Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Agatha Christie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Agatha Christie. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 4 grudnia 2016

Herkules Poirot powraca! [Zamknięta trumna - Sophie Hannah]



Herkules Poirot powraca w  wielkim stylu!

(...)

Lady Athelinda Playford, to nieprzeciętna autorka kryminałów, która postanawia wydać przyjęcie w swojej rezydencji w Irlandii. Wśród zaproszonych gości, poza rodziną, znajdują się Herkules Poirot, inspektor Catchpool oraz prawnik zarządzający testamentem starszej pani. Kobieta postanawia nanieść znaczące zmiany w dokumencie i ogłosić je publicznie na uroczystym obiedzie. W wyniku wprowadzonych modyfikacji, jej dzieci pozostawione zostałyby po jej śmierci bez grosza, zaś cały majątek przejąłby Joseph Scotcher – śmiertelnie chory asystent bohaterki, któremu zostało ledwie kilka tygodni życia.
(...)

Hannah doskonale oddała klimat powieści, czytelnie nawiązując do sztandarowych tekstów Christie. Całość dzieje się w zamkniętej, odseparowanej przestrzeni, na miejscu znajduje się kilkunastu podejrzanych, każdy z równie dobrym motywem do popełnienia zbrodni. Jedyne, co może pomóc w uchwyceniu mordercy, to szare komórki niezrównanego Herkulesa Poirot, który zarysowany został z  wielką dbałością. Pisarka nie zapomniała nawet o typowym dla niego egocentryzmie i przekonaniu o wyprzedzającej go sławie, a także ciętym języku, podkreślając je dawką humorystycznych scen. Kreacja bohatera jest niemalże bliźniacza jak w oryginale.

(...)

Zamknięta trumna bowiem, z powodzeniem mogłaby być podpisana nazwiskiem samej Królowej Kryminału – tak blisko jej do pierwowzoru. Fani tejże powinni być lekturą więcej niż usatysfakcjonowani.



Całość recenzji na:


wtorek, 3 listopada 2015

W samotności - Mary Westmacott



Nie wszyscy wiedzą, że Królowa Kryminału – Agatha Christie – poza tym, że trudniła się tworzeniem tekstów w obrębie swego wirtuozerskiego gatunku, pisywała również powieści obyczajowe pod pseudonimem Mary Westmacott, który ujawniono dopiero po 20 latach od publikacji.

Ku mojej uciesze, Wydawnictwo Dolnośląskie zdecydowało się na ich wydanie, znacznie ułatwiając mi do nich dotarcie.

W samotności, uznawana za najlepszą spośród nich, opisuje losy Joan Scudamore. Kobieta ta jest  dojrzałą matką, osobą zadowoloną ze swojego życia, pozycji społecznej, wychowania. Wraca właśnie z odwiedzin u jednej ze swoich córek mieszkających w Bagdadzie. Na nieszczęście z powodu złej pogody, zostaje ona uwięziona na kilka dni w małej gospodzie na granicy z Turcją. Pobyt w samotności (książki bowiem zdążyła już przeczytać) zmusza ją do autorefleksji i retrospekcji – często niepożądanych. Zdaje się, że po raz pierwszy w życiu kobieta zastanawia się nad sobą samą i swoim postępowaniem, szczególnie wobec męża i córek, których zawsze chciała podporządkować swoim wyobrażeniom i chceniom. Czym dłużej Joan pozostaje w gospodzie, tym mniej podoba jej się obraz samej siebie, który się przed nią zarysowuje.

Do jakich wniosków bohaterka dojdzie w ostateczności?

Książka ta – mimo że nie jest kryminałem i absolutnie nic jej z tym gatunkiem (poza osobą autorki) nie łączy – jest nie do podrobienia. Czytając, ma się pewność tego, spod czyjego wyszła pióra. Jest bowiem coś w pisaniu Christie, jakieś jej linie papilarne, które pozwalają z łatwością wskazać teksty jej autorstwa.

Nie jest to być może literatura wysokich lotów, daleko jej również do mistrzostwa w snuciu intrygi kryminalnej, warto jednak – jak sądzę – poświęcić jej chwilkę i poznać Christie od drugiej strony – zobaczyć jak swój zmysł obserwatorski przeniosła na życiowe refleksje i wejrzenie w głąb dusz swoich bohaterów, a nie na fenomenalne dochodzenie sprawcy, tym bardziej, że książkę tę traktowała ona bardzo osobiście.

