Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blog o książkach. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blog o książkach. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 20 maja 2019

Historia filozofii po góralsku - Józef Tischner



Na pocątku wsędy byli górole, a dopiero potem porobiyli się Turcy i Zydzi. Górole byli tyz piyrsymi „filozofami”. „Filozof” to jest pedziane po grecku. Znacy telo co: „mędrol”. A to jest pedziane po grecku dlo niepoznaki. Niby, po co mo fto wiedzieć, jak było na pocątku? Ale Grecy to nie byli Grecy, ino górole, co udawali greka. Bo na pocątku nie było Greków, ino wsędy byli górole.[1]

Historia filozofii po góralsku jest już klasykiem. Klasykiem, o którym każdy słyszał, ale nie każdy jeszcze miał okazję czytać (ja). Nowe wydania spod szyldu Wydawnictwa Znak są zaś tak zachęcające graficznie, że nie sposób im się dłużej opierać.

Był Alfabet duszy i ciała, był Krótki przewodnik po życiu, jest i czas na Historię... . 

Wyżej wymienione teksty znacząco różnią się od tego, który chcę polecić Wam dziś. Tamte pisane były tonem poważnym, miejscami wręcz podniosłym, tutaj zaś na pierwszy plan wysuwa się humor. Nie dziwi więc, że właśnie ta książka stała się prawdziwym bestsellerem, inspiracją do tworzenia spektakli teatralnych (chociażby ten wystawiany w Teatrze Rozrywki) i ... myślenia. 

Nienaśladowczy, nowatorski sposób mówienia o tym, co w życiu ważne. Tischner filozofię ubrał w gawędy, a role znanych greckich myślicieli podjęli mieszkańcy Podhala, którzy gwarą zapoznają czytelnika nie tylko z historią filozofii i etapami jej kształtowania się oraz głównymi nurtami, ale też z językiem mieszkańców Tatr. Mimo że spisana wcale nie oficjalną polszczyzną, to jednak zrozumiała dla wszystkich książka, stała się świadectwem erudycji ks. Tischnera i jego zdolności do takiego władania słowem, by przyciągnąć uwagę czytelnika. Przyciągnąć i zatrzymać ją na dłużej, prowokując do myślenia, ale i uśmiechu. Bo któż nie zaśmieje się, gdy pozna prawdziwe dane osobowe Talesa z Miletu? Wszak ten myśliciel to nie kto inny, jak Stasek z Nędzy. A Arystoteles? Li przykrywka dla Tadka Pudzisza, podobnie jak Platon to ksywka Władka Trebuni-Tutka. Wiedzieliście o tym, że myśliciele greccy, to tak naprawdę filozofowie górscy? Ktoś ewidentnie się pomylił w przekazach :)

Polecam ogromnie - najpierw lekturę i namysł nad nią, później zaś spektakl. Wówczas Wasze zetknięcie się z tematem stanie się kompletne.


[1] Historia filozofii po góralsku, ks. Józef Tischner, Kraków 2018, s. 5.


sobota, 4 maja 2019

Amelia i Kuba. Mi się podoba - Rafał Kosik



Amelia i Kuba. Mi się podoba, to kolejna, siódma część serii poświęconej przygodom tytułowych bohaterów.

Tym razem staną oni przed wieloma wyzwaniami większej i mniejszej rangi, zaś głównym ich celem będzie niesienie ocalenia. O co jednak konkretnie chodzi?

Mi to sześciolatka, która uwielbia pakować się w tarapaty. Jej życie to ciąg tego, co rodzice nazywają złym zachowaniem. Gdzie się nie obejrzy, czeka przygoda, której nie sposób odmówić - wszak nie od dziś wiadomo, że to co zakazane, jest najciekawsze.

Największym marzeniem Mileny (Mi) jest posiadanie psa. Niestety, na przeszkodzie stoi jej alergia. Dziewczynka nie potrafi pogodzić się z tym, że nigdy nie będzie miała futrzastego przyjaciela. Gdy na jej drodze pojawia się pewien niemalże łysy i trójnogi psiak (nazwany przez bohaterów Zydlem), w dziewczynkę wstępuje nowa nadzieja - wszak jeśli zwierzak pozbawiony jest sierści, nie może uczulać! Jak jednak - mimo stanowczego zakazu rodziców - obejść procedury i adoptować go ze schroniska? Z pomocą może przyjść Spokoman i grupka niezawodnych przyjaciół o złotych sercach.

Amelia i Kuba. Mi się podoba to szalenie wciągająca i pouczająca powieść dla starszych dzieci i młodszej młodzieży. Poruszane w niej kwestie grzeczności, bezinteresownej pomocy, chęci niesienia ocalenia słabszym, nawet za cenę własnych korzyści są niezwykle ważne. Książka promuje istotne wartości, takie jak przyjaźń i rodzina, przez co staje się niemalże uniwersalna. Wydaje się, że nie ma ona czytelnika idealnego - tak chłopcy, jak dziewczęta (i to w różnym przedziale wiekowym) odnajdą w niej wiele interesujących wątków, a to wszystko za sprawą szerokiej gamy pojawiających się w niej postaci. Każdy z bohaterów ma swoje zainteresowania, zupełnie inne charaktery i pomysły na siebie, a to sprawia, że odbiorca z łatwością znajdzie tego, z którym się zidentyfikuje i któremu będzie kibicował. Istotne jest również to, że mimo dzielących ich różnic, dzieciaki są w stanie działać drużynowo, wspierając się wzajemnie i dzieląc swoimi zdolnościami.

Dla mnie, jako polonisty i miłośnika języka polskiego, szalenie istotne były także poruszane w książce kwestie językowe - bohaterowie co rusz poprawiali się wzajemnie, by prawidłowo się wypowiadać, zaś ich wątpliwości lingwistyczne były na bieżąco rozwiewane. Poza walorem rozrywkowym, zyskuje zatem ta książka także walory poznawcze i budujące wiedzę o języku, co jest niezwykle cenne, zwłaszcza dziś, gdy młodzi ludzie narażeni są na nieprawidłowe przekazy i utrwalanie się fałszywych kalek, którymi później bezwiednie się posługują, uznając je za normę. 

Polecam ogromnie - zarówno tę część, jak i całą serię.


piątek, 3 maja 2019

Około północy - Mariusz Czubaj



Około północy to moje pierwsze zetknięcie z prozą Czubaja (choć Dziewczynka z zapalniczką czeka na półce, teraz wreszcie się doczeka!), ale jak już zdążyłam się dowiedzieć, nie mam się co przyzwyczajać, bo spotkanie to można uznać za nietypowe.

Oto przed Wami powieść wymykająca się jakimkolwiek klasyfikacjom - ni to kryminał, ni to obyczajówka, ni to świadectwo minionych czasów. Wszystkiego w prozie tej jest po trochu, co czyni ją tak wyjątkową, zaś bogactwo intertekstualnych nawiązań zachwyca. Około północy to tekst, przy którym czytelnik ma szansę zamienić się w detektywa podwójnie - raz szukając sprawcy morderstwa popełnionego między jednym jazzowym taktem a drugim, po wtóre zaś, próbując wychwycić wszelkie dialogi z kulturą tamtych czasów. Tamtych, czyli lat sześćdziesiątych XX wieku. 

