Pokazywanie postów oznaczonych etykietą walka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą walka. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 9 kwietnia 2015

Wojna się skończyła, walka wciąż trwa (Wciąż czekam – Louisa Young)



Wraz z zakończeniem I wojny światowej do domu wracają żołnierze, który przeżyli. Choć minęło już pół roku od podpisania rozejmu, w  duszach i psychice walczących wciąż pozostały ogromne niezasklepione wyrwy, które całkowicie zmieniły ich sposób przeżywania codzienności, ich relacje z  otoczeniem i samym sobą – wielu z nich boryka się z niemożnością wybaczenia samemu sobie tego, że przeżyli, podczas gdy innym nie było to dane. W pamięci żołnierzy wciąż tkwią obrazy ich wiernych przyjaciół umierających na ich rękach, pozbawionych kończyn, rozerwanych  niemalże na strzępy, ginących w  okrutny sposób. Takie wspomnienia nie mogą pozostać bez śladu. 


Nie da się patrzeć na cierpenie innych i nie oślepnąć. Nie da się kręcić w kółko co noc, dopóki nie rozpłyniesz się we łzach... [1]

 
Choć wojna się skończyła, ich walka nadal trwa – tym razem nie stawiają czoła żołnierzom, nie chronią się przed bombami czy pociskami, lecz starają się przetrwać we własnych domach.
Pamiętając morze krwi rozlewającej się po bitewnych polach, nie są już w  stanie zasiąść do rodzinnego posiłku, przytulić ukochanej czy bawić się z  dziećmi – tak trywialne czynności stają się barierą nie do przeskoczenia.

I nie są to ludzie starsi, doświadczeni wiekiem i życiem – to młodzi ludzie, nasi rówieśnicy: dwudziestotrzylatek Riley Purefoy i jego świeżo poślubiona żona Nadine. Młody mężczyzna został mocno okaleczony, tak bardzo, że musiano dokonać rekonstrukcji szczęki, która choć się powiodła, całkowicie zmieniła jego życie: bohater ma trudności z  przełykaniem i jedzeniem twardych pokarmów, musi mierzyć się z litością lub obrzydzeniem widzianym w  oczach mijających go ludzi, a to wszystko jedynie błahostki przy wizjach wojennych, które wciąż go nie opuszczają. On i Nadine muszą ratować swoje małżeństwo, zanim na dobre zostanie ono skonsumowane – także i z  tym okazuje się problem, bowiem ona nie chce go do niczego zmuszać i poganiać, wiedząc jak mocno wojna okaleczyła jego psychikę, on zaś myśli, że przestał być dla niej atrakcyjny, gdy nie potrafi nawet jej pocałować.
 
Ta para jednak, radzi sobie nienajgorzej, mimo braku akceptacji ze strony rodziców.

Gorzej rzecz ma się z  Peterem i jego zoną Julią. Ich małżeństwo niemalże wisi na włosku – mężczyzna jest tak silnie dręczony demonami wojennymi, że zamienia się w  odludka znajdującego zapomnienie jedynie w  alkoholu. Przed oczami wciąż stoją mu podwładni, których stracił – jak sądzi, na skutek swoich złych decyzji. Julia robi co może, by ulżyć jego cierpieniom – próbuje rozmawiać, wraz z  jego kuzynką Rose dają mu wytchnienie, starają się, by niczego mu nie brakowało, organizują spotkania z  Rileyem. On jednak jest nieustępliwy – wojna okaleczyła go bardziej niż wszyscy są w  stanie przypuszczać. Wydaje się, że nie ma już dla niego ratunku. Opuszcza go najpierw kuzynka, później żona – w dodatku będącą w  kolejnej ciąży. 


Każda śmierć przywraca wszystkie te, które wydarzyły się przed nią - z czego wcześniej nie zdawała sobie sprawy. [2]


Jak potoczą się losy tych dwu, na zawsze splecionych ze sobą par? Czy demony wojny w końcu ustąpią pod naporem miłości i czułości? Czy człowiek jest w  stanie zapomnieć to wszystko, z  czym przyszło mu się dotkliwie mierzyć? Czy ci, którzy przeżyli okropieństwo wojny są w  stanie na powrót stać się szczęśliwymi?

Louisa Young po raz kolejny podejmuje podobną problematykę, snując opowieść będącą luźną kontynuacją wcześniejszej, fenomenalnie napisanej książkiKochanie, chcę Ci powiedzieć, stanowiącej zapis zmagań wojennych Rileya i Petera oraz przeżyć ich kobiet, próbujących radzić sobie z rozłąką i widocznymi zmianami zachowania swoich ukochanych mężczyzn. 
Znowuż pozwala zauważyć jak wielką wrażliwością cechuje się jej pisanie, jak doskonale potrafi poddać się syntonii z  bohaterami, z  jaką łatwością – mimo historycznej odległości wydarzeń – jest w  stanie odtworzyć uczucia, emocje, trudności tamtych chwil, parę miesięcy po zakończeniu kaleczącej wojny, parę lat przed jej jeszcze straszniejszą powtórką.

To książka nie tak dobra jak poprzednia, ale wciąż wyróżniająca się wśród powieści obyczajowych z  wątkiem wojennym.
Obyśmy nigdy nie musieli stać się uczestnikami podobnych wydarzeń, depozytariuszami podobnych traum i tragedii.
Ku przestrodze, ku zrozumieniu, ku poruszeniu.


