Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przyszłość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przyszłość. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Człowieczeństwa uczyć się od robota (Robot w ogrodzie - Deborah Install)

Świat, w  którym obok nas na równych prawach będą żyły roboty nie jest już tylko daleką przyszłością i wymysłem producentów filmowych – sami szczycimy się chociażby robotami kuchennymi, a technologia tak bardzo poszła do przodu, że jeszcze chwilka, a maszyny zastąpią ludzi na wszystkich stanowiskach. Podobny świat jest rzeczywistością Bena – żona mężczyzny od lat pragnie mieć własnego androida, podobnego do tych, które posiadają jej przyjaciółki. Niestety, bohater choć miły i sympatyczny, nie ma ochoty sprawiać żonie takiego prezentu.

Tym bardziej, że pieniądze to jedynie doskonała wymówka – Ben unika odpowiedzialności, jest wiecznym Piotrusiem Panem, na niczym niepotrafiącym się skupić na tyle, by doprowadzić coś do końca, unika podjęcia pracy, bo wie, że i tak jest zabezpieczony finansowo dzięki spadkowi rodziców.  Nie rozumie, że zajęcie, to nie tylko dochód, ale przede wszystkim samorozwój. Nie sposób dziwić się, że jego żona ma go coraz bardziej dosyć.


Oliwy do ognia dolewa pojawienie się w ich ogrodzie Tanga – przestarzałego robota, zniszczonego, brudnego i nadającego się  jedynie do gruntownej naprawy. Ewidentnie trzeba się nim zająć, co Ben robi kosztem czasu poświęconego żonie. Ta z kolei nie wytrzymuje – postanawia odejść od niedojrzałego i nieodpowiedzialnego męża, zostawiając go z nową zabawką.

W  tym czasie przyjaźń Bena i Tanga rozkwita i prowokuje w  bohaterze zachowania i uczucia, których ten nigdy by się po sobie nie spodziewał. Konieczność opieki nad rozpadającym się robotem zmusiła go do przejęcia odpowiedzialności, pokazała jak wielką siłę ma przywiązanie i jak dużo jesteśmy w  stanie zrobić dla tych, na którym nam zależy, nawet jeśli cały świat uznaje nas za zramolałych.

Związek serdeczności z robotem, który skądinąd nasuwa skojarzenia z pewną mechanizacją, utratą zdolności współtworzenia relacji międzyludzkich i nieuchronnym zanikiem pierwiastka człowieczeństwa, jest – paradoksalnie – tym, co uczy człowieka być człowiekiem. Niepozorny wygląd Tanga mógłby zwodzić – taki grat w  czasach istnienia nowoczesnych i supermodnych androidów nadaje się właściwie tylko na wysypisko – podobnie z  Benem, który tak bardzo się zasiedział, że o mały włos nie byłoby czego ratować.

Robot w ogrodzie to swoista opowieść-droga, powieść inicjacyjna o przypadkowym ocalaniu siebie – dojrzewaniu do bycia mężczyzną odpowiedzialnym rozsądnym, opiekuńczym. 

Urokliwa to historia, którą czyta się z  uśmiechem na twarzy – ujmuje prostotą przekazu, innym spojrzeniem na świat robotów i przyszłości niż ten, który znamy z  produkcji sci-fi. Tutaj liczy się nie nauka i postęp, a świat relacji. Tang uosabia dziecko, przed którym tak wzbraniał się Ben, pokazując mu, że rodzicielstwo wcale nie jest takie złe, a wręcz przeciwnie – uskrzydla. Uświadamia mu także, że im więcej dajesz, tym więcej posiadasz. 
Ciepła, czarowna książka z  wartościami o wartościach.








poniedziałek, 16 czerwca 2014

Mroczny anioł – Virginia C. Andrews


Tytuł: Mroczny anioł
Autor: Virginia C. Andrews
Wydawnictwo: Prószyński
ISBN: 9788378397243
Ilość stron: 480


