Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polityka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polityka. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 14 lipca 2015

Bellagrand – Paullina Simons



Bellagrand stanowi drugi tom cyklu poświęconego perypetiom rodziców Aleksandra znanego z  bestsellerowej trylogii rozpoczynającej się Jeźdźcem miedzianym

Jego rodzice – Gina i Harry – na długo przed tym zanim w ich życiu pojawi się dziecko, będą uczestnikami wydarzeń, które przy jednej odmiennej decyzji mogłyby prowadzić do daleko innej przyszłości niż ta, którą później możemy śledzić w  trylogii. 

Gina, to niezależna imigrantka z  Włoch, która dla swojego ukochanego postanowiła poświęcić wszystko – poskromić swój sycylijski temperament, zainteresować się tym, co sprawiłoby, że Harry mógłby ją pokochać.

Ten zaś, mimo rezygnacji z rodzinnej spuścizny, nie odpuścił swoich zatwardziałych poglądów politycznych, raz po raz prowadzących go do więzienia, z  którego wychodził – nic o tym nie wiedząc – jedynie za sprawą koneksji ojca, które ten uruchamiał niejako potajemnie. Młodzi często spodziewali się dziecka, nigdy jednak ciąża nie została przez Ginę donoszona, bowiem kobieta, nawet będąc w stanie błogosławionym, musiała ciężko pracować. Gdy po raz kolejny bohaterka poczęła dziecko, jej mąż został zamknięty w  więzieniu na 10 lat. Ich małżeństwo wisiało na włosku, Harry nie zarabiał, toteż nie mieli żadnych oszczędności, a wizja samotnego rodzicielstwa przez najbliższą dekadę była dla Giny nie do zniesienia. Na tyle, by chowając swoją godność i dumę, szukać wsparcia i kolejnego wstawiennictwa u ojca ukochanego. Jego pomoc niemalże całkowicie odmieni ich losy.

Paullina Simons stworzyła książkę, w której prym wiedzie historia – nierzadko miałam wrażenie, że to ona – obok miłości – jest główną bohaterką. Początki XX wieku, strajki, bunty, zamęt, przewroty polityczne, rzeczywistość międzywojnia w Bostonie i – później – na Florydzie, oto główne wątki przewijające się przez kolejne stronice.
Choć w opowieści toczącej się w owych latach ciężko uniknąć tematu polityki, bohaterowie Simons są w  nią uwikłani nad wyraz – częste wstawki dotyczące kolejnych poglądów: kapitalizmu, socjalizmu i innych, coraz bardziej mnie nużyły. Mimo wyraźnego zniechęcenia, nie można było ich pominąć, bo to właśnie polityka zdominowała i zrujnowała życie głównych bohaterów, czyniąc je wielokrotnie nieznośnym. Bez znajomości tła, nie zrozumie się sensu ich poświęcenia i kolejnych decyzji.

Muszę przyznać, że nie polubiłam Harry’ego. Od początku wydał mi się nieznośny, nieskory do kompromisów, działający z premedytacją, poświęcając wszystko i wszystkich wokół w imię głoszonych ideałów. Za to Gina? Wierna zasadom i rodzinie poświęciła swoje szczęście, by nie sprzeciwiać się tradycji i małżonkowi, gorzko za to płacąc.

Z  wielką trudnością brnęłam przez kolejne strony – brakowało mi tej mocy oddziaływania znanej z  trylogii o Tatianie i Aleksandrze – synu bohaterów Bellagrand. Nie przekonał mnie ten tom, jest zbyt upolityczniony (a przecież Jeździec miedziany też jest – z tym, że tam wyraźnym i porywającym tematem jest miłość, tutaj zaś prym bierze walka o idee). 

Polecam tym, którzy rozkochali się w trylogii Simons – dzięki tej książce przekonacie się jaka miłość umożliwiła wybuchnięcie tamtej i jak niewiele brakowało, by wszystko wyglądało inaczej.
Weźcie jednak poprawkę na to, że wiele tutaj wspomnianych wtrętów politycznych – jeśli podobnie jak ja znosicie je raczej ciężko, uzbrójcie się w  cierpliwość.



poniedziałek, 29 grudnia 2014

Przebudzenia doktora Sorena – Magdalena Kempna

Tytuł: Przebudzenia doktora Sorena
Autor: Magdalena Kempna
Wydawnictwo: Novae Res

ISBN: 9788377229460
Ilość stron: 340
Cena: 34 zł
Są takie książki, po które należy i chce się sięgnąć, mimo że nie do końca leżą one w ścisłym kręgu naszych zainteresowań, bo sytuacja  nas do tego prowokuje. Nie inaczej było ze mną i z Przebudzeniami doktora Sorena, w stronę których miałam ochotę się zwrócić, gdy tylko dowiedziałam się, że autorką jest jedna z moich byłych wykładowczyń – Magdalena Kempna, filmoznawczyni –  którą bardzo cenię za zdrowe podejście do studiowania, ogromną wiedzę i pasję, której, choćby nawet chciała, nie potrafiła ukryć, a która swoim debiutem literackim wygrała w II edycji konkursu na Literacki Debiut Roku (2013), organizowanego przez Wydawnictwo Novae Res pod honorowym patronatem Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz Polskiej Izby Ksiązki.

Z książki tej wyzierają wszystkie zainteresowania autorki, przede wszystkim zaś skłonność do filmowego snucia opowieści – ta historia aż prosi się o ekranizację!
Kempna zabiera nas do świata na wzór realiów średniowiecznych – panuje w nim król, pochodzenie determinuje przyszłość bohaterów, a klasę Innych stanowią wampiry i wilkołaki – w dużej mierze stygmatyzowane i odrzucone przez resztę społeczności istoty obdarzone zdolnościami nadprzyrodzonymi, dzięki którym posiadły władzę znacznie większą niż mogłoby się wydawać śmiertelnikom.

Akcja rozgrywa się w czasie, gdy od śmierci Glibannena i wejścia na tron Nort księca-detektywa Linnamena minęły trzy lata, podczas których wciąż żniwo zbiera pamięć o poprzednim władcy – tyranie. Mimo innego sposobu rządzenia, młody następca wciąż budzi wśród poddanych niepewność i obawy o wejście na drogę władzy wyznaczoną przez swojego poprzednika. Tak wielką, że w na kilka dni przed Świętem Zimowego Przesilenia, nadworny lekarz, półwampir Soren trafia na ślad spisku, mającego zakończyć się zamachem  na życie króla. Trop ów jest wyjątkowo niepewny i nikły, co w dużej mierze utrudnia przebieg tajnego dochodzenia. Zadanie króla i jego świty komplikuje się jeszcze mocniej, gdy w tajemniczych okolicznościach znika mistrz ceremonii, a niejako na jego miejsce w pałacu zjawił się nieznany wilkołak, niosąc za sobą niby cień szereg zagadek do rozwikłania.

