Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Noir sur Blanc. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Noir sur Blanc. Pokaż wszystkie posty

środa, 27 marca 2019

O pisaniu - Charles Bukowski


Sięgając po książkę O pisaniu Charlesa Bukowskiego, liczyłam na tekst poświęcony całkowicie procesowi twórczemu - chciałam dowiedzieć się, jak autor pisze, czy ma jakieś rytuały, sprawdzone metody, czy jego pracy towarzyszą jakieś powracające myśli, czy teksty płyną same, czy też pisarz nie czeka na wenę, lecz ciężką pracą osiąga swoje pisarskie  efekty.

Otrzymałam coś nieco innego. 

O pisaniu to zbiór listów: bezpośrednich, dokładnie takich, jak sam Bukowski. Epistoły skupiają się wokół różnych zagadnień, wątek pisania zogniskowany jest zaś głównie wokół poszukiwania wydawcy dla swoich tekstów. Twórca toczy boje z wydawcami i redaktorami, którzy co rusz próbowali uładzić jego styl, zmienić to, co dla Bukowskiego najbardziej znamienne. Wierny czytelnik autora (nie ja) z całą pewnością doceni te autobiograficzne ujęcie, zobaczy, jaką zawziętością musiał się on wykazać, byśmy dziś mogli sięgać po jego książki w takiej właśnie formie, w jakiej je znamy. Gdyby nie ośli upór, być może teksty starego świntucha walałby się po szufladach, nigdy nie odnajdując drogi do wydania. 

Niestety, nie odnajduję w nich innej wartości - może dlatego, że to pierwsza publikacja pisarza-skandalisty, po którą miałam okazję sięgnąć? 

Rzadko porzucam książki. Tej jednak nie dokończyłam, choć walczyłam długie miesiące. Rozczarowała mnie i zmęczyła. Nie polecam, choć będę próbować zmierzyć się z innymi testami  twórcy, jednak już bez jakichkolwiek oczekiwań. 



środa, 25 lutego 2015

Nie dochodzą tylko listy nienapisane – Michaił Szyszkin


Tytuł: Nie dochodzą tylko listy nienapisane
Autor: Michaił Szyszkin
Wydawnictwo: Noir sur Blanc
ISBN: 9788373924314
Ilość stron: 278
Cena: 35zł



Nie dochodzą tylko listy nienapisane jest książką, do której podchodziłam z  wielką ostrożnością. Jak się okazało – słusznie.
Wiele w  niej bowiem elementów, które wymagają odpowiedniego skupienia, odpowiedniego nastrojenia wrażliwości, sfokusowania się na nieprzezroczystym języku, będącym w  wielu miejscach kwintesencją opowieści, w  której ścierają się dwie odwieczne przestrzenie: Eros i Tanatos, miłość i śmierć. To ponadczasowe zestawienie nabiera w  książce tej nowego znaczenia.
Michał Szyszkin za formę książki obrał sobie powieść epistolarną – zapiski zgromadzone w  publikacji stanowią wymianę korespondencji pomiędzy dwojgiem kochanków – ich pierwsza miłość wybuchła w  niedogodnym momencie, bo zanim mogła na dobre rozkwitnąć, spowiły ją widma wojny, w  której on musi wziąć udział. Udaje się więc do Chin, skąd regularnie wysyła do ukochanej zapiski z  pola bitwy. Miejsce, w  którym się znalazł całkowicie rewiduje jego poglądy, co widoczne jest w  rozwijającej się korespondencji. Intymne zwierzenia przesączone są rozmyślaniami o przemijalności, o ludzkich dramatach, pojawiają się w nich wspomnienia o charakterze erotycznym, a jednak to co wysuwa się na plan pierwszy to świadectwo nieuchronności śmierci i trudności zmierzenia się z nią i unosząca się nad tym wszystkim miłość. Bohater powoli dojrzewa do ujrzenia świata w  innym wymiarze – odsuwa od swojego myślenia drobiazgi, skupiając się w  zamian na tym, co fundamentalne, na tym co konstytuuje i definiuje człowieka. Wiedząc zatem, że za rogiem czai się śmierć, snuje opowieści o rodzicach, wspomnienia czasów dzieciństwa, rozmyśla jak podreperować to, co po drodze uległo zniszczeniu, widzi miłość w  jej najczystszej formie.
Książka ta zestawia dwie ogromne siły: niszczycielską, brutalną moc wojny i przeciwstawioną jej delikatną, subtelną miłość z niewymuszonym, nienachalnym, niewulgarnym erotyzmem.
Ciekawa  i niecodzienna jest także poruszana w  książce problematyka zdrady i notabene zdradzieckie do niej podejście. Oto sam akt nie jest okrucieństwem i zadawaniem bólu bliskim – dopiero przyznanie się do popełnionego czynu jest przejawem czystego znęcania się nad ukochanymi. Dopóki zatem zdradzamy milcząc, nic złego się nie dzieje.
Podejmuje także Szyszkin wątek choroby – pokazuje raka, który zżera człowieka, wysusza, odziera z  resztek godności i człowieczeństwa. Autor raczy (hehe) nas scenami, których rangę rozumiemy dopiero wtedy, gdy sami tego doświadczymy i zobaczymy co ta choroba w  zaawansowanym stadium czyni z  człowiekiem. Dopiero wówczas rozumie się jak brutalnie prawdziwe są opisy i stosowane w  nich sformułowania. Szyszkin uruchamia problematykę godnego chorowania i umierania, rozwijając ją między kolejnymi frazami.
Nie daje żadnych recept ani odpowiedzi – jedynie relacjonuje życie i dzieli się z  nim w  najintymniejszy z  możliwych sposobów. Pokazuje jak bardzo śmierć jednostki niczego nie zmienia w  oczach stałego świata. Ta książka wypełniona jest gorzkimi prawdami, które nie zawsze do siebie dopuszczamy. Mój egzemplarz zatopiony jest w  zakładkach, którymi zaznaczałam co istotniejsze dla mnie fragmenty. Bo istotna jest całość – częstokroć trudna do przełknięcia, a jednak ważna, podejmująca ogrom tematów, których nie sposób objąć.
Oprócz historii, ta publikacja, to także plastyczny język, którym aż chce się zachłysnąć, który sam się w  nas „wlewa”. Rzadko trafia się jeszcze na takie książki i choćby dla samej przyjemności obcowania z  tak piękną formą snucia opowieści – warto.
Długo z  nią zwlekałam, ale myślę, że był w  tym głębszy zamysł – każda książka dociera do nas bowiem dopiero wtedy, gdy jesteśmy na nią gotowi.
A Ty? Jesteś gotowy?

