Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zdrada. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zdrada. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 22 września 2015

Gdzie diabeł nie może, tam babę pośle [Nie taki diabeł… Maria Krzak]



Gdy książki spogląda na Ciebie  czerwone diabliszcze, wiedz, że coś się dzieje.

U Marii Krzak dzieje się naprawdę wiele. Oto Jagoda Bielińska-(już niedługo)Ptyś zostaje zdradzona przez męża obłudnika. Jak się okazuje – nie pierwszy raz. Kobieta ogarnięta furią, z wielką chęcią posłałaby wszystkich naokoło do diabła. (Nie)fart chce, że będzie miała ku temu doskonałą okazję, bowiem na jej drodze staje Vaculleus, dla ułatwienia zwany Wackiem. On to nikt inny, jak diabeł zesłany na ziemię, by odpokutować swoje przewinienia [sic!]. By móc powrócić do piekła, musi sprowadzić ze sobą dusze samobójców, w których to zdobyciu ma pomóc mu wdzięczna za usługi Jagoda.

A jakimi to usługami ucieszył ją Wacek? Z otyłej, zaniedbanej, zdradzonej i niechcianej kobiety przemienił ją we wcielenie Angeliny Jolie – szczupłą, ponętną, wzbudzającą żądzę istotę, obok której żaden przedstawiciel płci przeciwnej nie potrafił przejść obojętnie. Marzenie, co?
Otóż okazuje się, że wchodzenie w konszachty z diabłem niekoniecznie musi być pożyteczne, a sława i uroda mogą nieźle zmęczyć.

Zresztą podobnie jak sama obecność wcielenia zła. Diabeł reakcje ma prawidłowe – reaguje lękiem i jękiem na imię Jezus, posługuje się językiem staroświeckim, w którym Jagoda upatruje słownictwa Zagłoby i wydobywa z bohaterki najgorsze instynkty – przy nim klnie ona jak szewc. Wulgaryzmy, które początkowo przeszkadzają i na które można by się zrzymać, po czasie zaczynają mieć uzasadnienie i stają się naturalnym elementem narracji.

Książka ta okraszona jest ogromnym humorem. Sceną, która tenże manifestuje jest dochodzenie prowadzone przez miejscową policję, inspirowane z całą pewnością CSI – zostało wyjaskrawione i przedstawione groteskowo, tak że pozostawało jedynie się uśmiechać i cieszyć.

Całość stanowi swoisty dialog z klasyką gatunku – Mistrzem i Małgorzatą. Na kartach książki spotkamy bowiem także i kota – Gacka, a jakże. Czytelne i jasne inspiracje Bułhakowem w wersji współczesnej i populistycznej cieszy. Diabeł, entuzjasta frytek; Jagoda polska Jolie; wężyk mężczyzn wielbiących jej boskie ciało i przepis na dobrą, poprawiającą humor książkę gotowy.

Krzak oferuje nam wizerunek diabła popkulturowego, nie zaś mającego proweniencję religijną. Fakt – najdziemy elementy powiązania np. z chrześcijaństwem (wspomniane już reakcje), są to jednak wstawki nieliczne. Zaprezentowany został obraz diabła oswojonego przez kulturę, takiego, który choć urodą nie grzeszy, przestrachu nie budzi, ot, legenda. A samo piekło? Obraz znany - miejsce zaleniwienia, wiecznej bezczynności i bezruchu, przestrzeń kompletnego marazmu. To, co wydaje się nam słodkie dziś – lenistwo – jutro może okazać się największą karą.

Paktów z diabłem podpisywać nie radzę, mimo że można otrzymać wiele pozornie dobrego wielkim kosztem. Lekturę książki jednak polecam – potraktowana z przymrużeniem oka, humorem i swadą, pokazuje, że diabeł też człowiek, a bycie złym może po prostu się znudzić.


Bawiłam się wybornie i mam nadzieję, że Wy również będziecie.

wtorek, 11 sierpnia 2015

Do jakiego stopnia naiwna potrafi być kochająca kobieta?


Są takie kobiece bohaterki, które miałabym ochotę poddać serii elektrowstrząsów – za ślepą wiarę w małżeństwo ponad wszystko ugruntowaną przez wychowanie; w męża, który, mimo że zdradza ma pierwszeństwo przed nowym, kochającym mężczyzną; za zbyt łatwe poddawanie się woli rodziców i łatwowierność przekraczającą wszystkie normy. Poznajcie Jagodę, jedną z  nich.

Bohaterce wydaje się, że jej życie jest poukładane – kochający mąż z  dobrze płatną pracą, ona pisząca dla redakcji magazynu. Miała przeświadczenie o trwaniu w  związku idyllicznym do czasu, gdy zupełnie przypadkowo dowiaduje się, że jej idealny małżonek zdradza ją co najmniej od trzech lat.

Początkowo kobieta postanawia zostawić wszystko i wyjechać, by w  spokoju zastanowić się nad tym co dalej – Leszek nie ma bowiem zamiaru rozstawać się z  kochanką, twierdząc, że obie kobiety kocha równie mocno. Zdruzgotana Jagoda szuka spokoju ducha u Kozubków – opiekuńczego małżeństwa na końcu świata, u którego wycisza się i próbuje podjąć decyzję o rozstaniu. Pomaga jej w  tym Wiktor – bohater po przejściach, zdradzany i rozwiedziony, dlatego doskonale rozumiejący jej sytuację.

Niestety, wystarczył jeden telefon męża – po miesiącu – i kobieta już postanowiła dać mu kolejną szansę – wbrew namowom przyjaciółki i nowo poznanych ludzi, za to z  całkowitym błogosławieństwem rodziców uznających małżeństwo za świętość, bez względu na wybryki współmałżonka.

Do czego doprowadzi Jagodę ta decyzja?