Mroczny anioł to kolejny tom nowej sagi Virginii C. Andrews dostępny na polskim rynku. Stanowi on kontynuację Rodziny Casteel, części dość męczącej, dobijającej mnogością tragedii, targających głównych bohaterów. Obawiałam się, że nie inaczej będzie w Mrocznym aniele – dramat za dramatem, jeden gorszy od drugiego, aż człowiek zaczyna zastanawiać się ile zła jest w stanie udźwignąć, zanim się zupełne nie rozsypie. Heaven jest jednak postacią twardzielki – niezłomną, zawziętą w walce o lepszą przyszłość i szczęście.
Część tę otwiera przyjazd dziewczyny do dziadków, których nigdy nie poznała – rodziców swojej przedwcześnie zmarłej matki. Ma nadzieję na szczęśliwe życie w dobrych warunkach, w otoczeniu kochających ją ludzi. Niestety, przyjazd bohaterki nie został przyjęty tak, jak powinien. Babcia – opętana myślą o wiecznej młodości, zabroniła zwracać się do siebie w jakikolwiek inny sposób niż po imieniu. Zakazała także przyznawania się do łączącego ich stopnia pokrewieństwa, by nie zdradzić swego wieku. Dziadek z kolei – ten miał wygórowane wymagania. Zgodził się sponsorować jej renomowaną uczelnię w zamian za bezwzględne posłuszeństwo, objawiające się nie tylko w decydowaniu o tym, z kim ma się spotykać, ale też w co ma się ubierać, co jeść, kiedy wracać, gdzie i z kim wychodzić. Łaknąca wolności dziewczyna, postawiona została po raz kolejny w sytuacji, w której w imię ratunku od jednego zniewolenia, w jego miejsce wybiera inne.
Pomna swych niedawnych porażek Heaven, była tak zdruzgotana, że zgodziła się na wszystko. Od zgody do realizacji daleka jednak droga… Dziewczyna poznaje mężczyznę, z którym zabrania jej się kontaktować dziadek. To jednak jedynie podsyca jej i tak już rozbuchane uczucie. Choć bohater jest postacią mroczną, nie stanowi to dla żądnej miłości Heaven żadnej przeszkody.
Bohaterka na oczach czytelnika ulega całkowitej przemianie. Z nędznej, wybiedzonej istoty przepoczwarza się w pewną siebie i swoich walorów kobietę, mogącą mieć wszystko czego tylko zapragnie. Tak odmieniona, postanawia po raz kolejny podjąć próbę odzyskania utraconego rodzeństwa, z którym notabene zabronił kontaktować jej się dziadek.
Mroczny anioł to zdecydowanie o wiele mniej przytłaczająca książka, niż wszystkie poprzednie w dorobku Andrews. Choć nie brakuje w niej tragedii i trudnych wyborów, daleka jest od miażdżących nieszczęść znanych z tomów wcześniejszych. Autorka po raz kolejny podkreśliła niezłomność Heaven, ale także jej skłonność do pokładania nadziei w ludziach, którzy mogą ją zawieść. Książka ta stanowi zapis zmagań współczesnego Kopciuszka, który jednak nie kończy swojej opowieści na frazesie „i żyli długo, i szczęśliwie”, lecz brnie dalej przez trudy życia, zmagając się z lękami własnymi i cudzymi.
Andrews utkała książkę stylizowaną na baśń dla dorosłych, która jednak zaczyna się tam, gdzie większość baśni zdaje się kończyć.
Jestem ciekawa, co będzie dalej…:)




Recenzja poprzedniego tomu i innych książek Virginii C. Andrews:

http://shczooreczek.blogspot.com/2012/04/patki-na-poddaszu-virginia-c-andrews.html?q=andrewshttp://shczooreczek.blogspot.com/2014/02/rodzina-casteel-virginia-c-andrews.htmlhttp://shczooreczek.blogspot.com/2014/02/rodzina-casteel-virginia-c-andrews.html


czwartek, 20 marca 2014

Pora na życie – Cecelia Ahern


Tytuł: Pora na życie
Autor: Cecelia Ahern
Wydawnictwo: Świat Książki
ISBN: 9788379432233
Ilość stron: 424
Cena: 34,90 zł

Wczorajszy dzień upłynął mi w mgnieniu oka! Wszystko za sprawą najnowszej książki Cecelii Ahern, Pora na życie.
Już po kilku pierwszych zdaniach wiedziałam (intuicja w wypadku tej autorki  nigdy mnie nie zawodzi), że będzie to jedna z lepszych, o ile nie najlepsza z dotąd napisanych przez nią (i wydanych w Polsce) książek. I nie myliłam się.
Wraz z nabieraniem doświadczenia czytelniczego, coraz rzadziej zdarza mi się sięgać po książki rozczarowujące, z wielką ostrożnością dobieram bowiem swoje lektury, wciąż poszukując w nich wzruszeń, ale też – niezmiennie od lat – siebie, co nie zawsze jest zadaniem prostym.

Ahern, jak chyba żadna inna pisarka potrafi zapewnić mi, że otwierając kolejną jej powieść, wdychając jej atmosferę i zapach, mknąć wzrokiem po kolejnych zdaniach, prędzej czy późnej na jej kartach odnajdę lustrzane odbicie siebie, swoich pragnień, myśli, doświadczeń.

Lucy Silchester, to kobieta, która już trzeci rok od rozstania ze swoją miłością, mieszka z kotem w wynajętej kawalerce, do której nikogo nie zaprasza. Jakby na przekór ambicjom zamożnego ojca, wykonuje ona mało satysfakcjonującą pracę, zdobytą dzięki oszustwu. Kłamstwa stają się jej chlebem powszednim, które od pierwszego, zaczęły mnożyć się niespodziewanie szybko. Dziś za ich sprawą Lucy oddala się nie tylko od swojej rodziny, przyjaciół i znajomych, ale także od samej siebie.

Pewnego dnia, po powrocie do domu zastaje ona na podłodze kopertę opatrzoną znakiem potrójnej spirali, w której znajduje się zaproszenie na spotkanie. Nie z kim innym, jak z Życiem.
Początkowo unika ona udzielenia odpowiedzi na wiadomość – próbuje wymigać się zapracowaniem, obowiązkami i całą paletą wymówek, wymyślanych na poczekaniu, po to tylko, by uniknąć konfrontacji – jednak jej Życie jest równie uparte jak ona.
Gdy w końcu spotkanie dochodzi do skutku, kłamstwa Lucy zostają zdemaskowane. Okazuje się, że tak często opowiadała ona wymyślone historie, że sama zdążyła w nie uwierzyć, z każdym kolejnym krokiem tracąc radość życia.  A Życie jest nieugięte, ma w pamięci każdy, nawet najmniejszy grzeszek bohaterki, który ich oboje doprowadził do wyniszczenia.



