Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dziennikarstwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dziennikarstwo. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 11 grudnia 2014

Miasto z lodu – Małgorzata Warda



Tytuł: Miasto z lodu
Autor: Małgorzata Warda
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
ISBN: 9788379610297
Ilość stron: 368





Miasto z lodu otwiera odnalezienie w górach wyziębionej i umierającej trzynastolatki, której zaginięcie nie zostało zgłoszone. W centrum uwagi znajduje się wówczas jej matka, oskarżona o zaniedbanie. Mimo że śledztwo dopiero się rozpoczyna, wszyscy ludzie już wydali wyrok – w ich oczach winną całej sytuacji była właśnie matka – chora, niezwykle samotna kobieta, nie znajdująca zrozumienia wśród mieszkańców miasta, do którego wraz z córką się przeprowadziła.
Bohaterka, dowiadując się o sytuacji i będąc w samym centrum nagonki na siebie samą, coraz gorzej radziła sobie z sytuacją – nie była już pewna co się zdarzyło, a co nie, zaczynała mieć wątpliwości czy rzeczywiście dopuściła się zaniedbania i tego nie pamięta, czy być może zdarzyło się coś innego, co wszyscy wokół przeoczają.

Książka jest tak naprawdę zapisem dochodzenia w sprawie – i tego policyjnego, i dziennikarskiego, i matczynego, i społecznego. Wszyscy próbują dociec tego, co tak naprawdę wydarzyło się w górach, jednocześnie z niepokojem oczekując polepszenia się stanu zdrowia dziewczynki, będącej od czasu wypadku w śpiączce.
Szybko okazuje się, że Teresa – matka nieprzytomnej Agaty – to nie jedyna winna w sprawie.
Co ciekawsze, całą historię poznajemy właśnie z perspektywy będącej w śpiączce dziewczyny.
To ona krok po kroku odsłania przed czytelnikiem prawdziwy przebieg wydarzeń. Jej wypowiedzi przeplatane są narracją biegnąca innym torem, co w dużej mierze powoduje dezorientację: nierzadko trudność sprawia natychmiastowe zorientowanie się, kto w danym momencie się wypowiada.
Konstrukcja całej powieści jest mocno rozsypana – dopiero spojrzenie na całość z odpowiedniej perspektywy czasowej i dystansowej pozwala na ułożenie z niej sensownej i pełnej historii – wiele elementów może sprawiać wcześniej wrażenie  zbędnych.
Może to stanowić pewną trudność, w istocie jednak jest najmocniejszym elementem książki.
Miasto z lodu naznaczone jest ludzkimi tragediami, od których aż cierpnie skóra i boli serce.
Co gorsza, są to historie znane wszystkim z nas – niemalże co dzień słyszymy o podobnych wydarzeniach z mediów – tutaj jednak oglądamy zwielokrotnienie nieszczęść.
Tutaj jednak oprócz pochylenia się nad ludzkimi tragediami, wchodzimy w nie głębiej – szukamy przyczyn, nawet tych bardzo odległych.
Książka ta, to narracja stanowiąca gorzką refleksję nad tym, co zastane w naszym świecie, także nad sytuacją dziennikarstwa i jego wpływu na ludzi. Z powieści tej wyłania się obraz władzy jaką ma nad ludzkim myśleniem przekaz medialny, kształtujący tak naprawdę to, co wiemy o życiu.

Wiele w tej powieści smutku, przygnębienia, oskarżeń, przemilczeń, mętnych usprawiedliwień, które sprawiają, że całość stanowi trudną w odbiorze (pod względem emocjonalnym) historię.

niedziela, 9 listopada 2014

Ćwiartka raz – Karolina Korwin-Piotrowska


Tytuł: Ćwiartka raz
Autor: Karolina Korwin-Piotrowska
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
ISBN: 978-83-7839-758-8
Ilość stron: 800
Cena: 44zł


Książki takie jak Ćwiartka raz, to niebywała frajda! Co prawda sama jeszcze do ćwierćwiecza wiekowo nie doszłam, jestem już jednak coraz bliżej i w związku z tym większość opisywanych przez Karolinę Korwin-Piotrowską pozycji muzycznych/filmowych/książkowych jest mi doskonale znana – ze wspomnień, do których dziś dzięki autorce mogę się znów uśmiechać, mając je zebrane w jednym, doskonale przygotowanym przez wydawnictwo miejscu.
Ta książka to prawdziwa kapsuła czasu, z której nie chcę się wychodzić, snując się nostalgicznie między jednym rokiem, a drugim, przypominając co ciekawsze historie z nie tak dawnej (kiedy to zleciało!?) przeszłości.

