Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zmiana. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zmiana. Pokaż wszystkie posty

sobota, 20 czerwca 2015

After. Ocal mnie – Anna Todd



Ocal mnie to już trzeci tom cyklu After podbijającego serca czytelników na całym świecie. Czytadło, które robi furorę przede wszystkim ze względu na niewymagający język i fabułę, która rzeczywiście wciąga, choć nie chciałoby się do tego przyznawać.

Tom ów skupia się przede wszystkim na wyjeździe głównej bohaterki na staż do Seattle, który to sprowokuję zmianę statusu jej związku na odległościowy. Hadrin nie do końca radzi sobie z  nową sytuacją, dla obojga jest to jednak okazja, by popracować nad relacjami. Sytuację dodatkowo komplikuje fakt pojawienia się w życiu Tessy ojca, który przed laty porzucił ją i jej matkę, a który teraz stacza się z  powodu uzależnienia alkoholowego i narkotykowego. Dzięki córce i jej chłopakowi ma on szansę odbić się od dna i spróbować odbudować to, co na własne żądanie zburzył. Nie tylko ta relacja będzie jednak odbudowywana - na tom ten składa się bowiem układanie wielu zburzonych i zachwianych związków emocjonalnych - nie tylko rodzinnych.

Zdecydowanie najlepsza z  dotychczasowych części – więcej wydarzeń wyjaśniających przeszłość Tessy i Hadrina, mniej koncentracji na rozbuchanej sferze erotycznej, znacznie lepiej zbudowana linia fabularna – tutaj po prostu się dzieje! Przyjemność płynąca z czytania tej książki podobna jest satysfakcji jaką daje oglądanie amerykańskich seriali – to książkowy tasiemiec, od którego łatwo się uzależnić i trudno oderwać. Ponad 800 stron jest do przeczytania w jeden dzień, a zaangażowanie w  lekturę niemożliwe do opisania  - mam wrażenie, że Todd się rozwinęła, że zwiększona ilość stron tym razem wcale nie jest przesadzona – spędziłam przy książce naprawdę dobry, relaksujący czas, a zakończenie po raz kolejny wzmogło mój apetyt na kolejny tom – nie wiedzieć czemu ta seria się nie nudzi.

Jeśli potrzebujecie czegoś pisanego prostym językiem, tasiemcowatego, czegoś, co pozwoli Wam na długie godziny zatopić się w  lekturze i zapomnieć o codzienności – After z powodzeniem zaspokoi te oczekiwania.

Trzeci tom jest częścią o dojrzewaniu i zmienianiu siebie – pracą nad gniewem, radzeniem sobie z  przeszłością, próbą ułożenia życia, wyjścia z nałogów i uporządkowania związku oraz relacji z rodziną. Pełną namiętności, wybuchowości, ale też – o dziwo – przyjacielskiej mądrości. Są kolejne zdrady,  niespodziewane zachowania, nieoczekiwane wyznania, rozstania i powroty.
Czyta się błyskawicznie!



wtorek, 23 grudnia 2014

Księgarnia spełnionych marzeń – Katarina Bivald



Tytuł: Księgarnia spełnionych marzeń
Autor: Katarina Bivald
Wydawnictwo: Amber
ISBN: 978-83-241-5055-7
Ilość stron: 416
Cena: 44,80 z

Sophy podniosła książkę do twarzy, nadal ostrożnie i niepewnie, i powoli wciągnęła zapach przez nos. Uśmiechnęła się.
-Czujesz? Zapach nowych książek. Nieprzeczytanej przygody. Przyjaciół, których jeszcze się nie zna i czekających nas godzin magicznej ucieczki od rzeczywistości[1].

Czyż sam tytuł nie brzmi cudownie? Jak najpiękniejsza na świecie melodia, prawda?
I tak ciepło, serdecznie, pogodnie jest też we wnętrzu tej książki-czytadła.
Już sam fakt, że jest autotematyczna stanowi dla mnie ogromny plus – takie publikacje uwielbiam najbardziej w świecie, poluję na nie jak sroka na błyskotki – to moja wielka słabość.
Kataryna Bivald dała mej skłonności się „najeść”, sama mając podobną – autorka bowiem na co dzień pracuje w księgarni i mieszka w domu po brzegi wypełnionym książkami. Księgarnia spełnionych marzeń, to jej powieściowy debiut, będący przelaniem miłości do książek i wymyślanych historii na papier. Autorka nie do końca wie czy woli książki, czy ludzi i w tę wątpliwość wyposażyła też swoją główną bohaterkę.



piątek, 13 czerwca 2014

Zacznijmy od nowa - Abbi Glines


Tytuł: Zacznijmy od nowa
Autor: Abbi Glines
Wydawnictwo: Pascal
ISBN: 9788376422930
Ilość stron: 320
Cena: 34,90

Zacznijmy od nowa to trzeci tom serii poświęconej rozwijającej się miłości Blaire i Rusha. Ich przejścia z dwu poprzednich tomów przypominały mi zabawy dwójki niedojrzałych nastolatków, którzy nie do końca wiedzą co zrobić ze swoim życiem, więc co rusz się na siebie obrażają, godzą, rozstają, znowu godzą, co chwila uprawiają seks i chyba tak naprawdę nie do końca dorośli do tego, by wejść w porządny związek. A „niestety” dziewczyna zachodzi w ciążę, rozrywkowy chłopak przeistacza się w opiekuńczego, zaborczego i statecznego ojca rodziny, dążąc do szybkiego ślubu i – miałam wrażenie – pozyskania ukochanej na własność i do tego z gwarancją.
Tom ten skupia się na ostatnich chwilach przed ślubem i narodzinami dziecka. Czas, który dla pary zakochanych w sobie młodych ludzi powinien być wyjątkowy i spokojny, w wypadku Blaire i Rusha jest taki jak zwykle: pełen negatywnych emocji, stresu, kłopotów rodzinnych. Bohater po raz kolejny musi podjąć próbę uporządkowania swoich relacji z chorą siostrą, odrzucaną przez ojca. I jeśli chodzi o fabułę, to właściwie jej główna linia na tym się kończy. Autorka wprowadza kilka wątków pobocznych, urozmaicających wałkowany już po raz trzeci schemat walk na linii Rush-Nan i jednocześnie komplikujących i tak już zagmatwane drzewo genealogiczne bohaterów. Jeśli powstanie czwarta część, dobrym posunięciem byłoby dołączenie do tekstu rozrysowanego rysu rodziny, bo w tym chaosie można się zagubić.
Glines wierna jest stylowi narracji zaproponowanemu już w pierwszej części – jest niezobowiązujący, lekki, bez zbędnej metaforyzacji, bez poetyzacji, pełen wyrażeń z rejestru potocznego, obfitujący w dynamiczne dialogi i krótkie zdania: taki, który sprzyja lekturze ekspresowej i bezrefleksyjnej.
Bohaterowie nie ulegli znaczącej przemianie od zakończenia tomu poprzedniego – Nan jest wciąż jednakowo irytująca, Rush beznadziejnie dla niej wyrozumiały, a Blaire tradycyjnie cierpliwa do czasu, aż po raz kolejny pakuje swój dobytek i ucieka. Choć zawirowań nie brakuje, tom ten nie jest już tak intensywny jak poprzednie, a przez to chyba bardziej realistyczny, choć jednocześnie mniej porywający. Bo tak – książki Glines mimo częstego odrealnienia, są jednocześnie tekstami wciągającymi.
Kolejny tom perypetii Blaire i Rusha, a w ich mentalności nadal nic się nie zmienia. Wszechobecne „o fuck”, „jestem mokra” i seks uprawiany w każdym miejscu, o każdej porze, bez względu na ludzi, którzy ewentualnie mogliby stać się jego świadkami czy słuchaczami, bo przecież po co komu intymność. Gdyby nie te wstawki, książka ta byłaby dobra, niestety nagminne wtrącenia tego typu coraz silniej mnie męczą i sprawiają, że bezwiednie przewracam oczami, prycham i okropnie się zżymam na niedopasowanie stylistyczne i wyczuwalne zgrzyty. Glines stara się podobnymi wtrąceniami odpowiadać na, w jej mniemaniu, zapotrzebowania czytelnicze młodzieży. Niech tak będzie, ale po co w takim razie cała reszta utrzymywana jest w nieco innym tonie? Nie sposób nie podkreślić kolejny raz uderzającego podobieństwa do E.L. James i jej „wewnętrznej bogini”. Tutaj mamy zewnętrze „o fuck, Rush”.
Taka kultura i język, jacy odbiorcy (tacy odbiorcy jaka kultura?).

Poprzednie tomy:


http://shczooreczek.blogspot.com/2013/11/o-krok-za-daleko-abbi-glines.htmlhttp://shczooreczek.blogspot.com/2014/01/sprobujmy-jeszcze-raz-abbi-glines.html



piątek, 21 marca 2014

Cztery pory roku ŚBK



Choć o czterech porach roku i ich wpływie na mój nastrój/kondycję mogłabym pisać wiele, tak naprawdę nie sposób ukryć, że to wiosna jest moim numerem jeden. Gdy tylko zbliża się 21 marca, to moja psychika wskakuje na zupełnie inny poziom: włącza mi się hiperaktywność, dobry humor, chęć do zmian wprowadzanych w każdą dziedzinę życia, praca nad sobą, większa mobilizacja do rezygnacji ze złych nałogów (zwłaszcza myślowych:D) I nic w tym dziwnego - więcej słońca, kwitnące drzewa, soczyście zielona trawa wybijająca się z ziemi - jak nie cieszyć się życiem i nie chcieć nic w nim zmienić na lepsze, skoro nawet natura daje nam znaki "nowego"?









Zima mnie usypia, jesień wprowadza w melancholię i szukanie problemów tam gdzie ich nie ma, wyolbrzymianie błahostek i tego typu historie; polskie lato męczy mnie duchotą, która sprawia, że nie do końca umiem cieszyć się z dni wolnych, zaś wiosna... to okres idealny. Chłodne poranki i wieczory, słoneczne dni i świat staje się piękniejszy:) Każda kolejna pora roku, to dla mnie także znak czasu zmiany miejsca czytania- zimą czytam na kanapie pod kocem, jesienią i wiosną na parapecie, latem - w ogrodzie lub z nogami wywieszonymi przez okno:)))
A lekturowo? Podobnie jak przez cały rok przeplatam gatunku, jednak tym razem zdecydowałam się (w końcu) na sięgnięcie po serię idealnie wpisującą się w tematykę postu i nieodmiennie urzekającą mnie swoją szatą graficzną:







A jakie są Wasze doświadczenia czterech pór roku? 



czwartek, 20 marca 2014

Pora na życie – Cecelia Ahern


Tytuł: Pora na życie
Autor: Cecelia Ahern
Wydawnictwo: Świat Książki
ISBN: 9788379432233
Ilość stron: 424
Cena: 34,90 zł

Wczorajszy dzień upłynął mi w mgnieniu oka! Wszystko za sprawą najnowszej książki Cecelii Ahern, Pora na życie.
Już po kilku pierwszych zdaniach wiedziałam (intuicja w wypadku tej autorki  nigdy mnie nie zawodzi), że będzie to jedna z lepszych, o ile nie najlepsza z dotąd napisanych przez nią (i wydanych w Polsce) książek. I nie myliłam się.
Wraz z nabieraniem doświadczenia czytelniczego, coraz rzadziej zdarza mi się sięgać po książki rozczarowujące, z wielką ostrożnością dobieram bowiem swoje lektury, wciąż poszukując w nich wzruszeń, ale też – niezmiennie od lat – siebie, co nie zawsze jest zadaniem prostym.

Ahern, jak chyba żadna inna pisarka potrafi zapewnić mi, że otwierając kolejną jej powieść, wdychając jej atmosferę i zapach, mknąć wzrokiem po kolejnych zdaniach, prędzej czy późnej na jej kartach odnajdę lustrzane odbicie siebie, swoich pragnień, myśli, doświadczeń.

Lucy Silchester, to kobieta, która już trzeci rok od rozstania ze swoją miłością, mieszka z kotem w wynajętej kawalerce, do której nikogo nie zaprasza. Jakby na przekór ambicjom zamożnego ojca, wykonuje ona mało satysfakcjonującą pracę, zdobytą dzięki oszustwu. Kłamstwa stają się jej chlebem powszednim, które od pierwszego, zaczęły mnożyć się niespodziewanie szybko. Dziś za ich sprawą Lucy oddala się nie tylko od swojej rodziny, przyjaciół i znajomych, ale także od samej siebie.

Pewnego dnia, po powrocie do domu zastaje ona na podłodze kopertę opatrzoną znakiem potrójnej spirali, w której znajduje się zaproszenie na spotkanie. Nie z kim innym, jak z Życiem.
Początkowo unika ona udzielenia odpowiedzi na wiadomość – próbuje wymigać się zapracowaniem, obowiązkami i całą paletą wymówek, wymyślanych na poczekaniu, po to tylko, by uniknąć konfrontacji – jednak jej Życie jest równie uparte jak ona.
Gdy w końcu spotkanie dochodzi do skutku, kłamstwa Lucy zostają zdemaskowane. Okazuje się, że tak często opowiadała ona wymyślone historie, że sama zdążyła w nie uwierzyć, z każdym kolejnym krokiem tracąc radość życia.  A Życie jest nieugięte, ma w pamięci każdy, nawet najmniejszy grzeszek bohaterki, który ich oboje doprowadził do wyniszczenia.



Nieprzyjemna była świadomość, że wszystkie te drobne czynności, którym się oddawałam, są przez kogoś odnotowywane i wprowadzane do bazy danych, żeby potem jakiś znerwicowany biurowy maniak mógł mieć do nich dostęp, jak do jakiejś gry[1].

Lucy nawet po pierwszej konfrontacji wydaje się nieprzekonana: w swojej świadomości funkcjonuje ona jako osoba spełniona i szczęśliwa. Jej towarzysz zasiewa w niej jednak ziarno niepewności, które powoli kiełkuje, obnażając liche fundamenty półprawd, na których kobieta zbudowała swoje życie i relacje.




(…)pozostanie pani tak samo samotna, znudzona i nieszczęśliwa jak wcześniej, tyle że tym razem w sposób tego świadomy. I ta świadomość nie opuści pani już ani na chwilę[2].


Lucy zaczyna zdawać sobie sprawę, że dawno temu zaniedbała swoje wnętrze, co dramatycznie wpłynęło na jej samopoczucie i związki. Niechęć do samej siebie spowodowała wycofywanie się, myślne obrażanie innych, szukanie wad u całego świata, tylko nie u siebie. Spotkanie z Życiem staje się dla niej niepowtarzalną szansą na wejrzenie w swoje wnętrze i powolne odbudowanie tożsamości i poczucia własnej wartości, a co za tym idzie: szczęścia.

I nikt nie widzi Twojego wnętrza, a w naszych czasach, coś, czego  nie widać, czego nie da się sfotografować, nie istnieje. Tyle, że teraz ja tu jestem.: twoje wnętrze, twój rentgen, podstawione pod twoją twarz lustro i zarazem malujące się w nim odbicie. Dzięki mnie, we mnie zobaczysz jak bardzo jesteś nieszczęśliwa[3].


Pora na życie to lektura, która jeśli sięgniemy po nią w odpowiednim momencie życiowym, przeniknie nas na wskroś, stawiając pod obstrzałem pytań o własne przezywanie darowanego mu czasu. Nie ma w niej miejsca na subtelności i delikatność. Książka ta konfrontuje nas z tym, co bolesne, skrywane i często nieuświadomione lub spychane do podświadomości. Jeśli więc czujesz (lub ktoś Ci to sugeruje, mówiąc, że się o Ciebie martwi), że nie jesteś szczęśliwy, że unikasz mówienia o sobie, kombinujesz jak szybko wywinąć się z jakiegoś spotkania zanim jeszcze ono się zaczęło, jeśli wszystkim – nawet lubianym osobom, nadajesz niemiłe etykietki, nie patrzysz w przyszłość, wciąż uparcie tkwiąc w przeszłości i nie masz odwagi zawalczyć o swoje marzenia, bo… nawet nie wiesz o czym marzysz, to książka ta z całą pewnością zmusi Cię nie tylko do zastanowienia nad sobą samym, ale też do wprowadzenia kolosalnych zmian.
Ta publikacja sprawia, że czytelnik zastanawia, co powiedziałoby mu jego Życie, gdyby nagle stanęło naprzeciw niego i przeraża się - bo nagle uświadamia sobie wszystkie swoje "grzeszki", nieodpowiednie zachowanie, głupie docinki, podłe myśli, które choć drobne, są trucizną zakwaszającą nasze wnętrze, prowadzącą je do gnicia. Człowiek widzi jak sam, na własne życzenie się zatruwa, czyniąc swoją codzienność nieznośną. I to go boli, to go uwiera i to mu nie odpowiada, przez co może albo uznać lekturę tej książki za (zbyt) trudną i przez to zbędną, albo (metodą wyparcia) za zupełnie głupią i trywialną i przez to niewartą czasu. Każda z tych reakcji ujawnia jednak nasze problemy.
Jeśli nie chcesz więc spotkać swojego Życia, które, odzwierciedlając Twoją kondycję wyglądałoby tak:

I nagle go zobaczyłam. Faceta zwanego moim Życiem(…). Nieznajomy ubrany był w wymięty szary garnitur, szarą koszulę i szary krawat z wytłoczoną potrójną spiralą życia. Miał czarne, lekko przyprószone siwizną włosy i z kilkudniowym zarostem na twarzy wyglądał raczej marnie[4].

koniecznie wprowadź w swoje życie zmiany, zaczynając od lektury tej książki.

Serdecznie polecam!


[1] Cecilia Ahern, Pora na życie, Warszawa 2013, s. 63.
[2] Tamże, s. 64.
[3] Tamże, s. 146
[4] Tamże, s. 51.

sobota, 15 lutego 2014

Być kimś, być sobą – Jarosław Podsiadlik


Tytuł: Być kimś, być sobą (+CD)
Autor: Jarosław Podsiadlik
Wydawnictwo: Novae Res
ISBN: 9788377229347
Ilość stron: 178
Cena 34,90 zł

Gimnazjum, to czas szczególnie burzliwy – zmiana szkoły, nowe znajomości, ponowne próby zdobywania szacunku ze strony nauczycieli i kolegów z klasy, burza hormonów, kształtowanie własnych poglądów, pierwsze burzliwe miłości.
Nierzadko tym i tak ogromnym metamorfozom towarzyszą trudności w domu rodzinnym, z którego wyrasta młody, zakompleksiony człowiek, pozbawiony pasji, wiary w siebie i własną  zdolność do przemieniania świata i rzeczywistości.

Bardzo często młodzi ludzie w tym okresie szukają rozmaitych odskoczni – jedni odnajdują swoje pasje, inni zatapiają się w nałogach, jeszcze inni zamykają się na otoczenie i preferują eskapizm. Bardzo wielu jednak, właśnie na tym etapie swojego życia, odkrywa ogromną wartość muzyki, która może być nie tylko strefą bezpieczeństwa , ale też przestrzenią, w której najprościej nazwać to, co aktualnie się przezywa.

Krzysiek to typowy uczeń gimnazjum, który jednak znacznie silniej niż jego przyjaciel Marcin, odczuwa potrzebę rozmawiania o przyszłości i budowaniu swojej tożsamości. Dom rodzinny nie dostarcza mu wzorców, a jedynym śladem po szczęśliwej przeszłości są zdjęcia, na których ojciec wcale nie pije ani nie wyżywa się na bliskich, ale tworzy atmosferę bliskości i poczucie bezpieczeństwa. Czasy te jednak bezpowrotnie minęły. Teraz w domu bohatera dominuje alkohol i przemoc, z którymi nie potrafi poradzić sobie nawet mama Krzysia, zatroskana o losy swojego jedynego syna i całej rodziny.

Jest jedna rzecz, która daje chłopakowi poczucie chwilowego szczęścia – pisanie, tworzenie tekstów, wypływających z własnego doświadczenia; słów, które raz pobudzone do życia mogą zmienić rzeczywistość.
Dopełnieniem jego potrzeby szukania pasji i własnego „ja” staje się muzyka, w której chłopak coraz bardziej się zatraca, odnajdując w niej nie tylko odpowiedzi, ale też pocieszenie i motywację.

Jarosław Podsiadlik wchodzi w przestrzeń młodego człowieka, nękanego typowymi problemami naszych czasów: osamotnieniem; brakiem wsparcia u najbliższych; trudnościami, wynikającymi z nałogów ojca, a także niepewną przyszłością.

Być kimś, być sobą, to zapis siedmiu dni z życia nastolatka, który próbuje odbudować swoje życie i znaleźć mocny fundament dla swojej tożsamości.
W oczy rzuca się niezwykła dojrzałość chłopaka, który prowadzi bogate życie wewnętrzne, raz po raz zastanawiając się nad sensem istnienia. Swoich przemyśleń nie zachowuje jednak dla siebie – automatycznie przekłada je na życie, dokonując tym samym wielkich przemian.
W powieści tej dominują dialogi, które odkrywają przed czytelnikiem próby porozumienia się bohatera ze światem, a także dobrze oddają to, jak takie rozmowy faktycznie wyglądają.
Dzięki zapisowi rozmów, gdzieniegdzie okraszonymi wulgaryzmami koniecznymi dla wzmocnienia wypowiedzi i wyrażenia buntu, mamy szansę dobrze przyjrzeć się przestrzeni młodych ludzi uwięzionych w nieszczęśliwych życiach.

Do książki dołączona została płyta z nagraniami, które doskonale uzupełniają lekturę i pozwalają zanurzyć się w klimacie opisywanej historii nie tylko mocą wyobraźni, ale także siłą muzyki, która dla wielu stanowi rzeczywisty ratunek – szczególnie dla tych, wywodzących się z podobnego bohaterowi środowiska.



sobota, 17 sierpnia 2013

Nowy przywódca – Juliannna Baggott




Nowy przywódca, to drugi tom trylogii Świat po wybuchu Julianny Baggott, wpisujący się w poetykę postapokaliptyczną i antyutopijną. Prawa do sfilmowania pierwszej części cyklu – Nowej Ziemi, wykupiła już wytwórnia Fox 2000, producent Zmierzchu, zapowiadając tym samym kolejny kasowy hit. Mimo że tom pierwszy był absorbujący, to jednak posiadał wiele momentów pełnych dłużyzn, których Nowy przywódca jest już pozbawiony.
Baggott udowadnia, że nieprawdą jest, jakoby rozwinięcia cyklu miały zaniżać poziom. Wręcz przeciwnie – część ta  podnosi poprzeczkę, czyniąc podróż przez Nowy Eden niebywale zajmującą i atrakcyjną.
Po Wybuchu zaplanowanym przez Willuksa – ojca Partridge’a – świat całkowicie zmienił swoje oblicze. Gdy dorastający chłopak poznaje nagą prawdę o swojej rodzinie, podejmuje decyzje ważące na losach Czystych przebywających poza Kopułą. Postanawia on odnaleźć matkę, o której śmierci zapewniał go ojciec. Jak się okazało, wszystkie wiadomości, którymi Partridge był karmiony od najmłodszych lat, stanowiły jedynie półprawdy, mające być środkami do innego celu. Bohater postanawia dołączyć do grupy Wyrzutków, na której czele stoi ciekawa osobistość – El Capitan.
Niestety, Willuksowi tak bardzo zależy na powrocie syna do Kopuły, że jest zdolny do najgorszych czynów. Jego obecność ma mu zapewnić przedłużenie życia – nawet za najwyższą cenę. Jedyna możliwość zaprowadzenia prawdziwego porządku przez Zmutowanych, widziana jest w wewnętrznym przewrocie w Kopule, na którego czele ma stanąć właśnie Partridge.
W czasie gdy ten będzie walczył z własnymi słabościami, jego przyrodnia siostra – Pressia, będzie musiała zmierzyć się z innymi demonami, by odnaleźć coś, co Willux przed laty skrzętnie ukrył, a czego przez swoją arogancję nie zabezpieczył w należyty sposób.
Narracja prowadzona jest dwutorowo: po rozdzieleniu się dwojki bohaterów, autorka prezentowała naprzemiennie działania każdego z nich, z największą dbałością o detale.
Akcja Nowego Przywódcy toczy się z niebywałą prędkością. Bohaterowie charakteryzują się ponadprzeciętną inteligencją, gwarantującą im szybkie rozwiązanie kolejnych zagadek, nawet w sytuacjach stresowych,  a także ogromną siłą i wolą przetrwania. Cechuje ich troska o siebie nawzajem  i bezkompromisowe dochodzenie wspólnego celu, w imię którego są w stanie wiele poświęcić. W narracji snutej przez Baggott widać jej niezwykłą troskę o to, by wykreowane przez nią postaci, były szczególnie dopracowane.
Czytając tę książkę, kolejne stronice dosłownie przelewają się między palcami, a walka z Pyłami i kolejnymi mutacjami wysyłanymi przez Kopułę, by siać postrach stanowi doskonałą pożywkę dla wyobraźni, zaspokajając nawet najbardziej wymagających czytelników.  Plastyczny język i barwne opisy są wręcz namacalne, a świat stworzony przez Baggott budzi ogromny podziw. Autorka stworzyła go z niezwykłą dbałością o detale, a przy tym zagwarantowała istnienie prawdziwej plejady osobistości. Zmutowani, Czyści, Wyrzutkowie, Pyły – to jedynie garść bohaterów, których spotkamy na kartach tej powieści, a którzy przeprowadzą nas przez ten postapokaliptyczny świat. Na szczęście Baggott wystrzega się namolnych przypomnień wydarzeń poprzedniej części, sprawiając, że czytelnik (ja) nie ma okazji się nudzić. To powieść młodzieżowa, która może być atrakcyjna także dla dorosłych odbiorców. Znajdziemy w niej nie tylko pościgi, machlojki, spiski, ale też głęboką przyjaźń, bezgraniczną miłość i poświęcenie w imię lepszej przyszłości oraz prawdy.

Książka urywa się w miejscu przełomowym, jednak nie na tyle, by z nadmierną niecierpliwością wyczekiwać tomu kolejnego. Nie wyobrażam sobie nawet, co jeszcze przygotowała Baggott dla fanów serii, bowiem jej wyobraźnia i lekkość pióra jest tak ogromna, że spodziewać można się dosłownie wszystkiego. 

piątek, 2 sierpnia 2013

Hotel Zaświat – Przemysław Borkowski


Tytuł: Hotel Zaświat
Autor: Przemysław Borkowski
Wydawnictwo: Oficynka
ISBN: 9788362465675
Ilość stron: 312
Cena: 32 zł
Recenzja bierze udział w konkursie Syndykatu Zbrodni w Bibliotece.


Z całą stanowczością mogę powiedzieć, że Hotel Zaświat to książka charakterystyczna. Niebagatelną rolę w nadawaniu jej takiej formy z całą pewnością pełni doświadczenie kabaretowe autora. Mimo że w założeniu miała to być powieść sensacyjna, w wielu miejscach uwydatnia się w niej humorystyczne zacięcie tegoż.
Przedmiotem opowieści jest historia Krzysztofa Rozkrocznego, który po latach wraca do rodzinnej miejscowości, by sfinalizować transakcję sprzedaży domu, który opustoszał, gdy ten postanowił z niego wyfrunąć, a najbliżsi podążyli jego śladem. Kiedyś, dom ten w oczach bohatera jawił się jako majestatyczny – dziś jest jedynie własnym cieniem, ruiną. Sielska mieścina, jaka utrwaliła się w jego wspomnieniach, daleka jest od tego idyllicznego wyobrażenia. Od pierwszego dnia Krzysztof zauważa, że dzieją się w niej dziwne rzeczy, niestety osób, z którymi mógłby o tym porozmawiać jest niewiele. Większość jego znajomych albo zmarła, albo również opuściła wioskę w poszukiwaniu lepszego życia.
Teraz, w poczuciu osamotnienia bohater sam stara się uporać z rodzinnymi stronami, które jawią się jako groźne i mroczne i z całą pewnością skrywają jakieś tajemnice.

Wieś opisywana przez Borkowskiego, to przykład niszczenia i degradacji, przestrzeń odarta ze znamion bezpieczeństwa i sielskości. W jej miejsce wstawiono dojmujące poczucie zagrożenia i niepewności.
Bohaterowi przyjdzie się zmierzyć ze światem jakiego nie pamiętał i jakiego wcale nie chce poznać.
Jego powrót do niszczejących domostw można odczytywać na co najmniej dwu płaszczyznach: dosłownej i metaforycznej.
Ta druga przywodzi na myśl tworzenie sielskich obrazów w wyobraźni, dzięki którym idealizujemy swoją przeszłość i pozbawiamy ją wszelkich trudów i brudów, a które zderzają się z rzeczywistością w sposób brutalny: przeszłość nigdy nie jest tak wspaniała jak ją pamiętamy, a jej obraz pielęgnowany w meandrach naszej wyobraźni, to zazwyczaj przyczyna wielu rozczarowań. Borkowski zdaje się mówić, że nie warto powracać, nie należy się cofać i patrzeć w przeszłość, lecz śmiało dążyć ku przyszłości, pozostawiając za sobą to co minione, ograniczając się jedynie do wędrówek w wyobraźni.
Wielość poruszanych wątków i motywów nie pozwala ksiązki tej wtłoczyć w sztywne ramy jednego gatunku. Odnajdziemy w niej bowiem elementy powieści epistolograficznej, powieści grozy, kryminału, thrillera, powieści obyczajowej, sensacyjnej, psychologicznej, a także powieści szkatułkowej (podczas czytania opowieści policjanta). Myślę, że wymieniać można by jeszcze dłużej – wszak to tekst niejednolity.
Niestety ta różnorodność nie wyszła książce na dobre – zbyt wiele w niej wątków porzuconych, nierozwiniętych, potraktowanych po macoszemu. Na skutek tego powieść nie obfituje w dramatyczne zwroty akcji czy szybkie tempo. Toczy się bez przeszkód, co rusz oferując nowe zagwozdki.
Jaki tak naprawdę był pomysł na tę powieść – nie wiem. Nie potrafię doszukać się jednego konceptu ani spójnej wizji. To raczej przekrój przez świat tajemnic, zagadek, dziwnych postaci, stanowiący pewne memento nieuchronności i przemijalności.
Hotel Zaświat zaprasza. Zajrzysz?



