Pokazywanie postów oznaczonych etykietą młodzież. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą młodzież. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 8 października 2015

Księga zaklęć Mal - Tina McLeef



Księga zaklęć Mal początkowo budziła moją nieufność – spodziewałam się kolejnej lichej publikacji będącej zbiorkiem czarodziejskich formułek stworzonych na potrzeby produkcji Disney Channel, a tymczasem otrzymałam coś zgoła innego.

Książka, którą mam przed sobą kryje w sobie niespodziewaną wartość. Oto edycja będąca – owszem – kompendium zaklęć Diaboliny, z tym, że jej córka – Mal – uczyniła z niej coś o wiele bardziej frapującego. Na kolejnych stronicach oprócz przepisów na wzbudzenie miłości, znajdziecie rozmowy przyjaciół – dzieci czarnych charakterów, które utknęły w Auradonie i muszą zrobić coś bardzo niecnego, by wrócić do łask rodziców i zaświadczyć o kryjącym się w nich złu.

Całość stanowi dialog, książka – jak się zdaje – przechodziła z rąk do rak, stając się świadectwem przyjaźni i dynamiki zmian bohaterów – ci, którzy początkowo pragną siać zło i defetyzm, skrywają w sobie ogromne pokłady dobra, którym, nierzadko nieświadomie, promieniują wokół.

Lektura Księgi zaklęć Mal była dla mnie przyjemnym powrotem do czasów szkolnych, kiedy to podobne rozmowy odbywały się w tzw. „liścikach”. Dziś owe dyskusje przeniesione zostały raczej na forum publiczne – Facebooka i Ask.fm, gdzie o prywatności nie może być mowy. Sądzę, że przyzwyczajona do takich działań młodzież z wielką chęcią sięgnie po publikację operującą podobnymi chwytami.

Wydanie stylizowane jest na starą księgę (odświeżoną i unowocześnioną jedynie na okładce) z rycinami, zaklęciami, charakterystycznym papierem. Obok nich stoją kolorowe (każda barwa odpowiada wypowiedziom innego bohatera: czerwona – Carlos, fioletowa – Mal, niebieska – Evie, czarna - Jay) zapiski, stanowiące o wiele ciekawszy element niż same czary, będące jedynie pretekstem do dyskusji i bezpiecznym miejscem wymiany zdań.

Ciekawie wydana, z pięknym zakończeniem, atrakcyjna propozycja dla miłośników Disneya i pasjonatów ich najnowszego serialu.

wtorek, 24 lutego 2015

Pokłosie Greya, w wydaniu dla nastolatek (After. Płomień pod moją skórą – Anna Todd)


Tytuł: After. Płomień pod moją skórą
Autor: Anna Todd
Wydawnictwo: Między Słowami
ISBN: 9788324026531
Ilość stron: 632
Cena: 39,90zł


Jeszcze wczoraj wieczorem miałam mnóstwo myśli dotyczących tej książki, które chciałam przelać na papier, a które noc załagodziła i nawet większość z  nich puściła w  zapomnienie. Będzie za to znacznie mniej emocjonalnie, ale może za to bardziej obiektywnie.
Właściwie, aby opisać tę książkę nie trzeba wielu słów – to opowieść o tym, jak młoda Tessa, która włożyła mnóstwo wysiłku w  to, by dostać się do wymarzonego college’u powoli ulega jego urokom. Z  poprawnej, skromnej, prostej dziewczyny mającej upodobanie w czytaniu i nauce, żyjącej w zdrowym, wieloletnim związku staje się typową studentką spędzającą weekendy na alkoholowych imprezach w  domu bractwa, gdzie wpada w sidła uczelnianego casanovy o bardzo mrocznym obliczu – wrednego, okrutnego, a mimo to pociągającego. On to stanie się odpowiedzialny za jej inicjację: zarówno seksualną jak i towarzyską. W  oczach matki i (byłego) chłopaka dziewczyna wraz z pójściem na studia zmieniła się nie do poznania, upodabniając do tych, którymi dotąd gardziła. 

