Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zbrodnia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zbrodnia. Pokaż wszystkie posty

środa, 1 lipca 2015

Okularnik – Katarzyna Bonda



Znacznie lepsza niż Pochłaniacz. Jeszcze mocniej osadzona w historii, którą czytelnik śledzić może nie tylko za sprawą sporadycznie podsuwanych przez śledczych tropów, ale przede wszystkim dzięki dwutorowo prowadzonej narracji, w której wydarzenia obecne przeplatają się z przeszłymi, mającymi niebagatelny wpływ na to, co dzieje się współcześnie – tutaj zaginięcie dziewczyny łączy się z  historią pogromu we wsi prawosławnej, a oba wątki niebezpiecznie się splatają, pokazując, że wojna nie zawsze kończy się wówczas, gdy następuje oficjalne zawieszenie broni, a zemsta jest cierpliwa.

Sasza Załuska po ostatecznej decyzji o stałym powrocie do policji postanawia jeszcze na krótko wyjechać do podlaskiej Hajnówki, by uporządkować życie osobiste i rozwiązać sprawy dotąd nieukończone. Bohaterka ma jednak coś z Poirota Christie – wszędzie gdzie się pojawia, dochodzi do sytuacji obciążających. Gdy kobieta uczestnicy w  tradycyjnym białoruskim weselu, nieumyślnie staje się świadkiem uprowadzenia panny młodej, która to – jako kolejna powiązana z  lokalnym przedsiębiorcą zatrudniającym niemalże całą miejscowość – znika bez śladu. W  okolicy raz po raz znajdowane są w tym czasie ludzkie szczątki, a wszystkie sprawy łączy pojawiające się wciąż auto, jakim jest tytułowy mercedes zwany okularnikiem. Załuska bardzo szybko zauważa powiązanie zaginięcia ze sprawami czasów krótko po II wojnie światowej, kiedy to na terenach Podlasia oddział jednego z „żołnierzy wyklętych” dokonał pogromu wsi prawosławnych, która to sprawa wciąż ciąży nad bohaterami. Niestety, zaangażowanie Załuskiej w dochodzenie dla lokalnej policji wydaje się mocno podejrzane – tym bardziej, że kobieta pada ofiarą napastnika, a znaleziona przy niej broń nie jest zarejestrowana. Wydaje się, że profilerka zamiast rozwiązać kwestie osobiste, nawarzyła sobie piwa.

Po raz kolejny w powieści – poza oczywistymi wątkami fabularnymi – na plan pierwszy wysuwa się profesjonalizm autorki – w  komponowaniu całości, precyzyjnym rekonstruowaniu metod pracy śledczej, takim dawkowaniu kolejnych elementów układanki składającej się na portrety psychologiczne bohaterów, by całość nie sprawiała wrażenia przytłaczającej historii.

Książka ta obfita jest w wielość wątków, historii, koligacji, postaci pierwszo-, drugo-, jak i trzecioplanowych, do której trzeba mieć dużo cierpliwości i przede wszystkim, którą należy czytać wtedy, gdy możemy pozwolić sobie na pełną koncentrację. Oprócz oczywistych motywów kryminalnych, zdecydowanie istotniejsza wydaje się tu obudowa społeczno-obyczajowa i głośne mówienie o pewnych przedawnionych i być może już zapomnianych faktach, takich jak polsko-białoruskie antagonizmy. Tym bardziej, że profilerka, tak naprawdę swoim fachem w tym tomie popisać się nie może. Bardziej niż śledczą, staje się ona podejrzaną.


PR Bondy nie zawodzi – autorka niewątpliwie przeżywa swoje pisarskie pięć minut i wyciska z niego tyle, ile się da – z wielką korzyścią dla miłośników jej twórczości. Z  zaciekawieniem oczekiwać będę kolejnych tomów tetralogii, mając jednak nadzieję, że żaden nie przekroczy 1000 stron. Zdaję sobie sprawę z  konieczności skrupulatnego zarysowania niektórych wątków, by nie zostawiać czytelnika samopas z siatką domysłów, wydaje się jednak, że na dłuższą metę ta nadobfitość może okazać się męcząca. W Okularniku jest motywowana koniecznością – i wcale to wartości książki nie przekreśla, a wręcz ją podnosi. Łatwo jednak popaść w  przyzwyczajenie do snucia narracji rozwlekłych zupełnie niepotrzebnie – mam szczerą nadzieję i głęboko wierzę, że Bondzie to jednak nie grozi.

Polecam, nawet jeśli Pochłaniacz troszkę Was rozczarował. Tutaj jest znacznie lepiej. Poprzeczka ustawiona została bardzo wysoko.





wtorek, 30 czerwca 2015

Pochłaniacz – Katarzyna Bonda




Do Polski po siedmiu latach pracy w  Wielkiej Brytanii w  Instytucie Psychologii Śledczej w Huddersfield do polski wraca utalentowana profilerka Sasza Załuska. Mimo podjętej przed laty decyzji o odejściu z  policji, powrót do kraju na powrót angażuje ją w śledztwo sięgające korzeniami początku lat dziewięćdziesiątych. Sprawa jest trudna i delikatna, bowiem związana z  jedną z  najprężniej działających wówczas trójmiejskich mafii, posiadającą wpływy niemalże wszędzie. Załuska musi podjąć się zbadania tropów współczesnej zbrodni, które bezustannie odsyłać ją będą do przeszłości i popełnionego wówczas morderstwa.

Kwestia niełatwa, bowiem pracy nie będą ułatwiać ani skorumpowani policjanci, ani świadkowie lękający się o własne życie. Puste ślady mnożą się i zaskakują, zmuszając nie tylko profilerkę, ale także podejrzanych do podejmowania decyzji niełatwych i wyznań nieoczekiwanych.

Gdy w  Igle zostaje znalezione ciało martwego mężczyzny i żyjąca jeszcze, choć w  ciężkim stanie, kobieta wskazująca na mordercę, wydaje się, że dochodzenie nie będzie należało do skomplikowanych. Okazuje się jednak, że tam gdzie w  sprawę zaangażowana jest mafia, a jedynym dowodem jest zwodnicza pamięć ofiary, nie może być mowy o prostocie.

Mam wielki szacunek do rzemieślniczej pracy wykonanej przez Bondę, uwypuklającej jej niezwykły szacunek do czytelnika. Fakty opisane są szczegółowo, tło zarysowane na tyle detalicznie na ile jest to możliwe, by nie zatracić głównej linii narracyjnej i nie przekroczyć delikatnej granicy przegadania, bohaterowie mają swoje historie i bogate życiorysy, a główna historia jest tak wielowątkowa i spójna, że autorce można jedynie gratulować samodyscypliny, wysiłku włożonego w  uporządkowanie opowieści i talentu do snucia narracji długiej, aczkolwiek wcale nie nużącej. 

Nie jest to może kryminał, który porywa i – sic! – pochłania bez reszty, ale na pewno książka warta spędzonych z nią godzin, przemyślana i niezwykle  spójna,  w której widać ogrom pracy włożonej przez autorkę, by zadowolić wymagającego i niegłupiego czytelnika. Wprowadzenie do gatunku postaci profilera znacząco wpływającego na losy śledztwa, a na dodatek będącego niezwykle utalentowaną i samodzielną kobietą, a więc zabieg stanowiący przekorne przekreślenie niemej tradycji powieści kryminalnych, w  których główną postacią był dotąd mężczyzna, a silne kobiety jedynie mniej lub bardziej skutecznie próbowały wyłaniać się z tłumu, było posunięciem bardzo dobrym.


Bondę polecam, ciekawa kolejnego tomu – grubszego, a więc – mam nadzieję – jeszcze lepiej osadzonego i merytorycznego. 

czwartek, 21 maja 2015

Błąd w zeznaniach – Sophie Hannah


Sophie Hannah została wybrana przez dziedziców Agathy Christie do napisania kontynuacji przygód Poirota – Inicjałów zbrodni.

Powieść wyszła jej na tyle zgrabnie (choć nieco zbyt krwawo), że teraz autorka ze spokojem może pracować w Polsce na własne nazwisko, mając już zapewnioną rozpoznawalność (książki wydawane przez Inicjałami… nie zrobiły u nas oszałamiającej kariery, nie były tak rozpoznawalne jak z  pewnością będą kolejne). Cieszę się, że było mi dane zmierzyć się z  piórem autorki, bo teraz – tworząc swój kolejny projekt literacki, odseparowany od przygód Poirota – pozwoliła mi się poznać od jeszcze lepszej strony.