Rzecz zaczyna się nietypowo. Oto pogrzeb jazzmana, Krzysztofa Komedy, 28 kwietnia 1969 roku, na którym pojawia się kontrabasista, w pewnych kręgach nazywany specjalistą od nekrodżobów, bowiem to granie podczas ostatnich pożegnań jest tym, w czym się, można powiedzieć, wyspecjalizował. Pojawiają się na nim różne indywidua, z którymi bohatera łączy lub połączy pewna zażyłość. Mniej więcej w tym samym czasie, podczas rozmowy ze znanym podówczas pisarzem, pada dość nietypowa, niewypowiedziana wprost propozycja i pytanie w jednym: jak to byłoby kogoś zabić?

Nie mija wiele czasu, a ginie Jadwiga Ślusarek, kobieta, z którą bohatera złączyła krótka, acz namiętna relacja. Gdyby nie fakt, że nie jest to pierwsze morderstwo tego typu w okolicy, nasz bohater stałby się głównym podejrzanym. Tymczasem zaś staje się samozwańczym detektywem, który mając znajomości tu i tam, wnika niemalże bezszelestnie w jazzowy warszawski (pół)światek, by tam szukać odpowiedzialnego za mord. 

Intryga kryminalna jest w powieści tej niejako pretekstem do snucia narracji o mieście i muzyce tamtych lat. Ponury, niemalże dekadencki klimat, dźwięki jazzu słyszane z wielu różnych stron, Warszawa spowita mrokiem nagłych śmierci znanych nazwisk kształtujących ówczesną kulturę i budujących jej bohemę, to elementy tworzące klimat prozy Czubaja. Język powieści, czy też - ballady - także staje się niejako bohaterem - charakterystyczne frazy, szarpana budowa zdań, to znaki rozpoznawcze tej lektury, która - jak sam Autor wspomina - jest rodzajem hołdu oraz rękawicy rzuconej Tyrmandowi i jego Złemu, będącemu jedną z wielu inspiracji do jej napisania [klik]. Powieść ma swój rytm, za nic mający linearność, tak zgrabnie łączący się z brzmieniem muzyki i wydarzeń '69 roku.

Jeśli zatem lubicie opowieści o minionych czasach, przesiąknięte ich kapitalnie uchwyconym klimatem, upstrzone znanymi miejscami i nazwiskami, to doskonale trafiliście. Tam, gdzie Żegnaj, laleczko zderza się z kultowym klubem Hybrydy, nie może być miejsca na nudę.


Zachęcam Was do wsłuchania się w utwór pozostający nie bez znaczenia dla fabuły - klik, Kumanie Komedy spod szyldu Kornetu Olemana. Później zaś zostańcie z jazzem na dłużej, bo to on wytycza szlak Około północy.





środa, 27 marca 2019

O pisaniu - Charles Bukowski


Sięgając po książkę O pisaniu Charlesa Bukowskiego, liczyłam na tekst poświęcony całkowicie procesowi twórczemu - chciałam dowiedzieć się, jak autor pisze, czy ma jakieś rytuały, sprawdzone metody, czy jego pracy towarzyszą jakieś powracające myśli, czy teksty płyną same, czy też pisarz nie czeka na wenę, lecz ciężką pracą osiąga swoje pisarskie  efekty.

Otrzymałam coś nieco innego. 

O pisaniu to zbiór listów: bezpośrednich, dokładnie takich, jak sam Bukowski. Epistoły skupiają się wokół różnych zagadnień, wątek pisania zogniskowany jest zaś głównie wokół poszukiwania wydawcy dla swoich tekstów. Twórca toczy boje z wydawcami i redaktorami, którzy co rusz próbowali uładzić jego styl, zmienić to, co dla Bukowskiego najbardziej znamienne. Wierny czytelnik autora (nie ja) z całą pewnością doceni te autobiograficzne ujęcie, zobaczy, jaką zawziętością musiał się on wykazać, byśmy dziś mogli sięgać po jego książki w takiej właśnie formie, w jakiej je znamy. Gdyby nie ośli upór, być może teksty starego świntucha walałby się po szufladach, nigdy nie odnajdując drogi do wydania. 

Niestety, nie odnajduję w nich innej wartości - może dlatego, że to pierwsza publikacja pisarza-skandalisty, po którą miałam okazję sięgnąć? 

Rzadko porzucam książki. Tej jednak nie dokończyłam, choć walczyłam długie miesiące. Rozczarowała mnie i zmęczyła. Nie polecam, choć będę próbować zmierzyć się z innymi testami  twórcy, jednak już bez jakichkolwiek oczekiwań. 



sobota, 23 marca 2019

Okagesama. Japoński przepis na dobre życie - Yutaka Yazawa


Od dłuższego już czasu Japonia stała się krajem, będącym ośrodkiem zainteresowań dla wielu Polaków. Internet zalewają filmiki poświęcone temu krajowi, a księgarniane półki wręcz uginają się od publikacji na jej temat - tak o charakterze reportażowym, eseistycznym, beletrystycznym, jak publicystycznym czy poradnikowym.

Okagesama wyróżnia się na ich tle wydaniem przyciągającym oko. Uczy się nas, czytelników, że kraj, o którym czytamy słynie z minimalizmu w posiadaniu, byciu i życiu - taka jest też okładka. Tytuł nieco zagadkowy, oznaczający dzięki tobie - bez podtytułu niewiele mówiący o samej zawartości, za to z nim nieco odbiegający od samej treści książki. Sugeruje on bowiem poradnikowe spojrzenie na temat, takie z jakim mieliśmy już dom czynienia w przypadku hygge, lagom oraz ikigai, a oferuje coś zgoła innego - swoisty przegląd najważniejszych dla Japonii zagadnień, nie wyłączając omówienia najpopularniejszych miast i miejsc.

Nie jestem znawczynią kultury japońskiej, uznaję się za laika, osobę, która coś tam słyszała, ale pewności nie ma. I właśnie dla takich osób - jak sądzę - przeznaczona jest ta publikacja. Znawcy nie znajdą w niej prawdopodobnie niczego, o czym wcześniej by nie słyszeli albo czytali.

Książka ułożona jest hasłowo i ma charakter encyklopedyczny, zbudowany na ośmiu najważniejszych kategoriach (regiony Japonii; esencja japońskości; kultura, sztuka, styl; przy stole; życie na zewnątrz; życie wewnątrz; relacje rodzinne i życiowe kamienie milowe; święta i uroczystości). Zamknięte w niej zostały między innymi takie artykuły hasłowe jak: cesarz, wabi-sabi, słowa bez odpowiedników, japońska whisky, wędkarstwo, pogrzeby czy edukacja.

Tym czego mi zabrakło, był spis haseł - po lekturze, gdy chciałam wrócić do jakiegoś fragmentu, którego nieopatrznie nie zaznaczyłam, musiałam przewertować całość, by znaleźć to, czego szukam. 

Bardzo estetyczne wydanie i minimalistyczna okładka z całą pewnością przyciągną uwagę odbiorcy, którą na dłużej utrzymają nie tylko fotografie oraz ilustracje dołączone do każdego hasła, ale przede wszystkim warstwa merytoryczna, obfitująca w ciekawostki.