Książkę czyta się lekko i z zainteresowaniem, mimo że nie niesie ze sobą żadnych odkryć, poza gorzką prawdą o tym, że najmniej znamy siebie i swoich najbliższych. Ot, wariacja na temat. Na lekkie, sobotnie popołudnie lub podróż pociągiem jak znalazł.

Inne książki Christie i o Christie:

poniedziałek, 26 października 2015

Świat Agaty Chrisie - Martin Fido




Piękne albumowe wydanie, które chłonie się z pasją i zainteresowaniem. Mimo że przeczytałam już wiele publikacji o Agacie i Agaty – kolejna pozycja ukazująca się na rynku ponownie oświetliła zaciemnione dotąd punkty jej życia.

Okazuje się, że dwójka moich ulubionych pisarzy – Christie i Szekspir – mają ogromny związek, nie tylko ten kojarzony z mottami często przez Królową Kryminału wykorzystywanymi, a czerpanymi z jego utworów. Można wręcz powiedzieć, ze gdyby nie przodkowie Agathy, nie byłoby największego dramatopisarza wszechczasów. Ciekawi o co chodzi? Do książki!

Otwiera ją kalendarium i drzewo genealogiczne pisarki – dobrze w końcu wszystko mieć czarno na białym, dobrze wracać do  tegoż w razie wątpliwości czy zagubienia. Rodzina Christie to nie to samo, co rody z Gry o tron, jednak podobne zestawienie zawsze jest przydatne i systematyzujące.
Publikacja ta, to nie tylko opis życia Agathy – krótki zarys jej rodziców i ich życia, zapis jej dzieciństwa, dorastania, miłości, rozczarowania mężczyznami, spacer szlakiem jej zainteresowań, ale także wędrówka śladami jej twórczości, wzbogacona także o przewodnik po szukaniu rozwiązania zagadki w każdej z jej książek.



To także krótki przegląd sztuk i filmów powstałych na kanwie książek Christie, a także aktorów, którzy wcielili się w role Poirota, Marple, Jappa i Hastngsa.

Cały tekst stoi na równi z fotografiami i faksymilami, będącymi niebywale istotnymi elementami publikacji. Jest to bowiem nie tylko książka do czytania, ale także album do oglądania, w którym spotkamy zarówno małą, młodą jak i dojrzałą Christie.

Cudowna rzecz dla entuzjastów autorki, cudowna! Prezentuje się pięknie, czyta się wyśmienicie, stanowi uzupełnienie drobiazgów i odświeżenie całościowego obrazu pisarki.
Polecam zarówno na prezent, jak i jako uzupełnienie kolekcji.


Pyszna lektura!



sobota, 26 września 2015

"Czarny chleb i czarna kawa, opętani samotnością..." [Czarna kawa - Agatha Christie]


 Oto lekka, przyjemna lektura jakiej oczekujecie, kupując moją nową książkę. Ponieważ jednak szanuję wasza inteligencję i mój własny profesjonalizm, zamierzam Was przechytrzyć[1] 
I rzeczywiście. Żaden inny pisarz kryminałów nie wystrychnął mnie na dudka tyle razy ile Agatha Christie.

Przyznać jednak muszę, z nieskrywanym żalem, że Czarna kawa to nienajlepsza książka w dorobku Królowej Kryminału. Brakuje jej pazura, a całość sprawia wrażenie niedopracowanego szkicu, będącego jedynie namiastką czegoś, co miało później stanowić kompletną całość. Jest dość nijako, bezbarwnie i – niestety! – sztampowo.

Całość dzieje się, jak to często bywa u Christie, w małej przestrzeni, właściwie za zamkniętymi drzwiami pokoju, gdzie Herkules Poirot musi wymanewrować złodzieja czyhającego na wzór groźnego materiału wybuchowego, stworzony przez sir Clauda Amory’ego – mężczyznę otrutego we własnej rezydencji. Wiele wskazuje na to, że przyczyną zabójstwa była właśnie chęć wejścia w posiadanie tajemniczego i chronionego wzoru. 

Gdy Mały Belg przybywa na miejsce, już po śmierci wzywającego go Amory'ego, rodzina za wszelką cenę chce się go pozbyć, by uniknąć skandalu i – prawdopodobnie – zdobyć to, czego wielu pożąda, a co także przed najbliższymi było skrzętnie chronione.