A ona? Nadal podąża za marzeniem jakim jest praca w wydawnictwie, z  tym, że w miejsce bezpiecznego związku wybrała relację z mężczyzną, który – jak ostrzegali ją znajomi – nie umawia się, tylko uwodzi i pieprzy.
Hmm, skąd znacie to określenie i ten rys? No właśnie. I nie jest to jedyne podobieństwo, a jedynie zalążek (mamy tutaj Pana Niegrzecznego i sformułowania typu, cytuję: nie wiem nawet, kiedy moje myśli powędrowały do tego niegrzecznego chłopaka – oh, jakie to naturalne. Która osiemnastolatka dziś tak mówi?!). 
Przy okazji lektury zainteresowałam się także samą autorką i wgłębiając się w  jej biografię, co nie było specjalnie trudne i wymagające, dowiedziałam się, że jej ulubioną powieść stanowi Pięćdziesiąt twarzy Greya. I wtedy wszystko stało się jasne (a raczej potwierdzone, bo żadnych wątpliwości być nie mogło, podobieństwa były wręcz nachalne) , bowiem After, to nic innego jak pokłosie fascynacji książkami E.L. James ubrane w nieco inną fabułę, nieco inne miejsce akcji, adresowane do nieco innego grona odbiorców (choć po prawdzie Greyem najsilniej fascynowały się wcale nie owe obśmiane kury domowe po trzydziestce, lecz nastolatki, upatrujące w  Greyu nowe wcielenie Księcia z  Bajki – jakże bolesna będzie ich konfrontacja z  rzeczywistością, jak te marzenia o związku z  tyranem świadczą o naszym społeczeństwie). Nie sposób nie zauważyć jednak, że rysy charakterologiczne, dylematy bohaterów i samo zestawienie czupurnego buntownika ze skromną i nudną miłośniczką literatury i nauki są niemalże bliźniacze.
Bohaterowie? On arogancki, umięśniony, z tajemnicami, mrocznymi, obezwładniający jednym spojrzeniem wszystkie napotkane dziewczyny (na rozmowę nie liczcie, dostaniecie co najwyżej warczenie lub kąśliwą uwagę).
Ona? Głupia i niedoświadczona. Łatwowierna jak mało kto. Po fatalnej w  skutkach imprezie w  bractwie przysięga sobie, że już nigdy na taką nie pójdzie, po czym przygotowuje się do kolejnej, gdzie daje się ostatecznie upodlić.

Razem tworzą toksyczną do potęgi relację, której nie jestem w stanie pojąć. Pal licho namiętność – można się sparzyć raz, drugi, poddać się zaślepionemu sercu, zapomnieć o posługiwaniu się mózgiem – okej, takie prawa zakochania i młodości. Ale ileż można?! Jak pokazuje Tessa – nieskończenie wiele razy.

A wiecie co jest najgorsze? Tę książkę świetnie się czyta. Mimo jej rozmiarów połknęłam ją w jedno wolne popołudnie. Na przekór idiotycznym zachowaniom głównych bohaterów, którymi średnio osiemset razy na minutę miałoby się ochotę wstrząsnąć, spoliczkować, wywrócić do góry nogami, by ich mózg wrócił na miejsce, mimo podobieństwa do rzeczywistości (jeśli wydaje Wam się, że takie związki nie istnieją, muszę Was rozczarować – sama znam kilka przypadków podobnego uganiania się dziewczyn za facetami, którzy za nic mają ich uczucia i traktują je jak zabawki, a one to się złoszczą, to wracają – typowy schemat uzależnienia), której nie chciałoby się znać to po prostu dobre czytadło dla nastolatków: emocjonujące, denerwujące, miejscami durne: tak jak młodość.
Nie jestem w stanie go ocenić, bo jest jednocześnie fatalne i doskonałe.

I w  tym chyba tkwi jego sukces. Czekam na kolejną część.


PS Podobno ta książka, to fanfiction z członkami zespołu One Direction, z szczególnym uwzględnieniem Harry'ego Stylesa. Hmm. Jeśli dodać to do wcześniejszych rozważań, to wychodzi niezły koktajl:)

czwartek, 27 listopada 2014

Wielka księga humoru. Hania Humorek – Megan McDonald, Peter H. Reynolds


Tytuł: Hania Humorek. Wielka księga humoru
Autor: Megan McDonald, Peter H. Reynolds
Wydawnictwo: Egmont
ISBN: 978-83-237-7031-2
Ilość stron: 474



Hani Humorek chyba nikomu nie trzeba już przedstawiać. Ta mała, rezolutna dziewczynka, to jeden z największych wulkanów energii i pomysłów znany mi ze współczesnej literatury dziecięcej. Czytanie najmłodszym [i sobieJ] każdej kolejnej książeczki poświęconej jej życiu, to wielka frajda, a zebranie trzech najbardziej poprawiających humor części w jedną, to już prawdziwa bomba radości.
W tomie tym utrwalone zostały części  Hania Humorek. W osiem i pół dnia dookoła świata, Hania Humorek idzie na studia oraz Hania Humorek. Mały detektyw.
Wielkim plusem książki są duże litery i odstępy między nimi – dzięki temu dziecko samodzielnie będzie mogło sprawnie przeczytać sobie całą książkę, nie tylko szkoląc tę umiejętność, ale też przeżywając niezwykłe przygody wraz z małą bohaterką i jej przyjaciółmi – bez pośredniczącego udziału rodziców.
Hania nie tylko stawi czoła kłopotom ze znajomymi, nie tylko przemierzy cały świat w niespełna dziewięć dni, ale też odnajdzie porywaczy psów, rozszyfruje zagadkę zbyt trudną dla organów ścigania, a także przeniesie się w świat uniwersytecki, gdzie zasmakuje studenckiego życia.
Dowcipna, pełna humoru i gwarantująca przednią zabawę – idealna na prezent gwiazdkowy.

