Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo MG. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo MG. Pokaż wszystkie posty

piątek, 3 sierpnia 2018

Życie mrówek - Maurice Maeterlinck



Życie mrówek to po Życiu pszczół kolejne wznowienie fascynującej opowieści o owadach spod pióra Maurice'a Maeterlincka. Mrówki, w powszechnej świadomości uchodzące za wzór pracowitości i niestrudzoności, dzięki autorowi zyskują kolejne przymioty, do których należą szlachetność, miłosierdzie, altruizm, oddanie i wspaniałomyślność.

Maeterlinck snuje swą historię, podpierając się opiniami znanych  i cenionych myrmekologów, od lat badających mrówki i wskazując na ich różnorodność oraz niemożność stworzenia jednej książki, która opisywałaby je wszystkie - tak bogaty jest ich świat. 

Autor opowiada z ogromną pasją, dzięki czemu czytelnik nie ma szansy znudzić się podczas lektury. Jego dociekliwość i ogrom pracy włożonej w stworzenie tej publikacji jest widoczny gołym okiem, zaś wartość poznawcza tejże niezmierzona. Książką wzbogacają ilustracje i ryciny, pozwalające na dokładne zbadanie świata tychże owadów. Ten, kogo fascynuje świat mrówek, doceni autorską dociekliwość w badaniu różnych ich gatunków i przybliżanie ich czytelnikowi.

Książka ta podzielona została na kilka rozdziałów, z których każdy poświęcony jest innemu zagadnieniu - wiadomościom ogólnym, tajemnicom mrowiska, zakładaniu gniazda, typom gniazd, wojnom prowadzonym przez mrówki, sposobom porozumiewania się i orinetowania w przestrzeni, a także kilku rodzajom tych owadów: pasterkom, grzybiarkom, rolniczkom, prządkom oraz mrówkom miododajnyjm. Nie zapomina autor także o pasożytach, poruszając tym samym najważniejsze kwestie.
Choć przez wzgląd na dobór tematyki wydawać by się mogło, że książka ta stanowi rodzaj podręcznika, jest to założenie mylne. Jest ona esejem - ni to przyrodniczym, ni to filozoficznym; w wielu miejscach porusza bowiem kwestie sensu życia, społeczeństwom i ich funkcjonowaniu, przenosząc relacje panujące w mrowisku na świat ludzi.

Niezwykle interesująca lektura, z której każdy miłośnik świata przyrody będzie zadowolony. Jako zaś że fascynacja mrówkami przeżywa swoiste odrodzenie, lektura ta powinna znaleźć spore grono odbiorców.



czwartek, 7 grudnia 2017

Życie pszczół - Maurice Maeterlinck


Życie pszczół Maurice Maeterlincka to druga po Inteligencji kwiatów książka autora, która odkrywa przed czytelnikiem bogaty świat fauny i flory. Pszczoły, jako jedne z najbardziej dla mnie fascynujących przedstawicielek przyrody, to owady niezwykłe – ich mądrość i zachowania społeczne zgłębiane są od lat, zaś mnogość literatury (tak popularnej, jak naukowej) im poświęconej każe zastanowić się nad ich ogromnym znaczeniem dla ludzkości. Książka Maeterlincka łączy w sobie fachowość i prostotę – pisana przystępnym, choć nieco encyklopedycznym tonem opowieść o pszczelim gatunku to tak naprawdę traktat filozoficzny biorący pod lupę przestrzeń tajemniczą i – mam wrażenie – wciąż ostatecznie niezgłębioną. Autor śledzi rok z życia pszczół, skrupulatnie oddając wszystko to, co dzieje się w nim miesiąc po miesiącu.  

Należy nadmienić, że książka ta jest wynikiem obserwacji prowadzonych u początku XX wieku, kiedy to o dzisiejszych metodach podglądania pszczelego świata nikt nie słyszał ani nie myślał. Mimo że od tamtych czasów dzieli nas niesamowity postęp nauki, książka wcale się nie zdezaktualizowała.