Niezwykle ciekawa to opowieść, będąca synkretycznym splecieniem klasycznego fantasy z kryminałem. Taka kombinacja sprawia, że historię tę czysta się z wypiekami na twarzy, śledząc rzeczywistości nadprzyrodzone, w których rządzą moce nam niedostępne.
Tajemniczość, walka o dominację, wpływy, władzę, ciut polityki, szczypta sensacji, odrobina zagadkowości – wszystko to zmieszane w idealnych proporcjach.


Zasłużona nagroda

czwartek, 27 marca 2014

Tajemnica Filomeny - Martin Sixsmith


Tytuł: Tajemnica Filomeny
Autor: Martin Sixsmith
Wydawnictwo: Prószyński
ISBN: 978-83-7839-702-1
Ilość stron: 504
Cena: 37zł

Jeśli znaleźliście się w tej samej sytuacji co ja, czyli najpierw obejrzeliście film, a później zdecydowaliście się na lekturę (kolejność choć haniebna, to ostatnio u mnie częsta) tekst ten może Was zaskoczyć. Jego autor przyjmuje bowiem zupełnie inną perspektywę niż reżyser, który na publikacji tej ponoć się opierał (jak się za chwilę przekonacie materiał miał skąpy). O ile w przypadku produkcji filmowej tytuł ma swoje umocowanie w prezentowanej historii, o tyle w przypadku książki – zdaje się zupełnie niestosowny i co najgorsze: mylący.
Filomena na kartach książki pojawia się w początkowym rozdziale i jednym z końcowych. I na tym jej bezpośrednia relacja się kończy, gdyż książka ta jest przede wszystkim zapisem doświadczeń Michaela, który niemalże od chwili osiągnięcia dojrzałości próbował odnaleźć swoją biologiczną matkę i tym samym zdefiniować siebie. Jest to opowieść o jego poszukiwaniach i drodze do dojrzałości, w czasach mu zupełnie nieprzychylnych.

Będąc młodą matką, Filomena została zmuszona przez zakonnice z Roscrea do zrzeczenia się praw do dziecka i zaniechania poszukiwania go w jakkolwiek odległej przyszłości. Anthony mając trzy lata, został adoptowany i wywieziony z Irlandii przez rodzinę z Ameryki, która jemu i Mary – dziewczynce, którą również przygarnęli – zbudowała prawdziwy dom i zapewniła wykształcenie na najwyższym poziomie, dzięki czemu Tony – późniejszy Michael, miał możliwość realizowania się między innymi jako znakomity prawnik w partii republikańskiej.

Przybrani rodzice od początku wmawiali dzieciom, że ich matki oddały ich natychmiast po urodzeniu. Te wypowiedzi stworzyły w nich nigdy nie zapełnioną wyrwę, bolesne miejsce, już do końca ich dni sugerujące, że nie są oni wystarczająco dobrzy, skoro nawet biologiczne matki zrezygnowały z ich wychowania. Dzieci (zwłaszcza Michael) żyły w przeświadczeniu o własnej bezwartościowości i braku prawa do szczęścia, co z kolei powodowało, że mimo pozornie poukładanych relacji, wciąż podejmowali działania autodestrukcyjne, które prędzej czy później niszczyły ich związki, utwierdzając ich w przekonaniu, że rzeczywiście na spełnienie i radość nie zasługują. Błędne koło toczyło się przez całe ich życie, co rusz rzucając kłody pod nogi.
Od najmłodszych lat Michael wydawał się odstawać od rówieśników – był wrażliwszy, głębiej przeżywał wszelkie niepowodzenia i sukcesy, zdawał się zachłystywać codziennością, jednak już jakiekolwiek drobne przeciwności całkowicie burzyły porządek – jego sfera emocjonalna była nieuporządkowana, do czego dołożył się także brak akceptacji jego orientacji seksualnej, zarówno ze strony rodziny jak i partii, przed którą musiał ją ukrywać, skazując się na życie w ciągłym lęku przed demaskacją.
Przez wiele lat tracił on partnerów, wmawiając sobie i im, że nie zasłużył na miłość i rujnując przez to każdy kolejny związek. Gdy wreszcie udało mu się stworzyć trwałą relację homoerotyczną, opartą  na zaufaniu i wsparciu, postanowił ponowić próbę odnalezienia matki, o której myśli kiełkowały w nim od dawna. Dzięki powrotowi do przeszłości, mężczyzna miał raz na zawsze zamknąć bolesny rozdział, poznać prawdę o swoim pochodzeniu i dokonać pracy, mającej w konsekwencji pozwolić na zabliźnienie ran i wyzbycie się piętna opuszczonego dziecka, niezdolnego do okazywania miłości i budowania więzi. Gdzieś pomiędzy jego poszukiwaniami, a karierą polityczną, pojawia się trudny na tamte czasy temat akceptacji związków homoseksualnych, a także przeznaczania pieniędzy na leczenie i badanie HIV, zbierającego coraz większe żniwo i naznaczającego piętnem każdego nosiciela wirusa.
Historię Michaela napisało życie i to właśnie w autentyczności tkwi jej największa siła. Ukazuje ona, że życie rzuca nas w przeróżne miejsca, ograbiając z jednego, po to, by zaoferować nam drugie, co nie zmienia faktu, że w ludzkiej naturze tkwi głęboko zakorzenione pragnienie określenia siebie i swojego pochodzenia, bo dzięki tej wiedzy możemy poczuć się „kimś skądś”, nie zaś „kimś (nikim) znikąd”. Opowieść tę czyta się ze ściśniętym gardłem, przeczuwając jej zakończenie i zżymając się na człowieczą niesprawiedliwość i uwikłanie  w przeszłość.
Polecam!

poniedziałek, 18 listopada 2013

Ulice Bangkoku - Christopher G. Moore


Tytuł: Ulice Bangkoku
Autor: Christopher G. Moore
Wydawnictwo: Świat Książki
ISBN: 9788379430611
Ilość stron: 622
Cena: 39,90 zł




Z książką tą miałam niemały problem – do jej lektury podchodziłam bowiem dwukrotnie, każdorazowo zmagając się z tym samym problemem – z jakichś powodów zupełnie nie potrafiłam „wciągnąć się” w fabułę. Mimo że narracja prowadzona jest bardzo precyzyjnie, z werwą, a atmosfera powieści wykracza daleko poza tradycyjne ujęcia kryminału – nie potrafiłam odnaleźć się w wykreowanym przez Moore’a świecie.

