Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Afryka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Afryka. Pokaż wszystkie posty

środa, 15 lipca 2015

Moja podróż po Imperium. Agatha Christie – oprac. Mathew Prichard


Moja podróż po Imperium to kolejna publikacja przybliżająca życie i podróże Agathy Christie, kojarzonej niezmiennie z fenomenalnymi kryminałami, triumfującymi na literackim piedestale od lat.

Urzeka mnie ta seria, bowiem pokazuje mi moją ukochaną pisarkę od strony, od jakiej jej nie znałam i nie miałam możliwości poznać – widzę kobietę odważną (zostawiła swoją córkę na 10 miesięcy!), złaknioną przygód, świata, spektakularnych widoków, nowych kultur, innych światów; karmiącą swoją wyobraźnię i doskonale obracającą się w  świecie mężczyzn (nie licząc kilku drobniejszych wpadek o podłożu kulturowym), a przy tym otrzymuję album pełen cudownych fotografii, które choć czarno-białe i klimatyczne w wyobraźni uzupełniam kolorami opisywanymi przez Christie.

Moja podróż po Imperium to zapis podróży pisarki, która wraz z mężem wyruszyła w trasę przygotowawczą do wielkiej wystawy dotyczącej Imperium. Szlak ich wojaży wiódł przez Afrykę Południową, Australię, Nową Zelandię, Honolulu, Kanadę, Nowy Jork… Czytając tę publikację podczas wakacji, można odnieść wrażenie, że podróżuje się wraz z Christie, tym bardziej, że dziś – dzięki zasobom Internetu – jej relacje można uzupełniać widokami zaczerpniętymi z bazy grafik.

Publikację tej książki umożliwił Mathew Pichard – wnuk pisarki – który zebrał i usystematyzował wszystkie materiały z  podróży babci, pieszczotliwie zwanej Nimą, którą sam, dzięki pracy redakcyjnej, mógł poznać od innej strony, niż ta, którą pamiętał z dzieciństwa i wczesnej młodości.

To opracowanie jest świadectwem tego jak bardzo podróże zmieniają i kształcą człowieka, jak wiele mogą o nim powiedzieć nawet tym, którym wydaje się, że znają podróżnika doskonale.
Świetne wydanie, kawał dobrej roboty, niezwykła frajda dla fanów Królowej Kryminału.
Polecam gorąco!

Inne książki Agathy Christie:


wtorek, 25 marca 2014

Dwanaście słów – Jan Jakub Kolski


Tytuł: Dwanaście słów
Autor: Jan Jakub Kolski
Wydawnictwo: Wielka Litera
ISBN: 9788364142178
Ilość stron: 276
Cena: 29,90 zł
Przedziwna to książka, powieść płynąca jak kolejny autorski film Kolskiego, w którym co rusz zmieniają się klatki: szatkowana, z przybliżaniem kamery, ujęciami z daleka, podglądająca ludzkie losy z wyjątkowej perspektywy.
Te oniryczną wędrówkę otwierają sceny obrazoburcze: duchowa miłość zakonnicy do Jezusa, który kiedyś ocalił ją z płomieni, zmienia się w cielesną, erotyczną; to co czyste, staje się przyczyną jej grzechu; to co dla jednych jest wewnętrznym wytchnieniem, dla niej - fizyczną męką. Zakonnica, by nie przedłużać cierpień, ucieka wraz z obrazem budzącym w niej pożądanie, przybierając maskę zupełnie innej osoby.
Ucieka w kolejną przestrzeń pełną niebezpieczeństw, ostatecznie znajdując schronienie u wiejskiego nauczyciela muzyki, który, próbując uporządkować swój świat, narzucił mu niezmienny rytm: dwanaście słów dziennie miało wystarczyć do komunikacji.  Marianna staje się jego służącą, zmuszoną do codziennego oglądania życia skażonego grzechem i nieujawnionym cierpieniem.
Kobieta, ledwo uciekła, zaczęła tłumaczyć swój brak czasu na modlitwę licznymi obowiązkami – jakże to ludzkie, jakże znane, jakże oddalające ją od niegdysiejszej miłości w stronę erosa. Buzujące w Mariannie od dawna pożądanie, zaczęło szukać źródła ujścia – nie pomagały znalezione pornograficzne obrazki, widok oddającego się fizycznej miłości Fryderyka – kobieta uległa, początkowo czując do siebie jedynie pogardę, stopniowo jednak, zagłuszyła swoje wyrzuty sumienia. Grzechy usprawiedliwiała swoim człowieczeństwem, uzależnieniem, niemożnością wygrania z pokusami, aż wreszcie z wymówek rezygnuje, oddając się codzienności takiej, jaką zbudowała.

