Pokazywanie postów oznaczonych etykietą życie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą życie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 8 czerwca 2015

Co, Gocha? – Małgorzata Kalicińska


Małgorzatę Kalicińską znałam dotąd tylko „ze słyszenia” i „z  widzenia”. Wiedziałam jakie książki pisze, ale nigdy specjalnie chętnie po nie nie sięgałam. Miałam epizod z  Ireną, ale była to jedyna powieść autorki, po którą sięgnęłam.

Moje nastawienie zmieniło się po rudzkim spotkaniu autorskim, na którym pisarka wydała mi się kobietą niezwykle mądrą, doświadczoną, która pisząc o pewnych rzeczach, widzi je zupełnie inaczej, niż odczytujący je później czytelnicy. Wspominała o swoim blogu. Z  doświadczenia wiem, że dziennik internetowy to miejsce, na którym można być bardziej sobą, lepiej wyrazić myśl kłębiącą się w  głowie – nie ma metafor, bohaterów, za którymi skrywamy swoje poglądy. I gdy tylko okazało się, że blogowe zapiski Kalicińskiej zostały wydane – musiałam przeczytać. Właśnie po to, by trochę tej prawdziwej twarzy i mądrości zaczerpnąć.

Z  wieloma sprawami się nie zgadzam, na kilka mam inne spojrzenie. W  paru miejscach nasz światopogląd zupełnie się nie styka. Nie zmienia to jednak faktu, że notatki czytałam ze zrozumiem i szacunkiem. I czerpałam – ze znakomitej większości tekstów. Zakładki indeksujące co druga strona – a bo jakaś myśl cenna, a bo jakaś kontrowersyjna, a bo z  którąś się nie zgadzam i chciałabym ją z kimś przedyskutować. Kalicińska ma w sobie wiele odwagi, ale tez – taki wniosek wysnułam na podstawie jej zapisków – wiele wewnętrznego spokoju. Odniosłam wrażenie, że jest pogodzona: ze sobą, ze światem, mimo że ma świadomość jego niedoskonałości. Jest bystrą obserwatorką codzienności i przemian zachodzących na naszych oczach,  niekoniecznie pozytywnych. Czasami jednak lubi uogólniać – już na spotkaniu poczułam, że młodzi jej jakoś nie pasują, wiele uwag było kierowanych właśnie do osób w  moim wieku – nie wiem czy miały umoralniać, czy otwierać oczy, ale zabolały, bo zupełnie nie są ze mną spójne – podobnie miejscami w  książce wyziera obraz młodzieży i młodych dorosłych jako gorszych? Słabszych? Bardziej leniwych?

Nie lubię takich uogólnień, bo przykłady na podobne zachowania znaleźć można u starszych, a im przecież nikt niczego nie wytyka. To moja jedyna uwaga, a właściwie samoobrona.

Reszta – klasa. O „magii” świąt, o wyjazdach za granicę, relacjach z  córką, umieraniu, języku, feminizmie, facetach, ocenianiu innych (ha! Pisze: nie oceniaj, a sama za chwilkę to robi), pieniądzach, starszych, opiekunach, literaturze współczesnej, słupkach, świętości w  XXI wieku (niepotrzebna), rasizmie i wielu innych.

Dobra do kawy, herbaty, na świeże powietrze. Ja czytałam tygodniami na działce: powoli, z  otwartym umysłem, sączyłam jak dobry koktajl.

Polecam na te letnie dni: wiele dobrego można zaczerpnąć, nad wieloma sprawami się zastanowić i ujrzeć z nowej perspektywy.


piątek, 15 maja 2015

Życie na pełnej petardzie – ks. Jan Kaczkowski, Piotr Żyłka



Ks. Jan Kaczkowski to postać nietuzinkowa – zapewne nie raz mieliście okazję go oglądać czy to w  telewizji, czy to w  Internecie (szczególnie strona Rak’N’Rolla). Ja sama kilkakrotnie mu się przyglądałam, po to, by teraz zainteresować się kolejną z  jego książek, wywiadem-rzeką przeprowadzonym przez Piotra Żyłkę, pod rzucającym się w  oczy tytułem – Życie na pełnej petardzie.

Kaczkowski mówi o sobie, że jest onkocelebrytą – a więc postacią znaną z tego, że ma raka (u niego ‘celebryta’ kojarzy się także z  celebracją Mszy Św., nie jest to zatem określenie jednoznaczne). I owszem – ma. Najpierw zmagał się z  nowotworem nerki, później zaś zdiagnozowano u niego IV stopień glejaka wielopostaciowego.

 Mimo tak trudnych doświadczeń w tak młodym wieku i właściwie na przekór wyrokowi śmierci (choć prognozowany przez lekarzy czas przeżycia dawno już przekroczył) ks. Jan ma w sobie ogromne pokłady optymizmu. Nie poddał się zwątpieniu, nie pozwolił lękowi przejąć kontroli nad swoim życiem. Wciąż prężnie działa jako duszpasterz puckiego hospicjum, które sam powołał do istnienia i wspiera przebywające w  nim osoby.