Egzotyczna sceneria, w jakiej zdecydował się ulokować swoją historię, to ogromny plus tej książki. Mając w pamięci filmowe próby przedstawiania podobnych fabuł w przestrzeniach Bangkoku i okolicznych miast, ciągle towarzyszył mi obraz tłoku, gwaru, duszności i głośności owych miast pod osłoną nocy. Zewsząd bombardował mnie widok Tajek i Tajów kręcących się po okolicznych lokalach, przeciskających przez tłumy turystów ulokowanych przy straganach, otoczonych buchającą parą. Bangkok nocą mnie pociąga i urzeka klimatem, idealnym do podobnych narracji, Bangkok dniem – zupełnie mnie nie przekonuje.
A to właśnie dzień wyznacza głównych rytm narracji. Wtedy bowiem dokonano morderstwa, o które oskarżono Bogu ducha winnego Calvina, amerykańskiego prawnika wysłanego w roli detektywa do Tajlandii, w celu śledzenia pewnej mia noi, kochanki tajskiego polityka.
Wynajęty został on przez Ricka Caseya, którego życie przewartościowanego zostało przez niewyjaśnione zabójstwo jego syna. Sprawa ta spędza mu sen z powiek, czyniąc jego życie nieznośnym.
Szybko okazuje się jednak, że decyzja śledzenia wspomnianej kochanki, to jedynie przykrywka. Wydawało się bowiem, że taka sprawa nie stanowi dla wytrawnego detektywa żadnego wyzwania, a jak się okazuje – rozpocznie cykl niebezpiecznych przygód. Calvin zostaje uwikłany w tajskie porachunki, oskarżony o zamordowanie ying, mieszkającej piętro nad nim w hotelowym pokoju. Przetrzymywany w domowym areszcie dowiaduje się, że to wydarzenie jest jedynie początkiem lepkich wydarzeń, należących do sieci koneksji rodzinnych i politycznych. Jedynym ratunkiem, zdaje się dla niego skorzystanie z pomocy wpływowych przyjaciół. Czy to jednak wystarczy, by uniknąć niebezpieczeństwa w mieście, w którym słowo „kłopoty” wcale nie oznacza przelotnych niedogodności?

Moore, decydując się na tak orientalne klimaty swojej powieści, zrobił coś bardzo przemyślanego, zapomniał jednak, że doskonałe tło do wydarzeń, to jeszcze nie wszystko.
Równie ważne, a często i ważniejsze, staje się umiejętne poprowadzenie narracji, skrupulatne plątanie wątków, intuicyjne rozwiązywanie intrygi. Moore oddał ducha kryminałów noir, w których siłą napędową akcji jest femme fatale, doprowadzająca najczęściej do katastrofalnych skutków znajomości. Niejednoznaczność moralna bohaterów, typowa dla tego gatunku, również wysuwa się na plan pierwszy, zaświadczając o tym, że nic nie jest czarne lub białe, że nasze życia to jedynie wszystkie odcienie szarości, na przemian się ze sobą łączące. Zgnilizna moralna wyziera z kart książki, a towarzyszą jej napływające zewsząd jazzowe nuty. Wciąż jednak wolę noir w ujęciu klasyków gatunku.

Mimo że książka zdaje się arcyciekawa, dzięki bogato zarysowanym postaciom i rewelacyjnej lokalizacji – w mojej opinii wszystkie polityczne i rodzinne koneksje, zbytnio wszystko skomplikowały. Obserwując Bangkok i jego mieszkańców, cały czas miałam wrażenie, że rzecz toczy się o inną stawkę niż ludzie. To nie oni są bohaterami tej książki – oni stanowią niejako tło dla scenerii. Paradoksalnie, to wcale nie przyciąga.
Wszak kryminał, to przede wszystkim ludzie. Reszta jest jedynie dodatkiem. U Moore’a te granice zostały poprzesuwane. I to właśnie sprawiło, że czytając tę książkę męczyłam się okrutnie. Przypuszczam jednak, że dla wielu to będzie stanowiło o jej wartości, stąd też nie odradzam jej lektury, lecz zachęcam do samodzielnego badania.


wtorek, 15 października 2013

Bracia Hioba - Rebecca Gablé


Tytuł: Bracia Hioba
Autor: Rebeca Gablé
Wydawnictwo: Esprit
ISBN: 9788361989974
Ilość stron: 900
Cena: 49, 90 zł



Rebecca Gablé, to literaturoznawczyni, tłumaczka, pisarka, specjalizująca się w tworzeniu powieści historycznych i kryminałów. W Niemczech jej książki cieszą się ogromną popularnością, a popyt na nie wcale nie maleje.
W Polsce ukazały się dotąd dwie jej publikacje – Osadnicy z Catanu oraz Bracia Hioba.

Gablé osadziła akcję swojej powieści w Anglii 1147 roku. Państwem targają wielkie niepokoje, od lat trwa bowiem wojna domowa o koronę pomiędzy cesarzową Matyldą a Stefanem Blois.
Jest jednak takie miejsce, do którego bitewny kurz nie dociera – jest nim wyspa Whitholm, zamieszkiwana przez podopiecznych mnichów z zakonu św. Pankracego. Są nimi prawdziwe indywidua – chorzy, ułomni, arystokraci, przestępcy, opętani, bracia syjamscy, a nawet morderca. Ich opiekunowie zorganizowali przestrzeń gromadzącą wszystkich odstających w jakikolwiek sposób od panujących norm społecznych. To, co jawi się jako dom odizolowany od reszty świata, przyjmuje tak naprawdę kształt gorliwie chronionego więzienia. Jego mieszkańców zwano braćmi Hioba. Pierwotnie planowano, by miejsce to stanowiło ich schronienie już na zawsze, niestety nawet ją dosięga nieszczęście.
Życie mieszkańców wysepki zdezorganizowane zostało przez siejącą zniszczenie nawałnicę, z której ocaleli jedynie nieliczni.
Wśród nich stojący na czele grupy mężczyzna z amnezją, zwany Losianem; szlachcic od lat zmagający się z padaczką; chłopiec z zespołem Downa, bracia syjamscy; mężczyzna wierzący, że jego brzuch zamieszkiwany jest przez węża; bohater uznający się za świętego Edmunda oraz szlachcic Reginald de Warenn – niebezpieczny psychopata. Postaci te decydują się na ucieczkę z wyspy przez dziurę w ogrodzeniu, powstałą na skutek burzy. Nie wiedzą jeszcze na jak wielkie niebezpieczeństwo się narażają. Niespodziewanie odzyskana wolność wcale nie jest stanem przyjemnym, bowiem ich dusze wciąż nękane są obawą o zdemaskowanie i pojmanie. Świat, do którego zmierzają wcale nie jest bezpieczną idyllą, lecz siecią niebezpieczeństw, zagrażającą nawet przeciętnym mieszkańcom, nie mówiąc już o grupie odmieńców niezwykle rzucającej się w oczy. Ich jedyną szansą na ocalenie jest tworzenie zwartego przymierza, co rusz nadszarpywanego przez wir politycznych wydarzeń oraz sieci wspomnień i bolesnej pamięci o przeszłości.

