Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dom. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dom. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 10 marca 2015

Jak zbudować harmonię w sobie i w swoim otoczeniu? (Sztuka porządkowania - Dominique Loreau)




Tytuł: Sztuka porządkowania
Autor: Dominique Loreau
Wydawnictwo: Czarna Owca
ISBN: 9788380150133
Ilość stron: 160
Cena: 24,99 zł



Każdy z nas lubi mieć porządek i przebywając w  uporządkowanym pomieszczeniu lepiej się czuje. Nie mam na myśli sterylnie czystych pomieszczeń, bez żadnych oznak życia, lecz takie, w  którym ślady ludzkiej działalności są zauważalne (kubek tutaj, jakaś kartka tam), ale wszystko ma swoje miejsce – słowem, jest uporządkowane. [Loreau zresztą sama zaznacza, że to co pozornie zdawać by się mogło lekkim chaosem, po przyjrzeniu okazuje się przemyślaną strategią porządkującą – przedstawiciele tego typu zachowań, to tzw. pozorni bałaganiarze – chyba odnalazłam się w tej kategorii: mój bałagan jak żaden inny nie jest tak skrupulatnie przemyślany, a niech ktoś tylko wazy się coś ruszyć!:)].

Dominique Loreau, współczesna guru minimalizmu, autorka bestsellerowej i kultowej już Sztuki minimalizmy, wydała nową książkę, mającą pomóc uporać nam się z porządkowaniem przestrzeni wokół nas. I nie są to sławne motta w  stylu „to co zajmie Ci mniej niż 2 minuty zrób od razu”, lecz praktyczne rady dotyczące tego co, gdzie, jak i kiedy schować, by korzystało się z  tego dobrze i często.

Prawdą jest, że to co schowamy głęboko na dnie szafy, będzie bardzo rzadko przez nas wykorzystywane – a to przez to, że wysiłek potrzebny do wydobycia tego z otchłani jest nieopłacalny [wstanie z  łóżka, podejście do szafy, otwarcie szafy, przesunięcie wszystkiego co stoi na drodze do pudła, otwarcie pudła, wyciągnięcie pożądanego przedmiotu, zamknięcie pudła, ponowne ułożenie rzeczy uprzednio przesuniętych, zamknięcie szafy, podejście do miejsca docelowego – ufff! Zmęczyłam się pisząc, a zobaczcie ile czasu stracicie wykonując te wszystkie ruchy!]. 

Sztuka więc w  tym, by albo najistotniejsze i najczęściej używane przez nas rzeczy mieć dosłownie na wyciągnięcie ręki, a pozostałych (czyli niewykorzystywanych, mimo że kiedyś wydawały nam się niezbędne, lecz z  braku miejsca wylądowały niewiadomo gdzie) po prostu się pozbyć. Bez litości, tak by w  szafach stał jeden rządek, z każdą rzeczą banalnie dostępną, bez konieczności przekładania, przenoszenia etc. 
Ponoć nie używamy 90% posiadanych przez nas sprzętów. Przerażające jak daleko zaprowadził nas konsumpcjonizm, prawda? A teraz wyobraźcie sobie, że tych 90% po prostu nie macie – jak dużo przestrzeni zyskaliście! Od razu lepiej się oddycha!

Krótko rzecz ujmując książeczka ta pozwala nam zrozumieć czego należy się pozbyć, co wyrzucić, a co i jak uporządkować, by najlepiej nam służyło. 
Zaprowadzenie ładu wokół nas, ma powodować harmonię w  naszym wnętrzu. 

I choć wiele z  rad zamieszczonych w  tej książce, to tak naprawdę powtórka z  rozrywki, jeśli ktoś nie potrafi sam się zorganizować, z  pewnością może być ona bardzo pomocna: pokaże jak przechowywać drobiazgi, co zrobić z pamiątkami i przedmiotami sentymentalnymi, jak uporządkować książki, dokumenty, jak zaprowadzić ład w  kuchni, jak wykorzystywać tzw. pudełka z  odzysku i jak pożegnać się z  tym, czego przez lata nie chcieliśmy wyrzucić.

W  moim sposobie porządkowania zmieniła niewiele, ale tak jak mówię: większość propozycji była mi po prostu znana. Jeśli zatem właśnie przymierzacie się do wiosennych porządków, a zupełnie nie wiecie jak to zrobić - Loreau przyjdzie Wam z pomocą.

czwartek, 26 czerwca 2014

Sarah Jio – Dom na plaży


Tytuł: Dom na plaży
Autor: Sarah Jio
Wydawnictwo: Znak
ISBN: 9788324025664
Ilość stron: 304
Cena: 34,90 zł
Premiera: 17 lipca 2014

Jestem zachwycona! Sarah Jio została przeze mnie zapamiętana jako autorka Marcowych fiołków, o których bardzo długo było głośno, a do których wciąż nie zdołałam dotrzeć. Odtąd – jej książki będę kupowała w ślepo, wierząc, że czytelnicy nie mogą się mylić i każda kolejna będzie przynosiła tak wiele emocji, jak Dom na plaży.
Słodko-gorzka historia miłości, o jakiej każdy z nas marzy. Niespodziewanej, namiętnej, zdolnej do poświęceń, romantycznej.

