki - Marianna Oklejak)



Chcecie przekazać dziecku tradycję polskiego folkloru? Nie chcecie, by ta wiedza pokryła się kurzem i przestała być istotna w świecie zdominowanym przez nowoczesność, bylejakość i identyczność?
Szukacie publikacji, która w sposób zwięzły, ale treściwy pokazała całość polskiego folkloru i cieszyła oko?

Oto coś w sam raz dla Was!


Dla dużych, dla małych, dla wszystkich zainteresowanych folklorem. 
Piękna, bogato ilustrowana, obfita w informacje podane w najprostszy z możliwych sposobów – za pomocą obrazu, etykietowania, skrawków piosenek, z bogatym wykazem źródeł umieszczonym na końcu – dla dociekliwych, pragnących wiedzieć więcej.



Wygląda rewelacyjnie, skupia w sobie całe piękno polskiej tradycji i folkloru, gromadzi wiedzę o jedzeniu, strojach, haftach, obyczajach, instrumentach, rozrywkach, sprzęcie domowym, zabawkach, zwyczajach, posiłkach, muzyce. Słowem – jest tu wszystko. Książka została pomyślana fenomenalnie. W oczy rzuca się miłość do tradycji wyzierająca z każdej stronicy, pragnienie przekazania tego co najpiękniejsze i najcenniejsze, narodowego skarbu tak łatwego do zagubienia w świecie co rusz zmieniającej się mody. Marianna Oklejak pokazuje to co niezmienne, to co stałe, od lat niewzruszone. Pragnie ten polski skarbiec przekazać dalej, by nie zaginął, nie utracił ważności, nie stał się jedynie dodatkiem, lecz kwintesencją polskości.



Obłędna publikacja, do oglądania, cieszenia oka, przypominania sobie, poszerzania wiedzy o polskim folklorze. Obowiązkowa! Dla małych i dla nieco większych. 

niedziela, 9 listopada 2014

Ćwiartka raz – Karolina Korwin-Piotrowska


Tytuł: Ćwiartka raz
Autor: Karolina Korwin-Piotrowska
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
ISBN: 978-83-7839-758-8
Ilość stron: 800
Cena: 44zł


Książki takie jak Ćwiartka raz, to niebywała frajda! Co prawda sama jeszcze do ćwierćwiecza wiekowo nie doszłam, jestem już jednak coraz bliżej i w związku z tym większość opisywanych przez Karolinę Korwin-Piotrowską pozycji muzycznych/filmowych/książkowych jest mi doskonale znana – ze wspomnień, do których dziś dzięki autorce mogę się znów uśmiechać, mając je zebrane w jednym, doskonale przygotowanym przez wydawnictwo miejscu.
Ta książka to prawdziwa kapsuła czasu, z której nie chcę się wychodzić, snując się nostalgicznie między jednym rokiem, a drugim, przypominając co ciekawsze historie z nie tak dawnej (kiedy to zleciało!?) przeszłości.

Są miejsca w tej książce, które mnie znudziły, bo nie do końca tworzyły wspólnotę z moimi wspomnieniami, znacznie więcej było jednak tych wzruszających, rozśmieszających, sentymentalnych fragmentów, do których albo uśmiechałam się pod nosem, albo ukradkiem ocierałam łzę, albo też pukałam się w głowę, nie wierząc, że jeszcze nie dawno mogłam coś takiego robić/czytać/słuchać.
Dla jeszcze młodszego niż ja pokolenia, niektóre wspominki mogą wydać się prehistorią. Technika i każda inna dziedzina życia nią napędzana, tak szybko poszły do przodu, że dziś w niektóre zamierzchłe rozrywki nie sposób uwierzyć. Dla mnie i dla wielu innych były jednak czymś co określało nas jako ludzi, konstytuowało dzieciństwo, dawało poczucie przynależności. I dziś, po latach dzięki autorce znów to robi.
Wspaniała to opowieść o kulturze minionych dwudziestu pięciu lat, tym co nią rządziło, tym co budziło powszechne zdumienie, podziw, zachwyt, śmiech, łzy. Trochę o skandalach, trochę o plotkach, bardzo dużo o przemijalnych modach.
Każdy rozdział rozpoczyna się słowem wstępnym o konkretnym roku, po czym płynnie przechodzi do omówienia przestrzeni mediów, muzyki, kina, życia gwiazdorskiego i towarzyskiego, reklamy i tak dalej, i tym podobne. Książkę wieńczą topka 25 filmów na 25-lecie i topka 25 piosenek na 25-lecie oraz miejsce na nasze własne typy – nasza pisana ścianka bestsellerów.
Wszystko to okraszone archiwalnymi okładkami z gazet, wyimkami z co ciekawszych artykułów i pobocznymi informacjami, wyróżniającymi to, co z tych ważnych rzeczy było najważniejsze.

Warta uwagi, wspaniale wydana propozycja dla starszych – jako podróż do czasów młodości, dla nieco młodszych – jako powrót do dzieciństwa i dorastania oraz dla najmłodszych – jako, nie bójmy się tego powiedzieć, prawdziwa lekcja historii i kultury.
Świetna sprawa, obowiązkowa pozycja w każdej domowej bibliotece, bez względu na sympatię do autorki. (Opasły) kawał dobrej dziennikarskiej roboty.
Polecam!

PS I jeszcze ta gadająca okładka - mistrzostwo!:)

niedziela, 5 października 2014

Dziewczę z sadu – Lucy Maud Montgomery


Tytuł: Dziewczę z sadu
Autor: Lucy Maud Montgomery
Wydawnictwo: Egmont
ISBN: 978-83-237-7047-3
Ilość stron: 192


Wspaniale jest wrócić do lat swojego dzieciństwa i wczesnego dorastania, do tych książek, z którymi spędzało się długie popołudnia, jeszcze raz spotkać bohaterki, których dylematy kiedyś – choć były często odległe – powodowały szybsze uderzenia serca i pobudzały wyobraźnię. Taką retrospektywną podróż umożliwia seria Romantyczna Wydawnictwa Egmont, w skład której wchodzą wznowienia klasycznych powieści, w których z wypiekami na twarzy zaczytywały się dawne nastolatki, a także i dziś robią to ich kolejne pokolenia.
To za jej sprawą nowe życie otrzymują postaci Lucy Maud Montgomery, Eleonor H. Porter czy Frances Hodgson Burnett, w które tchnięta została świeżość.
Polyanna, Sara czy Kilmeny to bohaterki wspaniałych historii, od dawna zasługujące na piękną oprawę, którą teraz otrzymały: cudowne, romantyczne, poręczne wydania klasycznych opowieści kuszą ze sklepowych półek, dla jednych dopiero otwierając drzwi do swoich cudownych światów, innych zapraszając ponownie, gwarantując powrót do czasów niewinnych i sielskich, niczym nieskażonych.
Gdy po latach wracam do książek Montgomery, zaskakują mnie one słodką naiwnością, którą cechuje się większość bohaterek tej poczytnej pisarki. I wcale nie jest to wada – czytając o tak rozkosznie prostodusznych dziewczynach, serce się raduje, ma się wrażenie przebywania w innej, lepszej rzeczywistości, do której nie ma dostępu zepsucie i gburowatość.

Kto z Was nigdy nie poznał sekretnej, niemej Kilmeny – teraz ma doskonały pretekst by to nadrobić. Dziewczyna ta od zawsze osnuta była mgiełką tajemniczości. Widziało ją niewielu, rozmawiali o niej wszyscy. Jej historia tak silnie zawładnęła wyobraźnią mieszkańców Wyspy Księcia Edwarda, że nigdy nie zdołała jej opuścić, urastając wręcz do rangi legendy. Przestano jednak mówić o niej oficjalnie, do czasu, gdy w lokalnej społeczności nie pojawił się nowy nauczyciel – świeżo upieczony absolwent college’u z ambicjami, który w ramach zastępstwa miał prowadzić szkółkę w Charlottetown. Zrządzeniem losu przypadkiem natyka się on na niemą piękność, zdolną porozumiewać się najpełniej za pomocą muzyki, którą sama komponuje. Skrzypaczka i nauczyciel szybko stają się bratnimi duszami, mając jednak świadomość, że na drodze do ich szczęścia stoi nie tylko uchodząca za zdziwaczałą i nad wyraz surową rodzina dziewczyny, ale też choroba, która każe się bohaterce uważać za niepełnowartościową kandydatkę na żonę.
Eric, na przekór nieprzychylnym spojrzeniom mieszkańców i uporowi samej Kilmeny, będzie robił wszystko, by zdobyć jej rękę.

Choć Dziewczę z sadu to nad wyraz tkliwa i romantyczna historia, opowiedziana jest ona z perspektywy młodego mężczyzny, który zakochany widzi świat zupełnie inaczej niż dotychczas.
Jeśli ktoś z Was myśli, że mężczyznom daleko do romantycznych uniesień i czułych słów (nawet tych niewypowiedzianych), znak, że nie czytaliście Montgomery.
Serdecznie polecam tę wdzięczną opowieść, która choć naiwna i mocno okrojona w końcówce, wciąż niezmiennie zachwyca swoją delikatnością.

wtorek, 25 marca 2014

Dwanaście słów – Jan Jakub Kolski


Tytuł: Dwanaście słów
Autor: Jan Jakub Kolski
Wydawnictwo: Wielka Litera
ISBN: 9788364142178
Ilość stron: 276
Cena: 29,90 zł
Przedziwna to książka, powieść płynąca jak kolejny autorski film Kolskiego, w którym co rusz zmieniają się klatki: szatkowana, z przybliżaniem kamery, ujęciami z daleka, podglądająca ludzkie losy z wyjątkowej perspektywy.
Te oniryczną wędrówkę otwierają sceny obrazoburcze: duchowa miłość zakonnicy do Jezusa, który kiedyś ocalił ją z płomieni, zmienia się w cielesną, erotyczną; to co czyste, staje się przyczyną jej grzechu; to co dla jednych jest wewnętrznym wytchnieniem, dla niej - fizyczną męką. Zakonnica, by nie przedłużać cierpień, ucieka wraz z obrazem budzącym w niej pożądanie, przybierając maskę zupełnie innej osoby.
Ucieka w kolejną przestrzeń pełną niebezpieczeństw, ostatecznie znajdując schronienie u wiejskiego nauczyciela muzyki, który, próbując uporządkować swój świat, narzucił mu niezmienny rytm: dwanaście słów dziennie miało wystarczyć do komunikacji.  Marianna staje się jego służącą, zmuszoną do codziennego oglądania życia skażonego grzechem i nieujawnionym cierpieniem.
Kobieta, ledwo uciekła, zaczęła tłumaczyć swój brak czasu na modlitwę licznymi obowiązkami – jakże to ludzkie, jakże znane, jakże oddalające ją od niegdysiejszej miłości w stronę erosa. Buzujące w Mariannie od dawna pożądanie, zaczęło szukać źródła ujścia – nie pomagały znalezione pornograficzne obrazki, widok oddającego się fizycznej miłości Fryderyka – kobieta uległa, początkowo czując do siebie jedynie pogardę, stopniowo jednak, zagłuszyła swoje wyrzuty sumienia. Grzechy usprawiedliwiała swoim człowieczeństwem, uzależnieniem, niemożnością wygrania z pokusami, aż wreszcie z wymówek rezygnuje, oddając się codzienności takiej, jaką zbudowała.

W budowaniu nowego świata duża rolę odgrywa Fryderyk, który perfekcji szuka nie tylko w kompozycjach muzycznych, które tworzy dla umierającego Kazia Mączki, lecz także w stosunkach czy trywialnie – w rozmieszczeniu składników na kanapce. Życie ustabilizowane to coś, co ma sprawić, że zapomni o bolesnej afrykańskiej przeszłości.
A tym co nam, czytelnikom o niej przypomina jest przede wszystkim okładka książki: na pozór chaotyczna, w rzeczywistości obwarowana sensem. Buduje ją zarys Afryki, otoczony owocami granatu – symbolem płodności, ale też uwięzienia – być może w pożądliwościach, być w może w tym, co minione. Prawą stronę konturu współtworzy wpisany w niego profil kobiecy – tak wkomponowany, że połowa twarzy, jak i włosy są na nim zasłonięte, sugerując, że być może jest to odbicie zakonnicy odzianej w habit, a być może – kogoś, kogo losy nieodłącznie przeniknięte są z czarnym lądem. Okładka otwiera mnogość odczytań, a to co wybierzemy, zależy jedynie od naszej interpretacji tekstu, z którym niewątpliwie koresponduje.

Z całą pewnością jest to utwór, w którym uleganie pokusom odsłania fałszywy świat relacji społecznych, opartych na przekupności, zdradach, hipokryzji. Coś takiego jak normy w opisywanej wsi właściwie nie istnieje – są one jedynie pozorowane, na wypadek gdyby ktoś, kiedyś zaczął zadawać pytania. Nie sposób nie zauważyć jego filmowości – dialogi są niczym wyrwane ze scenariusza, potęgując wrażenie jakoby czytelnik znalazł się właśnie w samym centrum planu filmowego, w którym ktoś zarządza światem przedstawionym, reżyseruje go i pociąga za sznurki, dążąc do ostatecznego – perfekcyjnego – ujęcia. A w nim świat zepsuty, pozbawiony wartości, zgniły od wewnątrz, epatujący beznadzieją, pornografią i wulgarnością.

Książkę tę czyta się, doświadczając całej gamy uczuć – od znużenia, przez zainteresowanie, obrzydzenie, odrzucenie aż do zadziwienia całokształtem.
Polecam, choć nie będzie to lektura…. zwyczajna.

sobota, 15 lutego 2014

Być kimś, być sobą – Jarosław Podsiadlik


Tytuł: Być kimś, być sobą (+CD)
Autor: Jarosław Podsiadlik
Wydawnictwo: Novae Res
ISBN: 9788377229347
Ilość stron: 178
Cena 34,90 zł

Gimnazjum, to czas szczególnie burzliwy – zmiana szkoły, nowe znajomości, ponowne próby zdobywania szacunku ze strony nauczycieli i kolegów z klasy, burza hormonów, kształtowanie własnych poglądów, pierwsze burzliwe miłości.
Nierzadko tym i tak ogromnym metamorfozom towarzyszą trudności w domu rodzinnym, z którego wyrasta młody, zakompleksiony człowiek, pozbawiony pasji, wiary w siebie i własną  zdolność do przemieniania świata i rzeczywistości.

Bardzo często młodzi ludzie w tym okresie szukają rozmaitych odskoczni – jedni odnajdują swoje pasje, inni zatapiają się w nałogach, jeszcze inni zamykają się na otoczenie i preferują eskapizm. Bardzo wielu jednak, właśnie na tym etapie swojego życia, odkrywa ogromną wartość muzyki, która może być nie tylko strefą bezpieczeństwa , ale też przestrzenią, w której najprościej nazwać to, co aktualnie się przezywa.

Krzysiek to typowy uczeń gimnazjum, który jednak znacznie silniej niż jego przyjaciel Marcin, odczuwa potrzebę rozmawiania o przyszłości i budowaniu swojej tożsamości. Dom rodzinny nie dostarcza mu wzorców, a jedynym śladem po szczęśliwej przeszłości są zdjęcia, na których ojciec wcale nie pije ani nie wyżywa się na bliskich, ale tworzy atmosferę bliskości i poczucie bezpieczeństwa. Czasy te jednak bezpowrotnie minęły. Teraz w domu bohatera dominuje alkohol i przemoc, z którymi nie potrafi poradzić sobie nawet mama Krzysia, zatroskana o losy swojego jedynego syna i całej rodziny.

Jest jedna rzecz, która daje chłopakowi poczucie chwilowego szczęścia – pisanie, tworzenie tekstów, wypływających z własnego doświadczenia; słów, które raz pobudzone do życia mogą zmienić rzeczywistość.
Dopełnieniem jego potrzeby szukania pasji i własnego „ja” staje się muzyka, w której chłopak coraz bardziej się zatraca, odnajdując w niej nie tylko odpowiedzi, ale też pocieszenie i motywację.

Jarosław Podsiadlik wchodzi w przestrzeń młodego człowieka, nękanego typowymi problemami naszych czasów: osamotnieniem; brakiem wsparcia u najbliższych; trudnościami, wynikającymi z nałogów ojca, a także niepewną przyszłością.

Być kimś, być sobą, to zapis siedmiu dni z życia nastolatka, który próbuje odbudować swoje życie i znaleźć mocny fundament dla swojej tożsamości.
W oczy rzuca się niezwykła dojrzałość chłopaka, który prowadzi bogate życie wewnętrzne, raz po raz zastanawiając się nad sensem istnienia. Swoich przemyśleń nie zachowuje jednak dla siebie – automatycznie przekłada je na życie, dokonując tym samym wielkich przemian.
W powieści tej dominują dialogi, które odkrywają przed czytelnikiem próby porozumienia się bohatera ze światem, a także dobrze oddają to, jak takie rozmowy faktycznie wyglądają.
Dzięki zapisowi rozmów, gdzieniegdzie okraszonymi wulgaryzmami koniecznymi dla wzmocnienia wypowiedzi i wyrażenia buntu, mamy szansę dobrze przyjrzeć się przestrzeni młodych ludzi uwięzionych w nieszczęśliwych życiach.

Do książki dołączona została płyta z nagraniami, które doskonale uzupełniają lekturę i pozwalają zanurzyć się w klimacie opisywanej historii nie tylko mocą wyobraźni, ale także siłą muzyki, która dla wielu stanowi rzeczywisty ratunek – szczególnie dla tych, wywodzących się z podobnego bohaterowi środowiska.



poniedziałek, 9 grudnia 2013

Pan Fortepianek – Dorota Suwalska


Tytuł: Pan Fortepianek
Autor: Dorota Suwalska
Seria: Czytam sobie
Wydawnictwo: EGMONT
Ilość stron: 64
Cena: 14,99 zł


Próbowaliście kiedyś leczyć ból brzucha muzyką?
Nie? Koniecznie musicie to zmienić!
Z podobną propozycją wychodzi Dorota Suwalska w swojej książce Pan Fortepianek.
Gdy nasz mały bohater, Maciek, niefortunnie rozpoczyna tydzień bólem brzucha – skądinąd znanym nam doświadczeniem poniedziałkowego poranka – z pomocą spieszy mu Busia, zapraszając do domu sąsiada, zdolnego uleczyć każdego, u którego objawia się strach przed szkołą, metodami niekonwencjonalnymi. Sympatyczny starszy pan zaaplikował swojemu młodemu pacjentowi serię zabiegów muzycznych – po usłyszeniu w brzuchu chorego odpowiedniej melodii, wydało się to jedynym stosownym rozwiązaniem. Przepisywane recepty miały niebywale oryginalny charakter – ich zapis mógłby zdziwić niejednego doświadczonego farmaceutę. A jednak – szybko okazuje się, że te nieszablonowe metody leczenia, przynoszą doskonałe efekty! Muzykoterapia staje się nie tylko skuteczną formą leczenia, ale też furtką do nawiązywania niezwykłych przyjaźni i otwierania się na nowe doświadczenia i umiejętności. Od czasu poznania Pana Fortepianka, życie Maćka i jego rodziny całkowicie się zmieniło – rozbrzmiały w nim nowe dźwięki, prawdziwa symfonia uczuć.
Odtąd mogli wołać unisono – muzyka to skarb i lek na każdy stres!
Książeczka stanowi jedną z publikacji, wpisujących się w akcję Czytam sobie wspieraną przez sieć McDonald’s, kierowaną do dzieci w wieku 5-7 lat. Jej celem jest udostępnienie czytelnikom trzypoziomowego programu wspierania nauki czytania i dotarcie – właśnie za pośrednictwem sieci restauracji – do jak najszerszego grona odbiorców. Patronat honorowy nad akcją objęła Biblioteka Narodowa.
Na serię składają się teksty pisane przez wybitnych polskich autorów, ubogacone pracami mistrzów ilustracji. Czytanie ułatwia – niezależnie od poziomu – duża czcionka i przyjazny dla oka papier, a także niewielki format.
Pan Fortepianek należy do serii książek z trzeciego poziomu – Połykam strony. W nim to każdy z tekstów zawiera 2500-2800 wyrazów. Użyte są w nich wszystkie głoski, a zdania są już bardziej złożony. Na końcu – podobnie jak w dwu poprzednich etapach nauki czytania – znajduje się słowniczek trudnych wyrazów, ułatwiający zrozumienie i poszerzający słownictwo czytelnika. Ważnym elementem ksiązki są także umieszczone na każdej stronie w ramkach, wyrazy podzielone na sylaby, a także zestaw dołączonych do publikacji naklejek. By sprawdzić poziom zrozumienia przeczytanego tekstu, w każdej książeczce z serii znajdują się pytania, mające posłużyć do dyskusji już po lekturze, a by wzmocnić motywację pozytywną, kolejne tomy wieńczy dyplom sukcesu dla czytelnika, który może samodzielnie lub z pomocą rodzica wypisać oraz opatrzyć wybraną przez siebie naklejką.

O powadze poziomu trzeciego zaświadczać mają czarno-białe ilustracje, podkreślające przechodzenie kolejnych, coraz trudniejszych i bardziej zaawansowanych poziomów.
Etap trzeci przedkłada tekst nad ilustracje, dzięki czemu nie pozwala na niepotrzebne rozproszenia, ale też nie ogranicza wyobraźni czytelnika, który może dowolnie malować w głowie ujrzane ilustracje, uzupełniać je o kolory zgodne z jego indywidualnymi wyobrażeniami.

Serdecznie polecam – seria ta to doskonała propozycja dla osób stawiających pierwsze kroki na drodze do opanowania trudnej, ale jakże wspaniałej i otwierającej nowe światy sztuki czytania.
Zachęcam do skompletowania całego cyklu – gwarantuję, że warto! Nie tylko ze względu na walory edukacyjne, ale też  z powodu wysokiej jakości tekstów w niej zawartych – zabawnych i wciągających

niedziela, 15 września 2013

W krzywym zwierciadle – Maciej Stuhr


Tytuł: W krzywym zwierciadle
Autor: Maciej Stuhr
Wydawnictwo: Zwierciadło
Udostępnione przez: Sztukater
ISBN: 9788363014612
Ilość stron: 224


Maciej Stuhr przez wiele lat przez niektórych traktowany był z lekką pobłażliwością, jako ten, który wybił się dzięki znanemu nazwisku i zapleczu w postaci znajomości sławnego ojca.
Od dawna udowadnia jednak, że talent ma zapisany w genach, a jego dokonania, to nie tylko rewelacyjne skecze objawiające pełnię jego predyspozycji komediowych, ale też doskonałe kreacje filmowe czy ostatnio –  felietonowe.
Pisząc do „Zwierciadła” miał on oczywiście pewne obawy -  czy uda mu się raz w miesiącu wydobyć z siebie myśl, która zapisana nie straciłaby na wartości, czy lepiej pisać ku uciesze publiki, czy też ku jej refleksji oraz zadumie, czy pisanie w ogóle musi mieć jakiś cel nadrzędny poza czynnością samą w sobie. Pytania można by mnożyć, pewne jest jedno: Stuhr pisze i robi to dobrze.
W moim przekonaniu najlepiej sprawdzają się jego felietony zabarwione nutką komizmu, w nich czuje się bowiem prawdziwego ducha felietonisty.
Na wolumin W krzywym zwierciadle składa się całe spektrum tekstów. Jedne refleksyjne, inne [w szczególności jeden!] rozbawiające mnie do rozpuku, inne zaś nużące: w myśl prośby Stuhra nie pomnę jednak które to. Co prawda nie spotykamy się face to face, ale nie wiadomo jakie znaczenie będzie miało to sformułowanie za kilka lat, a nie chciałabym, by autorowi zrobiło się wedle jego obaw przykro – panie Macieju, proszę pisać dalej!

Choć teksty te wielu osobom mogą wydać się znajome, przez lata publikowane były bowiem na łamach czasopisma, to jednak mając je zebrane w jednym miejscu, z o wiele większą przyjemnością się do nich sięga. Przegląd książki umożliwia wyłonienie najczęściej poruszanych przez Stuhra tematów, wgląd w jego pisarski rozwój, przyjrzenie się zmianom zachodzącym w jego światopoglądzie i sposobie wyłaniania z codzienności myśli znaczących.
Prawdziwą przyjemnością jest śledzenie jego felietonowych poczynań, od raczkowania, aż do coraz ważniejszych, błyskotliwych tekstów.

