Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyobraźnia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyobraźnia. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 7 października 2014

Mała księżniczka- Frances Hodgson Burnett


Tytuł: Mała księżniczka
Autor: Frances Hodgson Burnett
Wydawnictwo: Egmont
ISBN: 9788323770633
Ilość stron: 291

Mała księżniczka, to moja ulubiona książka czasów dzieciństwa i wczesnego dorastania. Ja i Sara –  główna bohaterka –  spędziłyśmy ze sobą długie godziny, puszczając wodze fantazji i wzajemnie podnosząc się na duchu. Od tamtej pory żadna inna powieść nie miała tak silnego wpływu na moje postrzeganie rzeczywistości i przeżywanie codzienności. Nie będzie przesadą jeśli powiem, że to Francis Hodgson Burnett ukształtowała moją wyobraźnię i nadała jej ostateczny kształt, pokazując jak ogromną moc mają marzenia i czarowanie nieraz trudnej rzeczywistości, czyniąc ją lżejszą i piękniejszą.
Moje stare wydanie tej ksiązki jest zaczytane i pewnie gdyby nie twarda oprawa, dawno temu nie byłoby czego po niej zbierać – tak często ją wertowałam, tak wiele razy zaglądałam jej pod okładkę, by albo czytać od nowa, albo wyłuskiwać najważniejsze dla mnie momenty.
Wydawnictwo Egmont, wypuszczając na rynek wznowienie tej powieści, uczyniło mnie podwójnie szczęśliwą – spełniło moje marzenie, umożliwiając kolejny raz powrót do moich najbarwniejszych czasów czytelniczych, a także dając mi szansę na nowe odczytanie tej powieści – tym razem z perspektywy lat i doświadczeń.
Fakt, że wracając do niej znów świat wokół zawirował, a ja znalazłam się w samym centrum wydarzeń, podkreśla jedynie jej uniwersalność i ponadczasowy charakter. To jedna z tych książek, które nie tracą na aktualności i w ogóle się nie starzeją.
Mała księżniczka traktuje o Sarze Brewe – niepoprawnie zamożnej dziewczynce, która z dnia na dzień staje się bezdomną sierotą. Gdy bohaterka trafia do londyńskiego pensjonatu dla dziewczyn, ma wszystko: kochającego ojca, pokaźny majątek, sympatię otocznia, a przy tym wszystkim zachowała skromność i pokorę. Jej największą siłą była życzliwość wobec innych, których zawsze traktowała równo. Swoją postawą szybko zjednała sobie większość koleżanek, jedynie u niektórych stając się obiektem kpin. Sympatią nie darzyła jej także właścicielka pensjonatu, która jedynie z wyrachowania i świadomości wpływów ojca Sary, godziła się na jej w miarę przyzwoite traktowanie.
Wszystko zmieniła jednak nagła śmierć mężczyzny, pozwalająca zarówno pannie Minchin, jak i kilku nieprzyjaznym Sarze dziewczynkom na pokazanie prawdziwego oblicza.
Nic jednak nie było w stanie złamać tej dziewczynki o ogromnym harcie ducha, zdolnej każdą niedogodność życia zastąpić lub obłaskawić tym, co wyobrażone. Mimo dramatycznej zmiany sytuacji życiowej, Sara wciąż pozostawała tą samą pogodną i serdeczną osobą, budzącą we mnie podziw i nieopisany szacunek.
Cudowny język, typowy jedynie dla klasycznych opowieści, pełen wdzięku, niezwykle plastyczny i współgrający z ogólnym przekazem książki, czyni tę publikację na tyle wyjątkową, by wracać do niej nie raz, lecz wielokrotnie. To opowieść chwytająca za serce, która nikogo nie pozostawi obojętnym. Baśń dla dorosłych, w której zwycięża dobro i miłość, stanowiące podstawę piramidy wartości.
Burnett nadała jej wymiar dydaktyczny: mimochodem uczy ona bowiem szacunku do każdego człowieka, bez względu na jego status społeczny czy materialny, pokazuje, że każdy ma równe prawa.
Mała księżniczka to przede wszystkim afirmacja marzeń, podkreślenie ich wartości nie tylko dla uatrakcyjniania sobie codzienności, ale też dla radzenia sobie z przeciwnościami losu.

