Pokazywanie postów oznaczonych etykietą adopcja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą adopcja. Pokaż wszystkie posty

sobota, 23 maja 2015

Ostatnie pięć dni – Julie Lawson Timmer



Ostatnie trzy lata nauczyły mnie, że nigdy nie można być pewnym przyszłości. Swojej, swoich bliskich.  Nieważne czy jest się młodym, czy starym, czy ma się dzieci na wychowaniu, marzenia do zrealizowania, czy może nie.

Los okrutnie drwi z naszych planów, kładąc na nasze ramiona ciężar – zdawałoby się – nie do udźwignięcia. Nagłe odejścia, niespodziewane choroby, rodzinne dramaty. O tym jak niepewne jest jutro przekonała się także bohaterka powieści Ostatnie pięć dni Julie Lawson Timmer, wpisującej się w  cykl Kobiety to czytają!


Mara właśnie dowiaduje się, że cierpi na nieuleczalną chorobę Huntingtona. Przypadłość ta, nie dość, że nie pozwala w  żaden sposób się powstrzymać, to jeszcze kompletnie komplikuje życie: zmienia charakter, ogranicza swobodę ruchów, powoduje niekontrolowane zachowania, z  których cierpiący nierzadko nie zdaje sobie w  ogóle sprawy. Opoką dla Mary jest Tom – kochający mąż, pragnący trwać przy niej bez względu na okoliczności i opiekować się ich adoptowaną córeczką Laks. Kobieta wiedząc jak przebiega choroba, przy pojawieniu się pierwszych objawów sugerujących, że zaczęła ona przechodzić do następnej fazy, postanawia dać sobie ostatnie pięć dni życia, po czym odejść zanim nie będzie już zdolna samodzielnie podjąć takiej decyzji.

Sygnałem do podjęcia ostatecznych działań były dla niej wydarzenia dnia, w którym zamiast pakować akta to teczki i wybierać się do kancelarii, musiała założyć pieluchomajtki, by nigdy już publicznie nie przeżyć wstydu związanego z  czynnościami fizjologicznymi, które jej mózg przestał kontrolować. Ostatecznym ciosem było jednak życzenie Laks, by mama już więcej nie przychodziła po nią do szkoły i nie robiła jej wstydu, bowiem wszystkie dzieci, nie wiedząc, że jest chora, ciągle się z  niej śmieją.

Śmierć Mary w  jej opinii ma być ulgą dla jej najbliższych – kobieta nie wyobraża sobie, by jej rodzina musiała oglądać ją na wózku, niezdolną do jakichkolwiek reakcji oraz by była przez nią ograniczona.

Przeciwwagą dla historii Mary jest opowieść o życiu  Scotta, mężczyzny, który właśnie – po roku opieki nad ośmioletnim chłopcem z  trudnego środowiska, którego pokochał jak własnego syna – musi oddać go biologicznej matce, właśnie kończącej odsiadkę. Przywiązanie do Młodego Człowieka jest jednak tak wielkie, że mężczyzna nie potrafi się z  nim pogodzić. Ma pięć ostatnich dni, by jak najlepiej je wykorzystać. 

Pożegnanie jest trudne i gorzkie, tym bardziej, że po latach starań o dziecko Scottowi i jego żonie w  końcu się udało – oczekują własnego maleństwa, a opieka nad Curtisem była dla nich próbą generalną.


Bohaterowie spotykają się wirtualnie – na forum poświęconym nietradycyjnemu rodzicielstwu – gdzie wiele godzin spędzają na rozmowach o swoich doświadczeniach, dzielą się trudami, są dla siebie wsparciem i, co ważne, nie oceniają się wzajemnie.

Ich historie – choć tak różne od siebie – wiele łączy. Patronuje im miłość do bliskich, która popycha bohaterów do zachowań i decyzji, których bez niej nie byliby zdolni podjąć.
Głęboko poruszająca opowieść, ucząca wrażliwości, każąca doceniać życie i nie oceniać innych, bez znajomości ich konkretnego przypadku, motywacji, pragnień. Jej dodatkowym walorem jest przybliżenie problematyki choroby Huntingtona, której świadomości dotąd nie miałam.