Detektyw, próbując się uporać z nietuzinkowym śledztwem, tradycyjnie ma za pomoc Hastingsa, który choć niespecjalnie rezolutny, nierzadko ułatwia rozwiązanie sprawy przez wypowiadane przypadkowo i nieumyślnie uwagi, rzucające na sprawę zupełnie nowe światło. Nie inaczej jest tym razem – wierny przyjaciel Poirota nieświadom swoich zasług, pomoże bohaterowi uporządkować myśli i wpaść na ostateczne rozwiązanie.

Podejrzanych rzecz jasna nie braknie, a ostateczne rozwiązanie można podsumować znaną maksymą: z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciach.


Ot, cała zagwozdka.

[1] John Durran, ABC Zbrodni Agathy Christie, Wrocław 2015, s.29.

środa, 15 lipca 2015

Moja podróż po Imperium. Agatha Christie – oprac. Mathew Prichard


Moja podróż po Imperium to kolejna publikacja przybliżająca życie i podróże Agathy Christie, kojarzonej niezmiennie z fenomenalnymi kryminałami, triumfującymi na literackim piedestale od lat.

Urzeka mnie ta seria, bowiem pokazuje mi moją ukochaną pisarkę od strony, od jakiej jej nie znałam i nie miałam możliwości poznać – widzę kobietę odważną (zostawiła swoją córkę na 10 miesięcy!), złaknioną przygód, świata, spektakularnych widoków, nowych kultur, innych światów; karmiącą swoją wyobraźnię i doskonale obracającą się w  świecie mężczyzn (nie licząc kilku drobniejszych wpadek o podłożu kulturowym), a przy tym otrzymuję album pełen cudownych fotografii, które choć czarno-białe i klimatyczne w wyobraźni uzupełniam kolorami opisywanymi przez Christie.

Moja podróż po Imperium to zapis podróży pisarki, która wraz z mężem wyruszyła w trasę przygotowawczą do wielkiej wystawy dotyczącej Imperium. Szlak ich wojaży wiódł przez Afrykę Południową, Australię, Nową Zelandię, Honolulu, Kanadę, Nowy Jork… Czytając tę publikację podczas wakacji, można odnieść wrażenie, że podróżuje się wraz z Christie, tym bardziej, że dziś – dzięki zasobom Internetu – jej relacje można uzupełniać widokami zaczerpniętymi z bazy grafik.

Publikację tej książki umożliwił Mathew Pichard – wnuk pisarki – który zebrał i usystematyzował wszystkie materiały z  podróży babci, pieszczotliwie zwanej Nimą, którą sam, dzięki pracy redakcyjnej, mógł poznać od innej strony, niż ta, którą pamiętał z dzieciństwa i wczesnej młodości.

To opracowanie jest świadectwem tego jak bardzo podróże zmieniają i kształcą człowieka, jak wiele mogą o nim powiedzieć nawet tym, którym wydaje się, że znają podróżnika doskonale.
Świetne wydanie, kawał dobrej roboty, niezwykła frajda dla fanów Królowej Kryminału.
Polecam gorąco!

Inne książki Agathy Christie:


sobota, 11 kwietnia 2015

O życiu archeologa na wykopaliskach (Opowiedz, jak tam żyjecie – Agatha Christie Mallowan)



 
Agatha Christie szerokiej publiczności znana jest jako autorka kryminałów. I dla większości w  tym miejscu znajomość jej tekstów się kończy. A wiecie o tym, że pisząc pod pseudonimem publikowała ona także poczytne romanse? Wiecie, że wydała parę książek o podróżach swoich i męża, w  tym quasi-reportaż czy też jak ona go nazwała – błahostkę z  wykopalisk archeologicznych prowadzonych w  Syrii przez cztery sezony?

Jeśli nie, szczerze Wam radzę – wypełnijcie te luki, bo jest czym!
Na dobry początek proponuję Wam (zwłaszcza tym zainteresowanym historią i archeologią) podróż szlakiem syryjskich wykopalisk prowadzonych przez męża Christie – Maxa Mallowana – i jego załogę. Autorka często zapytywana była o to, jak żyje się podczas prowadzenia takich prac, jak to naprawdę wygląda. W  odpowiedzi na sporą ilość pojawiających się pytań postanowiła wydać publikację, będącą komentarzem do owych wydarzeń.