Są miejsca w tej książce, które mnie znudziły, bo nie do końca tworzyły wspólnotę z moimi wspomnieniami, znacznie więcej było jednak tych wzruszających, rozśmieszających, sentymentalnych fragmentów, do których albo uśmiechałam się pod nosem, albo ukradkiem ocierałam łzę, albo też pukałam się w głowę, nie wierząc, że jeszcze nie dawno mogłam coś takiego robić/czytać/słuchać.
Dla jeszcze młodszego niż ja pokolenia, niektóre wspominki mogą wydać się prehistorią. Technika i każda inna dziedzina życia nią napędzana, tak szybko poszły do przodu, że dziś w niektóre zamierzchłe rozrywki nie sposób uwierzyć. Dla mnie i dla wielu innych były jednak czymś co określało nas jako ludzi, konstytuowało dzieciństwo, dawało poczucie przynależności. I dziś, po latach dzięki autorce znów to robi.
Wspaniała to opowieść o kulturze minionych dwudziestu pięciu lat, tym co nią rządziło, tym co budziło powszechne zdumienie, podziw, zachwyt, śmiech, łzy. Trochę o skandalach, trochę o plotkach, bardzo dużo o przemijalnych modach.
Każdy rozdział rozpoczyna się słowem wstępnym o konkretnym roku, po czym płynnie przechodzi do omówienia przestrzeni mediów, muzyki, kina, życia gwiazdorskiego i towarzyskiego, reklamy i tak dalej, i tym podobne. Książkę wieńczą topka 25 filmów na 25-lecie i topka 25 piosenek na 25-lecie oraz miejsce na nasze własne typy – nasza pisana ścianka bestsellerów.
Wszystko to okraszone archiwalnymi okładkami z gazet, wyimkami z co ciekawszych artykułów i pobocznymi informacjami, wyróżniającymi to, co z tych ważnych rzeczy było najważniejsze.

Warta uwagi, wspaniale wydana propozycja dla starszych – jako podróż do czasów młodości, dla nieco młodszych – jako powrót do dzieciństwa i dorastania oraz dla najmłodszych – jako, nie bójmy się tego powiedzieć, prawdziwa lekcja historii i kultury.
Świetna sprawa, obowiązkowa pozycja w każdej domowej bibliotece, bez względu na sympatię do autorki. (Opasły) kawał dobrej dziennikarskiej roboty.
Polecam!

PS I jeszcze ta gadająca okładka - mistrzostwo!:)

poniedziałek, 10 marca 2014

Sto imion – Cecelia Ahern


Tytuł: Sto imion
Autor: Cecelia Ahern
Wydawnictwo: Akurat
ISBN: 978-83-7758-610-5
Ilość stron: 448
Cena: 39,99 zł