Anne to młoda kobieta, która na dniach ma zostać żoną Gerarda. Ich małżeństwo zostało zaaranżowane już  w dzieciństwie. Ich rodziny przyjaźniły się od zawsze, a młody mężczyzna był człowiekiem zamożnym i wymarzonym partnerem dla wielu dziewczyn, toteż bohaterka nie wahała się ani chwili z przyjęciem jego oświadczyn. Kochała go jak brata, a jako, że nie znała innych uczuć, uważała, że to wystarczy. Ziarno niepewności zasiała w niej jednak przyjaciółka Kitty oraz opiekunka – Maxine. W dniu odbywającego się przyjęcia zaręczynowego, Anne decyduje się na wyjazd wraz z Kitty na wyspy Pacyfiku, gdzie służyć będą żołnierzom umiejętnościami zdobytymi w szkole pielęgniarskiej.
Wyjazd jedynie pogłębia jej wątpliwości w stosunku do związku z Gerardem, a poznanie Westry’ego ostatecznie przypieczętowuje jej obiekcje. Dziewczyna zakochuje się, poznając w końcu co to namiętność i troska o drugiego, wynikająca z miłości nie do okiełznania. Młodzi odnajdują przy brzegu Pacyfiku chatkę, którą postanawiają odremontować. Gdy w niej dojrzewa ich miłość, dowiadują się o ciążącej na niej klątwie, sięgającej pamięcią czasy Paula Gauguina, który niegdyś w niej zamieszkiwał i tworzył. Choć Anne przejmuje się zasłyszaną opowieścią, Westry zdaje się ją ignorować. Do czasu, gdy nad miejscem stacjonowania ich obozu zaczynają zbierać się ciemne chmury: para staje się świadkiem morderstwa, które wyjaśnione ma zostać dopiero po wielu latach, niosąc sprawiedliwość i przełamując klątwę.

Wciąż jestem tak rozemocjonowana, że  nie potrafię znaleźć odpowiednich słów, zdolnych nazwać to to, co dzieje się ze mną na parę chwil po lekturze. Wzruszająca, ściskająca za serce, oszałamiająca.
Wyraziści bohaterowie, kontrastująca ze sobą wojna i przepiękny krajobraz wysp Bora-Bora, karmazyn krwi i biel hibiskusów, dobro i zło. Wyspa, która odmienia, wojna, która niszczy i buduje. Przyjaźń i zazdrość. Klątwa i wiara. Tęsknota i nadzieja. Tak wiele w książce tej połączeń zbudowanych na opozycji, tak wiele wątków, które splatają się ze sobą, tworząc niezwykle emocjonującą opowieść o miłości, rodzącej się w cieniu wojny, w oddaleniu od zobowiązań pozostawionych w domu rodzinnym. Podczas lektury nic nie było w stanie mnie od niej oderwać – żadne obowiązki, żadne plany, żadne zadania do wykonania. Jio całkowicie mnie uwiodła, zakręciła wokół palca i dosłownie przykleiła do snutej przez siebie narracji. Nie było takiej mocy, która mogłaby mnie od tej ksiązki oderwać. Ostatnie kilkadziesiąt stron śledziłam gorączkowo – kartki przewracałam z zawrotną szybkością, mój wzrok obłąkańczo przesuwał się po kolejnych słowach, połowę z nich pomijając, bo nie byłam w stanie doczekać się zakończenia, choć gdzieś w głębi serca je przeczuwałam. Pal sześć! Byłam go pewna, a mimo to z niecierpliwością i lękiem brnęłam przez ostatnie stronice, targana identycznymi emocjami, co bohaterowie: tęsknotą, nadzieją, ale też obawą przed rozczarowaniem. Niewyobrażalny ładunek emocjonalny. I choć moja buzująca od wciąż żywego napięcia opinia, może skłaniać Was do odczytania jej, jako tekstu o kolejnym romansidle jakich wiele – nie dajcie się zwieść. To rewelacyjna historia miłości ulokowana w rzeczywistości ciągłego zagrożenia, w realiach wojennych, podejmująca en passant wiele wątków o cięższej materii, takich jak macierzyństwo i konieczność oddania dziecka obcym ludziom, przemoc i okrucieństwo dowódców, morderstwa, zdrady, depresja poporodowa, podążanie za wyborami rodziców,  nieszczęśliwe, bo zaaranżowane związki. Wiele w niej tajemnic, a i sposób narracji urzeka – przywodzi na myśl Miłość w czasach zarazy, równie cierpliwą i wierną. Żałuję jedynie, że autorka nie zdecydowała się na rozbudowanie niektórych wątków – z całą pewnością byłoby to dla książki korzystne i wartościowe.
Myślę, że dobrze znacie stan kaca książkowego – uważajcie zatem na tę książkę – ona go gwarantuje. I jeśli jeszcze nie znacie Jio – nie wahajcie się ani chwili – pędźcie do księgarni i kupcie wszystko, co tylko jest. Warto!
Chyba nie muszę wspominać jak bardzo chciałabym się znaleźć na Bora-Bora?