Wydawać by się mogło, że będzie to książka poważna, drętwa, najeżona fachowym słownictwem, miejscami nudna, bo w  końcu co można powiedzieć o czterech sezonach spędzonych z nosem w  ziemi w  poszukiwaniu zaginionych szczątek dawnych cywilizacji? Jak udowadnia Christie – bardzo dużo! Ta książka bowiem, to nie tylko zapis kolejnych odkryć, ale przede wszystkim przyprawiona humorem (spodziewalibyście się tego?) opowieść o mieszance kulturowo-wyznaniowej, miksie tradycji, wierzeń, zasad, przesądów złączonym jednym celem – eksploracją przeszłości.
Na kartach tej książki spotykają się muzułmanie, katolicy, prawosławni i jazydzi, którzy muszą wypracować wiele kompromisów, by poradzić sobie ze współżyciem i wspólną pracą w  niełatwych warunkach. Przed sporymi wyzwaniami stoi także sam Mallowan, który co rusz musi rozwiązywać konflikty częstokroć dla niego niezrozumiałe, bo wypływające z obcych dla niego zasad religijnych, a także zachęcać swoich pracowników do dalszych poszukiwań, nawet jeśli wciąż przynosili mu bezwartościowe odłamki.

Książka ta oprócz oczywistej rozrywki zapewnia także porządną dawkę kultury i historii opowiedzianej z  innej perspektywy.
Niemalże od dziecka chciałam być archeologiem (to marzenie wygasło, gdy wyparło je pragnienie bycia nauczycielem) i zamiast gromadzić kolejne zabawki, gromadziłam kolejne czasopisma i książki poświęcone starożytności, prehistorii i wykopaliskom – wiele z  tego zapału zostało we mnie po dziś dzień, a książka ta w  jakimś stopniu moje marzenie spełniła – przez krótki czas mogłam wybrać się na wykopaliska, zobaczyć jak wyglądają od podszewki, jak przebiega proces oceniania tego co wartościowe, a tego co niekoniecznie, jak wyglądają podziały pozyskanych dóbr między Muzeum Brytyjskim a miejscowymi władzami, jak odmienną skalę wartości mają ludzie z  Orientu i wreszcie jak ogromną wiedzę, takt i umiejętność godzenia się ze stratą trzeba mieć, by dobrze wykonywać ten zawód.

Mój podziw wzrósł, moja pasja odżyła, Christie objawiła mi swoje nowe oblicze, poszerzyłam horyzonty, pozwiedzałam Syrię – nie jestem w  stanie dostrzec żadnej słabostki tej publikacji.
Świetna!

czwartek, 11 września 2014

Zwierciadło pęka w odłamków stos – Agatha Christie


Tytuł: Zwierciadło pęka w odłamków stos
Autor: Agatha Christie
Wydawnictwo: Dolnośląskie
ISBN: 978-83-245-9293-7
Ilość stron
: 280
Cena: 24,90zł


Zwierciadło pęka w odłamków stos urzekło mnie w dwójnasób – raz, że intryga skonstruowana jak zwykle misternie, a przy tym rozwiązanie zagadki prostsze być już nie mogło, co potęguje wrażenie mistrzostwa Christie, dwa, że autorka wspomina w nim wielokrotnie uwielbiany przeze mnie tekst Tennysona, z którego zaczerpnięty został tytuł, a który przez lata stawał się inspiracją dla innych artystów. Pod recenzją prezentuję piosenkę, będącą jedną z najpiękniejszych znanych mi korespondencji tekstów, a której melodię słyszałam i którą nuciłam  niemalże przez całą lekturę.  





Zerwana nić jak cienki włos,
Zwierciadło pęka w odłamków stos,
,,Klątwa nade mną”, woła w głos
Pani na Shalott1.


