Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Elizabeth Strout. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Elizabeth Strout. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 30 lipca 2018

Amy i Isabelle - Elizabeth Strout



Historia Amy i Isabelle początkowo mogłaby przypominać opowieść o losach każdej matki i jej szesnastoletniej córki. Oto dom dwu kobiet - doświadczonej życiem i dojrzewającej, staje się ośrodkiem ścierania się antagonistycznych sił - miłości i nienawiści, młodzieńczej wolności i dojrzałej przewidywalności. 

Bohaterki zamieszkują Shirley Falls - miasteczko przemysłowe, w którym każdy zna  historię każdego, młodzi buntują się przeciw dorosłym, a ci nie zawsze radzą sobie z wszechobecnym napięciem - jedni reagują na nie wolnością darowaną dzieciom, inni zaś stałą kontrolą. 

Isabelle zadanie ma trudne w dwójnasób - musi być dla swej dorastającej i nieskorej do zwierzeń córki matką i ojcem, którego ta nigdy nie miała. Sprawę utrudnia odkryta właśnie przez Amy seksualność, którą matka pozwala jej odkrywać dzięki podrzuconym jej książkom, tłumaczącym zawiłości kobiecego, dojrzewającego ciała. To jednak nie sprawia, że ich relacje się poprawiają - wręcz przeciwnie, ulegają one coraz większej destrukcji. Amy zajęta jest bowiem głownie tym, co zajmuje wszystkie nastolatki w jej wieku - chłopakami. Niestety, jej wybór pada nie na osobę w jej wieku, a na nauczyciela, z którym spędza coraz więcej czasu, a którego intencje wcale nie są czyste...

Sprawa nabiera tym większej pikanterii, że przeszłość Isabelle wcale nie jest mniej burzliwa niż jej córki. Okazuje się, że ukrywanie przeszłości przez dziećmi, wcale nie musi chronić ich od popełniania tych samych błędów.

Elizabeth Strout po raz kolejny stworzyła wnikliwe studium relacji międzyludzkich, szczególnie tych łączących matkę z jej dorastającą córką, znaczonymi tym, co przemilczane i wyrażone gestem. Pokazała małomiasteczkowe relacje, w którym każdy skrzętnie ukrywa swe mroczne sekrety, by nie zostać skreślonym i gdzie dobrze rozegrane przewinienie może okazać się kluczem do ludzkiego wsparcia i współczucia. Autorka z typową dla siebie ostrością spojrzenia nakreśliła wyraziste portrety i związki. To obraz dorastania i buntu, w którym w niczym zwierciadle przejrzy się większość matek i córek, znajdując między wersami to, co niewypowiedziane zostało także u nich.

Gorąco polecam - Strout to gwarancja lektury na wysokim poziomie.




wtorek, 6 grudnia 2016

Bracia Burgess - Elizabeth Strout





Bracia Burgess to książka, którą dozować należy powoli, dla wielu bowiem stanowić będzie gorzkie lekarstwo Elizabeth Strout opisując życie swoich bohaterów, ani nie bawi się w sztuczne moralizatorstwo, ani nie uładza ich życiorysów, reakcji i psychologicznych portretów. Zarysowuje życie takim, jakim jest, pokazuje rodziny takimi, jakimi są – nie maluje obrazu uśmiechniętych manekinów znanych z kolorowych magazynów, lecz tka opis relacji kruchych i niełatwych.

Bohaterowie Strout nie są śnieżnobiali, są podobni do nas, czytelników, targają nimi podobne emocje, borykają się z bliźniaczymi troskami dnia codziennego. Z łatwością się z nimi zidentyfikujemy, widząc, że siostra nie znosi brata, bliźniacy się nie dogadują, a mama faworyzuje synów, psychicznie znęcając się nad córką poprzez wygórowane wymagania nie do zaspokojenia.

Jim i Bob to bracia, którzy od lat nie potrafią uwolnić się od poczucia winy – obu z nich wydaje się, że doprowadzili do śmierci ich ojca w wypadku przed laty. Jim zrzuca odpowiedzialność na Boba, całe życie będąc egoistą dbającym jedynie o siebie i krytykującym brata; tamten zaś przytłoczony, wyrasta na niezaradnego mężczyznę o dobrym sercu, wielbiącego tego drugiego. Ich siostra Susan, bliźniaczka Boba, także nie radzi sobie z przeszłością. Myśli, że to ona sprowokowała wypadek, co sprowadziło na nią gniew matki okazywany przez lata. Ich kruche i fasadowe relacje zostają wystawione na próbę, gdy syn Susan – Zach – podrzuca odciętą głowę świni do miejsca zgromadzenia napływających do Shirley Falls Somalijczyków. Jego czyn odczytany zostaje jako przestępstwo na tle rasowym. Jim, wzięty prawnik, nie może pozwolić sobie na skandal ze swoim nazwiskiem, zrobi zatem wszystko, by pomóc siostrzeńcowi, a tak naprawdę – by chronić własną skórę. Bracia Burgess po latach mieszkania w  Nowym Jorku, wracają do rodzinnej mieściny, by wesprzeć siostrę. Ich wizyta wyzwoli skrywane przez lata emocje.