Ilu z nas ma sekrety, o których nigdy nikomu nie powie, nie wyłączając najbliższych przyjaciół? Ilu z  nas potajemnie jest członkiem jakiegoś forum, szuka bratniej duszy lub łatwych podniet w Internecie? Ilu z  nas nakrywa się na myślach, które wstydziłby się wypowiedzieć na głos, a których ujawnienie wiązałoby się z  ogromnym wstydem? Pewnie wielu.

Dla takich osób powstają strony takie jak IntimateLinks, gdzie można znaleźć dosłownie wszystko i wszystkich – pod maską anonimowości odkryjemy ludzi o podobnych preferencjach, zainteresowaniach, problemach, pragnieniach, z  którymi będziemy mogli podzielić się tym, czego za nic nie powiedzielibyśmy bliskim, nie chcąc narażać się na ocenę.

Ze strony tej korzysta także  Nicki Clements, czterdziestodwuletnia żona i matka, wdająca się w  internetowy romans i cyberseks najpierw z  Królem Edwardem, później Gavinem, który przyznaje się do bycia Damonem Blundym - kontrowersyjnym publicysta, autor niezwykle kąśliwych felietonów, które co rusz przysparzają mu nowych wrogów. Mężczyzna w  opinii swoich dwóch byłych żon nie potrafi kochać ani zachowywać się z  czułością. Dlaczego więc będąc Gavinem, jawi się jako zupełnie inna osobowość? Być może wcale nie jest tym, za kogo się podaje?
 
Te oraz wiele innych pytań ewokuje nagła śmierć prawdziwego Blundy’ego – zamordowanego w  bardzo niecodzienny sposób – wykorzystano nóż, jednak nie do dźgnięcia, a do… uduszenia. Jakby tego było mało, sprawca pozostawił na miejscu zbrodni zagadkowy napis stworzony czerwoną farbą, hasło do komputera zamordowanego, a także – sic! – selfie z denatem.
Jaka wiadomość kryje się w  mieszkaniu Blundy’ego? Co chciał udowodnić morderca i jakie sekrety miał nieboszczyk? Który z  setek wrogów ma jego krew na rękach?

Błąd w zeznaniach skutecznie przykuł moją uwagę, rozbudził wielkie zainteresowanie, a ja dałam się porwać intrydze. Ze spokojnym sumieniem mogę powiedzieć, że to jeden z lepszych thrillerów psychologicznych (choć ja chyba raczej wolałabym nazwać go klasycznym kryminałem), jaki ostatnio czytałam. Bohaterowie są poturbowani przez życie, ich portrety psychologiczne są pełne i niejednoznaczne, przeszłość snuje się za nimi jak cień, nie dając o sobie zapomnieć.

Hannah ma niesamowicie lekkie pióro, z  łatwością pozwala czytelnikowi na wejście w  tekst, snuje opowieść płynnie i bez przestojów, gwarantując nieoczywiste rozwiązania. Autorka co rusz myli tropy, komplikuje wątki, a to wszystko za sprawą specyficznej narracji – czytelnik jednocześnie jest świadkiem trudnej sytuacji policji, której jedyną poszlaką jest dziwnie zachowująca się właścicielka srebrnego audi, widziana w  pobliżu miejsca zbrodni, z drugiej zaś strony śledzi jej losy – kobiety, która nieustannie wzbudza w  sobie poczucie winy za grzeszność. Jaka to grzeszność? U Hannah nic nie jest oczywiste, a w  jej powieści nie sposób dostrzec jakichkolwiek braków.

Jeśli szukacie naprawdę dobrej, przemyślanej, spójnej kompozycyjnie i fabularnie, obfitującej w zwracających uwagę bohaterów powieści – ta książka z  pewnością spełni wasze oczekiwania. Nie mogę doczekać się lektury kolejnych!

Z  Hannah sprawa jest bowiem bardzo prosta: apetyt rośnie w  miarę jedzenia! Dlatego uważajcie! Jeśli już raz zakosztujecie jej prozy, trudno będzie Wam się oprzeć, a dieta oparta na jej książkach to mocny stymulator emocjonalny.

Autorka w  tym tygodniu odwiedzi Polskę, jeśli macie więc ochotę, czas i możliwości – serdecznie zapraszam ja i sama Hannah:







poniedziałek, 8 września 2014

Inicjały zbrodni – Sophie Hannah


Tytuł: Inicjały zbrodni
Autor: Sophie Hannah
Wydawnictwo: Literackie
ISBN: 978-83-08-05391-1
Ilość stron:
360
Cena:
30,40zł
Data premiery: 11 września 2014.

Niemalże 40 lat po premierze ostatnich przygód Poirota, na światowej scenie pojawia się kolejna powieść z udziałem tego detektywa wszech czasów. Spisaniem jego przygód zajął się nie kto inny, jak Sophie Hannach, wybrana do tego zadania przez spadkobierców Agaty Christie, zgodnie twierdzących, że nikt inny tak dobrze nie sprawdzi się jako kontynuator dokumentowania perypetii Małego Belga, jak uznana pisarka wychowana na kryminałach anglosaskiej autorki.
Także ja i wychowałam się na jej powieściach, zatem wieść o ponownym oddaniu głosu Poirotowi była dla mnie piorunująca – z miejsca pojawił się szereg obaw, ale i nadziei na świetne projekty literackie, które będą nie lada gratką dla fanów, ale też ogromnym hołdem złożonym samej autorce.
Sumiasty, czarny wąs, szare komórki zdolne rozwikłać dowolną zagadkę, wysokie poczucie własnej wartości, nieco irytujący ton i fenomenalny zmysł obserwacji, to cechy, które wyróżniają Poirota spośród innych detektywów. To one sprawiły, że wiele lat temu Mały Belg umościł się wygodnie w mojej głowie i ani myśli z niej wyjść.
A jego ani myślą opuścić przygody – gdy na emeryturze spędza wieczór w londyńskim hotelu, gdzie delektuje się smaczną kolacją, z miejsca zaangażowany zostaje do rozwiązania niełatwej, jak się okaże, sprawy. Pewna kobieta, której poruszenie mocno go zainteresowało, a wrodzona ciekawość nie pozwoliła pozostawić sprawy bez wyjaśnienia, wyznaje mu, że grozi jej śmiertelne niebezpieczeństwo. Mimo wyraźnego poruszenia, błaga detektywa, by nie próbował szukać mordercy, bo jej śmierć jest konieczna. Jej relacja stanowi tak mocno chaotyczną szarpaninę słowną, że detektywowi z trudem przychodzi wysunięcie z niej rozsądnych wniosków. Sprawa okazuje się tym bardziej osobliwa, że tego samego wieczoru, w innym hotelu, popełnione zostaje trzykrotne morderstwo, o którym wieść szybko dociera do mężczyzny. W ustach ofiar zabójca pozostawił spinki do mankietów z grawerem PJI. Tym razem, w dochodzeniu pomaga Poirotowi (choć powinno być odwrotnie) Catchpool, przedstawiciel Scotland Yardu.
Jaki związek mają ze sobą obie sprawy? Czy Poirotowi uda się rozwiązać zagadkę, zanim dojdzie do kolejnego morderstwa?
Na te pytania odpowiedzi poznacie dopiero, gdy wejrzycie tej książce pod okładkę, a zaręczam, że warto.

