Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tudorowie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tudorowie. Pokaż wszystkie posty

piątek, 14 marca 2014

Gra o miłość – Eve Edwards


Tytuł: Gra o miłlość
Autor: Eve Edwards
Wydawnictwo: Egmont
ISBN: 9788323770121
Ilość stron: 296

Eve Edward i jej saga o losach rodu Lacey uwiodła wielu. Rozpoczęta świetną Alchemią miłości, kontynuowana nieco słabszymi Demonami miłości, teraz zatrzymuje się na Grze o miłość.
Historia zarchiwowana w tej książce, dotyka dwu młodych ludzi, pochodzących z dramatycznie różnych światów.
Ona - młodziutka Mercy Hart, wychowana została przez kochającego, aczkolwiek rygorystycznego i bardzo konsekwentnego w swej pobożności ojca. Jej rodzina posiada dość znaczny majątek i cieszy się wielkim poważaniem, uchodząc za prawych i bogobojnych.
On - syn z nieprawego łoża zmarłego hrabiego Dorset, spełnia swe marzenia jako aktor.
Gdy ich drogi się splatają, wiadomo, że nie będzie łatwo – nie dość, że młodzi będą musieli poradzić sobie z oporem ojca Mercy, z wielką dezaprobatą, myślącym o teatrze, a także z konwenansami i ogromną przepaścią społeczną, to jeszcze na drodze ku ich szczęściu stanie fala aresztowań ludzi podejrzanych o konszachty, mające na celu zamach stanu.
Mercy stanie przed trudnym wyborem: wyrzeczeniem się miłości do Kita lub też wyrzeczeniem się nazwiska i majątku. Każda z decyzji spowoduje jej niespełnienie i nieszczęście w innym punkcie, jej zadaniem zaś będzie oszacowanie, który wybór przyniesie najmniej szkód.
Edwards po raz kolejny maluje słowami barwny świat Londynu czasu Tudorów, w którym co rusz spotykały się światy biedy i bogactwa, purytanizmu i rozwiązłości, dobra i zła, które oddziałując na siebie miały moc zmieniania rzeczywistości. Autorka czaruje biegłością opisu, podsuwając pod nos czytelnika chyba najlepszą (choć mocno konkuruje o palmę pierwszeństwa z Alchemią miłości) z dotychczasowych części – niezwykle ciepłą i choć znowuż naiwną (czy ludzie w tamtych czasach naprawdę kochali już po pierwszym spojrzeniu i od niego uzależniali resztę życia? Jakież to słodko prostoduszne!), to wcale nie przesadzoną i niebywale miłą (tak, to dobre słowo) w odbiorze.
Ujęcie w tytule słowa „gra” ma podwójne dno – nie dość, że bohaterowie podejmują walkę, grę o uczucie, w której stawką jest jego spełnienie, to jeszcze oboje zaczynają pałać do siebie miłością właśnie podczas gry – na lutni, równie subtelnie wplecionej w okładkę, skądinąd bardzo atrakcyjną. Nie sposób pominąć także gry, którą para się Kit.
Tytuł otwiera zatem co najmniej trzy furtki interpretacyjne, konsekwentnie w całej serii obudowując słowo „miłość” innym, typowym dla przebiegu fabuły.
Choć po Edwards sięgam już ślepo, gdy mam ochotę na romans historyczny, autorka kupiła mnie także za sprawą jednej z postaci, którą zgrabnie włączyła w akcję powieści, dając jej epizodyczną rolę. Mówię oczywiście o Szekspirze, tutaj jeszcze niewiele znaczącym Willu, aktorzynie, próbującym swoich sił w pisaniu, uznawanym przez żonę za głupka bez wiedzy i doświadczenia. Śledzenie jego literackiego raczkowania, choć jedynie migoczącego gdzieś w tle, było doświadczeniem nader ciekawym.

Co tu dużo kryć, lubię Edwards i jej barwne postaci, ot co.