sobota, 10 sierpnia 2013

Puste gniazdo – Alicia Gimenez-Bartlett


 Puste gniazdo  wyd. Noir Sur Blanc
Recenzja bierze udział w konkursie Syndykatu Zbrodni w Bibliotece.

Dawno już nie natknęłam się na kryminał, podejmujący tak drastyczną tematykę. Drastyczną, bo dotykającą sferę bardzo delikatną – dzieciństwo.  Pornoprzemysł z udziałem dzieci, matki sprzedające własne pociechy, siedmiolatki potrafiące zabić z zemsty – takie wydarzenia ewokują przerażenie, a zło, przyjmujące maskę niewinności ciężko wykryć. Dzieciństwo, dotąd kojarzone z prostodusznością i naiwnością, zaczyna jawić się jako równie bezwzględny czas, co dorosłość przesycona zemstą, gromadzonym przez lata lękiem, brutalnością i nieprawdopodobną bezlitosnością.

Gdy inspektor Petra Delicado przebywa w centrum handlowym, nie spodziewa się, że zostanie jej skradziony służbowy pistolet. W momencie gdy jednak do tego dochodzi, jeszcze większym przerażeniem niż sama utrata, napawa ją świadomość, że złodziejem była mała dziewczynka.
Na pozór wszystko mogło wyglądać niewinnie, jednak w niedługim czasie z broni giną kolejne osoby, a rany wylotowe u ofiar, znajdują się na wysokości wzroku dziecka…
Poszukiwanie pistoletu zamienia się w krucjatę przeciwko zabójcy, a kolejne poszlaki prowadzą do miejsc, których nie chciałoby się znać – barcelońskich ośrodków handlujących żywym towarem, pornobiznesu opartego na zdjęciach małoletnich, ale także do skazańców, których wpływy sięgają daleko poza więzienne kraty. W śledztwie pomaga Petrze jej wieloletni współpracownik – Fermin Garzon. Para detektywów, to niezwykle barwny duet, kłócący się niczym stare małżeństwo i godzący, by ze zdwojoną energią dążyć do złapania sprawcy. Oprócz stosunków zawodowych łączy ich przyjaźń, która w tej książce będzie miała ogromne znacznie. Oboje bowiem niespodziewania się zakochają i zaplanują po raz kolejny stanąć na ślubnym kobiercu. Ich rozmowy stanowią niemały atut tej powieści, nadają jej bowiem smaczku i pokazują, jak życie detektywa determinuje życie prywatne. Opowieść o ich życiu poza służbą snuta jest równolegle do wydarzeń związanych ze śledztwem. Wydaje się, że stanowią one wątki równoznaczne, choć kryminalny w dużej mierze wpływa na osobisty. Nieco surrealistyczne jest połączenie w jednej opowieści sprawy niezwykle przytłaczającej, jaką jest pornobiznes z udziałem dzieci oraz radosnej, którą powinien być ślub. Buduje to nieco poczucie absurdu, ale jednocześnie podkreśla, że w świecie zło i dobro równoważą się, koegzystują i że z każdego zła można wyprowadzić dobro – bowiem narzeczony Petry to ojciec dziecka, będącego świadkiem w sprawie. Bez popełnionej zbrodni prawdopodobnie nigdy by się nie poznali. Przykra koincydencja splotła ich losy. Ponadto zabieg ten umiejętnie sprawiał, że czytelnik nie stawał się nadmiernie przytłoczony ciężarem prowadzonego nieprzyjemnego śledztwa, sprawy mętnej i dusznej.
To, co jest niewątpliwym plusem książki to narracja prowadzona z perspektywy Petry, kobiety o charakterystycznych poglądach. Dzięki temu zabiegowi zachowało się bardzo charakterystyczne poczucie humoru, a także umożliwione zostało „wejście” w umysł osoby nieskorej do dzielenia się własnymi emocjami i przemyśleniami. Doskonale pomyślane i przeprowadzone.
Alicii Gimenez-Bartlett udało się stworzyć bardzo dobry kryminał, łączący w sobie zbrodnię, ale też bogato zarysowane i barwne postaci, wątki obyczajowe i miłosne. Wszystko to sprawia, że książka ta stanowi jeden z lepszych kryminałów, jakie było mi dane czytać w ostatnim czasie. I może akcja nie była porywająca ani okrutnie wciągająca, a jednak czytałam tę powieść z nieskrywaną przyjemnością.
Polecam!



