Pokazywanie postów oznaczonych etykietą marzenia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą marzenia. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 26 maja 2015

Pan od angielskiego – Paweł Beręsewicz




Pawła Beręsewicza uwielbiam za jego zabawy słowem. Jak rasowy znawca języka potrafi on z  niczego zrobić wiele, pokazując lingwistyczne niuanse, bawiąc się sensami i znaczeniami, dzięki czemu dzieci już od najmłodszych lat oswajane są z potencjałem języka i możliwościami jakie ten ze sobą niesie. Ogromnie cieszę się zatem, że i jego tekst znalazł się w  serii Poczytaj ze mną, bo choć tutaj tego słownego bawienia się nie ma zbyt wiele, to jest to okazja, by autora poznać i polubić – o innej reakcji nie może być mowy!

Opowieść toczy się w  dwu światach – Dębowym Królestwie i świecie ludzi.
W  tym pierwszym córka Dębowego Króla zażyczyła sobie czegoś naprawdę unikatowego – zapragnęła, by słońce świeciło na niebiesko. Niemożliwe? Dla magów nie ma nic nie do wykonania, zadanie to wymaga jednak zaangażowania specjalnych agentów, którzy w świecie ludzi będą musieli pozyskać ochotników do równoczesnego wykonania zadania, umożliwiającego księżniczce zobaczenie wymarzonego słońca. Misja wywiadowcza będzie niezwykle karkołomna, jednak jej efekty – spektakularne.


A czy Wy macie pewność czy Wasz nauczyciel angielskiego jest tym za kogo się podaje?:) A może on również jest wysłannikiem Dębowego Króla? Życie niesie ze sobą wiele niespodzianek, bądźcie czujni!

wtorek, 23 grudnia 2014

Księgarnia spełnionych marzeń – Katarina Bivald



Tytuł: Księgarnia spełnionych marzeń
Autor: Katarina Bivald
Wydawnictwo: Amber
ISBN: 978-83-241-5055-7
Ilość stron: 416
Cena: 44,80 z

Sophy podniosła książkę do twarzy, nadal ostrożnie i niepewnie, i powoli wciągnęła zapach przez nos. Uśmiechnęła się.
-Czujesz? Zapach nowych książek. Nieprzeczytanej przygody. Przyjaciół, których jeszcze się nie zna i czekających nas godzin magicznej ucieczki od rzeczywistości[1].

Czyż sam tytuł nie brzmi cudownie? Jak najpiękniejsza na świecie melodia, prawda?
I tak ciepło, serdecznie, pogodnie jest też we wnętrzu tej książki-czytadła.
Już sam fakt, że jest autotematyczna stanowi dla mnie ogromny plus – takie publikacje uwielbiam najbardziej w świecie, poluję na nie jak sroka na błyskotki – to moja wielka słabość.
Kataryna Bivald dała mej skłonności się „najeść”, sama mając podobną – autorka bowiem na co dzień pracuje w księgarni i mieszka w domu po brzegi wypełnionym książkami. Księgarnia spełnionych marzeń, to jej powieściowy debiut, będący przelaniem miłości do książek i wymyślanych historii na papier. Autorka nie do końca wie czy woli książki, czy ludzi i w tę wątpliwość wyposażyła też swoją główną bohaterkę.



wtorek, 7 października 2014

Mała księżniczka- Frances Hodgson Burnett


Tytuł: Mała księżniczka
Autor: Frances Hodgson Burnett
Wydawnictwo: Egmont
ISBN: 9788323770633
Ilość stron: 291

Mała księżniczka, to moja ulubiona książka czasów dzieciństwa i wczesnego dorastania. Ja i Sara –  główna bohaterka –  spędziłyśmy ze sobą długie godziny, puszczając wodze fantazji i wzajemnie podnosząc się na duchu. Od tamtej pory żadna inna powieść nie miała tak silnego wpływu na moje postrzeganie rzeczywistości i przeżywanie codzienności. Nie będzie przesadą jeśli powiem, że to Francis Hodgson Burnett ukształtowała moją wyobraźnię i nadała jej ostateczny kształt, pokazując jak ogromną moc mają marzenia i czarowanie nieraz trudnej rzeczywistości, czyniąc ją lżejszą i piękniejszą.
Moje stare wydanie tej ksiązki jest zaczytane i pewnie gdyby nie twarda oprawa, dawno temu nie byłoby czego po niej zbierać – tak często ją wertowałam, tak wiele razy zaglądałam jej pod okładkę, by albo czytać od nowa, albo wyłuskiwać najważniejsze dla mnie momenty.
Wydawnictwo Egmont, wypuszczając na rynek wznowienie tej powieści, uczyniło mnie podwójnie szczęśliwą – spełniło moje marzenie, umożliwiając kolejny raz powrót do moich najbarwniejszych czasów czytelniczych, a także dając mi szansę na nowe odczytanie tej powieści – tym razem z perspektywy lat i doświadczeń.
Fakt, że wracając do niej znów świat wokół zawirował, a ja znalazłam się w samym centrum wydarzeń, podkreśla jedynie jej uniwersalność i ponadczasowy charakter. To jedna z tych książek, które nie tracą na aktualności i w ogóle się nie starzeją.
Mała księżniczka traktuje o Sarze Brewe – niepoprawnie zamożnej dziewczynce, która z dnia na dzień staje się bezdomną sierotą. Gdy bohaterka trafia do londyńskiego pensjonatu dla dziewczyn, ma wszystko: kochającego ojca, pokaźny majątek, sympatię otocznia, a przy tym wszystkim zachowała skromność i pokorę. Jej największą siłą była życzliwość wobec innych, których zawsze traktowała równo. Swoją postawą szybko zjednała sobie większość koleżanek, jedynie u niektórych stając się obiektem kpin. Sympatią nie darzyła jej także właścicielka pensjonatu, która jedynie z wyrachowania i świadomości wpływów ojca Sary, godziła się na jej w miarę przyzwoite traktowanie.
Wszystko zmieniła jednak nagła śmierć mężczyzny, pozwalająca zarówno pannie Minchin, jak i kilku nieprzyjaznym Sarze dziewczynkom na pokazanie prawdziwego oblicza.
Nic jednak nie było w stanie złamać tej dziewczynki o ogromnym harcie ducha, zdolnej każdą niedogodność życia zastąpić lub obłaskawić tym, co wyobrażone. Mimo dramatycznej zmiany sytuacji życiowej, Sara wciąż pozostawała tą samą pogodną i serdeczną osobą, budzącą we mnie podziw i nieopisany szacunek.
Cudowny język, typowy jedynie dla klasycznych opowieści, pełen wdzięku, niezwykle plastyczny i współgrający z ogólnym przekazem książki, czyni tę publikację na tyle wyjątkową, by wracać do niej nie raz, lecz wielokrotnie. To opowieść chwytająca za serce, która nikogo nie pozostawi obojętnym. Baśń dla dorosłych, w której zwycięża dobro i miłość, stanowiące podstawę piramidy wartości.
Burnett nadała jej wymiar dydaktyczny: mimochodem uczy ona bowiem szacunku do każdego człowieka, bez względu na jego status społeczny czy materialny, pokazuje, że każdy ma równe prawa.
Mała księżniczka to przede wszystkim afirmacja marzeń, podkreślenie ich wartości nie tylko dla uatrakcyjniania sobie codzienności, ale też dla radzenia sobie z przeciwnościami losu.

