Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polska. Pokaż wszystkie posty

środa, 1 sierpnia 2018

Weź wyjdź! - Patryk Świątek



Wakacje to doskonały czas, by krzyknąć Weź wyjdź! i aby na to wezwanie odpowiedzieć.  Jeśli jednak jesteście nieco zagubieni, nie wiecie, gdzie mogłyby Was ponieść nogi, z pomocą przybywa Patryk Świątek, współautor blogu Paragon z podróży. On to poprowadzi Was krętymi polskimi drogami, by dotrzeć tam, gdzie niewielu się zapuszcza, by odkryć to, co nie każdy może odkryć sam i by wreszcie aktywnie spędzić czas - z dala od komórek.

Szlak wiedzie przez całą Polskę - poczynając od Wielkopolski, niosąc nas przez Kaszuby, Podkarpacie, Podlasie, Dolny Śląsk, wyspę Wolin, Warmię, Podhale, aż do Łodzi i... gdziekolwiek chcecie. 

Poręczny format i lekkość książki umożliwiają zabranie jej ze sobą, po to, by na miejscu wykonywać polecone przez autora aktywności - rysować, zdobywać stemple, przyklejać, słowem - tworząc swój pamiętnik podróży. 

A podróż to nie byle jaka, bowiem każdemu jej etapowi patronuje jakaś postać - Arkady Fiedler, Simona Kossak, Wiedźmin, Jan Dzierżoń, Ignacy Łukasiewicz i inni. Biorąc ją pod pachę w czasie wakacyjnych wojaży, uczynicie sobie wyjątkowy prezent - ma ona bowiem walory poznawcze, przekazuje ogrom ciekawostek dotyczących Polski i jej mieszkańców, pozwoli Wam na odkrycie sekretów Waszej okolicy lub też miejsc dotąd niepoznanych. Autor opowiada zajmująco, toteż nudzić się nie będziecie na pewno.

Zatem, drogi Czytelniku - weź wyjdź!



piątek, 16 września 2016

Królowa - Elżbieta Cherezińska



Oto jest. Długo wyczekiwana, tęsknie wypatrywana na stronie wydawnictwa. Nowa powieść Elżbiety Cherezińskiej, kontynuacja opowieści o losach Świętosławy.

Królowa zaczyna się tam, gdzie urywa się Harda. Akcja całości kończy się po roku 1018, epilog zaś sięga czasów po śmierci Bolesława w 1025. Nad powieścią unosi się duch zemsty, ale także – a może przede wszystkim? – miłości. Kochanki do kochanka, króla do królowej, matki do syna, dzieci do rodziców. Wiele z nich bez wzajemności, wiele niespełnionych, których to piętno odcisnęło się na losach nie tylko Polski, ale i całej Europy.

W części tej dotykamy czasów śmierci Olava, wygnania Świętosławy, umacniania jej pozycji na arenie międzynarodowej, później zaś śmierci Svena i przejmowania władzy nad Anglią przez ich wspólnych synów. Mamy zatem do czynienia z powieścią, w której najważniejsze staje się poszerzanie granic państwa i przesuwanie horyzontu. Harda staje się potrójną królową, przeżywającą każdego ze swoich mężów, ukazującą się jako władczynię mądrą, bezkompromisową, stanowczą i łatwo osiągającą wytyczone cele, nawet wówczas, gdy jej serce rozrywał żal po stracie ukochanego mężczyzny, o którego śmierć się oskarżała. Swoją postawą pokazuje, że losy państwa oddziela ona od życia prywatnego, czemu nie raz dała już wyraz.

Lektura wciąga niewyobrażalnie, sprawia, że czytelnik zatraca poczucie czasu i przenosi się do czasów średniowiecza, gdzie nim opadnie bitewny kurz, już słychać wezwanie do kolejnej walki.

Epilog wymykający się realizmowi wbił mnie w fotel. Stanowi on fenomenalne zwieńczenie całości, jest odautorską odpowiedzą na westchnienia czytelnika, którym w centrum powieści Pisarka nie mogła dać ujścia, by nie przekłamać historii. Na szczęście fikcyjnych zakończeń i wyobrażeń ta zasada już nie obowiązuje, dzięki czemu Cherezińska spełnia pragnienia serca odbiorców (moje!).
Jej powieść to niesamowita wędrówka śladami polskiej i europejskiej historii, w której nie ma miejsca na nudę. Snuta historia obejmuje bowiem szerokie spectrum wydarzeń: rodzenie się państwowości polskiej, przyjęcie chrztu, chrystianizację Europy, najazdy wikingów (łagodniejących, trzeba dodać, z roku na rok), a wszystko to pod czujnym okiem hardej Świętosławy, pełniącej wolę ojca lepiej, niż ten mógłby oczekiwać.

Cherezińska jak żadna inna znana mi autorka powieści historycznych, tak zręcznie lawiruje między kolejnymi epizodami, że nie sposób spostrzec się jak lektura powieści o częściowo znanych nam ze szkolnej ławki faktach, staje się bardziej frapująca i wciągająca niż niejeden przedstawiciel literatury sensacyjnej czy psychologicznej. Tak naprawdę bowiem, elementy tychże zostały tutaj zawarte. Wszak zarówno Świętosława, Bolesław jak i Olav czy Sven, byli nie tylko doskonałymi strategami, ale także znawcami psychiki swoich sprzymierzeńców i wrogów, dzięki czemu swobodnie mogli manipulować nie tylko ich zachowaniami, ale także przebiegami całych negocjacji czy bitew. Kolejne wojny, dramaty, sojusze i konsensusy były zaś wynikiem nie tyleż przypadku, ile umiejętności i zaciętości osób biorących w nich udział. Królowa zatem to także opowieść o sile charakteru i dumie, zdolnych całkowicie odmienić losy państw.

To wreszcie jedna z tych książek, po lekturze której długo nie macie ochoty sięgać po żadną inną. Kompletna, obrazująca losy tych postaci, które historia przemilcza, lub o których wspomina z rzadka i półsłówkami, często jedynie w legendach. Cherezińska to co wie, ubiera w to, czego się domyśla, tworząc spójną i doskonale napisaną całość.


Rewelacja! Sięgajcie, czytajcie, zachwycajcie się.



Recenzja Hardej - tutaj,

czwartek, 21 kwietnia 2016

Tylko Ty - Federico Moccia


Jeśli tęsknicie do wakacji, mam dla Was książkową propozycję, która kapitalnie oddaje klimat tego czasu.

Federico Moccia zasłynął dzięki zekranizowanej już serii rozpoczynającej się od tomu Trzy metry nad niebem. Cykl zyskał mu tak wielu zagorzałych czytelniczek (ze znaczącą przewagą płci pięknej), że dziś właściwie każda kolejna powieść staje się gwarantem bestsellera. Mało tego – powieści Mocci są właściwie gotowymi scenariuszami filmowymi. Lekka, ciepła produkcja romantyczna jest właściwie wpisana w książkę – nie sposób nie przerzucać niektórych fragmentów bezpośrednio na ekran, a kolejnych aktorów obsadzać w głównych rolach.

Tylko Ty to bezpośrednia kontynuacja powieści Chwila szczęścia, w której jedną z głównych bohaterek jest Polka. Po perypetiach Nicca i bolesnym rozstaniu z Anią, w  której zdążył się już zakochać, Moccia zabiera nas… do Polski właśnie. Akcja jego najnowszej książki toczy się przede wszystkim w Warszawie oraz częściowo w Krakowie, a także epizodycznie (choć kluczowo) nad Morskim Okiem.

Nicco po wakacjach nie jest już sobą. Mimo iż myślał, że to Alissia była miłością jego życia, przekonał się jak w wielkim był błędzie i jak wiele stracił, gdy tylko Ania wróciła do Polski. Wiedziony impulsem, a także zmotywowany przez zmarłego już ojca i samą Alissię, która zaczęła spotykać się z  jego dobrym znajomym, postanawia wyruszyć w ciemno do Warszawy, by tam odnaleźć swoją ukochaną i wyznać jej uczucia. W podróży towarzyszyć ma mu najlepszy przyjaciel i wielki kobieciarz, Gruby.

O ile sam wyjazd był sprawą bardzo prostą, o tyle odnalezienie jednej dziewczyny, której adresu, nazwiska ani profesji się nie zna – stało się już kwestią mocno skomplikowaną. Na szczęście na drodze do przeznaczenia Włocha stoją sami pomocni ludzie, którzy gotowi są nagiąć niektóre zasady, by tę romantyczną historię należycie sfinalizować. Bohaterowie poznają bowiem w Warszawie osoby dzięki którym zdolni są pokonać nawet największe przeszkody. Kto wszak mógłby się oprzeć dwojgu przystojnym i bardzo przekonującym Włochom?:)

Najnowszą powieść Mocci czyta się z niebywałą lekkością. Sama historia przypomina te najlepsze powieści romantyczne dedykowane przede wszystkim młodzieży – budzą one nadzieje, pokazują miłość jako uczucie czyste, piękne i sprawiające, że wszystko inne wydaje się nieważne, gdy tylko obok siebie ma się ukochaną osobę.  Każda przeszkoda jest wówczas do pokonania, każda sprawa może być pomyślnie rozwiązana, a nawet najwięksi przeciwnicy stałych związków, okazują się roztapiać w obliczu prawdziwej miłości.

Lekka, romantyczna, zmierzająca ku pomyślnemu finałowi opowieść, którą kapitalnie można zainaugurować sezon czytania w plenerze.


Świetny relaks!

poniedziałek, 1 lutego 2016

Szwecja czyta, Polska czyta, red. Katarzyna Tubylewicz i Agata Diduszko-Zyglewska




O kondycji polskiego czytelnictwa pisano już wiele.
Rokrocznie powstają raporty, od których czytającym włos jeży się na głowie. Polacy nie czytają, nie kupują książek, nie wypożyczają, unikają wszelkiego kontaktu ze słowem pisanym – podobno najgorzej jest wśród młodzieży.

Moje osobiste obserwacje zdają się zadawać kłam tego typu doniesieniom, bo – chyba mam ogromne szczęście lub to kwestia wyboru ścieżki życiowej – obracam się wśród niemalże samych czytających. Czytających i kupujących książki masowo. Lub masowo je wypożyczających. To jednak nie zmieni statystyk, nie zreformuje kultury czytania w Polsce w ogóle. Zawsze z wielka ochotą sięgam po teksty pochylając się nad tym tematem.

Wyjątkową pozycją poruszającą tę problematykę jest Szwecja czyta, Polska czyta biorąca pod lupę dwa sąsiadujące ze sobą kraje – Polskę i Szwecję, które dzieli nie tylko morze, ale także ocean jeśli idzie o sposób podejścia do czytania i wychowywania pokolenia młodych czytelników.

Katarzyna Tubylewicz i Agata Diduszko-Zyglewska podjęły się rozmów z przedstawicielami Szwecji i Poski, mającymi znaczący wpływ na poziom czytelnictwa w tychże. Wśród nich znaleźli się pisarze, bibliotekarze, udziałowcy w największych wydawnictwach – wszyscy zatroskani o kulturę czytania, wskazujący na sposób walki o nią w obu krajach.

Niemalże już od pierwszych wypowiadanych przez nich słów widać różnice w sposobie rozumienia tematu – Polska po upadku komunizmu zachłysnęła się wolnością, która to widoczna jest również w  sposobie wydawania i promowania książek. O czytelnika nie dba się od najmłodszych lat, dopiero od niedawna słychać głosy wsparcia dla czytania od urodzenia, stąd wśród młodzieży znaczący spadek zainteresowania lekturą – szczególnie jeśli zamiast niej mogą sięgnąć po to co łatwiejsze i szybsze – film czy grę. Szwedzi natomiast statystycznie czytają 20 minut dziennie – niby nic, droga z pracy do domu – a jednak to właśnie między innymi ten drobiazg wskazuje na szacunek i przywiązanie Szwedów dla słowa pisanego w ogóle. My wracając z  pracy, najczęściej mamy w ręku telefon.

Nie sposób jednoznacznie ocenić powodów takiego stanu – jest ich wiele. Zupełnie inna sytuacja ekonomiczna, inny status pracownika, inne zarobki, inny czas pracy, inne warunki życia. Nie można zatem Szwecji czcić bałwochwalczo, można jednak przeczytać, wyciągnąć wnioski i wprowadzić – często naprawdę drobne – zmiany, mogące budować kulturę czytania od najmłodszych lat.

Kapitalna pozycja, dla wszystkich zatroskanych o stan czytelnictwa w Polsce - wydawców, bibliotekarzy, nauczycieli, księgarzy, czytelników. Kopalnia pomysłów, inspiracji i iskierka nadziei – wszak podobno w  tym roku Polacy książek kupowali więcej…


Lektura obowiązkowa!

sobota, 31 października 2015

Serce polskiego folkloru (Cuda wianki - Marianna Oklejak)



Chcecie przekazać dziecku tradycję polskiego folkloru? Nie chcecie, by ta wiedza pokryła się kurzem i przestała być istotna w świecie zdominowanym przez nowoczesność, bylejakość i identyczność?
Szukacie publikacji, która w sposób zwięzły, ale treściwy pokazała całość polskiego folkloru i cieszyła oko?

Oto coś w sam raz dla Was!


Dla dużych, dla małych, dla wszystkich zainteresowanych folklorem. 
Piękna, bogato ilustrowana, obfita w informacje podane w najprostszy z możliwych sposobów – za pomocą obrazu, etykietowania, skrawków piosenek, z bogatym wykazem źródeł umieszczonym na końcu – dla dociekliwych, pragnących wiedzieć więcej.



Wygląda rewelacyjnie, skupia w sobie całe piękno polskiej tradycji i folkloru, gromadzi wiedzę o jedzeniu, strojach, haftach, obyczajach, instrumentach, rozrywkach, sprzęcie domowym, zabawkach, zwyczajach, posiłkach, muzyce. Słowem – jest tu wszystko. Książka została pomyślana fenomenalnie. W oczy rzuca się miłość do tradycji wyzierająca z każdej stronicy, pragnienie przekazania tego co najpiękniejsze i najcenniejsze, narodowego skarbu tak łatwego do zagubienia w świecie co rusz zmieniającej się mody. Marianna Oklejak pokazuje to co niezmienne, to co stałe, od lat niewzruszone. Pragnie ten polski skarbiec przekazać dalej, by nie zaginął, nie utracił ważności, nie stał się jedynie dodatkiem, lecz kwintesencją polskości.



Obłędna publikacja, do oglądania, cieszenia oka, przypominania sobie, poszerzania wiedzy o polskim folklorze. Obowiązkowa! Dla małych i dla nieco większych. 

wtorek, 6 października 2015

Polacy rulez! [Historia Polski 2.0 Polak potrafi, Polka też - Jan Wróbel, Ewa Wróbel]


O tym, że Polacy to zdolne bestie nikomu nie trzeba chyba udowadniać.

Umiemy wiele i udowadnialiśmy to wielokrotnie. Znamy swoją wartość. Wiemy kto jest najlepszy.

Mamy w sobie jednak pewną wrodzoną wadę, ot, genetyczną aberrację, sprawiającą, że zamiast siebie chwalić, wolimy krytykować, wszelkie peany zachowując na rzecz zagranicznych kolegów.
Nieładnie, oj nieładnie. Tym bardziej, że chwalić mamy się czym.

Dowodów na to dostarczają Jan i Ewa Wróblowie w kolejnej części Historii Polski 2.0 biorącej pod lupę właśnie dokonania Polaków, za które świat powinien być nam (i często jest) wdzięczny.
Na kartach książki spotkacie tych, o których wiecie – Marię Skłodowską-Curie, Mikołaja Kopernika, Jana Heweliusza, Janusza Korczaka, Tomasza Bagińskiego, Jerzego Owsiaka, Irenę Sendler, Annę Dymną, Janinę Ochojską, ale także – o losie – nazwiska zupełnie obce!

Bo tak naprawdę – proszę się nie bać – ilu z Was potrafi bez sięgnięcia do wszechpotężnej Wikipedii powiedzieć kim zacz Kazimierz Funk był? Ilu z Was zna i sławi historię Maksymiliana Faktorowicza (a jest się czym chwalić!)? Kto pamięta dokonania Magdaleny Abakanowicz? Dla kogo działania Krystyny Skarbek są oczywistym skarbem narodowym? Kto kojarzy Narcyzę Żmichowską tudzież Stanisława Szczepanowskiego?

Otóż to. Po raz kolejny cudze chwalicie, swego nie znacie. Na szczęście są perspektywy na zmianę tego stanu rzeczy, możecie spokojnie sięgać po najnowszą książkę Wróbla i puchnąć z dumy.

Lekko, mądrze, ze swadą, z humorem, z pomysłem, nowocześnie – jest dobrze, czekam na więcej!



Recenzja poprzedniego tomu:

W przygotowaniu:
Historia Polski 2.0: Polacy - nic się nie stało!

piątek, 17 kwietnia 2015

Historia Polski 2.0: Polak, Rusek i Niemiec… czyli jak popsuliśmy plany naszym sąsiadom – Jan Wróbel



Jestem bardzo ukontentowana książkami wydawanymi ostatnio przez Znak Horyzont – zwłaszcza tymi, które ukazują historię z  nieco innej niż dotąd perspektywy – albo jako ciekawostki (patrz: Bardzo polska historia wszystkiego), albo jako unowocześniona lekcja, tak jak książka Jana Wróbla, którą właśnie mam przed sobą.

Co w niej takiego wyjątkowego? Muszę przyznać (nieco z  żalem), że prym nad treścią wiedzie sposób jej prezentacji i opracowanie graficzne. Genialne!

Słit focia carycy Katarzyny i Stanisława Poniatowskiego, wpisy na Twitterze, fragmenty forów internetowych, na których w  znanym nam tonie wypowiadają się znawcy historii i ci, którzy żyją w imię zasady „nie znam się, więc się wypowiem”, komiksy, fragmenty Messengera, profile na Facebooku (m.in. Poniatowskiego), prześmiewcze wpisy z Ratlerka,  memy, okładki czasopism, zwiastuny filmów, plakaty filmowe, screeny z  gier opisujące poziom trudności walk, liczebność wojsk etc.- fenomenalne! Jest tego tak dużo, że nie sposób wymienić wszystkiego. Myślę, że do młodego odbiorcy (ba, do nieco starszego też!) taka forma dotrze o wiele bardziej niż nudne podręczniki do historii.

Jan Wróbel coś o tym chyba wie, sam bowiem uczy tego przedmiotu i z  doświadczenia wie jaką miłością zazwyczaj pałają do niego uczniowie. Książka ta powinna być obowiązkową lekturą dodatkową dla gimnazjalistów, a już na pewno nauczyciele powinni z niej namiętnie korzystać, udostępniać, zachęcać do kupna, pokazywać. Niewątpliwie uatrakcyjni ona każdą lekcję, a przyjemność płynąca z  takiej nauki będzie nie do przecenienia. 

Ale czego właściwie można się z niej nauczyć? Historia Polski 2.0 ukazuje nam psujstwa jakich jako naród dopuściliśmy się przez lata. Mimo burzliwej historii, która mogłaby wskazywać, że nie do końca nam się wiodło, gdy tylko przyjrzeć się jej bliżej, zobaczymy, jak źle mogło być, a jak dobrze sobie poradziliśmy psując szyki sąsiadom.
Wróbel pokazuje od podszewki, jak to przez lata nie dawaliśmy wytchnienia graniczącym z  nami Państwom, jak to namiętnie obracaliśmy wniwecz ich plany i powolutku, krok po kroczku doprowadzaliśmy do fiaska ich misternie konstruowanych planów. Wiecie, że mogliśmy być Szwepolską/Polszwecją?:)

Jest co poczytać, jest z  czego się pośmiać, jest z  czego być dumnym.
I choć treściowo może nie jest aż tak atrakcyjnie jak wizualnie – tę książkę po prostu warto mieć w  rękach, warto traktować ją jako arcynowoczesny nośnik historii spisanej, korzystający z  nowych mediów na papierze – widział kto coś takiego?!

Tutaj zajrzycie do wirtualnej książki.



poniedziałek, 30 marca 2015

O kim myślę, myśląć Stuhr? (Obywatel Stuhr – rozmawiała Ewa Winnicka)





Obywatel Stuhr to książka trójdzielna – składają się na nią wywiady przeprowadzone przez Ewę Winnicką najpierw z  Jerzym Stuhrem, później z  Maciejem Stuhrem oraz scenariusz filmu Obywatel, który w  okolicach premiery wywołał niemałą burzę, często oskarżając Stuhrów o antypolskość i wyrzeczenie się narodowości. Mocne były to oskarżenia, którym obaj panowie przeczą na łamach wywiadów zawartych w  tej publikacji (Maciej bardziej radykalnie, Jerzy mniej).

Jerzy Stuhr zapytywany był o wszystko – proces tworzenia filmu był jedynie jednym z  wielu podjętych tematów, który rzecz jasna pojawić się musiał. Obok niego jednak zapytywany był aktor między innymi o lata licealne, czasy swoich studiów, pierwsze sceniczne kroki, spotkania z  Krzysztofem Kieślowskim, wydarzenia ’68, łatkę kabareciarza, chorobę i inne. Odpowiadał wyważenie, bez sensacji, szczerze.

Maciej Stuhr z  kolei odpowiadał na pytania o relacje rodzinne i artystyczne z  ojcem, o jego przygodę z  kabaretem, zacięcie sportowe, emocje towarzyszące premierze Pokłosia, pomoc potrzebującym, radzenie sobie z popularnością.
Aktor zawsze wydawał mi się radosny, optymistyczny, takie też wrażenie sprawia na scenie. Pamiętam go jednak z  krakowskich Targów, gdzie to moje postrzeganie się rozmyło – był raczej poważny, skupiony, smutny (?), zły (?) – stał się dla mnie postacią nie do rozgryzienia, nawet po lekturze wywiadu.

Ostatnią częścią składową jest scenariusz niełatwy do czytania, zwłaszcza dla osoby nieprzyzwyczajonej do lektury takich próbek. Sądzę, że to ważne uzupełnienie do filmu, który wciąż jest komentowany różnie – być może jego przeczytanie coś rozjaśni, rozwieje wątpliwości, rzuci inne światło na to, co po projekcji poukładaliśmy sobie w  głowie.

Ta książka to swoiste spotkanie, nie-spotkanie ojca i syna w  przestrzeni pozafilmowej. Niełatwo ferować wyroki komu jest ona dedykowana – może amatorom kina, zatroskanym o polskość, może fanom obu aktorów, może wreszcie zainteresowanych polską kinematografią w  świetle doświadczeń jej twórców. To mała próbka historii, mała lekcja życia, z  całą pewnością zaś ciekawe doświadczenie czytelnicze.