środa, 1 sierpnia 2012

Don DeLillo - Cosmopolis



Tytuł: Cosmopolis
Wydawnictwo: Noir sur blanc
Autor: Don DeLillo
Rok wydania:
2012



Don DeLillo przy okazji książki Punkt Omega stał się dla mnie pisarzem niezwykle frapującym,  a przede wszystkim, wielce wymagającym podczas lektury.  Jego powieści bowiem, to postmodernistyczny wycinek prozy, której nie da się przeczytać w biegu, nad którą trzeba się pochylić dłużej, by odkryć jej esencję. Mało tego –  DeLillo snuje narrację, od której nie da się odpocząć, która potrafi być męcząca, a która jednak, jak podaje wydawca i z czym zgadzam się w stu procentach – hipnotyzuje.  To idealny przykład powieści, przy której trzeba się wykazać umiejętnością czytania między wierszami oraz konsekwencją w zwracaniu uwagi na każde słowo, każdą wyrazową zbitkę, która niejednokrotnie stanowi popis inteligencji pisarza.
Według medialnych doniesień Cosmpolis stanowi jedną z najbardziej kontrowersyjnych książek amerykańskich ostatniego dziesięciolecia. Przeniesienie tej historii na ekran, stanowiło więc doskonałą okazję, by na rynek wypuścić jej wznowienie, a dzięki niemu przypomnieć szerszej publiczności o jej twórcy.
Przedmiotem narracji jest życie 28-letniego multimiliardera, Erica Packera – człowieka sprawiającego wrażenie osoby sukcesu, mającej wszystko, czego może zapragnąć, „ustawionego” do końca swoich dni, pławiącego się w luksusach, posiadającego piękną i bogatą żonę, współpracowników gotowych stanąć za nim murem. Niestety, to wszystko jedynie pozory spełnionego życia. Packer podczas podróży swoją luksusową limuzyną, doznaje swoistej iluminacji. Podczas długotrwałego przebywania w korku, spowodowanym paraliżem miasta, będącym skutkiem przejeżdżania przez Manhatann konduktu żałobnego, zorganizowanego po śmierci popularnego rapera, bohater uświadamia sobie czym tak naprawdę jest jego życie. Istnieje przypuszczenie, że stanie się on kolejną ofiarą potencjalnych zamachów, dokonujących się po serii zamieszek na Times Square. Jak się okaże – sprawcą tego dzieła zniszczenia, wcale nie jest zorganizowana instytucja, lecz pojedynczy, sfrustrowany człowiek.
Cosmopolis stanowi swoiste studium metropolii, w której nie ma miejsca na uczucia, miłość czy sentymenty, lecz w której rządzi technika oraz rozwój liczony w mikrosekundach. To opis tego, co dzieje się z ludźmi bezustannie goniącymi za pieniędzmi, wpatrzonymi w technikę niczym we współczesnego boga determinującego życie każdego.  To historia napisana z rozmachem, obnażająca wizerunek współczesnego bogacza, jaki nosi w sobie wielu z nas.
Cenię DeLillo za umiejętność konstruowania opowieści w taki sposób, że nie ma siły, która mogłaby mnie od niej oderwać. Odczuwam nieskrywaną przyjemność w śledzeniu tego stechnicyzowanego świata, zdehumanizowanego i całkowicie zezwierzęconego, w którym wszystko ma znamię „zaliczania”, „zdobywania” , a na prawdziwe relacje nie ma już miejsca. Przed szereg wysuwa się inteligencja wykorzystywana jedynie w ramach rozwoju technicznego, nie zaś w ramach budowanie lepszych i zdrowszych związków międzyludzkim. Zdrowia tutaj, czytelniku, nie uświadczysz.
Jako podsumowaniem mogę posłużyć się jednym cytatem z powieści, w pełni oddającym perwersję podglądactwa, którą uprawia każdy czytelnik tej książki:
„Eric przeżywał ekstazę. Był zahipnotyzowany. Podziwiał tę scenę, choć jej nie rozumiał.”[1]
Polecam



[1] Don DeLillo, Cosmopolis, Noir sur Blanc, Kraków 2012, s.65.

środa, 27 czerwca 2012

Ukryte piękno Wenecji



Donna Leon zasłynęła jako twórczyni serii o niezawodnym i nieustępliwym komisarzu Guido Brunettim.
Ukryte piękno, podobnie jak poprzednie książki z cyklu, pod zasłoną intrygi kryminalnej, rzuca światło na problemy polityczne oraz obyczajowo-kulturalne Włoch.

Tym razem Leon zabiera nas na kolację u teściów Brunettiego, gdzie ten poznaje signorę Marinello. Za sprawą Cycerona, natychmiast znajduje z nią wspólny język, co pozostanie nie bez znaczenia dla całej historii.
Niedługo po kolacji, komisarz zostaje wtajemniczony w sprawę zabójstwa właściciela firmy przewozowej, jak się okaże, zamieszanej także w nielegalny transport odpadów.
Jego śledztwo okazuje się być sprawą na szeroką skalę, w której nic nie jest takie, na jakie pierwotnie wygląda.

Leon po raz dziewiętnasty pozwala czytelnikom, wespół z Brunettim śledzić losy ludzi zamieszkujących współczesną Wenecję. Intryga w niczym nie odstępuje od najlepszych w dotychczasowym dorobku autorki powieści.
Po raz kolejny daje o sobie znać sieć układów, które w policji, niczym w firmie przetargowej, staje się jednym z ważniejszych elementów. Wenecki wymiar śledczy niczym nie różni się od znanych z kart literatury amerykańskich czy fińskich – rządzi w nim bowiem niepisana zasada: informacja za informację.
Problem zaczyna się jednak wówczas, gdy dzieląc się poufną wiadomością, nie otrzymujemy w zamian nic, prócz mętnych wyjaśnień. Brunetti z problemem tym będzie musiał zmierzyć się niejednokrotnie, jednak nawet takie utrudnienie, nie stanie mu na drodze do ostatecznego rozwiązania śledztwa.
Leon naszkicowała postać bohatera tak dokładnie, że po przeczytaniu kilku powieści, których jest bohaterem – doskonale wiemy, czego możemy się po nim spodziewać. Niestety, zabieg ten, choć przybliża nam główną postać, odziera ją także z aury zagadkowości, której często tak usilnie poszukuje się w książkach kryminalnych i sensacyjnych.
Pisarka pozwala na zetknięcie się dwóch dramatycznie różnych światów – malowniczej Wenecji, przywodzącej na myśl miasto na wodzie, gondole, romantyczne spacery, ulicznych grajków oraz świata mafii, który jawi się jako mętny, ciemny, bez skrupułów, bez sentymentów.

Autorka sięga po zabieg typowy – opisując miejsca dobrze znane bohaterom, zaznacza, że tak naprawdę nic o nich nie wiedzą. W świat, w którym żyją oni codziennie, świat ułagodzony i oswojony wrzuca wydarzenia i postaci na pozór zupełnie do niego nieprzystające i zaburzające całą harmonię. Leon jest mistrzynią zaskoczenia, wątki komplikuje, zaciera, o niektórych każe zapomnieć, po to, by za chwilę wynieść je na pierwszy plan w miejscu zupełnie niespodziewanym. Choć pomysł na intrygę wydaje się nie być niczym odkrywczym, Leon poprzez mistrzowską kreację świata przedstawionego, gra z czytelnikiem nawet w znanych mu konwencjach. Zaskakuje, niczego nie podaje na tacy, pozwala odbiorcy samodzielnie myśleć i szukać rozwiązania. 
Ukryte weneckie piękno pod maską zbrodni. Oto kwintesencja tej książki.

Polecam.


czwartek, 3 listopada 2011

Cmentarz w Pradze – Umberto Eco




Nazwisko Eco słyszał chyba każdy. Paradoksalnie, mimo tego, że najwięcej publikacji poświęca on semiotyce i są to w dużej mierze eseje bądź felietony, stał się znany dzięki powieści Imię Róży. Jako beletrysta autor objawia się rzadko. Na każdą z jego powieści trzeba czekać długie lata, czego dowodzi ich ilość – doskonała szóstka. Mimo to, są to jedne z najbardziej wyczekiwanych pozycji na literackim rynku: na każdą z nich ostrzą sobie zęby nie tylko krytycy, lecz przede wszystkim fani humoru i erudycji Eco.

Cmentarz w Pradze ukazał się sześć lat po ostatniej wydanej powieści, jaką był Tajemniczy płomień królowej Loany.
Już dziś można zaryzykować stwierdzenie, że będzie to objawienie na rynku, na stałe wpisujące się w kanon literatury z najwyższej półki. Za cenę takiej jakości, warto było odczekać te kilka lat.
Książka ta choć dotyka wydarzeń XIX wieku, tak naprawdę jest historią mistyfikacji, które także i dziś możemy obserwować – na scenie politycznej głównie, lecz także w naszym codziennym życiu, w którym roi się od fałszerstw i łgarstw.
Eco nie ucieka od formy felietonowej, notabene wykształconej w opisywanych czasach– choć Cmentarz w Pradze stał się powieścią, zawiera cechy świadczące o innej przynależności gatunkowej – charakterystyczną osobistą złośliwość, ironiczne wytykanie wad, wyczuwalny sardoniczny uśmiech, a także gros rycin, z których część można uznać za satyryczne.
Jest to swoista demaskacja znanych nam typów ludzi, obdarcie ich z masek i przejaskrawienie szczególnych zachowań, mające na celu wyczulić czytelnika na kłamstwo.
Gdyby streścić krótko tę powieść należałoby jedynie rzec, że jej przedmiotem jest sprawa fałszerstwa. Główny bohater to specjalista w wytwarzaniu podróbek, odbywający podróż po Europie dziewiętnastowiecznej. W swojej wędrówce przemierzy między innymi Turyn, Palermo, Paryż i to tam będzie świadkiem, a także współuczestnikiem spisków politycznych i wszelkiego rodzaju machlojek. Swoimi umiejętnościami ma przysłużyć się tajnym służbom. Simonino Symonimi, bo tak nazywa się nasz bohater, to oszust najwyższej klasy, mający powiązania z najróżniejszymi grupami społecznymi. Stąd też w powieści tej przewiną się sataniści, masoni, mazzaniści, duchowni przewrotni, Żydzi,  jezuici, a także doktor Freud.
Wątek jego oszustwa jest jednak jedynie szczytem góry lodowej wypadków składających się na tę powieść. Eco po raz kolejny wykazał się mistrzowską erudycją. Jego książka to ciąg wiadomości topograficznych, historycznych, geograficznych, psychologicznych, a także… kulinarnych. Żadne słowo w niej zawarte nie jest przypadkowe, a każda ponowna lektura może jedynie spotęgować uczucie bezkresności zagadnień w  niej poruszonych. W Cmentarzu w Pradze nie zabrakło także charakterystycznego dla autora humoru. Miłośnicy Imienia Róży z pewnością nie będą zawiedzeni.