Podczas przyjęcia w Gossington Hall spotyka się wielu ludzi, w tym fanów znaczącej aktorki Mariny Gregg. Jedną z jej wielbicielek obecnych na fecie, była Heather Badcock, z wielkim zapałem opowiadająca o tym, jak przed laty mimo choroby, pobiegła na spotkanie z nią, by zyskać autograf. Krótko po ich rozmowie, Heather ginie, wypiwszy truciznę przeznaczoną, jak sądzono, wcale nie dla niej, lecz dla gwiazdy filmowej, która oddała jej swój koktajl po niefortunnym wypadku.
St Mary Mead po raz kolejny staje się sceną dla licznych morderstw, popełnianych raz po raz na ludziach obecnych na przyjęciu. Sprawą zajmuje się nie kto inny, jak wiekowa już Jane Marple, dla której rozwiązywanie zagadek kryminalnych jest najlepszym medykamentem na świecie. Tylko ona jest w stanie spojrzeć na sprawę z należytej perspektywy i przyjąć spojrzenie mordercy, z niezwykłą precyzją łącząc fakty dla policji nieczytelne. W swoim rozumowaniu korzysta – co częste dla utworów Christie – z utworu literackiego, idealnie opisującego sytuację na fecie oraz późniejsze wydarzeni: jest on nie tylko poszlaką, ale też doskonałą puentą.
Autorka po raz kolejny proponuje nam zmyślną intrygę, której rozwiązanie jest tak oczywiste, że nikomu – poza starszą panią – nie przychodzi nawet do głowy. Morderca popełnił zbrodnię doskonałą, korzystając ze sprzyjających okoliczności i świetnie maskując swoje poczynania.

To jedna z książek Christie, którą dzięki licznym odwołaniom i własnym porównaniom przeżyłam wyjątkowo silnie.
Polecam ją gorąco, w tle koniecznie puszczajcie wersję Joli Koryckiej i Wojciecha Dudzińskiego (Marta – dzięki Tobie!) lub – dla lubujących się w wersjach obcojęzycznych – Loreeny McKennit. Wtedy gwarantowane są o wiele bardziej intensywne doznania
:)




Wojciech Dudziński i Jola Korycka - Pani na Shalott




1. Alfred Tennyson, Pani na Shalott, [online] http://www.anneofgreengables.fora.pl/tworczosc-wykorzystywana-w-powiesciach-i-ekranizacjach-powiesci-lmm,177/pani-na-shalott-alfred-tennyson,541.html, wejście z dnia 11.09.2014r.

poniedziałek, 8 września 2014

Inicjały zbrodni – Sophie Hannah


Tytuł: Inicjały zbrodni
Autor: Sophie Hannah
Wydawnictwo: Literackie
ISBN: 978-83-08-05391-1
Ilość stron:
360
Cena:
30,40zł
Data premiery: 11 września 2014.

Niemalże 40 lat po premierze ostatnich przygód Poirota, na światowej scenie pojawia się kolejna powieść z udziałem tego detektywa wszech czasów. Spisaniem jego przygód zajął się nie kto inny, jak Sophie Hannach, wybrana do tego zadania przez spadkobierców Agaty Christie, zgodnie twierdzących, że nikt inny tak dobrze nie sprawdzi się jako kontynuator dokumentowania perypetii Małego Belga, jak uznana pisarka wychowana na kryminałach anglosaskiej autorki.
Także ja i wychowałam się na jej powieściach, zatem wieść o ponownym oddaniu głosu Poirotowi była dla mnie piorunująca – z miejsca pojawił się szereg obaw, ale i nadziei na świetne projekty literackie, które będą nie lada gratką dla fanów, ale też ogromnym hołdem złożonym samej autorce.
Sumiasty, czarny wąs, szare komórki zdolne rozwikłać dowolną zagadkę, wysokie poczucie własnej wartości, nieco irytujący ton i fenomenalny zmysł obserwacji, to cechy, które wyróżniają Poirota spośród innych detektywów. To one sprawiły, że wiele lat temu Mały Belg umościł się wygodnie w mojej głowie i ani myśli z niej wyjść.
A jego ani myślą opuścić przygody – gdy na emeryturze spędza wieczór w londyńskim hotelu, gdzie delektuje się smaczną kolacją, z miejsca zaangażowany zostaje do rozwiązania niełatwej, jak się okaże, sprawy. Pewna kobieta, której poruszenie mocno go zainteresowało, a wrodzona ciekawość nie pozwoliła pozostawić sprawy bez wyjaśnienia, wyznaje mu, że grozi jej śmiertelne niebezpieczeństwo. Mimo wyraźnego poruszenia, błaga detektywa, by nie próbował szukać mordercy, bo jej śmierć jest konieczna. Jej relacja stanowi tak mocno chaotyczną szarpaninę słowną, że detektywowi z trudem przychodzi wysunięcie z niej rozsądnych wniosków. Sprawa okazuje się tym bardziej osobliwa, że tego samego wieczoru, w innym hotelu, popełnione zostaje trzykrotne morderstwo, o którym wieść szybko dociera do mężczyzny. W ustach ofiar zabójca pozostawił spinki do mankietów z grawerem PJI. Tym razem, w dochodzeniu pomaga Poirotowi (choć powinno być odwrotnie) Catchpool, przedstawiciel Scotland Yardu.
Jaki związek mają ze sobą obie sprawy? Czy Poirotowi uda się rozwiązać zagadkę, zanim dojdzie do kolejnego morderstwa?
Na te pytania odpowiedzi poznacie dopiero, gdy wejrzycie tej książce pod okładkę, a zaręczam, że warto.