____________
Poprzednie tomy (recenzja po kliknięciu):

http://shczooreczek.blogspot.com/2013/09/alchemia-miosci-eve-edwards.html
http://shczooreczek.blogspot.com/2014/01/demony-miosci-eve-edwards.html




czwartek, 9 stycznia 2014

Demony miłości – Eve Edwards


Tytuł: Demony miłości
Autor: Eve Edwards
Wydawnictwo: Egmont
ISBN: 9788328100008
Ilość stron: 230


Podczas gdy ostatni dom – Alchemia miłości – opisywał historię zawiłości miłosnych Willa Laceya, Demony miłości osnute zostają wokół uczuciowych perypetii Jamesa i Lady Jane.

Po zerwanych zaręczynach z Willem i popadnięciu w niełaskę rody Laceyów, Jane wychodzi wbrew woli ojca za markiza w podeszłym już wieku. Choć jej małżonek szybko umiera, przekazuje jej dar cenniejszy niż wszelkie kosztowności – tytuł i wolność.
Mimo pozornie dobrej sytuacji, kobieta staje się celem łapczywych mężczyzn, dla których według prawa jest ona macochą. Oskarżają ją oni o bezprawne zagarnięcie majątku ojca i nieskonsumowane małżeństwo, odbierające jej wszelkie przywileje, którymi została obdarzona.
Przeciwnicy knują w zmowie z jej ojcem spisek, mający na celu kolejne intratne zamążpójście, gwarantujące wszystkim stronom korzyści finansowe.
Nieświadoma niczego Lady Jane, dwórka królowej Elżbiety I, oczekuje przybycia na dwór Jamesa Laceya, będącego w ostatnim czasie na wojnie. Ich uczucie dotąd poddawane było wielu próbom, a teraz, gdy wydaje się, że w końcu nic nie stanie na drodze ku ich szczęściu, mężczyzna powraca z Niderlandów zupełnie odmieniony. Jego sercem zawładnęły demony, zabierające mu spokój i pogodę ducha. James pragnący jedynie szczęścia Lady Jane, całkowicie się przed nią zamyka, nie chcąc narażać jej na przekleństwo jego zmiany.
Jane po raz kolejny musi stawić czoła przeciwnościom, uniknąć zaaranżowanego małżeństwa, ostracyzmu i ukoić ból ukochanego zanim będzie na to za późno. W swoich działaniach jest ona niezłomna i nieprzejednana – jako mimo młodego wieku, ale za to doświadczona kobieta wie, że niewiele trzeba by zagrozić szczęściu, a równie niewiele, by je obronić.
Choć spełnienie głównych bohaterów po raz kolejny zostało postawione na szali z trudną obyczajowością, młodzi mają wiele przyjaciół, zdolnych do najwyższych poświęceń, by pomóc im na drodze do wspólnej, szczęśliwej przyszłości.
Jaką intrygę uknują, by wyzwolić się spod jarzma zobowiązań?

Końcówka powieści, moim zdaniem jest przyspieszona na siłę – niepotrzebnie został dokonany tak wielki przeskok czasowy, który sugeruje, że wyprawa, z której James mógł nie wrócić, okazała się bułką z masłem, formalnością na drodze do kolonizacji, mającą jedynie w sercu Jane zasiać niepewność, nie będącą zaś wcale realnym zagrożeniem.
Choć tom ten charakteryzuje się równą dbałością o szczegóły, co część pierwsza (trudno się dziwić – wszak autorka dołożyła wszelkich starań, by zapewnić swej powieści znamiona realności – oglądała wnętrza z epoki i turnieje rycerskie, uczestniczyła w ucztach w stylu elżbietańskim, opanowała sztukę jedzenia bez widelca znaną w epoce Tudorów – wszystko po to, by duch epoki całkowicie nią owładnął), nie wystarczyło to, by utrzymać intrygę na równie wysokim poziomie.

James jest dla mnie postacią dosyć nijaką, pozbawioną wyrazu. Rozumiem dręczenie go demonami wojny, jednak z bohaterami cierpiącymi z podobnych przyczyn spotkałam się już na kartach literatury nie raz i każdy z nich miał o wiele lepszy rys niż Lacey.  Za mało w nim ponurości, surowości, przemiana jest zbyt szybka i zupełnie pominięta w opisie, przez co traci od na wiarygodności.

