Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść drogi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść drogi. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 19 czerwca 2017

Ścieżki nadziei - Richard Paul Evans



Ścieżki nadziei Richarda Paula Evansa to ostatni już tom cyklu Dzienniki pisane w drodzeopisującego pieszą wędrówkę jego głównego bohatera, Alana, przez całą Amerykę, którą ten powziął po stracie żony.

Alan musi po raz kolejny przerwać swoją wędrówkę – jego ojciec przeszedł rozległy zawał i leży w szpitalu pod czujnym nadzorem lekarzy pracujących na oddziale intensywnej terapii. Jego stan wydaje się stabilny, jednak nie ulega poprawie, mimo zastosowanego leczenia. Alan wraz z  Nicole, przyjaciółką rodziny, towarzyszy ojcu przy szpitalnym łóżku, raz po razie poznając nieznane losy swojej rodziny oraz dowiadując się o swoim ojcu rzeczy, których nigdy nie mógłby nawet podejrzewać.

Część ta ogniskuje się wokół choroby, odchodzenia, ale także – może przede wszystkim – miłości rodzicielskiej oraz synowskiej. Pokazuje jak wiele rodzice poświęcają dla swoich dzieci, nawet jeśli ci tego nie dostrzegają – jak często rezygnują z marzeń, związków, podróży, realizacji siebie i swoich pasji, by zapewnić swoim pociechom to, czego – jak sądzą – najbardziej im potrzeba. Nawet jeśli nie zawsze mówią oni „kocham Cię”, okazują to na tysiąc innych sposobów, które często odczytujemy jako próbę ingerencji w naszą wolność, próbę sprawowania nad nami kontroli, wtrącania się, podczas gdy tak naprawdę to elementy troski i wyraz bezgranicznej miłości, którą docenimy być może dopiero wówczas, gdy będzie już za późno.

Evansa, dzięki lekkości z jaką włada piórem, czyta się szalenie przyjemnie i płynnie. Choć jego książki nie są z natury przytłaczające i stanowią przykład literatury „na raz”, seria dzienników skłania do zastanowienia się nad sobą i swoim życiem po wielokroć. Ścieżki nadziei uczą doceniać rodziców, ich poświęcenie i wszystko to, co dla nas robiąc, nierzadko nie otrzymując nic poza wyrzutami i pretensjami.

Polecam. Nieważne w jakich stosunkach z najbliższymi pozostajecie – dzięki tej książce przypomnicie sobie, że wasi rodzice to także ludzie, którzy potrzebują uczuć, relacji i dobrego słowa i którzy mogą błądzić oraz robić to, co nie do końca musi nam się podobać. Przekonacie się, że są po prostu ludźmi.



***

Poprzednie tomy Dzienników pisanych w drodze

 Dotknąć nieba / Na rozstaju dróg / Kręte ścieżki Miejsce dla dwojga

Pozostałe książki Evansa na blogu:


środa, 23 września 2015

Papierowe miasta - John Green




Papierowe miasta to zdecydowanie lepsze spotkanie z Greenem niż słynna i w opinii wielu najznakomitsza powieść Szukając Alaski. Teraz, po lekturze, jestem w stanie zrozumieć fascynację autorem i wyjaśnić fakt tak wielkiego uwielbienia jakim jest darzony, szczególnie przez młodzież.
Green po raz kolejny każe nam szukać – porywa w trasę śladem zaginionej dziewczyny, którą my, chcąc, nie chcąc, będziemy próbowali odnaleźć wraz z bohaterami, upatrującymi w poszukiwaniach swojej misji.

Osiemnastoletni Quentin, krócej – Q, od dziecka zakochany jest w swojej sąsiadce, Margo Roth Spiegelman. Rówieśników dzieli właściwie wszystko – ona jest szkolną gwiazdą, uwielbianą przez wszystkich, otoczoną mgiełką tajemnicy, którą sama wokół siebie wytwarza i podtrzymuje. On – stoi raczej na uboczu i nie chwali się swoją fascynacją, która choć jawna, nikogo by nie wzruszyła – Margo jest obiektem czci niemalże wszystkich. Bohaterów łączy jedno – w dzieciństwie znaleźli oni martwego człowieka i to tamto wydarzenie naznaczyło ich relację na zawsze. 

