Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wakacje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wakacje. Pokaż wszystkie posty

środa, 1 sierpnia 2018

Weź wyjdź! - Patryk Świątek



Wakacje to doskonały czas, by krzyknąć Weź wyjdź! i aby na to wezwanie odpowiedzieć.  Jeśli jednak jesteście nieco zagubieni, nie wiecie, gdzie mogłyby Was ponieść nogi, z pomocą przybywa Patryk Świątek, współautor blogu Paragon z podróży. On to poprowadzi Was krętymi polskimi drogami, by dotrzeć tam, gdzie niewielu się zapuszcza, by odkryć to, co nie każdy może odkryć sam i by wreszcie aktywnie spędzić czas - z dala od komórek.

Szlak wiedzie przez całą Polskę - poczynając od Wielkopolski, niosąc nas przez Kaszuby, Podkarpacie, Podlasie, Dolny Śląsk, wyspę Wolin, Warmię, Podhale, aż do Łodzi i... gdziekolwiek chcecie. 

Poręczny format i lekkość książki umożliwiają zabranie jej ze sobą, po to, by na miejscu wykonywać polecone przez autora aktywności - rysować, zdobywać stemple, przyklejać, słowem - tworząc swój pamiętnik podróży. 

A podróż to nie byle jaka, bowiem każdemu jej etapowi patronuje jakaś postać - Arkady Fiedler, Simona Kossak, Wiedźmin, Jan Dzierżoń, Ignacy Łukasiewicz i inni. Biorąc ją pod pachę w czasie wakacyjnych wojaży, uczynicie sobie wyjątkowy prezent - ma ona bowiem walory poznawcze, przekazuje ogrom ciekawostek dotyczących Polski i jej mieszkańców, pozwoli Wam na odkrycie sekretów Waszej okolicy lub też miejsc dotąd niepoznanych. Autor opowiada zajmująco, toteż nudzić się nie będziecie na pewno.

Zatem, drogi Czytelniku - weź wyjdź!



niedziela, 27 września 2015

Zaraz wracam, jestem w Szwecji!

Mniej więcej teraz, gdy to czytacie, zaczęło się spełniać jedno z moich marzeń i znalazłam się w Szwecji, w Sztokholmie.
Będę się bawić, zwiedzać i odpoczywać do przyszłej niedzieli. W tym czasie pojawi się dla Was kilka recenzji, a po powrocie relacja z podróży i - nie inaczej - konkurs.
Tymczasem trzymajcie się! Ja mam zamiar świetnie się bawić, jak już przeżyję swój pierwszy lot samolotem;)





piątek, 21 sierpnia 2015

5 miejsc, które warto odwiedzić w Niechorzu



Nie lubię wakacji biernych - owszem: morze, plaża, niespieszna lektura, słońce od rana do wieczora - okej. Od czasu do czasu muszę jednak się ruszyć, coś zobaczyć, zwiedzić, czegoś się dowiedzieć, coś odkryć.
Podczas pobytu w Niechorzu nie ograniczaliśmy się jedynie do tkwienia w tymże, lecz sięgaliśmy dalej - ale o tym przy innej okazji.
Dziś chciałam Was zabrać do pięciu miejsc, które są chyba znakiem rozpoznawczym Niechorza i stanowią o jego atrakcyjności. A zatem - ruszajmy!

  1. Latarnia morska
Przyznam się - tym razem na nią nie weszłam tylko podziwiałam z dołu. Byłam już na większości latarni na polskim wybrzeżu, na tej również i  - choć było to całe lata świetlne temu - widząc tłumy zbierające się w jedyny pochmurny dzień sierpnia przed wejściem, nie miałam sił stanąć na końcu kilkunastometrowego wężyka. Ale Wam polecam:)




2. Park Miniatur Latarni Morskich





Jestem miłośniczką miniatur wszelakich. Gdziekolwiek jadę - wyszukuję podobnych parków, porównując detale tych samych obiektów oglądanych w stosownym pomniejszeniu. Fascynuje mnie dbałość twórców o drobiazgi, jest oszałamiająca. Wiedząc jak wiele wysiłku włożyli w swoją pracę, mogę jedynie podziać skrupulatność wykonania. Cudo!