Choć Demony miłości wypadły znacznie słabiej niż Alchemia miłości, wciąż seria ta pozostaje cyklem wartym uwagi. Szczególnie przypadnie do gustu fascynatom epoki Tudorów, lubującym się w charakterystycznym dla tego czasu klimatem.

Recenzja poprzedniego tomu:

http://shczooreczek.blogspot.com/2013/09/alchemia-miosci-eve-edwards.html




niedziela, 29 września 2013

Alchemia miłości – Eve Edwards


Tytuł: Alchemia miłości
Autor: Eve Edwards
Wydawnictwo: EGMONT
ISBN: 9788323776666
Ilość stron: 384
Cena: 29,99 zł
KUP: 25 zł

Alchemia, trudna sztuka, przednaukowa praktyka, która od zawsze budziła powszechne zainteresowanie ludzi, doczekała się wielu publikacji nią inspirowanych. Recepta na kamień filozoficzny spędzała sen z powiek wielu obłąkanym przepisami na ostateczny sukces fanatykom, którzy często nie tylko poświęcali swoim praktykom wiele czasu, ale niejednokrotnie doprowadzali własne rodziny do ruiny.
Dziś pojęcie to rozumiane jest często inaczej – jako szereg niejasnych zjawisk zachodzących w przyrodzie, niedostrzegalnych, a jednak prowadzących do konkretnego, widocznego skutku. Wykorzystała to Eve Edwards, tytułując powieść, rozpoczynającą cykl o niezwykłym uczuciu rozkwitłym na dworze Tudorów, Alchemią miłości.
Bohaterką swej historii uczyniła szesnastoletnią Ellie – dziewczynę poświęcającą się nauce, posiadającą wątpliwej wartości tytuł szlachecki, a przy tym uzależnioną od ojca – szalonego alchemika, od lat próbującego przekuć ołów w złoto. Swoim wariactwem zaraził on wielu właścicieli pokaźnych majątków, doprowadzając ich do nieuchronnej ruiny, a siebie i córkę okrywając niesławą. Jego praktyki przyczyniały się do ciągłej zmiany przez nich miejsca zamieszkania. Po tragicznych wydarzeniach na dworze Dorsetów, których majątek sir Arthur podkopał bezpowrotnie, ojciec wraz z córką tułali się po stodołach, z trudem wiążąc koniec z końcem.
Po latach, losy dwu rodzin splatają się ponownie, przyjmując niespodziewany obrót.
Will, jako najstarszy syn zmuszony jest do intratnego ożenku. Najbardziej przychylną mu damą wydaje się Lady Jane, osoba posażna, gwarantująca zrujnowanej rodzinie odbicie się od dna. Niestety, młody hrabia zapałał afektem do Ellie – dziewczyny zuchwałej, odważnej, bezczelnej, ale też niezwykle pełnej życia i radości, mimo ogromu cierpienia jakie na nią spadło. Na nieszczęście, jej jedynym majątkiem jest szczery uśmiech i nicnieznaczący tytuł.
Will staje przed wyborem tragicznym – musi poświęcić własne szczęście, by ratować majątek rodziny lub też zrezygnować z lukratywnego ożenku, by związać się z kobietą, która posiadała jedynie hiszpański tytuł, tym bardziej drażliwy, że Anglia stała na skraju wojny z Hiszpanią. Pikanterii dodaje sprawie przyjaźń, jaką darzą się Lady Jane i Ellie, a także chęć brata szlachcianki do uwiedzenia, jego zdaniem, naiwnej i łatwej Eleonor.
Bohaterowie stają przed wyborami starymi jak świat – serce czy rozum? Majątek czy szczęście? Egoizm czy baczenie na innych?

