Cztery przyjaciółki co tydzień
spotykają się w domu jednej z nich w Orvieto. Swoje spotkania
odbywają w ramach Klubu Kolacji Czwartkowych. Oprócz wspólnego gotowania
i jedzenia – każda bowiem przynosi ze sobą składniki najlepszej jakości –
spotkaniom towarzyszą szczere rozmowy o życiu i własnych doświadczeniach
minionego czasu. Dobre wino, smaczne posiłki, najlepsze przyjaciółki, Włochy –
czego można chcieć więcej, by po ciężkim tygodniu na powrót zyskać doskonały
humor i z dystansu spojrzeć na to co nas spotkało?
Bohaterki dają dowód,
że nic więcej nie potrzeba do pełni szczęścia. I właściwie tak można by tę
książkę scharakteryzować – to opowieść o wspólnym celebrowaniu posiłków,
dającym poczucie bezpieczeństwa, przeganiającym troski, będącym pewną stałą w zmiennym
życiu.
Mimo jej wielu zalet, nie jest to
typ książki mogącej trafić w mój gust – nie w tym czasie, nie w
takim okresie.
Mimo całej mojej ogromnej sympatii do podobnych klimatycznych książek o
słonecznej Italii, Marlena de Blasi nie jest pisarką – wbrew oczekiwaniom, wszak
czytałam o niej wiele – która miała by moc oddziaływania na moje samopoczucie.
Na przekór ogromu fantastycznych przepisów, na myśl, o których ślinka zbiera
się w ustach, nie poczułam klimatu Włoch, nie przeniosłam się w te
rejony, choć pomagałam sobie jak umiałam lekturą na łonie natury.
Nie zrozumcie mnie źle, to nie jest zła książka, wręcz przeciwnie – po prostu –
niestety – nie w moim klimacie.
Jeśli Wy lubicie podobne opowieści przeplatane naprawdę rewelacyjnymi
przepisami – odnajdziecie się w niej doskonale.
Tytuł: Ćwiartka raz Autor: Karolina Korwin-Piotrowska Wydawnictwo: Prószyński i S-ka ISBN: 978-83-7839-758-8 Ilość stron: 800 Cena: 44zł
Książki takie jak Ćwiartka raz, to niebywała frajda! Co
prawda sama jeszcze do ćwierćwiecza wiekowo nie doszłam, jestem już jednak
coraz bliżej i w związku z tym większość opisywanych przez Karolinę
Korwin-Piotrowską pozycji muzycznych/filmowych/książkowych jest mi doskonale
znana – ze wspomnień, do których dziś dzięki autorce mogę się znów uśmiechać,
mając je zebrane w jednym, doskonale przygotowanym przez wydawnictwo miejscu.
Ta książka to prawdziwa kapsuła czasu, z której nie chcę się wychodzić, snując
się nostalgicznie między jednym rokiem, a drugim, przypominając co ciekawsze
historie z nie tak dawnej (kiedy to zleciało!?) przeszłości.
Są miejsca w tej książce, które
mnie znudziły, bo nie do końca tworzyły wspólnotę z moimi wspomnieniami,
znacznie więcej było jednak tych wzruszających, rozśmieszających,
sentymentalnych fragmentów, do których albo uśmiechałam się pod nosem, albo
ukradkiem ocierałam łzę, albo też pukałam się w głowę, nie wierząc, że jeszcze
nie dawno mogłam coś takiego robić/czytać/słuchać.
Dla jeszcze młodszego niż ja
pokolenia, niektóre wspominki mogą wydać się prehistorią. Technika i każda inna
dziedzina życia nią napędzana, tak szybko poszły do przodu, że dziś w niektóre zamierzchłe
rozrywki nie sposób uwierzyć. Dla mnie i dla wielu innych były jednak czymś co
określało nas jako ludzi, konstytuowało dzieciństwo, dawało poczucie
przynależności. I dziś, po latach dzięki autorce znów to robi.
Wspaniała to opowieść o kulturze
minionych dwudziestu pięciu lat, tym co nią rządziło, tym co budziło powszechne
zdumienie, podziw, zachwyt, śmiech, łzy. Trochę o skandalach, trochę o
plotkach, bardzo dużo o przemijalnych modach.
Każdy rozdział rozpoczyna się słowem wstępnym o konkretnym roku, po czym
płynnie przechodzi do omówienia przestrzeni mediów, muzyki, kina, życia gwiazdorskiego
i towarzyskiego, reklamy i tak dalej, i tym podobne. Książkę wieńczą topka 25
filmów na 25-lecie i topka 25 piosenek na 25-lecie oraz miejsce na nasze własne
typy – nasza pisana ścianka bestsellerów.
Wszystko to okraszone archiwalnymi
okładkami z gazet, wyimkami z co ciekawszych artykułów i pobocznymi
informacjami, wyróżniającymi to, co z tych ważnych rzeczy było najważniejsze.
Warta uwagi, wspaniale wydana
propozycja dla starszych – jako podróż do czasów młodości, dla nieco młodszych –
jako powrót do dzieciństwa i dorastania oraz dla najmłodszych – jako, nie bójmy
się tego powiedzieć, prawdziwa lekcja historii i kultury.
Świetna sprawa, obowiązkowa
pozycja w każdej domowej bibliotece, bez względu na sympatię do autorki. (Opasły)
kawał dobrej dziennikarskiej roboty.
Tytuł: Malowanki na szkle Autor: Beata Gołembiowska Wydawnictwo: Comm Ilość stron: 300 Cena: 34,90 zł
Jola nigdy nie miała dobrych
relacji ze swoją matką, Michaliną. Oddała jej całe życie, rezygnując z własnej
rodziny, otrzymując w zamian jedynie zgorzknienie i niezadowolenie. Gdy więc
jej rodzicielka umiera, w życiu bohaterki dochodzi do przełomu: uświadamia
sobie swoją tęsknotę za miłością – szczególnie matczyną, zauważa to, czego
dotąd się wyrzekała.
Poznaje także mężczyznę, który
bardziej niż ktokolwiek dotąd, wyzwala w niej potrzebę stałego związku. To dla
niego przenosi się z Poznania do Zakopanego, rezygnując z kariery naukowej i
życia towarzyskiego. W zamian za to, otrzymuje szansę na zbudowanie relacji z
teściową, która otacza ją matczyną miłością, a także na stworzenie rodziny,
jakiej nigdy nie miała.
Powieść snuje się wieloma torami,
odsłaniając przed nami kolejno losy kobiet i mężczyzn, nad których życiem
królują sekrety przeszłości, determinujące teraźniejszość. Choć jest to historia
ciepła, wiele w niej bólu i skrywanego cierpienia, ogromnie wiele spychania
zranień do najdalszych zakamarkach umysłu i oddawania siebie na wyłączność
drugiemu człowiekowi. Wszechobecne są kobiety cierpiące, bo kiedyś podjęły
decyzję, idąc za głosem rozsądku a nie serca. Tym jednak, co stanowi o
wyjątkowym charakterze powieści jest sztuka – zwłaszcza zaś malarstwo oraz
natura – nie tylko ta kojarząca się z tatrzańskimi widokami, ale też ta, będąca
w kręgu zainteresowań głównej bohaterki – biolożki, szczególnie zafascynowanej
pająkami.
Narracja prowadzona jest w kilku
perspektyw – opowiada raz Jola, raz Hela, raz Michalina, wreszcie Jędrek.
Dzięki zastosowaniu takiej formy, poznajemy losy bohaterów widziane z różnych
perspektyw – każdą z relacji charakteryzuje i łączy jedno: podretuszowanie ich pigmentami
czułej pamięci, w której przeszłość jawi się jako czas idylliczny, pełen
pochopnych decyzji związanych z porywami serca, ale za to generujących
szczęście i szczerość – coś, czego w późniejszych latach życia zabrakło. W
wielu miejscach pojawia się stylizacja gwarowa, a także uperlenie świata
przedstawionego elementami kultury zakopiańskiej, które doskonale podkreślają
charakter narracji.
Malowanki na szkle stały się dla mnie wehikułem czasu – dzięki nim
nie tylko podróżowałam między przeszłością a teraźniejszością, poznając losy
bohaterów, ale też upajałam się wyobrażeniowym widokiem Tatr ukwieconych
krokusami, śledziłam górskie wschody i zachody słońca, zachwycałam się
tatrzańskimi szlakami i popijałam zimną wodę ze strumienia, po to, by parę chwil
później zasiąść w ciepłym góralskim domu i w niepowtarzalnej atmosferze
wysłuchać zwierzeń kobiet i mężczyzn, których życie wcale nie oszczędzało.
To jedna z tych książek, które choć posiadają historię, którą chciałoby się
odkryć jak najszybciej, czyta się niespiesznie, by nic z niej nie uronić.
Mam ogromną nadzieję na
kontynuację, koniecznie chcę wiedzieć, jak rozwinął się związek Joli i Jędrka,
w którego pomyślność szczerze powiedziawszy… nie wierzę. Dlaczego – tego nie
mogę zdradzić, by nie zdradzić Wam fabuły. Sądzę jednak, że relacje budowane w
podobny sposób w jaki zrobili to bohaterowie, mają szansę przetrwać jedynie
wtedy, gdy wiele ran zostanie przepracowanych, a nad związkiem tak samo mocno
pracować będą dwie strony – będące ze sobą nie tylko ze względu na konieczność.
Tytuł: Dziewczyna w lustrze Autor: Cecelia Ahern Wydawnictwo: Świat Książki ISBN:9788379437870 Ilość stron: 96
Dziewczyna w lustrze to niepozorny zbiorek dwu opowiadań Cecelii
Ahern, które choć krótkie, zawierają w sobie magię charakterystyczną dla prozy
tej autorki, ale też elementy dotąd u niej niespotykane – w miejsce uroku i
czaru postawiony został mrok, w miejsce
Bohaterką tytułowej Dziewczyny w lustrze jest Lili –
kobieta, która właśnie szykuje się do zamążpójścia z wymarzonym mężczyzną. Na
uroczystość zaproszona została także jej babcia, od wielu lat żądająca, by
wszystkie lustra, znajdujące się przy niej były zasłonięte. Choć starsza pani
jest od czasu wypadku niewidoma, nikt nigdy nie śmiał się sprzeciwić jej
dziwnym, jak mogłoby się zdawać zachciankom, mającw pamięci jej dom, wypełniony zasłoniętymi
czarnym woalem lustrami. Lili zawsze posłuszna babci i nie poddająca w
wątpliwość jej decyzji, wiedziona tajemniczym podszeptem, chcąc się przejrzeć w
dniu ślubu, odsłania lustro w pokoju, do którego nigdy dotąd nie miała wstępu.
To, co w nim ujrzy, wyjaśni wiele rodzinnych sekretów i stanie się wielkim
egzaminem dla młodziutkiej kobiety, która zostanie postawiona przed pytaniem;
mieć czy być?
Maszyna wspomnień, drugie z opowiadań, to historia mężczyzny, który
wynalazł maszynę zdolną wszczepiać ludziom wybrane wspomnienia. Nie jest to
jednak myślodsiewnia ani sprzęt do całkowitego kasowania tego co niechciane.
Wraz z wszczepianiem nowych wspomnień,nie znikają stare – stają się one jedynie mniej wyraziste. Wieść o
maszynie bardzo szybko się rozniosła, co spowodowało napływ ludzi rozpaczliwie
poszukujących pomocy – jedni przeżyli traumy i pragnęli, by choć częściowo
zostały one przyćmione przesz szczęśliwe wspomnienia, innych pamięć została
zablokowana, kolejnych męczą natrętne myśli o niechcianych czynach, które
pragnęliby cofnąć lub zniwelować ich wpływ na teraźniejszość. Choć pobudki
zmierzających do bohatera ludzi są różne, każdy z nich pragnie wszczepić sobie
nowe wspomnienia, by ostatecznie rozprawić się ze swoimi bolączkami. Dla
mężczyzny pomaganie ludziom staje się bardzo ważnym elementem życia, dla niego
samego będącym formą zapominania o tym, co dawno temu utracił.
Ahern jest autorką, której prozę
znam na wylot i gdyby ktokolwiek kiedykolwiek dał mi jakąś jej książkę bez
podania nazwiska, bez zająknięcia potrafiłabym ją rozpoznać. Co innego z Dziewczyną w lustrze. Zbiorek ten mimo
widocznej w nim magii, znacznie odbiega od pozostałych jej tekstów. Nie jest
już klasycznym słodko-gorzkim czytadłem, lecz raczej krótką formą, w której
dominują smutek, utrata i wychodzenie naprzeciw nim. To on stanowi główną oś
spajająca, zaś elementy szczęśliwości pojawiają się, mam wrażenie, jedynie po
to, by podkreślić ogrom tego, co w owych opowiadaniach gorzkie i przygnębiające.
Nie jest to zabieg typowy dla Ahern, co mogłoby w dużej mierze utrudnić
przyporządkowanie tych opowiadań do jej nazwiska.
Choć są one wyjątkowe i poruszające, zdecydowanie wolę autorkęw takiej wersji, do jakiej zdążyła
przyzwyczaić swoich wiernych czytelników [mnie;)]. Brakowało mi w tym tomiku
charakterystycznego dla niej czaru i pogody ducha, które zastąpione zostały
gorzkimi refleksjami i nutą rozgoryczenia oraz żalu. Smutne oblicze Ahern mnie
nie przekonuje, bo wciąż miałam wrażenie, że nie przystaje do jej wizerunku, lecz patrząc obiektywnie, są to projekty literackie o dużej
sile oddziaływania. Ciekawa jestem ich dalszej recepcji, a Wam już teraz
polecam lekturę i konfrontację. W mojej opinii autorce nieszybko uda się pozbyć etykietki autorki słodko-gorzkich powieści, podobnie jak niektórym aktorom na zawsze pozostała dopięta łatka bohaterów zdolnych grać jedynie w komediach romantycznych. Siła przyzwyczajenia jest ogromna.
Tytuł: Na początku był negatyw Autor: Agnieszka Osiecka Wydawnictwo: Prószyński i S-ka ISBN: 9788378397397 Ilość stron: 249 Cena: 39,90 zł
Na początku był negatyw to niezwykła książka Agnieszki Osieckiej, w
której prym nad słowem wiodą fotografie, dokumentujące jej barwne życie, będące
prawdziwym albumem radości i smutków.
W publikacji tej autorka rozważa nad istotą fotografowania, wspomina swoje
pierwsze aparaty, wyznaje z jaką lubością oddawała się kadrowaniu i tworzeniu
kolejnych zdjęć. Pokazuje przekrój całego swojego życia, wraz z wyznaczeniem
miejsca dla ważnych w nim osób. Znajdziemy w książce tej nie tylko je córkę,
Agatę Passent,, ale też przyjaciół – Marylę Rodowicz, Magdę Umer, towarzyszów z
czasów STS-u, legendy polskiej kultury: Marka Hłaksę, Zygmunta Cybulskiego,
Seweryna Krajewskiego, Andrzeja Wajdę, Macieja Słomczyńskiego, Olgę Lipińską,
Stanisława Tyma i wiele innych znaczących nazwisk, ukazujących fotografie dotąd
niewidziane i nieznane.
Umieszczając ich zdjęcia w tym tomie, autorka zaznaczyła ich wyjątkową obecność
w jej życiu, utrwalać to, co ulotne i kruche.
Fotografie wraz z nieraz zabawnymi,
nieraz sentymentalnymi do nich podpisami przeplatane są ze wspomnieniowymi
zapiskami Osieckiej i fragmentami jej tekstów lirycznych.
Całość stanowi zgrabną całość, doskonale się prezentującą fotobiografię, mającą
baczenie na Przypadkowe Osoby ustawiające życie autorki w taki a nie inny
sposób.
Publikacja ta, to wielka gratka
dla fanów twórczości Osieckiej, jej wiernych przyjaciół, zapamiętałych czytelników
jej tekstów, ludzi szanujących jej pamięć. Na
początku był negatyw stanowi podróż dookoła świata poetki, ukazującą okruchy
codzienności, pielęgnującą je i zbierającą w jednym miejscu. To uchwycenie
rzeczywistości mocą słowa i fotografii, zapis ruchu, bezruchu, zamyślenia,
zakochania, smutku, zapatrzenia. Wiele emocji wyziera ze stronic tej książki,
czyniąc ją niezwykle osobistą. Charakterystyczny dla Osieckiej zespół celnych
uwag, barwnych anegdotek, humorystycznych dopowiedzeń dopełnia całości.
Polecam serdecznie: do
przejrzenia, poczytania, powspominania, refleksji.
Tytuł: Nie odchodź Autor: Lisa Scottoline Wydawnictwo:Prószyński ISBN:9788378396970 Ilość stron: 520 Cena: 38 zł (u wydawnictwa 28 zł - klik)
Książki wchodzące w skład serii Kobiety to czytają, przyzwyczaiły mnie do swojego wysokiego
poziomu, przejawiającego się w historiach wielopoziomowych, otwartych na
mnogość interpretacji, skłaniających do stawiania pytań o charakterze
uniwersalnym, ogólnoludzkim, mając jedynie za pretekst skonkretyzowane
wydarzenie opisane w powieści.
Nie inaczej rzecz miała się z tekstem Nie odchodź, który choć posiadał kilka miejsc, w których akcja
jednoznacznie spowalniała, to jednak ostatecznie okazał się niezwykle
dynamicznym, co znacznie wpłynęło na ocenę rozgrywających się wydarzeń –
zmieniających się jak w kalejdoskopie i zmierzających w nieprzewidzianych
kierunkach. Po kilku rozdziałach byłam pewna, że przewidziałam cały rozwój i
rozstrzygnięcie akcji, co szybko jednak okazało się nieprawdą.