Książka cieszy zatem oko, a przy okazji dostarcza wiedzy - czy można chcieć więcej?:)

Jeśli interesuje Was Japonia i szukacie czegoś, co byłoby przeglądem najważniejszych treści - polecam.




czwartek, 21 marca 2019

Księga smoków polskich - Bartłomiej Grzegorz Sala, Witold Vargas, Paweł Zych




Smoki od zawsze fascynowały ludzi. Są bohaterami filmów, seriali, o książkach nie wspominając. Dzięki publikacjom takim jak Księga smoków polskich (tutaj) czytelnik ma okazję poznać ich świat, przyglądając się z bliska tym niezwykłym stworzeniom.

Publikacja, o której wspominam jest na tyle nietuzinkowa, że podejmuje się jedynie opisu 25 legendarnych bestii (smoków, wielkich węży oraz istot im podobnych), o których wzmianki znajdziemy w polskich legendach i podaniach. Autor tekstu, Bartłomiej Grzegorz Stala, jako historyk i etnolog, podejmuje się właśnie stworzenia historyczno-etnograficznego ujęcia, mającego nakreślić ich wizerunki i jak najwierniej je scharakteryzować, ukazując bogactwo rodzimych wyobrażeń. 

Jest publikacja ta złączeniem fikcji literackiej z popularnonaukowymi dociekaniami, stanowić może zatem nie lada gratkę dla wszystkich tych, którzy żywo zainteresowani są smokami oraz ich występowaniem na kartach literatury czy w podaniach przekazywanych z ust do ust. 

W publikacji tej znajdziemy rozważania między innymi nad Żmijem, Smokiem ze Smogorzowa, Smokiem Wawelskim, Smokiem ze Staszowa, Smokiem-zaklętym królewiczu, Meluzyną, Bazyliszkiem, Królem Wężów, Krakiem, Gryfem i wieloma innymi, szalenie interesującymi istotami zamieszkującymi ponoć nasze ziemie. Autor podczas swojej pracy korzystał z wielu opracowań, do których odniesienia znajdziemy z tyłu książki. Jeśli zatem lektura tejże Was rozochoci, z powodzeniem będziecie mogli zgłębiać temat, sięgając po szereg tekstów podejmujących podobne wątki.

Świetna lektura, która poszerza horyzonty i wyposaża nas w wiedzę wcale nie tak oczywistą. Ilustracje do niej są dziełem mistrzowskiego duetu: Witolda Vargasa i Pawła Zycha, dzięki którym całość prezentuje się wprost obłędnie.

Gorąco polecam!

***

Książkę w dobrej cenie  kupicie teraz na https://www.gandalf.com.pl/. Nie przegapcie jej!

środa, 20 marca 2019

Moja wspaniała przyjaciółka - Polly Ho-Yen

Jak często w Waszym życiu doskonale dogadywaliście się z osobami mającymi zupełnie inne zainteresowania i usposobienia niż Wy? Ja mam tendencję do otaczania się ludźmi, którzy się pięknie różnią:) 

Lenka i Lula, dwie młode bohaterki książki Moja wspaniała przyjaciółka, choć są ze sobą bardzo blisko, różnią się diametralnie. Każdego dnia udowadniają jednak, że różnice mogą spajać, a nie dzielić, mogą inspirować, a nie denerwować, mogą uczyć tolerancji i otwartości, a także pokazywać jak cudownie wielowymiarowy jest otaczający nas świat. 

Jak to jednak w niemal każdej przyjaźni bywa, także nad relacją dziewczynek nie zawsze świeci słońce. Nadchodzi Dzień, Który Wszystko Psuje - dzień, który zapoczątkował samotne zabawy dziewczynek i ich wielką kłótnię.

Znajomość Lenki i Luli została wystawiona na próbę, mającą sprawdzić, jak silna jest łącząca je więź i jak wiele zależy od nastawienia. Dziewczynki będą musiały zrozumieć, że nawet różniąc się, możemy być przyjaciółmi, a każdą sprzeczkę można zażegnać - wystarczy posiąść umiejętności przepraszania i przebaczania.

Niezwykle mądra to opowieść, którą warto podsunąć każdej dziewczynce. Prędzej czy później w życiu każdej z nich nadejdzie moment, gdy pokłóci się ze swoją najlepszą przyjaciółką, nie mając już nadziei na powrót do dawnej relacji. Książeczka ta pokaże jej, jak poradzić sobie w takiej sytuacji.
Polecam.


wtorek, 19 marca 2019

Zaginiona księgarnia - Katie Clapham



Co byście zrobili, gdyby pewnego dnia okazało się, że Wasza ulubiona księgarnia - ta, którą regularnie odwiedzacie, w której angażujecie się we wszystkie spotkania i której właścicielka jest Waszą książkową Wyrocznią - została zamknięta? Tak po prostu, bez znaków ostrzegawczych, możliwości sprzeciwu czy jakiegokolwiek wyjaśnienia.

W takiej sytuacji znalazła się Milly - prawdziwy mól książkowy, godzinami buszujący pośród regałów, uwielbiający wysłuchiwać opowieści pani Minty i czytać książki z jej polecenia. Gdy dowiedziała się ona, że najcudowniejsze miejsce w całym mieście zostało zamknięte, nie pozostała bezczynna.

Postanowiła za wszelką cenę dowiedzieć się, co stało się z panią Minty i jaki los czeka jej księgarnię. Przecież nie może ona tak po prostu zniknąć!

Wyposażona w całą wiedzę pozyskaną z książek, wzięła sprawy w swoje ręce - stworzyła rysunek, który zawiesiła na drzwiach byłej już księgarni, by obserwować, jak z dnia na dzień coraz więcej kochających to miejsce osób, dokleja swoje liściki, rysunki i wiadomości. 

Jak zakończyła się ta historia? Zapraszam do buszowania między stronicami :)

Książka ta opowiada o ogromnej wartości słowa pisanego, o roli jaką (o)powieści odgrywają w naszym życiu i o tym jak wiele zależy od człowieka, który zaszczepi w nas miłość do czytania.

Ujmująca, niezwykle ciepła i wzruszająca historia. Do zaczytania.





sobota, 24 marca 2018

(Nie) bój się Boga! - Danuta Piekarz




(Nie) bój się Boga! Co Biblia mówi o lęku? to zbiór rozważań na temat strachu, który wspominany jest na kartach Pisma Świętego wielokrotnie. Samo zawołanie Nie lękaj się pojawia się w nim aż 365 razy - niejako po jednym przypomnieniu na każdy dzień roku.

I takim memento ma być również ta krótka skądinąd publikacja, podejmująca się omówienia losów postaci biblijnych, które tak jak i my dręczone były doświadczeniami strachu, lęku czy smutku. Autorka śledząc ich ziemską wędrówkę, pokazuje jakie emocje towarzyszyć mogą człowiekowi w jego kontaktach z Bogiem i udowadniając, że nie zawsze są one dobre. 


Nawet jeśli Twoja relacja jest właściwa, nawet jeśli jesteś głosicielem Dobrej Nowiny - Twoje ziemskie życie nigdy nie będzie wolne od strachu. Najważniejsze jest, by zawsze zdawać sobie sprawę z Bożej obecności - i taka właśnie nauka płynie z tej książeczki.

Danuta Piekarz, biblistka oraz italianistka, próbuje wskazać czytelnikowi różnicę pomiędzy tym, co zwiemy strachem a bojaźnią Bożą, która ma nas do Stwórcy przybliżać, a nie - tak jak robi to lęk - od Niego oddalać. 