Pokazuje, że ludzkie wybory nie zawsze są czarno-białe, a często poprzedzone wielką walką wewnętrzną. Wskazuje także na to, czym jest prawdziwa siła, jak wiele jej trzeba, by mocować się z życiem i nie popaść w  zwątpienie.
Dodatkowo podejmuje także trudny temat miłości rodziców biologicznych i adopcyjnych. Mocna lektura, która na długo pozostanie w  Waszej pamięci.


Inne książki z serii Kobiety To Czytają!
Sekret mojego męża / Dobry ojciec / Wracajmy do domu / Nie odchodź 



czwartek, 27 marca 2014

Tajemnica Filomeny - Martin Sixsmith


Tytuł: Tajemnica Filomeny
Autor: Martin Sixsmith
Wydawnictwo: Prószyński
ISBN: 978-83-7839-702-1
Ilość stron: 504
Cena: 37zł

Jeśli znaleźliście się w tej samej sytuacji co ja, czyli najpierw obejrzeliście film, a później zdecydowaliście się na lekturę (kolejność choć haniebna, to ostatnio u mnie częsta) tekst ten może Was zaskoczyć. Jego autor przyjmuje bowiem zupełnie inną perspektywę niż reżyser, który na publikacji tej ponoć się opierał (jak się za chwilę przekonacie materiał miał skąpy). O ile w przypadku produkcji filmowej tytuł ma swoje umocowanie w prezentowanej historii, o tyle w przypadku książki – zdaje się zupełnie niestosowny i co najgorsze: mylący.
Filomena na kartach książki pojawia się w początkowym rozdziale i jednym z końcowych. I na tym jej bezpośrednia relacja się kończy, gdyż książka ta jest przede wszystkim zapisem doświadczeń Michaela, który niemalże od chwili osiągnięcia dojrzałości próbował odnaleźć swoją biologiczną matkę i tym samym zdefiniować siebie. Jest to opowieść o jego poszukiwaniach i drodze do dojrzałości, w czasach mu zupełnie nieprzychylnych.

Będąc młodą matką, Filomena została zmuszona przez zakonnice z Roscrea do zrzeczenia się praw do dziecka i zaniechania poszukiwania go w jakkolwiek odległej przyszłości. Anthony mając trzy lata, został adoptowany i wywieziony z Irlandii przez rodzinę z Ameryki, która jemu i Mary – dziewczynce, którą również przygarnęli – zbudowała prawdziwy dom i zapewniła wykształcenie na najwyższym poziomie, dzięki czemu Tony – późniejszy Michael, miał możliwość realizowania się między innymi jako znakomity prawnik w partii republikańskiej.