Nieprzyjemna była świadomość, że wszystkie te drobne czynności, którym się oddawałam, są przez kogoś odnotowywane i wprowadzane do bazy danych, żeby potem jakiś znerwicowany biurowy maniak mógł mieć do nich dostęp, jak do jakiejś gry[1].

Lucy nawet po pierwszej konfrontacji wydaje się nieprzekonana: w swojej świadomości funkcjonuje ona jako osoba spełniona i szczęśliwa. Jej towarzysz zasiewa w niej jednak ziarno niepewności, które powoli kiełkuje, obnażając liche fundamenty półprawd, na których kobieta zbudowała swoje życie i relacje.




(…)pozostanie pani tak samo samotna, znudzona i nieszczęśliwa jak wcześniej, tyle że tym razem w sposób tego świadomy. I ta świadomość nie opuści pani już ani na chwilę[2].


Lucy zaczyna zdawać sobie sprawę, że dawno temu zaniedbała swoje wnętrze, co dramatycznie wpłynęło na jej samopoczucie i związki. Niechęć do samej siebie spowodowała wycofywanie się, myślne obrażanie innych, szukanie wad u całego świata, tylko nie u siebie. Spotkanie z Życiem staje się dla niej niepowtarzalną szansą na wejrzenie w swoje wnętrze i powolne odbudowanie tożsamości i poczucia własnej wartości, a co za tym idzie: szczęścia.

I nikt nie widzi Twojego wnętrza, a w naszych czasach, coś, czego  nie widać, czego nie da się sfotografować, nie istnieje. Tyle, że teraz ja tu jestem.: twoje wnętrze, twój rentgen, podstawione pod twoją twarz lustro i zarazem malujące się w nim odbicie. Dzięki mnie, we mnie zobaczysz jak bardzo jesteś nieszczęśliwa[3].


Pora na życie to lektura, która jeśli sięgniemy po nią w odpowiednim momencie życiowym, przeniknie nas na wskroś, stawiając pod obstrzałem pytań o własne przezywanie darowanego mu czasu. Nie ma w niej miejsca na subtelności i delikatność. Książka ta konfrontuje nas z tym, co bolesne, skrywane i często nieuświadomione lub spychane do podświadomości. Jeśli więc czujesz (lub ktoś Ci to sugeruje, mówiąc, że się o Ciebie martwi), że nie jesteś szczęśliwy, że unikasz mówienia o sobie, kombinujesz jak szybko wywinąć się z jakiegoś spotkania zanim jeszcze ono się zaczęło, jeśli wszystkim – nawet lubianym osobom, nadajesz niemiłe etykietki, nie patrzysz w przyszłość, wciąż uparcie tkwiąc w przeszłości i nie masz odwagi zawalczyć o swoje marzenia, bo… nawet nie wiesz o czym marzysz, to książka ta z całą pewnością zmusi Cię nie tylko do zastanowienia nad sobą samym, ale też do wprowadzenia kolosalnych zmian.
Ta publikacja sprawia, że czytelnik zastanawia, co powiedziałoby mu jego Życie, gdyby nagle stanęło naprzeciw niego i przeraża się - bo nagle uświadamia sobie wszystkie swoje "grzeszki", nieodpowiednie zachowanie, głupie docinki, podłe myśli, które choć drobne, są trucizną zakwaszającą nasze wnętrze, prowadzącą je do gnicia. Człowiek widzi jak sam, na własne życzenie się zatruwa, czyniąc swoją codzienność nieznośną. I to go boli, to go uwiera i to mu nie odpowiada, przez co może albo uznać lekturę tej książki za (zbyt) trudną i przez to zbędną, albo (metodą wyparcia) za zupełnie głupią i trywialną i przez to niewartą czasu. Każda z tych reakcji ujawnia jednak nasze problemy.
Jeśli nie chcesz więc spotkać swojego Życia, które, odzwierciedlając Twoją kondycję wyglądałoby tak:

I nagle go zobaczyłam. Faceta zwanego moim Życiem(…). Nieznajomy ubrany był w wymięty szary garnitur, szarą koszulę i szary krawat z wytłoczoną potrójną spiralą życia. Miał czarne, lekko przyprószone siwizną włosy i z kilkudniowym zarostem na twarzy wyglądał raczej marnie[4].

koniecznie wprowadź w swoje życie zmiany, zaczynając od lektury tej książki.

Serdecznie polecam!


[1] Cecilia Ahern, Pora na życie, Warszawa 2013, s. 63.
[2] Tamże, s. 64.
[3] Tamże, s. 146
[4] Tamże, s. 51.

poniedziałek, 17 lutego 2014

Czwartki w parku – Hilary Boyd


Tytuł: Czwartki w parku
Autor: Hilary Boyd
Wydawnictwo: Literackie
ISBN: 9788308052754
Ilość stron: 400
Cena: 34,90 zł

Miłość nic sobie nie robi z wieku i czasu: przychodzi i odchodzi kiedy tylko chce. Do jednego serca puka gdy te dopiero zaczyna dojrzewać, do innego gdy targane jest już niepokojami dorosłości, a nieraz również i wieku średniego. Zakochują się młodzi, dojrzali i starzy – ci ostatni przekreślając tym samym starość, która nie istnieje dla osób kochających i kochanych.