Jeśli dręczy Cię nieustająca obawa, a radość życia umyka przyćmiona przez niepewność - sięgnij po tę niepozorną książeczkę. Zapewni Ci ona lekturę wielu pouczających fragmentów, które z całą pewnością przybliżą Cię do Boga i pozwolą zrozumieć swoje emocje oraz (oby!) uwolnić się od nieuzasadnionego lęku oraz poradzić sobie ze strachem.  



środa, 20 grudnia 2017

Drzewo Darów - Shel Silverstein


Była sobie raz jabłoń, która kochała małego chłopca…

Drzewo Darów to nietuzinkowa opowieść o miłości jaką drzewo darzyło pewnego chłopca i  tym, jak on jej nie potrafił docenić.

Jabłoń towarzyszyła bohaterowi od maleńkości. Gdy był dzieckiem, pozwalała mu jeść swoje owoce, huśtać się na swoich gałęziach, wspinać po pniu, by z innej perspektywy mógł się przyglądać światu. Gdy dorastał, poświęciła swoje gałęzie na jego dom, owoce zaś dla jego zarobków. Towarzystwo chłopca uszczęśliwiało drzewo, sprawiało, że czuło się ono potrzebne. 

Kapitalna opowieść o przemijaniu i towarzyszeniu człowiekowi przez naturę. Oto opis tego, jak środowisko naturalne nieraz „poświęca się”, by ludziom niczego nie brakowało i by swoich lat mogli dożywać oni w poczuciu bezpieczeństwa i harmonii. Książka Silversteina pokazuje, że nawet gdy my obrazimy się na naturę, ona poczeka, bowiem cierpliwość świata jest niczym niezmącona. Powiastka ta ilustruje proces przemijania i zataczania kręgu. Obrazuje proces brania i dawania, bezwarunkowej miłości i poświęceniu się natury oraz roszczeniom człowieka, żądaniom stawianym środowisku naturalnemu i jego owocom, które obracają się w pokorę dopiero wówczas, gdy wiek pozwala spojrzeć na wszystko z innej perspektywy – perspektywy bezbronnego.

Słowem-kluczem tejże publikacji jest minimalizm. Za pomocą niewielkiej ilości słów i oszczędnego w wyrazie obrazu, prezentuje ona zagadnienia tak ekologii, jak poszanowania dla drugiego (nawet, jeśli miałoby to być drzewo). Ukazuje postawę biorcy, któremu wszystko się należy i dawcy, który wszystkim pragnie obdarować, nawet za cenę siebie samego.

Oto książeczka, która niesamowicie uczy pokory, każe zastanowić się nad coraz bardziej inwazyjnymi próbami podporządkowania sobie przyrody przez człowieka oraz konsekwencji tegoż. Niełatwa w odbiorze, zmuszająca do myślenia, otwierająca pole do dyskusji i prowokująca do ekologicznego rachunku sumienia. Warto czytać ją dzieciom i za jej pośrednictwem uczyć dobrych relacji ze środowiskiem naturalnym, wskazywać na możliwości ratowania go przed degradacją i dbania o najmniejszą nawet roślinkę. Słodko-gorzka to opowieść, z której zaczerpną tak samo dorośli, jak mali czytelnicy.

Dosadna, bogata w treść i niezwykle ważna. Polecam, szczególnie jeśli troska o środowisko naturalne leży Wam na sercu, a degradacja tegoż Was zasmuca. Zmiany trzeba zacząć od siebie.




poniedziałek, 18 grudnia 2017

Mademoiselle Oiseau i listy z przeszłości - Andrea de la Barre de Nanteuil, Lovisa Burfitt



Mademoiselle Oiseau i listy z przeszłości to książka, do której premiery tęskniłam.

Fantasmagoryczna tytułowa bohaterka i jej kolorowy świat pozwalają na chwilę oderwać stopy od ziemi, unieść się kilkanaście metrów do góry i podziwiać wszystko z innej perspektywy.

Na Alei Minionych Czasów wszystko szykuje się do Bożego Narodzenia. Mimo że to czas kojarzący się większość ze szczęściem i rodzinną atmosfera, Mademoiselle Oiseau nigdy nie spędza go w Paryżu – ucieka, mając w pamięci wydarzenia z przeszłości, które na zawsze odarły ją z radości przeżywania świąt. Od jej podróży do siostry mija właśnie pięćdziesiąt dziewięć dni. Domem wciąż zajmuje się Isabella, spędzająca czas w towarzystwie Isis. Pewnego razu bohaterka odkrywa tajemnicze listy z przeszłości i pewną fotografię, na której widnieją dwie dziewczynki złączone warkoczem stojące przy Trinité. Ich odnalezienie poprzedził pewien tajemniczy telefon, informujący o pewnym mieszkaniu. Isabelle wraz z Isis postanawiają ruszyć szlakiem wytyczonym przez listy, po to, by być może – jeśli tylko uda im się zdążyć – uratować ducha świąt i przywrócić Mademoiselle Oiseau radość z ich przeżywania. Bohaterki muszą okryć, kim są dziewczynki przedstawione na fotografii, co kryje się za ich smutnymi spojrzeniami i jakie sekrety łączą się z mieszkaniem, w którym się znajdują. Rozwiązanie tych zagadek może sprawić, że tym razem to Isabelle ocali Mademoiselle Oiseau, tak jak ta kiedyś ocaliła ją samą.

Bajkowa, tajemnicza i magiczna to opowieść, snuta między urokliwą Wenecją a klimatycznym Paryżem, której kolorytu, niczym maźnięcia zaczarowanego pędzla, dodają kapitalne ilustracje decydujące o klimacie i wartości całej publikacji.


Jeśli znacie kogoś zakochanego w Paryżu, uwielbiającego koty, tajemnice i lekką ekstrawagancję, książka ta może okazać się dla niego świątecznym strzałem w dziesiątkę. Ogromnie polecam, ja od Mademoiselle Oiseau i jej przygód jestem już uzależniona. Co rusz zachwycam się magią, która niczym doskonałe perfumy otula tę publikację.  Polecam Wam to samo, gwarantując, że przepadniecie a paryskiej atmosferze.



poniedziałek, 30 października 2017

Droga do Nobla - Ewa Nowak


Seria Czytam sobie stała się już dziś gwarantem dobrej propozycji dla tych dzieci, które stawiają pierwsze samodzielne kroki na drodze lektury. Z książeczki na książeczkę mam wrażenie, że klasa cyklu rośnie, pozwalając dzieciom nie tylko nauczyć się płynnie czytać, ale także przekazują im wiedzę w bardzo przystępny sposób.

Droga do nobla to jedna z lepszych, jeśli nie najlepsza pozycja w serii. W syntetycznej i niezwykle wciągającej formie opowiada o losach Marii Skłodowskiej-Curie uwrażliwiając młodego czytelnika na historię i przedstawione w niej fakty. Merytorycznie stoi na naprawdę wysokim poziomie, napisana jest zaś w taki sposób, że także dorosły znajdzie w niej upodobanie, zaspokajając ciekawość i doceniając ją może bardziej niż opasłe tomy biograficzne. 

Takie ujęcie tematu do wielka sztuka, która Ewie Nowak wyszła fenomenalnie. 