Wspaniała, niezwykła, zachwycająca. Synonimy mogłabym jedynie mnożyć: tę książkę musicie przeczytać! I basta.

czwartek, 2 października 2014

Labirynt Śniących Książek – Walter Moers


Tytuł: Labirynt Śniących Książek
Autor: Walter Moers
Wydawnictwo: Publicat
ISBN: 9788324591244
Ilość stron: 384
Gdy kilka lat temu zajrzałam do jednego z najcudowniejszych i najbardziej wartych odwiedzenia fantastycznych światów – Camonii – przepadłam i pokochałam go miłością taką, na jaką stać jedynie mola książkowego, zdolnego pojąć czym Miasto Śniących Książek może być i czym jest – spełnieniem wszystkich marzeń o świecie idealnym.
Rzeczywistość utkana przez Waltera Moersa, obdarzonego nieopisanie plastyczną wyobraźnią, której projekcje przelane na papier, są w stanie oczarować, uwieść i całkowicie opętać czytelnika to uniwersum, o istnieniu którego każdy lubujący się w spijaniu liter z powieści, prędzej czy później zamarzy. Przestrzeń, w której chciałoby się być, namalowana słowami tak misternie, że momentami ma się wrażenie całkowitego zespolenia z bohaterami i stania się jednym z nich – tych zakochanych w księgach bibliofilach, specjalizujących się w czytaniu, pisaniu i sprzedawaniu tego co napisane.
Gdy tylko (z nieukrywanym smutkiem i żałością) opuściłam Miasto Śniących Książek, które spłonęło niemalże na mych oczach, niosąc smród spalenizny i rozrzucając tlące się jeszcze skrawki papieru po całym moim świecie na długo po wydarzeniach opisach w powieści, gdzieś w sercu wciąż tliła się nadzieja, że może jednak coś ocalało, że Moers nie pozwoli swoim bohaterom na tak marny koniec, jasno i precyzyjnie sugerujący zagładę kultury czytania i książek. Nie chciałam i nie mogłam się z tym pogodzić. Podejrzewam, że w swoich pragnieniach nie byłam odosobniona – miliony czytelników na całym świecie chciało znów znaleźć się w Camonii, kolejny raz kroczyć labiryntem jedynym w swoim rodzaju i rozkoszować się trwaniem w objęciach Orma.
Wydawało się jednak, że jest to sprawa przegrana i podczas gdy wszyscy pogrążeni byli w żałobie po tym niezwykłym mieście, niezauważony przez nikogo, Książę Cieni powrócił.
Zapytacie: jak to możliwe? Przecież spłonął! Nikt nie jest w stanie powrócić z zaświatów, nawet on! Dla Moersa jednak nie ma nic niemożliwego.
Tworząc Labirynt Śniących Książek, odpowiedział on na głosy fanów i dokonał niewykonalnego – powrócił do życia utraconych, zdawałoby się, bohaterów i po raz kolejny zaprosił do miasta, w którym najważniejsza jest literatura.