[1] Louisa Young, Wciąż czekam, Warszawa 2015, s. 114.
[2] Tamże, s. 183.

wtorek, 23 grudnia 2014

Wilki dwa - Adam Szustak OP, Robert "Litza" Friedrich


Tytuł: Wilki dwa
Autor: Adam Szustak OP, Robert "Litza" Friedrich
Wydawnictwo: Znak
ISBN: 9788324031825
Ilość stron: 288
Cena: 32,90 zł


Słyszeliście o tegorocznych internetowych rekolekcjach adwentowych Adama Szustaka, które rozwaliły system?
Jeśli tak, to wiecie o czym mówię. Jeśli nie – macie jeszcze chwilkę, by to nadrobić (klik).
Tak, to ten sam Adam Szustak. A ten obok niego, to twórca Arki Noego i jeden z wokalistów Luxtorpedy. A przed Wami książka powstała na fali popularności ubiegłorocznych rekolekcji  o tym samym tytule (tutaj)
Mieszanka wybuchowa, której kumulacja spowodowała powstanie tejże książki, będącej zapisem rozmów dwójki mężczyzn z różną przeszłością, odmiennymi doświadczeniami życiowymi, innymi zranieniami, których cel jest jeden: podzielenie się swoją wiarą i zarażanie nią innych. Chcą torpedować Bożym Słowem w walce o rząd ludzkich dusz – wydaje mi się, że popularność tej publikacji, a teraz także rekolekcji Szustaka mówi sama za siebie – walka trwa, a szala zwycięstwa jest coraz bardziej przechylona na jasną stronę mocy.

Autorzy tropią dwa wilki, które zamieszkują wnętrze każdego z nas, walcząc o dominację. Wraz z nimi śledzimy psychomachię, na co dzień toczącą się w nas samych. Widzimy zło i dobro – dwa oblicza, nierzadko tych samych sytuacji. To my musimy dokonać wyboru, postawieni w różnych sytuacjach: w obliczu ciężkiej choroby (naszej lub naszych bliskich), śmierci, depresji, zwątpienia, buntu, ale też szczęścia, spełnienia, radości.
Na kartach tej książki zetkniemy się boleśnie z tym, co dosięga nas każdego dnia, żaden z postawionych problemów nie będzie nam obcy, przez co książka ta trafi bezbłędnie do każdego czytelnika: mniej lub bardziej, ale każdy zdekoduje w niej siebie i swoją codzienność.
Często boleśnie nas ona dotknie, sypnie solą na niezagojone jeszcze rany, ale będzie to konieczne zwrócenie naszej uwagi w tym konkretnym kierunku.
Czujesz, że jeszcze nie do końca przygotowałeś się na Boże Narodzenie? Że zagubiłeś sedno tych świąt, poddając się fali konsumpcjonizmu i przesytu? A może czujesz, że Twoje życie z jakiegoś powodu nie jest poukładane, że relacja z Bogiem kuleje, a Ty nie przepracowałeś wszystkich bolączek? Sięgnij, zobacz, zaczerpnij, wsłuchaj się w siebie.
Może to Twoja droga do zwycięstwa nad złym wilkiem?


wtorek, 17 czerwca 2014

Przepraszam, czy tu straszy? – Marcin Przewoźniak


Tytuł: Przepraszam, czy tu straszy?
Autor: Marcin Przewoźniak
Wydawnictwo: Papilon
ISBN: 9788324599462
Ilość stron: 128
Cena: 26,90zł

Będąc dzieckiem, z upodobaniem śledziłam seriale z nutką tajemnicy, elementami grozy i wszechobecnymi duchami oraz duszkami. Pasjami zaczytywałam się w tekstach, sugerujących, że „będą straszyć”. Co tu kryć: lubiłam się bać, mając cały czas świadomość, że w każdej chwili mogę książkę zamknąć/telewizor wyłączyć i żaden potwór mnie nie zje. Wiem, że nie jestem w tym poczuciu osamotniona, o czym świadczyć mogą przeróżne publikacje, które oswajają lęki, przybliżają dzieciom wszelkiego rodzaju duchy i uczą, że właściwie one są jak my – nie chcą niczyjej krzywdy, a jedynie świętego spokoju.
Marcin Przewoźniak w swojej książce Przepraszam, czy tu straszy? w sposób ujmujący i przezabawny (wszak śmiechem strach zabić najprościej!) zapoznaje swoich młodych czytelników z pewną wiekową rodziną duchów, zamieszkującą od ponad dwustu lat posiadłość uznawaną przez miejscowych (i słusznie!) za nawiedzoną. Od stuleci bronią swojego miejsca zamieszkania i nie dopuszczają, by ktokolwiek do niego wtargnął. Niestety, dla agentów nieruchomości niemożność znalezienia nowego właściciela domu stała się nie lada problemem. Wyznaczono nawet specjalną nagrodę dla tego, komu uda się ową posiadłość sprzedać – wakacje i wysokie wynagrodzenie, o których marzyło wielu.

Duchy były niezłomne: straszyły, pokazywały się bez głów, byle tylko przegonić ewentualnych nabywców. Skutkowało długo. Do czasu, gdy pan Kłódka oprowadzał po kolejnych posiadłościach zapracowanego pana Poświatowskiego. Tenże, jako osoba nad wyraz roztargniona, nie dość, że się nie przestraszył obecności duchów, to jeszcze w ogóle jej nie zarejestrował. Kupił dom: ku radości agenta i przerażeniu duchów. Ci, zaniepokojeni obrotem spraw, zdecydowali się podjąć ostateczną walkę. Wówczas nie wiedzieli jeszcze, jak zagorzałych będą mieli przeciwników: wyposażonych w nowoczesną technologię i dalekich od dziwienia się jakimkolwiek nadnaturalnym zjawiskom.
Książeczka ta stanowi zapis ich przekomicznych i przestrasznych starć. Kto wygra walkę o dom? Przekonajcie się sami!
Gwarantuję, że płynna narracja Przewoźniaka i doskonałe ilustracje Katarzyny Kołodziej wywołają u Was pożądany dreszczyk emocji i pobudzą wyobraźnię. Ta publikacja to doskonały pretekst do nauki frazeologizmów związanych ze strachem, duchami, ale też sposobność do tworzenia własnych historii.
Strasznie ciekawa propozycja!:)

poniedziałek, 16 czerwca 2014

Mroczny anioł – Virginia C. Andrews


Tytuł: Mroczny anioł
Autor: Virginia C. Andrews
Wydawnictwo: Prószyński
ISBN: 9788378397243
Ilość stron: 480


Mroczny anioł to kolejny tom nowej sagi Virginii C. Andrews dostępny na polskim rynku. Stanowi on kontynuację Rodziny Casteel, części dość męczącej, dobijającej mnogością tragedii, targających głównych bohaterów. Obawiałam się, że nie inaczej będzie w Mrocznym aniele – dramat za dramatem, jeden gorszy od drugiego, aż człowiek zaczyna zastanawiać się ile zła jest w stanie udźwignąć, zanim się zupełne nie rozsypie. Heaven jest jednak postacią twardzielki – niezłomną, zawziętą w walce o lepszą przyszłość i szczęście.
Część tę otwiera przyjazd dziewczyny do dziadków, których nigdy nie poznała – rodziców swojej przedwcześnie zmarłej matki. Ma nadzieję na szczęśliwe życie w dobrych warunkach, w otoczeniu kochających ją ludzi. Niestety, przyjazd bohaterki nie został przyjęty tak, jak powinien. Babcia – opętana myślą o wiecznej młodości, zabroniła zwracać się do siebie w jakikolwiek inny sposób niż po imieniu. Zakazała także przyznawania się do łączącego ich stopnia pokrewieństwa, by nie zdradzić swego wieku. Dziadek z kolei – ten miał wygórowane wymagania. Zgodził się sponsorować jej renomowaną uczelnię w zamian za bezwzględne posłuszeństwo, objawiające się nie tylko w decydowaniu o tym, z kim ma się spotykać, ale też w co ma się ubierać, co jeść, kiedy wracać, gdzie i z kim wychodzić. Łaknąca wolności dziewczyna, postawiona została po raz kolejny w sytuacji, w której w imię ratunku od jednego zniewolenia, w jego miejsce wybiera inne.
Pomna swych niedawnych porażek Heaven, była tak zdruzgotana, że zgodziła się na wszystko. Od zgody do realizacji daleka jednak droga… Dziewczyna poznaje mężczyznę, z którym zabrania jej się kontaktować dziadek. To jednak jedynie podsyca jej i tak już rozbuchane uczucie. Choć bohater jest postacią mroczną, nie stanowi to dla żądnej miłości Heaven żadnej przeszkody.
Bohaterka na oczach czytelnika ulega całkowitej przemianie. Z nędznej, wybiedzonej istoty przepoczwarza się w pewną siebie i swoich walorów kobietę, mogącą mieć wszystko czego tylko zapragnie. Tak odmieniona, postanawia po raz kolejny podjąć próbę odzyskania utraconego rodzeństwa, z którym notabene zabronił kontaktować jej się dziadek.
Mroczny anioł to zdecydowanie o wiele mniej przytłaczająca książka, niż wszystkie poprzednie w dorobku Andrews. Choć nie brakuje w niej tragedii i trudnych wyborów, daleka jest od miażdżących nieszczęść znanych z tomów wcześniejszych. Autorka po raz kolejny podkreśliła niezłomność Heaven, ale także jej skłonność do pokładania nadziei w ludziach, którzy mogą ją zawieść. Książka ta stanowi zapis zmagań współczesnego Kopciuszka, który jednak nie kończy swojej opowieści na frazesie „i żyli długo, i szczęśliwie”, lecz brnie dalej przez trudy życia, zmagając się z lękami własnymi i cudzymi.
Andrews utkała książkę stylizowaną na baśń dla dorosłych, która jednak zaczyna się tam, gdzie większość baśni zdaje się kończyć.
Jestem ciekawa, co będzie dalej…:)




Recenzja poprzedniego tomu i innych książek Virginii C. Andrews:

http://shczooreczek.blogspot.com/2012/04/patki-na-poddaszu-virginia-c-andrews.html?q=andrewshttp://shczooreczek.blogspot.com/2014/02/rodzina-casteel-virginia-c-andrews.htmlhttp://shczooreczek.blogspot.com/2014/02/rodzina-casteel-virginia-c-andrews.html


poniedziałek, 16 grudnia 2013

Upadające królestwa - Morgan Rhodes


Tytuł: Upadające królestwa
Autor: Morgan Rhodes
Wydawnictwo: Gola
ISBN: 9788364252013
Ilość stron: 512

Fantastyka jest chyba dziś jednym z nielicznych gatunków, który mimo wielu tradycyjnych rozwiązań potrafi mnie jeszcze zaskoczyć. I to jak!

 Upadające królestwa stanowią tom otwierający trylogię Morgan Rhodes, która wcześniej wydała już kilka książek pod pseudonimem Michelle Rowen.
W kręgu jej zainteresowań znajdują się fotografia, podróże, telewizyjne reality show.

Akcja powieści rozgrywa się w Mytice, krainie składającej się z trzech państw, którymi są Limeros, Auranos i Paelsia.

Auranos jest krajem bogatym, żyznym i rozwijającym się, zaś dwa pozostałe znajdują się na skraju upadku. Brak w nich charakterystycznej dla urodzajnych przestrzeni zieleni, dominują jedynie chłód i kamienie. Niestety kraje te zamiast współpracować i wspólnie poradzić sobie z zaistniałą sytuacją wciąż ze sobą konkurują, w efekcie czego ambicje własne są przedkładane nad dobro ogólne. Magia zanika, a królestwa coraz bardziej chylą się ku zagładzie.
Związane jest to z historią trzech sióstr czarodziejek, które w pradawnych czasach władały magią. Posiadały one cztery kamienie, mające ogromną moc, które rozdzieliły między siebie po śmierci jednej z nich. Dziś są one najpilniej poszukiwanymi przedmiotami, niosącymi nadzieję na władzę i potęgę. Motyw ów, choć tak często i chętnie eksploatowany przez twórców literatury fantasy, zdaje się tutaj nieodzownym elementem fabularnej układanki.
Artefaktów owych poszukiwać zaczynają władcy Myticy. Wiedzą, że ich historia nieodzownie łączy się z przepowiednią, dotyczącą narodzin dziewczynki o ogromnej mocy, zdolnej zmienić oblicze kraju.
Gdy więc dziecko te przychodzi na świat, zostaje natychmiast odebrane matce i wychowywane przez jednego z władców jako własne. Dziewczyna ta, okaże się nieposkromiona i niepokorna, trudna do okiełznania, co odbije się echem na całej historii.

Jest to jedynie początek nieuniknionych splotów wydarzeń, które łącząc się ze sobą tworzą barwną mozaikę i emocjonującą całość. Ta powieść to samonapędzająca się machina: wystarczył impuls, by pomknęła do przodu, nie czekając aż czytelnik zaczerpnie tchu. Mało w niej przewidywalności, bo tak naprawdę zdarzyć może się wszystko: trudno przewidzieć, na które rozwiązanie zdecyduje się autorka, w którą stronę zboczą bohaterowie, jakie podejmą decyzje i jakie te poniosą ze sobą konsekwencje. Autorka nie sili się na subtelności: krew leje się strumieniami, bohaterowie umierają w najmniej oczekiwanych momentach, muszą reagować natychmiast i pozbywać się młodzieńczej pyszałkowatości, by zapobiec nadciągającej katastrofie. Jeśli więc macie tendencje do szybkiego przyzwyczajania się do postaci, przy tej książce będziecie musieli od tych przyzwyczajeń się uwolnić. O jakichkolwiek sympatiach nie ma bowiem mowy – tutaj decydują sekundy i milimetry, pisarka nie ma litości, bezwzględnie pozbawia życia i daleka jest od taniej ckliwości.
To prawdziwie ekscytujący kocioł, niewolny od intryg, spisków, wojen, legend, magii i… miłości. Bez niej żadna powieść nie utrzymałaby się w ryzach. Rhodes namalowała słowem tak wiele postaci, o tak różnych rysach charakterologicznych, że wciąż nie mogę wyjść z podziwu. Ich mnogość dodaje książce blichtru. Nie jest to jednak tanie efekciarstwo, lecz intencjonalny zamysł i realizacja.
 Tym, co cenię w literaturze fantastycznej to podział na rozdziały, którego nierzadko brakuje.
Rhodes okazała czytelnikowi szacunek szatkując akcję w odpowiednich momentach, nie męcząc wydłużającymi się w nieskończoność etapami, które trzeba mozolnie przemierzać.
Krótkość rozdziałów zwiększa dynamikę książki, korzystnie wpływa na jej odbiór, dodaje skrzydeł podczas czytaniaJ

Mimo wierności tradycyjnym schematom powieści fantasy i występujących w niej wątkach, autorka przekuła swój pomysł w sukces literacki. Wykorzystując to, co znane i z czym odbiorca zdążył się już obyć, zbudowała narrację pełną zaskoczeń i intrygujących rozwiązań.
Przy tej książce nie sposób się nudzić!
Jedyna moja obawa dotyczy kolejnych tomów – czy tak wysoko zawieszona poprzeczka nie okaże się kluczem do porażki? Mam ogromną nadzieję, że nie, byłaby to bowiem ogromna strata.

Polecam!

czwartek, 31 października 2013

Niewidzialny most - Julie Orringer


Tytuł: Niewidzialny most
Autor: Julie Orringer
Wydawnictwo: Czarna Owca
ISBN: 9788375546835
Ilość stron: 752
Cena: 44,90 zł


Niewidzialny most Julie Orringer, to powieść wpisująca się Szmaragdową serię Wydawnictwa Czarna Owca. Książka ta stanowi prawdziwie monumentalną opowieść, snutą z ogromną dbałością o najdrobniejsze detale. Orringer dołożyła wszelkich starań, by w pełni oddać opisywaną przez siebie historię i zachwycić czytelnika, który dał się złapać na wędkę jej doskonałej narracji.

Andras Lévi to młody, utalentowany i zawzięty mężczyzna, który w roku 1937 postanawia opuścić rodzinny Budapeszt i udać się na stypendium do Paryża. Mimo małego posiadanego majątku, przez wzgląd na jego talent zostaje mu zaproponowana nauka w prestiżowej szkole, a dzięki przypadkowo zawiązanej znajomości, jego paryska przygoda, stanie się czymś o wiele donioślejszym niż przypuszczał.
Andras, bardzo przywiązany do swoich najbliższych, z wielkim trudem opuszcza państwo, w którym nie miał żadnych szans na zaspokojenie swoich ambicji i zadbanie o rozwój niekwestionowanego talentu. W dniu wyjazdu, dostaje on od pewnej kobiety list, który ma dostarczyć na podany adres w Paryżu, z zachowaniem największej dyskrecji i ostrożności.

Adresatem okazuje się Klara, nauczycielka baletu. Moment ich spotkania na zawsze naznaczył życie tych dwojga. Mimo przepaści wieku i różnic majątkowych oraz pochodzeniowych, bohaterowie zakochują się w sobie bez pamięci, skazując się na ostracyzm wielu niezdolnych do uwierzenia w szczerość łączącego ich uczucia.
Wraz z rozwojem miłości, rozwijają się także zdolności artystyczne Andrasa. Niestety, szybko ich jedyna przestrzeń bezpieczeństwa – miłość – zdaje się skazana na zburzenie przez widmo nadciągającej wojny. Kobieta przez wzgląd na wydarzenia przeszłości nie może bezpiecznie powrócić do Budapesztu, co wydaje się koniecznością dla jej ukochanego.
Stają oni przed dwoma możliwościami: rozstania się, być może na zawsze lub też ryzykownej przeprawy przez granicę.

Nad ich uczuciem wciąż zawisa poczucie niepewności i widmo niebezpieczeństwa. Andras trafia do obozu pracy przymusowej, gdzie spędza długie lata, w obliczu których pamięć o paryskiej miłości zdaje się jedynie wyobrażeniem o czymś, co nigdy nie miało miejsca.
Wspomnienia spektakli, spacerów, spotkań toczących się w centrum europejskiej kultury, ustępują miejsca konieczności dbania o przetrwanie w nieludzkich warunkach.
Jedyną nadzieją na przyszłość jest nić uczucia łączącego Andrasa z Klarą i pragnienie ponownego złączenia się z ukochaną.
Bohater ma o co walczyć i w imię czego zaharowywać się do nieprzytomności, jednak nawet ta nikła myśl o kobiecie kochającej go serki kilometrów od niego, nie jest w stanie przyćmić widoku cierpienia otaczających go ludzi.

Niewidzialny most, to wspaniała opowieść o miłości dwojga ludzi, skazanych na rozłąkę przez historię i pochodzenie. Wojna rozdzieliła mężczyznę z kobietą żydowskiego pochodzenia, robiącą wszystko, by jej korzenie nie zostały ujawnione, a jej rodzina mogła przetrwać ciężki czas w zdrowiu i bezpieczeństwie.

Oprócz relacji miłości Klary i Andrasa, Orringer pozwala nam także na wejrzenie w związki rodzinne obu bohaterów, którzy są ze swoimi bliskimi szczególnie związani. Ich wzajemne stosunki, to obrazy przykładnych więzi i dbałości o najbliższych.
Śledząc losy postaci wykreowanych przez autorkę, ma się wrażenie współuczestniczenia w wydarzeniach przełomowych i niebywale istotnych.

Świadomość utraconych żyć, porzuconych szans i nadziei czyni tę książkę niebywale przejmującą. Doświadczenie pisarki sprawia, że powieść ta jest ogromnie szczegółowa i dokładna. Na próżno doszukiwalibyśmy się w niej luk i niedopowiedzeń. Orringer wie o czym pisze i robi to doskonale. Prowadzona przez nią narracja pozwala na intensywne wejście w czasy wojenne i utożsamienie się z bohaterami, których losy poznajemy. Ich cierpienia i lęki stają się naszymi, przez co do ostatniej chwili mocno im kibicujemy.

Książka ta prezentuje sobą najwyższą precyzję i perfekcyjne przygotowanie  do opowiedzenia historii ważnej i poruszającej. Choć o wojnie napisano już wiele i pewnie jeszcze raz tyle się napisze, każdy tekst jej poświęcony ma znamiona indywidualności.
Śledząc tę opowieść, poznajemy historię konkretnych jednostek, nie zaś ogółu. Nie dostajemy statystyk i liczb, za to współuczestniczymy w tragediach dnia codziennego, jakimi toczone były rodziny skazane na przeżywanie wojny.

Dzięki tej historii nie tylko pobudzeni zostaniemy do większej wrażliwości, ale też do docenienia czasów i miejsc w jakich przyszło nam żyć – póki co czasów pokoju i wolności.

Polecam!

poniedziałek, 21 października 2013

Królestwo łabędzi – Zoe Marriott


Tytuł: Królestwo łabędzi
Autor: Zoe Marriott
Wydawnictwo: Egmont
ISBN: 9788323750352
Udostępnienie: Sztukater
Ilość stron: 264


Królestwo łabędzi to współczesna powieść wydana w serii Poza czasem, z wielką dokładnością odwołująca się w swojej kompozycji do klasycznych elementów składających się na bajkę magiczną.
Choć autorka tworzy teksty dla dzisiejszych nastolatek [żywię przekonanie, że chłopaków taki typ snucia narracji raczej znudzi i rozbawi niż zaintryguje], wydaje się, że doskonale zdaje sobie sprawę z nieprzemijającej tęsknoty dorastającej dziewczyny za postaciami poznanymi w dzieciństwie.
Wraz z dorastaniem, zdejmujemy różowe okulary nałożone nam we wczesnych dzieciństwie, kiedy to karmiono nas opowieściami o księżniczkach zdobywanych przez odważnych królewiczów, zdolnych pokonać wszelkie przeciwności stojące na drodze ich miłości i wiecznemu szczęściu. Pozbywamy się ich niechętnie, mając świadomość, że zaszczepiając w nas pragnienie miłości idealnej, ktoś nas oszukał, wystrychnął na dudka i nie pozwolił zmierzyć się z rzeczywistością taką, jaka jest naprawdę – daleką od baśniowego ideału.
Mimo dojmującej świadomości fikcyjności historii o księżniczkach, każda z nas podświadomie do nich tęskni i chce wracać.
Marriott mając tę świadomość, skonstruowała fabułę według doskonale znanych schematów bajek.
Porwała czytelnika na królewski dwór rządzony sprawiedliwą ręką króla wspieranego przez kochającą żonę, posiadającą zdolności magiczne. Dzięki nim królestwo cieszy się obfitością plonów, hojnością natury i harmonią.
Król mimo świadomości wpływów swojej żony, daleki był od akceptacji jej praktyk. Szybko zapomniał jak wiele jej zawdzięcza i chciał udowodnić, że dobrobyt zależy wyłącznie od człowieka i jego umiejętności rządzenia oraz obchodzenia się z pozyskanymi dobrami.
W tajemnicy przed nim, królowa przekazywała swoją wiedzę i umiejętności córce.
Niestety, nie wszystko zdążyła i chciała jej pokazać. Gdy pewnego dnia zabiera ją do Kręgu Przodków, ginie z rąk okrutnej bestii, a wraz z nią zamiera królestwo. Monarcha oszalały z bólu postanowił odnaleźć bestię i pomścić zmarłą małżonkę, niestety w międzyczasie uległ urokowi napotkanej kobiety, z którą szybko zawarł związek małżeński. Macocha okazała się kimś zupełnie innym, niż wszyscy sądzili, a jej rządy stały się początkiem klęsk i nieurodzajów.
Losy wspaniałego królestwa całkowicie się odmieniły, a jedyna nadzieja na ratunek pozostałą w rękach Aleksandry, królewskiej córki oddanej na wychowanie do siostry swej zmarłej matki, na odległych ziemiach Midland. Tam też bohaterka pozna tajemniczego Gabriela, z którą połączy ją nić porozumienia i rozkwitające uczucie.

Marriott nie uległa pokusie bawienia się konwencjami. Swoją baśń obwarowała wszystkimi jej najważniejszymi elementami. Na kartach ksiązki znajdziemy zarówno bohatera, od którego zależą losy królestwa, jego przeciwnika w postaci złej macochy, donatora [tutaj są to przodkowie królewny (pełniący również funkcję osób wysyłających), jego pomocników [bracia uwięzieni między światami], ważną postać ojca, a także fałszywego bohatera.
Także chronologia wydarzeń została zachowana w zgodzie z od lat panującymi zasadami bajek magicznych: odejście ważnej dla bohatera osoby (matki – co najczęstsze), zakaz używania magii, złamanie owego zakazu, postęp stosowany przez przeciwnika względem bohatera [odesłanie do ciotki, by pozbyć się życiodajnych mocy], nakaz powrotu przekazany przez specjalnie na tę okazję oddelegowanych pośredników, pozorna zgoda, a następnie przeciwdziałanie (ucieczka), spotkanie z donatorem, wejście w posiadanie magicznego przedmiotu (tutaj raczej wiedzy o nim) niewyjaśnione doprowadzenie do śmierci ojca bohaterki, walka z przeciwnikiem, ostateczne zwycięstwo i mariaż ze wcześniej poznanym księciem. Klasyka i brak jakichkolwiek odstępstw od normy.
Dzięki temu Marriorr mogła spać spokojnie, bez obaw o swój tekst, który natychmiast musiał zostać zaakceptowany przez czytelników, budzi bowiem poczucie bezpieczeństwa wyznaczone przez znajomość schematu.

Tropów baśniowych w książce tej jest bardzo wiele i nie sposób wymienić wszystkich. Na pewno jest to ujęcie uwspółcześnione, a jednocześnie bardzo wierne tradycjom gatunkowym. Szczególną rolę odkrywa w Królestwie łabędzi magia zdolna przekuć największe zło w największe dobro. Oczywiście, zderzą się zarówno moce jasne, wypływające z natury, z mocami ciemności, sankcjonując zwycięstwo tych pierwszych i przywracając tym samym świat do porządku sprzed opowiedzianej historii. Niebezpieczeństwo zostaje zażegnane, zło pokonane, można się radować i wracać do rzeczywistości, gdzie nie zawsze owe zasady są tak samo wiążące i dostrzegalne. 

Królestwu łabędzi niczego nie brakuje. Książkę tę czyta się  podobnym zaangażowaniem jak klasyczne baśni, jej warstwa językowa pozostaje prosta, choć niepozbawiona typowych dla swego gatunku metafor.
Polecam serdecznie sympatykom bajek magicznych, którzy być może wciąż tęsknią do krainy dzieciństwa, w której zło zawsze zostaje pokonane, lecz zanim to się stanie, świadkujemy zaciętej walce złych i dobrych mocy, przestrzeni pełnej bajkowych bohaterów, zaklętych dusz, intensywnej magii i niebezpiecznym przygodom.

środa, 9 października 2013

Chustka - Joanna Sałyga

Tytuł: Chustka
Autor: Joanna Sałyga
Wydawnictwo: Znak
Udostępnienie: Sztukater
ISBN: 9788324021017
Ilość stron: 400
Cena: 34,90 zł

Mówienie o chorobie już dawno przestało być społecznym tabu. Piszemy oficjalnie, nie wstydzimy się swojej przypadłości, bo gdzieś głęboko w nas tkwi przeświadczenie o tym, że jeśli będziemy mówić, to ktoś inny, dzięki naszemu świadectwu może się zbadać albo ujrzeć u siebie symptomy choroby na takim etapie, w którym jest ona jeszcze do wyleczenia.
Nikogo nie przerażają już schorowani ludzie wyzierający z ekranów telewizora, który do tej pory hołdował jedynie takim wartościom jak piękno, zdrowie i młodość.
Coraz częściej mówi się i słyszy o ludzkich niedomaganiach, by szukać wsparcia i uczulać. Co rusz słyszymy o kampaniach, stawiających sobie za cel pozyskanie jak największej ilości dawców szpiku, krwi i in. A mimo to u wielu z nas mechanizm działa na podobnej zasadzie: dobrze, ze się o tym mówi, ale to przecież mnie nie dotyczy. Wypieramy ze swojej świadomości wszelkie sygnały ostrzegawcze w myśl zasady, że to co nienazwane i niewypowiedziane głośno – nie istnieje, a niepotrzebne rozmowy mogą kusić los. Przychodzi jednak taki moment, kiedy nie jesteśmy już w stanie ignorować pewnych objawów – i nieważne jest wówczas to czy mamy 70, czy 20 lat. Diagnoza zawsze przeraża tak samo, a to jak żyjemy po niej, pokazuje jakim tak naprawdę jesteśmy ludźmi i kim się otaczamy.

Joanna Sałyga żyła, zdawało by się, pełnią życia. Miała niezwykle rezolutnego Syna, ukochanego Niemęża, dobrą pracę. Wszystko jednak uległo przewartościowaniu, gdy usłyszała, że cierpi na raka żołądka. Jakby tych wiadomości było mało, osądem lekarza był to taki etap choroby, który kwalifikuje się już jedynie do leczenia paliatywnego. Świat trzysiestoczteroletniej kobiety zmienił się w mgnieniu oka. To, co miało być jedynie rutynowym badaniem, okazało się wizytą zapamiętaną do końca życia.
Joanna ze swoją chorobą walczyła ponad dwa lata. W tym czasie zaczęła pisać internetowy dziennik. Jej blog w bardzo krótkim czasie zyskał tysiące odwiedzających, którzy szukali w nim pocieszenia, rady, ale też sami dzielili się własnymi doświadczeniami czasu choroby. Witryna Joanny stała się miejscem, gromadzącym ludzi próbujących odnaleźć sens w swoim nowym życiu, osób pełnych ciepła, życzliwości, służących dobrą radą, ale też ludzi zgorzkniałych, zostawiających obelżywe komentarze, mające pokazać jak to bardzo nie lubią obnoszenia się ze swoją chorobą. A Joanna pisała.
Często złośliwie, zjadliwie, kąśliwie, atakowała swoją chorobę, a przy tym ciągle walczyła. Wraz z lekarzami mądrze wybierała najodpowiedniejszą dla siebie formę leczenia, jednocześnie przygotowując Syna na nieuniknione. To, co stanowi o wielkiej wartości jej bloga, przekazywanego dziś dalej dzięki jego wersji drukowanej, to ogromna szczerość, miłość i mądrość wypływające z kart książki. Joanna miała godną pozazdroszczenia relację z Synem i Niemężem. Ich rodzina została scementowana w obliczu choroby, gdy nie poddali się, lecz wciąż obdarowywali innych uśmiechem i wolą walki. Syn Joanny jawi się jako niebywale mądre dziecko, doskonale zdające sobie sprawę z tego, co się dzieje. A ona, jako osoba, która niczego nie ukrywa, nie tratuje dziecka jako kogoś mniej ważnego tylko dlatego, że jest mały i być może nie wszystko rozumie. Ich wypowiedzi są prawdziwym świadectwem zdrowych relacji matka-dziecko, w którym oba człony są równorzędne. Książka ta, to historia zaciętej walki o życie, ale też lekcja optymizmu oraz wielkiej pokory. Joanna doświadczyła ogromu dobra, którym także potrafiła się dzielić – nie straciła wiary w sens życia, na bieżąco kibicowała sobie – i myślę, że nam, czytelnikom, również – w dostrzeganiu każdej drobnostki, mającej moc nas uszczęśliwić. Jej ostatnie lata dały jej impuls do afirmowania życia i cieszenia się z błahostek. Joanna, wierzcie lub nie, była szczęśliwa.
Chustka, to nie tylko zapis jej zmagań z chorobą, ale nade wszystko świadectwo ogromnej miłości. I normalnego życia – mimo choroby. Książka ta jest nie tylko szczegółowym opisem kolejnych terapii, ale przede wszystkim pamiątką po minionym – Joanna opisuje w nim posiłki, cytuje wypowiedzi dorastającego syna, wypowiada się często kontrowersyjnie, niepokornie, ale zawsze szczerze. W swoje wypowiedzi wplata fragmenty wierszy czy też utworów muzycznych, których pełny spis znajduje się w aneksie do książki.

To historia, którą warto poznać. Choć czyta się ją ciężko – zwłaszcza, gdy ma się w pamięci podobne wydarzenia z własnego życia – jest lekturą niezwykle ważną. Uczy współodczuwania, pokazuje co myślą osoby chore i że wcale nie chcą być traktowane jako inne, tylko dlatego że cierpią na nowotwór. Chustka to opowieść o przemianie życia, mocowaniu się z chorobą i niebywałej woli walki o każdy kolejny dzień. Polecam.
Zarówno lekturę książki, jak i blogu, z którego pochodzą wszystkie teksty zawarte w książce, uzupełnione o wstęp i zakończenie Niemęża.

- mamo, obudź mnie jutro raniutko. jak tylko otworzysz oczy, od razu budź i mnie.
- ale po co, nie wolisz pospać?
- oj, nie. wiesz, ja mam tyle książek do przeczytania. nie chcę tracić czasu na spanie
. [1]


Zapraszam na blog: http://chustka.blogspot.com/
 _____________________
[1] cytat pochodzi z książki.


Jeśli chcecie zmierzyć się z tym tematem w innych tekstach, polecam:

Lewa, wspomnienie prawej – Krystyna Kofta
Tak sobie myślę... Dziennik czasu choroby – Jerzy Stuhr
Wygrać życie – Kamil Durczok, Piotr Mucharski
Polityka nowotworowa – Łukasz Andrzejewski


poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Jeździec miedziany - Paullina Simons

Leningrad, 22 czerwca 1941 roku. Mimo paktu o nieagresji Niemcy atakują Związek Radziecki. Tego samego dnia, niewinna, siedemnastoletnia Tania spotka na swej drodze oficera Aleksandra Biełowa. Oboje, mimo że nigdy przedtem się nie widzieli, w sposób magiczny lgną do siebie i pragną dzielić się ze sobą swoją historią. Wydaje się, że oto jesteśmy świadkami narodzin miłości, której nic nie będzie w stanie stanąć na drodze. Niestety, niemalże natychmiast okazuje się, że Aleks jest wybrankiem serca Daszy – siostry Tatiany, a ta nie chcąc jej ranić zdecydowała usunąć się w cień. Mimo że zarówno Aleksander jak i Tania kochają się do nieprzytomności, nie mogą ujawnić swoich uczuć. Cieniem na ich relacji kładzie się także wojna, zbierająca coraz większe żniwo. Bohaterowie, swoje losy odczytują w losach postaci z poematu Puszkina, który niestrudzenie niesie im pociechę w trudnych chwilach. Jeździec miedziany to opowiedziana z rozmachem historia dwójki wkraczających w dorosłość ludzi, którzy wrzuceni zostali w tragiczne czasy i którzy za wszelką cenę muszą wydostać się z kraju. Początkowo akcja toczy się niespiesznie, wręcz leniwie, dopiero później nabiera rozpędu.
Bohaterowie nieprawdopodobnie mnie irytowali – odchodziłam od zmysłów widząc, ze Tania po raz kolejny rezygnuje ze szczęścia, że Aleksander miał w sobie tak mało zdecydowania, że potrafili oni igrać z uczuciami wszystkich, byleby tylko nie ujawnić prawdy o sobie. Mistyfikacja, ranienie siebie kosztem innych, wybory, których nie rozumiem, decyzje wymuszone rzeczywistością wojenną – to wszystko doprowadzało mnie podczas lektury do białej gorączki. Buzowały we mnie emocje, miałam ochotę wskoczyć do książki i potrząsnąć bohaterami, wydobyć ich z tej nonsensownej sytuacji. A jednak oddychałam wojennym, rosyjskim powietrzem, chłonęłam każde słowo z należną mu delikatnością i czułością. To opowieść, która powaliła mnie na kolana, zadomowiła się w moim sercu i nie chce go opuścić. Jest powieścią wielką, bo poruszającą.
Podczas lektury innych powieści, często bywam rozproszona, a Simons ma niesłychaną zdolność do skupienia na sobie całej mojej uwagi. Nie jest przesadą powiedzieć, że dzięki niej świat przestaje istnieć, że zatracam się całkowicie w rzeczywistości przez nią wykreowanej. Nie jem, bo bohaterowie nie jedzą, kocham, bo oni kochają, tęsknię, bo oni tęskną, oburzam się, bo i oni się oburzają… Ich życie staje się moim. Na długie godziny przeniosłam się do okupowanego Związku Radzieckiego, a później Ameryki. To opowieść podretuszowana pigmentami czułej pamięci, książka wytęskniona, dzieło najwyższej próby. I nic to, że romans, że w połowie opowieści zamiast historii na plan pierwszy wysuwa się erotyka. Nic to, że posiada wiele merytorycznych mankamentów. Jest tak oszałamiająca, że można jej wybaczyć wszystko, a zdecydowanie ułatwia to bogato zarysowane tło historyczne i niebywała umiejętność autorki do tworzenia dramaturgii. W książce tej wszechobecna jest miłość pomimo przeciwności, uczucie, do którego wielu tęskni i o jakim marzy, i wydaje mi się, że to właśnie dzięki niej powieść ta nic nie straci ze swojej mocy narracyjnej nawet po wielu latach. Simons stowarzysza się z gustami odbiorców i w genialny sposób użytkuje nośne, zaaprobowane poetyki, by zdobyć czytelnika. Jej słowa działają na wyobraźnię, rozpalają ją do czerwoności. Ten utwór oddycha. I ja to kupuję.


Paullino Simons, proszę mnie więcej do kaca książkowego nie doprowadzać!:P To już kolejny raz!

____________
Recenzja Pieśni o poranku Paulliny Simons