Bracia Hioba, to niemalże 900 stron fascynującej przygody, kipiącej od emocji i żywiołowej akcji. Autorka fenomenalnie poprowadziła narrację, a umiejscowienie wydarzeń w średniowiecznej Anglii, nadało jej historii prawdziwego kolorytu. Opisywane przez nią czasy od lat stanowią niewyczerpane źródło inspiracji dla twórców, którzy na tle wydarzeń historycznych budują rewelacyjne fabuły, niewolne od polityki i zmagań z minionym.
Gablé oferuje nam wejrzenie w przekrój społeczeństwa opisywanych czasów. Raczy nas opisami zarówno arystokracji, jak i duchowieństwa, szlachty i chłopów. Nie pomija żadnej warstwy społecznej, ukazując różnorodność opisywanych czasów. Wybór głównych postaci to również bardzo mocny punkt historii – galeria nietuzinkowych postaci odrzuconych przez społeczeństwo, w którym po raz kolejnym próbuje się odnaleźć sprawia, że zupełnie inaczej będziemy odtąd spoglądać na im podobnych bohaterów.
Autorka nie oszczędzała się, nadając swoim postaciom tak niespotykane rysy i oddając ducha epoki.

Doskonała powieść historyczna, przy której nie zauważycie upływających godzin. Jej wielowątkowość zapewni Wam lekturę na najwyższym poziomie.


wtorek, 24 września 2013

Na szafocie – Hilary Mantel


Tytuł: Na szafocie
Autor: Hilary Mantel
Wydawnictwo: Sonia Draga
ISBN: 9788375086799
Ilość stron: 432
Cena: 39 zł



Na szafocie to drugi tom trylogii Hilary Mantel, opiewającej losy dynastii Tudorów, widzianej z perspektywy Tomasza Cromwella. Przez wielu krytyków i czytelników uznana jest za dzieło najwyższej próby, przewyższające poziomem część pierwszą, która to robiła ogromne wrażenie. O jakości tekstu świadczy kolejna nagroda Bookera, nieprawdopodobne wyróżnienie, zwłaszcza, że i tom pierwszy zgarnął ten laur.
Cieszę się, że docenia się autorów, który z tak ogromnym pietyzmem oddają się tworzonemu przez siebie dziełu. Tak, dziełu i to monumentalnemu.
Styl Mantel i jej sposób prowadzenia narracji to wyjątkowo wymagające elementy, wymuszające na czytelniku wzmożoną uwagę i aktywność. To one stanowią o niepowtarzalności jej tekstów, jednak to również one mogą tych mniej wprawionych czytelników odrzucić. Jako że to już tom drugi – przyzwyczajona do sposobu prowadzenia opowieści, z gładkim wejściem w powieść nie miałam już większych problemów i uczyniłam to z tym większą przyjemnością.
Na szafocie to część kontynuująca historię Cromwella, polityka przez historię zapamiętanego jako pozbawionego skrupułów manipulatora, a przez Mantel prezentowanego w zupełnie innym świetle, zezwalające na ujrzenie w nim człowieka charakteryzujące się troskliwością i opiekuńczością, a także sporym darem dyplomacji.
Tom ten upamiętnia wydarzenia po upadku kardynała Wolseya – pracodawcy Cromwella sprzed czasów, gdy ten stał się wiernym doradcą króla. Małżeństwo Henryka VIII z Katarzyną Aragońską już dawno uznane jest za niebyłe, a monarcha oficjalnie i prawomocnie związał się z Anną Boleyn, co Cromwellowi jest bardzo nie na rękę.
„Wicekról od spraw religijnych” przeżył wiele i ze wszystkich wydarzeń mogących nieść ze sobą katastrofalne skutki wyszedł obronną ręką. Mało tego – dzięki swemu sprytowi i inteligencji, ma realny wpływ na politykę kraju. Okupione jest to ciężką pracą i przybieraniem wielu masek, a także pozyskiwaniem kolejnych wrogów. Jego beznamiętności i brak sentymentów, na trwałe utrwalił wizerunek doradcy pozbawionego skrupułów i jakiejkolwiek litości. Jako wykonawca woli monarchy, starał się za wszelką cenę doprowadzić do rozwiązania jego wymuszonego małżeństwa z Anną Boleyn. Kobieta zrzucona zostaje ze sceny politycznej i miłosnej, okryta hańbą i ścięta, a jej miejsce zajmuje Jane Seymour, kolejna miłostka i w konsekwencji żona króla.
Tudorowie cieszą się jedną z najchętniej powtarzanych i rekonstruowanych historii w dziejach świata. Ich losy z wypiekami na twarzy, pod różną postacią, śledzą ludzie całego globu.
Cieszę się, że to właśnie Mantel, zdecydowała się na „odkurzenie” ich losów, stworzenie narracji tyleż trudnej, co pociągającej. Doskonały zabieg wymuszający uwagę, a przy tym przyczyniający się do zapamiętania większej ilości szczegółów, których nie brakuje. Mnożą się i mnożą, końca nie widać, a autorka jak najwytrawniejszy znawca balansuje między nimi, racząc czytelnika kolejnymi wątkami i malowaniem pobocznych bohaterów i historii. Wszystko to przefiltrowane przez świadomość i postrzeganie Cromwella, co dodaje opowieści dodatkowego kolorytu.
Autorka przedstawia nam prawdziwy spektakl polityczno-prawny, w którym do końca nie wyjaśnia się kto i czego tak naprawdę był winny. Twórczyni zmyślnie operuje zgromadzoną wiedzą, koncentrując się przy tym na faktach, a nie relacjach panujących na monarszym dworze. Mimo wielości i obfitości portretów postaci, tak naprawdę ważniejsze stają się wydarzenia niż motywacje. Co ciekawe (i trochę przerażające) z równym zainteresowaniem śledzimy zarówno ślubne uczty jak i egzekucje. Zrzucam to na karb talentu Mantel, potrafiącej tak opowiadać, że wszystkie wydarzenia zdają się równie absorbujące, bez względu na ich moralny wydźwięk i konsekwencje. 