Wraz z Hildegunstem zwabionym do Księgogrodu tajemniczym listem, będziemy kroczyć po dwustu latach od ostatnich wydarzeń odbudowanym i na tyle na ile było to możliwe, odrodzonym miastem, który po doświadczonej tragedii stał się siedliskiem jeszcze większych dziwów i kuriozów, np. książek do kupowania w plasterkach niczym kiełbasę. Chociaż dawna świetność już minęła, jego mieszkańcy nadali mu zupełnie nowego znaczenia, wykorzystując to, co pozostało. Jedną z moich ulubionych postaci jest ”gazeta na nóżkach” – cśś. Więcej nie zdradzę.
Książka ta uświetniona jest arcypięknymi szkicami, pobudzającymi wyobraźnię i prowokującymi wzdychania z tęsknoty za światem marzeń, a przewodnik w postaci nieco styranego już i osławionego Rzeźbiarza Mitów, kręcącego się po znanym, a jednak nieco obcym świecie, potęguje wrażenie zagubienia i ponownego uczenia się tego, co zostało utracone, a tym samym pozwala nam na odnowienie przyjemności z kroczenia niezbadanymi wciąż terenami Księgogrodu.
Tym razem częściej niż do antykwariatów, zaglądać będziemy wraz z narratorem do teatrów, wykorzystujących dość niecodzienne formy przekazu i stymulowania wyobraźni. To one staną się nauczycielami historii i strażnikami przeszłości.
By jeszcze bardziej niż po ostatnim zakończeniu podenerwować czytelnika, Moers uciekł się do klasycznego cliffhangera – zawiesił akcję tam, gdzie powinna się dopiero rozpoczynać, każąc w mękach czekać na kontynuację.  Pozostaję pod wielkim czarem jego talentu, bałwochwalczo wręcz chwalę go za wyrażenie wszystkiego tego, co siedzi w głowach czytelniczych moli, pragnących wziąć Hildegunsta pod ramię i wraz z nim udać się do Księgogrodu. Autor nie zrezygnował z literackich zagadek, znajdujących się w nazwiskach bohaterów, będących anagramami, tworząc tym samym coś na wzór własnego camońskiego języka. Strona lingwistyczna zdecydowanie wskoczyła na wyższy poziom niż ostatnio – wpadek składniowych rzucających się cieniem na poprzednią część tutaj nie uraczycie.
Autor bawi się konwencjami, co rusz puszcza do czytelnika oko, licząc na jego oczytanie.
Czym większą wiedze na temat literatury macie – tym przyjemność płynąca z lektury będzie większa. Jestem ciekawa, czy jest na świecie choć jeden człowiek, który zdołał wychwycić wszystkie intertekstualności i zagadki. Ta książka, to prawdziwy labirynt dopracowany w każdym calu, przemierzanie którego jest gwarancją przedniej zabawy.
Piękne wydanie to jedynie skrawek cudowności, jakie kryje w sobie ta publikacja – KONIECZNIE sięgajcie!  Ja, jak wszystkim co stworzył Moers, jestem urzeczona. Wyborny tekst, łączący gatunki, mieszający style, stymulujący wyobraźnię!