Źródło zdjęcia


PS Dziś w Znaku promocja 3za2. Może akurat się skusicie?:)

sobota, 25 stycznia 2014

Wyjdź za mąż i poddaj się!

Tytuł: Wyjdź za mąż i poddaj się!
Autor: Constanza Miriano
Wydawnictwo: Esprit
ISBN: 978-83-63621-42-1
Ilość stron:
220
Cena:
29,90 zł


Gdy książka Wyjdź za mąż i poddaj się Constanzy Miriano ukazała się w Hiszpanii, spotkała się z ostrą krytyką środowiska feministycznego, które nie dość, że zaczęło organizować protesty wymuszające usunięcie jej z obiegu, to jeszcze darło ją publicznie, sugerując, że jej autorka to wróg kobiet i propagatorka przemocy wobec nich.

Wszystko dlatego, że Miriano swoją wizję małżeństwa, którą promuje w książce, oparła na nauczaniu św. Pawła, głoszącym potrzebę kobiecej uległości. Odwołuje się ona do katolickiej hierarchiczności, sprowadza jednak rolę kobiety wyłącznie do macierzyństwa i przedstawia ją jako istotę całkowicie bierną.
Nie dziwi, że spojrzenie to spotkało się z ostrą falą krytyki, zwłaszcza w czasie, gdy trwa gorączka zogniskowana wokół zagadnień płci kulturowej, podziału ról i obowiązków społecznych, nowego widzenia tak zwanej „kwestii kobiecej” i „kwestii męskiej”.
Co ciekawe, model prezentowany przesz Miriano nie odpowiada także wielu katolickim kobietom, które przestały się w nim odnajdywać i nie jest to w żaden sposób wyrazem ich buntu przeciwko Bogu czy Kościołowi, lecz konsekwencją przemian społecznych, kulturowych i ekonomicznych, które niejako wymuszają nowe spojrzenie na wiele kwestii i ich redefinicję.

Jaki to jednak model?
Najoględniej mówiąc: kobieta ma się nie martwić, nie może mieć czasu na zły humor, ma być wdzięczna Bogu, że ma mężczyznę, któremu może dać odpocząć, gdy ten wróci z pracy. Model kobiety-tytanki, która dba o to, by jej rodzinie niczego nie zabrakło, by wszyscy byli szczęśliwi i zadowoleni, podczas gdy ona będzie podtrzymywała złudzenie o swojej szczęśliwości (choć czasem to wcale nie złudzenie) i braku wycieńczenia. Kobieta ma być cicha i pokorna, po to, by mężczyzna stojący nad nią, widząc jej słodycz, sam zaczął się zmieniać. Jak Wam się podoba taka wizja?

Ciekawa jest również, wspominana już w opisie okładkowym próba przyporządkowania mężczyzny do innego „gatunku”, który należy otaczać opieką i któremu należy pomagać, bo to leży w kobiecej naturze. Miriano daje impuls do zastanawiania się nad kwestią natury kobiecej – czym tak naprawdę jest? Na ile jest naturą, a na ile kulturowym obrazem powielanym przez pokolenia?
Autorka zadaje także ważne dziś pytania o sens małżeństwa w dobie postulatów o równości, zestawianej (niestety) z identycznością. Jaki sens ma wchodzenie w relację, mającą być dopełnieniem, jeśli jestem taka sama jak mężczyzna? W czym może mnie on dopełnić?
Pisarka wielokrotnie podkreśla wpisane w naturę kobiety posłuszeństwo, a naturę mężczyzny przewodnictwo, które musimy zaakceptować i według których musimy żyć, by zachować harmonię świata i przetrwanie rodziny w tradycyjnym rozumieniu.

Recepcja ksiązki Miriano w Polsce póki co jest w przeważającej mierze bardzo optymistyczna, co sugeruje, że mimo następujących przemian, w większości wciąż jesteśmy zwolenniczkami tradycyjnego układu podziału ról, który został w nas tak silnie zakorzeniony, że nie wyplenią go żadne rozmowy na temat równości (równości, nie: identyczności!) w każdej sferze życia.
Czytelniczki chwalą książkę, którą traktują jako poradnik, mający umożliwić im zbudowanie szczęśliwej rodziny. Forma listów, którą przybierają rady i anegdoty autorki, bawią i stają się chyba dla Polek odbiciem ich własnych doświadczeń, potwierdzeniem, że są one uniwersalne i typowe dla każdej małżonki, obarczonej rolą trzymania rodziny w pionie i bliskości. Kobiety odnalazły w Miriano same siebie, a z jej wypowiedzi o rodzinie, miłości, Bogu i małżeństwie zaczerpnęły wiele inspiracji.
Miriano nie przekreśla tego, by kobieta pracowała, a jednak jednoznacznie wskazuje na to, że działania mające na celu zarobek, powinny być w naszej hierarchii daleko za dbaniem o rodzinę, które to sprawia nam o wiele więcej frajdy.
Choć premiera dwu jednocześnie wydanych tekstów Miriano w Polsce była obwarowana kampanią marketingową, mimo wszystko, mam wrażenie, że książka ta przeszła bez echa. Nikt się nie zbuntował, nikt się nie oburzył – jedynie jednostki, które nie podburzyły do wystąpień podobnych tym w Hiszpanii.
Stanowi to pewien obraz polskiego modelu rodziny, który wciąż, mimo przemian, ma się dobrze i chyba jeszcze długo będzie miał.