Szczęście do poprawki to debiut prozatorski Arlety Tylewicz i przy okazji dobre czytadło na lato. Mimo że zachowanie bohaterki jest irytujące, a ona sama niesłychanie zmienna („nigdy do niego nie wrócę!” po pięciu linijkach tekstu zmienia się w  „dam mu jeszcze szansę, czuję, że się zmienił”), to nie sposób odmówić jej realności: myślę, że każda z  nas zna kobietę zachowującą się podobnie, ślepo kochającą partnera i wybaczającą mu każdą zdradę, wierząc, że ten naprawdę przeszedł metamorfozę i zrozumiał swój błąd.

Opowieść ta jest historią powolnego uwalniania się od męża i próbą odnalezienia siebie samej – niezależnej, spełniającej swe marzenia, przekraczającej granice nałożone sobie samej, pokonującej trudności i wreszcie walczącej o nową miłość. 

Czyta się ją nad wyraz szybko i płynnie –
wystarczy niespełna jedno popołudnie, by poznać historię Jagody. Jeśli lubicie podobne lekkie czytadła o przyjaźni, odnajdywaniu miłości i odważnym poprawianiu swojego życia – z  pewnością będziecie zadowoleni z  lektury.
Wasz apetyt na tę powieść może jeszcze wzrosnąć, bowiem premiera dopiero 25 sierpnia.

Akcja promocyjna książki – rewelacja. Otrzymałam przesyłkę o tajemniczej zwartości z  jasnymi zasadami postępowania. Moja ciekawość wzięła górę, więc lekturę powieści zaczęłam natychmiast, by móc otworzyć zagadkową kopertę z napisem "Otworzyć dopiero po lekturze załączonego tekstu !!!".





poniedziałek, 13 lipca 2015

Tully - Paullina Simons

Tully to opowieść o dojrzewaniu, przemianie pokaleczonej przez życie nastolatki w kobietę próbującą budować zdrowy dom i relacje oraz wreszcie przejąć kontrolę nad tym, co ją spotyka. Jest ona bohaterką dynamiczną, zmienia się, a mimo to wciąż nie udaje jej się przepracować skrytych głęboko w sercu traum i zranień, które stale ją paraliżują.

Początkowo – o dziwo – trudno się w lekturę wgryźć. Urywki z życia Tully zdają się niejasne, niepewnego znaczenia. Dopiero z biegiem czasu, po śmierci jej przyjaciółki, wszystkie puzzle zaczynają do siebie pasować, czyniąc obraz – głównie psychologiczny – pełnym. Simons tym razem bardziej niż na wątku obyczajowym i romansowym, który notabene rozwinięty jest mocno, skupiła się na portretowaniu głównej postaci i jej wyborów znaczonych poranioną psychiką. Toksycznych działań, zabawy uczuciami swoimi oraz innych, wynikających najpierw z przemocy, której zaznała w domu rodzinnym (psychicznej i fizycznej), opuszczenia przez ojca, który zamiast ją wybrał jej brata, molestowania seksualnego, później zaś z samobójstwa popełnionego przez przyjaciółkę, które Tully długo odbierała jak zdradę, z którym nie mogła sobie poradzić – wiele lat, wówczas gdy inni radzili sobie z  utratą, ona trwała w szoku, próbując znaleźć się na granicy śmierci, czego śladem są znaczone głębokimi bliznami nadgarstki. 

Jestem rozczarowana gorzkim, jak sądzę, zakończeniem. Kibicowałam bohaterce, mimo że swoim cierpieniem początkowo epatowała i usprawiedliwiała nim wszystko – także rozbuchaną seksualnie młodość, pragnęłam jej przemiany i długo wyczekiwanego spełnienia. A tutaj? Pozornie dobry finał, ale czytelnik mający przed oczami i w  pamięci całą historię Tully doskonale zdaje sobie sprawę, że jej ostateczna decyzja wcale nie jest trafiona, że bohaterka nie jest w stanie takiej podjąć, bowiem całkowicie spętana została przez  nieustanną niemożność bycia szczęśliwą: tak jakby całe życie musiała pokutować, by innym było dobrze, doskonale wiedząc przy tym, że taki model się nie sprawdza, bo swoje samopoczucie będzie przenosiła na bliskich, czyniąc ich życie – paradoksalnie – nieznośnym. 

Po lekturze czuję się rozdarta – najwidoczniej się starzeję, oczekując wciąż pozytywnych finałów: w  życiu chyba za dużo tych niedobrych, by mieć jeszcze siłę przeżywać literackie.  Mimo tego bolesnego zakończenia, książkę zapamiętam jako bardzo dobrą opowieść o kobiecie usiłującej zmagać się z życiem, które nie rozpieszcza. O sile miłości, namiętności, przyjaźni, ale też szeroko rozumianej zdradzie, niezdolności do działania i pragnieniu oszczędzenia cierpień bliskim.

Simons tworzyła kolejną wielowątkową, rewelacyjnie napisaną powieść, która choć trudna – sprawia wielką czytelniczą satysfakcję. Podczas lektury kibicuje się bohaterce, pragnie się jej szczęścia. Autorka ułatwia syntonię – wręcz namacalnie czuje się przed jak dramatycznym wyborem staje Tully, jak bardzo chciałaby mieć wszystko to, co dotąd, nie raniąc przy tym bliskich, jak rozpaczliwie pragnie szczęścia i jak trudno jest jej je osiągnąć. Współodczuwamy także z Jackiem i Robinem – dwoma mężczyznami życia Tully, którzy swoją miłością próbują ją uleczyć.

piątek, 29 maja 2015

Cząstka Ciebie – Ella Harper




Lucy i Luke tworzą małżeństwo idealne – za takie uchodzą wśród bliskich, sami również mają poczucie wyjątkowości swojej więzi. Ich relacje są wzorem do naśladowania dla innych: każdy, kto na nich spojrzy, zazdrości im niezmiennej od lat miłości i wiecznego zadurzenia. Wydaje się, że w ich przypadku mimo upływu lat, okres zakochania nie mija, a jedynie narasta. Do szczęścia brakuje im jednego: upragnionego dziecka.

Gdy przed laty, jeszcze zanim zostali małżeństwem, udało im się naturalnie począć maleństwo, nie posiadali się ze szczęścia. Niestety bohaterka poroniła, a każda kolejna próba zajścia w ciążę kończyła się poronieniem. Ich tragedia była niewyobrażalna. Gdy małżeństwo zdecydowało się na poddanie zabiegowi in vitro, o niczym nie poinformowali bliskich – nie chcieli zapeszać. Gdy kolejną ciążę Lucy udaje się donosić aż do piątego miesiąca, para jest pełna nadziei – wydaje się, że w  końcu wszystko zaczyna się układać, a ich pragnienie stworzenia pełnej rodziny wreszcie się ziści. Niestety, właśnie wtedy wszystko się rozpada: Luke ulega wypadkowi, na skutek którego zapada w śpiączkę, Lucy po raz kolejny traci dziecko, a w jej życiu naznaczonym podwójnym dramatem pojawia się Stella, z  którą bohater zdradził swoją żonę i która teraz nosi jego dziecko.

Kobieta nie potrafi opanować rozpaczy: ma świadomość, że za sprawą jednej nocy obca kobieta dała jej mężowi to, czego ona mimo usilnych starań nie mogła dać mu od lat. Bohaterka nie wie co jest dla niej większym dramatem: sama zdrada i to, że Luke mimo złożonej kiedyś obietnicy ukrył ją przed żoną, czy ciężarna kobieta, która pojawiła się w  ich życiu, nosząca dziecko jej męża, będące owocem jednej nocy niewierności.
Śpiączka Luke’a to bolesne doświadczenie nie tylko dla jego żony, ale też mamy, z którą bohaterka dotąd niespecjalnie się zżyła oraz rodzeństwa – Nell i Ade’a, który po latach wrócił z  Australii, by być wsparciem dla rodziny, niegdyś tchórzliwie porzuconej.

Opowieść Harper to nie tylko historia współczesnej hiobowej rodziny, której wszystko zdaje się psuć, ale także narracja o miłości zdolnej pokonać każde cierpienie i ważny głos w sprawie małżeństw starających się o potomstwo. Stawia pytania niewygodne: na ile pragnienie posiadania dziecka przyćmiło więź łączącą nas z partnerem; na ile współżycie zostało sprowadzone do mechanicznej czynności, mającej przynieść określony efekt; czy partner będzie dla nas wystarczający, jeśli nie uda się począć dziecka; do czego jesteśmy zdolni, by zostać rodzicami; jak silne jest w kobiecie pragnienie obdarowania życiem? To jedynie wierzchołek góry lodowej pytań rodzących się w czasie lektury, pytań niełatwych i niedających prostych odpowiedzi.

Choć opowieść ta zmierza ku nieuniknionemu finałowi, możliwemu do przewidzenia, nie pozwala na wzięcie oddechu ani chwilę spokoju: pokazuje relacje bohaterów z  różnych perspektyw, ukazując pełny obraz sytuacji. Dzięki temu podejmowane decyzje możemy ocenić obiektywnie, widząc jak wiele czynników się na nie złożyło i jak nie zawsze wszystko jest czarno-białe. Harper pokazuje życie takim, jakim jest: nieprzewidywalnym, bolesnym, naznaczonym cierpieniem, ale też wielką ludzką życzliwością, wsparciem i zdolnością do pokonania wszelkich przeszkód, jeśli tylko będziemy rozmawiać i wyrażać swoje prawdziwe uczucia, zamiast tłamsić je w sobie, by później z  rozpaczy i frustracji popełniać czyny, których bardzo szybko zaczniemy żałować.

Kipiąca od emocji, poruszająca książka, której tematem wiodącym jest chęć posiadania dziecka, a wątki poboczne są tak mnogie, że nie sposób ich wszystkich wymienić. Wśród nich samoakceptacja, zdolność do wybaczania sobie i innym popełnionych błędów, bezpłodność, in vitro, osamotnienie, niezrozumienie, zdrada, relacje rodzinne, miłość małżeńska kontra miłość rodzicielska.

Choć wszystkie książki z serii Kobiety to czytają są ogromnie wartościowe, w  moim odczuciu Cząstka ciebie jest jedną z najbardziej dramatycznych i poruszających. Warta uwagi, obowiązkowa lektura dla czytelników chcących powieści obyczajowej, która nie byłaby mdła i wtórna. 
Jeśli samodzielnie nie będziecie w stanie ukierunkować swoich refleksji po lekturze, z  całą pewnością pomocne będą pytania zamieszczone, tradycyjnie, na końcu.
Świetna powieść, do przeczytania z wypiekami na twarzy!



Przeczytaj również inne książki z serii:







sobota, 12 lipca 2014

Sekret mojego męża – Liane Moriarty


Tytuł: Sekret mojego męża
Autor: Liane Moriarty
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
ISBN: 9788378397762
Ilość stron: 504
Cena: 36zł

Sekret mojego męża to kolejna książka Wydawnictwa Prószyńskiego wypuszczona na rynek w ramach klubu dyskusyjnego Kobiety To Czytają. Do tej pory wszystkie publikacje, o których rozprawiali klubowicze stały na bardzo wysokim poziomie, gwarantując nie tylko burzę emocji, ale też dostarczając mnogość tematów pod refleksję i to zarówno tych o wymiarze indywidualnym, jak i uniwersalnym. Sięgając po tekst Liane Moriarty miałam równie duże nadzieje, a także wielką ufność pokładzioną w osobach odpowiedzialnych za dobór książek klubowych. Nie ukrywam, że nazwisko autorki, skądinąd budzące zupełnie inne skojarzenia niż powinno (I am sherlocked), bardzo zmotywowało mnie do lektury i pokierowało wyobraźnią w zupełnie nieodpowiednie tereny:)

Historia spisana przez Moriarty opisuje losy trzech rodzin, splecionych popełnionym przed laty morderstwem na młodej dziewczynie.
Pierwsze rozdziały to ślamazarne zarysowywanie tła dla akcji właściwej, powolne opisywanie kto jest kim, co kogo dręczy i  kim jest młoda Janie, o której wszyscy mówią nawet po długim czasie po jej śmierci.
Początkowo trudno wgryźć się w lekturę, zwłaszcza jeśli nie jest ona ciągła – mnogość wątków i postaci może skutecznie kołować, jednak już po kilku rozdziałach bez problemu rozeznacie się w tym, kto jest kim. Co jednak łączy wszystkie osoby okaże się jednak dużo dalej, co może skutkować rozdrażnieniem podczas pierwszych chwil z książką: nie sposób bowiem przyporządkować niektórych faktów do bohaterów. To jednak jedynie minusy początku, później jest już bardzo dobrze.
Akcja nabiera tempa mniej więcej w połowie książki, kiedy to Cecilia odczytuje list adresowany do niej przez męża, który jednak miał być odczytany jedynie  w przypadku jego śmierci. Mąż żyje, jednak kobieta go odnalazła, ciekawość nie dawała jej spokoju, czuła bowiem, że znajduje się w nim coś bardzo ważnego. Nie wiedziała jednak jeszcze, że to, co przeczyta całkowicie zmieni losy jej rodziny i wpłynie na obraz męża jaki nosiła dotąd w sercu.
Informacje zawarte w liście, całkowicie ją zdruzgotały i postawiły w sytuacji współwinnego. Cecila miała wybór: wyznać to, czego się dowiedziała i narazić szczęście swojego męża oraz dzieci lub milczeć i dusić w sobie poczucie niesprawiedliwości. Odtąd poukładana i perfekcyjna w każdym calu bohaterka, stała się zupełnie rozkojarzona i niezdolna do prowadzenia życia w taki sposób, jak dotychczas.

Czy moim oczekiwaniom stawianym wobec lektury stało się zadość? Ba! Znów towarzyszył mi niepokój, zabraniający przerwanie lektury, po raz kolejny w głowie kłębiły mi się setki myśli o słuszność winy, o to jak postrzegamy więźniów, ile bylibyśmy  w stanie poświęcić dla rodziny, o to gdzie zaczyna się zdrada, jak przewiny z młodości kształtują naszą dorosłość, jak wiedza o popełnionym przestępstwie zmienia naszą codzienność, do czego prowadzi nas mściwość, czy wyrządzone zło zawsze do nas wraca z taką samą siłą i jak odkupić grzechy. Książka ta dostarcza wiele materiału do przemyśleń, wiele wątków, które zmuszą do autorefleksji i postawienia się w sytuacji bohaterów – sytuacji, które dalekie były od jednoznaczności. Moriarty nie faszeruje swoich czytelników czarno-białymi rozwiązaniami, lecz splata losy bohaterów tak zawile, że  w pewnym momencie nie sposób przerwać nici bez uszczerbku dla którejś z relacji i totalnego przemieszania kierunku, w którym zmierzała akcja. Co ważne, bohaterowie budzą bardzo silne emocje: jednym kibicujemy, innych nie znosimy, jednych usprawiedliwiamy, innym wymierzylibyśmy najsurowszy wymiar kary: i nasze racje wcale nie są obiektywne, lecz stuprocentowo subiektywne. Sekretów i mężów w tej książce bez liku – który z nich zechcesz poznać?
Jeśli jeszcze nie sięgałyście po książki klubu Kobiety To Czytają i macie dość czczej rozrywki i bezrefleksyjnej lektury na lato, koniecznie musicie się w nich rozsmakować! Nie są one łatwe, bowiem zawsze zbudowane są wokół wątków takich jak zdrada, choroba, zabójstwo, sekret rodzinny i in., ich lektura sprawia jednak niesłychaną przyjemność: zarówno intelektualną, jak i czysto emocjonalną. Wiele z nich ma moc katartyczną, oczyszczają ze złych emocji, pozwalają się uwolnić od myślenia o własnych troskach i – jak sądzę – wiele z nich przepracować. Przepyszna lektura! Jedyne co mi w niej nie odpowiada, to okładka – kolorystyka zupełnie mnie nie przekonuje, przyzwyczaiłam się do pastelach w tej serii – zresztą rozkochałam się w tej wersji:

Źródło

wtorek, 8 lipca 2014

Zdrada – Paulo Coehlo


Tytuł: Zdrada
Autor: Paulo Coelho
Wydawnictwo: Drzewo Babel
ISBN: 9788364488160
Ilość stron: 240
Cena: 37,90 zł

Paulo Coelho za sprawą swojej najnowszej książki nieco mnie zaskoczył – to już nie te pisarstwo, którego cechą charakterystyczną były kotylionowe sentencje, girlandy aforystycznych sformułowań, wylewających się strumieniami z każdej stronicy i powracających w przeróżnych peryfrastycznych ujęciach niemalże w każdej kolejnej publikacji. To już nie „potajemnie sprzyjający naszemu pragnieniu wszechświat”, lecz wciąż Coelho wierny ukochanej przez siebie tematyce – miłości i poszukiwaniu szczęścia, z typowym lekko moralizatorskim tonem, filozoficznymi rozważaniami i głębokim przeświadczeniem o tym, że nasze samopoczucie zależy wyłącznie od nas samych. Zdrada bardziej niż poprzednie książki autora, zbliża się do powieści obyczajowej skupionej bardziej na psychice, niż dominującej dotąd magii, alegorii i religii. Owszem, te elementy nadal występują, ale w zdecydowanie mniejszym natężeniu.
Linda to trzydziestojednoletnia kobieta, w oczach bliskich mająca wszystko – kochającego i wyrozumiałego męża, ułożone dzieci, świetną pracę dziennikarki, mieszkanie w Szwajcarii, najbezpieczniejszym i najbardziej przewidywalnym państwie świata. A jednak pewnego dnia to przestaje jej wystarczać: bohaterka spotyka na swej drodze miłość z czasów liceum i czy to z chęci buntu przeciwko zrytualizowanej i mało zaskakującej codzienności, czy to przez zwykłe ludzkie pragnienie przeżycia ekscytującej przygody, postanawia ponownie się do niego zbliżyć. Nie jest to wcale trudne: Jakub jest znanym politykiem, którego na dniach czekają wybory, pojawia się zatem doskonała okazja, by uzasadnić częstsze niż wymagałaby tego kurtuazja spotkania. Każda kolejna rozmowa z byłą miłością, uświadamia Lindzie jak głęboko jest nieszczęśliwa w swoim aktualnym życiu. Obserwuje u siebie pierwsze objawy depresji: apatię, poczucie dojmującej pustki, mechaniczne wykonywanie codziennych czynności, brak radości, otępienie, nieprzemijający smutek i stres. Można powiedzieć, że na pierwszy rzut oka jej zachowanie to trochę irracjonalna próba szukania problemów tam gdzie ich nie ma, a jednak –  ilu znacie ludzi, których dopada podobny stan, mimo że osobom patrzącym z boku, wydaje się, że nie mają oni absolutnie żadnych powodów do narzekań? Problemem staje się nie to, co rzeczywiste, lecz to, co roi się w głowie. Coelho opowiada historię wielu współczesnych ludzi, których psychika została okaleczona i wystawiona na niszczycielskie działanie stresu i wyobrażeń oraz ambicji, którzy prędzej czy później (najczęściej wielokrotnie, to jak nigdy nie kończąca się opowieść) wpadają w sidła depresji i skutecznie ukrywają ją przed otoczeniem.
Spotkania z Jakubem działają na zatopioną w beznadziei Lindę oczyszczająco i uszczęsliwiająco. Kobieta ma wrażenie, że przeżywa swoiste katharsis, że budzące się w niej pożądanie i pragnienie rozbudzenia go w Jakubie, to wcale nie występek przeciwko jej zharmonizowanemu życiu, lecz koło ratunkowe, które pozwala jej ponownie czerpać radość z tego, co ma. Zdrada zostaje w książce tej usprawiedliwiona, przedstawiona jako coś, czego każdy z nas powinien doświadczyć, by docenić życie. Coś, co należy wybaczać i zrozumieć, by pokazać swą miłość. Tłumaczenie nieco mętne, adrenaliny, która ma być naszą terapią zastępczą, szukać bowiem możemy gdzie indziej, a czułość zazwyczaj odnajdziemy w domu, jeśli tylko odważymy się na szczerą rozmowę i jasne sprecyzowanie problemów. Rozumiem rozchwianą psychikę bohaterki, rozumiem jej cierpienie, jej depresję, wiem o czym mówi. Nie potrafię jednak przyjąć jej usprawiedliwień i absolutnej wyrozumiałości męża, który nie zniżył się nawet do chwili zazdrości, jedynie pod wpływem alkoholu przeżył chwilową słabość i wylewność, nie dość jednak dramatyczną, by mogła wydawać się realna. Mnie raczej by zaniepokoiła niż uspokoiła i utwierdziła w przekonaniu co do mojej słuszności trwania w związku.
I choć wydawać by się mogło, że książka ta to opowieść o zdradzie i towarzyszącym jej lękom oraz emocjom, w mojej opinii jest to historia o poszukiwaniu utraconego szczęścia, narracja o miłości zakurzonej, tak częstym problemie dzisiejszych par. W czasach, gdy niemalże każdy pośrednio czy bezpośrednio zmaga się z depresją, opowieść ta zyskuje na autentyczności. Gdyby nie wyszła ona spod pióra Coelho, zarzuciłabym jej brak silniejszych emocji, większego dramatyzmu, który zastąpiony został dociekaniami filozoficznymi i psychologicznymi. Jako jednak, że pisarz przyzwyczaił mnie do rytmu swojej narracji i wytykanie mu tego byłoby zupełnie zbędne, pozwolę sobie jedynie podkreślić jej walor, jako impulsu do rozważań nad własną kondycją psychiczną i własnym poczuciem bezsensu. Iluż młodych ludzi traci sens życia nie stojąc nawet  u jego progu – być może ta książka dla niektórych z nich stanie się okazją do odszukania tego, co utracili i szansą na ponowne zakochanie się w świecie. Oczywiście, Coelho proponuje czytelnikowi uproszczoną i mocno powierzchowną wersję świata, w której zarysowane problemy są jedynie cieniem tego, co dzieje się z ludźmi w stanie, który opisuje autor, myślę jednak, że biorąc na to poprawkę, wielu odbiorców słusznie ją doceni.
Nie jest to może najlepszy tekst w dorobku pisarza, a jednak ujmuje i zachęca do lektury niespiesznej, przede wszystkim dzięki rezygnacji ze sztafażu powtarzających się cytatów.

czwartek, 8 maja 2014

Lato bez mężczyzn – Siri Hustvedt


Tytuł: Lato bez mężczyzn
Autor: Siri Hustvedt
Wydawnictwo: Świat Książki
ISBN: 9788379435180
Ilość stron: 208
Cena: 29,90zł

Lato bez mężczyzn zupełnie mnie zaskoczyło. Nie spodziewałam się książki lekkiej i układnej (wszak autorka jako żona Paula Austera chyba by się o taką nie pokusiła), a jednak znalazłam w niej elementy, które zdołały mnie zadziwić. Nie jest to bowiem sielska opowieść o letniej ucieczce od męskości, jak sugerowałby tytuł, lecz historia definiowania siebie i prawdziwe studium kobiecości.
Siri Hustvedt en passant, wypełniając luki fabularne, wtłaczając w umysł bohaterki pewne rozważania, rozmyśla nad tym jakie przemiany zachodziły w postrzeganiu kobiecości, w sposobach pisania i mówienia o niej, próbuje zdefiniować się przez pryzmat małżeństwa, rodzicielstwa, zawodu, pasji. Pokazuje świat, w którym kobiety odzyskują powieść dla świata, snują historie, wskazuje czym jest książka i jakie relacje łączą ją z czytelnikiem.
Nie bez znaczenia jest osadzenie narracji wokół szeroko pojmowanej literatury. Główna bohaterka zaraz po tym, jak mąż postanawia zrobić sobie od niej przerwę i porzucić ją dla młodszej kobiety, parę chwil po załamaniu nerwowym i spędzeniu wydłużającego się w jej świadomości czasu w szpitalu na ponownym masochistycznym rozpamiętywaniu całej historii, wyjeżdża, by zmagać się ze swoją nową sytuacją w innym środowisku. Wraca więc do rodzinnego miasteczka, by tam z nauczycielki akademickiej przeobrazić się w przewodniczkę młodych dziewczyn, dla których organizuje letnie warsztaty poezji. Obok nich uczestniczy także w spotkaniach miejscowego Klubu Książki, a jednak jej refleksje wychodzą daleko poza ramy literatury. Bohaterka analizując swoje dotychczasowe życie rozpoznaje, że prawda sięga dalej niż litery na zadrukowanych stronach. Mia Fredrickson podejmuje próbę odbudowania swojej złamanej osobowości w lokalnej przestrzeni, której życie coraz mocniej ją angażuje. Analizując bowiem historie napotkanych ludzi, coraz wyraźniej widzi odpowiedzi na dręczące ją wątpliwości, dostrzega to, co jeszcze do niedawna było zakryte, budzi się do życia.
Powieść Hustvedt pełna jest liryzmu, który oswaja i porządkuje świat zburzony. Piękny styl, niespieszność i refleksyjność pozwalają na odnalezienie w powieści tej odpowiedzi na własne nawoływania i lęki. Autorka przedziera się przez rzeczywistość determinowaną przez nienawiść, zazdrość, zdrady, niepewność, brak wiary w siebie, okrucieństwo, szaleństwo i na końcu tej bolesnej drogi odnajduje spokój i wyciszenie, usypia własne demony, z którymi dotąd walczyła zatwardziale.
Tym, co wyróżnia tę powieść jest jej momentami eseistyczny charakter. Miejscami przybiera ona formę rozprawy na temat różnić między kobietami a mężczyznami naświetlanej z wielu perspektyw: biologicznej, seksualnej, psychicznej, charakterologicznej. Autorka powołuje się na wiele tekstów naukowych i tekstów kultury, które pomagają dookreślić miejsca zaciemnione, prezentują całą paletę poglądów, zarysowującą się do wielu pokoleń i sugerującą niezmiennie, że kobiety są płcią słabszą, co pisarka stara się obalić.
Na kolejnych stronicach czytelnik spotka się z wieloma znanymi nazwiskami, między innymi Freudem, Kirkegaardem, Poundem, Plath, Austen. Oni będą niejako przewodnikami na często wyboistej drodze do samopoznania. Tym, co dla książki tej charakterystyczne są bezpośrednie zwroty do czytelnika, traktowanego jednostkowo, indywidualnie. Autorka docenia jego wierność, szczerość, wytrwałość, co rusz wyjaśniając mu pewne sytuacje i odpowiadając na zdumienia.

Lato bez mężczyzn, to powieść wyjątkowa, choć momentami trudna i „sucha”, naukowa niczym traktat, pozbawiona warstwy emocjonalnej. Stanowi ona bardziej studium niż pasjonującą narrację, uznającą za podstawę kalejdoskopowe wydarzania, nadające jej rozpędu. U Hustvedt liczy się człowiek i jego umysł, budujący świat. Choć lektura to krótka, to jednak znacząca.

wtorek, 25 marca 2014

Dwanaście słów – Jan Jakub Kolski


Tytuł: Dwanaście słów
Autor: Jan Jakub Kolski
Wydawnictwo: Wielka Litera
ISBN: 9788364142178
Ilość stron: 276
Cena: 29,90 zł
Przedziwna to książka, powieść płynąca jak kolejny autorski film Kolskiego, w którym co rusz zmieniają się klatki: szatkowana, z przybliżaniem kamery, ujęciami z daleka, podglądająca ludzkie losy z wyjątkowej perspektywy.
Te oniryczną wędrówkę otwierają sceny obrazoburcze: duchowa miłość zakonnicy do Jezusa, który kiedyś ocalił ją z płomieni, zmienia się w cielesną, erotyczną; to co czyste, staje się przyczyną jej grzechu; to co dla jednych jest wewnętrznym wytchnieniem, dla niej - fizyczną męką. Zakonnica, by nie przedłużać cierpień, ucieka wraz z obrazem budzącym w niej pożądanie, przybierając maskę zupełnie innej osoby.
Ucieka w kolejną przestrzeń pełną niebezpieczeństw, ostatecznie znajdując schronienie u wiejskiego nauczyciela muzyki, który, próbując uporządkować swój świat, narzucił mu niezmienny rytm: dwanaście słów dziennie miało wystarczyć do komunikacji.  Marianna staje się jego służącą, zmuszoną do codziennego oglądania życia skażonego grzechem i nieujawnionym cierpieniem.
Kobieta, ledwo uciekła, zaczęła tłumaczyć swój brak czasu na modlitwę licznymi obowiązkami – jakże to ludzkie, jakże znane, jakże oddalające ją od niegdysiejszej miłości w stronę erosa. Buzujące w Mariannie od dawna pożądanie, zaczęło szukać źródła ujścia – nie pomagały znalezione pornograficzne obrazki, widok oddającego się fizycznej miłości Fryderyka – kobieta uległa, początkowo czując do siebie jedynie pogardę, stopniowo jednak, zagłuszyła swoje wyrzuty sumienia. Grzechy usprawiedliwiała swoim człowieczeństwem, uzależnieniem, niemożnością wygrania z pokusami, aż wreszcie z wymówek rezygnuje, oddając się codzienności takiej, jaką zbudowała.

W budowaniu nowego świata duża rolę odgrywa Fryderyk, który perfekcji szuka nie tylko w kompozycjach muzycznych, które tworzy dla umierającego Kazia Mączki, lecz także w stosunkach czy trywialnie – w rozmieszczeniu składników na kanapce. Życie ustabilizowane to coś, co ma sprawić, że zapomni o bolesnej afrykańskiej przeszłości.
A tym co nam, czytelnikom o niej przypomina jest przede wszystkim okładka książki: na pozór chaotyczna, w rzeczywistości obwarowana sensem. Buduje ją zarys Afryki, otoczony owocami granatu – symbolem płodności, ale też uwięzienia – być może w pożądliwościach, być w może w tym, co minione. Prawą stronę konturu współtworzy wpisany w niego profil kobiecy – tak wkomponowany, że połowa twarzy, jak i włosy są na nim zasłonięte, sugerując, że być może jest to odbicie zakonnicy odzianej w habit, a być może – kogoś, kogo losy nieodłącznie przeniknięte są z czarnym lądem. Okładka otwiera mnogość odczytań, a to co wybierzemy, zależy jedynie od naszej interpretacji tekstu, z którym niewątpliwie koresponduje.

Z całą pewnością jest to utwór, w którym uleganie pokusom odsłania fałszywy świat relacji społecznych, opartych na przekupności, zdradach, hipokryzji. Coś takiego jak normy w opisywanej wsi właściwie nie istnieje – są one jedynie pozorowane, na wypadek gdyby ktoś, kiedyś zaczął zadawać pytania. Nie sposób nie zauważyć jego filmowości – dialogi są niczym wyrwane ze scenariusza, potęgując wrażenie jakoby czytelnik znalazł się właśnie w samym centrum planu filmowego, w którym ktoś zarządza światem przedstawionym, reżyseruje go i pociąga za sznurki, dążąc do ostatecznego – perfekcyjnego – ujęcia. A w nim świat zepsuty, pozbawiony wartości, zgniły od wewnątrz, epatujący beznadzieją, pornografią i wulgarnością.

Książkę tę czyta się, doświadczając całej gamy uczuć – od znużenia, przez zainteresowanie, obrzydzenie, odrzucenie aż do zadziwienia całokształtem.
Polecam, choć nie będzie to lektura…. zwyczajna.

niedziela, 9 marca 2014

Nie odchodź – Lisa Scottoline


Tytuł: Nie odchodź
Autor: Lisa Scottoline
Wydawnictwo: Prószyński
ISBN: 9788378396970
Ilość stron: 520
Cena: 38 zł
(u wydawnictwa 28 zł - klik)

Książki wchodzące w skład serii Kobiety to czytają, przyzwyczaiły mnie do swojego wysokiego poziomu, przejawiającego się w historiach wielopoziomowych, otwartych na mnogość interpretacji, skłaniających do stawiania pytań o charakterze uniwersalnym, ogólnoludzkim, mając jedynie za pretekst skonkretyzowane wydarzenie opisane w powieści.
Nie inaczej rzecz miała się z tekstem Nie odchodź, który choć posiadał kilka miejsc, w których akcja jednoznacznie spowalniała, to jednak ostatecznie okazał się niezwykle dynamicznym, co znacznie wpłynęło na ocenę rozgrywających się wydarzeń – zmieniających się jak w kalejdoskopie i zmierzających w nieprzewidzianych kierunkach. Po kilku rozdziałach byłam pewna, że przewidziałam cały rozwój i rozstrzygnięcie akcji, co szybko jednak okazało się nieprawdą.
Mike Scanlon, to trzydziestosześcioletni podiatra, który odbywa właśnie służbę w Afganistanie, wraz z innymi lekarzami, ratując życie innym. Podczas gdy on walczy w imię Ameryki, w domu własną walkę toczy jego żona Chloe i ich nowonarodzona córeczka, Emily. Osamotniona kobieta wikła się w trudności, które na zawsze naznaczą życie całej rodziny, a ich pierwszym – najgorszym –  skutkiem i ciosem  jest jej nieoczekiwana i nagła śmierć.
Mike wraca do kraju na krótko, przekazuje czasowo kuratelę nad córeczką siostrze Chloe i jej mężowi, a samemu przedłuża służbę o rok, podczas którego stawiać sobie będzie pytania o to, jak zająć się córeczką, która traktuje go jak kogoś obcego, a także co tak naprawdę stało się z jego zoną. Informacje, które odkrywa stawiają na szali jego dotychczasowe bezgraniczne zaufanie do Chloe, która nagle okazuje się osobą, o której nic nie wiedział.
Po powrocie z jednej wojny, Mike’a czeka batalia o wiele cięższa i dłuższa – walka o rodzinę i próba odbudowania własnej tożsamości, zupełnie zdekonstruowanej podczas służby w Afganistanie.

Lisa Scottoline oferuje powieść tak niejednoznaczną i niepewną co do rozwiązań, że nie sposób osiągnąć przy jej lekturze etap spokoju i wyciszenia – jako czytelniczy trwamy w chronicznym napięciu. Bohaterowie nie są czarno-biali, żyją, zmieniają się w trakcie powieści, reagują impulsywnie, pokazują ukryte twarze, z dobrych stają się źli, ze złych dobrzy, co wpływa na trudność w ich jednoznacznej ocenie: nasze uczucia do nich będą zmieniać się właściwie z każdym kolejnym rozdziałem, powodując nieraz dezorientację, a jednak doskonale oddając prawdziwe życie: pokazując ludzi takich jak my – nerwowych, gniewnych, z nieprzepracowanymi traumami, które wpływają na kolejne porywcze i nieprzemyślane reakcje.
Książka ta zakończona jest listą pytań do dyskusji, których celem jest przede wszystkim zainspirowanie do rozważań o tym, czym jest bohaterstwo, czy ojciec może stworzyć córce pełnowartościowy dom, jak radzić sobie z traumami, jak na nowo zdefiniować siebie, a także tego do jakich działań potrafi skłonić osamotnienie i poczucie opuszczenia.
Scottoline nie stawia na proste rozwiązania, nie podaje jasnych definicji: o wiele częściej jedynie zarysowuje sytuację, podaje reakcje kilku stron, w żadnej mierze jednak ich nie ocenia, pozwalając na to swojemu czytelnikowi.
Jej książka to nie tylko fascynująca historia zmagań weterana wojennego z nową codziennością, ale także opowieść o charakterze uniwersalnym, będąca pretekstem do refleksji na głębszym poziomie.
Obok tej pozycji nie sposób przejść obojętnie, jej fabuła wdziera się bowiem w nasze umysły i drąży tak długo, jak długo nie otrzyma od nas odpowiedzi.
Serdecznie polecam!

czwartek, 17 października 2013

Wichrowe Wzgórza – Emily Bronte


Tytuł: Wichrowe Wzgórza
Autor: Emily Bronte
Wydawnictwo: Znak
ISBN: 9788324020768
Ilość stron: 368
Cena: 32,90 zł

Wichrowe Wzgórza, to jedna z tych książek, do których lubię wracać i robię to często.
Zwłaszcza jesienną porą, wieczorami, gdy wręcz czuje się chłód wiatru wiejącego od wrzosowisk opisywanych przez Emily Bronte.

Nie ma tutaj duchów, nie ma zjaw, a jednak odczuwa się to przenikliwe zimno, ulatujące z kart książki, gdy opisywane są ludzka samotność i nieszczęście.
Bohaterami swojej powieści uczyniła Bronte Cathy i Heathcliffa – dwójkę ludzi, którym nie dane jest cieszyć się pięknem miłości, lecz jedynie jej mroczną stroną, niosącą ból i rozrywające cierpienie. Spędzający ze sobą czas od dzieciństwa, odnajdują w sobie pokłady rodzącego się uczucia, skazanego jednak na porażkę w oczach rodziny Catherine – po śmierci ojca, ostatnie słowo należy bowiem do jej brata, który od początku nie akceptował obecności Heathcliffa, przyjętego przez ich ojca pod opiekę. Upokarzany i poniżany, w nikim nie znajduje oparcia, bowiem jego ukochana nie znajduje w sobie dość siły, by sprzeciwić się porywczemu bratu.
Kobieta mając za nic porywy serca i próbując oszukać sama siebie, decyduje się na zawarcie związku małżeńskiego z mężczyzną, którego wybrał dla niej rozsądek.
Heathcliff czując się ostatecznie upokorzony za nic ma jej wybór, nie zamierza bowiem rezygnować z intensywnego uczucia, którego oboje nie mogą się wyprzeć. Zapala się w nim żądza zemsty, która ostatecznie staje się największym i jedynym celem jego życia.
Rozpaczliwa miłość dwojga młodych ludzi nie zaznaje ukojenia, nie dane jej jest się spełnić.

Niezwykły klimat, bogactwo języka, narracja rozpalająca wyobraźnię.
Choć często stosuje się to trywialne sformułowanie, to Wichrowe Wzgórza naprawdę są opowieścią, którą powinno się czytać jedynie o zmierzchu, pod kocem i przy kominku.
Sięgając do tej książki, każdorazowo mam wrażenie przeniesienia się w czasie. Sugestywna narracja sprawia, że wielokrotnie miałam już ochotę wyjrzeć przez okno, z nadzieją, że ujrzę za nimi nie śląski krajobraz, lecz wrzosowiska, wśród których świszczy wiatr i pomiędzy którymi przechadza się żądny zemsty Heathcliff.
Po latach mijających od mojej pierwszej lektury, nieco inaczej odbieram tę książkę, znajduję w niej inne interesujące mnie elementy, a jednocześnie wciąż jestem tak samo oczarowana nieporównywalnym do niczego innego klimatem, który moim zdaniem doskonale oddaje piosenka Kate Bush, stworzona na potrzeby jednej z ekranizacji. Nie znam drugiej tak nastrojowej powieści, pulsującej podskórnym rytmem.
Bronte posiadła nieprzeciętną biegłość w posługiwaniu się słowami, a kolejne zdania wychodzące spod jej pióra czyta się łapczywie i z narastającym pragnieniem.
Zawsze, czytając tę powieść miałam wrażenie życia we śnie -  autorka w jakiś niepojęty dla mnie sposób uchwyciła klimat pełen intensywności doznań, wcale niepozytywnych. Mroczna jest to książka, przejmująca bólem, niewypowiedzianym cierpieniem i niezrozumieniem, ale to właśnie te elementy stanowią o jej wdzięku. To powieść, która oddycha, która nie przemija i wciąż niezmiennie tętni życiem. Często tęsknię do bogatego słownictwa, wyjątkowego stylu i wspaniałej atmosfery jaką można spotkać tylko w klasyce – u Bronte znajdziemy wszystkie te elementy, bez potrzeby sięgania po kilka książek, by doszukiwać się w nich namiastek.