Cecilia Ahern rozmiłowała mnie w sobie tak jak chyba większość czytelników (w większości czytelniczek, jak sądzę) za sprawą fenomenalnego PS Kocham Cię, później zaś z każdą kolejną wydawaną przez siebie książką, utwierdzała mnie w przekonaniu, że jest jedną z tych autorek, których czytania nie muszę się wstydzić, bo jest wyważoną odpowiedzią na moje zapotrzebowania co do czytania opowieści słodko-gorzkich, utrzymujących wysoki poziom w swojej kategorii.
Sto imion, to jak dotąd jedyna jej książka wydawana w Polsce w pierwszej edycji nakładem Wydawnictwa Akurat. Rzuca się w oczy różnica okładek, dotąd niezwykle barwnych, żywych, nasyconych, teraz zaś spokojnych, wyciszonych. Odmienność ta ma swoje źródło i wyjaśnienie w dużej mierze w warstwie fabularnej [tak to sobie tłumaczę:)], która w przypadku tej książki dość znacząco odbiega od swoich poprzedniczek.
Cecelia Ahern
Kitty Logan, to dziennikarka, której od pewnego czasu nic nie wychodzi. Gdy podczas audycji programu telewizyjnego naraziła dobre imię i całkowicie zniszczyła życie pewnego mężczyzny, co skończyło się dla niej sprawą w sądzie i znaczącymi trudnościami ze znalezieniem pracy, wydawało się, że gorzej być już nie może. Niestety, na krótko po opisywanych wydarzeniach zmarła jej i mentorka – jedna z nielicznych osób wierzących, że w kobiecie tkwi wielki potencjał, który zdoła wykorzystać jedynie wtedy, gdy zajrzy we własne wnętrze.  Chcąc oddać hołd Constanze, Kitty postanawia napisać artykuł, którego jej przyjaciółka nie zdążyła stworzyć. Za jedyną wskazówkę ma listę stu osób, którą otrzymała od umierającej zwierzchniczki, gdy ta postanowiła podzielić się z nią swoim sekretem. Kitty musi zrozumieć, co łączy wszystkie osoby, mając na to coraz mniej czasu. Jeśli jej się to uda, odzyska szacunek swój i swoich znajomych. Nie wie jednak, jak dalece zadanie to zmieni jej życie.
Gdyby ktoś dał m tę książkę do ręki, ale nie powiedział mi kto jest jej autorem i kazał zgadywać  - mimo mojej znajomości całej twórczości Cecilii Ahern i ogromnego do niej szacunku – nie domyśliłabym się, że Sto imion to tekst spisany jej piórem. Brakuje w nim typowego dla jej powieści przenikania się rzeczywistości i magii – zostaje za to magia ujęta metaforycznie, zamknięta w codzienności, która mimo swojej prostoty, jest pełna ukrytych w niej „czarów”, wpływających na nasze szczęście. Ahern po raz pierwszy zdaje się dosłownie pokazywać, że magia otacza nas każdego dnia i nie jest jedynie przestrzenią wyobrażoną, ale nieodłącznym składnikiem naszego życia: jednak wcale nie ta magia rozumiana jako czarnoksięstwo, gusła, zaklęcia i paranormalne zdolności, ale jako zdolność do odnajdywania wyjątkowości w przeciętności i prostocie.
Autorka dosadnie pokazuje, że w każdym z nas tkwi unikatowa historia do opowiedzenia, którą ktoś musi wydobyć na światło dzienne, zdaje się odwracać pojęcia takie jak wyjątkowość rozumiana w sposób narzucony przez kulturę masowości. Jej książka jest odpowiedzią na to, co znajdujemy z gazetach: albo plotki o celebrytach, wywołujące niezdrowe zainteresowanie fałszywym, wykreowanym na potrzeby sensacji wizerunkiem kogoś znanego; albo relacje ze zła mnożącego się w świecie; albo też relacje o wydarzeniach/osobach, robiących coś spektakularnego, co ma realną szansę zaistnieć i przynieść korzyść materialną. Brakuje za to historii zwykłych, o tym co niezwykłe – brakuje wejrzenia w codzienność, tęsknoty za prawdą i odkrywaniem iskry w każdym człowieku, który niezależnie od statusu społecznego – ma wartościową historię do opowiedzenia, która może być o wiele bardziej inspirująca niż kolejne zaspokajanie apetytu na sensację.

Ahern staje się ambasadorką ludzkich opowieści – najpiękniejszych, bo pisanych przez życie, a nie wynajętych do tego copywriterów. Jej bohaterowie są dynamiczni, zmieniają się w trakcie trwania akcji, dojrzewają, odnajdują szczęście poprzez analizę codzienności: ubierają szkła, które wyostrzają to, co powinniśmy dostrzegać, zamazując jednocześnie to, co rozprasza naszą uwagę, niepotrzebnie nas na sobie fokusując.
Każde serce ma opowieść do przekazania, jaka jest Twoja?

PS Jestem zauroczona zagranicznymi okładkami!





wtorek, 1 października 2013

Spotkanie z Marcinem Mellerem w Bibliotece Śląskiej








30 września 2013 w Bibliotece Śląskiej odbyło się kolejne spotkanie autorskie. Tym razem sala audytoryjna Parnassoss gościła Marcina Mellera, promującego swoją najnowszą książkę – Między wariatami. Opowieści terenowo-przygodowe.



Dziennikarz zdobył się na bardzo miły akcent – na spotkanie w stolicy Górnego Śląska przyszedł ubrany w koszulkę firmy Gryfnie, promującej gwarowe słowa – u Mellera było to koło [rowerJ]. Dokładnie taką.



Podczas spotkania gość kilkakrotnie zwracał uwagę na to, że w swojej książce starał się odciąć od celebryctwa, TVN-u i Playboya, pokazując tym samym swoje zupełnie inne oblicze: podróżnika, pasjonata historii. Jak sam mówi, zbudowana jest ona na kontrze.
Publikacja ta zredagowana została [bo napisana znacznie wcześniej – większość tekstów to publikowane wcześniej reportaże i felietony] pod wpływem popularności wcześniejszej – Gaumar
dżos.

Meller zdradził, że aktualnie szuka inspiracji do pisania, rozgląda się za tematem, który mógłby stać się materiałem na zwartą historię. 




Ponadto z sentymentem wspominał złote lata dziewięćdziesiąte, z których pochodzi większość zawartych w książce tekstów [trzeba dodać, że wcale nie przeredagowanych, mają podobno moc samodzielnego bronienia się w zmienionej rzeczywistości], kiedy to dziennikarstwo było pojęciem mieszczącym w sobie zupełnie inne znaczenie niż dzisiaj, dające o wiele większe możliwości. Dziennikarz dzielił się także swoimi motywacjami, pchającymi go wprost w ramiona wojny, opisywał co czuł, gdy znajdował się oko w oko ze śmiercią, wspominał o swojej zdolności resetowania się na przekór oglądanym strasznym rzeczom, a także wyłapywania historii niczym radar. Wyjawił jak dogaduje się Warszawiak ze Ślązaczką i jakie relacje panują u niego w domu.Zdradził także kilka swoich słabości, do których należą angielskie komedie romantyczne, Bollywood, ale też na drugim biegunie – Milan Kundera i Mario Vargas Llosa. Marcin Meller łączy w sobie wiele przeciwności, co wyraźnie widać w jego nowej publikacji, będącej czytelniczym roller coasterem, zawierającej prawdziwą mieszanką tekstów ułożonych wedle ściśle zamierzonego projektu literackiego, przekładańcem tematyk i gatunków.



Sam autor zrobił na mnie wrażenie pozytywne, choć momentami mówił bardzo chaotycznie, popadając w liczne dygresje. Miało to jednak swój niewątpliwy urok;)

Miał Meller kryzys pisania, ale jak to abstynencji – sprawia mu ono teraz frajdę podwójną.



Dziennikarz zdradził, że jego obsesją jest dążenie do tego, by tekst napisany był ciekawie – wie bowiem, że jeśli tego elementu zabraknie, chociażby książka poruszała ogromnie ważne tematy – nie znajdzie czytelnika i uznania. Stworzył więc publikację „do poczytania”. A czy jest zajmująca – oceńcie sami:) Zachęcam do kupienia i dzielenia się wrażeniami:)





piątek, 10 maja 2013

Wyrok – Mariusz Zielke


Tytuł: Wyrok
Autor: Mariusz Zielke
Wydawnictwo: Czarna Owca
ISBN: 978-83-7554-482-4
Ilość stron: 528



Mariusz Zielke, to w moim przeświadczeniu, wielki triumfator polskiej literatury. Mimo że początkowo nikt nie chciał wydać jego książki, to gdy w blogsferze zawrzało od jego nazwiska i niezwykle pochlebnych opinii na temat powieści Wyrok, znalazł się wydawca, który nie bał się wypuścić na rynek publikacji, obnażającej sekrety polskiej finansjery, mechanizmy działania mediów i ich konszachtów z politykami, a także współzależności między tymi trzema sferami, pozornie działającymi osobno, a tak naprawdę wzajemnie się napędzającymi.
Zielke, to laureat wielu wyróżnień i prestiżowych nagród. Dziennikarz, mimo pozornej chwili uznania, nagle stracił pracę w dużej gazecie. Tym samym jego los, przypomniał los bohatera trylogii Millenium Stenga Larssona, który znalazł się w niemalże identycznej sytuacji. Zielke, wciąż mając wiele do stracenia, ale będąc również świadomym swojej dziennikarskiej powinności, ujawnił na swojej niezależnej stronie internetowej największe afery polskiej gospodarki, dotąd skutecznie wyciszane i usuwane na dalszy plan. Swoimi publikacjami naraził się kilku potężnym biznesmenom, którzy dziś żądają od niego milionowych odszkodowań. Mimo to, a może – z powodu tego – Zielke postanowił wydać książkę, która będzie kontynuatorką jego dzieła i najprawdopodobniej dotrze do szerszego grona odbiorców, kompromitując polską rzeczywistość, tak skutecznie zakrywaną przed przeciętnym mieszkańcem naszego kraju.

Przedmiotem opowieści jest historia dziennikarza, który poprzez dokonanie przez siebie niewygodne odkrycia, naraził się przestępcy-finansiście, który to zmusi go do stoczenia pojedynku z zawodowym zabójcą oraz seryjnym mordercą. Nie sposób pokrótce streścić fabuły tego emocjonującego kryminału, gdyż właściwie z każdą przewróconą kartką, pojawiają się nowe wątki, nowe elementy układanki, która stanie się czytelna dopiero po pięciuset stronach misternej przygody, w walce o życie i prawdę.
Zielke skonstruował błyskotliwą powieść, w której wątek sensacyjny staje się jedynie nośnikiem do treści znajdujących się w zupełnie innym porządku rozważań. To historia inspirowana rzeczywistością, w której dochodzi do zaskakujących zwrotów akcji, obnażających siatkę powiązanych ze sobą elementów, o których nie mielibyśmy prawa mieć pojęcia, gdyby nie doskonały zmysł obserwacyjny i odwaga autora, oddającego w ręce czytelnika książkę zdolną uruchomić prawdziwą lawinę wydarzeń.
Powieść ta szokuje swoją prawdziwością oraz szeregiem odwołań do rzeczywistości. Obnażenie mechanizmów rządzących polską giełdą oraz polityką zaskakuje, a fakt błyskawicznego rozejścia się pierwszego nakładu zaświadcza o poziomie prezentowanej książki. Poprzednie wydanie książki, przypominające drugi obieg, unikanie cenzury i ucieczkę przed władzą, która mogłaby zaingerować w jej wydanie, wskazuje jak prawdziwe są opisywane w niej historie i jak niewygodne mogą się one okazać dla władz. Emocjonujące fakty prezentowane na jej łamach spowodowały skandal na polskim rynku finansowym, ujawniając to, co tak skutecznie dotąd zasłaniano milczeniem. Zielke daleki jest od stosowania języka ezopowego, nie ucieka się do cenzury i nie boi się konsekwencji, chce być ambasadorem prawdy. Chcecie ją poznać?
Koniecznie przeczytajcie!


poniedziałek, 7 listopada 2011

Anna Politkowska – Tylko prawda




Anna Stiepanowa Politkowska, to znana niezależna rosyjska dziennikarka, która swoją pracę zawodową przypłaciła życiem, gdy w 2006 roku została zamordowana pod drzwiami swojego mieszkania w centrum Moskwy.

Prestiż zdobyła głownie dzięki publikacjom, w których sprzeciwiała się i ostro krytykowała rządy Władimira Putina oraz wojny w Czeczenii. To im poświęciła sporą część reportaży wydawanych na łamach dziennika „Nowaja Gazieta” w latach 1999-2006.

Anna Politkowska, to przykład niezwykłej odwagi. Nie zważając na niebezpieczeństwo wkraczała w samo serce konfliktów, po to by bez zaciemniania i ubarwiania przekazać światu prawdę o zastanej sytuacji. Jej bezkompromisowość sprawiła, że naraziła się wielu jednostkom. Do samego końca walczyła jednak o to, co w jej odczuciu priorytetowe: obnażenie z  fikcji tego, co na potrzeby zysku oraz ze względu na dbanie o wizerunek publiczny władz w mediach przedstawia się inaczej. Nie bała się krytyki,  nie straszne były jej pogróżki. Praca dziennikarza stanowiła całe jej życie. Spalała się w niej, po to by inni mogli bez cenzury spojrzeć na rzeczywistość, by mogli dostać się w serce konfliktu. Pokazywała historię, taką jaką jest.
Jej działalność przysporzyła jej tyle samo wrogów, co zwolenników.