Czytając Braci Burgess wydaje Ci się, że odkrywasz to, co czai się tuż za rogiem – autorka z niezwykłą celnością opisuje to, co dzieje się za czterema ścianami każdego z nas. Ukazuje miłość, zazdrość, przywiązanie, poczucie niedostosowania, brak czułości, niskie poczucie własnej wartości, chorobliwą zależność, niewierność, egoizm, dumę, ale przede wszystkim uwikłanie w przeszłość i niemożność uwolnienia się od poczucia winy, które prowokuje kolejne nieprzemyślane kroki w życiu bohaterów.

Świetny obraz współczesnych relacji. Bardzo dobra rzecz. Zarówno literacko, językowo, jaki merytorycznie. Strout to świetna obserwatorka, zdolna przelewać swoje obserwacje na papier z wielką czułością i troską o szczegół. Jeśli szukacie dobrej książki dla kobiet - będziecie bardziej niż ukontentowani, 

wtorek, 19 lipca 2016

Mam na imię Lucy - Elizabeth Strout


Lucy to pisarka i spełniona żona oraz matka dwu córek. Od wielu lat nie widziała się z własną mamą, co znacząco wpłynęło na jej emocjonalność. Wszystko zmienia się, gdy bohaterka trafia do szpitala i na prośbę jej męża kobieta przyjeżdża, by towarzyszyć swej córce.

Elizabeth Strout całkowicie oddała głos swojej bohaterce, udzielając jej przyzwolenia na mówienie o sobie i swoim doświadczeniu za sprawą pierwszoosobowej narracji. Powieść ta jest niejako materiałem książkowym Lucy, do której punktem wyjścia jest jedno z wielu przywoływanych wspomnień, o pierwszym dniu wielotygodniowego pobytu w szpitalu.

Wielogodzinne rozmowy z matką odsłoniły bohaterkę przed czytelnikiem i ukazały jej przeszłość oraz umożliwiły podróż do świata, który – po zaprzestaniu spotkań z rodzicami – został przez kobietę częściowo stłumiony i zapomniany. Przygasiła przeszłość, by się nią nie zadręczać, a teraz, po latach, ma szansę na ponownie się w  niej zatopienie.

Ich konwersacje wielokrotnie (głównie?) dotyczyły bliższych lub dalszych znajomych – stanowiły bowiem grunt bezpieczny, przestrzeń, po której bez obaw można było stąpać.

Gdy rozmowy wchodziły na sferę ich rodziny – wszystko zdawało się zmieniać Co innego pamiętała Lucy, co innego utrzymywała, że pamięta jej matka. Czytelnik zastanawia się na ile wspomnienia bohaterki są prawdziwe, a na ile wyolbrzymione. Jeśli zaś realne, to dlaczego matka zaprzecza czemuś, co miało miejsce i odbiło się na psychice jej córki bardzo zauważalnie?

Poza wymianą zdań o tym, co minione, Lucy wielokrotnie oddaje się refleksji na temat swojego zawodu i funkcji pisania oraz książek, czy szerzej – literatury. W  niej to odnajduje lekarstwo na samotność, ona to ma być ukojeniem i pocieszeniem – nie tylko dla niej samej, ale również dla jej czytelników.


Mimo że książka ta porusza tak wiele wątków, w  tym niezwykle osobistych, nie sposób było mi poczuć jakiejkolwiek więzi z bohaterką. Jej rozważania o sile i znaczeniu pisania zbiegały się z moimi, lecz także w  tym punkcie, zabrakło mi poczucia wspólnoty. 
Odnosiłam wręcz wrażenie, że bohaterka jest całkowicie odizolowana, chłodna i  niedostępna. Lektura tej książki – mimo że owocna – nie wywołała we mnie żadnych emocji, a jedynie przyjemność intelektualną, dla której warto – naprawdę warto – po tę pozycję sięgnąć.

Mimo chłodu kończącego lekturę - polecam.