Pokazywanie postów oznaczonych etykietą majątek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą majątek. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 7 października 2014

Mała księżniczka- Frances Hodgson Burnett


Tytuł: Mała księżniczka
Autor: Frances Hodgson Burnett
Wydawnictwo: Egmont
ISBN: 9788323770633
Ilość stron: 291

Mała księżniczka, to moja ulubiona książka czasów dzieciństwa i wczesnego dorastania. Ja i Sara –  główna bohaterka –  spędziłyśmy ze sobą długie godziny, puszczając wodze fantazji i wzajemnie podnosząc się na duchu. Od tamtej pory żadna inna powieść nie miała tak silnego wpływu na moje postrzeganie rzeczywistości i przeżywanie codzienności. Nie będzie przesadą jeśli powiem, że to Francis Hodgson Burnett ukształtowała moją wyobraźnię i nadała jej ostateczny kształt, pokazując jak ogromną moc mają marzenia i czarowanie nieraz trudnej rzeczywistości, czyniąc ją lżejszą i piękniejszą.
Moje stare wydanie tej ksiązki jest zaczytane i pewnie gdyby nie twarda oprawa, dawno temu nie byłoby czego po niej zbierać – tak często ją wertowałam, tak wiele razy zaglądałam jej pod okładkę, by albo czytać od nowa, albo wyłuskiwać najważniejsze dla mnie momenty.
Wydawnictwo Egmont, wypuszczając na rynek wznowienie tej powieści, uczyniło mnie podwójnie szczęśliwą – spełniło moje marzenie, umożliwiając kolejny raz powrót do moich najbarwniejszych czasów czytelniczych, a także dając mi szansę na nowe odczytanie tej powieści – tym razem z perspektywy lat i doświadczeń.
Fakt, że wracając do niej znów świat wokół zawirował, a ja znalazłam się w samym centrum wydarzeń, podkreśla jedynie jej uniwersalność i ponadczasowy charakter. To jedna z tych książek, które nie tracą na aktualności i w ogóle się nie starzeją.
Mała księżniczka traktuje o Sarze Brewe – niepoprawnie zamożnej dziewczynce, która z dnia na dzień staje się bezdomną sierotą. Gdy bohaterka trafia do londyńskiego pensjonatu dla dziewczyn, ma wszystko: kochającego ojca, pokaźny majątek, sympatię otocznia, a przy tym wszystkim zachowała skromność i pokorę. Jej największą siłą była życzliwość wobec innych, których zawsze traktowała równo. Swoją postawą szybko zjednała sobie większość koleżanek, jedynie u niektórych stając się obiektem kpin. Sympatią nie darzyła jej także właścicielka pensjonatu, która jedynie z wyrachowania i świadomości wpływów ojca Sary, godziła się na jej w miarę przyzwoite traktowanie.
Wszystko zmieniła jednak nagła śmierć mężczyzny, pozwalająca zarówno pannie Minchin, jak i kilku nieprzyjaznym Sarze dziewczynkom na pokazanie prawdziwego oblicza.
Nic jednak nie było w stanie złamać tej dziewczynki o ogromnym harcie ducha, zdolnej każdą niedogodność życia zastąpić lub obłaskawić tym, co wyobrażone. Mimo dramatycznej zmiany sytuacji życiowej, Sara wciąż pozostawała tą samą pogodną i serdeczną osobą, budzącą we mnie podziw i nieopisany szacunek.
Cudowny język, typowy jedynie dla klasycznych opowieści, pełen wdzięku, niezwykle plastyczny i współgrający z ogólnym przekazem książki, czyni tę publikację na tyle wyjątkową, by wracać do niej nie raz, lecz wielokrotnie. To opowieść chwytająca za serce, która nikogo nie pozostawi obojętnym. Baśń dla dorosłych, w której zwycięża dobro i miłość, stanowiące podstawę piramidy wartości.
Burnett nadała jej wymiar dydaktyczny: mimochodem uczy ona bowiem szacunku do każdego człowieka, bez względu na jego status społeczny czy materialny, pokazuje, że każdy ma równe prawa.
Mała księżniczka to przede wszystkim afirmacja marzeń, podkreślenie ich wartości nie tylko dla uatrakcyjniania sobie codzienności, ale też dla radzenia sobie z przeciwnościami losu.