W publikacji tej znajdziemy krótkie formy publicystyczne, w których Stuhr pochyla się nad stanem polskiej kultury, wskazuje palcem na konkretnych polityków i ich poczynania, analizuje Polskę i świat w dobie kryzysu, okiem profety zagląda do roku 2040, obśmiewa teleturnieje sprzedające prywatność, boleje nad kierunkiem w jakim zmierza język polski zdominowany przez kulturę zachodu, prezentuje peerelowski słowniczek dla młodszego niż jego pokolenia, angażuje się w tworzenie krótkiego kursu felietonopisarstwa, rozważa znaczenie pasji w życiu każdego z nas, bada ją od strony semantycznej, docieka sensów ukrytych i wreszcie – zastanawia się nad tym co dotyka go tu i teraz, a także pozostawia nam, czytelnikom, wolną przestrzeń do stworzenia własnego felietonu.
Żeby było ciekawiej, książka ta nie jest jedynie zbiorem tekstów drukowanych uprzednio w „Zwierciadle”, lecz także miejscem, w którym Stuhr zdecydował się zadebiutować jako autor opowiadania (mającego być czytanym jak scenariusz filmowy – oczami wyobraźni) sensacyjnego, inspirowanego szeroko pojętą kulturą polską (szczególnie zaś najnowszą – często – niechlubną). Znajdziemy w nim nawiązania do wielu dziedzin, w niej wspomina Stuhr o Różyczce, cytuje teksty Dody, poddaje obróbkom tytuły książek Kalicińskiej i wiele, wiele innych.
Wykazuje się przy tym niebywałą czujnością i zdolnością do czerpania natchnienia ze wszystkiego i przerabiania tego na swoją modłę.
Dobre, trochę prześmiewcze, trochę kłujące w oczy, trochę do zadumy.
Polecam szczególnie miłośnikom wysublimowanego humoru i czułości na punkcie kultury, szczególnie wysokiej. Polecam ludziom zaniepokojonym stanem polskich gustów odbiorczych, szukającym sensu w oglądaniu i czerpaniu radości z programów tworzonych według oklepanych schematów, strwożonym wizją ludzkości ogłupianej czczą, tanią i często wulgarną rozrywką. Słowem – jeśli na sercu leżą Ci losy polskiej kultury – sięgnij, zmierz się z poglądami Stuhra i odpowiedz. To taka satyra na nasze czasy.

czwartek, 22 sierpnia 2013

Lekcje Madame Chic – Jennifer L. Scott



Madame Chic to uosobienie elegancji I luksusu. W każdej, nawet najbardziej prozaicznej czynności odnajduje się doskonale, udowadniając, że życiem można się cieszyć – nawet, jeśli pewne powtarzalne gesty zaczynają nas denerwować.
Jennifer L. Scott w swojej książce przeprowadza czytelniczki  [bo to głownie do nich skierowana jest ta publikacja] przez świat francuskiej elegancji, wytworności, gościnności. Wskazuje, co sprawia, że Francuzkom żyje się dobrze, że są symbolami stylu i szyku oraz że ciągle się uśmiechają i wyglądają nienagannie – bez względu na to czy spotkamy je podczas wyrzucania śmieci, czy na proszonej kolacji.

Autorka przez długi czas była na wymianie studenckiej w Paryżu. Tam też zakosztowała życia pod znakiem wysokiej kultury, niespieszności, delektowania się każdą chwilą. Jej książka stanowi zbiór porad z zakresu diety, aktywności fizycznej, stylu, urody, życia z klasą i pasją. Można uznać je za lekcje, zakończone podsumowaniem najważniejszych wniosków z nich płynących.


Niezwykle przyjemnie czyta się tę książkę! W okamgnieniu zapragnęłam stać się osobą, potrafiącą na wzór Francuzek cieszyć się każdą chwilą, koneserką życia, cieszącą się z tego co ma, a nie ślepo podążająca za wymogami konsumpcjonizmu. Co rusz odkładałam poradnik na półkę, by zastosować się do zawartych w nim rad. I przyznaję – były one dla mnie zbawienne!
Zawarte w niej porady stosowałam tym chętniej, że daleko książce tej do formuły znanej z tradycyjnych poradników: to raczej snucie opowieści zachęcającej do podejmowania zmian i pokazującej co można zrobić, by życie przypominało te rodem z francuskich filmów: kolorowe, wypełnione przyjemnymi rytuałami, nadającymi mu sens. To prawdziwie inspirująca historia, pisana z myślą o kobietach, które pragną żyć szykownie i z umiarem, dbających o dobre maniery, ceniących sobie dyskusje o sztuce, mających dom otwarty, a przy tym wyglądających jak milion dolarów, bez wielkiego nakładu sił. Brzmi zachęcająco?
Do lektury!

sobota, 20 kwietnia 2013

Piękna i mądra bajka o troskach Zająca Grajka – Ewa Kozyra-Pawlak, Paweł Pawlak


Tytuł: Piękna i mądra bajka o troskach Zająca Grajka
Autor: Ewa Kozyra-Pawlak, Paweł Pawlak
Wydawnictwo: Egmont
Rok wydania: 2012
ISBN: 978-83-237-5346-9
Liczba stron: 40