Przybrani rodzice od początku wmawiali dzieciom, że ich matki oddały ich natychmiast po urodzeniu. Te wypowiedzi stworzyły w nich nigdy nie zapełnioną wyrwę, bolesne miejsce, już do końca ich dni sugerujące, że nie są oni wystarczająco dobrzy, skoro nawet biologiczne matki zrezygnowały z ich wychowania. Dzieci (zwłaszcza Michael) żyły w przeświadczeniu o własnej bezwartościowości i braku prawa do szczęścia, co z kolei powodowało, że mimo pozornie poukładanych relacji, wciąż podejmowali działania autodestrukcyjne, które prędzej czy później niszczyły ich związki, utwierdzając ich w przekonaniu, że rzeczywiście na spełnienie i radość nie zasługują. Błędne koło toczyło się przez całe ich życie, co rusz rzucając kłody pod nogi.
Od najmłodszych lat Michael wydawał się odstawać od rówieśników – był wrażliwszy, głębiej przeżywał wszelkie niepowodzenia i sukcesy, zdawał się zachłystywać codziennością, jednak już jakiekolwiek drobne przeciwności całkowicie burzyły porządek – jego sfera emocjonalna była nieuporządkowana, do czego dołożył się także brak akceptacji jego orientacji seksualnej, zarówno ze strony rodziny jak i partii, przed którą musiał ją ukrywać, skazując się na życie w ciągłym lęku przed demaskacją.
Przez wiele lat tracił on partnerów, wmawiając sobie i im, że nie zasłużył na miłość i rujnując przez to każdy kolejny związek. Gdy wreszcie udało mu się stworzyć trwałą relację homoerotyczną, opartą  na zaufaniu i wsparciu, postanowił ponowić próbę odnalezienia matki, o której myśli kiełkowały w nim od dawna. Dzięki powrotowi do przeszłości, mężczyzna miał raz na zawsze zamknąć bolesny rozdział, poznać prawdę o swoim pochodzeniu i dokonać pracy, mającej w konsekwencji pozwolić na zabliźnienie ran i wyzbycie się piętna opuszczonego dziecka, niezdolnego do okazywania miłości i budowania więzi. Gdzieś pomiędzy jego poszukiwaniami, a karierą polityczną, pojawia się trudny na tamte czasy temat akceptacji związków homoseksualnych, a także przeznaczania pieniędzy na leczenie i badanie HIV, zbierającego coraz większe żniwo i naznaczającego piętnem każdego nosiciela wirusa.
Historię Michaela napisało życie i to właśnie w autentyczności tkwi jej największa siła. Ukazuje ona, że życie rzuca nas w przeróżne miejsca, ograbiając z jednego, po to, by zaoferować nam drugie, co nie zmienia faktu, że w ludzkiej naturze tkwi głęboko zakorzenione pragnienie określenia siebie i swojego pochodzenia, bo dzięki tej wiedzy możemy poczuć się „kimś skądś”, nie zaś „kimś (nikim) znikąd”. Opowieść tę czyta się ze ściśniętym gardłem, przeczuwając jej zakończenie i zżymając się na człowieczą niesprawiedliwość i uwikłanie  w przeszłość.
Polecam!

poniedziałek, 4 marca 2013

Jak rozmawiać o adopcji?


  1. Tytuł: Bajka o odnalezionym Słoneczku
    Autor: Beata Gardowska
    Wydawnictwo: Novae Res
    Rok wydania: 2013
    ISBN: 978-83-7722-589-9



Gdy nasze dziecko znajdzie się na etapie, w którym zasadniczą część jego życia zajmować będą dociekliwe i nieraz całkowicie zaskakujące i zbijające z tropu pytania, dobrze byłoby choć częściowo być na nie przygotowanym.
Jedną z trudniejszych rozmów jakie prędzej czy później niektórzy z rodziców będą musieli przeprowadzić ze swoimi pociechami, będzie ta dotycząca adopcji.
Pojawią się pytania trudne: skąd się wziąłem? Dlaczego nie wychowują mnie biologiczni rodzice? Dlaczego nie macie własnych dzieci? Czemu ja? Czemu wcześniej mi nie powiedzieliście? Czy zawsze tak mnie okłamujecie?

Dla wielu, rozmowa taka może okazać się decydująca. Życie dziecka dotychczas budowane na zaufaniu i poczuciu bezpieczeństwa, nagle zachwieje się w fasadach. Nasza pociecha poczuje się zdezorientowana i to od naszej odpowiedzi zależeć będą nasze dalsze relacje.
W tak ważnym momencie, z pomocą przychodzi nam książeczka jaką jest Bajka o odnalezionym Słoneczku.
Opowieść ta, w sposób niezwykle ciepły i ujmująco szczery, przedstawia sytuację adopcji: od momentu podjęcia przez przyszłych rodziców decyzji, aż do wspólnego, szczęśliwego życia nowo budowanej rodziny.
Jej lektura może stać się wstępem i pretekstem do rozmowy o własnej sytuacji, ale też inspiracją do dialogu o sprawach trudnych z dziećmi, których adopcja bezpośrednio nie dotyka.
Przy okazji czytania tej opowieści, rodzic może zachęcić dziecko do rozmowy o szacunku, tolerancji, miłości i poświęceniu.
Książka Beaty Gardowskiej, to opowieść dedykowana wszystkim dzieciom, które dla swych rodziców okazały się być „odnalezionymi Słoneczkami”. To historia pełna nadziei i optymizmu, ukazująca wielką zmianę i wielką radość, jaką wnosi nowe życie, nowe dziecko do każdej kochającej się i otwartej rodziny.