Wielka szkoda, że na tom wieńczący trylogię autorka każe czekać aż do roku 2015, wiem jednak, że czas poświęcony tworzeniu przekuje ona w jakość, toteż czekam cierpliwie i pokornie. Dla niektórych tekstów warto – i on jest jednym z nich.


Polecam gorąco! Zakosztujcie w talencie autorki, której teksty wyróżnione zostały podwójnym Bookerem. Prawdziwy talent!


niedziela, 15 września 2013

W krzywym zwierciadle – Maciej Stuhr


Tytuł: W krzywym zwierciadle
Autor: Maciej Stuhr
Wydawnictwo: Zwierciadło
Udostępnione przez: Sztukater
ISBN: 9788363014612
Ilość stron: 224


Maciej Stuhr przez wiele lat przez niektórych traktowany był z lekką pobłażliwością, jako ten, który wybił się dzięki znanemu nazwisku i zapleczu w postaci znajomości sławnego ojca.
Od dawna udowadnia jednak, że talent ma zapisany w genach, a jego dokonania, to nie tylko rewelacyjne skecze objawiające pełnię jego predyspozycji komediowych, ale też doskonałe kreacje filmowe czy ostatnio –  felietonowe.
Pisząc do „Zwierciadła” miał on oczywiście pewne obawy -  czy uda mu się raz w miesiącu wydobyć z siebie myśl, która zapisana nie straciłaby na wartości, czy lepiej pisać ku uciesze publiki, czy też ku jej refleksji oraz zadumie, czy pisanie w ogóle musi mieć jakiś cel nadrzędny poza czynnością samą w sobie. Pytania można by mnożyć, pewne jest jedno: Stuhr pisze i robi to dobrze.
W moim przekonaniu najlepiej sprawdzają się jego felietony zabarwione nutką komizmu, w nich czuje się bowiem prawdziwego ducha felietonisty.
Na wolumin W krzywym zwierciadle składa się całe spektrum tekstów. Jedne refleksyjne, inne [w szczególności jeden!] rozbawiające mnie do rozpuku, inne zaś nużące: w myśl prośby Stuhra nie pomnę jednak które to. Co prawda nie spotykamy się face to face, ale nie wiadomo jakie znaczenie będzie miało to sformułowanie za kilka lat, a nie chciałabym, by autorowi zrobiło się wedle jego obaw przykro – panie Macieju, proszę pisać dalej!

Choć teksty te wielu osobom mogą wydać się znajome, przez lata publikowane były bowiem na łamach czasopisma, to jednak mając je zebrane w jednym miejscu, z o wiele większą przyjemnością się do nich sięga. Przegląd książki umożliwia wyłonienie najczęściej poruszanych przez Stuhra tematów, wgląd w jego pisarski rozwój, przyjrzenie się zmianom zachodzącym w jego światopoglądzie i sposobie wyłaniania z codzienności myśli znaczących.
Prawdziwą przyjemnością jest śledzenie jego felietonowych poczynań, od raczkowania, aż do coraz ważniejszych, błyskotliwych tekstów.

W publikacji tej znajdziemy krótkie formy publicystyczne, w których Stuhr pochyla się nad stanem polskiej kultury, wskazuje palcem na konkretnych polityków i ich poczynania, analizuje Polskę i świat w dobie kryzysu, okiem profety zagląda do roku 2040, obśmiewa teleturnieje sprzedające prywatność, boleje nad kierunkiem w jakim zmierza język polski zdominowany przez kulturę zachodu, prezentuje peerelowski słowniczek dla młodszego niż jego pokolenia, angażuje się w tworzenie krótkiego kursu felietonopisarstwa, rozważa znaczenie pasji w życiu każdego z nas, bada ją od strony semantycznej, docieka sensów ukrytych i wreszcie – zastanawia się nad tym co dotyka go tu i teraz, a także pozostawia nam, czytelnikom, wolną przestrzeń do stworzenia własnego felietonu.
Żeby było ciekawiej, książka ta nie jest jedynie zbiorem tekstów drukowanych uprzednio w „Zwierciadle”, lecz także miejscem, w którym Stuhr zdecydował się zadebiutować jako autor opowiadania (mającego być czytanym jak scenariusz filmowy – oczami wyobraźni) sensacyjnego, inspirowanego szeroko pojętą kulturą polską (szczególnie zaś najnowszą – często – niechlubną). Znajdziemy w nim nawiązania do wielu dziedzin, w niej wspomina Stuhr o Różyczce, cytuje teksty Dody, poddaje obróbkom tytuły książek Kalicińskiej i wiele, wiele innych.
Wykazuje się przy tym niebywałą czujnością i zdolnością do czerpania natchnienia ze wszystkiego i przerabiania tego na swoją modłę.
Dobre, trochę prześmiewcze, trochę kłujące w oczy, trochę do zadumy.
Polecam szczególnie miłośnikom wysublimowanego humoru i czułości na punkcie kultury, szczególnie wysokiej. Polecam ludziom zaniepokojonym stanem polskich gustów odbiorczych, szukającym sensu w oglądaniu i czerpaniu radości z programów tworzonych według oklepanych schematów, strwożonym wizją ludzkości ogłupianej czczą, tanią i często wulgarną rozrywką. Słowem – jeśli na sercu leżą Ci losy polskiej kultury – sięgnij, zmierz się z poglądami Stuhra i odpowiedz. To taka satyra na nasze czasy.

piątek, 10 maja 2013

Wyrok – Mariusz Zielke


Tytuł: Wyrok
Autor: Mariusz Zielke
Wydawnictwo: Czarna Owca
ISBN: 978-83-7554-482-4
Ilość stron: 528