(...)


Czytaj całość:








środa, 4 grudnia 2013

W stronę Swanna – Marcel Proust


Tytuł: W stronę Swanna
Autor: Marcel Proust
Wydawnictwo: MG
ISBN:9788377791585
Cena: 44,90 zł
Ilość stron: 480
Wydany na 100-lecie pierwszego wydania tom W stronę Swanna, to prawdziwa perła dla czytelników Marcela Prousta, pragnących zetknąć się z tym jednym z największych dzieł literackich XX wieku. W poszukiwaniu straconego czasu było pracą życia dla francuskiego pisarza, który niestety początkowo zetknął się z niezrozumieniem. Jego monumentalnego dzieła nikt nie chciał wydać, uważając, że jego quasi-autobiograficzna forma nie wpisuje się w oczekiwania czytelników i w żaden sposób nie może mierzyć się z arcyciekawymi fabułami, w którym wikłają się wątki, a akcja odpowiada zapotrzebowaniom odbiorców. Metoda strumienia świadomości jawiła się wydawcom jako coś zupełnie nie na miejscu, coś enigmatycznego, zarezerwowanego jedynie dla wąskiej grupy docelowej, coś, czego nikt nie będzie chciał czytać. Niezwykłe losy tej książki przedstawia jej tłumacz, Tadeusz Boy-Żeleński, upatrując w niej prawdziwe arcydzieło najwyższej próby. Jej odbieganie od przyzwyczajeń czytelniczych nie stanowiło według niego wady, lecz zaletę – świadczyło bowiem o jej nietuzinkowości, nowatorskości i próbie przeskoczenia barier stworzonych przez nawyki odbiorów. Proust musiał zmagać się jednak nie tylko z niechęcią potencjalnych wydawców, ale też z rzeczywistością wojenną i ocierającą się o niego śmiercią.
Już po wydaniu, jego quasi-pamiętnik przysparzał mu nie mniej kłopotów – czytelnicy niefortunnie próbowali odczytywać w kolejnych postaciach konkretne osoby, podczas gdy każdy z bohaterów stanowił syntezę kilku osobowości, które jedynie złączone spełniały twórcze oczekiwania pisarza.
Mając świadomość niezwykłych losów tej książki, jej lektura staje się o wiele bogatsza i pełniejsza. Dziś nie sposób wyjść z podziwu dla niekwestionowanego talentu Prousta, który opisując wydarzenia powszednie, nadawał im znamion niezwykłości.
Malował on rzeczywistość w sposób niepowtarzalny, a jego quasi-kronikarska formuła pozwalała na portretowanie metodą natychmiastowości, bez zastanowienia – strumieniem świadomości.
Taki sposób kreowania rzeczywistości, jest jednym z najbardziej przeze mnie cenionych w literaturze: zindywidualizowany odbiór, personalizowanie doświadczeń, oddawanie głosu sobowtórowi autora.
Choć lektura ta wymaga cierpliwości i poświęcenia jej wielu godzin – nie będzie to, na przekór tytułowi, czas stracony. Autor odda nam z nawiązką obfitość doświadczeń, mnogość wzruszeń, siłę napięć.
Czytając tę książkę, można poczuć się jak podglądacz cudzych myśli, trwały współtowarzysz przeżyć i archiwista myśli rozproszonych w ulotnej pamięci.
Proust posiadł niebywałą biegłość w uchwycaniu tego, co efemeryczne, a warte zapisania.
Przez pierwszy tom jego wynurzeń, prześledzimy prawdziwą plejadę rozmaitości. Autor rysuje bowiem przekrojowy portret społeczeństwa, wkracza w sferę miłości różnie rozumianej: od tradycyjnie ukonstytuowanych związków do homoerotyzmu, dalekiego od nierzadkiej wulgarności w jego opisywaniu.
Choć nie można mówić tu o jakiejkolwiek akcji, większość obserwacji poczynił autor w  rodzinnym Combray, które zarysowuje z wielką dokładnością, nie pomijając w swojej relacji znaczącego czasu dzieciństwa i wczesnej młodości, budujących jego tożsamość, w kierunku których zwraca się z wielką nostalgią i sentymentem.
Jego rozważania niewolne są od własnych opinii i refleksji na temat ludzkiej kondycji, nie ucieka Proust od filozofowania, rozważania alternatyw, budowania własnych portretów spotkanych osób. Zdaje się, że autor konstytuował własną osobowość w akcie werbalizacji doświadczeń wewnętrznych, co czyni książkę tę niebywale atrakcyjną.
Choć W stronę Swanna to dopiero pierwszy tom, głęboko wierzę, że dopiero zaczytując się w ostatnim objawi nam się wielkość cyklu. Lektura kompletna z całą pewnością będzie wysiłkiem, za to wysiłkiem wydobywającym głębię zapisków i przemyśleń pisarza, którego nie chciano docenić za zmysł obserwacji i łatwość w relacjonowaniu codzienności w sposób daleki od powszedniości.
Ciąg skojarzeń, strumień świadomości – idealna forma przekazu, która sprawiła, że Proust zapamiętany został jako jeden z najwybitniejszych twórców literatury, całkowicie oddany swojemu dziełu, poświęcający mu życie.
Książkę tę rewelacyjną czyni kunszt słowa, nie zaś to, co stanowi siłę powieści, której autor jawnie się przeciwstawiał. Serpentyny skojarzeń, meandry słowne, nici powiązań, siatka kunsztownej prozy, brak kontroli nad samonapędzającym się biegiem nieujarzmionych myśli i przeczuć.
Co najlepsze: mimo mijających właśnie stu lat od pierwszego wydania, to monumentalne dzieło nie straciło na aktualności, nie przybrało formy skamienieliny ani mumii – to wciąż doskonały tekst, który czyta się z prawdziwą przyjemnością.
Polecam!

