Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śmierć. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śmierć. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 22 listopada 2016

Ślady - Jakub Małecki



Ślady Jakuba Małeckiego to książka, po lekturze której wyjątkowo długo przyszło mi zbierać myśli. Mija kilka tygodni, a odpowiednich słów wciąż brakuje.

Bohaterowie pisarza, jak zresztą cała ludzkość, pozostawiają na tym świecie ślady swojej obecności. Gest, słowo, pamięć, drganie kamieni. Subtelny znak tego, że kiedyś się istniało.

Tadeusz ginie na wojnie, jednak jego śmierć nie stanowi końca. Od tej pory bowiem, będzie trwać w życiach innych osób. Jego dalsza krewna – Bożena – spełnia się jako słynna modelka. Kariera jednak nie pomaga jej zakończyć ucieczki przed samą sobą, którą to od wielu lat praktykuje. Ojciec kobiety, Ludwik, codziennie budzi się nie widząc, kim jest, jednak usilnie stara się tego dowiedzieć. Ich losy splatają się, nakładają na siebie, uzupełniają i wzajemnie naświetlają. Pozornie oderwane od siebie opowieści, stanowią jedną zmyślną układankę, która w całości objawia się dopiero na samym końcu.

Powieść czyta się niespodziewanie szybko, czego zasługą są nie tyle krótkie rozdziały, ile język. Wielowątkowość zespolona w jedno w finale powieści jest plusem powieści, jednak powoduje ona także konieczność wytężenia uwagi i wzmożonego wysiłku podczas lektury. Z pewnością nie jest to książka do szarpanych podróży w pociągu, bowiem z łatwością można się w niej pogubić, tracąc z oczu główny wątek. 

Ślady to także swoiste memento mori, z nieustannie pojawiającym się motywem vanitas. Śmierć spogląda z każdego rozdziału, wcale się nie czając, lecz będąc naturalną konsekwencją życia. To dziewiętnaście opowiadań hołdujących temuż, będących zogniskowanych wokół spraw egzystencjalnych. 

Małeckiemu udało się stworzyć powieść nietuzinkową, niepodrabialną i wyjątkową, a naszym jedynym zadaniem jest podążanie pozostawionym przez niego śladem.

Zatem do lektury!










piątek, 10 czerwca 2016

Rok magicznego myślenia - Joan Didion

W trudnych chwilach –  uczono mnie od dzieciństwa –  czytaj, dowiedz się więcej, opracuj problem, poszukaj w literaturze. Informacja oznacza kontrolę. [1]




Rok magicznego myślenia to jeden z moich większych zawodów ostatnich miesięcy. Tak spory, że z napisaniem czegokolwiek musiałam odczekać dwa miesiące (sic!), by negatywne emocje się ulotniły, a pozostał jedynie względny obiektywizm.

Urzekła mnie okładka. Tak, wiem – nie ocenia się. Nie wstydzę się jednak tego, że piękna oprawa przyciąga mnie w pierwszej kolejności. Jestem wzrokowcem i daję się uwodzić. Czasem trafiam, czasem nie.

Rok magicznego myślenia opowiada historię kobiety, która nagle straciła męża i mniej więcej w  tym samym czasie dotknęła ją niespodziewana i ciężka choroba córki.

Mimo trudnych doświadczeń, postanawia się nie załamywać i myśleć pozytywnie. Na kartach tej książki, będącej jej swoistą quasi-biografią, pokazuje jak przeżywała żałobę, jak samotnie radziła sobie z opieką nad córką i niepewnością towarzyszącą jej każdego dnia. Proces decathexis został tutaj omówiony dosyć szczegółowo – autorka nie broni się przed nazywaniem rzeczy po imieniu, przed odsłanianiem swoich uczuć i cierpienia.

Joan Didion wiele miejsca poświęca (co nieuniknione i całkowicie naturalne) rozważaniom nad nieuchronnością śmierci, zmiennością losu, jego nieprzewidywalnością i niemożnością uchronienia najbliższych przed największymi dramatami. Pokazuje także, że tak naprawdę świat nie daje nam czasu na przepracowanie traum – ledwie zmarł jej mąż, a już musiała opiekować się córką będącą w śpiączce (choć w  rzeczywistości kolejność wydarzeń była nieco inna – najpierw zachorowało ich dziecko, później mężczyzna zmarł, a następnie kobieta już sama musiała doglądać córki w szpitalu, decydując kiedy poinformować ją o odejściu jej taty). Musiała znaleźć w sobie siłę, wyprzeć cierpienie, a żałobę przenieść na dalszy plan. 

Tak naprawdę książka ta mogłaby stanowić przewodnik po życiu szczęśliwym, na przekór przeciwnościom losu. Mogłaby, gdyby za absolutnie konieczną treścią, stał równie dobry warsztat.
 Niestety tak nie jest. Czytając Rok magicznego myślenia, wynudziłam się niemożebnie. Doceniam podjęty trud podzielenia się swoim doświadczeniem, jednak zrobione to zostało tak nieumiejętnie, że na dłużej nie zostało ze mną żadne zdanie z książki, żaden wers, żadne słowo. 

Odniosłam wrażenie, że w  książce jest więcej filozofowania niż zapisu prawdziwych emocji i procesu ich porządkowania. I choć jest to opowieść o wielkim ludzkim dramacie, tego dramatu tak naprawdę się nie odczuwa. Nie potrafiłam współodczuwać tragedii autorki, choć empatię mam rozwiniętą ponadprzeciętnie.



Szkoda.



[1] Joan Didion, Rok magicznego myślenia, Kraków 2016, s. 57-58.

poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Czego najbardziej żałują umierający – Bronnie Ware



Tytuł książki Czego najbardziej żałują umierający jest w mojej opinii zwodniczy. Przywodzi on bowiem na myśl całą grupę publikacji poświęconych świadectwom osób, które żegnają się z tym życiem, znajdują się na łożu świeci i przez swoje confiteor przekazują żyjącym ostatnią lekcję.
Tego się właśnie spodziewałam – prześledzenia przez autorkę najczęściej powtarzających się żalów i zebranie ich w całość, wyłuszczając niemalże w punktach, co w ostatecznym rozrachunku faktycznie liczy się najbardziej.

Otrzymałam jednak coś zgoła innego, notabene lepszego.

Autorka, Bronnie Ware, zaczęła prowadzić niemalże koczowniczy tryb życia. Podjęła pracę jako opiekunka osób w opiece paliatywnej, co wiązało się z tym, że na jakiś czas (a bywało różnie – tygodnie, czasem miesiące) zamieszkiwała u tego, kim się zajmowała. Zajęcie to sprawiło, że kobieta zrezygnowała z posiadania własnego mieszkania, miejsca, do którego zawsze mogłaby wrócić. Nie chciała się osadzać, lecz pragnęła ciągle być w  ruchu, służąc tym, którzy najbardziej tego potrzebują.
Jej praca nie była czymś, co niektórzy nazwaliby depresyjnym czy ciężkim. Ware czerpała z niej pełnymi garściami także dla siebie. Rozmowy z umierającymi osobami otworzyły jej oczy na wiele kluczowych kwestii, odmieniły jej sposób myślenia i postrzegania podstawowych spraw, ubogaciły wewnętrznie i wyposażyły w wiedzę o tym, co w życiu najistotniejsze, popartą przykładami owocnie przeżytego danego nam czasu. Wszystkie historie, których wysłuchała łączył jeden przekaz – żyj pełnią życia, spędzaj czas z bliskimi, nie pracuj tyle.

Krótkie przesłanie, z którym na ustach żegnał się z nią niemalże każdy z  podopiecznych. Dzięki ich obecności Ware (paradoksalnie, wszak odchodzili) odzyskała pokój i sens życia. Doświadczenie pracy i przebywania z ludźmi terminalnie chorymi, było dla niej tak istotne, że postanowiła swoją radość wykrzyczeć światu.

Nie tylko dla własnych celów, ale przede wszystkim po to, by każdy mógł zaczerpnąć z mądrości tych, które swoje życie już przeżyli i mogą pozwolić sobie na rachunek sumienia, stanowiący nierzadko ostrzeżenie dla kolejnych pokoleń.

Czego najbardziej żałują umierający to książka, którą czytałam łapczywie, czując, jak ogarnia mnie coraz większy spokój. Mimo śmierci wyzierającej z każdej stronicy, miałam wrażenie, że równocześnie każda kolejna bardziej obfituje w pełnię życia.  

Nie spodziewałam się tak angażującej lektury, niosącej tak świetlisty przekaz, tak doskonałą naukę, emanującą współczuciem, współcierpieniem, zaangażowaniem i radością. Polecam ją serdecznie – dla każdego będzie to okazja do zastanowienia się nad tym, w jakim kierunku zmierza Wasze życie, a także do zrewidowania lub ponownego uporządkowania poglądów.


Ostatecznie i tak liczy się tylko miłość.

niedziela, 3 stycznia 2016

Lustrzany świat Melody Black - Gavin Extence




Gavin Extence, mimo że jest autorem dopiero dwu powieści, już teraz wyróżnia się na rynku wydawniczym: ma rys unikatowości i nietuzinkowości.

Nie jest to książka tak rewelacyjna jak Wszechświat kontra Alex Woods, jednak dzięki odważnemu wykorzystaniu wątku autobiograficznego zyskała na wartości i wyjątkowości – ubranie swojej własnej, niełatwej historii, w literaturę, to zabieg nie tylko oczyszczający dla samego twórcy, ale także niebywale cenny dla odbiorcy, który może odtąd lepiej zrozumieć twórczość autora, którego czyta i ceni.

Abby to ponad dwudziestoletnia kobieta, która mieszka w Londynie ze swoim chłopakiem. Gdy pewnego dnia postanawia zajrzeć do sąsiada, by pożyczyć od niego pomidory, jej życie wywraca się do góry nogami: mężczyzna – Simon – nie żyje, a sama bohaterka jest w takim szoku, że zapala przy nim papierosa, dopiero później dzwoniąc na policję.

Wydarzenie to naznaczyło Abby – życie kobiety zaczyna płynąć inaczej: kobieta pisze artykuły, które przynoszą jej popularność, ale także odzierają z resztek prywatności, a jej zachowanie dalekie jest odtąd od normalności. Wszystko komplikuje się do tego stopnia, że kobieta trafia na oddział zamknięty, a stamtąd do innego szpitala psychiatrycznego, gdzie natyka się na tytułową Melody – spotkanie dziewczyny będzie dla bohaterki kamieniem milowym na drodze do harmonii wewnętrznej.

Extence po raz kolejny ujmuje temat w sposób niebanalny – podejmuje kwestie trudne, tak zręcznie lawirując słowem, że od książki nie sposób się oderwać, wciąż mając ochotę na więcej. Autor to niekwestionowany specjalista w dziedzinie zaskakiwania tematyką i  jej rozwinięciem. Po jego książki – a mam nadzieję, że będzie ich jeszcze wiele! – będę odtąd sięgać z wielką ochotą i świadomością, że czeka mnie lektura wyjątkowa i nieszablonowa.


Jeśli dotąd nie poznaliście autora – koniecznie nadróbcie tę zaległość. Jego teksty to gwarancja dobrze zainwestowanego czasu, poświęconego lekturze, która na długo zostanie w  Waszej pamięci, wibrując w  niej i wciąż rozbrzmiewając na nowo.

Kapitalna! Premiera już 14 stycznia.


Recenzja poprzedniej książki Extence'a:



wtorek, 23 czerwca 2015

Notebook - Tomasz Lipko. Thriller 2.0 z rozszerzoną rzeczywistością. /przedpremierowa.


Notebook, debiut literacki Tomasza Lipko, to pierwszy polski thriller 2.0, wykorzystujący technologię rozszerzonej rzeczywistości.

Wykorzystanie jej akurat w tym gatunku było posunięciem rewelacyjnym – dzięki możliwościom jakie stwarza aplikacja Viuu odbiorca nie tylko mógł czytać o znalezionych przez bohaterkę materiałach i filmach, ale także na bieżąco je oglądać – takie wzbogacenie lektury nie tylko czyni z niej o wiele bardziej przekonującą i wciągająca, ale pozwala także na zupełnie nową formę kontaktu z wykreowaną fikcją literacką. Świetne posunięcie, doskonały wybór materiałów video fenomenalnie łączy się z narracją, pozwalając na całkowite zaangażowanie w lekturę. Zalążek nowoczesnej technologii zastosowanej w  tejże publikacji, to jedynie sygnał tego, o czym opowieść traktuje.

Narrator przenosi nas do roku 2012, kiedy to Polska żyje ostatnimi przygotowaniami do Euro. Całkowite zaangażowanie w wydarzenia sportowe nie pozwala innym – ważniejszym, choć niepozornym – faktom na pełne wybrzmienie. Oto w wypadku drogowym ginie Dagmara Frost – młoda dziennikarka i reporterka, mająca ogromny udział w najważniejszych artykułach ostatnich lat, woląca pozostać anonimową postacią. Do zdarzenia zostaje wezwany prokurator Radosław Bolesta, który po nieudanym przebiegu kariery utknął w Piotrkowie Mazowieckim, gdzie mógł z powodzeniem pracować nad swoim rozczarowaniem życiem zawodowym. Widząc umierającą na jego oczach kobietę, nie podejrzewa jeszcze jak sprawa pozornie podobna wielu innym wpłynie na jego życie. Tragedia wydająca się jedynie przykrym wypadkiem, zaczyna jawić się zupełnie inaczej, gdy ciałem zmarłej bohaterki nie zaczyna interesować się nikt z rodziny oraz znajomych. Jedyną szansą na zdobycie jakiejkolwiek wiedzy o ofierze jest laptop, który ta trzymała na kolanach podczas wypadku. Jego zawartość – jak szybko dowie się Bolesta – jest tak cenna, że nawet ABW nie dopuści do jego odszyfrowania.

Prokurator wraz z  dwójką przyjaciół wplącze się w sprawę, która na dobre zmieni jego nudne jak dotąd życie. Notebook to thriller z  prawdziwego zdarzenia, obnażający mechanizmy władzy, zagrożenia Internetu – jest przełomowy nie tylko ze względu na zastosowaną w nim technologię, ale także przez wzgląd na ujawnienie faktów, które choć skryte pod bezpieczną poszewką literackiej fikcji, rzucają nowe światło na to, co dzieje się w  Polsce i na świecie – handel danymi, inwigilację jakiej się nawet nie spodziewamy, mechanizmy, w  których – na szczęście – bezpośrednio nie musimy uczestniczyć.

To porywająca historia, trzymająca w napięciu do samego końca, w której stawką są nie tylko wielkie pieniądze, ale także bezpieczeństwo narodowe i… uniknięcie kary przez tych, którzy od lat dopuszczają się oszustw na światową skalę.

Czyta się re-we-la-cyj-nie! Jeśli tylko będziecie mieć okazję, koniecznie sięgajcie po tę powieść. Przeniesie Was – dosłownie – w  zupełnie nowy wymiar. Na takie debiuty się czeka.


Premiera już 2 lipca. Zapiszcie tę datę w kalendarzu.



poniedziałek, 22 czerwca 2015

Po schodach do nieba – Betty J. Eadie


Po ostatniej, dość kiepskiej książce o zaświatach  sądziłam, że chwilowo odłożę podobne lektury na półkę.

Na szczęście jednak, wcale tego nie zrobiłam. Sięgnęłam do publikacji Po schodach do nieba Betty J. Eadie i zupełnie przepadłam. Tego było mi trzeba! Nieprawdopodobne jak słowo czytane potrafi nieść ukojenie, uspokojenie i pokrzepiać.

Książka jest zapisem doświadczeń autorki, o której lekarze sądzili, że zmarła. Jej ciało nie reagowało na reanimację, zatem prowadzący ją doktorzy zrezygnowali z dalszych działań ratunkowych W czasie gdy oni bez skutków walczyli o jej życie, ona znajdowała się w miejscu, o jakim nigdy nie śmiała marzyć. Szczęście towarzyszące jej wędrówce było nie do opisania tak bardzo, że autorka na wiele lat zrezygnowała z  opowiedzenia swojej historii światu.

Teraz jednak robi to, niosąc nadzieję, pokój i światło wszędzie tam, gdzie dociera jej poruszająca historia.
Eadie przekonała się, że życie nie kończy się na ziemi, lecz przekracza śmierć, prowadząc nieśmiertelną duszę tam, gdzie przynależy od zawsze. Pokazuje świat, do którego dążymy, którego pragniemy, a którego nigdy nie zaznamy na ziemi na skutek cielesnego ograniczenia. Biologia to tylko część tego, co nas czeka.

Autorka rzuca nowe światło na doświadczenia z pogranicza śmierci: pokazuje dusze istniejące zanim znalazły się w swoich ziemskich powłokach, wskazuje jak wielki mają one wpływ na wybór swojego przyszłego życia i osób, które spotkają – uzasadnia rodzenie się przyjaźni, relacje rodzinne, a także nasze cierpienia, choroby i życiowe doświadczenia mające przysłużyć się duchowemu wzrostowi. I niesie jeden podstawowy przekaz – przekaz miłości, którą musimy się darzyć bez względu na wszystko. Mówi również o wpływie pozytywnego myślenia na energię, która się wokół nas wytwarza, przypomina o radości życia, którą wielu utraciło, prezentuje jak przebiega proces leczenia, podczas którego dusze uzdrawiają ciało. Pokazuje, że śmierć to jedynie przejście do innego stanu, a ziemia to czas edukacji, nic więcej. Prowadzi także przez sąd, który sami nad sobą będziemy czynić i wskazuje efekt kół na wodzie, którego codziennie jesteśmy uczestnikami: to, co daję, jest tym co dostaję. Każdy mały gest zatacza coraz większe koła na wodzie: nieważne czy jest dobry, czy zły.

Jej opowieść, mimo że dotyka tematyki niełatwej, budzącej kontrowersje albo przez wielu ludzi wkładanej między bajki lub traktowanej jako efekt halucynacji towarzyszących wydzielaniu przez organizm człowieka pewnych substancji w  obliczu śmierci, jest piękna i niezwykle prosta – sprawia, że to co niezrozumiałe i nie do ogarnięcia, nagle staje się nieco bardziej oczywiste, logiczne i spójne.
Przede wszystkim jednak Eadie głosząc swoją historię śmierci, uczy jak należy żyć.