Wspaniała, niezwykła, zachwycająca. Synonimy mogłabym jedynie mnożyć: tę książkę musicie przeczytać! I basta.

wtorek, 24 czerwca 2014

Moje pory roku – Laura Izabela Jurga


Tytuł: Moje pory roku
Autor: Laura Izabela Jurga
Wydawnictwo: Esprit
ISBN: 9788363621896
Ilość stron: 244
Cena: 29,90 zł

Moje pory roku Laury Izabeli Jurgi, to opowieść o dzieciństwie, dorastaniu i dorosłym życiu kobiety, która udowodniła sobie i innym, że niepełnosprawność wcale nie wyklucza możliwości zdobycia wyższego wykształcenia, dobrze płatnej pracy, grona przyjaciół, a przede wszystkim – spełniania marzeń i dbania o samorozwój.  Ciężko nazwać tę książkę powieścią, autobiografią czy pamiętnikiem. To syntetyczne świadectwo życia osoby świadomej swojej wartości, osoby która udowodniła, że potrafi się o siebie zatroszczyć i żyć, zapominając o tym, co różni ją od innych, bo to tak naprawdę nie ma żadnego znaczenia.
Jurga urodziła się z czterokończynowym niedowładem, który nastąpił w wyniku dziecięcego porażenia mózgowego. Od najmłodszych lat wymagała ona specjalistycznej opieki i rehabilitacji. Jej rodzina, musiała znaleźć złoty środek między jak najbardziej fachową opieką, a czułością i miłością, które nierzadko nie pozwalały na pewne działania niezbędne w leczeniu.
Osoby z niepełnosprawnością dziś mają znacznie lepsze warunki do szukania pomocy niż jeszcze kilkadziesiąt czy nawet kilkanaście lat temu. Wówczas pewne fachowe terminy wypowiadane przez lekarzy brzmiały jak obce słowa, a wiedza o tym, co się pod nimi kryje nie była dana każdemu. Dzisiaj: Internet, szeroki dostęp do fachowej literatury gwarantują szybką możliwość dowiedzenia się wszystkiego o wszystkim. Kiedyś tak nie było.
I takie czasy pamięta autorka książki, która wraz ze swoją rodziną, sama musiała zawalczyć o siebie w czasach dla rozwoju trudnych. Będąc świadomą swoich niedoskonałości i ułomności ciała, od początku czerpała z życia to, co najlepsze, zawstydzając niejedną osobę, która ma możliwości, a zupełnie ich nie wykorzystuje. Bo zastanówcie się ile znacie pełnosprawnych osób, którym brakuje odwagi, by wyruszyć za granicę i poznawać świat; którym brakuje odwagi, by rozpocząć pracę w zawodzie, o którym nie mają zielonego pojęcia; którzy nie potrafią postawić wszystkiego na jedną kartę, by spełnić swe marzenia; którzy chowają w sercu urazy, bo brakuje im głębokiej wiary w sens wszystkich spotykających nas doświadczeń, nawet tych najbardziej bolesnych?
Życie Jurgi zawstydzi niejedną zdrową osobę. Zawstydzi i niejako zmusi do cieszenia się z darów, które każdego dnia otrzymujemy: zdrowia, rodziny, godnych warunków do życia, dobrej pracy, bezinteresownych znajomych, wspierających bliskich, pięknej pogody.
Ta książka, miejscami smutna, zmusza do podjęcia dialogu z samym sobą na temat wykorzystanych i niewykorzystanych szans. Na temat smutku, który się w nas gnieździ, choć nie ma ku temu najmniejszego powodu. Na temat strachu, który nas paraliżuje, a nie powinien.
Uczy ona wrażliwości i docenienia tego co mamy, a co wydaje nam się oczywiste i należne: nóg, które mogą nas zaprowadzić dokąd tylko zechcemy (jeśli zechcemy); rąk, które umożliwiają nam sięgnięcie po wszystko; oczu, dzięki którym widzimy cuda tego świata; uszu, pozwalających je słyszeć i ust, pozwalających je wychwalać. Tym, co może z tej książki zaczerpnąć każdy czytelnik jest pokora. Wobec Boga, życia, doświadczeń. A także inspiracja – do zmian i wiary w siebie i swoje możliwości. Na przekór niepowodzeniom, które mają hartować ducha. I jeszcze jedno – niezmienna wiaraw tkwiące w człowieku dobro, które należy za wszelką cenę wydobyć.

czwartek, 20 marca 2014

Pora na życie – Cecelia Ahern


Tytuł: Pora na życie
Autor: Cecelia Ahern
Wydawnictwo: Świat Książki
ISBN: 9788379432233
Ilość stron: 424
Cena: 34,90 zł

Wczorajszy dzień upłynął mi w mgnieniu oka! Wszystko za sprawą najnowszej książki Cecelii Ahern, Pora na życie.
Już po kilku pierwszych zdaniach wiedziałam (intuicja w wypadku tej autorki  nigdy mnie nie zawodzi), że będzie to jedna z lepszych, o ile nie najlepsza z dotąd napisanych przez nią (i wydanych w Polsce) książek. I nie myliłam się.
Wraz z nabieraniem doświadczenia czytelniczego, coraz rzadziej zdarza mi się sięgać po książki rozczarowujące, z wielką ostrożnością dobieram bowiem swoje lektury, wciąż poszukując w nich wzruszeń, ale też – niezmiennie od lat – siebie, co nie zawsze jest zadaniem prostym.

Ahern, jak chyba żadna inna pisarka potrafi zapewnić mi, że otwierając kolejną jej powieść, wdychając jej atmosferę i zapach, mknąć wzrokiem po kolejnych zdaniach, prędzej czy późnej na jej kartach odnajdę lustrzane odbicie siebie, swoich pragnień, myśli, doświadczeń.

Lucy Silchester, to kobieta, która już trzeci rok od rozstania ze swoją miłością, mieszka z kotem w wynajętej kawalerce, do której nikogo nie zaprasza. Jakby na przekór ambicjom zamożnego ojca, wykonuje ona mało satysfakcjonującą pracę, zdobytą dzięki oszustwu. Kłamstwa stają się jej chlebem powszednim, które od pierwszego, zaczęły mnożyć się niespodziewanie szybko. Dziś za ich sprawą Lucy oddala się nie tylko od swojej rodziny, przyjaciół i znajomych, ale także od samej siebie.

Pewnego dnia, po powrocie do domu zastaje ona na podłodze kopertę opatrzoną znakiem potrójnej spirali, w której znajduje się zaproszenie na spotkanie. Nie z kim innym, jak z Życiem.
Początkowo unika ona udzielenia odpowiedzi na wiadomość – próbuje wymigać się zapracowaniem, obowiązkami i całą paletą wymówek, wymyślanych na poczekaniu, po to tylko, by uniknąć konfrontacji – jednak jej Życie jest równie uparte jak ona.
Gdy w końcu spotkanie dochodzi do skutku, kłamstwa Lucy zostają zdemaskowane. Okazuje się, że tak często opowiadała ona wymyślone historie, że sama zdążyła w nie uwierzyć, z każdym kolejnym krokiem tracąc radość życia.  A Życie jest nieugięte, ma w pamięci każdy, nawet najmniejszy grzeszek bohaterki, który ich oboje doprowadził do wyniszczenia.



Nieprzyjemna była świadomość, że wszystkie te drobne czynności, którym się oddawałam, są przez kogoś odnotowywane i wprowadzane do bazy danych, żeby potem jakiś znerwicowany biurowy maniak mógł mieć do nich dostęp, jak do jakiejś gry[1].