Edwards to autorka, której fenomenalnie udało się oddać klimat opisywanej historii, wkraść w rzeczywistość tudorowską, w nastroje społeczne związane z krytyką wobec religii katolickiej, poprzez zawłaszczanie poetyki baśniowości, pełnej sztafażu miłosno-romansowego, podrasowanego prawdziwą alchemią. Zgrabnie połączyła ona losy zubożałej Ellie, wtłoczonej w dworskie życie, z rzeczywistością hrabiego. Ukazała panujące zarówno wśród szlachty jak i reszty ludu zwyczaje. Zbudowała postaci żywe i charakterne, zdolne do wielu poświęceń. Zarysowała dworski świat plotek, sytuując w jego centrum miłość ogromną i piękną, acz niewygodną. Jokerami tej opowieści są pokojówka Nell i stajenny Diego, którzy sprawiają wrażenie nieuczestniczących w akcji właściwej, a jednak wszystkowiedzących.
Plastyczny język sprawił, że na kilka godzin poczułam się jak jedna z dam dworu, mogących obserwować opisywane wydarzenia przez dziurkę od klucza. W którymkolwiek miejscu otworzylibyśmy tę książkę, zostalibyśmy wciągnięci w toczącą się instynktownie logicznie, niczym w marzeniu sennym, snującym się wedle własnych rytmów, napięć, działań i przeciwdziałań powieść. Jej słowa działają na wyobraźnię, sprawiając, że przez chwilę czujemy się jak mieszkańcy szesnastowiecznego dworu, oddychający tym niebywałym feerycznym klimatem.

wtorek, 24 września 2013

Na szafocie – Hilary Mantel


Tytuł: Na szafocie
Autor: Hilary Mantel
Wydawnictwo: Sonia Draga
ISBN: 9788375086799
Ilość stron: 432
Cena: 39 zł



Na szafocie to drugi tom trylogii Hilary Mantel, opiewającej losy dynastii Tudorów, widzianej z perspektywy Tomasza Cromwella. Przez wielu krytyków i czytelników uznana jest za dzieło najwyższej próby, przewyższające poziomem część pierwszą, która to robiła ogromne wrażenie. O jakości tekstu świadczy kolejna nagroda Bookera, nieprawdopodobne wyróżnienie, zwłaszcza, że i tom pierwszy zgarnął ten laur.
Cieszę się, że docenia się autorów, który z tak ogromnym pietyzmem oddają się tworzonemu przez siebie dziełu. Tak, dziełu i to monumentalnemu.
Styl Mantel i jej sposób prowadzenia narracji to wyjątkowo wymagające elementy, wymuszające na czytelniku wzmożoną uwagę i aktywność. To one stanowią o niepowtarzalności jej tekstów, jednak to również one mogą tych mniej wprawionych czytelników odrzucić. Jako że to już tom drugi – przyzwyczajona do sposobu prowadzenia opowieści, z gładkim wejściem w powieść nie miałam już większych problemów i uczyniłam to z tym większą przyjemnością.