W budowaniu nowego świata duża rolę odgrywa Fryderyk, który perfekcji szuka nie tylko w kompozycjach muzycznych, które tworzy dla umierającego Kazia Mączki, lecz także w stosunkach czy trywialnie – w rozmieszczeniu składników na kanapce. Życie ustabilizowane to coś, co ma sprawić, że zapomni o bolesnej afrykańskiej przeszłości.
A tym co nam, czytelnikom o niej przypomina jest przede wszystkim okładka książki: na pozór chaotyczna, w rzeczywistości obwarowana sensem. Buduje ją zarys Afryki, otoczony owocami granatu – symbolem płodności, ale też uwięzienia – być może w pożądliwościach, być w może w tym, co minione. Prawą stronę konturu współtworzy wpisany w niego profil kobiecy – tak wkomponowany, że połowa twarzy, jak i włosy są na nim zasłonięte, sugerując, że być może jest to odbicie zakonnicy odzianej w habit, a być może – kogoś, kogo losy nieodłącznie przeniknięte są z czarnym lądem. Okładka otwiera mnogość odczytań, a to co wybierzemy, zależy jedynie od naszej interpretacji tekstu, z którym niewątpliwie koresponduje.

Z całą pewnością jest to utwór, w którym uleganie pokusom odsłania fałszywy świat relacji społecznych, opartych na przekupności, zdradach, hipokryzji. Coś takiego jak normy w opisywanej wsi właściwie nie istnieje – są one jedynie pozorowane, na wypadek gdyby ktoś, kiedyś zaczął zadawać pytania. Nie sposób nie zauważyć jego filmowości – dialogi są niczym wyrwane ze scenariusza, potęgując wrażenie jakoby czytelnik znalazł się właśnie w samym centrum planu filmowego, w którym ktoś zarządza światem przedstawionym, reżyseruje go i pociąga za sznurki, dążąc do ostatecznego – perfekcyjnego – ujęcia. A w nim świat zepsuty, pozbawiony wartości, zgniły od wewnątrz, epatujący beznadzieją, pornografią i wulgarnością.

Książkę tę czyta się, doświadczając całej gamy uczuć – od znużenia, przez zainteresowanie, obrzydzenie, odrzucenie aż do zadziwienia całokształtem.
Polecam, choć nie będzie to lektura…. zwyczajna.

wtorek, 21 czerwca 2011

Lecz zabije rzeka białego człowieka- Patrcik Besson

Problem państw afrykańskich staje się bliski coraz szerszemu gronu osób. Zainteresowanie tą częścią świata drastycznie wzrasta, a co za tym idzie – powstaje wiele publikacji jej poświęconych. Nie zawsze są to książki podróżnicze, wspomnienia związane z wyprawami w tę część świata. Coraz częściej, Afryka staje się przedmiotem tekstów typu dokument-fiction. Tak też jest w wypadku książki Patricka Bessona, wydanej nakładem oficyny Noir sur Blanc – Lecz zabije rzeka białego człowieka.

Fabuła, choć wydawać by się mogła nieskomplikowana, okazuje się być wielowątkową mozaiką. Powieść rozpoczyna się, gdy na pokładzie samolotu Paryż – Brazzaville, główny bohater – Christophe, rozpoznaje pięćdziesięcioośmioletnią Blandine de Kergalec – eksoficer francuskich służb specjalnych. Jako pasjonat szpiegostwa, mężczyzna rozpoczyna obserwację rozpoznanej przez siebie kobiety. Nie przypuszcza, że stanie się to przyczyną jego wplątania  się w pasjonujący, jednak dramatyczny splot wydarzeń. 

Wielką zaletą książki jest fakt narracji prowadzonej z różnych perspektyw. Każdy rozdział staje się częścią wielogłosowo opowiedzianej historii. Zmiana punktu widzenia sprawia, że czytelnik ma możliwość poznania różnych opinii na temat kontynentu, a także doświadczyć odmienności charakterów i sposobu myślenia bohaterów.

Z tekstu dowiemy się o wydarzeniach mających miejsce na Czarnym Lądzie – między innymi ludobójstwie w Rwandzie. Wszystko to połączone jest szpiegowską intrygą, która wraz z wartką akcją nie pozwala oderwać się od lektury.
Na walory estetyczne powieści wpływają również niezwykle plastyczne i sugestywne opisy stolicy Konga. Autor zestawia dzielnice bogate z biednymi, ukazując kontrast i niesamowitą przepaść między tymi dwoma światami.