Tylko prawda to zbiór najwybitniejszych reportaży Politowskiej, których przedmiotem są między innymi wojny czeczeńskie, wydarzenia wewnątrz Rosji, atak na szkołę w Biesłanie oraz rozważania o politykach. To one zdobyły największe uznanie i największą rzeszę czytelników. To one w sposób niezwykle wnikliwy i precyzyjny stanowią świadectwo tego, co próbowano zaciemniać i ukrywać.
Ksiązka ta to hołd złożony przede wszystkim prawdzie i głoszącej ją autorce. To bunt przeciwko sztucznym, ubarwionym reportażom pisanym na zamówienie. To wreszcie lekcja współczesnej historii, rozgrywającej się praktycznie na naszych oczach. To doskonały zbiór ukazujący to z czym wciąż musimy walczyć i co w naszym życiu najważniejsze. To historia i wołanie ludzi, których nikt nie chciał słuchać. Tylko prawda. Bez koloryzowania. Naga. Bezbronna. Boleśnie szczera i brutalna. Niezwykle obfita. Tłumiąca śmiechy i zatrważająca. Zmuszająca do myślenia. Prowokująca ciąg krótkich, urywanych zdań. Porażająca.
Trzeba ją znać. Po prostu. 


Recenzja napisana dla portalu Lektury Reportera, dostępna także po kliknięciu w banner:

sobota, 16 kwietnia 2011

"Co widział pies i inne przygody" Malcolm Gladwell

Nazwisko Malcolma Gladwella wielokrotnie obiło mi się o uszy, recenzje jego książek spotykałam na każdym kroku. Mimo to nie byłam przekonana co do sięgnięcia po książkę będącą zbiorem artykułów, książkę popularnonaukową. Moje złe doświadczenia z tego typu publikacjami odbiły się echem na całym stosunku do nich.

Postanowiłam jednak przełamać zniechęcenie, dać szansę publicystom raz jeszcze i proszę bardzo… nie zawiodłam się!  
Mimo, że podchodzenie do lektury trochę czasu mi zajęło, musiałam sama siebie przekonać, że warto, to w momencie gdy zaczęłam czytać- przepadłam.
Nic nie było w stanie oderwać mnie od lektury. Mimo, że początkowe plany obejmowały przeczytanie jednego artykułu dziennie, skończyło się na tym, że ich dzienna dawka została zdecydowanie powiększona.
Zaczynam żałować, że z serią wydawniczą Punkty przełomowe spotkałam się dopiero pierwszy raz.

Malcolm Gladwell zaskoczył mnie i zaimponował szerokim zakresem swojej wiedzy. Pisać, jak wiadomo- każdy może. Jednak pisać tak, żeby ktoś chciał to czytać i pisać o tym, co ludzie chcieliby przeczytać, to niewątpliwa sztuka, którą autor opanował do perfekcji.
Książka jest przepełniona anegdotami, humorem, czasem ironią. Porusza zarówno tematy wydawałoby się błahe ( jak funkcje kulturowe hasła „Ponieważ jesteś tego warta”), jak i tematy trudne, kontrowersyjne, zahaczające o sferę wiary czy moralności ( problem pigułki antykoncepcyjnej).
Gladwell nie boi się niczego, swoim słowem wkracza na tereny niezbadana przez przeciętnego zjadacza chleba, proponuje przygody, które chciałby z nim przeżyć, zachęca do odkrywania świata, interesowania się rzeczami, którymi nikt się nie interesuje.

Książka podzielona została na trzy zasadnicze części. Są nimi:
- Maniacy, pionierzy i inni geniusze mniejszego formatu – traktująca o ludziach, którzy w jakiś sposób zrewolucjonizowali świat, często wpadając na dziwne pomysły.
- Teorie, prognozy i diagnozy - o teoriach jakie snuje człowiek, o jego sposobach na porządkowanie swoich doświadczeń.
- Osobowość, charakter i inteligencja – o tym, jak wielkie znaczenie ma pierwszy kontakt z jakąś osobą, o grze pozorów i szufladkowaniu.

Ciężko powiedzieć mi jednoznacznie, która część była najlepsza- w każdej znajdowałam artykuły odpowiadające na pytania, których nie przyszłoby mi do głowy zadawać, jak i takich, które zadawałam, a na które odpowiedzi nie znajdowałam. Każda wprowadziła coś nowego, a jednocześnie uzupełniała pozostałe.

Polecam wszystkim osobom spragnionym przygód, wszystkim dociekliwym, poszukującym, ciekawskim. To książka dla Was, nie możecie jej przegapić.


4,5/6

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Znak litera nova