niedziela, 13 października 2013

Zły – Leopold Tyrmand


Tytuł: Zły
Autor: Leopold Tyrmand
Wydawnictwo: MG
ISBN: 978-83-61297-67-3
Ilość stron: 760



Zły Leopolda Tyrmanda to powieść urastająca do rangi legendy. W niej to zaczytywano się w czasach PRL-u, w niej szukano odbicia zastanych wydarzeń i ona też stała się książką, dzięki której Tyrmand pozostaje rozpoznawalny do dziś.
Zmierzenie się z nią ponad pół wieku po wydaniu, to zadanie nieco karkołomne. Nie dane jest mi pamiętać opisywane czasy, nie mam wspomnień zbliżonych do wspomnień autora, dlatego też bałam się wejść w klimat tej historii, obawiając się niezrozumienia i niedocenienia tego, co uznane zostało za niezwykle ważne w ówczesnej prozie.

Akcja zawiązuje się, gdy Marta Majewska, po wyjściu z apteki, w której starała się
zdobyć leki dla chorej mamy, zostanie niespodziewane zaczepiona przez lokalną bandę rzezimieszków. Gdy wydaje się, że kobieta znajduje się w sytuacji bez wyjścia, na ratunek przybywa jej tajemniczy mężczyzna, tzw. Zły. Człowiek ów zasłynął w mieście jako samozwańczy przedstawiciel sprawiedliwości. Mężczyzna otulony jest legendą – nikt nie wie z kim ma do czynienia, a jego tajemnicze zachowanie przywodzi na myśl inne postaci, postępujące według podobnych schematów – w tym wypadku Zorro. Wzorując się na bohaterze, mężczyzna ratuje pokrzywdzonych, uderzając tym samym w przestępców bezkarnie panoszących się w mieście. Warszawa to jeden wielki plac budowy, gdzie łatwo o popadnięcie w niełaskę chuliganów i niosących postrach wykolejeńców.