3. Motylarnia




Motyl-sowa. gdy dwa usiądą koło siebie, wyglądają jak głowa sowy, dzięki czemu chronią się przed drapieżnikami.



Początkowo myślałam - co za bzdura! Zapłacić niemalże 20 zł, by obejrzeć motyle ukryte w niewielkim namiocie robiącym za ich schronienie?!
Ale wiecie co? To były najlepiej zainwestowane pieniądze na tym wyjeździe. Zdjęcia tego nie oddają, ale było po prostu pięknie. Motyle rożnych kształtów, kolorów (mój mistrz to motyl-sowa), które siadały we włosach, delikatnie sfruwały z kwiatka na kwiatek, feeria barw, coś pięknego!
Jeśli tylko będziecie mieć okazję - idźcie. To zupełnie inny klimat niż np. na działce. 


4. Muzeum figur woskowych



Fascynuje mnie Frodo, który w każdym muzeum figur w jakim byłam przedstawiany jest z wyciągniętą ręką.
Ale, ale - przyjrzyjcie się obuwiu! Ktoś chyba nie odrobił lektury.

Hermiona coś nieudana.

Tak, to ja jestem DaVinci.

Siostry z braćmi:)

Moje kolejne zboczenie, dzięki któremu już kilka(a może naście?) razy byłam w Międzyzdrojach (tak, w tym roku również;P) i innych przybytkach z woskowymi postaciami. W Niechorzu też takowy mają i choć dopiero raczkujący, to z dużym potencjałem - reklamują i wyróżniają się przede wszystkim możliwością robienia zdjęć z efektem 3D. Niekiepska sprawa, szczególnie dla dzieciaków, choć i dorośli mają wiele radości - większości zdjęć nie mogę jednak opublikować, kierując się resztkami dobrego smaku:)

5. Oceanarium


To już bardziej dla fascynatów klimatem.
Oceanaria rozrzucone są po całym wybrzeżu, na mnie jednak przestały robić już wrażenie. Jeśli jednak lubicie, na pewno jest to element kolorytu lokalnego, warto więc zajrzeć. Zdjęcia nie mam, bo nie zrobiłam, ale wygooglujcie sobie albo powyobrażajcie sobie te niebieskie tonie;)


* I jako bonus, szósteczka. Moje ulubione i najbardziej klimatyczne stoisko, a właściwie chata, z tanią książką. Mniam! To było prawdziwie buszowanie - niski strop kazał się schylać i tkwić niemalże dosłownie w nosem w książkach.










sobota, 28 lutego 2015

Hania Humorek. Wielka Księga psot – Megan McDonald, Peter H. Reynolds



Tytuł: Wielka księga psot. Hania Humorek
Autor: Megan McDonald, Peter H. Reynolds
Wydawnictwo: Egmont
ISBN: 9788328105423
Ilość stron: 376



Hanię Humorek poznałam już w  jej Wielkiej Księdze Humoru i było to spotkanie tak miłe, że postanowiłam naszą znajomość kontynuować.
Dzięki tej decyzji mogłam w środku roku przeżyć obfitujące w  rewelacyjne przygody wakacje marzeń, a także wielki pech przeplatany wielkim fartem.
Ale po kolei!
Na kolejny tom zbierający w  całość przygody Hani składają się dwie pomniejsze opowieści: Hania Humorek i wakacje z  dreszczykiem oraz Hania Humorek i wielki pech.
W  pierwszej z nich zrelacjonowane zostają wakacje Hani – początkowo miała je ona spędzić z  przyjaciółmi, ale ci niestety rozjechali się po całym świecie. W  związku z  tym dziewczynka zaordynowała, by każdy z  nich przez całe wakacje zbierał punkty za udokumentowane superwydarzenia, w  których brał udział. Bohaterka sądziła, że sama uzbiera najwięcej, ale niestety ciągle coś stawało na jej drodze, co spowodowało, że w pod koniec wakacji nie miała prawie nic. Jak dziewczynka poradziła sobie z nieprzyjemną wizją sromotnej porażki we własnym konkursie? Nie zdradzę, ale mogę powiedzieć, że dzieje się dużo, a każde dziecko (i rodzic) zaczerpnąć może ocean inspiracji;)
Kolejna opowieść to wydarzenia z  życia Hani, która stała się właścicielką szczęśliwej monety – ona to pomagała jej w szkole podczas literowania, wspierała jej relacje towarzyskiej i krótko mówiąc – czyniła z  niej największą szczęściarę chodzącą po świecie. Niestety, pewnego dnia Hania gubi monetę, a to jest początkiem wielu niezwykłych przygód, których stanie się uczestniczką. Ciekawi?

Jak zwykle przy książkach McDonald bawiłam się świetnie – Hania mnie rozbraja i urzeka, uwielbiam tę rezolutną i niepokorną dziewczynkę z  głową pełną pomysłów i talentem do pakowania się w  tarapaty. Choć mam już swoje lata, z  wielką chęcią skompletuję wszystkie tomy poświęcone tej bohaterce i przechowam dla przyszłych pokoleń. Gwarantuję, że warto!
Drogie mamy (i miłośnicy literatury dziecięcej) – serdecznie polecam!

sobota, 4 stycznia 2014

Elf Wszechmogący – Marcin Pałasz


Tytuł: Elf wszechmogący
Autor: Marcin Pałasz
Wydawnictwo: Skrzat
Udostępnienie: Sztukater
ISBN:  9788374379397
Ilość stron:
256

Moja przygoda z Elfem zaczęła się dzięki pewnemu konkursowi, w którym do wygrania była pierwsza część cyklu, poświęconemu temu niezwykłemu psu. By zwyciężyć, należało wysłać zdjęcie ze swoim pupilem. Chodziło oczywiście o przedstawiciela konkretnego gatunku, ja jednak skusiłam się i stanęłam do rywalizacji z fotografią, ilustrującą mnie i mojego królika Stefana. I co – wygraliśmy! Wierszyk napisany na tę okazję przez autora do tej pory trzymam w specjalnym miejscu, a książki o Elfie gromadzę skrupulatnie. Jedną, wraz ze specjalną dedykacją dla mnie i zwierzaka, zdobyłam na krakowskich Targach Książki, gdzie miałam przyjemność osobiście podziękować Panu Marcinowi Pałaszowi za serdeczność.

Stefan - zwycięski KRÓLik.


Elfa śledzę na różne sposoby – pomaga mi w tym Facebook. I co tu kryć – nie sposób go nie uwielbiać! Zresztą sami pomyślcie, który pies jest tak mądry i ma TAKIE przygody?

W trzeciej części serii Elf wraz z Dużym i Młodym wyruszają na upragniony urlop. Marzą o beztrosce i chwile wytchnienia po niedawnych wydarzeniach ze swojego życia, które skutecznie wprowadziły w nie napięcie i ogromne zmęczenie.
Ich celem jest pensjonat w Dziwnówku, ale bardzo szybko okazuje się, że ten… został skradziony! Złodzieje pod osłoną nocy rozebrali budynek na części i niepostrzeżenie wywieźli w miejsce dla właściciela nieodgadnione, rujnując tym samym wczasowiczom urlop, a jemu samemu cały świat.
Nasi bohaterowie nie mogą mieć chyba wakacji bez przygód, bo jak się okazuje, zniknięcie ich wakacyjnego celu, to najmniejszy problem. Duży, Młody i Elf wplątali się w wir kryminalnych wydarzeń, zawsze znajdując w ich epicentrum, budząc tym samym podejrzenia władz…
Są tam gdzie ktoś kradnie pensjonat, rabuje Muzeum Bursztynu, grabi hotelowych gości. Czy to przypadek? I co ma do tego alergia Elfa?

Mimo bardzo nerwowej atmosfery tego urlopu, bohaterom udaje się nawiązać wspaniałe znajomości, dzięki którym te wakacje z pewnością będą niezapomniane – także dla czytelników. Elfi odwaga powaliła mnie na łopatki, pokazując jak bardzo psy mogą być oddane swoim ludziom – niebywałe historie!
Pałasz pisze w taki sposób, że pomiędzy każdą z kolejnych przygód, będziecie się zaśmiewać do rozpuku. Dialogi prowadzone między Dużym a Młodym są obłędne, a świat opisywany z psiej perspektywy to prawdziwa gratka dla miłośników tych nieprawdopodobnie oddanych zwierząt. Komizm sytuacyjny, rozbrajające podejście Dużego do świata, święta cierpliwość, luz, a to wszystko otulone rodzicielską, synowską i psią miłością.
To takie kompendium psiego świata i potrzeb w ekstremalnych warunkach, w którym okaże się, że tak naprawdę wcale nie Bruce, wcale nie Evan, ale to Elf jest wszechmogący!

Polecam wszystkim serię poświęconą Elfowi – zacznijcie od Sposobu na Elfa, a sami zobaczycie, że nawet bez mojej specjalnie natrętnej namowy, z wielką chęcią sięgnięcie po dramatyczną Elfie, gdzie jesteś?  po to, by niemalże natychmiast zakosztować Elfa wszechmogącego i z napięciem oraz wytęsknieniem oczekiwać na to, co będzie dalej.
Ta seria to niebywała gratka dla psich miłośników, ale też dla wszystkich tych, którzy wiedzą, jak silne więzi mogą połączyć człowieka ze zwierzęciem i jak znacznie taka relacja zmienia życie i postrzeganie świata.
Wszak to zwierzęta nadają mu barw!
Ogromnie polecam tę przygodową serię, w której na plan pierwszy wysuwają się wartości takie jak oddanie, lojalność, odwaga i poświęcenie.

niedziela, 10 listopada 2013

Lilka i spółka – Magdalena Witkiewicz


Tytuł: Lilka i spółka
Autor: Magdalena Witkiewicz
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Udostępnienie: Sztukater
ISBN: 9788310122346
Cena: 26,90
Ilość stron: 160


Choć Magdalena Witkiewicz najbardziej płodna literacko jest w dziedzinie tworzenia tekstów dla dorosłych, ma na swoim koncie również kilka prób dedykowanych dzieciom – wierszyki i jedną powieść. To właśnie ona stanowi moją propozycję dla Waszych pociech (i dla Was, jeśli tylko niestraszna Wam taka lektura) na długie jesienne wieczory.

Bohaterami tej wciągającej historii są Lilianna, Wiki i Matewka. Oni to, jak co roku mieli wyjechać na wakacje do uwielbianej przez siebie cioci Franki. Niestety, na skutek wypadku, którego konsekwencją jest złamana noga jednej z sióstr, plany rodzeństwa legły w gruzach. Zamiast do ukochanej cioci, rodzice kierują ich do innej – znienawidzonej i osławionej cioci Jadźki, zwaną przez nich, przez wzgląd na imię i charakterystyczny wygląd oraz nieustanne paradowanie z miotłą, Babą Jagą. Lato zarysowuje się w czarnych barwach, toteż Lilka i spółka bardzo się trudzą, by plany rodziców zmienić – niestety bezskutecznie. Lądują u cioci, która od progu przywitała ich kąśliwymi uwagami, nakazami i dziwnymi zachowaniami. Jedynym celem dzieci staje się więc próba przetrwania w tych niewyobrażalnie ciężkich warunkach.  Sprawy nie ułatwia to, że znad morza pojechali… nad morze, a do tego w odwiedziny do cioci Jadwigi ma przyjechać również Wojtuś – znienawidzony, bo według opowieści idealny, członek rodziny.
Szybko okazuje się, że problemy, przed którymi dzieci stanęły do tej pory są niczym w obliczu prawdziwej nadciągającej katastrofy – zdaje się, że Baba Jaga, wraz ze swoim absztyfikantem Anatolem planują napad na bank – i to zaplanowany w najdrobniejszych szczegółach. Dzieci stają w obliczu ogromnego wyzwania: muszą przekonać dorosłych, że to wcale nie ich wymysł, a realne zagrożenie. By tego dokonać, zobowiązani są do połączenia sił i wykoncypowania strategii działania, z uwzględnieniem najmniejszych detali.


Witkiewicz zaprasza nas w świat rozbrajających przygód dzieci o nieposkromionej wyobraźni. Ich potyczki są na tyle zajmujące, że nawet dorosły spędzi z nimi urocze chwile wytchnienia. Raphacholin, Rutinoscorbin, Witaminka – te nazwy po lekturze nabiorą zupełnie innego znaczenia, wywołując na naszych twarzach uśmiech. Weryfikacji poddać też będziemy musieli swoje dorosłe wyobrażenia o tym, co nielubiane i niechciane – bohaterowie Witkiewicz są niejako odezwą na wieczne narzekanie i niezadowolenie z sytuacji, w której się znaleźliśmy. Uczą oni bowiem, jak znaleźć pozytywne strony w momentach, zdawałoby się, nie do pozazdroszczenia. Ich głowa pełna jest od pomysłów realnie zmieniających nudną rzeczywistość w mieniącą się kolorami przygodę.
Zabawne perypetie tej rodzinki, to doskonały pomysł na jesień, kiedy zaczyna przytłaczać nas pogoda i coraz dłuższe wieczory. Witkiewicz proponuje opowieść, która uczyni je niezapomnianymi maratonami śmiechu i dobrej zabawy. Wszystko to w powieści napisanej językiem zrozumiałym i jasnym, ale też wcale nie dziecinnym.

Polecam serdecznie!

środa, 30 października 2013

Rozmówki chorwackie.


 Tytuł: Rozmówki chorwackie
Wydawnictwo: Lingea
Udostępnienie: Sztukater
ISBN: 978-83-62169-93-1
Ilość stron: 320

Cena: 24,90 zł


Chorwacja,  z racji swojej bliskości i dostępności, staje się coraz popularniejszym wśród Polaków miejscem wypoczynku, szczególnie zaś letniego.
Niezwykły klimat i niebywale urokliwe zakątki przyciągają każdego roku tłumy turystów, potrafiących odnaleźć tam spokój i wytchnienie.
Uliczki są tak czyste, że często zastanawiałam się, gdzie ci ludzie, którzy pędzą przede mną i co rusz je wycierają, by lśniły takim blaskiem. Morze czyste, plaże choć pełne, to nie wypchane po brzegi, miejscowe jedzenie przepyszne, ludzi niesłychanie mili, zabytki robiące niewyobrażalne wrażenie i wreszcie zapach lawendy unoszący się z każdego miejsca – to wszystko nadaje temu krajowi kolorytu i sprawia, że każdy, kto choć raz do niego trafił, już zawsze będzie wracał. Jej wyjątkowość polega na zróżnicowaniu krajobrazu – góry łączą się z morzem, malownicze szlaki turystyczne z nieodkrytymi terenami, a klimat, choć gorący, jest wyjątkowo dobry. Podczas gdy w Polsce 40 stopni to temperatura całkowicie dezorganizująca życie i powodująca fatalne samopoczucie, tam nawet jej nie odczujemy.

Mimo że Chorwacja jest krajem, w którym znajomość miejscowego języka wcale nie jest konieczna do przerwania – porozumiemy się bowiem zarówno po angielsku, niemiecku, rosyjsku, jak i w języku całego świata na migi, a nawet po polsku – to wydaje mi się, że miłym akcentem byłaby znajomość chociażby kilku podstawowych, najczęściej wykorzystywanych zwrotów.
Język ów do trudnych nie należy, posiada bowiem korzenie identyczne jak nasz rodzimy, stąd też niezwykła łatwość w przyswojeniu wielu słówek i ich poprawnej wymowie.

Wyjeżdżając do Chorwacji warto, oprócz przewodnika, zabrać ze sobą rozmówki, mogące utorować nam drogę do wielu miejscowych serc i umożliwić wejście tam, gdzie normalnie nie mielibyśmy prawa wstępu. Robiąc dobre wrażenie na mieszkańcach kraju, który tak chętnie odwiedzamy, pozostawimy zarówno sobie, jak i im miłe wspomnienia.

Rozmówki chorwackie wydane przez oficynę Lingea, to podręczna książeczka, zawierająca podstawowe informacje o języku, jego krótką charakteryzację; gramatykę pod wieloma względami podobną do polskiej, zróżnicowanie i melodyjność akcentów. Ten miniaturowy wolumin w sposób skrócony udziela również informacji na temat rozwoju języka.
Poza tymi informacjami znajdziemy w nim wiadomości dla nas, turystów najważniejsze, a mianowicie – przydatne zwroty.
Książeczka podzielona jest na części, w których znajdziemy zarówno liczby, zwroty grzecznościowe, zdania przydatne przy zapoznawaniu się i żegnaniu, życzenia, prośby, polecenia, propozycje, podziękowania, przeprosiny, wyrażanie zgody, pytania, określenia czasu, kolory i rozmiary, napisy informacyjne, pytania o drogę, zakwaterowanie, jedzenie, zwroty przydatne podczas kontroli paszportowej, zakupów i wiele, wiele innych.
Oprócz chorwackiego odpowiednika polskiego zwrotu, znajdziemy oczywiście sposób wymowy, a w ramkach wyróżnione sformułowania najczęściej wykorzystywane.  Dzięki temu Rozmówki są czytelne i uporządkowane.
Oprócz tradycyjnego zestawienia najpopularniejszych zdań, mogących przydać się w podróży czy podczas nauki języka, publikacja ta zawiera krótki słownik chorwacko-polski, mający być szybką pomocą podczas rozmowy, w której padną słowa dla nas niezrozumiałe. Tutaj znajdziemy już informacje typowe dla tych odnajdywanych w każdym leksykonie – część mowy, tłumaczenia, łączliwość, ale zabraknie już transkrypcji. Na pociechę dodam, że chorwacki to język fonetyczny, toteż z odczytaniem konkretnych słów nie będziemy mieć absolutnie żadnych problemów, jeśli tylko przypomnimy sobie zapisy głosek.
Przedostatnia część książeczki to zawarta na szarym tle gramatyka, mająca posłużyć nam przy nauce języka, natomiast końcowe wiadomości, to już informacje praktyczne na temat Chorwacji, Bośni i Hercegowiny.

Całość to niezwykle przydatny tomik, który warto zabierać ze sobą na wakacje. Jego poręczności umożliwia schowanie go w nawet najmniejszej letniej torebce, a nagromadzenie informacji nie pozwoli nam się zgubić.
Serdecznie polecam przecieranie szlaków języka tego wspaniałego kraju.


środa, 25 września 2013

Toskania i Umbria. Przewodnik subiektywny – Anna Maria Goławska, Grzegorz Lindeberg


Tytuł: Toskania i Umbria. Przewodnik subiektywny
Autor: Anna Maria Goławska, Grzegorz Lindenberg
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
ISBN: 9788377852286
Ilość stron: 356
Cena: 44,90 zł


Gdy za oknem jesień w pełni, a w niepamięć odchodzą powoli wspomnienia o upalnym lecie i urlopie spędzonym w atrakcyjnym miejscu gdzieś w Polsce czy poza jej granicami, warto na chwilkę się zatrzymać i oddać wspomnieniom lub też  podróżom palcem po mapie, do miejsc cieplejszych i bardziej urokliwych niż te, które widzimy za oknem podczas pluchy. Kto powiedział, że na urlop można wybrać się tylko w sezonie lub na krótko po nim? Są przecież takie miejsca, które niczym magnes przyciągają turystów cały rok – należą do nich między innymi Toskania i Umbria.
W Polsce coraz więcej pasjonatów i miłośników podróży, którzy swoim entuzjazmem i doświadczeniem dzielą się z czytelnikami i potencjalnymi wojażerami, zarażając ich oraz inspirując. Anna Maria Goławska i Grzegorz Lindenberg oddali w ręce odbiorców subiektywny przewodnik po Toskanii i Umbrii, zachęcający do podróżowania w te zakątki świata lepiej niż niejeden profesjonalny i komercyjny informator. Ich publikacja uatrakcyjniona jest rewelacyjnymi fotografiami, mającymi moc skupiania uwagi i budzenia chęci do natychmiastowego zapuszczenia się w opisywane rejony.
Czytając tę książkę, tylko ją czytając, poczułam się ogromnie zrelaksowana i wypoczęta. Nie wyobrażam więc sobie jak cudownie miałabym się po wycieczce do Włoch opisywanych z taką dbałością o elementy, mające zachęcić i zauroczyć.
Przewodnik ów ma kilka zasadniczych części. W pierwszej z nich zawarte zostały podstawowe informacje turystyczne, mające sprawić, że będziemy czuli się komfortowo, będąc wyposażeni w podstawową wiedzę, torującą nam drogę do atrakcyjnego spędzenia czasu i sycenia się smakami oraz zapachami. To takie must have – garść wiadomości o rodzajach noclegów, środkach łączności, sjeście, klimacie, języku.
Dalej jest już tylko bardziej pociągająco – Asyż, Florencja, Piza, miejscowości małe acz równie (a może bardziej) atrakcyjne i wciąż nieodkryte przez masę.  Wspaniała wędrówka malowniczymi zakątkami, ulubionymi przestrzeniami autorów, którzy dzielą się tym, co najbardziej zapadło im w pamięć, tym, do czego wielokrotnie wracają. Wspólnie z nimi odkryjemy prawdzie turystyczne perły, często pomijane w oficjalnych przewodnikach,  miejsca nieskalane stopami milionów turystów. To takie subiektywne i ogromnie wnikliwe wejrzenie we Włochy marzeń, Włochy, które rozsiadają się w naszej wyobraźni i szaleją tam do nieprzytomności.
Oprócz swoich własnych relacji, autorzy zdecydowali się na zestawienie własnych opinii o konkretnym odwiedzanym miejscu z sądami wcześniejszych podróżników, którzy również je oceniali. Dzięki temu przed nami zarysowuje się bogata panorama poglądów, łącząca się w jeden kompletny obraz, będący źródłem prawdziwie miarodajnej oceny.

Tym co stanowi o wartości tego przewodnika, nie-przewodnika jest właśnie subiektywność. Oceny autorów, ich przemyślenia, wspomnienia dawkowane z dużą częstotliwością, to elementy najsilniej zachęcające do podróżowania. Bardziej niż suche fakty, uwagę przyciągają opisy wrażeń, podróż szlakami wspomnieniowymi, mnogość smaków, zapachów, silne doznania sensualne. To taki pamiętnik podróży, z którym warto się zaprzyjaźnić.

Polecam!