Rzadko zdarza się, żeby tytuł idealnie oddawał to, co mieści w sobie książka.
W tym wypadku – trafiono w sedno. Opowieść o troskach Zająca Grajka rzeczywiście jest piękna i mądra.
Piękna tak, że podczas całej lektury miałam szeroki uśmiech na twarzy; mądra zaś tak, że z prawdziwą radością będę polecać ją każdemu dziecku, a także –dorosłym. I jedni i drudzy na nowo odkryją w niej ważne prawdy, o których często zapominamy dążąc do perfekcji we wszystkim.
Przedmiotem opowieści jest historia Zająca Grajka, który to bardzo lubił leniuchować, a jeszcze bardziej – grać. Było to jego największym talentem, którym ubogacał życie swoje i swoich sąsiadów. Niestety, bohater miał jedną podstawową wadę – wolał wylegiwać się na trawce niż dbać o swój dom. Oczywiście poniosło to za sobą przykre konsekwencje. Pewnego dnia, gdy Zając jeszcze smacznie spał, z jego dachu zaczęła skapywać woda. Okazało się, że dach jego mieszkania bardziej przypomina durszlak, niż cokolwiek innego.
Grajek, nie wiedząc co powinien uczynić, udał się po radę do swoich przyjaciół: krecika, bobra, szopa pracza. Ich pomysły okazały się jednak wątpliwej jakości. Zając wiedział, że powinien w końcu zadbać o swój dom i go wyremontować, jednak miał też świadomość, że zajęcze łapki stworzone zostały do grania, a nie sprzątania i odnawiania budynków. Doskonale zdawał sobie sprawę, że jego zdolności w tej dziedzinie mogą przynieść więcej szkody niż pożytku i z tą myślą położył się spać. A wtedy….
Tego już nie zdradzę:)

Pisana wierszem historia Grajka posiada wszystkie elementy doskonałej książki dla dzieci – jest kolorowa, miła dla oka, ubarwiona rymami, przepięknymi ilustracjami, a przede wszystkim pouczająca. Pod płaszczem błahej historyjki kryje się morał, niezwykle cenna lekcja o życiu, talentach, sile przyjaźni i oddaniu. Typowe dla bajek przeniesienie zachowań ludzkich na zachowania zwierzęce jest kontynuacją wielowiekowej tradycji, a przy tym o wiele ciekawszą formą dydaktyczną. Bez nachalności, w sposób humorystyczny uczy nas ta książeczka tego, co niezwykle cenne.
Barwne ilustracje, tekst opowieści zapisany w różnych odcieniach, nieprawdopodobnie estetyczne wydanie, całość utrzymana w ciepłych tonacjach – wszystko to składa się na wartość wydania tej książeczki.

Dane jest mi czytać wiele publikacji kierowanych do dzieci. Ta jednak, jest niekwestionowanym numerem jeden ostatnich miesięcy:) Doskonała, piękna, mądra opowieść. I choć krótka – zarówno treść, będąca jedynie pretekstem obudowującym morał, jak i samo przesłanie, zostają  w pamięci na długo. Jestem pewna, że będę do niej wracać po wielokroć, a już teraz zajmuje honorowe miejsce na półce dziecięcej.

Książka bierze udział w nominowana w konkursie na najlepszą książkę dla dzieci roku 2012 „Przecinek i kropka”.
Serdecznie zachęcam do głosowania:

środa, 23 listopada 2011

Kiki van Beethoven – Eric-Emmanuel Schmitt




Niezwykle trudno pisać mi o twórcach, których niewiarygodnie cenię, którzy każdą swoją książką mnie poruszają i zachwycają. Każdorazowo boję się, że moja przelana na papier opinia nie będzie dość dobra, coś im odbierze zamiast dać.
Największe męki przeżywam jednak próbując ubrać w słowa to, co w duszy gra po lekturze kolejnych książek Erica Emmanuela Schmitta. Z jednej strony chciałabym powiedzieć wiele – z drugiej wiem, że nie jestem w stanie, że słowa grzęzną w gardle, oraz że tak naprawdę po pierwszym przeczytaniu wyciągnęłam z książki tylko maleńką część przesłań, które warto byłoby rozważyć. Gdy zamknęłam Kiki van Beethoven, czułam się jakbym dostała obuchem w tył głowy. Na 146 stronach odnalazłam tak wiele myśli, poruszonych zostało tak wiele problemów, że ciągle nie jestem w stanie dojść do siebie. Lektura tej książki mogłaby przeciągnąć się w nieskończoność, bo właściwie każde zdanie należałoby poddać osobnej refleksji. Jak on to robi?!
Kiki van Beethoven wpisuje się w ciąg tekstów poruszających tematykę przeżyć związanych z osobistym doświadczeniem muzyki znanych kompozytorów, funkcjonujący pod wdzięczną nazwą Dźwięki, które myślą.