Wspaniała, niezwykła, zachwycająca. Synonimy mogłabym jedynie mnożyć: tę książkę musicie przeczytać! I basta.

wtorek, 1 kwietnia 2014

Botanika duszy – Elizabeth Gilbert


Tytuł: Botanika duszy
Autor: Elizabeth Gilbert
Wydawnictwo: Rebis
ISBN: 9788378184003
Ilość stron: 576
Cena: 39,90 zł
DZIŚ PREMIERA
Jeśli sięgając po kolejną książkę Elizabeth Gilbert, liczycie na lekturę lekką, do pochłonięcia w jeden wieczór – porzućcie te nadzieje!
Botanika duszy, jest bowiem powieścią, przez którą należy się przedzierać, niczym przez gąszcz roślin i mchów, którymi od lat zajmuje się rodzina Whittakerów, której losy są przedmiotem narracji.
Nie chodzi li o zagęszczenie literek, od których roi się na każdej stronicy, lecz o obfitość treści, nie do przeskoczenia, nie do powierzchownego i pobieżnego przyswojenia, lecz do niespiesznego zasymilowania.

Opowieść rozpoczyna wczesne dzieciństwo Henry’ego – chłopca, który wraz z ubogą rodziną żyje w otoczeniu ludzi bogatych i sam marzy o zdobyciu majątku. Cechuje go wyjątkowa pomysłowość, żywy umysł i zadziorność, która mogłaby przysporzyć mu wielu kłopotów, jednak to właśnie ona sprawia, że bohater znajduje się w miejscu, które na zawsze zmieni jego życie i da mu szansę na zdobycie odpowiedniego doświadczenia, znajomości i wiedzy.  Dzięki ogromnej determinacji i dużemu wysiłkowi włożonemu w bogacenie się, Henry szybko staje się najbardziej wpływowym i doświadczonym botanikiem, zdobywającym prestiż na całym świecie.
Swoją wiedzą i pasją zaraża on córkę – Almę, od najmłodszych lat zdolną rozpoznawać i badać najrzadsze okazy roślin. Dziewczynka dzięki wychowaniu rodziców, bardzo wcześnie zdobyła doskonałe wykształcenie, wyróżniające ją z towarzystwa, czyniąc z niej rozmówczynię godną śmietanki dorosłych.
Życie tej nieprzeciętnie inteligentnej, choć brzydkiej osoby zmienia się po raz pierwszy, gdy jej rodzice decydują się na adopcję Prudence – pięknej, lecz cichej i – zdaje się – głupiutkiej młodej damy, a po raz drugi, gdy na drodze dziewczyn stanie Rettta - trzpiotka, pragnąca zostać ich przyjaciółką, a reprezentująca zupełnie inny typ osobowości, wkradająca się do ich życia wraz z uśmiechem i radością.

Powieść ta obiera sobie za cel nie tylko przedstawienie burzliwych losów rodziny, słynącej z ogromnego doświadczenia w dziedzinie botaniki, lecz także wykorzystanie działań z nią związanych w opisie dusz głównych bohaterów. Tym co determinuje ich losy jest nauka, której  oddane są zarówno postaci pierwszoplanowe, jak i pojawiające się na ich drodze osoby, przechadzające się latami przez White Acre.
Z kart tej książki wyłania się obraz ludzi zdeterminowanych na realizowaniu raz obranych celów, dumnych i wciąż starających się udowodnić innym swoją wartość, do czego środkiem mają być dla nich dokonania naukowe.
Henry, to człowiek, który już we wczesnym dzieciństwie założył, że będzie bogaty i wpływowy, co starał się utrzymać do ostatniego dnia swojego długiego życia. Alma z kolei, jest kobietą pełną godności, która poprzez skupienie się na botanice, zgubiła gdzieś pragnienia duszy sfokusowane na innych sferach: nie zaznała prawdziwej zmysłowej miłości, wciąż oddając się nauce; nie zdołała zatrzymać mężczyzny, którego pokochała, bowiem ten zapałał uczuciem do kogoś innego.
Losy wszystkich bohaterów naznaczone są cierpieniem i co ważniejsze – ogromnym poświęceniem, o którym miała pojęcie jedynie służąca w White Acre – joker powieści, dzierżący wiedzę o wszystkim i o każdym, od lat wysłuchujący zwierzeń kolejnych bohaterów, drżących na samą myśl o tym, by przed innymi członkami rodziny ujawnić swoją słabość.
Najnowsza powieść Gilbert to prawdziwy rarytas do lektury powolnej, dokładnej, kojarzącej się z wieloletnimi badaniami głównych bohaterów. Przedzierając się przez kolejne stronice, dokonujemy analitycznej obserwacji ich egzystencji, do złudzenia przypominających godziny spędzone przez nich na eksploracji roślin. I choć podobnie jak w przypadku natury, efekty będzie widać dopiero po długim czasie, gwarantuję, że to dociekanie jest tego warte.
Polecam!

