Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sophie Hannah. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sophie Hannah. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 4 grudnia 2016

Herkules Poirot powraca! [Zamknięta trumna - Sophie Hannah]



Herkules Poirot powraca w  wielkim stylu!

(...)

Lady Athelinda Playford, to nieprzeciętna autorka kryminałów, która postanawia wydać przyjęcie w swojej rezydencji w Irlandii. Wśród zaproszonych gości, poza rodziną, znajdują się Herkules Poirot, inspektor Catchpool oraz prawnik zarządzający testamentem starszej pani. Kobieta postanawia nanieść znaczące zmiany w dokumencie i ogłosić je publicznie na uroczystym obiedzie. W wyniku wprowadzonych modyfikacji, jej dzieci pozostawione zostałyby po jej śmierci bez grosza, zaś cały majątek przejąłby Joseph Scotcher – śmiertelnie chory asystent bohaterki, któremu zostało ledwie kilka tygodni życia.
(...)

Hannah doskonale oddała klimat powieści, czytelnie nawiązując do sztandarowych tekstów Christie. Całość dzieje się w zamkniętej, odseparowanej przestrzeni, na miejscu znajduje się kilkunastu podejrzanych, każdy z równie dobrym motywem do popełnienia zbrodni. Jedyne, co może pomóc w uchwyceniu mordercy, to szare komórki niezrównanego Herkulesa Poirot, który zarysowany został z  wielką dbałością. Pisarka nie zapomniała nawet o typowym dla niego egocentryzmie i przekonaniu o wyprzedzającej go sławie, a także ciętym języku, podkreślając je dawką humorystycznych scen. Kreacja bohatera jest niemalże bliźniacza jak w oryginale.

(...)

Zamknięta trumna bowiem, z powodzeniem mogłaby być podpisana nazwiskiem samej Królowej Kryminału – tak blisko jej do pierwowzoru. Fani tejże powinni być lekturą więcej niż usatysfakcjonowani.



Całość recenzji na:


środa, 3 czerwca 2015

Buźka - Sophie Hannah

Buźka.

Dziecko, które w opinii mamy nie jest jej. Podmienione. Ukradzione.

Alice Fancourt to świeżo upieczona mama, która pierwszy raz od chwili porodu postanawia wyjść z  domu. Córeczkę, Florence, zostawia pod opieką męża, licząc, że dobrze się nią zaopiekuje. Gdy jednak po dwu godzinach wraca, zastaje otwarte drzwi, śpiącego męża, a w łóżeczku obce dziecko. Kobieta nie ma wątpliwości – podczas jej nieobecności ktoś wkradł się do mieszkania i podmienił niemowlaki. Mąż bohaterki nie widzi powodów do obaw – sądzi, że dziecko, które leży w  kołysce to ich córeczka. Ma jednak podejrzenie, że jego żona zmaga się z ciężką depresją poporodową, mogącą powodować podobne zachowania.
Alice jest jednak nieustępliwa – wierzy w  swój osąd i zgłasza sprawę na policję.
Zanim jednak śledztwo na dobrze ma się rozpocząć, bohaterka wraz z  dzieckiem znika, a organy ścigania zmuszone są rozpocząć akcję poszukiwawczą. Wśród podejrzanych znajduje się mąż – jego pierwsza żona została zamordowana, co stawia go w bardzo niekorzystnym świetle.


W  śledztwo bardzo mocno angażuje się teściowa bohaterki, odgrywająca w  sprawie większą rolę, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. To ona domaga się badania DNA, nie wiedząc już w  czyj osąd wierzyć – sama bowiem widziała wnuczkę zaledwie raz.
Narracja prowadzona jest kilkutorowo: raz znajdujemy się w  centrum wydarzeń obecnych, po to, by za chwilę mocą retrospekcji powrócić do wydarzeń z  dnia pierwszego zgłoszenia. 
Kto jest odpowiedzialny za zaginięcie Alice i dziecka? Czy Buźka to naprawdę obce niemowlę?


Buźka to bardzo sprawnie napisany thriller psychologiczny, mocno trzymający w napięciu. Nie sposób wyobrazić sobie emocji towarzyszących bohaterom podczas całej akcji. Bardzo łatwo – dzięki autorskim podszeptom – wyrobić sobie opinię na temat bogatej rodziny Fancourtów. Okazuje się jednak, że nie zawsze nasze wyobrażenia i domniemania muszą mieć pokrycie z  rzeczywistością.
Hannah po raz kolejny wyprowadza czytelników w  pole – plącze akcję, ujawnia kolejne tajemnice postaci,  wprowadza zamieszanie poprzez spojrzenia o charakterze retrospektywnym, mnoży wątki, pokazuje nieoczywistości.

Smaczku wszystkiemu dodaje detektyw, który wbrew sobie angażuje się emocjonalnie w  sprawę, zadurzając się w  Alice. To dzięki niemu śledztwo przeprowadzone będzie nad wyraz skrupulatnie, a sprawy z przeszłości zostaną ponownie roztrząśnięte, by ukazać niewykazane wcześniej nieścisłości w  dochodzeniu dotyczącym byłej żony Davida.
W  moim odczuciu nieco gorsza niż czytany przeze mnie ostatnio Błąd w  zeznaniach, ale i tak wciąż trzymająca doskonały poziom. Nie ma w  niej takiego napięcia jak w  poprzedniej powieści, a samo rozwiązanie nieszczególnie zaskakuje. Dla samej sprawności pisarskiej jednak – warto czytać!

Hannah to autorka, dla której warto zrobić miejsce na domowym regale – wśród współczesnych pisarzy swojego gatunku wyróżnia się lekkim piórem, świetnym pomysłem na fabułę i jego profesjonalną realizacją – to pisarka, o której jeszcze nie raz usłyszycie.



czwartek, 21 maja 2015

Błąd w zeznaniach – Sophie Hannah


Sophie Hannah została wybrana przez dziedziców Agathy Christie do napisania kontynuacji przygód Poirota – Inicjałów zbrodni.

Powieść wyszła jej na tyle zgrabnie (choć nieco zbyt krwawo), że teraz autorka ze spokojem może pracować w Polsce na własne nazwisko, mając już zapewnioną rozpoznawalność (książki wydawane przez Inicjałami… nie zrobiły u nas oszałamiającej kariery, nie były tak rozpoznawalne jak z  pewnością będą kolejne). Cieszę się, że było mi dane zmierzyć się z  piórem autorki, bo teraz – tworząc swój kolejny projekt literacki, odseparowany od przygód Poirota – pozwoliła mi się poznać od jeszcze lepszej strony.

Ilu z nas ma sekrety, o których nigdy nikomu nie powie, nie wyłączając najbliższych przyjaciół? Ilu z  nas potajemnie jest członkiem jakiegoś forum, szuka bratniej duszy lub łatwych podniet w Internecie? Ilu z  nas nakrywa się na myślach, które wstydziłby się wypowiedzieć na głos, a których ujawnienie wiązałoby się z  ogromnym wstydem? Pewnie wielu.

Dla takich osób powstają strony takie jak IntimateLinks, gdzie można znaleźć dosłownie wszystko i wszystkich – pod maską anonimowości odkryjemy ludzi o podobnych preferencjach, zainteresowaniach, problemach, pragnieniach, z  którymi będziemy mogli podzielić się tym, czego za nic nie powiedzielibyśmy bliskim, nie chcąc narażać się na ocenę.

Ze strony tej korzysta także  Nicki Clements, czterdziestodwuletnia żona i matka, wdająca się w  internetowy romans i cyberseks najpierw z  Królem Edwardem, później Gavinem, który przyznaje się do bycia Damonem Blundym - kontrowersyjnym publicysta, autor niezwykle kąśliwych felietonów, które co rusz przysparzają mu nowych wrogów. Mężczyzna w  opinii swoich dwóch byłych żon nie potrafi kochać ani zachowywać się z  czułością. Dlaczego więc będąc Gavinem, jawi się jako zupełnie inna osobowość? Być może wcale nie jest tym, za kogo się podaje?
 
Te oraz wiele innych pytań ewokuje nagła śmierć prawdziwego Blundy’ego – zamordowanego w  bardzo niecodzienny sposób – wykorzystano nóż, jednak nie do dźgnięcia, a do… uduszenia. Jakby tego było mało, sprawca pozostawił na miejscu zbrodni zagadkowy napis stworzony czerwoną farbą, hasło do komputera zamordowanego, a także – sic! – selfie z denatem.
Jaka wiadomość kryje się w  mieszkaniu Blundy’ego? Co chciał udowodnić morderca i jakie sekrety miał nieboszczyk? Który z  setek wrogów ma jego krew na rękach?

Błąd w zeznaniach skutecznie przykuł moją uwagę, rozbudził wielkie zainteresowanie, a ja dałam się porwać intrydze. Ze spokojnym sumieniem mogę powiedzieć, że to jeden z lepszych thrillerów psychologicznych (choć ja chyba raczej wolałabym nazwać go klasycznym kryminałem), jaki ostatnio czytałam. Bohaterowie są poturbowani przez życie, ich portrety psychologiczne są pełne i niejednoznaczne, przeszłość snuje się za nimi jak cień, nie dając o sobie zapomnieć.

Hannah ma niesamowicie lekkie pióro, z  łatwością pozwala czytelnikowi na wejście w  tekst, snuje opowieść płynnie i bez przestojów, gwarantując nieoczywiste rozwiązania. Autorka co rusz myli tropy, komplikuje wątki, a to wszystko za sprawą specyficznej narracji – czytelnik jednocześnie jest świadkiem trudnej sytuacji policji, której jedyną poszlaką jest dziwnie zachowująca się właścicielka srebrnego audi, widziana w  pobliżu miejsca zbrodni, z drugiej zaś strony śledzi jej losy – kobiety, która nieustannie wzbudza w  sobie poczucie winy za grzeszność. Jaka to grzeszność? U Hannah nic nie jest oczywiste, a w  jej powieści nie sposób dostrzec jakichkolwiek braków.

Jeśli szukacie naprawdę dobrej, przemyślanej, spójnej kompozycyjnie i fabularnie, obfitującej w zwracających uwagę bohaterów powieści – ta książka z  pewnością spełni wasze oczekiwania. Nie mogę doczekać się lektury kolejnych!

Z  Hannah sprawa jest bowiem bardzo prosta: apetyt rośnie w  miarę jedzenia! Dlatego uważajcie! Jeśli już raz zakosztujecie jej prozy, trudno będzie Wam się oprzeć, a dieta oparta na jej książkach to mocny stymulator emocjonalny.

Autorka w  tym tygodniu odwiedzi Polskę, jeśli macie więc ochotę, czas i możliwości – serdecznie zapraszam ja i sama Hannah:







poniedziałek, 8 września 2014

Inicjały zbrodni – Sophie Hannah


Tytuł: Inicjały zbrodni
Autor: Sophie Hannah
Wydawnictwo: Literackie
ISBN: 978-83-08-05391-1
Ilość stron:
360
Cena:
30,40zł
Data premiery: 11 września 2014.

Niemalże 40 lat po premierze ostatnich przygód Poirota, na światowej scenie pojawia się kolejna powieść z udziałem tego detektywa wszech czasów. Spisaniem jego przygód zajął się nie kto inny, jak Sophie Hannach, wybrana do tego zadania przez spadkobierców Agaty Christie, zgodnie twierdzących, że nikt inny tak dobrze nie sprawdzi się jako kontynuator dokumentowania perypetii Małego Belga, jak uznana pisarka wychowana na kryminałach anglosaskiej autorki.
Także ja i wychowałam się na jej powieściach, zatem wieść o ponownym oddaniu głosu Poirotowi była dla mnie piorunująca – z miejsca pojawił się szereg obaw, ale i nadziei na świetne projekty literackie, które będą nie lada gratką dla fanów, ale też ogromnym hołdem złożonym samej autorce.
Sumiasty, czarny wąs, szare komórki zdolne rozwikłać dowolną zagadkę, wysokie poczucie własnej wartości, nieco irytujący ton i fenomenalny zmysł obserwacji, to cechy, które wyróżniają Poirota spośród innych detektywów. To one sprawiły, że wiele lat temu Mały Belg umościł się wygodnie w mojej głowie i ani myśli z niej wyjść.
A jego ani myślą opuścić przygody – gdy na emeryturze spędza wieczór w londyńskim hotelu, gdzie delektuje się smaczną kolacją, z miejsca zaangażowany zostaje do rozwiązania niełatwej, jak się okaże, sprawy. Pewna kobieta, której poruszenie mocno go zainteresowało, a wrodzona ciekawość nie pozwoliła pozostawić sprawy bez wyjaśnienia, wyznaje mu, że grozi jej śmiertelne niebezpieczeństwo. Mimo wyraźnego poruszenia, błaga detektywa, by nie próbował szukać mordercy, bo jej śmierć jest konieczna. Jej relacja stanowi tak mocno chaotyczną szarpaninę słowną, że detektywowi z trudem przychodzi wysunięcie z niej rozsądnych wniosków. Sprawa okazuje się tym bardziej osobliwa, że tego samego wieczoru, w innym hotelu, popełnione zostaje trzykrotne morderstwo, o którym wieść szybko dociera do mężczyzny. W ustach ofiar zabójca pozostawił spinki do mankietów z grawerem PJI. Tym razem, w dochodzeniu pomaga Poirotowi (choć powinno być odwrotnie) Catchpool, przedstawiciel Scotland Yardu.
Jaki związek mają ze sobą obie sprawy? Czy Poirotowi uda się rozwiązać zagadkę, zanim dojdzie do kolejnego morderstwa?
Na te pytania odpowiedzi poznacie dopiero, gdy wejrzycie tej książce pod okładkę, a zaręczam, że warto.