Przedmiotem opowieści jest historia pewnego małżeństwa, marzącego o posiadaniu dziecka. Do tej pory ich życie było szare, monotonne, a nade wszystko – smutne. Brakowało im kogoś, kto rozjaśniałby każdy dzień ich życia. Tym  kimś, miało być Dziecko – istota, która uczyniła ich życie barwnym i pięknym, po brzegi wypełnionym miłością.
Od czasu adopcji, rodzicie zapomnieli co to smutek czy szarzyzna. Ich świat mieni się tysiącem barw i wreszcie ma sens.

Kolory uwypuklone zostały nie tylko w świecie przedstawionym. Książeczka wzbogacona jest pięknymi, barwnymi ilustracjami, podkreślającymi sielankowość i optymizm świata wypełnionego miłością do dziecka.
Dzięki temu zabiegowi, pozycja ta buduje poczucie bezpieczeństwa i podkreśla swoją pozytywną wymowę.

Polecam wszystkim rodzicom, muszącym zmierzyć się z tą, jakże trudną, rozmową.

środa, 7 września 2011

Sekretna córka – Shilpi Somaya Gowda




Indie to wciąż kraj wielu kontrastów i paradoksów. Brutalna rzeczywistość napiętnuje matki, które nie mogą dać mężowi syna. Córki mające nieszczęście przyjścia na świat w biednych rodzinach, są najczęściej zabijane lub oddawane do domów dziecka –  jednak nawet tam, te, które przeżyją są nieliczne. Wiele z nich nigdy nie znajdzie nowej rodziny. By uchronić swoje nowo narodzone córeczki przed śmiercią, indyjskie kobiety zdolne są do wielu poświęceń – mimo bólu, zmęczenia i czekającej kary ze strony męża, przemierzają pieszo długie kilometry, po to, by umieścić je w sierocińcach.
Podobna sytuacja miała miejsce w rodzinie Kavity. Po raz kolejny urodziła ona córeczkę. Pierwsza została zabita przez jej męża, na śmierć drugiej młoda matka nie mogła się zgodzić. Zrobiła wszystko, by Usha przeżyła. Niestety jej decyzja odcisnęła piętno na całym życiu jej i jej męża. Nawet urodzenie upragnionego syna nie pozwoliło zapomnieć Kavicie o utraconej córeczce.

W tym samym czasie, pewna amerykańska lekarka usilnie starająca się o dziecko, mająca za sobą kilka poronień, dowiaduje się o swojej bezpłodności. Wraz z mężem wywodzącym się z Bombaju decydują się na adopcję. Ich wybór pada na indyjski sierociniec. Z wielu przebywających tam dzieci, jedna niespełna roczna dziewczynka, dostaje szansę na życie w dostatku, z dala od miasta, które pozbawiło ja naturalnej rodziny.

Dorastająca Asha ma wszystko czego tylko może zapragnąć. Jej serce i myśli wciąż jednak kierują się ku Indiom. Mimo protestów ze strony mamy decyduje się na udział w programie dziennikarskim gwarantującym zwycięzcom stypendium w Bombaju. Po kilu miesiącach dowiaduje się, że udało jej się znaleźć w gronie wygranych. Jej podróż do Indii okaże się nie tylko wyjazdem naukowym, lecz także podróżą w poszukiwaniu własnej historii i korzeni.