Polecam!

sobota, 1 listopada 2014

Okruchy magii – Kathryn Littlewood



Tytuł: Magiczna cukiernia. Okruchy magii
Autor: Kathryn Littlewood
Wydawnictwo: Egmont
ISBN: 978-83-237-7051-0
Ilość stron:  376


Magiczna cukiernia, to jedna z najbardziej urokliwych, a jednocześnie trzymających w napięciu serii dla młodzieży, jakie miałam okazję czytać.
Jej najnowszy tom – Okruchy magii – również nie pozwala się nudzić. Oto Rozmarynka Szczęsna po odzyskaniu rodzinnego Almanachu wiedzy kulinarnej i wygranej w międzynarodowym konkursie pieczenia cieszy się rosnącą sławą, która miast ją cieszyć – powoduje jedynie liczne komplikacje. I nie chodzi wcale o bezustanne prośby o udział w jakimś programie, włączenie się do spółki, udzielenie porady, ciągłe śledzenie i fotografowanie, mogące skutecznie zaburzyć życie dorastającej dziewczynki. Jej sława dosięgła tak daleko, że do swoich niecnych planów postanowił wykorzystać bohaterkę Pan Smalec – szef Korporacji Wypieków Cukierniczych Hostess, który po wydaniu przez grupę Wałka do Ciasta Ustawy o przeciwdziałaniu dyskryminacji wielkich firm cukierniczych, porwał ją i zmusił do udoskonalenia swoich przepisów, mających ostatecznie zapewnić mu władzę nad światem. Co gorsza Rozmarynka nie mogła sprzeciwić się woli kidnapera, bo ten w krótkim czasie uwięził także jej ukochanych rodziców. Dziewczynka chcąc, nie chcąc musiała opracować obłędne proporcje i sposób mieszania ingrediencji, mający daleko idące konsekwencje. Przeszła ona samą siebie – jej przepisy na firmowe ciasteczka spełniły wszystkie oczekiwania Pana Smalca  - niestety, nieuchronnie prowadzić miały do tragedii na masową skalę.  Bohaterka, mając świadomość zbliżającej się katastrofy, przy pomocy braci, gadającego kota, grającej na instrumentach myszy i grupy piekarzy zatrudnionych przez firmę Hostess, musiała przeszkodzić porywaczowi we wprowadzeniu ciasteczek do sprzedaży. Nie była to jednak sprawa prosta, bowiem tenże nie tylko miał doskonały zmysł jeśli idzie o wszelkie próby oszukania go, ale też władał zastępem wiernych mu robotów, wyczulonych na każdą ewentualną nieprawidłowość.
Kathryn Littlewood po raz kolejny zapewniła mi doskonałą rozrywkę – mimo że wiekowo przekroczyłam już docelową grupę odbiorców, wciąż świetnie bawię się czytając tę serię. Nie ukrywam, że czytanie o magicznym jedzeniu pobudza moje kubki smakowe i znacząco przyczynia się do rosnących przychodów pobliskich firm cukierniczych, ma jednak także dodatkową zaletę: w trymiga poprawia humor!
Plejada barwnych postaci, które budzą moją ogromną sympatię, znów została przez autorkę rozszerzona – jej bohaterów nie sposób nie lubić! Oczywiście, nie mogło zabraknąć kolejnego szwarccharakteru, dodającego książce pikanterii, by nie doprowadzić do zbyt wysokiego poziomu cukru we krwi po przewróceniu ostatniej strony.

Okruchy magii to arcyapetyczna lektura przeznaczona do niespiesznego delektowania się – wyliżecie talerz do ostatniej kropelki smakowitego sosu, jakim została okraszona. Niezapomniany smak tego rarytasu pozostanie na Waszych językach jeszcze długo po lekturze i z całą pewnością z niecierpliwością będziecie zlizywać cieknącą ślinkę, myśląc o kolejnej części:) Uważajcie jednak na dzieci – mogą do cna wypróżnić Wasze zapasy słodyczy.


Poprzednie tomy (recenzje po kliknięciu):

http://shczooreczek.blogspot.com/2013/07/magiczna-cukiernia-kathryn-littlewood.html?q=magiczna+cukierniahttp://shczooreczek.blogspot.com/2013/11/magiczna-cukiernia-szczypta-magii.html?q=magiczna+cukiernia

 

środa, 1 października 2014

Złoto głupców – Philippa Gregory


Tytuł: Złoto głupców
Autor: Philippa Gregory
Wydawnictwo: Egmont
ISBN: 9788323770305
Ilość stron: 344

Złoto głupców, stanowi trzeci tom cyklu stworzonego przez Philippę Gregory, którego akcja sięga czasów średniowiecza i dotyczy losów młodych podróżników, wrzuconych tym razem w rzeczywistość Wenecji tętniącej rytmami karnawałowej zabawy.
Ten szczególny czas w roku to dla mieszkańców miasta na wodzie okres trudny, w którym drastycznie wzrasta przestępczość – mniejszego i większego kalibru. Ludzie skryci za typowymi dla karnawału maskami pozwalają sobie na więcej, licząc na to, że nie zostaną rozpoznani i obarczeni sankcjami. Z większą niż w pozostałe miesiące roku swobodą kradną, mordują, donoszą i spekulują.
Luca, Frezie, Izolda, Iszrak i brat Piotr w Wenecji jako Zakon Ciemności mają zbadać sprawę fałszerstwa złotych monet – wartość nobli wzrasta bowiem z dnia na dzień, a ich pochodzenie jest co najmniej niepewne.
Podczas swojego dochodzenia, bohaterowie natrafiają na grupę alchemików, którzy twierdzą, że ledwie parę chwil dzieli ich od odkrycia tajemnicy kamienia filozoficznego, a co za tym idzie pozyskania zdolności tworzenia złota z każdego materiału, jak i sekretu nieśmiertelności. Tłoczone przez nich monety zalewają miasto, pozornie wpływając na jego bogactwo.
Świat pokus, przepychu i grzechu to właśnie rzeczywistość kreślona przez Gregory, która choć piękna, to jednak zwodnicza – wszelkie pragnienia zdają się być w niej jedynie sennymi marami, a bohaterowie miasta z łatwością dają się omamić i zwieść pozorom. Każdy mieszkaniec miasta zakłada maski – często jedynie symbolicznie – korzystając z karnawału w dwójnasób: bawiąc się i wzbogacając na nieuwadze innych.
Czytelnik dołącza w ten korowód tajemnic i zagadek, balansując pomiędzy fikcją literacką a faktami historycznymi, które przefiltrowane przez wyobraźnię pisarki, stały się podwaliną do stworzenia tej opowieści – z tomu na tom coraz bardziej wciągającej. Gregory jak chyba żaden inny autor powieści popularnych, nie potrafi tak zainspirować do zainteresowania się historią – jej książki stają się jedynie impulsem do dalszych indywidualnych poszukiwań odpowiedzi na to, co zdołało nas zaintrygować.
Niejako między wierszami wspomina o stosunkach między katolikami a potęgą osmańską, sugeruje jakie zależności finansowe rządziły tą relacją, jak była budowana; pokazuje świat kobiet od podszewki: co mogły, czego wciąż im zabraniano, jak zmieniało się to podczas karnawału, w jaki sposób szanowane panie dbały wzajemnie o swoją reputację, jak zapewniały sobie alibi; kreśli sytuację podróżników i ich przywileje; gdzieniegdzie wspomina o tym, co się jadło, czym się płaciło, jak się ubierano. Gregory tak zmyślnie wplata fakty do swojej opowieści, że czytelnik niejednokrotnie nawet nie zdaje sobie sprawy, że właśnie bezboleśnie został uraczony ciekawostką historyczną, której być może na próżno szukałby w podręcznikach.
Jako że Złoto głupców podobnie jak cała seria, jest kierowane szczególnie do młodzieży, nie zabraknie w  niej także wątków matrymonialnych – kto z kim, dlaczego – tego Wam nie zdradzę, ale możecie być pewni, że powściągliwość w okazywaniu uczuć znana z poprzednich części, ustąpi tutaj miejsca zazdrości i pożądaniu. Uczucia, choć wciąż pokazywane w cieniu, coraz bardziej zaznaczają  swoją obecność, a rozwijająca się relacja między głównymi bohaterami staje się coraz ciekawsza, dostarczając tym samym czytelnikom kolejnych wrażeń.

Czytając tę książkę, ma się wrażenie jakoby dotyczyła dzisiejszych czasów – mimo że akcja toczy się w 1454 roku, pewne sprawy pozostały niezmienne lub też wracają niczym bumerang – inflacja, oszustwa, spekulacje, nieuczciwe wzbogacanie się, ale też kwitnąca miłość wbrew zasadom – to elementy spajające przeszłość ze współczesnością i nadające książce tej wymiar uniwersalny.
Serdecznie polecam, nawet tym, którzy dotąd z historią byli na bakier. Jestem przekonana, że zarysowany tutaj świat alchemii rozbudzi w Was chęć do poznawania tajemnic minionych lat.


Poprzednie tomy:
http://shczooreczek.blogspot.com/2014/03/krucjata-philippa-gregory.html?q=gregoryhttp://shczooreczek.blogspot.com/2014/03/odmieniec-philippa-gregory.html?q=gregory

 

środa, 17 września 2014

Jak uczyć? Wszystko, co musisz wiedzieć, by zostać supernauczycielem - Phil Beadle


Tytuł: Jak uczyć? Wszystko, co musisz wiedzieć, by zostać supernauczycielem.
Autor: Phil Beadle
Wydawnictwo: Publicat
ISBN: 978-83-245-1893-7
Ilość stron: 256
Cena: 39,90 zł
Wrzesień zdążył już w pełni rozkwitnąć, a wraz z nim moja nowa rola – praca w zawodzie nauczyciela. Choć przez gros osób wybór moich studiów, a w konsekwencji szkoły jako ośrodka spędzania większości czasu uważany był i jest za głupi i nierozsądny, dla mnie wciąż stanowi spełnienie marzeń. W szkole po prostu czuję się jak ryba w wodzie, a przygotowanie inspirujących i ciekawych lekcji – choć jest bardzo czasochłonne i wymaga wielu poświęceń –  daje mi wiele radości, podobnie jak widok zaangażowanych w pracę młodych ludzi.
Tak jak w każdym zawodzie, wiążącym się z przebywaniem z ludźmi, należy jednak poznać w nim pewne zasady współżycia i triki, które umożliwią nam pełniejsze wykorzystanie możliwości swoich i klasy, a także utrzymanie dyscypliny w nawet najbardziej ekstremalnych sytuacjach.
Studia i praktyki dają nam bazę wyjściową, ale dopiero praca, daje sposobność skutecznego i mozolnego wypracowania sobie programu postępowania z różnymi typami klas, trzeba dodać praca wieloletnia. Książek, które mają młodemu nauczycielowi ułatwić poruszanie się po nierzadko trudnym terenie, pełnym wybojów i min jest bez liku. Mało która jednak, wynika z osobistego doświadczenia autora i jest zapisem jego doświadczeń, a znacznie częściej stanowi kolejną próbą teoretyzowania, która cudownie brzmi na papierze, ale w rzeczywistości jest nie do zrealizowana.
Podobnych książek naczytałam się już wiele – podczas ostatnich lat studiów sięgałam po nie z czystej ciekawości, próbując na własną rękę zdobyć szereg pomysłów, które później będę mogła dowolnie wykorzystywać i modyfikować.
Oczywiście wiele z nich jest autorstwa amerykańskich autorów, co każe szereg inspiracji, ale też kłopotów, z którymi oni musieli się zmagać, przefiltrować przez naszą rzeczywistość, co w konsekwencji skraca rady i ewentualne projekty do minimum.
Książka Phila Beadle’a, uznawanego za nauczyciela z charyzmą, bardzo ciężką do naśladowania, już po oczyszczeniu z fragmentów, które nie dotyczą polskich nauczycieli i ich problemów (wiele miejsca poświęcono na omówienie trudności wynikających z nauczania młodzieży czarnoskórej), wciąż pozostało sporo ustępów i propozycji, które z powodzeniem możemy wykorzystać w szkole – testowanie niektórych idei, dotąd mi obcych, zaczynam już od dzisiaj – efekty mam nadzieję będą wymierne w stosunku do wysiłku, który będę musiała włożyć w ich wdrożenie. 
W książce Jak uczyć? oprócz porad, mniej lub bardziej pedagogicznych (grożenie uczniom, że połamie się im palce ciężkim przedmiotem jeśli nie będą cicho, a następnie realizacja jej – w polskich realiach chyba z miejsca zostałabym zwolniona dyscyplinarnie, gdyby już wpadł mi do głowy tak durny pomysł) znajdziemy w niej szereg anegdot i konkretnych przykładów z życia – są to nie tylko zaświadczenia o skuteczności działania jakiejś metody, ale też wypowiedzi uczniowskie, ich komentarze, reakcje na pewne idee.
Poruszanie w obrębie publikacji ułatwia jej przejrzysty podział na części dotyczące panowania nad uczniami (tutaj propozycje usadzania młodzieży, walki z gumą do żucia, negatywną aktywnością, kilkuetapowych sposobów udzielania reprymendy, reagowania na bójki, używania pochwał), wiedzy i rozumienia (a w nim o pracy z pasją, wzbudzaniu zainteresowań),  metod i organizacji pracy (tutaj propozycje wielu ćwiczeń – znane, ale warto je sobie przypomnieć i może unowocześnić), planowania lekcji (przede wszystkim określanie jej celów i indywidualizacja) oraz oceniania.
Ponadto książka ta zawiera na końcu polecaną bibliografię oraz aneks, który sprawdza się świetnie, jeśli tylko szukamy czegoś „na szybko”.
Jak uczyć? to tekst, który pochłonęłam jednym tchem, czerpiąc z niego ile zdołałam i dostosowując zawarte w nim rady do polskiej rzeczywistości szkolnej. Mam nadzieję, że czas poświęcony na lekturę zaowocuje nowymi pomysłami i – przede wszystkim – trwałą wiedzą jak radzić sobie w klasach trudnych, na które z pewnością w niedługim czasie trafię.

Polecam wszystkim młodym nauczycielom, jako ciekawy starter, ale także weteranom, jako odświeżenie pewnych idei, a być może także i inspirację.

sobota, 5 lipca 2014

Rycerz widmo – Cornelia Funke


Tytuł: Rycerz widmo
Autor: Cornelia Funke
Wydawnictwo: Egmont
ISBN: 978-83-237-4367-5
Ilość stron: 264


Najcenniejszych przyjaciół – powiedziała mi kiedyś matka – spotykamy w najmroczniejszych czasach, bo  nie sposób zapomnieć tych, którzy nam pomogli wydobyć się z mroku[i].

Za sprawą ksiązki Rycerz widmo, Cornelia Funke porwała mnie w przestrzenie, które w pierwszych kilku latach mojego czytelnictwa lubiłam eksplorować najbardziej. Rzecz ta chyba wcale nie uległa zmianie – wciąż znajduję ogromną przyjemność w zwiedzaniu ruin i zabytkowych przestrzeni oraz czytaniu o nich. Klimatyczne zamczyska, pałace i wnętrza tętniące historią, stanowią naturalną pożywkę dla mojej rozszalałej wyobraźni, która właśnie w tych miejscach rozwibrowana jest najbardziej.

Jedenastoletni Jon, mimo swojego młodego wieku zmaga się z wieloma problemami – po śmierci ojca, jego mama znalazła nowego partnera, nazywanego przez bohatera Brodaczem. Jako że nie potrafili się oni ze sobą porozumieć, zadecydowano o wysłaniu chłopca do szkoły z internatem. Jona bardzo zagniewał taki obrót spraw – czuł się odrzucony i niechciany, a jego negatywne uczucia do narzeczonego mamy uległy jedynie eskalacji. Bohater był pełen negatywnych przeczuć: podejrzewał, że w nowej szkole nie znajdzie przyjaciół (zresztą nawet nie miał zamiaru ich szukać), będzie się nudził i tęsknił za domem.
Wówczas jednak nie wiedział jeszcze, że dotkliwy brak najbliższych będzie jego najmniejszym problemem w nowym miejscu zamieszkania. Już pierwszej nocy okazało się bowiem, że na jego życie czyha żądny zemsty duch, wraz ze swoimi kompanami. Jedyną osobą, która wierzy w jego  nieprawdopodobną opowieść jest Ella – dziewczynka (sic!), której ciocia zna się na zjawach jak nikt inny. Młodzi bohaterowie zaprzyjaźniają się i razem stają do walki z ogromnym niebezpieczeństwem. Po ich stronie stanie duch rycerza Williama Longspee, który leży w katedrze na skutek złożonej setki lat wcześniej przysięgi, a także… Brodacz. Skąd się tam wziął? Nie zdradzę:)

Funke po raz kolejny zafundowała mi przemiłe popołudnie w towarzystwie barwnych i sugestywnie zarysowanych postaci. W wielu momentach miałam ochotę wskoczyć do książki (skutek uboczny nadmiernej fascynacji Atramentowym sercem) i wraz z nimi zamykać się na noc w katedrze, by niwelować otaczające ich zewsząd zagrożenie.
Wartka narracja, żywy język, szybka zmiana wydarzeń, kalejdoskop ciekawych postaci, pamiętających czasy średniowiecza, żądne krwi zjawy, dobrotliwe duchy i wielka przyjaźń – oto elementy spajające tę powieść w całość i nadające jej wyjątkowy koloryt. Oprócz warstwy przygodowej, bardzo ważna okazuje się w niej także warstwa dydaktyczna: między wierszami snute są tutaj bowiem rozważania o istnieniu piekła i nieba, sile przyjaźni oraz miłości. Wpleciono również gros legend i historii, które z całą pewnością zachęcą czytelnika do zgłębiania tajemnic podanych miejscowości i – być może –  także i podróży.

Ilustracjami Andrei Offerman do tej książki zachwycam się bez końca. Są precyzyjne, dopracowane, hojnie obdarowane detalami. Zastanawia mnie tylko jedno – dlaczego wszystkie polskie wydania Funke konsekwentnie posiadają czarno-białą szatę graficzną. Nie ukrywam, że w przypadku tej książki tworzy to niezwykły klimat opowieści, obudowuje ją tajemniczością i doskonale się sprawdza, są jednak takie jej teksty, obok których chętnie widziałabym barwne rysunki. To już jednak uwaga poboczna, na zupełnie inną dyskusję.

Polecam tę książkę młodym (i tym trochę starszym) miłośnikom tajemnic, sekretów, klątw, historii miłości, rycerzy, duchów, opowieści związanych ze starymi i nawiedzonymi zamczyskami. W tej publikacji znajdziecie wszystkie te elementy, sowicie doprawione mądrością życiową, problemami wielu dzisiejszych młodych ludzi (nowi partnerzy rodziców, brak przyjaciół itp.), które dzięki przygodzie zostają całkowicie rozwiązane.



[i] Cornelia Funke, Rycerz widmo, Warszawa 2014, s. 215-216.


Inne książki Funke:

http://shczooreczek.blogspot.com/2013/07/krol-zodziei-cornelia-funke.html?q=funkehttp://shczooreczek.blogspot.com/2013/02/reckless-kamienne-ciao-cornelia-funke.html?q=funkehttp://shczooreczek.blogspot.com/2013/05/reckless-nieustraszony-cornelia-funke.html?q=funke


piątek, 13 czerwca 2014

Zacznijmy od nowa - Abbi Glines


Tytuł: Zacznijmy od nowa
Autor: Abbi Glines
Wydawnictwo: Pascal
ISBN: 9788376422930
Ilość stron: 320
Cena: 34,90

Zacznijmy od nowa to trzeci tom serii poświęconej rozwijającej się miłości Blaire i Rusha. Ich przejścia z dwu poprzednich tomów przypominały mi zabawy dwójki niedojrzałych nastolatków, którzy nie do końca wiedzą co zrobić ze swoim życiem, więc co rusz się na siebie obrażają, godzą, rozstają, znowu godzą, co chwila uprawiają seks i chyba tak naprawdę nie do końca dorośli do tego, by wejść w porządny związek. A „niestety” dziewczyna zachodzi w ciążę, rozrywkowy chłopak przeistacza się w opiekuńczego, zaborczego i statecznego ojca rodziny, dążąc do szybkiego ślubu i – miałam wrażenie – pozyskania ukochanej na własność i do tego z gwarancją.
Tom ten skupia się na ostatnich chwilach przed ślubem i narodzinami dziecka. Czas, który dla pary zakochanych w sobie młodych ludzi powinien być wyjątkowy i spokojny, w wypadku Blaire i Rusha jest taki jak zwykle: pełen negatywnych emocji, stresu, kłopotów rodzinnych. Bohater po raz kolejny musi podjąć próbę uporządkowania swoich relacji z chorą siostrą, odrzucaną przez ojca. I jeśli chodzi o fabułę, to właściwie jej główna linia na tym się kończy. Autorka wprowadza kilka wątków pobocznych, urozmaicających wałkowany już po raz trzeci schemat walk na linii Rush-Nan i jednocześnie komplikujących i tak już zagmatwane drzewo genealogiczne bohaterów. Jeśli powstanie czwarta część, dobrym posunięciem byłoby dołączenie do tekstu rozrysowanego rysu rodziny, bo w tym chaosie można się zagubić.
Glines wierna jest stylowi narracji zaproponowanemu już w pierwszej części – jest niezobowiązujący, lekki, bez zbędnej metaforyzacji, bez poetyzacji, pełen wyrażeń z rejestru potocznego, obfitujący w dynamiczne dialogi i krótkie zdania: taki, który sprzyja lekturze ekspresowej i bezrefleksyjnej.
Bohaterowie nie ulegli znaczącej przemianie od zakończenia tomu poprzedniego – Nan jest wciąż jednakowo irytująca, Rush beznadziejnie dla niej wyrozumiały, a Blaire tradycyjnie cierpliwa do czasu, aż po raz kolejny pakuje swój dobytek i ucieka. Choć zawirowań nie brakuje, tom ten nie jest już tak intensywny jak poprzednie, a przez to chyba bardziej realistyczny, choć jednocześnie mniej porywający. Bo tak – książki Glines mimo częstego odrealnienia, są jednocześnie tekstami wciągającymi.
Kolejny tom perypetii Blaire i Rusha, a w ich mentalności nadal nic się nie zmienia. Wszechobecne „o fuck”, „jestem mokra” i seks uprawiany w każdym miejscu, o każdej porze, bez względu na ludzi, którzy ewentualnie mogliby stać się jego świadkami czy słuchaczami, bo przecież po co komu intymność. Gdyby nie te wstawki, książka ta byłaby dobra, niestety nagminne wtrącenia tego typu coraz silniej mnie męczą i sprawiają, że bezwiednie przewracam oczami, prycham i okropnie się zżymam na niedopasowanie stylistyczne i wyczuwalne zgrzyty. Glines stara się podobnymi wtrąceniami odpowiadać na, w jej mniemaniu, zapotrzebowania czytelnicze młodzieży. Niech tak będzie, ale po co w takim razie cała reszta utrzymywana jest w nieco innym tonie? Nie sposób nie podkreślić kolejny raz uderzającego podobieństwa do E.L. James i jej „wewnętrznej bogini”. Tutaj mamy zewnętrze „o fuck, Rush”.
Taka kultura i język, jacy odbiorcy (tacy odbiorcy jaka kultura?).

Poprzednie tomy:


http://shczooreczek.blogspot.com/2013/11/o-krok-za-daleko-abbi-glines.htmlhttp://shczooreczek.blogspot.com/2014/01/sprobujmy-jeszcze-raz-abbi-glines.html



czwartek, 12 czerwca 2014

Między teraz a wiecznością – Marie Lucas


Tytuł: Między teraz a wiecznością
Autor: Marie Lucas
Wydawnictwo: Egmont
Ilość stron: 464



Między teraz a wiecznością to książka pisana z myślą o młodzieży, zafascynowanej wątkami nadprzyrodzonymi, zakrawającymi o czarną magię i spirytyzm. Nie jest jednak mrocznie i strasznie – to raczej opowieść, w której dobro zwycięża nad złem i miłość nad nienawiścią.
Szesnastoletnia Julia trafia do nowej szkoły, gdy wraz ze śmiercią jej ojca, zmuszona jest do przeprowadzki i zmiany dotychczasowych przyzwyczajeń. Jej tata oficjalnie wciąż trwał w związku, z którego miał syna Justina, nigdy zaś nie zdołał poślubić jej matki. Mimo to opiekował się nimi i zapewniał im doskonałą sytuację finansową. Gdy pewnego dnia postanowił odejść od dawnej rodziny i na stałe zostać z Julią i jej mamą, zginął w wypadku samochodowym. Jego ciało spaliło się, uniemożliwiając wszystkie ewentualne próby dochodzenia ojcostwa, tym samym skazując bohaterkę na znaczny spadek w randze społecznej.
Dziewczyna w nowej szkole wciąż udaje siebie sprzed wypadku – zamożną, tryskającą radością życia, poszukującą przyjaciół podobnych sobie. Szybko udaje jej się zdobyć paczkę znajomych, a także chłopaka, przed którymi zgrywa kogoś, kim już dawno nie jest.
Jedyną osobą, przed którą nikogo nie udaje jest Niki – chłopak uznawany przez wszystkich za „nienormalnego”, odludek, skutecznie budujący wokół siebie barierę. Bohater ów skrywa bowiem pewien sekret – ma dar rozmawiania ze zmarłymi, o czym na krótko po śmierci swojego dziadka dowiaduje się Julia, gdy jej przodek decyduje się przekazać jej pewną wiadomość, dotyczącą testamentu jej ojca…
Dziewczyna wikła się w prawdziwie zakręconą historię, raz po raz zdając sobie sprawę, że całe swoje życie budowała na kłamstwie. Jej relacje z Nikim, Feliksem, przyjaciółmi i mamą oparte są na wielu przemilczeniach i unikach. Wydaje się, że jedynie „rozmawiający z duchami” jest w stanie dać jej odczuć, że to nie majątek decyduje o wartości człowieka.
Marie Lucas zbudowała opowieść o rodzącej się młodzieńczej miłości, która nie jest czarno-biała, zmusza do trudnych wyborów i niejednokrotnie stawia nas w sytuacjach, w których rozum nie jest w stanie nadążyć za uniesieniami serca.
Dla nastolatków, zwłaszcza tych, którzy czują, że kochają dwie osoby jednocześnie  – jak znalazł. Znajdą oni bowiem w niej odbicie swojej sytuacji, swoje dylematy, swoje decyzje i motywacje. Ja niestety nieco się zmęczyłam sztampowością utworu.
Dopiero ostatnie kilkadziesiąt stron wzbudziło we mnie oczekiwane emocje. I dla nich warto było po książkę sięgnąć. A także dla refleksji o tym czy aby na pewno jesteśmy w świecie sami i czy nie otaczają nas aniołowie… zarówno promienni, jak i mroczni.