Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przebaczenie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przebaczenie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Zagubione niebo – Katarzyna Grochola


Tytuł: Zagubione niebo
Autor: Katarzyna Grochola
Wydawnictwo: Literackie
ISBN
: 978-83-08-05359-1
Ilość stron: 308
Cena: 36,90 zł


Zagubione niebo, to pierwszy przystanek na mojej drodze z Katarzyną Grocholą. Dotąd jej książki nie były dla mnie lekturą obowiązkową i w tej kwestii niewiele się zmieni, jednak – stanowią bardzo dobrą propozycję na letnie dni. Publikacja ta, to zbiór opowiadań, które doskonale sprawdzą się podczas odprężających dni na ogródku czy plaży. Tematem wiążącym wszystkie teksty w nim zawarte jest miłość – szczęśliwa, nieszczęśliwa, spełniona, spóźniona, przypadkowa, od pierwszego wejrzenia, dojrzała, szczenięca, zdolna do poświęceń, przejęta trwogą. Grochola maluje słowami całą paletę jej odcieni, podkreślając jak różne ma oblicza, jak przedziwnie może się objawiać i jak niespodziewanie może nas dotykać.
Każde z zawartych w tym zbiorku opowiadań, pozwala na ponowne zaufanie i odkrycie miłości, otaczającej nas ze wszystkich stron. Grochola nie raz sięga po świadectwa miłości bolesnej, pokazując tym samym, że nie jest ona jedynie słodkim dodatkiem do życia, lecz nierzadko tą jego częścią, która rani i zdolna jest całkowicie je odmienić. Autorka nie stara się pokazać jej nieprawdziwego oblicza – dąży raczej do ukazania jej wielkowymiarowości. Tym co niewątpliwie stanowi o wartości tego zbioru opowiadań, jest ich pochodzenie – ukazywały się one bowiem przez lata na łamach gazet dziś już zapomnianych. Zagubione niebo odświeża i zbiera w całość to, co Grochola kiedyś już powiedziała, a co po latach wciąż ma tę samą moc oddziaływania i uniwersalny wymiar. Świat się zmienia, ludzkie uczucia i sposób reagowania na nie – wcale. I o tym właśnie jest ta książka. O miłości, dobroci zdolnych się objawić w każdym wieku, o każdej porze, bez względu na nasze wcześniejsze doświadczenia. Grochola bierze czytelnika za rękę i prowadzi go przez świat sukcesów, porażek, spełnień i rozczarowań. Pokazuje samo życie i człowieczą zdolność do wybaczania, zapominania, brania odpowiedzialności za siebie i innych, umiejętność radzenia sobie z cierpieniem.
Bohaterowie jej piętnastu opowiadań, to prości ludzie, których życie nie oszczędza: wielu czytelników i czytelniczek odnajdzie w nich samych siebie i swoje rozterki. To właśnie te elementy sprawiają, że od lat po jej teksty z wielką chęcią sięgają miliony Polaków. Nie sposób się temu dziwić - jej opowiadania mają różne zabarwienie emocjonalne: jedne wzruszają, inne bawią, kolejne smucą: nadają się zatem na każdy okres życia, bez względu na samopoczucie. Grochola to dobra obserwatorka i dobra pisarka popularna: wie, jak mówić o emocjach, by inni chcieli o nich czytać. Wie jak prosto (nieraz zbyt prosto) powiedzieć o tym, co tli się na dnie serca i doskonale pokazuje nieraz zbyt wybuchowe i impulsywne reakcje, które w konsekwencji są w stanie całkowicie zmienić życie i prowadzić do niepotrzebnych nieporozumień.
Rzadko po opowiadania sięgam, bo też nieczęsto potrafią mnie one zainteresować. Tu było inaczej: każdą kolejną opowieść czytałam z chęcią i dużą przyjemnością. Choć były one przewidywalne i nieraz naiwne – taka dawka tendencyjności przydaje się latem.
Polecam tę pozycję wszystkim: na pocieszenie, osłodę, prezent, dla oddechu, dla rozrywki. Każdy powód jest dobry, by odnaleźć swoje zagubione niebo.

piątek, 4 października 2013

Doktor Sen - Stephen King


Tytuł: Doktor Sen
Autor: Stephen King
Wydawnictwo: Prószyński
ISBN: 9788378396185
Ilość stron:  656
Cena: 42 zł

Kontynuowanie powieści, które dla wielu stały się symbolem rewelacyjnych i niedoścignionych, to zadanie znojne i wymagające nieprzeciętnego talentu oraz pomysłu.
Wielu z nas sięgając po remake czy sequel, ma dojmujące poczucie niestosowności i przeciętności. Sam King obawiał się czy zadanie, którego się podjął nie jest aby zbyt karkołomne, bowiem zmienił się nie tylko czytelnik, ale też on sam – jako człowiek i jako autor. Myśl o zapisaniu dalszych losów Dana była jednak tak dotkliwa, że nie sposób było mu się jej oprzeć.
I choć oczywiście nie jest to kolejne Lśnienie, Doktor Sen to jedna z lepszych [nie licząc fenomenalnego Dallas ‘63] książek Kinga ostatnich czasów, a już zdecydowanie najlepsza powieść grozy, na długie godziny przykuwająca uwagę i przeszywająca dreszczykiem emocji.

Sen – od pokoleń uznawany za najlepsze lekarstwo na wszystko: smutki, podły humor, realne schorzenia – nabiera ciut innego znaczenia, gdy na scenę wkracza Doktor Sen, pracownik hospicjum, słynący ze swojej zdolności uspokajania i przyjaznego wprowadzania umierających pacjentów w sen wieczny. Tytułowym bohaterem jest dorosły Dan Torrence, którego pamiętamy z Lśnienia. Bohater mimo pragnienia odcięcia się od nałogów ojca, na skutek traumatycznych przeżyć i własnych skłonności, stał się alkoholikiem sięgającym dna. Na przekór obietnicom składanym samemu sobie, bohater nie potrafił stać się na tyle silny, by nie popełnić błędów rodzica. Z dnia na dzień stawał się coraz bardziej kiepską wersją samego siebie, popełniając czyny godne pożałowania – większość z nich pod wpływem alkoholu. Jego życie zmieniło się dopiero, gdy dotarł do miejscowości Frazie, od lat prowadzącej spotkania Anonimowych Alkoholików.
Dan, to człowiek zagubiony i zupełnie rozbity psychicznie, od dziecka mierzący się z osaczającymi go demonami. Część z nich zdołał zamknąć w odmętach swego mózgu, część zaś prześladuje go do dziś w najgorszych koszmarach. I to właśnie one staną się udziałem czytelnika, nadając powieści prawdziwego kolorytu i smaku, a dla niego samego będą impulsem do rozpoczęcia własnego exodusu – z naiwności i głupoty ku dojrzałości i mądrości. Paradoksalnie, by odciąć się od przeszłości – będzie musiał do niej wrócić.
Ta okłada dopiero oddaje klimat!
Źrodło
Jednak już nie sam. Na drodze Dana stanie bowiem Abra Stone – dziewczynka, która wyczuwa go dzięki darowi, jakim oboje zostali obdarzeni – jasności [czy raczej: lśnieniu]. To ona niejako zmusi go do powrotu do Panoramy. Jak się bowiem okaże, po Stanach podróżuje grupa Pustych Diabłów, nazywających samych siebie Prawdziwym Węzłem – swoistych wampirów, żywiących się parą, ulatującą z umierających dzieci obdarzonych darem jasności. Oni też odkryją istnienie Abry – dziewczynki o wyjątkowo silnych zdolnościach, które mogłyby zapewnić wędrującej grupie długie zapasy żywności. Prawdziwy Węzeł składający się z istot o cyrkowych imionach, z Rose Kapelusz na czele, rozpoczyna wyścig po dziewczynkę promieniującą niezwykłą mocą. Nie wiedzą jednak, z jak ogromną siłą przyjdzie im się zmierzyć – nie tyko lśnieniem, ale przede wszystkim przyjaźnią, miłością i rodzinnymi więzami, silniejszymi niż mściwość i pragnienie przetrwania za wszelką cenę.

Doktor Sen, to gwarancja wartkiej akcji, wydarzeń obserwowanych z różnych perspektyw, przeskakiwania z miejsca na miejsce, z ciała do ciała, z umysłu do umysłu. Konieczną do lektury tej książki i jej właściwego zrozumienia jest znajomość Lśnienia. Bez niej nie będziemy w stanie uchwycić sensu wewnętrznej walki z demonami przeszłości, którą prowadzi główny bohater, bez zaplecza wiedzy o wydarzeniach z części poprzedniej nie będziemy w stanie pojąć, co tak naprawdę się dzieje i czym jest ów przerażający Hotel Panorama, ścigający mężczyznę niczym widmo zła, a także dostrzec często subtelnej, aczkolwiek niezwykle ważnej sieci powiązań.
I choć Doktor Sen zdecydowanie różni się do Lśnienia – nie sposób, by było inaczej. W książkę tę bowiem wpisane są zupełnie inne problemy, wcale niełatwe, z którymi zmierzyć muszą się bohaterowie obdarzeni jasnością. No właśnie – czy to aby na pewno dar? Te i wiele innych pytań padnie gdzieś między słowami, a odpowiedzi będziemy musieli poszukać samodzielnie.
To swoista opowieść o tym, jak przeszłość determinuje naszą przyszłość, jak raz popełnione błędy – których echo już dawno wybrzmiało – wciąż na nas oddziałują, często podświadomie i niedostrzegalnie na pierwszy rzut oka.

Napisana sprawnie, z werwą, z wyczuciem mistrza grozy, który choć momentami serwował pakiet wydarzeń przewidywalnych, to tak naprawdę skonstruował powieść, której wstydzić się nie musi i która przyciągnie szerokie grono czytelnicze. Symptomatyczna opowieść o odkupieniu własnych win, szukaniu przebaczenia i ostatecznego rozliczenia z przeszłością, nad którą warto się pochylić i której nie należy się bać.
Nad ksiązką unosi się duch mądrości Anonimowych Alkoholików, którym swoją drugą szansę zawdzięcza nie tyko Dan, ale sam King. Powieść ta to swoiste podziękowanie za pomoc w podniesieniu się, to literacka spłata długu, stanowiąca prawdziwe remedium na bolączki tego świata: przemoc, zło, gwałty, grabieże, morderstwa, zgubne nałogi.
King w najwyższej formie.

Polecam.

______________
inne książki Kinga na blogu:

 


czwartek, 5 września 2013

W imię miłości – Katarzyna Michalak


Tytuł: W imię miłości
Autor: Katarzyna Michalak
Wydawnictwo: Literackie
ISBN: 9788308052082
Ilość stron: 280
Cena: 32,90 zł


Katarzyna Michalak zasłynęła jako autorka wzruszających powieści dedykowanych przede wszystkim kobietom. Poruszana w nich tematyka znacznie bliższa jest, mam wrażenie, wrażliwości płci pięknej. Jej teksty przez wielu traktowane są jako niebywale rozrzewniające i dotykające ważkich kwestii.

Przedmiotem najnowszej książki Michalak jest historia życia dziesięcioletniej Ani i jej mamy, Małgorzaty.
Bohaterka, to kobieta odrzucona zarówno przez ojca swojego dziecka, jak i własnego tatę. Skazana na pozbawione rodziny życie, stara się obdarzyć swoją córeczkę wszystkim co najlepsze. Niestety, dobiegając trzydziestki dowiaduje się, że choruje na nieoperacyjnego raka mózgu. Pozbawiona nadziei, popada w depresję, skazując Anię na opiekę nad chorą mamą i życie z podwójną dawką optymizmu – za siebie i za nią.
Dziewczyna, patrząc boku, doskonale radzi sobie w roli tymczasowej głowy rodziny. Otwiera internetowy sklepik [o słodka naiwności!], z którego czerpie jedyne dochody, dba o chorą mamę, kąpie ją [inapplicable!], zapewnia jej lekarstwa, a po czasie bada również możliwości leczenia, odbywając internetowe konsultacje u lekarzy na całym świecie.
Gdy Małgorzata czuje, że jej życie dobiega końca, kontaktuje się z ojcem Ani, prosząc go o opiekę nad nią, gdy ta odbędzie ryzykowną podróż do dziadka – z nadzieją, że tym razem nie wyrzuci jej za próg. Jej decyzja jest tym bardziej dramatyczna, że niepowodzenie planów wiązało się będzie z przekazaniem Ani do domu dziecka.  Ułaskawienie dziadka, to jedyna nadzieja dziewczynki na życie w gronie rodzinnym.
W imię miłości opisuje losy małej bohaterki, która w Koniecdrodze, znalazła drugie życie, zmieniając losy i serca zarówno swojego dziadka, jak i ojca Neda. Spędzając z nimi długie dni, pokazuje jak silną i rozsądną jest dziewczynką, a także jak wiele potrafi poświęcić dla najbliższych. To obraz dziecka rezolutnego, odważnego i bardzo doświadczonego przez los, które mimo wielu nieszczęść jakie na nie spłynęło, nie stało się gburowate i mściwe. Ani przeciwstawiona została inna młoda bohaterka: złośliwa, cyniczna, wykorzystująca innych do własnych celów. Michalak konstruuje bohaterów kontrastujących ze sobą i w towarzystwie wyostrzających swoje najważniejsze cechy. Nie pomija szwarccharakterów, by oddać hołd dobru i przebaczeniu.

Michalak rysuje historię, która mocno wzrusza i którą czyta się bardzo dobrze, ale która momentami razi swoim odrealnieniem i naiwnością. Wydarzenia są hojnie podkoloryzowane, a niektóre z nich choć mogły mieć miejsce – wydają się nierzeczywiste, nawet w dobie postępującej cyfryzacji. Słodycz i miłość wylewające się z książki są wszechobecne.

Zaczynam rozumieć fenomen autorki, której teksty rzeczywiście mogą się podobać. Choć W imię miłości jest opowieścią przewidywalną, to jednak może działać na emocje, może ewokować wzruszenie, może nawet sprawić, że ktoś ukradkiem otrze łzę.
Ktoś, nie ja. Dla mnie, mimo że czytałam ją z przyjemnością, to jednak słodkości było ciut za dużo. Do wielkich fanek po lekturze tej książki należeć nie będę, ale z chęcią poznam resztę twórczości Michalak.
Tym, co zdecydowanie może od woluminu odrzucać jest okładka, której nie mogę zbyć milczeniem. Tandetna, słodka do mdłości, przywodząca na myśl starej daty harlequiny – a wszystko przez wykorzystaną ilustrację, która z całą pewnością jest niekorzystna.


sobota, 24 sierpnia 2013

Lori Nelson Spielman – Lista marzeń



Są takie publikacje, do których ciągnie nas niczym magnes – widzimy okładkę, tytuł i nawet nie musimy czytać opisu, by wiedzieć, że TO JEST TO. Podobno to książka życia wybiera nas, a nie my ją. Wielokrotnie przekonałam się o prawdziwości tego twierdzenia, gdy w moje ręce, zupełnie niespodziewanie, trafiały najpiękniejsze opowieści jakie dane mi było czytać. Należy do nich również historia spisana przez Lori Nelson Spielman, której poświęciłam kolejne dwa dni, otrzymując w zamian wiele wzruszenia, łez, uśmiechu, ale nade wszystko wyzierających z książki ogromnej miłości, czułości i zrozumienia, które podczas lektury pozwalały mi poczuć się jak w domu, o którym zawsze marzyłam.

To pełna ciepła, nadziei i optymizmu słodko-gorzka opowieść o kobiecie, która po śmierci matki, według jej życzenia, kieruje się w życiu listą marzeń, którą spisała będąc dzieckiem. Na zrealizowanie planów na niej zawartych ma rok – jeśli jej się nie uda, jako jedyna z dziedziców nie otrzyma ogromnego spadku. Choć początkowo Brett ma wrażenie, że jej matka u kresu życia postradała zmysły, okazuje się, że lista zakręci życiem bohaterki tak mocno, że w końcu zacznie cieszyć się jego pełnią, robiąc to, co naprawdę kocha, a na co nigdy nie miała odwagi.
Mój odbiór tej powieści jest tym bardziej intensywny, że silnie zidentyfikowałam się z główną bohaterką, która w bardzo krótkim czasie po zdiagnozowaniu u jej mamy nowotworu, straciła ją bezpowrotnie.
Mówiono mi, że długa walka z rakiem jest gorsza niż krótka, ale nie mam pewności, czy to się sprawdza w przypadku tych, którzy zostają – czytam i widzę swoje wątpliwości. Idę dalej: Śmierć Mamy nastąpiła tak szybko po diagnozie, że wydaje mi się to zupełnie nierealne, jak sen, z którego zaraz z westchnieniem ulgi się obudzę. Zamiast tego często zaraz po przebudzeniu nie pamiętam o tej tragedii i potem muszę przechodzić przez uświadamianie sobie i przeżywanie wszystkiego od nowa, znów i znów, jak Bill Murray w „Dniu Świstaka”[1].
Ciężko czyta się o czymś, czego właśnie się doświadcza, ma to jednak wiele zalet: podczas, gdy dla innych powieść ta będzie kolejną opowieścią o pogoni za marzeniami, dla innych (mnie) stanie się oczyszczającą lekturą, niosącą pociechę i – choć miejscami bolesną – gojącą jątrzące się rany. Myślę, że to znaczyłoby dla autorki bardzo wiele: książka stanowiąca realną pomoc, widoczną terapię - magiczna moc słów.
Wspaniała książka, dostarczająca morza wzruszeń. To powieść podobna do gorącej herbaty pitej w coraz chłodniejsze letnie wieczory: należy się nią delektować i sączyć powoli, kosztując każde kolejne zdanie niczym największy rarytas.
Wiele w niej inspiracji PS Kocham Cię Cecilii Ahern - za każde spełnione marzenie z listy, bohaterka otrzymuje pośmiertny list od mamy, stanowiący część duchowego spadku, którego wykonawcą staję się młody adwokat. To nawiązanie wiele dla mnie znaczy - powieści tej irlandzkiej pisarski darzę bowiem ogromnym sentymentem.
Temat nie jest nowatorski, jednak w czasach, gdy wszystko zostało już napisane, to nie on staje się najważniejszy: liczy się ludzka historia, która choć bliźniaczo podobna wielu innym, ma elementy jednostkowe, dla których warto pogrążyć się w lekturze.
Autorka wykazała się niezwykłą wrażliwością na melodię języka, jej opowieść właściwie czyta się sama, jest płynna, wybornie delikatna, subtelna, a przy tym tak zakręcona, że zauroczy każdego. Dla mnie to prawdziwie piękna opowieść, kierowana do wszystkich, którym nie obce jest konfrontowanie się z trudną rzeczywistością, by za wszelką cenę zrealizować marzenia, będące naszymi naturalnymi powinnościami; marzenia, czyniące nas lepszymi.

Czyta się wyśmienicie!


[1] Lista marzeń, Lori Nelson Spielman, Poznań 2013, s. 16.

środa, 21 sierpnia 2013

Zatoka o północy - Diane Chamberlain

Diane Chamberlain po raz kolejny udowodniła, że powieści obyczajowe mają się dobrze i niczego im nie brakuje. Ba! Wciąż potrafią wzruszać i podejmować tematykę trudną.

Śmierć bliskiej osoby jest traumą, którą ciężko przepracować i która wyrywa trwały ślad w psychice człowieka. Bez względu na późniejsze terapie – naznacza nas do końca życia. Niektórym udaje się z nią uporać, inni jedynie odsuwają myślenie o swojej utracie do podświadomości. Jedno jest niezmienne: szok, gdy dowiadujemy się o ostatecznym, tym większy, gdy śmierć następuje nagle i jest wynikiem morderstwa.

Isabel jest buntowniczą siedemnastolatką, spędzającą wakacje z rodziną w Bay Head Shores. Jej życie zdominowało uczucie do Neda, z którym co noc potajemnie się wymyka. O jej tajemnicy wie Julie, młodsza siostra, równie niepokorna, ale potrafiąca zachować sekret.  Okazuje się to prawdziwym przekleństwem, gdy podczas jednej z nocnych wypraw Julia zostaje zamordowana, na zawsze zmieniając losy kilku rodzin. O czyn oskarżony został niewinny człowiek, o czym bohaterowie dowiadują się czterdzieści jeden lat po tragicznym wydarzeniu, za sprawą listu Neda. Wypłynięcie takiej informacji powoduje wznowienie śledztwa i ponowne przeżywanie przez wszystkich niepomiernie bolesnych chwil.
Chamberlain postawiła na prowadzenie narracji kilkutorowo, wiodąc nas to przez wydarzenia współczesne, to przez dni pamiętnego lata 1962. Sytuację w jakiej znaleźli się bohaterowie poznajemy od środka, śledząc relacje Julii, Lucy, Marii – kreślących historie dwu rodzin, których losy ponownie splatają się po latach, by na zawsze odmienić bieg ich życia.
Autorka perfekcyjnie poprowadziła opowieść, ukazując jak śmierć Isabel wpłynęła na kolejne osoby i jak niewyobrażalnym piętnem jest odejście tak młodego członka rodziny, trzeba dodać –ukochanego. Losy bohaterek odkrywamy po latach, by dowiedzieć się, że temat morderstwa dziewczyny wciąż jest tematem zamrożonym, tematem okrywanym zasłoną milczenia, tabuizowanym i niechcianym. Mimo upływu ponad czterdziestu lat, wciąż budzi lęk, pustkę, żal i ogromną tęsknotę.
Gdy poznajemy narratorki, są one już dojrzałe. Julie jest mamą siedemnastolatki, która za wszelką cenę stara się wyrwać z nadopiekuńczych ramion, a której ta przez wzgląd na wspomnienia o siostrze zmarłej dokładnie  w tym wieku, coraz bardziej kurczowo zaciska pęta ograniczeń i zakazów. Boi się o nią i za wszelką cenę stara się ją chronić, czego Shannon nie rozumie. Julie mimo upływu wielu lat, wciąż obwinia się o śmierć siostry, przez co ciągle jest zagubiona, niepewna i ogarnięta przemożnym strachem o najbliższych.
Lucy, jej młodsza siostra, ma znacznie lepsze relacje z Shannon. Jako ciocia budzi jej ogromne zaufanie, dzięki czemu w cieniu może pomagać Julie. W obu kobietach widać ogromne zmiany. Jako dziewczynka Lucy była bardzo bojaźliwa, przestrach budziło w niej niemalże wszystko, podczas gdy Julie potrafiła w środku nocy sama wypuścić się łódką na jezioro, nie mając w swoim słowniku słowa „strach”. Po upływie wielu lat, a  nade wszystko po wydarzeniach 1962 roku, w dziewczynach zaszły ogromne zmiany. Dziś to Julie jest ta, która wszystkiego się boi, a Lucy zmieniła się w przebojową, pewną siebie kobietę.
Trzecią narratorką jest Maria, mama Lucy, Julie i Isabel. W chwili snucia opowieści ma już osiemdziesiąt lat, a mimo to wciąż tryska energią, jakiej brakuje wielu młodym. Pracuje w McDonaldzie, co sprawia jej ogromną frajdę.  Jedyną rzeczą, która kompletnie ją paraliżuje, jest wspomnienie Isabel, o której nie rozmawia od czasu wypadku. Na nieszczęście, Shannon – córka Julie – bardzo przypomina Isabel, sprawiając, że nigdy tak naprawdę  nie udało im się przestać myśleć o wydarzeniach minionych. Jednak dopiero ujawniony list sprawi, że wszystkie rany zostaną rozgrzebane na nowo, tym razem po to, by ostatecznie wskazać winnego i oczyścić imię oskarżonego i zmarłego już George’a.


Podejmowanie tematu utraty w literaturze jest coraz popularniejsze. Niestety, także i w życiu zwiększa się ilość zgonów ludzi młodych, z czym ich rodzice nie potrafią się uporać. Chamberlain pisząc tę książkę, wyszła naprzeciw cierpieniom milionów ludzi, których istnienie naznaczone jest tą ropiejąca raną, niepozwalającą im oswoić się z nieobecnością kogoś ukochanego, utraconego w wyniku morderstwa. Bohaterowie snują swoje opowieści w tak kipiący od emocji sposób, że nie sposób oprzeć się wrażeniu, jakoby opisywane wydarzenia miały miejsce naprawdę. Podczas lektury ściska się gardło, a świadomość bólu trawiącego rodziny Neda i Isabel, jedynie potęguje emocje.  Z postaciami stworzony przez Chamberlain bardzo łatwo się zidentyfikować, niebywale prosto stworzyć syntonię.

Bardzo, bardzo dobra powieść obyczajowa, gwarantująca morze przeżywanych emocji, bogata w czarujące detale i mnogość wzruszeń. Dzięki oddaniu narracji we władze retrospektywne,   zagłębiamy się do wnętrza sytuacji, których wolimy nie oglądać i nie rozpamiętywać, a które przynoszą upragnione katharsis.
Polecam gorąco!

poniedziałek, 13 sierpnia 2012

UT – Jacek Ostrowski

Tytuł: UT
Autor: Jacek Ostrowski
Wydawnictwo: JanKa
Ilość stron: 272
Rok wydania: 2012
Cena: 29.40 zł
ISBN 978-83-62247-18-9

Książka Jacka Ostrowskiego, to lektura z serii tych, które zaskakują bardzo pozytywnie. Przyznaję, że moja próba zajrzenia tej publikacji pod okładkę trwała kilka miesięcy, podczas których moja niechęć do tejże i dość hermetyczny opis fabuły sprawiły, że lektura ta wciąż przegrywała z innymi. Wychodzę jednak z założenia, że w życiu nie ma przypadków, a już na pewno nie ma przypadków dotyczących kolejności czytanych przez nas książek, czasu, w którym to robimy i wcześniej zdobytej wiedzy około literackiej, mającej sprawić, że nasze spojrzenie na kolejno wybierane pozycje zupełnie się zmienia.
Cieszę się, że UT przeczytałam właśnie teraz, właśnie w takich okolicznościach.
I jeśli kogoś z Was także nie zachęca ani opis, ani oprawa, spieszę donieść, że wszelkie te obawy i wątpliwości są płonne, bowiem to książka z gatunku tych, którym trzeba zajrzeć pod okładkę, by docenić jej wartość i wielowarstwowość. Zapewniam Was, że każdy znajdzie w niej element interesujący – ciężko bowiem określić jednorodność gatunkową tej publikacji. Można uznać ją  jednocześnie za powieść sensacyjną, której patronuje tajemnica, można określić ją jako historię z wątkiem miłosnym, można uznać ją za sagę o sekretach rodzinnych, można wreszcie mienić ją opowieścią o najważniejszych wartościach, a także o burzycielach tychże wartości – o największych problemach współczesności.
Ale, ale! O czym ja właściwie tyle mówię, pomijając najważniejsze – fabułę? Przedmiotem opowieści jest historia pewnego hotelu prowadzonego przez Julitę Ballucci, Dominga, a niegdyś także i ojca Julity – Barnarda.  Budynek ów mieści się w Pietresancie i przeżywa właśnie swój wielki kryzys. Standardy się zmieniły, a właścicieli nie stać na remont, co w konsekwencji sprawia, że brakuje klientów. Pewnego dnia jednak, u progu hotelu stawia się tajemniczy gość – Raul Gomes. Jego wizyta staje się początkiem serii dziwnych wydarzeń. Mężczyzna decyduje się na wynajęcie całego hotelu dla pięciu osób w marcu, całkowicie poza sezonem. Za usługę tę oferuję niebagatelną kwotę 50 tysięcy. Dla Julity staje się to prawdziwym darem niebios, szybko jednak nabiera podejrzeń. Zwłaszcza, że na tym wymagania klienta się nie kończą – chce on, by właścicielka hotelu przekazywała jego mieszkańcom pewne wiadomości oraz nie zadawała żadnych pytań – w innym wypadku ich umowa okaże się nieważna.
Raul, to człowiek na tyle tajemniczy i uwodzicielski, że bez trudu podbił serce bohaterki. Ich uczucie zaczyna się rozwijać, jednak właśnie wtedy Julita odkrywa, że mężczyzna nie jest tym za kogo się podaje, a ludzie, których sprowadził do hotelu, to indywidua nie tylko dziwne, ale także niebezpieczne. To pięć osób uosabiających część najważniejszych bolączek współczesności – terroryzm, pedofilię, korupcję, nieopanowaną dumę i inne. Jaki jednak mają oni związek z Julitą?
Szybko okaże się bowiem, że Raul wie o jej rodzinie o wiele więcej niż ona sama, a znajomość z nim nadwątli relację z ukochanym ojcem i podda w wątpliwość zaufanie jakim od lat darzyła jego i Dominga. Co więcej, nie jest on jednostką indywidualną, lecz przedstawicielem tajemniczej korporacji, której istnienie negują wszyscy, i o której strach mówić – UT.
Uff, ciężko opisać tę książkę w kilku słowach – to ogromny koktajl emocjonalny, buzujący od zagadek, od tajemnic, pełen niedopowiedzeń i gier z czytelnikiem. Ostrowski pod peleryną powieści sensacyjnej ukrywa pytania o ludzką moralność, pobudki, którymi się kierujemy, różne perspektywy patrzenia na jedną sytuację, sprawiedliwość, zemstę, a nade wszystko – sumienie, które ostatecznie rządzi naszym życiem i nie daje nam spokoju.  Autor rozprawia się z stereotypowym spojrzeniem na pewne tematy i gwarantuje swojemu czytelnikowi emocjonujące chwile z naprawdę dobrą  książką.
W mojej głowie co rusz rodziło się porównanie do dwu innych tworów kultury – książki Agaty Christie I nie było już nikogo oraz programu telewizyjnego sprzed kilku lat – Agenta. Dlaczego? Nie sposób opędzić się od myśli, że łączy je wiele wspólnych elementów – jedna osoba wiedząca o innych wszystko, znająca każdy ich ruch, porozumiewająca się z nimi za pomocą pośrednika i wiadomości, której mają oddziaływać na psychikę, podsuwanie obrazów mających pobudzić sumienie i sprawić, że wygrać ma jedno – odwaga i sprawiedliwość.
Ostrowski podaje te motywy w taki sposób, że czytelnik ma pragnienie sięgać wciąż po więcej i więcej. Przy tej książce nie można się nudzić!
Polecam gorąco!


poniedziałek, 31 października 2011

Małżeństwo? 77x Tak! – Sylwester Szefer




W dobie kryzysu instytucji małżeństwa coraz mniej mówi się o pięknie i trwałości związku zawartego przed obliczem Boga. Zamiast szacunku okazywanego osobom decydującym się na ten krok, szykanuje się je i wyśmiewa. Inna sprawa, że decyduje się na niego coraz mniej osób, a i te z najróżniejszych pobudek, często mających niewiele wspólnego z wiarą.
Media sprzyjają i podsycają degradację uświęconego związku, promując zjawiska zgoła inne: rozwody, zdrady małżeńskie, życie w konkubinacie. Małżeństwo często staje się przykrywką dla biznesu i rozpada się przy byle okazji: wystarczy kłótnia, niezgodność charakterów czy wszelkiej maści niedopasowanie, by para zaczynała myśleć o rozwodzie.
W tym wszystkim wciąż jednak znajdują się pary, dla których najważniejszym i nierozerwalnym elementem związku jest przebaczenie. Przebaczenie jakiego uczy Bóg, przebaczenie 77 razy, przebaczenie zawsze i wszędzie.

Na książkę Sylwestra Szefera składają się między innymi krótkie świadectwa małżeńskich historii przebaczenia. W większości są to wypowiedzi ludzi, którzy odbyli rekolekcje „Miłość i prawda” organizowane przez wspólnotę Emanuel.
Oprócz ich pięknych historii opierających się na wielkiej miłości, wyrozumiałości i byciu dla drugiej osoby, publikacja ta zawiera informacje przydatne w budowaniu trwałego i dobrego związku. Zarówno dla młodych, jak i starszych stażem małżeństw oraz osób, które dopiero do zawarcia związku się przymierzają, z pewnością nieocenione będą wiadomości z zakresu podstaw psychologii związku. Książka ta ukaże różnice między oczekiwaniami kobiety a mężczyzny i zaproponuje rozwiązania kompromisowe; będzie doskonałym źródłem wiedzy praktycznej mającej skutecznie pomóc w radzeniu sobie z konfliktami.
To jednak nie wszystko! Książka ta to przede wszystkim źródło ogromnej nadziei, wielka porcja siły przydatnej w radzeniu sobie z codziennymi problemami.

Jeśli wydaje Ci się, że nic nie jest już w stanie uratować Twojego związku, a jedynym rozsądnym wyjściem jest rozstanie – zajrzyj do tej publikacji! Znajdziesz tu wiele świadectw związków osób, które znalazły się na różnych życiowych zakrętach, które wiele wycierpiały, a jeszcze więcej – mimo wszystko – wybaczyły. Ich historie staną się dla Ciebie porcją wiary we własny związek, przybliżą Cię do Boga i do małżonka, a jednocześnie dodają odwagi w walce o swoją rodzinę. Tam gdzie miłość łączy się z obowiązkiem, a nad wszystkim czuwa Bóg, jest jeszcze coś – nieopisana łaska.

Doskonałym zwieńczeniem tej książki jest jej część ostatnia, na którą składają się przedstawione w sposób żartobliwy listy próśb skierowanych do żon i mężów. Dla osób, które słabo znają mentalność i psychikę swojej drugiej połówki, prośby te będą doskonałymi wskazówkami na drodze związku. Dzięki nim unikniemy podstawowych błędów będących doskonałymi pretekstami do porządnej awantury. Zatem, mężowie, żony, zapraszam do księgarni! Tę książkę trzeba mieć!



niedziela, 1 maja 2011

William Paul Young- "Chata"

Powstało wiele książek religijnych, książek tłumaczących zasady wiary, istotę Boga i jego miejsca w życiu człowieka. Powstało wiele książek, będących próbą odpowiedzi na pytania, których wielu ludzi poszukuje .
Chata jednak jest jedną z lepszych traktujących o Bogu, jaką do tej pory czytałam, a zdecydowanie najlepszą powieścią .
Przedstawia podstawowe prawdy znane z Pisma Świętego oraz Katechizmu Kościoła Katolickiego, nie jest jednak encyklopedią, w której znajdziemy aneks pojęć, które tłumaczy i problemów, które porusza.
Chata to historia Mackenziego Allena Philipsa-  człowieka, którego relacje z ojcem nie były godne pozazdroszczenia. Bohater chcąc dać swoim dzieciom to, czego sam nie doświadczył w domu rodzinnym, spędza z nimi bardzo dużo czasu, często zabiera także na wspólne wycieczki. Podczas jednej z nich dochodzi do tragicznych wypadków- jeden z synów Allena podczas kajakowania zaczyna tonąć. Ojciec, zawodowy ratownik, z powodzeniem wyrusza mu na pomoc, jednak okazuje się, że podczas akcji ratowniczej, w wielkim zamieszaniu zaginęła najmłodsza córeczka Mackenziego- Missy. Okazuje się, że została uprowadzona przez mordercę małych dziewczynek i zabita w odległej chacie.
Bohater nie jest w stanie wybaczyć sobie tego, że jej nie dopilnował i obwinia za wszelkie konsekwencje. W jego życiu rozpoczyna się okres Wielkiego Smutku, z którego wydobyć może go już chyba tylko cud.
Wszystko drastycznie się zmienia, gdy Allen otrzymuje list, który zakrawa na kiepski żart

Mackenzie, minęło trochę czasu. Tęskniłem za Tobą. Będę w chacie w najbliższy weekend, jeśli chcesz się spotkać. Tata. [1]

Allen, widząc w jednym zdaniu zarówno słowo ‘tata’ jak i ‘chata’ wpadł w  furię. Prowadzony jednak zwykłą, ludzką, nie dającą spokoju ciekawością, postanowił udać się na miejsce wyznaczonego spotkania, nawet gdyby miało ono stać się miejscem ostatecznego rozrachunku z mordercą jego Missy.

Na miejscu czeka go nie lada niespodzianka i weekend spędzony w towarzystwie… Boga.

Ksiązka niszczy wszelkie stereotypy dotyczące Jego wyobrażeń. Charakterystyczne, niebanalne, a jednocześnie łamiące tabu oraz niezwykle trafnie uchwycające Boże poczucie humoru ukazanie Trójcy Świętej, z pewnością na długo pozostanie w pamięci czytelnika  skłoni do refleksji na temat naszego stanu wiedzy i ograniczonej percepcji. Uświadamia jak niewiele wiemy o Stwórcy i jak łatwo nas zaskoczyć oraz to jak łatwo kupujemy stereotypy i
wyobrażamy sobie, że są one jedyną prawdziwą i poprawną wersją.
W tekście zaburzona jest linearność, czas przestaje mieć znaczenie, biegnie inaczej. Bóg jest Bogiem wszechmocnym, interesującym się człowiekiem i jego osiągnięciami, słuchającym hip-hopu i wszelkich innych przejawów ludzkich talentów i ich realizacji.

Autor stara się odpowiedzieć na zadawane od wieków pytanie o pochodzenie zła- unde malum?
Traktuje o bólu po stracie ukochanej osoby, bólu zakorzenionym głęboko w podświadomości, wypływającego jeszcze z przeżyć z dzieciństwa.
Bohater podczas rozmów z Bogiem porusza temat natury wolności. Young podaje piękne i życiowe przykłady prawdziwej, bezinteresownej miłości, zdolnej do poświęceń. Ukazuje relacje między istotami Trójcy Świętej, a także prawdziwe oblicze Bożej miłości.
Momentami staje się lekturą mocno depczącą po odciskach- uderza w ambicję nie tylko głównego bohatera, lecz także każdego czytelnika, który w dialogach z Bogiem może odnaleźć swój stosunek do ludzi i Stwórcy.
Autor poddaje rozważaniom  problem osądzania, które tak łatwo przychodzi człowiekowi.
W tekście poznajemy Sofię- personifikację Bożej mądrości, dowiemy się o niechęci Ojca do hierarchizacji.
Kilka ostatnich stronic, to nowe spojrzenie na słowa

Dotknij Panie moich oczu, abym przejrzał.

Young opowiada o celowości przebaczenia.  Jego brak porównuje do zaciskania rąk na czyjejś szyi i próbę duszenia.

Przesłań ksiązki jest wiele, a jednym z nich staje się powtarzane po wielokroć zdanie, że Bóg z wielkich tragedii potrafi wydobyć dobro, jednak nie zajmuje się ich reżyserowaniem.
Stąd też nie do niego powinniśmy mieć pretensje, gdy dotknie nas jakaś niewyobrażalna tragedia.

Już od  początkowych stron książka wzbudziła we mnie wiele emocji, jednak ostatnie sto, stało się przyczyną wielu łez i wielu wzruszeń.
Dawno nie spotkałam tak pięknej powieści, przekazującej i przypominającej tak wiele, znanych przecież prawd. Jest pozycją, z której zadowolony powinien być każdy- ci ceniący fantastykę wezmą ją za kolejną przedstawicielkę gatunku, bowiem za co innego uznają życie pozagrobowe i metafizyczne ateiści (?), ci którzy szukają dobrej książki religijnej- za niezwykłe świadectwo życia Bogiem i z Bogiem.
Dla osób stroniących od tematyki duchowości, może jednak wydać się nużąca i mało ciekawa.
Ze swojej strony gorąco polecam. Jest to pozycja, do której z całą pewnością będę wielokrotnie wracać.
Wydarzenia opisane podobno wydarzyły się naprawdę. Kto oprócz mnie odważy się uwierzyć?

5/6


[1] Chata, WM. Paul Young, Nowa Proza, Warszawa 2011, s. 17



Tytuł:Chata
Seria: ISBN:978-83-7534-056-3
Tłumaczenie:Anna Reszka
Oprawa:miękka ze skrzydełkami Format:
Liczba stron:288
Rok wydania:2011
Cena detaliczna:29,99 zł

Zapraszam do obejrzenia krótkiego spotu reklamującego książkę:

środa, 2 marca 2011

"Gorzka miłość" Monika Warneńska

Monika Warneńska, była to reportażystka, podróżniczka, pisarka, korespondentka prasy polskiej i zagranicznej w Wietnamie. Z jej twórczością miałam przyjemność zetknąć się kilka lat temu, kiedy to w moje ręce wpadła, wydawać by się mogło niepozorna książeczka „Magdalena”. Już wtedy pokochałam pisarkę za lekkość stylu i wyjątkową sprawność w posługiwaniu się językiem.

„Gorzka miłość” jest powieścią niezwykłą. Niczym w kalejdoskopie przeplatają się w niej losy kilku rodzin, nieświadomych tego jak wiele ich łączy.
 Wspólny dramat z przeszłości, wciąż odbijający się na teraźniejszości bohaterów wychodzi na jaw dopiero po wybuchnięciu wielkiego uczucia pomiędzy przedstawicielami rodzin.
Autorka bardzo zręcznie oscyluje pomiędzy przeszłością  a teraźniejszością. Rozpoczyna powieść od opisów aktualnych wydarzeń- zaręczyn Agaty i Andrzeja- wnuka pani Zuzanny- wdowy po pułkowniku niesłusznie skazanemu na śmierć w okresie powojennym, następnie niesłychanie płynnie przechodzi do opisywania wydarzeń czasów wojny, po to, by ostatecznie wrócić do punktu wyjścia. W związku z balansowaniem pomiędzy czasami minionymi, a współczesnymi bohaterom można podzielić utwór na dwie zasadnicze, przenikające się części: pierwsza dotyczy historii miłości pani Zuzanny i jej męża Kamila, przypadającej na ciężkie czasy wojenne, druga to historia miłości wnuka. Mimo, że czasy wojny już dawno minęły, ich rzeczywistość jest równie niespokojna. Dramat rodzinny wisi nad ich uczuciem niczym klątwa.
Miłość, uczucie kojarzone z radością, często uwieńczone stabilizacją, spokojem i spełnieniem, tutaj jawi się jako uczucie gorzkie. Obu parom na przeszkodzie stoją wydarzenia, na które nie mają żadnego wpływu.
Historia opowiedziana przez Monikę Warneńską jest historią o wielkiej ludzkiej dobroci, o rzeczywistości wojny, o tym z czego odziera ludzi, jak wpływa na relacje. O tym, jak ciężko jest przebaczyć i zapomnieć.
W sposób wyraźny wskazuje nam najważniejsze wartości: miłość, obecność drugiej osoby, z którą można dzielić życie, rodzinę, małżeństwo.
Autorka próbuje znaleźć odpowiedź na pytania o to, jak wielki wpływ na dzieci mają decyzje rodziców, czy człowiek ma prawo całkowicie odcinać się od przeszłości i jakie niesie to za sobą konsekwencje, wreszcie czy warto ukrywać prawdę o sobie i swojej przeszłości przed rodziną i czy budowanie związku na takich fundamentach ma jakiś sens.


Wydawać by się mogło, że autorka napisała powieść gorzką, smutną, rozliczającą z przeszłością. Miałam jednak nieodparte wrażenie, że ze stronic ksiązki wręcz wylewa się ciepło i nadzieja. Pozycję pochłonęłam w tempie błyskawicznym. Jedynym jej mankamentem jest  to, że kończy się po 237 stronie…

Polecam każdemu! To ksiązka zarówno dla osób starszych, które z pewnym sentymentem mogą powrócić do opisywanych realiów, jak i niesamowita podroż w czasie dla ludzi młodszych. Nieprzyzwoicie wciąga i prosi się o czytanie.
Musicie uzbroić się w kilka godzin wolnego, bo ta książka na pewno nie pozwoli powrócić Wam do opuszczonych zajęć przed skończeniem lektury.

5/6


Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Poradnia K.

poniedziałek, 7 lutego 2011

"Nie upadaj na duchu! List do córki marnotrawnej" Pierre Descouvemont

Autor
Pierre Descouvemont
Oprawa
miękka
(oprawa klejona z elastycznymi okładzinami)
Ilość stron
112
Format
125x190
ISBN
978-83-7482-198-8
Rok wydania
2008
Przyznam szczerze, że po książce "Nie upadaj na duchu! List do córki marnotrawnej" spodziewałam się o wiele większych gabarytów i inne formy. Tymczasem jest to książeczka do przeczytania w drodze powrotnej z pracy do domu. Jej objętość powinna zachęcić nawet zagorzałych przeciwników czytelnictwa, którzy mimo swojej niechęci do słowa pisanego, chcieliby znaleźć coś dla siebie w tematyce religijnej.
Pierre Descouvemont wyraźnie dedykuje swą książkę kobietom.
Swoje dziełko dzieli na kilka części, z których każda zawiera 3 motta przewodnie, na których autor się opiera.
Książka ma służyć "córkom marnotrawnym", które pogubiły się w swojej relacji z Bogiem, które na skutek grzechu boją się do niego powrócić, które czują, że utraciły swoją godność. Autor dzieli książkę chronologicznie. Pierwsza- dotyczy przeszłości, druga- teraźniejszości, wreszcie trzecia- pozwala spojrzeć na przyszłość przez pryzmat Bożej miłości.
Z tego też względu część pierwsza skłania do zastanowienia się nad swoimi dawnymi winami. Autor zaprasza do pożegnania się z przeszłością, do dziękczynienia, zaprzestania żalu kierowanego do Boga.
Część druga skupia się na tym, co należy robić, gdy stwierdza się swoją słabość, w jaki sposób rozpocząć proces zmian w życiu, jaką metodę wykorzystać.
Z kolei część trzecia, to część skupiająca się na tym, co przed nami.  Autor proponuje rozwiązania, które najbardziej spodobają się Bogu, pomaga odnaleźć się świeżo nawróconej czytelniczce w nowej rzeczywistości.
W moim odczuciu największym plusem książeczki jest znajdująca się na szarym końcu opowieść. Opowieść o bogatym księciu przebierającemu się w łachmany i ruszającemu w świat w poszukiwaniu wielkiej, prawdziwej miłości. Miłości bezinteresownej, nie zważającej na majątek i pochodzenie. Miłości, która oswaja drugiego człowieka.
Lubię takie paraboliczne opowieści, bo wzruszają i ukazują co w życiu liczy się najbardziej:)
Wiem, że nie wszystkich tematyka religijna interesuje, więc tym osobom, które do tego grona się zaliczają, polecam dla samej końcowej przypowieści. Refleksja nad życiem i priorytetami przyda się każdemu człowiekowi. Zwłaszcza, że coraz rzadziej sami znajdujemy czas na takie "wyskoki". Ta pozycja nie pożre wiele naszego cennego czasu, a być może pomoże dostrzec, co się tak naprawdę liczy.

4,5/6


Egzemplarz recenzencki książki otrzymałam od Wydawnictwa eSPe, któremu bardzo dziękuję.