Sekretna córka, to doskonała proza ukazująca zderzenie się dwóch kultur: amerykańskiej i indyjskiej, tradycji i nowoczesności. Dzięki niej czytelnik pozna smak wyobcowania i samotności, które dotyka osoby wykazujące nieznajomość zwyczajów o tradycji obowiązujących na danym terenie. Autorka poprowadzi odbiorcę do świata kontrastów: ukaże bogate centrum Bombaju, po to by za chwilę skierować wzrok w stronę biednych slumsów, w których podstawę i opokę wszystkiego stanowią silne kobiety. Obedrze z wszelkiej wspaniałości amerykański sen – ukaże go jako pozbawione treści marzenie o niczym.

Shilpi Somaya Gowda podkreśla, że połączenie dwóch światów wymaga wspólnego wysiłku. Przepaść dzieląca Indie od Ameryki jest niewyobrażalna, nie oznacza to jednak, że nie są to światy nie do scalenia.

W Sekretnej córce narracja prowadzona jest dwutorowo: poznamy zarówno losy Kavity, jak i Somer – dwóch kobiet, których historie zostały połączone dzięki dziewczynce o niezwykle egzotycznych oczach.

Wielkim plusem książki jest jej strona graficzna – piękne wykończenie poszczególnych rozdziałów oraz nagłówki naprowadzające na treść kolejnych części powieści w dużej mierze ułatwiają podróż między Indiami a San Francisco.

Wartościowa pozycja ukazująca siłę miłości oraz potęgę kobiet i tradycji. Warto zwrócić na nią uwagę.



wtorek, 26 kwietnia 2011

"Z ciemnością jej do twarzy" Kelly Keaton

Odkąd pamiętam uważałam się za sympatyka kryminałów i literatury pięknej. Do fantastyki specjalnie mnie nie ciągnęło, sięgałam jedynie po pozycje klasyczne, sprawdzone, przeanalizowane  z każdej możliwej strony. Podobnie rzecz miała się z książkami młodzieżowymi. Polski oraz zagraniczny rynek przeżywa wysyp pseudo-pisarzy próbujących stworzyć coś dobrego dla nastolatków. Czasami zastanawiam się co ma na celu ich pisanina- stworzenie czegoś wartościowego czy próbę zaistnienia na rynku bez zwracania uwagi na odbiorców. W czasach, w których na sklepowych półkach wręcz roi się od masy książek dedykowanych młodzieży, coraz trudniej znaleźć coś naprawdę wartościowego, będącego syntezą dobrej literatury, akcji oraz przyjemności. Coraz trudniej o książkę, która wykorzystując motywy będące na czasie, nie stanie się tylko nieudaną kopią jakiegoś dzieła już istniejącego, lecz indywidualnością, od której ciężko będzie się oderwać.  Indywidualnością, która zachęci młodego czytelnika do sięgania po kolejne książki, a nie zniechęci do dalszej przygody z literaturą.


Oczekiwaniom tego pokolenia wychodzi naprzeciw Wydawnictwo Znak emotikon, wypuszczając na rynek nową serię- Bogowie i potwory.
Paranormal romance, to gatunek budzący coraz większe zainteresowanie tak wśród twórców, jak wśród czytelników.
Kelly Keaton popełniła książkę doskonale się w nim odnajdującą.