Książkę podzielić można na dwie zasadnicze części, z których pierwsza stanowi opowieść snutą przez kobietę, która w młodości zachwycała się Beethovenem, lecz po drodze ku dojrzałości, gdzieś zagubiła łączącą ją z nim więź. Historia ta jest próbą powrotu do korzeni i ponownego odkrycia świata wartości kształtujących nasze dorosłe życie.
Kiki, jako dorosła już kobieta, rozpoczyna kurację Beethovenem, która ma na powrót wykształcić w niej wrażliwość oraz przywrócić jej ducha muzyki, na przekór czasom. Wydarzenia z życia bohaterki ukazują jak bardzo człowiek zmienia się wewnątrz, jak się starzeje, jak traci czułość. Jest to historia o poszukiwaniu sensu życia oraz refleksja nad tym, co zostanie po człowieku – bohaterka próbuje wyobrazić sobie jaki napis mógłby stanowić jej epitafium, jakie słowa stanowiłyby sedno jej życia. Bo przecież właśnie żyjąc, ryjemy sobie napis na własnym nagrobku. Po gorzkiej refleksji przychodzi czas na zmianę postępowania. Wstępnie Kiki oraz jej znajome okazują niesłychaną wręcz nienawiść do młodości pod każdą postacią. Jej bezpowrotne odejście zmieniło je w zbutwiałe, uschnięte kwiaty. Teraz, próbują przywrócić im życie. Kiki udaje się to między innymi dzięki młodemu człowiekowi, którego przypadkiem poznaje na ławce w parku, a który kompletnie nie ma pojęcia kim jest ów Beethoven. Ze słów bohaterki i jej zachowania wnioskuje, że to jej zmarły mąż, po którego odejściu właśnie cierpi.
Książka ta dotyka materii przeróżnej: nie jest to jedynie opowieść o muzyce jako takiej, lecz przede wszystkim o jej wpływie na człowieka. Znajdziemy tu problematykę skończoności, przemijalności, małości, braku zdolności pogodzenia się z własną nietrwałością oraz śmierci, jako jedynej pewnej rzeczy.
Autor porusza także jeden wielce interesujący wątek – przypomina, że naziści byli zasłuchani w Beethovenie, przy czym po każdorazowym wsłuchaniu się w jego utwory, bez żadnych oporów szli zabijać kolejne niewinne istoty. W świetle tego rodzi się pytanie, jak ze świadomością tego faktu, wciąż można słuchać jego muzyki.
Schmitt snuje historię o tym, jak muzyka uczy wyobraźni, daje szczęście, zmienia człowieka i kształtuje świat jego wewnętrznych wartości. Ukazuje także jak łatwo można zmienić ludzkość, zaczynając od zmieniania pojedynczych istnień, bądź co bądź składających się na całość społeczeństwa.

Tutaj wreszcie dochodzimy do części drugiej, odautorskiej, w której Schmitt przedstawia swoją osobistą relację z Beethovenem. Sednem jego opowieści jest problem przyzwyczajania, jako największego zbrodniarza na wrażliwości. Jest to także swoisty sąd na przeszłości, stawiający pod murem każdego człowieka i zadający mu pytanie: co zrobiłeś ze swoją młodością? Jak przeżywasz własne życie? Jak wygląda  świat Twoich wartości?
Autor jaki się jako detektyw stawiający sobie za punkt honoru śledztwo, mające rozwiązać jedną zasadniczą kwestię: umarł Beethoven czy my? Kto tak naprawdę dzisiaj żyje?

Twórca przedstawia nam wycinki ze swoich spotkań z Beethovenem, wskazuje na różnice między nim a Mozartem. Różnicuje ich twórczość, jednocześnie podkreślając, że stał się ofiarą zazdrosnej walki o swoje względy.
Dotyka także kwestii muzyki, jako nauczyciela postawy heroizmu. Jawi Beethovena jako twórczego zwycięzcę śmierci – wykonawcę non omnis moriar, a także jako kompozytora mającego moc sprawczą – za pomocą swojej muzyki zmywa on słabość charakteru oraz bierność, uczy spełniania marzeń. Jest uosobieniem tego, co dziś nazywamy autorytetem. Autor stawia pytania natury ontologicznej, przedstawia także credo nowoczesnego humanizmu.
Czas w historii Schmitta przedstawiony jest jako ludożerca: i ta metafora spodobała mi się chyba najbardziej.

Końcowa myśl po lekturze? „O nie! Dlaczego skończyłam czytać tak szybko!”. Tę książkę się pochłania, wyrazy spija się niczym nektar. Uwielbiam obcować ze słowem wychodzącym spod pióra Schmitta. Jak on łączy frazy, jak kreuje rzeczywistość, jak panuje nad językiem! Podejmuje on wysiłek ubrania w zdania tego, co Beethoven wyraża za pomocą dźwięków. Nie jestem specjalistą od muzyki, jednak czytając tę książkę miałam poczucie, że wysłuchuję przepięknego koncertu. Co ciekawe, Schmitt wcale nie wyraża się wysublimowanym językiem, jednak jego sposób doboru słów rzuca mnie na kolana. Gdy zostaję sam na sam z jego książką, świat nie istnieje. On mnie czaruje. I nieustannie zachwyca.
Dodatek w formie płyty, potęguje wrażenia zmysłowe. Zakosztujcie. Rozbudzi Wasze pragnienie do granic możliwości.

POLECAM!!!