Od tamtego czasu minęło już wiele czasu i choć Margo oraz Q od dawna nie zamienili ze sobą nawet słowa, dziewczyna wybiera właśnie jego, gdy potrzebuje pomocy w realizacji tajemniczego, okrutnego planu zemsty na przyjaciółce, ekschłopaku i wszystkich innych, którzy w jakikolwiek sposób ją zranili. Q myśli, że ta noc wskrzesi ich dziecięcą relację, okazuje się jednak, że Margo ma nieco inne plany – postanawia zniknąć… Wydaje się, że jedyną osobą zdolną ją odnaleźć (skłonną do poruszania się szlakiem pozostawionych przez nią śladów) jest właśnie Q, który skrzykując przyjaciół, postanawia odnaleźć tę, która prawdopodobnie wcale odnaleziona być nie chce, wszak prawnie jest już pełnoletnia i ma możliwość decydowania o sobie.

Poszukiwanie Margo pozwoli Q na coś znacznie ważniejszego – odkryje prawdę o sobie samym, a także o swoim otoczeniu. Green popełnił swoistą powieść inicjacyjną i powieść drogi, nad którą czuwa duch Whitmana, znacząc szlak Margo swoimi wierszami. Wcale nie dziwi, że książka ta omawiana jest w anglojęzycznych szkołach właśnie w zestawieniu z twórczością poety. Dzięki temu liryka staje się oswojona przez powieść współczesną, a oba teksty kultury wzajemnie się naświetlają i uzupełniają.

Green ma niebywały dar opowiadania o emocjach w sposób, który pozwala nastolatkom uporać się z własnym ich przeżywaniem, bez napuszenia, pompatyczności, wielkich słów, choć z domieszką filozofii. Tutaj całość jest niezwykle prosta – to właśnie owa prostolinijność i czytelność przekazu ujmuje i chwyta za serce, sprawiając, że czytaną opowieść traktujemy jak własną, a emocje, o których czytamy projektujemy na siebie samych.  Bohaterami nie są nastolatkowie, którzy jedynie imprezują, piją, ewentualnie spędzają czas na siłowni czy w łóżkach kolejnych seksualnych zdobyczy, jak to często prezentują media (i ostatnie książki, nie da się zaprzeczyć), lecz grzeczni, może nawet ugrzecznieni przedstawiciele swojej grupy społecznej.

U Greena młodzież myśli, zastanawia się nad życiem, nad tożsamością, nad przyszłością i przeszłością. Jego bohaterowie są refleksyjni, ale nie miałcy i nadmiernie uduchowieni. Mają wartości, potrafią sobie pomagać i lojalność stawiają ponad wszystko. Przede wszystkim są normalni i tą normalnością zarażają. I nie są wulgarni, uwierzycie? Może to dążenie Greena do ideału sprawia, że nie wkłada w usta swoich bohaterów kolejnych wykwitów łaciny podwórkowej, jednak trzeba przyznać, że ten zabieg mu się udaje – pokazuje, że można inaczej, że nie trzeba kląć, by być lubianym, nie trzeba pić na umór, by mieć przyjaciół, że nie trzeba w książkę wplatać wulgaryzmów, by być autorem na topie. Wystarczy być sobą, być wiernym swym zasadom i wartościom, a przy tym akceptować innych, także dlatego że są inni niż my.

Tytułowe papierowe miasta sięgają dalej – na ludzkość. Ukazują ludzi innych niż nasze o nich wyobrażenia, pokazują światy odległe od ideału i tego, co projektujemy w naszych głowach. Uwypuklają to, jak bardzo czyjś obraz pod publiczkę może różnić się od tego, co dana osoba o sobie myśli i czego naprawdę oczekuje do życia.

To lektura, po którą warto sięgać w każdym wieku, szczególnie jednak w czasach gimnazjalnych i ponadgimnazjalnych, kiedy to kształtuje się nasz światopogląd i dojrzewamy do pewnych kwestii i spojrzeń. A jeśli poza przekazaniem niewątpliwych wartości istotnych do zaszczepienia w życiu, prawd uniwersalnych, zachęci ona do sięgnięcia po Whitmana czy Plath – brawo, panie Green.

Polecam i zwracam honor – nie należało skreślać autora ze względu na jedno nieudane spotkanie lekturowe. Tym razem jest znacznie, znacznie lepiej.


 Książkę tanio kupisz tutaj:




Recenzja Szukając Alaski - tutaj.