Jak można się spodziewać, ta enigmatyczna postać budzi wiele emocji, kontrowersji i domysłów. Warszawa kipi do plotek na temat zagadkowego obrońcy uciśnionych, który wciąż nie daje się poznać. Przestępcy boją się przeciwnika, milicja chce wiedzieć kto wykonuje za nią czarną robotę, przeciętni mieszkańcy Warszawy pragną poznać tego, któremu należy podziękować.

Przestępczy półświatek postanawia zebrać szyki i wziąć udział w otwartej wojnie przeciwko miejscowemu superbohaterowi o jarzących się oczach, stanowiącemu jawne zagrożenie dla ich działalności.

W tle wydarzeń mają miejsce inne sytuacje ważkie dla bohaterów: Marta i lekarz Witold Halski oddają się radosnemu uniesieniu miłosnemu, jednakże ich związek także narażony będzie na niebezpieczeństwo.
Dziewczyna przez nieuwagę i niejako nieumyślnie wciągnięta zostaje w towarzystwo dalekie od przyzwoitego. Witold z kolei, jedna z najbardziej pozytywnych postaci tej powieści, staje się obiektem zainteresowania Olimpii, zmyślnie rozprowadzającej swoje sieci.
Tyrmand z niebywałą dokładnością dba o topograficzne szczegóły, opisuje Warszawę tak płynnie i z taką dbałością o detale, że nie sposób nie uwierzyć, że to o czym pisze, faktycznie tak wygląda.
Pod tym względem uwydatnia się spore podobieństwo do czytanej przeze mnie niedawno powieści Korzeniec, której autor również z niezwykłą precyzją dbał o opisy miasta, czyniąc go niejako głównym bohaterem powieści [skądinąd oba kryminały odnoszą się do historii, co również można uznać za cechę wspólną].
Nie Złego, nie Majewską, nie złoczyńców, ale właśnie Warszawę. Miasta opisywanego w dwójnasób: zarówno wytykając mu jego wady, jak i wychwalając zalety. Autor daleki jest od gloryfikowania, ale nie popada też w skrajność, napiętnując jedynie to, co widzi jako niedoskonałe. W sposób obiektywny przedstawia swoje spostrzeżenia, nie siląc się przy tym na wybielenie oblicza Warszawy.
Tyrmand zadziwia swoją błyskotliwością. Jego powieść to prawdziwe tomiszcze, w którym nie znajdziemy ani minuty na nudę. Jak on to robi? Nie wiem, ale z całą pewnością to książka godna polecenia, nie tylko jako bardzo dobry kryminał, ale też jako świadectwo opisywanych czasów. Budowane przez niego dialogi buzują od emocji, są niezwykle naturalne, a przy tym niebywale interesujące.
Czytając tę książkę wcale nie odczujecie tego, że została napisana ponad 60 lat temu – wciąż jest tak samo aktualna i warta uwagi. Nie nudzi, a przyciąga. Magnetyzm Tyrmanda jest nieopisany – zakosztujecie raz, a będziecie wiedzieli o czym mówię:)



Zbigniew Białas - Korzeniec


Tytuł: Korzeniec
Autor: Zbigniew Białas
Wydawnictwo: MG
ISBN: 978-83-7779-006-9
Ilość stron: 384
Zdobywca Śląskiego Wawrzynu Literackiego, Zbigniew Białas, to mieszkaniec Sosnowca, wykładowca i profesor nauk humanistycznych.
Jego powieść często utożsamiana jest z kryminałem retro, tak naprawdę jednak, zdaje się książką dalece wychodzącą poza sztywne ramy gatunkowe.
Owszem, umiejscowił autor wydarzenia w rzeczywistości przedwojennej, rozpoczął powieść od trupa z odciętą głową, ale tak naprawdę wątek kryminalny jest jedynie częścią składową tej barwnej plejady, łączącej w sobie elementy powieści historycznej, a także społeczno-obyczajowej. Daleko jej do klasycznego kryminału retro, bowiem to, co powinno wysuwać się w nim na plan pierwszy, tutaj jest jedynie tłem dla wydarzeń zupełnie innej rangi.

Alojzy Korzeniec, to mistrz swojej profesji – glazurnictwa. Mimo że książka tytułowana jest jego nazwiskiem, nie jest on postacią pierwszoplanową, a raczej bohaterem zgrabnie łączącym następujące po sobie wydarzenia. Już na pierwszych kilku stronach jesteśmy bowiem świadkami odnalezienia jego zwłok na nasypie kolejowym. Zwłok, trzeba dodać, rzutujących na całą powieść. Denat pozbawiony został głowy, która to zaginęła wraz ze sprawcą zajścia. Odnaleziona pierwotnie za granicą, staje się impulsem do rozpoczęcia śledztwa, a wraz z nim do poznawania kolejnych postaci, wyłaniających się z książki.

Spotkamy się zatem z żoną zmarłego – Jadwigą, kobietą natchnioną, tworzącą prawdziwą literaturę po spożyciu sporej dawki absyntu, którą publikuje pod tajemniczym pseudonimem – Klandestyn Bizukont. Jej literackie próby publikowane są w odcinkach na łamach tygodnika „Iskry”, co rusz podpisującego z rzeczoną twórczynią nowe umowy. Rzecz prosta: redaktor naczelny pała afektem do szacownej wdowy, jednak przez wzgląd na szacunek, przyzwoitość i jej niedawną tragedię, taktownie milczy, pozwalając jej na kolejne próby zamieszczane w jego czasopiśmie. Obok niej wystąpią same niebywałe osobistości, bardzo charakterne, często zadziorne i niezwykle plastyczne.

Tajemnicze miłości i skrywane uczucia to niejedyne tajemnice mieszkańców Sosnowca. Akcja powieści usytuowana jest niedługo przed wybuchem pierwszej wojny światowej, a ogólne nastroje tego czasu zostały świetnie oddane przez pisarza. Autor z topograficzną dokładnością prezentuje kolejne uliczki Sosnowca, dzięki czemu ma się wrażenie uczestniczenia w wydarzeniach ukazanych z tak realistyczną dbałością o szczegóły.
Choć kryminały często uważane są za gatunek niższej rangi, w większości niejako pozbawiony wartości literackich i artystycznych, proza Białasa dowodzi, że nie trzeba rezygnować z doskonałego języka, by zbudować powieść, wpisującą się w ów gatunek.
Niejako naginając czytelnicze przyzwyczajenia, skomponował bowiem opowieść na styku różnych kultur – polskiej, niemieckiej, rosyjskiej, żydowskiej, śląskiej; historię narodu bez kraju, pełnego spisków, podejrzanych konszachtów, tajemniczych wydarzeń.

Książkę tę należy czytać uważnie, by dojrzeć, że tak naprawdę głównym bohaterem jest miasto. Historia Sosnowca/Sosnowic wysuwa się na plan pierwszy, kierując naszą uwagę w inne rejony, niż moglibyśmy się początkowo spodziewać. Nie odnajdziemy w niej zawrotnej akcji, szalonego tempa, lecz powolne, mozolne dążenie ku pewnym rozwiązaniom, nad którymi niczym widmo unosi się duch zmarłego Korzeńca.

Powieść ta, szeroko komentowana, z całą pewnością zdobędzie wielu zwolenników, zwłaszcza tych pamiętających [chociażby z opowieści] Sosnowiec z opisywanych czasów.
Dla mnie jest to tak naprawdę historia różnorodności i odmienności kulturowo-społecznej, a wszelkie wydarzenia składające się na opowieść, są jedynie pretekstem do budowania całego spektrum tych różnic.
Polecam.
Jakiś czas temu historia ta została przeniesiona na deski zagłębiowskiego teatru. Zainteresowanych szczegółami odsyłam tutaj.