Piękna i poruszająca. Jedna z lepszych opowieści o życiu po śmierci, jaką dotąd czytałam. 




środa, 17 czerwca 2015

Z wizytą w niebie – Johannes Miles



O wizytach w  zaświatach, śmierci klinicznej i całej tematyce pobocznej czytałam dotąd wiele – z  całą stanowczością mogę więc powiedzieć, że książka Z wizytą w niebie wyróżnia się na tle innych – jednym będzie z tego powodu odpowiadać bardziej, innym zaś mniej.

Dlaczego? Znakomitą większość pośród czytanych książek o tej tematyce cechuje ciąg relacji ludzi przeżywających śmierć kliniczną i opisujących wędrówkę po niebie, czyśćcu, przedsionkach piekła etc. Ich opowieści są zazwyczaj mniej lub bardziej komentowane, z  uwzględnieniem powtarzających się i nawracających cech wspólnych. U Milesa właściwie jest podobnie, z  tym, że każda relacja poprzedzona została krótkim wstępem dotyczącym życia opisywanej osoby, jak i komentarzem, w  którym autor każdorazowo wskazuje na czynniki sprawiające, że doświadczenia osób nie mogły być marzeniami czy halucynacjami albo efektem zaburzeń psychicznych. Wskazuje na przepowiadanie przyszłości, spotykanie bliskich znających teraźniejszość i przeszłość, wspominanie istoty najwyższej, zadaniach osób spotykanych, oddzielenie ciała od natury duchowej człowieka i in.

Wszystko to czyni bardzo naukowo – czytając, miałam wrażenie, że jest to analiza potrzebna do jakiejś pracy. Synteza, porównanie, badanie wciąż tych samych czynników, dopowiadanie tych samych komentarzy. Niezwykle to… suche. Opisane historie powrotów z zaświatów raczej nie poruszają serca, lecz odwołują się do wiedzy. Są potraktowane akademicko, badawczo, analitycznie. Dla tych, którzy szukają dowodów na życie po śmierci książka ta będzie idealna. Tym bardziej, że sam autor był kiedyś sceptykiem w  tej materii – i ten sceptycyzm częściowo wyziera z  jego rozważań, tok rozumowania podporządkowany jest logicznemu myśleniu, jakby autor sam sobie pragnął udowodnić, że dotąd się mylił.

Dla tych jednak, którzy chcieliby dowiedzieć się jak to życie wygląda, chcieliby doznać duchowego pocieszenia – raczej się nie sprawdzi.

Książkę zamykają wnioski płynące ze wszystkich przywołanych relacji – jest to swoista synteza całości, wyimek najważniejszych dowodów. Dla mnie – czegoś w niej zabrakło. Czułam się jak na wykładzie, który wniósł niewiele nowego, lecz wprowadził zamęt. Ponadto jest to pierwsza książka poświęcona tej tematyce, w której osoby relacjonujące swój pobyt w zaświatach mówiłyby tak specyficznym językiem, stosując taką nomenklaturę. Zdecydowanie są to opisy inne niż te dotąd mi znane, wciąż odnosiłam wrażenie pewnej obcości i nieprzystawalności do moje dotychczasowej wiedzy.


Jesteście ciekawi jak książka wypada na tle pozostałych? Na czym właściwie polega jej inność? Czym się wyróżnia, co ją cechuje? Zachęcam do lektury!

sobota, 23 maja 2015

Ostatnie pięć dni – Julie Lawson Timmer



Ostatnie trzy lata nauczyły mnie, że nigdy nie można być pewnym przyszłości. Swojej, swoich bliskich.  Nieważne czy jest się młodym, czy starym, czy ma się dzieci na wychowaniu, marzenia do zrealizowania, czy może nie.

Los okrutnie drwi z naszych planów, kładąc na nasze ramiona ciężar – zdawałoby się – nie do udźwignięcia. Nagłe odejścia, niespodziewane choroby, rodzinne dramaty. O tym jak niepewne jest jutro przekonała się także bohaterka powieści Ostatnie pięć dni Julie Lawson Timmer, wpisującej się w  cykl Kobiety to czytają!


Mara właśnie dowiaduje się, że cierpi na nieuleczalną chorobę Huntingtona. Przypadłość ta, nie dość, że nie pozwala w  żaden sposób się powstrzymać, to jeszcze kompletnie komplikuje życie: zmienia charakter, ogranicza swobodę ruchów, powoduje niekontrolowane zachowania, z  których cierpiący nierzadko nie zdaje sobie w  ogóle sprawy. Opoką dla Mary jest Tom – kochający mąż, pragnący trwać przy niej bez względu na okoliczności i opiekować się ich adoptowaną córeczką Laks. Kobieta wiedząc jak przebiega choroba, przy pojawieniu się pierwszych objawów sugerujących, że zaczęła ona przechodzić do następnej fazy, postanawia dać sobie ostatnie pięć dni życia, po czym odejść zanim nie będzie już zdolna samodzielnie podjąć takiej decyzji.