Lektura jest doskonałym źródłem faktograficznym, momentami jednak ciężko określić, w którym miejscu z rzeczywistością zaczyna stykać się fikcja. Mimo to jest to kawał dobrej literatury, z którą koniecznie trzeba się zapoznać. W wiarygodność Bensona wątpić nie należy, bowiem inspiracją do napisania książki stała się odbyta przez niego podróż na Kongres Pisarzy przeciw Apartheidowi w Brazzaville. Tak więc podstawy autor ma rzetelne, co widać w wydanej przez niego powieści. Polecam. 

 Za możliwość zrecenzowania książki uprzejmie dziękuję Wydawnictwu Noir sur Blanc.

poniedziałek, 21 lutego 2011

"Żar Sahelu" Agnieszka Podolecka

O Agnieszcze Podoleckiej słyszałam wcześniej za sprawą książki „Za głosem sangomy”. Niestety, nie udało mi się jej przeczytać, dlatego też pierwsze literackie spotkanie odbyłam z autorką na kartach książki „Żar Sahelu”.
Zafascynowana okładką, opisem, a także fotografiami, które miałam przyjemność oglądać na stronie Pani Agnieszki nie mogłam się doczekać chwili, w której poznam bohaterów i ich  życie.
Początkowo miałam mylne wyobrażenie tej książki: spodziewałam się wspomnień z podróży, quasi-przewodnika. Właściwie nie wiem co mnie zmyliło.
Dziś cieszę się, że trafiłam na tak świetną powieść, a nie spełnienie moich wcześniejszych oczekiwań…
Już od pierwszych stron poczułam silną więź z bohaterami: nastoletnią  Bellą, jej przyjacielem Williamem, mamą Anną, przyjacielem rodziny Davidem. Jedyną osobą, która od samego początku [jak się później okazało- słusznie] budziła moją niechęć był Marek- dyplomata, a prywatnie mąż Anny i ojciec Belli.

Bella od urodzenia posiada na ramieniu dziwne znamię, które ściąga na nie nie lada problemy. Wraz z rodziną przenosi się do wioski Mali, skąd niedawno doszły wieści o morderstwach. Tam poznaje Davida, który od chwili przeczytania przez nią dziennika Elizabeth-tajemniczej kobiety- pomaga jej w misji, która została jej przeznaczona… Wspólnie próbują pomóc duszy kobiety uwięzionej między dwoma światami. Dziewczyna wspiera przyjaciela w odkrywaniu świata duchów, magii, szamanów.  W międzyczasie oboje są obserwowani przez strażnika Luqmana…

Książka jest pełna namiętności, magii, świata pełnego niebezpieczeństw, jakie możemy spotkać jedynie na kartkach powieści lub odbywając podobną podróż- do Sahelu… Jako, że pewnie na taką podróż nigdy się nie odważę, pozostaje mi lektura;)

Jestem pod wielkim urokiem tej powieści, już nie mogę doczekać się aż sięgnę po „Za głosem Sandomy”. Mam wielką nadzieję, że na tych dwóch pozycjach Agnieszka Podolecka nie zakończy swojej pisarskiej kariery. Urzekła mnie zwłaszcza historia Anny i Davida, bohaterów, których uczucie dopadło po pięćdziesiątym roku życia.

Zauważyłam jednak kilka kosmetycznych błędów, m.in. w odmianie nazwiska wspomnianego Paula Coelho, wielokrotne powtórzenia tych samych konstrukcji składniowych, wielokrotne, raz po raz powtarzane zdanie o tym, że nie wolno sprzątać przy służbie, bo straci do nas szacunek. 

Jeszcze jedna maleńka wiadomość wytrąciła mnie z równowagi i na kilka chwil odebrała radość z czytania: w utworze pojawia się zdanie, po którym jedyne na co było mnie stać to okrzyk „Nie wierzę, że ON wkradł się nawet tutaj!”. Jednak z racji, że jestem bardzo tolerancyjna, starałam się dla własnego zdrowia psychicznego zapomnieć o tym mankamencie:

Ja też lubię filmy z Robertem Pattinsonem nie tylko dlatego, że jest dobrym aktorem… Nie patrz tak na mnie! Jaki masz problem? [1]






Nie mam żadnego;)) Tym optymistycznym akcentem zakończę;) Polecam w stu procentach, każdemu kto szuka czegoś niebanalnego, ciut sensacyjnego, ciut erotycznego, pełnego namiętności, pięknych opisów przyrody. Wszystkiego po trochu, każdy znajdzie tu coś dla siebie.




5/6




Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Poradnia K.