Jeanie Lawson zbliża się właśnie do sześćdziesiątki, jednak wcale nie czuje się staro. Prowadzi sklep ze zdrową żywnością, spełnia się i odnajduje wiele radości z dni spędzanych z wnuczką, Ellie. Niestety, w oczach bliskich jest już panią w starszym wieku, która powinna zachowywać się stosownie do swojego wieku: zrezygnować z pracy zawodowej, przenieść się do domku na wieść i tam spędzić spokojną starość.
Nikt jednak nie bierze pod uwagę jej własnych pragnień, które znacznie odbiegają od narzucanych jej ról.
Gdy dziesięć lat wcześniej jej mąż, George, bez słowa wyjaśnienia wyszedł z ich wspólnej sypialni, by już nigdy do niej nie wrócić, w Jeannie doszło do rozłamu. Stopniowo przyzwyczajała się do samotniczego, aktywnego życia, w którym mąż pełnił jedynie apodyktycznego kontrolera, szczególnie od momentu przejścia na emeryturę.
Bohaterka zgadzała się na wszystko, do czego zmuszali ją bliscy, za nic sobie mający jej zdanie. Rezygnowała z własnego szczęścia, przyzwyczajona do bylejakości i miałkości życia. W oczach innych jej małżeństwo uchodziło za idealne, była to jednak gra pozorów, która ukrywała prawdziwą martwotę związku, istniejącego już tylko formalnie.

Wszystko zmieniło się, gdy pewnego czwartkowego popołudnia poznała w parku dojrzałego mężczyznę, z którym mimo początkowych oporów połączyła ja wielka zażyłość. Obcy sobie ludzie zaczęli się sobie zwierzać, opowiadać najtrudniejsze i najgłębiej skrywane sekty, obdarzyli się zaufaniem, jakie żadne z nich od dawna nie doświadczyło.
Ray dawał jej poczucie bezpieczeństwa, wysłuchiwał jej i szanował jej zdanie, nie nazywał jej, jak większość „staruszką”, lecz podobnie jak ona chciał jeszcze czerpać z życia garściami, wcale nie przystając na społeczne konwenanse i próby wtłoczenia go w rolę dziadka bez praw do marzeń.
Oboje byli zranieni, dlatego do swojej znajomości podchodzili z wielką ostrożnością, co jednak wcale nie sprawiało, że uczucie słabło.
Każde czwartkowe popołudnie spędzane wraz z wnukami w parku, było dla nich czasem szczególnie upodobanym w ciągu całego tygodnia. Z czasem przenieśli swoją znajomość także i w inne miejsca…

Jeśli kiedykolwiek wydawało Wam się, że dojrzali ludzie, którzy nagle się zakochują są śmieszni lub niepoważni – nigdy chyba nie byliście prawdziwie zakochani i nie wiecie, jak nieokiełznana to siła.
Kto powiedział, że ludzie sześćdziesięcioletni nie mają już prawa kochać, mają jedynie tkwić w nieszczęśliwych związkach i realizować oczekiwania społeczne?
Czwartki w parku, to książka, która udowadnia, że miłość możliwa jest w każdym wieku i przeżywa się ją niemalże tak samo – metryki nie mają znaczenia dla uczuć, ważni są ludzie oraz ich pragnienia szczęścia i wzajemności.
Hilary Boyd stworzyła ciepłą powieść o uczuciu przekraczającym granice wieku. Zarysowała bohaterów dojrzałych, stłamszonych przez trudne relacje, rezygnujących z siebie dla innych i dla świętego spokoju, którzy w obliczu niespodziewanego uczucia przemieniają się w pełnych życia, gotowych na zmiany ludzi.  Ich czwartków w parku życzę każdemu – bez względu na wiek!

sobota, 15 lutego 2014

Być kimś, być sobą – Jarosław Podsiadlik


Tytuł: Być kimś, być sobą (+CD)
Autor: Jarosław Podsiadlik
Wydawnictwo: Novae Res
ISBN: 9788377229347
Ilość stron: 178
Cena 34,90 zł

Gimnazjum, to czas szczególnie burzliwy – zmiana szkoły, nowe znajomości, ponowne próby zdobywania szacunku ze strony nauczycieli i kolegów z klasy, burza hormonów, kształtowanie własnych poglądów, pierwsze burzliwe miłości.
Nierzadko tym i tak ogromnym metamorfozom towarzyszą trudności w domu rodzinnym, z którego wyrasta młody, zakompleksiony człowiek, pozbawiony pasji, wiary w siebie i własną  zdolność do przemieniania świata i rzeczywistości.

Bardzo często młodzi ludzie w tym okresie szukają rozmaitych odskoczni – jedni odnajdują swoje pasje, inni zatapiają się w nałogach, jeszcze inni zamykają się na otoczenie i preferują eskapizm. Bardzo wielu jednak, właśnie na tym etapie swojego życia, odkrywa ogromną wartość muzyki, która może być nie tylko strefą bezpieczeństwa , ale też przestrzenią, w której najprościej nazwać to, co aktualnie się przezywa.