***

Czytam sobie to trzypoziomowy program wspierania nauki dla dzieci w wieku 5-7 lat. Prezentowana dziś książeczka przynależy do poziomu 3 - połykam strony. Na tekst składa się od 2500 do 2800  wyrazów, sformułowanych w dłuższe zdania (w tym złożone). Zawiera on dialogi, a całość zbudowana została z użyciem wszystkich głosek.

Patronat honorowy nad serią objęła Biblioteka Narodowa, a całość zgodna jest z zaleceniami metodyków. 


Zarówno papier, jak i odpowiednio dobrana czcionka wspierają proces czytania, zaś wybitni polscy autorzy oraz mistrzowie ilustracji każdorazowo dokładają wszelkich starań, by publikacja była nie tylko atrakcyjna pod względem treściowym, ale również graficznym.

W tym przypadku mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że wszystko to zostało zrealizowane perfekcyjnie. 

Polecam!

wtorek, 29 sierpnia 2017

Piękne życie - Shauna Niequist





Miałam świadomość, że gubię gdzieś to, czego tak bardzo pragnę: więzi, sens, spokój. Coś jednak kazało mi przeć naprzód – system przekonań i odruchów, które wciąż mnie pchały i pchały, nawet wtedy, gdy marzyłam, by odpocząć. [1] 

Są takie nowości wydawnicze, od których próbuję się opędzić – bo za dużo, za szybko, bo przecież nie mogę przeczytać wszystkiego bez zaniedbania innych dziedzin życia. Książka Shauny Niequist chodziła za mną od dawna, ja jednak dzielnie starałam się oprzeć jej urokowi, podkreślanemu przez cudowną okładkę. Ona jednak za nic miała sobie moje próby rezygnacji z lektury, kusząc coraz intensywniej. W końcu uległam.

Jeśli miarą dobrej książki, jest ilość założonych w niej karteczek, to Piękne życie spełnia wszystkie kryteria publikacji doskonałej. Mój egzemplarz mieni się od różnobarwnych zakładek znaczących ważkie dla mnie fragmenty, cytaty, czasem całe rozdziały.


Wiem już, że książkowe przyciąganie, które poczułam w jej przypadku, nie było bezzasadne. Było koniecznością i szansą na otrząśnięcie się z marazmu (w tym lekturowego) w jaki wpadłam. Publikacja ta okazała się dla mnie kubłem zimnej wody, wylanym prosto na rozgrzaną do czerwoności od setek niepotrzebnych myśli głowę.

Choć docelowo nie jest to książka propagująca minimalizm, lepiej niż którakolwiek z poświęconych temuż zachęca do życia prostego i oddanego idei mniej znaczy więcej. Nie jest ani sztucznie moralizatorska, ani przegadana. Jest swoistym świadectwem życia osoby przytłoczonej przez nadmiar i w konsekwencji nie znajdującej już miejsca dla takiej wersji siebie, jaką chciałaby być, nie mającej szans na życie według marzeń, lecz jedynie według obowiązków i surowych list rzeczy do zrobienia, które wciąż się nawarstwiały, powodując frustrację i nerwowe wyżywanie się na bliskich (polegające nierzadko na zwyczajnym byciu daleko myślami).

Jeśli w Twoim słowniku dominuje „tak”, mówione wszystkim, dysponowanie zdolnościami i czasem tak, że brakuje Ci już chwil na oddech – ta książka jest dla Ciebie.

Jeśli widzisz ile masz zobowiązań i chce Ci się płakać, a mimo wszystko bierzesz na siebie kolejne – ta książka jest dla Ciebie.

Jeśli szukasz kogoś, kto powie Ci, że nie musisz być idealna, że nie musisz pracować ponad siły, że masz prawo do odpoczynku – ta książka jest dla Ciebie.

Jeśli pasja stała się dla Ciebie przykrym obowiązkiem i nie wiesz jak z tego wybrnąć – ta książka jest dla Ciebie.

Jeśli wreszcie nie potrafisz uwolnić się od presji – ta książka jest dla Ciebie.




Niequist pokazuje, że fakt, iż mamy możliwość zrobienia czegoś (dysponujesz talentem, zdolnością, jesteś miły i uczynny) wcale nie oznacza, że musisz to zrobić. Autorka dążenie do wydajności przyrównuje do wyniszczającego narkotyku, zastanawiając się naprawdę musimy zadowolić wszystkich, czy musimy angażować się w bylejakość, po to, by ktoś się na nas nie obraził, czy musimy przyjmować odpowiedzialność za porażki i niepowodzenia innych?

Piękne życie to katartyczna lektura, wypełniona gotowymi materiałami na sentencje, niosąca nadzieję i realne narzędzia do pracy z wyniszczającej presją. Trzeba jedynie uzbroić się w cierpliwość, bo wino, którego sobie nawarzyliśmy do tej pory, nie może zostać wypite naraz, bez negatywnych konsekwencji dla zdrowia (z których kac i zawroty głowy to pestka).  Dzięki przewodnictwu Niequist i jej świadectwu, możemy jednak tego dokonać, bez względu na to, jak bardzo uwikłaliśmy się w niepotrzebne zobowiązania. Autorce drastyczna zmiana życia niosąca pokój zajęła 3 lata. A Ty? Jesteś gotowy na taką przemianę i życie w pełni?


Nie chcę więcej. Tylko mniej. Mniej wszystkiego. Mniej stresu. Mniej płaczu. Mniej hałasu. Mniej telewizji. Mniej wina. Mniej zakupów online. Mniej „jeszcze to, jeszcze to, jeszcze to”, nieważne czy „to” dotyczy wycieczki, filmu, rejsu łódką czy imprezy dla dzieci. [2]




[1] Piękne życie, Shauna Niequist, Kraków 2017, s 16.
[2] Tamże, s. 30

poniedziałek, 19 czerwca 2017

Ścieżki nadziei - Richard Paul Evans



Ścieżki nadziei Richarda Paula Evansa to ostatni już tom cyklu Dzienniki pisane w drodzeopisującego pieszą wędrówkę jego głównego bohatera, Alana, przez całą Amerykę, którą ten powziął po stracie żony.

Alan musi po raz kolejny przerwać swoją wędrówkę – jego ojciec przeszedł rozległy zawał i leży w szpitalu pod czujnym nadzorem lekarzy pracujących na oddziale intensywnej terapii. Jego stan wydaje się stabilny, jednak nie ulega poprawie, mimo zastosowanego leczenia. Alan wraz z  Nicole, przyjaciółką rodziny, towarzyszy ojcu przy szpitalnym łóżku, raz po razie poznając nieznane losy swojej rodziny oraz dowiadując się o swoim ojcu rzeczy, których nigdy nie mógłby nawet podejrzewać.

Część ta ogniskuje się wokół choroby, odchodzenia, ale także – może przede wszystkim – miłości rodzicielskiej oraz synowskiej. Pokazuje jak wiele rodzice poświęcają dla swoich dzieci, nawet jeśli ci tego nie dostrzegają – jak często rezygnują z marzeń, związków, podróży, realizacji siebie i swoich pasji, by zapewnić swoim pociechom to, czego – jak sądzą – najbardziej im potrzeba. Nawet jeśli nie zawsze mówią oni „kocham Cię”, okazują to na tysiąc innych sposobów, które często odczytujemy jako próbę ingerencji w naszą wolność, próbę sprawowania nad nami kontroli, wtrącania się, podczas gdy tak naprawdę to elementy troski i wyraz bezgranicznej miłości, którą docenimy być może dopiero wówczas, gdy będzie już za późno.