Lucy nawet po pierwszej konfrontacji wydaje się nieprzekonana: w swojej świadomości funkcjonuje ona jako osoba spełniona i szczęśliwa. Jej towarzysz zasiewa w niej jednak ziarno niepewności, które powoli kiełkuje, obnażając liche fundamenty półprawd, na których kobieta zbudowała swoje życie i relacje.




(…)pozostanie pani tak samo samotna, znudzona i nieszczęśliwa jak wcześniej, tyle że tym razem w sposób tego świadomy. I ta świadomość nie opuści pani już ani na chwilę[2].


Lucy zaczyna zdawać sobie sprawę, że dawno temu zaniedbała swoje wnętrze, co dramatycznie wpłynęło na jej samopoczucie i związki. Niechęć do samej siebie spowodowała wycofywanie się, myślne obrażanie innych, szukanie wad u całego świata, tylko nie u siebie. Spotkanie z Życiem staje się dla niej niepowtarzalną szansą na wejrzenie w swoje wnętrze i powolne odbudowanie tożsamości i poczucia własnej wartości, a co za tym idzie: szczęścia.

I nikt nie widzi Twojego wnętrza, a w naszych czasach, coś, czego  nie widać, czego nie da się sfotografować, nie istnieje. Tyle, że teraz ja tu jestem.: twoje wnętrze, twój rentgen, podstawione pod twoją twarz lustro i zarazem malujące się w nim odbicie. Dzięki mnie, we mnie zobaczysz jak bardzo jesteś nieszczęśliwa[3].


Pora na życie to lektura, która jeśli sięgniemy po nią w odpowiednim momencie życiowym, przeniknie nas na wskroś, stawiając pod obstrzałem pytań o własne przezywanie darowanego mu czasu. Nie ma w niej miejsca na subtelności i delikatność. Książka ta konfrontuje nas z tym, co bolesne, skrywane i często nieuświadomione lub spychane do podświadomości. Jeśli więc czujesz (lub ktoś Ci to sugeruje, mówiąc, że się o Ciebie martwi), że nie jesteś szczęśliwy, że unikasz mówienia o sobie, kombinujesz jak szybko wywinąć się z jakiegoś spotkania zanim jeszcze ono się zaczęło, jeśli wszystkim – nawet lubianym osobom, nadajesz niemiłe etykietki, nie patrzysz w przyszłość, wciąż uparcie tkwiąc w przeszłości i nie masz odwagi zawalczyć o swoje marzenia, bo… nawet nie wiesz o czym marzysz, to książka ta z całą pewnością zmusi Cię nie tylko do zastanowienia nad sobą samym, ale też do wprowadzenia kolosalnych zmian.
Ta publikacja sprawia, że czytelnik zastanawia, co powiedziałoby mu jego Życie, gdyby nagle stanęło naprzeciw niego i przeraża się - bo nagle uświadamia sobie wszystkie swoje "grzeszki", nieodpowiednie zachowanie, głupie docinki, podłe myśli, które choć drobne, są trucizną zakwaszającą nasze wnętrze, prowadzącą je do gnicia. Człowiek widzi jak sam, na własne życzenie się zatruwa, czyniąc swoją codzienność nieznośną. I to go boli, to go uwiera i to mu nie odpowiada, przez co może albo uznać lekturę tej książki za (zbyt) trudną i przez to zbędną, albo (metodą wyparcia) za zupełnie głupią i trywialną i przez to niewartą czasu. Każda z tych reakcji ujawnia jednak nasze problemy.
Jeśli nie chcesz więc spotkać swojego Życia, które, odzwierciedlając Twoją kondycję wyglądałoby tak:

I nagle go zobaczyłam. Faceta zwanego moim Życiem(…). Nieznajomy ubrany był w wymięty szary garnitur, szarą koszulę i szary krawat z wytłoczoną potrójną spiralą życia. Miał czarne, lekko przyprószone siwizną włosy i z kilkudniowym zarostem na twarzy wyglądał raczej marnie[4].

koniecznie wprowadź w swoje życie zmiany, zaczynając od lektury tej książki.

Serdecznie polecam!


[1] Cecilia Ahern, Pora na życie, Warszawa 2013, s. 63.
[2] Tamże, s. 64.
[3] Tamże, s. 146
[4] Tamże, s. 51.

sobota, 5 października 2013

Błękitny zamek - Lucy Maud Montgomery


Tytuł: Błękitny zamek
Autor: Lucy Maud Montgomery
Wydawnictwo: Egmont
ISBN: 9788323776598
Ilość stron: 280


Lucy Maud Montgomery jest autorką mojego dzieciństwa, stawianą przeze mnie na równi z Frances Hodgson Burnett. Będąc uczennicą szkoły podstawowej zamieniałam długie godziny popołudniowej nudy spędzane w oczekiwaniu na mamę kończącą pracę, na czas niebywale magiczny. W oszałamiającym tempie prześledziłam wszystkie tomy opiewające losy Ani z Zielonego Wzgórza, z wypiekami na twarzy prosząc o kolejne książki autorki, która mnie po prostu oczarowała i do której wracałam zawsze chętnie i z przejęciem. Urzekł mnie klimat jej książek, ich baśniowość i niepowtarzalny nastrój. Nie wiem jak to się stało, że w wędrówkach wyobraźnią autorki pominęłam Błękitny zamek – nikt mi go nie podsunął, nikt nie zaproponował, a ja – wtedy jeszcze bez dostępu do Internetu i szczegółowych katalogów – o jego istnieniu nie miałam pojęcia. Lata mijały, Montgomery trochę się na mojej półce zdążyła zakurzyć, gdy Wydawnictwo Egmont wznowiło tę przez wielu uznawaną za niezwykłą opowieść. Niewiele było mi trzeba, bym wiedziona sentymentem znów zakosztowała w  jej prozie. Co niezwykłe – po latach książki jej autorstwa wcale nie straciły dla mnie na wartości i aktualności. Od wielu klasyków dzieciństwa po latach odpada się z nudów – dorastając zmieniamy się nie tylko my, ale też nasze czytelnicze preferencje, a to co kiedyś sprawiało, że policzki płonęły zaciekawieniem, dziś okazuje się naiwną i nieciekawą historią, niezdolną do wywoływania jakichkolwiek emocji. Z tego powodu niespecjalnie lubię wracać do uwielbianych w dzieciństwie książek, by nie zatracić ulotnego wrażenia o ich wiecznej aktualności. Wierzę i jestem głęboko przekonana, że konkretne książki odnajdują nas w idealnym dla nas momencie [co pięknie zostało opisane w Odessie] i nie ma sensu sztucznie próbować do nich wracać. Na szczęście Montgomery unosi się niejako ponad czasem, zachwycając tak samo mocno w dzieciństwie, jak i teraz.
Jest w jej prozie pewna unikatowość, piękno języka i opowiedzianej historii – często takiej, do której kobiety i dziewczynki, bez względu na wiek, tęsknią i jakiej pragną dla siebie. Ponadczasowe rozterki, wątpliwości, barwne i charakterne postaci damskie, to znaki rozpoznawalne jej tekstów.
Bohaterką Błękitnego Zamku jest Valancy, przez rodzinę nazywana Doss. Jej życie dalekie jest od bajki. W oczach najbliższych uchodzi za starą pannę bez jakichkolwiek perspektyw na zamążpójście. Nie posiada tradycyjnie ładnej buzi, nie budzi zainteresowania, a jedynym co mogłoby przykuć uwagę potencjalnego adoratora są jej skośne oczy. Valancy ma jednak coś, o czym inni nie wiedzą: ogromną wyobraźnię, w której zamieszkuje Błękitny Zamek, pełen wygód i bogactwa, miejsce idealne, bo uosabiające wszystko to, o czym bohaterka zawsze marzyła. W nim też nie musi silić się ona na wymuszoną uprzejmość względem bliskich, którzy wciąż ją poniżają. Nie musi się bać, udawać kogoś kim nie jest i trwać w sztywnych ramach panujących konwenansów.
Nie miały pojęcia, że Valancy miesza w dwóch domach: w przebrzydłym budynku z czerwonej cegły przy Elm Street i w Błękitnym Zamku w Hiszpanii. Zbudowała go sobie jako całkiem mała dziewczynka. Wystarczyło, by zamknęła oczy, a widziała bardzo wyraźnie wieżyczki, chorągiewki i porośnięte sosnami wzniesienie, otulone w delikatny błękit [1].
Życie Valancy odmienia się gdy ta dowiaduje się, że jest śmiertelnie chora i został jej jedynie rok życia. Postanawia ona wówczas postawić wszystko na jedną kartę i ostatnie miesiące spędzić wedle własnego uznania. Zwalcza nieśmiałość i strach, wypowiadając szczere, choć dotkliwe uwagi względem bliskich, opuszcza rodzinny dom i wyrusza na poszukiwanie prawdziwego szczęścia, dalekiego od szarej domowej rzeczywistości. Postanawia się usamodzielnić i zaczerpnąć z życia to, co najlepsze, wprawiając tym swoich bliskich w konsternację i lęk o to czy aby nie postradała zmysłów.
Valancy to postać niebywale dynamiczna, zdolna postawić wszystko na jedną kartę w obliczu poznanej prawdy. To historia o sile charakteru, lekka satyra na życie wedle konwenansów, swoista pochwała życia na własną rękę i według własnych zasad, to wreszcie piękna historia miłości, a także zmiany nastawienia do człowieka po poznaniu zasobności jego portfela.