wtorek, 12 lipca 2011

"Ja, którym chcę być" - John Ortberg


Na wyjazdach rekolekcyjnych ciężko o czas na książki. Wynika to z dwóch spraw: albo plan dnia jest na tyle napięty i obfity, że każdą wolną sekundę poświęca się na sen, albo okolice, w których rekolekcje się odbywają sprzyjają poświęcaniu go na spacery.
Kraków zdecydowanie należy do kategorii drugiej. Mimo to jednak, podczas siedemnastodniowego duchowego odbudowywania, udało mi się przeczytać jedną lekturę – Ja, którym chcę być Johna Ortberga.
Przypuszczam, że na mój odbiór tej pozycji w dużej mierze wpłynęły warunki w jakich była czytana, jednak postaram się obiektywnie ją zaprezentować.

John Ortberg należy do grona amerykańskich autorów książek traktujących o duchowości chrześcijańskiej.
W wyżej wymienionej pozycji pozwala czytelnikowi stopniowo dochodzić do tego, jak wiele wersji samego siebie posiada oraz jak rozbudowywać tę najbardziej fundamentalną  i najdoskonalszą – Bożą wizję siebie.
Autor snuje rozważania na temat tego, co stoi na naszej drodze do lepszego zadbania o własne „ja”, co psuje nasze relacje z Bogiem. Zaprasza czytelnika do próby podjęcia głębszej relacji ze Stworzycielem, który pragnie naszego szczęścia, spełnienia, który wciąż chce nas udoskonalać. Ortberg stara się zachęcić odbiorcę do zaufania Bogu, a następnie „cieszenia się z rezultatów”.

Ogromną zaletą wydania jest jego strona techniczna. Książka, mimo swojej dość pokaźnej objętości, pozwala na bezproblemowe znalezienie najważniejszych wątków w niej poruszonych. Wszystko za sprawą wyróżnienia niektórych zwrotów większą czcionką, dużej ilości tabelek, cytatów, odnośników do innych pozycji, ilustracji, wykresów, planów.
Dzięki temu zabiegowi lektura staje się przyjemniejsza, a wracanie do pewnych wątków znacznie ułatwione.

John Ortberg dostarczył mi kilku chwil refleksji, poruszając znane mi tematy z innej perspektywy, w znacznej mierze jednak książka ta wydała mi się uporządkowaniem pewnych spraw oczywistych.
Podejrzewam jednak, że odebrałam ją tak za sprawą dużego doświadczenia z tego typu zagadnieniami, spotkaniami na tematy w niej poruszane i wieloletnim dyskusjom im poświęconym. Dla ludzi, którzy takich spotkań w swoim życiu nie doświadczyli, z pewnością stanie się pozycją ważną i budującą. Momentami przypomina ona quasi-poradnik, zawiera polecenia do wykonania, sprzyja zastanowieniu się i zaplanowaniu swojego dalszego życia. Popiera zmiany, a nie trwanie w marazmie i narzekanie na swój los. Promuje dążenie do doskonałości duchowej poprawiającej więzi międzyludzkie oraz relacje z Bogiem.
Jest dobrą pozycją dla osób czujących, że chcą coś zmienić w swoim życiu i że zmiana ta ma być boża, pokorna, a nie ludzka i pyszna.
Polecam!

4,5/6

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Esprit.

  • ISBN 978-83-61989-48-6
  • EAN 9788361989486
  • Format 140x200
  • Rok wydania 2011
  • Wydanie I
  • Oprawa broszurowa