Evansa, dzięki lekkości z jaką włada piórem, czyta się szalenie przyjemnie i płynnie. Choć jego książki nie są z natury przytłaczające i stanowią przykład literatury „na raz”, seria dzienników skłania do zastanowienia się nad sobą i swoim życiem po wielokroć. Ścieżki nadziei uczą doceniać rodziców, ich poświęcenie i wszystko to, co dla nas robiąc, nierzadko nie otrzymując nic poza wyrzutami i pretensjami.

Polecam. Nieważne w jakich stosunkach z najbliższymi pozostajecie – dzięki tej książce przypomnicie sobie, że wasi rodzice to także ludzie, którzy potrzebują uczuć, relacji i dobrego słowa i którzy mogą błądzić oraz robić to, co nie do końca musi nam się podobać. Przekonacie się, że są po prostu ludźmi.



***

Poprzednie tomy Dzienników pisanych w drodze

 Dotknąć nieba / Na rozstaju dróg / Kręte ścieżki Miejsce dla dwojga

Pozostałe książki Evansa na blogu:


piątek, 16 czerwca 2017

Piękna i Bestia - Elizabeth Rudnick



Piękna i Bestia to jedna z moich ulubionych bajek dzieciństwa. Oglądana po wielokroć, teraz mogła dołączyć do mojej biblioteczki dzięki wydanym przez EGMONT zapisie historii dokonanym przez Elizabeth Rudnick – zapisie, trzeba dodać, stworzonym nie na podstawie oryginalnej animacji Disneya, lecz w oparciu o scenariusz niedawnej wersji musicalowej, w której rolę Pięknej zagrała Emma Watson.

Oto Bella wychowywana jest przez samotnego ojca w malowniczym miasteczku Francji. Jej życie upływa głównie na czytaniu książek, czym wyróżnia się spośród tłumu wzdychających do lokalnego przystojniaka – Gastona – dziewczyn. To jednak, co czyni ją inną, przyciąga owego muskularnego mężczyznę, który za cel życia obrał sobie zdobycie Belli. Nie ma on wsparcia jej ojca, starego wynalazcy, który właśnie wybiera się na doroczny konkurs.

Pech chce, że pogoda mu nie sprzyja, błądzi w lesie i na skutek ucieczki przed wilkami ląduje w starym, wydawać by się mogło, że opuszczonym zamczysku. To jednak, zamieszkałe jest przez Bestię – niegdyś przystojnego księcia, który jednak nie miał w swoim sercu dość miłości i skazany został na życie pod postacią potwora do czasu, aż nie pokocha i nie zostanie pokochany. Czas ucieka, a Bestia nie dość, że nikogo nie poznał, to jeszcze staje się coraz bardziej zatwardziały i pałający zemstą.

Za najście na teren swej posiadłości i zerwanie róży z jej terenu, więzi staruszka, okazując swój brak litości. Jego życie zmienia się jednak, gdy na zamek przybywa zaniepokojona zaginięciem ojca córka. Ofiarowując się jako więzień w miejsce ojca, odmienia nie tylko zamek i jego zaczarowanych mieszkańców, ale także powoli kruszy serce Bestii, widząc w nim nie tylko zewnętrzną powłokę, ale przede wszystkim – serce. 

Opowieść Rudnick wiernie oddaje wydarzenia znane z ekranu i wcześniejszych adaptacji. Napisana jest poprawnie i płynnie, dzięki czemu utrwalona w świadomości czytelnika baśń odżyje w jego wyobraźni na nowo. Brakuje w niej nieco filmowych ilustracji, przypuszczam jednak, że to ze względu na pragnienie nieograniczania czytelniczej fantazji. Każdy z nas bowiem, czytając tę książkę, przed oczami będzie miał inną Bellę.

Jeśli jesteście fanami produkcji Disneya, jeśli upodobaliście sobie baśnie wyróżniające się mądrością i promujące pozytywne postawy – gorąco polecam. Książka wciąga podobnie jak jej adaptacja. 

Moją lekturę dodatkowo wzbogacało ukochane Studio Accntus, do którego nagrań odsyłam:






sobota, 20 maja 2017

Dom tajemnic. Starcie światów - Chris Columbus, Ned Vizzini i Chris Rylander




Dom Tajemnic. Starcie światów  to trzecia i ostatnia już część przygód rodziny Walkerów – Kordelii, Brendana i Eleonory.

Gdy wydaje się, że ostatecznie udało im się pokonać Wichrową Wiedźmę, ta powraca ze zdwojoną siłą i z kolejnym planem objęcia władzy nad światami. Zwycięstwo nad nią umożliwić może już tylko jedno: kolejny powrót do świata magicznej Księgi życzeń i zagłady, a wraz z nią do wszystkich po kolei tekstów Danvera Kristoffa.

Na drodze młodych bohaterów stanie wiele niebezpieczeństw. Z książek bowiem po kolei wyłaniać się będą znane im już postaci, m.in. Mick Tłuścioch czy też armia zombie – okazuje się, że zostały one uwolnione, gdyż przejście pomiędzy światami powoli się zaciera.

Szansą na jego zamknięcie jest odnalezienie Strażników Świata i jednoczesne umieszczenie ich w portalu. Problemem jest kończący się czas i niemożność przebywania w kilku miejscach jednocześnie celem zdobycia pożądanych przedmiotów.

(...)



Czytaj dalej:



Poprzednie tomy:

Dom Tajemnic / Dom tajemnic. Starcie potworów

wtorek, 9 maja 2017

Czy wojna jest dla kobiet? [Słowik - Kristin Hannah]




Słowik od wielu miesięcy figuruje jako bestseller – mimo że od premiery minęło sporo czasu mierzonego prawami rynkowymi, książka cieszy się niesłabnącym zainteresowaniem.

Zasadne wydaje się w jej przypadku postawienie pytania o to, co sprawia, że tekst poświęcony II wojnie światowej, tematyce wszak wielokrotnie opracowanej i przepracowanej, zrzesza sobie tak wielkie grono czytelników. Czy jest to pokazanie jej oczami kobiet – jednostek słabszych, delikatniejszych, odsuwanych podczas walk (z niewielkimi wyjątkami) na dalszy plan? Czy jest to może świeże spojrzenie na to, co wojna czyni z człowiekiem i jego psychiką? Czy wreszcie jest to próba zarysowania najeźdźców jako takich samych ludzi jak mieszkańcy okupowanych krajów – słabych, lękających się o własne życie, stąd wykonujących rozkazy wyższych rangą?

(...)

Słowik – Isabelle Rossignol – to młoda, niezwykle atrakcyjna kobieta, która w obliczu wojny nie mogła i nie chciała pozostać bierna. Mimo oporów ze strony rodziny i ustawicznych prób przekonania jej, że obowiązkiem kobiety jest cierpliwie czekać, i że jej chęć niesienia pomocy nikomu nie pomoże, a może wręcz zaszkodzić, postanowiła włączyć się do ruchu oporu. W tajemnicy przed wszystkimi najpierw roznosiła propagandowe ulotki, później zaś podjęła się działań o wiele bardziej niebezpiecznych – przerzucania rannych lotników przez Pireneje. Dzięki jej kanałowi przerzutowemu, udało się ocalić stu siedemnastu pilotów.

