czwartek, 27 marca 2014

Tajemnica Filomeny - Martin Sixsmith


Tytuł: Tajemnica Filomeny
Autor: Martin Sixsmith
Wydawnictwo: Prószyński
ISBN: 978-83-7839-702-1
Ilość stron: 504
Cena: 37zł

Jeśli znaleźliście się w tej samej sytuacji co ja, czyli najpierw obejrzeliście film, a później zdecydowaliście się na lekturę (kolejność choć haniebna, to ostatnio u mnie częsta) tekst ten może Was zaskoczyć. Jego autor przyjmuje bowiem zupełnie inną perspektywę niż reżyser, który na publikacji tej ponoć się opierał (jak się za chwilę przekonacie materiał miał skąpy). O ile w przypadku produkcji filmowej tytuł ma swoje umocowanie w prezentowanej historii, o tyle w przypadku książki – zdaje się zupełnie niestosowny i co najgorsze: mylący.
Filomena na kartach książki pojawia się w początkowym rozdziale i jednym z końcowych. I na tym jej bezpośrednia relacja się kończy, gdyż książka ta jest przede wszystkim zapisem doświadczeń Michaela, który niemalże od chwili osiągnięcia dojrzałości próbował odnaleźć swoją biologiczną matkę i tym samym zdefiniować siebie. Jest to opowieść o jego poszukiwaniach i drodze do dojrzałości, w czasach mu zupełnie nieprzychylnych.

Będąc młodą matką, Filomena została zmuszona przez zakonnice z Roscrea do zrzeczenia się praw do dziecka i zaniechania poszukiwania go w jakkolwiek odległej przyszłości. Anthony mając trzy lata, został adoptowany i wywieziony z Irlandii przez rodzinę z Ameryki, która jemu i Mary – dziewczynce, którą również przygarnęli – zbudowała prawdziwy dom i zapewniła wykształcenie na najwyższym poziomie, dzięki czemu Tony – późniejszy Michael, miał możliwość realizowania się między innymi jako znakomity prawnik w partii republikańskiej.

Przybrani rodzice od początku wmawiali dzieciom, że ich matki oddały ich natychmiast po urodzeniu. Te wypowiedzi stworzyły w nich nigdy nie zapełnioną wyrwę, bolesne miejsce, już do końca ich dni sugerujące, że nie są oni wystarczająco dobrzy, skoro nawet biologiczne matki zrezygnowały z ich wychowania. Dzieci (zwłaszcza Michael) żyły w przeświadczeniu o własnej bezwartościowości i braku prawa do szczęścia, co z kolei powodowało, że mimo pozornie poukładanych relacji, wciąż podejmowali działania autodestrukcyjne, które prędzej czy później niszczyły ich związki, utwierdzając ich w przekonaniu, że rzeczywiście na spełnienie i radość nie zasługują. Błędne koło toczyło się przez całe ich życie, co rusz rzucając kłody pod nogi.
Od najmłodszych lat Michael wydawał się odstawać od rówieśników – był wrażliwszy, głębiej przeżywał wszelkie niepowodzenia i sukcesy, zdawał się zachłystywać codziennością, jednak już jakiekolwiek drobne przeciwności całkowicie burzyły porządek – jego sfera emocjonalna była nieuporządkowana, do czego dołożył się także brak akceptacji jego orientacji seksualnej, zarówno ze strony rodziny jak i partii, przed którą musiał ją ukrywać, skazując się na życie w ciągłym lęku przed demaskacją.
Przez wiele lat tracił on partnerów, wmawiając sobie i im, że nie zasłużył na miłość i rujnując przez to każdy kolejny związek. Gdy wreszcie udało mu się stworzyć trwałą relację homoerotyczną, opartą  na zaufaniu i wsparciu, postanowił ponowić próbę odnalezienia matki, o której myśli kiełkowały w nim od dawna. Dzięki powrotowi do przeszłości, mężczyzna miał raz na zawsze zamknąć bolesny rozdział, poznać prawdę o swoim pochodzeniu i dokonać pracy, mającej w konsekwencji pozwolić na zabliźnienie ran i wyzbycie się piętna opuszczonego dziecka, niezdolnego do okazywania miłości i budowania więzi. Gdzieś pomiędzy jego poszukiwaniami, a karierą polityczną, pojawia się trudny na tamte czasy temat akceptacji związków homoseksualnych, a także przeznaczania pieniędzy na leczenie i badanie HIV, zbierającego coraz większe żniwo i naznaczającego piętnem każdego nosiciela wirusa.
Historię Michaela napisało życie i to właśnie w autentyczności tkwi jej największa siła. Ukazuje ona, że życie rzuca nas w przeróżne miejsca, ograbiając z jednego, po to, by zaoferować nam drugie, co nie zmienia faktu, że w ludzkiej naturze tkwi głęboko zakorzenione pragnienie określenia siebie i swojego pochodzenia, bo dzięki tej wiedzy możemy poczuć się „kimś skądś”, nie zaś „kimś (nikim) znikąd”. Opowieść tę czyta się ze ściśniętym gardłem, przeczuwając jej zakończenie i zżymając się na człowieczą niesprawiedliwość i uwikłanie  w przeszłość.
Polecam!