A w sprzedaży już kolejny tom - Puder i pył.


poniedziałek, 30 września 2013

Sklepy cynamonowe – Bruno Schulz


Tytuł: Sklepy cynamonowe
Autor: Bruno Schulz
Wydawnictwo: MG
ISBN: 9788377791219
Ilość stron: 256
Cena: 34,90 zł


Pisanie recenzji Sklepów cynamonowych Brunona Schulza, to zadanie zgoła karkołomne, co do którego nie czuję się w pełni predysponowana, toteż recenzji nie będzie. Będzie za to opinia – subiektywna, pozbawiona mądrości znawcy i czujnego krytycznego oka, będzie opisem przeżyć lekturowych człowieka zafascynowanego tą wyjątkową twórczością, aczkolwiek świadomego, że o owym zbiorze opowiadań pisało już tak wiele znamienitych nazwisk, że nieprawdopodobnością byłoby dodanie czegoś znaczącego od siebie.

Bruno Schulz – urodzony w Drohobyczu, polski prozaik żydowskiego pochodzenia, grafik, malarz, rysownik i krytyk literacki. Wydaje się, że wszystkie te talenty i zdolności połączone zostały w jedno w najnowszym wydaniu jego najpopularniejszego zbioru opowiadań, pisanego pierwotnie jako postscriptum do korespondencji z Deborą Vogel.
Akcja usytuowana jest w miasteczku do złudzenia przypominającym rodzinne strony autora. Różni je jedynie pewna fantasmagoryczność, efemeryczność i przebiegłość rzeczy martwych do płodnego tworzenia nowych przejść uformowanych w miejski labirynt -  nie do pokonania pod osłoną nocy.
Postacią najważniejszą i dominującą jest Ojciec – łącznik pomiędzy światem iluzorycznym a realnym, mężczyzna stąd, a jednocześnie nie stąd. Bohaterów ów wymyka się wszelkim klasyfikacjom, jest tak samo złudny, jak i cały świat, w który został wtłoczony. Ojciec to kupiec, poważany i znany w mieście, mający jednak pragnienie wznioślejsze – chce być demiurgiem, kreatorem i stworzycielem nowego, co obficie klaruje w swoim monologu o manekinach, jednym z najbardziej rozpoznawalnych opowiadań tomu.
Postacią nieco mniej widoczną, a jednak ogromnie ważną jest narrator – młody chłopiec, oczyma którego śledzimy eksperymenty i wariactwa Ojca, a także jego własne wędrówki zwodniczymi ulicami miasteczka.
Schulz to mistrz metafory, eksperymentator pracujący na przenośniach, na nich budujący całą sieć powiązań. To właśnie one, jako druzgocąco przeważający środek stylistyczny, wpisują się w zamysł autorski i sprawiają, że Sklepy cynamonowe istnieją jako świadectwo bogactwa językowego i obfitości zwrotów dawno wypartych z oficjalnego obiegu.
To właśnie strona lingwistyczna sprawia, że lektura tej książki jest doświadczeniem odurzającym, przypominającym narkotyczny trans, senne miraże. Zacieranie granic snu i jawy, sprawia że czytelnik (ja) porusza się jakby we mgle – otumaniony mnogością doświadczeń bombardujących zmysły, ospały i upojony kapitalnym doświadczeniem całkowitego wchłonięcia przez świat przedstawiony.