Krzysiek to typowy uczeń gimnazjum, który jednak znacznie silniej niż jego przyjaciel Marcin, odczuwa potrzebę rozmawiania o przyszłości i budowaniu swojej tożsamości. Dom rodzinny nie dostarcza mu wzorców, a jedynym śladem po szczęśliwej przeszłości są zdjęcia, na których ojciec wcale nie pije ani nie wyżywa się na bliskich, ale tworzy atmosferę bliskości i poczucie bezpieczeństwa. Czasy te jednak bezpowrotnie minęły. Teraz w domu bohatera dominuje alkohol i przemoc, z którymi nie potrafi poradzić sobie nawet mama Krzysia, zatroskana o losy swojego jedynego syna i całej rodziny.

Jest jedna rzecz, która daje chłopakowi poczucie chwilowego szczęścia – pisanie, tworzenie tekstów, wypływających z własnego doświadczenia; słów, które raz pobudzone do życia mogą zmienić rzeczywistość.
Dopełnieniem jego potrzeby szukania pasji i własnego „ja” staje się muzyka, w której chłopak coraz bardziej się zatraca, odnajdując w niej nie tylko odpowiedzi, ale też pocieszenie i motywację.

Jarosław Podsiadlik wchodzi w przestrzeń młodego człowieka, nękanego typowymi problemami naszych czasów: osamotnieniem; brakiem wsparcia u najbliższych; trudnościami, wynikającymi z nałogów ojca, a także niepewną przyszłością.

Być kimś, być sobą, to zapis siedmiu dni z życia nastolatka, który próbuje odbudować swoje życie i znaleźć mocny fundament dla swojej tożsamości.
W oczy rzuca się niezwykła dojrzałość chłopaka, który prowadzi bogate życie wewnętrzne, raz po raz zastanawiając się nad sensem istnienia. Swoich przemyśleń nie zachowuje jednak dla siebie – automatycznie przekłada je na życie, dokonując tym samym wielkich przemian.
W powieści tej dominują dialogi, które odkrywają przed czytelnikiem próby porozumienia się bohatera ze światem, a także dobrze oddają to, jak takie rozmowy faktycznie wyglądają.
Dzięki zapisowi rozmów, gdzieniegdzie okraszonymi wulgaryzmami koniecznymi dla wzmocnienia wypowiedzi i wyrażenia buntu, mamy szansę dobrze przyjrzeć się przestrzeni młodych ludzi uwięzionych w nieszczęśliwych życiach.

Do książki dołączona została płyta z nagraniami, które doskonale uzupełniają lekturę i pozwalają zanurzyć się w klimacie opisywanej historii nie tylko mocą wyobraźni, ale także siłą muzyki, która dla wielu stanowi rzeczywisty ratunek – szczególnie dla tych, wywodzących się z podobnego bohaterowi środowiska.



sobota, 2 listopada 2013

Mroczna wieża – Clive Staples Lewis


Tytuł: Mroczna wieża
Autor: C.S. Lewis
Wydawnictwo: Esprit
ISBN: 9788363621193
Ilość stron: 272
Cena: 34,90 zł
Każda kolejna premiera książki Lewisa jest dla mnie ogromnym wydarzeniem. Jego teksty czytam z prawdziwym namaszczeniem, czując, że mam właśnie wgląd w umysł niezwykłego erudyty, z którym za pośrednictwem książki mogę dowolnie wymieniać się myślami i spostrzeżeniami, a w towarzystwie którego podczas spotkania twarzą w twarz nie mogłabym wydusić ani słowa, onieśmielona przebywaniem w bliskości jednego z największych intelektów humanistycznych. I nieważne jest czy właśnie czytam kolejną jego powieść, czy też traktat naukowy. Każdorazowe spotkanie z Lewisem jest ucztą – duchową i intelektualną.
Niewyobrażalna jest dla mnie jego zdolność pisania o rzeczach podniosłych z tak ujmującą prostotą. Zawsze mam wrażenie, że daleki jest on od wywyższania się i chełpienia swoją wiedzą  - prawdziwym jego pragnieniem jest dotarcie do odbiorcy, zainfekowanie go pewnym sposobem widzenia świata i umysłowością. Mnie zaraził już dawno, dawno temu i odtąd pozostaję niewzruszona na wszelkie antidota serwowane przesz kulturę masową.  


Mroczna wieża to zbiór sześciu dotąd niepublikowanych tekstów Lewisa, które miały zostać zniszczone przez jego brata, gdy ten palił prywatne zapisy twórcy. Wśród nich znalazły się ocalałe fragmenty, które teraz mamy możliwość czytać. Niezwykła jest historia tych tekstów, w większości niekompletnych. Cieszę się, że zostały zachowane, ubolewam jednak, że część z nic nie ma zakończenia, zostaje urwana w połowie akcji, powodując we mnie wielki żal i nierzadko frustrację z powodu niemożności poznania finału opowieści zajmujących.
Nie są to traktaty filozoficzne ani religijne, lecz teksty utrzymane w konwencji fantastycznej, w których motywami przewodnimi stają się czas i przestrzeń – zagadnienia, którym Lewis poświęcał wiele miejsca także w innych swoich zapiskach. Oprócz nich, autor pochyla się nad kwestiami nakładania się na siebie rzeczywistości i snu, a w związku z tym także i granicami percepcji człowieka.

Tytułowa Mroczna wieża, to utwór w tym tomie najdłuższy. Tytuł ów nadany został mu przez sekretarza Lewisa, dzięki któremu czytane dziś przez nas teksty ocalały. Jest wielce prawdopodobne, że stanowi ona kontynuację trylogii międzyplanetarnej, w sposób jawny bowiem nawiązuje do wielu wątków oraz postaci. Przedmiotem opowieści jest wynalazek naukowca z Cambridge, który ma w założeniu umożliwiać wejrzenie w przeszłość lub przyszłość. Zwany chronometrem, staje się obiektem zainteresowania znajomych wynalazcy, którzy wspólnymi siłami starają się zrozumieć co widzą, gdy weń spoglądają. Wydarzenia i miejsca przez siebie obserwowane, roboczo nazywają Innym Czasem. Przestrzeń ta zdaje się niezwykle frapująca, ale też niepokojąca – rzeczywistość przez nią obserwowana w sposób nie do wyjaśnienia połączona jest tą, w której się znajdują, potęgując wrażenie załamania czasu i przestrzeni. Choć koledzy znajdują się coraz bliżej rozwiązania, niestety nie dowiemy się co wspólnie uradzili na podstawie obserwacji – mikropowieść, nigdy niedokończona przez Lewisa urywa się. Nie sposób przewidywać jak potoczyłyby się dalsze losy bohaterów. Ważniejsze zdają się chyba ogólne rozważania nad kwestią podróży w czasie, a także tym, co zostaje w naszych umysłach, jak silnie pamięć zdolna jest gromadzić wspomnienia innych bytów. Problemy te, zdaje się nierozstrzygalne, stanowią centrum debat bohaterów i – jak się zdaje – samego Lewisa.

Kolejne opowiadanie, bardzo krótkie, to Niewidomy od urodzenia. Traktuje ono o mężczyźnie, który poddany został właśnie operacji przywracającej wzrok i teraz stara się pojąć istotę światła. Pyta o nie bliskich, szuka własnych odpowiedzi, dąży do rozwiązań, tak naprawdę nigdy nie dowiadując się czym owa natura światła jest. Zyskuje za to pewność, że ludzie rzeczywistość jedynie podglądają, nie wnikają w jej istotę, nie dociekają znaczeń, raczej bezmyślnie powtarzają zasłyszane slogany, sami nie zastanawiając się nad tym, co reprezentuje sobą każda kolejna rzecz. Choć jest to opowiadanie bardzo skondensowane, zawiera wiele ważnych treści. Lewis zdaje się w nim krytykować człowieczą niezdolność do zachwytu nad światem, pęd, który nie pozwala nam na przyjrzenie się otaczającemu nas środowisku i samodzielne dociekania na temat jego wartości. Mądra, gorzka i skłaniająca do refleksji historia.

Kraina imitacji, równie krótka, to ubrana w strojne piórka groteski opowieść i sposobach postrzegania samego siebie. Utrzymana w zupełnie innym tonie niż pozostałe historie, stanowi zabawną odskocznię.

Anioły opiekuńcze, to historia, przy której bawiłam się przednio. Pewien naukowiec zastanawia się nad kwestią wielce go trapiącą – oto rozważa co zrobić z potrzebami seksualnymi człowieka w obliczu nieuchronnie nadciągającym czasie kolonizacji innych planet. Jak w obliczu międzyplanetarnych podróży zaspokoić naturalne potrzeby kosmonautów, jak zadbać o ich prawidłowe funkcjonowanie w każdej sferze. Lewis udziela przewrotnej odpowiedzi na spędzające sen z powiek naukowca rozważania. Jakie – nie zdradzę, ale gwarantuję, że się ubawicie;)

Nieznane formy wracają do tonu poważnego. Przedmiotem opowieści jest historia człowieka, który po wylądowaniu na Księżycu, ma za zadanie poznać losy ekspedycji wcześniejszych, po których nagle, w niewyjaśnionych okolicznościach, słuch zaginął. Jego wyprawa jest tyleż wciągająca, co groźna. Nad czytelnikiem ciąży wrażenie zbliżającego się niebezpieczeństwa, potęgując napięcie i klimat nieprawdopodobności. Zakończenie wcale strachów nie przerzedza. Wręcz przeciwnie – powoduje pewne skołowanie i dezorientację, sieć domysłów zagęszcza się, nie pozwalając na jasne rozwiązania.


Po dziesięciu latach jest jedną z historii najbardziej mnie urzekających, przy której najsilniej żałowałam, że nie posiada zakończenia. Jest to właściwie jedynie zarys opowieści niedokończonej przez wzgląd na brak pomysłów autora co do rozwinięcia akcji.
Opowiada ona o Menelaosie i Helenie w dziesięć lat po upadku Troi. Historia inspirowana jest legendą o dwu Helenach – prawdziwej oraz imitacji stworzonej przez bogów. Choć losy bohaterów nie zostały rozstrzygnięte, odnoszę nieodparte wrażenie, że narracja poprowadzona zostałaby, podobnie jak w poprzednich opowiadaniach, w taki sposób, by skupić się na relacjach fikcji i rzeczywistości, wyobrażeń i prawdy, snu i jawy. Żałuję, że Lewis nie zdecydował się na dokończenie tej opowieści, ma ona bowiem ogromny potencjał.

Mimo że na Mroczną wieżę składają się teksty niedokończone i nigdy nie przeznaczone do publikacji – cieszę się, że ujrzały światło dzienne. Niedopracowanie stanowi o wartości tych opowieści, pokazując niejako warsztat pracy Lewisa, pozwalając na wgląd w to, jak pracuje i z czego był niezadowolony. To swoiste przedstawienie Inklinga w zupełnie nowym świetle.  A zwarte tu teksty – choć niesfinalizowane, stanowią ogromne pole do popisu – chociażby dla wyobraźni czytelniczej. Dzięki nim, mamy możliwość wejrzenia w świat poglądów i rozważań Lewisa, z którymi dialogował, tworząc kolejne próby literackie. Choć teksty są nieuładzone, to właśnie stanowi o ich wartości – wreszcie widzimy moment, w którym autor dopiero próbuje przekuć teorię w opowieść. Prawdziwa gratka.
polecam!

niedziela, 21 lipca 2013

Wielkie nadzieje – Charles Dickens


Tytuł: Wielkie nadzieje
Autor: Charles Dickens
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
ISBN: 9788378395423
Ilość stron: 560
Cena: 36 zł



Mam wrażenie, że z klasyką tak to już jest, że lubimy ją odkładać na bliżej nieokreślone później. Leży na półce, kurzy się, podczas gdy my sięgamy po lektury lekkie i często pozbawione większej wartości literackiej. Sytuacja zmienia się, gdy na ekrany kin ma wejść adaptacja – wtedy czujemy się zobowiązani do jak najszybszego sięgnięcia po oryginał. Upatruję w tym jedną z najlepszych cech kina – paradoksalne prowokowanie do lektury. 
Nie inaczej sytuacja wygląda w moim przypadku – Wielkie nadzieje miałam w czytelniczych planach od bardzo dawna, ale dopiero wznowienie tej książki przy okazji zbliżającej się premiery kinowej, wymusiło na mnie przyspieszenie jej lektury.
Warto było – dla takiego bogatego słownictwa, wyjątkowego stylu i wspaniałej atmosfery jaką można spotkać tylko w klasyce.

Rzecz dzieje się w dziewiętnastowiecznej Anglii. Pip, wychowywany przez kowala Joego i jego siostrę, będąc dzieckiem pomógł zbiegłemu galernikowi, który później i tak został schwytany. Obaj jednak na trwale wyrywają się w swoich pamięciach, naznaczając piętnem swe życia.
Pip, dorastając przejął zainteresowania i zdolności swojego opiekuna. W pocie czoła, z wielką zawziętością oddawał się pracy w kuźni, gdzie pod czujnym okiem niewykształconego Joego zdobywał fach. Jego życie zmieniło się, gdy został wybrany, jako osoba mająca zabawiać ekscentryczną, a przy tym niezwykle bogatą miss Havisham, dla której czas zatrzymał się wiele lat temu. W jej posiadłości poznaje piękną, ale zimną Estellę – jej wychowankę, szkoloną na łamaczkę męskich serc, pozbawioną uczuciowości i współczucia. Młoda dziewczyna igrała z Pipem, widząc jak wielkie robi na nim wrażenie. Ten wiedząc, że ze względu na pozycję społeczną nie ma szans na przekonanie do siebie swej ukochanej, poddawał się tym torturom.
Pewnego dnia, został zawiadomiony, że przekazany mu został spory majątek, na skutek czego dorastający chłopak z dnia na dzień diametralnie zmienił swoje życie – z kowala stał się panem, który w szybkim czasie zaczął wstydzić się swojego pochodzenia. Jedynym warunkiem otrzymania obiecanych pieniędzy było nieujawnienie nazwiska protektora, w którym przez lata Pip upatrywał miss Havisham, pragnącej, by losy jego i Estelli zostały złączone.

Książkę tę charakteryzuje niezwykle plastyczny i barwny język. Dialogi przeprowadzane między bohaterami, wprowadzają w klimat i zwyczaje epoki, a pozycja społeczna, za którą trzeba zapłacić wysoką cenę przywodzi na myśl inne wybitne dzieła klasyków.
Wielkie Nadzieje, to piękna historia niespełnionej miłości, niespełnionych nadziei, zawiedzionych ambicji. O czym tak naprawdę jest ta powieść? To uniwersalna historia o oddaniu, bezinteresownej przyjaźni, spłacaniu własnych długów, honorze, miłości, odrzuceniu, biedzie, bogactwie i długo by tak jeszcze wymieniać. Skrzy się życiowymi dramatami, które mimo upływającego czasu nie przemijają. Mimo powagi poruszanych wątków, powieść ta posiada wiele elementów humorystycznych, wprowadzanych najczęściej przez osobę samego narratora, który często rozbraja swoją niewiedzą, naiwnością i dobrodusznością. Takie książki czytać po prostu warto! Polecam.

niedziela, 24 marca 2013

Intryga małżeńska - Jeffrey Eugenides


Tytuł: Intryga małżeńska
Autor: Jeffrey Eugenides
ISBN: 9788324021208
Wydawnictwo: Znak
Cena: 39,90zł
Ilość stron: 496



Nie jestem przekonana czy uda mi się znaleźć odpowiednie słowa, by wyrazić to, co kłębi się w mej głowie po lekturze tej nieprawdopodobnie dobrej powieści.