Sygnałem do podjęcia ostatecznych działań były dla niej wydarzenia dnia, w którym zamiast pakować akta to teczki i wybierać się do kancelarii, musiała założyć pieluchomajtki, by nigdy już publicznie nie przeżyć wstydu związanego z  czynnościami fizjologicznymi, które jej mózg przestał kontrolować. Ostatecznym ciosem było jednak życzenie Laks, by mama już więcej nie przychodziła po nią do szkoły i nie robiła jej wstydu, bowiem wszystkie dzieci, nie wiedząc, że jest chora, ciągle się z  niej śmieją.

Śmierć Mary w  jej opinii ma być ulgą dla jej najbliższych – kobieta nie wyobraża sobie, by jej rodzina musiała oglądać ją na wózku, niezdolną do jakichkolwiek reakcji oraz by była przez nią ograniczona.

Przeciwwagą dla historii Mary jest opowieść o życiu  Scotta, mężczyzny, który właśnie – po roku opieki nad ośmioletnim chłopcem z  trudnego środowiska, którego pokochał jak własnego syna – musi oddać go biologicznej matce, właśnie kończącej odsiadkę. Przywiązanie do Młodego Człowieka jest jednak tak wielkie, że mężczyzna nie potrafi się z  nim pogodzić. Ma pięć ostatnich dni, by jak najlepiej je wykorzystać. 

Pożegnanie jest trudne i gorzkie, tym bardziej, że po latach starań o dziecko Scottowi i jego żonie w  końcu się udało – oczekują własnego maleństwa, a opieka nad Curtisem była dla nich próbą generalną.


Bohaterowie spotykają się wirtualnie – na forum poświęconym nietradycyjnemu rodzicielstwu – gdzie wiele godzin spędzają na rozmowach o swoich doświadczeniach, dzielą się trudami, są dla siebie wsparciem i, co ważne, nie oceniają się wzajemnie.

Ich historie – choć tak różne od siebie – wiele łączy. Patronuje im miłość do bliskich, która popycha bohaterów do zachowań i decyzji, których bez niej nie byliby zdolni podjąć.
Głęboko poruszająca opowieść, ucząca wrażliwości, każąca doceniać życie i nie oceniać innych, bez znajomości ich konkretnego przypadku, motywacji, pragnień. Jej dodatkowym walorem jest przybliżenie problematyki choroby Huntingtona, której świadomości dotąd nie miałam.

Pokazuje, że ludzkie wybory nie zawsze są czarno-białe, a często poprzedzone wielką walką wewnętrzną. Wskazuje także na to, czym jest prawdziwa siła, jak wiele jej trzeba, by mocować się z życiem i nie popaść w  zwątpienie.
Dodatkowo podejmuje także trudny temat miłości rodziców biologicznych i adopcyjnych. Mocna lektura, która na długo pozostanie w  Waszej pamięci.


Inne książki z serii Kobiety To Czytają!
Sekret mojego męża / Dobry ojciec / Wracajmy do domu / Nie odchodź 



czwartek, 9 kwietnia 2015

Wojna się skończyła, walka wciąż trwa (Wciąż czekam – Louisa Young)



Wraz z zakończeniem I wojny światowej do domu wracają żołnierze, który przeżyli. Choć minęło już pół roku od podpisania rozejmu, w  duszach i psychice walczących wciąż pozostały ogromne niezasklepione wyrwy, które całkowicie zmieniły ich sposób przeżywania codzienności, ich relacje z  otoczeniem i samym sobą – wielu z nich boryka się z niemożnością wybaczenia samemu sobie tego, że przeżyli, podczas gdy innym nie było to dane. W pamięci żołnierzy wciąż tkwią obrazy ich wiernych przyjaciół umierających na ich rękach, pozbawionych kończyn, rozerwanych  niemalże na strzępy, ginących w  okrutny sposób. Takie wspomnienia nie mogą pozostać bez śladu. 


Nie da się patrzeć na cierpenie innych i nie oślepnąć. Nie da się kręcić w kółko co noc, dopóki nie rozpłyniesz się we łzach... [1]

 
Choć wojna się skończyła, ich walka nadal trwa – tym razem nie stawiają czoła żołnierzom, nie chronią się przed bombami czy pociskami, lecz starają się przetrwać we własnych domach.
Pamiętając morze krwi rozlewającej się po bitewnych polach, nie są już w  stanie zasiąść do rodzinnego posiłku, przytulić ukochanej czy bawić się z  dziećmi – tak trywialne czynności stają się barierą nie do przeskoczenia.

I nie są to ludzie starsi, doświadczeni wiekiem i życiem – to młodzi ludzie, nasi rówieśnicy: dwudziestotrzylatek Riley Purefoy i jego świeżo poślubiona żona Nadine. Młody mężczyzna został mocno okaleczony, tak bardzo, że musiano dokonać rekonstrukcji szczęki, która choć się powiodła, całkowicie zmieniła jego życie: bohater ma trudności z  przełykaniem i jedzeniem twardych pokarmów, musi mierzyć się z litością lub obrzydzeniem widzianym w  oczach mijających go ludzi, a to wszystko jedynie błahostki przy wizjach wojennych, które wciąż go nie opuszczają. On i Nadine muszą ratować swoje małżeństwo, zanim na dobre zostanie ono skonsumowane – także i z  tym okazuje się problem, bowiem ona nie chce go do niczego zmuszać i poganiać, wiedząc jak mocno wojna okaleczyła jego psychikę, on zaś myśli, że przestał być dla niej atrakcyjny, gdy nie potrafi nawet jej pocałować.
 
Ta para jednak, radzi sobie nienajgorzej, mimo braku akceptacji ze strony rodziców.

Gorzej rzecz ma się z  Peterem i jego zoną Julią. Ich małżeństwo niemalże wisi na włosku – mężczyzna jest tak silnie dręczony demonami wojennymi, że zamienia się w  odludka znajdującego zapomnienie jedynie w  alkoholu. Przed oczami wciąż stoją mu podwładni, których stracił – jak sądzi, na skutek swoich złych decyzji. Julia robi co może, by ulżyć jego cierpieniom – próbuje rozmawiać, wraz z  jego kuzynką Rose dają mu wytchnienie, starają się, by niczego mu nie brakowało, organizują spotkania z  Rileyem. On jednak jest nieustępliwy – wojna okaleczyła go bardziej niż wszyscy są w  stanie przypuszczać. Wydaje się, że nie ma już dla niego ratunku. Opuszcza go najpierw kuzynka, później żona – w dodatku będącą w  kolejnej ciąży. 


Każda śmierć przywraca wszystkie te, które wydarzyły się przed nią - z czego wcześniej nie zdawała sobie sprawy. [2]


Jak potoczą się losy tych dwu, na zawsze splecionych ze sobą par? Czy demony wojny w końcu ustąpią pod naporem miłości i czułości? Czy człowiek jest w  stanie zapomnieć to wszystko, z  czym przyszło mu się dotkliwie mierzyć? Czy ci, którzy przeżyli okropieństwo wojny są w  stanie na powrót stać się szczęśliwymi?

Louisa Young po raz kolejny podejmuje podobną problematykę, snując opowieść będącą luźną kontynuacją wcześniejszej, fenomenalnie napisanej książkiKochanie, chcę Ci powiedzieć, stanowiącej zapis zmagań wojennych Rileya i Petera oraz przeżyć ich kobiet, próbujących radzić sobie z rozłąką i widocznymi zmianami zachowania swoich ukochanych mężczyzn. 
Znowuż pozwala zauważyć jak wielką wrażliwością cechuje się jej pisanie, jak doskonale potrafi poddać się syntonii z  bohaterami, z  jaką łatwością – mimo historycznej odległości wydarzeń – jest w  stanie odtworzyć uczucia, emocje, trudności tamtych chwil, parę miesięcy po zakończeniu kaleczącej wojny, parę lat przed jej jeszcze straszniejszą powtórką.

To książka nie tak dobra jak poprzednia, ale wciąż wyróżniająca się wśród powieści obyczajowych z  wątkiem wojennym.
Obyśmy nigdy nie musieli stać się uczestnikami podobnych wydarzeń, depozytariuszami podobnych traum i tragedii.
Ku przestrodze, ku zrozumieniu, ku poruszeniu.


[1] Louisa Young, Wciąż czekam, Warszawa 2015, s. 114.
[2] Tamże, s. 183.

sobota, 28 marca 2015

Po drugiej stronie – Michael H. Brown





Tę książkę należy traktować jako serię rozważań przygotowujących do życia wiecznego[1].

Świadomość śmierci tkwi w każdym z nas. Z  jej nieuchronności zdajemy sobie jednak najczęściej sprawę dopiero wtedy, gdy chorujemy my lub ktoś nam bliski albo nagle tracimy kogoś znajomego, kto przecież wcale nie chorował, był młody, w  pełni sił, aż nagle – z  dnia na dzień – przekroczył tę niewidzialną granicę, pozostawiając nas z  bólem, niedowierzaniem i innym niż dotąd stosunkiem do przemijalności.
Niezaprzeczalnie śmierć dotknie każdego – nie dla każdego jednak wiązać się ona będzie z  powrotem do życia ziemskiego. Doświadczenie śmierci klinicznej dane jest nielicznym. Ci jednak, dzieląc się swoimi niezwykłymi doświadczeniami z innymi ludźmi, świadczą o tym, co czeka nas po przekroczeniu jej progu.

Książek poświęconych temu przeżyciu powstało już wiele – są one mniej lub bardziej wiarygodne, mniej lub bardziej służące dobru. Próbę zebrania wielu takich doświadczeń w  jednym miejscu i wskazaniu na ich cechy wspólne podjął także Michael H. Brown – amerykański dziennikarz śledczy, który po nawróceniu na katolicyzm odnajduje w  nim pełnię życia, angażując się w  każde jego działania. Znany jest z  dwu innych książek wydanych w  Polsce – Duchy wokół nas oraz Ostatnia godzina.

Ta książka to swoiste memento – zebrane tu świadectwa nie mają służyć przestraszeniu czytelnika czy też zbałamuceniu go – mają za to uwrażliwić na to, co wiemy, a co próbuje nam się wszelkimi sposobami wyperswadować – że żyjąc na ziemi, planujemy sobie życie po śmierci. Od nas zależy, jak szybko przemierzymy pośmiertny tunel i co znajdziemy u jego zwieńczenia – bramy niebios, bramy piekieł czy bramy czyśćca, gdzie dokonać się  będzie musiało nasze oczyszczenie.
Brown pokazuje na złożoność owych stanów i ich wielopoziomowość – szczególnie czyśćca. 


W  głównej komorze czyśćca jest kilka stadiów zadośćuczynienia. Najgłębsze pokłady, gdzie cierpi się najdotkliwsze męki, przypominają tymczasowe piekło[2].

Ze świadectw zawartych w  książce wyłania się jego hierarchiczny układ, uzależniony od stopnia naszego „wewnętrznego brudu”. Brown pokazuje jak inaczej spojrzymy na nasze życie i wszystko co nas spotkało po śmierci – jak konieczne i logiczne okaże się każde wydarzenie, każde cierpienie, każda decyzja. Ponadto będziemy mogli ujrzeć alternatywne wersje swojego życia – takie jakie byłoby ono, gdy w  momencie podejmowania decyzji poszlibyśmy w innym niż obrany przez nas kierunek.
Brown przypomina, że sądzeni będziemy nie z  tego, co w  naszych oczach uchodzi za ważne, lecz z  tego, co Bóg uzna za istotne – nasze życie dla bliźnich, bezinteresowność (ile razy zdarzyło Wam się coś zrobić bez myślenia o własnych korzyściach?), uśmiech, pociechę, drobne gesty – zarówno dobre i jak złe – mające działanie lawinowe, którego nawet nie jesteśmy w  stanie sobie wyobrazić. Nasze jedno odburknięcie, może przenieść się z  jednej na drugą osobę tak daleko, by w ostatniej linii doprowadzić nawet do morderstwa – przyjmując taką perspektywę zupełnie inaczej spojrzymy na swoje zachowanie. 


W  życiu tak naprawdę znaczenie mają rzeczy pozornie nieistotne. Żyjmy jego pełnią. Natychmiast wybaczajmy drobne zniewagi. Ludzi, wokół których się obracamy brońmy przed trybunałem własnych myśli. Nie cieszmy się z ich niepowodzeń[3].

Autor wskazuje jak wiele zła sami na siebie sprowadzamy złorzecząc innym, zapominając o modlitwie szczerej, popadając w  obojętność i oziębłość.
Choć to świadectwo radosne i pełne nadziei, zawiera wiele przestróg, które powinnyśmy wziąć pod uwagę w  naszej codzienności. Łatwo podczas lektury o szczegółowy rachunek sumienia, wiwisekcję własnego życia i konieczne poszerzenie perspektywy, a nie zogniskowanie się na sobie samym.
Dla mnie książka ta okazała się niezwykle cenną lekturą, potrzebną, uspokajającą i przywracającą mnie na właściwe tory. We współczesnym świecie łatwo się zagubić – ważne, by mieć wówczas obok siebie wartościowe pozycje, które ustawią nas do pionu. Jedną z  nich jest właśnie książka  Browna.
Nawet jeśli nie wierzycie w to wszystko, co zostało tutaj opisane, bo przecież każdy z nas na własnej skórze przekona się o tym co nas czeka dopiero w chwili śmierci, warto tę publikację czytać, by samemu się duchowo rozwijać.
Polecam do namyślenia się.


[1] Michael H. Brown, Po drugiej stronie, Kraków 2013, s. 141.
[2] Tamże, s. 180.
[3] Tamże, s. 153.