Jak poradziła sobie Hannah z tym ogromnym wyzwaniem jakim jest próba dorównania do poziomu Christie, by całość nie wypadła blado?
Muszę przyznać – doskonale.
Inicjały zbrodni, pomimo kilku odstępstw od charakterystycznego rytmu powieściowego Christie, jakim jest przede wszystkim długość historii (około 350 stron przy dużym formacie, podczas gdy u Christie było to około 250 stron) i rozbudowanie wątków, a także osadzenie w roli narratora Catchpoola, a nie jak było to dotąd – narratora wszechwiedzącego (nie ukrywam, że do formy narracji zastosowanej przez Hannah bardzo ciężko było się przyzwyczaić, a dodatkowo sprawiała ona, że ułuda czytania Christie zanikała – dość nieudany zabieg), są książką bardzo sprawnie napisaną, wierną rozwiązaniom fabularnym znanym z tekstów Królowej Kryminału i – gdyby nie owe niedopatrzenia (specjalne zastosowania?) – wręcz łudząco podobną do oryginału.
Spadkobiercy Christie nie pomylili się – Hannah to właściwa autorka, na właściwym miejscu.
Nic nie uroniła z pewności siebie, kultury osobistej, impertynencji i analitycznego umysłu Poirota, który lubował się w popisywaniu się swoją wiedzą i zdolnością od odkrywania prawdy, nawet tej najbardziej wymyślnej. W Inicjałach zbrodni czuć atmosferę znaną z książek Christie, namacalne jest podobieństwo postaci, a ewentualne różnice są niezauważalne i zupełnie bez znaczenia. To wręcz lustrzane odbicie, które jednak w pewien sposób zostało zniekształcone – skazą na powieści jest bowiem jednocześnie jej najmocniejsza strona… Poirot. Autorka tak silnie chciała oddać jego najbardziej charakterystyczne cechy, że w którymś momencie miarka się przebrała, sprawiając, że detektyw –  dotąd irytujący jedynie dla innych bohaterów – teraz stał się  denerwujący także dla czytelników. Uwielbiałam tę zarozumiałość Poirota i jego wrodzoną  nieomylność, u Hannach zaś mocno mnie ona drażniła, sprawiała, że Poirot wydawał się… sztuczny, nieswój, obcy i przesadzony.
Cieszę się, że wydawcy zachowali charakterystyczne logo znane z niemalże wszystkich wydań książek o Poirocie, choć przyznaję, że nieco mylące jest wyolbrzymienie jej nazwiska na niekorzyść prawowitej autorki, ale marketingowo to zdecydowanie jasne i – jak sądzę – najlepsze rozwiązanie. Sprawi jednak, że Hannah nie będzie oceniania jako samodzielna autorka, a jako naśladowczyni – dla jednym mniej, dla innych bardziej wiarygodna.
Z niecierpliwością oczekuję kolejnych przygód Poirota, a Was zachęcam do szybkiego odwiedzenia księgarni i zrobienia miejsca na półkach – będzie Wam w najbliższym czasie potrzebne, zwłaszcza, że format znacząco wybiega od formatu książek samej Christie;)