Pokazywanie postów oznaczonych etykietą relacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą relacja. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Czego najbardziej żałują umierający – Bronnie Ware



Tytuł książki Czego najbardziej żałują umierający jest w mojej opinii zwodniczy. Przywodzi on bowiem na myśl całą grupę publikacji poświęconych świadectwom osób, które żegnają się z tym życiem, znajdują się na łożu świeci i przez swoje confiteor przekazują żyjącym ostatnią lekcję.
Tego się właśnie spodziewałam – prześledzenia przez autorkę najczęściej powtarzających się żalów i zebranie ich w całość, wyłuszczając niemalże w punktach, co w ostatecznym rozrachunku faktycznie liczy się najbardziej.

Otrzymałam jednak coś zgoła innego, notabene lepszego.

Autorka, Bronnie Ware, zaczęła prowadzić niemalże koczowniczy tryb życia. Podjęła pracę jako opiekunka osób w opiece paliatywnej, co wiązało się z tym, że na jakiś czas (a bywało różnie – tygodnie, czasem miesiące) zamieszkiwała u tego, kim się zajmowała. Zajęcie to sprawiło, że kobieta zrezygnowała z posiadania własnego mieszkania, miejsca, do którego zawsze mogłaby wrócić. Nie chciała się osadzać, lecz pragnęła ciągle być w  ruchu, służąc tym, którzy najbardziej tego potrzebują.
Jej praca nie była czymś, co niektórzy nazwaliby depresyjnym czy ciężkim. Ware czerpała z niej pełnymi garściami także dla siebie. Rozmowy z umierającymi osobami otworzyły jej oczy na wiele kluczowych kwestii, odmieniły jej sposób myślenia i postrzegania podstawowych spraw, ubogaciły wewnętrznie i wyposażyły w wiedzę o tym, co w życiu najistotniejsze, popartą przykładami owocnie przeżytego danego nam czasu. Wszystkie historie, których wysłuchała łączył jeden przekaz – żyj pełnią życia, spędzaj czas z bliskimi, nie pracuj tyle.

Krótkie przesłanie, z którym na ustach żegnał się z nią niemalże każdy z  podopiecznych. Dzięki ich obecności Ware (paradoksalnie, wszak odchodzili) odzyskała pokój i sens życia. Doświadczenie pracy i przebywania z ludźmi terminalnie chorymi, było dla niej tak istotne, że postanowiła swoją radość wykrzyczeć światu.

Nie tylko dla własnych celów, ale przede wszystkim po to, by każdy mógł zaczerpnąć z mądrości tych, które swoje życie już przeżyli i mogą pozwolić sobie na rachunek sumienia, stanowiący nierzadko ostrzeżenie dla kolejnych pokoleń.

Czego najbardziej żałują umierający to książka, którą czytałam łapczywie, czując, jak ogarnia mnie coraz większy spokój. Mimo śmierci wyzierającej z każdej stronicy, miałam wrażenie, że równocześnie każda kolejna bardziej obfituje w pełnię życia.  

Nie spodziewałam się tak angażującej lektury, niosącej tak świetlisty przekaz, tak doskonałą naukę, emanującą współczuciem, współcierpieniem, zaangażowaniem i radością. Polecam ją serdecznie – dla każdego będzie to okazja do zastanowienia się nad tym, w jakim kierunku zmierza Wasze życie, a także do zrewidowania lub ponownego uporządkowania poglądów.


Ostatecznie i tak liczy się tylko miłość.

środa, 4 marca 2015

Czy dziecko może kochać? O niezrozumianej dziecięcej miłości (Pajączek na rowerze – Ewa Nowak)



Tytuł: Pajączek na rowerze
Autor: Ewa Nowak
Wydawnictwo: EGMONT
ISBN: 9788328106666
Ilość stron: 216
Cena: 19,99 zł


Ewa Nowak z  wykształcenia jest pedagogiem terapeutą. W  2009 roku zdobyła ona główną nagrodę polskiej sekcji IBBY za Bardzo białą wiosnę. Na swoim koncie ma kilkadziesiąt powieści dla dzieci i młodzieży, a mimo to Pajączek na rowerze jest pierwszą [do tego wznowioną!], którą miałam okazję przeczytać.

Historię tę, zdaje się, napisało samo życie i jego wnikliwa obserwacja. Bohaterowie tej krótkie powieści stają przed problemami, z którymi coraz więcej młodych ludzi musi się zmagać i są – podobnie jak każde dziecko powoli przepoczwarzające się w  nastolatka – obarczeni typowymi kłopotami: jak to się dzieje, że dzieci, które dotąd szczerze nienawidziły przedstawicieli płci przeciwnej nagle nie dość , że odnajdują nić porozumienia, to jeszcze zakochują się w sobie, kompletnie zmieniając światopogląd? To jedno z pytań, które stawia autorka.

Ale, ale: jak to się właściwe zaczęło? Rzecz dotyczy dwójki sąsiadów: Oleńki i Łukasza. Dzieci spotykają się pierwszy raz na szkolnych podwórku, gdy chłopiec szuka zaginionych kluczy, a dziewczynka je znajduje i mu oddaje. Już wtedy oboje czują, że nie byliby w  stanie się polubić. Zresztą czemu by mieli?

Niestety, jak to zwykle w  życiu bywa, los młodym nie sprzyjał. Okazało się bowiem, że ich mamy to dawno niewidziane znajome, które teraz chcą odnowić swoją przyjaźń. Naturalną koleją rzeczy staje się to, że również ich dzieci będą musiały częściej się spotykać. Co więcej: starsza siostra Oli – Basia – zaangażowana zostaje do opieki nad Łukaszem.
Bohaterów dzieli niemalże wszystko: on uwielbia się uczyć, całe dnie spędza z nosem w  książce, a wiedza niemalże sama wskakuje mu do głowy. Chłopiec ma wybitną pamięć, która pozwala mu na zapamiętywanie mnóstwa spraw bez konieczności powtarzania. Niestety ze sportem jest na bakier: powłóczy nogami, nie radzi sobie ani na boisku, ani na rowerze.
Co innego Ola – ona ciągle jeździ na swoich dwóch kółkach, niespecjalnie przejmując się przy tym obowiązkami szkolnymi. O czym oni mają rozmawiać!?

Bohaterowie nie przepadają za sobą, ale swoją niechęć będą musieli przekuć w  przyjaźń, jeśli nie chcą podpadać rodzicom. Co z  tego wyniknie? Jaki wiek jest odpowiedni na pierwszą miłość? :)
Nowak poruszyła dość rzadki (albo i niespotykany: wertując moje pokłady pamięci nie znalazłam drugiej takiej książki) temat w  literaturze dla dzieci – najczęściej skupia się ona bowiem na przygodach dzieciaków, ich szalonych pomysłach etc. Tutaj mamy coś więcej: widzimy rozkwitające uczucie bohaterów, którzy według ich rodziców są stanowczo za młodzi na takie „dyrdymały”. Jestem ciekawa czy rodzice będą mieli na tyle odwagi, by podobną lekturę podsuwać swoim pociechom:)

Ze swojej strony mogę dodać, że to naprawdę dobra książka: pokazuje jedynie to, co nierzadko się zdarza i uczy jak sobie z  podobnymi sytuacjami radzić (a raczej wskazuje jak nasze błędne decyzje wpływają na rzeczywistość).
Polecam, a jakże!

poniedziałek, 17 listopada 2014

Niechciani – Yrsa Sigurdardottir


Tytuł: Niechciani
Autor: Yrsa Sigurdardóttir
Wydawnictwo: Muza
ISBN: 9788377587775
Ilość stron: 336
Cena: 34, 99 zł


Niechciani to kolejna mrożąca krew w żyłach książka spod pióra islandzkiej mistrzyni kryminału – Yrsy Sigurdardóttir.

Historia opowiedziana przez autorkę rozpoczyna się, gdy w sposób tragiczny ginie była żona Ódinna- pracownika państwowego urzędu kontroli. Od tego wydarzenia ich córeczka – Run – trafia pod jego stałą opiekę. Niestety dziewczynka i ojciec nie dogadują się specjalnie dobrze. W nawiązaniu bliższych relacji i uporaniu się bohaterki z traumą po śmierci mamy, ma im pomóc sesja psychoterapeutyczna, której poddawana jest Run.

Relacje ojca z córką stanowią – jak by się mogło zdawać – jedynie tło dla innych, wiodących zdarzeń. Poza tym wszystkim życie zawodowe toczy się dalej – Ódinn otrzymuje w pracy kolejne zadanie do wypełnienia – jego celem ma być ustalenie wydarzeń sprzed wielu lat – wydarzeń, które miały miejsce w Krókur – zamkniętym domu wychowawczym, znajdującym się na odludziu i mającym bardzo złą sławę. Świat obiegła plotka jakoby chłopcy byli w niej nieodpowiednio traktowani.
Pikanterii dodaje wszystkiemu sprawa tragicznej śmierci dwójki wychowanków ośrodka, którzy udusili się spalinami w samochodzie. Wiele wskazuje na to, że nie był to wypadek, a śmierć miała być zgotowana komuś innemu… Ódinn próbując dociec prawdy, uwikła się w historię, w której niejedno zostało zaciemnione.

By dodatkowo podkręcić rozwój akcji, narracja prowadzona jest dwutorowo – autorka raz zabiera nas w wydarzenia z przeszłości, powoli odtwarzając ich przebieg, po czym przenosi do teraźniejszości, gdzie wciąż toczy się śledztwo, a głównego bohatera dręczy nie tylko kiepska relacja z córką, ale też demony przeszłości, atakujące go pod postacią urojeń.
Jakby tego było mało, sprawa z przeszłości w przedziwny sposób łączy się ze współczesnością. Być może tragiczna śmierć żony Ódinna, ma jakiś związek ze sprawą, którą także i ona wcześniej badała…

Sigurdardóttir w sposób niezwykle plastyczny opisała przestrzeń pełną lęków i obaw – nie tylko jak przez mgłę ukazała dramatyczne wydarzenia przeszłości, rzutujące na teraźniejszość, ale też doskonale zarysowała sieć relacji, łączących wszystkich bohaterów. Obłęd i symptomy szaleństwa jedynie zaostrzają apetyt czytelnika, który coraz bardziej daje się opanować atmosferze strachu i niepewności.

Książka ta – mimo narastającej atmosfery grozy – nie straszy tak mocno jak poprzednie teksty autorki. Tutaj raczej autorka robi to w sposób niezwykle subtelny, opisuje rzeczywistość tak, byśmy sami potęgowali swoje lęki, byśmy w swoim tempie poddawali się nastrojowi pełnemu zagadek, których nie chcielibyśmy poznać.  Nie ma więc strachu pełną gębą – są za to ustępy skonstruowane tak umiejętnie, że lepiej nie czytać ich nocą: od razu poczujecie czyjś oddech na karku.

Wielkim plusem jest także finał – rozwiązanie zagadki każe całkowicie inaczej spojrzeć na całość książki – to, co wydawało się niepozorne okazało się kluczowe, a to czego byliśmy pewni, zdaje się zupełnie nie mieć znaczenia.

Cóż, nie bez przyczyny Sigurdardóttir została okrzyknięta nową królową w swoim gatunku – jeśli jeszcze nie znacie jej prozy, koniecznie skosztujcie.
Ale uwaga! Sprawdźcie czy wszystkie drzwi i okna są dobrze zamknięte!

Recenzje innych książek Yrsy:

http://shczooreczek.blogspot.com/2012/10/pamietam-cie-yrsa-sigurdardottir.html
http://shczooreczek.blogspot.com/2013/11/statek-smierci-yrsa-sigurdardottir.html


niedziela, 9 listopada 2014

Jezioro marzeń – Lisa Kleypas


Tytuł: Jezioro marzeń
Autor: Lisa Kleypas
Wydawnictwo: Prószyński
ISBN: 9788378396796
Ilość stron: 352
Cena: 33 zł



Lisa Kleypas to bestsellerowa amerykańska pisarka, laureatka nagrody RITA, autorka licznych współczesnych i historycznych romansów, ciesząca się niesłabnącą popularnością – coraz większą także i w Polsce.
Mimo jej wielkiej sławy, poznałam ją dopiero za sprawą Jeziora marzeń – drugiej części cyklu o Zatoce Friday, niezwykle ciepłej (mimo wielu trudnych charakterów) historii miłosnej, niewolnej od trudnych wyborów i dylematów – jak to w życiu.

Alex Nolan, to zgorzkniały mężczyzna, cechujący się ogromnym cynizmem. Jego osobowość w dużej mierze ukształtowała się po trudnych życiowych doświadczeniach, których dopełnieniem był rozwód, prowadzący go na skraj bankructwa i alkoholizmu. Mężczyzna topi swoje smutki w whisky, nie znajdując ukojenia w niczym innym. Mimo swojego młodego wieku, ma wrażenie, że jest już człowiekiem straconym, nie zasługującym na żadne dobro.

W tym trudnym czasie, na jego drodze pojawia się Zoe Hoffman – niebywale atrakcyjna kobieta, proponująca mu pomoc przy renowacji domku jej babci. Rozgoryczony mężczyzna wcale nie jest tą wizją ucieszony, czując jednak trudne do odparcia przyciąganie bohaterki, ostateczne przystaje na jej ofertę. Iskrzenie między tą parą młodych ludzi staje się jedynie kwestią czasu.
Niestety, słynący z pesymizmu Alex, nie chce się zaangażować – nauczony doświadczeniem jest przekonany o tym, że kolejny związek może przynieść jedynie ból oraz rozczarowanie. Ma także świadomość własnych nałogów i słabością, mających moc destrukcyjną.
Zoe jest jednak uparta – nie pozwala mężczyźnie o sobie zapomnieć i robi wszystko, by przekonać go do ryzyka: wbrew rozsądkowi, za to w zgodzie z podpowiedziami serca. Złość  Alexa potęguje niezwykła serdeczność kobiety – niezrażonej nawet jego opryskliwym zachowaniem i odpowiedziami.
Jak potoczą się losy tych dwojga? Czy pogodna i ciepła bohaterka, zdoła pocieszyć zgryźliwego i zrezygnowanego Alexa?

Choć romanse nie są typem książek, po które sięgam bardzo często – lubię od czasu do czasu zatopić się w historiach miłosnych, doskonałych lekarstwach na niedoskonałą rzeczywistość.
Kleypas, mimo moich początkowych obaw, przeniosła mnie w emocjonującą, skrzącą magnetyzmem rzeczywistość dwójki bohaterów, od początku budzących sympatię, choć nierzadko także i denerwujących – raz bzdurną zawziętością, w innym miejscu naiwnością i wyolbrzymioną dziecięcą ufnością.
Zestawienie dwójki młodych ludzi po przejściach, o całkowicie innym sposobie postrzegania świata, siebie i innych było świetnym zagraniem – dzięki temu zabiegowi, powieść nie ma prawa się znudzić – ciągle bowiem dochodzi w niej do starć między bohaterami, próbującymi się dotrzeć, raz po raz miotając się między tym, co dyktuje serce, a tym, co podpowiada rozum.
Ciekawym pomysłem było także wprowadzenie przez autorkę postaci z innego wymiaru – ducha, nierozerwalnie związanego z Aleksem, którego ten początkowo traktował jako skutek uboczny nadmiernego alkoholizowana się. To jednak on okaże się dla bohatera nieocenionym drogowskazem.
Polecam tę książkę wszystkim tym, którzy pragną się zrelaksować i poczytać nadzwyczaj pogodną historię dwójki młodych ludzi, których los nie oszczędzał.
To nadzieja dla wszystkich sfrustrowanych i balsam dla cierpiących dusz.


niedziela, 5 października 2014

Dziewczę z sadu – Lucy Maud Montgomery


Tytuł: Dziewczę z sadu
Autor: Lucy Maud Montgomery
Wydawnictwo: Egmont
ISBN: 978-83-237-7047-3
Ilość stron: 192


Wspaniale jest wrócić do lat swojego dzieciństwa i wczesnego dorastania, do tych książek, z którymi spędzało się długie popołudnia, jeszcze raz spotkać bohaterki, których dylematy kiedyś – choć były często odległe – powodowały szybsze uderzenia serca i pobudzały wyobraźnię. Taką retrospektywną podróż umożliwia seria Romantyczna Wydawnictwa Egmont, w skład której wchodzą wznowienia klasycznych powieści, w których z wypiekami na twarzy zaczytywały się dawne nastolatki, a także i dziś robią to ich kolejne pokolenia.
To za jej sprawą nowe życie otrzymują postaci Lucy Maud Montgomery, Eleonor H. Porter czy Frances Hodgson Burnett, w które tchnięta została świeżość.
Polyanna, Sara czy Kilmeny to bohaterki wspaniałych historii, od dawna zasługujące na piękną oprawę, którą teraz otrzymały: cudowne, romantyczne, poręczne wydania klasycznych opowieści kuszą ze sklepowych półek, dla jednych dopiero otwierając drzwi do swoich cudownych światów, innych zapraszając ponownie, gwarantując powrót do czasów niewinnych i sielskich, niczym nieskażonych.
Gdy po latach wracam do książek Montgomery, zaskakują mnie one słodką naiwnością, którą cechuje się większość bohaterek tej poczytnej pisarki. I wcale nie jest to wada – czytając o tak rozkosznie prostodusznych dziewczynach, serce się raduje, ma się wrażenie przebywania w innej, lepszej rzeczywistości, do której nie ma dostępu zepsucie i gburowatość.

Kto z Was nigdy nie poznał sekretnej, niemej Kilmeny – teraz ma doskonały pretekst by to nadrobić. Dziewczyna ta od zawsze osnuta była mgiełką tajemniczości. Widziało ją niewielu, rozmawiali o niej wszyscy. Jej historia tak silnie zawładnęła wyobraźnią mieszkańców Wyspy Księcia Edwarda, że nigdy nie zdołała jej opuścić, urastając wręcz do rangi legendy. Przestano jednak mówić o niej oficjalnie, do czasu, gdy w lokalnej społeczności nie pojawił się nowy nauczyciel – świeżo upieczony absolwent college’u z ambicjami, który w ramach zastępstwa miał prowadzić szkółkę w Charlottetown. Zrządzeniem losu przypadkiem natyka się on na niemą piękność, zdolną porozumiewać się najpełniej za pomocą muzyki, którą sama komponuje. Skrzypaczka i nauczyciel szybko stają się bratnimi duszami, mając jednak świadomość, że na drodze do ich szczęścia stoi nie tylko uchodząca za zdziwaczałą i nad wyraz surową rodzina dziewczyny, ale też choroba, która każe się bohaterce uważać za niepełnowartościową kandydatkę na żonę.
Eric, na przekór nieprzychylnym spojrzeniom mieszkańców i uporowi samej Kilmeny, będzie robił wszystko, by zdobyć jej rękę.

Choć Dziewczę z sadu to nad wyraz tkliwa i romantyczna historia, opowiedziana jest ona z perspektywy młodego mężczyzny, który zakochany widzi świat zupełnie inaczej niż dotychczas.
Jeśli ktoś z Was myśli, że mężczyznom daleko do romantycznych uniesień i czułych słów (nawet tych niewypowiedzianych), znak, że nie czytaliście Montgomery.
Serdecznie polecam tę wdzięczną opowieść, która choć naiwna i mocno okrojona w końcówce, wciąż niezmiennie zachwyca swoją delikatnością.

niedziela, 26 stycznia 2014

Poślub ją i bądź gotów za nią umrzeć – Constanza Miriano


Tytuł: Poślub ją i bądź gotów za nią umrzeć
Autor: Constanza Miriano
Wydawnictwo: Esprit
ISBN: 978-83-63621-43-8
Ilość stron
: 232
Cena: 29,90 zł
Cykl dwu książek Constanzy Miriano, wydanych w Polsce równocześnie, na całym świecie wywołał ostry sprzeciw środowisk feministycznych.
Choć Poślub ją i bądź gotów za nią umrzeć to pozycja dedykowana mężczyznom, tak naprawdę samego „mężczyzny dla mężczyzny” jest w niej stosunkowo niewiele.
Odnoszę wrażenie, że to raczej tekst dla kobiet, instruujący ją o rolach męskich i konieczności ich zaakceptowania przez kobietę, przyjmującą postawę poddaństwa.
Książka ta może utwierdzać w widzeniu stereotypowych ról i zachowań. Mężczyzna przedstawiony jest w niej jako łowca i przywódca, którego głównym zadaniem jest dbanie o byt rodziny, zapewnienie dzieciom poczucia stabilności i bycie stanowczym w odpowiednich momentach.
Poza tym ma odpoczywać, pozostawiając resztę związanych z rodziną i domem  obowiązków na barkach kobiety.

Z całą pewnością nie podarowałabym tek książki mężczyźnie, z którym chciałabym wypracować nieco inny, niż przedstawiony w niej podział ról. Niektóre passusy rzeczywiście dedykowane są mężczyźnie i zawierają rady na temat tego, jak powinien się on zachowywać według prawideł przedstawianego modelu, znaczna jednak część tekstu to, w mojej opinii, mówienie do kobiet o tym, jaki jest jej partner i czego nie należy w nim zmieniać, bo taka zmiana nie jest zgodna z jego naturą i prowadzić może do dysharmonii. Miriano sugeruje, by to kobieta była tą, która pozwoli odkryć mężczyźnie role jakie ma do wypełnienia, by założona przez niego rodzina mogła żyć szczęśliwie.

Autorka w swoich wypowiedziach stara się być humorystyczna – i rzeczywiście to jej się udaje.
Nie zmienia to jednak faktu, że prezentuje ona model związku i rodziny, który już dawno przestał zadowalać kobiety (w tym wierzące i praktykujące katoliczki), ze względu na zmieniającą się sytuację kulturową, społeczną i ekonomiczną.
Dążenia równościowe nie mają na celu zanegowania różnic między kobietą a mężczyzną, nie zmierzają ku potwierdzeniu identyczności i zatarciu wszelkich granic, dlatego konieczne jest zaakceptowanie istnienia wielu różnych modeli podziału ról i obowiązków w małżeństwie, dostosowanym do realiów, w których kobieta ma prawo do złego humoru, ma prawo powiedzieć mężczyźnie o zmartwieniach i ma prawo zażądać od niego odpowiedzialności za rodzinę innej niż tylko zapewnienie jej pieniędzy na pożywienie i zaspokojenie podstawowych potrzeb materialnych.

Miriano prezentuje model klasyczny, wywiedziony z nauczania św. Pawła, w którym poddanie się kobiet i dominacja mężczyzn jest przejawem zharmonizowanego życia, zgodnego z prawami natury. Nie sugeruje, że w ten sposób kobieta przyjmuje postawę „tej gorszej”, wręcz przeciwnie, a jednak hołduje przekonaniu o życiu rodzinnym opartym na podziale obowiązków takim, jaki już chyba dziś nie jest już możliwy do zrealizowania przez wzgląd na wyjście kobiet do przestrzeni zawodowej i spełniania się w niej, jako w jednym z elementów budujących jej tożsamość.
Z wieloma tezami autorki się nie zgadzam, choć pod mnogością mogę się podpisać.
Jej książka to poradnik dla kobiet wiernych klasycznemu podziałowi ról w małżeństwie, które nie idą na żadne, nawet najmniejsze ustępstwa w tej sprawie, by nie zaburzyć odwiecznego porządku.
I choć nie uważam, że należy całkowicie przetransformować dzisiejsze relacje, zdaje się, że aby model przez nią prezentowany miał w Polsce prawo zaistnieć, należałoby wprowadzić do niego niewielkie poprawki, zgodę na rozmycie sztywnych linii granicznych i elastyczne dostosowanie się do rzeczywistości, przy jednoczesnym trzymaniu się ról mężczyzna-ojciec, kobieta-matka, tak często dziś dowolnie mieszanych.

Poślub ją i bądź gotów za nią umrzeć to swoiste kontinuum rozprawy o małżeństwie idealnym, które mimo problemów potrafi zacisnąć zęby i trwać w relacji, właśnie dzięki ustalonemu już dawno podziałowi ról, utrwalonymi przez kulturę, w którym kobieta jest matką-tytanką, a mężczyzna utrzymującym-okazjonalnie interweniującym.
Autorka próbuje odpowiedzieć na pytania o to jaka jest rola współczesnego mężczyzny w rodzinie, czym jest autorytet i jak go wypracować, co to właściwie znaczy być mężczyzną (oj, daleka ta wizja od dzisiejszego „męskiego modelu”, daleka) i jaka jest rola Boga w wychowaniu i małżeństwie. 


sobota, 25 stycznia 2014

Wyjdź za mąż i poddaj się!

Tytuł: Wyjdź za mąż i poddaj się!
Autor: Constanza Miriano
Wydawnictwo: Esprit
ISBN: 978-83-63621-42-1
Ilość stron:
220
Cena:
29,90 zł


Gdy książka Wyjdź za mąż i poddaj się Constanzy Miriano ukazała się w Hiszpanii, spotkała się z ostrą krytyką środowiska feministycznego, które nie dość, że zaczęło organizować protesty wymuszające usunięcie jej z obiegu, to jeszcze darło ją publicznie, sugerując, że jej autorka to wróg kobiet i propagatorka przemocy wobec nich.

Wszystko dlatego, że Miriano swoją wizję małżeństwa, którą promuje w książce, oparła na nauczaniu św. Pawła, głoszącym potrzebę kobiecej uległości. Odwołuje się ona do katolickiej hierarchiczności, sprowadza jednak rolę kobiety wyłącznie do macierzyństwa i przedstawia ją jako istotę całkowicie bierną.
Nie dziwi, że spojrzenie to spotkało się z ostrą falą krytyki, zwłaszcza w czasie, gdy trwa gorączka zogniskowana wokół zagadnień płci kulturowej, podziału ról i obowiązków społecznych, nowego widzenia tak zwanej „kwestii kobiecej” i „kwestii męskiej”.
Co ciekawe, model prezentowany przesz Miriano nie odpowiada także wielu katolickim kobietom, które przestały się w nim odnajdywać i nie jest to w żaden sposób wyrazem ich buntu przeciwko Bogu czy Kościołowi, lecz konsekwencją przemian społecznych, kulturowych i ekonomicznych, które niejako wymuszają nowe spojrzenie na wiele kwestii i ich redefinicję.

Jaki to jednak model?
Najoględniej mówiąc: kobieta ma się nie martwić, nie może mieć czasu na zły humor, ma być wdzięczna Bogu, że ma mężczyznę, któremu może dać odpocząć, gdy ten wróci z pracy. Model kobiety-tytanki, która dba o to, by jej rodzinie niczego nie zabrakło, by wszyscy byli szczęśliwi i zadowoleni, podczas gdy ona będzie podtrzymywała złudzenie o swojej szczęśliwości (choć czasem to wcale nie złudzenie) i braku wycieńczenia. Kobieta ma być cicha i pokorna, po to, by mężczyzna stojący nad nią, widząc jej słodycz, sam zaczął się zmieniać. Jak Wam się podoba taka wizja?

Ciekawa jest również, wspominana już w opisie okładkowym próba przyporządkowania mężczyzny do innego „gatunku”, który należy otaczać opieką i któremu należy pomagać, bo to leży w kobiecej naturze. Miriano daje impuls do zastanawiania się nad kwestią natury kobiecej – czym tak naprawdę jest? Na ile jest naturą, a na ile kulturowym obrazem powielanym przez pokolenia?
Autorka zadaje także ważne dziś pytania o sens małżeństwa w dobie postulatów o równości, zestawianej (niestety) z identycznością. Jaki sens ma wchodzenie w relację, mającą być dopełnieniem, jeśli jestem taka sama jak mężczyzna? W czym może mnie on dopełnić?
Pisarka wielokrotnie podkreśla wpisane w naturę kobiety posłuszeństwo, a naturę mężczyzny przewodnictwo, które musimy zaakceptować i według których musimy żyć, by zachować harmonię świata i przetrwanie rodziny w tradycyjnym rozumieniu.

Recepcja ksiązki Miriano w Polsce póki co jest w przeważającej mierze bardzo optymistyczna, co sugeruje, że mimo następujących przemian, w większości wciąż jesteśmy zwolenniczkami tradycyjnego układu podziału ról, który został w nas tak silnie zakorzeniony, że nie wyplenią go żadne rozmowy na temat równości (równości, nie: identyczności!) w każdej sferze życia.
Czytelniczki chwalą książkę, którą traktują jako poradnik, mający umożliwić im zbudowanie szczęśliwej rodziny. Forma listów, którą przybierają rady i anegdoty autorki, bawią i stają się chyba dla Polek odbiciem ich własnych doświadczeń, potwierdzeniem, że są one uniwersalne i typowe dla każdej małżonki, obarczonej rolą trzymania rodziny w pionie i bliskości. Kobiety odnalazły w Miriano same siebie, a z jej wypowiedzi o rodzinie, miłości, Bogu i małżeństwie zaczerpnęły wiele inspiracji.
Miriano nie przekreśla tego, by kobieta pracowała, a jednak jednoznacznie wskazuje na to, że działania mające na celu zarobek, powinny być w naszej hierarchii daleko za dbaniem o rodzinę, które to sprawia nam o wiele więcej frajdy.
Choć premiera dwu jednocześnie wydanych tekstów Miriano w Polsce była obwarowana kampanią marketingową, mimo wszystko, mam wrażenie, że książka ta przeszła bez echa. Nikt się nie zbuntował, nikt się nie oburzył – jedynie jednostki, które nie podburzyły do wystąpień podobnych tym w Hiszpanii.
Stanowi to pewien obraz polskiego modelu rodziny, który wciąż, mimo przemian, ma się dobrze i chyba jeszcze długo będzie miał.

Czyta się tę książkę bardzo dobrze: wielokrotnie potakiwałam przy niej głową, zgadzałam się z opiniami autorki, znacznie częściej niż w przypadku drugiego tomu, dedykowanemu mężczyznom. Być może to dlatego, że czuję się kobietą (we wszystkich aspektach), która chce realizować się w tradycyjny sposób: jako żona i matka. Nie znaczy to jednak, że podeszłam do niej bezkrytycznie: zbyt wiele w niej wizji bajkowych, niemożliwych do zrealizowania w polskich warunkach i zbyt wiele stereotypowych, dawno już nie mających wiele wspólnego z rzeczywistością, a także zbyt wiele opinii skreślających partnerski dialog o trudach codzienności.
Dla tych, którzy nie chcą żyć według prezentowanego planu, książka ta rzeczywiście może jawić się jako atak na wolność, a jednak nie jest ona przecież dyktatorską wizją jedynej prawdziwej drogi do samorealizacji, jest za to świadectwem kobiety, która w tradycyjnym modelu się spełnia i odnajduje w nim szczęście, dając tym samym inspirację innym.


czwartek, 19 grudnia 2013

Praktykujący, ale czy… wierzący? – o. Lech Dorobczyński OFM


Tytuł: Praktykujący, ale czy... wierzący?
Autor: o. Lech Dorobczyński OFM
Wydawnictwo: Esprit
Udostępnienie: Sztukater
ISBN: 9788363621490
Ilość stron: 136
Cena: 19,90 zł

Praktykujący, ale czy… wierzący? to książka kierowana przede wszystkim do czytelnika młodego, jednak jak zaznacza autor, także i dorośli znajdą w niej wiele pożytecznych wiadomości.
Jej celem nadrzędnym jest próba odpowiedzenia na pytania i wątpliwości toczące umysły młodzieży, które to zostały wypowiedziane i omówione podczas spotkań Lecha Dorobczyńskiego z młodymi ludźmi, w szczególności zaś podczas rekolekcji – czasu szczególnego, bo otwierającego na nowe.
Autor tej o charakterze niemalże broszurowym publikacji, to młody franciszkanin, pragnący dotrzeć swoim słowem do grupy najsilniej zagrożonej zmianami cywilizacyjnymi i wpływem mediów, a jednocześnie najbardziej chłonnej i najintensywniej pragnącej spotkania.
Centrum zainteresowań Dorobczyńskiego stanowią Eucharystia, spowiedź i wiara – to o nich, sprawach fundamentalnych dla każdego chrześcijanina – nie tylko młodego – próbuje autor rozmawiać, wyzbywając się nachalnego tonu kaznodziejskiego. Brak w jego wypowiedziach napuszoności, bufonowatości i przekonania o swojej nieomylności i jedynej dobrej wersji odpowiedzi. Jego przekaz charakteryzuje prostota i zwięzłość myśli, odniesienia trafne i „na czasie”, ukierunkowane przede wszystkim na świadectwo, a nie rozważania teoretyczne, mające dla młodego człowieka niewiele wspólnego z rzeczywistością – reguły pozostają w sferze reguł, najważniejsze są czyny i konkretne przeniesienie głoszonych prawd na życie.
Choć żyjemy w dobie dostępności do szerokiego wyboru zarówno literatury jak i artykułów multimedialnych, tak naprawdę młodzież jest w tym wszystkim zagubiona – szuka sensów i odpowiedzi na najważniejsze dla nich pytania, nieraz sięgając do złych źródeł, pytając nieodpowiednie osoby lub – co gorsza – w ogóle nie wiedząc do kogo/ gdzie zwrócić się ze swoimi wątpliwościami i pozostawiając je bez jakichkolwiek rozwiązań.
Wciąż koniecznym jest, by w świecie ogólnodostępności całego wachlarza publikacji na każdy temat, wskazać młodemu człowiekowi lekturę odpowiednio oświetlającą problem, który ta stara się rozwiązać – w sposób rzetelny, ale nie mentorski.
Publikacja Dorobczyńskiego przypomina swoją formą język mówiony – jest niejako zapisem kazań, rozmów, w których dominuje słownictwo potoczne, a przez to – docierające i uciekające od rutyny. Autor pozwala sobie na dynamikę wypowiedzi, rezygnuje z tonu pouczającego, by spotkać się z młodym. Wychodzi naprzeciw jego problemów i z wielką ochotą stara się je rozwikłać.
Jego przekaz jest autentyczny, budzi ufność i – jak sądzę – może wiele zmienić w myśleniu odbiorcy lub też przynajmniej zainspirować go do samodzielnego myślenia.
Książka ta ierowany jest do młodzieży – mam wrażenie, że szczególnie dobrze byłoby, gdyby trafiła w ręce kandydatów do bierzmowania, którzy mimo wielości spotkań przygotowujących, mimo odświeżania katechizmu, tak naprawdę z wielu spraw nie zdają sobie wciąż sprawy, dręczy ich gros wątpliwości, a nie mają kogo o nie zapytać lub wstydzą się zadać konkretne pytanie, nieraz dotyczące sfer bardzo osobistych. Książeczka ta rzuci światło na wiele wątpliwości, otworzy furtki do dalszych poszukiwań i drążenia tematów podstawowych, a być może poprowadzi i dalej. Choć mówi o rzeczach prostych i powszechnie znanych – okazuje się, że nie do końca są one tak oczywiste dla każdego – zwłaszcza jeśli brakuje przykładu w najbliższym otoczeniu. To dobra propozycja dla tych, którzy raczkują w sferze duchowej, którzy chcieliby dowiedzieć się czegoś więcej na temat tego czym tak naprawdę jest wiara, czym są sakramenty – że to wcale nie odhaczanie kolejnego punktu na liście obowiązków, lecz spotkanie z żywym Bogiem, z przyjacielem, który nie tylko Jest, ale jeszcze robi wszystko, by uczynić nasze życie lepszym. Niekoniecznie od razy musisz to wszystko akceptować, ale warto, byś chociaż zrobił rozpoznanie – w co chcesz wierzyć i dlaczego albo w co nie chcesz wierzyć i dlaczego (nie chodzi oczywiście o wybiórczość – akceptuję wszystko albo nic, ale trzeba umieć się określić i swój wybór merytorycznie uzasadnić, co bez wiedzy jest niemożliwe) – także na takie pytania warto umieć odpowiedzieć.
Dorobczyński powołuje się w swoim omówieniu na wypowiedzi Benedykta XVI, Jana Pawła II i innych, pokazuje Boga jako Boga miłości, a nie prawodawcy ferującego wyroki, odczarowuje fałszywy obraz Kościoła, neguje współczesne widzenie go jako obozu koncentracyjnego, podpowiada jak się modlić, od czego zacząć relację z Bogiem, jak ją rozwijać, odpowiada na pytania o to czy można kochać kogoś, kogo się nie zna, jaki jest związek między zakochanymi parami a Tobą i Nim, czy wymówki o braku czasu są sensowne, co przyrzekamy w sakramencie bierzmowania i czy mamy tego świadomość (bronić swojej wiary! Jakiej wiary, skoro część albo nie wierzy, albo nie wie w co wierzy?), próbuje zdać relację z tego, dlaczego tak trudno czytać nam Biblię, jak dobrze przeżyć a nie „zaliczyć” sakramenty. Dużo miejsca poświęca Dorobczyński omówieniu kwestii spowiedzi – bardzo mnie to cieszy, bowiem współczesny młody człowiek często podważa znaczenie tego sakramentu, zrzucając winę na nieodpowiednich księży, źle dobranych spowiedników (a  szukałeś innego, podjąłeś wysiłek odnalezienia tego, który będzie nadawał z Tobą na jednych falach? Przecież ludzie są różni – a ksiądz to tylko człowiek). Autor odpowiada na pytania o to, jaki sens ma klepanie regułek (i czy w ogóle jakiś ma), jakie znaczenie ma zatajenie grzechów, jak rozpoznać czy grzech jest ciężki, czy lekki, jak uniknąć lęku przed tym, że ksiądz zacznie po nas krzyczeć podczas spowiedzi, jak zrobić DOBRY rachunek sumienia.
I wreszcie tak znane i lubiane dziś – Pan Bóg TAK, Kościoł NIE – o co chodzi?
Choć książeczka ta, to ledwie broszurka, porusza ona szereg ważkich tematów, które wciąż na nowo trzeba sobie odświeżać.

Tylko się obudź. Co masz do stracenia?

czwartek, 14 listopada 2013

Na wysokim niebie – Danuta Awolusi


Tytuł: Na wysokim niebie
Autor: Danuta Awolusi
Wydawnictwo: SOL
ISBN: 978-83-62405-30-5:
Cena: 29 zł

Do napisania czegokolwiek o tej książce zasiadałam już kilkakrotnie – każdorazowo bez efektu.
Myśli kotłujące się w mojej głowie po lekturze nie pozwalają mi na ich uporządkowanie.
Choć Na wysokim niebie, to lektura niezbyt długa, dostarcza przeżyć tak silnych, że nawet skreślenie paru linijek na jej temat, wymaga ogromnego wysiłku i siły woli.

Ania to dziewczynka, która ma wszystko o czym każdy z nas marzył w jej wieku – wolność, swobodę w chodzeniu gdzie chce i kiedy chce bez wypytywania. Mimo że chodzi dopiero do podstawówki, rodzice do niczego jej nie zmuszają – na wszystko się zgadzają, nie ingerują w jej życie, nie zadają krępujących pytań, podczas gdy rodzice jej rówieśników namiętnie trzymają ich blisko siebie, notorycznie się zamartwiają, dbają o nich, pytają o każdy szczegół ich życia, interesują się gdzie i kiedy będą.
Niestety, na pozór idealne życie Ani, wcale takie nie jest. Tęskni ona do zdrowych relacji, których nie ma i których brak próbuje sobie zrekompensować, zamykając się w świecie książek. To w nich szuka matczynej i ojcowskiej miłości, zainteresowana, opieki i czułości.
W szkole nie idzie jej najlepiej – zupełnie nie interesuje się ona nauką, a rówieśnicy nie tylko od niej stronią, ale także ją szykanują. Powodów mają, jak się zdaje, wiele. Ania nie dość, że pochodzi z biednej rodziny, to jeszcze dawno temu powzięła decyzję o tym, by się nie myć i niezbyt często przebierać. Rodzice nie zwracali uwagi na smród i brud, który nieodłącznie jej towarzyszył, za to klasowi koledzy za punkt honoru postawili sobie naigrywanie się z niej  tego właśnie powodu. Dziecięca brutalność osiągnęła w jej klasie najwyższy poziom.
Litość i obrzydzenie – dwa typy zachowań, którymi obdarowywali ją otaczający ludzie.

Nie dziw, że Ania zamykała się w świecie fantazji, w którym każdy, nawet tej najbardziej niepozorny, może wszystko. Jej ulubioną serią stała się saga o Harrym Potterze, który tak jak i ona nie miał łatwego życia, a mimo to wyrósł na dobrego czarodzieja i wspaniałego człowieka.
Towarzyszką jej niedoli, jedyną osobą, która nie zwracała uwagę na jej biedę i wygląd, była młoda bibliotekarka – Pani Sabina. Z nią też nawiązała Ania serdeczną nić porozumienia, ona otworzyła dla niej zupełnie nowe światy – nie tylko literackie. Za jej sprawą, dziewczynka zaczęła otwierać się na innych i zupełnie inaczej postrzegać siebie i otaczającą rzeczywistość. Pani Sabina stała się jej rodziną, jedyną ciepłą i dobrą towarzyszką życia. To dzięki niej i jej wsparciu, w życiu Ani pojawili się nowi przyjaciele – Pan Maksymilian, Tobiasz i jego rodzice.

Na wysokim niebie, to powieść o walce o godne życie pełne miłości. Danuta Awolusi zbudowała historię traktującą o znaczeniu dobrych ludzi, których spotykamy na swojej drodze, o braku przypadków i potędze potencjału. Opowieść ta wzbudza nadzieję na o, że mimo kiepskich warunków wzrastania, nie jesteśmy skazani na porażkę i powielenie losów rodziców. Mimo braku miłości w gnieździe rodzinnym, nie jesteśmy zmuszeni do oziębłości w dorosłości. To słodko-gorzka historia o wykorzystanych szansach, panorama życiowych wzlotów i upadków, prowadzących do wypracowania silnego charakteru, relacja z poszukiwania rodzinnego ciepła, miłości i przyjaźni.
Choć pełna serdeczności i czułości, jest jednocześnie powieścią rozdzierającą i bolesną. Przerywa ona tamy nagromadzonego cierpienia, buzuje od emocji i gra na ludzkiej pamięci o śmierci bliskich i żałobie po nich.
Niewolna jest od tematów trudnych, to na nich się koncentruje i wokół nich buduje narrację.
Jeśli liczycie na powieść odprężającą, w niej takiej nie odnajdziecie. To lektura o niewyczerpanym źródle nadziei, zbudowanej na udrękach i zgryzotach. Jest niczym ropiejąca rana, pozostawiająca trwałą bliznę na duszy. Burzy rutynę, powoduje mentalne zjednoczenie z bohaterami, których życie i przejścia stają się niejako odbiciem doświadczeń czytelnika, od których zapewne żaden z nas nie jest wolny.
Jest w tej krótkiej powieści pewna onieśmielająca możliwość przeniesienia przejść postaci na życie odbiorcy, zawiera ona bowiem w sobie tak wiele elementów charakterystycznych dla egzystencji  każdego z nas, że identyfikacja jest nie do uniknięcia.
Słowa autorki nie są kojące, lecz przeszywające. Posiadła ona niezwykłą biegłość w posługiwaniu się językiem, jej opowieść oddycha, pulsuje podskórnym rytmem, wdziera się do życia niczym niechciany, bo wyparty gość.
Choć jest to historia konkretnych ludzi i jednostkowych wydarzeń, odnoszę wrażenie, że tak naprawdę stanowi opowieść uniwersalną, w której każdy przeczyta siebie, przejrzy się w niej jak w lustrze.

Brakuje mi słów, by opisać emocje towarzyszące lekturze. Nie chciałabym niczego uronić, choć wiem, że nie sposób zwerbalizować tego, co działo się w mojej głowie i sercu, gdy czytałam tę książkę. Morze łez, gros rozdrapanych ran, przypomnienie o tym, co wyparte i niechciane – takich doświadczeń możecie spodziewać się przy tej książce i na nie musicie być gotowi.
Niezwykle katartyczna, niosąca konieczne oczyszczenie powieść. Trudna i przez to wartościowa.

Polecam ogromnie!

piątek, 11 października 2013

Nie mów nic, kocham Cię – Mhairi McFarlane


Tytuł: Nie mów nic, kocham Cię
Autor: Mhairi McFarlane
Wydawnictwo: Pascal
ISBN:
9788376422169
Ilość stron: 464
Cena: 39,90 zł


Nad tym czy istnieje przyjaźń między mężczyzną a kobietą, ludzie głowią się od lat.
Ich myśli zaprzątają teorie dotyczące tego, jak dwójka ludzi, dzieląca się ze sobą najintymniejszymi myślami i przeżyciami może pozostać spleciona jedynie niewidzialną nicią przyjaźni, pozbawioną jakiegokolwiek zabarwienia miłosnego. Nieliczni twierdzą, że taka relacja jest możliwa, jednak nawet Ci w większości przyznają, że u podstaw takiego związku zawsze leży uczucie chociażby jednej ze stron – najczęściej niespełnione i tłumione lub wypowiedziane, lecz wciąż nieodwzajemnione. Wiele takich znajomych par decyduje się na dalszą relację, która często potrafi przetrwać największe burze: wymaga jednak wiele samozaparcia i pewnie wiele nieuniknionego bólu, chociażby na początku, kiedy to miłość wciąż nie została przekuta w przyjaźń. W innych wypadkach zaczyna się od przyjaźni, która przez lata przeradza się w intensywne uczucie, do którego żadna ze stron nie chce się przyznać w obawie przed utratą relacji w ich oczach cenniejszej, jaką jest przyjaźń.

Podobnie rzecz miała się z bohaterami powieści Mhairi McFarlane. Rachel i Bena połączyły studia. To na nich stworzyli zespół dwójki nierozłącznych ludzi, zawsze stawających w swojej obronie. Ona, z niepokojem o jego przyszłość obserwowała jego kolejne krótkotrwałe związki ze szkolnymi pięknościami, on cieszył się, że ona ma Rhysa. Gdy pewnego dnia Rachel rozstaje się z chłopakiem, między nią a Benem dochodzi do sytuacji, której żadne z nich nie oczekiwało. Niestety, oboje nie potrafili uwierzyć w to, co się zdarzyło i na skutek swoich błędnych przekonań zniknęli sobie z oczu na dziesięć długich lat.
Ona w tym czasie zdążyła wrócić do Rhysa, zaręczyć się z nim, planować ślub i zerwać ten trzynastoletni już związek, on z kolei studiował prawo, ożenił się i teraz wrócił do Manchesteru.

Oboje stają na rozdrożu, a ich spotkanie po latach stanie się przyczyną ciągu wydarzeń, które musiały mieć miejsce, bez względu na okoliczności.
Trzydziestolatkowi stają oko w oko z niespełnioną miłością sprzed lat, niepewni własnych słów i zachowań.

McFarlane stworzyła ciepłą opowieść o uczuciu zdolnym przetrwać lata. Swoim bohaterom dała drugą szansę na odnowienie bliskiej relacji, pokazując tym samym jak wiele jest w stanie przetrwać prawdziwie silna więź. 
Stawia Rachel i Bena w sytuacji, w której oboje muszą zadać sobie pytanie czy przyjaźń z wielką, niespełnioną miłością jest w ogóle możliwa. Zwłaszcza, że każde z nich znajduje się na etapie, gdy poszukuje ciepła i bliskości drugiej osoby, które łatwo pomylić z prawdziwym uczuciem.

Z książką tą miałam pewien problem: początkowe kilkadziesiąt stron dłużyło mi się w nieskończoność, przez ich przeciętność – po wielu zachwytach innych czytelników, oczekiwałam czegoś powalającego na kolana, podczas gdy otrzymałam zwykłą opowieść, niezapowiadającą żadnych przełomowych wydarzeń. Szybko jednak okazało się, że autorka potrafi sobie owinąć czytelnika wokół palca: w mojej głowie kotłowały się setki myśli, próbowałam rozgryźć głównych bohaterów, zrozumieć ich motywacje, wyobrazić sobie jak potoczą się ich losy, z kim się zwiążą, jakie będzie to miało konsekwencje dla dalszych wydarzeń.
Wprowadzenie do opowieści wątku ich relacji zawodowych było bardzo dobrym posunięciem, bowiem fragmenty traktujące o pracy pozwalały na chwilę odpoczynku od intensywnej chemii wyraźnie łączącej Rachel i Bena. Ostatnie kilkadziesiąt stron trzymało mnie w napięciu. Chociaż już wtedy wiedziałam jak to wszystko się skończy, było mi żal straconych szans i złudzeń.
Współcierpiałam z bohaterami, stawiałam się na ich miejscu, wielokrotnie próbowałam szukać własnego rozwiązania sytuacji.
Książki McFarlane nie można nazwać cukierkowatą ani uroczą. Jest zabawna, romantyczna, jest ciepła, przywraca wiarę w siłę prawdziwej miłości i przyjaźni, a jednocześnie kipi od jakiegoś niewypowiedzianego smutku, bada spóźnione relacje, pokazuje jakie konsekwencje niesie brak odwagi i wiary w siebie oraz przyszłość.
To swoisty chick-lit, ale w wersji mniej słodkiej niż znane mi do tej pory – szczegółów nie zdradzę, by nie psuć zabawy kolejnym czytelnikom.
Zapraszam do lektury. Zwłaszcza jeśli stoicie właśnie na rozdrożu.


PS Okładka jest piękna!