(...)

W tym samym czasie siostra Isabelle, Vianne, z którą łączyły ją trudne relacje, zmuszona była osiedlić w swoim domu dwu oficerów niemieckich – pierwszy, wbrew opiniom innych, pomagał jej, jak tylko mógł. Ten jednak, który osiadł w jej domu po śmierci poprzednika, był przedstawicielem wszystkiego tego, co w najeźdźcy najgorsze – brutalności, bezwzględności, obsesyjnej kontroli. To za jego plecami kobieta ratuje życie żydowskim dzieciom, dla których podrabia dokumenty. Niebezpieczeństwo na jakie naraża siebie i swoją rodzinę nie jest jednak jej jedyną ofiarą – mieszkając u boku wroga, narażona jest ona na znacznie gorsze formy zapłaty za życie swoich najbliższych.

(...)

Autorka przedstawia codzienne życie w okupowanej Francji – pokazuje dylematy przed jakimi stały kobiety oraz tragiczne wydarzenia, które stały się ich udziałem – gwałty, poniżanie, głód, konieczność donoszenia na znajomych, by chronić własne życie i wiele innych traumatycznych doświadczeń. Nie jest jednak powieść Hannah pesymistyczna – pomiędzy dramatem wojny tli się bowiem miłość – rodzicielska, ojcowska, siostrzana, damsko-męska – i to ona napędza do działania, ona daje nadzieję i zmusza, by żyć.

(...)

Polecam – jako rewizję czasów wojny i poznanie wizerunku silnych kobiet biorących w niej udział; jako świadectwo pamięci i jako odświeżanie tego, co odległe, by uchronić przyszłość od podobnych błędów.

Szczególnie przypadnie do gustu kobietom – wszak to ich determinację podkreśla.


Czytaj całość:


czwartek, 4 maja 2017

Rzecz o ptakach - Noah Strycker





Dlaczego czytasz tę książkę? Mógłbyś powiedzieć: „Żeby się dowiedzieć czegoś o ptakach”, albo „dla rozrywki”, ale prawdopodobnie to nie jedyne powody. Czytanie zdaje się zaspokajać powszechne ludzkie pragnienie [1].

Publikacje poświęcone naturze święcą triumfy. Póki co – całkowicie zasłużenie. Inspirowanie człowieka XXI wieku – człowieka zagonionego, wpatrzonego w migoczące ekrany smartfonów, telewizorów, tabletów i laptopów – do poznawania i przyglądania się temu co nas otacza, jest misją chwalebną.

Oderwanie go na moment od pędu współczesności i zwrócenie jego wzroku ku zwierzętom i roślinom stanowi nie lada wyzwanie, mogące znacząco wpłynąć na stosunek współczesnych do otaczającego ich świata fauny i flory.

Rzecz o ptakach wpisuje się w serię publikacji mających przybliżyć człowiekowi świat zwierząt i wskazać, jak wiele cech wspólnych posiada on z tymi, których rzadko widzi, a którzy przemierzają setki, a nieraz tysiące kilometrów szlakiem powietrznym.

Albatrosy, gołębie, sowy śnieżne, pingwiny, szpaki, papugi a nawet kury posiadają szereg specyficznych zachowań, wyróżniających ich na tle pozostałych gatunków oraz przybliżających do człowieka (jak na przykład fastfoodowa kultura czy też sposób łączenia się w pary, a także hierarchiczność oraz zamiłowanie do muzyki). Czytanie o nich, jest doświadczeniem niezwykłym, bowiem nienawykli do pogłębiania wiedzy o tych ptakach, których widzimy na co dzień, mamy w końcu szansę zobaczyć je z zupełnie nowej perspektywy – jako żyjące zasadami, uporządkowane istoty o ściśle określonym życiowym celu.

Jedne gatunki, o których wiedzą miałam w głowie uporządkowaną już wcześniej są gołębie (ze względu na rodzinną tradycję praktykowania lotów sportowych) oraz kury i papugi, z którymi styczność mam w najbliższym otoczeniu. Cała reszta była dla mnie nowością i wielką inspiracją do dalszego zgłębiania tematu.

Książka ta jest połączeniem ornitologicznych odkryć i fachowej wiedzy z przejrzystym, przykuwającym uwagę językiem skrzącym się od anegdotek i odniesień do filmików na YouTube czy literatury popularnej (m.in. Harry Potter, Władca Pierścieni). Posiłkując się metaforyką opisywanego świata, można powiedzieć, że Strycker doskonale zarzuca wędkę i łowi czytelnika – a ten raz złapany, nie będzie nawet myślał o tym, by się wydostać, zanim nie doczyta do końca.

Jedynym mankamentem, który wypunktowałam już podczas wstępnego wertowana książki, jest brak fotografii. Mimo że każdy rozdział otwierają świetne grafiki prezentujące opisywany gatunek, całość aż prosi się o dopełnienie, które (sic!) odnajdujemy w smartfonach, na których to co rusz wyświetlamy sobie kolejne ptaki w pełnej krasie.

Sięganie po telefon może rozpraszać i utrudniać lekturę, jednak Strycker pisze na tyle zajmująco, że będą to jedynie chwile utraty pełnej uwagi.

Polecam serdecznie – szczególnie tym, którzy pałają niechęcią do gołębi. Może dzięki tej pozycji spojrzycie na nie życzliwiej?:)


Zerknijcie na zjawiskowe "murmuration":



[1] Rzecz o ptakach, Noah Strycker, Warszawa 2017, s. 14.

piątek, 28 kwietnia 2017

Tam, gdzie żyje się szczęśliwie [Życie po duńsku - Helen Russell]



Rynek wciąż przeżywa duńską falę hygge, zalewającą księgarniane półki. Wszystko wskazuje na to, że od kilku miesięcy wszyscy chcemy być Duńczykami – zakopać się pod kocem z parującym napojem w dłoni, ogrzewać w świetle świec i robić to, co sprawia nam największą przyjemność (czytać).

Jak jednak naprawdę wygląda życie w Danii? Czy przeprowadzka do kraju, w którym płaci się horrendalnie wysokie podatki, a zima zdaje się nigdy nie kończyć naprawdę może ewokować szczęście i samozadowolenie? Odpowiedzi na to pytanie udziela Helen Russell, Brytyjka, która wpadła z deszczu w zaspę – i tym chce się podzielić.

Autorka (przepracowana, zestresowana, boleśnie odczuwająca skutki swojego przemęczenia)  wraz z mężem otrzymującym propozycję pracy u producenta Lego, przeprowadza się na rok do najszczęśliwszego kraju na świecie, by tam, korzystając z dziennikarskich możliwości, zbadać od kuchni tajemnicę mieszkańców Północy i poznać ich receptę na zadowolenie z życia. Z tętniącego życiem Londynu trafia wprost do wiejskiej Jutlandii, a szok towarzyszący zmianie sprawia, że książka jest fantastycznie szczera. Kulturowe różnice, kuriozalne sytuacje pokazujące, jak wiele kwestii nas różni i jak łatwo popełnić faux pas czy zostać posądzonym o działanie na szkodę kraju, to elementy pokazujące, że adaptacja do nowego środowiska wymaga czasu, zaparcia i wsparcia ze strony otaczających osób. I zaufania – to bowiem, jest jednym z  podstawowych czynników sprawiających, że Duńczykom żyje się lepiej.

Książka tym wyróżnia się na tle wszystkich poradnikowych wydań dotyczących hygge, że bez operowania obrazem, kreśli bogate tło społeczno-kulturowo-historyczne, przyglądając się krok po kroku każdemu z ważnych elementów codzienności, całościowo składających się na kompletny obraz życia po duńsku. Jej tekst skrzy się od anegdotek, kipi humorem i daleki jest od pompatycznych omówień. Czyta się go z prawdziwą przyjemnością i rosnącym zainteresowaniem, nawet jeśli wszelkie dotychczas wydane książki poświęcone Danii miało się już okazję wertować. Czy raczej – oglądać.

Russell prowadzi nas wydeptanym przez siebie szlakiem designerskich producentów, w których sprzęty ochoczo się zaopatrzyła; słodkich bułeczek, z których konsumpcją znacząco przesadziła; podejścia do pracy, znacząco różniącego się od polskich standardów; opieki zdrowotnej i sytuacji kobiet w ciąży; zasad wieszania flagi, które poznała, gdy zdążyła się już zbłaźnić przed sąsiadami i narazić na wysoką grzywnę; a także ścieżką relacji rodzinnych pielęgnowanych, gdy za oknem ziąb, mrok i śnieg.

Najlepszą rekomendacją książki jest fakt, że autorka próbując dowiedzieć się, w czym tkwi sekret duńskiego szczęścia, sama zaczęła je odczuwać. Swoim dekalogiem życia po duńsku możliwego do wprowadzenia w każdym realiach, dzieli się na końcu książki – warto go przepisać i według niego postępować. Wzrost zadowolenia z życia gwarantowany.


Polecam. Lekturę, przeprowadzkę, życie po duńsku – co wolicie;) 


Czytaj również:


wtorek, 25 kwietnia 2017

Islandia.Tam, gdzie szepczą kamienie [Szepty kamieni - Berenika Lenard, Piotr Mikołajczak]


Szepty kamieni. Historie z opuszczonej Islandii, to książka mająca pierwotnie być opisem podróży autorów śladami opuszczonych budynków. Jak jednak sami twórcy wspominają (z wielką korzyścią dla czytelników) opis ów obrósł w nieoczywiste rozmowy tak z rodowitymi Islandczykami, jak Polakami przebywającymi tam na emigracji.

Obraz Islandczyka wyłaniający z książki jawi się dwojako: jest on w równej mierze dumny ze swojego kraju, z jego swoistej niedostępności, jego niewyobrażalnego skarbca naturalnego oraz bogactwa wyciszających człowieka przestrzeni, jak i pełen goryczy – ze względu na degradację środowiska, niszczący wpływ turystyki na kraj, a także na coraz mniejszą liczbę miejsc stanowiących oazę spokoju.

Pojawia się w tekście zdanie, mogące doskonale odzwierciedlić charakter życia na Islandii:

Nie jest Islandia idylliczną krainą, gdzie za oknem codziennie koi nerwy widok ośnieżonych górskich szczytów. To historia o przetrwaniu.

Autorzy, oddając głos swoim rozmówcom, wielokrotnie powołują się na opisy codziennych sytuacji, nad którymi my nawet się nie zastanawiamy, które wykonujemy mechanicznie, a które na Islandii przysparzają niemało problemów. Po lekturze głęboko w pamięci zostają opisy prób wydostania się z mieszkania – czynności prozaicznej, a tam niejednokrotnie niewykonalnej.

Mimo że życie niesie ze sobą niespodziewane trudności, nie znaczy on nic, gdy uświadomimy sobie dostojność i bogactwo środowiska naturalnego w jakim przebywamy. Autorzy doskonale oddali respekt, jaki czują w stosunku do niego Islandczycy. Tak wielki, że wciąż żyją oni wedle tradycji dawnych wierzeń – nie ingerują w naturę, jeśli tylko szepczące kamienie i elfy nie wyrażą na to zgody. Bez ich aprobaty, żadna, nawet najmniejsza zmiana nie jest dokonywana.

Szacunkowi rdzennych mieszkańców wyspy przeciwstawiona została bezkarność przyjezdnych – ci nic sobie z natury nie robią, chcąc korzystać z niej dokładnie tak, jak zachęcają do tego przewodniki – pełnymi garściami. Autorzy nie szczędzą opisów karygodnych zachowań turystów, którzy nafaszerowani filmami i książkami, chcą porzucić swoje pospieszne życie i zachłysnąć się powolnością i robią to często w sposób niedopuszczalny – niszcząc prywatne mienie, posesje, panosząc się, degradując środowisko naturalne. Obraz turystów wyłaniający się z książki nie napawa optymizmem i każe zastanowić się nad własnymi zachowaniami poza miejscem zamieszkania: czy my również jesteśmy barbarzyńcami? Czy poznajemy kulturę, której częścią stajemy się na jakiś czas? Czy wyprawa to jedynie kolejny punkt do odhaczenia na liście zdobyczy do pochwalenia się przed znajomymi? Czy niszczymy wszystko co napotkamy na swojej drodze, bo nam się należy? Bo biuro turystyczne kazało czerpać z życia, cieszyć się dojmującą pustką i wolnością? Niezwykle gorzki to obraz.

Poza kwestiami troski o środowisko naturalne oraz turystyki, Berenika Lenard i Piotr Mikołajczak podejmują się porównania Islandii oraz Norwegii – różnice zauważalne są przede wszystkim w kwestii wychowania i opieki nad dziećmi. Ponadto pokazuje jak patrzy się na pracowników: u nas liczy się papier, tam każdy dostaje szansę. 

Książkę podzielić można na dwie niewydzielone w żaden specjalny sposób części, które dostrzeże każdy wnikliwy czytelnik. Pierwsza z nich to swoisty pean na część piękna i nieskazitelności islandzkiej natury – dzięki niespiesznym opisom relaksowała i wyciszała tak mocno, że podczas lektury można było odpłynąć – i to było jej wielką zaletą.

Druga zaś część, nieco gorzka w swej wymowie, daje bardzo mocno do myślenia: nad degradacją środowiska naturalnego, negatywnym wpływem masowej turystyki. Stanowi ona ważny głos w debacie publicznej i element uświadamiający, nam Polakom, jak dalekie są idylliczne opisy pochodzące z biur podróży od tego, co naprawdę zastaniemy na miejscu.

Autorzy, opisując Islandię, wielokrotnie odwołują się do uniwersum Władcy pierścieni – niezwykle wdzięczna metaforyka doskonale oddaje sedno poruszanych kwestii, a dla fanów Tolkiena będzie w książce wartością naddaną.

Mimo że książka nie jest pokaźnych gabarytów, poprzez ujęcie tła ekonomicznego, społecznego, psychologicznego i innych, okazuje się summą tego, czego na Islandii możemy doświadczyć. Odczarowuje ona nieco wizerunek tego kraju odmalowywany przez broszury biur turystycznych, pokazuje jak rzeczywiście wygląda życie w kraju, który wciąż uznajemy za idylliczny i uświadamia dlaczego jest on tak drogi. Bardzo dobra lektura.

Niech za podsumowanie posłuży cytat:

Islandia zweryfikuje wszystko, co ze sobą przywiozłeś: nadzieje, obawy, zapas gotówki, nawet miłość. Jeśli będziesz się wahać, ten kraj nie da ci szans