[1] Agnieszka Podolecka, Żar Sahelu, Wydawnictwo Poradnia K, Warszawa 2010, s. 222

czwartek, 3 lutego 2011

"Satelita" Aleksander Janowski

Aleksander Janowski, to autor powieści sensacyjnych takich jak "Mucha"  czy  "Podwójna przynęta". Jego
przeszłość jest  niezwykle bogata, parał się między innymi nauczaniem w szkole w Jeleniej Górze, był górnikiem w dolnośląskiej kopalni, tłumaczem z języka angielskiego i rosyjskiego. Wielką wiedzę na
temat działania struktur ONZ zebrał podczas sesji Zgromadzenia Ogólnego Narodów Zjednoczonych, w których wielokrotnie uczestniczył.
Jego najnowsza powieść - Satelita- przenosi nas w wiele odległych miejsc rozłożonych na całej kuli
ziemskiej- do Mongolii,  Chin, Stanów Zjednoczonych czy na Syberię. Czytaniu wydarzeń mających
miejsce na Syberii bardzo sprzyja aktualna pogoda- mróz, opady śniegu. Wszystko to sprawiało, że po
zakończeniu kolejnej części książki wychodziłam na dwór i w polskich warunkach próbowałam przenieść dalszą akcję na polskie zimowe warunki klimatyczne.
Książka ta jest demaskacją mechanizmów rządzących ONZ. Autor nawiązuje do wielu znanych pisarzy-
Joanny Chmielewskiej, Agathy Christie, Michaela Prousta czy Artura Conan Doyle'a.
Choć akcja nie toczy się w Polsce- Polaków na kartach powieści nie brakuje.
Bohaterką, która staje się przyczyną walki wielkich mocarstw jest Wala- młoda Rosjanka, która wraz z
przyjacielem Wasią odkrywa złoże berylu.  Oboje zostają oddelegowani w odległe kraje- on do Mongolii,
ona do Afryki. Są oni przeświadczeni, że ich wyjazd to swego rodzaju awans. Bardzo szybko okazuje się jednak, że za tą sprawą kryje się coś jeszcze. Wszystkie osoby zamieszane w sprawę odkrycia złóż Berylu giną w podejrzanych okolicznościach. Wszystkie, oprócz Wali.
W Afryce poznaje ona Jana- Polaka, w którym szybko się zakochuje. Oboje odkrywają w złoża słonej
wody, które mają przynieść im kolosalne zyski. Jednak w ich obozach coraz częściej dochodzi do
dziwnych wydarzeń- zostają ostrzelani przez bezzałogowy samolot, pożary trawią ich namioty. Autor
wciąga nas w wartką akcję,w której centrum znajduje się niczego nieświadoma, zakochana kobieta,
której poszukują wszystkie wielkie mocarstwa, chcące zagarnąć dla siebie odkryte przez nią złoża. Muszą ją odnaleźć, gdyż oprócz niej nikt dokładnie nie wie, w którym miejscu szukać. W powieści nie brakuje szantażu, morderstw, przekupstwa, manipulacji opinią publiczną. Wszystko w grze o miliardowe stawki. Przywódcy mocarstw nie cofną się przed niczym, by zniszczyć konkurencję. Dochodzi do otwartej wojny między Chinami a Rosją.
Mimo wielu niezaprzeczalnych plusów, książka rozczarowała mnie swoim zakończeniem, a właściwie
jego brakiem. Akcja nie kończy się, dochodzimy do punktu kulminacyjnego i wątek się urywa. Mam
nadzieję, że to zapowiedź kolejnej części, która powstanie. Jeśli nie- będę rozczarowana podwójnie.
Niewątpliwym plusem książki jest nietuzinkowa tematyka. Jednak mimo to, czegoś mi brakowało. Nie
zostałam pochłonięta całkowicie, wątek sensacyjny nie pogłębiał się, nie było  momentu,  w którym
czułabym wielką adrenalinę, czego- przyznaję-oczekuję po tego typu powieściach. Irytujące było również cudowne wychodzenie z opresji głównej bohaterki. Rzecz, którą zawsze zarzucam filmom- na 3 sekundy przed wielkim wybuchem, główna bohaterka, oczywiście nieświadoma grożącego jej niebezpieczeństwa, oddala się z miejsca przyszłego wypadku i z cudem uchodzi z życiem. Wali, zdarzyło się to "niestety" kilkakrotnie. Zbyt proste, zbyt przewidywalne. Jak na powieść sensacyjną zdecydowanie za dużo szczęścia. Niestety, za te małe niedociągnięcia końcowa ocena znacząco spadnie.
3,5/6


Za możliwość zrecenzowania tej książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Comm