Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Rebis. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Rebis. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 4 lutego 2021

W jednej chwili - Suzanne Redfearn

 



Czy wiesz, ile może zmienić się w jednej chwili?
Czy wiesz jak kruche są życie, nasze relacje, a nawet nasze zachowania?
Czy wiesz, jak wiele możesz stracić w ciągu ułamka sekundy, po decyzji podjętej mechanicznie, odruchowo?

Szesnastoletnia Finn wyrusza wraz z rodziną i przyjaciółką w krótką podróż. Po drodze zabierają jeszcze samotnie idącego chłopaka, któremu zepsuł się samochód - Kyle'a - i ruszają przed siebie. Nie wiedzą, że nie będzie im dane dotrzeć na miejsce. 

Gdy na drogę wskakuje im jeleń, kierujący pojazdem ojciec odruchowo odbija, by go nie potrącić. Samochód zatrzymuje się na barierkach, lecz nie wytrzymują one ciężaru i w jednej chwili pojazd spada z ośnieżonej drogi, staczając się po zboczu góry. Finn umiera na miejscu, zostaje jednak zawieszona między światami, by obserwować jak jej najbliżsi zaczynają walkę o przetrwanie - ranni (niektórzy bardzo ciężko), głodni, przemarznięci i świadomi, że nikt ich długo nie odnajdzie. Zbliżała się noc, zaczynała się śnieżyca, a zasięgu nie było. W tej sytuacji każdy z bohaterów poddany został najcięższej próbie w swoim życiu - próbie człowieczeństwa. 

Decyzje podejmowane pod wpływem emocji, zimna i strachu prześladować miały uczestników wypadku jeszcze bardzo długo. Niektóre z nich były heroiczne, inne podszyte ogromnym lękiem i rozpaczą. Każda osoba walczyć będzie z wyrzutami sumienia, które co rusz odtwarzać będą w ich głowach sceny z tych tragicznych dni.

Ojciec Finn będzie szukał zemsty, jego pozostała przy życiu, choć okaleczona, córka Chloe gromadzić zacznie tabletki, by w odpowiednim momencie je zażyć, Mo - przyjaciółka - jako jedyna dążyć będzie do poznania prawdy i poukładania elementów historii w całość, zaś matka - ta, która ich uratowała - zmagać się będzie z konsekwencjami swoich decyzji. Choć zdołała ich uratować, wiele też straciła. Sąsiedzi zaś - podejrzenia mało poszkodowani i przemarznięci - żyć będą z własną prawdą i świadomością, że pewnych rzeczy nie da się odwrócić, a relacji naprawić.


Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono. Ta myśl Wisławy Szymborskiej tłukła mi się po głowie podczas całej lektury. To, co wydawało się niewzruszone, przyjaźnie trwające latami, uczucia pielęgnowane od zawsze, siła charakteru - to wszystko poddane zostaje próbie w momencie wypadku. I - co nie dziwi - ci, którzy wydawali się silni, okazują się słabi, a ci krusi - zdolni do największych poświęceń.

Nikogo z uczestników wypadku nie chcę oceniać i temu przysłużyła się forma narracji - perspektywa nieżyjącej Finn pozwoliła inaczej spojrzeć na bohaterów dramatu i spróbować zrozumieć ich motywacje, a może raczej - instynkty. Bez tego wiem, bardzo dobrze wiem, kogo i jak bym zaszufladkowała, nie zadając sobie trudu zastanowienia się, dlaczego podjęto takie, a nie inne decyzje.

Poruszająca historia, tym bardziej, że inspirowana wydarzeniem z życia autorki, które właśnie takiego empatycznego spojrzenia kazało jej się nauczyć.

Pięknie oddane relacje, uczucia - nawet te najgłębsze, najbardziej skrywane, tłumione i nieokazywane - a także wspaniale nakreślone charaktery i portrety psychologiczne. 

Nie mogłam się oderwać od lektury, choć była ona dla mnie bolesna. Co rusz zastanawiałam się, czy sama umiałabym się wykazać  hartem ducha, czy może raczej byłabym tą, która za cenę życia innych, ratowałaby swoje. Nie wiem i nigdy nie chcę się przekonać.

Ogromnie polecam Wam lekturę. Zaparzcie sobie jednak herbatę, bo z kartek wręcz wylewa się przenikliwy mróz. 



środa, 20 kwietnia 2016

Stół króla Salomona - Luis Montero Manglano





Stół króla Salomona to debiut powieściowy Luisa Montero Manglano, brata bestesllerowej pisarki – Clary Montero – autorki między innymi Szmaragdowej tablicy czy Wiedeńskiej gryWiele wskazuje na to, że zdolności do tworzenia wciągających fabuł nie skończyły się na autorce bestsellerów, lecz zostały rozdysponowane między rodzeństwo po równo. Pisarz bowiem skonstruował świat tak wciągający i imitujący rzeczywistość, o jakiej się marzy, że od jego książki nie sposób się oderwać.

(...)

W tej powieści nic nie jest przypadkowe – ani doświadczenia życiowe bohaterów (stąd towarzyszące lekturze refleksje o charakterze uniwersalnym), ani żaden z elementów świata przedstawionego. Wszystko znajduje się na właściwym miejscu, a każdy kolejny fragment pasuje do poprzedniego jak w misternie skonstruowanej układance. 

(...)

Mimo zastosowania tradycyjnych rozwiązań fabrularnych (a może właśnie dzięki nim), lektura cieszy i nie nudzi. Stół króla Salomona to także kapitalny wstęp do kolejnych części cyklu, po który po prostu trzeba sięgnąć.



***

Recenzja pierwotnie ukazała się na stronie Granice.pl i to tam znajdziecie jej pełną wersję:



wtorek, 1 kwietnia 2014

Botanika duszy – Elizabeth Gilbert


Tytuł: Botanika duszy
Autor: Elizabeth Gilbert
Wydawnictwo: Rebis
ISBN: 9788378184003
Ilość stron: 576
Cena: 39,90 zł
DZIŚ PREMIERA
Jeśli sięgając po kolejną książkę Elizabeth Gilbert, liczycie na lekturę lekką, do pochłonięcia w jeden wieczór – porzućcie te nadzieje!
Botanika duszy, jest bowiem powieścią, przez którą należy się przedzierać, niczym przez gąszcz roślin i mchów, którymi od lat zajmuje się rodzina Whittakerów, której losy są przedmiotem narracji.
Nie chodzi li o zagęszczenie literek, od których roi się na każdej stronicy, lecz o obfitość treści, nie do przeskoczenia, nie do powierzchownego i pobieżnego przyswojenia, lecz do niespiesznego zasymilowania.

Opowieść rozpoczyna wczesne dzieciństwo Henry’ego – chłopca, który wraz z ubogą rodziną żyje w otoczeniu ludzi bogatych i sam marzy o zdobyciu majątku. Cechuje go wyjątkowa pomysłowość, żywy umysł i zadziorność, która mogłaby przysporzyć mu wielu kłopotów, jednak to właśnie ona sprawia, że bohater znajduje się w miejscu, które na zawsze zmieni jego życie i da mu szansę na zdobycie odpowiedniego doświadczenia, znajomości i wiedzy.  Dzięki ogromnej determinacji i dużemu wysiłkowi włożonemu w bogacenie się, Henry szybko staje się najbardziej wpływowym i doświadczonym botanikiem, zdobywającym prestiż na całym świecie.
Swoją wiedzą i pasją zaraża on córkę – Almę, od najmłodszych lat zdolną rozpoznawać i badać najrzadsze okazy roślin. Dziewczynka dzięki wychowaniu rodziców, bardzo wcześnie zdobyła doskonałe wykształcenie, wyróżniające ją z towarzystwa, czyniąc z niej rozmówczynię godną śmietanki dorosłych.
Życie tej nieprzeciętnie inteligentnej, choć brzydkiej osoby zmienia się po raz pierwszy, gdy jej rodzice decydują się na adopcję Prudence – pięknej, lecz cichej i – zdaje się – głupiutkiej młodej damy, a po raz drugi, gdy na drodze dziewczyn stanie Rettta - trzpiotka, pragnąca zostać ich przyjaciółką, a reprezentująca zupełnie inny typ osobowości, wkradająca się do ich życia wraz z uśmiechem i radością.

Powieść ta obiera sobie za cel nie tylko przedstawienie burzliwych losów rodziny, słynącej z ogromnego doświadczenia w dziedzinie botaniki, lecz także wykorzystanie działań z nią związanych w opisie dusz głównych bohaterów. Tym co determinuje ich losy jest nauka, której  oddane są zarówno postaci pierwszoplanowe, jak i pojawiające się na ich drodze osoby, przechadzające się latami przez White Acre.
Z kart tej książki wyłania się obraz ludzi zdeterminowanych na realizowaniu raz obranych celów, dumnych i wciąż starających się udowodnić innym swoją wartość, do czego środkiem mają być dla nich dokonania naukowe.
Henry, to człowiek, który już we wczesnym dzieciństwie założył, że będzie bogaty i wpływowy, co starał się utrzymać do ostatniego dnia swojego długiego życia. Alma z kolei, jest kobietą pełną godności, która poprzez skupienie się na botanice, zgubiła gdzieś pragnienia duszy sfokusowane na innych sferach: nie zaznała prawdziwej zmysłowej miłości, wciąż oddając się nauce; nie zdołała zatrzymać mężczyzny, którego pokochała, bowiem ten zapałał uczuciem do kogoś innego.
Losy wszystkich bohaterów naznaczone są cierpieniem i co ważniejsze – ogromnym poświęceniem, o którym miała pojęcie jedynie służąca w White Acre – joker powieści, dzierżący wiedzę o wszystkim i o każdym, od lat wysłuchujący zwierzeń kolejnych bohaterów, drżących na samą myśl o tym, by przed innymi członkami rodziny ujawnić swoją słabość.
Najnowsza powieść Gilbert to prawdziwy rarytas do lektury powolnej, dokładnej, kojarzącej się z wieloletnimi badaniami głównych bohaterów. Przedzierając się przez kolejne stronice, dokonujemy analitycznej obserwacji ich egzystencji, do złudzenia przypominających godziny spędzone przez nich na eksploracji roślin. I choć podobnie jak w przypadku natury, efekty będzie widać dopiero po długim czasie, gwarantuję, że to dociekanie jest tego warte.
Polecam!

wtorek, 10 grudnia 2013

Szmaragdowa tablica – Carla Montero


Tytuł: Szmaragdowa tablica
Autor: Carla Montero
Wydawnictwo: Rebis
Udostępnienie: Sztukater
ISBN: 9788375109993
Ilość stron: 672
Cena: 39,90 zł
Choć Polska poznała Carlę Montero za sprawą jej drugiej powieści – Szmaragdowej tablicy – ja zapragnęłam śledzić jej pisarski fenomen linearnie, poczynając od debiutanckiej Wiedeńskiej gry, która pozwoliła mi docenić talent autorki już w pierwszej lekturze, a następnie zwracając się ku bestsellerowej i szeroko komentowanej drugiej książce pisarki.

Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że oto na naszych oczach rozwija się talent niebyły: sceną literacką zaczyna władać czarodziejka słowa, będąca w mocy przekonać do siebie – poprzez język właśnie – najbardziej zatwardziałych i opornych na literaturę. Jej teksty, w których różne dziedziny sztuki korespondują ze sobą, i w której spotykają się jednostki silne z jednostkami słabymi, to prawdziwy przegląd rzeczywistości opisywanych czasów.
Montero maluje inne światy, światy, w których każdy chciałby się choć na chwilę znaleźć, by nie tylko smakować litery na języku, ale także przechadzać się tymi samymi, co bohaterowie ulicami, niejako krocząc ich śladem.



Akcja toczy się dwutorowo, a tym co ją spaja jest wątek tajemniczego renesansowego obrazu – Astrologa.
Powieściopisarka wrzuca swoich bohaterów (i nas) w rzeczywistość początku XXI wieku do Madrytu.

Ana, to kobieta wiodąca bardzo spokojne życie. Przechadzając się po pięknym Madrycie jeszcze nie wie, że to co dotąd uchodziło za nudę – przewidywalność, pewna rytualność codzienności – już za chwilę stanie się luksusem nie do przecenienia. Gdy kobieta czyta tajemniczy list z czasów drugiej wojny światowej, dotyczący wspomnianego już obrazu, zmienia się dla niej wszystko. Za namową męża wyrusza ona bowiem na poszukiwanie zagadkowego dzieła, wyrywając się tym samym ze sztywnego gorsetu rutyny i wkradając we wciągające osobiste śledztwo.

Równolegle do prowadzenia historii Any, Montero zabiera nas do Paryża czasów niemieckiej okupacji. Tam też dowiadujemy się, że ów Astrolog, to jedno z największych pragnień Hitlera, który twierdzi, że dzieło to skrywa w sobie niepojętą moc, uzdalniającą do władania całym światem. Nie dziwi więc, że stara się za wszelką cenę zgłębić tajemnicę i posiąść obraz, mający być kluczem do sukcesu na międzynarodowej arenie politycznej. Poszukiwania rozpoczynają się od pewnej francuskiej Żydówki.

Choć każda z historii, to dwa zupełnie różne światy, dopiero w zestawieniu tworzą niezwykły klimat tajemniczości, wzajemnie się uzupełniając, tłumacząc i na siebie oddziałując.

Powiedzieć, że tę książkę dobrze się czyta, to nic nie powiedzieć: ją się zawłaszcza, nią się zachłystuje, wertuje w pośpiechu, chcąc natychmiast wiedzieć, co czeka nas dalej. Podobnie jak w debiutanckiej powieści, Montero portretuje bohaterów nietuzinkowych, charakternych, bogato wyposaża ich w historie, które później, niczym najlepszy malarz – zlewa ze sobą, łączy odcienie, tworząc obraz, stanowiący prawdziwe arcydzieło.
Wikłanie wątków opanowała powieściopisarka tak dalece, że potrafią one ewokować emocje, utrzymujące się niemalże przez całą książkę na równie wysokim poziomie – napięcie jest w niej wyczuwalne na odległość.

Szmaragdowa tablica stanowi prawdziwy gatunkowy koktajl: nie jest li historią poszukiwania obrazu, ale też opowieścią wyposażoną w wątek miłosny – i wcale nie banalny. Choć brzmi to trywialnie i sztampowo, książka ta daleka jest od pospolitości. Ona zaskakuje, ona czaruje, ona mami, ona pozwala na zagubienie, na tracenie śladów – nic nie jest w niej pewne.

I to właśnie ten brak pewności, brak standardowego szablonu, na którym zbudowana została cała konstrukcja fabularna, stanowi o sile tej powieści, którą – a jakżeby mogło być inaczej – polecam ogromnie!


_____________
Recenzja Wiedeńskiej gry:

http://shczooreczek.blogspot.com/2013/11/wiedenska-gra-carla-montero.html
 

sobota, 30 listopada 2013

Wiedeńska gra – Carla Montero


Tytuł: Wiedeńska gra
Autor:Carla Montero
Wydawnictwo: Rebis
ISBN: 9788378184713
Ilość stron: 372
Cena: 34,90 zł


Carla Montero debiutowała powieścią Wiedeńska gra. Stała się ona bestsellerem na całym świecie, stającym się preludium do jej pisarskiej kariery.
W Polsce jako pierwsza ukazała się jej druga, równie kasowa powieść – Szmaragdowa tablica, zdobywając serca czytelników swoją zawiłością i sposobem wikłania wątków.


Wiedeńska gra przenosi nas w czasy cesarskie. To w nich rozegrają się wydarzenia, mające brzemienne skutki dla historii.
Oto w Hiszpanii, w roku 1913, Isabel Alsasu – młoda kobieta – przeżywa zwielokrotniony dramat: wpierw traci rodziców, po to, by zanim zdąży przepracować traumę, zostać porzuconą przez narzeczonego na krótko przed ślubem. Bez perspektyw, zasilająca grono zubożałej szlachty, jedyną nadzieję upatruje w ciotce – księżnej związanej z dworem Franciszka Józefa, która to bez zbędnej opieszałości zdecydowała się pomóc młodziutkiej Hiszpance w potrzebie. Otoczyła ją pomocą materialną, wprowadziła w swoje towarzystwo i zapewniła wszystko to, co pozwoliłoby jej na nowo uporządkować swoje poturbowane życie.
Podróż Isabel do Austro-Węgier nie obyła się jednak bez wydarzeń niepokojących – została zaatakowana przez napastnika, pragnącego ograbić ją z torebki. Jak się okazało, wydarzenie to nie miało znamion przypadkowości. Docierając do Wiednia, kobieta stanie na linii napięć, które potęgować w niej będą wrażenie nadchodzącego niebezpieczeństwa.
Docierając do miejsca dotąd uznawanego za spokojne, tak naprawdę trafia w serce niepokoju – Wiedeń czuje na plecach oddech zbliżającej się wojny, której jak się zdaje – nie można już uniknąć, a jedynie odroczyć. Zapobiec jej próbują dyplomaci, w kuluarach planujący ożenki, mające zapewnić międzynarodowy pokój i nieagresję. Równocześnie jednak, pewna niebezpieczna i bardzo wpływowa sekta – oddająca hołd Kali-Kamie, dokłada wszelkich starań, by nie dość, że wojnę wywołać, to wznieść ją na wyższy poziom. W ich zasięgu jest bowiem broń, o jakiej nie śnili dotąd nawet najwięksi chemicy i fizycy.
Przez stronice tej książki przewijają się postaci autentyczne: obok wspominanego Franciszka Józefa, są to Maria Skłodowska-Curie, Ernest Rutherford, Hans Geiger, Niels Bohr i in.

Mimo wielu prób nadania powieści znamion realności, głównym motywem nad nią panującym jest teatr. Każdy z bohaterów bowiem, przybiera maski, pozorując na kogoś zupełnie innego, niż jest w rzeczywistości. Hiszpanka i otaczający ją mężczyźni, raz po raz, poddający się jej urokowi, to zmyślni aktorzy, odgrywającą z góry przeznaczoną dla nich rolę. Budzące się namiętności powodują nieprzewidziane konflikty i emocje, rozbudzając w postaciach nieznane im dotąd pokłady emocji. Wszyscy, z pasją i zaangażowaniem realizują swoje plany, jednocześnie wikłając się gąszcz niebezpiecznych relacji, nie zawsze rozumiejąc i odczytując je jednakowo.
Montero zachwyciła mnie swoją zdolnością kreowania świata szpiegowskiego, zdominowanego przez mężczyzn, w który z największą prostotą wdziera się egzotyczna kobieta, zdolna pokrzyżować plany nawet najbardziej wpływowych i nieprzejednanych dotąd polityków, dyplomatów i służb wywiadowczych.  
Choć powieść ta nie zawsze należy do najłatwiejszych, czyta się ją z rosnącym zainteresowaniem i szacunkiem nie tylko dla pomysłu, ale przede wszystkim jego realizacji.
Wiedeń przedwojenny, siatka szpiegowska, wejście w centrum działalności sekciarskiej, próby dyplomatycznego uniknięcia zbrojeń, wybuch namiętności – każdy z tych elementów nadaje powieści kolorytu i tworzy jej niebagatelny klimat. Zanurzona w rzeczywistości pozornego pokoju, bałam się kończyć tę powieść – delektowałam się nią przez wiele dni, raz po raz zachwycając elementami świata przedstawionego. Forma książki również poświadcza o jej wyjątkowości – tworzy ją seria naprzemiennych listów – raz pisanych ręką Isabel do ukochanego, innym zaś razem spisanych przez Karla – jednego z mężczyzn, których Hiszpanka uwiodła. Ich relacje uzupełniają się, a sposób referowania zastanej rzeczywistości jest zgoła odmienny, podkreślając różnice między mężczyznami a kobietami – w sposobie działania, myślenia i obserwowania zdarzeń. Całość jest tym bardziej interesująca, że oboje streszczają wydarzenia tej samej osobie – Larsowi.
Doskonała lektura!

poniedziałek, 4 listopada 2013

Kąpiąc lwa – Jonathan Carroll


Tytuł: Kąpiąc lwa
Autor: Jonathan Carroll
Wydawnictwo: Rebis
ISBN: 9788378184089
Ilość stron: 320
Cena: 34,90 zł


Wydanie przez Jonathana Carrolla nowej książki i jego wizyta w Polsce, były dla mnie doskonałą okazją do przypomnienia sobie emocji towarzyszącym lekturze poprzednich jego powieści, jak i powrotu na łono twórczości tego uwielbianego przez czytelników na całym świecie pisarza.

Jest w jego stylu pewne umiłowanie do wydarzeń wykraczających poza granice realności. Sen i jawa mieszają się w każdej czytanej przeze mnie książce Carrolla, stanowiąc o jego unikatowości i nadając narracjom pewien stały, pulsujący rytm. Tam gdzie nakładają się na siebie fikcja i rzeczywistość, otwarte zostają nieograniczone przestrzenie dla wyobraźni. I to w Carrollu cenię – tę magię w sposób prawie niezauważalny sączącą się w codzienność bohaterów.

Otwierając Kapiąc lwa i czytając pierwsze kilka zdań, mierzyłam się z ambiwalentnymi uczuciami: zapowiadało się na kolejną ckliwą opowieść o parze znajdującej się na rozdrożu, a to zupełnie nie przystawało do mojej pamięci o tekstach tego amerykańskiego pisarza, które choć często podobnym wątkiem się otwierały, wykraczały o wiele dalej.
Z zaciekawieniem czytałam więc nadal, śledząc jak z sobie tylko znaną precyzją autor wplótł w opowieść wątki oniryczne, lokalizując akcję swojej powieści w śnie odsłaniającym najgłębiej skrywane sekrety postaci w nim uwięzionych.

Gdy pewnej nocy pięciu osobom śni się ten sam sen, zdaje im się, że w sposób niewytłumaczalny zwariowali, łącząc się jaźniami. Ich śnienie spowodowało jednak wyjście na jaw sekretów, które ci chcieliby na zawsze pozostawić niewyjawionymi. Wszystko to wydaje się dość nieprawdopodobnym zbiegiem okoliczności, którego żadne z nich nie jest w stanie racjonalnie wytłumaczyć. Zbyt wiele w ich śnie było odwołań do rzeczywistości, przeplatanych z wydarzeniami fikcyjnymi. Co więcej, ich rozważania nie mogły zakończyć się po tej niewyjaśnionej nocy, bowiem elementy snu bardzo szybko zaczęły nakładać się na świat jawy, zacierając granice między jednym a drugim.
Bohaterowie stosunkowo szybko przeniesieni zostają od dramatów kończących się związków i zdrad do spraw o wiele większej wagi: oto okazuje się, że są oni mechanikami w stanie spoczynku, którzy teraz zostali obudzeni, by pomóc ocalić świat przed nadciągającym Chaosem, mającym zburzyć panujący dotąd Porządek. Ich zdolności stają się jedyną nadzieją na ocalenie wszechświata przed całkowitą dezorganizacją.
Nawet w świetle tak dramatycznych wydarzeń, bohaterowie szargani będą pokusami przejścia na drugą stronę. Od ich decyzji zależą odtąd losy ludzkości..

Kapiąc lwa, to opowieść, która nic sobie nie robi z tradycyjnej struktury linearności. Akcja się zapętla, bohaterowie nie wiedzą co już przeżyli, co jest ich własnym wspomnieniem, a co jedynie wejrzeniem w pamięć cudzą. Postaci  porównując swoje doświadczenia trafiają na ślad powtarzających się ogólników, ale też dramatycznie różnych szczegółów.
Carroll bawi się (z) czytelnikiem, wodzi go, mami, zasłania oczy, niespodziewanie odkrywa nowe pola walencyjne, dostarcza nowych danych, zaciemnia stare. Do samego końca nie wiadomo co tak naprawdę się dzieje i po której stoimy stronie. Kto jest inicjatorem wydarzeń, a kto ich podwykonawcą. Opowieść ta jest tak silnie odrealniona, że w pewnym momencie czytelnik zaczyna się gubić, bez szans na odnalezienie drogi powrotnej: zaczyna zapominać, które wspomnienia są jego, a które bohaterów, nie pamięta, co kto wniósł do akcji i znów się zapętla, samoistnie.

Lektura książki Carrolla zbiegła się w czasie z nową publikacją Lewisa, a obie stanowiły dla siebie doskonałe uzupełnienie. Obaj autorzy bowiem, choć w zupełnie różny sposób, pochylają się nad problematyką czasu, przestrzeni, tożsamości, ideom snu i jawi, zdolnościom percepcji i granicom poznania ludzkiego.
Carroll wplótł rozważania natury filozoficznej w narrację, czyniąc ją niebywale zajmującą i oryginalną.
Jego wizja nakładania się rzeczywistości snu i jawy jest tyleż zastanawiająca, co niewiarygodna. Podczas lektury kilkakrotnie miałam wrażenie przeniesienia się w czasie o kilkaset lat w przyszłość, kiedy to z dużą dozą prawdopodobieństwa podobne wydarzenia mogą mieć miejsce. Tempo postępu cywilizacyjnego nie wyklucza wspólnemu śnieniu za kilkaset lat ani tez funkcjonowania na zasadzie mechaników, czytania w myślach i możliwości realnego wpływania na zmiany czyichś decyzji.


Carroll nie zaskakuje nagłą zmianą swojego stylu – jest wierny temu, co sprawdzone, co przy jego pozycji jest bardzo wartościowe, wcale nie nudne. Polecam tę podróż po krainie odwiecznej walki Chaosu i Porządku.
Warto! Książka do wielokrotnej lektury.

sobota, 24 sierpnia 2013

Lori Nelson Spielman – Lista marzeń



Są takie publikacje, do których ciągnie nas niczym magnes – widzimy okładkę, tytuł i nawet nie musimy czytać opisu, by wiedzieć, że TO JEST TO. Podobno to książka życia wybiera nas, a nie my ją. Wielokrotnie przekonałam się o prawdziwości tego twierdzenia, gdy w moje ręce, zupełnie niespodziewanie, trafiały najpiękniejsze opowieści jakie dane mi było czytać. Należy do nich również historia spisana przez Lori Nelson Spielman, której poświęciłam kolejne dwa dni, otrzymując w zamian wiele wzruszenia, łez, uśmiechu, ale nade wszystko wyzierających z książki ogromnej miłości, czułości i zrozumienia, które podczas lektury pozwalały mi poczuć się jak w domu, o którym zawsze marzyłam.

To pełna ciepła, nadziei i optymizmu słodko-gorzka opowieść o kobiecie, która po śmierci matki, według jej życzenia, kieruje się w życiu listą marzeń, którą spisała będąc dzieckiem. Na zrealizowanie planów na niej zawartych ma rok – jeśli jej się nie uda, jako jedyna z dziedziców nie otrzyma ogromnego spadku. Choć początkowo Brett ma wrażenie, że jej matka u kresu życia postradała zmysły, okazuje się, że lista zakręci życiem bohaterki tak mocno, że w końcu zacznie cieszyć się jego pełnią, robiąc to, co naprawdę kocha, a na co nigdy nie miała odwagi.
Mój odbiór tej powieści jest tym bardziej intensywny, że silnie zidentyfikowałam się z główną bohaterką, która w bardzo krótkim czasie po zdiagnozowaniu u jej mamy nowotworu, straciła ją bezpowrotnie.
Mówiono mi, że długa walka z rakiem jest gorsza niż krótka, ale nie mam pewności, czy to się sprawdza w przypadku tych, którzy zostają – czytam i widzę swoje wątpliwości. Idę dalej: Śmierć Mamy nastąpiła tak szybko po diagnozie, że wydaje mi się to zupełnie nierealne, jak sen, z którego zaraz z westchnieniem ulgi się obudzę. Zamiast tego często zaraz po przebudzeniu nie pamiętam o tej tragedii i potem muszę przechodzić przez uświadamianie sobie i przeżywanie wszystkiego od nowa, znów i znów, jak Bill Murray w „Dniu Świstaka”[1].
Ciężko czyta się o czymś, czego właśnie się doświadcza, ma to jednak wiele zalet: podczas, gdy dla innych powieść ta będzie kolejną opowieścią o pogoni za marzeniami, dla innych (mnie) stanie się oczyszczającą lekturą, niosącą pociechę i – choć miejscami bolesną – gojącą jątrzące się rany. Myślę, że to znaczyłoby dla autorki bardzo wiele: książka stanowiąca realną pomoc, widoczną terapię - magiczna moc słów.
Wspaniała książka, dostarczająca morza wzruszeń. To powieść podobna do gorącej herbaty pitej w coraz chłodniejsze letnie wieczory: należy się nią delektować i sączyć powoli, kosztując każde kolejne zdanie niczym największy rarytas.
Wiele w niej inspiracji PS Kocham Cię Cecilii Ahern - za każde spełnione marzenie z listy, bohaterka otrzymuje pośmiertny list od mamy, stanowiący część duchowego spadku, którego wykonawcą staję się młody adwokat. To nawiązanie wiele dla mnie znaczy - powieści tej irlandzkiej pisarski darzę bowiem ogromnym sentymentem.
Temat nie jest nowatorski, jednak w czasach, gdy wszystko zostało już napisane, to nie on staje się najważniejszy: liczy się ludzka historia, która choć bliźniaczo podobna wielu innym, ma elementy jednostkowe, dla których warto pogrążyć się w lekturze.
Autorka wykazała się niezwykłą wrażliwością na melodię języka, jej opowieść właściwie czyta się sama, jest płynna, wybornie delikatna, subtelna, a przy tym tak zakręcona, że zauroczy każdego. Dla mnie to prawdziwie piękna opowieść, kierowana do wszystkich, którym nie obce jest konfrontowanie się z trudną rzeczywistością, by za wszelką cenę zrealizować marzenia, będące naszymi naturalnymi powinnościami; marzenia, czyniące nas lepszymi.

Czyta się wyśmienicie!


[1] Lista marzeń, Lori Nelson Spielman, Poznań 2013, s. 16.