Mariusz Zielke, to w moim przeświadczeniu, wielki triumfator polskiej literatury. Mimo że początkowo nikt nie chciał wydać jego książki, to gdy w blogsferze zawrzało od jego nazwiska i niezwykle pochlebnych opinii na temat powieści Wyrok, znalazł się wydawca, który nie bał się wypuścić na rynek publikacji, obnażającej sekrety polskiej finansjery, mechanizmy działania mediów i ich konszachtów z politykami, a także współzależności między tymi trzema sferami, pozornie działającymi osobno, a tak naprawdę wzajemnie się napędzającymi.
Zielke, to laureat wielu wyróżnień i prestiżowych nagród. Dziennikarz, mimo pozornej chwili uznania, nagle stracił pracę w dużej gazecie. Tym samym jego los, przypomniał los bohatera trylogii Millenium Stenga Larssona, który znalazł się w niemalże identycznej sytuacji. Zielke, wciąż mając wiele do stracenia, ale będąc również świadomym swojej dziennikarskiej powinności, ujawnił na swojej niezależnej stronie internetowej największe afery polskiej gospodarki, dotąd skutecznie wyciszane i usuwane na dalszy plan. Swoimi publikacjami naraził się kilku potężnym biznesmenom, którzy dziś żądają od niego milionowych odszkodowań. Mimo to, a może – z powodu tego – Zielke postanowił wydać książkę, która będzie kontynuatorką jego dzieła i najprawdopodobniej dotrze do szerszego grona odbiorców, kompromitując polską rzeczywistość, tak skutecznie zakrywaną przed przeciętnym mieszkańcem naszego kraju.

Przedmiotem opowieści jest historia dziennikarza, który poprzez dokonanie przez siebie niewygodne odkrycia, naraził się przestępcy-finansiście, który to zmusi go do stoczenia pojedynku z zawodowym zabójcą oraz seryjnym mordercą. Nie sposób pokrótce streścić fabuły tego emocjonującego kryminału, gdyż właściwie z każdą przewróconą kartką, pojawiają się nowe wątki, nowe elementy układanki, która stanie się czytelna dopiero po pięciuset stronach misternej przygody, w walce o życie i prawdę.
Zielke skonstruował błyskotliwą powieść, w której wątek sensacyjny staje się jedynie nośnikiem do treści znajdujących się w zupełnie innym porządku rozważań. To historia inspirowana rzeczywistością, w której dochodzi do zaskakujących zwrotów akcji, obnażających siatkę powiązanych ze sobą elementów, o których nie mielibyśmy prawa mieć pojęcia, gdyby nie doskonały zmysł obserwacyjny i odwaga autora, oddającego w ręce czytelnika książkę zdolną uruchomić prawdziwą lawinę wydarzeń.
Powieść ta szokuje swoją prawdziwością oraz szeregiem odwołań do rzeczywistości. Obnażenie mechanizmów rządzących polską giełdą oraz polityką zaskakuje, a fakt błyskawicznego rozejścia się pierwszego nakładu zaświadcza o poziomie prezentowanej książki. Poprzednie wydanie książki, przypominające drugi obieg, unikanie cenzury i ucieczkę przed władzą, która mogłaby zaingerować w jej wydanie, wskazuje jak prawdziwe są opisywane w niej historie i jak niewygodne mogą się one okazać dla władz. Emocjonujące fakty prezentowane na jej łamach spowodowały skandal na polskim rynku finansowym, ujawniając to, co tak skutecznie dotąd zasłaniano milczeniem. Zielke daleki jest od stosowania języka ezopowego, nie ucieka się do cenzury i nie boi się konsekwencji, chce być ambasadorem prawdy. Chcecie ją poznać?
Koniecznie przeczytajcie!


poniedziałek, 7 listopada 2011

Anna Politkowska – Tylko prawda




Anna Stiepanowa Politkowska, to znana niezależna rosyjska dziennikarka, która swoją pracę zawodową przypłaciła życiem, gdy w 2006 roku została zamordowana pod drzwiami swojego mieszkania w centrum Moskwy.

Prestiż zdobyła głownie dzięki publikacjom, w których sprzeciwiała się i ostro krytykowała rządy Władimira Putina oraz wojny w Czeczenii. To im poświęciła sporą część reportaży wydawanych na łamach dziennika „Nowaja Gazieta” w latach 1999-2006.

Anna Politkowska, to przykład niezwykłej odwagi. Nie zważając na niebezpieczeństwo wkraczała w samo serce konfliktów, po to by bez zaciemniania i ubarwiania przekazać światu prawdę o zastanej sytuacji. Jej bezkompromisowość sprawiła, że naraziła się wielu jednostkom. Do samego końca walczyła jednak o to, co w jej odczuciu priorytetowe: obnażenie z  fikcji tego, co na potrzeby zysku oraz ze względu na dbanie o wizerunek publiczny władz w mediach przedstawia się inaczej. Nie bała się krytyki,  nie straszne były jej pogróżki. Praca dziennikarza stanowiła całe jej życie. Spalała się w niej, po to by inni mogli bez cenzury spojrzeć na rzeczywistość, by mogli dostać się w serce konfliktu. Pokazywała historię, taką jaką jest.
Jej działalność przysporzyła jej tyle samo wrogów, co zwolenników.

Tylko prawda to zbiór najwybitniejszych reportaży Politowskiej, których przedmiotem są między innymi wojny czeczeńskie, wydarzenia wewnątrz Rosji, atak na szkołę w Biesłanie oraz rozważania o politykach. To one zdobyły największe uznanie i największą rzeszę czytelników. To one w sposób niezwykle wnikliwy i precyzyjny stanowią świadectwo tego, co próbowano zaciemniać i ukrywać.
Ksiązka ta to hołd złożony przede wszystkim prawdzie i głoszącej ją autorce. To bunt przeciwko sztucznym, ubarwionym reportażom pisanym na zamówienie. To wreszcie lekcja współczesnej historii, rozgrywającej się praktycznie na naszych oczach. To doskonały zbiór ukazujący to z czym wciąż musimy walczyć i co w naszym życiu najważniejsze. To historia i wołanie ludzi, których nikt nie chciał słuchać. Tylko prawda. Bez koloryzowania. Naga. Bezbronna. Boleśnie szczera i brutalna. Niezwykle obfita. Tłumiąca śmiechy i zatrważająca. Zmuszająca do myślenia. Prowokująca ciąg krótkich, urywanych zdań. Porażająca.
Trzeba ją znać. Po prostu. 