Czyta się tę książkę bardzo dobrze: wielokrotnie potakiwałam przy niej głową, zgadzałam się z opiniami autorki, znacznie częściej niż w przypadku drugiego tomu, dedykowanemu mężczyznom. Być może to dlatego, że czuję się kobietą (we wszystkich aspektach), która chce realizować się w tradycyjny sposób: jako żona i matka. Nie znaczy to jednak, że podeszłam do niej bezkrytycznie: zbyt wiele w niej wizji bajkowych, niemożliwych do zrealizowania w polskich warunkach i zbyt wiele stereotypowych, dawno już nie mających wiele wspólnego z rzeczywistością, a także zbyt wiele opinii skreślających partnerski dialog o trudach codzienności.
Dla tych, którzy nie chcą żyć według prezentowanego planu, książka ta rzeczywiście może jawić się jako atak na wolność, a jednak nie jest ona przecież dyktatorską wizją jedynej prawdziwej drogi do samorealizacji, jest za to świadectwem kobiety, która w tradycyjnym modelu się spełnia i odnajduje w nim szczęście, dając tym samym inspirację innym.


piątek, 20 grudnia 2013

Poradnik. Perfekcyjna pani domu – Małgorzata Rozenek


Tytuł: Poradnik. Perfekcyjna pani domu.
Autor: Małgorzata Rozenek
Wydawnictwo: Pascal
ISBN: 978-83-7642-233-6
Ilość stron: 272
Cena: 49,90 zł
Perfekcyjna pani domu zawojowała świat i (nie tylko) polskie domy. Już brytyjska wersja z Antheą Turner w roli głównej prowodyrki zmian, przyciągała przez telewizory rzesze odbiorców, pań domu, gospodyń w tym kobiet dwu kategorii: albo uwielbiających sprzątanie oraz dbanie o swoje otoczenie i program traktujących jako inspirację do kolejnych działań, których dotąd nie wykorzystywały, albo tych, które z opieką nad domem są na bakier i zupełnie nie potrafią opanować chaosu w nim narastającego.

Polska perfekcyjna pani domu stała się odpowiedzią na ich problemy – ze względu na poczucie bliskości, a nawet w pewnym stopniu familiarności. Weszła do domów i zmieniła ich oblicza, często pomagając zrozpaczonym kobietom, nie dającym sobie  rady z podstawowymi czynnościami.
Małgorzata Rozenek stała się dla wielu wzorem kobiety idealnej – potrafiącej zatroszczyć się o dom w sposób idealny. Nie dość, że sprząta, to jeszcze gotuje, opiekuje się nad dziećmi, udziela setek wartościowych porad, potrafi zadbać o wystrój i harmonię, a wszystko to po to, by dom stał się przestrzenią ciepła i bezpieczeństwa.


Na potrzeby telewizji wszystko to dzieje się oczywiście w białych rękawiczkach i idealnie skrojonych ubraniach – która z pań domu zabiera się za szorowanie podłóg w nowym kostiumiku i z idealnym makijażem? Ta hiperbolizacja ma jednak jeden zasadniczy cel – pokazanie, że wszystko może być perfekcyjne, że dbanie o dom nie oznacza zaprzestania dbania o siebie, że obowiązki to nie konieczność rezygnacji z walki o swoje dobro, że perfekcja kryje się w znalezieniu złotego środka i tak źle kojarzącej się wszystkim rutynie i systematyczności, wcale nie zaś poświęcaniu kilkunastu godzin dziennie na uporanie się z najmniejszym pyłkiem, gromadzącym się w najdalszym kącie.



Poradnik. Perfekcyjna pani domu, to tak naprawdę przeniesienie porad udzielonych na wizji na karty książki – medium trwalsze, które zawsze możemy mieć pod ręką i w każdej chwili wrócić do porad, które nie zdążyły się jeszcze utrwalić. Główną zaletą i tym, co wabi do publikacji są oczywiście piękne ilustracje, na których kolejne prezentowane pomieszczenia lśnią czystością, bielą, nieskazitelnością, a sama Rozenek prezentuje się oczywiście… perfekcyjnie.