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Seria niefortunnych zdarzeń. Przykry początek i Gabinet gadów – Lemony Snicket


Tytuł: Seria niefortunnych zdarzeń. Przykry początek
Autor: Lemony Snicket
Wydawnictwo: Egmont
ISBN: 978-83-237-6122-8
Ilość stron: 175

Gdy kilka dobrych lat temu czytałam Serię Niefortunnych Zdarzeń, byłam oszołomiona i całkowicie kupiona przez autora. Lekturę zawsze kończyłam z wypiekami, z najwyższym zainteresowaniem śledząc losy rodzeństwa Baudelaire. Dziś, po latach, cykl ten nie robi na mnie już tak piorunującego wrażenia. Dlaczego? Być może to kwestia wieku, zmiany czytelniczych upodobań, sposobu myślenia i oczekiwań wobec książki, być może zaś (to jest chyba bardziej prawdopodobne) kwestia ponownej lektury, będącej próbą zmierzenia się z pamięcią o niezwykłych emocjach, towarzyszących pierwszemu z nim zetknięciu.

Wtedy, za pierwszym razem nie mogłam wyjść z podziwu dla rodzeństwa, które w obliczu tak wielu nad wyraz niefortunnych zdarzeń, potrafi zachować optymizm i bez mrugnięcia okiem przeć do przodu, dziś niezmiernie dziwi mnie, że po śmierci rodziców, utracie całego dobytku, traumatycznych przeżyciach u wuja Olafa i kolejnych,  trudniejszych doświadczeniach, Słoneczko, Wioletka i Klaus zdają się niczym nie przejmować. Ot, mają świadomość wagi doświadczeń, a jednak przechodzą nad nimi do porządku dziennego bez dłuższego zastanowienia i rozpaczy (czy nawet smutku!). Można zrzucić to na karb dziecięcej naiwności i łatwości w akceptowaniu spadających na nas doświadczeń, można zaś doszukiwać się braku autentyczności i bogactwa przeżyć, a tym samym irytować się wielością dotykających ich niefortunności i każdorazowo podobnej reakcji z ich strony. Jedynym, co zmusza rodzeństwo do działania wydaje się strach przed żądnym ich majątku wujkiem Olafem, którego ci żadną miarą nie potrafią się pozbyć.

Seria Lemony’ego Snicketa ma oczywiście trzynaście pechowych tomów. Na ich kartach, sieroty zmagają się z trudnymi doświadczeniami, brakiem ufności ze strony dorosłych, pobłażliwością, niechęcią z podziwu godną niezłomnością. Z każdej opresji wychodzą obronną ręką, demaskując zło.

Tom pierwszy – Przykry początek – to akt pierwszy niefortunności toczących życie rodzeństwa. Oto dowiadują się oni o śmierci swoich rodziców w wyniku pożaru domu, niszczącego cały ich dobytek. Według rozporządzeń zmarłych opiekunów, dzieci mają trafić pod dach członka rodziny, a odziedziczonym majątkiem będą mogli rozporządzać w momencie osiągnięcia pełnoletniości.
Tak się składa, że jedyną osobą należącą do rodziny i zamieszkującą okolicę jest Hrabia Olaf – surowy, wymagający ponad miarę aktor trupy teatralnej, u której chce zyskać poklask i najwyższe honory. W opiece nad sierotami widzi on jeden cel: zagarnięcie majątku. Nie sili się więc na żadne uprzejmości, lecz zapędza dzieci do katorżniczej pracy, nie dając im nawet chwili na odpoczynek. Sam w tym czasie snuje plany dotyczące przejęcia tego, co jak sądzi, prawnie mu się należy.
By ocalić siebie i swój dobytek, rodzeństwo będzie musiało się wykazać ogromną pomysłowością i natychmiastowym działaniem. Na zaplanowane akcje nie będzie czasu, bowiem wuj zawsze znajdzie się krok przed nimi, odgadując ich kolejne posunięcia i skutecznie im przeciwdziałając.




Tytuł: Seria niefortunnych zdarzeń. Gabinet gadów
Autor: Lemony Snicket
Wydawnictwo: Egmont
ISBN: 9788323761235
Ilość stron: 208


Gdy wydaje się, że wszystko dobrze się skończy, wkraczamy w scenerię tomu drugiego – Gabinetu gadów.

Oto dzieci po ciężkich doświadczeniach z wujem (który notabene, zamiast zostać skazany, ucieka) trafiają do innego członka rodziny – doktora Montgomery’ego Montgomery’ego, wielkiego miłośnika gadów, jednego z ludzi należących do Towarzystwa Herpetologicznego, który planuje właśnie wyjazd do Peru, a także prezentację swojego najnowszego gadziego odkrycia – Niewiarygodnie Jadowitej Żmii.
Choć początkowo wydaje się, że to kolejne kiepski opiekun, szybko okazuje się, że wuj to człowiek do rany przyłóż: opiekuńczy, dbający o rozwój i komfort dzieci, spełniający ich prośby, otwarty na propozycje, zachęcający do pozyskiwania przez nich wiedzy i doświadczeń.
Niestety, wszystko zmienia się, gdy dołącza do nich pomocnik Stefan, który wcale nie jest tym za kogo się podaje, a dzieciom po raz kolejny nikt nie chce uwierzyć.

Dwie krótkie książeczki, a tyle wydarzeń! Aż strach pomyśleć co będzie dalej.
Lemony Snicket buduje świat daleki od dziecięcych wyobrażeń od sielskości i dobra zwyciężającego nad złem – jego książki nie są jednoznaczne, wyrywają się schematom, nie prowadzą do oczekiwanych rozwiązań, lecz zawsze wprowadzają nutę niepokoju, którą autor należycie podsyca. Wraz z ilustratorem Brettem Helquistem stworzyli serię głęboko zapadającą w pamięć, właśnie na skutek wyrwania z okowów przewidywalności fabularnej. Tutaj jedyne co możemy przewidzieć to to, że będzie coraz gorzej. Jeśli lubicie więc szczęśliwe zakończenia – tu ich nie uświadczycie.


W zamyśle nie jest to seria radosna – wręcz przeciwnie. Każdy kolejny tom, mimo pozornych wyjść z opresji, jest jedynie zaczątkiem do wpadnięcia w kolejne tarapaty. Baudelaire’owie wikłają się kolejne nieszczęścia, ich życie toczą same przykrości, a jedyne chwile radości muszą pielęgnować w pamięci, jak największe skarby, bo pewnym jest, że ich los lada moment się odmieni. Autor podejmuje grę z czytelnikiem, w której proponuje mu rezygnację z tej konkretnej lektury na rzecz książek weselszych, tym samym intrygując i zachęcając do czytania tejże właśnie serii, żadnej innej. Wszak wesołości na rynku co niemiara i trudno już ją zliczyć. A nieszczęścia – wiadomo – chodzą parami, chyba że jest się rodziną Baudelaire – wówczas trzynastkami. Warto się im przyjrzeć, by uniknąć podobnych doświadczeń.
Gotowi na serię niefortunnych zdarzeń?