Recenzja napisana dla portalu Lektury Reportera, dostępna także po kliknięciu w banner:

czwartek, 3 listopada 2011

Cmentarz w Pradze – Umberto Eco




Nazwisko Eco słyszał chyba każdy. Paradoksalnie, mimo tego, że najwięcej publikacji poświęca on semiotyce i są to w dużej mierze eseje bądź felietony, stał się znany dzięki powieści Imię Róży. Jako beletrysta autor objawia się rzadko. Na każdą z jego powieści trzeba czekać długie lata, czego dowodzi ich ilość – doskonała szóstka. Mimo to, są to jedne z najbardziej wyczekiwanych pozycji na literackim rynku: na każdą z nich ostrzą sobie zęby nie tylko krytycy, lecz przede wszystkim fani humoru i erudycji Eco.

Cmentarz w Pradze ukazał się sześć lat po ostatniej wydanej powieści, jaką był Tajemniczy płomień królowej Loany.
Już dziś można zaryzykować stwierdzenie, że będzie to objawienie na rynku, na stałe wpisujące się w kanon literatury z najwyższej półki. Za cenę takiej jakości, warto było odczekać te kilka lat.
Książka ta choć dotyka wydarzeń XIX wieku, tak naprawdę jest historią mistyfikacji, które także i dziś możemy obserwować – na scenie politycznej głównie, lecz także w naszym codziennym życiu, w którym roi się od fałszerstw i łgarstw.
Eco nie ucieka od formy felietonowej, notabene wykształconej w opisywanych czasach– choć Cmentarz w Pradze stał się powieścią, zawiera cechy świadczące o innej przynależności gatunkowej – charakterystyczną osobistą złośliwość, ironiczne wytykanie wad, wyczuwalny sardoniczny uśmiech, a także gros rycin, z których część można uznać za satyryczne.
Jest to swoista demaskacja znanych nam typów ludzi, obdarcie ich z masek i przejaskrawienie szczególnych zachowań, mające na celu wyczulić czytelnika na kłamstwo.
Gdyby streścić krótko tę powieść należałoby jedynie rzec, że jej przedmiotem jest sprawa fałszerstwa. Główny bohater to specjalista w wytwarzaniu podróbek, odbywający podróż po Europie dziewiętnastowiecznej. W swojej wędrówce przemierzy między innymi Turyn, Palermo, Paryż i to tam będzie świadkiem, a także współuczestnikiem spisków politycznych i wszelkiego rodzaju machlojek. Swoimi umiejętnościami ma przysłużyć się tajnym służbom. Simonino Symonimi, bo tak nazywa się nasz bohater, to oszust najwyższej klasy, mający powiązania z najróżniejszymi grupami społecznymi. Stąd też w powieści tej przewiną się sataniści, masoni, mazzaniści, duchowni przewrotni, Żydzi,  jezuici, a także doktor Freud.
Wątek jego oszustwa jest jednak jedynie szczytem góry lodowej wypadków składających się na tę powieść. Eco po raz kolejny wykazał się mistrzowską erudycją. Jego książka to ciąg wiadomości topograficznych, historycznych, geograficznych, psychologicznych, a także… kulinarnych. Żadne słowo w niej zawarte nie jest przypadkowe, a każda ponowna lektura może jedynie spotęgować uczucie bezkresności zagadnień w  niej poruszonych. W Cmentarzu w Pradze nie zabrakło także charakterystycznego dla autora humoru. Miłośnicy Imienia Róży z pewnością nie będą zawiedzeni.

Umberto Eco stworzył książkę, która pozwala wygodnie rozsiąść się na kanapie i rozkoszować każdym słowem i zagadką. To powieść zarówno dla miłośników samego twórcy, jak i entuzjastów thrillerów, gier z czytelnikiem, a nade wszystko: dobrej literatury.
Ni mniej, ni więcej – uczta dla umysłu i duszy.
 
Strona domowa autora: http://www.umbertoeco.com/en/



wtorek, 3 maja 2011

Dziewczyna z jego snów- Donna Leon

Dziewczyna  z jego snów to moje pierwsze spotkanie z Donną Leon. Niestety, jak na początek, nieco rozczarowujące. O autorce słyszałam dość, by stwierdzić, że samym swoim nazwiskiem staje się renomą dla kolejnych książek, że warto kupować ją w ciemno, bo na pewno w zamian za zaufanie czeka nas dobry kryminał.
Niestety podczas lektury nie doznałam ani szczególnego napięcia, ani poczucia szybko zmieniającej się akcji. Nic nie wskazywało na to, by mogła to stać się pozycja wciągająca.
Owszem, czyta się ją szybko, jednak z umiarkowanym zainteresowaniem. Momentami staje się nużąca. Zdarzały się chwile, w których zaczynałam myśleć o wszystkim, tylko nie o tym, o czym akurat czytałam. Autorka nie przyciągnęła mojej uwagi na tyle, bym mogła bez reszty zatopić się w lekturze.

Pisarka jest twórczynią serii o  komisarzu Guido Brunettim. W swojej najnowszej książce raczy nas opowieścią o spotkaniu bohatera z księdzem Antoninem, który po pogrzebie matki komisarza przychodzi do niego z dość nietypową sprawą.  Jest on zaniepokojony sytuacją znanego sobie młodego człowieka, który według jego obserwacji został omamiony przez oszusta podającego się za kaznodzieję i wyzyskującego pieniądze. W czasie poszukiwań komisarz dowiaduje się, że i sama opinia o księdzu Antoninie budzi pewne zastrzeżenia. Historia ta jednak zaczyna tracić na znaczeniu, gdy Brunetti staje się świadkiem i uczestnikiem wyłowienia z kanału ciała jedenastoletniej Romki.  Powiem szczerze- dla mnie obydwa wątki zupełnie się nie łączą i w ogóle do siebie nie pasują. Nie widzę powiązań ani nawet celowości takiego zaprezentowania wydarzeń.

Donna Leon zwraca uwagę na relacje społeczne, ludzkie uprzedzenia, zwłaszcza w stosunku do Romów oraz trudną sytuację polityczną. Jej tekst staje się krytyką kraju, w którym osoba ustawiona i chroniona przez rodzinne wpływy nie może stać się oskarżona, nawet gdyby dokonała się czynów karalnych.

Nie oczekujcie szczęśliwego zakończenia sprawy kryminalnej, w tej książce pokazane jest życie, a nie fikcja. Życie, w którym nie zawsze odnalezienie sprawcy równa się sprawiedliwości i odbyciu przez niego kary.