Na szafocie to część kontynuująca historię Cromwella, polityka przez historię zapamiętanego jako pozbawionego skrupułów manipulatora, a przez Mantel prezentowanego w zupełnie innym świetle, zezwalające na ujrzenie w nim człowieka charakteryzujące się troskliwością i opiekuńczością, a także sporym darem dyplomacji.
Tom ten upamiętnia wydarzenia po upadku kardynała Wolseya – pracodawcy Cromwella sprzed czasów, gdy ten stał się wiernym doradcą króla. Małżeństwo Henryka VIII z Katarzyną Aragońską już dawno uznane jest za niebyłe, a monarcha oficjalnie i prawomocnie związał się z Anną Boleyn, co Cromwellowi jest bardzo nie na rękę.
„Wicekról od spraw religijnych” przeżył wiele i ze wszystkich wydarzeń mogących nieść ze sobą katastrofalne skutki wyszedł obronną ręką. Mało tego – dzięki swemu sprytowi i inteligencji, ma realny wpływ na politykę kraju. Okupione jest to ciężką pracą i przybieraniem wielu masek, a także pozyskiwaniem kolejnych wrogów. Jego beznamiętności i brak sentymentów, na trwałe utrwalił wizerunek doradcy pozbawionego skrupułów i jakiejkolwiek litości. Jako wykonawca woli monarchy, starał się za wszelką cenę doprowadzić do rozwiązania jego wymuszonego małżeństwa z Anną Boleyn. Kobieta zrzucona zostaje ze sceny politycznej i miłosnej, okryta hańbą i ścięta, a jej miejsce zajmuje Jane Seymour, kolejna miłostka i w konsekwencji żona króla.
Tudorowie cieszą się jedną z najchętniej powtarzanych i rekonstruowanych historii w dziejach świata. Ich losy z wypiekami na twarzy, pod różną postacią, śledzą ludzie całego globu.
Cieszę się, że to właśnie Mantel, zdecydowała się na „odkurzenie” ich losów, stworzenie narracji tyleż trudnej, co pociągającej. Doskonały zabieg wymuszający uwagę, a przy tym przyczyniający się do zapamiętania większej ilości szczegółów, których nie brakuje. Mnożą się i mnożą, końca nie widać, a autorka jak najwytrawniejszy znawca balansuje między nimi, racząc czytelnika kolejnymi wątkami i malowaniem pobocznych bohaterów i historii. Wszystko to przefiltrowane przez świadomość i postrzeganie Cromwella, co dodaje opowieści dodatkowego kolorytu.
Autorka przedstawia nam prawdziwy spektakl polityczno-prawny, w którym do końca nie wyjaśnia się kto i czego tak naprawdę był winny. Twórczyni zmyślnie operuje zgromadzoną wiedzą, koncentrując się przy tym na faktach, a nie relacjach panujących na monarszym dworze. Mimo wielości i obfitości portretów postaci, tak naprawdę ważniejsze stają się wydarzenia niż motywacje. Co ciekawe (i trochę przerażające) z równym zainteresowaniem śledzimy zarówno ślubne uczty jak i egzekucje. Zrzucam to na karb talentu Mantel, potrafiącej tak opowiadać, że wszystkie wydarzenia zdają się równie absorbujące, bez względu na ich moralny wydźwięk i konsekwencje. 

Wielka szkoda, że na tom wieńczący trylogię autorka każe czekać aż do roku 2015, wiem jednak, że czas poświęcony tworzeniu przekuje ona w jakość, toteż czekam cierpliwie i pokornie. Dla niektórych tekstów warto – i on jest jednym z nich.


Polecam gorąco! Zakosztujcie w talencie autorki, której teksty wyróżnione zostały podwójnym Bookerem. Prawdziwy talent!


W komnatach Wolf Hall – Hilary Mantel


Tytuł: W komnatach Wolf Hall
Autor: Hilary Mantel
Wydawnictwo: Sonia Draga
ISBN: 9788375087529
Ilość stron: 656
Cena: 41,90 zł

Jeśli macie dużo czasu, dysponujecie przestrzenią umożliwiającą skupienie, interesujecie się historią, szczególnie zaś losami Tudorów, a przy tym pragniecie rzetelnej i sprawnie napisanej powieści – przedstawiam Wam Hilary Mantel i jej W komnatach Wolf Hall.

Tudorowie to dynastia od wieków ciesząca się nieprzemijającym zainteresowaniem. Nie zliczę filmów ani projektów literackich czy opracowań naukowych im poświęconych, a każdy kolejny stara się podejść do tematu w sposób innowacyjny, by móc ciekawić. Mantel również przełamała model – nie prezentuje jedynie perypetii Henryka VIII, tak namiętnie eksploatowanych w przeróżnych tekstach kultury. Pochyla się za to nad wieloma postaciami, zdawać by się mogło – pobocznymi – a jednak ogromnie znaczącymi dla historii, przyglądając się Tudorom oczami Tomasza Cromwella.
Trylogia Mantel, zapoczątkowana tomem W komnatach Wolf Hall, to kolejny głos, mający przybliżyć przeciętnemu zjadaczowi chleba losy tej niezwykłej dynastii. Któż bowiem dziś o nich nie słyszał? Któż nigdy nie zetknął się chociażby z serialem poświęconym ich losom i nie wiem o kim tak naprawdę mowa? Myślę, że nie wielu. Tudorowie mają doskonały PR.
A jednak – wciąż można powiedzieć o nich coś nowego, wciąż jest szansa na świeżość opowieści, co udowadnia swoimi działaniami Mantel.
Oczywiście, jest to historia fabularyzowana, toteż wielu bohaterów nabrało rumieńców dzięki literackim zabiegom autorki, mającym sprawić, by jawili się oni nie tylko jako ciekawe postaci historyczne, ale też atrakcyjne postaci literackie. Nie dzieje się to kosztem prawdy – Mantel daleka jest od uciekania się do zabiegów zakłamujących historię, jej opowieść jest podparta ogromną wiedzą merytoryczną, co czyni ją wiarygodną. Można z powodzeniem traktować ją jako źródło historyczne – oczywiście nieco podkoloryzowane, ale nie inaczej tworzono przecież wszelkie kroniki, biografie, a do niedawna także i powieści historyczne.
Autorzy biegli byli w zmyślaniu niebyłych dialogów po to, by ich opowieść stała się bardziej absorbująca i paradoksalnie – wiarygodna. Mantel idąc tym śladem, dodaje od siebie rozmowy nigdy niemające miejsca, a jednak to właśnie one nadają kolorytu jej opowieści.

Przedmiotem narracji są oczywiście losy dynastii Tudorów, szczególnie zaś Henryka VIII i jego żon, widziane oczami wspomnianego już Cromwella. To on dostarcza czytelnikowi wiedzę o wszystkim, co dzieje się na dworze. Posiadł ją gdy z prawnika kardynała Wolseya awansował na najważniejszego doradcę króla. To w jego rękach dzierżona była odpowiedzialność za rozdzielenie kościoła anglikańskiego od Rzymu, to on uzyskał zaszczytny w mniemaniu monarchy tytuł „wicekróla do spraw religijnych”. Był zatem Cromwell obecny wszędzie tam, gdzie działo się coś znaczącego, dzięki czemu może relacjonować wydarzenia i być przy tym niezwykle godny zaufania.
W ciekawy sposób zbudowała Mantel bohaterów – w dużej mierze dzięki charakterystycznej i nieco trudnej w odbiorze narracji – poznajemy ich bogaty rys psychologiczny, a często także o drugie oblicze, zupełnie nieznane z kart historii. Cromwell, po lekturze tej nagrodzonej Bookerem książki, to już nie tylko bezlitosny i bezkompromisowy polityk, lecz także czuły mąż i ojciec, a także wielki dyplomata, o co nigdy nie podejrzewałby go król. Zmiana naszego stosunku do postaci wynika z jego hojnie przedstawionych losów – poznajemy jego życie niejako od zaplecza, wchodzimy niczym podglądacze w miejsca i zdarzenia, które go ukształtowały i nakazały przybrać maskę polityka bez skrupułów, czyniąc go szwarccharakterem każdej relacji o życiu Tudorów.
Już sam fakt tworzenia tak bogatych portretów swoich postaci, wyraźnie sugeruje jak drobiazgowa i precyzyjna jest w opisach Mantel. Jej tekst, to mozaika szczegółów, tworzących przepiękny witraż mieniący się tysiącem barw. Gdyby nie zamieszczony na początku książki spis bohaterów, ich koligacji rodzinnych oraz drzew genealogicznych, z łatwością można by się zgubić w korowodzie niezliczonych postaci. Mantel wychodzi jednak naprzeciw czytelnikowi, wykonując kawał rzetelnej pracy, mającej ułatwić nam lekturę tej wymagającej, ale jakże wartościowej książki.
Rewelacyjny tekst, który należy czytać z podobnym pietyzmem, z jakim autorka go skonstruowała. Nieprawdopodobna zdolność do łączenia wątków i umiejętność zachowania logiki i chronologii. Doskonała, naprawdę doskonała książka, której lekturę zalecam każdej osobie spragnionej wiedzy o Tudorach, podanej w nowy, kapitalny sposób.