Jak poradziła sobie Hannah z tym ogromnym wyzwaniem jakim jest próba dorównania do poziomu Christie, by całość nie wypadła blado?
Muszę przyznać – doskonale.
Inicjały zbrodni, pomimo kilku odstępstw od charakterystycznego rytmu powieściowego Christie, jakim jest przede wszystkim długość historii (około 350 stron przy dużym formacie, podczas gdy u Christie było to około 250 stron) i rozbudowanie wątków, a także osadzenie w roli narratora Catchpoola, a nie jak było to dotąd – narratora wszechwiedzącego (nie ukrywam, że do formy narracji zastosowanej przez Hannah bardzo ciężko było się przyzwyczaić, a dodatkowo sprawiała ona, że ułuda czytania Christie zanikała – dość nieudany zabieg), są książką bardzo sprawnie napisaną, wierną rozwiązaniom fabularnym znanym z tekstów Królowej Kryminału i – gdyby nie owe niedopatrzenia (specjalne zastosowania?) – wręcz łudząco podobną do oryginału.
Spadkobiercy Christie nie pomylili się – Hannah to właściwa autorka, na właściwym miejscu.
Nic nie uroniła z pewności siebie, kultury osobistej, impertynencji i analitycznego umysłu Poirota, który lubował się w popisywaniu się swoją wiedzą i zdolnością od odkrywania prawdy, nawet tej najbardziej wymyślnej. W Inicjałach zbrodni czuć atmosferę znaną z książek Christie, namacalne jest podobieństwo postaci, a ewentualne różnice są niezauważalne i zupełnie bez znaczenia. To wręcz lustrzane odbicie, które jednak w pewien sposób zostało zniekształcone – skazą na powieści jest bowiem jednocześnie jej najmocniejsza strona… Poirot. Autorka tak silnie chciała oddać jego najbardziej charakterystyczne cechy, że w którymś momencie miarka się przebrała, sprawiając, że detektyw –  dotąd irytujący jedynie dla innych bohaterów – teraz stał się  denerwujący także dla czytelników. Uwielbiałam tę zarozumiałość Poirota i jego wrodzoną  nieomylność, u Hannach zaś mocno mnie ona drażniła, sprawiała, że Poirot wydawał się… sztuczny, nieswój, obcy i przesadzony.
Cieszę się, że wydawcy zachowali charakterystyczne logo znane z niemalże wszystkich wydań książek o Poirocie, choć przyznaję, że nieco mylące jest wyolbrzymienie jej nazwiska na niekorzyść prawowitej autorki, ale marketingowo to zdecydowanie jasne i – jak sądzę – najlepsze rozwiązanie. Sprawi jednak, że Hannah nie będzie oceniania jako samodzielna autorka, a jako naśladowczyni – dla jednym mniej, dla innych bardziej wiarygodna.
Z niecierpliwością oczekuję kolejnych przygód Poirota, a Was zachęcam do szybkiego odwiedzenia księgarni i zrobienia miejsca na półkach – będzie Wam w najbliższym czasie potrzebne, zwłaszcza, że format znacząco wybiega od formatu książek samej Christie;)





niedziela, 23 marca 2014

I nie było już nikogo – Agatha Christie



Tytuł: I nie było już nikogo
Autor: Agatha Christie
Wydawnictwo: Dolnośląskie
ISBN: 978-83-271-5036-3
Ilość stron: 213
Cena: 14,99 zł


I nie było już nikogo to książka, z której wyrosła moja fascynacja Agathą Christie. Nie pamiętam już ile razy do niej wracałam, ale robię to każdorazowo z wielkim namaszczeniem – nawet znając clue, a może właśnie szczególnie dlatego, każda kolejna lektura staje się pełniejsza: już od pierwszych stron mogę śledzić kunszt pisarski, obserwować jak skrywała małe podpowiedzi w kolejnych rozdziałach, tak zmyślnie jednak, by właściwie nie było szans na domyślenie się, kto jest sprawcą.
Książka ta, ze względu na poprawność polityczną, funkcjonowała pod kilkoma tytułami: Dziesięciu Murzynków (wcześniej Dziesięciu małych Murzynków), Dziesięciu małych Żołnierzyków, Dziesięciu  małych Indian  i wreszcie – I nie było już nikogo. Jako że zmiana tytułu, pociągała za sobą także zmianę treści rymowanki, na bazie której morderca dokonuje kolejnych czynów, nie sposób nie wybrać swojej ulubionej. Moją jest właśnie wersja ostatnia, a wieńcząca wyliczankę strofa A ten jeden, ten ostatni /tak się przejął dolą srogą/ że aż z żalu się powiesił/ I nie było już nikogo krąży w mojej głowie od wielu lat.
Akcja otwiera się, gdy ośmiu ludzi, dostaje zaproszenie od tajemniczego Pana Owena, który zachęca ich do przybycia na wyspę. Na pozór nic ich nie łączy – nigdy wcześniej się nie spotkali, nie wiedzą też, kim jest gospodarz, który zresztą na wyspie wcale się nie pojawia. Zamiast niego, dwójka służących, według wcześniejszych instrukcji, puszcza nagranie, na którym Owen oskarża wszystkich swoich gości o zbrodnie, do których nigdy się nie przyznali, i których nigdy im nie udowodniono. Po tym zdarzeniu przybyli rozchodzą się do swoich pokojów, gdzie znajdują dziecięcy wierszyk o kolejno znikających ludziach. Jeszcze ten samej nocy niewinny tekst zaczyna nabierać nowego znaczenia.
Morderca ciąg zabójstw ułożył w rytm wyliczanki, co nadaje książce zarówno makabry, jak smaczku. Podobny zabieg często przyświecał motywacjom bohaterów książek Christie – czerpali oni z mądrości ludowych, rymowanek znanych z młodości i wrzucali je w nowe konteksty, całkowicie zmieniając ich znaczenie i rozumienie.
Choć na pozór książka ta wydawać się może jedynie bardzo sprawnie napisanym kryminałem, tak naprawdę otwiera drugie dno – psychologiczne i filozoficzne. Wyspa, na której znaleźli się bohaterowie, to nie tylko dosłowne miejsce odseparowane, na którym zmuszeni są oni do życia z tymi, z którymi zostali na niej ulokowani (a raczej: uwięzieni), ale też metafora człowieka w świecie – samotnej wyspy, indywidualności, składającej się wraz z innymi na cały obraz świata (ludzkości), świadomości, duszy, która w zetknięciu z ostatecznym musi zmierzyć się z demonami przeszłości i przyznać się do popełnionych czynów. Bycie uwięzionym na wyspie (czytanym jako zmuszenie do przebywania z sobą samym w warunkach bardzo specyficznych) zmusza do zdefiniowania własnych przewin, wyartykułowania dokonanych przestępstw, stanięcia w prawdzie przed sobą samym, do czego obliguje duszna i parna atmosfera bycia z sobą sam na sam, bez możliwości ucieczki, a do tego potęgowana poczynaniami osoby odpowiedzialnej za zmuszenie nas do przyjazdu na wyspę – budzenia uśpionych wyrzutów sumienia, zasiewania ziarna wątpliwości.
Agatha Christie to nie tylko Królowa Kryminałów, ale też królowa badania ludzkiej psychiki. W dziesiątkach swoich tekstów, zaprezentowała niebywały talent do śledzenia ludzkich motywacji, głębokiego gruntowania ich w przeszłości, w relacjach, zmyślnego przeplatania z zazdrością, żądzą i zemstą.
I nie było już nikogo to jedna z jej najlepszych książek, którą polecam każdemu, szczególnie tym, którzy na geniuszu tej autorki jeszcze się nie poznali.
A kto lubi – niech sięgnie także i po grę, z czterema alternatywnymi zakończeniami.