Główna bohaterka- Ari- niegdyś oddana do domu dziecka, próbuje poznać prawdę o swojej biologicznej rodzinie. Dowiaduje się, że jej matka przebywała w szpitalu psychiatrycznym i tam popełniła samobójstwo przed ukończeniem dwudziestego pierwszego roku życia. Ari, podążając za śladem matki trafia na list, po którego przeczytaniu życie bohaterki drastycznie się zmienia. Odkrywa swoją tożsamość, dowiaduje się dlaczego tak bardzo różni się od swoich rówieśników zarówno pod względem wyglądu (srebrzystobiałe włosy nie dające się obciąć, nieopisanie jasne zielone oczy, tatuaż na twarzy w kształcie półksiężyca) jak i zainteresowań. Ari opuszcza swoją rodzinę zastępczą i udaje się do Nowego Orleanu- siedziby czarownic, wampirów,  zmiennokształtnych i wszelkich innych fantastycznych postaci, gdzie dowiaduje się o klątwie ciążącej nad kobietami z jej rodziny, zakochuje się i staje do walki ze swoją przeszłością. Towarzyszyć jej będą nowopoznani przyjaciele, dzięki którym wreszcie poczuje się dobrze w swojej skórze.
Akcja toczy się w przyszłości, czego dowiadujmy się w momencie podania przez Ari daty swoich urodzin.


Kelly Keaton wykorzystała tematykę wampirów, by w sposób niecodzienny połączyć ją z mitologią. W książce tej znajdziemy wiele zaskakujących nawiązań. Odnajdziemy motyw święta Mardi Gras, które również  w rzeczywistości odbywa się w Nowym Orleanie, poznamy tajemnice wampirów i będziemy uczestnikami wielu zaskakujących zwrotów akcji.


Rzadko zdarza się, by książka tak bardzo wciągała już od pierwszych stronic. Keaton nie sili się na długie wprowadzenia, od samego początku porywa czytelnika, nie traci czasu na zbędne opisy. Po punkcie kulminacyjnym akcja miast spowalniać, przyspiesza jeszcze bardziej, po to by zakończyć się w momencie wielkiego napięcia. Do ostatniej stronicy nie wiadomo co się stanie, a rozwiązanie odnajdziemy dopiero w kolejnej części, która- mam nadzieję- będzie równie porywająca. Autorka nie podaje rozwiązań tajemnic na tacy. Każda z nich prowadzi do kolejnej, wprowadzając nastrój niepokoju, napięcia i oczekiwania.
Z ciemnością jej do twarzy to prawdziwie wciągająca pozycja. O mały włos przeszłabym obok niej obojętnie, na szczęście jednak, tak się nie stało. Z wielką przyjemnością poświęciłam jej popołudnie, które zakończyło się dla mnie znajomym uczuciem, jakie ogarnia mnie po przeczytaniu czegoś, co spełniło moje oczekiwania i było naprawdę dobre.
Polecam ją zarówno młodzieży (gwarantuję, że po lekturze będzie chciała czytać więcej i więcej),  jak i dorosłym. Każdym, którzy oczekują książki z wciąż przyspieszającą akcją, kompozycją otwartą,  zapowiadającą dalsze czytelnicze uczty w częściach kolejnych.

Premiera 5 maja. Już dziś zachęcam do kupna;)


5,5/6



Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego serdecznie dziękuję Wydawnictwu Znak emotikon.


Tytuł oryginału:(Darkness Becomes Her)
Tłumaczenie: Anna Gralak
Oprawa miękka
Wydanie: pierwsze
W sprzedaży od: 2011-05-02
ISBN: 978-83-240-1533-7
Rok wydania: 2011
Format: 144x205
Ilość stron: 264
Wydawnictwo: Znak emotikon
Cena detaliczna: 29,90 zł

http://www.youtube.com/user/WydawnictwoZnak#p/u/0/NnGV8H4y5VA 

wtorek, 12 kwietnia 2011

"Szukając Noel" Richard Paul Evans

Kiedy przed świętami Bożego Narodzenia zobaczyłam na sklepowych półkach Stokrotki śniegu wiedziałam, że muszę je mieć. Po lekturze pomyślałam, że Richard Paul Evans może być dla mnie autorem, po którego powinnam sięgać w chwilach zwątpienia, melancholii i który naprawdę może zafascynować.
Stokrotkami zostałam urzeczona, postanowiłam więc sięgnąć po najnowszą książkę- Szukając Noel. Choć to dopiero moje drugie spotkanie z pisarstwem Evansa, w oczy rzuca się jego wyraźne zamiłowanie do tematyki świąt Bożego Narodzenia, do kojarzonej z nimi nadziei, atmosfery przebaczenia i miłości.

W książce tej poznajemy Marka. Chłopak traci matkę, dziewczynę, zawala studia, traci wiarę w siebie i w swoje możliwości. Na domiar złego w wybuchu złości ojczym wyrzuca go z domu. Mark wpada w depresję, postanawia skończyć ze swoim życiem.
Jednak zrządzeniem losu psuje mu się samochód i próbując znaleźć w okolicy telefon chłopak poznaje Macy. Dziewczyna, podobnie jak on, wiele w życiu przeszła, straciła matkę, odebrano ją ojcu, rozdzielono z siostrą i umieszczono w rodzinie adopcyjnej, która stosowała wobec niej przemoc.
Po spotkaniu z Markiem postanawia zmienić swoje życie i odnaleźć młodszą siostrę, Noel.

Pomysł na fabułę wydaje mi się dobry. Gorzej już z jego realizacją. Czułam się jak bohaterowie bajki, w której niezmiennie dobro zwycięża ze złem, w której mimo pozornych przeciwności losu bohaterowie wciąż i wciąż spotykają niewyobrażalnie, wręcz sztucznie dobrych ludzi, którzy chętnie pomagają i są życzliwi. Zbyt łatwo i zbyt szybko wszystko się układa.
Przewidywalność aż boli, razi naiwnością.
W związku z tym książka momentami wzrusza, momentami irytuje tak mocno, że miałam ochotę rzucić ją w kąt.

Jednak nie rzucałam. Wyobrażanie o tak idealnym świecie, jest przecież tym, czego szukamy. Każdy z nas chciałby żyć w kraju, w którym istnieje tylko dobro, w którym zło przy odrobinie dobrej woli człowieka samo się naprawia, w którym urazy znikają jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Chciałabym, żeby w Polsce proces adopcyjny był tak samo prosty, jak ten przedstawiony w utworze.
Ta idylliczność i idealność może wzbudzać nadzieję, może wzruszać, zachęcać do zmian, z drugiej jednak strony, to właśnie przez nią książka bardzo traci na autentyczności. Mimetyczną z pewnością bym jej nie nazwała, można nawet zaryzykować stwierdzenie, że balansuje na krawędzi z baśnią albo nawet, że właśnie baśń to gatunek jaki reprezentuje.
Gdyby rozpatrywać ją w tej kategorii- broni się idealnie. Czyta się przyjemnie, język jest prosty, czasem pojawi się jakaś warta zapamiętania sentencja, wygrywa dobro.

Ja jednak, mając w pamięci Stokrotki w śniegu, w których dobro również wygrywało, jednak musiało się wysilić ciut bardziej, w których prostota również była pomysłem na powieść, jednak miała znamiona oryginalności- ocenę obniżam.Chyba nie muszę wspominać, że okładkowe nawiązanie do Schmitta ma się nijak do treści.

Komu polecam? Osobom, które cenią baśniowość, które cenią książki, w których dobro zwycięża, które chcą chwili wzruszeń, które jako odskoczni od zła na świecie, potrzebują literackiego substytutu idylli.

3,5/6

Oprawa twarda
Wydanie: pierwsze
ISBN: 978-83-240-1616-7
Opracowanie graficzne: Monika Klimowska , Anna Pol
Rok wydania: 2011
Format: 123x174
Ilość stron: 320
Wydawnictwo: Znak literanova
Cena detaliczna: 32,90 zł

niedziela, 27 lutego 2011

"Moje dziecko gdzieś na mnie czeka. Opowieści o adopcjach" Katarzyna Kolska






Katarzyna Kolska, niegdyś dziennikarka radiowa oraz dziennikarka „Gazety Wyborczej”, dziś pracowniczka miesięcznika „W Drodze” napisała książkę, która ma stać się przewodnikiem dla ludzi rozważających adopcję. Dla mnie- stała się czymś o wiele bardziej znaczącym.




Podobnie jak bohaterka jednej z historii, odkąd sięgam pamięcią marzę o zaadoptowaniu dziecka.  Na takie decyzje przyjdzie jednak jeszcze czas, dlatego teraz książka nie stałą się dla mnie planowym przewodnikiem, lecz  świadectwem życia niesamowitych ludzi. Ludzi, którzy z nieprawdopodobną odwagą i mądrością idą przez życie.

Widocznie nie było żadnej duszy, która potrzebowałaby was na rodziców.[1]

W XXI wieku problem bezpłodności stał się problemem na szeroką skalę. Powszechnie roztrząsa się problematykę zapłodnień in vitro oraz inseminacji. Niestety, niezwykle rzadko porusza się tematykę adopcji, która również jest rozwiązaniem dla osób nie mogących posiadać własnego potomstwa.

Problem adopcji w jakimś stopniu ciągle jest tematem tabu, o okolicznościach towarzyszących temu procesowi dowiadujemy się zwykle z seriali telewizyjnych, które, bądźmy szczerzy, nie przekazują nam fachowych informacji. Na skutek tego społeczeństwo jest niedoinformowane, żyje w gąszczu fałszywych teorii, nie wie, jak naprawdę przebiega adopcja i może właśnie przez ten brak wiedzy, tak rzadko się na nią decyduje.

Katarzyna Kolska postanowiła wyjść problemowi naprzeciw. W swojej książce prezentuje świadectwa oraz historie ludzi, którzy zdecydowali się przyjąć do swojej rodziny dziecko. Przedstawia wszelkie formalności z tym związane, czas oczekiwania, a później także problemy jakie niesie ze sobą wychowanie dziecka adoptowanego. Autorka nie ukrywa, że jest to dowód wielkiej odwagi oraz miłości, że niesie za sobą konsekwencje na wielu różnych płaszczyznach. Prezentuje zarówno historie radosne, jak i te bolesne. Uświadamia czytelnikowi jak wiele zależy od nastawienia i cierpliwości rodzica, jak wiele zależy od tego czy dziecko zostało dobrze zdiagnozowane już na samym początku swojego życia. Porusza także problem dotyczący rodziców dzieci starszych- jak powiedzieć o tym, że nie jest się rodzicem biologicznym.

Jako, że książka pisana jest językiem przystępnym, mimo wielu powołań na autorytet Wiesławy Sędziak, nie odbierzemy jej jako pozycji trudnej. Choć mówi o sprawach ważnych, robi to w sposób bardzo świadomy. Pozycja ta może być odebrana bardziej jako opowieść, niż jako przewodnik.

Książka ta powinna stać się pozycją obowiązkową dla ludzi rozważających adopcję oraz dla ludzi borykających się z problemem bezpłodności. Autorka nie chce do niczego namawiać, bo jak mówi, do takiej decyzji należy dojść samemu, jednak świadectwa innych osób mogą nas utwierdzić w podjętej już wcześniej decyzji oraz w minimalny sposób nakreślić co czeka przyszłych rodziców.
Pozycję tę polecam także każdemu innemu czytnikowi, który chciałby poznać historię rodzin adopcyjnych od podszewki, a także osobom lubujących się w czytaniu historii prawdziwych, wzruszających, uświadamiających do jak wzniosłych czynów zdolny jest człowiek. Jest jeszcze jedno grono odbiorców, do których książka powinna trafić: są to matki planujące dokonać aborcji. Dzięki tej książce być może znajdą inne rozwiązanie i nie będą musiały do końca życia żyć z wyrzutami sumienia.
5/6



Za możliwość zrecenzowania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Znak.

_________________
[1] Agnieszka Podolecka, Żar Sahelu, Wydawnictwo Poradnia K, Warszawa 2010, s. 119