Brawa – dla narratora, dla tłumacza i dla tłumaczki tłumaczącej tłumacza – wspaniała robota!

Inne książki Moersa:


http://shczooreczek.blogspot.com/2013/03/bibliofilska-arkadia-miasto-sniacych.html?q=moershttp://shczooreczek.blogspot.com/2013/09/walter-moers-kot-alchemika.html?q=moers


czwartek, 13 lutego 2014

Tajemnica Pani Ming - Eric Emmanuel Schmitt


Tytuł: Tajemnica Pani Ming
Autor: Eric Emmanuel Schmitt
Wydawnictwo: Znak literanova
ISBN: 978-83-240-2514-5
Ilość stron: 90
Cena: 23,90 zł

Tajemnica Pani Ming to książka wpisywana w cykl Opowieści o Niewidzialnym, w skład którego wchodzą także Oskar i Pani Róża, Dziecko Noego, Zapasy z życiem oraz Ibrahim i Kwiaty Koranu, a także buddyjska przypowieść o Milarepie.

Pani Ming, to kobieta pracująca w męskiej toalecie w Grand Hotelu w Yunhai. W Chinach, gdzie mężczyźni uznawani są za prawdziwy dar, praca ta sprawia wrażenie zawodu o wysokiej randze. Kobieta czuje się przez nią wyróżniona tak silnie, jak gdyby dostąpiła najwyższego zaszczytu.
Nie wykonywana czynność stanowi o wyjątkowości Pani Ming.
Ta Chinka, to kobieta wykazująca się niezwykłą serdecznością i otwartością.
Niektórych może (i z powodzeniem to robi!) denerwować, bowiem na każde pytanie znajduje natychmiastową odpowiedź, nierzadko mającą charakter sentencjonalny.
Na wielu gościach sprawia wrażenie zarozumiałej i zbyt wylewnej – nie każdy odczuwa bowiem potrzebę wysłuchiwania prywatnych wynurzeń pracownika toalety.
Gdy pewnego dnia na drodze Pani Ming staje główny bohater - Francuz, ich losy splatają się ze sobą na długo, tworząc charakterystyczny stopień zażyłości.
On, uciekając do toalety z nudnych spotkań branżowych szuka schronienia, ona zaś znajduje w nim cierpliwego słuchacza opowieści o dziesięciorgu dzieci, który zdaje się przymykać oko na jej nadmierne folgowanie wyobraźni.
Choć początkowo jej wypowiedzi bardzo go denerwowały (wszak w Chinach dopuszczalna ilość dzieci to jedno, a każde kolejne karane jest wysoką grzywną), zaczął dostrzegać w nich nieszkodliwe szaleństwo, które czyni ją szczęśliwą.

Pani Ming bowiem, opowiadając losy swoich wyimaginowanych dzieci Europejczykowi, płonie prawdziwą miłością, która promieniuje z jej oczu. Zafascynowany mężczyzna wysłuchuje więc z wielką wyrozumiałością losów dzieci, które choć wyobrażone, sprawiają wrażenie nad wyraz realnych. Jej zwierzenia często stają się pretekstem do rozmów o życiu mężczyzny, który po czasie decyduje się na odkrycie sekretu skrywanego przez Panią Ming, okaże się jednak, że to sprawa wcale niełatwa.

Pod płaszczykiem błahej historii, Schmitt przekazuje o wiele więcej: stawia pytania o znaczenie prawdy i kłamstwa, o ich przyczynę, przywiązywanie wagi do pozorów, alegorycznie przedstawia losy kobiety, które skrywają coś znacznie więcej, niż wskazywałaby pierwsza, powierzchowna lektura. To rzeczywiście opowieść o niewidzialnym, niedostrzegalnym na pierwszy rzut oka i skrywanym głęboko.

Choć jest to historia warta uwagi, w moim odczuciu znacznie odstaje od pozostałych tekstów wpisujących się w cykl: brakuje w niej pierwiastka Schmitta, tego nieuchwytnego uwodzenia, które nawet nad najprostszym zdaniem każe się zatrzymać, zmuszając do refleksji.
Tajemnica Pani Ming może dla wielu okazać się lekturą zupełnie bezrefleksyjną i… przeciętną. Wszystko zależy od tego, na ile zaufamy tajemniczej Pani Ming.
Ja, choć przykro to stwierdzać, zaufałam chyba niewystarczająco....

sobota, 18 stycznia 2014

Na szczęście mleko – Neil Gaiman


Tytuł: Na szczęście mleko
Autor: Neil Gaiman
Wydawnictwo: Galeria Książki
ISBN: 9788364297090
Ilość stron: 160

Neil Gaiman dotąd znany był mi z tekstów takich jak, Koralina, Nigdziebądź, Amerykańscy bogowie, Ocean na końcu drogi.
Na szczęście mleko to pisana z myślą o dzieciach i młodzieży książeczka, utrzymana w podobnej konwencji, co teksty dla dorosłego czytelnika.
Oto mama dwójki dzieci wyjeżdża na konferencję, podczas której głosić będzie referat o jaszczurach. W tym czasie opiekę nad pociechami sprawować ma ich tata, który został dokładnie poinstruowany o tym, co należy zrobić pod jej nieobecność. Na szycie listy znajdował się zakup mleka, z czym tato niestety zwlekał. Gdy rano okazuje się, że dzieci nie mają z czym zjeść płatków śniadaniowych, mężczyzna udaje się na misję w celu pozyskania nieobecnego produktu.
Jego wyjście do sklepu bardzo się jednak przedłużało. Tak bardzo, że rodzeństwo zdążyło już czytać książki, bawić się dinozaurami, leżeć nogami do góry, rysować, grać w ping-ponga, korzystać z komputera i tak dalej, i tym podobne.
Gdy tato w końcu wrócił, na dzieci czekała niesłychana historia. Mężczyzna twierdzi bowiem, że został uprowadzony przez kosmitów, a to było jedynie początkiem jego niewiarygodnych przygód. Heroicznie walczył o mleko z bogami dżungli, niebiańskim potworem, piratami, wumpirami, policją galaktyczną [a tutaj sędzia Rexx, funkcjonariusz Pterry, sierżant Diplo, agent Anyklo i inni przedstawiciele dinozaurów].
Podczas owej potyczki rzucany był z miejsca na miejsce: podróżował w czasie, kilka razy otarł się o śmierć, musiał wykazać się niebywałą wprost odwagą i pomysłowością.

Opowieści jego słuchały dzieci z zainteresowaniem, ale i niedowierzaniem. Miały bowiem pewne prawo sądzić, że wszystko to jest jedynie wytworem wybujałej fantazji ojca. Dlaczego? Tego już nie zdradzę…:)

Gaiman tworząc opowieść o podróżach w czasie, dinozaurach, antycznych bogach i innych barwnych postaciach, zakończył najlepszy w swojej twórczej karierze rok wydawniczy.

Jego książka bawi i zaciekawia. Choć czytając, wiemy, że to, co dzieje się na kartach książki jest jedynie owocem pracy w laboratorium wyobraźni,  zostajemy wessani przez narrację tak intensywnie, że sami mamy wrażenie podróżowania w czasie.
Stajemy na szczycie buchającego wrzącą lawą wulkanu, toczymy potyczki z międzygalaktycznymi policjantami, umykamy przed żądnymi zagłady Ziemi kosmitami i ciągle, raz po raz, folgujemy rozbuchanej imaginacji.

Książkę wzbogacają utrzymane w tonacji czarno-białej ilustracje Chrisa Riddella, grafika, który – jak wspomina – „tworzy z natury”J  Jego projekty są bardzo sugestywne i przemawiające do wyobraźni. Bogate w szczegóły, portretują nawet charaktery i sposób zachowania opisywanych postaci. Moi ulubieni bohaterowie, to zdecydowanie nierozgarnięci piraci, których należało dopiero uczyć obyczajów, panujących na statku.
Świetna historia, za nic sobie mająca linearność i ciągłość.
Gdyby tak każdy z nas potrafił tłumaczyć się ze swoich spóźnień w podobny sposób, co tata dwójki rodzeństwa, oczekującej na mleo, żyłoby nam się o wiele ciekawiej.

Polecam!

środa, 16 października 2013

Jonathan Strange i Pan Norrell - Susanna Clarke


Tytuł: Jonathan Strange i Pan Norrell
Autor: Susanna Clarke
Wydawnictwo: MAG
ISBN: 9788374802772
Cena: 59 zł
Ilość stron: 780


Seria Uczta Wyobraźni, to dla mnie gwarancja literatury fantastycznej, przy której spędzę naprawdę dobry czas. Sięgam po nią bez namysłu, wielokrotnie bowiem zostałam zaskoczona fenomenalnymi pomysłami twórców, których publikacje ukazują się w ramach tejże.

Sutanna Clarke przenosi nas do Europy w początkach XIX wieku, gdzie Napoleon zaprowadza nowy porządek.
W tym samym czasie, w Anglii, w każdą trzecią środę miesiąca, gromadzą się adepci magii, którzy nie tyle ją praktykują, ile zapamiętale studiują poświęcone jej księgi.
Dochodzą ich jednak słuchy o tajemniczym Gilbercie Norrellu, który jako jeden z nielicznych zajmuje się magią w praktyce, a oprócz tego jest posiadaczem imponującego księgozbioru wypełnionego magicznymi księgami. Zaniepokojeni dżentelmeni decydują się na spotkanie z owym magiem, co okazuje się pomysłem zupełnie nietrafionym. Podstępny Norrell zdobywa bowiem tytuł jedynego maga królestwa i wraz z przyjacielem, niejakim Jonathanem Strangem doprowadza do odrodzenia tajemnej sztuki magii. Wieść o potędze Norrella zatacza coraz szersze kręgi i szybko bohater zostaje zobligowani do wsparcia Anglii w walce przeciwko Napoleonowi. Magia ma jej zapewnić pewne zwycięstwo.

Mimo że początkowo nie jest on traktowany poważnie, do jego rozgłosu przyczynia się przywrócenie do życia narzeczonej sir Waltera Pole’a. Wydarzenie to staje się przełomowym dla maga rządnego sławy i uznania oraz respektu.

Współpraca Norrella i Strange’a początkowo układa się pomyślnie, szybko jednak dochodzi do komplikacji, na skutek których ten drugi postanawia odłączyć się od swojego mistrza i działać na własną rękę. Norrell nie pozostawia sprawy bez odwetu – knuje przeciwko Strange’owi, chcąc dowieść, że jedynie on jest w mocy parać się prawdziwą magią.

Czytelnicy mają okazję śledzić losy tych dwu barwnych postaci, a wielowątkowość fabuły będzie jedynie podkreślać złożoność spraw magicznych. Losy tej dwójki składają się na powieść niebywale rozbudowaną, rozrastającą się w nieprzewidzianych kierunkach.  Clarke obdarowuje swojego czytelnika historią tyleż długą, co frapującą. Każdy epizod urasta tutaj do rangi osobnej historii o wielkim znaczeniu, czyniąc opowieść arcyciekawą.

Zachwyciła mnie drobiazgowość Clarke i jej pieczołowitość w dbaniu o szczegóły. To one w dużej mierze decydują o oryginalności tej powieści i jej wielkiej sile oddziaływania.

Co wydaje się może nieco niewiarygodne – te wszelkie drobiazgi i błahostki okazują się ważne i konieczne, na co dowód otrzymamy w zwieńczeniu powieści.
Choć jest to powieść fantastyczna, nie brakuje w nie odwołań do wydarzeń historycznych, licznie opisywanych na kartach tej obszernej książki. To taka nieco posępna, nieco tajemnicza, baśniowa opowieść, wobec której nikt nie pozostanie obojętny. Niezwykle ważnym elementem są  w niej liczne przypisy.
Co zwraca uwagę to pietyzm z jakim pisarka oddała różnice charakterologiczne postaci.
Za sprawą tej powieści powołała ona do życia całą plejadę barwnych osobowości, stanowiących ogromny plus tej książki. To oni nadają jej smaczku i specyfiki.

Clarke posiadła niebywały dar operowania słowem, ona to, podobnie jak powołani przez nią do życia bohaterowie – czaruje, a efekt jej magicznych zdolności mamy okazję czytać i nim się zachwycać.