Jak poradziła sobie Hannah z tym ogromnym wyzwaniem jakim jest próba dorównania do poziomu Christie, by całość nie wypadła blado?
Muszę przyznać – doskonale.
Inicjały zbrodni, pomimo kilku odstępstw od charakterystycznego rytmu powieściowego Christie, jakim jest przede wszystkim długość historii (około 350 stron przy dużym formacie, podczas gdy u Christie było to około 250 stron) i rozbudowanie wątków, a także osadzenie w roli narratora Catchpoola, a nie jak było to dotąd – narratora wszechwiedzącego (nie ukrywam, że do formy narracji zastosowanej przez Hannah bardzo ciężko było się przyzwyczaić, a dodatkowo sprawiała ona, że ułuda czytania Christie zanikała – dość nieudany zabieg), są książką bardzo sprawnie napisaną, wierną rozwiązaniom fabularnym znanym z tekstów Królowej Kryminału i – gdyby nie owe niedopatrzenia (specjalne zastosowania?) – wręcz łudząco podobną do oryginału.
Spadkobiercy Christie nie pomylili się – Hannah to właściwa autorka, na właściwym miejscu.
Nic nie uroniła z pewności siebie, kultury osobistej, impertynencji i analitycznego umysłu Poirota, który lubował się w popisywaniu się swoją wiedzą i zdolnością od odkrywania prawdy, nawet tej najbardziej wymyślnej. W Inicjałach zbrodni czuć atmosferę znaną z książek Christie, namacalne jest podobieństwo postaci, a ewentualne różnice są niezauważalne i zupełnie bez znaczenia. To wręcz lustrzane odbicie, które jednak w pewien sposób zostało zniekształcone – skazą na powieści jest bowiem jednocześnie jej najmocniejsza strona… Poirot. Autorka tak silnie chciała oddać jego najbardziej charakterystyczne cechy, że w którymś momencie miarka się przebrała, sprawiając, że detektyw –  dotąd irytujący jedynie dla innych bohaterów – teraz stał się  denerwujący także dla czytelników. Uwielbiałam tę zarozumiałość Poirota i jego wrodzoną  nieomylność, u Hannach zaś mocno mnie ona drażniła, sprawiała, że Poirot wydawał się… sztuczny, nieswój, obcy i przesadzony.
Cieszę się, że wydawcy zachowali charakterystyczne logo znane z niemalże wszystkich wydań książek o Poirocie, choć przyznaję, że nieco mylące jest wyolbrzymienie jej nazwiska na niekorzyść prawowitej autorki, ale marketingowo to zdecydowanie jasne i – jak sądzę – najlepsze rozwiązanie. Sprawi jednak, że Hannah nie będzie oceniania jako samodzielna autorka, a jako naśladowczyni – dla jednym mniej, dla innych bardziej wiarygodna.
Z niecierpliwością oczekuję kolejnych przygód Poirota, a Was zachęcam do szybkiego odwiedzenia księgarni i zrobienia miejsca na półkach – będzie Wam w najbliższym czasie potrzebne, zwłaszcza, że format znacząco wybiega od formatu książek samej Christie;)





wtorek, 25 marca 2014

Dwanaście słów – Jan Jakub Kolski


Tytuł: Dwanaście słów
Autor: Jan Jakub Kolski
Wydawnictwo: Wielka Litera
ISBN: 9788364142178
Ilość stron: 276
Cena: 29,90 zł
Przedziwna to książka, powieść płynąca jak kolejny autorski film Kolskiego, w którym co rusz zmieniają się klatki: szatkowana, z przybliżaniem kamery, ujęciami z daleka, podglądająca ludzkie losy z wyjątkowej perspektywy.
Te oniryczną wędrówkę otwierają sceny obrazoburcze: duchowa miłość zakonnicy do Jezusa, który kiedyś ocalił ją z płomieni, zmienia się w cielesną, erotyczną; to co czyste, staje się przyczyną jej grzechu; to co dla jednych jest wewnętrznym wytchnieniem, dla niej - fizyczną męką. Zakonnica, by nie przedłużać cierpień, ucieka wraz z obrazem budzącym w niej pożądanie, przybierając maskę zupełnie innej osoby.
Ucieka w kolejną przestrzeń pełną niebezpieczeństw, ostatecznie znajdując schronienie u wiejskiego nauczyciela muzyki, który, próbując uporządkować swój świat, narzucił mu niezmienny rytm: dwanaście słów dziennie miało wystarczyć do komunikacji.  Marianna staje się jego służącą, zmuszoną do codziennego oglądania życia skażonego grzechem i nieujawnionym cierpieniem.
Kobieta, ledwo uciekła, zaczęła tłumaczyć swój brak czasu na modlitwę licznymi obowiązkami – jakże to ludzkie, jakże znane, jakże oddalające ją od niegdysiejszej miłości w stronę erosa. Buzujące w Mariannie od dawna pożądanie, zaczęło szukać źródła ujścia – nie pomagały znalezione pornograficzne obrazki, widok oddającego się fizycznej miłości Fryderyka – kobieta uległa, początkowo czując do siebie jedynie pogardę, stopniowo jednak, zagłuszyła swoje wyrzuty sumienia. Grzechy usprawiedliwiała swoim człowieczeństwem, uzależnieniem, niemożnością wygrania z pokusami, aż wreszcie z wymówek rezygnuje, oddając się codzienności takiej, jaką zbudowała.

W budowaniu nowego świata duża rolę odgrywa Fryderyk, który perfekcji szuka nie tylko w kompozycjach muzycznych, które tworzy dla umierającego Kazia Mączki, lecz także w stosunkach czy trywialnie – w rozmieszczeniu składników na kanapce. Życie ustabilizowane to coś, co ma sprawić, że zapomni o bolesnej afrykańskiej przeszłości.
A tym co nam, czytelnikom o niej przypomina jest przede wszystkim okładka książki: na pozór chaotyczna, w rzeczywistości obwarowana sensem. Buduje ją zarys Afryki, otoczony owocami granatu – symbolem płodności, ale też uwięzienia – być może w pożądliwościach, być w może w tym, co minione. Prawą stronę konturu współtworzy wpisany w niego profil kobiecy – tak wkomponowany, że połowa twarzy, jak i włosy są na nim zasłonięte, sugerując, że być może jest to odbicie zakonnicy odzianej w habit, a być może – kogoś, kogo losy nieodłącznie przeniknięte są z czarnym lądem. Okładka otwiera mnogość odczytań, a to co wybierzemy, zależy jedynie od naszej interpretacji tekstu, z którym niewątpliwie koresponduje.

Z całą pewnością jest to utwór, w którym uleganie pokusom odsłania fałszywy świat relacji społecznych, opartych na przekupności, zdradach, hipokryzji. Coś takiego jak normy w opisywanej wsi właściwie nie istnieje – są one jedynie pozorowane, na wypadek gdyby ktoś, kiedyś zaczął zadawać pytania. Nie sposób nie zauważyć jego filmowości – dialogi są niczym wyrwane ze scenariusza, potęgując wrażenie jakoby czytelnik znalazł się właśnie w samym centrum planu filmowego, w którym ktoś zarządza światem przedstawionym, reżyseruje go i pociąga za sznurki, dążąc do ostatecznego – perfekcyjnego – ujęcia. A w nim świat zepsuty, pozbawiony wartości, zgniły od wewnątrz, epatujący beznadzieją, pornografią i wulgarnością.

Książkę tę czyta się, doświadczając całej gamy uczuć – od znużenia, przez zainteresowanie, obrzydzenie, odrzucenie aż do zadziwienia całokształtem.
Polecam, choć nie będzie to lektura…. zwyczajna.

czwartek, 17 października 2013

Syrenka – Camila Lackberg

Tytuł: Syrenka
Autor: Camilla Lackberg
Wydawnictwo: Czarna Owca
ISBN: 9788375545104
Ilość stron: 488
Cena: 29, 90 zł

Z Camillą Lackberg zaczęłam zupełnie nie po kolei.
Wpierw sięgnęłam po Zamieć śnieżną i woń migdałów, książkę tak samo krótką, jak wtórną. Niczym niezrażona zdecydowałam się na sięgnięcie po Syrenkę, wszak fenomen szwedzkiej autorki nie wziął się znikąd.  Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że to 6 część serii! Nic na to nie wskazywało, czytałam jakby to była książka wcale nienależąca do żadnego większego uniwersum – ot, ciekawa [bardzo!] historia, którą chłonęłam jak najlepszy rarytas, nieświadoma tego, że znów nie czytam linearnie. Wniosek z tego taki, że wcale nie trzeba! Nie czuję się poszkodowana, nie mam poczucia uronienia czegoś niezwykle ważnego, jedynie pewny żal, że dotąd byłam ślepa na teksty tak dobrej autorki, jak sugeruje to Syrenka. Cieszę się jednak, że mam ten przywilej i możliwość sięgnięcia do tomów poprzednich, a także luksus odkrywania nieznanych mi dotąd terytoriów literatury.
Czuję, że Lackberg na dobre umościła się w mojej głowie.

Goszcząc we Fjallbace po raz pierwszy, od razu stałam się świadkiem morderstwa popełnionego na mężczyźnie, w niewyjaśnionych okolicznościach. Policja bezskutecznie szukała denata przez kilka miesięcy, a w sercu jego żony wciąż kotłowała się nadzieja na odnalezienie go w pełni sił i zdrowia. Jej nadzieje prysły wraz z przypadkowym trafieniem przez przechodnia na zwłoki zamordowanego w jeziorze skutym lodem.
Choć sprawa od początku wydawała się niejasna, skomplikowała się jeszcze silniej, gdy okazało się, że przyjaciele zamordowanego od miesięcy dostają listy z pogróżkami, a teraz anonimowy sprawca od teorii zaczyna przechodzić do czynu.
Co łączy wszystkich bohaterów oprócz nici przyjaźni? Tego próbuje się dowiedzieć śledczy Patrik, wspierany przez swój zespół oraz niezwykle bystrą i pomysłową żonę, związaną zawodowo z jednym z mężczyzn straszonych anonimami.
Ich dochodzenie poprowadzi ich daleko w przeszłość, pamiętającą wiele niewypowiedzianego cierpienia i tragedii.
Mimo że ostatecznego rozwiązania domyśliłam się bardzo szybko, w żaden sposób nie przeszkodziło to lekturze: wiele wątków było dla mnie bowiem niejasnych do samego końca, próbowałam szukać motywacji, kluczyłam, łamałam sobie głowę, a i tak autorka wyprowadziła mnie w pole, lokując źródło prześladowań w zupełnie innym miejscu.


Autorka zakończyła tom klasycznym cliffhangerem. Zawiesiła akcję w momencie zdaje się finałowym, przez co doprowadziła mnie niemalże do furii z tego powodu, że nie miałam akurat pod ręką części kolejnej, która z pewnością rozwiałaby moje wątpliwości co do rozwiązania. Z niecierpliwością i ogromnym wyczekiwaniem melduję gotowość sięgnięcia po kolejne części bez poznania wpierw tomów rozpoczynających serię. Takiego napięcia długo nikt by nie wytrzymał.
Bohaterowie zarysowani przez Lackberg to wielkie indywidualności, zbudowane z troską o szczegóły. Co zwróciło moją uwagę, to poświęcanie sporo miejsca na wątki obyczajowe i związki głównych bohaterów z kobietami, a także na wpływ relacji z przeszłości na ich teraźniejsze życie. Nie chodzi jedynie o relacje erotyczne, ale też związki matka-syn, siostra-brat i in. To one okazują się niezwykle ważnymi elementami, zbadanymi przez autorkę z dużą pieczołowitością i troską o szczegóły. Dzięki dobrze zarysowanemu tłu, postaci są o wiele bardziej wiarygodne i rzeczywiste, a ich problemy jawią się jako realne i ważne.

Bardzo, bardzo dobry kryminał, po mistrzowsku poprowadzona fabuła, doskonały warsztat pisarski, a do tego prawdziwie mrożąca krew w żyłach historia człowieka nękanego przeszłością. Nie dziwi, że Lackberg to jedna z najjaśniejszych gwiazd kryminalnego firmamentu, ciesząca się niepomierną popularnością. Choć jestem po lekturze dopiero dwu książek jej autorstwa, mogę śmiało powiedzieć, że każda z nich wywołuje głód kolejnej, nigdy niezaspokojony.

niedziela, 22 września 2013

Minione wieki, tajemnice zabytkowych komnat. Chcesz wejść? - "Posiadłość" - Maggie Moon


Tytuł: Posiadłość
Autor: Maggie Moon
Wydawnictwo: Novae Res
Udostępnienie: Autorka
ISBN: 9788377225721
Ilość stron: 294
Cena: 33 zł



Posiadłość Maggie Moon, to literacki debiut dwudziestotrzyletniej autorki skrywającej się pod tym intrygującym pseudonimem. Chciałoby się dodać – debiut rewelacyjny i bardzo obiecujący. Rzadko zdarza się, by początkujący twórca potrafił swój doskonały projekt literacki przenieść ze sfery wyobrażeń do rzeczywistości, nie czyniąc krzywdy samej historii, która przecież „tak dobrze brzmiała w myślach, a tak źle prezentuje się na papierze”. Moon się udało – dzięki frapującej historii, którą zdecydowała się opowiedzieć, porwała mnie na kilka godzin do świata pachnącego historią i tajemnicą.
Zara Dormer, to utalentowana i obiecująca studentka malarstwa na Wyższej Akademii Sztuk. Dzięki wsparciu rodziców, którzy za punkt honoru postawili sobie dać swojej córce to, co najlepsze, udało jej się pobierać nauki na tej prestiżowej uczelni, zrzeszającej w swoich murach młodych ludzi z wyższych kręgów, mimo że sama pochodziła z nizin społecznych. To właśnie jej proweniencja  stała się przyczyną szykan ze strony znajomych, którzy zaślepieni mamoną, nie potrafili ujrzeć w niej prawdziwej artystki – w ich mniemaniu nie miała prawa należeć do ich towarzystwa, toteż skutecznie ją z niego wykluczyli.
Dzięki wsparciu finansowemu Dory – swojej najlepszej przyjaciółki – młodej malarce udało się wziąć udział w warsztatach organizowanych w posiadłości Debrettów – rodziny tyle inspirującej, co kontrowersyjnej. Wstęp na ich włości mają jedynie nieliczni, toteż ów wyjazd staje się dla Zary szczególną szansą i nobilitacją. Oprócz nauk, które będzie mogła pobierać od jednego z najważniejszych malarzy współczesnych, bohaterka liczy na uporanie się ze śmiercią swojej młodszej siostry.
Pierwsze chwile spędzone w zabytkowej posiadłości upływają jej pod znakiem oczarowania klimatem i magią miejsca, w którym się znalazła. Szybko jednak dziewczyna zaczyna czuć się nieswojo – bynajmniej nie z powodu stałych uszczypliwości dosięgających ją ze strony innych kursantów, lecz przez wzgląd na właścicieli i dziwne wrażenie bycia pod stałą obserwacją.
Umiejętności Zary, takie jak wyjątkowa spostrzegawczość, które w jej artystycznej pracy są atutem, w posiadłości okazały się jej przekleństwem, doprowadzającym do odkrycia sekretów, które nigdy nie miały wyjść na jaw. Dziewczyna przez swoją przenikliwość i zmysł obserwacji, stała się nieproszonym gościem, którego za wszelką cenę należy zmusić do milczenia.
Narracja prowadzona jest dwutorowo, dzięki czemu równolegle poznajemy historię współczesną jak i mamy wgląd w retrospektywne wizje sięgające XIX wieku.
Moon decydując się na poprowadzenie fabuły śladem powieści grozy, strzeliła w dziesiątkę. Misterna tajemnica skrywana od lat w budynku pamiętającym minione epoki, dumni właściciele, wystawne bale, tajemne przejścia, podziemne lochy, legenda o wygłodniałych wilkach i naiwnych dziewczętach zapuszczających się głęboko w las: to elementy, które przywodzą na myśl zarówno wiktoriańskie opowieści, jak i horrory inicjowane przez Poego. Autorce udało się zbudować synkretyczny i formalnie nawiązujący do wielu wcześniejszych tekstów kultury utwór, który zaskakuje i staje się obietnicą pojawienia się na świetlistym niebie polskiej literatury kolejnej gwiazdy – oby świecącej jak najdłużej i jak najjaśniej.

Polecam Wam debiut tej młodej pisarki – jeśli tylko nie boicie się wędrować po minionych epokach i tajemniczych piętrach wiekowych posiadłości.

 ________________
Książka przeczytana w ramach nowych wyzwań Śląskich Blogerów Książkowych.

czwartek, 11 kwietnia 2013

Człowiek nietoperz – Jo Nesbø


Tytuł: Człowiek nietoperz
Autor: Jo Nesbø
Wydawnictwo: Dolnośląskie
ISBN: 978-83-2459-373-6
Rok wydania: 2012
Ilość stron: 344
Okładka: miękka ze skrzydełkami
Cena: 34,90 zł





Jo Nesbø, to nazwisko, które od pewnego czasu w świecie literatury kryminalnej funkcjonuje jako kultowe.
Książki, które wyszły spod pióra tego jednego z najpopularniejszych pisarzy skandynawskich, to dzisiaj zdecydowane jedne z najbardziej cenionych w swoim gatunku.
Sama postać Nesbø jest niebywale interesująca. Z wykształcenia jest on ekonomistą, zawodowo związał się jednak z branżami: maklerską i dziennikarską, po to, by po jakimś czasie porzucić je dla pisania – prawdziwego zewu krwi.
Jakby tego było mało, Nesbø jest muzykiem rockowym i członkiem, a jednocześnie autorem tekstów zespołu Di Derre. Na swoim koncie ma już solową płytę, jednak to nie ona przyniosła mu sławę.
Prawdziwą popularność zyskał twórca za sprawą swojej kryminalnej serii, której bohaterem jest komisarz Harry Hole. Pierwszy tom owego cyklu stanowi Człowiek nietoperz.
W Polsce zainteresowanie twórczością Nesbø ma coraz szerszy zasięg – wszystko za sprawą rosnącej renomy literatury skandynawskiej w naszym kraju i na świecie. Wystarczy wspomnieć, że autor jest zdobywcą szeregu reprezentatywnych nagród i nominacji, takich jak nominacja do Nagrody im. Edgara Allana Poe za Trzeci klucz czy też na naszym podwórku - honorowa Nagroda Wielkiego Kalibru podczas Międzynarodowego Festiwalu Kryminału we Wrocławiu. Ponadto na kanwie jednej z jego powieści – Łowców głów – powstał głośny film, w którym główną rolę odegrał Aksel Hennie.

Człowiek nietoperz, to bardzo dobry początek mrocznego cyklu kryminałów, w skład którego wchodzą także: Karaluchy, Czerwone gardło, Trzeci klucz, Pentagram, Wybawiciel, Pierwszy śnieg, Pancerne serce i Upiory.
                         
Bohaterem powieści jest Harry Hole, norweski detektyw, którego wezwano do Sydney, by wraz z miejscowymi organami ścigania, rozwiązał sprawę zabójstwa Inger Holter, pochodzącej z jego kraju.
Na ulicach Syndey spotyka on wiele osób charakterystycznych dla tego miejsca: pederastów, ekshibicjonistów, prostytutki i in. Dewiacja seksualna stoi tutaj na porządku dziennym, dlatego też nikogo nie dziwią ani częste zabójstwa na tym tle, ani gwałty.
Sprawa Inger wydaje się być jednak inna – wiele wskazuje na to, że padła ona ofiarą seryjnego mordercy; psychopaty charakteryzującego się wielkim sprytem i doskonale się kamuflującego. Harry zderzony z  mroczną rzeczywistością Sydney, odwiedza szereg podejrzanych miejscówek: lokali i domów publicznych, a natłok informacji w nich uzyskanych sprawia, że nie od razu potrafi on połączyć je w spójną całość.
Gdy jednak mu się to udaje, okazuje się, że w tej sprawie ma o wiele więcej do stracenia, niż mógłby początkowo przypuszczać.
Rozpoczyna się ekscytująca podróż w głąb umysłu seryjnego mordercy, próba zrozumienia mechanizmu jego postępowania i, prawdopodobnie, ocalenia wielu niewinnych istnień.

Pierwszy tom cyklu stanowi doskonałe preludium do kolejnych części. Akcja jest dynamiczna, napięcie utrzymane na stałym poziomie. Nie brak w książce tej także fragmentów o charakterze sentencjonalnym, co jest dość nietypowe dla tego gatunku. Ponadto Nesbø po wielokroć gra z konwencją, wplatając w narrację zwroty typu: „w kryminałach detektywi często popełniają ten błąd, że….”, podejmując tym samym próbę zbudowanie wrażenia autentyczności narracji, jej realizmu, swoistego umownego zerwania z jej fikcjonalnością.
Postać głównego bohatera wydaje się niezwykle interesująca. Póki co, autor zarysowuje nam jego sylwetkę w sposób bardzo ogólny, jednak mam nadzieję, że to również zapowiedź rozwinięcia pewnych wątków w tomach kolejnych.
Co jeszcze zwróciło moją uwagę, to wstawki społeczno-polityczne. Nesbø podejmuje trudną kwestię sytuacji Aborygenów i wątku terra nullius – ziemi niczyjej. Zabranie głosu w tym temacie jest niezwykle cenne: oświetla sprawę z zupełnie nowej perspektywy, zmuszając tym samym czytelnika do chwili zastanowienia się nad problemem, a być może także i do jego zgłębienia.



Polecam serdecznie!

Zachęcam także do odwiedzenia strony autora:


piątek, 22 marca 2013

Kot wśród gołębi - Agatha Christie


Tytuł: Kot wśród gołębi
Autor: Agatha Chrisie
ISBN: 978-83-245-9277-7
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Rok wydania: 2013
Cena: 24,90zł
Ilość stron: 272



W Meadowbank rozpoczyna się właśnie trzeci trymestr nauki. Do szkoły zjeżdża się gros wpływowych rodziców wraz ze swoimi dziećmi, które mają albo rozpocząć, albo kontynuować naukę w tej renomowanej placówce oświatowej. Wówczas nikt z przyjezdnych nie domyśla się jeszcze, jak dalece ten okres nauki będzie różnił się od wszystkich innych.
W niedługim czasie prestiżową szkołą wstrząsa wydarzenie, które całkowicie wybija grono pedagogiczne oraz uczniów z rytmu i utartych schematów działania: w pawilonie sportowym odnalezione zostaje ciało zamordowanej nauczycielki gimnastyki.
Podejrzanych oraz sensownych motywów brakuje, a sprawa komplikuje się jeszcze bardziej, gdy jedna z uczennic zostaje porwana, a niewiele później dochodzi do kolejnego zabójstwa…
Wydaje się, że losy szkoły są już przesądzone: kto bowiem chciałby posłać swoje dziecko w takie miejsce i uiszczać za to ogromną wpłatę?
Sprawę próbuje rozwiązać miejscowa policja, w miarę możliwości unikając większego rozgłosu. Sytuacja jest jednak nader nietypowa: okazuje się, że opowieści o szejkach, ukrytych klejnotach i księżniczkach, to nie tylko historie zaczerpnięte rodem z Baśni z tysiąca i jednej nocy, lecz także autentyczne wydarzenia, toczące się właśnie w Londynie.

Kot wśród gołębi, to jedna z najbardziej nietypowych książek Agathy Christie z serii z Poirotem. Autorka w wielu kwestiach odchodzi bowiem w niej od utartego schematu. Przede wszystkim pierwsze morderstwo zostaje popełnione stosunkowo późno – spora część powieści stanowi przydługi wstęp, będący nakreśleniem historii rewolucji w Ramacie, w wyniku której ginie książę, a część jego rodziny musi wyjechać, a także stanowiącej zapis obyczajów panujących w Meadowbank, pracowników szkoły, uczennic, ich codziennych zajęć i obowiązków.
Ponadto sam Herkules Poirot wchodzi na scenę niejako w końcowym akcie. Książka nie jest świadectwem jego dedukcji i próbą odnotowania sposobu, w jaki dochodził do rozwiązania sprawy – jest raczej snującą się wcześniej opowieścią o próbie znalezienia mordercy, w którą Mały Belg zostaje wciągnięty przez zupełnie niespodziewaną osobę. Mimo różnicy w tych dwu kwestiach między Kotem w wśród gołębi a innymi książkami z serii, powieść na niczym nie traci. Wręcz przeciwnie – zyskuje na zaskakującym rozwiązaniu i równie niespodziewanym wprowadzaniu bohaterów na scenę głównych wydarzeń. Staje się jeszcze ciekawsza i wciągająca, bowiem wraz z pojawieniem się detektywa snop podejrzeń zostaje rzucony na kolejne osoby, a dalsze zwroty akcji są już tylko kwestią czasu.

czwartek, 21 marca 2013

Uśpione morderstwo – Agatha Christie


Tytuł:Uśpione Morderstwo
Autor: Agatha Christie
ISBN: 978-83-245-9276-0
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Rok wydania: 2013
Ilość stron: 232
Cena: 24,90zł




Agatha Christie, zwana przez wielu Królową Kryminału, to od wielu lat także moja absolutna mistrzyni.
Fenomen tej pisarki jest jak najbardziej uzasadniony pokaźnym dorobkiem pisarskim,  od pokoleń fascynującym czytelników w różnym wieku, którzy mimo upływu lat wciąż zachwycają się jej twórczością.
Christie stworzyła serię kryminałów unikatowych, a przy tym uniwersalnych. Są one niezwykle tradycyjne, co w dużej mierze powoduje, że do tej pory się nie zdezaktualizowały, a ich czytanie sprawia (i pewnie jeszcze długo będzie sprawiać) ogromną przyjemność.
Są one pożywką dla szarych komórek oraz wielkim ukłonem w stronę czytelnika, którego autorka nie traktuje jak półinteligenta (co czyni wielu twórców kryminałów), któremu wszystkie rozwiązania należy podać na tacy, lecz jak osobę zdolną do samodzielnego myślenia i dedukcji, przy delikatnych sugestiach naprowadzających na właściwy trop. Choć Christie napisała wiele książek wpisujących się w ten gatunek, często dość schematycznych i powtarzalnych, niezwykle rzadko udawało mi się przewidzieć ich finał. Zaświadcza to jedynie o talencie autorki do budowania opowieści nieprzewidywalnych, a przy tym niesłychanie spójnych i głęboko osadzonych w konwencji kryminału..
Uśpione morderstwo, to jedna z tych lektur, której zakończenia wytrawny i spostrzegawczy czytelnik jest się w stanie domyślić stosunkowo szybko. Nie stoi to jednak na przeszkodzie w dalszym czerpaniu przyjemności z lektury, a wręcz przeciwnie – pozwala śledzić tok myślenia autorki i jej sposób kreowania świata przedstawionego.

Uśpione morderstwo, to jedna z książek z serii z niezrównaną Panną Marple w głównej roli. Ta niepozorna staruszka, po raz kolejny znajduje się w samym centrum wydarzeń osadzonych wokół zabójstwa. Tym razem jednak, sprawa sięga daleko w przeszłość, a jej ponownie rozdrapanie może stać się przyczyną ogromnego nieszczęścia…

Panna Marple pojawia się na scenie utworu znienacka. Początkowo poznajemy Gwendę Reed, która przyjeżdża do Anglii, by znaleźć idealny dom dla siebie i swojego męża. Gdy dociera na południe Anglii, przeznaczenie zanosi ją w progi jednej z posiadłości w Dillmouth. Willa wydaje się bohaterce znajoma: jakby oczekiwała specjalnie na nią.
Po wyprowadzce okazuje się, że silna więź, którą kobieta odczuła z wybranym miejscem nie jest przypadkowa: dom, który wybrała stanowi jej dawne miejsce zamieszkania, którego kobieta nie mogła dokładnie pamiętać, bowiem opuściła je będąc jeszcze małym dzieckiem...

Szczątki wspomnień pozostały jednak w jej głowie i z każdym kolejnym dniem zaczęły odżywać. Gwenda zaczęła mieć wizje, w których widziała uduszoną kobietę leżącą u dołu schodów. Kim jest owo senne widziadło? Czy to jedynie wytwór wyobraźni, czy może nikłe wspomnienie o jakimś dramatycznym wydarzeniu z dalekiej przeszłości?
Gwenda udaje się po radę do Panny Marple, która to doradza jej odsunięcie się od sprawy uśpionego morderstwa. Kobieta jednak jest zbyt ciekawa tego, co wydarzyło się w jej domu i wraz z mężem rozpoczyna śledztwo na własną rękę….
Sprawa szybko nabiera rozgłosu, a miastem wstrząsa morderstwo – całkowicie realne.

Christie po raz kolejny dała popis swoje wirtuozerii: poprzez całą lekturę zwodzi czytelnika, podrzuca mu fałszywe ślady, zmyślnie wplata nowe fakty, dodaje kolejne poszlaki – często będące ślepą uliczką, podszeptuje kolejne podejrzane osoby, po to, by do samego końca utrzymać aurę tajemnicy, zagadki i niepewności.
Podobnie jak wszystkie książki Królowej Kryminału, jest to tekst niezwykle zajmujący i przyciągający uwagę. Raz rozpoczęte śledztwo, czytelnik będzie chciał jak najszybciej zamknąć. A żeby tego dokonać – nie rozstanie się z książką ani na moment.
Prostota języka i jego klarowność jedynie ułatwią szybkie przebrnięcie przez tę wciągającą historię.

Polecam serdecznie oddanym fanom twórczości Christie, jak i tym, którzy nie mieli okazji jeszcze się z nią zapoznać. Uśpione morderstwo to doskonała okazja do zawarcia kolejnej czytelniczej znajomości!

_________
Recenzje innych książek Agathy Christie:






piątek, 23 listopada 2012

Wejście w zbrodnię – Jill Hathaway


Tytuł: Wejście w zbrodnię
Autor: Jill Hathaway
ISBN: 9788311123397
Rok wydania: 2012
Ilość stron: 296
Wydawnictwo: Bellona
Udostępnienie: Sztukater - dziękuję!

Bycie nastolatkiem nie należy do najprostszych wyzwań naszego życia. To okres burzliwy, pełen buzujących hormonów, popychających nas do niekontrolowanych zachowań, wybuchów złości, częstszego chorowania, popadania w paranoję i większej podatności na wszelkie choroby psychiczne i stres.
Sylvia Bell, to nastolatka zamieszkująca stan Iowa z ojcem i swoją młodszą siostrą. Jej wkraczaniu w dorosłość nie sprzyja wciąż niezagojona rana po utracie matki, która kilka lat wcześniej zmarła na raka. Dziewczyna została sama z tatą i Mattie, która wciąż wymaga wielkiej opieki – ma niezwykłe zdolności do wpadania w tarapaty, a Sylvia z kolei ma ogromne poczucie odpowiedzialności i chęć matkowania młodszej siostrze.
Jakby tego było mało, główna bohaterka cierpi na narkolepsję. W różnych okolicznościach, o przeróżnych porach dnia, bez względu na otoczenie czy warunki – zapada w niekontrolowany i niezwykle mocny sen. Jej choroba oraz różowe włosy sprawiają, że otoczenie patrzy na nią z pobłażaniem. Oparcie znajduje w przyjacielu Rollinsie, z którym połączyła ją nić sympatii po pewnych traumatycznych przeżyciach z przeszłości.
Sylvia, nie jest jednak narkoleptykiem standardowym – podczas jej nagłych zaśnięć, dzieją się rzeczy niezrozumiałe ani dla ojca dziewczyny, ani dla jej psychiatry, który chce „chronić ją” jedynie za pomocą medykamentów. Nastolatka, w czasie ataków wnika w umysły innych osób; osób, których rzeczy ma akurat na sobie, albo które w jakikolwiek sposób mają z nią w momencie utraty przytomności styczność. Może to być cokolwiek, co łączy silnymi emocjami daną rzecz z jej właścicielem. Sylvia, przez kilka niekontrolowanych chwil staje się mimowolnym świadkiem wydarzeń z życia ludzi, w których głowie nigdy nie chciałaby się znaleźć. Czasem widzi zdarzenia błahe, bez znaczenia; czasem zakłóca prywatność dowiadując się o sprawach, o których miała się nigdy nie dowiedzieć.
Nie to jest jednak najgorsze. Pewnego dnia, Sylvia, wnika w umysł mordercy, widząc jak z nożem w ręku stoi on nad martwym ciałem jednej z przyjaciółek Mattie.
Co gorsza, dziewczyna w chwili ataku znajduje się w swoim domu, jasne staje się więc, że zabójca wcześniej w nim był, pozostawiając naładowaną emocjonalnie rzecz.
Społeczność miejska i szkolna uznaje śmierć dziewczyny za samobójstwo, tylko główna bohaterka wie, jak było naprawdę. Problemem jest to, że o swojej przypadłości nie powiedziała nikomu, odkąd zerwanie tajemnicy zbudowało mur niezrozumienia między nią i ojcem. Sylvia nie może przyznać się prawdziwej natury swoich ataków, nie chcąc zostać kolejny raz nafaszerowana lekami psychotropowymi.
Postanawia wyjaśnić sprawę morderstwa na własną rękę.
Niestety, zaczynają psuć się jej relację z tatą i przyjacielem, poznaje nowego chłopaka, a w międzyczasie, ginie kolejna z przyjaciółek Mattie. Bohaterka myśli, że kolejną ofiarą zabójcy może stać się jej siostra. Rozpoczyna się wyścig z czasem i próba świadomego przenoszenia się w ciała innych osób, celem poznania natury i tożsamości mordercy.

Jill Hathaway stworzyła powieść kilku dobrych zwrotów akcji, zbudowaną na standardowej konwencji: wielu podejrzanych, w tym ludzie z najbliższego otoczenia bohaterki, rosnący niepokój, mylne poszlaki, dawno skrywana rodzinna tajemnica, morderstwo w akcie zemsty. Wszystkie te elementy oraz napięcie utrzymane na stałym poziomie, sprawiają, że warto poświęcić lekturze jeden z jesiennych wieczorów.
Książka o wiele bardziej przypadnie do gustu młodzieży, która to znacznie lepiej zrozumie główną bohaterkę, dzięki niewątpliwej wspólnocie wielu życiowych doświadczeń, niż dorosły oczekujący od lektury [nawet kryminału] troszeczkę czegoś innego. Prosty język, bliski potocznemu, ułatwi odbiór każdemu, kto czyta po to, by się zrelaksować i dostarczyć sobie chwili przyjemności. To dobra książka, która przede wszystkim skupia się na psychice bohaterów. Autorka rezygnuje z budowania klimatu grozy i niebezpieczeństwa, na rzecz badania meandrów psychiki bohaterów głównych i pobocznych. Na kartach tej książki sprawnie połączone zostały dwa wątki, które bardzo dobrze wypadają jako spójna i wiarygodna całość.

Polecam każdemu, kto nie boi się wejść w umysł mordercy i stać się świadkiem bezlitosnej zbrodni. W wersji dla nastolatków.

niedziela, 30 września 2012

Nieznane, jedenaste przykazanie


Tytuł: Nieznane przykazanie
Autor: Marek Meissner
ISBN:978-83-62405-25-1
Liczba stron: 353
Wydawnictwo: SOL
Rok wydania: 2012






Daję ci rozum i wolną wolę – po to, byś umiał decydować o tym, co jest dobre, a co złe.

Te słowa, mające stanowić treść nieznanego dotąd, jedenastego przykazania, ujawnionego przez pewną wschodzącą gwiazdę literatury na kartach jej najnowszej książki, spowodowały niemały zamęt. Bynajmniej nie przez to, że bujna wyobraźnia autora mogłaby stanowić dla kogoś rzeczywiste zagrożenie, a pojawienie się nieznanego dotąd przykazania miało stanowić zaczątek kolosalnych zmian, lecz przez mało precyzyjne tłumaczenie z języka aramejskiego, które stało się pożywką dla żądnych sensacji mediów. One bowiem wokół jednego niefortunnie użytego słowa zbudowały tezę podburzającą autorytet Kościoła.

Sprawa ta jednaj wydaje się wyciszać, gdyby nie fakt nagłego zainteresowania dziennikarzy historią rodziny Greenów, podejrzanie zamieszanej nie tylko w treść wydanej książki, lecz w prawdziwą burzę, rozpętującą się w Rzymie, za przyczyną masowych opętań księży, blisko związanych z Watykanem. Wydaje się, że szatan postanowił uderzyć w Kościół, atakując jego newralgiczny punkt.
Cała sytuacja zostałaby mimo to zamknięta, gdyby nie przypadek. Oto Mark Wells, wzięty dziennikarz, po rozstaniu ze swoją boskiej urody żoną, rozpoczyna pracę jako dziennikarz innego typu – na mocy umowy spełnia każdą zachciankę szefa, pisząc jedynie na tematy, które ten mu podrzuci. Gdy więc pewnego dnia jego zadaniem staje się napisanie artykułu o rodzinie Greenów, rodzinie autora Nieznanego przykazania, bohater wcale nie spodziewa się, że sprawa ta doprowadzi go do niewyjaśnionych tajemnic z Salem, z roku 1692 i bezpośrednio zagrozi jego bezpieczeństwu.

Mężczyzna, wraz z koleżanką po fachu – Carlą – zaczyna odkrywać sekrety skrzętnie wyciszane od lat. Razem wplątują się w aferę światową, są niezamierzonymi widzami opętań, psychomachii, płonących cyrografów, odnajdują  zakopany dzienniczek będący niemym świadkiem licznych rytualnych mordów. Spisek, który odkrywają, a który ma swój początek u końca XVII wieku, stanowi zagrożenie nie tylko dla Kościoła, lecz dla całego świata.
Sprawę utrudnia bezpośrednie zaangażowanie w śledztwo osób podlegających mocy szatana.

Choć książkę tę charakteryzuje wartka akcja, porównywanie jej do beletrystyki Dana Browna jest sporym nadużyciem. Z wielu powodów: przede wszystkim nie jest równie widowiskowa, dzieli je przepaść w sposobie budowania napięcia i stylu narracji, ale także we wprowadzaniu wątków mających zmienić bieg historii. Proza Browna jest spektakularna, choć tworzona pod masę. Tutaj wykonanie jest po prostu poprawne i na miarę polskich realiów. Z pewnością nie jest to tekst pretendujący do mienienia się bestsellerem światowym. Kolejne różnice: Brown skupia się nade wszystko na wplataniu w tok narracji „dowodów” mających bezpośrednio uderzyć w Kościół, powołuje się na autorytety, zdaje się nie tyle kreować świat przedstawiony, ile bezpośrednio wpływać na rzeczywistość za pośrednictwem wątków zawartych w swoich książkach. Marek Meissner jedynie wykorzystuje znany od wieków motyw istnienia czegoś spoza kanonu chrześcijańskiego, nie negując przy tym podstawowych prawd wiary, a jedynie budując wokół stworzonego przez siebie samego wątku, całej fascynującej historii walki o przetrwanie Kościoła na świecie.
Dwie skrajności, które łączą jedynie niektóre elementy, takie jak przynależność gatunkowa.
Pozostaje jednak faktem, że fanom Browna, książka Meissnera również może przypaść do gustu. Z tą różnicą, że zaciekłym przeciwnikom pisarza amerykańskiego – także może się spodobać.
Do kogo zatem skierowana jest ta książka? Na pewno nie dla osób żądnych sensacji nie mających pokrycia w rzeczywistości, lecz dla osób ceniących dobrą intrygę, zagadkę, dzięki rozwiązaniu której nie tylko uratowany zostaje świat, lecz także rodzi się piękne i szczere uczucie.


niedziela, 26 sierpnia 2012

Prawdziwe morderstwa – Charlaine Harris

Tytuł: Prawdziwe morderstwa
Autor: Charlaine Harris
ISBN: 978-83-7674-182-6
Data wydania: 11/07/2012


Charlaine Harris poznałam już za sprawą serii z Sookie Stockhouse, a także innej – z Lily Bard, jednak dopiero o serii powieści z Aurorą Teagarden w roli głównej, którą zapoczątkowały Prawdziwe morderstwa, mogę uznać za najlepszą i najbardziej wciągającą. Dlaczego ryzykuję takie stwierdzenie już po pierwszej części?
Do tej pory słysząc peany na cześć talentu Harris, kiwałam nieznacznie głową, sądząc, że tak naprawdę jest ona jedynie dobra, nie zaś jak twierdzą niektórzy – wybitna, jeśli idzie o pisanie tekstów komercyjnych. W wybieraniu tematyki, która pociągnie miliony, prawdopodobnie zasiada ona dziś na podium, jako jedna z trójki najlepszych pisarzy w tej kategorii. Jej książki są lekkie, pisane prostym językiem, z fabułą może niekoniecznie bardzo wciągającą, ale mającą w sobie coś nienazwanego, co sprawia, że po prostu chce się czytać dalej, chce się sięgać po kolejne części, choć są lepsze i gorsze [z przewagą tych drugich].
Do tej pory Harris nie potrafiła jednak wykreować świata, który miałby w sobie jakiś element, który przyciągnąłby mnie na tyle, bym sama mogła nazwać się fanką pisarstwa tej autorki. Aż do teraz.
Stworzenie głównej bohaterki, którą byłaby niepozorna bibliotekarka, siedząca z nosem, na który opadają duże okulary utkwionym w książkach, a która interesuje się sprawami morderstw, a po czasie staje się także ich niemalże główną bohaterką, było strzałem w dziesiątkę. Harris wreszcie wybrała temat, który sprawia, że choć do wybitności, wciąż Prawdziwym morderstwom daleko, ja już wiem, że serię, którą ta książka zapoczątkowała będę śledzić z należytą jej uwagą, nie opuszczając ani jednej jej części, nawet jeśli jej wartość daleka będzie od zadowalającej. I to jest chyba to, na czym najbardziej zależy twórcom komercyjnym – owinięcie sobie czytelnika wokół palca, za sprawą drobnych elementów.
Za to, Harris należą się gratulacje.

Czym jednak tak bardzo mnie zainteresowała? Brawa należą się w pierwszej kolejności Wydawnictwu, które zdecydowało się na taką okładkę – nie znając opisu fabuły, wiedząc jedynie, że to kryminał – kupowałabym w ciemno. I nie zawiodłabym się, bowiem wnętrze jest nie mniej frapujące.

Inteligencja, przenikliwość, bystrość, zdolność szybkiego kojarzenia faktów – cztery cechy, których zewnętrznym symbolem są w przypadku Aurory duże okulary, to elementy, które powinien mieć każdy szanujący się „detektyw”, nawet amatorski. Myślę, że takim mianem z powodzeniem można nazwać bohaterkę, która wraz z innymi mieszkańcami Lawrenceton należy do klubu o wdzięcznej nazwie Prawdziwe Morderstwa, zrzeszającego ludzi interesujących się dawnymi zbrodniami, wspólnie dochodzącymi do prawdy i dzielącymi się celnymi spostrzeżeniami. Grupa spotyka się raz w miesiącu, wtedy też jedna z osób przedstawia jakąś znaną sprawę, którą wspólnie analizują.
Tym razem swoją kolej ma Aurora, która postanawia wygłosić konferencję na temat sprawy Julii Wallace. Nieprzypadkowo tego samego dnia dochodzi do brutalnego morderstwa, które w najdrobniejszych szczegółach przypomina sprawę, którą miała omawiać Roe.

Od tego dnia miasteczkiem zaczyna wstrząsać seria zabójstw kopiowanych, wiernie przypominających te sprzed lat. Automatycznie w gronie podejrzanych znajdują się wszyscy członkowie klubu Prawdziwe Morderstwa, a Aurora wraz z należącym do grupy policjantem, starają się szybko odnaleźć sprawcę. Niestety, oprócz tego, że osoby zrzeszające się co miesiąc na spotkaniach grupy stały się podejrzane, okazały się być także potencjalnymi ofiarami…

W najnowszej książce Harris trup ściele się gęsto, nikt nikomu nie ufa, każdy żyje w strachu, a jednocześnie bardzo przeżywa całą sprawę – wszyscy bowiem niezdrowo interesują się morderstwami i nie ma dla nich znaczenia fakt, że sami mogą okazać się kolejnymi ofiarami.

Autorka zbudowała intrygę, która nie pozwala o książce zapomnieć, czyta się ją jednym tchem, zapominając przy tym, że na moment sami stajemy się nadmiernie interesującymi się sprawą morderstwa czytelnikami.
Lektura z całą pewnością przypadnie do gustu osobom, które lubują się w makabrze, interesują się starymi zbrodniami i marzą o tym, by samym należeć do podobnego klubu. Dla mnie była to doskonała lektura i idealne rozpoczęcie serii, budzące apetyt na więcej.
Szkoda, że książka ta jest stosunkowo niewielkich rozmiarów, bowiem nie do końca pozwala to intrygę rozbudować fabularnie, jednak z drugiej strony sprawia, że napięcie zaskakująco szybko rośnie, a podejrzanym staje się niemalże każdy. Zakończenie na miarę hollywoodzkich filmów, książka stanowi zatem doskonały materiał na film lub też, idąc w ślad za Czystą krwią – na serial.
Polecam i z niecierpliwością oczekuję kolejnych części!


Baza recenzji Syndykatu ZwB


Co ma spaghetti do szkieletu?


Tytuł: Miłość, szkielet i spaghetti
Autor: Marta Obuch
ISBN: 978-83-62405-24-4
Data wydania: 11/07/2012
Cena detaliczna: 29.9 zł
Nie od dziś wiadomo, że życie pisze najciekawsze, a często zarazem najbardziej nieprawdopodobne scenariusze. Nikogo więc nie dziwi już gdy ktoś opowiada nam historię, które wydają się nie mieć podłoża w rzeczywistości, a  która mimo to wcale nie jest zmyślona. Inaczej rzecz ma się z książkami: tutaj usilnie poszukujemy realizmu, często o wiele większego niż ten, który gotuje nam codzienność.
W życiu jednej z bohaterek książki Miłość, szkielet i spaghetti dochodzi do wydarzeń, które z powodzeniem można by uznać za wymysł jej wyobraźni. Zatrudnia się ona w domu włoskiego biznesmena, który nie szczędzi jej grosza. Początkowo miała jedynie sprzątać, szybko jednak okazało się, że w zakres jej obowiązków wchodzi także gotowania. I to bynajmniej nie dla jednej osoby, ale dla sześciu rosłych mężczyzn wychowanych na obfitych daniach swoich włoskich mam. Wszystko mogłoby nadal być piękne i opłacalne – w końcu wypłacana kwota nie była najniższą pensją krajową – gdyby nie fakt, że Dorota ma dwie lewe ręce, jeśli idzie o sprawy kulinarne. Nigdy nie nauczyła się gotować podstawowych potraw, a co tu mówić o coraz bardziej wymyślnych daniach dla siódemki dorosłych i wiecznie głodnych mężczyzn. Niewiele myśląc dziewczyna wplątuje w „kuchenny spisek” swoją mamę, ciocię i siostry. Wtedy nie wie jeszcze jednak, że osoba u której się zatrudniła to członek włoskiej mafii, a w całym domu zainstalowane są kamery śledzące jej ruchy…
Jakby tego było mało miastem wstrząsa dramatyczne wydarzenie: oto z jasnogórskiej wieży spada trup, który okazuje się być synem jednego z pracowników klasztoru. Mało tego: na Jasnej Górze pracuje właśnie grupa archeologów, która dokonała przełomowego odkrycia – odnalazła bardzo wiekowy szkielet, który… został im skradziony.
Sytuacja robi się coraz groźniejsza i dziwniejsza, po klasztorze przemieszcza się zakapturzony mnich, o którym nikt nic nie wie, w wykopaliskach przeszkadza młoda kobieta, ślady zbrodni coraz częściej kierują uwagę policji ku Włochom, a nad wszystkim przyświeca rozkwitająca miłość.

Książka Marty Obuch napisana jest niezwykle żywym językiem, co sprawia, że nie sposób się od niej oderwać. Emocjonująca fabuła i chęć śledzenia rozwijającego się uczucia bohaterów, podsyca jedynie rosnącą ciekawość i nie pozwala skupić się na niczym innym. Bohaterowie Obuch, bardzo charakterni, to postaci nietuzinkowe, których spotkanie w realnym życiu groziłoby pozbawioną nudy i oklepanych schematów znajomością.
Bo czy ktokolwiek z Was słyszał, by groźną mafię zdołało wypędzić kilka „niewinnych”, „delikatnych” i „subtelnych mieszkanek” Częstochowy?
Decydując się na powieść Obuch, decydujecie się na kilka godzin spędzonych przy niezwykle wciągającej książce, pełnej zwrotów akcji i niepoprawnych wydarzeń. Humoru w niej nie brakuje, to prawdziwa komedia kryminalna z krwi i kości!

________
Jedyną denerwującą mnie sprawą, już poza marginesem, była konsekwentna w całej książce zła odmiana imienia Bruno. Gdy co rusz na kartach książki widziałam takie twory jak Bruna, Brunowi, o Brunie – ciarki mnie przechodziły. Gdzie podziało się poprawne Brunona, Brunonowi, o Brunonie? Więcej informacji dlaczego tak, a nie inaczej tutaj. Dobrze, że zachowana została konsekwencja. I może stanę się nadgorliwą purystką, ale nie jestem zwolenniczką aż takiego dostosowywania języka, tylko po to, żeby było wygodniej. Za dużo dziś skracamy:)