Schulz swoją zdolność malowania przenosi nie tylko na płótno, ale i na papier – jego pociągnięcia piórem mają moc oddziaływania smagnięcia pędzlem – wszystko, każde słowo, każda sceneria jest nie tyle napisana, co namalowana, delikatnie rozmyta, podobnie jak kontury postaci zdobiących to wydanie.
Wyobraźnia autora jest nieposkromiona, wybujała i tak niepowtarzalna, że nie sposób mówić o niej inaczej jak tylko w kategoriach oniryczności. Wszystko, co przelał na papier jest umowne, ulotne i unikalne. Jego świat przepoczwarza się na naszych oczach, zmienia, tworząc panoramy świeże i chwilowe, a przy tym sprawiając, że książka ta jest przeznaczona do lektury wielokrotnej: każdorazowo znajdziemy się w innej scenerii, w nowej przestrzeni, zawsze do złudzenia przypominającym Drohobycz, ale właśnie – będącej li jedynie halucynacją.

Polecam.

niedziela, 22 września 2013

Targi Książki w Katowicach - jak było?

Na katowickie targi zawsze czekam z ogromną niecierpliwością, licząc na ogrom wrażeń, wspaniałe spotkania, inspirujące wymiany zdań z wydawcami i autorami, książki w atrakcyjnych cenach, eBukę i inne.. W tym roku moje oczekiwanie było tym dotkliwsze, że nasza grupa Śląskich Blogerów Książkowych miała przestać działać jedynie w blogowej i spotkaniowej konspiracji - staliśmy się aktywnymi uczestnikami targów, prowadząc dwa panele dyskusyjne, na które zaprosiliśmy nie tylko przedstawicieli blogosfery, ale też wydawnictw. Jestem ogromnie dumna, że to co do tej pory było jedynie teorią wypadło tak dobrze, a nade wszystko - że w ogóle się odbyło i wzbudziło tak duże zainteresowanie. Cieszę się niebotycznie, że znaleźli się przedstawiciele literackich oficyn [a nie było to proste], którzy chcieliby i mieliby odwagę wejść w dialog z blogerami, odpowiadając na szereg pytań dotyczących współpracy recenzenckiej [opiniowej?:)].
Z tego miejsca ogromnie dziękuję Silaqui i Q. za ich chęć bycia przedstawicielami naszej grupy, a także reszcie członków ŚBK za ogromne zaangażowanie i pragnienie tworzenia czegoś wspólnie, czegoś co może realnie wpływać na rzeczywistość blogerów na Śląsku. Wielkie dzięki także za After Party, na którym mogłam poznać wielu z Was, których do tej pory kojarzyłam jedynie z pseudonimu na blogu - wspaniale jest spotkać się twarzą w twarz i wymienić doświadczeniami.
Troszkę zawiodłam się w tym roku na małej liczbie wystawców, którzy mogliby mnie szczególnie zainteresować. Prawdopodobnie dlatego [i z powodu kary narzuconej samej sobie] wróciłam z nich bez ani jednej książki. Obłowiłam się za to dodatkami, o których ze względu na sobie znane przyczyny muszę na razie milczeć:) Żeby jednak nie kompromitować się brakiem jakichkolwiek zakupów, zaprezentuję stos zgromadzony przez Sebastiana [wyłączając z niego Nową Ziemię, która należy do mnie, a którą właśnie czyta].
Do zobaczenia za rok!

Kluski, mydło i powidło - cudowne!

 Jak to na targach - były kluski, mydło i powidło. Oprócz książek - książkowe gadżety, ręcznie robione zakładki, kalendarzyki, torebki, maskotki, koszulki, koszyczki, zabawki, gry etc. Urodzaj w każdej dziedzinie.
Grzegorz Raczek i tegoroczna eBuka - gratuluję wszystkim laureatom!

Od lewej: Pani Dorota Malinowska-Grupińska - Wydawnictwo MG, pani Agata Napiórkowska - Wydawnictwo Nasza Księgarnia, pani Lidia Miś i pani Magda Rykiel - Wydawnictwo Dreams.

Q. i Silaqui
Ślascy Blogerzy Książkowi  i goście:)

Czy na pewno za darmo? Rola współpracy blogerów z wydawnictwami - panel dyskusyjny ŚBK.

After party - prawe skrzydło przybyłych:)
Zakupy Bastka