Madeleine, Leonard i Mitchell właśnie kończą studia, stając przed czasem trudnych decyzji dotyczących przyszłego życia. Ich sytuacja wydaje się być tym silniej skomplikowana, że połączyło ich coś w rodzaju nierozerwalnej relacji. Mitchell od zawsze kocha Madeleine, która zdaje się widzieć w nim jedynie dobrego przyjaciela. Ona zaś pokochała Leonarda – geniusza cierpiącego na zaburzenia afektywne dwubiegunowe.
Chwile wzmożonej aktywności i pobudzenia umysłowego, przeplatają się u niego z wydłużonym czasem depresji i stagnacji. Wskutek choroby plany Leonarda ulegają zmianie, a wizja świetlanej przyszłości coraz częściej wydaje się jedynie mrzonką.
Mitchell z kolei, to młody mężczyzna pasjonujący się religiami, który postanawia wyruszyć w podróż po Europie, USA i Indiach, by odnaleźć siebie i określić swoje miejsce w świecie.
To od Madeleine zależy, jak potoczą się losy tej trójki – młodych ludzi z marzeniami i perspektywami; całkowicie rożnych, a jednak w jakiś sposób połączonych czytanymi przez siebie lekturami i niekończącymi się rozmowami.
Źródło
Intryga małżeńska, to wciągająca i doskonale skonstruowana opowieść, w której zapach książek i głośno cytowane słowa teoretyków i klasyków literatury mieszają się z wykrzyczanymi w złości i przypływie kąśliwej złośliwości epitetami. Historia miłości i dojrzewania do niej, bogata analiza psychologiczna człowieka borykającego się z kliniczną depresją, a także ludzi, którzy mu towarzyszą, wędrówka przez religijny miszmasz świata – to tylko próbka tego, co znajdziecie w tej wielopłaszczyznowej opowieści, którą czyta się z nieporównywalną do niczego zachłannością.


Jeffrey Eugenides wykonał kawał dobrej roboty, tworząc perełkę literacką o ogromnej sile. Intryga małżeńska to historia rozpalająca wyobraźnię i utwierdzająca w przekonaniu, że współcześni powieściopisarze mają jeszcze wiele do powiedzenia. To opowieść o szukaniu samego siebie, opieraniu życia na ideałach i niespełnionych marzeniach, wreszcie – o dorastaniu do wzięcia życia we własne ręce, której narracja jest niewymuszona i wzbija się wysoko ponad przeciętność. Autor w nieprzyzwoicie dobry sposób operuje dramaturgią i gra na ludzkich emocjach, wykorzystując przy tym wszelkie możliwości jakie daje analiza psychologiczna. Ponadto wciąga czytelnika w korowód postaci i wydarzeń, a nierzadko i pikantnych szczegółów. U Eugenidesa połączenie wątków Matki Teresy i scen łóżkowych w żaden sposób nie powoduje dysonansu. Wręcz przeciwnie – wskazuje na różnorodność i barwność postaci, a także na ich ciągłe poszukiwania i trwanie w drodze do samopoznania i odnalezienia własnego miejsca w świecie.
Pisarz posłużył się słowem w sposób tak przemyślany, że mimo zachowania narracji trzecioosobowej wykreował świat, w którym mamy do czynienia z intymnymi ludzkimi spowiedziami, gdzie bohaterowie obnażają swoje myśli i uczucia, otwierając się przed czytelnikiem i wskazując na to, co najsilniej ich dotyka.
Przy tym wszystkim nad powieścią tą unosi się duch semiotyki w ujęciu Barthesa, Derridy, Eco – wisienka na torcie dla wszystkich filologów – oraz duch literatury. To książka, na którą składają się inne książki, obfitująca w nazwiska i tytuły, stanowiące dla oczytanych doskonały odautorski prezent. W kontekście tytułu i całej tradycji intryg małżeńskich, Eugenides wyrywa się pewnym schematom. Cała książka przypomina uwspółcześnioną wersję tradycyjnych, znanych z wiktoriańskich powieści zachowań i zabiegów towarzyszących marriage plot, jednak zakończenie jest formą buntu – przekreśleniem znanego i wyjściem w nieznane, skądinąd zagraniem doskonale pomyślanym. Ciekawostką jest, że powieść ta zawiera elementy autobiograficzne.
Intryga małżeńska jest dopieszczona pod każdym względem. Wspaniała, pozostawiająca w czytelniku pewną dozę niezaspokojenia, przez co jeszcze silniej uzależnia i sprawia, że myśli się o niej na długo po skończonej lekturze.  Znakomita!

Mole książkowe, KONIECZNIE czytajcie Eugenidesa! Absolutny majstersztyk!


___
Zapraszam do zaglądania na polski oficjalny fanpage autora: klik.