Mike Scanlon, to trzydziestosześcioletni podiatra, który
odbywa właśnie służbę w Afganistanie, wraz z innymi lekarzami, ratując życie
innym. Podczas gdy on walczy w imię Ameryki, w domu własną walkę toczy jego
żona Chloe i ich nowonarodzona córeczka, Emily. Osamotniona kobieta wikła się w
trudności, które na zawsze naznaczą życie całej rodziny, a ich pierwszym –
najgorszym – skutkiem i ciosem jest jej nieoczekiwana i nagła śmierć.
Mike wraca do kraju na krótko, przekazuje czasowo kuratelę nad córeczką
siostrze Chloe i jej mężowi, a samemu przedłuża służbę o rok, podczas którego
stawiać sobie będzie pytania o to, jak zająć się córeczką, która traktuje go
jak kogoś obcego, a także co tak naprawdę stało się z jego zoną. Informacje,
które odkrywa stawiają na szali jego dotychczasowe bezgraniczne zaufanie do Chloe,
która nagle okazuje się osobą, o której nic nie wiedział.
Po powrocie z jednej wojny, Mike’a czeka batalia o wiele cięższa i dłuższa –
walka o rodzinę i próba odbudowania własnej tożsamości, zupełnie
zdekonstruowanej podczas służby w Afganistanie.
Lisa Scottoline oferuje powieść tak niejednoznaczną i niepewną co do rozwiązań,
że nie sposób osiągnąć przy jej lekturze etap spokoju i wyciszenia – jako czytelniczy
trwamy w chronicznym napięciu. Bohaterowie nie są czarno-biali, żyją, zmieniają
się w trakcie powieści, reagują impulsywnie, pokazują ukryte twarze, z dobrych
stają się źli, ze złych dobrzy, co wpływa na trudność w ich jednoznacznej
ocenie: nasze uczucia do nich będą zmieniać się właściwie z każdym kolejnym
rozdziałem, powodując nieraz dezorientację, a jednak doskonale oddając
prawdziwe życie: pokazując ludzi takich jak my – nerwowych, gniewnych, z
nieprzepracowanymi traumami, które wpływają na kolejne porywcze i nieprzemyślane
reakcje.
Książka ta zakończona jest listą pytań do dyskusji, których
celem jest przede wszystkim zainspirowanie do rozważań o tym, czym jest
bohaterstwo, czy ojciec może stworzyć córce pełnowartościowy dom, jak radzić
sobie z traumami, jak na nowo zdefiniować siebie, a także tego do jakich
działań potrafi skłonić osamotnienie i poczucie opuszczenia.
Scottoline nie stawia na proste rozwiązania, nie podaje
jasnych definicji: o wiele częściej jedynie zarysowuje sytuację, podaje reakcje
kilku stron, w żadnej mierze jednak ich nie ocenia, pozwalając na to swojemu
czytelnikowi.
Jej książka to nie tylko fascynująca historia zmagań
weterana wojennego z nową codziennością, ale także opowieść o charakterze uniwersalnym,
będąca pretekstem do refleksji na głębszym poziomie.
Obok tej pozycji nie sposób przejść obojętnie, jej fabuła wdziera się bowiem w
nasze umysły i drąży tak długo, jak długo nie otrzyma od nas odpowiedzi.
Serdecznie polecam!
Tytuł: Między wariatami. Opowieści terenowo-przygodowe Autor: Marcin Meller Wydawnictwo: Wielka Litera ISBN: 9788364142154 Ilość stron: 464 Cena: 36,90 zł
Marcin Meller, mimo wydanej wespół z żoną książce Gaumardżos. Opowieści z Gruzji, do tej
pory kojarzył mi się raczej z Playboyem i popularnym swego czasu programem Agent, niźli z jego karierą stricte dziennikarską. Wszystko zmieniło
się, gdy Wielka Litera wydała publikację Między
wariatami. Opowieści terenowo-przygodowe, a autor swoją obecnością na
spotkaniu ją promującym umilił mieszkańcom Katowic i okolic popołudnie.
Książka ta, to zbiór reportaży i luźnych tekstów z bardzo
dużego przekroju czasowego.
Obok gawędy o tym, jak Meller minął się z powołaniem na
oceanografa znajdują się zapiski o wiele bardziej dramatyczne: widma wojny, walk,
terroru, niebezpieczeństw, a także notki świeże, po roku 2010.
To swoisty przekrój przez reporterskie życie Mellera, z
uwzględnieniem najniebezpieczniejszych, jak i najzabawniejszych epizodów. Książka
ta pokazuje barwne życie dziennikarza z czasów, kiedy finansowanie wyjazdów nie
było jeszcze niemożliwe, a osoba poszukująca dobrego materiału miała spore
zaplecze terminowe, by zaznajomić się z tematem, o którym ma stworzyć materiał.
Z lekkim rozrzewnieniem czyta się dziś teksty, do których dziennikarz rzeczywiście
miał prawo i czas się przygotować, którym poświęcił wiele sił i energii, dotyczących
spraw zbadanych dogłębnie, a nie jedynie powierzchownie na potrzeby
dzisiejszych mediów, mających jedynie szokować i za wszelką cenę skupiać uwagę
odbiorców. Meller raczy nas historiami o tym jak bez dokumentów przekroczyć
granicę w czasach, gdy czyn taki uznać można było za cud, jak znaleźć się na
linii frontu bez odpowiednich zezwoleń, jak odnaleźć się w zupełnie obcej
rzeczywistości, jak wiele kosztuje oglądanie cudzej śmierci i jak łatwo zacząć
się bać o własne życie.
Jego historie są różnorodne i wielobarwne: część skłania do
zadumy nad społeczeństwem w ogóle, część pobudza do refleksji nad sprawami
uniwersalnymi, inne zaś przyczyniają się do wywołania uśmiechu, radości,
sentymentalnego westchnienia.
Nad wszystkim przyświeca stara jak świat zasada: całe życie z wariatami.
Meller pokazuje jak nie dać się ogłupić, jak żyć i pozostać
sobą i wyjść z tego obronną ręką. I jak korzystać z pomocy innych, choćby tej
najbardziej nieoczekiwanej.
Czyta się bardzo dobrze, szczególnie zaś teksty starsze, do
których wcześniej nie miało się dostępu.W wielu z nich autor przybiera ton gawędziarski, dzięki czemu opowieści "słucha się" z prawdziwym zaciekawieniem.
Zapraszam wszystkich w teren! Przewodnik już czeka.
___________
Relacja ze spotkania autorskiego tutaj.
Tytuł: Toskania i Umbria. Przewodnik subiektywny Autor: Anna Maria Goławska, Grzegorz Lindenberg Wydawnictwo: Zysk i S-ka ISBN:9788377852286 Ilość stron: 356 Cena: 44,90 zł
Gdy za oknem jesień w pełni, a w niepamięć odchodzą powoli
wspomnienia o upalnym lecie i urlopie spędzonym w atrakcyjnym miejscu gdzieś w
Polsce czy poza jej granicami, warto na chwilkę się zatrzymać i oddać
wspomnieniom lub teżpodróżom palcem po
mapie, do miejsc cieplejszych i bardziej urokliwych niż te, które widzimy za
oknem podczas pluchy. Kto powiedział, że na urlop można wybrać się tylko w
sezonie lub na krótko po nim? Są przecież takie miejsca, które niczym magnes
przyciągają turystów cały rok – należą do nich między innymi Toskania i Umbria.
W Polsce coraz więcej pasjonatów i miłośników podróży,
którzy swoim entuzjazmem i doświadczeniem dzielą się z czytelnikami i
potencjalnymi wojażerami, zarażając ich oraz inspirując. Anna Maria Goławska i
Grzegorz Lindenberg oddali w ręce odbiorców subiektywny przewodnik po Toskanii
i Umbrii, zachęcający do podróżowania w te zakątki świata lepiej niż niejeden
profesjonalny i komercyjny informator. Ich publikacja uatrakcyjniona jest
rewelacyjnymi fotografiami, mającymi moc skupiania uwagi i budzenia chęci do
natychmiastowego zapuszczenia się w opisywane rejony.
Czytając tę książkę, tylko ją czytając, poczułam się
ogromnie zrelaksowana i wypoczęta. Nie wyobrażam więc sobie jak cudownie
miałabym się po wycieczce do Włoch opisywanych z taką dbałością o elementy,
mające zachęcić i zauroczyć.
Przewodnik ów ma kilka zasadniczych części. W pierwszej z
nich zawarte zostały podstawowe informacje turystyczne, mające sprawić, że
będziemy czuli się komfortowo, będąc wyposażeni w podstawową wiedzę, torującą
nam drogę do atrakcyjnego spędzenia czasu i sycenia się smakami oraz zapachami.
To takie must have – garść wiadomości o rodzajach noclegów, środkach łączności,
sjeście, klimacie, języku.
Dalej jest już tylko bardziej pociągająco – Asyż, Florencja,
Piza, miejscowości małe acz równie (a może bardziej) atrakcyjne i wciąż
nieodkryte przez masę.Wspaniała
wędrówka malowniczymi zakątkami, ulubionymi przestrzeniami autorów, którzy
dzielą się tym, co najbardziej zapadło im w pamięć, tym, do czego wielokrotnie
wracają. Wspólnie z nimi odkryjemy prawdzie turystyczne perły, często pomijane
w oficjalnych przewodnikach,miejsca
nieskalane stopami milionów turystów. To takie subiektywne i ogromnie wnikliwe
wejrzenie we Włochy marzeń, Włochy, które rozsiadają się w naszej wyobraźni i
szaleją tam do nieprzytomności.
Oprócz swoich własnych relacji, autorzy zdecydowali się na zestawienie
własnych opinii o konkretnym odwiedzanym miejscu z sądami wcześniejszych
podróżników, którzy również je oceniali. Dzięki temu przed nami zarysowuje się
bogata panorama poglądów, łącząca się w jeden kompletny obraz, będący źródłem
prawdziwie miarodajnej oceny.
Tym co stanowi o wartości tego przewodnika, nie-przewodnika
jest właśnie subiektywność. Oceny autorów, ich przemyślenia, wspomnienia
dawkowane z dużą częstotliwością, to elementy najsilniej zachęcające do
podróżowania. Bardziej niż suche fakty, uwagę przyciągają opisy wrażeń, podróż
szlakami wspomnieniowymi, mnogość smaków, zapachów, silne doznania sensualne. To
taki pamiętnik podróży, z którym warto się zaprzyjaźnić.
Grecy umierają w domu, to sentymentalna podróż do światów, w
których człowiek musi zderzyć się z bolesnymi prawdami. Konsekwencją ich
poznania jest chroniczne trwanie w udawanych miłościach, półprawdach, ale nade
wszystko – próba przepracowania własnych traum, odbijających piętno na duszy
człowieka.
To nostalgiczna wędrówka śladem
Greków, którzy w Polsce, po latach, próbują zrekonstruować swój dom; historyczne
peregrynacje za tym, co utracone, co już niebyłe. Powieść ta budzi tęsknotę, a
kontrapunktem dla niej stają się elementy humorystyczne, które są humorem dość
gorzkim, bo w bezpośredni sposób obnażający ową nostalgię: jedna z bohaterek z
niczego próbowała uczynić substytuty greckich potraw, podczas gdy ktoś inny
usilnie poszukiwał w Polce cykady, znajdując ją – w papudze, wydającej dźwięki
przypominające melodie domu. Podobnych sytuacji tworzących mikroświat
emigrantów, znajdziemy w powieści tej wiele – najbardziej rozczulające są zaś
wspomnienia o ojcu, który zmarł, pozostawiając za sobą smugę cierpienia.
Ciężko znaleźć słowa na opisanie
wpływu jaki wywiera ta opowieść na czytelnika. Mimo wielu trudnych tematów
podejmowanych bądź co bądź z wielką delikatnością, ma ona działanie kojące,
uspokajające, dzięki czemu poruszane wątki stają się swojskie, znane.
W powieści tej odczytuję tęsknotę
wielu emigrantów, którzy dotkliwie jej doświadczają, przebywając na obczyźnie –
nie tylko Greków. Rodzina, której losy śledzimy, jest jedynie symbolem wielu
innych, znajdujących się w podobnej sytuacji. Ci konkretni przyjechali do
Polski w latach 1944-49, w ucieczce przed represjami dotykającymi ich w związku
zakończoną wojną domową. Zadomowili się głównie na Dolnym Śląsku, który
pragnęli uczynić nową przestrzenią bezpieczeństwa. Wciąż jednak odczuwali
dojmującą tęsknotę za utraconą ojczyzną, której dźwięków szukali raz po raz.
Ich życie zdominowane zostało przez pielęgnowanie wspomnień, czających się w
meandrach umysłu. Pielęgnowanych i – mam wrażenie – traktowanych z ogromnym
pietyzmem, niczym szkatułki z bezcennymi skarbami i jedynymi reliktami
przeszłości, której nie sposób przywrócić.
Niewątpliwym plusem powieści są
bardzo wyraziste postaci, wciąż dążące do określenia własnej tożsamości, celebrujące
nawet drobiazgi. Tym jednak co wyróżnia ją spośród wielu innych jest język:
precyzyjny, płynny, podkreślający ową delikatność i takt w mówieniu o tym, co
najbardziej kruche.
Klimko-Dobrzaniecki czaruje i zabiera
w pełną łagodności i wyrozumiałości wędrówkę, w którą każdy z nas powinien
odważyć się wyruszyć.
Tytuł: Tata Wydawnictwo: Prószyński i S-ka Autor: zbiorowy Rok wydania: 2012 Kategoria: Biografie, wspomnienia ISBN: 978-83-7839-173-9 Liczba stron: 200 Cena detaliczna: 34,00 zł
W świecie, w którym powoli zanika patriarchat, a tata ma
takie samo prawo pojawić się na placu zabaw z dzieckiem, jak i mama, coraz
szybciej zmienia się sposób patrzenia na ojcostwo.
Dziś nikogo nie dziwi, że ojciec nie stanowi jedynie surowej
i karzącej głowy rodziny, lecz jest także czułym opiekunem dla swojego
potomstwa, który nie boi się, że przez okazywaną miłość rodzicielską zostanie
uznany za niespecjalnie męskiego. Wręcz przeciwnie! Postawa kochającego,
opiekuńczego ojca stanowi źródło wzruszeń oraz niesłychanie imponuje.
Imponujeto, że prawie żaden mężczyzna
nie ma dziś obawy przed okazywaniem uczuć, co do niedawna wcale nie było sprawą
tak oczywistą.
Obserwując silne zmiany
cywilizacyjne, dziennikarka oraz autorka bajek dla dzieci, Sonia Ross,
postanowiła wziąć pod lupę kilku ojców – ojców wyjątkowych, bo zmagających się
z piętnem sławy i rozpoznawalności, a co za tym idzie – większymi pokusami oraz
niejednokrotnie rzadką obecnością w domu rodzinnym.
Ross przeprowadziła wywiady z
czternastoma tatusiami, znanym z szeroko rozumianych mediów – część z nich to
aktorzy, sportowcy, muzycy, a część to dziennikarze. Każdy z nich boryka się z
trudem odgrodzenia swoich najbliższych od szumu medialnego jaki się wokół nich
roztoczył oraz zapewnienia swoim pociechom szczęśliwego i spokojnego
dzieciństwa.
W publikacji tej znajdziemy kolejno wypowiedzi Stefana Friedmanna, Andrzeja
Grabowskiego, Krzysztofa Hołowczyca, Tomasza Karolaka, Andrzeja Krzywego,
Łukasza Nowickiego, Bartosza Obuchowicza, Przemysława Salety, Tomasza
Sekielskiego, Marka Siudyma, Krzysztofa Skiby, Michała Wiśniewskiego, Tadeusza
Woźniaka oraz Xawerego Żuławskiego.
Każdy z nich odpowiedział na
szereg pytań dotyczących trudów ojcostwa w dzisiejszym świecie, podzielił się
swoimi radościami i smutkami wynikającymi z posiadania i wychowywania swoich
dzieci oraz wrócił wspomnieniami do czasów swojego dzieciństwa. Część
wypowiedzi stanowi rozczulający dowód na ojcowską miłość, jest wzruszającym
świadectwem istnienia silnej więzi między tatą a dzieckiem; gros jest także próbą zmierzenia się z
własną niedoskonałością i tym co w swoim przekonaniu na drodze wychowania
niektórzy z artystów zawalili. Niewątpliwie całość stanowi doskonałą lekturę
zarówno dla Pań, dla Panów jak i dla osób planujących założenie rodziny – z
pewnością będzie to wielka lekcja odpowiedzialności. Bo choć zarówno artyści,
jak i ich podejście do pewnych spraw jest całkowicie różne, łączy ich jedno –
pragnienie wychowania swoich pociech na osoby zdolne do posiadania i bronienia
swojego zdania, a nie ślepo idące za gromadą. Ponadto sławni tatusiowie pragną,
by ich dzieci same zaplanowały swoją przyszłość – nie chcą ich ograniczać ani w
żaden sposób narzucać swojego zdania. Godne podziwu.
Jacy tak naprawdę są znani z szerokiego ekranu tatusiowie?
Czy pozornie rozrywkowi i nieodpowiedzialni mężczyźni, są w stanie zapewnić
swojej rodzinie radość życia i poczucie stabilizacji? Na te i inne pytania
odpowiedzi znajdziecie w książce Tata, w
której każdy rozdział poprzedzony jest i zakończony zdjęciami sławnych ojców i
ich pociech.Gorąco polecam!
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości portalu Lektury Reportera:
Tworzenie wizerunku Ikony okupione jest cierpieniem wielu.
Walka w pogoni za sławą często sprawia, że człowiek przestaje być człowiekiem, a staje się marionetką. Zabawką w rękach ludzi, którzy oczekują określonego zachowania, ścisłego przestrzegania reguł, grania wedle wymogów i całkowitej rezygnacji z prywatności.
Utracona wolność staje się największym kosztem popularności.
Nie inaczej rzecz miała się z jedną z największych światowych Ikon wszech czasów – Marilyn Monroe. Choć dziś postać ta jest wielu ludziom, zwłaszcza młodszemu pokoleniu, znana jedynie z powodu mienienia jej symbolem seksu oraz masowo dostępnym i powielanym wizerunkom, tak naprawdę gwiazda Księcia i aktoreczki była kimś znacznie więcej.
O jej wartości i kruchości jako człowieka miał okazję przekonać się Colin Clark, który ten krótki epizod ze swojego życia postanowił opisać w książce-wspomnieniu Mój tydzień z Marilyn.
Rok 1957. Właśnie trwa nagrywanie ujęć do filmu Książę i aktoreczka, w którym jedną z tytułowych ról gra nasza legenda kina. Aktorka jest w trakcie miesiąca miodowego spędzanego ze swoim kolejnym mężem – Arthurem Millerem. Choć ludziom z zewnątrz wydawać by się mogło, że małżeństwo to było sielankowe, prawdę znali jedynie najbliżsi współpracownicy gwiazdy, którzy co rusz byli świadkami kłótni młodych małżonków. Jednym z nich, zupełnie przypadkiem stał się Colin – młodziutki chłopak, pełniący funkcję trzeciego asystenta reżysera. Nocą natknął się na skuloną w kącie Marilyn, która w niczym nie przypominała gwiazdy światowego formatu znanej z kina. Aktorka wezwała go do siebie następnego dnia, sądząc, że jest jednym ze szpiegów wysłanych po to, by śledzić każdy jej ruch. Gdy przekonuje się, że w dorastającym mężczyźnie odnaleźć może pokrewną duszę, każdego dnia aranżuje niby przypadkowe spotkania, które kończą się długimi rozmowami.
Marilyn jest zaskoczona tym, że choć wyraźnie pociąga Colina, nie jest on nastawiony na przelotny romans z gwiazdą. Choć ekipa filmowa ma jasno wyrobione zdanie na temat ich potajemnych spotkań pod nieobecność męża Marilyn, ich relacja tak naprawdę opiera się na czystej i szczerej przyjaźni.
Sława spowija ją jak płaszcz, który zarówno chroni, jak przyciąga. Jej aura jest niewiarygodnie silna – wystarczająco silna, by trwać nadal po rozcieńczeniu przez tysiące ekranów kinowych na całym świecie. Na żywo ten stopień naturalnego gwiazdorstwa jest niemal nie do udźwignięcia. [1]
Colin robi coś, czego nie zrobił dotąd chyba nikt - odkrywa w Marilyn człowieka, daje jej szansę na chwile szczęścia spędzone z dala od reflektorów i błysku fleszy. Zauważa w niej niezwykle osamotnioną istotę, która za wszelką cenę pragnie akceptacji siebie, taką jaką naprawdę jest, a nie swojego wizerunku wykreowanego na potrzeby kolejnych produkcji filmowych. Marilyn bardzo silnie pragnie być dostrzegana, słuchana. Jej największą obawą jest porzucenie, przed którym wzbrania się na wszelkie sposoby. Colin widzi w niej nie rozhisteryzowaną gwiazdę, lecz kobietę, która bardzo silnie pragnie opieki i poczucia stabilizacji. To już nie bogini, o której słyszał cały świat, lecz przenikliwie smutna osoba z nawracającą depresją. Co gorsza – gdy wydawać by się mogło, że w filmie aktorka może być kim tylko zapragnie, a co za tym idzie, oderwać się od konwenansów i oczekiwań innych, dla Marylin opcja ta jest wyłączona. Widzowie nie oczekują kolejnego wspaniałego aktorskiego wcielenia. Ich żądania są jasne – na ekranach pojawić ma się Marylin Monroe – bogini seksu. Ani więcej, ani mniej. Ogromna presja, której poddawana jest aktorka sprawia, że nie jest ona w stanie poradzić sobie z własnym życiem.
Wspomnienia Colina Clarka, to opowieść nie o upadku gwiazdy, lecz o upadku człowieka, o nieuchronnej drodze ku przepaści i samozagładzie. To niewyobrażalnie smutna historia kogoś, o kim usłyszał cały świat. Pozbawiona subtelności, szczera i prawdziwie poruszająca narracja. To zaledwie opis kilku dni, podczas których Marilyn jawi się jako stłamszona osobistość, przygnieciona ciężarem sławy i oczekiwań współpracowników. Za sprawą spotkania z Clarkiem otrzymała od losu niepowtarzalną szansę na chwilę zabawy, odpoczynku i nabrania dystansu. Z tej perspektywy Mój tydzień z Marilyn to także studium psychiki celebrytki, której nie trzeba było wiele, by doświadczyć szczęścia, a która mimo wszystko od nikogo nie dostała nawet tego minimum potrzebnego jej, by żyć. Smutne, a co gorsza – prawdziwe.
Na podstawie książki powstał film w reżyserii Simona Curtisa pod tym samym tytułem.
_____________________________
[1]Colin Clark, Mój tydzień z Marilyn, Wydawnictwo Znak, Kraków 2012, s. 19.
Coraz częściej dochodzę do
wniosku, że to właśnie małe wydawnictwa są siłą polskiego rynku czytelniczego. Mają
one niesamowity dar do wynajdywania książek wartościowych, a przy tym bardzo
dobrych w odbiorze.
Drzewo Laurowe powoli staje się dla mnie jednym z najważniejszych wydawców
promujących polskich autorów, o których, pewnie podobnie jak o samej oficynie,
mało kto słyszał.
Tym razem miałam wielkie
szczęście trafić na książkę sytuującą się w kategoriach pamiętnika, autorstwa
Henryka Urbanka. Autor ukończył reżyserię filmowo-telewizyjną na Wydziale Radia
i Telewizji Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach.
Memuar autora został doceniony w ogólnopolskim „Konkursie
na Dobrą Powieść” w kategorii „pamiętnik – wspomnienie”, organizowanego przez
Wydawnictwo Drzewo Laurowe.
Zapiski autora, to przykład literatury
poruszającej. Forma jaką przybrały jego rozważania dodaje opisywanym
wydarzeniom autentyczności, a co za tym idzie większej wiarygodności.
Rozważania bohatera Iskierek dotyczą głównie przemyśleń po samobójczej śmierci jego
syna i są przede wszystkim próbą zrozumienia własnego dziecka oraz samego
siebie. Bohater próbuje odnaleźć się w niełatwej sytuacji jaką zgotowało mu
życie. Podejmuje heroiczny wysiłek odbudowania tego, co zostało dramatycznie
zniszczone. Jego trudną sytuację pogłębia niedawne przejście na przymusową
emeryturę. Dla człowieka aktywnego takie wydarzenie przewraca uporządkowany
świat do góry nogami.
Bohaterowi doskwiera przejmująca pustka i
osamotnienie. Zdaje sobie sprawę jak niewiele zrobił, by poznać swojego syna i
jak rzadko okazywał mu uczucia – wszystko to sprawia, że ból po stracie zamiast
maleć, staje się coraz dotkliwszy. Autora wspomnień czeka niełatwa lekcja –
lekcja przebaczenia samemu sobie i swojemu otoczeniu. W uporaniu się ze swoim
życiem pomaga mu pisanie, będące kojącym balsamem, pozwalające ujawnić myśli,
których nigdy nie wypowiedziałby na głos. Pamiętnik staje się lekiem na niegojące
się rany, a także swoistym rozliczeniem z własnym życiem i wyborami w trakcie
niego podejmowanymi.
W memuarze tym nie braknie fragmentów listów
jego syna Michała, które powoli
odsłaniają zarówno ojcu, jak i czytelnikowi obraz człowieka, który nie potrafił
uporać się z własnym życiem. Staną się one wielką przestrogą dla załamanego
bohatera.
Problemy, których dotyka ta
książka są wciąż aktualne. Ich uniwersalność zostaje podkreślona przez brak dat
zamieszczanych przy kolejnych zapiskach. Historia opowiedziana przez Pana
Henryka mogła i może zdarzyć się wszędzie – możemy jednak jej zapobiec poprzez
wcześniejsze poznawanie swoich bliskich. Czy starczy nam odwagi na zapobieżenie
tragedii?
Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję Pani Urszuli z Wydawnictwa Drzewo Laurowe.
Jak każde znamienne wydarzenie, także i beatyfikacja Jana Pawła II obiła się echem na rynku książkowym. Wydawnictwa prześcigały się w wypuszczaniu do księgarń książek tematycznie związanych z postacią błogosławionego. Wydano wiele biografii, wznowień dzieł starszych, świadectw, a także analiz samych tekstów papieża. Mając do wyboru tak wiele całkowicie różnych pozycji, jest paradoksalnie trudniej znaleźć coś dla siebie. Czym większy wybór- tym większa trudność podjęcia decyzji. Poza tym mam wrażenie, że książki pisane „na zamówienie”, na już, bo goni termin, bo jak w tym wypadku- będzie beatyfikacja to się więcej sprzeda, byle zdążyć wydać w odpowiednim czasie – mogą budzić opory i sprzeczne emocje.
Jako, że Wydawnictwo Esprit w kwestii wydawania publikacji dotyczących spraw religii i duchowości nie budzi moich najmniejszych zastrzeżeń, a wręcz przeciwnie- budzi zaufanie, zdecydowałam się na lekturę książki Jan Paweł II w sercu świata, będącej krótkim acz treściwym świadectwem kardynała Angelo Comastriego.
Tekst ten jest próbą krótkiego ujęcia wszystkich najważniejszych idei przyświecających pontyfikatowi Jana Pawła II, próbą przedstawienia sylwetki papieża z perspektywy osoby, która miała z nią bardzo bliski kontakt. Ukazuje obraz papieża, jako człowieka bezkompromisowego, stanowczego, twardo trzymającego się zasad, jednak bardzo otwartego na ludzi i ich potrzeby. W sposób bardzo przystępny omawia najważniejsze pielgrzymki i ich wpływ na historię, staje się źródłem najbardziej znanych przemówień.
Przedstawia człowieka nastawionego i dążącego do ekumenizmu, umiejącego przeprosić, ale także z całą stanowczością powiedzieć prawdę, nieraz bardzo bolesną czy uchodzącą w niektórych kręgach za tabu.
Książeczka jest także przypomnieniem wydarzeń 2 kwietnia 2005 roku oraz jego konsekwencji. Angelo Comastri w swojej publikacji zamieszcza przykładowe prośby składane u grobu papieża, wtedy, kiedy każdy człowiek uważał go już za zasiadającego w niebie. Autor kreśli obraz człowieka mądrego, człowieka w pełni swego człowieczeństwa, człowieka mającego niesamowity wpływ na zmianę postaw ludzkich i sposobu myślenia wielu narodów, a także jednostek.
Pierwszomajowe obchody beatyfikacyjne stały się tylko uzupełnieniem i widzialnym znakiem tego, co z całą pewnością dokonało się już dawno. Tego, co działo się na oczach milionów ludzi z całego świata- drogi do świętości.
Pozycje polecam tym, którzy pragną wiedzy skondensowanej, którzy chcą sięgnąć po lekturę będącą niespodzianką, zawierającą elementy wielu różnych rodzajów publikacji- znajdziemy tutaj zarówno świadectwa, jak i fakty, cytaty, fragmenty przemówień, fragmenty biografii, opinie wielu ludzi mających duchowy kontakt z papieżem Polakiem. Wreszcie, znajdziemy tutaj portret prawdziwego Chrystusowego następcy, którego życie stało się przykładem życia według Bożych prawd, nie uznającego kompromisów i do końca nastawionego na drugą osobę.
Polecam.
5/6
Za możliwość zrecenzowania książki dziękuję Wydawnictwu Esprit.
ISBN 978-83-61989-52-3
EAN 9788361989523
Format 130x200 mm
Stron 160
Rok wydania 2011
Wydanie I
Oprawa broszurowa
__________________________
Wraz z portalem Sztukater współorganizuję KONKURS, w którym do wygrania zestawy książek!
Zapraszam do brania udziału, szczegóły TUTAJ.