Umberto Eco stworzył książkę, która pozwala wygodnie rozsiąść się na kanapie i rozkoszować każdym słowem i zagadką. To powieść zarówno dla miłośników samego twórcy, jak i entuzjastów thrillerów, gier z czytelnikiem, a nade wszystko: dobrej literatury.
Ni mniej, ni więcej – uczta dla umysłu i duszy.
 
Strona domowa autora: http://www.umbertoeco.com/en/



wtorek, 21 czerwca 2011

Lecz zabije rzeka białego człowieka- Patrcik Besson

Problem państw afrykańskich staje się bliski coraz szerszemu gronu osób. Zainteresowanie tą częścią świata drastycznie wzrasta, a co za tym idzie – powstaje wiele publikacji jej poświęconych. Nie zawsze są to książki podróżnicze, wspomnienia związane z wyprawami w tę część świata. Coraz częściej, Afryka staje się przedmiotem tekstów typu dokument-fiction. Tak też jest w wypadku książki Patricka Bessona, wydanej nakładem oficyny Noir sur Blanc – Lecz zabije rzeka białego człowieka.

Fabuła, choć wydawać by się mogła nieskomplikowana, okazuje się być wielowątkową mozaiką. Powieść rozpoczyna się, gdy na pokładzie samolotu Paryż – Brazzaville, główny bohater – Christophe, rozpoznaje pięćdziesięcioośmioletnią Blandine de Kergalec – eksoficer francuskich służb specjalnych. Jako pasjonat szpiegostwa, mężczyzna rozpoczyna obserwację rozpoznanej przez siebie kobiety. Nie przypuszcza, że stanie się to przyczyną jego wplątania  się w pasjonujący, jednak dramatyczny splot wydarzeń. 

Wielką zaletą książki jest fakt narracji prowadzonej z różnych perspektyw. Każdy rozdział staje się częścią wielogłosowo opowiedzianej historii. Zmiana punktu widzenia sprawia, że czytelnik ma możliwość poznania różnych opinii na temat kontynentu, a także doświadczyć odmienności charakterów i sposobu myślenia bohaterów.

Z tekstu dowiemy się o wydarzeniach mających miejsce na Czarnym Lądzie – między innymi ludobójstwie w Rwandzie. Wszystko to połączone jest szpiegowską intrygą, która wraz z wartką akcją nie pozwala oderwać się od lektury.
Na walory estetyczne powieści wpływają również niezwykle plastyczne i sugestywne opisy stolicy Konga. Autor zestawia dzielnice bogate z biednymi, ukazując kontrast i niesamowitą przepaść między tymi dwoma światami.

Lektura jest doskonałym źródłem faktograficznym, momentami jednak ciężko określić, w którym miejscu z rzeczywistością zaczyna stykać się fikcja. Mimo to jest to kawał dobrej literatury, z którą koniecznie trzeba się zapoznać. W wiarygodność Bensona wątpić nie należy, bowiem inspiracją do napisania książki stała się odbyta przez niego podróż na Kongres Pisarzy przeciw Apartheidowi w Brazzaville. Tak więc podstawy autor ma rzetelne, co widać w wydanej przez niego powieści. Polecam. 

 Za możliwość zrecenzowania książki uprzejmie dziękuję Wydawnictwu Noir sur Blanc.

wtorek, 3 maja 2011

Dziewczyna z jego snów- Donna Leon

Dziewczyna  z jego snów to moje pierwsze spotkanie z Donną Leon. Niestety, jak na początek, nieco rozczarowujące. O autorce słyszałam dość, by stwierdzić, że samym swoim nazwiskiem staje się renomą dla kolejnych książek, że warto kupować ją w ciemno, bo na pewno w zamian za zaufanie czeka nas dobry kryminał.
Niestety podczas lektury nie doznałam ani szczególnego napięcia, ani poczucia szybko zmieniającej się akcji. Nic nie wskazywało na to, by mogła to stać się pozycja wciągająca.
Owszem, czyta się ją szybko, jednak z umiarkowanym zainteresowaniem. Momentami staje się nużąca. Zdarzały się chwile, w których zaczynałam myśleć o wszystkim, tylko nie o tym, o czym akurat czytałam. Autorka nie przyciągnęła mojej uwagi na tyle, bym mogła bez reszty zatopić się w lekturze.

Pisarka jest twórczynią serii o  komisarzu Guido Brunettim. W swojej najnowszej książce raczy nas opowieścią o spotkaniu bohatera z księdzem Antoninem, który po pogrzebie matki komisarza przychodzi do niego z dość nietypową sprawą.  Jest on zaniepokojony sytuacją znanego sobie młodego człowieka, który według jego obserwacji został omamiony przez oszusta podającego się za kaznodzieję i wyzyskującego pieniądze. W czasie poszukiwań komisarz dowiaduje się, że i sama opinia o księdzu Antoninie budzi pewne zastrzeżenia. Historia ta jednak zaczyna tracić na znaczeniu, gdy Brunetti staje się świadkiem i uczestnikiem wyłowienia z kanału ciała jedenastoletniej Romki.  Powiem szczerze- dla mnie obydwa wątki zupełnie się nie łączą i w ogóle do siebie nie pasują. Nie widzę powiązań ani nawet celowości takiego zaprezentowania wydarzeń.

Donna Leon zwraca uwagę na relacje społeczne, ludzkie uprzedzenia, zwłaszcza w stosunku do Romów oraz trudną sytuację polityczną. Jej tekst staje się krytyką kraju, w którym osoba ustawiona i chroniona przez rodzinne wpływy nie może stać się oskarżona, nawet gdyby dokonała się czynów karalnych.

Nie oczekujcie szczęśliwego zakończenia sprawy kryminalnej, w tej książce pokazane jest życie, a nie fikcja. Życie, w którym nie zawsze odnalezienie sprawcy równa się sprawiedliwości i odbyciu przez niego kary.

Dla fanów serii o detektywie Brunettim- polecam, na pewno znajdą coś dla siebie. Pozostali jednak-cóż- podobnie jak i ja, mogą zostać znużeni i zniechęceni do sięgania po inne części. Sama nie wiem czy dam autorce kolejną szansę.
W tekście pojawia się karygodny błąd ortograficzny, rzutujący na całość. Próbowałam usprawiedliwiać „porzondnego” celowym zabiegiem literackim, jednak nijak ma się on do poprzednich wypowiedzi, więc nawet jeśli miał nim być- zupełnie się nie sprawdził. Jeśli nie miał- stał się wielkim niedopatrzeniem.
Ocena jest jaka jest, mam wrażenie, że mimo wszystko trochę ją naciągnęłam.
Własną opinię pozostawiam Waszemu czytelniczemu doświadczeniu.
Nie mogę ocenić pozycji przez pryzmat innych utworów autorki. Może to i dobrze- nie popadłam w nieuzasadnione i przesadne próby bronienia jej twórczości, wyraziłam tylko swoją jednostkową ocenę po lekturze całkowicie wyjętej z kontekstu części serii.

Za książkę serdecznie dziękuję Oficynie Literackiej Noir sur Blanc
  • Tytuł oryginału: The Girl of His Dreams
  • Przekład: Marek Fedyszak
  • Oprawa: broszurowa
  • Ilość stron: 356
  • Format: 120 x 170 mm
  • ISBN: 978-83-7392-348-5
  • Data wydania: marzec 2011
3/6

poniedziałek, 4 kwietnia 2011

"Żywoty domniemane" Fleur Jaeggy


Zawsze jestem pełna podziwu dla autorów mikro-książeczek, które choć objętościowo małe,  treściowo wypełniają wszelkie ewentualne luki.

Fleur Jaeggy, autorka między innymi utworów takich jak „Gniew niebios”, „Szczęśliwe lata udręki” czy „Proletarka”, zachwyciła mnie oszczędnością słów i lakonicznością wypowiedzi.
Jako autorka sztuk teatralnych oraz żona włoskiego eseisty i wydawcy, doskonale zdaje sobie sprawę z wpływu doboru słów na odbiór całego dzieła. Skutek tego widoczny jest w jej najnowszym zbiorze portretów.

W zaledwie siedemdziesięciu dwu stronicowej książeczce nie znajdziemy żadnej zapchajdziury.
Autorka w sposób niezwykle konkretny, a także momentami zabawny prezentuje sylwetki czterech pisarzy: Thomasa De Quinceya, Johna Keatsa, Marcela Schwoba i Roberta Walsera.  

Pierwszy z nich wybiera życie, którego konsekwencją staje się śmierć z wycieńczenia, drugi nieszczęśliwie zakochany wyrusza w podróż do Rzymu, by dam wydać ostatnie tchnienie, trzeci rusza w ślad za Robertem Louisem Stevensonem, zakończoną porażką, czwarty z kolei, podejrzany o skłonności depresyjne spędza znaczną część swojego życia w zakładzie psychiatrycznym, po to by dokonać żywota podczas zimowego spaceru, który wcześniej wielokrotnie opisywał.

Wszystkie przedstawione portrety łączy jedno- nieodłączna wizja śmierci.
Śmierci, do której prowadzą bohaterów absurdalne wydarzenia i próby stoczenia walki z zastaną rzeczywistością.

Choć z założenia „żywot” powinien przytaczać najważniejsze wydarzenia z życia człowieka, Jeaggy ucieka od tego schematu. Miast konkretnych, logicznie po sobie następujących wydarzeń, wybiera momenty z życia przedstawionych postaci, które według niej odegrały najbardziej znaczącą rolę. Stąd też tytuł- żywoty DOMNIEMANE.

Czytelnik szukający naukowych faktów z życia pisarzy, będzie rozczarowany. Czytelnik szukający wartościowych portretów, rozważający wpływ przypadkowych wydarzeń na życie człowieka znajdzie o wiele więcej niż oczekuje.

Nie bez przyczyny jednak, Fleur Jeaggy zwana jest pisarką dla wybranych, znaną nielicznej rzeszy czytelników. Myślę, że warto się w tym gronie znaleźć.

4/6
  • Tytuł oryginału: Vite congetturali
  • Język oryginału: włoski
  • Przekład: Stanisław Kasprzysiak
  • Oprawa: broszurowa
  • Ilość stron: 72
  • Format: 120 x 170 mm
  • ISBN: 978-83-7392- 349-2
  • Data wydania: marzec 2011


poniedziałek, 28 marca 2011

"Punkt Omega" Don DeLillo

Don DeLillo, to pisarz amerykański, jeden z czołowych dla tego kraju przedstawiciel postmodernizmu, trudniący się pisaniem zarówno powieści, jak i opowiadań czy sztuk teatralnych. Jego literatura, to literatura stojąca na najwyższym światowym poziomie, o czym może świadczyć  zaliczenie go do czwórki najważniejszych pisarzy amerykańskich oraz fakt, że DeLillo staje się inspiracją dla pokolenia młodych literatów.
W swoich publikacjach porusza problematykę ery informacji. Centrum jego powieści staje się analiza paranoicznej otoczki rzeczywistości.
Tak też jest w najnowszej powieści - Punkt Omega.
Lekturę jego utwory należałoby poprzedzić dokładnym prześledzeniem Psychozy Hitchcocka, gdyż to właśnie ona staje się tłem dla całej narracji.

Narrator rozpoczyna opowieść od przedstawienia sceny podczas której w jednym z muzeów prezentowana jest instalacja, polegająca na wyświetlaniu w zwolnionym tempie dzieła mistrza suspensu. Suspens jednak zanika. Maksymalne zwolnienie każe dostrzegać obserwatorowi każdy, nawet najdrobniejszy szczegół, odbiera niepokój, minimalizuje dreszczyk emocji. Ważniejsze okazuje się to co niedostrzegalne na pierwszy rzut oka. Projekcja ma wciągać w możliwie najgłębszy sposób.

Druga część książki obejmuje próby podjęte przez reżysera Jima Finleya, a mające na celu namówienie 73-letniego Richarda Elstera do udziału w projekcie filmowym. Projekt ten polegać miał na opowiedzeniu przez uczonego przed kamerą swoich doświadczeń związanych z współpracą z Pentagonem. Bez wcześniejszego scenariusza, bez pouczeń, bez scenografii. Richard nie chce się zgodzić, jednak zaprasza młodego reżysera do swojej samotni położonej na pustyni. Tam też poznaje on córkę Elstera, która staje się motorem napędowym kolejnych wydarzeń.

Część trzecia to powrót do galerii, w której w dalszym ciągu odbywa się wielogodzinna projekcja.

W utworze tym wiele fragmentów wartych jest dokładniejszego zbadania. Całość charakteryzuje się prostotą formy, składa się z trzech części, podobnie jak wspominane w tekście haiku. Jakże ważnym elementem jest nieśpieszność akcji, pogłębiona przez pustelnicze życie Richarda. Pustynia, na której nie sposób określić upływu czasu staje się idealnym tłem dla całości, powolne tempo angażuje zmysły.

Fragmenty dotyczące Psychozy idealnie łączą się z fragmentami na pustyni- oba mają pokazać jak wygląda życie w zwolnionym tempie, oba przywodzą na myśl odcięcie od cywilizacji, w której dominuje pośpiech, w której nie zwraca się uwagi na detale, w której ważne wydarzenia umykają, przygniecione wieczną gonitwą za niczym.
Ważnymi elementami narracji są wplatane dialogi o charakterze czysto filozoficznym.
Przyznam, że po lekturze książki sama nabrałam ochotę na ponowne obejrzenie Psychozy, tym razem w wersji zwolnionej…
Lektura powieści DeLillo nakładani do zmiany punktu widzenia. Nic, co do tej pory było oczywiste, już takie nie pozostaje. Zakończenie przygniata, pozostawia w odrętwieniu, niepokoi.

Z pewnością nie jest do literatura dla wszystkich. Nie każdy czytelnik odnajdzie się w wykreowanym przez DeLillo świecie zanegowania pseudowartości XXI wieku.
Myślę jednak, że warto, a nawet trzeba sięgać po tego typu literaturę. Bo co tu dużo mówić- otwiera oczy.



Tytuł oryginału: Omega Point
Język oryginału: angielski
Przekład: Michał Kłobukowski
Oprawa: broszurowa
Ilość stron: 120
Format: 145 x 235 mm
ISBN: 978-83-7392-347-8
Data wydania: marzec 2011

wtorek, 8 lutego 2011

"Nos Edwarda Trencoma, czyli powieśc historyczna z mroczną intrygą i serem" Giles Milton

"Tylko Anglik zwierza się najpierw przyjacielowi,a  dopiero potem żonie"1

"Nos Edwarda Trencoma, czyli powieść historyczna z mroczną intrygą i serem", to książka którą należy smakować. Powoli, bez pośpiechu. Degustować niczym najlepszy tulomotyri. 
Jako, że żaden ze mnie laik, czytam odkąd tylko posiadłam tę umiejętność, a posiadłam szybko, rzadko zdarza mi się jeszcze zetknąć z książką, która zachwyci mnie swoją... innością. Która w żaden sposób nie da się porównać do czegoś, co czytałam wcześniej. A tak było tym razem. Ciężko  mi nawet tę książkę zakwalifikować do jakiegoś gatunku.  Powieść historyczna? Powieść obyczajowa? Powieść z ogromną dozą czystego, angielskiego humoru? Powieść sensacyjna? Giles Milton daje nam to wszystko w jednej książce. I bynajmniej nie sprawia to, że utwór staje się dziwnym, nieciekawym, przesadzonym tworem. Właściwie ciągle zastanawiam się, że do tej pory o Panu Miltonie nie słyszałam, bo oczarował mnie jak mało kto.  Już sama okładka sprawia, że ilekroć na nią spojrzę na mej twarzy pojawia się szeroki uśmiech. Bohaterem powieści jest Edward Trencom- spadkobierca rodzinnego interesu, którym Trencomowie trudnili się od ponad trzystu lat. Jest właścicielem jednego z najsłynniejszych londyńskich sklepów sprzedających sery. Posiada węch absolutny: na podstawie zapachu sera potrafi podać dokładną datę, miejsce powstania, a nawet zwierzę, od którego pochodzi mleko. Edward jest niesamowicie dumny ze swojego daru, nosa, który wraz z wyjątkowym darem powonienia przekazywany był z pokolenia na pokolenie. Wiedzie on spokojny żywot, jest spełnionym mężem. Jego spokój zostaje zakłócony, gdy do jego sklepu wchodzi wycieczka, a  wraz z nią tajemniczy Grek. On to ostrzega Edwarda, że jest śledzony i ma mieć się na baczności, bo grozi mu wielkie niebezpieczeństwo. Od tego wydarzenia wszystko się zmienia. Edward odkrywa rodzinne dokumenty, które każą mu wierzyć, że nad jego rodziną ciąży klątwa, a wszystkie ślady niezawodnie prowadzą do... Grecji. Dowiaduje się, że o małżeństwo z wszystkimi kobietami w rodzinie starały się najważniejsze rody królewskie. Bohater próbuje odkryć rodzinną tajemnicę, pomaga mu w tym zaprzyjaźniony bibliotekarz. Na tym jednak problemy Edwarda się nie kończą. Okazuje się, że zaczyna on tracić swój niezawodny węch, jego sklep dotyka tragedia powodzi, dorobek całego życia zostaje utracony, a on - dotąd całkowicie pochłonięty rodzinnym interesem-przestaje interesować się serami. To wszystko wskazują na rychłą katastrofę. To, co stanie się później przechodzi  jego najśmielsze oczekiwania. Co? Przeczytajcie:)Oprócz tego, że całkowicie zakochałam się w fabule utworu, podobała mi się jeszcze jedna rzecz. Proces odkrywania przez Edwarda rodzinnych tajemnic jest ciekawie przedstawiony. To nie Edward opowiada czego się dowiedział. Autor zabiera czytelnika w podróż w czasie, aż do początków wieku XVII, by sam mógł prześledzić rodzinne perypetie. Nie zdradza wszystkiego od razu, stopniowo buduje napięcie. Czytelnik poznaje historię rodziny Trencomów tak samo jak główny zainteresowany.  Autor dozuje informacje. Ponadto nie znajduję innych słów na opisanie momentu, w którym Edward i jego żona zakochują się w sobie przy pomocy pucołowatego kupidyna oraz sceny nocy poślubnej niż rozbrajający. Angielski humor w czystej postaci, aż łezka w oku kręci się ze śmiechu. Momentami czułam się, jakbym "oglądała" Monty Pythona.
Cóż mogę powiedzieć. Już rozpoczęłam poszukiwania dwóch kolejnych książek  autora. „Nos…” jest jego pierwszą powieścią, jednak wcześniej  pisywał reportaże historyczne, po które sięgnę z niemniejszą przyjemnością.
Mam nadzieję, że powstaną kolejne powieści i już nie mogę się doczekać, jakich bohaterów w nich poznam.Jedno jest pewne- postać Edwarda zostanie w mojej pamięci na długo.

5/6



Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Noir sur Blanc.

1. str. 219
  • Tytuł oryginału: Edward Trencom’s Nose: A Novel of History, Dark Intrigue and Cheese
  • Język oryginału: angielski
  • Przekład: Małgorzata Grabowska
  • Oprawa: broszurowa
  • Ilość stron: 326
  • Format: 145 x 235 mm
  • ISBN: 978-83-7392-343-0
  • Data wydania: styczeń 2011, wydanie I