Z  Żyłką rozmawiał o wszystkim: od dzieciństwa naznaczonego chorobą oczu, przez dojrzewanie, bunt, późniejsze odnalezienie powołania i odrzucenie przez jezuitów, a wreszcie seminarium, święcenia i drogę kapłańską. O Kościele mówi z  dystansem i odwagą, mając pełną świadomość jego wad, ale też w  duchu posłuszeństwa i pokory. Z  jego wypowiedzi płynie wielka mądrość – nieważne czy mówi o papieżu, czy swojej chorobie, widać, że posiadł wielkie doświadczenie i obdarzony został darem wymowy. To piękne świadectwo bogatego życia, które poznało co to wytykanie palcami z powodu różnienia się od innych, to opowieść o konieczności zanurzenia w kulturze, uczenia się dyskutowania o niej, wyrażania swojej opinii, poszerzania słownictwa, by nie cofnąć się do epoki kamienia łupanego, to kurs głoszenia dobrych i złych kazań, to lekcja pokory, modlitwy o cud, to wreszcie debata o bioetyce: eutanazji, aborcji i wielu innych zagadnieniach, które wciąż bolą i prowokują społeczeństwo do agresywnej wymiany zdań (czy raczej: narzucania własnego stanowiska). To także historia miłości do Eucharystii, o tym, że cierpienie fizyczne ma zerową wartość etyczną. Wiele w niej humoru, nieraz gorzkiego (np. gdy mówi o katolicyzmie kucanym, niezwykle przykrym widoku).


Inspirująca, mądra, ważna rozmowa, do której chętnie będę wracała, gdy nadmiernie skupię się na swoich porażkach i urojonym lęku. Gorąco polecam! Trzeba nam tak budujących rozmów, bez względu na poglądy czy wyznanie – to świadectwo życia człowieka, którego naśladować warto.

sobota, 2 maja 2015

Kiedy Cię poznałam Cecelia Ahern



Kiedy Cię poznałam to opowieść wzruszająca i niezwykle budująca, a nawet – umoralniającą.

Ujęła mnie prostotą wydarzeń, zaczerpnięciem ich z  życia i pokazaniem w  jaki sposób pozorne zło przekuć można w  dobro, jak odzyskać siebie i uratować człowieczeństwo w sytuacjach, które rzucają człowieka na kolana i wielu nie pozwalają się już podnieść.

Książkę otwiera refleksja głównej, młodziutkiej wówczas bohaterki o przemijalności, z  której zdała sobie sprawę. Dziewczyna uświadamia sobie, że musimy dbać o swoje wnętrze, pielęgnować wewnętrzną magię, bo nie wiadomo ile zostało nam czasu. Lata mijają, a ona zapomina o własnych słowach.

Jasmine to kobieta niezwykła – uwielbia swój prace, ale jeszcze mocniej kocha starszą siostrę dotkniętą zespołem Downa. Bohaterka ma poczucie obowiązku opiekowania się nią, szczególnie po śmierci ich mamy. Relacje z  innymi ludźmi nie są dla niej proste – każdy, kto w  jakikolwiek sposób skrzywdzi lub chociaż niestosownie (według oceny Jasmine) potraktuje Heather jest dla niej skreślony. Kobieta nie miała łatwego życia: ojciec zawsze był nieobecny, szukał pociechy w ramionach młodych kobiet, teraz zaś ma nową córkę i nowe życie, mama zmarła przedwcześnie w wieku 44 lat po długim mocowaniu się z  niełatwym życiem i zdradami mężą, a siostra zawsze wydawała jej się krucha i wymagająca płaszcza opieki. To obraz typowej rodzinny: z  jej ułomnościami, trudnościami, bałaganem. Już od pierwszych stron Ahern maluje obraz, pod którym wielu mogłoby się podpisać.

Jej bohaterka ma to nieszczęście, że mieszka naprzeciwko Matta Marshalla – radiowego didżeja, który przed szesnastu laty podczas jednej audycji nie zareagował na złośliwe komentarze dotyczące osób z zespołem Downa. Od tamte j pory – mimo że o tym nie wie – jest jej wrogiem publicznym nr 1. Gdy Jasmine ląduje na przymusowym urlopie ogrodniczym, ma wiele czasu na obserwację sąsiada – widzi jak każdej nocy wraca do domu pijany, awanturuje się i żąda uwagi żony, stając się utrapieniem dla okolicznych mieszkańców. Źródłem jego zachowania jest zawieszenie za niestosowne zachowanie na antenie – Matt nie mogąc sobie poradzić z  porażką, zaczyna pić i wylewać swoją furię na otoczenie. 

Zbiegiem okoliczności losy obu bohaterów splatają się – ci tak bardzo różni mieszkańcy osiedla, odtąd spędzają ze sobą coraz więcej czasu, poznając się i upewniając, że to co widoczne gołym okiem, rzadko jest takie jak o tym myślimy, a złość, którą z  siebie wyrzucamy powodowana jest bólem. Zranieni ludzie bowiem ranią innych. Jasmine i Matt przekonują się, że każdy z nich ma problemy, które każą im przybierać skorupę będącą warownią nie do pokonania przez otoczenie – wzajemnie stają się dla siebie wsparciem, a dawna niechęć ustępuje rodzącej się przyjaźni.
Jaka to piękna historia ludzi, którzy obustronnie się uratowali i, choć o tym nie wiedzą, sprawili, że są teraz tym, kim są, w  miejscu, w  którym się znajdują! Ulegli transformacji i przepoczwarzyli się w  motyle, niosąc czytelnikom śledzącym ich losy otuchę.


Kiedy gąsienica myślała już, że świat się skończył, stała się motylem[1].