Piękna, pełna optymizmu, uciechy i nadziei. Antidotum na jesienne smutki i słotę, mieniąca się barwami wyobraźni i prawdziwie urocza opowieść, która nigdy się nie zdezaktualizuje.
Po latach, wciąż niezmiennie pozostaję oczarowana subtelnym i niewymuszonym stylem Montgomery; malowniczością jej opisów, melodyjnością języka, czułością na reakcje bohaterów i niebywały zmysł do opisywania wydarzeń kotłujących się i skrywanych w sercach wielu dziewcząt i wciąż nieujawnionych. Opowieść ta skąpana jest w cieple, które wyziera ze stronic, czyniąc nasze życie bardziej radosnym. Romantyczna, dodająca otuchy, piękna historia, do której warto wracać w każdym wieku.

__________________
[1] Błękitny Zamek, L.M. Montgomery, Warszawa 2013, s. 8.

sobota, 24 sierpnia 2013

Lori Nelson Spielman – Lista marzeń



Są takie publikacje, do których ciągnie nas niczym magnes – widzimy okładkę, tytuł i nawet nie musimy czytać opisu, by wiedzieć, że TO JEST TO. Podobno to książka życia wybiera nas, a nie my ją. Wielokrotnie przekonałam się o prawdziwości tego twierdzenia, gdy w moje ręce, zupełnie niespodziewanie, trafiały najpiękniejsze opowieści jakie dane mi było czytać. Należy do nich również historia spisana przez Lori Nelson Spielman, której poświęciłam kolejne dwa dni, otrzymując w zamian wiele wzruszenia, łez, uśmiechu, ale nade wszystko wyzierających z książki ogromnej miłości, czułości i zrozumienia, które podczas lektury pozwalały mi poczuć się jak w domu, o którym zawsze marzyłam.

To pełna ciepła, nadziei i optymizmu słodko-gorzka opowieść o kobiecie, która po śmierci matki, według jej życzenia, kieruje się w życiu listą marzeń, którą spisała będąc dzieckiem. Na zrealizowanie planów na niej zawartych ma rok – jeśli jej się nie uda, jako jedyna z dziedziców nie otrzyma ogromnego spadku. Choć początkowo Brett ma wrażenie, że jej matka u kresu życia postradała zmysły, okazuje się, że lista zakręci życiem bohaterki tak mocno, że w końcu zacznie cieszyć się jego pełnią, robiąc to, co naprawdę kocha, a na co nigdy nie miała odwagi.
Mój odbiór tej powieści jest tym bardziej intensywny, że silnie zidentyfikowałam się z główną bohaterką, która w bardzo krótkim czasie po zdiagnozowaniu u jej mamy nowotworu, straciła ją bezpowrotnie.
Mówiono mi, że długa walka z rakiem jest gorsza niż krótka, ale nie mam pewności, czy to się sprawdza w przypadku tych, którzy zostają – czytam i widzę swoje wątpliwości. Idę dalej: Śmierć Mamy nastąpiła tak szybko po diagnozie, że wydaje mi się to zupełnie nierealne, jak sen, z którego zaraz z westchnieniem ulgi się obudzę. Zamiast tego często zaraz po przebudzeniu nie pamiętam o tej tragedii i potem muszę przechodzić przez uświadamianie sobie i przeżywanie wszystkiego od nowa, znów i znów, jak Bill Murray w „Dniu Świstaka”[1].
Ciężko czyta się o czymś, czego właśnie się doświadcza, ma to jednak wiele zalet: podczas, gdy dla innych powieść ta będzie kolejną opowieścią o pogoni za marzeniami, dla innych (mnie) stanie się oczyszczającą lekturą, niosącą pociechę i – choć miejscami bolesną – gojącą jątrzące się rany. Myślę, że to znaczyłoby dla autorki bardzo wiele: książka stanowiąca realną pomoc, widoczną terapię - magiczna moc słów.
Wspaniała książka, dostarczająca morza wzruszeń. To powieść podobna do gorącej herbaty pitej w coraz chłodniejsze letnie wieczory: należy się nią delektować i sączyć powoli, kosztując każde kolejne zdanie niczym największy rarytas.
Wiele w niej inspiracji PS Kocham Cię Cecilii Ahern - za każde spełnione marzenie z listy, bohaterka otrzymuje pośmiertny list od mamy, stanowiący część duchowego spadku, którego wykonawcą staję się młody adwokat. To nawiązanie wiele dla mnie znaczy - powieści tej irlandzkiej pisarski darzę bowiem ogromnym sentymentem.
Temat nie jest nowatorski, jednak w czasach, gdy wszystko zostało już napisane, to nie on staje się najważniejszy: liczy się ludzka historia, która choć bliźniaczo podobna wielu innym, ma elementy jednostkowe, dla których warto pogrążyć się w lekturze.
Autorka wykazała się niezwykłą wrażliwością na melodię języka, jej opowieść właściwie czyta się sama, jest płynna, wybornie delikatna, subtelna, a przy tym tak zakręcona, że zauroczy każdego. Dla mnie to prawdziwie piękna opowieść, kierowana do wszystkich, którym nie obce jest konfrontowanie się z trudną rzeczywistością, by za wszelką cenę zrealizować marzenia, będące naszymi naturalnymi powinnościami; marzenia, czyniące nas lepszymi.

Czyta się wyśmienicie!


[1] Lista marzeń, Lori Nelson Spielman, Poznań 2013, s. 16.

sobota, 3 sierpnia 2013

Ola i Królestwo Niespełnionych Marzeń – Agnieszka Łobik-Przejsz


Tytuł: Ola i Królestwo Niespełnionych Marzeń
Autor: Agnieszka Łobik-Przejsz
Wydawnictwo: Novae Res
ISBN: 9788377227800
Cena: 34 zł
Ilość stron: 96


Wakacje to doskonała okazja na to, by kładąc się na hamaku zawieszonym w cieniu i popijając mrożoną herbatę, oddać się w niewolę marzeniom…:) Wówczas nawet te najbardziej leniwe chwile upłyną na myślach błogich i uszczęśliwiających.

Ola, to pięcioletnia dziewczynka, która uwielbiała marzyć. Jej codzienne życie składało się niekończących się chwil spędzonych w świecie pragnień. Gdy podczas jednego ze spacerów spotyka nadzwyczaj pięknego kota, postanawia go śledzić. Zapomina wówczas o mleku z kożuchem, którego nie znosi, nie pamięta też o swoim młodszym rodzeństwie.
Wie, że musi uważać na bezdomnego Pana z Wózkiem, od którego zawsze unosił się charakterystyczny zapach. Niestety, w momencie nieuwagi na ustach Oli zacisnęły się silne, szorstkie, męskie dłonie, które okazały się należeć do tego, kogo dziewczynka najbardziej się obawiała. Szybko zdaje sobie sprawę, że nie ma on złych zamiarów, lecz chce wskazać jej miejsce przebywania kota o niesłychanie przyciągającym spojrzeniu.
W tym momencie od wielkiej przygody dzieli Olę już jedynie krok…

Ląduje ona w świecie, w którym ulokowane są wszystkie niespełnione marzenia, przestające się ziszczać, gdy władzę nad piękną krainą przejęła Wężowa Wiedźma, pozbawiając go nie tylko możliwości przeobrażania się w rzeczywistość, ale też wszelkich kolorów, na zawsze skazując królestwo na mrok i dojmującą pustkę. W krainie tej Pan z Wózkiem nie jest już bezdomnym, lecz czarodziejem Zistnikiem, a każda napotkana postać może obdarzyć nas wielką radością, płynącą ze spełnionego marzenia.

Książeczka ta przeznaczona jest dla starszych dzieci, które zdążyły poznać już smak zarówno spełnionego jak i nieziszczonego marzenia. Uczy ona godzenia się z tym, czego nie udało się zdobyć, ale też w sposób niezwykle mądry i subtelny, wskazuje jak dziecko może pomóc spełnić marzenia innym i jak wiele radości może to przynieść obu stronom: obdarowującej i obdarowywanej. Unaocznia ona również, że często wystarczy mały gest, by uczynnić drugiego szczęśliwym. Opowieść ta to lekcja spełniania marzeń i dawania prezentów – niekoniecznie materialnych. Otwiera serca dzieci na nieustanne marzenie, pobudza wyobraźnię, a przy tym jest niebywale wciągająca. Przedstawia całą plejadę bohaterów, utwierdzając w przekonaniu – chyba w dzisiejszych czasach już nieco naiwnym – że dobro zawsze zwycięża, jeśli tylko znajdą się ludzie, gotowi stanąć w jego obronie.

Brakowało mi jedynie gry kolorami w ilustracjach – tam, gdzie narracja sugeruje czerń i biel, warto byłoby sugerowaną tonację zachować, bawiąc się kolorami tam, gdzie właśnie ta skrząca się odcieniami przestrzeń miała zostać uwypuklona.


sobota, 22 czerwca 2013

Pieśń o poranku - Paullina Simons


Tytuł: Pieśń o poranku
Autor: Paullina Simons
ISBN: 978-83-7799-740-6
Wydawnictwo: Świat Książki
Ilość stron: 688
Cena:
39,90


Gdy cały czas czytasz lichą literatur(k)ę i nagle trafiasz na coś, co na tle reszty wydaje Ci się dobre – szalejesz, wychwalasz, tworzysz peany na cześć długo niewidzianego porządnego kawałka prozy.
A potem w Twoje ręce wpada cos naprawdę dobrego, coś, co nie pozwala Ci spać, jeść, myśleć. Coś, co siedzi w Twojej głowie niczym złośliwy robak i nie pozwala zapomnieć – o bohaterach, ich losach, tragediach wyborach. Choć brzmi to błaho – stajesz się jednym z nich. Stajesz się obserwatorem, tkwiącym w samym sercu wydarzeń, a który jednak pozbawiony został głosu, dławionego przy każdej próbie krzyku .
Na tle tego wszystkie inne książki wydaja się wtórne, nijakie, kiepskie. A to prawdziwa perła, która będzie lśniła swoim blaskiem jeszcze długo. I nie oszukujmy się – również powiela wątki, jest kalką znanych schematów, ale kalką tak doskonale spreparowaną, tak dobrze pomyślaną i wspaniale przedstawioną, że powtarzalność tematów zdaje się nie mieć znaczenia. Ma się wrażenie, że o tym czyta się pierwszy raz. Że to nowe, świeże, palące.
Rozkochałam się w książce, której autorka uwiodła mnie na długo przed lekturą. Niemożliwie wciągająca, poruszająca, drażniąca powieść, od której – choć brzmi to tak nieprzyzwoicie trywialnie – po prostu nie da się oderwać. Nie da się.

O czym mówię? O Pieśni o poranku Paulliny Simosn, autorki, którą mogliście poznać za sprawą Jeźdźca miedzianego, robiącego niesłychaną furorę od lat.

Przedmiotem tej opowieści jest historia Larissy Sark, kobiety odgrywającej w życiu różne role: matki, żony, scenografki w pobliskim teatrze. Gdy poznała o dwadzieścia lat młodszego Kaia, dołączyła do nich jeszcze jedna – rola kochanki.
Wydawać by się mogło, że kobiecie takiej jak ona nie trzeba niczego więcej do szczęścia. Żyje w prawdziwym luksusie, ma kochające, choć denerwujące [bo dojrzewające] dzieci, wspaniałego męża, z którym po latach wspólnego życia wciąż łączy ją miłość i prawdziwe oddanie.
A mimo to… Larissa pragnie przygody, daje się uwieść, wyprowadzić z idyllicznego życia, a to, co miało być jedynie chwilą zapomnienia i krótkim romansem, wywraca całe jej dotychczasowe życie do góry nogami, sprawiając, że podejmuje ona decyzje, których nigdy by się po sobie nie spodziewała. W imię miłości, nie kaprysu.

Historia Larissy być może wydaje się typowa – czterdziestoletnia kobieta, poświęcająca całe swe życie dla rodziny, pragnie odmiany. Jest w niej jednak coś wyjątkowego, coś, co sprawia, że kibicujemy bohaterce, boli nas jej rozdarcie, jej dramaty stają się naszymi i dalecy jesteśmy od jej oceniania czy osądzania. Zachowania, które przy odrobinie zdrowego rozsądku uznalibyśmy za karygodne, jawią się jako zupełnie oczywiste i naturalne, a sama Larissa okazuje się symbolem kobiety, która pragnie walczyć o tlące się w niej życie.

Jak powiedziała sama Simons – to współczesna Anna Karenina, która wbrew konwencjom, wbrew społecznym zobowiązaniom, wbrew rozumowi i na przekór wszystkiemu, stawia na miłość, zostawiając to, co dla wielu jest nieosiągalne.  

Historia Larissy porwała mnie bez reszty. Mimo że książka swoje waży, zabierałam ją ze sobą wszędzie, by przy sekundzie wolnego, chociażby zakosztować kolejnego zdania czy nawet wyrazu. Podczas lektury czułam ciągły głód, pragnienie jak najszybszego sprawdzenia co będzie dalej, a jednocześnie chęć zatrzymania czasu, by już na zawsze czytać tę powieść i żadną inną.

Na takie książki się czeka, dla takich książek warto przedzierać się przez ocean miernot i ramotek. Po lekturze oniemiałam, mam typowego książkowego kaca i coś czuję, że będę ją pożyczać każdemu, każdemu, kto tylko zapragnie doświadczyć takiego uwodzenia narracją, jakie zaserwowała mi Simons.

  ____________

Relacja ze spotkania autorskiego tutaj.

czwartek, 30 maja 2013

Lista moich zachcianek – Gregoire Delacourt


Tytuł: Lista moich zachcianek
Autor: Gregoire Delacourt
ISBN: 9788389933744
Wydawnictwo: Drzewo Babel
Ilość stron: 160
Rok wydania: 2013



Lista moich zachcianek mogłaby być długa. Z pewnością by była – już samych książek, które niekoniecznie muszę, ale które chcę mieć jest bez liku. Co tu mówić o innych sprawach!

Lista bohaterki najnowszej książki Gregoire’a Delacourta swoją długością nie poraża, bo i Jocelyne Guerbette nie ma specjalnych pragnień. Jest przekonana, że bogactwo zmienia człowieka, zaprzepaszcza jego szanse na godne życie, czyniąc go chciwym i pożądliwym. Dlatego też nie marzy o wielu sprawach, ogranicza się do kwestii fundamentalnych.

Kobieta wiedze skromne życie, prowadzi pasmanterię, która zdobywa popularność dzięki blogowi, który ta postanawia prowadzić. Jej aspiracje nie są wielkie – oczekuje jedynie spokoju. Gdy więc okazuje się, że w losowaniu totolotka wygrała ponad 18 milionów euro, wcale nie biegnie do kolektury, by odebrać wygraną. Wręcz przeciwnie – zwleka niemalże do ostatniej chwili, a gdy już udaje się po odbiór należnej sumy – nie chce przelewów, prosi o wystawienie czeku, który następnie składa i chowa w bucie. Tak, by nikt go nie odnalazł i nie patrzył na nią przez pryzmat zdobytej gotówki.
Niestety, szybko okazuje się, że jej mąż odkrył tajemnicę. Mało tego – postanowił ukraść czek i uciec, zanim ona zdecyduje się go zniszczyć czy zaprzepaścić w inny sposób. Sprawa była tym prostsza, że paradoksalnie na imię ma on… Jocelyn. Problemów z wygumowaniem jednej literki na czeku nie było żadnych, spieniężenie go stało się więc jedynie kwestią czasu.
Szybko okazało się, że przekonania Jocelyne dotyczące osób posiadających dużą sumę pieniędzy, idealnie pokrywają się z rzeczywistością, prowadząc jej męża po równi pochyłej.

Delacourt maluje obraz kobiety, którą charakteryzuje niczym nieskrępowana wolność. Ma świadomość własnego bogactwa, a mimo to wie, że niekoniecznie musi z niego skorzystać. Woli raczej pleść swój los w zgodzie z własnymi przekonaniami i marzeniami, nie dopuszczając, by mamona całkowicie ją zaślepiła i pozbawiła życia, jakie kocha. Gdy Jocelyne wygrała, zaczęła tworzyć listy – potrzeb, zachcianek, szaleństw. Każda z nich miała moc sprawczą – zrealizowanie kolejnych punktów diametralnie zmieniłoby życie bohaterki, nie pozwalając na powrót do tego, co minione.
Delacourt kreśli obraz kobiety, posiadającej ogromną wiedzę życiową i intuicję, z której potrafi należycie korzystać, by uczynić swe życie takim, jakim chce.

Ciepła, senna, powoli snuta opowieść, która działa niczym balsam.

Polecam!

środa, 12 września 2012

Straszko, Rycerz i Etykietka.


                 Tytuł: Straszko
Autor: Krzysztof Baliński, Agata Królak
ISBN:  978-83-7722-223-2
Liczba stron: 144
Wydawnictwo: Novae Res
Rok wydania: 2011




Czy potraficie wyobrazić sobie jak musi czuć się postać, która z zamierzenia miała być Straszydłem, a która jedynie przez przypadkowe pociągnięcia ołówka Pana Rysownika stała się niepozornym Straszkiem? Ani nie zagra już w planowanym filmie, ani nie jest sympatycznym stworkiem, lecz zawieszoną gdzieś pomiędzy zagubioną postacią.
Straszko ma jednaj cechy, którymi mógłby się poszczycić niejeden dorosły – posiada nieustającą wiarę we własne możliwości, wiarę w spełnianie się nawet tych największych marzeń, charakteryzuje go niebywała wytrwałość, umiejętne wyciąganie wniosków ze swoich błędów i chęć niesienia pomocy innym.

Odkąd Straszko wydostał się ze swojej kartki, całym jego mikroświatem i uniwersum jest pokój Rysownika, a dokładnie wierzch jednej z szaf znajdujących się w tym pomieszczeniu. To właśnie na niej odnalazł bohater dzielnego przyjaciela – Rycerza oraz śliczną przyjaciółkę – Etykietkę. Z nimi też przeżył największe przygody swojego życia: wspólnie obserwowali Gdzieś indziej rozpościerające się za oknem, śledzili ruchy Rysownika, obserwowali majestatyczne Niespadaki, ruszali w pogoń za własnymi marzeniami i niestrudzenie dążyli do osiągnięcia wytyczonych celów. Ich pomysłowości pozazdrościć mógł niejeden.

Straszko jest więc nie tylko historią o oswajaniu tego, co na pozór straszne, ale także lekcją uczącą tego, że marzenia bezapelacyjnie i bezustannie trzeba spełniać! Poczynając od tych najmniejszych, które powoli zaprowadzą nas do osiągnięcia wyższych celów. Co więcej – na drodze do urzeczywistnienia się naszych pragnień nie może stanąć nikt ani nic – żadna porażka, żadne niepowodzenie. One mają stanowić jedynie siłę napędową, być elementem w trudnej sztuce szukania właściwych rozwiązań. Każde niepowodzenie, paradoksalnie bowiem doprowadza nas do osiągnięcia wytyczonych celów. Wystarczy krztyna wytrwałości, spostrzegawczości, wiary w siebie i umiejętne wyciąganie wniosków na przyszłość. Pomocą na trudnej drodze do realizacji pragnień są zaś wierni przyjaciele, czuwający nad nami i kibicujący nam w każdej chwili.
Opowieść Krzysztofa Balińskiego i Agaty Królak, to wspaniała lekcja prawdziwej przyjaźni, akceptacji drugiego, podkreślenie wartości niesienia pomocy oraz przede wszystkim – hołd złożony wszystkim tym, którzy niestrudzenie dążą ku spełnieniu swoich największych marzeń.

Polecam serdecznie tę krótką historię, stanowi ona bowiem doskonały przykład na to, jak wiele możemy nauczyć się podczas zabawy. Mało tego, jest ona wielką radością dla oka, bowiem ilustracje Królak są tak ciekawe, że nie sposób oderwać od nich wzroku.

Gorąco zachęcam do lektury oraz do sięgnięcia do wcześniejszej książki Balińskiego, jaką jest Historia króliczka Ana Usaski.

______________________________________________________
Miała być relacja z Targów - i będzie. Miał być konkurs - będzie.
Musicie wybaczyć mi ten poślizg, bowiem od początku września urzęduję na praktykach w szkole podstawowej i tonę w papierach, a także w namiętnym przygotowywaniu się do prowadzenia zajęć. O wszystkim pamiętam, wszystko będzie, proszę jedynie o cierpliwość:)

wtorek, 21 sierpnia 2012

Ostrożnie z marzeniami!

Autor: Maja Kotarska
Tytuł: Ostrożnie z marzeniami
Wydawnictwo: Prószyński
Rok wydania: 2012
ISBN: 978-83-7839-215-6
Ilość stron: 304


Idealna lektura na lato, to książka niezobowiązująca, ujmująca w swej prostocie, z fabułą najczęściej banalną, aczkolwiek w warunkach letnich odpowiednią, bo niespecjalnie wymagającą wzmożonego wysiłku intelektualnego. Mało tego – książkom wakacyjnym, najczęściej towarzyszy nutka nieprawdopodobności, świadcząca o tym, że autora troszkę poniosła fantazja. Taka tez jest książka Mai Kotarskiej, której główny wątek konotuje wspomnienie o filmie  Starsza Pani musi zniknąć, tyle, że z pewnym przemieszaniem fabularnym.  Powieść ta czytana w każdą inną porę roku mogłaby budzić uczucia mieszane, jednak latem, kiedy wymagania większości ograniczają się do przyjemnego spędzenia czasu z książką, o której można bez obaw zapomnieć i o której wspomnienia ograniczą się jedynie do uczuć bliżej nieokreślonych, jednak z pewnością przyjemnych – ta mieszanka wystarczy.
Powieść zaczyna się schematycznie – pewna kobieta dostaje w spadku po znienawidzonym i od lat niewidzianym wuju dom. Oczywiście nie cały. Mało tego, wraz z domem gratisowo otrzymała uprzykrzającą życie staruszkę oraz wierną kotkę, Matyldę. Choć rodzina od początku widziała w tym spadku pośmiertną zemstę wuja, bohaterka zdecydowała się go przyjąć. Jak się okazało, wraz z nim przyjęła nowe życie, dalekie od idealnego, kojarzące się jedynie  z filmami akcji albo komediami kryminalnymi, które choć z perspektywy widza bawiły, z perspektywy uczestnika stają się nie do zniesienia.
Agnieszka do tej pory wiodła uporządkowane życie. Miała narzeczonego, który choć ciągle w rozjazdach, planował z nią przyszłe życie. To właśnie z myślą o nim, kobieta zdecydowała się na przyjęcie domu wraz z całym arsenałem, którym okazały się: utrata narzeczonego, szajka przestępców, mętne stosunki z pewnym znajomym, nieznośna starsza pani, której życiowym celem stało się zniszczenie Agnieszki, nowe znajomości rodowodem sięgające warsztat samochodowy, zamęczanie przyjaciółki i jej męża, szykany ze strony sąsiadów oraz kolegów z pracy.
Nowy dom nie okazał się arkadią, lecz praprzyczyną nieszczęścia. Agnieszka zamiast odpoczywać, toczyła wojnę, w której z góry skazana była na porażkę, jej życie dzięki Sabinie Boszko stało się piekłem, a znajomość z Radkiem, tylko przeniosła je na wyższy level.  
Jak to jednak bywa w świecie fikcyjnym – na horyzoncie pojawiła się nowa miłość, która być może nigdy by nie zaistniała, gdyby nie… upiorna sąsiadka. Nie ma więc tego złego, co by nadobne nie wyszło i chyba właśnie to zdanie, można uznać za motto przyświecające tej powieści.

Pisana prostym językiem, pozwalającym wczuć się w akcję, na chwilę stać się uczestnikiem wydarzeń, książka, to idealny zestaw na lato, który połączony ze słońcem, hamakiem i lemoniadą okaże się wakacyjnym strzałem w dziesiątkę. Poznając skomplikowane życie książkowej Agnieszki, odstresujecie się i zrozumiecie, że Wasze problemy to naprawdę pestka, w porównaniu z tym, co mogłoby Wam się przydarzyć. Duża dawka humoru i jedna wielka komedia pomyłek.
Troszkę trącące banałem, jednak na lato – jak znalazł.


piątek, 17 sierpnia 2012

Moja Wyspa Marzeń – Urszula i Radosław Lemańscy


Tytuł: Moja Wyspa Marzeń
Autor: Urszula i Radosław Lemańscy
Wydawnictwo: Drzewo Laurowe

ISBN: 978-83-62468-19-5
Liczba stron:
 109
Rok wydania:
 2011

Urszula i Radosław Lemańscy po raz kolejny czarują…
Nie, nie – żadnej magii. To pisarskie małżeństwo, jak żadne inne potrafi za sprawą swoich tekstów przypomnieć o sprawach najprostszych, a jednak najistotniejszych, bez użycia czarodziejskiej różdżki, bez trudnych zaklęć i mikstur wykonanych z dziwnych składników. A jednak coś ich z tym wszystkim łączy:  różdżką jest dla nich pióro, zaklęciami słowa, a miksturą – to wszystko plus wyobraźnia i serce zamieszane i podgrzane za sprawą niezwykłego ciepła, którym aż promieniują. Efekt? Sami skosztujcie!
W książce Moja Wyspa Marzeń, dedykowanej Oskarowi, Dawidowi, Kubie i Pawłowi,  autorzy bliżej przyglądają się pewnemu chłopcu, który jak to współczesne dzieci – marzyć potrafił jedynie o komputerach, czekoladzie, nowych grach. Po śmierci taty jego życie wywróciło się do góry nogami., a ukochana mama coraz częściej poddawała się smutkowi, wpadając w szpony mrocznej depresji. Poprawę miało przynieść przeniesienie się tej dwójki w inne miejsce. Wyjechali na wyspę, gdzie mama bohatera miała zastępować miejscowego lekarza, a tym samym zapomnieć o cierpieniu, przepracować żałobę, uporać się ze śmiercią najbliższej osoby i po raz kolejny zakosztować życia.
Michael i jego mama poznają na wyspie fascynujących ludzi – Pana Po, Dawida i innych. Choć początkowo ciężko odnaleźć im się w nowej rzeczywistości i przyjąć zwyczaje panujące w tym miejscu, szybko zapominają o swoim dawnym życiu, ucząc się żyć w zgodzie  z przyrodą i przypominając sobie i najskrytszych marzeniach – tych prawdziwych, mniej powierzchownych niż nowa gra.
Moja Wyspa Marzeń to piękna opowieść o przyjaźni, utracie, docenianiu otaczającego świata, ale nade wszystko – o poszukiwaniu własnej tożsamości zatraconej przez codzienną gonitwę. Wędrówka z bohaterami tej książki oducza ksenofobii, pokazuje, że „innych” nie trzeba się bać, że nie są oni groźniejsi od nas, a jedyne co nas różni, to kultura i zwyczaje – sprawy umowne.
Wszystko to napisane językiem przystępnym dla młodego czytelnika. Wciągająca fabuła, szereg wartości – to sprawia, że warto poznać tę publikację bliżej.

niedziela, 12 sierpnia 2012

Nieposkromiona dusza marzyciela - czy jeszcze ją posiadasz?

Tytuł: Adaś Marzyciel
Autor: Marcin Szelągowski
Wydawnictwo: Novae Res
Ilość stron: 28
Rok wydania: 2012
ISBN: 9788377222379




Czy ktoś kiedykolwiek zagroził Wam, że jeśli nie przestaniecie marzyć, to… zostaniecie uśpieni?
Czy kiedykolwiek mieliście obawę, że Wasze marzenia to jedynie efekt uboczny ciężkiej choroby, którą natychmiast należy zwalczyć, by uniknąć dalszych komplikacji zdrowotnych?

Taką diagnozę po wizycie u doktora Proktora i stwierdzeniu przez niego u chłopczyka choroby zwanej wiecznym marzycielstwem, usłyszał Adaś. Na szczęście wydało się, że był to cięty żarcik lekarza, jednak oficjalna terapia okazała się wcale nie być lepsza: bohaterowi przepisano receptę informującą o tym w jakich dawkach powinien codziennie przyjmować gwoździki, by pozbyć się tej groźnej choroby. W wypadku braku poprawy, lekarz przestraszył go terapią uderzeniową : łup-łup-łup.

Adaś Marzyciel, to króciutka historia chłopca, który nie pozwolił stłamsić swoich marzeń i za wszelką cenę starał się je ocalić. Z gwoździków zrobił lepszy użytek, niż ten zaplanowany przez jego opiekuńczą Babcię i doktora Proktora: stworzył arcydużą drabinę, prowadzącą wprost na Księżyc, gdzie oczekiwać miała na niego o wiele większa przygoda, przygoda dyktowana spełnieniem najskrytszych pragnień, w towarzystwie podobnych sobie osób.
Jeśli, podobnie jak Adasiowi, zdarza Wam się jeszcze patrzeć w niebo i snuć marzenia, nie dawajcie za wygraną! Dusza marzyciela jest w Was jeszcze do ocalenia, nie dajcie się poddać terapii uderzeniowej, którą funduje Wam współczesny świat, mamiąc pieniądzem i nakazując twardo stąpać po ziemi i, broń Boże, nie iść za głosem serca.
Ta króciutka historia, to mądra opowieść o tym, że za wszelką cenę powinniśmy dążyć do spełnienia swoich pragnień, bowiem tylko życie zgodnie z nimi, może zapewnić nam prawdziwe szczęście.
Wraz ze zrealizowanym marzeniem, przyjdzie sukces, a wraz z sukcesem, poczucie spełnienia i wszelkie potrzebne do życia środki. Wystarczy nie rezygnować i na przekór wszystkim zbudować swoją drabinę na Księżyc.
Polecam tę historię wszystkim marzycielom: i tym, którzy starannie pielęgnują swoje marzenia, trzymają pod korcem i za nic nie chcą ich uwolnić, jak i tym, którzy dążą do ich spełnienia, wytyczając sobie wciąż nowe cele. Każdy z Was znajdzie w tej bogato ilustrowanej książeczce odbicie siebie i swojego życia. 



niedziela, 18 marca 2012

126 dni na 'kanapie'. Motocyklem dookoła świata - Tomasz Gorazdowski


Elfowie i smoki! – powiadamo mojemu synowi. – Dla Ciebie i dla mnie ważniejsze są ziemniaki i kapusta.
(J.R.R. Tolkien, Władca pierścieni)


Ilu z nas nie marzyło kiedyś o tym, by całkowicie wyrwać się z szarej codzienności, zapomnieć o troskach czekających w domu i pracy, poddać się chwili i … wyjechać?
Wyjechać bez wcześniejszych długich przygotowań, podjąć decyzję całkowicie spontanicznie i nigdy jej nie żałować ani nie nosić w sobie poczucia winy. 

W dość podobny sposób na tolkienowskie „ziemniaki i kapustę” zareagował Tomasz Gorazdowski – człowiek radia od kilkunastu lat pozwalający się usłyszeć w radiowej Trójce. Poza pracą największą jego pasją są właśnie podróże, wyjazdy do krajów różniących się od naszej polskiej codzienności właściwie wszystkim.
Barwne życie Gorazdowskiego nigdy nie miało by smaku, gdyby nie jego odwaga i spontaniczność.
Wydawać by się mogło, że do wyprawy motocyklowej dookoła świata, należy przygotowywać się długie miesiące, jeśli nie lata. Załatwianie wiz, ubezpieczeń, sprawdzanie trasy, stosunków politycznych, możliwości noclegowych i zaplecza gastronomicznego – to tylko kilka spraw, na które należy zwrócić uwagę przed takim wyjazdem. Trudno wyobrazić sobie jak wiele czasu zajmuje dopięcie wszystkiego na ostatni guzik.
Nie dla Gorazdowskiego jednak takie numery! Decyzję o wyprawie motocyklowej podjął w jednej chwili – a chwila ta wydawała się być najwspanialszą w jego dotychczasowym życiu. Niewiele myśląc o tym, co trzeba będzie załatwić i jak wiele czasu to zajmie, zaproponował podróż koledze po fachu – Michałowi Gąsiorowskiemu. Jego spontaniczności dowodzi fakt, że w momencie podejmowania decyzji obaj panowie… nie mieli prawa jazdy na motocykl.
Ukrywając tę podstawową wiadomość przed pracodawcami wyszli z propozycją zrealizowania codziennej relacji z podróży na żywo, którą każdego ranka przekazywaliby radiowym słuchaczom.
Przełożeni pomysł zaakceptowali, sponsorzy również się znaleźli, a międzyczasie Gorazdowski i Gąsiorowski zdobyli potrzebne uprawnienia.
Byli gotowi do wyjazdu. Wtedy jeszcze wszystko jawiło się w jasnych barwach, wyjazd miał okazać się samą przyjemnością. Jak to jednak w życiu bywa, na trasie pojawiło się wiele trudności. Nie przesłoniły one jednak radości z odwiedzania kolejnych krajów i poznawania kolejnych kultur i zwyczajów.

Czytając tę publikację mamy niepowtarzalną okazję odwiedzić miejsca, w które wielu z nas nigdy nie dotrze w rzeczywistości. To nie tylko wędrówka po kartach książki, lecz wielka wyprawa marzeń ubogacona przepięknymi fotografiami.
Pisana żywym językiem relacja sprawia, że ma się wrażenie odbywania podróży wraz z autorami, ma się poczucie wspólnoty doświadczeń, poczucie bycia z nimi kolejno w każdym z opisywanych miejsc. To 21 tysięcy kilometrów skondensowanych na 287 stronach, które lepiej niż niejeden poradnik czy program rozrywkowy poprawiają samopoczucie i motywują do spełniania swoich największych marzeń. Książka Gorazdowskiego to dowód na to, że wszystko jest możliwe, jeśli tylko wystarczająco mocno pragnie się osiągnięcia wymierzonego celu. Niezapomniana lektura, niezapomniana przygoda. Obowiązkowa pozycja dla miłośników podróży, ale także dla wszystkich, którzy wciąż boją się przekroczyć własne granice.

Książka wydana jest bardzo starannie, przyciąga swoją kolorystyką i fakturą. Po jej otwarciu ze stronic ulatnia się zapach wszelkich potraw, które smakowali podróżnicy, słychać ich śmiechy, gwar odwiedzanych przez nich targów i miejscowości. Niesłychanie oddziałująca na zmysły, z wieloma sensualnymi opisami, które każą w trybie natychmiastowym zakosztować w przysmakach krajów, z których akurat czytamy relację.
Idealna pozycja dla każdego. Czy to obieżyświatów, czy domatorów – dzięki tej publikacji każdy na chwilę stanie się odkrywcą nowych lądów, bez konieczności przekraczania progu własnego mieszkania.

Gorąco polecam!



Recenzja napisana dla serwisu: