piątek, 30 października 2015

Szwecja okiem Polki, cz. IV (Junibacken - Muminkowy raj)




Czas na ostatnią, czwartą część wrażeń z podróży. Co najlepszego ma do zaoferowania Szwecja?:)
Coś wyjątkowego, muminkowego...
Relacja zatem muminkowa, pamiątkowa i bardzo osobista;)

Niech te uśmiechy zostaną z Wami i ze mną - żebyście widzieli jak nam się podobało i jak dopisywały humory;)

Junibacken to miejsce marzeń (hej, w Sztokholmie do co drugiego miejsca mogłabym użyć tego określenia!:P). Wszędzie Astrid Lindgren i Tove Jansson - bajkowy, muminkowy raj! Co z tego, że za chwilę przekroczę ćwierćwiecze? W miejscu jak te każdy jest dzieckiem, uwierzcie!:))

Nie mogę podzielić się z Wami wszystkim, ale uwierzcie - było magicznie. Poza zwiedzaniem i wskakiwaniem do każdego domku, miałyśmy okazję przejechać się kolejką, w której nie tylko wysłuchałyśmy bajki opowiadanej po polsku, ale też przemierzyłyśmy cały świat Lindgren - cudo nie do wyrażenia słowami!

Muminkowy sklep był rzecz jasna obłędny, choć niektóre ceny nie pokrywają się z tym, co można wykombinować w Polsce;) Wielu rzeczy jednak do nas sprowadzić się nie da, więc z chęcią uległam czarowi zakupów;)







Willa Śmiesznotka wewnątrz...


... i z zewnątrz


W takich warunkach aż miło jeść!






Koszmar wielu:))









Puszki mnie urzekły...:)


















Oczywiście przywiozłam ze sobą kilka pamiątek - obowiązkowe herbaty i muminkową puszkę na nie, muminkowe zakładki i kartki, ciepły szalik we wszechobecne łosie, słabo widoczną zawieszkę-Muminka i rzecz jasna kilka pocztówek:) Do tego wieeeele czekolad, które zdążyły już zostać skonsumowane, więc na zdjęcie siłą rzeczy się nie załapały:)


Na koniec zostawiam Was z naszymi uśmiechami, mając nadzieję na prędki powrót do Sztokholmu:)













Gdzieś w Uppsali