Zewnętrznym świadectwem przemiany Jasmine staje się ogród, który ta zdecydowała się założyć i prowadzić – z  surowego kawałka ziemi, staje się ośrodkiem kwitnięcia kwiatów otoczonych soczystą zielenią. Ta wspaniała metafora metamorfozy pokazuje jak wysiłek kształtuje nasze życie – jak to, co w  nie wkładamy później procentuje, cieszą nie tylko nas, ale także całe otoczenie mogące podziwiać efekty naszej pracy. Autorka zdaje się przypominać, że każdy z  nas posiada taki ogród we własnej duszy i jest zobowiązany do jego pielęgnacji. Pracując nad ogrodem, pracujemy nad sobą wtłaczając w  nasze wysuszone i skamieniałe żyły trochę pulsującego życia. Świetne wykorzystanie metafory ogrodu jako duszy, jestem oczarowana.

Narracja prowadzona jest w bardzo specyficzny sposób – stanowi zapis monologu Jasmine kierowanego do Matta – bohaterka od samego początku, mimo że go nie znosi, podskórnie go żałuje i szuka dla niego rozwiązań. Czuje, że tak naprawdę wcale się od siebie nie różnią.

Kiedy Cię poznałam, jak zresztą większość książek Ahern ma charakter dotulający – to określenie jest kwintesencją tego, co może czuć czytelnik  podczas obcowania z  jej tekstami. Z  każdym kolejnym słowem wypełnia Cię ciepło promieniujące z  serca na całe ciało, ogarnia Cię rozlewający się aż po koniuszki palców spokój, uśmiech samorzutnie wypływa na usta kierowany niewidzialną siłą – oto co będzie się z  Tobą działo podczas czytania, zostaniesz dotulony, przytulony i otulony – niezwykłe uczucie, które jeśli tylko mu na to pozwolisz, zostanie z  Tobą na długi czas po lekturze. To właśnie do tych emocji tęsknię i ich wyczekuję z  każdą kolejną książkę.

Powieść tę czytałam nieśpiesznie, mimo że zwykle teksty Ahern traktuję zachłannie – tym razem odnalazłam w książce spokój i wyciszenie. Dała mi ona szansę do namysłu, sprowokowała do zastanowienia się nad tym w jakim punkcie życia właśnie się znajduję i dokąd będę zmierzać dalej – choć sama nie znajduję się na urlopie ogrodniczym, mój punkt życia w swoisty sposób zbiega się z punktem życia bohaterki – ona musi podjąć decyzję o tym co dalej zrobi ze sobą, dokąd pokieruje swoje kroki, musi poukładać wiele spraw, zastanowić się nad relacjami – ja również, bo dopiero wkraczam na ścieżkę zawodową. Książki Ahern w przedziwny, magiczny sposób splatają się z  losami czytelników, co sprawia, że zawsze odnajduję w nich rys siebie, okruszek swojej duszy. Niezwykłe, prawda? Żaden inny autor tak na mnie nie działa, żaden inny nie daje odbiorcy tak wielu szans na odnalezienie siebie. I choć twórczość tej irlandzkiej pisarski można dziś podzielić na dwa okresy – ten magiczny, w którym niewidzialne dla zwykłego człowieka siły oficjalnie determinowały wydarzenia książkowe i oplatały je oraz ten bardziej przyziemny, mocno osadzony w rzeczywistości, która –  jeśli się dobrze przyjrzeć – również budowana jest dzięki temu, co niedostrzegalne: stawianiu tych a nie innych ludzi na naszej drodze w odpowiednim czasie, dziwne zbiegi okoliczności, to, co zwykliśmy mienić przypadkiem – Ahern udowadnia, że magia, opatrzność jest wszędzie wokół nas – nawet jeśli nie powołuje się na nią dosłownie, czaruje rzeczywistość. I przekazuje niezwykłą życiową mądrość możliwą do odnalezienia na kolejnych stronicach połączoną z ustawicznym przypominaniem tego, że najwięcej uczymy się z relacji – za to cenię ją najbardziej. Nie ma takiej jej książki, która by mnie jako człowieka nie ubogaciła, nie ma takiej, do której nie chciałabym wracać i którą nie obdarowywałabym bliższych i dalszych znajomych – nawet wbrew ich woli, za co zwykle dziękują:) 

Ogromnie polecam tę jak i każdą inną książkę Ahern – czerpcie z  nich pokłady ciepła, optymizmu, mądrości, dajcie się otulić mgiełce niezwykłości w zwykłym, szarym świecie – Ahern wprowadzi do niego sporo magii i koloru:)



[1] Cecelia Ahern, Kiedy cię poznałam, Warszawa 2015, s. 412.

sobota, 4 kwietnia 2015

Miodne czytanie (Sekretne życie pszczół – Sue Monk Kidd)

Pamiętacie Czarne skrzydła Sue Monk Kidd?
Oto teraz, Wydawnictwo Literackie zdecydowało się na wydanie najpopularniejszej książki autorki – Sekretnego życia pszczół, kolejne pozycji w jej dorobku  podejmującej problem rasizmu.

Rzecz dzieje się w  latach 60. w południowej Karolinie. Jej bohaterką jest czternastoletnia Lily i jej czarnoskóra opiekunka – Rosaleen.  Dziewczyna we wczesnym dzieciństwie nieumyślnie spowodowała śmierć matki – podnosząc z ziemi pistolet sprowokowała jego wystrzał. Od tamtego dnia jej ojciec stał się oschły, szorstki i agresywny, nie tylko w  stosunku do służby, ale też dla swojej dorastającej córki, która jedyną pociechę odnajdowała w  ramionach Rosaleen.

Pewnego dnia, obie bohaterki wybrały się do miasta, w  którym piastunka dopuściła się czegoś niedopuszczalnego – obraziła białego człowieka, skazując się na więzienie.

Zmęczona trudnym życiem dziewczynka, znajdując w  sobie pokłady niezwykłej odwagi i brawury, postanawia uwolnić Rosaleen i wraz z  nią udać się do pasieki w  Tiburon, bo właśnie tam prowadzi ją obrazek będący pozostałością po mamie – Czarna Madonna z  Breznicharu w  Czechach.

W  tamtym miejscu Lily odnajduje wszystko to, czego brakowało jej w  domu – ogrom miłości, wielkie pokłady ciepła, radości i miejsce do osiągnięcia spokoju duszy. Mimo że jest jedyną białą dziewczynką w  towarzystwie czarnoskórych mieszkanek pasieki, tutaj czuje się przynależeć bardziej niż gdziekolwiek wcześniej. Jedyną przeszkodą na drodze do osiągnięcia pełnej harmonii jest to, że wciąż obawia się bycia odnalezioną przez ojca i poznania prawdy przez swoje gospodynie – do tej pory przedstawiała im się jako sierota podróżująca do cioci…

Cała opowieść utkana została z  nieustannej tęsknoty dziewczynki (z  perspektywy której snuta jest narracja) za mamą i jej opieką oraz uczuciem. Bohaterka skazana na życie z  ojcem wciąż wymierzającym surowe kary za byle przewinienia marzy o poczuciu bezpieczeństwa i przynależności do rodziny pełnej i szczęśliwej, rodziny przez duże R.

Sekretne życie pszczół to książka, która uchodzi za najwybitniejszą w  dorobku Kidd, a jednak  w  moim odczuciu znacznie większą siłę rażenia miały Czarne skrzydła. Tutaj znacznie więcej niż debat nad rasizmem, który jawi się miejscami jako wątek poboczny (mimo że bohaterka spotyka się z  odrzuceniem jedynie dlatego, że jest  b i a ł a), jest tkliwych tyrad nad wiarą w siebie, szukaniem swojego miejsca w świecie, odnajdowania bliskości. To opowieść wyróżniająca się niezwykłym ciepłem i pogodą ducha bohaterek, na co dzień zmagających się z  dyskryminacją.

Miejsce, które żyło miodem, stało się dla młodziutkiej Lily nie tylko azylem, ale przede wszystkim osłodą, a sam złoty nektar zdawał się wypełniać dziury poczynione przez życie w  sercu dziewczynki. Piękna to historia relacji między kobietami rodzących się na przekór społecznym uprzedzeniom.

Lekturze tej książki nieustannie towarzyszy dźwięk bzyczenia pszczół i słodki zapach miodu, a także nieustanna obecność Czarnej Madonny, pokazującej, że każdy ma kogoś, kto jest do niego podobny – chociażby kolorem skóry.



czwartek, 12 marca 2015

Luty i marzec miesiącami odchamiania się cz.I (spotkanie ze Zbigniewem Stryjem)



Miniony semestr studiów i pracy dał mi się mocno we znaki - dni miałam wypełnione po brzegi tak, że nie byłam w stanie brać udziału ani w spotkaniach autorskich, ani w koncertach, ani nie wychodziłam do teatru - nawet kino i domowe oglądanie filmów utknęło w martwym punkcie, nie mówiąc już o coraz rzadszych spotkaniach ze znajomymi.
Teraz, choć obrona pracy magisterskiej za pasem i próba zorganizowania sobie późniejszego życia również - plan na studiach dał mi odetchnąć i mogę znów robić to co lubię.
Mimo że życie pisze różne scenariusze i często komplikuje najprostsze kwestie, w ostatnim czasie udało mi się dotrzeć na dwa istotne dla mnie spotkania z kulturą.

Pierwszym z nich był wieczór autorski Zbigniewa Stryja - aktora teatralnego i telewizyjnego, szerokiej publiczności znanego z roli w serialu Na wspólnej, który swoje korzenie ma w Zabrzu, a dzieciństwo spędził w mojej rodzinnej Rudzie Śląskiej.

Autor odwiedził naszą Miejską Bibliotekę Publiczną przy okazji promowania kolejnego tomiku wierszy - Czasem do Pana piszę. I muszę przyznać, że zrobił na mnie niemałe wrażenie.

Spotkanie z nim wspominam jako jedno z (naj)lepszych wieczorów autorskich, w których wzięłam udział (a tych było niemało). Atmosfera była iście rodzinna, aktor co rusz rozładowywał napięcie, z humorem odnosił się do pytań i zachowań publiczności, żywo reagował, opowiadał o znaczeniu Rudy w jego życiu, co było dla mnie podwójnie cenne. Zachowywał się z wielkim luzem, bez pompatyczności, a momentami - uwierzycie? - był zawstydzony nagrodami, które udało mu się zdobyć. Mimo że spotkanie moderowała dyrektorka biblioteki - Danuta Dąbrowska-Obrodzka - tak naprawdę Stryj prowadził je sam - opowiadał nie tylko o swoim pisaniu, ale też grze aktorskiej, różnicach między teatrem i filmem, tym jak pracuje się z  gwiazdami światowego formatu, takimi jak Marcin Dorociński, Agata Kulesza czy też Krzysztof Globisz. Swoją postawą dał wyraz temu, o czym sam mówił - im ktoś większy, tym mniejszy.

Fantastyczne było to jak płynnie przechodził z polszczyzny ogólnej na gwarę, jak splatał wątki, ale też to jakie świadectwo życia zaprezentował. Stryj odwołał się do trzech najistotniejszych według niego tradycji, które w jego opinii Śląsk wciąż silnie chroni, choć świat stara się je coraz mocniej negować: rodziny, Boga i pracy.

Praca - rób tak, coby nie narobić gańby (nie musieć wstydzić się za siebie, pracować uczciwie)
Rodzina - istotny fundament w świecie relatywizmu, poddającemu w wątpliwość to, co dotąd było oczywiste. Tylko rodzina daje moc, na przekór temu jaki przekaz dają młodym ludziom osoby dochodzące do władzy w różnych środowiskach - rodzina to wcale nie przeżytek
Bóg - o tym najwięcej w tomiku wierszy.

Zapytywano również Stryja o to co najczęściej interesuje czytelników: źródło inspiracji do tworzenia, czy aktor czyta swoim dzieciom, czy od dziecka marzył o aktorstwie itd.
Na wszystkie pytania odpowiadał z cierpliwością i uśmiechem, samemu dodając wiele ciekawych wątków.
Cudna atmosfera, wspaniałe, ubogacające spotkanie. Jeśli kiedyś będziecie mieli okazję wybrać się na Jego wieczór autorski - gorąco zachęcam!

Polecam także lekturę tomiku, skupionemu głównie na przezywaniu własnej wiary i religijności - jest on pierwszą częścią tryptyku. Premiera drugiego przewidziana jest na jutro - 13 marca.



wtorek, 3 marca 2015

13 bajek z królestwa Lailonii dla dużych i małych oraz inne bajki – Leszek Kołakowski


Tytuł: 13 bajek z królestwa Lailonii dla dużych i małych oraz inne bajki
Autor: Leszek Kołakowski
Wydawnictwo: Znak
ISBN: 9788324032730
Ilość stron: 192
Cena: 29,90 zł



Leszka Kołakowskiego poznałam właśnie za sprawą 13 bajek z królestwa  Lailonii. Pamiętam jak dziś: gimnazjum, lekcja w –f, siłownia, ja nie ćwiczę i zupełnie nie wiem co dzieje się wokół. Nie wiem, bo czytam. Nie wiem, bo właśnie dowiaduje się kolejnych rewelacji na temat życia w  Lailonii i szerzej – kondycji ludzkiej. Książka ta niezwykle wryła się w  moją pamięć – przypominam sobie jej stare wydanie, zaczytane, przewertowane przez dziesiątki rąk, które później próbowałam kupić, podczas gdy zewsząd atakowały mnie informacje o jego niedostępności. Możecie sobie zatem wyobrazić jak wielka była moja radość, gdy w  zapowiedziach Wydawnictwa Znak ujrzałam ją – wymarzoną, wyproszoną, wznowioną.
Tytułowe 13 bajek z królestwa  Lailonii to tak naprawdę bajek czternaście – w  wydaniu tym pojawia się bowiem opowieść dodatkowa, wcześniej wzbroniona przez cenzurę. Obok nich znajdują się Cztery bajki o identyczności, Legenda o cesarzu Kennedym: nowa dyskusja antropologiczna oraz Ogólna teoria nie-uprawiania ogrodu.
Wszystkie one, zebrane razem dają całościowy obraz – Kołakowski w  zgrabny, interesujący sposób podejmuje problematykę istotną i co najważniejsze – wciąż świeżą. Znajdziecie tu między innymi okraszone humorem opowieści o kondycji medycyny (leczy się dla samego leczenia, nie zaś wy-leczenia. Znacie to, prawda?) i ogólniej – ludzkości. Absurd goni absurd, a jednak owe nonsensy i niedorzeczności są tak boleśnie realne, że trudno im przeczyć. Kołakowski wyciąga na powierzchnię i rozlicza się z  tym, do czego zdążyliśmy się już przyzwyczaić, co zdążyło nas omamić. Przypuszczam, że gdyby pisał dziś, z  książki tej powstałoby sążniste dzieło, bowiem podobnych andronów jedynie się namnaża. Ośmiesza on kłótnie o nic, kłótnie dla samej filozofii sprzeczki, bez sensu, bez znaczenia, bez głębi, wskazuje palcem śmiesznostki codzienności, którym paranoicznie się poddajemy, niczym ćmy lecące do światła.

Fenomenalne jest to, że mimo upływających od pierwszego wydania lat, książka ta nic a nic się nie zestarzała. Wciąż czyta się ją z  równą przyjemnością, choć oczywiście w  zupełnie nowy sposób: filtrując ją przez pryzmat nowych doświadczeń, pryzmat wieku, zdobytej chcąc, nie chcąc mądrości życiowej. I nadal zaskakuje czymś nowym, wielością odczytań uzależnioną od momentu, w  którym po nią sięgniemy. Uniwersalna, ponadczasowa, kipiąca prostotą myśli i niebywałą mądrością.
Jeśli jeszcze jej nie znacie – no no no, grożę palcem! – koniecznie zaopatrzcie się w  nowe wydanie. To inwestycja na pokolenia – uwierzcie, że będzie ją przekazywać dalej, dalej, dalej – aż do zaczytania. Po to, by po latach Wasze dzieci mogły z  równie wielkim zapałem oczekiwać na kolejne wznowieniaJ
To rzeczywiście filozoficznie bajki dla każdego – dla małych i dla dużych.

wtorek, 10 lutego 2015

Prostota – Bill Hybels


Tytuł: Prostota
Autor: Bill Hybels
Wydawnictwo: Esprit
ISBN: 978-83-64647-11-6
Ilość stron: 368
Cena: 34,90zł


Mam wrażenie, że naszym światem rządzą dychotomiczne wartości – z  jednej strony jesteśmy uwikłani w  konsumpcjonizm, od którego nie sposób się uwolnić, tak silnie został w  nas zakorzeniony; z drugiej zaś coraz częściej do głosu dochodzą dążności minimalistyczne – chcemy mniej mieć, mniej kupować, mniej zjadać, mniej… . Wszystko po to, aby – paradoksalnie – osiągnąć pełniejsze i spokojniejsze życie, które utraciliśmy, zachłysnąwszy się dostępnością wszystkiego, tak różną od doświadczeń peerelowskich.
O popularności minimalizmu wyrażanego przez wyrzucanie zbędnych ubrań, bibelotów, sprzętów, wszystkiego tego, co przez lata zgromadziliśmy, po to, by osiągnąć wspomniane „,mniej”, świadczą coraz liczniejsze i coraz chętniej kupowane poradniki odsłaniające wiedzę, zdawać by się mogło tajemną, dotyczącą tego, jak to zrobić. Pewnym jest, że usunięcie bałaganu z naszego zewnętrza, spowoduje większy spokój w wewnętrzu. Pewnym jest jednak również to, że samo pozbycie się zbędnych ubrań nie wystarczy, by osiągnąć pełnię pokoju płynącego z  głębi nas samych. Owszem – daje to pewną ułudę większej władzy nad swoim życiem, jednak, by prawdziwie ją osiągnąć potrzeba czegoś więcej – potrzeba wprowadzenia strategii minimalistycznej do naszej duchowości.
Jednym z  lepszych przewodników na tej – trzeba to powiedzieć głośno i wyraźnie – niezwykle trudnej i wymagającej ogromnego samozaparcia ścieżce prostowania życia jest – w  mojej opinii – Bill Hybels, autor znany m.in. z  książek Potęga Bożego szeptu czy Życie, które działa.
On to wielokrotnie udowodnił już czytelnikom na całym świecie, że jego rady zastosowane w  praktyce mają mierzalną skuteczność.

Przemęczony. Sfrustrowany. Przytłoczony. Wiecznie poirytowany. Uwikłany w znienawidzoną pracę. Wyładowujący złość na bliskich.

Czy którekolwiek z  powyższych określeń, aby Cię nie dotyczy? Każde?
Jeśli tak, doskonale wiesz, że można by je tylko mnożyć, a każde z  nich sprowadzałoby się do tego samego – w  którymś miejscu swojego życia dramatycznie zabłądziłeś i teraz tak bardzo przyzwyczaiłeś się do nowej rzeczywistości i ciągłego utyskiwania, że nawet przez myśl ci nie przyjdzie, by coś zmienić. Współczesne tempo życia, wieczne poczucie bycia zmuszonym do wykonywania niechcianego zawodu tylko dlatego, by w  ogóle mieć pracę, życie w  niezgodzie ze swoimi przekonaniami, stałe oddalanie się od rodziny, uciekanie w pracę czy inne formy eskapizmu – ogłupiające filmy, niby-spotkania z  niby-przyjaciółmi podtrzymujące niby-przyjaźń, kancerogenne dla duszy relacje czy wreszcie tworzenie ułudy szczęśliwości i dostatku – to wszystko sprawia, że za naszym niemym przyzwoleniem niszczone jest to, co najcenniejsze -  jedyne życie jakie mamy.
Dając się uwikłać w  narzucony rytm i sposób życia tracimy z  oczu to co najważniejsze: zdrowe relacje, oparte na miłości; czas na rozmowę bliskimi, a nie jedynie wspólne „przebywanie” przed telewizorem, nawet wtedy, gdy jesteśmy niewypowiedzianie zmęczeni. Kiedyś nie będziemy rozliczani z  ilości obejrzanych filmów czy wspólnie przesiedzianych popołudni, nikt nie zapyta ile pracowaliśmy godzin: zdamy za to relację z  tego, jak traktowaliśmy bliskich i czy słowo „b l i s k i” naprawdę coś znaczyło.
Hybels żarliwie zachęca, by wziąć życie w  swoje ręce, póki nie jest na to za późno oraz zmienić je: pozbyć się tego, co zbędne (sztucznie wytwarzane obowiązki, przedkładanie kompulsywnego sprzątania nad kojącą rozmowę z  rodziną; podejmowanie nowych zobowiązań, które zamiast nas rozwijać – frustrują; zgoda na wszystkie propozycje znajomych; nieumiejętność odmawiania, nawet gdy wiemy, że robimy coś kosztem samych siebie; przedkładanie próśb obcych lub dalszych znajomych nad prośby i pragnienia bliskich; brak wydzielonego w  planie dnia czasu na autorefleksję, modlitwę, czas dla ukochanych etc.).  Autor pokazuje jak umiejętnie wykorzystać to, co nam bliskie i znajome (kalendarz), by dobrze zaplanować dany nam czas, zanim na trwałe nowe zwyczaje wejdą nam w  nawyk – chce on, byśmy świadomie wybrali prostsze życie, za które pewnie wielu się na nas nie raz obrazi – czyż ważniejsze nie jest jednak własne szczęście niż niedojrzałe postawy roszczeniowe innych?

Zatem: czyśćmy szafy, czyśćmy biurka, pozbywajmy się balastu – najważniejsze jednak, by oczyścić duszę: z  niezdrowych pożądań, ze zgubnych przyzwyczajeń. Hybels wymienia najważniejsze dziedziny, w  których należy zaprowadzić porządek, by móc zacząć żyć prościej. Za zmiany oferuje życie, w  którym w  miejsce wycieńczenia pojawia się pełnia energii, nadmiar obowiązków zastąpiony zostaje dobrą organizacją, poczucie przytłoczenia wyparte zostaje przez poczucie, że panujemy nad swoim życiem, poczucie spełnienia wypełnia przestrzeń dotychczasowego niepokoju, a nad całością przyświeca koncentracja na tym, co najistotniejsze.
Brzmi bajecznie, prawda?

Zachęcam do podjęcia wysiłku walki o siebie!


PS No i ta okładka - boska!

wtorek, 23 grudnia 2014

Wilki dwa - Adam Szustak OP, Robert "Litza" Friedrich


Tytuł: Wilki dwa
Autor: Adam Szustak OP, Robert "Litza" Friedrich
Wydawnictwo: Znak
ISBN: 9788324031825
Ilość stron: 288
Cena: 32,90 zł


Słyszeliście o tegorocznych internetowych rekolekcjach adwentowych Adama Szustaka, które rozwaliły system?
Jeśli tak, to wiecie o czym mówię. Jeśli nie – macie jeszcze chwilkę, by to nadrobić (klik).
Tak, to ten sam Adam Szustak. A ten obok niego, to twórca Arki Noego i jeden z wokalistów Luxtorpedy. A przed Wami książka powstała na fali popularności ubiegłorocznych rekolekcji  o tym samym tytule (tutaj)
Mieszanka wybuchowa, której kumulacja spowodowała powstanie tejże książki, będącej zapisem rozmów dwójki mężczyzn z różną przeszłością, odmiennymi doświadczeniami życiowymi, innymi zranieniami, których cel jest jeden: podzielenie się swoją wiarą i zarażanie nią innych. Chcą torpedować Bożym Słowem w walce o rząd ludzkich dusz – wydaje mi się, że popularność tej publikacji, a teraz także rekolekcji Szustaka mówi sama za siebie – walka trwa, a szala zwycięstwa jest coraz bardziej przechylona na jasną stronę mocy.

Autorzy tropią dwa wilki, które zamieszkują wnętrze każdego z nas, walcząc o dominację. Wraz z nimi śledzimy psychomachię, na co dzień toczącą się w nas samych. Widzimy zło i dobro – dwa oblicza, nierzadko tych samych sytuacji. To my musimy dokonać wyboru, postawieni w różnych sytuacjach: w obliczu ciężkiej choroby (naszej lub naszych bliskich), śmierci, depresji, zwątpienia, buntu, ale też szczęścia, spełnienia, radości.
Na kartach tej książki zetkniemy się boleśnie z tym, co dosięga nas każdego dnia, żaden z postawionych problemów nie będzie nam obcy, przez co książka ta trafi bezbłędnie do każdego czytelnika: mniej lub bardziej, ale każdy zdekoduje w niej siebie i swoją codzienność.
Często boleśnie nas ona dotknie, sypnie solą na niezagojone jeszcze rany, ale będzie to konieczne zwrócenie naszej uwagi w tym konkretnym kierunku.
Czujesz, że jeszcze nie do końca przygotowałeś się na Boże Narodzenie? Że zagubiłeś sedno tych świąt, poddając się fali konsumpcjonizmu i przesytu? A może czujesz, że Twoje życie z jakiegoś powodu nie jest poukładane, że relacja z Bogiem kuleje, a Ty nie przepracowałeś wszystkich bolączek? Sięgnij, zobacz, zaczerpnij, wsłuchaj się w siebie.
Może to Twoja droga do zwycięstwa nad złym wilkiem?


środa, 12 listopada 2014

Bóg zawsze znajdzie Ci pracę. 50 lekcji jak szukać spełnienia – Regina Brett



Tytuł:
Bóg zawsze znajdzie Ci pracę. 50 lekcji jak szukać spełnienia
Autor: Regina Brett
Wydawnictwo: Insignis
ISBN: 9788363944667
Ilość stron: 368


Regina Brett – chodzący optymizm, inspiracja, motywacja, kobieta, która jak nikt inny na świecie, potrafi zachęcać do działania na przekór wszystkim przeciwnościom losu.
Odkąd wygrała walkę z rakiem, stała się wsparciem dla wszystkich ludzi, zmagających się z tą chorobą, ale także dla pozostałych – uczy afirmacji życia, wyciszenia, radości z tego, co mamy.
Odkąd w moje ręce trafiła jej pierwsza książka – Bóg nigdy nie mruga która – miałam takie wrażenie – powstała specjalnie dla mnie, jak magnes przyciągając mnie ze sklepowych półek swoją kuszącą, skrzącą się intensywnym kolorem okładką, czytam ją bez przerwy.
Z niecierpliwością wyczekuję kolejnych tekstów Brett – w zeszłym roku Jesteś cudem niemalże doprowadziło mnie do łez, teraz zaś pogodny uśmiech sprowokował zbiór felietonów Bóg zawsze znajdzie Ci pracę.
Publikacje tej coraz popularniejszej (i słusznie!) autorki wyzwalają głęboko skrywane emocje, zmuszają do stanięcia przed sobą w prawdzie i – to jest fenomenalne – zawsze kierują nasz wzrok na dokładnie te słowa, których w danym momencie rozpaczliwie potrzebujemy.

Tytuł najnowszej książki Brett może być mylący – nie chciałabym, żeby zwróciły na nią uwagę jedynie osoby zmagające się z bezrobociem, bo byłby to duży błąd. Tytułowa praca, to tak naprawdę nie tylko odwołanie do życia zawodowego, ale do wszelkich ról pełnionych w życiu, co sprawia, że publikacja te dedykowana jest absolutnie wszystkim.
To kopalnia złotych myśli do wydrukowania i powieszenia nad łóżkiem (jak zwykle na co drugiej stronie powklejane mam zakładki indeksujące), kolejna porcja inspiracji, lekcja pokory i pogody ducha, a przede wszystkim spotkanie z kobietą, która wie o czym pisze – i nie sili się przy tym na pompatyczność, bo każde jej słowo płynie prosto z serca i wynika z doświadczenia życiowego.
Na zachętę kilka tytułów felietonów zawartych w zbiorku: Nie myl swojej pracy ze swoją wartością, Warto wiedzieć co jest twoją supermocą i twoim kryptonitem,  Nikt nie może pozbawić cię energii bez twojej zgody, Jeśli masz w coś wątpić, zwątp w swoje wątpliwości, Pozwólmy łagodności opanować świat, Zamiast próbować być najlepszy na świecie, bądź najlepszy dla świata, Każda praca ma w sobie tyle magii, ile jej dostrzegasz, Wszystko się zmienia kiedy ty się zmieniasz, Stwórz coś cudownego tam, gdzie jesteś.

Nieco słabsza niż poprzednie dwie książki, ale wciąż tak samo warta lektury, zwłaszcza w pakiecie z pozostałą setką rad – zachęcam!

I zostawiam Was z garstką wypisanych fragmentów:

Możesz mieć wszystko, tylko nie w tym samym momencie.
To przez nasze błędy, nietrafione decyzje, niewykorzystane szanse wnosimy dobro w życie innych ludzi. Cały ten bałagan ma swój sens.
Odwaga to stan, kiedy nikt inny nie wie, że się boisz.
Życie zawsze daje nam to, czego potrzebujemy w danej chwili, a każda chwila jest dla nas szansą, żeby oddać mu coś w zamian.
Recenzja książki Bóg nigdy nie mruga:

http://shczooreczek.blogspot.com/2012/12/bog-nigdy-nie-mruga.html 


wtorek, 9 września 2014

Cecelia Ahern – Zakochać się


Tytuł: Zakochać się
Autor: Cecelia Ahern
Wydawnictwo: Akurat
ISBN: 9788377586891
Ilość stron: 414
Cena: 39,99zł

Zakochać się, to kolejna propozycja Cecelii Ahern, mającej zdolność niesienia ciepła w każdy kąt, w którym sięga się po jej ksiązki. Opowieść ta jest zapisem losów Adama Basila i Christine Rose – pary, która po raz pierwszy spotyka się w bardzo nietypowych okolicznościach – kobieta natyka się na mężczyznę, gdy ten próbuje popełnić samobójstwo, skacząc z jednego z dublińskich mostów.  Próbując przekonać go do zmiany decyzji, zawiera z nim umowę, w myśl której przed jego kolejnymi urodzinami, wypadającymi za dwa tygodnie, pokaże mu piękno życia i ostatecznie odwiedzie go od myśli o śmierci.
Bohaterka dopiero po jakimś czasie zdaje sobie sprawę, jak odpowiedzialnego i niewyobrażalnie trudnego zadania się podjęła, sama będąc w sytuacji nie do pozazdroszczenia – właśnie odeszła od męża, który w wyjątkowo okrutny sposób próbuje się na niej mścić i w krótkim czasie stała się świadkiem drugiej próby samobójczej.  Kobieta sama ma problemy z szukaniem szczęścia w życiu, dlatego też wysiłek przekonania Adama do sensu istnienia staje się dla niej wyjątkowo wielki. Jako miłośniczka poradników na każdą okazję Christine decyduje się na skorzystanie z rad jednego z nich, poświęconego afirmacji życia.
Nie wie wówczas jeszcze, że rozpoczęła nie tylko wyścig z czasem, ale też wyścig o miłość – i to wcale nie o tę,  o którą jak się zdawało, początkowo z Adamem walczyła.

Ahern po raz kolejny wychodzi do czytelnika z propozycją niezwykle podnoszącą na duchu, ukazującą wartość tego, co nas spotyka, wskazującą na sens każdego doświadczenia i brak przypadków, celowość wszystkich, nawet najbardziej błahych i trywialnych wydarzeń.
Podkreśla, że czasem sekundy dzielą nas od śmierci i tylko pozornie losowe spotkania, ratują nam życie.
Mimo że proza Ahern nie jest w tym wypadku magiczna, wciąż udaje jej się skutecznie oczarować czytelnika. Autorka ma talent do snucia narracji pełnych optymizmu, ciepła, mądrości i pociechy, od których wcale nie będziemy chcieli się odrywać. Dzięki niej poznamy świat, w którym dobro zwycięża nad złem, a poświęcenie jest należycie doceniane i daje wymierne efekty.
Najbardziej ujmujące jest w niej jednak to, że ta historia mogła przydarzyć się każdemu i – nie oszukujmy się – każdy chciałby ją albo jej podobną przeżyć.
Przyjemna lektura na wolne popołudnie, dzięki której zaczniecie dostrzegać piękno życia, a być może także się zakochacie:)