Polecam.

poniedziałek, 30 września 2013

Sklepy cynamonowe – Bruno Schulz


Tytuł: Sklepy cynamonowe
Autor: Bruno Schulz
Wydawnictwo: MG
ISBN: 9788377791219
Ilość stron: 256
Cena: 34,90 zł


Pisanie recenzji Sklepów cynamonowych Brunona Schulza, to zadanie zgoła karkołomne, co do którego nie czuję się w pełni predysponowana, toteż recenzji nie będzie. Będzie za to opinia – subiektywna, pozbawiona mądrości znawcy i czujnego krytycznego oka, będzie opisem przeżyć lekturowych człowieka zafascynowanego tą wyjątkową twórczością, aczkolwiek świadomego, że o owym zbiorze opowiadań pisało już tak wiele znamienitych nazwisk, że nieprawdopodobnością byłoby dodanie czegoś znaczącego od siebie.

Bruno Schulz – urodzony w Drohobyczu, polski prozaik żydowskiego pochodzenia, grafik, malarz, rysownik i krytyk literacki. Wydaje się, że wszystkie te talenty i zdolności połączone zostały w jedno w najnowszym wydaniu jego najpopularniejszego zbioru opowiadań, pisanego pierwotnie jako postscriptum do korespondencji z Deborą Vogel.
Akcja usytuowana jest w miasteczku do złudzenia przypominającym rodzinne strony autora. Różni je jedynie pewna fantasmagoryczność, efemeryczność i przebiegłość rzeczy martwych do płodnego tworzenia nowych przejść uformowanych w miejski labirynt -  nie do pokonania pod osłoną nocy.
Postacią najważniejszą i dominującą jest Ojciec – łącznik pomiędzy światem iluzorycznym a realnym, mężczyzna stąd, a jednocześnie nie stąd. Bohaterów ów wymyka się wszelkim klasyfikacjom, jest tak samo złudny, jak i cały świat, w który został wtłoczony. Ojciec to kupiec, poważany i znany w mieście, mający jednak pragnienie wznioślejsze – chce być demiurgiem, kreatorem i stworzycielem nowego, co obficie klaruje w swoim monologu o manekinach, jednym z najbardziej rozpoznawalnych opowiadań tomu.
Postacią nieco mniej widoczną, a jednak ogromnie ważną jest narrator – młody chłopiec, oczyma którego śledzimy eksperymenty i wariactwa Ojca, a także jego własne wędrówki zwodniczymi ulicami miasteczka.
Schulz to mistrz metafory, eksperymentator pracujący na przenośniach, na nich budujący całą sieć powiązań. To właśnie one, jako druzgocąco przeważający środek stylistyczny, wpisują się w zamysł autorski i sprawiają, że Sklepy cynamonowe istnieją jako świadectwo bogactwa językowego i obfitości zwrotów dawno wypartych z oficjalnego obiegu.
To właśnie strona lingwistyczna sprawia, że lektura tej książki jest doświadczeniem odurzającym, przypominającym narkotyczny trans, senne miraże. Zacieranie granic snu i jawy, sprawia że czytelnik (ja) porusza się jakby we mgle – otumaniony mnogością doświadczeń bombardujących zmysły, ospały i upojony kapitalnym doświadczeniem całkowitego wchłonięcia przez świat przedstawiony.

Schulz swoją zdolność malowania przenosi nie tylko na płótno, ale i na papier – jego pociągnięcia piórem mają moc oddziaływania smagnięcia pędzlem – wszystko, każde słowo, każda sceneria jest nie tyle napisana, co namalowana, delikatnie rozmyta, podobnie jak kontury postaci zdobiących to wydanie.
Wyobraźnia autora jest nieposkromiona, wybujała i tak niepowtarzalna, że nie sposób mówić o niej inaczej jak tylko w kategoriach oniryczności. Wszystko, co przelał na papier jest umowne, ulotne i unikalne. Jego świat przepoczwarza się na naszych oczach, zmienia, tworząc panoramy świeże i chwilowe, a przy tym sprawiając, że książka ta jest przeznaczona do lektury wielokrotnej: każdorazowo znajdziemy się w innej scenerii, w nowej przestrzeni, zawsze do złudzenia przypominającym Drohobycz, ale właśnie – będącej li jedynie halucynacją.

Polecam.