Dla osób, które nie oglądały dotąd programu, będą to być może informacje nowe, dla pozostałych – przypomnienie tego, co znane. W publikacji tej autorka proponuje prosty podział obowiązków domowych na te wykonywane codziennie, co tydzień, co miesiąc i sezonowo. Pomaga stworzyć plan na siebie i swój dom, odgruzować i zagospodarować przestrzeń. Podsuwa pomysły na najlepsze pozbywanie się plam, zabrudzeń, odświeżanie i tak dalej, i tym podobne. Do swoich rozważań dołącza mały niezbędnik i słowniczek najbardziej potrzebnych i najbardziej przydatnych w codziennych pracach pomocy. Przygląda się każdemu punktowi mieszkania, poczynając od przedpokoju – wizytówki domu – i kończąc na tarasie. Radzi jak urządzić domową biblioteczkę, jak czyścić biżuterię, jak nauczyć dzieci sprzątać, jak zorganizować domowe przyjęcie, jak być perfekcyjną w każdym detalu.
Przyjemnie czyta się te wszystkie rady, gdy na stronie obok oko cieszy wizualizacja przestrzeni idealnej i lśniącej czystością. Trochę to motywuje, trochę zaś powoduje rozmarzenie, na pewno jednak pokazuje jaki ma być efekt końcowy naszych prac.



Dla kogo jest to książka? Dla fanek perfekcyjnej pani domu, dla gospodyń stawiających sobie za cel, bycie idealnym i wciąż szukającymi na to sposobu, ale też dla obozu przeciwnego – tego, który dopiero musi w sobie odkryć chęć zmian. Być może publikacja ta stanie się taką motywacją.
 





piątek, 13 grudnia 2013

Dom tajemnic – Chris Columbus, Ned Vizzini


Tytuł: Dom tajemnic
Autor: Chris Columbus, Ned Vizzini
Wydawnictwo: Znak
ISBN: 9788324019625
Cena: 34,90 zł
Ilość stron: 512
Sięgając po Dom tajemnic bałam, się, że jego reklama zaprogramowana została na wyrost: oto J.K. Rowling zachwala dzieło człowieka, który wcześniej docenił jej własne, robiąc z niego kinowy hit – znany wzór popierania działań ludzi z naszego kręgu, którzy mogą nam się odwdzięczyć w odpowiednim czasie, napędzając koło wzajemnych uzależnień i płynących z nich korzyści. Takim reklamom nie ufam.
I choć zaintrygował mnie slogan „Książka reżysera Harry’go Pottera”, wcale nie zorganizował on mojego pozytywnego myślenia o książce. Raczej włączył czujność.

I jakże pozytywnie mnie Chris Columbus i Ned Vizzini zaskoczyli! Oto porwali mnie oni w świat, w którym zawsze chciałam się znaleźć – świat książek.
Nie, nie tak jak każda inna książka – oni zrobili to dosłownie.
Ich bohaterowie, podobnie jak kiedyś bohaterowie Funke zostani porwani w rzeczywistość książki, by tam przeżywać kolejne przygody.

Kordelia, Eleonor i Brendan to trójka rodzeństwa, właśnie wprowadzającego się do nowego domu (pamiętacie Serię Niefortunnych Zdarzeń? Sporo tu inspiracji!). Wraz z rodzicami szukali oni czegoś co nie przekracza ich możliwości finansowych, aż trafili na niezwykły dom, który powinien być warty niebotyczną sumę, a okazuje się tani jak barszcz. Rodzina z radością wprowadza się do posiadłości, należącej niegdyś do tajemniczego pisarza, Denvera Kristofa. Już pierwsze chwile w domu okazują się niezwykle tajemnicze i… groźne. Bohaterowie, jeden za drugim natykają się na łysą kobietą – raz przemieniającą się w posąg, innym razem przybierającą postać miłej sąsiadki, zawsze jednak budzącej niepokój.
Gdy jeszcze pierwszego dnia kobieta staje u ich drzwi, wszystko wokół się zmienia.
Kobieta okazuje się Wichrową Wiedźmą – potomkinią Króla Burz, czyli Denvera Kristoffa, pragnącą odzyskać pewną książkę, niosącą ze sobą wielką moc, do której dostęp zablokował jej ojciec. Swoją szansę upatruje w odwadze rodzeństwa, toteż bez ich zgody przenosi ich do świata zbudowanego z trzech książek spisanych przez właściciela ich nowego domu, a jej tatę.
W nich to, młodzi bohaterowie będą musieli zmierzyć się z nieprzewidywalnymi piratami, Ruchem Oporu, olbrzymami, a przede wszystkim – własnymi słabościami i egoistycznymi pobudkami, na które tak silnie liczy Wichrowa Wiedźma, żądna jedynie władzy i potęgi.
Rodzeństwo walcząc z tym, co napotkają na swojej drodze, muszą utorować sobie powrotną drogę do domu, który wydaje się teraz czymś zupełnie nierzeczywistym.
Także i dzieci zdają się w pewnym momencie bardziej interesować fikcją, w którą zostali wtopieni, niż zamiarem powrotu do domu, który jak się wydaje – zupełnie porzucili.
Tym, co mnie rozczarowało było zakończenie.
Śmierć i ofiary ponoszone przez bohaterów były w książce oczywiste – dlaczego więc postanowiono pewne rysy ułagodzić, wydarzenia anulować? Wszystko to arcysłodkie i nie na miejscu. Rozumiem, że miało udowodnić, że wszystko kończy się dobrze, dobro zwycięża nad złem, pieniądze same wpływają na konto, a jednak mam nieodparte wrażenie, że można było zrobić to zupełnie inaczej, niekoniecznie realizując – bądź co bądź – plany Wichrowej Wiedźmy co do egoistycznych zapisów w księdze.
Ale cśśś… nic więcej nie zdradzę!

Dom tajemnic to pierwszy cykl przygód rodzeństwa, zapowiadający serię niebywale wciągającą! Czytając ją już wyobrażałam sobie stworzony na jej podstawie film, dorównujący efektami Harry’emu Potterowi.
Przestrzeń starego, okazałego domostwa, skrywającego zatrważające tajemnice, imponujące pomieszczenia, monumentalna biblioteka wypełniona po brzegi starymi księgami, otwarte morze pełne pirackich statków i krwiożerczych rekinów, potężna Wichrowa Wiedźma i jeszcze bardziej mocarny Król Burz – to elementy, które doskonale sprawdzą się na dużym ekranie. I nie wyobrażam sobie, by to się mogło nie udać! Bardzo wyraźnie widać, że autorem książki jest reżyser, bowiem jej filmowość jest wręcz namacalna.

Dom tajemnic zaoferował mi godziny pełne intrygujących przygód. Autorzy nęcili mnie i wabili, fascynowali i budzili grozę.
Bohaterowie, choć czasem irytujący, pokazali jednak prawdziwe relacje międzyludzkie, mieli swoje słabostki, byli pyszni, czułostkowi, zaskakujący.
Czy można chcieć czegoś więcej od powieści dla młodzieży?
Pomimo kilku niedociągnięć, bardzo dobra książka – i wcale nie dlatego, że poleca ją Rowling.

niedziela, 8 grudnia 2013

Nie odrobiłem lekcji, bo… Davide Cali, Benjamin Chaud


Tytuł: Nie odrobiłem lekcji, bo...
Autor: Davide Cali, Benjamin Chaud
Wydawnictwo: Dwie siostry:
ISBN: 978-83-63696-96-2
Ilość stron: 36
Cena: 28 zł

Ileż to razy chodząc do szkoły wymyślaliśmy lub słyszeliśmy usprawiedliwienia innych, dotyczące tego, dlaczego lekcje nie zostały przez nas (nich) odrobione?
Ile razy (dziennie) nauczyciele wysłuchują wymówek tak wymyślnych, że później zapisują je w swoim zeszycie „Kwiatki uczniowskie”, by nigdy nie utracić dowodu na nieokiełznaną wyobraźnię i kombinatorstwo swoich podopiecznych? Nie sposób tego zliczyć, pewne jednak jest, że o ile uczniom nierzadko brakuje pomysłowości podczas pisania szkolnych wypracowań, o tyle szukanie usprawiedliwień nigdy nie było (i nie będzie) dla nich rzeczą trudną, lecz jak najbardziej naturalną. Innowacje i fantazja w tworzeniu coraz to bardziej fikuśnych uzasadnień zadziwiają mnie od zawsze. Słyszałam już wiele i pewnie jeszcze kilkaset razy tyle usłyszę. Póki co jednak, zerknęłam do swoistego książkowego wydania owych „kwiatków szkolnych”, mogących stanowić dla obozu nauczycielskiego powód do śmiechu i kolejną porcję wspaniałych idei, dla uczniów zaś – nieocenioną inspirację w budowaniu usprawiedliwień  tak dalece nieprawdopodobnych, że aż możliwych.

Nie odrobiłem lekcji, bo… to zbiór kilkunastu uzasadnień stworzonych na potrzeby ciężkiej przeprawy z nauczycielami po kolejnym dniu bez zagłębiania się w tajniki zadania domowego, opatrzonych  cudownymi ilustracjami, idealnie współgrającymi z przedstawianymi uzasadnieniami. Lektura to obowiązkowa, vademecum dla uczniów każdego poziomu nauczania – ten niewielki wolumin może nie raz uratować Wam skórę w obliczu trudnej sytuacji braku zadania domowego i (o, zgrozo!) braku pomysłu na skuteczne usprawiedliwienie się.
Jeśli sądzicie, że będą to wymówki tradycyjne, jesteście w błędzie! Bo czyż lądowanie samolotu pełnego małp, atak mięsożernych roślin lub porwanie do cyrku mogą uchodzić za wydarzenia codzienne? Z pewnością nie! Stąd też na pewno wzruszą i oczarują każdego nauczyciela, możecie być pewni! Powodzenie murowane!

Nie odrobiłem lekcji, bo… to doskonała książeczka, przy której Wasze dzieci będą świetnie się bawiły, folgując swojej wyobraźni. Może ona bowiem stanowić pretekst do dalszego formułowania usprawiedliwień, na wzór podanych w owej publikacji. Gwarantuję wielką frajdę, zarówno Waszym pociechom, jak i Wam – szczególnie zaś, jeśli zupełnie przypadkowo, jesteście nauczycielami…J
Powodzenia w budowaniu wymówek i szukaniu inspiracji! Polecam na jesienną słotę – ta książeczka w mig rozproszy Wasze smutki!

piątek, 8 listopada 2013

"Dom Tajemnic" zaprasza





Premiera 7 listopada 2013 r.

Dom Tajemnic to niebezpiecznie wciągająca opowieść o potędze czarnej magii, sile przyjaźni i poświęceniu. Niewyjaśnione sekrety sprzed lat, walka trójki rodzeństwa o życie swoich najbliższych i ostateczne starcie dobra ze złem. Tej jesieni magia powraca…”
Piotr Fronczewski 
(polski ambasador marki i głos audiobooka Dom Tajemnic)


Niewyjaśniona tajemnica sprzed lat doprowadza do niebezpiecznego starcia dobra ze złem. Dom pełen mrocznych sekretów staje się miejscem walki trójki rodzeństwa o życie swoich najbliższych. Jak potoczą się losy Eleanor, Kordelii i Brendana? Czy przeniesieni przez Wichrową Wiedźmę do groźnego świata zjednoczą swoje siły i pokonają Króla Burz? Czy ocalą swoich bliskich? 

Chris Columbus - amerykański reżyser i scenarzysta, twórca m.in. filmów oHarrym Potterze, Pani Doubtfire i Gremlinów.

Ned Vizzini - znany amerykański autor powieści dla młodzieży.

Materiały audio do pobrania:
- blurb Piotra Fronczewskiego w wersji audio [do pobrania  Tutaj]
- fragment książki nagrany przez Piotra Fronczewskiego [do pobrania  Tutaj]

Materiały graficzne do pobrania:
- okładka książki Dom Tajemnic [do pobrania Tutaj]
- zdjęcie autorów [do pobrania Tutaj]
- zdjęcie Piotra Fronczewskiego [do pobrania Tutaj]

Materiały audio-video do obejrzenia:
- wywiad wideo z autorami [  link do YouTube ]
spot reklamowy do książki [  link do YouTube ]
 Nieuniknione starcie z potężnymi mrocznymi siłami.”
J. K. Rowling
 


1.     Nazwisko Denver Kristoff zawiera zakodowaną informację.

Dom Tajemnic opowiada historię zwyczajnych dzieci uwięzionych w światach wykreowanych przez szalonego powieściopisarza. By nazwać owego pisarza, zaczerpnęliśmy coś z siebie samych. „Ned” to na wspak słowo „Den”, dodać tylko trzeba „ver” w miejsce „Vizzini”, otrzymujemy „Denver”. „Chris” natomiast to „Kristoff”. Tak więc Denver Kristoff to my dwaj!

2.     Książka zdobyła miano „Page runners”
(czyta się jednym tchem, dosłowne tłumaczenie: Ucieczka na stronach). Ucieczka na stronach idealnie oddaje fakt uwięzienia bohaterów w książkach! Nasuwa się również skojarzenie z „Maze Runners”czyli „Ucieczka z labiryntu”. Ha!

3.     Chris i Ned spotkali się osobiście zaledwie 5 razy.
(ach, te cuda nowoczesnej technologii). Mieszkamy oddaleni od siebie o 379 mil (Chris w San Francisco, Ned w Los Angeles), więc Dom Tajemnic napisaliśmy, porozumiewając się e-mailem. Tak naprawdę po raz trzeci w życiu spotkaliśmy się na Comic-Con w Nowym Yorku, kiedy prezentowaliśmy naszą książkę.

4.     Cordelia Walker długo zwana była Violet.
Aż do połowy książki Cordelię nazywaliśmy „Violet”, zdrobniale „Vi”. Dlaczego to zmieniliśmy? Bo Violet to najstarsza siostra w serii książek o Lemony Snickecie! Naprawdę w dziedzinie imion odczuwa się poważne braki!

    5. Fat Jagger (Gruby Jagger) zwany był Fat Russell.
Jedna z naszych ulubionych postaci z Domu Tajemnic, Fat Jagger, jest niebezpiecznym choć sympatycznym olbrzymem rozmiarów sześćdziesięciopiętrowej budowli. Na początku myśleliśmy, że przypomina Russela Branda, jednak zastanawialiśmy się, jak długo Brand pozostanie takim odnośnikiem w świadomości czytelników. Zmieniliśmy mu imię na „Fat Jagger” i nadaliśmy mu cechy „zmamuciałego Micka Jaggera”. Mick Jagger jest przecież niezatapialny.

6.     Wszystko zaczęło się od wizualizacji.
Obrazem, który zainspirował Dom Tajemnic, była wiktoriańska posiadłość, jedna ze słynnych „malowanych dam” w San Francisco unosząca się na falach oceanu. Chris, zanim zaczął pracować z Nedem, miał ten obraz już dawno w głowie.
7.     Zdjęcie autora nie było całkiem bezpieczne.
Żona Neda, Sabra, wykonała zdjęcie autora  Domu Tajemnic w biurze wytwórni Chrisa. Chris zasugerował, by zrobić je na schodkach przeciwpożarowych. – Tylko ostrożnie – powiedział – bo nie będzie następnej książki.
    8. Chris i Ned kończąc książkę, pracowali w różnych strefach czasowych.
W lecie 2012, gdy prace redakcyjne zmierzały ku końcowi, byliśmy w dwóch różnych strefach końcowych (Chris we Włoszech, Ned w Los Angeles). Gdy jeden z nas kończył rozdział w nocy, wysyłał go drugiemu, akurat gdy ten się budził. Tak więc książka powstawała, gdy my obaj spaliśmy.

   9. Księga Przeznaczenia i Pożądania (spr. jak w naszym tłum.) nosi miano Czarnej Biblii.
Tak, to prawda, faktycznie uważaliśmy, że magiczna księga, która opanowuje umysły jej właścicieli mogła być nazwana Czarną Biblią. I mimo to być wydana w Ameryce!
  
   10. Ulubieni autorzy Cordelii to rzeczywiści autorzy, których książki można kupić!
Jednym z celów Domu Tajemnic jest celebracja czytania i światów dzięki niemu wyczarowanych. Autorzy, których czytuje Cordelia – Grace Paley, Richard Brautigan i Jerzy Kosiński są wszyscy obecni na Amazonie wraz ze swymi fantastycznymi książkami czekającymi na zakup. Choć jeśli właśnie czytasz Dom Tajemnic, możesz jeszcze nie być w pełni przygotowany do lektury Malowanego ptaka.   

  
 ZACHĘCAM DO LEKTURY!

sobota, 20 kwietnia 2013

Piękna i mądra bajka o troskach Zająca Grajka – Ewa Kozyra-Pawlak, Paweł Pawlak


Tytuł: Piękna i mądra bajka o troskach Zająca Grajka
Autor: Ewa Kozyra-Pawlak, Paweł Pawlak
Wydawnictwo: Egmont
Rok wydania: 2012
ISBN: 978-83-237-5346-9
Liczba stron: 40



Rzadko zdarza się, żeby tytuł idealnie oddawał to, co mieści w sobie książka.
W tym wypadku – trafiono w sedno. Opowieść o troskach Zająca Grajka rzeczywiście jest piękna i mądra.
Piękna tak, że podczas całej lektury miałam szeroki uśmiech na twarzy; mądra zaś tak, że z prawdziwą radością będę polecać ją każdemu dziecku, a także –dorosłym. I jedni i drudzy na nowo odkryją w niej ważne prawdy, o których często zapominamy dążąc do perfekcji we wszystkim.
Przedmiotem opowieści jest historia Zająca Grajka, który to bardzo lubił leniuchować, a jeszcze bardziej – grać. Było to jego największym talentem, którym ubogacał życie swoje i swoich sąsiadów. Niestety, bohater miał jedną podstawową wadę – wolał wylegiwać się na trawce niż dbać o swój dom. Oczywiście poniosło to za sobą przykre konsekwencje. Pewnego dnia, gdy Zając jeszcze smacznie spał, z jego dachu zaczęła skapywać woda. Okazało się, że dach jego mieszkania bardziej przypomina durszlak, niż cokolwiek innego.
Grajek, nie wiedząc co powinien uczynić, udał się po radę do swoich przyjaciół: krecika, bobra, szopa pracza. Ich pomysły okazały się jednak wątpliwej jakości. Zając wiedział, że powinien w końcu zadbać o swój dom i go wyremontować, jednak miał też świadomość, że zajęcze łapki stworzone zostały do grania, a nie sprzątania i odnawiania budynków. Doskonale zdawał sobie sprawę, że jego zdolności w tej dziedzinie mogą przynieść więcej szkody niż pożytku i z tą myślą położył się spać. A wtedy….
Tego już nie zdradzę:)

Pisana wierszem historia Grajka posiada wszystkie elementy doskonałej książki dla dzieci – jest kolorowa, miła dla oka, ubarwiona rymami, przepięknymi ilustracjami, a przede wszystkim pouczająca. Pod płaszczem błahej historyjki kryje się morał, niezwykle cenna lekcja o życiu, talentach, sile przyjaźni i oddaniu. Typowe dla bajek przeniesienie zachowań ludzkich na zachowania zwierzęce jest kontynuacją wielowiekowej tradycji, a przy tym o wiele ciekawszą formą dydaktyczną. Bez nachalności, w sposób humorystyczny uczy nas ta książeczka tego, co niezwykle cenne.
Barwne ilustracje, tekst opowieści zapisany w różnych odcieniach, nieprawdopodobnie estetyczne wydanie, całość utrzymana w ciepłych tonacjach – wszystko to składa się na wartość wydania tej książeczki.

Dane jest mi czytać wiele publikacji kierowanych do dzieci. Ta jednak, jest niekwestionowanym numerem jeden ostatnich miesięcy:) Doskonała, piękna, mądra opowieść. I choć krótka – zarówno treść, będąca jedynie pretekstem obudowującym morał, jak i samo przesłanie, zostają  w pamięci na długo. Jestem pewna, że będę do niej wracać po wielokroć, a już teraz zajmuje honorowe miejsce na półce dziecięcej.

Książka bierze udział w nominowana w konkursie na najlepszą książkę dla dzieci roku 2012 „Przecinek i kropka”.
Serdecznie zachęcam do głosowania: