Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zabawa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zabawa. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 14 września 2015

Walizka Pani Sinclair - Louise Walters (ROZDANIE)

Kolejny konkurs dzięki uprzejmości Zysk i S-ka! Dziś do rozdania mam trzy egzemplarze książki Walizka Pani Sinclair Louise Walters.
Zabawa potrwa  do 22 września. Nagrody zostaną wysłane przez Wydawcę na wskazane przeze mnie adresy.

Zasady:
1. W komentarzu zgłoś chęć wzięcia udziału w zabawie.
2. Zostaw swój adres e-mail.
3. W miarę możliwości udostępnij banner z linkiem do konkursu na blogu/ FB/ Google+/ etc.
4. Jeśli jesteś obserwatorem bloga - napisz drugi komentarz, w którym podasz jedynie swój nick, pod którym obserwujesz - tym samym zwiększysz swoje szanse na wygraną.


Osoby anonimowe oczywiście mogą brać udział, nie jest to konkurs zarezerwowany jedynie dla obserwatorów.

Konkurs odbywa się równolegle na Facebooku. Wzięcie udziału tu i tu oczywiście zwiększa szansę na wygraną.

Życzę powodzenia!

piątek, 12 czerwca 2015

Koszmarna dwójka – Jory John, Mac Barnett



Jako dziecko każdy marzył o innej roli w  szkole: jedni chcieli być przewodniczącymi, skarbnikami, inni łącznikami, jeszcze inni dyżurnymi czy wzorowymi uczniami. Byli jednak także tacy, których ambicje skupiały się wokół innych ról: ci najczęściej pragnęli zostać… kawalarzami.

Bohater książki, Miles, był właśnie takim kawalarzem. Mało tego – on był mistrzem. Nie miał sobie równych, a jego dowcipy przyniosły mu ogromną popularność, w  pełni zaspokajając jego pragnienie bycia znanym i lubianym.

Niestety, pewnego dnia jego rodzina musiała się przeprowadzić. Wówczas chłopiec stracił nie tylko kolegów, sprawdzone miejsca i sposoby robienia żartów, ale przede wszystkim reputację. Jak się bowiem okazało, w  nowym miasteczku najlepszy kawalarz już był. Dolina Ospała co rusz pobudzana była żartami tajemniczego bohatera, wnoszącego się na szczyty mistrzostwa. Aby całkowicie nie oszaleć w nowym miejscu, Miles musi odebrać tytuł najlepszego kawalarza temu, który dotąd go piastował, a który wciąż pozostaje nieuchwytny.

Sprawa nie będzie łatwa, bowiem jak to w  nowej szkole, na chłopca od razu czekały kłopoty – nieżyczliwy dyrektor oskarżający go o całe zło wyrządzone w  budynku i jego obejściu; jego syn, nieznośny Josh i wreszcie przydzielony mu szkolny asystent – nad wyraz irytujący Niles.

Jory John i Mac Barnett stworzyli świetną książkę dla młodego czytelnika, którą nie dość, że fantastycznie się czyta (a to dopiero pierwszy tom!) to jeszcze, która podejmuje trudną tematykę dopasowywania się w nowym miejscu zamieszkania, obcości, pragnieniu asymilacji i zaistnienia, a także odnalezienia przyjaciół i ponownego, mozolnego budowania reputacji, robiąc to w prawdziwie lekki i przystępny sposób. Czytelnik nawet nie zorientuje się z  jak poważną materią się zmaga, bo już zostanie wciągnięty w  wir wydarzeń. Autorzy pokazują, że wszędzie można się dogadać, wszędzie znaleźć bratnią i duszę, jeśli tylko otworzymy się na sprzyjające okoliczności i że w  dwójkę zawsze raźniej i pełniej wykorzystać można talenty.

Świetna, zabawna, obfitująca w  ciekawostki o krowach książka, która wciąga na tyle, że jej zakończenie sprawia przykrość – żal rozstawać się z bohaterami i ich przygodami.

Mam nadzieję, że drugi tom pojawi się bardzo szybko, a tymczasem Wam – przyszli i obecni kawalarze oraz ich ofiary – serdecznie polecam lekturę.

niedziela, 31 maja 2015

Głupi dzidziuś – Stephanie Blake



Głupi dzidziuś to kolejna część serii o niesfornym króliczku Heniu. Tym razem mały bohater będzie miał nie lada kłopot – w  jego domu pojawił się bowiem nowy mieszkaniec – mały braciszek, który co rusz domaga się uwagi rodziców. Płacze, hałasuje, a najgorzej gdy śpi – wtedy bowiem nasz bohater musi być cicho i jego dotychczasowe harce są niepożądane.
Henio jest oburzony i postanawia pozbyć się niechcianego lokatora, nazywanego przez siebie głupim dzidziusiem.

Jak to wszystko się zakończy i czy małemu braciszkowi uda się zdobyć serce Henia?

Kolejny tom serii jest utrzymany w podobnym tonie co poprzednie, moim zdaniem jednak, jest jeszcze zabawniejszy!

To urokliwa opowiastka o trudnościach wiążących się z pojawieniem się w  rodzinie nowego dziecka, niezgodą na zaistniały stan i zazdrością starszego rodzeństwa i tym, jak dzieciaki same są w stanie uporać się z  pierwszymi braterskimi niesnaskami.

Zabawna, barwna, żywa, energiczna i tak samo jak poprzednie – oszczędna w  słowa, dopowiadająca ilustracjami.
Ich wielość pozwala na samodzielne rozszerzanie historii, obudowywanie jej nowymi zdaniami i tym samym – pobudzanie wyobraźni i umiejętności tworzenia wypowiedzi opartych na pomysłowości.

Polecam!





poniedziałek, 9 marca 2015

Tim Burton dla najmłodszych (Lichotek i czarnoKsiężnik – Ian Ogilvy)




Tytuł: Lichotek i czarnoKsiężnik
Autor: Ian Ogilvy
Wydawnictwo: Literackie
Premiera: 12 marca 2015





Od dziecka lubiłam się bać. Kiedy inne dzieciaki oglądały klasyczne bajki, ja albo zaczytywałam się w  Panu Samochodziku (mówiąc o strachu mam na myśli rzecz jasna Niesamowity dwór), albo z  wypiekami na twarzy oglądałam horrory – poczynając od dedykowanej młodszym widzom Gęsiej skórki, aż do pełnokrwistych gore. Lubiłam sobie popatrzeć na wszystko to, co generowało strach. Zaczęłam wcześnie, bo chyba jeszcze przed 11 rokiem życia – i uwielbiałam to! Nigdy po takich emocjach nie śniły mi się żadne koszmary, a oglądanie tego gatunku mam w  krwi po dziś dzień. 

Być może dlatego gdy dorosłam bardzo szybko zapałałam uczuciem do filmów Tima Burtona, szczególnie animowanych – one oczywiście w  klasycznym sensie straszne nie są, ale te gotyckie nawiązania, charakterystyczne blade postaci zawsze kojarzyły mi się z  Rodziną Addamsów (którą notabene teraz reżyser w  końcu kręci!) i moimi pierwszymi strachami. 

I teraz podobne bladolice, ciemnowłose, wychudłe, wysokie postaci spotkałam na kartach literatury. Oto Ian Ogilvy napisał trylogię poświęconą Lichotkowi – chłopcu, który nazwany tak został przez przebrzydłego Bazylego, gdy ten (ponoć jako najbliższy żyjący krewny) przejął nad nim opiekę po śmierci rodziców chłopca. Tak naprawdę bohater ma na imię Sam Lee, jednak już nigdy nie będzie tak nazwany, bowiem to „liche imię” przylgnęło do niego na dobre.

Bazyli to czarnoKsiężnik – najbardziej przebrzydła z  możliwych postaci – jest wysoki, chudy, ubiera się na czarno, a włosy ulizuje pastą do butów. Nienawidzi wszystkich, a nad jego domem unosi się wciąż ciemna, deszczowa chmura. Prawny Opiekun Lichotka ma twarz tak bladą, że wydaje się jakby ktoś odessał z niego całą krew, a wraz z nią wszelkie uczucia.
Bazyli Deptacz spędza całe dnie na zabawianiu się swoją kolejką, która fascynuje również Lichotka. Podczas oglądania czarnoKsiężnik posila się pączkami i lemoniadą, oczywiście nigdy nie częstując swojego podopiecznego, dla którego zostawia same żałosne resztki. Marzeniem Lichotka jest pobawienie się kolejką Bazylego, jednak aby sobie to umożliwić chłopiec musi uciec się do podstępu. 

Niestety, szybko zostaje przejrzany i surowo ukarany za pomocą magicznego chuchnięcia: odtąd już zawsze będzie mógł bawić się w  kolejce – jako jedna z  postaci na makiecie. Zminiaturyzowany bohater podejmie wszelkie starania, by wydostać się z  krępującego położenia. Jak mu poszło?:) Czytajcie!

Wydaje mi się, że jeśli tylko Burton natknie się na tę książkę, pozostanie kwestią czasu jej zekranizowanie – pewnie w  stylu dla dorosłych:) Porównań nie sposób uniknąć, bo zgadza się tutaj wszystko: od typowych postaci, po całą aurę niesamowitości. To wprost doskonały materiał na scenariusz!

Jeśli lubicie się bać – polecam gorąco! Ta książeczka pewnie Was nie przestraszy, ale przypomni klimatyczne dzieciństwo  i – mam nadzieję – zostanie przekazana kolejnemu nieustraszonemu pokoleniu:)

wtorek, 3 marca 2015

Pan tu nie stał! Demoludy

  


Pan tu nie stał! Demoludy, to druga część gry, która zyskała sobie dużą popularność. Za jej sprawą gracze przenoszą się do czasów PRL, kiedy o różne towary trzeba było walczyć, zauważając ich małą dostępność na sklepowych półkach.
Na podobnym schemacie zasadza się fabuła gry: oto nasi socjalistyczni sąsiedzi są w posiadaniu produktów u nas niedostępnych. By przetrwać ciężkie czasy i być w posiadaniu luksusowych jak na owe czasy produktów, musimy wykazać się sprytem i gotowością do podjęcia ryzyka podczas przemytu do Polski. Oczywiście poruszamy się zabytkowymi samochodami, z polonezem na czele.



Ale zanim do tego dojdzie musimy wygrać licytacje, na które wybierają się równie zacięci jak my przeciwnicy. Każdemu zależy na zdobyciu towaru, ale zwycięzca może być tylko jeden - ten, który zaoferuje najwięcej.

Jak w praktyce wygląda rozgrywka?
Każdy uczestnik gry ma na początku do dyspozycji pięć kart o różnych wartościach. Ten z graczy, który niedawno był za granicą rozpoczyna, wybierając z kupki produkt i Państwo, z którego będzie chciał go sprowadzić. Po wyłożeniu odpowiedniego kafelka na środku zaczyna licytację, wyrzucając na środek kartę w kolorze odpowiedniego państwa. Następni uczestnicy mogą albo podnieść stawkę, albo spasować. Runda toczy się dotąd aż jedna osoba nie wylicytuje towaru. Po każdym ruchu, bez względu na to czy podbijamy stawkę, czy pasujemy - bierzemy kolejną kartę ze stosu.


Gra kończy się, gdy pierwszy uczestnik zdobędzie produkty z pięciu różnych krajów.
Brzmi nieźle, prawda?

Polecam, zwłaszcza tym, którzy są również  w posiadaniu części pierwszej, bowiem w pudełku znajduje się do niej dodatek:)


Do kupienia w promocyjnej cenie tutaj:
https://sklep.egmont.pl/gry-planszowe/wszystkie/p,pan-tu-nie-stal-demoludy,10836.html



niedziela, 25 stycznia 2015

Mumia - gra planszowa




Przed wami zapowiedziana już Mumia - gra zapewniająca doskonałą rozrywkę graczom, w wieku nieprzekraczającym 108 lat :)

 Jeśli kiedykolwiek marzyliście o tym, by być jak Indiana Jones czy bohaterowie serialu Łowcy Skarbów właśnie macie niepowtarzalną okazję, by to pragnienie spełnić - co prawda w domowych, bezpiecznych warunkach, ale przy odrobinie wyobraźni można poczuć ciarki na plecach, gdy staniemy na jednym polu z mumią.

Cała gra pomyślana jest jako wyprawa po skarby ukryte w egipskich piramidach. Trasa nie jest łatwa: gracze poruszają się po planszy złożonej z kafelków, będących lub to cennymi skarbami (pkty dodatnie), lub to pułapkami, których należałoby unikać, jeśli życie wciąż nam miłe - w piramidach czają się nie tylko nieznane odmiany pająków, ale też czyhający na naiwnych wędrowców rabusie oraz szkielety(pkty ujemne), które mogą przyprawić o zawał serca. Naszymi sprzymierzeńcami w walce o skarb są wielbłądy - jedne z najbardziej pożądanych kafelków, zdolne zamieniać punkty ujemne w dodatnie, pecha przekuwać w nieszczęście - do tego jednak oprócz wielbłąda potrzebny jest bystry umysł i dobra strategia.

Gra zyskała na całym świecie grono wiernych fanów, zyskała ważne nagrody i doczekała się szeregu dodatków - polska edycja uzupełniona jest o najciekawsze z nich, dzięki czemu gra praktycznie nigdy się nie nudzi, bo wciąż możemy ją urozmaicać o kolejne elementy, wzbogacając rozgrywkę.
Świetna propozycja dla młodszych, i dla starszych, gwarantująca świetną zabawę!
Gorąco polecam wyprawę w tę podróż pełną niebezpieczeństw;) Skarb jest wart ryzyka;)











Autor: Michael Kiesling, Wolfgang Kramer
Ilustrator Gianluca Panniello 
Ilość graczy 2-6 graczy 
Wiek od 8-108 lat 
Czas rozgrywki 30 min.


sobota, 24 stycznia 2015

Capuccino - gra planszowa



Nikomu nie muszę już udowadniać, że od lat jestem fanką planszówek i ogromnie cieszy mnie powracająca moda na ten typ rozrywki, a wraz z nią wzmożona produkcja wysokiej jakości gier.

Mając już spore doświadczenie w tej dziedzinie, bez obaw mogę powiedzieć, że oto trafiłam na najbardziej estetyczną, elegancką i doskonale wydaną grę - takiej jakości dotąd nie doświadczyłam.
Mam na myśli oczywiście egmontowskie Cappuccino.


Zasady gry są bardzo proste - można nawet jej zarzucić, że zbyt proste.
Należałoby wyjść od tego, że Cappuccino to gra logiczna, w której wygrywa najbardziej przebiegła osoba (2-4) - choć nie da się ukryć, że o tym czasami decyduje również przypadek:)


Gra rozpoczyna się ustawieniem na stole specjalnych kubeczków - jednego obok drugiego, w dowolnej kolejności, tak, by kolory były wymieszane. Każdy gracz jest właścicielem innego koloru - podczas rozgrywki musi przemieszczać swoje pionki na sąsiednie, tak, by tworzyć coraz wyższe stosy. I tutaj uwaga - stos może być przemieszczany tylko na niższy lub tej samej wielkości. Gra kończy się, gdy wszystkie możliwości ruchów zostały wyczerpane, a zwycięzcą zostaje ten, którego kubeczek wieńczy najwyższy stos. Prawda, że proste?



Jakość wykonania zdecydowanie przerasta samą grę - gdyby nie naprawdę eleganckie opakowanie, pozycja ta stanąć mogłaby obok sztampowych gierek na parę chwil. Wydanie jednak stawia ją parę poprzeczek wyżej. Cena dość wysoka - ale to właśnie wynik świetnej jakości.
Spodoba się zwolennikom nieskomplikowanych gier, którzy wolą krótkie rozgrywki: ta gra posiada bowiem wszystkie te cechy.
Dla tych jednak, którzy wolą coś bardziej skomplikowanego i czasochłonnego - mam drugą propozycję - Mumię. O niej  poczytacie tutaj.





A oto zasady podane w skórcie, przygotowane przez Wydawnictwo Egmont:



środa, 17 grudnia 2014

Zapowiedź konkursu ŚBK:)


Drodzy Moi, dziś dość lakonicznie, ale za to myślę, że dla Was - radośnie;)
Rozpoczynamy kolejny już łańcuszkowy konkurs Śląskich Blogerów Książkowych i Księgarni Victoria.
Wszystkich domorosłych detektywów zapraszam do przyłączenia się i poszukiwania poszlak:)

Konkurs ŚBK i Księgarni Victoria rozpocznie się JUTRO, ale dzisiaj zaprezentuję dla przypomnienia, jego przebieg i zasady, na jakich będzie się opierał.
Dzisiaj na kilkunastu blogach ŚBK ukaże się podobny post z zapowiedzią konkursu. Zapamiętajcie dobrze te blogi, bo to na tych stronach, JUTRO musicie szukać wskazówek do odgadnięcia konkursowego hasła. Ale po kolei:
Wielki Konkurs Przedświąteczny Śląskich Blogerów Książkowych i Księgarni Victoria będzie polegał na tym, aby odnaleźć w JUTRZEJSZYCH wpisach, na blogach ŚBK słowa - klucze, które ułożą się w hasło konkursowe. Hasło to i odpowiedź na pytanie: ile blogów wzięło udział w zabawie, trzeba będzie wysłać na podany adres mailowy Księgarni - victoria@ksiaznica.pl
Nie powiemy Wam, ilu blogerów będzie w zabawę zaangażowanych i jakich słów trzeba szukać, nie martwcie się jednak, słowo - klucz będzie bardzo wyraźnie zaznaczone i łatwe do znalezienia. Idąc po śladach, klikając na odpowiednie słowa, będziecie przechodzić od bloga do bloga, aż w końcu traficie na fp Victorii na FB. To będzie dla Was sygnał, że ułożyliście całe hasło.
Następnym krokiem będzie wysłanie hasła i podanie liczby Śląskich Blogerów, którzy wzięli udział w zabawie, na adres mailowy Księgarni "Victoria", podany powyżej.
Dla ułatwienia konkursu, proponujemy zacząć poszukiwania na blogu SARDEGNY Potem powinno pójść Wam, jak z płatka.


Regulamin
1. Wielki Konkurs Przedświąteczny organizowany jest przez grupę ŚBK oraz Księgarnię "Victoria" Zabrze
2. Sponsorem nagród są Śląscy Blogerzy Książkowi
3. Nagrodą w konkursie jest pakiet - niespodzianka, podobny do tego, jaki otrzymali blogerzy na panelu dyskusyjnym na Targach Książki w Katowicach
4.Konkurs trwa od 18 do 21.12.2014.
5. Wyniki zostaną ogłoszone dnia następnego, czyli 22.12.2014.
6. Odpowiedzi na zadania konkursowe proszę wysyłać na adres: victoria@ksiaznica.pl
7. O wygranej w konkursie decyduje kolejność zgłoszeń. Wygrywa SIÓDMA(7) i SIÓDMA (7) od KOŃCA osoba.
8. Pod uwagę brane będą tylko prawidłowe odpowiedzi wysłane drogą mailową, sygnowane własnym imieniem i nazwiskiem.
9. Nagrodę będzie można odebrać osobiście w Księgarni Victoria (Galeria Zabrze, ul. Wolności 273-275, 41-800 Zabrze) bądź zostanie ona przesłana na adres podany przez zwycięzcę. W przypadku nieodebrania nagrody organizatorzy konkursu mogą wyłonić innego zwycięzcę lub przeznaczyć nagrodę na inne cele.
10. Biorąc udział w konkursie, zgadzają się Państwo na przetwarzanie podanych przez siebie danych osobowych przez organizatora Grupę ŚBK oraz Księgarnię Victoria, zgodnie z Ustawą o ochronie danych osobowych z dnia 29 sierpnia 1997 r (Dz. U. nr 133 poz. 883) - które zostaną wykorzystane jednorazowo.
11. Wysyłka tylko na terenie Polski.

Zadanie konkursowe:
Ze słów - kluczy, podanych na blogach ŚBK ułóż hasło konkursowe
Podaj liczbę blogów, które wzięły udział w Wielkim Przedświątecznym Konkursie.

sobota, 15 listopada 2014

Książka do kolorowania – Herve Tullet


Tytuł: Książka do kolorowania
Autor: Herve Tullet
ISBN: 9788328103832
Wydawnictwo: Egmont
Cena: 34,99 zł
Ilość stron: 208


To co mam Wam dziś do zaproponowania, może wydać się Wam dziwne, ale… mnie sprawiło wielką frajdę i – jak sądzę – doskonale nada się na prezent świąteczny (pora się rozglądać!) dla dzieciaków pasjonujących się kolorowaniem, gryzmoleniem, dobieraniem barw,  mieszaniem ich, krócej – tworzeniem.
Książka do kolorowania, to nic innego jak… książka z kolorowankami.
Ale, ale! Nie jest to wydany na kiepskim papierze zbiór znanych i oklepanych szablonów, prawie wcale nie poruszających wyobraźni.
Jest to doskonałej jakości, duża książka, w skład w której wchodzą niesztampowe wzory do wypełnienia barwami, uzupełnione słowem. Część z nich przypomina kleksy, gryzmoły, mazy, wariacje po przypadkowym rozlaniu farby na papier, część zaś to doskonale znane szablony, m.in. zwierzątka czy owoce.
Dzięki publikacji tej dziecko dowie się, co stanie się po złączeniu odpowiednich barw, będzie w stanie uporządkować kolory według tonacji, łączyć rozsypane elementy, zmyślnie tworzyć nowe wzory i połączenia.



Sposób formułowania wypowiedzi, rozbudza ciekawość odbiorcy, zachęca go do własnych badań, działań i eksperymentów, pobudzając kreatywność i twórcze myślenie. Ponadto to doskonałe ćwiczenia pobudzające sprawność obu półkul mózgowych, świetna nauka poprzez zabawę, doskonała stymulacja, zachęta do tworzenia oryginalnych rozwiązań i lekcja szybkości, umiejętności analizowania barw i ich znaczenia, wychodzenia poza schematy myślowe i prototypowe rozwiązania, a także… koordynacji (część ćwiczeń odbywa się przy zamkniętych oczach, ha!) oraz alfabetu i matematyki. Mało tego – mały odbiorca nauczy się kolorów poszczególnych flag państw (a  może stworzy własne?), znaków drogowych, nada miastu barw, stworzy miasta przyszłości.
Dziecko raz będzie architektem, budowniczym, projektantem,  innym razem kierowcą samochodu wyścigowego, to znów człowiekiem, próbującym wydostać się z labiryntu, a czasami także i sobą samym, piszącym graficzny list do św. Mikołaja.
Żeby nie było nudno (czy to w ogóle możliwe?), w książeczce tej dziecko spotka się także z superbohaterami, kosmitami, czerwonym kapturkiem i… kroworybą oraz krowowężem.

I drodzy rodzice, nie myślcie, ze w tej książce maluje się tylko kredkami czy farbkami – co to, to nie. Barwy uzyskuje się także dzięki trawie, ziemi, czekoladzie, truskawkom i wszystkim innym, co tylko przyjdzie nam do głowy.

Wiele przygód czeka dzieciaki, które obdarowane zostaną tą książką. To wspaniała podróż szlakami dziecięcej, wybujałej wyobraźni i fantazji, której nie możecie swoim pociechom nie zafundować.
Gwarantuję popis inwencji!
Polecam gorąco.

czwartek, 3 lipca 2014

Vietato fumare, czyli reszta z bloga i coś jeszcze – Artur Andrus


Tytuł: Vietato fumare czyli reszta z bloga i coś jeszcze
Autor: Artur Andrus
Wydawnictwo: Prószyński
ISBN: 9788378397755
Cena: 39,90 zł

Vietato fumare znaczy zakaz palenia. Nietypowy tytuł, prawda? Jak wiadomo jednak, dla Artura Andrusa  nie ma na tym świecie nic dziwnego, co nie mogłoby stać się chwytliwe i godne uwagi oraz głębszego namysłu.
Chciałoby się powiedzieć – jaki tytuł, taka książka i byłaby to prawda.  Publikacja ta bowiem jest kotłem rozmaitości, kiermaszem kuriozów  i (o, tak, Panie Arturze) festiwalem humoru.
Pochyla się autor nad błahostkami, rozkłada je na części pierwsze, analizuje, dogłębnie bada i wyniki swej sekcji podaje nam,  biednym czytelnikom, którzy już na etapie zbierania materiałów duszą się ze śmiechu. Zaduma nad codziennością – oto praca najcięższa, przez autora wykonywana tak skrupulatnie, że nie sposób się nad jego zachwytami nie… zachwycić. Ot tak, po prostu. Zwraca on bowiem uwagę zarówno na to, co i mnie nurtuje (chociażby zmiana znaczeń wyrazów – z festiwalem na czele), a więc staje się bliskie oraz interesujące, a także nad tym, na co nie zwracam uwagi w codziennej gonitwie, a co po bliższym spojrzeniu okazuje się nader frapujące!
Autor rozśmieszał mnie raz po raz celnością spostrzeżeń, bystrością i błyskiem inteligencji. To, co wielu ludziom umyka, dla niego stanowi materiał do drobiazgowej analizy. Słusznie obśmiewa on absurdy codzienności, tworzy swoje przezabawne teksty piosenek, które nierzadko nuciłam pod nosem w czasie lektury.
Piłem w Spale, spałem w Pile towarzyszyło mi wręcz nieustannie! Co przedziwne, książka ta stanowi jednocześnie odskocznię do codzienności (wszak pozwala się wyłączyć, zresetować, pobawić) jak i głębokie nad nią zamyślenie, bowiem to właśnie ona stanowi kręgosłup wszelkich refleksji, staje się źródłem i przyczyną rozważań, prowadzących do częstokroć arcyśmiesznych wniosków i podsumowań. Ach te słowne skojarzenia, ach te zabawy językiem! Cudo!

http://www.marbaro.it/cartello-vietato-fumare.asp


Śmiechom i chichom nie było końca. Co się ludzie na mnie, tłumiącą wybuchy niekontrolowanego chichotu, w autobusie gapili, to moje. Stałam się obiektem zainteresowania i to dzięki Andrusowi – kto by pomyślał! Może i ja skuszę się na wysłanie jakiegoś przedziwnego prezentu z okazji zbliżających się świąt, o którym później przeczytam/usłyszę?:)
Wszystkie podróże umilone przez autora zaliczam jednocześnie do najbardziej przyczyniających się do bólów brzucha w historii. Jedziecie do stresującej pracy? Przed Wami trudny dzień, masa wyzwań, stosy papierów do wypełnienia? Vietato fumare pod pachę i wszystko stanie się prostsze – obiecuję!:) Ja bawiłam się przednio. 





Źródło grafiki: http://www.marbaro.it/cartello-vietato-fumare.asp

sobota, 3 maja 2014

Duuuszki - bądź szybki jak błyskawica!


Tegoroczną majówkę, oprócz filmów oglądanych w rozsądnych ilościach, wycieczki, pracy i nadrabianiu pisania recenzji, urozmaiciła kolejna gra Egmontu - Duuuszki, autorstwa Jaquesa Zeimeta z ilustracjami Gabrieli Silveiry. Przyznaję, że urzekła mnie ona odkąd tylko ją zobaczyłam, wiedziałam zatem, że pierwsza rozgrywka będzie jedynie kwestią czasu, a sama zabawa przednia;)
Jest to gra, która nie wymaga wiele czasu - zwłaszcza w podstawowej wersji (wydawcy informują, że runda trwa okołu 20 minut, nam zajęła niecałe 10). W związku z tym spokojnie możecie umilać nią sobie przerwy w domowej pracy. W paczce znajdziecie 5 drewnianych elementów, widocznych na powyższym zdjęciu: białego ducha, zieloną butelkę, czerwony fotel, niebieską książkę i szarą mysz, a oprócz nich 60 kart.

Celem gry jest zdobycie jak największej ilości kart we wszystkich rundach.
Przebieg? Emocjonujący!

Najważniejszy w tej grze jest bowiem refleks i koncentracja. A zasady są banalne: jedna osoba wyciąga kartę ze stosu i kładzie ją w taki sposób, by pozostali uczestnicy widzieli, co się na niej znajduje.Wszyscy gracze jednocześnie przyglądają się karcie i starają się jak najszybciej złapać właściwy przedmiot.
Jeśli na karcie widnieje obrazek odpowiadający drewnianemu przedmiotowi (w 100% - także w barwie) nie ma problemu. Jeśli jednak kolory przedmiotów na karcie nie odpowiadają kolorom drewnianych przedmiotów, gracze muszą złapać przedmiot, którego na karcie nie ma i którego kolor nie występuje na karcie. Osoba, która jako pierwsza złapie odpowiedni element - zabiera kartę. Wszyscy, którzy się pomylili muszą oddać jedną ze zdobytych wcześniej kart do pudełka.



II wariant gry - wariant trudniejszy, dotyczy tylko kart, na których znajduje się książka.
Gdy taka karta zostanie odwrócona, gracze zamiast łapać odpowiedni przedmiot, muszą jak najszybciej wypowiedzieć jego nazwę. Nietrudno tutaj o pomyłki, a co za tym idzie - oddawanie kart do pudełka:)

Mimo że bawiliśmy się stosunkowo krótko, to emocji nie brakowało:) Polecam!

Więcej informacji o grze po kliknięciu w logo Krainy Planszówek:
http://www.krainaplanszowek.pl/aktualnosci/art,230,duuuszki-polska-wersja-swiatowego-bestsellera.html

 A po obniżonej cenie kupicie ją tutaj:

http://sklep.egmont.pl/gry-planszowe/wszystkie/p,duuuszki,10278.html



niedziela, 13 kwietnia 2014

Pirackie skarby



W ramach odskoczni od szpitalnej codzienności (a także wciąż w niej, w ramach urozmaicenia szalonego programu dnia) zagrałam w Pirackie skarby - grę, którą z powodzeniem można zabierać w każde miejsce, dzięki małemu formatowi i stosunkowo niewielkiej ilości elementów do ewentualnego zgubienia;)

Gra autorstwa Łukasza Woźniaka to pozornie banalna zabawa na kilka chwil. Jak to jednak zazwyczaj bywa - najprostsze okazuje się najlepsze i wzbudza najwięcej emocji.
Liczy się bowiem nie tylko szybkość myślenia i kojarzenia, ale także reakcji. Każdy błędny ruch powodować może utratę punktów, a tych nie brakuje w sytuacji gdzie liczy się czas - emocje często powodują bezmyślne odpowiedzi, które wywołać mogą salwy śmiechu. W tej pozornej grze najważniejsza jest zimna krew - tylko ona pozwoli nam na wygraną. A czym więcej osób bierze udział w zabawie, tym większa frajda!



Gra przeznaczona jest dla maksymalnie 5 osób. Uczestnicy, mający przed sobą strzępki mapy próbują odkryć skarb na wyspie. Ale uwaga! Piraci nie śpią i już zdążyli ją zafałszować, utrudniając jej prawidłowe odczytanie! Wszyscy gracze szukają jednocześnie, jednak tylko ci, którzy jako pierwsi dokonają prawidłowego wskazania, zostaną nagrodzeni punktem. Na rozgrywkę składają się cztery rundy  pełne emocji;) Choć wydawać by się mogło, że to gra dla młodszych (wg wskazań dla tych od 6. roku życia), tak naprawdę świetnie sprawdzi się w każdym wieku.
Jeśli więc potrzebujecie nieco "orzeźwienia", emocji i ćwiczenia swojego refleksu, a przy tym macie na grę jedynie około 15 minut wolnego, to coś dla Was!

Świetna propozycja, w naprawdę przystępne cenie - jej koszt to jedyne 19,90zł.  Jeszcze taniej tutaj.
Zachęcam do zakupu i przetestowania wszystkich, którzy choć raz w życiu chcieli znaleźć jakiś skarb według wskazówek z zaszyfrowanej mapy. Poczujcie się jak prawdziwi poszukiwacze!

A po kliknięciu logotypu również czeka Was wiele radości;)
http://www.krainaplanszowek.pl/


sobota, 1 marca 2014

Basia. Łap kolory! - propozycja gry






Basia. Łap kolory! to świetna propozycja dla graczy, którzy ukończyli 5 rok życia i chcieliby w dwu-, trzy- lub czteroosobowym składzie spędzić 15 minut jednej rozgrywki, a następnie wprowadzić nową grę w kanon swoich ulubionych.

To nie szachy, gdzie liczy się spokój, opanowanie i wcale nie szybkość, lecz właśnie gra dla osób, ceniących sobie energiczność i pragnących zaprezentować swoje umiejętności w zakresie szybkiego reagowania po to, by wygrać.

Łap kolory to gra dla prawdziwych mistrzów szybkości! Oprócz tej zdolności muszą oni jednak posiadać także pewną wiedzę: z zakresu barw rzecz jasna.
Wydaje się proste?
Wcale nie! Gdy w grę wchodzą emocje i pragnienie zwycięstwa, może się nagle okazać, że nasz rozum proponuje nam fałszywy obraz łabędzia w kolorze… zielonym. A wtedy – przykro mi, punkt nie zostaje przyznany.
Warto być zatem nie tylko szybkim, ale i czujnym – tylko połączenie tych dwu cech zapewni nam zwycięstwo.

Polecam serdecznie! Zdaje się, że to proste i banalne, ale to właśnie takie gry najczęściej okazują się najlepszymi towarzyszami spotkań z przyjaciółmi.


W opakowaniu znajduje się dwanaście kart Basi, pięćdziesiąt obrazków i czterdzieści żetonów.

Cena rynkowa gry to około 70 zł, ale z całą pewnością można kupić ją taniej – wystarczy przeszukać internetowe okazje albo poszukać na stronie wydawcy.
Warto wspomnieć, że do gry dołączone są dwie książki z serii o Basi – Basia i pieniądze oraz Basia i taniec.