Dla fanów serii o detektywie Brunettim- polecam, na pewno znajdą coś dla siebie. Pozostali jednak-cóż- podobnie jak i ja, mogą zostać znużeni i zniechęceni do sięgania po inne części. Sama nie wiem czy dam autorce kolejną szansę.
W tekście pojawia się karygodny błąd ortograficzny, rzutujący na całość. Próbowałam usprawiedliwiać „porzondnego” celowym zabiegiem literackim, jednak nijak ma się on do poprzednich wypowiedzi, więc nawet jeśli miał nim być- zupełnie się nie sprawdził. Jeśli nie miał- stał się wielkim niedopatrzeniem.
Ocena jest jaka jest, mam wrażenie, że mimo wszystko trochę ją naciągnęłam.
Własną opinię pozostawiam Waszemu czytelniczemu doświadczeniu.
Nie mogę ocenić pozycji przez pryzmat innych utworów autorki. Może to i dobrze- nie popadłam w nieuzasadnione i przesadne próby bronienia jej twórczości, wyraziłam tylko swoją jednostkową ocenę po lekturze całkowicie wyjętej z kontekstu części serii.

Za książkę serdecznie dziękuję Oficynie Literackiej Noir sur Blanc
  • Tytuł oryginału: The Girl of His Dreams
  • Przekład: Marek Fedyszak
  • Oprawa: broszurowa
  • Ilość stron: 356
  • Format: 120 x 170 mm
  • ISBN: 978-83-7392-348-5
  • Data wydania: marzec 2011
3/6

piątek, 14 stycznia 2011

"Otello" William Szekspir

Williama Szekspira nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. Sztuki takie jak "Hamlet", "Makbet", Król Lear" czy "Otello" zna każdy szanujący się czytelnik. Prawda jest jednak taka, ze co druga zapytana osoba potrafi przytoczyć treść dramatów Szekspira, jednak w życiu nie miała danej ksiązki w ręce. To pewnie kwestia wielu zapożyczeń w dziełach współczesnych do mistrza, a  także wielu spektakli oraz filmów na kanwie utwórów Szeskpira.  Szkoły serwują go przy każdej możliwej okazji, przeciętny uczeń czytał być może "Makbeta" lub jego opracowanie. Treść zna. Szkoda tylko, że nie zaznał nieopisanej przyjemności płynącej z czytania jego dzieł w oryginale, bądź [moim ulubionym] polskim przekładzie Stanisława Barańczaka.
Posiada on niesamowity talent do tłumaczenia dzieł Szekspira. Wychwytuje niuanse, tekst staje się zrozumiały, płynny, lekki, niczym nie zmącony, a  przy tym wielokrotnie bardzo dobitny. Nie sili się na piękne słówka. W miejscu gdzie Szekspir zażyczył sobie wulgaryzmu- tam jest. Myślę, że gdyby autor żył po dziś dzień byłby dumny z takiego tłumaczenia.
W minionym tygodniu miałam przyjemność sięgnąć kolejny raz w ciągu miesiąca po "Otella", bo za pierwszym razem z miejsca się zakochałam, a o miłość do książek trzeba dbać.Fabuła oraz niezwykle giętki język wciągnął mnie od pierwszych stron.
Gdyby postawić sobie pytanie o czym tak naprawdę jest ten tekst, można by powiedzieć, że ma zdecydowanie zły tytuł. Dramat jest personifikacją zazdrości, pod różnymi postaciami. I to tak naprawdę ona jest główną bohaterką.
Historia dotyczy spisku Iaga przeciwko Otellu.
Iago, adiutant Maura, kiedyś został przez niego odrzucony jako kandydat na zastępcę. Od tamtej pory w bohaterze rodzi się wielka zazdrość. O pozycję, żonę, poważanie jakim cieszy się Otello, o jego sielskie i idylliczne życie. Uczucie to rodzi w nim tak wielką paranoję, że postanawia się zemścić. Postanawia odebrać Otellowi wszystko to co ma, paradoksalnie również za pomocą zazdrości. By tego dokonać wykorzystuje uczucia otaczających go ludzi. By osiągnąć swój cel wykorzystuje wszystko i wszystkich, tworzy wielkie insynuacje, wzbudza podejrzenia, namawia do morderstwa.
 Długo nie mogłam ochłonąć po lekturze zakłóconej historii miłosnej Desdemony i Otella.  Dzieło to jako jedno z nielicznych, a nie wiem czy nie jedyne w dorobku Szekspira nie posiada wygórowanej liczby bohaterów. Wręcz przeciwnie ich liczba jest okrojona, akcja dotyczy właściwie głównej trójki: Iaga, Otella i Desdemony. Pozostałe postaci służą spiskowcowi w zemście na Otellu., są to swego rodzaju dodatki mające prowadzić do zasiania zamętu w sercu Otella.  Dzięki temu zabiegowi uwaga czytelnika nie jest rozproszona, może skupić się na konkretnych wydarzeniach, nie interesują go sytuacje poboczne.
Miłość Otella i Desdemony kwitła. [miłość? czy to tak naprawdę była miłość? czy związek oparty jedynie na politycznym zagraniu?] Jednak wystarczyło, by Iago zasiał ziarno niepokoju w sercu zakochanego i na wierzch wyszły wszystkie jego złe cechy, pierwiastek zła, o którym tak często wspomina autor, jego wielka wybuchowość, zazdrość, wręcz nieokiełznana furia, niechęć do wysłuchiwania tłumaczeń ukochanej. Otello wykazał się bardzo słabą znajomością charakteru swojej małżonki. Wolał uwierzyć fałszywemu słudze niż kobiecie, z którą postanowił dzielić życie. Intryga, jakich dziś już się nie spotyka. Samosąd, wielkie wyrzuty sumienia, morderstwa, wreszcie samobójstwo. Walka wszystkich ze wszystkimi, a pośród tego niczego nieświadoma i wręcz irytująco posłuszna Desdemona. Zazdrość i czystość. Dramat kontrastów. Dramat  zazdrości.
Mój ulubiony.
Chyba nie muszę dodawać, że polecam. Jednak uczulam- sięgajcie po tłumaczenia Barańczaka [wydawane są m.in. nakładem wydawnictwa Znak]. Gdy czytałam Szekspira w przekładzie Słomczyńskiego, szczerze mówiąc nie spodobał mi się nic a nic. Ot, zwykła historyjka. Nieporównywalnie wielka różnica. Niuanse, które nadają tekstowi zupełnie inny wydźwięk. A może spróbujecie sięgnąć po obydwa przekłady i pokusić się o recenzję porównawczą?:)

6/6 bez wyrzutów;)